IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Gerard i Maisie Ginsberg - Page 5

 

 Gerard i Maisie Ginsberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Mar 17, 2014 1:10 pm

First topic message reminder :

salon:

kuchnia:

sypialnia:

łazienka:

oranżeria dla Maisie:

pokój Maisie:

biblioteka:


RESZTA W BUDOWIE.


Ostatnio zmieniony przez Gerard Ginsberg dnia Sob Maj 10, 2014 11:46 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Sie 05, 2014 9:14 pm

Gerard był jedyną bliską jej osobą - kiedyś jeszcze śniła o prawdziwych rodzicach i o Malcolmie, cudownie odnajdujących ją pewnego dnia i zabierającym z małej chatki do lepszego świata, lecz te marzenia skończyły się definitywnie wraz z jej szesnastymi urodzinami. Potem jeszcze przez jakiś czas modliła się o ratunek, ale kolejne wydarzenia całkowicie wycięły z niej potrzebę powrotu do Randallów. Z małym, trzyletnim ucieczkowym wyjątkiem, który jednak wydawał się teraz Maisie bardzo nieistotny. Nie miała już przecież biologicznej rodziny; rodzice zginęli w Jedenastce a rodzeństwo gdzieś w świecie. Tyle, koniec, kropka. Została całkiem sama, oddychając wyłącznie dla jednej osoby. I dzięki niej.
Niepokoiła się o niego; nie potrafiła wyobrazić sobie rzeczywistości, w której zabrakłoby obok niej Gerarda. Na samą myśl o takim koszmarze dostawała dreszczy...idiotycznie niepamiętna swojej ucieczki. Psychika w kawałkach, niepołączonych ze sobą: może dlatego wydawała się sobie tak bezbrzeżnie głupia. Tylko przy jego dotyku potrafiła wykrzesać z siebie pozytywne odczucia wobec samej siebie.
Laurka pochwalna z apostrofą do Gerarda rysowała się w głowie Maisie coraz to jaskrawszymi kolorami; nawet w chwili, w której była roztrzęsiona, zazdrosna i zmartwiona na raz. Kuliła się pomiędzy jego nogami tylko czekając na jakąś ostrzejszą reakcję. Sprawiedliwą; sama ją na siebie sprowadziła głupiutkimi pytaniami, dlatego zawczasu próbowała zbliżyć się do niego jeszcze bardziej, pewna, że zaraz dostanie kolejną lekcję na przyszłość. Na razie jednak dalej przesuwała palcami po jego nagim torsie, zsuwając je w końcu w dół, na podłogę. Zimną, w odróżnieniu od jego ciała, żyjącego, ciepłego, bliskiego. Prawie odruchowo przysunęła się do niego jeszcze mocniej, ocierając się policzkiem coraz sugestywniej o materiał jego spodni. Już muskała ustami rozporek, czując jednocześnie ciepło, rozchodzące się wzdłuż kręgosłupa, słodko niwelujące płomień zazdrości, gdy…To były sekundy; szarpnięcie za włosy, ostre spojrzenie jego oczu i siarczysty policzek.
Jeden z mocniejszych, jakie od niego otrzymała; głowa odskoczyła jej jak jakiejś zepsutej zabawce a impuls bólu rozniósł się po jej ciele, wyciskając z jej oczu łzy. Skóra na twarzy paliła żywym ogniem, ale nie przyłożyła do niej dłoni, odwracając się powoli znów w stronę Gerarda. Z pojedynczymi łzami sklejającymi jej rzęsy.
Chciała się odezwać, przeprosić, ale znów ją zaskoczył, przyciągając do siebie. Ekstremalnie blisko; czuła smak krwi prosto z jego ust i gorący, wilgotny język rozchylający jej wargi. To zdecydowanie nie była kara; aż zadrżała w jego uścisku, nieudolnie starając się ukryć instynktowne podniecenie. Policzek dalej bolał, skóra cierpła i czerwieniła się intensywnie, ale mogła myśleć tylko o jego zdecydowanych pocałunkach i równie mocnych słowach. Krótkich, konkretnych, sprawiających, że otwierała szeroko oczy, przyglądając mu się z bliska i nie skarżąc się w ogóle na rozcinający policzek sygnet. Krew spłynęła jej szybko aż do kącika ust i potem do podbródka, łaskocząc, ale nie ocierała czerwonego płynu, po prostu odwzajemniając spojrzeniem wszystko, co mogłaby powiedzieć. Głównie wdzięczność, morze uległości i oddania, wzbogacone nagłym spokojem, jaki ogarnął ją po tym zapewnieniu. To, co robił nie było wychowawcze – mogła nauczyć się szantażować w ten sposób? – ale przecież doskonale wiedział, że etap tresury mieli już za sobą i że teraz wszystko będzie dobrze. O czym już nie musiała zapewniać się sama.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Sie 05, 2014 9:52 pm


Czasami wyobrażał sobie reakcję Maisie, która jakimś cudem (przekleństwem?) dowiaduje się, że łączą ich więzy krwi. W jego nieujarzmionych fantazjach ten moment wydawał się swoistego rodzaju ewenementem. Nie umiał do końca przewidzieć jej zachowania, choć był przekonany w stu procentach, że ta jedna krótka informacja obróciłaby w perzynę ich obecny porządek. Być może powinien drżeć z trwogi, ale zabezpieczył się przed ewentualnymi następstwami tego faktu, dbając, by nikt żywy nie przechował tej drobnej tajemnicy, którą zamiótł pod dywan.
Każdy przecież miał swoje sekrety - rodzinne sagi obfitowały w tragedie większe niż ta, która rozgrywała się zamkniętych ścianach tego mieszkania. Ginsberg był tego świadom, mało kto doświadczał ciepła ogniska domowego, które dosłownie przepala wnętrzności. Dlatego nie obawiał się zemsty za swoje postępowanie - wręcz z każdym ruchem Maisie i zestawieniem ją w myślach z jej matką czuł się mocniejszy, zupełnie jakby wynalazł eliksir młodości, która właśnie zaczynała krążyć w jego potrzaskanym krwiobiegu.
Naraził się niepotrzebnie. Widział jej cierpienie w spojrzeniu i w gestach poszukiwania go w celu ocalenia jego ciała. Nie wzruszało go to (może faktycznie nie miał uczuć), ale też nie rozbawiało; czuł się jednak fizycznie głodny jej obecności i czerpał pełnymi garściami z tego przywileju ojca i kochanka, który zaraził ją już na wieczność (w perspektywie jego wieku to nie wydawało się wcale tak długo) nienasyceniem. Widział to przecież w ruchach jej policzka, którym zawadzała o jego rozporek jak rasowa kurewka.
Którą uderzył prosto w twarz z nieuzasadnioną czułością. Mógłby liczyć jej łzy, którymi skraplała nagle odziedziczone po nim oczy, ale zamiast tego wolał ją całować jak wariat, rozchylając nie tylko jej wargi (czerwone, to dziś dominujący kolor), ale również uda. Wilgotne, chętne, dobrze wiedział, że sam stworzył sobie idealną zabawkę, którą do granic możliwości podniecała własna destrukcja. Może i powinien obawiać się, że zaszczepi w niej gen samobójstwa (po babce), ale znał ją na tyle, by wiedzieć już, że nie wykonałaby wyroku, mając go za Pana.
Przecież idealnie stosowała się do jego reguł, co sprawdził własnoręcznie, sunąc palcami po jej nagiej skórze i nie napotykając żadnego oporu w postaci konserwatywnej bielizny. Spojrzał prosto w jej oczy, zlizując czerwoną ciecz z jej szyi.
- Zostałaś zgwałcona przez wyrostka z Kwartału. Znalazłem chętnego, niebawem będzie martwy, więc dziecko zostanie sierotą. Będziesz mogła wychowywać go sama ze swoim ojcem - dokończył, przekazując jej wszelkie potrzebne informacje i wprowadzając ją w nowe realia, w którym był jej protektorem. Całkiem podniecająca wizja, ledwo hamował swoje ręce, nie mógł teraz niszczyć się dla niej, zresztą wolał poczekać te kilka dni i sprawdzić, czy podczas jego absencji wyleczyła się z tej śmiesznej niechęci do seksu analnego. Miał nadzieję, że nareszcie zrozumiała, że opór może kosztować ją obecnie znacznie więcej niż sobie wyobrażała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Sie 06, 2014 3:52 pm

