IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield - Page 4

 

 Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Sro Lip 23, 2014 11:58 pm

First topic message reminder :

***


Ostatnio zmieniony przez Tabitha Gautier dnia Sob Lip 26, 2014 9:29 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Nie Sie 10, 2014 12:27 am

- Byłam chora? Bardzo chora? Jak bardzo chora? – Spytała niewinnie, patrząc z niejaką nadzieją na swoją siostrzyczkę. Miała nadzieję, że nie wyglądała teraz jak jakiś troll! Ogromną wręcz nadzieję.
Informacja o faktycznej chorobie nie należała do zbyt dobrych wiadomości. Czego miała się spodziewać? Jaka to choroba niszczyła jej ciało? Chciała być zdrowa i piękna! Nie schorowana i brzydka. Pragnęła tryskać energią, uśmiechać i śmiać się jak dawniej, być tak znaną i lubianą jak kiedyś. Ani jej się śniło zostawać paskudna szarą myszką, której nikt by nie podziwiał, bo zlewałaby się z otoczeniem. O nie! Przenigdy! I nie była! Na szczęście. Między innymi dlatego na jej twarzyczce pojawił się uśmiech.
- Minuty... Lata... Nie widać różnicy – stwierdziła, mrugając oczkiem do siostry.
To był drugi powód jej uśmiechu, który trwał też na początku skróconej historii znajomości Tabithy i Valeriusa. Można by rzec, że ta rozwinie się w coś bardzo długiego i ciekawego. Siostra jednak ujęła wszystko w kilku krótkich zdaniach, kończąc... Cóż, uśmiech zgasł już w trakcie, gdy to usłyszała o zniknięciu, a zdrada była jedynie jego ostatecznym zniknięciem. Nadzieja na związek jej siostrzyczki i Valeriusa zniknęła. Tak jak Valeriusa z nią. Nie mogła spotykać się z kimś, kto zdradził jej małą Ithcię. Kiepska sprawa, ale może dało się cokolwiek tu naprawić? Skoro był pierwszą i jedyną miłością jej siostry? Może wszystko wyglądało inaczej, niż to odbierała Tabitha? Musiała to wybadać, bo zdecydowanie wolała happy endy.
I jakoś nie wierzyła w to, by jej bliźniaczkę faktycznie było stać na tego małego, puszystego, białego i przeniewinnego króliczka, o ile takowego by znalazła gdzieś w sklepie zoologicznym. Nie to, że go nie chciała, bo nadal chciała bardzo, ale patrząc na to wszystko, wątpiła, by Tabithę było stać na cokolwiek. Zwłaszcza na amandowe pojęcie wszystkiego. W sumie Ithy chyba nie wyobrażała sobie wszystkiego jako kilku najtańszych cukierków o smaku truskawkowym, malinowym, colowym i waniliowym? Nie mogła nawet śmieć! Ugryzła by chyba w ten za bardzo skromny tyłek. Tabitha żyła, by mierzyć wysoko. Tak jak ona.
Pozwoliła się poprowadzić do domu. Jeszcze tego jej brakowało, by po tym wszystkim, przyleciała chmara ludzi chcącą ją wydupczyć. Co to to nie! Nie zamierzała dawać bydłu, poza tym była zmęczona i chciała spędzić najbliższy czas z siostrą. Jakoś nie miała ochoty na kochanie się z kimś, na jakieś zbędne rozmowy. Miała nad czym myśleć, poza tym musiała obrać jakiś cel w życiu, by jej życie przedstawiało się ciekawiej, skoro już się uwolniła z łapsk wiecznych snów. Może wpierw powinna spróbować pogodzić Tabithę z Valeriusem?
- Myślisz, że mogłabyś polubić jeszcze Valeriusa? – Spytała, nienormalnym jak dla niej, spokojnym głosem po chwili milczenia, rozglądając się niepewnie po pomieszczeniu. Cuchnęło nadal po pożarze, ale ogólnie nie wyglądało to wszystko za dobrze. Może powinna wpierw poszukać dla nich lepszego domku, a przy tym i pieniędzy?



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Nie Sie 10, 2014 12:43 pm

Może i zazwyczaj należała do osób dosyć bezceremonialnych, często aż nazbyt gadatliwych, ale wciąż dających się nazwać bezceremonialnymi, teraz jakoś nie było jej stać na takie zachowanie i powiedzenie siostrze wprost, jak bardzo była chora. To wydawało jej się zbyt niewłaściwe, zupełnie nie na miejscu, a nawet nad wyraz krzywdzące. W końcu nie była to opowieść o słodkich króliczkach.
Amanda była chora i Tabby nie miała w tej chwili nawet odpowiedniej pewności co do tego, czy aby na pewno odzyskała już bliźniaczkę tak w całości. Równie dobrze bowiem mogło być to tymczasowe polepszenie, które w dosłownie każdej chwili miało szansę zmienić się w jeszcze większy i jeszcze gorszy nawrót choroby.
A tego w żadnym razie nie chciała. Pragnęła tej prawdziwej, najprawdziwszej siostrzyczki, z którą mogłaby normalnie rozmawiać. No, przynajmniej na tyle normalnie, że dałoby się to zaliczyć do tak zwanych rozmów po ludzku, bo jednak z jej siostrzyczką już wcześniej nie potrafiły rozmawiać w taki całkowicie zwyczajny sposób.
Praktycznie od zawsze miały swój własny rodzaj języka, w którym gesty i mimika zastępowały często tak wiele słów, z których korzystania najnormalniej w świecie nie potrzebowały. To była całkiem niezła rzecz, jednak czasem też i sprawiająca kłopoty. Jak właśnie w tej chwili, gdy to Tabitha miała niezbyt przyjemne wrażenie, że siostra potrafi grzebać głęboko w jej duszy i że ona sama nawet nie zauważy momentu, w którym zostanie przeskanowana od samego czubka głowy po czubki butów.
Szczerze liczyła na to, że akurat teraz tak nie będzie, bowiem skrywała w sobie stanowczo zbyt wiele sekretów, by móc pozwolić im wyjść na światło dzienne i to jeszcze w taki sposób. Na dodatek nie mogła też pozwolić siostrze na ujawnienie tych rzeczy nawet przed swoją własną osobą. Była bowiem praktycznie stuprocentowo pewna, że by tego zwyczajnie nie przetrzymała. Zbyt wiele i zbyt długo ukrywała.
Zamrugała kilka razy, zdając sobie nagle z tego, że ani nie słuchała siostry, ani nie odpowiedziała na jej pytanie. Zdecydowanie nie powinna się tak zachowywać. Jak jeszcze poczuje się Amanda, co sobie o niej pomyśli? Przez ten cały czas, gdy Mandy była swą świadomością gdzieś daleko, ona nawykła do korzystania z niezbyt wielu słów w jej obecności, chociaż często przecież zmieniała to w prawdziwe monologowe potoki. I teraz musiała raczej doprowadzić to wszystko do tego stanu, w którym mówiła wiele, ale nie mówiła też nazbyt wiele. Jak przy wszystkich, stan pośredni.
- Stanowczo za bardzo, ale już jest dobrze. - Odpowiedziała wreszcie, jakby trochę migając się od normalnej odpowiedzi na zadane jej pytanie. Szczerze nie chciała o tym rozmawiać.
Weszła z Amandą powoli do budynku, a następnie do mieszkania, rozglądając się po nim. Po pożarze wyglądało to zdecydowanie jeszcze bardziej żałośnie niż przed nim, a i wtedy nie było dobrze. Ha. Wtedy było nadzwyczaj źle, a teraz było wręcz chorobliwie beznadziejnie. Tabby już na pierwszy rzut oka zauważyła też kilka wyraźnie widocznych braków w pomieszczeniu. To wszystko zebrane razem... Cóż sprawiło, że puściła Amandę, osuwając się plecami po ścianie na podłogę. Ukryła ręce w dłoniach, może faktycznie i nie płacząc, ale z pewnością ledwo ten płacz powstrzymywała. Zwłaszcza po pytaniu o dawną miłość i to, czy byłaby w stanie jeszcze go polubić.
- Nie, Amy. Nie sądzę, nie wiem, raczej nie. - Wyszeptała, wzdychając głośno. Czy byłaby w stanie...? Kiedyś chciała mieć z nim nawet gromadkę dzieci, teraz jednak był jej wrogiem. Sama nie miała pojęcia, czego tak dokładnie chce i oczekuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Wto Sie 12, 2014 10:27 pm

Tabitha wydawała jej się jakaś zamyślona. Miała wrażenie, że coś tam pod tą kochaną jej główką, nieźle zwraca na siebie uwagę, skoro nie była obecna tu z nią. Odpływała myślami gdzieś daleko i Amanda zastanawiała się, czy kierunkiem jej rozmyślań nie był przypadkiem Valerius, który przecież to jeszcze przed chwilą z nimi stał. Najświeższa sprawa. To musiał być on... Musiał, albo i nie, ale wtedy co lub kto? Może ona sama? Była chora i to bardzo poważnie, a Ithy się o nią martwiła.
Jakoś nie satysfakcjonowały ją odpowiedzi siostry na temat jej choroby. Mogła po prostu jej powiedzieć, że wszystko z nią było w jak najlepszym porządku, a nie mówiła, że faktycznie coś z nią nie tak... Ech, nie powinna o tym myśleć. Ważne, że teraz stała sobie w tym paskudnym mieszkaniu, bezpieczna (ciekawe na jak długo?) oraz miała siostrę. Tuż obok. Czuła się świetnie, jeśli chodziło o jej własną psychikę, a fizycznie... Miała usmolone włosy i nadzieję, że los jej sprzyjał i nie cisnął na jej ramiona gorszych skaz. Ciekawe, co z jej twarzą!
Odwróciła się do Tabithy, by o to zapytać, ale zastała siostrę w bardziej niż gorszym stanie. Nie mogła nie zareagować na coś takiego. Myśli o twarzy zostały zepchnięte na później, zaś teraz podbiegła szybko do siostry i przytuliła ją do siebie.
- Czyli tak – szepnęła cicho, podsumowując swoje obserwacje. Mogła dać sobie obciąć wszystkie paznokcie, które tak na marginesie były straszne w tej chwili!, że Tabitha nadal kochała Valeriusa, mimo tego wszystkiego, co zrobił i obwinia się za to, że czuje to, zamiast nienawiści. Dobrze to ujęła? Cóż, jeśli coś pokręciła, to chodziło mniej więcej o podobny scenariusz. Kochała i była na siebie o to zła. Amanda nie przepadała za nieszczęśliwą miłością... To powodowało zawsze u niej łzy. Za każdym razem. Nawet, gdy oglądała powtórki filmów. Potem miała strasznie zaczerwienione oczy i całe mokre policzki. I kolekcję mokrych chusteczek.
- A patrzyłaś na to wszystko z jego punktu widzenia? Znasz go na tyle, by móc przewidzieć powód tego rozstania? I zdrady? Może to wszystko jest inne? Lepsze? Widziałam jak na ciebie patrzył i wątpię, że ma coś ten teges względem mnie. Choć chyba polubił mój uśmiech, ale kto go nie lubi? Wszyscy znają i kochają!
- Ithy, zobaczysz, wszystko się ułoży i wszyscy będziemy szczęśliwi... A to mieszkanie spalimy doszczętnie, gdy się z niego wyprowadzimy do willi z basenem i ogromnym ogrodem  - stwierdziła, machając ręką przed swoim nosem i wskazując nią dom, który widziała oczami wyobraźni. Wielki, pomalowany na kremowo z białymi akcentami, Tabitha z Valeriusem siedząca na werandzie, a ona ze swoim króliczkiem leżąca wśród zielonej trawy.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Sro Sie 13, 2014 12:07 am

- Nie, Amy. - Powtórzyła, zaciskając mocniej powieki z grymasem na twarzy, którą ukrywała w dłoniach.
Skuliła się jeszcze bardziej w sobie, opierając czoło o swe uniesione w górę kolana i mając nieodparte wrażenie, że najlepiej dla niej byłoby całkowicie zniknąć teraz z tego świata i już do niego nie wracać. Czuła się źle, a nawet mogła śmiało określić to samopoczuciem prawdziwie fatalnym, jakiego przecież nie miewała aż tak często, jak było to prawdopodobne.
Musiała przyznać sobie, że zazwyczaj trzymała się nadzwyczaj dobrze. Przynajmniej jak na kogoś, kogo głównym celem w życiu było przetrwanie w KOLCu i opieka nad chorą siostrą, która kompletnie nic nie rozumiała. Zarówno wtedy, gdy była w tym swoistym transie wywoływanym przez zdecydowanie chorobę umysłową, jak i teraz, bowiem Tabby szczerze wątpiła w zrozumienie ze strony siostry.
Może i były bliźniaczkami, które praktycznie większą część dzieciństwa spędziły naprawdę razem blisko, jednak pod pewnymi względami zupełnie się od siebie różniły. I nie chodziło jej tutaj o tak bardzo różny wygląd, lecz akurat w tym przypadku o coś zupełnie innego. O kwestię psychiki, charakteru i podejścia do świata, a także po części i wychowania, bowiem to właśnie Amanda od zawsze była maminą ulubienicą, co też wpłynęło na powiększenie różnic między nimi.
Nie to, że nie kochała siostry. Po raz kolejny musiała powiedzieć, że uwielbiała ją, zwłaszcza taką jak teraz. Jednak musiała powiedzieć też, że bywały takie momenty, w których całkowicie się ze sobą mijały. Jak właśnie w tym momencie, w którym Amy upierała się przy tym, że Tabitha i Valerius wzajemnie się kochają, tylko ona nie chce się sobie do tego przyznać. Jej siostrzyczka była kochana, ale brała wszystko dookoła za takie, jakie wydało jej się na pierwszy rzut oka, co było niedorzeczne.
- Znam go na tyle długo, Amy, że raczej wiem nieco o nim i jego odbiorze świata, odbiorze mojej własnej osoby. Kiedyś... Kiedyś wydawało mi się, że przyjaźnimy się na tyle mocno, by wiedzieć o sobie praktycznie wszystko, ale to było tylko kolejnym kłamstwem. Jednym z miliardów, jakie kiedykolwiek istniały w relacji między nami. - Powiedziała, patrząc na Amandę zmęczonymi oczami i nawet nie umiejąc zmusić się do uśmiechu.
- Nie patrzyłam na to z jego punktu widzenia, bo jest mi on nieznany. Dokładnie tak jak ten prawdziwy Valerius. Za to zostałam całkiem niedawno oświecona co do powodu rozstania i, uwierz mi, osoba, której zależy nie odchodzi bez prawdziwego pożegnania nawet po czymś takim. Na dodatek zwłaszcza, gdy wie, przynajmniej po części, ile znaczy dla drugiej strony. I nie zdradza w tak okrutny sposób. Tego nie da się usprawiedliwić i tego nie da się wybaczyć, Mandy. - Zagryzła wargi, podnosząc się wreszcie z ziemi i otrzepując ubranie z pyłu, kurzu i innych paskudztw, jakie pojawiły się na podłodze po pożarze lub też były na niej już wcześniej, teraz tylko mieszając się z efektami działania ognia. Uśmiechnęła się ponownie do bliźniaczki. Lekko wymuszenie, ale jednak.
- Wszyscy kochają twój uśmiech, a Valerius zdecydowanie patrzył na ciebie. I to w sposób mówiący nadzwyczaj wyraźnie, że to właśnie do ciebie ma coś ten teges. W końcu zamierza się z tobą ożenić. Będziecie mieć twoją wymarzoną willę z basenem i ogromnym ogrodem, a nawet kilkoma basenami i ogrodami. Mi wystarczy mieszkanie, które chcesz doszczętnie spalić. Lubię je. Jest całkiem miłe, gdy nie śmierdzi dymem. - Powiedziała, machając ręką jakby w celu demonstracji wszelkich zalet mieszkanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Sro Sie 13, 2014 7:14 pm

Na króliki puszyste, drapieżne pumy, krwawe maki i wszystko, co kochała! Tabitha nie pozbyła się tej swojej głupiej upartości! Nadal, mimo że minęło wiele lat, odkąd miała z nią ostatnio okazję rozmawiać. Naprawdę, ale to naprawdę miała nadzieję, że ta dorosła psychicznie wraz ze wzrostem, rysami i boczkami! Otóż nie... Ithy zatrzymała się uparcie! w swoim rozwoju na tym samym upartym charakterku, co niegdyś i nie potrafiła dopuścić do tej swojej główki prawdy. To samo było z wklepaniem jej, że te wszystkie imprezy nie byłby złe, gdyby tak uparcie o nich nie myślała.
Gdyby... Gdyby nie myślała uparcie, że Valerius wcale nie jest inny, jakim jej się wtedy nie wydawał, to teraz byliby razem i pewnie się miziali, wymieniając przeczułe całusy i nie mogąc się rozstać. Tak, bo mogła dać sobie też za to paznokcie obciąć, że nic się nie zmieniło w kolesiu, a to Tabitha jak zwykle odgrywała ponownie tą swoja tabithowatość. Tym samym też niszczyła swoją sielankową przyszłość. Ten facet był bardzo mrrrau.
- Zapewne masz rację – rzuciła, ociekając sarkazmem, wstając z podłogi wraz z siostrą. – Ba!, bo ty przecież zawsze masz rację... Wróć! Amanda ma zawsze rację! I Amanda śmie twierdzić, że znów upierasz się jak stary głupi osioł! Dokładnie, stary głupi osiołek. Mogę się założyć, że on jest dokładnie taki, jaki myślałaś, że był kiedyś, że cię kocha i że ty też go kochasz. Nadejdzie dzień, kiedy się o tym przekonasz, a ja wyszczerzę się z satysfakcją tuż przed twoimi oczkami! Tak, właśnie grożę ci swoim wyszczerzem!
- Dobra, dosłownego wyszczerzu może nie być, ale się przekonasz, że twoja starsza siostra ma rację. Zawsze. Imprezy też są spoko, jeśli tylko człowiek przyzna się do tego, że chce się bawić, a teraz powiedz mi, gdzie mam jakiekolwiek ubrania, bo trochę niezbyt, że musisz podziwiać moje przezajebiste ciało, które zapewne jest upaćkane w piachu. Grrr... O gorącej kąpieli pewnie mogę zapomnieć! I kaczuszce Żółtej Piórce pewnie też. Cholera, serio kochasz te mieszkanie?! SERIO?! Ono nawet nie nadaje się do tego, by kochać je w sarkazmie! Makabra! Musimy wymyślić coś, by się od tego paskudztwa uwolnić – paplała. – I zapomnij o jakimkolwiek wiązaniu mnie z Valeriusem, bo zacznę ci ryczeć dniami i nocami z powodu utraty męża, a przed władzą powiem „nie!”. Nawet z trzema wykrzyknikami... Serio, chcesz mnie swatać z kolesiem, który cię kocha, ale rzekomo nie kocha, którego ty kochasz, a którego rzekomo nienawidzisz? Ze swoim pseudowrogiem? Ty mnie nie kochasz? Kochasz, prawda? Kochasz, Amandzię? Kochasz, prawda? – Spytała, odwracając wzrok od upiornych ścian domu i wracając ponownie wzrokiem do Tabithy. Wyglądała z tą miną uroczo i słodko. I niewinnie, biorąc pod uwagę fakt, że myślała o trupie przed ich domem, żałując, że nie wbiła mu widelca w oko.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Czw Sie 14, 2014 1:19 am

Wbrew pozorom, nie sądziła wcale, że jest jakoś nadzwyczaj mocno upartą osobą. Mogła nawet śmiało przyznać sobie, że przez większość czasu była nadzwyczaj ugodowa, a upieranie się przy zaledwie kilku rzeczach nie było przecież jakimś specjalnie wielkim paskudztwem.
Zdrada Valeriusa i jej własna niechęć, a nawet szczera nienawiść, do niego tym spowodowana miała nadzwyczaj mocne podstawy, którymi jednak nie miała najmniejszego zamiaru dzielić się z siostrą. Amanda i tak miała mieć wybitnie ciężki start, bo życie w KOLCu nie należało przecież do najłatwiejszych.
Zwyczajnie nie mogła jeszcze dokładać jej kolejnych zmartwień, jakie z pewnością by się pojawiły po usłyszeniu całej historii rzeczy prowadzących do takiej a nie innej obecnej relacji między Tabby i Valeriusem. Szczegóły może i były w stanie zmienić sposób postrzegania blondynki, jednak nie było to warte całkowitego zepsucia jej humoru.
Wolała więc przemilczeć zawiłą opowieść o wszelkich okolicznościach, przyjmując monologi siostry w sposób jak najbardziej przystępny, ale z pewnością nie lekceważący!, uśmiechając się przy tym tylko smutno. Do czego to doszło, by ten sukinsyn zjednywał sobie nawet miłość jej siostrzyczki, choć nawet z nią nie rozmawiał!, z taką łatwością przekonując ją do tego, że to Tabitha była całą przyczyną problemów.
A przecież to nie ona była zdrajczynią! To nie ona wolała poświęcić przyjaźń dla rewolucjonistycznych haseł, które okazały się później tylko kompletnymi bujdami, w które on mimo wszystko wierzył, próbując dowalić jej i zranić praktycznie na każdym kroku.
Może i jej mała Mandy nie pamiętała tej nocy, w której rebelianci wywlekli całą jej rodzinę z łóżek, może i nie pozostał w jej pamięci choć ślad wspomnienia tamtego wzroku, jakim obdarzył je Angelini, może i nie miała świadomości tego, jak potraktowano Vincenta i co zrobiono z Raveną, o której w sumie słuch zupełnie zaginął, ani też o tym, jaki był pierwszy okres pobytu w kolcu.
Jednak Tabby jak najbardziej to wszystko pamiętała i przez to wiedziała, że nigdy nie będzie w stanie w pełni wybaczyć Valeriusowi. Nawet jej własna bliźniaczka nie potrafiła jej do tego przekonać i nie miała tego w żadnym razie zrobić. To była bowiem właśnie jedna z tych rzeczy, co do których podtrzymywanie ciągle tego samego zdania było prawdziwą kwestią dumy oraz honoru.
Z góry przegrana sprawa i to zdecydowanie nie przez nią. Cokolwiek by jej powiedziano, czegokolwiek by się dowiedziała. Angelini może i tak już raz wdeptał jej uczucia, jak i również poczucie własnej wartości, w ziemię bez nawet kiwnięcia palcem, ale drugiej szansy na to nie miała już mu dać.
Niezaprzeczalnie, zdecydowanie. Koniec. Kropka. Nieważne, co mówiła jej wszechwiedząca Amy. Jej i Valeriusa nigdy nie będzie można określić mianem Ich, a ona już osobiście się o to postara. Uporczywe gadanie Amandy tylko utwierdzało ją w przekonaniu co do tego.
- Uważaj na słowa, Mandy, bo tylko mój osiołkowaty upór pozwolił nam jeszcze jakoś przetrwać w KOLCu. – Powiedziała, starając się nie wyjść na złą, chłodną czy nieuprzejmą, choć i tak bardziej jej było do żałośnie przybitej. – Jak więc wytłumaczysz to wszystko, co mi zrobił, co zrobił NAM? Bo to już nie jest kwestia drobnej pomyłki czy zboczenia ze ścieżki dobrotliwości. A ja może i faktycznie go niegdyś kochałam, ale to już historia. Uczucie prysło jak bańka mydlana. Nawet nie jestem pewna tego, czy nie było to przypadkiem tylko kolejne zauroczenie, jak te wielu panienek kręcących się dookoła niego. Miał w czym przebierać i co wybierać i, uwaga! oświecę cię, Mandy!, to nigdy nie byłam ja. Nigdy nie wyszczerzysz się z satysfakcją przed moimi oczami, bo nawet w czasach mojej przyjaźni z Angelinim, nigdy nawet nie wchodziłam w grę. Byłam tylko dobrą przyjaciółką, typem dziewczyny z sąsiedztwa, która zawsze posłuży wsparciem i dobrą radą, ale która nijak się ma do bycia obiektem czyichkolwiek uczuć. – Naprawdę próbowała pohamowywać w sobie, tłumione od bardzo dawna, gniew i żal, ale nie mogła już dłużej powstrzymywać tego wszystkiego. Nie, gdy słyszała kolejne słowa Amandy.
Ty mnie nie kochasz? Kochasz, prawda? Kochasz, Amandzię? Kochasz, prawda? Jej siostra znów to robiła. Najwyraźniej zapomniała już, że Tabitha nigdy nie była podobna do ich rodziców i do większości towarzystwa, jakie kręciło się dookoła Amy. Ona zawsze była gdzieś na boku, towarzysząc bliźniaczce niczym wierny piesek, jak cień. I tak właśnie traktowali ją ludzie. Jako nieodłączny element stroju ślicznej i wspaniałej perełki.
Z początku może i bywało jej przykro, jednak od zawsze powstrzymywała się przed wszelkimi komentarzami. Pamiętała do tej pory, co wydarzyło się, gdy raz ośmieliła się pójść do matki z pytaniem o to, dlaczego jest tak jak jest. Ravena niczego jej nie wytłumaczyła, ale Tabitha mimo wszystko dowiedziała się, że nie powinna nigdy wspominać o takich sprawach. Policzek wymierzony przez matkę wyraził znacznie więcej niż mogły powiedzieć jakiekolwiek słowa.
Więc milczała, unikała tematu. Aż wreszcie nauczyła się z tym żyć. Nie mogła jednak wyzbyć się swej niechęci do wszelkich imprez towarzyskich, w których musiała robić za tło swej słodszej siostrzyczki. Wreszcie przestało jej być przykro, bo zrozumiała, jak bardzo dla Amandy ważne było otaczanie się tłumem adorujących blondynkę ludzi. To było dla niej dosłownie potrzebne do życia jak powietrze, zaś Tabitha zwyczajnie nie mogła znieść tego wszystkiego. Uraz z czasów, w których naprawdę pragnęła chociaż raz grać pierwsze skrzypce i zostać zauważoną, nie jako dodatek do ładniejszej siostry, ale jako prawdziwa osoba, jednak w niej pozostał.
Ostatnio jednak zwaliło się na nią na tyle dużo problemów, by zwyczajnie nie mogła powstrzymać wybuchu, gdy Amanda znowu zaczynała robić to wszystko. Wiedziała doskonale, jak bardzo złe to było, a jednak… Zwyczajnie nie potrafiła znieść teraz tego całego słodzenia, dziewczęcej niewinności i amandowego lukru, którym dosłownie zaczynała się dusić. Nie mogła i… Wreszcie najzwyczajniej w świecie wybuchła.
- Cholera jasna! Ty może i mogłaś być ulubienicą mamusi i gwiazdeczką towarzystwa, ale ja nigdy nią nie byłam! Dla mnie imprezy nigdy nie były spoko! Nienawidziłam tego wszystkiego! Wiesz dlaczego?! Nawet we własne urodziny nie mogłam choć raz być w centrum uwagi! Miałam dosyć bycia tylko nic nieznaczącym elementem wystroju, bo moja własna siostra ściągała na siebie całą uwagę tłumu, traktując mnie jak swoje zwierzątko! Zawsze wierny szczeniaczek u boku ślicznej Mandy! Starszej siostry na każdym kroku podkreślającej kilkuminutową różnicę naszego wieku! Ubrania masz w cholernej szafie w moim cholernym mieszkaniu, które przynajmniej po raz pierwszy należy właśnie do mnie! I tak, serio, kocham moje zakichane mieszkanie, bo nie jest resztkami zrzuconymi mi ze stołu po tym jak moja siostra stwierdziła, że ma chęć na coś innego! Może to kwestia przyzwyczajeń, a może zwyczajnie moje mieszkanie jest takie jak ja! Nie nadaje się nawet do tego, by kochać je w sarkazmie! Nigdy nie potrafiłaś docenić tego, co masz! Nie zauważasz nawet tego, ile poświęciłam, by zapewnić nam dach nad głową! To ja zawsze musiałam być rozważna, gdy ty zgrywałaś jakąś cholerną romantyczkę! Nikt nawet nigdy nie spytał mnie o to, czy może to ja choć raz chcę móc zwalić całą odpowiedzialność na kogoś innego! Nie! Zawsze ja musiałam być odpowiedzialna, gdy starsza siostrzyczka zbierała laury! A gdy chcę wykonać to, co do mnie należy, nagle postanawiasz wszystko zniszczyć, bo niby to zauważyłaś wielką miłość między mną, a kimś, kto należy już do ciebie! Wyjdziesz za mąż za Valeriusa i będziecie razem cholernie szczęśliwi w Dzielnicy Rebeliantów, bo tam właśnie jest twoje miejsce! Będziesz mogła brać długie kąpiele i organizować przyjęcia, na których będziesz błyszczeć, bo taka właśnie jest twoja rola, to potrafisz i to cię uszczęśliwia! – Wciągnęła wreszcie głęboko powietrze, zniżając głos i wciąż drżąc z nerwów. – Ubranie masz w dużej szafie po lewej stronie, szczotka jest przy lustrze, bielizna w szufladzie przy szafie. – Spojrzała za okno na wschód słońca. – Wychodzę. Nie wiem kiedy wrócę. Postaraj się wytrzymać jakoś w tej wielce paskudnej norze i nie zabij się przypadkiem. – Podeszła do Amandy, przytulając ją do siebie i całując w czoło. – Kocham cię, Amy, ale czasem nawet ja mam prawo mieć serdecznie dość. Przepraszam. Wrócę po uspokojeniu się, muszę pozbierać myśli. Postaraj się nie wychylać zbyt mocno i pod żadnym pozorem nie otwieraj nikomu drzwi. Margaritka, nasza współlokatorka, ma swój klucz. Może spróbuj się położyć i odpocząć. Kocham cię, słońce. – W drodze do wyjścia, chwyciła jeszcze szal z krzesła, zawijając go sobie dookoła szyi, by zasłonić bliznę i wreszcie opuściła mieszkanie, zamykając za sobą cicho drzwi.
[prawie że z/t]


Ostatnio zmieniony przez Tabitha Gautier dnia Sob Sie 16, 2014 2:33 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Pią Sie 15, 2014 11:44 pm

Amanda stała zszokowana i słuchała słów Tabithy, z których każde kolejne, oddzielnie i z coraz większą siłą, raniły ją od środka, sprawiając, że bolało, strasznie bolało. Tak bardzo, że zapominała już, jak powinna łapać oddech, by nie utonąć we własnym morzu maków. Miała wrażenie, że zapomniała płuc, serca i kawałka wątroby.
Maki – kwiaty, które kojarzyły jej się nierozłącznie już ze śmiercią. W jej wyobraźni to właśnie one ponownie otulały jej zmęczone i ubrudzone ciało, by ukołysać ją do snu. Miała przestać czuć cokolwiek. Nie chciała niczego czuć, bo...
Tabitha jej nie kochała przez rzeczy, które naprawdę... Naprawdę nie chciała, nie to było w jej zamiarze. Nie chciała... Nie chciała też uronić żadnej łzy, póki jej siostrzyczka tu była. Nie chciała pokazać, że jest księżniczką, za jaką ją ma, a silną i prawdziwie starszą siostrą. Zawsze myślała, że Ithy lubi być jej młodszą siostrzyczką, że lubi, gdy wpycha ją w centra wydarzeń, gdy oddaje jej potrawy... Nie zawsze nie miała chęci. Często rezygnowała z czegoś, by oddać to Tabithcie. Nie resztki... A korale! Nowe korale, które ślicznie na niej leżały, oddała Tabithcie, bo stwierdziła, że ona będzie się w nich prezentować jeszcze lepiej. Naprawdę nie chciała... Ithy nie miała czuć się tak, jak się czuła. Dla niej zawsze była ważna, dlatego robiła to wszystko! Chciała, by lśniła wraz z nią! Nawet w ich urodziny.
Powstrzymywała cisnące się do jej oczu łzy, starając się nie myśleć i nie słuchać tego wszystkiego. To jednak do niej docierało. Stała nieruchomo, bezsilna, niczym marmurowy posąg, nawet gdy siostra zmieniła ton, pożegnała się z nią i zamknęła za sobą drzwi... Wyszła, zostawiając ją tu samą. Stała tak przez chwilę w ciszy, osłupiała i zabita uczuciowo.
- Ithy... – Jęknęła, wypuszczając w końcu swoje łzy na wolność. Nigdy nikt tak jej nie zranił! Nigdy nikt nie powiedział jej tak przykrych słów! Nie chciała być zła, chciała być dobra i olśniewać, a nie... Ithy! Ithy jej nie kochała. Miała jej dosyć, a Amanda stała jej jedynie na drodze do szczęścia.
Odwróciła się tyłem do drzwi i podeszła do łóżka, które stało sobie w rogu. Klapnęła tyłkiem na podłogę, nie przejmując się syfem, jaki tu panował. Skrzyżowała ręce na łóżku i położyła na nich głowę, płacząc teraz o wiele głośniej i intensywniej. Skuliła ramiona, które drżały od szlochu, którym się zanosiła.
Nienawidziła siebie. Nie zauważyła tego, że Tabitha naprawdę nienawidziła jej, jej zachowania i tego, jak ją traktowała. Nie chciała źle. Chciała, by było dobrze, by Ithy korzystała ze znajomości, rozmawiała z innymi jak ona, by się uczyła od niej, z nią przeżywała te wszystkie cudowności...Były bliźniaczkami! ...ale wcale tak nie było. Nienawidziła jej... Dla niej pewnie byłoby lepiej, gdyby spłonęła w któryś z pożarów.
Zapłakana, nienawidząca siebie, kochająca siostrę i żałująca, że nie zorganizowała tego wszystkiego inaczej, Mandy przysnęła. Wyglądała paskudnie, i zdecydowanie nie jak księżniczka, z zakurzoną skórą, roztrzepanymi włosami, naga!, z zaczerwionymi oczami i brudnymi od łez i kurzu policzkami. Nie przejmowała się tym, bo śniła, nie zdając sobie sprawy z tego, że właśnie tak wygląda i że siedzi na brudnej podłodze, zamiast leżeć w swoim mięciutkim łóżeczku we własnej wieży.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Sob Sie 16, 2014 12:43 am

Wypadła z mieszkania nadzwyczaj szybko, choć starała się wyglądać na całkiem zrelaksowaną i idącą tylko na poranny targ, by zakupić trochę względnie świeżych składników do przygotowania śniadania. Tak naprawdę jednak nie myślała ani odrobinę o celu swojej wyprawy i w żadnym razie nie wybierała się tylko na spokojną przechadzkę w celu zrobienia przy okazji drobnych zakupów.
Nie wiedziała zupełnie, gdzie ją nogi poniosą. Mógł być to równie dobrze zarówno wspomniany wcześniej targ, nawet miała przy sobie kilka groszy!, jak i każde inne miejsce w całym Kwartale. Blisko lub daleko mieszkania, we wschodniej lub zachodniej części, gdziekolwiek. Szła tylko przed siebie, starając się całą sobą uspokoić targające nią nerwy.
Naprawdę nie chciała wybuchnąć, na dodatek na osobę, która była jej najbliższa. Nie powinna wyładowywać nerwów na biednej Mandy tylko z powodu gorszego okresu. Skoro już trzymała dla siebie i tłumiła w sobie te wszystkie bolesne wyrzuty, jakimi obdarzyła chwilę temu siostrę, dlaczego nie udało jej się wyciszyć ich już na stałe.
Zdecydowanie nie była zaciekłą zwolenniczką zamiatania wszystkich gorszych rzeczy pod dywan, nawet nie miała w domu jakiegoś niezbyt dziurawego dywanu, jednak nie oznaczało to, że chciała też ranić innych zdecydowanie bolesną prawdą. Może i nawykła do bycia szczerą aż do bólu, jednak nie znaczyło to bycia tak szczerą w stosunku do wszystkich ludzi, którzy ją kiedykolwiek oznaczali.
Wiedziała mniej więcej tyle o niektórych, by zdawać sobie sprawę z tego, że nie powinna się przy nich tak właśnie zachowywać. Osoby takie jak jej bliźniaczka bywały aż nadto wrażliwe, a ona sama miała jeszcze w sobie na tyle ludzkich uczuć, by dosyć ciężko znosić ich wyraźne okazywanie smutku. O ile jeszcze z większością tego sobie radziła, zachowując kamienną twarz i kończąc jakoś spokojnie wypowiedź wychodzącą z jej ust, o tyle przy Mandy zwyczajnie nie potrafiła tego zrobić.
Jej siostrzyczka patrzyła na nią bowiem w taki sposób, że Tabitha momentalnie zaczynała czuć się źle ze wszystkim, co powiedziała. Mogły być to słowa prawdy, jak i kłamstwa, ale zawsze ciążyły jej pod naporem siostrzanego spojrzenia. To było takie… Nie potrafiła nawet dokładnie tego określić, jednak wiedziała z pewnością, jak wielki to miało na nią wpływ.
Tak nawet przeogromny, że teraz nachodziła ją ochota, by cofnąć wszystkie słowa, by pocieszyć jakoś zdruzgotaną i zranioną Amy, by dosłownie błagać na kolanach o przebaczenie. Mandy do niej wróciła… Po takim czasie zamknięcia i duchowej nieobecności, wreszcie była przy niej. Ona zaś już na starcie postanowiła okazać się krwiożerczą bestią depczącą wszelkie przekonania, nadzieje i uczucia swojej kochanej siostrzyczki. Była zła. Do gruntu wręcz okropna, okrutna.
Co gorsza – wiedziała też, że nie zawsze taka była. Dopiero ten ostatni okres spędzony w KOLCu ją tak zmienił. Wcześniej nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Wolałaby nawet dosłownie zejść z tego świata niż skrzywdzić najbliższą jej sercu osobę. Która była taka radosna, podekscytowana i pełna pozytywnej energii. W przeciwieństwie do niej samej, Mandy naprawdę była dobrą i słodką osóbką, która widziała zawsze światełko w tunelu, nawet tym najciemniejszym. Dla Tabithy zaś jakiekolwiek światło w mroku oznaczało nie więcej, nie mniej niż tylko zbliżający się pociąg.
Była dosłownie jak nieczuła skała. Przez długi czas naprawdę łudziła się, że nie będzie nią choćby i tylko w stosunku do siostry, ale teraz jej przekonania runęły szybciej od domku z kart przy przeciągu. Przeciągu, który chyba dosłownie wywiał z niej wszystkie dobre uczucia i pozostawił samą skorupę pełną wyrzutów i złości. Nie chciała tego i zdecydowanie musiała to naprawić. Jak najprędzej.
Lecz wpierw… Postanowiła zrobić coś jeszcze, co mogło chociaż w części odpokutować jej winy. Była prawie stuprocentowo pewna, że nie będzie jej na to stać, jednak, poza samymi pieniędzmi, niektórzy ludzie w KOLCu przyjmowali przecież też inne towary. A tak się składało, że miała przecież jeden z bardziej pożądanych towarów, jak mogła to określić, wymiennych.
I faktycznie, na coś się przydających, bowiem już niespełna godzinę później wracała do domu, niosąc pod pachą papierowy kartonik z zawartością mającą z pewnością ucieszyć jej siostrzyczkę. Zawartość ta wystawiała swój różowiutki nosek z dziury w pudełku, podgryzając wielce smakowity papier. Może i nie była ona taka, jaką można było dostać w czasach dobrobytu, jednak Tabby miała szczerą nadzieję, że spotka się z zadowoleniem Amandy.
Weszła do mieszkania po cichu, zamykając za sobą drzwi i dopiero wtedy odwracając się w stronę środka pokoju, by rozejrzeć się w poszukiwaniu siostry. Siostry rozłożonej na podłodze przy łóżku i najwyraźniej smacznie sobie śpiącej. Widziała doskonale ruchy jej, wciąż nagiej!, klatki piersiowej, co utwierdzało ją tylko w przekonaniu, że nie musi pędem lecieć do siostry i sprawdzać czy ta żyje. To pozwoliło jej na powolne postawienie pudełka na szafce i wyjęcie z niej…
… króliczka. Małego, puszystego i o białym futerku. Może odrobinę wychudzonego, no i raczej przerażonego podróżą w pudełku, jednak teraz już z ciekawością rozglądającego się po pokoju i poruszającego swoim małym noseczkiem. Tabby ujęła go delikatnie w dłonie, by jej jeszcze nie wyskoczył, a następnie po cichu podeszła do siostry.
Ostrożnie kucnęła obok blondynki, gładząc ją powoli po włosach, by następnie leciutko potrząsnąć za jej ramię.
- Amy, kochanie. Patrz, kto do ciebie przyszedł.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Sob Sie 16, 2014 8:24 pm

Siedziała sobie tego wieczoru spokojnie w pokoju, grając z nudów w szachy z jedną z dziewczyn, której imienia jakoś nie miała ochoty zapamiętywać. Wiedziała, że coś na D, a może na T? Nie wnikała, bo nie interesowało jej to. Tolerować ją tolerowała dla Alviego, ale przyjaźnić się, albo choćby koleżankować nie zamierzała. Jeszcze czego!
Siedziała sobie wygodnie w fotelu, co jakiś czas przesuwając pionki. Nie zainteresowana była jednak jakoś szczególnie grą, ani też rozmową pozostałych towarzyszek, które siedziały na dużym łożu i dyskutowały o czymś ożywione. Z imienia kojarzyła może dwie? Annie i... Może jednak jedną. Nie interesowało ją to, nie bolało, ani nic. Były dla niej nikim.
Kimś, kto zdecydowanie zasługiwał na zaprzątanie jej myśli w tej chwili, był jej mąż. Tęskniła za nim i miał niebawem wrócić. Tylko jeszcze kilkanaście minut, a przestąpi próg i powita ją, jeśli będzie miał dobry humor. Jeśli zaś będzie miała szczęście, to zainteresuje się dziś tylko nią i nie będzie brał pod uwagę żadnej z tych dziwek.
Nienawidziła, gdy pieprzył się z innymi. Odczuwała wtedy ogromną zazdrość, czuła się porzucona i nic nie warta. Spędzała wtedy noc w swojej malutkiej sypialni, która była przyległa do większej i słuchała krzyków zza ściany, płacząc sobie cichutko, by przypadkiem nie usłyszał i nie był na nią zły.
Przygryzała właśnie wargę, myśląc o tym, co mógłby z nią robić, gdyby miał na nią chęć, gdy do jej ucha wkradły się słowa. Całkiem przypadkowo i... Spiskowały! Spiskowały przeciwko jej Alviemu, którego przecież miały kochać, a nie zdradzać, nasyłając na niego Strażników! Jego kochanego! Chciały go zdradzić! Te wszystkie dziwki!
Chwyciła za nożyk, który leżał tuż obok jej ręki. Nie patrzyła, które co mówiły. W szaleństwie zaczęła atakować wszystkie. Cięła nożykiem, dźgała i wbijała go w miejsca, które mogły ją zapewnić, że wszystkie zdechną i nie zagrożą jej mężowi... Kochała go i robiła to dla niego.

Jaki to był dla niej szok, gdy nagle obudziła ją Tabitha, jej siostra.
- Gdzie jest Alvi? Kiedy wróci? – Spytała, mrugając nieprzytomnie. Miał się pojawić, zauważyć, co zrobiła i zabrać ją do piwnicy... Piwnicy, która przecież spłonęła. Wtedy doszło też do niej, że obudziła ją Tabitha. Trochę zeszło zanim przyswoiła obraz, który podsunęły jej oczka. – Tabby? Kto... – Zaczęła, ziewając i przekręcając ociężałą główkę, by spojrzeć za wzrokiem siostry. Cóż, skromnie mówiąc, ucieszyła się z wizyty tego drobnego gościa.
- OJEJAJEJU! Czy to... Czy to... To mały króliś! Dla mnie? On jest dla mnie?! – Piszczała rozradowana, patrząc na małe przerażone stworzonko w dłoniach Tabithy. Widząc jego spłoszenie, ogarnęła się zaraz i przestała wrzeszczeć jak oszalała. Choć szeroki uśmiech nie schodził jej z twarzy.
- Jaki on jest śliczny – stwierdziła już spokojnie, klękając na przeciwko i głaszcząc go delikatnie po mięciutkiej sierści. Nie mogła się pozbyć szerokiego uśmiechu ze swojej twarzy. Była taka szczęśliwa, mimo że jeszcze nie tak dawno płakała i Alvi miał być na nią zły. Teraz jej główkę zaprzątnął ktoś inny! Przecież był jeszcze bardziej niesamowity niż w jej snach! I jaką miał mięciutką sierść! Taką, że miała ochotę wziąć go na ręce i przytulić tak bardzo mocno do siebie... Choć pewnie by tego nie przeżył ze względu na gabaryty i delikatność, więc sobie to odpuściła. Za to wzięła go delikatnie na swoje łapki.
- Jak tam, malutki? Śliczny jesteś, wiesz? I słodziaśny! – Powiedziała do niego, miziając delikatnie go po futerku paluszkami.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Sob Sie 16, 2014 11:54 pm

Pośród tego wszystkiego chyba tylko jednego mogła być całkowicie pewna, a była to jej niezmiernie silna nadzieja na to, że Amanda nigdy nie dowie się, ile Tabby musiała praktycznie codziennie poświęcać, by utrzymać je przy względnie normalnym poziomie życia.
I to chyba właśnie dlatego, dla tego wiecznego starania, jakie przypłacała nadzwyczaj nieprzyjemnymi rzeczami, tak bardzo zabolały ją wcześniejsze słowa siostry o ich mieszkaniu. To całe narzekanie, no i chęć natychmiastowej wyprowadzki z miejsca, które tak łatwo było jej przecież nazwać prawdziwie koszmarnym. Zupełny brak zwracania uwagi na to, że mogło być gorzej…
To wszystko naprawdę mocno dało Tabithcie w twarz, bowiem przecież się starała. Silniej nawet niż kiedykolwiek, by doprowadzić ich malutki zakątek do stanu odpowiadającego bezpiecznemu zamieszkiwaniu i to bez niechcianych lokatorów w postaci karaluchów, pcheł czy parchów. Tutaj nie było niczego, co mogło nagle wdrapać się na rączkę od słuchawki prysznicowej i zeskoczyć na człowieka, gdy ten usiłował spokojnie choć trochę się umyć.
Nie mogła nie powiedzieć, że nadzwyczaj łatwo było oceniać coś, gdy widziało się w tym tylko te same skrajnie negatywne rzeczy i tylko nieprzyjemne aspekty życia w takim mieszkaniu brało się pod uwagę, jednak wcześniej skrycie liczyła na to, że siostra choć spróbuje docenić jej starania. Tymczasem usłyszała tylko, z pewnością w jakiejś części jak najbardziej słuszne, same potworne narzekania.
Patrząc na to tak teraz szczerze, musiała niestety z pełną szczerością przyznać, że to też w dosyć wyraźny sposób wpłynęło na jej niepowstrzymanie wybuchu i wydarcie się na siostrę, a nawet naplucie na nią całym swoim jadem, jaki zbierała w sobie przez dłuższy czas. Wyszła przy tym na niezłą furiatkę, którą chyba, tak na marginesie, już od dawna była. Tego zwyczajnie nie dało się ukryć.
Może i jeszcze jakoś by to przeszło, jednak najgorsza w tym była jedna drobna rzecz, jaka zwyczajnie nie dawała się jej pogodzić ze swoją nową naturą. To, że najwyraźniej nie potrafiła być złośnicą, jędzą i furiatką dla większości osób, by mimo to wybitne wyjątki traktować po ludzku. Tak jak w wypadku jej obecnej relacji z Amandą, którą chyba całkowicie zepsuła tym swoim wybuchem. Nie chciała krzywdzić, a jednak to robiła, gubiąc się zupełnie i plątając w tym wszystkim.
To właśnie mniej więcej przez całe swoje zaplątanie wylądowała w obecnej sytuacji, w której naprawdę nie czuła się dobrze. A paskudności dodawało temu choćby i to, co zrobiła po to, aby po raz kolejny starać się uszczęśliwić swą siostrzyczkę. Już na samą myśl robiło jej się nadzwyczaj niesmacznie, lecz cel był przecież jak najbardziej dobry. Zaś drogę do niego miała przecież kiedyś zapomnieć. Co prawda z pewnością po wielu nieprzyjemnych snach i wyrzutach czynionych samej sobie, ale i tak najważniejsza była tutaj radość Mandy.
Która objawiła jej się w pełni, gdy tylko ta otworzyła swe zaspane oczka i powiodła wzrokiem w stronę puszystego zwierzątka siedzącego dosyć spokojnie na rękach Tabby. To właśnie ten pierwszy szczęśliwy pisk i szeroki wyszczerz na ustach bliźniaczki był dla Tabithy najważniejszy. I to zdecydowanie nigdy nie miało się zmienić, bowiem nie było niczego bardziej cieszącego serce.
- Mówiłaś, że bardzo byś takiego chciała, a ja… Przepraszam, słońce. Naprawdę cię kocham i nie powinnam była tak wybuchać. – Powiedziała tylko, przekazując króliczka i patrząc na urocze szczerzenia się Amy oraz jej rozkochane gładzenie wyjątkowo milutkiego króliczego futerka. Nie mówiła już zupełnie nic więcej, bo po co? Nie chciała przerywać tej słodkiej chwili, więc tylko klęczała na podłodze obok siostrzyczki i zwierzątka, uśmiechając się delikatnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Nie Sie 17, 2014 9:12 pm

Nie pomyślałaby, że kiedykolwiek będzie miała własne zwierzątko! Matka zawsze była przeciwna jakimkolwiek sierściuchom, mówiąc im niepodważalne i definitywne „nie”, zaś ojciec... Ojciec stwierdzał, że na ich utrzymanie trzeba było zbyt wiele wydawać i że woli inwestować pieniądze w jej ubrania niż jakieś cuchnące i brojące cosie. Ubrania bardzo umiejętnie odwracały uwagę Amandy od jakichkolwiek wymyślnych marzeń, których jej rodzice nie zamierzali spełniać. Nie zwracała nawet na to uwagi, bo zaraz roztaczała się długa rozmowa i debata o tym, gdzie, co, w jakim kolorze i z jakimi dodatkami powinna kupić.
Teraz zaś Tabitha stała się osobą, która miała wysłuchiwać jej marzeń, próśb, narzekań i innych takich. Automatycznie, bo do kogo innego mogła skierować narzekania na te podłe warunki? Matki nie widziała w pobliżu, ojca również. Została przy niej jedynie jej mała siostrzyczka, która w sumie wcale taka mała nie była i chyba ziała od niej większa odpowiedzialność niż od niej samej, ale jakoś się tym nie przejmowała. Zamierzała w przyszłości to zmienić... Jakoś, ale zmienić.
Teraz zaś Tabitha wysłuchiwała, pewnie zmuszona przez towarzystwo i nie zamykające się usta Amandy, tych słów, które pewnie też w nią ostro godziły. Może też nie należało to do rzeczy łatwych, z racji tego, że z pewnością ciężko pracowała, by utrzymać teraz dom, jako tymczasowa głowa rodziny. Amanda w sumie zdała sobie z tego sprawę, gdy Tabitha usiadła milcząca na podłodze i obserwowała z radością, jak sama cieszy się z prezentu... Nie dała po sobie tego poznać, a przynajmniej starała się nie dać, nadal z uśmiechem patrząc na puszystego przyjaciela i przestając kątem oka zerkać na bliźniaczkę. W żaden sposób też nie skomentowała jej wcześniejszych słów. Jakby nie było sprawy,
- Cześć, królisiu – mruknęła, miziajac go obok noska. Tak fajnie nim niuchał za sałatą... Słodko, uroczo i puszyście. Można było niuchać puszyście? I chyba też był bardzo nieśmialutkim króliczkiem, bo jakoś tak się kulił, gdy czuł jej dłoń. Amanda zamierzała go kochać i oswoić, by mógł odważnie kicać przez życie, nie obawiając się złej ręki. Złych rąk, bo przecież z nią i z małym królisiem była jeszcze Ithy, jej kochana Ithy.
- Chyba powinnyśmy nadać mu jakieś imię... Ba!, my musimy mu je dać, by nie robił za pana Nikta – stwierdziła, podnosząc wzrok na siostrę. – Może Pithy? Pithy i Ithy! Co ty na to, Ithy? – Spytała, chichocząc pod nosem. Pithy było szalone. Amanda lubiła szaleństwa, bo one sprawiały, że rzeczywistość jej nie zabijała. Jeszcze.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Pon Sie 18, 2014 3:15 am

Widok tak beztrosko radosnej siostry, która wyraźnie pokochała swój zwierzaczkowi prezent od pierwszego wejrzenia, niezmiernie wręcz radował jej kamienne serce. W miejscu takim jak Kwartał nie było zbyt wielu okazji do szczerego śmiechu i zupełnego braku odpowiedzialności, zwłaszcza już tak zupełnie na trzeźwo oraz czysto, więc nie dziw, że dosłownie nie potrafiła oderwać oczu od tak niewątpliwie uroczego widoku.
Ten dzień, choć właściwie zaczął się już kolejny, więc – te dwa dni może i nie były tak w całości pełne szczęścia, jednak wszystkie z nich wydarzenia miały jak najbardziej pozytywne zakończenie. Mandy była tu znowu z nią, żywa we wszystkich tego słowa znaczeniach i to na dodatek całkowicie niespodziewanie, a mieszkanie przecież dało się z pewnością w jakiś sposób wyremontować na tyle dobrze, by móc w nim w miarę wygodnie mieszkać i nie obciążyć zbytnio, i tak przeraźliwie chudego!, portfela.
W tej chwili Tabby zwyczajnie nie potrafiła myśleć na swój zwykły, wybitnie negatywny i suchy, sposób. Scenka rozgrywająca się obok niej jej to skutecznie uniemożliwiała. No, bo kto normalny byłby chodzącą wścieklizną i depresją przy czymś takim? Przy momencie, który z pewnością warto było zachowywać w pamięci na chwilę, w której potrzebna byłaby solidna dawka uśmiechu wraz z rozczuleniem.
Takich rzeczy się nie zapominało. Były na to zbyt cenne. Takie rzeczy zatrzymywało się niczym najcenniejszy skarb na całym świecie. Pielęgnowało się je starannie, by już na zawsze zajmowały jedno z najważniejszych miejsc w człowieczym sercu. Dla większości osób takie myślenie o, przecież z pozoru całkowicie zwyczajnej, scence jak ta i ocenianie jej jako ważnej byłoby wybitnie głupie, jednak nie dla Tabby. Ona to ceniła. Nie tylko ze względu na to, że nieczęsto miała okazję cieszyć się taką całkowitą sielanką, ale też z powodu tego, że właśnie taką siostrzyczkę chciała zapamiętać.
Nie grzebała jej jeszcze. Co to, to nie! Tabitha myślała tak tylko i wyłącznie z powodu tego, że dobrze wiedziała, jakim jest życie w KOLCu. Każda chwila mogła być dla człowieka tą ostatnią, bo dosłownie wszystko mogło się wydarzyć, więc zwyczajnie uważała, że warto było chomikować obrazy z tych cennych chwil. Zarówno dla samej radości, jak i ewentualnych przyszłych wspominek.
Podniosła się powoli z podłogi, uśmiechając do siostry i podchodząc do skrzynki, w której trzymały w miarę świeże warzywa. Już po chwili wracała stamtąd z niezbyt dużą, no i dosyć mocno już więdnącą, marchewką. Ponownie usiadła przy siostrze, podając jej warzywo i obdarzając kolejnym uśmiechem. Roześmiała się szczerze na dźwięk wymyślonego dla króliczka imienia.
- Uważaj, bo nie będę zauważać dodatku pe przed moim imieniem i wyżrę ci całą sałatę. – Parsknęła śmiechem, robiąc sobie z rąk królicze uszka. – Skoro może być Pithy i Ithy, to kolejnego nazwiemy Pamy. Lub Pandy! Pamanda! – Ostrożnie wyciągnęła dłoń, gładząc zwierzątko po futerku. – Pithy się zgadza na bycie Pithym. Widzisz? Potakuje ci nawet! I coś mi się zdaje, że mówi też, byśmy znalazły ci trochę wody do umycia i jakieś świeże ubranie. No, jakiekolwiek ubranie. Czyż nie jest genialny, ten nasz Pithuś?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Pon Sie 18, 2014 8:16 pm

Uwielbiała ten dzień, mimo że należał do dni, w których musiała się pożegnać ze sowimi sennymi marzeniami na jawie. Miała przestać dwadzieścia cztery godziny na dobę i to siedem razy w tygodniu siedzieć w swoim wymyślonym świecie, bo przebudziła się z tego. Jak niedźwiadki budziły się ze snu zimowego, tylko że jej własny trwał nieco dłużej i pewnie podczas tego snu wiele też rzeczy ją ominęło.
Nawet było to widać bez jakiegokolwiek pytania o to bliźniaczkę. Jej aktualne życie nie przypominało tego z jej domu z rodzicami, nie przypominało też tego okresu, który spędziła u Alviego i z Alvim. To było coś innego, nowego i wiele gorszego od tego, co zdążyła poznać w swoim życiu. Czuła to każdą komórką swojego ciała, mimo że nawet nie miała okazji poznać nawet w pełni swojego aktualnego otoczenia.
Sam budynek, który Tabitha nazywała domem... On mówił wszystko sam z siebie. Mogła go nawet porównać do stanu niektórych pomieszczeń w majątku jej męża, póki nie sprowadził innych kobiet, które zmuszone były też sprzątać. Sprzątać, dbać o jego mienie, by nie uległo uszkodzeniu i sypiać z nim... Czego nie znosiła, ale nie było sensu teraz nad tym rozwodzić. Teraz całe jej życie należało nie do niego, nie do jego dziwek, a do Tabithy. Nie miała nikogo innego, tylko swoją kochaną siostrzyczkę, która mimo jej poprzednich wyrzutów nadal ją kochała. I przyniosła do domu niezwykłą osobistość, bo samego  króliczka Pithego!
Zaśmiała się na cały dom, gdy Tabitha zaczęła udawać króliczka i grozić, że pożre całą sałatę. Może im już to nie przystawało, może ludzie z bankietów, na których niegdyś bywały, byliby wstrząśnięci takim zachowaniem, a nawet Inni, z niższych sfer też by przewracali z irytacją i politowaniem oczy na ich widok, ale Mandy czuła się teraz świetnie. Nie nienawidziła siostry, nadal ją kochała, a ona nadal kochała ją. Nie straciła nic, mimo że nie miały ze sobą kontaktu od takk dawna. To była dla niej spora ulga... Świetny powód do beztroski.
- To Pandy! Przeuroczo – stwierdziła ożywiona. Podsunęła marchewkę pod nos bialutkiego Pithego, by mógł sobie ją ze smakiem i spokojem chrupać, sama zaś spojrzała na siebie i na swoje nagie ciało. Dopiero teraz to ją nieco zmieszało. Dobrze, może całkiem bardzo zmieszało, dlatego też delikatnie ujęła Pithego w dłonie i przeniosła do kartonika, oddając mu też marchewkę.
- Niech Pan Pithy sobie tam smacznie pochrupa... A ja faktycznie powinnam... – Stwierdziła, wstając z podłogi i rozglądając się niepewnie dookoła po szafkach. Gdzie to były jej ubrania? Ithy coś o tym wcześniej wspominała...  Ale jakoś to jej wyleciało z głowy. Spojrzała na siostrę zakłopotana, mając nadzieję, że ta ją zrozumie i nie będzie musiała się tłumaczyć długimi linijkami tekstu.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Wto Sie 19, 2014 1:45 am

Nie mogła powiedzieć, że widok nagiej i wybitnie ubrudzonej siostry nie robił na niej jakiegoś wrażenia. Może i nie była specjalnie pruderyjna, ale jakoś jednak nie mogła się powstrzymywać przed niezadowoleniem z powodu siostrzanego braku ubioru. Po części też z powodu tego, że przechodziły ją nieprzyjemne dreszcze praktycznie za każdym razem, gdy zauważyła nadzwyczajną chudość blondynki.
To nie była już kwestia drobnej i z natury niezbyt pulchnej sylwetki, bowiem te z pewnością jakoś by jeszcze uszły. Jednak świadomość tego, że swój wkład w dosyć wyraźnie wystające żebra oraz członki wyglądające dokładnie tak, jakby miały się złamać przy mocniejszym ich ściśnięciu… Była nadzwyczaj trudna do zniesienia. Zwłaszcza przy autentycznej chęci Tabby do tego, by jej siostrzyczka miała wszystko, co najlepsze.
Patrząc tak teraz na nią, Tabitha jeszcze wyraźniej zapragnęła jakiegokolwiek cudu mogącego choć odrobinę polepszyć ich warunki. Już nie chodziło jej tutaj o nią samą, bowiem zdążyła już jakoś nawyknąć do mniejszych ilości jedzenia, a teraz nawet zwracała na to już znacznie mniejszą uwagę. Gdy jednak w grę wchodziło zdrowie i dobro Mandy, włączał jej się jakiś dziwaczny rodzaj instynktu podobnego do tego macierzyńskiego, który najzwyczajniej w świecie zaczynał dominować nad całą resztą myśli i zachowań.
I tak, zdecydowanie musiała przyznać, że było to całkowicie sprzeczne z jakąkolwiek logiką, jednak nic sobie z tego nie robiła. Nie pozwalały jej na to własne uczucia, myśli, odruchy. Wszystko to, co zdominowała wyraźna potrzeba opiekowania się kimś znacznie od niej słabszym, bardziej kruchym. W tej chwili nie czuła się tak, jakby to Mandy była faktycznie tą jej starszą siostrzyczką. O nie! To ona mimowolnie przyjmowała rolę opiekunki. Chociaż odrobinę uspokojonej przez myśl o tym, jaką umowę miała ze swoim byłym przyjacielem.
To podnosiło ją w pewnym sensie na duchu. Może nie jakoś nazbyt wyraźnie i mocno, ale jednak na tyle, by nie świrowała, jeszcze!, tak jakoś kompletnie. Pozostawała przy względnie zdrowych zmysłach, zauważając teraz, że już dłuższą chwilę siedzi bez ruchu przy Amy, patrząc się na nią, lecz jakby zupełnie jej nie widząc. A przecież nie to należało teraz do rzeczy najważniejszych. Na rozmyślanie miała mieć jeszcze całą kolejną noc.
Odchrząknęła więc wyraźnie, podnosząc się z podłogi i wyciągając rękę w stronę Amandy, by pomóc jej wstać. Naprawdę obawiała się o to, że te jej cienkie nóżki, przypominające gałązki, mogły się dosłownie w każdej chwili połamać. Musiała coś z tym zrobić, jednak teraz… Teraz zdecydowanie ważniejsze było ogarnięcie siostry, jak i jej samej.
Podeszła więc do szafy, otwierając ją na oścież i wykonując zapraszający gest, który wykonywany był oczywiście dla wcześniej wspomnianej siostrzyczki. Nie chciała wybierać za nią, choć wybór był jak najbardziej ograniczony, wolała więc pozwolić jej zrobić to własnoręcznie, by już po chwili wskazać jej ręką drzwi do niewielkiej łazienki, w której zapewne nie było ciepłej wody, ale lepsza jakakolwiek niż żadna. Czyż nie?
- Nie krępuj się. Śmiało. – Obdarzyła bliźniaczkę uśmiechem.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   Wto Sie 19, 2014 9:56 pm

Och, strojenie się! To było to, co Amanda kochała  najbardziej, a warto zwrócić uwagę na to, że ona wiele rzeczy i osób kochała najbardziej. Uwielbiała przebierać w ubraniach, zmieniać je dosyć często, przeglądać się w lustrze, dobierać dodatki, makijaż i inne takie. Choć najcięższym z zadań było chyba zawsze dobranie koloru ubioru do jej aktualnego humoru... Który zmieniał się z prędkością światła. Zmieniał się dosyć często. Na szczęście jej humorek krążył zazwyczaj wokół ciepłych monotonnych kolorów lub przeróżnych żywych barw. Czasem wyglądała jak kolorowa posypka na cieście, choć to wcale nie oznaczało, że można ją było porównać z przedszkolakiem. Pełna powaga... W sumie „powaga” i grzeczność godna księżniczki. Może jednak przypominała przedszkolaka?
Niestety nie pomyślała o tym, że nie są w swoim rodzinnym domku, a w tym pfe domku, i dlatego też podbiegła do szafy w podskokach. Otaczała ją aureola ciekawości i podniecenia, gdy jeszcze zaglądała Tabithcie przez ramię, by zaraz stwierdzić, że ich garderoba... Faktycznie mieściła się w jednej szafie, miała nawet sporo luzu i nie zachwycała wyborem, ani wielobarwnością. Ukryła jednak szybciutko niezadowoloną minę, stwierdzając, że mogło być gorzej, bo chyba mogło być, prawda? Poza tym te... sukienki też miały w sobie coś... interesującego, czyż nie? Tabitha pewnie nie raz ją w nie ubierała, sama siebie ubierała, więc... Musiała tylko wybrać najlepszą na dzisiejszy dzień. To nic trudnego, prawda? Ku swojemu zaskoczeniu i chyba też zaskoczeniu Ithy, całkiem szybko wybrała jedną i dosyć optymistycznie chwyciła ją w ręce, znikając we wskazanym przed bliźniaczkę drzwiami.
Łazienka, a przynajmniej pomieszczenie, które nią było, nie pomagało jej zbytnio zachowywać dobrego humoru i trzymać z dala jej twarzyczkę od skrzywienia mówiącego "obrzydlistwo!!!". Szczególnie zimna woda, w której zmuszona była się umyć, jednakże z uwielbieniem zmyła z siebie brud uliczny, pot tego faceta i inne syfy, które zagnieżdżały się na jej skórze. Uwielbieniem okazały się tez być czyste ręczniki, które może nie należały do najdelikatniejszych i różanie pachnących, ale nie brzydziła się ich dotykać i się nimi wycierać. A wrzucenie na siebie skromnej sukienki poszło zaskakująco gładko. Nawet nie miała oporów, bo jej prosty styl przypadł jej do gustu. jej przypadł do gustu prosty styl! Prawda, zaskakujące, ale robiła to wszystko głównie dla swojej kochanej siostry i dla tego, by nie latać po mieszkaniu z głym tyłkiem. To się nazywało poświęceniem.
I już po chwili z powrotem stała przed Tabithą, czysta, uśmiechnięta i słodka, namierzając wzrokiem karton Pithego.
- I jak? – Spytała siostry,  obracając się wokół własnej osi w podskokach. Dłońmi targała swoje włoski, przerzucając je z jednego ramienia na drugi. – Wyglądam jak księżniczka! Pithy, widzisz? Jestem księżniczką! – Pisnęła, wpadając z biegu na Tabithę i przytulając się do niej. Jakoś tak nagle wpadło jej to do głowy, chęć, by się przytulić i namacalnie poczuć jej bliskość. – Dziękuję, Ithy. I przepraszam. – Było to prawdopodobnie pierwsze jej „przepraszam”, a przynajmniej w pełni przemyślane i najszczersze, które skierowała w kierunku siostry,. Przepraszać przecież miała za co. Nazbierało się tego sporo.
Szybko też uwolniła swą siostrę od tych siostrzanych uścisków, bo padło hasło, by wyjść z tej nory! Oczywiście nie mogło się to nie spotkać z kolejnym amandowym napadem radości. Chwilę później obie czekały już po drugiej stronie drzwi. Mandy gotowa była na niesamowitą przygodę!

[z/t dla Ithy i Mandzi]



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield   

Powrót do góry Go down
 

Tabitha i Amanda Gautier oraz Margaritka Butterfield

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

 Similar topics

-
» Amanda Gautier
» Amanda Levis
» Stanowisko strzeleckie i rzucania nożami oraz oszczepem
» Urodzinowe konkursy oraz zabawy
» Wymiana bannerami oraz buttonami

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Getto :: Mieszkania-