IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Gerard i Maisie Ginsberg - Page 3

 

 Gerard i Maisie Ginsberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Mar 17, 2014 1:10 pm

First topic message reminder :

salon:

kuchnia:

sypialnia:

łazienka:

oranżeria dla Maisie:

pokój Maisie:

biblioteka:


RESZTA W BUDOWIE.


Ostatnio zmieniony przez Gerard Ginsberg dnia Sob Maj 10, 2014 11:46 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pią Maj 30, 2014 6:55 pm

Przywykła do dystansu i ciszy między nimi. Początkowo nie znosiła takiego stanu rzeczy, buntowała się i zachowywała trochę jak kapryśne i żałosne zwierzątko w zoo, walczące o uwagę. Strojeniem się w brzydkie ciuchy, rzucane im przez Strażników w przeddzień Dożynek, doskonałym zachowaniem w pracy i w końcu nieco błagalnym zwrotem bezpośrednim do adresata. Chyba wtedy po raz pierwszy na poważnie się nią zainteresował, odsuwając od siebie zachwyconego Ralpha i sięgając po jej dłoń.
Wszystko to się zamazywało, wspomnienia sprzed klątwy szesnastych urodzin wydawały się dziwnie sprzeczne. Z jednej strony Gerard jako doskonały nauczyciel i mentor, nauczający ją dosłownie wszystkiego; opiekun idealny, czuły i łaskawy, zabierający ją do łóżka w niedzielne poranki, głaszczący po włosach i czytający co wieczór nowe opowieści; obrońca, gotowy zabić każdego, kto podniósł na nią rękę. Po przeciwnej stronie przeszłości stał Gerard brutalny, popychający ją na podłogę, kopiący jak psa, obojętny i wyniosły, brutalnie wprowadzający ją do świata dorosłych przy pomocy fantoma-Freddiego, łkającego z bólu pod jego ciałem. Dziwne, pokręcone i chore: umysł Maisie nie potrafił wybrać żadnej ze stron; ciągle była po środku, rozerwana, sercem jednak całkowicie przywiązana do opiekuńczego ojca. Dlatego te pozytywne wspomnienia były najjaśniejsze, najbardziej wyraźne, czasem tylko przeszywane konotacją z czymś negatywnym, z podłogą widzianą z odległości milimetrów i z łzami Freddie’go, które spływały wręcz nienaturalnie gęsto po jego policzkach.
Mogła o tym myśleć namiętnie, mogła spisywać na kartkach papieru wszystkie krzywdy, jakich doznała, mogła powtarzać przed snem plany zemsty, ale Gerard subtelnie wyleczył ją z tej zrozumiałej chęci, wsuwając jej pod język znieczulającą tabletkę. Uzależnienia; nie mogła go już opuścić, pierwsza i ostatnia próba kosztowała ją zbyt wiele i paradoksalnie nie czuła się dzięki niej odważniejsza. Świadomość tego, że dała radę, że wyzwoliła się choć trochę jakoś blakła przy faktycznej obecności Gerarda obok siebie.
Trochę nieprzytomnej, magicznej; oddychała jeszcze sennie, kiedy przejeżdżał językiem po jej ustach, powoli, zupełnie inaczej niż kilka dni temu w przedpokoju, kiedy zagryzał jej wargi do krwi. Teraz także poczuła metaliczny zapach i dopiero mocniejsze szarpnięcie otrzeźwiło ją prawie natychmiastowo, razem z czerwienią, barwiącą białe prześcieradło pod jej plecami.
Drgnęła nerwowo, mrużąc oczy w pełnym świetle. Manekin na wystawie: była całkiem naga w jarzącym świetle, padającym zza pleców zupełnie ubranego Gerarda. Nie powinna czuć się zawstydzona, była prezentowana w dużo gorszy sposób, ale to również gdzieś znikało w jej pamięci i teraz uporczywie próbowała jakkolwiek się zasłonić albo przynajmniej usiąść. Bezskutecznie, jęknęła tylko cicho, kiedy szarpnął ją mocniej i kajdanki zdecydowanie wbiły się w jej skórę.
Boleśniej; nie mogła ich zobaczyć, ale znała dokładnie wszystkie atrybuty Gerarda. Każdy trzask, brzdęk, szerokość, długość, fakturę, smak i zapach; potrafiła wyrysować z pamięci cały asortyment z Kapitolu, schowany dawniej w małej chatce w najbiedniejszym dystrykcie. Widocznie historia zataczała koło i przez sekundę poczuła się tak, jakby znowu miała siedemnaście lat i przeraźliwie drżała przed kolejną zabawką niespodzianką dla dużych dziewczynek, którą miał obdarować ją troskliwy opiekun.
Mógł zobaczyć to w jej oczach wyraźnie, nie mogła przecież przed nim uciec i pojęła tę smutną prawdę bardzo szybko, razem z kolejnymi kolcami, raniącymi jej skórę. Relikt przeszłości, zaciskający się na jej nadgarstkach nie do zniesienia ciasno, wzmagając pulsowanie krwi i sprawiając, że zrobiło się jej mdło.
Odurzająco słodki posmak na ustach, wręcz wata cukrowa, uniemożliwiająca oddychanie i znów nieco ją przytłumiająca. A może tak działał na nią po prostu on, całkowicie ubrany, dalej w rękawiczkach, wpływających na jej wyobraźnię wręcz kojąco. Przecież zmienili zasady gry, była jego partnerką a nie skutą, pornograficzną wersja więźniarki. Tak sobie wmawiała i ten idealizm stosowany w końcu skontrolował jej ruchy, unieruchamiając ją pod nim i czyszcząc umysł z wszystkich zbędnych protestów czy kalek z przeszłości.
Powinna przecież zaprotestować, zacząć krzyczeć albo domagać się uwolnienia, ale zamiast tego oddychała szybciej, łapiąc jego ostre spojrzenie, prawie trzęsąc się z żalu, że nie może podnieść rąk i przyciągnąć go do siebie za włosy. Bardzo po męsku, widocznie przejęła wiele zachowań podyktowanych testosteronem, bo pragnęła widzieć go przed sobą na kolanach.
- Poliż mnie – powiedziała po prostu, głośno, zdecydowanie, już nie zaspana; dziwnie pewna siebie nawet z pulsującymi bólem nadgarstkami, niewygodnie spiętymi tuż za plecami. To na razie mało się liczyło; jej ciało spazmatycznie stęskniło się za tak mocną przyjemnością i mogła tylko przyglądać się mu jak niecierpliwe, dzikie zwierzątko, czekające na wykwintną kolację. Metafory kulinarne, stół kojarzył się jej jednoznacznie: z jego krwią, wypływającą wyjątkowo po jej pchnięciach, ostrym narzędziem. Znów krótki przebłysk i drgnęła ponownie, próbując osłonić dłonie i unieruchomić je tak, by nie wbijać kolców w podrażnioną skórę.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pią Maj 30, 2014 7:24 pm

Był nieznośnym hedonistą i każdy, kto miał przyjemność przebywać w jego towarzystwie zbyt długo (i ujść z życiem, bo to też sztuka), wiedział, że Ginsberg tylko pozornie jest wycofanym i zamkniętym w sobie człowiekiem. To nie była maska, faktycznie nie sprawiał wrażenia miłego i pogodnego staruszka w kwiecie wieku i każdy kontakt z nim był nieprzyjemny dla drugiej strony, ale tylko nieliczni dostąpili zaszczytu poznania go w chwilach, kiedy władzę nad nim przejmowały czyste instynkty. To zaskakujące, że Maisie była jedyną żywą namiastką świadka idealnego, miał wrażenie, że tylko ona mogłaby go ostatecznie pogrążyć, wyciągając na światło dzienne historie, którym wszystkim zmroziłoby krew w żyłach.
A mimo to trwała przy nim – był pewien, że nikt nigdy nie kochał go bardziej prawdziwie (znając jego charakter doskonale) – i dlatego dostawała najmocniejsze cęgi, obarczona grzechem tak bardzo, że mogła skończyć jedynie pod jego stopami, zdeptana przez świadomość straszliwych zbrodni. Współudział, ludzie chętnie wydaliby na nią wyrok, więc Gerard nie obawiał się wyznania prawdy. Musiałaby przyznać się, co czuła także teraz, kiedy leżała w jego pościeli, ubarwiając ją na purpurowo (barwy królewskie?) i pewnie wracając w myślach do każdej minuty, spędzonej u jego boku.
Intensywnej, wiedział, że oboje odczuwają ten sam paraliż, który sprawia, że nie mogą pójść o krok do przodu. Labirynt, który sam zbudował dla swojego brzydkiego i wynaturzonego Minotaura pochłonął nareszcie jego – budowniczego, który już nie szukał obsesyjnie drogi do domu w jej śmierci. Pozwolił jej żyć, więc oddychała śpiesznie, nie spoglądając na nadgarstki, które obficie broczyły jej krwią. Pamiętał, że po pewnym czasie zostaną z niej tylko białe kości (narzędzie szatana w rękach… kogoś kto aspirował do miana kata Panem), ale nie zamierzał jeszcze jej zdejmować tych bransoletek. Chciał dać jej wszystko, co najlepsze; wzgardziła tym po swojemu i teraz mógł dawać jej to, na co czekała. Pokręcona logika ojcowskiej miłości, którego upaja widok córki, krzywiącej się z bólu. Chętnie wziąłby ją wtedy, gdy omdleje już w jego objęciach (może znalazłby siłę, by ukręcić jej kark), ale jak na razie trzymała się nieźle. Roześmiał się dźwięcznie na jej prośbę – był bardzo zrelaksowanym zwyrodnialcem – i przejechał powoli dłońmi w rękawiczkach po jej kościach biodrowych. Jeden ruch i zostałaby kaleką, gotową zaspokajać go w każdej chwili. Kuszące, ale nie tym razem, wetknął palec w jej uda, nie przejmując się, że to skóra (może z jakiegoś bojownika o prawa) odczuwa więcej niż on sam. Nigdy nie kręciły go takie drobne przyjemności, wolał posiąść ją bardziej brutalnie, jeszcze raz upewniając ją, co do tego, jaką rolę pełni w jego życiu.
Być może sam musiał się o tym przekonać, stąd ten teatrzyk zmysłów, kiedy przesuwał rękawiczką po jej klatce piersiowej, odmierzając puls i dziwiąc się, że jeszcze nie wije się i nie prosi o zdjęcie tego narzędzia tortur. Była całkiem wytrzymała, głupia, nie wiedziała, że właśnie ta siła doprowadziła do śmierci Ralpha, gotowego całować go za każdy potężny cios w brzuch, łamiący mu żebra. Maisie właśnie skazywała się na śmierć, więc unieruchomił jej nadgarstki, patrząc dalej wyzywająco.
- Na to musisz sobie zasłużyć – odpowiedział, nie wypominając jej porannej pobudki, kłótni o jakieś dziecko, które planował przerżnąć pojutrze, a nade wszystko nie zabierając jej niczego poza własnym oddechem, kiedy zamiast całować ją i pieścić; wchodził w nią bez żadnego nawilżenia, patrząc dalej w te gniewne oczy i w ostatniej chwili odpinając ręce, zbyt wycieńczone i pełne ran. Jak stygmaty, Maisie powinna zostać świętą męczennicą, wystarczyło tylko ją zabić, a nie pieprzyć, zastygając w jej ciele z głośnym jękiem ulgi. Był w domu, nareszcie wszystko powracało do pradawnych początków, które nawet komuś tak wyuzdanemu jak Ginsberg przynosiło ukojenie. Nie zamierzał jednak się ruszyć, musiała mu powiedzieć jak bardzo tego chce, ale znowu trafi do piekła obojętności, w którym spotka ją coś znacznie gorszego niż tylko krew, płynąca z rąk i ud.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pią Maj 30, 2014 9:06 pm

Maisie była chora. Proste stwierdzenie, prawdziwe i oczywiste dla każdego psychologa czy też psychiatry, który ułożyłby ją na swojej kozetce i przeprowadził nawet krótką rozmowę. Właściwie nawet przypadkowy przechodzień, poznający całokształt tej…interesującej relacji ojca z córką mógłby wydać słuszny wyrok. Ekstremalny przypadek syndromu sztokholmskiego, z kajdankami nie tylko w przenośni. Zaciskały się na jej ciele jak najbardziej realnie, chociaż akurat ten rodzaj unieruchomienia i spętania nie był najgorszym.
Wszystko przecież zaczynało się w umyśle, w wyobraźni, daleko poza ramami wątłego ciała, popychanego, ranionego i znaczonego na przeróżne sposoby od kilkunastu lat. Ciała zupełnie zależnego od swojego oprawcy, przeznaczonego mu – i co najgorsze i jeszcze całkowicie Maisie nieznane – stworzonego przez niego.
Dobrze, że nie miała jeszcze tej świadomości. Mogła wykreować w swojej głowie zdrowy dystans, odsunąć się od prawdziwego znaczenia i pozostać tylko przy dziwnie brzmiących głoskach, nieukładających się w żadne słowa. Powinna dziękować wszystkim bóstwom spersonifikowanym w jednej osobie za słodką niewiedzę, dającą jej złudne poczucia panowania nad wszystkim nawet w stanie upodlenia doskonałego.
Czuła na sobie chłodną skórę jego rękawiczek i bodźce płynące z miejsc zaznaczonych przez nie były mocniejsze niż ból. Nie wpatrywała się jednak w ścieżki na skórze, znaczące jej blade ciało siniakami i obrysowujące kontury przyblakłych blizn. Może powinna, przypomniałoby jej to wszystkie nauczki i dobre rady, które przyjęła z trudem ale na dobre – gwarantowały długie, szczęśliwe życie przy boku troskliwego opiekuna. Sprawiedliwego; system kar i nagród sprawdzał się w jej wychowaniu doskonale, chociaż tak naprawdę obydwa pojęcia mieszały się w jej głowie dokładnie.
Wszystko przez jego spojrzenie, naładowane elektrycznością i jakimś ekstremalnym głodem, który dość dziewczęco ją zachwycił. Zwierzęce przerażenie i rozespana niechęć zniknęła zupełnie; głos jej nie drżał, nie trzęsła się już z bólu (gwarantował jej przecież cierpienia znacznie bardziej wyrafinowane), mogła tylko wodzić oczami za jego twarzą, wpatrując się w nią po raz pierwszy od kilku lat z tak bliska.
Rozpoznawała każdą zmarszczkę, zaciśnięcie ust, lekki grymas, kiedy dotykał ją mocniej i bardziej zdecydowanie. Liczyły się tylko detale, całkowicie zapomniała o krwi cieknącej jej po przedramionach, o kłującym bólu i o tym, że powinna się wyrywać, płakać i protestować. To wszystko zostawiła już dawno za sobą, w małym domu w Jedenastce, który opuszczała z ulgą. Nie była już przecież bezwolną ofiarą i buntowniczą dziewczynką, szlochającą tygodniami w poduszkę. Gerard stworzył (dosłownie?) ją na swój obraz i podobieństwo, dojrzewała pod jego opieką i teraz czuła się tylko kobietą a nie jego przyszywaną córką. Z zupełnie zniszczoną psychiką i poranionym ciałem: pewnie dlatego oddychała coraz ciężej, spojrzeniem przekazując mu wszystko.
Oddanie, nienawiść, pożądanie, obrzydzenie; kalejdoskop emocji, zmieniających się w ułamku sekundy. Kiedyś tylko czytała o wielkich, nieco ckliwych i romantycznych uczuciach, jakie przeżywali ludzie w dawnych czasach. Gerard nauczył ją jednak ich odczuwania, wlewając do jej umysłu nieznośną ilość bodźców, odbierających jej dech na równi z jego bliskością.
Przez którą wariowała, dosłownie i w przenośni, nie jęknęła z ulgi, kiedy uwolnił jej nadgarstki i nie wydała z siebie żadnego dźwięku, kiedy w końcu czuła go przy sobie, na sobie i w sobie. Zupełny brak oddechu i rozdzierający ból, jakby nagle wszystkie rany w jej ciele otworzyły się na nowo; sekundowe zaćmienie, ciężar jego ciała i w końcu zduszony jęk.
Nieco przywracający ją światu, chociaż nie do końca; dopiero teraz zaczęła drżeć i oddychać wręcz histerycznie, jakby zaraz miała zacząć się wyrywać (jak dziesięć lat temu?) i wrzeszczeć, ale zamiast tego podniosła poranione ręce, przejeżdżając powoli dłonią po jego twarzy, dalej utrzymując ekstremalnie bliski kontakt wzrokowy. Dokładnie widziała jaśniejsze plamki na jego tęczówkach; wielokrotnie chciała wbić w nie szpikulec, zranić go, sprawić, żeby cierpiał, ale te negatywne emocje tylko nakręcały ją do wzmocnionego pragnienia.
W końcu zaspokojonego; w końcu miała go tak blisko, że była gotowa rozpłakać się z faktycznego końca bolesnej tęsknoty i tego paraliżującego napięcia. Ponad trzy lata; kilkadziesiąt miesięcy wizualizowania sobie tej chwili, przeklinania siebie samej i wyłamywania sobie rąk, które teraz gładziły jego twarz. Ułamki sekund pretensjonalnej, najbardziej uwłaczającej pieszczoty, którą przerwała, sięgając zakrwawionymi palcami do jego krawatu.
Zacisnęła go mocno, odruchowo; gorąca próba dominacji wyssana z materiałem genetycznym przybranego ojca, którego przyciągała do siebie jeszcze bliżej, miażdżąc mu usta w pocałunku jeszcze bardziej intensywnym, niż ten pierwszy sprzed kilku dni. Teraz wręcz wgryzała się w jego wargi, przysuwając biodra do jego bioder; instynktownie, wręcz prymitywnie, jakby chciała poczuć go jeszcze głębiej i jeszcze bliżej siebie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pią Maj 30, 2014 9:56 pm

Nie pamiętał już dokładnie, co poczuł, kiedy zdecydował o przydatności własnej córki. Wcześniej jawiła mu się jako mara – niekoniecznie odczuwał wyrzuty sumienia z powodu grzechu popełnionego na matce – ale i tak Maisie była jakimś ponurym memento, które starał się odsunąć od siebie. Dla jej dobra; bywały chwile, kiedy rzucenie jej psu albo Ralphowi do zabawy (miał problemy z orientacją) wydawało mu się najsłuszniejszym​ rozwiązaniem. Nie wstydził się tych myśli, był przekonany, że pewnego dusznego dnia (zakończonego wyładowaniem elektrycznym na tym samym łóżku) podzielił się tą rozkoszną myślą z własnym synem. Zobaczył w jego oczach pogardę tak dotkliwą, że od tamtej pory mijali się dyplomatycznie. Dopełnił jego losu bez cienia wątpliwości, bywał sprawiedliwym sędzią, który karze dzieci równie mocno, co je kocha.
Nie było przecież najmniejszej wątpliwości, że Ginsberg jest jego ukochanym dzieckiem, genetyczną niespodzianką, która zdarzyła się tylko raz w życiu (poronienia były tak częste w jego przypadku, że zaczął wątpić w swoją płodność) i która wymagała specjalnego traktowania. Inni ojcowie kupowali dziewczynkom kucyki, budowali z nimi zamki na piasku i przestrzegali przed chłopcami; Gerard czuł się najsilniej związany z Maisie, kiedy leżała bezwładnie pod nim i dawała się cała, nie bacząc na konsekwencje (brak zabezpieczenia przynosił jednak krwawe żniwo) i konwenanse, które ciągle nakazywały im traktować się jak obcych. Bezskutecznie, historia zataczała koło potężnym łukiem Erosa, który zawsze wydawał się mu zbyt zniewieściały. Zupełnie jak jego syn i jej brat; to naturalne, że nawet teraz znajdywali się w łóżku we troje, ta boska liczba odbierała mu zmysły niejednokrotnie i mógł nadal mścić się na córce za to, że go pozbawiła komfortu posiadania ich razem, podczas tej bezgwiezdnej nocy, kiedy miał (dosłownie) krew na rękach, a palce Maisie znaczyły czerwonymi smugami biel jego koszuli, tworząc ponury obraz rewolucji.
Seksualnej, wszak Gerard był potworem, dla którego jedyną świętością było plugawienie własnej córki, która jęczała pod jego oporem, zupełnie jakby byli kochankami jednego aktu miłosnego, a nie rodziną, która właśnie przeżywała cudowne odnalezienie po latach. Gwałtowne, namiętnie, nie było czasu na dotykanie jej wątłego ciała, bardziej liczyło się dla niego posiadanie, kiedy czuł, że cała drży pod nim i nareszcie jest na swoim miejscu.
To odczucie, skrajnie szowinistyczne i bardzo grzeszne dzielili oboje tak bardzo, że mógł spijać to z jej ust, nie przejmując się tym czułym dotykiem, który pewnie każdego kochanka przyprawiłby o szybsze bicie serca. Na całe szczęście był na to zbyt pragmatyczny, wolał złapać ją za nadgarstki, dawkując jej oddech i przytomność oraz wgryzać się w jej wargi tak, że prędko nie zwróciłby uwagi na ten świadomy akt buntu, który skutkował utratą dominacji (wiedział, że to równie brudne jak polityka) i nagłym zaciśnięciu dłoni w rękawiczkach na jej tętnicach.
Utrata krwi, udane przypomnienie tego, kto rządzi w tym pokręconym układzie i kogo powinna bać się najbardziej na świecie z jednoczesnym oderwaniem się od jej warg. Mógłby ją zabić i był przekonany, że tym razem nie żałowałby ani trochę, ale zamiast tego wytrącił jej własny krawat z rąk i zaczął ją pieprzyć na granicy obłędu. Musiało zaboleć, musiała czuć się pożądana i chciana tak bardzo, że nieistotnym było, że być może zaraz oboje stracą oddech i zostaną z nich tylko zmysłowe relikty świata, w którym do niedawna królował, ciągle tak samo okrutny, nawet w trakcie zbliżenia z jedyną kobietą, którą kochał tak szalenie. Tylko dlatego, że była młodszym nim, a ich łańcuchy DNA łączyła słodka zależność.
Odgiął jej palce, nie przejmując się tym, że zawsze miała tak bardzo kruche kości i zaczął znowu ją całować, szamocząc się z krawatem, zwisającym teraz smętnie z koszuli, która niegdyś była czysta. Jak Maisie, wycieńczona i naga, już ze smyczą na łabędziej szyi, którą zaciskał, pozostając oddalonym o kilka milimetrów od jej ust. Chyba kochał jej wargi, zawsze wilgotne i chętne do oddawania się tacie, zasznurowane na wieki poczuciem winy, które wypominało jej zbrodnię przeciw czwartego przykazaniu.
- Powiedz to – poprosił, owiewając ją lekko alkoholowym oddechem, nie przestając się w niej rytmicznie poruszać i zaciskać krawat na jej tętnicy, zupełnie jakby do tego został stworzony. Niemożliwe, że wytrzymał aż trzy lata i że nie rozerwał jej zębami jeszcze w celi, kiedy uciekała przed nim na pryczę. Teraz była tak bardzo jego, że zaczął czuć się tak jak w Jedenastce. Irracjonalne, tak naprawdę tęsknił za domem i za córką, która była jego ukochaną zabawką, nie zamierzał dzielić się z nią nikim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sob Maj 31, 2014 10:14 am

Dziesięć lat temu nie zachowywałaby się w ten sposób; pomimo zaćmienia przeszłości mogła bardzo szybko przypomnieć sobie Maisie szesnastoletnią. Tak samo szczupłą, jednak z dłuższymi włosami; jeszcze bez blizn szpecących jej ciało i bez psychicznych zniszczeń. Oczywiście indoktrynacja Gerarda była rozwinięta na wysokim poziomie, szkolił ją odkąd skończyła dziesięć lat i przebywała pod jego opieką przez większą część swojego życia. Ucząc się na nowo chodzić, mówić i rozumieć otaczający ją świat. Zupełne pranie mózgu, którego efektu nie mogła sobie wizualizować.
Przed szesnastymi urodzinami sądziła, że chodziło o jej dobro, że Gerard musztruje ją łaskawie i z miłosierdziem, chcąc by poradziła sobie w dalszym, dorosłym, niebezpiecznym życiu. Sam miał Ralpha; nie potrafiła pozbyć się obrzydzenia, kiedy patrzyła na nich razem, ale była jednocześnie wdzięczna przybranemu bratu za odsunięcie uwagi ojca. Żyli osobno, ale w przenikających się światach. Chyba czuła się zbyt bezpiecznie, straciła dziecięca czujność i idealizowała Ginsberga do szaleństwa, widząc w nim niemal starożytnego męczennika, poświęcającego swoje życie dwójce sierot, które bez jego pomocy zginęłyby w brutalnym świecie.
Cudowny materiał na ckliwy scenariusz; szkoda tylko, że tuż przed finałem wszystkie karty zostały odsłonięte i okazało się, że spojrzenie Maisie jest całkowicie zakłamane. Przekonywała się o tym gorzko, boleśnie i słono, wyjąc z bólu przed długie miesiące. Ciągnące się latami i wiekami; każda próba uwolnienia się – pomoc brata i Strażników – powodowała tylko głębsze zapadnięcie się w piekielne otchłanie, o których do tamtej pory wyłącznie czytała. Gerard przywrócił jej bajkowy świat do życia, krwawo pisząc jej historię na nowo.
Nie mogła nawet pielęgnować w sobie czystej nienawiści; wyplenił ją z niej umiejętnie, stopniowo i na dobre. Nawet trzyletnia rozłąka nie była w stanie przywrócić Maisie do normalnego świata. Dalej tkwiła w swojej dzikiej rzeczywistości, odsunięta co prawda od bezpośredniego kontaktu z katem ale dalej skażona.
Gerard zadbał też o to; jej wycofanie ze społeczeństwa było całkowite i naturalne. Nie była oczywiście gryzącym zwierzątkiem, chodzącym w łachmanach, chociaż…często tak właśnie się czuła. Obco, niezrozumiała, gdzieś w głębi duszy zhańbiona i zmuszona do ukrywania prawdziwych emocji. Już nigdy nie poprosiła o pomoc, wiedząc, że jedyną łaskę może okazać jej opiekun. Przywiązała się do niego jeszcze bardziej, już całkowicie sama, niekoniecznie świadoma ale oddana w stu procentach. Dawna Maisie musiała umrzeć: naturalna kolej rzeczy, organizm dostosowywał się do realiów, w jakich przyszło mu żyć i wykreowanie się na nowo zgodnie z wymogami ojca było jedynym wyjściem.
Może kiedyś rozpatrywała to tak zdroworozsądkowo, logicznie i racjonalnie, ale teraz nie myślała w ogóle, drżąc pod nim i wygłodniale wpijając się w jego usta, szukając bliskości i potwierdzenia, że kiedyś wybrała dobrze, odkładając ostry nóż, który chciała wbić sobie w serce. Największy błąd w jej życiu? Największa szansa, jaką łaskawie jej ofiarował? Kalejdoskop emocji był na szczęście już za nią, kiedy poczuła pierwsze pchnięcie, odbierające jej dech. Natychmiastowo, nagle; miała wrażenie, że rozpada się w jego ramionach i że przy świadomości trzyma ją tylko kolejna porcja bólu. Najpierw szokującego – pierwsze takie odczucie od kilku lat – a potem niesamowicie rozkosznego, jakby Gerard zaserwował jej potrawę, którą uwielbiała jako dziecko. Po rozłące wszystko smakowało intensywniej, oszałamiająco; miała wrażenie, że podarował jej złoty strzał i że nawet gdyby skręcił jej teraz kark nie byłaby (w innym, lepszym świecie) przerażona. Nie była w stanie, kiedy był tak blisko, pulsując w niej tak głęboko, z każdym ruchem bioder dając jej do zrozumienia, że jest najważniejsza i że znów została przyjęta do domu ojca. Pomimo wszystkich błędów: nie czuła jednak wyrzutów sumienia, całkowicie koncentrując się na bliskości ekstremalnej i na zalewających ją bodźcach. Jego dłonie w rękawiczkach, władczo zaciśnięte na szyi, zapach, smak, w końcu prośba.
Wywołująca lawinę emocji, obezwładniających; nie była w stanie nic powiedzieć, ale Gerard mógł odczytać z ruchu jej warg jedno, chore słowo, które kazał jej mówić wielokrotnie i karał za przemilczenie go bardzo surowo. Teraz to się nie liczyło, mogła je nawet wykrzyczeć, ale w łóżku była niezwykle cicha. Krótki jęk i…i nie czuła już nawet bólu czy histerycznej chęci złapania oddechu, spinając się i po chwili słabnąc mu w ramionach. Popychana lalka, z krwawiącymi nadgarstkami i rzeką łez, płynących jej po twarzy pierwszy raz od kilkunastu lat. Z nadmiaru uczuć, rozkoszy, bliskości; miała wrażenie, że tak właśnie wygląda śmierć. Nagle, boleśnie i jednocześnie w pewien sposób zachwycająco.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sob Maj 31, 2014 4:41 pm