Pocałunek Gerarda wyleczył Maisie z pulsującego niepokoju prawie natychmiast. Skoro był w stanie tak ją całować, przesuwając kłami po jej spuchniętych od uderzenia ustach, to z pewnością nie umierał. Bandaże przesiąknięte krwią dalej przyciągały jej wzrok, jednak teraz stanowiły raczej tło niż pierwszy plan tej niemiłosnej historii. Coś się stało, ktoś zrobił mu krzywdę, ale pewnie ów ktoś już nie żył. Przez sekundę pod powiekami Mai pojawił się obraz Azazela przybitego gwoździami do ściany nad jej łóżkiem - zaschnięta krew, ropa i wielkie muchy, obsiadające jego posklejane futro. Tak mógł wyglądać przeciwnik Gerarda; wierzyła w to święcie i po raz pierwszy wspomnienie ukochanego psa nie wywołało u niej mdłości a falę uspokojenia. Nikt już im nie zagrażał i nikt ponownie nie podniesie noża na ciało jej opiekuna. Nawet ona sama; w tym także upewniała się z każdym głębszym pocałunkiem, do którego podnosiła się powoli z kolan jak łase na pieszczoty zwierzątko, opierając się delikatnie dłońmi o jego uda i przyciskając usta do jego warg, oblizując je powoli. Ponownie; policzek piekł żywym ogniem, ale wcale jej to nie przeszkadzało; wręcz przeciwnie, fantomowy dotyk jego mocnej dłoni i sygnetu rozcinającego jej skórę nakręcał ją wręcz masochistycznie. Przestała się bać - Gerard znów w jej oczach był niepokonanym i wręcz pozbawionym krwi bóstwem (pretensjonalność tej apostrofy nie wydawała się nawet aż tak śmieszna w zmęczonym umyśle Mai); teraz pragnęła tylko jego ciała i...zduszenia bolesnej zazdrości, deformującej rzeczywistość wokół nich.
Nie chciała nikogo więcej w tym chłodnym apartamencie. Żadnej narzeczonej, żadnej kochanki, żadnych Złych Ludzi; w końcu: żadnej polityki. Nie obchodziły ją rządy, Alma Coin, Rebelie i powstania: chciała tylko spokoju, przyrody i rodziny. Minęły lata odkąd pierwszy raz nieśmiało marzyła o domku i trójce dzieci, ale pomimo wszystkich dramatów ta chęć osiedlenia się gdzieś w środku lasu z małymi brzdącami biegającymi w ogrodzie pełnym kwiatów, pozostała taka sama. Teraz jednak widziała przy sobie wyłącznie Gerarda i chatkę na końcu świata. Nie, nie tą w Jedenastce; dalej śniła o niej w koszmarach. Chciała po prostu uciec z znienawidzonego miasta, z miejsca, które ukradło jej brata i które zraniło mężczyznę, którego kochała. Ich dziecko miało dorastać wśród kwiatów i świeżej trawy a nie na chodnikach wylanych betonem i przysypanych śmieciami.
O to też miała go poprosić. Później; dostąpiła dzisiaj podwójnej łaski (wrócił żywy, obiecując zerwanie zaręczyn z córką najważniejszej osoby w państwie - Maisie powinna rozszlochać się z wdzięczności) i wolała nie ryzykować ponownie. Wystarczyło jej to poczucie bezpieczeństwa i pożądanie widoczne w jego zmęczonych oczach, kiedy dotykał palcami jej ud. Ostrożnie, zgięty pod niewygodnym kątem. Przez chwilę walczyła z chęcią podniesienia się z kolan i wyprostowania się przed nim, rozpinając jednocześnie guziki sukienki. Impuls pożądania i chęć oddania mu się - zadośćuczynienie za jego cierpienie? - był szybki i mocny, jednak zdrowy rozsądek zwyciężył i osunęła się z powrotem na podłogę, rozłączając ich usta.
Tak było lepiej dla niego; znów wpatrywała się w zakrwawione bandaże, słuchając uważnie...scenariusza. Brzmiał sensownie, chociaż w myślach dopisała kolejną ofiarę do listy osób, które zginą przez nią. Już nie przeżywała tego histerycznie. Przywykła; bardziej martwiło ją to, że zlepek komórek rosnący pod jej sercem będzie owocem gwałtu.
Rozkoszne przeniesienie - czyż nie roniła wielokrotnie po faktycznych gwałtach? - którego była nieświadoma, znów opierając policzek na udzie Gerarda, tym razem jednak patrząc w górę i kiwając powoli głową. Był mądrzejszy i z pewnością wybrał to rozwiązanie jakie najlepsze z możliwych...chociaż Maisie znała lepsze. Dużo lepsze; znów zacisnęła usta, wilgotne od jego języka i spuchnięte z lewej strony od uderzenia, zastanawiając się, czy nie przedstawić Gerowi swojego punktu widzenia. Zrezygnowała jednak, znów odruchowo ocierając się o jego spodnie, z ulgą i radością przyjmując uspokojenie organizmu. Drżała teraz wyłącznie z podniecenia; zazdrość i strach wyciszyły się zupełnie, jakby wraz z ślina Gerarda zawierała środek uspokajający. Albo truciznę, nakręcającą ją bardzo miłośnie.

zt


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sob Sie 16, 2014 8:11 pm

po obradach okrągłego stołu

Frezje. Opadające na wierzch trumny, zahaczające o dębowe drewno, wpadające pod poduszkę z wielką białą koronką zaraz obok głowy Maisie, rozczłonkowane podobnie jak jej ciało, zanim zostało ułożone między trzema deskami i wystawione na widok publiczny. Nie trzeba będzie robić kolejnej miniaturowej trumienki dla dziecka - zostanie ono pochowane w łonie matki, nikt nie zauważy , że w ogóle istniało poza ojcem i jednocześnie dziadkiem, którym będą wstrząsały łkania, kiedy ktoś spojrzy w jego stronę. Poza tym będzie całkiem przytomny, nieludzko wręcz szczęśliwy tego dusznego dnia, kiedy będą otwierać trumnę dla rodziny, której nieboszczka nie posiadała. Potem zwali winę na leki - to one sprawiły, że reagował tak bezdusznie na widok swojej wychowanki, która w wyniku wypadku losowego znalazła się przed ich mieszkaniem.
Rozsypana, rozwalona na milion najmniejszych kawałeczków przed zawrotną prędkość, z którą jej ciałko uderzyło o bruk. Wszędzie było mnóstwo krwi i części jej bytu, teraz już nieistniejącego. Niegdyś przeczytał, że strach przed wysokością jest wielkim absurdem, bo tak naprawdę grunt zabija. Pewnie dlatego tak właśnie projektował śmierć Maisie, odsuwając od siebie myśl, że chodzi o zwykłe zatarcie śladów - to właśnie ono było największym wyzwaniem, bo ani przed sekundę nie wątpił, że zgon stanie się dla niej wybawieniem, na które nie zasłużyła.
Wiedział już, że uciekła - miał niejasne wrażenie, że krople, które moczyły mu płaszcz odbijają tę informację od plugawych chodników, po których ślizgał się, czując jeszcze przy każdym ostrzejszym ruchu tkliwość żeber i szwy, które powinien zdjąć już wczoraj. Nie starczyło czasu, umykał on tak szybko, że miał wrażenie, że wzorem Prousta zacznie próbować go zatrzymać - nie żeby rozpamiętywać (aż tak sentymentalnym głupcem nie był), ale po to, by dowiedzieć, co przeoczył i co sprawiło, że kobieta jego życia (w co nie wątpił0 postanowiła skazać się na śmierć. Nie mógł jej tego darować i zdawał sobie z tego sprawę, kiedy wreszcie docierał do samochodu i dawał mu zapalić się podczas wieczystej ciszy, która właśnie zapadała nad miastem, tworząc mozaikę z urojeń ludzi. Przekonanych, że Igrzyska zostaną odwołane. To było tak wzruszające, że aż go poruszyło - podobnie jak przemowa idiotki, która wypominała Scarlett pochodzenie i podobnie jak wzruszające słowa Joffa, które zapadały mu w pamięć. Na trochę, nie istniało nic, co mogło sprawić, że zacznie współczuć tym dzieciom i wielka szkoda, że niektórzy próbowali odwołać się do jego czystego (bo wypranego z jakiegokolwiek drżenia) sumienia, które właściwie już mogło zasnąć na wieki.
Wraz z umiłowaną w Chrystusie Panu (on kochał upadłe kobiety) córce, którą będzie żegnać z wszystkimi honorami, kiedy nadejdzie na to czas.
Podjeżdżał pod dom przekonany, że właśnie dobrał odpowiednią muzykę do uroczystości i że już powinien rozsyłać zaproszenia, ale światła rozproszyły go i zapewne, gdyby był bardziej czuły i romantyczny, to już uśmiechałby się do swojego mokrego odbicia, próbując zapewnić swojej ukochanej córce niespodziankę, ale zamiast tego zwyczajnie... Oniemiał, pewien, że to złodzieje i że jeśli nie ma łomu w bagażniku, to znowu postrzeli kogoś. Musiał zacząć się pilnować, niebawem mógł dorobić się porządnej kartoteki, a czyszczenie jej było podobnym przekleństwem, jak spotkania rządu o trzeciej nad ranem i poranny dyżur, którego nie mógł sobie odpuścić. Nie, kiedy spodziewał się dostawy nowych skazańców. Dlatego do mieszkania wchodził bez przekonania, był na tyle zmęczony, że broń nadal pozostawała w aktówce, a przemoczone ubrania wciąż przyklejały się do jego ciała. I do zapachu, który roznosił się w tych czterech ścianach.
Frezje, jej perfumy, wszystko, co makabryczne i przerażające stało się nagle jego udziałem, kiedy wpadał do łazienki i pod prysznic, obserwując nagą córkę i swoją przerażającą upadłość, która podsuwała mu same czułe obrazki z ich udziałem - jak dotknięcie jej, przytulenie, pytanie o to co się stało. Znienawidził w tej chwili swoją podświadomość tak bardzo, że aż zatrząsł się nagle z zimna i czystej wściekłości, skierowanej w stronę tej, która doprowadziła go do takiego stanu.
Mógłby mówić sporo, ale na to było już za późno, zakręcił kurek z wodą i złapał ją mocno za nadgarstki, patrząc prosto w jej oczy i próbując nie wybuchnąć zapalczywym gniewem, który mógłby się skończyć wyznaniem jej miłości. A przecież trumna już czekała, czas przestał przeciekać mu przez palce i mógł uderzać jej głową o płytki, modląc się, żeby nie zemdlała z bólu, bo miał ochotę się nad nią poznęcać. Była jego rzeczą, była jego niewolnicą i zamiast czekać potulnie w domu Pana, uciekła, więc musiała zapłacić za to własną głową. Tylko ta pieprzona ciąża - inna własność i inne życie - trzymało go w ryzach na tyle, że Maisie nadal oddychała, choć odwracał ją do siebie plecami, przyciskając mocno do zimnej ściany, jakby miał strzelić jej w tył głowy, jak przystało na cichych, ale okrutnych zabójców.
Czy to była już łaska?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Sie 18, 2014 11:47 am

[się=10] | po dramach w Kwaterze Głównej[/size]
Powrót do domu nie okazał się tak prosty, jak przypuszczała. Owszem, została wyprowadzona w zupełnie innej części miasta, na nieznanej ulicy pełnej pozamykanych sklepów i domów z pozabijanymi deskami oknami, ale geograficzne niedogodności były niczym od tych psychicznych. Mogła przecież zatrzymać taksówkę albo mijający ją patrol Strażników; nie chciała jednak ułatwiać sobie sprawy i…skracać tego ostatniego spaceru. Nie miała wątpliwości, że te dwie doby bez bliskości Gerarda zmieniły bardzo wiele. Trzykrotnie wybaczył jej ucieczkę, trzykrotnie wydał wyrok uniewinniający; ostatnim razem nawet nie obdarzając ją wyrafinowanymi torturami tylko czułą opieką...Czy mogła więc liczyć na podobne ulgowe traktowanie?
Na pewno nie; wiedziała o tym bardzo dobrze, kiedy snuła się po zarośniętych trawnikach i powoli szła wzdłuż linii trakcyjnej, prowadzącej do centrum miasta. Wariatka, uciekinierka, wyrzutek społeczeństwa; tak się czuła i tak też wyglądała, poszarpana, z obdartymi kolanami i wielkim siniakiem na prawym policzku, nabierającym już koloru śliwkowej zieleni. Ofiara losu…albo raczej ofiara samej siebie. Dopiero po wyjściu na powierzchnię i złapaniu pierwszego łyku świeżego powietrza zrozumiała cały ciężar podjętej decyzji, ze wszystkimi szarościami i późniejszymi konsekwencjami. Dbała tylko o Malcolma; nie mogła pozwolić na utratę jedynej więzi, łączącej ją z dawną Maisie i nawet jeśli ta nowa, wytresowana i posłuszna wersja chciała zepchnąć go do tych podziemi już na zawsze, to…wyjątkowo nie mogła wygrać. Nie w tej sprawie. Poddała się więc wszystkiemu ze spokojem, jednak bez złudnej nadziei. Wyczuwała, co stanie się po spotkaniu z Gerardem i szła na to spotkanie z podniesioną głową. Bez strachu, przynajmniej powierzchownie, bo wieczorem, kiedy już znalazła się przed drzwiami apartamentu, przesuwając kartą po czytniku, wręcz trzęsła się z przerażenia.
Przestąpiła jednak próg ostrożnie, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów: wojskowych butów, krzyku albo naładowania broni. Nic takiego jednak nie dotarło do jej uszu. Stała więc w korytarzu swojego domu w bezruchu, jakby nie ufając własnym zmysłom i kuląc się przed nienadchodzącym Gerardem.
Zamiast niego w mieszkaniu panowała grobowa (jakaś subtelna podpowiedź?) cisza a nieobecność właściciela wydawała się wręcz boleśnie namacalna. Bała się nawet poruszyć, jakby z półmroku w każdej chwili mogła wyłonić się ręka Gera, odziana w skórzaną rękawiczkę, i zaciskająca się na jej szyi. Odruchowo przesunęła dłonie na brzuch, obronnie, wyczekując uderzenia. Które nie nadchodziło; dopiero po kilku długich minutach odgrywania rzeźby odważyła się na kolejne kroki. Sypialnia, kuchnia, bandaże leżące na stole – przez sekundę irracjonalnie zbeształa się w myślach za niedokupienie nowych – uchylona lodówka, półotwarta szafka. Te mikroskopijne świadectwa jego porannych rytuałów sprawiły, że prawie się rozpłakała, zaczynając kompulsywne porządki. Gerard mógł wrócić w każdej chwili, nie zerkała jednak na zegarek, ścieląc łóżko, podlewając obeschnięte kwiatki w oranżerii, czyszcząc blaty i w końcu ścierając podłogi. Nie wiedziała, ile czasu minęło, ale z każdą wykonaną czynnością uspokajała się coraz bardziej, zadamawiając się w opuszczonym mieszkaniu. Może nie zauważył jej nieobecności? Może w związku z tymi całymi Igrzyskami musiał zostać w pracy i…tak, to było sensowne i naiwnie wmawiała sobie, ze Gerard niczego nie zauważy. Jej sparaliżowana przerażeniem psychika chłonęła wszelkie, nawet niedorzeczne, łagodne opcje rozwiązania sytuacji. Nie zamierzała się więc jakoś przygotowywać; wyłączyła czujność, przegryzając ostatnie jabłko wyciągnięte z lodówki i ruszając do łazienki.
Musiała zmyć z siebie nie tylko kurz, ale i całe napięcie, zapach wody kolońskiej Malcolma, woń podziemnej pleśni i ciężar przerażenia. Rozebrała się szybko, decydując się na gorący prysznic i w chwili, w której ciepła woda obmyła jej ciało westchnęła głośno, opierając czoło o szybę. Obdarte kolana zapiekły, ale był to ból pełen ulgi. Spięte mięśnie w końcu się rozluźniły i po kwadransie półsnu pod gorącym deszczem w końcu miała siłę na obmycie ciała. Powolne, dokładne; cały rytuał oczyszczania przykuł jej uwagę tak mocno, że nie słyszała otwieranych drzwi. Para, wypełniająca całą łazienkę nie pozwoliła też na wcześniejsze wyczucie lodowatego powiewu…paraliżującego ją w tej samej chwili, w jakiej przyjemne ciepło zniknęło, zastąpione przez mocne ręce Gerarda.
Nie miała nawet kiedy zauważyć jego stroju czy wyrazu twarzy; wszystko rozmyło się jej w późniejszych uderzeniach. Tępych, głuchych, pamiętała tylko o tym, żeby nie zaciskać szczęk (wybite zęby, odgryziony język) i by nie stawiać żadnego oporu (złamany kark). Wręcz omdlała w jego rękach, bezwolna i niemyśląca. W jej umyśle panowała kompletna pustka: żadnej gonitwy myśli czy histerycznych planów awaryjnych. Nic; mogła tylko czekać na kolejne uderzenia i obserwować krew powoli cieknącą z jej skroni.
Tępy ból rozsadzał jej czaszkę, ale poczuła go dopiero w chwili, w której przycisnął ją do ciepłych płytek, gwałtownie i mocno, obijając jej żebra. Z trudem zaczerpnęła powietrze, będąc w stanie powiedzieć tylko jedno zdanie, urywane, jękliwe, błagalne. – Nie rób nam krzywdy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Sie 18, 2014 2:14 pm

Doprawdy, przez te ostatnie godziny mógł zdobywać laury w najbardziej wyszukanych i brutalnych scenariuszach zemsty idealnej. Takiego powetowania własnych krzywd nie powstydziłby się największy zwyrodnialec (widywał go w lustrze) i dzięki tym myślom udawało mu się przetrwać kolejną noc, która okazała się ostatnią bez ciepłego ciała Maisie obok siebie na łóżku. Nie chodziło o bliskość - a na pewno nie o taką, która była zarezerwowana dla normalnych relacji międzyludzkich; a o jakiś rodzaj zaborczości, który sprawiał, że musiał ciągle upewniać się w tym, że nic jej nie grozi i nikt nie kala jej świętego ciała. Które było dostępne tylko dla jednego mężczyzny, tego, który bezwiednie upajał się widokiem swojej ukochanej córki na marach - wśród świec, z bladą twarzą i oczami, które miały nigdy nie doświadczyć słońca. Wiedział, że zasługiwała na to, więc pieścił się takimi myślami, ćpał je jak narkoman i odsuwał sprawy polityczne na bok, czując się najlepiej i najpełniej we własnej wyobraźni, która podsuwała mu gotowe rozwiązania. Nikt (a na pewno nie jego mała córeczka) nie śmiał wątpić, że zrealizuje je w mgnieniu oka i o tym tylko myślał, wpadając do łazienki, w której zapłonęło światło. A raczej się migało - miał wrażenie, że elektryczność, że technika, że wszystko, co niezależnie do niego sprzyja mu w gonitwie za sprawiedliwością, która zaciskała palce na jego szyi i prowokowała go do czynów lubieżno-krwiożerczych, łącznie z łamaniem kości i szykowaniem się do wytłumaczenia, czemu trup miał zdartą skórę. Te wszystkie turpistyczne wizje pozwalały mu stać naprzeciwko niej i jeszcze nie sięgać po nóż ofiarny, błagając Ojca o przebłaganie. Nie powinien tyle zwlekać z wykonaniem świętego wyroku, był tak bardzo winny, kiedy darował jej wielokrotnie życie i teraz ponosił odpowiedzialność za to, próbując wytłuc jej z głowy wszystkie niedorzeczności. Dosłownie.
Zapomniał, że jest w ciąży i że miał ją chronić - to była jakaś matnia, po której poruszał się tylko do przodu i tyłu, zaciskając dłonie na jej nadgarstkach i uderzając jej głową do nieznajomego rytmu, który wydawał się mu przynosić patologiczną ulgę. Karał ją przecież za własne, niezawinione cierpienia, których się dopuściła, gwałcąc święte prawa i obracając je w perzynę.
Jako jej ojciec i opiekun (także erotyczny) miał obowiązek nauczył jej poszanowania odwiecznych reguł, w których złotymi zgłoskami zapisano, że nie mogła mu uciekać; że należała tylko do niego i że jej ciało było świątynią, która powinna być poświęcona jedynemu bóstwu, w które wierzyła. Nie musiał jej tego powtarzać, przynajmniej tak łudził się, kiedy jeszcze była obok niego, a teraz przekonywał się boleśnie, że miała to za nic i próbował wyjaśnić jej to bez użycia słów, a z użyciem bólu, którym promieniował sam. Nie rozumiał, czemu czuje dokładnie każde uderzenie, jakie jej zadaje; ale dawno nie czuł się tak podniecony tym, co miał jej do przekazania za pomocą jej ciała, które usiłowało bronić się przed uderzeniem. A przecież i tak był delikatny - powinna oblizywać go dokładnie za tak poczynioną ostrożność, bo w pierwszym odruchu miał ochotę wytłuc jej swojego bachora z brzucha i roztrzaskać go na ścianie, by pokazać jej, co się dzieje z każdym, kogo krzywdzi; ale to dziecko należało do niego - mógł ją nienawidzić i mógł ocierać się o nią, czując zabójczą erekcję, ale nadal był związany tym, co wykwitło pomiędzy nimi i przez to Maisie mogła zostać ocalona. Jeszcze jednak nie zdecydował się na nic, cały mokry i nieprzytomny z chęci dokopania jej jak zwierzęciu, które leżało przybite do ściany.
- Z kim się pierdoliłaś? Z kim tam byłaś? Gdzie byłaś? - zadawał pytania spokojnie, a przecież już była tylko wspomnieniem, które chciał roztrzaskać na tej ścianie, obserwując strumyk krwi, który płynął z jej skroni, zmywając jej ciało. Faktycznie, potrzebowała obmycia ze wszystkich grzechów i to właśnie fundował jej ukochany ojciec, stając za nią i słysząc jej prośbę. Niedorzeczną, nie mogła chyba przypuszczać, że znowu jej zbrodnie zostaną zapomniane.
Kochał ją tak mocno i niemożliwe, że mógł tylko zacisnąć palce na jej szyi, przesuwając ją do siebie i ocierając jej nagie ciało o swoje ubranie, elektrostatyka - tak chyba nazywało się to zjawisko; czuł prąd, który przechodził między nimi, czuł miłość, która promieniowała mu do czaszki, stawiając mu włoski na karku i czuł chore uzależnienie, które sprawiało, że Maisie nadal oddychała, a każdy jej przyśpieszony oddech był policzkiem w jego twarz. Siarczystym, wystarczył ten atak, by zapłonął i nagle zdejmował spodnie i całą resztę przemoczonych rzeczy, puszczając ją chwilowo na płytki. - Musisz mi wszystko powiedzieć - i znowu szarpnął ją do siebie, w gorączce, która zwiastowała początek choroby - ukojonej zaledwie tylko kilka razy w życia; ot, niezaspokojona nigdy potrzeba posiadania jej do każdej tkanki, która teraz skutkowała wgryzaniem się w jej łopatki i rozrywaniem skóry zębami jak ofierze, którą trzeba było posiąść, zanim zada się jej ostateczny cios.
Oswojenie.

zt


Ostatnio zmieniony przez Gerard Ginsberg dnia Pon Wrz 01, 2014 3:38 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Sie 26, 2014 3:35 pm

Ulice mogły zniknąć za mgłą, która zdawała się unosić równie okrutnie jak na wrzosowiskach dawnej Wielkiej Brytanii - nie żałował niczego tak bardzo jak zamków w Szkocji, które runęły jeden po drugim - i zapewne nie zauważyłby znaczącej różnicy. Mawiali, że to zjawisko atmosferyczne jest zapowiedzią lepszej pogody, pewnie powinien uważniej śledzić doniesienia telewizyjne, zwłaszcza kiedy występował w programie Igrzysk dość często, ale nie umiał odnaleźć w sobie gwiazdy, która rozdaje swoje uśmiechy na prawo i lewo. Miał w pogardzie takich ludzi, więc tego dnia modliłby się gorliwie o wielką powódź, która zalałaby Kapitol i sprawiła, że wypłukała pewne resztki wprost do Kwartału. Tam było ich miejsce, a nikt tak jak Gerard, nie lubił bałaganu. Chaos był mu bliższy, okiełzany i miał wrażenie, że nad nim panuje, ale prozaiczny nieporządek, choćby w jego rzeczach czy mieszkaniu doprowadzał go do tak dotkliwej irytacji, że można było mierzyć poziom jego złości w ofiarach. Śmiertelnie całopalnych, dziś jeszcze przypominał sobie te wszystkie lata, kiedy w snach płomienie lizały jej ciało z równą zawziętością jak on sam; a budził się bezgłośnie, zaciskając palce nie na poduszce, a na szyi swojego kochanka. Nie zapamiętał wszystkich imion, nie każde nazwisko trupa bądź pogrzebanego za żywota, dało się mu poznać, tylko ona pozostawała w jego pamięci wiecznie żywa, jakby to była jedyna kara za to, co przyszło mu jej uczynić.
Mało dotkliwa. Ile razy śmiał się z bóstw, że zafundowali mu coś tak niewinnego jak widok śpiącej matki, której ciało nagle zajmuje się ogniem. Faktycznie, przeliczyli się i przegrali. Zastanawiał się, czy nie jest sporo prawdy w tym, że nie stworzyli oni człowieka, że tylko współistnieli z nim w tym ziemskim koszmarze i to sprawiało, że byli tak zwyczajnie bezsilni wobec tego, co pokazywał im świat. Prowokował ich wielokrotnie - myślą, słowem i uczynkiem - bo także tam szukał odpowiedzi, ale zamiast jasnych sygnałów i piorunów z nieba otrzymywał wizje, które może zdołałaby przestraszyć pięciolatka, ale nie naczelnika więźnia, którego dni liczyło wielu. Bezskutecznie, zdawał się być bezkarny tego wieczoru, kiedy stronice wydawały mu się lekkie jak nigdy, przewracał je niecierpliwie, nie mogąc zapaść w śpiączkę wraz z bohaterami, którzy jakoś nie chcieli ożyć w jego wyobraźni. Być może autor był geniuszem, który zaprzedał duszę diabłu (kolejny?) i faktycznie jego litery pozostawiały ślad tak wyraźny w psychice, że prawie niedostrzegalny albo... Gerard nie mógł przyznać się sam przed sobą, że czytanie od godziny przestawało sprawiać mu przyjemność.
Chyba rozpraszał się za łatwo i nie pomagały zamykane z hukiem okiennice, które z nowoczesnego apartamentu robiły twierdzę niemal zamkową, nie do zdobycia przez postronnych - książka nadal leżała na jego kolanach, a on oddychał szybko, próbując opanować jakąś rodzącą się w nim wściekłość. Nie z powodu spraw zawodowych - Igrzyska mogły zostać odwołane, choćby jutro i na zawsze; ale z przyczyn sobie nieznanych. Nie zamierzał przecież wmawiać sobie jakiejś chorej zaborczości, która sprawiła, że po spotkaniu z Malcolmem Randallem wylądował tutaj, okrywając ją kocem i obserwując jak śpi. Snem kamiennym, prosto z repertuaru jego ukochanych mieszanek ziołowych. Na tyle mocnych, by ululać jego niepokorną córkę do snu i na tyle słabych, by nie zaszkodzić jego dziecku, które rosło wewnątrz niej.
I chyba o to chodziło. To stanowiło wyjaśnienie tego niespokojnego wieczoru, kiedy podchodził do niej i siadał obok jej ciepłego od snu ciała, odgarniając długie (nadal dla niego za krótkie) włosy z jej różowych policzków i uświadamiał sobie, że jego syn rozpycha się wewnątrz niej, że ma serce, które mu przyśpiesza, że czuje ojca, który siedzi obok jego matki i że... są rodziną, że wówczas przy poczęciu syna (już znał płeć) zrobił dokładnie to samo, co przed laty z Maisie, którą taksował spojrzeniem głodnym i nienasyconym. Nieistotne, co działo się w Ośrodku, kiedy ona leżała tylko, dając nowe życie. Mógłby zachwycić się tym faktem, mógłby znowu rozczulić się tak bardzo, że seks analny był dla niej zaledwie miłym wspomnieniem - chował gorsze niespodzianki, o których nie powinna zapominać - ale siedział po raz pierwszy od dawna, po prostu na nią patrząc i napawając się najpiękniejszym uczuciem na świecie - była jego córką. Wyszła z jego lędźwi, stworzył ją on sam i tylko on sam ją miał, tylko dla niego została stworzona i tylko on mógł dopełniać tego dzieła za każdym razem, kiedy ją dotykał.
Chyba takich odpowiedzi szukał i chyba taka miłość sprawiała, że zaczynał myśleć nieco przytomniej, kiedy zdejmował jej koszulkę przez sen jak niesfornemu dziecku, próbując wybadać krągłości, które zapewne wkrótce się pojawią zamiast szczupłej sylwetki. I kiedy tak leżała nago i całkiem bezbronnie, pogrążona w jednym z tych snów, których nie pamięta się na ranem, choć wie się, że były magiczne, czuł, że jego matka chowa się za słupem, do którego ją przywiązano, oddając miejsce komuś, komu od zawsze się należało. Nie rozumiał, czy to była miłość - ta pewnie była bardziej ślepa, a on umiał wyliczyć każdą jej skazę fizyczną, poczynając od małych piersi, a kończąc na bliznach - ale wiedział, że ta kobieta należy tylko do niego i że zabije każdego, kto choć spróbuje się do niej zbliżyć.
Nie dlatego, że sprawi mu to przyjemność i będzie smakował tę chwilę wraz z oderwaniem każdego włókna z wrogiego mu ciała, ale dlatego, że tak należało zrobić, bo Maisie miała zostać tą, którą będzie zaborczo chronił przed całym światem. Zrobiło się duszno, ale nie otworzył okna - jakaś symbolika (?) - nie dając umknąć tej chwili i nie dając jednocześnie przesycić tego pokoju zapachem deszczu, zgnilizny i tego, co od zawsze było zewnątrz.
Wewnątrz zrobiło się ciepło, cicho, choć miał wrażenie, że ktoś nadal śmieje się zza grobu. Czuł tylko nadal jej wilgotne ciało, po których przejeżdżał językiem, zlizując tę śpiącą doskonałość i miłość, której i tak nie umiał się nauczyć. Nie, kiedy czuł narastające pożądanie, a ona nadal spała, pewnie przekonana, że siedzi w bibliotece bądź spotyka się z kimś, kto bardziej może mu się przydać niż jej ciało, dzielone na dwa. Nie rozumiał siebie, kiedy zamiast obudzić ją i dokończyć rytuału krwi, który miał związać ich bardziej niż jakakolwiek świecka instytucja, po prostu ją uwielbiał bezgłośnie, próbując odczytać słowa z książki, która upadła na podłogę z głośnym hukiem.
I tak jej jeszcze nie obudzi, jeszcze nie czas.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Wrz 01, 2014 9:46 pm

| kilka długich dni po malcolmowych historiach

Kiedyś zazdrościła Śpiącej Królewnie.
Nie, nie wspaniałych i pięknych sukni; nie niezwykłej urody i królewskiego pochodzenia, tylko…spokojnego snu. Kiedy Gerard pierwszy raz czytał jej te bardzo stare historie – starsze niż sortownie owoców, niż Igrzyska i niż całe Panem – bardzo mało z nich rozumiała. Ba, praktycznie nic. Wsłuchiwała się tylko w jego cichy głos i wpatrywała w brudne od ziemi palce, przekręcające kolejne cieniutkie strony książek, nie przywiązując wielkiej wagi do opowiadanych bajek. Przynajmniej do pierwszej kary za nieposłuszeństwo: od jej czasu wręcz spijała każde słowo z jego spierzchniętych warg. Bez morału, którego nie potrafiła pojąć. Była zbyt młoda i niedoświadczona, by łączyć niektóre fakty z nieoczywistościami, jakie gwarantowały rozbudowane metafory, szeptane twardym głosem Gerarda. Starała się, ale i tak ciemny las pozostawał tylko lasem, wilk groźnym zwierzątkiem a książę miał niebieskie oczy Freddiego. Kolejne magiczne historie przepływały przez jej umysł dość szybko: jedynie opowieść o Śpiącej Królewnie utkwiła w pamięci Maisie na dobre. Z dziecięcym zachwytem widziała w nieistniejącej księżniczce samą siebie – wtedy jeszcze piękną, mądrą i dobrą – a w troskliwym ojcu samego Gerarda, wyczekującego z niepokojem szesnastych urodzin.


tusąhajdy, jakcoś, nie, że post urwany : o


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Wrz 01, 2014 11:33 pm


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 10:38 am



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 11:17 am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 11:49 am



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 12:42 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 1:30 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 1:57 pm


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 3:15 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 3:58 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 7:24 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 7:56 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 8:16 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Wrz 02, 2014 8:37 pm



zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Wrz 03, 2014 5:14 pm

| iii zaginamy na szybko czasoprzestrzeń; kilka dni po poprzednim wątku

Rozcięty łuk brwiowy zagoił się zupełnie; siniak pokrywający policzek zmienił kolor na żółty i praktycznie zniknął; rozcięta skóra na łydkach zasklepiła się w kilkadziesiąt małych blizn. Ciało Maisie wydawało się niezwykle przystosowane do drobnych urazów. Kiedyś wierzyła, że jest to jej ukryta nadludzka siła - każda rana, zadana jej przez Gerarda, bardzo szybko się goiła - ale dopiero później odkryła całą zielarską apteczkę, z jakiej korzystał Ginsberg, wsuwający jej pod język kolejne kolorowe tabletki i podający jej w parujących szklankach niesmaczne napary. Widocznie nawet najlepsze cechy swojego organizmu zawdzięczała jego przezorności. Praktycznej; nie mogła długo wychodzić z lekkich urazów - niedysponowana traciła na wartości i była wyłącznie nudną utrzymanką. Wolała jednak rozpatrywać działania Gera w kategorii rodzicielskiej troski. Tak przecież szufladkowała każde jego uderzenie, karę i poniżenie. Wszystko dla jej dobra. Ta mantra, powtarzana przez kilka lat, na stałe zagościła już w chorym umyśle Maisie, umacniając się tylko po ostatnich wydarzeniach.
Także szybko uleczonych; nie tylko ciało regenerowało się w zastraszającym tempie. Rozpacz i przerażenie, jakie odczuwała zaledwie kilka dni temu, rozmyło się już w jego słowach o dziecku. Synu, w końcu nabierającym bardziej ludzkich kształtów. Nie, nie wyobrażała sobie tego, co ro(dz)i się w jej brzuchu - nigdy nie miała biologicznej wyobraźni, powracała jednak często do swoich dziecięcych marzeń o byciu matką. Z rozkosznym rudowłosym chłopcem o nieokreślonych kolorystycznie oczach, piegach i wąskich ustach, odziedziczonych po ojcu. Te wizje wydawały się realne, rozprężające i czyszczące każde uderzenie i szantaż Gerarda.
Naprowadzały ją jednocześnie do krainy szczęśliwości...w której ważną osobą stawał się Malcolm. Dziwne; powinna płakać ze szczęścia, w ciągu ostatnich dni spełniły się jej wszystkie życzenia, ale o ile posiadanie zdrowego dziecka napełniało ją magicznym spokojem, to odnalezienie brata wpływało dość destrukcyjnie na radosny porządek świata Ginsbergów. Wiedziała, że zasłużyła na karę i że nie powinna ryzykować kolejnej prośby; nie mogła jednak uciszyć swojego wewnętrznego głosu, wijącego się z niecierpliwości i tęsknoty. Poznała go, odnalazła, miała go na wyciągnięcie ręki, a jednak dalej pozostawał tak daleki, jak przez ostatnie dwadzieścia lat. Oddzielony jednak czymś ważniejszym niż kilometrami i grubymi murami: to słowa Gerarda wyznaczały granicę nie do przekroczenia. Nie była aż tak głupia, by próbować się sprzeciwiać, ale sprawa Malcolma nie dawała jej spokoju.
To dlatego - mimo wszystko - czuła narastający niepokój, kiedy piątkowego wieczoru pukała do gabinetu Gerarda, czekając na pozwolenie. Rzadko kiedy mogła wchodzić do biblioteki i przywykła do szczelnie zamkniętych drzwi, zza których usłyszała jednak jego mocny głos. Nacisnęła więc klamkę, wchodząc cicho do środka. Gruby dywan tłumił jej kroki, ale i tak była boso, ubrana już jak do snu w zwykłą białą koszulkę, sięgającą jej nieco za uda. Wyglądała w niej w końcu normalnie - już nie jak wychudzone straszydło; jej ciało powoli się zaokrąglało i te minimalne zmiany wywoływały u niej dziwny niepokój, ale nie o to martwiła się najbardziej, podchodząc do dużego biurka, za którym siedział Gerard.
Pogrążony w pracy; od kilku dni koncentrował się wyłącznie na papierach, laptopach i segregatorach. Wiedziała, że nie powinna mu przeszkadzać, ale...musiała. Znalazła się więc tuż obok niego, stawiając po prawej stronie biurka biały talerzyk z własnoręcznie upieczonym czekoladowym ciastem. Miękkim, z orzechową polewą, ozdobionym malinami. Miała nadzieję, że będzie mu smakowało; że przeszła mu już złość i że...będą mogli porozmawiać.
Poprawiła koszulkę i zaplotła dłonie przed sobą jak aż nadmiernie grzeczna uczennica, oblizując pełne wargi i czekając, aż Gerard podniesie na nią wzrok znad dokumentów.
- Chciałabym porozmawiać o Malcolmie - powiedziała od razu, konkretnie, nie uciekając się do żadnego uciekania w banały. Ciasto także nie było kartą przetargową; próby tak żałosnego przekonywania stanowiłyby żenujące samobójstwo. Troszczyła się o niego, chciała uprzyjemnić mu pracę i mimo wszystko sprawić, by mógł mówić o niej z dumą. Dawno niewyczuwalną w jego głosie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Wrz 03, 2014 5:44 pm

Nadchodziły niepokojące czasy i nawet ktoś tak zapalczywy w sprzyjaniu Coin jak Gerard (oficjalnie) musiał zauważyć, że nie jest najlepiej. Nie chodziło już o demonstracje i rozruchy w Kwartale, które musiał ukrócić bardzo krwawo, dzieląc czas między treningami trybutów (zakończonymi już) i ugruntowaniem swojej pozycji raz jeszcze. Miał wrażenie, że bez niego wszystko rozpada się w drobny mak. Jeszcze raz przekonywał się dobitnie i na własnej skórze, że tak naprawdę liczy się dyscyplina i strach, bo tylko on jest trwały. To nie jego brak spędzał jednak Gerardowi sen z powiek. Nadal rozpamiętywał spotkanie rządu w kategorii porażki Almy Coin jako rządzącej, co w przyszłości mogło otworzyć Scarlett i jemu bramy do lepszego świata, w którym nie będzie już niczyim sługą. Wiedział, że pani prezydent nie zwróciła najmniejszej uwagi na rozłam, jaki dokonał się w jej własnych szeregach, natomiast on i jego najdroższa przyjaciółka odnotowali go bardzo skrupulatnie i dlatego przyszło mu zajmować się mu w piątkowy wieczór tymi, którzy jeszcze nie uważali się za opozycję, ale do niej aspirowali.
Rzadko przenosił pracę do domu - wszelkie formalne wyroki śmierci podpisywał od ręki, obce było mu rozczulanie się na skazanymi i szukanie metod na ich natychmiastowe ocalenie, więc sumienie pozostawiał zwykle w Kwartale, odwieszając je na najbliższy wieszak jako niepotrzebny fartuch. Nie przekazało mu zupełnie to, że pozostawał skalany i brudny krwią, która miała zapewnić porządek w jego ukochanym państwie. Pozostawał zagorzałym patriotą, jeśli ojczyzna dostarczała mu zaspokojenie najprostszych potrzeb życiowych, a przecież tak właśnie było. Nie potrzebował więc oddawać się jeszcze formalnym obowiązkom w domu, który już dawno nie pachniał dobrym obiadem i rodzicielską miłością.
Nie rozmawiał za wiele z Maisie o wydarzeniach sprzed kilku dni. Nie umiał określić, czy jest bardziej wściekły czy uważa ją za niegodną całowania własnych butów, więc dyplomatycznie odwracał od niej wzrok, czując się nagim bez rękawiczek, w którym mógłby jeszcze się zmusić, by ją dotknąć. Obecnie jednak zamykał się świadomie przed nią, czując, że musi się hamować. W innym wypadku mógłby już na dobre pożegnać się z myślą o dziecku, które i dla niego stawało się bardziej realne niż zaledwie kilka miesięcy temu, kiedy planował je w tym gabinecie, próbując zmusić się do bardziej cywilizowanych ruchów niż bezmyślne walenie głową Maisie o kant biurka za to, że odważyła się go zostawić i cierpiał jak zwykły śmiertelnik, a nie kat, który właśnie przekładał do teczki kolejne świeże wyroki, skupiając uwagę na kilku rządowych nazwiskach do wyeliminowania.
Igrzyska miały zweryfikować sympatie polityczne na nowo i cieszył się jak dziecko z publicznych, obiecanych mu egzekucji, tworząc w głowie własną listę, która miała wkrótce okazać się rządowym dokumentem z pieczęcią doradczyni Coin.
Pewnie dlatego odpowiedział z automatu na jej próbę przeszkadzania mu w ten wieczór, kiedy wcale nie miał ochoty położyć się z nią do wspólnego łóżka. Nie wtedy, kiedy musiał uważać na jej każdy ruch i nie mógł złamać jej obu rąk, próbując w ten barbarzyński sposób wyłudzić u niej posłuszeństwo. które mu się należało - kolejna fala agresji sprawiła, że dołączył jedno nazwisko, uśmiechając się do monitora tak, jakby właśnie obserwował zdjęcia USG ich nienarodzonego jeszcze syna. Zobaczył ciasto i skrzywił się lekko, chyba nie sądziła, że przekupi go ciastem, zwłaszcza kiedy była ubrana (to też zauważył) i używała słów, które nijak się miały do jego rzeczywistości.
O ile nie rozprawiali o rodzajach mordu na jej ukochanym bracie, który już dawno został dopisany do listy. Nie potrzebował do tego dokumentów czy rządowego pozwolenia, dostarczyła mu ich sama Maisie, wydając go jako przywódcę organizacji opozycyjnej.
- Malcolm Randall. Twój brat, przestępca i morderca, odpowiada za śmierć generał Rochester, którą pewnie pamiętasz z Trzynastki - rozpoczął, nie patrząc na nią wcale, nadal był pogrążony w papierach. - Coś jeszcze chcesz o nim wiedzieć? - dodał wielkodusznie, nie dodając głośnego i obelżywego arsenału słów, które miały wyrazić prośbę o opuszczenie jego biblioteki, skoro tylko te informacje były dla niej cenne.
Nie ich dziecko, nie jego zaręczyny, ale jakiś tam przestępca, który i tak już miał sznur na swojej szyi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Wrz 03, 2014 6:07 pm

Stąpała po naprawdę cienkim lodzie i doskonale zdawała sobie sprawę z ryzyka, jakie głupio podejmuje. Lodowata kąpiel i zimno, przenikające jej całe ciało, wydawało się jednak rozsądną ceną za ewentualne potknięcie. Nie obawiała się fizycznej zemsty czy skarcenia, ba, czekała na takowe, czując się niezwykle grzeszna i niewdzięczna. Autodestrukcja i zadręczanie się swoimi błędami także podchodziły pod emocjonalny masochizm, jaki uskuteczniała teraz bez klasy i wdzięku, szarpiąc brzeg przykrótkiej koszulki. Dość nerwowo, chociaż wydawała się kompletnie spokojna, kiedy stała obok niego, wpatrując się w profil twarzy, oświetlony tylko światłem lampki. Drogiej, finezyjnej - przypominała Maisie dawne czasy, których nie była świadkiem, ale ze słów Gerarda potrafiła wybudować każdą z uwielbianych przez niego świątyni. Chciała, by i on rozumiał jej słowa, chociaż byłoby to zbytnim zuchwalstwem.
Tak jak przeszkadzanie mu w pracy i wystawianie tak odważnych żądań. Imię jej brata stawało się kolejnym tabu, przełamywanym dość samobójczo. Tylko sprawa Malcolma ciążyła na jej wiecznym szczęściu: nie przejmowała się już ranami fizycznymi i groźbami Gerarda; była gotowa przyjąć je z uśmiechem i dziękować za każde uderzenie, ale nie mogła obojętnie przyglądać się odsunięciu od kogoś, kogo wypatrywała przez dwadzieścia lat.
Co nie zagrażało pozycji Ginsberga: dalej był kimś najważniejszym, za kim poszłaby w ogień, niezależnie od wszystkiego. Śmiertelne stadium choroby, nieuleczalnej - tak pewnie zareagowałby każdy psychiatra. Mai jednak nie była lekarzem tylko młodą kobietą przepełnioną niesamowitą dawką toksycznej miłości. Uszczęśliwiającej ją i dodającej odwagi, nawet w beznadziejnych sytuacjach.
Czekanie na spojrzenie Gerarda wydawało się równie bezsensowne, przyjęła więc jego słowa tylko lekkim skinieniem głowy, podchodząc bliżej do biurka i prawie niezauważalnie przesuwając talerzyk w stronę jego dłoni, zaciśniętej na kolejnych dokumentach. - Za dużo pracujesz - powiedziała cicho, szczerze, zaciskając lekko wargi, kiedy dokończył przedstawienie Malcolma. Nie dbała o jego polityczne konotacje, nie interesowała ją ta podziemna konspiracja ani ewentualne przestępstwa - wszystko, co znajdywało się poza murami tego mieszkania traciło na znaczeniu i nawet gorzki posmak zdrady na jej języku stawał się coraz mniej wyczuwalny.
- Uważam, że...powinnam się z nim spotkać. Spotykać. Czasem. - powiedziała po dłuższej chwili ciszy, w czasie której przyglądała się jego dużym dłoniom i ledwie powstrzymała się od przejechania swoimi palcami po jego skórze. Mimo wszystko tęskniła za dotykiem Gerarda i bliskością, jaką jej zapewniał. Ten odsunięty niepokój odtrąconego dziecka także źle wpływał na jej osąd i pewnie dlatego wysnuwała takie zbyt inteligenckie prośby. - Jeśli całkowicie się odetnę...może zacząć mnie szukać. Dopytywać. Dociekać - kontynuowała, urywanie, nie dopuszczając do siebie myśli o tym, że jej ukochany brat może już o niej zapomina. Zacisnęła mocniej dłonie na krawędzi biurka, przymykając oczy i wdychając zapach Gerarda. Działał na nią uspokajająco i nakręcająco jednocześnie, westchnęła więc cicho, pochylając głowę i znów przesuwając talerzyk odrobinę bliżej papierów, którymi zajmował się mężczyzna. - Tak będziemy...bezpieczniejsi. A ja będę spokojniejsza - dokończyła nieco kulawo, zagryzając wargi. Ginsberg miał rację, nie powinna w ogóle otwierać ust, stworzonych do innych czynności. Za każdym razem, gdy wypowiadała więcej niż jedno zdanie, wydawała się sobie kompletnie idiotyczna. Teraz także, aż skuliła się od wewnętrznych szyderczych głosów krytyki i pogardy, puszczając w końcu biurko i robiąc krok do tyłu jak zawstydzona własną niewiedzą uczennica. - Ale...rozumiem, jeśli zdecydujesz inaczej - dodała jeszcze już prawie szeptem, wpatrując się w jego włosy. Najchętniej wsunęłaby mu się na kolana i dłońmi przysunęła jego twarz do swojej, by móc na niego spojrzeć z bliska i przekazać my cały wewnętrzny chaos spojrzeniem, ale to wydawało się w tej sytuacji niemal świętokradztwem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Wrz 03, 2014 6:36 pm

Od samego początku podejrzewał, że temu zawdzięcza jej wizytę tutaj. Faktycznie, traktował to miejsce jako świątynię, do której nie wpuszczał nawet ukochanej córki, poszukując skupienia i dużej dawki spokoju, którą rozpraszało jedynie mrugające światło. Irytujące, tak też odczytywał jej wizytę tutaj, zwłaszcza, że zamiast rozpinać mu rozporek i zajmować się tym, co umiała najlepiej (tego też ją nauczył), wykorzystywała usta w celach, które dla Gerarda mogły nie istnieć. Czasami rozmyślał nad uczynieniem z niej awoksy, która bezszelestnie spełniałaby jego wolę, ale wystarczyło tylko wpoić do głowy swoje święte imię - tatusiu - a już zaczynał być gorącym zwolennikiem mówienia.
O ile nie dotyczyło ono żywych trupów. Tak traktował każdego mężczyznę, który zjawiał się obok jego córki i nie zamierzał się bronić przed takim postrzeganiem. To nie była przecież zaborczość, to było pilnowanie swojej własności, która nieświadomie wymykała się z jego rąk i smyczy. To nic, że popuścił jej więzy, by przestała czuć się jak uwięziona - nadal była jego niewolnicą i powinna spełniać jego wolę, a nie podsuwać mu takie absurdalne rozwiązania.
Które pożegnał kolejnym spojrzeniem, czując, że jeszcze jeden dotyk jej ciała (przelotny czy nie), to stanie się sadystą doskonałym, ukręcając jej kark za każde słowo, które kierowała do niego w interesie Malcolma - to nie ten mężczyzna powinien być najważniejszy w jej obecnym życiu i może przed ucieczką Gerard wytłumaczyłby jej cierpliwie, jakie są jej grzechy śmiertelne, ale obecnie już pożegnał litość, która polegała na wykręcaniu jej kości i poparzeniach pierwszego stopnia. Nadal nie mógł przeboleć tego, że była tak boleśnie ślepa, więc nie uchwycił jej dłoni i nie zwrócił uwagi na ciasto, które właśnie podawała mu do rąk.
Wyjątkowo, bez rękawiczek, więc nie powinien nawet jej tknąć.
- Igrzyska wymagają pewnej skrupulatności - odrzekł, nie tłumacząc jej, na czym polega jego dokładność w wypełnianiu wyroków, nie to było daniem głównym tego wieczoru, który mógłby potoczyć się inaczej. A to, co się działo tutaj szło tak bardzo nie po jego myśli, że zaczynał zachowywać się irracjonalnie, kiedy udawał, że nie słyszy jej słów, zagłębiając się jeszcze bardziej w papierach i odsuwając natrętne myśli o kolejnej porcji tortur na czasy po porodzie. Nie zamierzał jej grozić ani obiecywać, mogła to wyczytać w jego spojrzeniu przed kilkoma dniami, więc obecnie zajmował się tylko i wyłącznie ignorowaniem jej na wszystkich płaszczyznach.
Co wcale nie było łatwe. Był mężczyzną, czuł jej zapach, widział jej kusą koszulkę, dostrzegał krągłości i mało brakowałoby, a już kończyłby finalnie w jej ustach, oblizując łyżeczkę od tortu, którego zapewne nie spróbuje, bo miała alergię na czekoladę od tego trefnego pierwszego razu. Wiedział o tym doskonale, bo często wpychał jej do ust takie smakołyki, obserwując, jak zaczyna nimi wymiotować. Nauczka na... przeszłość, bo teraźniejszość zdawała się być czystą tablicą, dokładnie wyczyszczoną, bo w innym wypadku jego córka nie zachowałaby się tak nierozsądnie.
Co jednak absurdalne i dostrzegł to dopiero wówczas, kiedy odsunął się od jej ciała i wstał, podchodząc do okna; była w tym tak naprawdę jego nieodrodną córką, bo to właśnie on grzebał za każdym razem przeszłość, przejawiając chęć do zasmakowania nowego - tortur, seksu, granic poznania. Pewnie dlatego był tak wytrącony z rytmu, prowadząc tę samą rozmowę od kilku tygodni i wreszcie odwracając się przodem do swojej córki. Oparł się łokciami z tyłu i po prostu przetrawiał jej słowa.
Trafne, rzeczowe, miała sporo racji, ale nadal nie podobał się mu jej stosunek do własnego ojca - była zbyt butna i zbyt nieokiełzana, co sprawiało, że zaczynała go podniecać niesamowicie.
Pewnie dlatego wykręcał sobie z tyłu palce jak niesforny uczeń, który wcale nie doradzał matce założenia pończoch i nie torturował dziś więźnia, który powiesił się pod jego gabinetem. Uroczy folklor, aż uśmiechnął się szeroko.
- Skoro mnie prosisz, to klęknij - zauważył spokojnie, czekając na poprawną i wyuczoną reakcję swojej suni. Nie zamierzał dopytywać jej o nic, właściwie mógłby rzewnie zapytać, czemu ich syn nie ma dla niej najmniejszego znaczenia, ale nie zależało mu na tym zupełnie. Musiał wychować ją na nowo i bardziej boleśnie, co właśnie robił, czekając aż się zbliży. - I tak nie zrobisz tego tak dobrze jak moi chłopcy, ale postaraj się - wskazał na swój rozporek zimno, nie zastanawiając się, czy łamie jej już serce czy uderza z impetem w kobiecą dumę.
Oko za oko, w kodeksie Ginsberga bywało jeszcze gorzej, a on i tak czuł, że ją oszczędza i nie jest warta nawet tej łaski, którą miało być dokładne oblizanie go z resztek kogoś innego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   

Powrót do góry Go down
 

Gerard i Maisie Ginsberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Maisie Ginsberg
» Elsa Dimgast

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje-