IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Tabitha Gautier

 

 Tabitha Gautier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
Helen Favley
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Tabitha Gautier   Wto Lip 22, 2014 12:11 am


Tabitha "Thalia" Gautier
ft. Mary Elizabeth Winstead
data i miejsce urodzenia
13 lipca 2263, Kapitol
miejsce zamieszkania
Kwartał Ochrony Ludności Cywilnej
zatrudnienie
Bezrobotna/Od wielkiego dzwonu samozwańcza zielarka
Rodzina

Vincent Gautier - ojciec Tabby, jeden z byłych "najznamienitszych" osób w całym starym Kapitolu, zginął zastrzelony.
Ravena Gautier - matka Tabby, dziewczyna nie widziała jej od czasu transportu do KOLCa, najprawdopodobniej nie żyje.
Amanda Gautier - starsza siostrzyczka cierpiąca na coś w rodzaju choroby psychicznej spowodowanej najprawdopodobniej traumą, która uczyniła z niej coś na kształt bezwolnej istotki, małego dziecka, które potrzebuje ciągłej opieki.

Historia

Tabitha miała w pewnym sensie ten rodzaj nieszczęścia w szczęściu, jaki spowodował, że przyszła na świat w takiej a nie innej rodzinie. Jakiej dokładnie? Ano powszechnie szanowanej, przynajmniej dla postronnego obserwatora, który nie umiał zbyt dobrze czytać ludzkich emocji i odczuć.

Prawdą było bowiem to, że mimo wrażenia powszechnie przyjmowanego respektu dla rodziny Gautierów, głównie ze względu na ich bliskie powiązania z władzą w tamtym okresie, pochodzący z tego grona nie byli szanowani ani w minimalnym stopniu. Co dopiero mówić tutaj o zdobywaniu prawdziwych przyjaciół czy też innych rzeczy mogących w przyszłości pozwolić im jakoś się utrzymać.

Owszem, dookoła osób z tego grona zawsze kręciła się masa ludzi, lecz byli oni tylko swego rodzaju ludzkimi pijawkami. Towarzystwem chcącym zdobyć jak najwięcej korzyści, jakie wynikały z zadawania się z Gautierami, a w szczególności z głową rodziny - Vincentem.

Praktycznie odkąd sięga pamięć Tabby, jej dom przypominał nadzwyczaj duży ul. Zawsze pełen trajkoczących gości, z wielkimi przyjęciami, które, jak to się w pewnej nieszczęsnej chwili okazało, organizowane były zdecydowanie ponad stan... Zawsze gwarno, zawsze zgodnie z najnowszymi trendami, zawsze... Sztucznie.

Może i gdy była młodsza... Cóż, wtedy mogła powiedzieć, że uwielbiała gapienie się na tych wszystkich ludzi przez szpary pomiędzy barierkami na antresoli. Szczerze wielbiła te wszystkie barwy, nieustanny śmiech matki, fajerwerki, które praktycznie nie znikały z nieba nad ich posiadłością. Wtedy był to dla niej piękny czas. Ba! Sama snuła marzenia o trwaniu tego. Nie widziała innej przyszłości.

Z czasem jednak piękny obrazek zaczął zanikać, rozmywać się we mgle. Z początku powoli, prawie niezauważalnie, by wreszcie runąć niczym jakaś wybitnie druzgocąca lawina, której obecność na dodatek jej rodzina starała się zacierać poprzez jeszcze wyraźniejsze demonstrowanie swej potęgi i bogactwa. Nawet przy groźbie rychłej utraty wszystkiego.

Przyjęcia, wieczorki, kolacje, bale i cała masa innych wciąż się odbywały i to na dodatek z każdą chwilą coraz wystawniejsze, wciąż przyciągające i olśniewające tłumy. Co gorsza... Coraz większe tłumy. Zupełnie tak, jak gdyby los chciał jeszcze bardziej im dowalić poprzez zmuszanie do wydawania grubych pieniędzy. Zmuszanie... Jej rodzice należeli bowiem do tego typu ludzi, którzy chcą utrzymać pozycję za wszelką cenę. Dosłownie za wszelką...

Tabitha do dziś ma w pamięci ten jeden dzień. Zupełnie tak, jakby wydarzył się zaledwie chwilę wcześniej. Moment, w którym postawiono ją przed faktem dokonanym, w którym to zawierała się znaczna część rzeczy mających decydować o jej dalszej przyszłości. Choć to i tak nie ona była bezpośrednio dotknięta decyzją podjętą przez rodziców. Nie mogła jednak powiedzieć, że nie odczuła tego równie mocno, co jej siostra.

Słodka Amanda o drobniutkiej figurze, niesamowicie jasnych włosach, błękitnych oczach i tak bardzo eterycznej urodzie. Wiecznie odległa, zupełnie tak, jakby ktoś wyjął ją z jakiejś wyjątkowo niewinnej bajki. Małomówna i nieśmiała, lecz mająca w sobie to coś, co przyciągało spojrzenia mężczyzn i kradło ich serca. Skryta marzycielka, chcąca zaznać typowo filmowej miłości, którą państwo Gautier postanowili wydać za dużo starszego od niej wdowca. Warto dodać, że wielokrotnego.

Powodem jak zwykle były pieniądze. Fundusze, które miały wyrwać rodzinę z dołka. Nikt nie przejmował się nieszczęśliwą dziewczyną. Nikt poza Tabithą, która jednak nie była w stanie nic zrobić. Nie to, że nie chciała. Nie to, że nie próbowała. Była tylko zbyt młoda, za mocno podporządkowana rodzicom, co w sumie dosyć szybko się zmieniło, ale jednak. Nie miała wtedy zupełnie nic do powiedzenia. Obecna Thalia z pewnością załatwiłaby sprawę mniej lub bardziej inwazyjnie, ale tamta... Tamta była zbyt słaba, za co "nowa" pluje sobie w brodę.

Chwilowa poprawa sytuacji nie zmieniła jednak zbyt wiele w życiu rodziny, a można nawet powiedzieć, że w pewnym sensie jeszcze bardziej wszystko zniszczyła. Owładnięty żądzą wiecznego bogactwa i sławy Vincent... Zaczynał pragnąć jeszcze więcej i więcej. Do tego stopnia, że przestał zwracać uwagę na rodzinę i wmieszał się w jakieś podejrzane sprawki, których Tabby do tej pory nie może zrozumieć. Zaś matka Tabithy... Trwoniła coraz to większą ilość pieniędzy na alkohol, nowe stroje, "upiększające" zabiegi, które w ostateczności zrobiły z niej prawdziwe monstrum. A kontakt z Amandą zamilkł...

Nic więc dziwnego, że dziewczyna stroniła od tego wszystkiego, pałętając się to tu, to tam po Kapitolu. Nie przejmowała się nawet świadomością niezadowolenia matki z powodu ciągłego opuszczania jej wydumanych przyjęć, które traciły już na swej chwale. Znacznie i nieustannie.

Tabby jednak wolała spędzać czas z jedyną osobą, która, jak przynajmniej wtedy myślała, była jej najlepszym kompanem. Valerius... Mimo różnic w wychowaniu i statusie społecznym, sądziła, że znają się lepiej niż ktokolwiek. Byli przyjaciółmi. Najlepszymi przyjaciółmi, a ona skrycie dumała, co byłoby, gdyby kiedyś zostali dla siebie kimś więcej. I coraz częściej przyłapywała się na myśli, że tego właśnie chciała. Rozwinięcia relacji.

Która została tak nagle przez niego przerwana. Jednego dnia dyskutowali beztrosko o planach praktycznie na cały tydzień i pożegnali się jak najbardziej w przyjaźni, by następnego usłyszała, nawet nie od niego!, że nie chce jej znać i to koniec znajomości. W tym wypadku wyjątkowo zaciekle walczyła o tę więź między nimi, lecz to nic nie dało. Nic poza ostrymi słowami ojca, gdy dowiedział się, co robi i siarczystym ciosem wymierzonym w policzek. Vincent uważał takich ludzi jak rodzina Valeriusa... Cóż... Za śmieci zdobywające wszystko kosztem innych, lepszych. Za pasożyty... A Tabitha musiała wreszcie odpuścić...

Lecz to był dopiero początek porażek. Bowiem pewnej nad wyraz deszczowej nocy do drzwi ich domu przybłąkała się jej siostrzyczka. Przybłąkała, bo właśnie tak wyglądała. Jak byle włóczęga. W za dużym płaszczu poplamionym błotem i, o zgrozo!, krwią... Wychudzona, z zapadniętymi oczami bez dawnego blasku, z potarganymi włosami i drżącymi wargami. Ta noc i ten widok na zawsze pozostały w pamięci Tabby. Wraz z jednym pytaniem, na które odpowiedź znała najprawdopodobniej tylko sama Amanda. Co się stało...?

Nad ranem dowiedzieli się tylko o zniknięciu męża Mandy, który nigdy się nie odnalazł. Zaś sama siostrzyczka... Milczała. Siedziała tylko niczym jakiś kamienny posąg, patrząc nieustannie w jeden punkt. Bardzo szybko rodzina przekonała się, że młoda kobieta wymaga nieustannej opieki. Była niczym malutkie dziecko, o które trzeba było nieustannie dbać. I robiono to. Po części zajmowała się nią Tabitha, lecz w dużej mierze też służba, bowiem sami rodzice... Nie chcieli widzieć na oczy takiej hańby.

Mimo wszystko przez jakiś czas było całkiem spokojnie, jednak była to tylko cisza przed burzą. Wyciągnięta z łóżka w koszuli nocnej, zupełnie nie mająca pojęcia co się dzieje, z wyraźnie poddenerwowaną Mandy u boku i resztą domowników w okolicy...

Wystarczyła tylko chwila, by zobaczyła szarpiących się rodziców i ojca wyrywającego się, by zaatakować, usłyszała wrzaski, które przerwała salwa wystrzałów, a następnie krzyk matki. Zasłoniła dłońmi uszy Amandy i skryła jej twarz w zagłębieniu swej koszuli, po czym sama przytuliła się do siostry i spuściła wzrok. To było dla niej takie nierealne, zupełna abstrakcja. Jednak to działo się naprawdę, a największy cios miał dopiero spaść.

Gdy tylko uniosła wzrok... Pamiętała, że po pierwszej chwili szoku... Powiedziała bardzo wiele słów. Wywarczała je z wściekłością, z rodzącą się nienawiścią, która miała pozostać w niej już do końca. Przełykając łzy z goryczą i rodzącą się wściekłością, jednocześnie tuląc do siebie Mandy, bo tylko ona powstrzymywała ją przed zrobieniem czegoś, co zrobić chciała.

Zdrajca... Przyjaciel bawiący się w kata. Choć może to niegdyś kat bawił się w jej przyjaciela...? Zakończyła swą salwę splunięciem mu prosto w twarz i słowami "nienawidzę cię". Wyrażeniem, które pozostało tak aktualne przez ten cały czas, rosnąc jeszcze bardziej w siłę. Nienawidziła Valeriusa Iana Angelini i chciała, by zapłacił za wszystko. Musiała czekać tylko na odpowiedni moment, gdy zaboli najbardziej.

Przez ten cały czas spędzony w KOLCu trzyma się dla dwóch rzeczy. Dla Amandy i dla myśli o zemście. Odbierze mu wszystko... Zapłaci jej za to, co zrobił... A później go zabije.


Charakter


Można śmiało powiedzieć, że na pierwszy rzut oka... Cóż, Tabitha sprawia wrażenie stereotypowej przedstawicielki należącej do swojej grupy. Rozchichotana, wypełniona niesamowitą wręcz energią, ładniutka i to w każdym calu podkreślająca. Niektórzy z pewnością nazwaliby ją pustą laleczką, lecz to z pewnością byłby błąd. Możliwe nawet, że ostatni popełniony w ich życiu. Tabitha, zwana teraz często Thalią, bowiem zwykła łamać większość stereotypów.

Tak naprawdę jest z niej wyjątkowo bystra, cwana i inteligentna osóbka, która potrafi rozpracować praktycznie wszystko, choć czasem jednak potrafi jej to zająć dłuższy czas, a na koniec wykorzystać to na swoją korzyść. Jest doskonałym wręcz przykładem tego, że pozory mylą, a ludzie uwielbiają zaskakiwać. Ona uwielbia zaskakiwać. Niekoniecznie przyjemnie, ale lubi. Osoby mające okazję poznać ją choć odrobinę poznać, a tych nie ma prawie wcale, mogą dojść do wniosku, że w jej przypadku pierwsze wrażenie, poza tym, że może być ostatnim, jest jak najbardziej błędne.

Tabby to gaduła wręcz nie z tej ziemi. Non stop ma milion rzeczy do powiedzenia. Nie przejmuje się praktycznie niczym i mało co jest w stanie ją powstrzymać od wypowiedzenia się na dany temat. Lub zupełnie poza nim... Może paplać dosłownie o wszystkim, a gdy już się rozkręci...

Wtedy najlepiej dyskretnie wycofać się w stronę drzwi. Jak już było wspomniane ma ilion rzeczy do powiedzenia. O wszystkim… Począwszy od tematów religijnych, filozoficznych, politycznych, na fachowej ocenie tyłka i sztucznych cycków kobiety przechodzącej obok zakończywszy. Potrafi wciągnąć do rozmowy praktycznie każdego. No i oczywiście zagadać go na śmierć, więc gdy zaczyna dostawać słowotoku… Nie milczy nawet wtedy, kiedy śpi. Zawsze mruczy coś pod nosem i zawsze są to kompromitujące ją mruki. W końcu wyznawanie miłości osobom, które na co dzień nic dla niej nie znaczą, nie jest zbyt ciekawe.

Powie całą prawdę prosto w oczy, niezależnie od tego, jak bardzo będzie to bolesne. Nie przejmuje się zakazami, nakazami, dobrym smakiem i innymi sprawami tego typu. Tak już ma.
Wybitnie uparcie twierdzi, że nie jest stworzona do związków. Czy to prawda? Tego nikt stwierdzić nie potrafi, gdyż mało kto zna ją dłużej niż kilka godzin.

Nie uznaje monogamii, najprawdopodobniej zwyczajnie ze względu na to, że jeszcze nigdy nie miała szansy nikogo szczerze pokochać, bo jedyna taka możliwość rozpłynęła się w powietrzu niezmiernie szybko. Obecnie nie sądzi, by była w stanie z kimkolwiek się związać. Ma zwyczajnie za dużo problemów, by dokładać sobie jeszcze te nieodłącznie związane z wchodzeniem w związek.

Dlatego też raczej nikogo nie powinno dziwić to, że jednonocne przygody nie są jej obce, jednak warto zaznaczyć, że to ona jest w nich górą. Nigdy inaczej.

Pod pewnymi względami jest z niej duże dziecko. Uwielbia wesołe miasteczka, place zabaw, festyny i inne miejsca tego typu. Z radośnie błyszczącymi oczami wybierze się na szaloną kolejkę górską, powspina na drzewa, założy o paczkę żelek… Ale tylko z bliskimi jej osobami.

Normalnie może i nie zgrywa jakiejś Niezwykle-potężnej-panny mogącej zabić samym spojrzeniem, bo niestety tak nie potrafi, jednak dla obcych będzie tylko odległą, czasem chłodnie uprzejmą, ale w większości przypadków - sarkastyczną i wrednawą, osobą.

Może wydawać się być pogodną, sympatyczną osóbką, jednak jest to taka pogodna i sympatyczna osóbka, która nie zawaha się, z uśmiechem niewinnej dziewczynki, skręcić komuś kark za to, że:

a) miała zły humor, a ktoś jej go pogorszył samą swoją obecnością,
b) klepnął ją w tyłek,
c) zagwizdał na nią,
d) nazwał ją „dziunią”, „laleczką” czy inną „rybką”,
e) podszedł do niej i rzucił jakiś typowy, chamski tekst na podryw,
f) zniszczył coś, co należało do niej,
g) skrzywdził kogoś jej bliskiego,
h) chciał ją zabić,
i) coś jeszcze innego.

Tabby nie żałuje wrogów, więc jeśli ktoś jej podpadnie – niszczy go bez mrugnięcia okiem. Jest bardzo przekorna i uwielbia się droczyć. Można powiedzieć, że jest to jej ulubiony sposób na spędzenie dnia. Wyznaje zasadę, że dzień bez, chociażby niewielkiej, kłótni jest dniem straconym. Potrafi nawrzeszczeć na kogoś od tak, bez powodu… Rzadko kiedy z jej ust pada jakiekolwiek słowo przeprosin, ale powód do awantury znajdzie zawsze. W takim wypadku nie ma przebacz, obiekt jej gniewu ma przechlapane. Nieważne czy jest nim człowiek, czy zwykły czajnik do herbaty… I tak zniszczy mu psychikę, wdepcze w podeszwę i zmiesza z błotem.

Bardzo często korzysta z różnego rodzaju substancji odurzających i, prawdę mówiąc, nikt nie zabrania jej tego robić, ponieważ dopiero po kilku mocniejszych łykach czegoś jest zdatna do życia. Nie zrozumiała jeszcze, dlaczego tak jest… Po prostu jest i już.

Od dziewczyny zawsze i wszędzie emanuje porażająca pewność siebie. W każdej sytuacji stara się zachować zdrowy rozsądek. Może i czasami chciałaby skulić się w kulkę i zacząć ryczeć, ale jakoś powstrzymuje te odruchy. Nie oznacza to jednak, że

Tabby nie płacze…Tabby potrafi beczeć… I to jak… Po prostu zazwyczaj nie robi tego publicznie. Wraca spokojnie do swojej nory, zamyka za sobą drzwi i dopiero wtedy okazuje uczucia. W towarzystwie nie daje po sobie poznać tego, że wredne słowa ranią ją bardzo, bardzo i jeszcze bardziej. Nie było tak zawsze. Kiedyś jej twarz była jak otwarta księga, w której można było odczytać każdą, nawet najmniejszą, reakcję. Teraz, jeśli wyraźnie okazuje jakieś uczucie, na 99,9% jest ono fałszywe, starannie przemyślane i perfekcyjnie zagrane.

Mimo typowo wrzaskliwego charakterku, o dziwo!, Tabb potrafi też zmieść człowieka z powierzchni Ziemi wcale nie podnosząc na niego głosu.

Jaka jeszcze jest? Jest uparta. Jak mało kto. Zawsze dąży do celu, który sobie postawi i jest w stanie zrobić dla niego wszystko.

Świat, który przyszedł po tej swoistej rebelianckiej Apokalipsie, przypomina jej dżunglę. A dżunglą jak wiadomo rządzą prawa i instynkty. Silniejsi wygrywają, a słabsi stają się ich pożywieniem. Nie ma specjalnej ochoty dołączyć do tego drugiego grona, więc walczy… Często zdaje się na swoją intuicję. Działa zgodnie z instynktem, który mówi jej, jak ma się zachowywać i gdzie ma się pojawiać. Jej wrodzone umiejętności odbierania świata jeszcze nigdy jej nie zawiodły.


Ciekawostki

• Uczulona na: szowinistów, idiotów, ludzi płytkich jak kałuża, ofiary własnej głupoty, osoby zadzierające nosa, wredne jędze (uznaje tylko samą siebie) i całą masę innych typów, którzy czymś jej podpadną… Począwszy od sklepowej, która nie miała jej ulubionej kawy, na facecie chcącym ją zabić zakończywszy.

• Boi się wystrzałów, wybuchów i łupnięć, ale nie oznacza to, że nie potrafi ich wykonać i wykorzystać. Jest prawdziwym geniuszem pirotechnicznym.

• Na komputerach też zna się świetnie.

• Za to w sprawach sercowych jest prawdziwym nieudacznikiem.

• Najlepiej obezwładnić ją przez zwykłe łaskotanie… Albowiem miejsca wrażliwe na gilgotanie ma praktycznie wszędzie.

• Jednym z jej ulubionych, nieopublikowanych, tworów jest jej własna biografia o zacnym tytule „Jak stałam się zołzą?”.

• Ma dwie współlokatorki, które pomagają jej w opiece nad siostrą.

• Jej ulubionymi kwiatami są lilie oraz róże.

• Wolny czas spędza pisząc.

• W chwilach, w których pragnie samotności, udaje się do zniszczonego domu, który przypomina jej trochę czasy dobrobytu. O dziwo!, dom w tej chwili jest już opuszczony i bardzo mocno zniszczony, a ogród zarósł prawie całkowicie. Mimo to wciąż kocha tam przebywać… Siedząc na wątpliwej jakości huśtawce zawieszonej na grubej gałęzi i machać nogami tak, aby wznosić się centralnie nad wodą, która to prawie całkowicie otacza stare drzewo.

• Na szyi nosi niewielki medalionik z puklem włosów kogoś, na kim niegdyś jej zależało. Nie wyrzuciła go tylko dlatego, że ma zamiar rzucić go kiedyś z całej siły temu komuś w twarz.

• Ma niewielki tatuaż na karku.

• Jest wybitnie miła dla wszelkiej maści wynalazców i techników.

• Wyznaje zasadę: „Znajdujesz coś niezidentyfikowanego rodzaju lub widzisz kogoś nieprzytomnego? Kopnij! Jeśli się nie rusza – znaczy się: jest martwe, ale może być też niebezpieczne, więc walnij to czymś. Jeśli się rusza i robi „ała” – znaczy się: żyje i może być niebezpieczne, więc walnij to czymś i spraw, aby opcja pierwsza dała się wykonać.”

• Zawsze ma plan a, po nim plan be, następnie plan ce i plan de, a po nim plan e… Wiadomo jak działa alfabet…

• Przez większość czasu żuje jakąś marną imitację dobrej gumy, robi z niej balony i usiłuje udawać, że kogoś słucha. To całe jej usiłowanie skupia się na rzuceniu „umm, uhummm, uhm” od czasu do czasu.

• Ma w zwyczaju bawić się srebrnym nożykiem starannie podebranym z gabinetu ojca przed całą akcją z przenosinami do KOLCa. Zawsze i wszędzie...

• Ma na lewym boku szyi trzy malinowe blizny przypominające ślad pazurów. Zostawił jej je jeden z dawnych znajomych, który zaatakował ją niewielką, ale ostrą motyczką w celu rabunku. W trakcie szamotaniny... Zabiła go. Był to wypadek, który w pewnym sensie zapoczątkował jej mocniejsze bronienie się i uwolnił coś w jej wnętrzu. Coś dzikiego.

• Nie gra tylko przed siostrą. Zwyczajnie nie umie przy niej udawać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the prophet
Ashe Cradlewood
http://panem.forumpl.net/t1888-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t267-ashe
http://panem.forumpl.net/t1278-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t718-the-ashes-of-memories
http://panem.forumpl.net/t3226-ashe-cradlewood
Wiek : 21
Przy sobie : czarna, skórzana torba, a w niej: fałszywy dowód tożsamości, mapa podziemnych tuneli, wytrych, medalik z kapsułką cyjanku, nóż ceramiczny, zapalniczka, paczka papierosów, leki przeciwbólowe, latarka z wytrzymałą baterią
Obrażenia : złamane serce

PisanieTemat: Re: Tabitha Gautier   Wto Lip 22, 2014 12:38 am

Karta zaakceptowana!

Witaj na forum! Mamy nadzieję, że będziesz czuć się tutaj jak u siebie, i że zostaniesz z nami długo. Załóż jeszcze tylko skrzynkę kontaktową i możesz śmigać do fabuły. Nie zapomnij też zaopatrzyć się w naszym sklepiku. Na start otrzymujesz butelkę alkoholu, scyzoryk wielofunkcyjny i wytrych. W razie jakichkolwiek pytań pisz śmiało. Zapraszamy też do zapoznania się z naszym vademecum.

Uwagi: Po pierwsze - zakochałam się w stylu, jest właśnie taki, jaki lubię. Kartę, mimo przerażającej na pierwszy rzut oka długości czyta się lekko i szybko, a sama Tabitha dzięki wyraźnie zarysowanemu charakterowi od razu wydaje się żywa. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, jak ją rozwiniesz i co tam z Valeriusem wykręcicie w fabule. <3



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Tabitha Gautier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Karty Postaci-