Miał kiepski wzrok, ale jedynie w kwestii dosłownego patrzenia na świat, w innych przypadkach bywał dalekowzroczny i mógł być pewien, że tamta zastraszona dziewczynka, która była gotowa przed nim klęknąć, byle by tylko jej nie penetrował (takie prośby pozostawały bez echa), wyrośnie na godną towarzyszkę jego zabaw wszelakich. Nie życia, tę rolę miała pełnić jego narzeczona, wcześniej żona - Maisie jako jego jedyna córka była stworzona do innych, lepszych planów, które nadal zachowywał dla siebie.
Gerard nadal pozostawał człowiekiem podłym i dwulicowym, to ona leżała naga na jego pościeli, to ona broczyła krwią te puchowe poduszki; on nadal pozostawał ubrany od stóp do głowy, przekonany, że gdyby w przypływie ekscytacji szarpnęłaby mu włosy, to wyrwałby jej po kolei każdy z dziecięciu palców i odniósł na pożarcie psu. Pewnie wtedy polubiłby bezgranicznie nowe zwierzątko, jak na razie zadowalał się samczymi zachowaniami w łóżku, kiedy była cała jego natchnieniem i utratą zmysłów. Poetycko, pięknie, zupełnie nieprawdziwie - czysta fizyczność wypierała z niego nawet wzruszenie, że jego dziewczynka nareszcie zwróciła się do niej właściwie i pozostawał już tylko brudnym i plugawym sobą, kiedy dochodził w niej z ostatecznym zaciśnięciem krawata i śladem krwi na jej udach. Za szybko, miał ochotę pogłaskać go po głowie jak niesfornego psiaka, że pozostawała taka niewinna przez te trzy lata, ale Maisie wiedziała, że kara za grzech Judasza byłaby niczym innym jak powtórzeniem historii z Pisma Świętego, które czytał jej do poduszki. Po seksie, jeszcze wtedy, gdy jęczała z bólu i wyrywała mu włosy, próbując się uwolnić od jego czułych ramion.
Idiotka, budziło w nim to takie rozkoszne rozczulenie (a może to orgazm?), że przejechał palcami po jej bliznach na ciele, nadal będąc w niej i nie pozwalając na choćby najdrobniejszy ruch.
- Masz tyle blizn - zaczął, zsuwając się z jej gorącego, wilgotnego i (na razie) nieprzydatnego już ciała. Spojrzał w sufit, po orgazmie zwykle bywał jeszcze bardziej cichy i skupiony na szczegółach (brak zabezpieczenia wydał mu się znaczący) oraz nie potrzebował zwykle towarzystwa chłopców bądź kobiet. Wyjątek robił dla swojej słodkiej córki, która potrafiła wpakować mu nóż w plecy, gdy odpoczywał. Nie zdawał sobie z tego sprawy, ale gdzieś wewnętrznie ją nawet za to podziwiał; po swojemu, blizny po tym wydarzeniu broczyły długo krwią, a jego święta męczennica prosiła go już w modlitwach o rychłą śmierć. Na próżno, nie mogłaby leżeć obok niego, pomijana zupełnie wzrokiem, za to gładzona jego skórzanymi rękawiczkami. To i tak był jeden z najczulszych przedmiotów, których używał w trakcie seksu z nią, więc nie powinna zachowywać się jak spłoszone zwierzątko, które ucieka, kiedy przyświeci się mu lampami.
Dlatego kontynuował dalej, przesuwając palcami dokładnie po każdej pamiątce ich wiecznej miłości.
- Powinnaś poddać się operacji plastycznej. Usunęliby ci to i mógłbym znowu pieścić cię nożem - zacisnął palce odruchowo na jej talii, gdyby jeszcze przyszło jej na myśl coś tak niedorzecznego jak ucieczka. Nie miała dokąd uciekać, wiedział, że fizycznie mogłaby opuścić go w każdej chwili, ale psychicznie... Cóż, była jego marionetką, którą już dawno przywiązał do siebie za pomocą bardziej subtelnych metod niż tych, które serwował jej teraz, zmuszając, by leżała obok niego i słuchała postanowień ojca. Bez cienia sprzeciwu, jedyne na co zamierzał jej zezwolić (i już go to korciło), to sprowadzenie jej na kolana w celu odkupienia za grzechy. Niekoniecznie swoje, już wiedział, że nie dała się tknąć nikomu przez te lata, kiedy była oddalona od niego.
Był zachwycony jej niewinnością, niemal uwierzył w dobrą wolę i chęć naprawienia stosunków, ale nie zamierzał dać się omamić jej ciału. Należało przecież naturalnie do niego, więc uniósł się na poduszkach (wszędzie ta urocza krew) i rozpiął koszulę, patrząc przez okno. Idealny apartament, tylko czasami zdawało mu się, że czuje woń trupów poprzednich właścicieli, spalonych w toku Rebelii. Każdego jego wroga spotykał paskudny los, więc Maisie powinna gruntownie przemyśleć jego propozycję.
- Uwolnię Smitha - zdecydował. - Nie obiecuję, że będzie miał wszystkie kończyny, ale będzie mógł dalej bawić się w swoje wędrówki po Ziemiach Niczyich. Jest tylko jeden warunek - spojrzał na nią, zapalając papierosa i nie omieszkując od razu strzepnąć popiół na jej przedramię. Wypalanie ran jest ponoć dobre na ich dezynfekcję. - Nie zobaczysz go. Nigdy. Dowiem się, że go widziałaś... będzie umierał w męczarniach. Pamiętasz swojego ukochanego Freddiego? - zagadnął, nasilając ucisk na jej nadgarstkach i nie tłumacząc jej, że robi to tylko dla jej dobra. I tak by nie zrozumiała, zresztą chętnie pozwoliłby na spotkanie tych platonicznych kochanków, a potem rozgryzał skórę na karku temu chłopcu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sob Maj 31, 2014 5:19 pm

Uwielbiała to uczucie, ba, wręcz je kochała, spalając się w bezkresnym zaspokajaniu swojego pożądania. Nigdy nie edukowała się o rodzajach orgazmu, o różnicach w odczuwaniu ich przez płcie – Gerard nieco zaniedbał feministyczną edukację, stwarzając sobie zabawkę erotyczną najwyższego sortu i łaskawie wyposażając ją w możliwość odczuwania przyjemności. Dziwne, że nie zechciał przeprowadzić rytuału (przecież tak je uwielbiał) obrzezania i upodlić ją już całkowicie, czyniąc bezwolną, łóżkową marionetkę, stworzoną tylko do jednego celu.
Powinna zrozumieć, że to, co rozumiała jako łaskę było i tak grzechem śmiertelnym, ale…była przecież wychowana przez niego w innym świecie i nawet jeśli mijały lata i zmieniały się szerokości geograficzne, na których przyszło jej żyć, to dalej centrum wszechświata Maisie stanowił Gerard. Wsuwający się w nią niezwykle głęboko i w końcu wypełniający ją spermą. Po orgazmie była niezwykle wrażliwa; czuła więc dokładnie w sobie jego pulsowanie, ostatnie ruchy i to zupełnie samcze poczucie zawładnięcia. Często miała wrażenie, że gdy są tak blisko siebie potrafi sczytać jego myśli i emocje jeszcze dokładniej, jakby telepatyczna więź wymagała fizycznego umocnienia. Dającego jej rozkosz i poczucie bezpieczeństwa; zupełnie nie pamiętała w tej chwili brutalnych gwałtów, których się na niej dopuszczał kilkanaście lat temu; nie pamiętała swojego szlochu, mdłości i samobójczych myśli, skłaniających ją do ucieczki. Indoktrynacja przebiegła doskonale; Gerardowi należały się wszystkie laury świata za to, co (bo właściwie już nie kogo; Maisie nie była nawet podmiotem) stworzył.
Mogła być mu tylko wdzięczna, drżąca pod nim, zalewając się gorącymi łzami. Żaden płacz, zero szlochu, tylko strumień słonych kropli, szczypiących ją w rozgryzione i zakrwawione usta. Czuła wszystko bardzo dokładnie. Postorgazmowe otępienie zawsze mijało u niej niezwykle szybko; kwestia wyćwiczenia, musiała przystosowywać się do cięższych warunków i ewentualnego policzka, który mógł jej wymierzyć. Teraz jednak traciła na czujności, wręcz rozczulona intymną bliskością, której pragnęła tak bardzo, że na razie nie docierało do niej nawet obrzydzenie. Patrzyła tylko prosto w jego oczy, leżąc pod nim zupełnie biernie, nie reagując nawet na jego dłonie, przesuwające się po bliznach.
Zawsze się ich wstydziła; ukrywała je skrzętnie i starała się nie przeglądać w lustrze (nie stroiła się przecież dla żadnego chłopca od czasów Freddiego); dość niemądre, w końcu w pełnej krasie widział ją wyłącznie Gerard. Pamiętała jednak wyjątkowo dobrze obrzydzenie, widoczne w oczach szmalcownika, spotkanego w drodze do Trzynastki. Wyryło się jej w pamięci głęboko, sprawiając, że…nie, nie znienawidziła Gerarda bardziej; była mu niesamowicie wdzięczna za to, że pożądał ją w takim stanie. Kolejna złota zgłoska w księdze pochwalnej dla swojego opiekuna, wysuwającego się z niej, dalej jednak trzymającego władczo dłoń na jej ciele.
Poczuła się pusta, niepełna, przeraźliwie samotna: przez sekundę wszystkie te straceńcze odczucia (syndrom braku męskiej dominacji?) sprawiły, że szybciej zabiło jej serce, ale wystarczył kolejny ruch Gerarda i uspokoiła się prawie zupełnie, nie poruszając się wcale. Naga, zakrwawiona; dopiero teraz, czując ciepłą spermę spływającą powoli po jej udach zrozumiała, że Gerard się nie zabezpieczył, ale…odsunęła wszystkie dawne myśli gdzieś daleko. Wszystko się zmieniało, jej opiekun znów udzielał jej łaski zupełnej. Nie poznawała go? Albo poznawała kogoś wyidealizowanego, co mąciło jej w głowie prawie tak mocno, jak obolałe, stęsknione ciało. Nie zamierzała uciekać ani wdawać się w żadne dyskusje. Kiwnęła tylko powoli głową, posłusznie, dalej wpatrując się prosto w jego oczy i nie mrugając nawet wtedy, kiedy gorący popiół opadł jej na skórę. Musiała być cierpliwa i pokorna; dawne lekcje wracały do niej bardzo wyraźnie, była więc gotowa opaść na kolana i lizać jego stopy w ramach czynu dziękczynnego za jego niezwykłą łaskę. Nie drgnęła jednak wcale, dziwnie rozstrojona i cicha, jakby zaraz miała rozpłakać się tak, jak za dawnych czasów, kiedy wyła z bólu i obrzydzenia – co pewnie gdzieś głęboko w jej psychice i tak działo się także w tej chwili, za grubą warstwą poddańczego szacunku i wdzięczności. Do swojego Stwórcy – dosłownie?

zt.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 12:22 pm

Nad Kapitolem słońce zachodziło tak samo, jak przed laty, kiedy wracał zziajany z uniwersytetu, próbując złapać oddech przed kolejną porcją wiedzy, zdobywanej tym razem w praktyce. Pamiętał, że żywa (niedługo) matka okadzała jego kroki, mrucząc pod nosem zaklęcia, a ojciec próbował powstrzymać się od krytycznych uwag, które i tak zostały wypowiedziane i przynosiły słynne głupie w domu Ginsbergów. Czuł się tak jakby to wszystko zmierzało w kierunku Id marcowych, zwłaszcza kiedy matka wybierała się na Noc Walpurgi i przez ich dom (położony całkiem niedaleko nowego gmachu władzy) przewijał się cały katalog czarownic i wróżek wszelakich. Ginsberg nigdy nie mógł zrozumieć zainteresowań żony, tylko Gerard z błyszczącymi oczami obserwował ten proceder, przekonany, że pewnego dnia podąży za nimi wszystkimi i wyrżnie ich co do jednej, składając ich ciało w ofierze bogom żywiołów. O ile nie zjawi się sam Pan Światłości, który zapanuje nad Panem, tak jak niegdyś nad ziemią w czasie drugiej wojny światowej.
Tak się jednak nie stało. Matka przepadła pewnego dnia, pozostawiając go nadal z tym nienasyconym głodem nauki, który przypominał faustowskie dążenie do Absolutu. Niemożliwego, wydawało się, że jest na prostej drodze (autostradzie) do autodestrukcji, kiedy zamiast odpowiedzi mnożyły się pytania, a całonocne dyskusje, skąpane w szampanie i krwi nie przynosiły rezultatów. Miał wrażenie, że pierwszy i ostatni raz ulega w życiu szaleństwu, nie był obecny podczas orgii, które znowu ożywiały ten dom i przynosiły całkiem świeży porządek, wycierając kurz z antyków i otwierając szeroko ciężkie okiennice. Tak było dobrze - mógł brylować w towarzystwie, będąc samemu niezaspokojonym i tak głodnym, że niedługo opinia o Ginsbergu - dziedzicu stawała się niepokojąca. A mimo to nadal zachowywał się po swojemu, rozgrywał niezliczone partie szachów, trwonił majątek na wielkie i ciężkie woluminy i zapadał się w fotelu, próbując znaleźć rozwiązanie. Nie trwało to długo, wszak świat prędko wyciągał do niego ręce i musiał porzucić z ciężkim żalem to, co niegdyś było treścią jego życia. Wówczas zrozumiał, że będzie nieszczęśliwy i potępiony.
Nie z powodu kufra, który oprócz zabawek wszelakich (każdy mężczyzna pozostaje małym chłopcem, którego cieszą takie drobiazgi jak skórzana uprzęż lub obrożą z kolcami) mieścił też trofea po kochankach, którzy w tragicznych okolicznościach doczekali się niemej odpowiedzi (był altruistą, skoro im jej udzielił); ale z powodu głodu, który miał pozostać zawsze nienasycony. Był doprawdy ciekaw, którzy z bogów poczynali sobie z nim tak odważnie, wyzywając go na pojedynek.
Wygrany, do tego wniosku dochodził w niedzielne popołudnie, kiedy promień słońca raził go w oczy (mrużył je niesamowicie), a Davies zabierał go za rękę w podróż po znane. Powodem tym nie było grube dzieło, wyciągnięte z biblioteki przez przypadek, ale jego prywatna niewolnica, która ulokowała się przy jego nogach (posłuszna suka), przeglądając atlasy roślin. Być może nie znalazł jeszcze odpowiedzi na wszystkie z pytań, które od wieków nękały go i nęciły jednocześnie, ale był już bliski przeskoczenia granicy między moralnością i genetyką, a to mogło dostarczyć mu chwilowego poczucia spełnienia.
Z tego też powodu Maisie jeszcze siedziała wolno, a na jej szyi nie zacisnęła się grawerowana obróżka, którą zamówił u jubilera przed kilkoma tygodniami. Uwielbiał mieć ją na własność, poniżoną do granic możliwości, więc już nie mógł się doczekać czasów, kiedy wszystko wróci na stare tory. Nie zmienił się przecież na tyle, by zagwarantować jej wolność i niepodległość. Ta, zresztą była tylko i wyłącznie domeną mężczyzn, natomiast jego córka mogła czuć się usatysfakcjonowana z klepania jej po główce jak rozkosznego psiaka i gubienia palców w burzy ciemnych włosów, które i tak miały zostać wyrwane, kiedy będzie jej wbijał się w gardło, próbując skazić ją sobą jeszcze bardziej. O ile tylko będą mogli cieszyć się szczęściem we trójkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 1:11 pm

    przed wszystkimi innymi wątkami zagubionymi w czasoprzestrzeni


Powolne wkręcanie się w bezsensowny i niemający znaczenia kołowrotek życia w Kapitolu przychodziło Maisie z zaskakującą łatwością. Obyło się bez szlochów i napadów histerii, kiedy musiała stawiać czoła wyzwaniom, jakie nigdy nie miały stanąć na jej drodze. Wiązała przecież swoją przyszłość z upalną Jedenastką, rządzoną prawami natury i Gerarda - naiwnie sądziła, że będzie wiecznie młoda, wiecznie katowana i wiecznie podległa; znajdowała jednak w tym spokoju życia pewne pocieszenie i łaskawy schemat, chroniący ją od nieprzewidzianych niebezpieczeństw. Nie obawiała się wojny, strażników (nie, już nie), Igrzysk, szalonych ludzi z kolorowej współczesnej Sodomy ani podwyższonych norm i wydłużonych godzin pracy. Ojciec wpoił jej świętą cierpliwość i obojętność na kapryśne dramaty Losu, które nie chwiały jej wychudzonym ciałem wcale. Z takim samym spokojem przyjmowała próby buntu - kilkaset osób rozstrzelanych na głównym placu Jedenastki - coraz brutalniejsze poczynania pilnujących mundurowych i rozsypujące się w palcach królestwo Igrzysk. Obojętniała na krew, wrzaski i cierpienie, przechodząc ponad bezwładnymi ciałami i kierując się prosto do domu. Coraz bardziej pochylonego ku ziemi, z odpadającymi czerwonymi dachówkami pokrytymi mchem.
Teraz jej dom - drugi w życiu; przeklęta Trzynastka nigdy nie zasłużyła na to honorowe miano - wyglądał zupełnie inaczej. Wysoki wieżowiec w centrum miasta (nie miała pojęcia, jakim cudem istnieje; nie potrzebowała właściwie takiej wiedzy, zupełnie staroświecka i niedostosowana do nowoczesnej techniki), klaustrofobiczna winda (całą kilkusekundową drogę przebywała z zamkniętymi oczami i bez oddechu), długi wyciszony korytarz z pojedynczymi drzwiami w nieregularnych odstępach, miejsce na kartę magnetyczną i...I zamiast kamiennych ścian, skwierczących żarówek, skrzypiących okiennic i kaflowej kuchni witały ją widoki doskonalsze, higienicznie czyste i architektonicznie przemyślane. Ostre światła, ostre krawędzie, ostra jasność farb i ciepło płynące z błyszczących paneli. Całkiem inny - nowy, wspaniały? - świat, do którego została przeniesiona i w którym została zamknięta.
Bez możliwości - a nawet chęci - ucieczki. Im dłużej przebywała przy Gerardzie tym bardziej się uspokajała. Prawie nic nie zostało po nerwowym zwierzątku, jakim była jeszcze trzy miesiące temu. Potrafiła obsłużyć lodówkę, włączyć wodę pod prysznicem i nawet ustawić temperaturę w mieszkaniu. Szczyt nowoczesnych możliwości, ale nie potrzebowała przecież nic więcej, mając co jeść, gdzie spać i z kim dzielić wszystkie smutki dnia codziennego.
Inna sprawa, że nie miała ich zbyt wiele; od kilku tygodni czuła się przyjemnie otępiała, nie musząc walczyć o przetrwanie w głuszy. Wykonywała wszystkie kobiece obowiązki, w pracy nadrabiała czytanie książek, potem zajmowała się ogrodem i w końcu kładła się do łóżka. Bez płaczów i pisków, bez dramatyzowania, histerii i zapadania się w sobie. Gerard wypełnił ją na nowo sobą i spokojem, upewniając w tym, że tylko tuż przy jego ciele jest bezpieczna i kochana. Zmienił się - wiedziała to na pewno - stając się księciem z bajki, której nigdy nie czytał jej na dobranoc. Dbał o nią, zaspokajał i karmił złudzeniami, sprawiając, że odżywała, nie myśląc o tym, czy wybaczył jej wszystkie grzechy. To było dla nowej Maisie oczywiste - Maisie nieco otępionej lekami, które przyjmowała (kolejna łaska; już nie musiała obserwować krwi na swoich udach i wyć z bólu i kobiecej histerii); Maisie zupełnie spokojnej; Maisie nieco nieprzytomnie uśmiechniętej, kiedy po dobrze spełnionym małżeńskim obowiązku (obciąganie czy dobry, niedzielny obiad?) mogła usiąść u stóp swojego opiekuna (męża?), opierając głowę o jego udo i przeglądając album z nowymi rodzajami kwiatów.
Dużo zdjęć, sporo informacji o glebie i nasłonecznieniu; przesuwała śliskie kartki albumu powoli, myślami będąc zarówno w oranżerii (planowała zasianie całkiem nowych gatunków) jak i w dziwnie ciepłej i jasnej teraźniejszości. Popołudniowe słońce wpadało przez wielkie okna (przestała już bać się cienkiego szkła), ale Maisie pozostawała w cieniu siedzącego na fotelu Gerarda, przysuwając się jeszcze bliżej jego nogi, o którą opierała się policzkiem, prawie mrużąc oczy jak głaskany kot. Lubiła, kiedy dotykał jej włosów i owijał ciemne kosmyki wokół swoich palców - pieszczotliwie, bez szarpania. Podobnie kiedyś robił jej warkocze. Słodkie, niewinne wspomnienia; rozkoszny obrazek szczęśliwych ludzi w zupełnie normalnej relacji. Patrząc z boku, bez znajomości całej historii, dalej tkwiącej gdzieś w podświadomości.
Coraz słabiej, bo czuła się coraz pewniejsza. Prosta zależność; nie powinna przeszkadzać mu w czytaniu, nie powinna patrzeć mu prosto w oczy i nie powinna wychodzić poza rejon mieszkania. Te dawne zakazy - a właściwie ich relikty - wydawały się jej teraz zupełnie przesadzone, dlatego kiedy skończyła przeglądać album przekręciła głowę, patrząc na czytającego w ciszy Gerarda. - Chciałabym kupić nowe kwiaty - zaczęła powoli, krótki komunikat. Dalej wolała przecież spokojne milczenie od zbędnych słów, których nie wypowiadali przecież nigdy. - Te czerwone - uściśliła, unosząc się nieco na kolanach, z otwartym albumem w dłoniach, patrząc na Gerarda znad okładki jak niecierpliwe dziecko, domagające się uwagi i zaaprobowania nowego rysunku wykonanego połamaną kredką.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 2:03 pm


Nie zmienił się wcale. Być może możliwe były metamorfozy (czyżby nadal w głowie dźwięczał mu Owidiusz?), ale był przekonany, że wszelkie naruszenie swojego prywatnego kodeksu postępowania byłoby gwałtem na własnej psychice. Jak nigdy chronił swoją suwerenność i pozostawał uroczo stały w swoim zachowaniu, które i tak było nastawione na jeden cel. Zamglony, nadal nie był w stanie uwierzyć, że nareszcie sam kreuje rzeczywistość, w której przyszło mu żyć i sprawia mu to o wiele więcej frajdy niż za czasów poprzedniego prezydenta. Być może powinien raz jeszcze rzucić wszystkim, co go otaczało (polityka, Melanie i podejrzane anonimy), ale zamiast tego pławił się w najlepsze w okrucieństwie obecnych dni, sprzyjających mu jak nigdy. Nie miał potrzeby zmian, nie wywoływał wilka z lasu, nie chcąc przestraszyć swojej jedynaczki (pomyśleć, że minął już rok od śmierci Ralpha) i jednocześnie pragnąc pozostawić ją w nieświadomości do czasu, kiedy jego plan zacznie być widoczny na dłoni. A może w całym jej ciele?
Często wyobrażał sobie ją w tym odmiennym stanie, lepił w głowie jej nową, perfekcyjną sylwetkę, nadawał kształtów wychudzonemu ciałku, czując się absolutnie spokojnym o przyszłość, która wyjątkowo nie była zagadką. Wiedział, że naraża się na gniew bogów i ludzi, co sprawiało, że jeszcze silniej parł do przodu, nie zastanawiając się (po raz pierwszymi?) nad ponurymi konsekwencjami. Istniała tylko jedna rzeczywistość, w której Ginsberg poruszał się z zamkniętymi oczami, szastając wyobraźnią na prawo i lewo. Ten nowoczesny kreacjonizm przysłonił mu problemy w pracy, zmęczenie i starość, która zaczęła domagać się wpuszczenia jej za progi domostwa. Nawet teraz czuł się nieco wyniszczony poprzez postępujące przepracowanie, ale nie wyobrażał sobie wieczoru, w którym nie było ukochanej książki, więc spokojnie wertował stronice, dotykając Maisie z łaską. Nie zasłużyła na nic innego, nadal czuł rosnącą wściekłość, kiedy była blisko niego. Zamienił ją, odłożył na bok, jakkolwiek by to nazwać, był pochłonięty przyszłością, a nie przeszłością, która jednak domagała się powetowania. I wiedział, że nadejdzie taki dzień, kiedy zetrze jej uśmiech z ust, nada ciału brunatny odcień (od zaschniętej krwi) i przywróci ją na dno piekła, każąc chodzić po domu tylko w obroży i smyczy, za którą będzie przyciągał ją kapryśnie... Ale jeszcze nie teraz, była mu nadal szalenie potrzebna i to był jedyny argument, dla którego jego córka jeszcze oddychała spokojnie.
Nie z powodu braku miłości, wręcz przeciwnie, im bardziej ją kochał, tym większą zemstę tworzył przed oczami, zaciskając powieki niemal bez żalu, kiedy czuł jej subtelny zapach pod sobą. Musiał postępować według zasad, bał się,że po raz kolejny mu ucieknie, a miała swoją rolę w jego wielkim planie, którego realizacja już zaczęła przynosić efekty. Dlatego również nie zareagował praktycznie wcale, będąc myślami przy niej i jednocześnie daleko w ich wspólnej przyszłości, której Maisie nie znała i przez to jeszcze siedziała spokojnie, dając mu się dotykać. Był dobry, nie pozwolił jej spać na podłodze, kupował jej kwiaty i jednocześnie miał wrażenie, że sprzedaje samego siebie, nawet jeśli cel był tak blisko. Musiał się bardzo pilnować, żeby nie rzucić jej na ziemię i nie wziąć tego, co i tak oddawała mu sama.
To z całą pewnością byłoby bardziej w jego stylu niż rozmowa o kwiatach, które pewnie będą plamić jej palce. Nie uniósł głowy wcale, obdarzając ją śladowym zainteresowaniem. Zarejestrował, że zwraca się do niego po imieniu i to był gwoźdź do jej trumny. Zaskakujące, że nie miała pojęcia, co tak naprawdę dzieje się w jego umyśle, zanieczyszczonym przez wizję jej i kwiatów. Posadzi jej wszystkie rośliny, jeśli tak bardzo tego chce, dzieci powinny wychowywać się wśród zieleni.
Kiwnął tylko głową, żadna zgoda, raczej komunikat, by nie przeszkadzała i powrócił do książki, tym razem wpadając nachalnie w świat historycznych podbojów Europy. Która już nie istniała, nic dziwnego, że ludziom nagle zabrakło wyobraźni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 2:47 pm

Powinna wiedzieć, że chodzi o coś więcej; że Gerard nie sprzedałby tak łatwo ideałów i nie wybaczyłby jej największej zdrady. Powinna pamiętać wszystkie ofiary, które ponosiła za każde swoje przewinienie. Powinna być świadoma tego, że nie może sobie wysnuć sielanki; że zaciskanie kciuków i modlitwy do przeszłych bóstw nie sprawią, że z samego dna piekła zostanie przeniesiona w poczet świętych, z łaskawym Władcą u swojego boku. Czcze mrzonki; myślenie osoby kompletnie dziecinnej, zatrzymanej na etapie szeroko otwartych oczu podczas czytania zakurzonej książeczki do nabożeństwa. Święcie wierzyła we wszystkie deklamowane słowa, nawet jeśli nie rozumiała ich kompletnie. Równie dobrze mogła artykułować idealnie przepis na ciasto albo opowiadanie erotyczne marnej jakości - Gerard był w stanie zmusić ją do wszystkiego, wszystkimi możliwymi sposobami przy kompletnej niewiedzy Maisie.
Pewnie dlatego robił z nią co chciał, manipulując tak subtelnie, że aż kobieco - trucizny bronią płci pięknej? - wpędzają ją w poczucie złudnego bezpieczeństwa i radości. Rzucił jej do stóp każde pragnienie, zapewniając wygodne, wielkie mieszkanie, lodówkę pełną jedzenia, własną oranżerię i samego siebie. Innego, łaskawszego - już zapomniała o obrożach, gwałtach i bolesnym wiązaniu. Uwielbiała jego dłonie i usta pieszczące jej ciało z wielką wprawą; powoli i wręcz dojrzale, jakby był zachwycony jej metamorfozą po ucieczce. Okłamywała samą siebie - wiedziała, że uważał ją za brzydką, słowa o jej powierzchowności wryły się jej głęboko w podświadomość, jednak ostatnio gdy przyglądała się sobie w lustrze poczuła - po raz pierwszy w życiu - miłe zaskoczenie.
Nie była już wychudzonym i spętanym cieniem dziewczynki. Zmatowione i wiecznie brudne włosy stały się lśniące i puszyste, niezdrowo zielonkawa cera nabrała koloru wręcz szlacheckiego mleka; przestała się nawet garbić. Jej odbicie patrzyło prosto w jej oczy, odważnie i z sympatią. Tak ckliwą i naiwną, że nawet najgłupszy Strażnik zorientowałby się, że to zbyt piękne, by mogło być prawdziwe, ale...Maisie wierzyła w bajki; wierzyła w swoją nagrodę za cierpienia i w to, że Gerard ogarnięty przerażeniem - przecież tęsknił za nią przez te trzy lata - zmienił się nie do poznania i że teraz jedyną jego aspiracją było naprawienie wyrządzonych uprzednio szkód.
Wybaczyła mu od razu; wybaczała mu ciągle, przyciągając go do swojego nagiego ciała i oddając się mu bez żadnego protestu, w końcu wypełniona nim i uspokojona, jakby jej ciało reagowało z jego nasieniem i wprowadzało do jej organizmu dziką, uzależniającą substancję, wzbogacającą żyły endorfinami i serotoniną. Nie mogło być lepiej, z każdym dniem należała do Gerarda coraz bardziej, jednocześnie stając się pewna siebie. Trochę po dziecięcemu, kiedy klęczała przed nim prawie platonicznie, w nowej spódnicy nadającej jej wygląd przyzwoitej pensjonarki w wyprasowanej bluzce zapiętej pod szyję i z równymi włosami, spływającymi po jej plecach w lekkim nieładzie, spowodowanym jego dłonią.
I..obojętnością; nie skrzywiła się, kiedy tylko kiwnął głową, przekręcając kolejne strony grubej książki. Odczekała kilka sekund, nie zmieniając pozycji wiernego psa, wpatrzonego niecierpliwie w pana, jednak Gerard dalej był pochłonięty lekturą. Powinna odpuścić i wdzięczna skorzystać z szansy do wycofania się i uniknięcia kary, ale...to było dawno, teraz byli przecież partnerami i zmarszczyła lekko brwi, przysuwając się do niego bliżej i kładąc otwarty album na jego kolanach, tuż nad książką, którą czytał.
- Gerard? - zagaiła ponownie, przesuwając jasnymi dłońmi (czy to nie w tej ręce wyłamał jej wszystkie palce swoim wojskowym butem?) album w jego stronę, zakrywając historyczny wolumin zdjęciami krwistoczerwonych kwiatów. - Glorioza Rotszylda, prawda, że piękna? - kontynuowała, oczekując jego reakcji i przytulając się policzkiem do jego uda, odgarniając jednocześnie włosy, opadające jej na twarz.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 3:43 pm

Nie była ładna i zapewne miewał jakieś odruchy ojcostwa (warunkowe?), bo zamiast rzucić ją na pożarcie swojemu psu i ślicznemu, przyszywanemu synkowi o wielkich niebieskich oczach i bezczelnym uśmiechu, zachował ją w jednym kawałku, patrząc jak to brzydactwo rośnie i się rozwija. Po raz pierwszy dał jej życie tamtego feralnego południa, kiedy wiązał ręce jej matce i kiedy zmuszał ją do powtarzania imion wszystkich swoich dzieci (przydatne, teraz wiedział, że Malcolm stanowi jego pierwszy cel do zerżnięcia i zgładzenia); ponownym narodzeniem było przyjęcie Maisie w poczet domowników i użyczenie jej ciepła (ekhm) domowego ogniska pomimo tego, że brzydził się chudego szkieletu, chodzącego za nim krok w krok przez dwa lata jak dobry pies.
Którym została kilka miesięcy po swoich szesnastoletnich urodzinach. Oczywiście nie łudził się, że będzie śliczną i posłuszną dziewczynką, tylko raz mu się poszczęściło z Ralphem, ale jej zdrady wyprały do reszty wszelkie odruchy człowieczeństwa u Ginsberga, konstruując w ten sposób skuteczną maszynę do unicestwiania wszelkich prób niezależności u młodej istoty, którą nauczył się traktować jak córkę. Kobietę, płeć żeńską i przez to niedoskonałą, ukazywał jej to codziennie w sposób zgoła odmienny od nauk innych ojców. Zbyt słabych, by przyznać, że podnieca ich widok torturowanej i bitej kobiety, która niegdyś wyszła z ich ud. Teoria cykliczna, pieprzenie tego, co samemu się stworzyło było jeszcze bardziej fascynujące niż sadystyczne poniżanie więźniów. Mógł sprawić, by nie cierpiała przy tym tak bardzo, ale sama się na to naraziła. Również teraz, był przy niej, pozwalał jej na szaleńcze ruchy samodzielności, ale przypominało to już razem zjawisko pośmiertnych skurczów. Ostatni oddech głowy, która odpada z korpusu. Był o tym przekonany.
Pewnie dlatego był tak cierpliwy. To była jedna z wiodących zalet jego charakteru. Potrafił czekać bardzo długo na realizację swoich planów, nie przejmując się, czas toczy się tak wolno i że słuchanie wielkiego zegara z wahadłem staje się katorgą, przypominającą zapewne nastroje ludzi w Trzynastce, do której przybył na samym końcu. Zgarniając i tak największe zaszczyty i mogąc rozkoszować się wolnym dniem w towarzystwie ukochanej córki.
Dopraszając się uwagi jak niegdyś, znowu się cofali o trzy kroki do tyłu, znowu nie zwracała się do niego we właściwy sposób i znowu miał ochotę policzkować ją po twarzy, kiedy będzie zaznaczał ją po swojemu, obserwując palcami jak ślepiec blizny, które przypominały jej o karze za nieposłuszeństwo. Jeszcze niedokonanej, był tak szalenie pewny sukcesu, że już projektował w myślach każdy uczynek, znajdując się nadal daleko poza jej ciałem, ocierającym się o jego uda z wyrazem błagalnej tęsknoty i niespełnienia.
- Czytam - wyartykułował wyraźnie, wypowiadając niemal modlitwę, która była powszechnie znana dla ich obojga. Maisie wiedziała, że ojcu się nie przeszkadza, nie, kiedy jego myśli są skupione na literach, które mają tysiące lat. Pamiętał, że kradł rękopisy jak się dało, przekonany, że te nie płoną. Był niemal rozczarowany, że jego rodzona córka nie podziela jego pasji tak chorobliwie, woląc wydawać pieniądze na rośliny... trujące?
Uśmiechnął się lekko, strącając jej książkę z kolan. Cóż, nie musiała pokazywać mu Gloriozy. Spojrzał na nią bystro, czyżby chciała otruć... jego, wciskającego jej co dnia placebo zamiast chemicznej ulgi, którą łykała jak cukierki?
- Owszem. Kolchicyna w dużych ilościach - machnął dłonią, zupełnie jakby było mu wszystko jedno, czy spróbuje dosypać mu do wina trucizny i tym sposobem odziedziczyć jego majątek i wolność. Wiedział, że wyrył w jej psychice blizny, które nie znikną nawet po jego śmierci, ot, fantomowy duch, który był w stanie nękać ją przez długie lata. - W niektórych rejonach Afryki jest uważana za roślinę magiczną - podzielił się z nią swoją wiedzą, nie z książki, z życia, które właśnie zaczęło sprawiać mu przyjemność. Przesunął palcami po jej nadgarstkach, zaciskając na nich wreszcie swoje dłonie i patrząc na nią wygłodniale. - Chcesz mnie otruć? - zapytał, zupełnie jakby był to komplement.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 4:58 pm

Spokój Gerarda był czymś świętym. Zakłócenie go kończyło się tragicznie dla kogoś, kto porwał się na samobójczą misję przerwania Ginsbergowi lektury czy snu - Maisie zdawała sobie z tego sprawę, ułamkami pamięci sięgała jeszcze do pierwszych miesięcy Jedenastki, kiedy za wszelką cenę chciała zwrócić uwagę swojego nowego opiekuna. Uderzył ją wtedy w twarz; pieczenie policzka, chłód podłogi, jego spokojny i ostry ton: nie popełniała więc więcej tego błędu, przez kolejne lata wręcz wyczekując momentu, w którym Ger znudzi się katowaniem jej ciała i postanowi skupić na czymś bardziej filozoficznym niż obserwowaniem krwi płynącej z jej ran.
Teraz historia zatoczyła koło: siedząc tuż przy jego stopach i wpatrując się w niego wyczekująco znów czuła się jak pulchna dziesięciolatka. Wtedy była jednak zbyt nieśmiała (a może: dużo mądrzejsza niż Maisie teraz?), żeby zwrócić na siebie uwagę tak bezpośrednio, ryzykując kolejnym uderzeniem. Znała swoje miejsce, zaczynała je lubić, nie miała aspiracji na więcej - zupełnie inaczej wyglądało podejście Mai teraz. Gdzieś w tle swojej głowy słyszała słowa o niewdzięczności - przecież ofiarował jej tyle wspaniałości - ale wyciszała je skutecznie, przekonana o tym, że teraz będzie tylko lepiej. Że staną się trwałym i nieoficjalnym małżeństwem, że już zawsze będą dla siebie wsparciem, że będzie gotowała mu obiady i ściągała mundur. Już bez pokornego klęczenia; wyobrażała sobie nawet nieco księżniczkowate bale, na które mógłby ją zabierać.
Wszystko to snuło się w głowie lekko otumanionej, pełnej marzeń i dziwnej słabości. Tłumaczyła to nie lekami a rozluźnieniem ciała, które po raz pierwszy od kilkunastu lat mogło oddychać spokojnie, bez kulenia się ze strachu i histerycznego leczenia rozległych ran, pokrywających każdy centymetr bladej skóry. Znajdowała się przecież w raju na ziemi; pod kolanami miała wygodny, puchaty dywan, klimatyzacja bezszelestnie utrzymywała przyjemny - pomimo upałów na zewnątrz - chłód a przed sobą miała ukochanego opiekuna. Łagodnego, mądrego - lubiła obserwować go podczas czytania. Widziała, że sprawia mu to przyjemność; potrafiła odczytać ją z lekkich drgnięć jego wargi i niewidocznego zmarszczenia brwi; uwielbiała swobodny sposób, w jaki przekręcał karty starych książek, wzbudzając w powietrze pyłek kurzu, osiadający na jego mocnych dłoniach. Cała symfonia estetyki, która zachwycała ją nawet w tym modernistycznym, obcym miejscu, zapominającym zupełnie o historii. Tak jak Maisie.
Nawet trzask spadającego na dół albumu nie sprawił, że otrzeźwiała czy choćby drgnęła zaskoczona. Dalej opierała się o niego jak wdzięczny psiak, posyłając mu uporczywe spojrzenie i ignorując wypowiedzianą oczywistość. Kiwnęła tylko głową powoli - darując sobie słowne przecież wiem - uśmiechając się lekko, kiedy potwierdził jej spostrzeżenie. - Co to jest kolchicyna? - spytała po chwili, zaciskając usta. Niecierpliwy dzieciak, chcący dowiedzieć się kolejnej magicznej rzeczy. Zupełnie nie wyglądała na dwudziestopięcioletnią kobietę. Nawet kiedy złapał ją za nadgarstki i posłał ostre spojrzenie.
Normalnie - w przeszłości - wywołujące panikę, opuszczenie wzroku i drgawki. Bała się panicznie jego oskarżeń, nawet jeśli prezentował je w formie czczej prowokacji. To jednak należało już do historii, uśmiechnęła się jeszcze szerzej, próbując tak wykręcić palce, by mogła nimi pogłaskać wnętrze jego dłoni, ściskających jej nadgarstki w mocnym uścisku. - Nie, Gerardzie - odparła powoli, dalej przytulona do jego uda policzkiem i wpatrzona w górę, w jego oczy o nieokreślonym kolorycie. - chociaż pokonanie kogoś jego własną bronią byłoby ciekawe, nie sądzisz? - rzuciła, znów uśmiechnięta, szczęśliwa i zrelaksowana, z zadowoleniem pieszczonej kotki wypisanym na twarzy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 7:07 pm


Bywało na świecie wiele uzależnień, mniejszych bądź większych, którymi łaskawie poświęcał uwagę. Seks traktował jako lek na wszystkie niepokoje, uwielbiał dotyk brudnych dłoni, fizjologię, zwierzęce pożądanie i podporządkowanie sobie każdego przez najbardziej upokarzające rytuały. Również przemoc była znakomitym odzwierciedleniem jego charakteru, który wymagał ciągłego zaspokojenia. Nic (i nikt) nie równało się jednak z literaturą.
Nie pamiętał kto i w jakich okolicznościach nauczył go czytać, ale sięgniecie po książkę uruchomiło proces, którego skutki były odczuwalne do dzisiaj. Mógł ignorować cały świat, znosić najbardziej okrutne okoliczności, nie kiwnął nawet palcem, widząc wagony trupów, którzy niegdyś byli przeciwnikami rewolucji; nie widział w nic złego w pieprzeniu kilkuletniego dziecka, które zaplątało mu się pod stopami (potem wrzucił je do ognia); ale zniszczenie słowa pisanego, nawet tego o wątpliwej jakości artystycznej sprawiało, że stawał się nieobliczalny. To była jedyna świętość w jego świecie i jedyna aktywność, która wymagała od niego maksymalnego skupienia się na tym, co robi. Wprawdzie w przeciwieństwie do innych mężczyzn, wielozadaniowość była jego ulubioną domeną, ale książki sprawiły, że wyłączał się całkowicie ze świata, który go otaczał. Tylko literatura zapewniała mu wybujałą wyobraźnię, koiła jego instynkty i sprawiała, że zaczynał funkcjonować w zupełnie innym obszarze. Nieograniczonym żadnym (nie)ludzkim prawem, zakazem czy normą postępowania.
Przecież z całą pewnością społeczeństwo uznałoby za czyn niegodny i niemoralny faszerowanie Maisie lekami, które nie miały żadnej wartości. Nie chodziło o to, by ją truć (to już robił z nią wcześniej, podziwiając reakcję), ale by zapobiec w niszczeniu jego planu. Ryzykownego, wiedział o tym z tych mądrych książek, które wręcz wypadały z wielkich półek, sięgających do sufitu. Poprzedni właściciele odeszli w niepamięć, niektóre z okładek były nadal pobrudzone krwią, która pewnie płynęła obficie po ulicach Kapitolu. Chętnie zobaczyłby te dramaty, a nie siedział i dyskutował o kwiatach.
Nie chodziło o nudę czy brak zainteresowania, Ginsberg potrafił interesować się wszystkim, co mogłoby w przyszłości mu się przydać. Nie był człowiekiem wszechstronnym, wiele mu brakowało do geniuszu największych, ale nadrabiał wszystko w tempie ekspresowym, wyczuwając lepiej od Maisie jej próby uzyskania niepodległości na jego terenie. Dość żałosne, nie poklaskał jej ani nie skłonił zauroczony głową, po prostu patrzył jej prosto w oczy,
- Trucizna - odrzekł krótko na jej pytanie, nie rozwijając wachlarzu swojej wiedzy, nie dzielił się nią z prostaczkami i chociaż kochał bezgranicznie swoją córkę był zniesmaczony tym, że musi dzielić ją z Randallami i pewnie dlatego jest tak genetycznie upośledzona, choćby w kwestii urody. Przesuwał palcami, wbijając paznokcie w jej skórę i zastanawiając się, czy chce już popchnąć ją na dywan i przerżnąć czy może poczeka na kolejne bezsensowne prowokacje.
- Nie mów tak do mnie - odrzekł cicho, spokojnie i niebezpiecznie, kiedy przez przypadek (tak to nazywał) jego dłoń z sygnetem zahaczyła o jej kości policzkowe, rozrywając skórę. - Zwracaj się do mnie z szacunkiem - wygłosił swoje oświadczenie, skłaniając ją za kark prosto do swoich butów, by mogła je polizać.
- Wątpliwe - pokręcił głową jak gdyby nigdy nic i jakby kropla krwi nie spadła na dywan. - Mogłabyś zginąć, przygotowując truciznę. Nie każdy umie posługiwać się takimi roślinami - odparł wyjątkowo długo i zawile (jak na swoje standardy), pozwalając jej się podnieść od swojego wojskowego obuwia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 7:49 pm

Kiedy patrzyła na Gerarda ze swojej uniżonej poddańczości - chociaż tak naprawdę w ogóle nie czuła się upokorzona przebywaniem na podłodze; było przecież wygodnie i ciepło; to nie to samo co kamienna i chłodna posadzka, zawsze pobrudzona krwią i wodą - zauważała coraz więcej szczegółów, które w nim uwielbiała. Chore oddanie; powinna raczej pluć na twarz człowieka, krzywdzącego ją z wyrafinowaniem starodawnych sadystów, zamiast doszukiwać się w jego zmarszczkach dojrzałości i mądrości. Wiedziała, że jest inteligentny, oczytany, filozoficzny; że posiada naprawdę rozległą wiedzę, wysysaną z tych czarnych, nieposkładanych literek, nadrukowanych na wątłych kartkach papieru. Imponował jej - w wizjach Maisie był zawsze nadczłowiekiem, bóstwem, kimś ponad nią i w tej chwili nie przeszkadzało jej to wcale. Czuła się bezpiecznie w jego silnych ramionach, otoczona jego ciałem i ich mieszkaniem, które od jakiegoś czasu mogła nazywać domem.
Błogosławieństwo niepamięci spłynęło na nią nagle i wyciszyło wszystkie bolesne wspomnienia. Nie było już w jej głowie żadnych gwałtów, poniżej i tortur; krwi Strażników i spermy Ralpha na jej brzuchu; truchła Azazela powieszonego na ścianie i ciasnej obroży. Wszystko to zniknęło za zasłoną miłosierdzia i niemal chrześcijańskiego (lubiła patrzeć na te wszystkie święte obrazki z niedorzecznie odzianymi ludźmi) wybaczenia. Popartego sensownym rozumowaniem: Gerard był dla niej doskonały.
Wpatrywała się więc w niego dalej z lekkim uśmiechem, jakby znów miał zamiar opowiedzieć jej bajkę. O niedobrej córce? Widziała w jego oczach ogień, ale zanim zdążyła zareagować jak dawna Maisie - głowa w dół, dłonie za plecami, twarz przy podłodze - poczuła ostry ból z prawego policzka. Zapiekło, ciepła krew spłynęła szybką kroplą po kąciku ust, wsiąkając natychmiast w jasny dywan. Który mogła podziwiać z bliska; każde jasne i nierówne włókno cudownie skontrastowane z lśniącą czernią wojskowego buta. Krótkie spięcie wspomnień, nieco histeryczny wdech, uśmiech znikający z twarzy i chłód języka, przesuwającego się tuż przy podeszwie.
Była zaskoczona swoim wytresowaniem - przecież już o nim zapomniała - i wręcz zawstydziła się tego psiego odruchu, znów ciągnięta do góry i częstowana spokojnymi słowami. Opiekuńczymi: martwił się o nią i o jej życie (tak to odczytywała, dalej wpatrzona jak zahipnotyzowana w jego oczy), dlatego znów wybaczała mu lekką ranę na policzku, już zasychającą zakrzepłą krwią. Dotknęła jej bezwiednie, zaciskając lekko wilgotne od śliny wargi, jakby zastanawiała się nad czymś usilnie.
Nie wyglądała jak przerażone zwierzę, gotowe na kolejną porcję tortur: raczej jak ktoś, kto zapomniał jakiegoś bardzo ważnego słowa i z całych sił próbuje je sobie przypomnieć. Nieco zafrasowany swoją niewiedzą. To zachowanie Gera nie wpisało się w schemat sielanki i Maisie zamrugała kilkakrotnie, pozostając jednak na swoim miejscu.
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytała po dziecięcemu, jednak spokojnie i bez płaczu, nieco rozczochrana i zdziwiona. Nie rozumiała braku szacunku; okazywała mu go przecież na każdym kroku, jak przystało na idealną żonę. - Jak mam do ciebie mówić? - dodała, opierając się o jego udo znowu; otumaniona masochistka, zupełnie niepamiętająca tego, co robił z jej ciałem dziesięć lat temu. - Nie chcę być już twoją niewolnicą. Dorośliśmy, prawda? Nie musimy się w to dalej bawić - kontynuowała, całkowicie nieświadoma samobójstwa, jakie prawdopodobnie popełnia. Z klasą i uległością: nie rzucała mu przecież niczego w twarz, nie szlochała; dalej trwała przytulona do jego nogi jak wierny psiak, nieco otępiony przypadkowym kopniakiem, naiwnie uznanym za zachętę do dalszej zabawy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 9:41 pm


Pamiętał, że między rozmową telefoniczną (zapewne podsłuchiwaną) a dostarczeniem Maisie do małej chatki, w której zimą wiatr hulał przez popsute okiennice i latem panował straszny zaduch minęła doba. Dokładnie dwadzieścia dwie godziny oraz dziesięć minut, które na zawsze zmieniły jego życie i nie było w tym stwierdzeniu ani grama przesady czy zbytniej sentymentalności, której nienawidził. To również nie wzruszenie nakazało mu tak skrupulatną rachubę czasu, który minął. Chodziło o pewne przyzwyczajenie się do sytuacji, która miała stać się codziennością. Pewnie większość ludzi zareagowałaby na ten fakt histerycznie, ale Ginsberg umiał sobie wytłumaczyć, że to nie on został skrzywdzony, to nie jego gwałcono w ciemnym zaułku i nie jego zmuszano do urodzenia bachora i to nie on musiał oddać to coś (był zaintrygowany tym, czy matka ją kochała) swojemu biologicznemu ojcu, który obiecał, że nie pozwoli jej skrzywdzić.
To był kolejny raz, kiedy okłamał tę kobietę, ale te kilkadziesiąt godzin, które miał na oswojenie się z ojcostwem sprawiło, że podjął jedną z najtrudniejszych decyzji swojego życia. Nie był przekonany, że ją pokocha, na pierwszy rzut oka wydawała mu się egzotyczna i wstrętna; ale postawił wszystko na jedną kartę, podpisując dokumenty adopcyjne i nie dochodząc do swoich spraw w sądzie. Pewnie i tak zawirowania wojenne zniszczyłyby wszystkie dowody na to, że Maisie jest jego dziełem, ale robił to dla jej bezpieczeństwa. Nie tylko wtedy, w Jedenastce, ale podczas pobytu w ich podziemnym świecie i tutaj, kiedy łatwo mógłby uzyskać wszelkie ojcowskie prawa do niej.
Nie zwierzył się nikomu z tego, że ma córkę i że jest ona nie tylko przyszywana, ale jego własna, biologiczna wpadka podczas gwałtu, o którym nie pamiętał, a którego ślad odnajdywał w kolorze tęczówek Maisie i sposobie, w który się poruszała. Była jego i nie zdawała sobie z tego sprawy, była echem przeszłości tak brudnej, że dostawał erekcji na samą myśl o tym, że pieprzy dzieło swojego stworzenia, że w pewien sposób znowu są złączeni jak przy poczęciu.
Dlatego jego własne imię w tych pornograficznych wargach, wąskich, ale umiejących doprowadzić go do wrzenia było czymś w rodzaju klątwy, próbą egzorcyzmów, które czyniła na diable wcielonym, który teraz odwdzięczał się jej ostrym uderzeniem (już nie kopał jej w brzuch, na wszelki wypadek) i spojrzeniem, które sugerowało, że tak łatwo się nie podda. Nawet jeśli czyniła kolejne zaklęcie, bluźniąc. Wyczuwał to dokładnie, nawet jeśli lizała jego buty poddańczo i opadała na kolan, dotykając jego ud. W duszy Maisie kwitło wszystko, co grzeszne, niezgodne z kodeksem ojca i godne wszelkiego potępienia, które już rozplanował bardzo wnikliwie, znając każdy jej najsłabszy punkt i pragnąc z niego skorzystał teraz, kiedy słowa już padły i wryły się głęboko w jego czaszkę. Sprawiając ból? Nie, to nie było to uczucie, to była raczej agresja, która powinna znaleźć odpowiednie ujście, więc podniósł ją do siebie na kolana, torując jej drogę do ucieczki.
- Jestem twoim ojcem. Masz się zwracać do mnie tak, jak zawsze - powtórzył dobitnie, próbując usprawiedliwić ją przed samym sobą. Pewnie coś jej zaszkodziło, pewnie jest zmęczona, pewnie jest... Ten ostatni wielokropek sprawił, że jeszcze poruszała się o wszystkich kończynach, a nie kulała obok niego. Złapał jej twarz w swoich dłoniach, pięćdziesięciolatek, który usiłuje powstrzymać najbardziej wściekłe instynkty, dowiadujący się o dorosłości.
- My się nie bawimy. Jesteś moją niewolnicą i to lubisz - zauważył, podwijając jej sukienkę do góry i zdzierając z niej bieliznę dłońmi, które powinny właśnie rozłupywać jej czaszkę na drobne kawałeczki. Co się odwlecze, nie uciecze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 10:40 pm

Starała się nie wątpić, naprawdę; jeśli była o czymś przekonana, to niosła ze sobą tą świadomość całą sobą i bez najmniejszych uszczerbków na realności. Kiedy go nienawidziła - nienawidziła go do krwi, gotowa na wszelkie tortury za wyrywanie się i ryzyko związane z wsunięciem noża do ciepłej jamy jego brzucha. Kiedy go kochała - oddawała mu się cała, spełniając wszelkie zachcianki i kamieniując się spojrzeniem jego smutnych, zawiedzionych oczu. Nigdy natomiast nie traktowała go obojętnie, nawet jeśli próbowała często ratować się niezdrowym odsunięciem w miałką katatonię. Wracała stamtąd - zawsze przyciągana na siłę krwawymi znakami na swoim ciele - jeszcze bardziej od niego zależna, wydłutowana na obraz i podobieństwo.
Jak bliskie - nie wiedziała; nawet nie przeczuwała, traktując go ostatnio nie jak opiekuna czy ojca ale jak męża. Mężczyznę życia, najważniejszego w egzystencji każdej kobiety, której aspiracją jest mały domek z rządkiem malw przed oknem (to nic, że od ich zapachu wymiotowała), trójka dzieci i ktoś, kto będzie jej opoką i kompanem w schematycznych dniach.
Widziała w tej roli właśnie jego; odpowiedzialnego, dojrzałego, mądrego życiowo; znającego ją dokładnie i kochającego. Wyczuwała to, była pewna jego intencji - w innym wypadku przecież obdarłby ją ze skóry za ucieczkę i zamiast oranżerii mogła spodziewać się pokoju tortur. Tak przecież się nie stało, Gerard ofiarował jej nowe, spokojne życie i nawet kiedy ściskał jej nadgarstki do bólu i kiedy widziała w jego oczach niepokojący ogień, wiedziała.
Robił wszystko dla jej dobra - przez medyczne otumanienie przecisnęła się nawet spora porcja wzruszeń i oddychała coraz wolniej, wpatrzona w jego twarz, rozpoznająca w małych zmarszczkach wokół oczu kogoś, kto ją ochroni. Nie jak ojciec - wzdrygała się ostatnio na ten zwrot - ale jak ktoś, kogo sama wybrała i kto ją wybrał. Wizualizowała w jego oczach potwierdzenie swoich nieprzytomnych wynurzeń i nawet nie czuła bólu policzka. Uderzenie sprzed minuty należało znów do przeszłości, zamkniętej kobiecym wybaczeniem.
Dlatego pozwalała mu się pociągnąć do góry bez żadnego wierzgania, będąc w końcu blisko jego ciepłego ciała. Twardego, męskiego; wyraźnie czuła pomiędzy swoimi udami jego pełną erekcję, o którą mimowolnie się otarła, ciągle nie przerywając kontaktu wzrokowego. Przestraszony psiak albo zahipnotyzowana ofiara, wpatrzona głęboko w jego oczy o rozszerzonych źrenicach. Nie musiał nawet przytrzymywać dłońmi jej twarzy - nie odwróciłaby się w tej chwili, w końcu wsłuchując się w bezpośrednie bicie jego serca. Żałowała, że jest ubrany, chciała przejechać ustami po jego szyi i obojczykach, przytulić policzek do nieco szorstkiej skóry i zanurzyć się w zapachu wilgotnej ziemi, jakim od zawsze emanował, tuląc ją do snu i przygniatając do blatu stołu przy jednoczesnym znaczeniu jej pleców krwistymi bliznami. Słodkie wspomnienia, gorzkie wspomnienia, zmieniające się jak w kalejdoskopie, kiedy zsuwał jej bieliznę.
Po raz pierwszy od dawna poczuła się niemile obnażona; bardziej jego słowami (prawdziwymi?) niż dotykiem, ale i tak szarpnęła się lekko, w końcu patrząc w inną stronę, czując, że jej policzki stają się lekko czerwone. Wstyd, podniecenie, niepokój; wszystko na raz, jednak nie spinała się, wręcz przeciwnie, poddawała mu się wręcz niezrozumiale, odwracając jednak twarz w drugą stronę, jak dziecko, które nie chce pocałunków ojca, u którego siedzi na kolanach. - Nie chcę tak, Gerard. Nie podoba mi się dalsza zabawa w córkę i ojca. To...chore - powiedziała tylko cicho, ale zdecydowanie. Zero oznak buntu, proste stwierdzenie, jego imię w jej ustach - bezpieczne i znane, oswojone. Już nie wyryte nożem tatusiu na plecach, nie błagalne ojcze unoszące się mgiełką spomiędzy ust zaciśniętych na ciele Strażnika. Całkiem nowa, zdrowsza, eugeniczna relacja, której pragnęła z całych sił - tak samo jak jego. Przysunęła się więc jeszcze bliżej, wolną dłonią zsuwając do końca bieliznę, zaplątaną na kostkach - koronkowe widmo stalowych kajdanek, uniemożliwiających złączenie nóg. Kolejny przebłysk, w końcu powodujący, że spięła łopatki i nieco się odsunęła, w dalszym ciągu wpatrzona w album leżący na ziemi, otworzony na stronie z krwistoczerwonym, trującym kwiatem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Nie Cze 29, 2014 11:19 pm

Na początku był przekonany, że Maisie może istnieć jako byt niezależny, ktoś na wzór tych wszystkich córek, których jego znajomi obdarzali umiarkowanym zainteresowaniem (dziecko przeszkadzało w orgiach do skończenia jedenastu lat) i osoba, którą porzuci bez żalu po skończeniu przez nią osiemnastu lat i przekroczenia granicy pełnoletności. Nie sądził, że nadejdzie taki dzień (chwilę po jej przybyciu), kiedy stwierdzi, że chętnie posmakowałby z nią innej, bardziej zaangażowanej relacji i będzie odliczał dni do jej szesnastych urodzin, które wyznaczył sobie jako granicę w poznaniu jej ciała.
Uformowanego przez niego. Mógłby zapewniać siebie i ją, że chodziło o to, że była dla niego ważna przez siebie samą, że od początku poczuł to niegasnące pożądanie, ale to była nieprawda. On ją stworzył na nowo - poprzez nauki fizyczne ukształtował jej giętką sylwetkę, kolejne blizny wyznaczały wyraźnie to kto jest jej właścicielem; natomiast jej psychika została stworzona przez niego od zera. Dobrze pamiętał dzień, w którym pękła w jego ramionach, błagając go o przebaczenie jej win. Niedokonane, nadal nienawidził jeszcze bardziej niż przyszło mu ją kochać, ale wiedział, że wychował ją dobrze, tworząc swoją własną niewolnicę. Tak naprawdę zakochiwał się każdego dnia w samym siebie, obdarzając ją zainteresowaniem tylko z powodu podobieństwa do własnej osoby.
Na tyle niewidocznego, że Maisie mogła wierzyć w to, że nie są rodziną i że pewnego dnia odejdzie z księciem na białym koniu. Tego się obawiał, te fantomowe strachy potrafiły zepsuć niejeden ich wieczór, kiedy każda próba kontaktu dziewczyny z kimś innym kończyła się tragicznie, niezależnie od tego, czy był to Freddie czy też dwójka strażników, która skończyła swój ziemski żywot w ich chatce. Każdy kto zbliżał się do jego ukochanej córki był zagrożeniem i dlatego pacyfikował ich metodycznie, nie dowierzając jej słowom nawet teraz, kiedy trzymał ją na kolanach i patrzył jej w oczy, zsuwając z niej nie tylko bieliznę, ale i poczucie wstydu.
Była taka rozkosznie niepewna, ostatnio widywał ją coraz słabszą, słaniającą się na nogach i mało brakowałoby a dobiłby ją tego popołudnia, kończąc ten dzień z pieśnią pochwalną na ustach. Zamiast tego jednak trzymał ją mocno, próbując wezwać wszystkie demony, które mogłyby zawiązać mu ręce przed kolejnym uderzeniem. Silnym, tym razem nie hamował już odruchu warunkowego, kiedy jego pięść wylądowała pod jej okiem. Nie mogła przecież traktować ich jak wariatów, to ona była ubezwłasnowolnionym zwierzątkiem, którego trzeba było otaczać opieką.
- Naprawdę powiedziałaś, że jestem chory? - zapytał dla potwierdzenia swojego uderzenia i dla zaakcentowania tego, co padło z jej ust i za co powinna go natychmiast przeprosić na kolanach. Nie czekał jednak na jej skruchę, niepewność czy chęć odwetu - on po prostu wszystkimi siłami przywracał dawny, święty porządek i miał do prawo. To był nawet jego obowiązek, któremu towarzyszył też seks, na który nie wyraziła zgody. Wiedział, że tego chce, upadlał ją jeszcze bardziej, pokazując, że jest jego niewolnicą i wchodząc w nią bez cienia skruchy czy refleksji.
Była jego, własność nie mogła mieć prawa głosu czy też sprzeciwu. Mogła już tylko zadowalać go tym, że po latach znowu jest uroczo ciasna i że pewnie zaraz zacznie się bronić, licząc uderzenia, które z pewnością jej zada. Pewne zasady musiały zostać wyartykułowane i przyjęte, tego był żałośnie pewien, kiedy zaciskał palce na jej włosach, zbliżając ją do siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Cze 30, 2014 3:28 pm

ej chyba plus 18

Stan psychiczny, w jakim znajdowała się Maisie pięknego, ciepłego, niedzielnego popołudnia, dość mocno odstawał od normy. Ostatnio ciągle czuła się rozedrgana, dziwnie słaba a jednocześnie przepełniona dziwnym, naiwnym spokojem. Typowa ofiara, kochająca swojego kata nad życie i przekonana o tym, że jej egzystencja nie może wyglądać doskonalej. Miała przecież wszystko, o czym marzyła w zasięgu ręki a i tak okazywała potworną niewdzięczność, łamiąc zasady wpojone jej przez Gerarda.
Uznawała je przecież całkiem niedawno - cztery lata? - za świętości. W nawyk weszły jej wszystkie konfiguracje uczuć i ciała, których od niej wymagał; reagowała już odruchowo, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Nie było to jednak tępe podążanie za spisanymi krwią wytycznymi. Każde jej zachowanie niosło za sobą jakiś głębszy przekaz - mogła przecież w głębi duszy dalej go nienawidzić i planować mord ze szczególnym okrucieństwem. Tak się jednak nie działo, odkrawała ostatnie części swojej niepodległości i składała na całopalną ofiarę. I dopiero w momencie, w którym ostatni słup dymu zgasł w szarym wieczorze za horyzontem Trzynastki, mogła poczuć się całkowicie bezpieczna.
Tak jak teraz, nawet jeśli dyskomfort i wstyd zaprzątał jej głowę bardziej, niż nieco egoistyczna chęć zasadzania coraz to nowych gatunków kwiatów. Mogli dalej zajmować się lekturą, ale przecież sama go rozkojarzyła, sama wsunęła mu się na kolana i sama się o to prosiła, ciągle czując gorzki smak pasty do butów na języku.
Mogła udawać, że tak nie było; że dalej była małą buntowniczką, gotową odgryźć mu palce, jeśli dotknie jej jeszcze raz i skrzywdzi w ten najgorszy dla dorastającej dziewczyny sposób, ale okłamywanie samej siebie (której siebie?) przychodziło jej z coraz większą trudnością. Dlatego nie odsunęła się histerycznie, kiedy pieszczotliwie uderzył ją w twarz. Tym razem mocniej, tak, że poczuła od razu puchnącą skórę i nieprzyjemne otarcie kości policzka. Zacisnęła tylko mocniej usta, dbając, by nie wyrwał się spomiędzy nich nawet krótki syk. Potrafiła być grzeczną żoną i grzeczną córką - wolała jednak opcję pierwszą, bardziej doniosłą i normalną.
Dziwne, że zachowała tak staroświeckie moralne ideały pomimo wychowania na mitologii i przedwiecznych wierzeniach, zupełnie zaprzeczających zdrowemu spojrzeniu na świat. Zoofilia, kazirodztwo, przedziwne rytuały - chłonęła to wszystko z typową dla ciekawskiego dziecka uwagą, wsiąkając w tamtą rzeczywistość bardziej niż w realia nowej, doskonałej techniki. Coś jednak nie pozwalało jej w dalszym ciągu udawać jego córkę; kogoś, kim nie była, chociaż wielokrotnie o to błagała. Pod wpływem chwili, trujących ziół albo ognia w jego oczach, sprawiającego, że była w stanie oddać mu wszystko za jedno pchnięcie więcej.
Tak jak teraz; nie odsuwała się kapryśnie od jego ciała, wręcz przeciwnie, rozchylała uda, dając się wyginać i przyciągać jego dłoniom bez ani jednej skargi, chociaż policzek dalej pulsował tępym bólem o szarpnięte włosy czyniły z niej nieco bezwolną marionetkę. Mogła tylko pokręcić powoli głową, w końcu powracając spojrzeniem do jego oczu, szalenie bliskich, tak, że stykali się ustami, kiedy wsuwał się w nią jeszcze głębiej. Spokojniej; leniwie wspinająca się po jej nerwach rozkosz, miękka i delikatna jak ciepłe letnie światło, mieniące się w jego brązoworudych włosach, w które wsunęła palce, poruszając się na nim nieśpiesznie, z lekko rozchylonymi wargami, szukającymi jego ust.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Pon Cze 30, 2014 5:53 pm

ej no co Ty

Wywoływanie niemal małżeńskiej awantury w dzień odpoczynku - choć niekoniecznie był skłonny pozostawać w tej błędnej machinie liczenia czasu, niezgodne z szabatem Żydów - z tak błahego powodu jak jedno słowo (cztery litery, dwie sylaby, tysiące znaczeń) nie należało do ulubionych czynności Gerarda. Wbrew pozorom, nie był on furiatem, który łatwo wpada w destrukcyjną złość.
Było zupełnie na odwrót. Bywał człowiekiem o tyle niebezpiecznym, co zimnym i wyrachowanym, potrafiącym zamykać z ponurym uśmiechem najbardziej niedorzeczne plany i rozwiązania. Jeśli coś przynosiło mu korzyści (długotrwałe, rzecz jasna) to był w stanie oczekiwać przez kilka lat na dogodny moment. Miał sporo z perfekcjonisty, który może i działa instynktownie - te szybkie reakcje też miały swoje plusy - ale w szerszej perspektywie uchodzi za człowieka, który nie tylko dąży do doskonałości, ale i pielęgnuje w sobie stoicki spokój buddysty, medytującego w świątyni. Dopóki ktoś nie sprawił, że zaczynał być irracjonalnie wściekły, ale wtedy nie było już odwrotu. Maisie niejednokrotnie posmakowała już jego emocji, miał wrażenie, że jako jedyna zna go i potrafi docenić zagrożenie, jakie za sobą niesie pogrywanie z nim.
A jednak to robiła. Mógł zmusić ją, by wygięła kręgosłup w chorobliwy łuk, mógł uderzyć ją skórzanym pasem w naciągniętą do granic możliwości skórę, mógł nareszcie uderzać jej zębami o metal w swoich podeszwach, tak, by jej zęby wyleciały do ostatniego - te możliwości zachwycały go tak bardzo, że czuł się jak chłopiec, wprowadzony za rękę przez ojca do sklepu dziecinnego, w którym mógł przebierać wśród zabawek bez konieczności zapłaty za nią. Zupełnie jakby za chwilę mieli zamknąć ten wielki magazyn i mógł zostać uwięziony w świecie, do którego zawsze chciał należeć.
Tak czuł się Ginsberg, kiedy trzymał ją na kolanach i kiedy wchodził w nią głęboko, raczej przejmując nad nią kontrolę niż ją oddając. Jednorazowa możliwość zawieszenia broni - znał swój umysł doskonale i wiedział, że w szufladkach pamięci przechowuje każde słowo z dzisiejszego dnia, każdą zgłoskę, którą wyryje jej na jej skórze już wkrótce, nie bacząc na to, czy jeszcze oddycha czy już wyzionęła ducha, obdarzając go pierworodnym potomkiem, który niegdyś będzie królował w Panem.Tylko dlatego, że Gerard tak sobie obiecał, trzymając jego przyszłą matkę w swoich ramionach i obdarzając ją spokojnym spojrzeniem.
Monarchia absolutna, wierzył w moc sprawczą słów jak nigdy i dlatego nie wybaczał jej braku tytułowania go. Być może za często podpisywał wyroki śmierci, czasami szeptane słowa nabierały mocy prawnej, pamiętał, że to on pierwszy otrzymał nakaz aresztowania Ralpha, spowodowany zresztą przez zabójczą mieszankę jednego orzeczenia w trybie teraźniejszym - nazywał rzeczy po imieniu, a Maisie była jedną z wielu cennych rzeczy w jego życiu i w tej bibliotece, gdzie czernił się dumnie druk i gdzie zapadał z wolna purpurowy zmierzch jako zła wróżba.
Niedokonana, bywali przecież w tym domu żałośnie szczęśliwi, kiedy pozwalał jej poruszać się na nim i zaciskał palce na jej włosach w mało delikatny sposób, gryząc jej wargi zachłannie. Zamieniał agresję i chęć uczynienia z niej popsutej, połamanej marionetki w coś bardziej produktywnego, w coś absolutnie twórczego, w tworzenie nowego życia.

zt


Ostatnio zmieniony przez Gerard Ginsberg dnia Wto Lip 01, 2014 11:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1654-sabriel-angelica-terodi#21227
http://panem.forumpl.net/t1664-sabiskowe#21333
http://panem.forumpl.net/t1665-sabriel-terodi#21368
http://panem.forumpl.net/t1733-zawilosc-dziejow
Wiek : 25
Zawód : Lekarz pierwszego kontaktu|Profesjonalny złodziej
Przy sobie : fałszywy dowód tożsamości, stała przepustka do Dzielnicy Rebeliantów

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Lip 01, 2014 10:47 pm

/przestrzeń

Nie spodziewałam się takiego zaproszenia, istnej symfonii kpiny i szyderstwa, kolejnego teatru rozgrywającego się przed moimi oczami. Nie spodziewałam się, że Gerard zaprosi mnie na swoje terytorium, wciągnie do swojej gry. Znałam go od dziecka, nigdy się go nie bałam w przeciwieństwie do wielu, może przez to właśnie dostrzegając ironię w całej sytuacji. Bo oto dwoje dzieci Kapitolu miało spotkać się nie po tej stronie muru, której winni. Obydwoje działając, na swój sposób, zgodnie z normami sumienia, narzucanymi przez większość, obydwoje tworząc własne prawa wbrew nieszczęściu innych. I to właśnie spotkanie miało być stąpaniem po cienkim lodzie, choćby dlatego, że mężczyzna z którego ust padła propozycja zjedzenia wspólnego „rodzinnego” posiłku nie wiedział kim tak naprawdę jestem.
Zresztą ja na pewno też nie znałam prawdy o nim. Więc tym bardziej nie chciałam by przez jakieś źle dobrane słowo wszystko wyszło na jaw. Tym bardziej, że mój gospodarz mógłby się stać w przyszłości egzekutorem praw uciśnionych.
Kupiłam wino, tak jak kazał zwyczaj i jak zawsze uczył mnie Ojciec. Czerwone, półwytrawne, nie chcąc zbytnio ryzykować inną ekstrawagancją, nie wiedziałam co będzie zaserwowane do jedzenia, dlatego wolałam nie ryzykować z moim ulubionym, słodkim trunkiem.
Dziwnie czułam się przemierzając ulice Dzielnicy w celu odwiedzenia kogoś, kto nie należał do organizacji Ojca, kierując się na zupełnie nowy grunt, niepewna co mnie tam czeka. Wpojone dawno zasady i odruchy nakazywały mi uważać na siebie na każdym kroku, tym bardziej gdy w końcu stukot moich obcasów odbił się echem po klatce schodowej docelowego budynku. Skierowałam pod należące do Ginsberda drzwi, po czym zapukałam energicznie, uśmiechając się lekko ironicznie, samymi kącikami ust. Zabawę czas zacząć, jak by to powiedział Ojciec.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Wto Lip 01, 2014 11:38 pm

tururu ze trzy dni po ostatnim

Wszystkie poranki i wieczory wydawały się takie same; mętne, skąpane w jasnym, czerwcowym słońcu, otępiającym zmysły Maisie tak, jakby ktoś na siłę włożył jej głowę pod strumień ciepłej wody. Zamazane kształty, zniekształcone dźwięki i chorobliwa słabość ciała - powinna się martwić, ale twarde wychowanie Gerarda nauczyło ją wytrzymałości. Próg bólu został przesunięty na tak niedorzeczny poziom, że spokojnie mogłaby robić za królika doświadczalnego do spraw udręki fizycznej. Skarżenie się na mdłości, senność i nerwowość byłoby więc zupełną głupotą i niedorzecznością. Zwłaszcza w tak rozkosznych okolicznościach, bez strachu, głodu i wyczerpania. Egzystowała więc na granicy przytomności, wykonując wszystkie obowiązki odruchowo, bez większych filozoficznych dysput z samą sobą w głowie. Typowa wyuczona bierność, dzięki której przetrwała najgorsze chwile swojego życia i teraz przegapiała te najlepsze, sięgając po dwa talerze, schowane na najwyższej półce.
Kolejny dzień odhaczony na ścianie luksusowego więzienia, w którym właśnie kończyła przygotowywać kolację. Z łazienki dobiegał cichy szum prysznica, ale to nie on wyrwał Maisie z przyjemnego w swej bezmyślności letargu - dzwonek do drzwi na chwilę rozproszył ciszę.
Kurier, strażnik - często pojawiali się w progu tych drzwi, przynosząc Gerardowi grube pliki dokumentów lub cienkie dyski, które pokornie odbierała, odkładając je potem w gabinecie opiekuna. Nigdy nie czuła chęci zajrzenia do środka - była przecież tylko kimś (czymś?) w rodzaju przełącznika. Teraz też zareagowała odruchowo, kierując się w stronę korytarza i odblokowując wejście, stając oko w oko…
Z kimś znajomym. Angelica, wino, jej obcasy, jej obecność. Zamrugała gwałtownie, równie intensywnie zastanawiając się co zrobić. W normalnym stanie psychicznym pewnie zatrzasnęłaby drzwi, pewna, że spotkanie znajomej złodziejki i ojca nie skończy się dobrze, jednak otumanienie spowolniło jej instynkt i po prostu stała w progu mieszkania, boso, w prostej jasnej sukience i nieco rozczochranymi włosami, opadającymi na nagie ramiona. Bez żadnego pytania, zaproszenia ani jakiejkolwiek sensownej reakcji na tak…niecodzienne spotkanie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1654-sabriel-angelica-terodi#21227
http://panem.forumpl.net/t1664-sabiskowe#21333
http://panem.forumpl.net/t1665-sabriel-terodi#21368
http://panem.forumpl.net/t1733-zawilosc-dziejow
Wiek : 25
Zawód : Lekarz pierwszego kontaktu|Profesjonalny złodziej
Przy sobie : fałszywy dowód tożsamości, stała przepustka do Dzielnicy Rebeliantów

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Lip 02, 2014 12:25 am

Symfonia chyba właśnie postanowiła przeskoczyć drugą część, tą wolną, wprowadzającą nastrój, by z pełnymi ironii dźwiękami, skocznie i żwawo przejść od razu w scherzo, zaskakując słuchaczy szybkością, wybijając z rytmu, nie dając czasu na przygotowanie się do agresywnego tempa. Było to niczym jeden, wielki złośliwy żart rzeczywistości, pozbawiający tchu i rozsądku, uniemożlwiający ułożenie myśli, zrobienie czegokolwiek innego niż bezradne obserwowanie, nerwowe mruganie oczami.
Ciężko było mi uwierzyć w sam fakt, iż melodia została zagrana. To, że ktoś przy tym postanowił jeszcze zmienić wszelkie zasady – tym bardziej – wprawiało mnie w stan lekkiej konsternacji. Bo o ile jeszcze chwilę temu mogłam toczyć w głowie pewne obawy, uświadamiać sobie zagrożenia związane z tym wieczorem, o tyle teraz nabrały one rzeczywistych kształtów stojąc przede mną w postaci znajomej mi dziewczyny, kobiety przed którą, w niewielki co prawda stopniu, uchyliłam swoją maskę, wpuszczając ją na krótką chwilę na brzegi jeziora mojej prawdziwej rzeczywistości. Co prawda nie wiedziała ona kim jestem, nie znała mojej tożsamości, nie miała pojęcia o faktycznym miejscu zamieszkania, mogła domyślać się jaki fach – tak naprawdę – mam w ręku. A w momencie w którym sekret znały dwie osoby robiło się trochę niebezpiecznie.
Dlatego stałam zmrożona, patrząc jedynie na kobietę, nie odzywając się, w głowie rozmyślając nad wszelkimi możliwymi scenariuszami tego wieczoru. A nagle pojawiło ich się naprawdę dużo. Na dodatek wiele z nich byłyby zupełnie nie po mojej myśli. Nie mogłam sobie pozwolić na to by doszły do skutku.
- Maisie, miło Cię widzieć – powiedziałam w końcu, głosem o wiele spokojniejszym od moich myśli. - Czy Gerard jest w domu?
Uśmiechnęłam się miło, w końcu tak należało. Musiałam rozegrać ten teatrzyk, modląc się w duchu by w rozmowie nie padło nawet o jedno słowo za dużo. I chociaż wciąż byłam zdumiona obecnością kobiety poznanej w zgoła zupełnie innych okolicznościach i otoczeniu, pozwoliłam sobie na rozluźnienie się, chociażby pozorne.
Musiałam przywyknąć do tej myśli.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1912-gerard-ginsberg#24485
http://panem.forumpl.net/t1854-ginsberga#23978
http://panem.forumpl.net/t1853-gerard-ginsberg#23974
http://panem.forumpl.net/t1864-notatki-z-literatury-i-nie-tylko#24244
http://panem.forumpl.net/t1863-ginsberg#24243
http://panem.forumpl.net/t1916-gerard-i-maisie-ginsberg
Wiek : 51 lat
Zawód : naczelnik więzienia, Betonstahlbieger
Przy sobie : leki przeciwbólowe, medalik z małą ampułką cyjanku w środku. stała przepustka, telefon komórkowy, paczka papierosów, broń palna.
Znaki szczególne : praktycznie zawsze nosi skórzane rękawiczki i wojskowe buty, nie rozstaje się z cygarami

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Lip 02, 2014 12:43 am

Był dobrym obserwatorem. Być może jego wzrok pozostawiał wiele do życzenia (mówiąc wprost, bywał ślepym krótkowidzem), ale potrafił trafnie zinterpretować większość sytuacji, które zaprzątały jego uwagę. A nie było istoty, której poświęcałby jej tyle jak jego własna córka, chorująca od kilku tygodni i rozkosznie obijająca się po twardych ścianach apartamentu. Domu, który stworzył na zgliszczach innego świata i na kościach ofiar - ich swąd wyczuwał jeszcze teraz, choć minęły długie miesiące - i który chętnie rzuciłby jej do stóp, by potem jeszcze raz ją upodlić, wydzierając z jej rąk wszystko, co było istotne. Plan doskonały, który już przynosił (bez)krwawe żniwo i sprawiał, że Ginsberg uśmiechał się całkiem szczerze, wpadając po pracy w tryb męża idealnego.
Który od progu przesuwa swoją wybrankę w rejony mało święte i kojarzące się z domowym ogniskiem. Raczej nie to miał na myśli, kiedy orał jej policzkiem o swój rozporek i kwitował lekko jej złe samopoczucie pozwoleniem na umycie zębów. Po raz pierwszy od dawna zgodził się łaskawie, by zmyła jego ślady i to był już wyraz miłości bezwarunkowej... Nic dziwnego, że w toku tak silnych uczuć zapomniał całkowicie o kolacji i proszonych gościach.
Jedyne, czego pragnął było za cienką ścianą ich apartamentu, kiedy z każdą kroplą wody, która spływała obficie po jego ciele myślał o Maisie - nago, związanej, biernej, błagającej go, by przestał. Nie mógł skupić się na niczym innym - już nawet praca przestała sprawiać mu przyjemność, gdy zapobiegliwie odciął od niej więźniów, stając się jedynie sadystą bez wyobraźni. Która wprawdzie zadaje ciosy, ale nie przeżywa przy tym uroczych orgazmów, zakończonych zmyciem z siebie wszystkich win.
Tak jak teraz, kiedy stawał zupełnie odświeżony i półnagi na progu łazienki, słysząc jakieś głosy. Był gotów sięgnąć po broń, oczami wyobraźni już widział rozerwane ciałko córki, które dopełniłoby jej nieposłuszeństwa, ale tym razem to tylko on był winien tej wizyty i dlatego pośpieszył do drzwi, stając za plecami Maisie. Czas na oficjalnie przedstawienie?
- Angeliko, poznaj... - dostrzegł, że obie panie się znają (opłacało się zostać na sekundę dłużej pod prysznicem) i oparł ręce o ramiona córki. Ciężko, zdecydowanie, domagał się szybkich wyjaśnień, bo nie chciał kalać jej przy względnie obcych bądź zawstydzać przy wycieraniu spermy z kącika ust rękawem od swojej śnieżnobiałej koszuli. Gotowej do założenia, ale jeszcze nie teraz, gdy taksował wzrokiem swojego gościa. - Moją córkę - dokończył dumnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1951-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t3200-drown-them-in-charity-lend-them-comfort-for-sorrow#49982
http://panem.forumpl.net/t1798-maisie-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t1800-paradise-circus
http://panem.forumpl.net/t2192-maisie
Wiek : 25 lat
Zawód : córeczka tatusia
Znaki szczególne : po-ciążowa sylwetka, szaleństwo w oczach

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   Sro Lip 02, 2014 1:14 pm

Pojawienie się w progu jej (ich? liczba mnoga, królewska?) mieszkania Angeliki było jednym z większym zaskoczeń, jakie spotkały Maisie w ciągu ostatniego miesiąca. Coś pomiędzy odkryciem jak działa lodówka i oświetlenie, włączające się ruchem ręki. Powinna zgłębiać tajniki takiej wiedzy - Gerard przecież uczył ją w Jedenastce wszystkiego - ale przecież cała ich relacja uległa ostrej zmianie odkąd zostawili za sobą rolniczy raj. Ginsberg nie sadzał jej już na kolanach, cierpliwie tłumacząc jak oskórować jelonka albo zorientować się w jakim miejscu lasu się znajduje - te słodkie opiekuńcze lekcje odeszły w niepamięć równie szybko co bardziej bolesne wspomnienia, nie przywoływane nawet ostrzejszymi przebłyskami.
Liczyła się przecież przewaga a przez większą część czasu Gerard traktował ją tak dobrze jak nigdy - pewnie dlatego przelewała mu się przez ręce, dziwnie rozedrgana i niepewna. Nie było śladu po Maisie spiętej, odważnej i nieufnej - w takim stanie poznała Angelikę, dziewczynę równie sprytną i potrafiącą sobie poradzić w każdych okolicznościach.
Nawet towarzyskich. Widziała spokój na jej twarzy, a jeśli też była zdziwiona, to ukrywała to doskonale. Mai powinna brać z niej przykład, ale...chyba nie była w stanie wykrztusić z siebie żadnego sensownego słowa, bo tylko kiwnęła głową, rozpoczynając w końcu bardziej gorączkowe myślenie. Skąd znała Gerarda? Ile o nim wiedziała? I o niej samej? Przecież Maisie nie zdradzała jej praktycznie niczego, ot, początkująca przyjacielska relacja oparta na skąpych informacjach o sobie i doszkalaniu złodziejskiego kunsztu, który pozwolił jej przeżyć przez pierwsze tygodnie spędzone w Kapitolu.
Mogłaby o to wszystko spytać, zanim jeszcze usłyszała kroki Gerarda za plecami, ale...nie otworzyła ust w ogóle, czując jego mocne ręce na ramionach. Wbijające ją w posadzkę, każące klęknąć i...powstrzymała się od tego odruchu, przygarbiając się tylko lekko. Dalej bez słowa, zupełnie zdezorientowana. Spotkania w trójkę zawsze kończyły się tragicznie i teraz też poczuła dreszcze na ramionach, zastanawiając się nad celem tej...wspólnej kolacji. Pierwsza myśl - ciekawe, czy wystarczy jedzenia dla dodatkowej osoby. Druga - chyba Gerard nie chce zaprosić Angeliki do wspólnej zabawy? Drgnęła lekko, posyłając dziewczynie nieprzytomny uśmiech, czując wodę skapującą z włosów Ginsberga na swoje plecy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gerard i Maisie Ginsberg   

Powrót do góry Go down
 

Gerard i Maisie Ginsberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

 Similar topics

-
» Maisie Ginsberg
» Elsa Dimgast

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje-