IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Arielle Blake

 

 Arielle Blake

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Arielle Blake   Pon Sty 05, 2015 11:38 pm


Niewielkie mieszkanie na pierwszym piętrze.
Jasne kolory. Porządek. Żadnych roślin czy zwierząt.

W pokoju dziennym znajduje się wielkie okno wychodzące na zielone podwórko
i dach budynku obok, a pod nim miękki dywan i stos różnych poduszek.
Idealne miejsce na odpoczynek, gdy pozrywane mięśnie odmawiają współpracy.



W sypialni niskie łóżko z wiecznie pomiętą kołdrą. Niewielkie okno. Kilka stolików i lampek.
Jedyna charakterystyczna rzecz to łapacz snów w nieidealnym stanie.



Kuchnia z balkonem. Arielle może powiedzieć, co robią osoby mieszkające obok
o każdej porze dnia i nocy. W szafkach dużo blaszek, często jeszcze nieużywanych.
Kolorowe ścierki. Lśniące blaty. Dużo różnych słoiczków z przyprawami i innymi dziwactwami,
kilkanaście ziół i buteleczek z płynami. Nic nieznaczące obrazy.



Łazienka jak łazienka. Nowoczesna, nieduża, również w jasnych kolorach.

W tym mieszkaniu nie ma żadnych pamiątek, zdjęć, figurek.
Nie ma zbioru płyt czy biblioteki pełnej książek.
Żadnych osobistych rzeczy, które mogłyby cokolwiek powiedzieć o właścicielce.

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Pon Sty 05, 2015 11:48 pm

/z Sundown Boulevard/

O ile wcześniej nie bardzo przejęła się tym, co jej potężny zamach ręką mógł uczynić na niespodziewanym przechodniu, o tyle teraz była nieźle zaniepokojona. Nie panikowała, nie histeryzowała, w końcu to nie ona umrze jako niemowa, a też żadna jej w tym wina. Każdy z sąsiedztwa wie, że lepiej trzymać się od niej na stosowny dystans – Liam właśnie dostał pierwszą lekcję na przeżycie. Nie czuła się dobrze. Jakkolwiek radość, nieco sztucznie podniesiona przez nowy wytwór chemików, buzowała nadal w jej żyłach, a kolory mieniły się na przekór tym wszystkim szarym, smutnym twarzom przechodniów, to w tym momencie wszystko to jakoś zbladło.
Skoncentrowała swoje zatroskane spojrzenie na sąsiedzie. Nie czuła się winna ani nawet w najmniejszym stopniu odpowiedzialna. Po prostu czuła się nieswojo, gdy tamten nie powiedział do niej ani jednego słowa, a po prostu się uśmiechał, jakby nagle zstąpiła mu z nieba sama anielica. Arie wypuściła powietrze z płuc i uniosła brwi ze zdziwieniem. Z pewnością nie była żadną anielicą. Do licha, miała czarne roztrzepane włosy, nienaturalne cienie pod oczami i głos z lekką chrypką, jakby przez cały dzień krzyczała w… niebogłosy. Czyli de facto z ziemi. Ubrania na niej wisiały, a  w plastikowej torbie niosła wkładkę jajek! Nie powinien patrzeć na nią w ten sposób. Ona natomiast miała już pełne prawo patrzeć na jego usta (gdyby była mężczyzną zabiłaby go, wycięła je i Gavin zrobiłby jej przeszczep), w końcu powinien je otworzyć, żeby wydobyło się z nich przynajmniej głupie cześć!
Przestąpiła z nogi na nogę niespokojnie.
- Dobra, wiesz co? Nie wiem, dokąd zmierzałeś, ale twój kierunek właśnie się zmienił. Idziemy do mnie. Podejrzewam, że masz wstrząśnienie mózgu – zawyrokowała spokojnym tonem, jakby właśnie powiedziała, że ładnie pachnie. – Masz rozszerzone źrenice, nie jesteś w stanie nawet kiwnąć głową, nie mówisz, może mnie nawet nie pamiętasz… – wyliczała na palcach. Z jedną ręką obejmującą jego rękę kierowała się szybkim krokiem w stronę ulicy, przy której mieszkali. – W dodatku strasznie wieje i zaczął padać deszcz, pewnie nawet tego nie czujesz… Tak, to na pewno wstrząśnienie – tyle razy składa brata do kupy, że wiedziała co nieco na temat ludzkiego ciała. Jeśli faktycznie doznał psychicznych obrażeń, to nie mogła zostawić go samego. Mógł zemdleć, a przecież mieszkał sam. Już chyba wolałaby mu złamać nos. Doskonale wiedziała, jak go nastawić. Raz dwa i byłoby po bólu. – Ale naprawdę nie masz się czym martwić, od tego się nie umiera. Masz ładny uśmiech, więc możesz się tak uśmiechać do mnie dalej. Tylko nie zapomnij oddychać – mówiła szybko i pewnie, ale niezwykle delikatnie. Uśmiechem dodawała otuchy. Jednocześnie jednak zastanawiała się, czy u jej ukochanego brata wszystko dobrze. Niezdolna do skupienia się na jednej rzeczy, jednej osobie, jednej myśli w pełni.
Przez moment zastanawiała się, czy będzie musiała go wnosić po schodach na piętro, ale nie wyglądał, jakby miał zaburzenia równowagi. Dobrze dla niego. Może to jednak nie było żadne wstrząśnienie. Otworzyła drzwi do mieszkania z dłonią na jego plecach, żeby przypadkiem mu coś nie odbiło i nie uciekł.
- Jak się czujesz, Liam? Trochę mi smutno, że nic do mnie mówisz – zrzuciła przemoknięte buty. Potrząsnęła koszulką, a potem głową, bo kosmyki włosów przykleiły się do czoła. Obróciła się do swojego niemego gościa. – Usiądź sobie tam pod oknem. Zaraz zrobię ci jakąś herbatę albo… - urwała, zastanawiając się, co jeszcze może mu zaoferować. – Ach tak! Mam tabletki przeciwbólowe – uśmiechnęła się do niego szerzej – Chcesz jedną? Boli cię coś?
Pewnie pasowałaby na pielęgniarkę. Gdyby miała więcej centymetrów w niektórych miejscach ciała, szpitale przeżywałyby oblężenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2788-liam-murray
http://panem.forumpl.net/t2790-liam-murray
Przy sobie : paczka papierosów, scyzoryk wielofunkcyjny, zapalniczka
Znaki szczególne : Pocięte żyletkami ręce

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Czw Sty 08, 2015 9:34 pm

Kiedy dziewczyna zaproponowała mu pójście do jej mieszkania, nie opierał się. Poprawka – nie zaproponowała, a tak z góry postanowiła, nie bacząc na to, że Liam mógł wyrazić sprzeciw. Prawiła po drodze coś o wstrząśnięciu mózgu. Tak! O jego wstrząśnięciu mózgu! Prychnął pod nosem, aż tak bardzo rozbawiła go ta diagnoza. Ale uznał, że nie będzie nic mówić, a przynajmniej do stosownego momentu. Może być zabawnie... niech ona się trochę o mnie pomartwi!
Co potem? Arielle ewidentnie się o niego martwiła, co było jego celem. Celem, by mógł posłuchać jej absurdów, spowodowanym tym, że ta przejawia wiele obaw odnośnie jego stanu zdrowia. W środku był cały rozbawiony. Rozbawiony jej dziwnymi obawami, które nie mają swego pokrycia w rzeczywistości. Był ciekaw, jak to się potem potoczy... Był osobą cierpliwą, co w zaistniałej sytuacji stało się dla niego błogosławieństwem.
Kiedy powiedziała „tylko nie zapomnij oddychać”, był bliski nie wytrzymania, niedaleko mu było do parsknięcia niepohamowanym śmiechem. Ta piękna istotka, a przynajmniej piękna w jego oczach, była istną komediantką.
Kiedy znaleźli się już w mieszkaniu dziewczyny, rozejrzał się bacznie po pomieszczeniu, w którym się znaleźli. Następnie ta znów się odezwała, czego Liam słuchał z zaciekawieniem i niemałym, nieustępującym rozbawieniem.
 – Chcesz jedną? Boli cię coś?
Po tych słowach nie wytrzymał. Wybuchnął tym razem śmiechem, ukazując swoje rozbawienie jej monologiem, niepotrzebnymi obawami. Dziewczyna spojrzała na niego ze zdziwieniem.
- Herbata wystarczy, dziękuję. Ale bez cukru, i najmocniejszą, jaka tylko może być, prosiłbym. I bez cytryny. - widząc jej pytające spojrzenie, uznał, że przyda się nieco wyjaśnień. Jak postanowił, tak zrobił. - słuchaj. Nic mi nie jest. Naprawdę! Nie musisz tak się o mnie martwić. Nie odzywałem się z dwóch powodów – tutaj odetchnął z ulgą, jakby pozbawiono go wielkiego ciężaru. - po pierwsze, byłem zszokowany, po drugie... cóż.... - podrapał się w głowę myśląc aż nazbyt intensywnie nad tym, jak przetransportować swoje myśli na ruch krtani. - po drugie... jesteś bardzo ładną kobietą, Arielle Blake .
Spojrzał prosto w oczy Arielki, jej ukochanej sąsiadki. Tak, to już wiedział. Podoba mu się. I to jeszcze jak! Wcześniej nigdy nie darzył żadnej kobiety uczuciem tak intensywnym. Może to przez jego problemy psychiczne? Zaburzenia, które ostatnie się go nie trzymały. I całe szczęście, że go opuściły, dając sobie szansę na pobycie zwyczajnym, młodym mężczyzną. Chłonął jej piękne tęczówki, kruczoczarne włosy ułożone w nienagannym nieładzie. Liam idealizował dziewczynę, zarówno zewnętrznie, jak i wewnętrznie. Czy to dobrze? A czy kiedykolwiek znajdzie odpowiedź na to swoje pytanie?
Podszedł do niej, siadając obok.
- Opowiedz mi coś o sobie, proszę. Chcę wiedzieć o tobie jak najwięcej rzeczy i czuję, że jest więcej twych pozytywnych, aniżeli negatywnych cech.
Siedzieli tak pod oknem, każde z nich spoglądało na tego drugiego. W końcu Liam nie wytrzymał – pocałował ją w te jej ponętne usteczka. Subtelnie, bez nutki gwałtowności. Kiedy spojrzał na nią, zauważył, że ta jest w stanie ewidentnego szoku.
A wiatr dostał się przez otwarte okno, powiewając przy tym nie tyle ukwiecona firanką, co również ubraniami dwóch znajomych. Sąsiadów. Ale ci raczej nie zwrócili na to zbytniej uwagi, bardziej pochłonięci byli badaniem oczu tej drugiej osoby. Liam nagle mocno zapragnął, by iść z nią do łóżka... wiedział jednak, a przynajmniej przeczuwał, że to opcja nie do zrealizowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Nie Sty 11, 2015 2:16 am

Och, wiecie czego Arielle nie trawiła? Między innymi podśmiewywania się z niej, podkpiwania i robienia w konia. A Liam Murray niebezpiecznie zbliżył się do granic wszystkich tych trzech punktów. Lepiej dla niego, żeby w ogóle się do niej nie odzywał, przespał na podłodze, a potem zwinął nad ranem, nie wymawiając pojedynczego słowa. Lepiej dla niego, bo w momencie, gdy bardzo werbalnie zażyczył sobie najmocniejszej herbaty bez cukru i bez cytryny, śmiejąc się przy tym z  n i e j (to zdecydowanie przeważyło szalę i ubodło), Blake obróciła się gwałtownie, przygwoździła go spojrzeniem (w jej myślach właśnie rozpłaszczył się na przeciwległej ścianie).
Udawał! Co za dureń pieprzony. I choć sprawa była małej wagi, to dla Arielle w tym momencie urosła do niewyobrażalnej zniewagi, bo on po prostu z nią igrał, a ona dała się podpuścić i jawnie okazać swoją troskę, chęć pomocy. Napięte mięśnie bolały. Jej drogi sąsiad mógł zapomnieć o herbacie. Kompletnie nie pojęła, czym miałby być zszokowany (gdyby mokra koszulka nie przylegała jej do ciała, zastanowiłaby się, czy nie wyszła na miasto naga), a jego ostatnie słowa już zupełnie wybiły ją z naturalnego rytmu, co z pewnością było wypisane na jej twarzy. Przez długie chwile czekała, aż znów wybuchnie śmiechem. Gdy tego nie zrobił, poświęciła dwie sekundy, żeby pojąć, o czym on mówi.
- Co za idiotyczny powód – oznajmiła ze wzburzeniem, zamachawszy rękoma w nieokreślonym geście. Zniknęły zmarszczka pomiędzy brwiami i zaciśnięte ze złością usta. – Nie odzywałeś się, bo byłeś zszokowany i jestem ładną kobietą? – przez sekundę zastanawiała się, czy powinna uznać to za obelgę czy komplement, ale zaraz dosłownie machnęła na to ręką. Rozluźniła się. – Nie, cofam to, co powiedziałam. Jesteś idiotą. Nie zasługujesz na herbatę – posłała mu uroczy uśmiech, który niewątpliwie miał zrewanżować mało wysublimowane ubliżenie. Podsunęła torbę z zakupami pod ścianę, po czym bez słowa przeszła przez niewielki salon, żeby usiąść pod oknem. Skoro nie doznał żadnej szkody na zdrowiu, jej pomoc była niepotrzebna (gwoli ścisłości: wyśmiana), mógł spływać z jej mieszkania. Przynajmniej taka była jej pierwsza myśl, bo kolejne popłynęły już swoim własnym prądem i niewiele miały wspólnego z jakąkolwiek logiką i zdrowym rozsądkiem.
Patrzyła więc, jak przechodzi przez jej pokój. W myślach szacowała jego wzrost zupełnie bezmyślnie.  Obserwowała, jak rzucił krótkie spojrzenie na wnętrze, jak koszulka opinała mu barki, nawet jak ugina kolana, żeby usiąść obok niej. A potem z jego ust wypadły takie słowa, że Arie wydawało się, że się przesłyszała. Dobrze, że nie piła teraz tej przeklętej herbaty, bo wyplułaby ją z powrotem do kubka. Czy ktokolwiek jeszcze używa słowa ‘aniżeli’? Krótkie, niepowiązane ze sobą myśli przeleciały jej przez głowę. Przypatrywała mu się spod lekko przymkniętych powiek. I zanim zdążyła uformować choćby jedną sensowną myśl, poczuła na swoich ustach tak subtelne muśnięcie, że gdyby nie jednoczesne uderzenie zimna i gorąca uznałaby to za złudzenie. Brwi uniosły się w niemym zdziwieniu, a usta nadal zostały lekko rozchylone. Widziała swoje odbicie w szklistych źrenicach, ale to jego spojrzenie pełne ubóstwienia i czystego szczęścia sprawiło, że przez ułamek sekundy chciała wyciągnąć z poszewki poduszki zatrutą strzałkę i wbić mu ją w szyję. Nie zrobiła tego. Nagle wszystkie klocki układanki wskoczyły na swoje miejsce.
Obróciła się do niego przodem, siadając po turecku. Łokieć oparła na kolanie, a brodę na dłoni. W żadnym wypadku nie zamierzała opowiadać o sobie. Nie wiedziałaby co powiedzieć. Taksowała go swobodnie wzrokiem. Nie miała już napiętych mięśni. Oddychała spokojnie. Zauważyła, że włosy Liama wywinęły się lekko od wilgotnego powietrza. Lubiła go. Był przyjemną postacią w krajobrazie Kapitolu. Nie nazbyt głośną, ale też nie niewidoczną. Wydawało jej się, że nie bardzo mu się tu podoba. Usta zapierające dech w piersiach rozciągały się w szerokim uśmiechu dla niej i tylko dla niej. Oczy chłonęły każdy skrawek jej twarzy, co wyjątkowo nie sprawiało, że czuła się niekomfortowo. A subtelny pocałunek złożony na jej ustach, choć początkowo lekko zadziwił, to teraz już tylko fascynował czymś nieznanym. Nieznanym, bo tak bardzo delikatnym, jakby bał się, że porcelana pęknie. To z kolei sprawiło, że na jej buzi wykwitł uśmiech, gdy o tym pomyślała. Paradoks. Taka delikatność była na miejscu kilka lat temu, gdy rzeczywiście potrafił ją złamać byle podmuch wiatru, a nie teraz, gdy – była tego pewna – pokonałaby Murraya w większości sportów. Wtedy otrzymywała coś zgoła różnego od definicji delikatności, a teraz dostała taką dawkę wrażliwości w przeciągu kilku chwil, że aż zakręciło się jej w głowie z czystej fascynacji.
- Czego pragniesz? – zadała to pytanie, z ciekawością oczekując konkretnej odpowiedzi. Uśmiechnęła się niczym dziecko, któremu wybitnie podoba się jakaś zabawa. Lubiła Liama, ale nie lubiła siebie w jego oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2788-liam-murray
http://panem.forumpl.net/t2790-liam-murray
Przy sobie : paczka papierosów, scyzoryk wielofunkcyjny, zapalniczka
Znaki szczególne : Pocięte żyletkami ręce

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Nie Sty 11, 2015 11:53 am

Mina Arielki zbladła, a raczej stała się miną osoby niemało wkurzonej. Liam nie dziwił się jej. Jego zachowanie było karygodne, jednak nie oznaczało to tego, że żałował swojego śmiechu. Uznał, że to naturalna kolej rzeczy. Przecież każdy by tak zrobił na jego miejscu, a przynajmniej w jego mniemaniu.
Dziewczyna, odwracając się, rzuciła na niego spojrzenie. I to spojrzenie świdrujące go na wylot, przygnieżdżające jego psychikę... a przynajmniej tak powinno być, bo Liam nie poczuł się w tym momencie tak, jak powinien się poczuć.
Widać było, że osoba Arielle kipiała od nadmiaru emocji, z rodzaju tych nienawistnych, obdarzając nimi osobę chłopaka. Kiedy tak na niego patrzyła, zrozumiał, że nie ma szansy na ani najmniejszy łyk herbaty. Nie zmartwił się tym zbytnio, o ile w ogóle. W sumie nie chciał tego napoju. Po prostu była to odpowiedź na jej pytanie, a ten chciał jej pokazać, że chętnie wykorzysta jej naiwność.
- Co za idiotyczny powód .
Wiem,, pomyślał ale ten powód ma całkowite pokrycie w rzeczywistości. Wszystko musi go mieć, no, może prawie wszystko. Lepiej taki powód, niż żaden... – myślał tak, obserwując wzburzenie tej a jakże (bez sarkazmu) pięknej kobiety. Upajał się jej zaciśniętymi ustami, przy czym owe zaciśnięte wargi już po chwili zniknęło.
 – Nie odzywałeś się, bo byłeś zszokowany i jestem ładną kobietą? 
Owszem. Zszokowany tym, że tak się o mnie martwisz, Arielle Blake. I tak, jesteś nie tyle ładna, co piękna. Może tak nie jest, ale ja sam okazuję to, jak widzę pewne sprawy. W tym momencie taką sprawą jest to, iż może idealizuję pewne sprawy – w tym przypadku twój wygląd – ale dla mnie jesteś obdarzona niezwykłą urodą!
–Nie, cofam to, co powiedziałam. Jesteś idiotą. Nie zasługujesz na herbatę.
Teraz postanowił, że swoje myśli przełoży na słowo mówione. Jak pomyślał, tak zrobił.
- Nie będę miał herbaty? - spytał z udawanym żalem – trudno. Nie będę płakać. - przez jego usta przemknął wyraz rozbawienia. Znowu. No ale co temu poradzić?
Jej mina ewidentnie ukazała chęć wyrzucenia go z osobistego mieszkania dziewczyny. I tym się nie zmartwił, bo wiedział, że może uda mu się – przynajmniej spróbuje – uwieść Arielle. Zanim ta złapie go za kołnierz i wyrzuci przez próg.
Żeby się tym zbytnio nie przejmować, nie przejmować się niczym, przeszedł się po jej mieszkaniu, chłonąc jego nienaganne umeblowanie, a nawet jeżeli tak nie było, pamiętajmy, że Liam czasami miał skłonności do idealizowania. Wszystkiego.
Usiadł naprzeciwko niej i pocałował ją subtelnie w usta. Liam, który uwielbiał wręcz stosować archaizmy. Wcześniej, przed muśnięciem dwóch ponętnych części ciała, również to zrobił, stosując zwrot „aniżeli”.
Zauważył, że jego prośba, by opowiedziała coś o sobie, została przez nią olana. Spłynęła po niej jak po kaczce. Trudno, pomyślał.
Ale jej wyraz twarzy uległ metamorfozie. Początkowo miała minę wrednej, takiej, którą oburzyło zachowanie Liama. Teraz jednak na jej obliczu ukazało się coś innego. Uśmiech! Tak, to był najprawdziwszy uśmiech na świecie. Na dodatek najpiękniejszy, zdaniem Liama, na całym globie. Nie mógł, oczywiście, tego wiedzieć, mimo tego jednak uznawał, że tak właśnie jest. Wcześniej był urzeczony jej wyglądem. Teraz doszedł uśmiech, który rozpromienił jej szczuplutką twarzyczkę. Cieszył się. O jak bardzo się cieszył!
Teraz nastąpiło to, czego Liam by nigdy się nie spodziewał. Nie spodziewałby się tego tym bardziej po niej mimo że nie znał jej zbyt dobrze. Ale  dowiedział się chociaż, że dziewczyna miała dobre poczucie własnej wartości. Oburzyła się, kiedy ten wybuchnął śmiechem. Ale nie myślał, że zada jej takie pytanie! Czyżby czegoś się domyślała? Nie, to nie mogło wejść w grę. W żadnej z wielu możliwości!
A mianowicie, zapytała się go, czego on sam pragnie.  Po wypowiedzianych przez nią słowach, zauważył na jej obliczu pewien rodzaj fascynacji i ciekawości. Przez chwilę zastanawiał się co odpowiedzieć, a już po chwili odezwał się.
- Czego pragnę? Pragnę różnych rzeczy. Każdy tak ma.
Uśmiechnął się nikczemnie wiedząc, że zbił dziewczynę z tropu i był z tego powodu niemało z siebie dumny. Zadowolony, że rozpoczął swego rodzaju grę,  którą bardzo chciało mu się grać. Znów zaczął jej się bacznie przyglądać, wyczekując odpowiedzi. I nie ukrywał przed samą sobą, że bardzo, ale to bardzo był ciekaw tego, co ona odpowie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Nie Sty 11, 2015 8:08 pm

Była jednocześnie spokojna i zirytowana, i to właśnie rozedrganie emocjonalne jeszcze bardziej ją drażniło. Zbyt wiele emocji w jednej chwili, które dekoncentrowały i sprawiały, że w ogólnym rozrachunku wykazywała się idiotyczną słabością. Jakby nie była zdolna do jednego czystego uczucia, pewnie dlatego tak często nie potrafiła dokonać wyboru. A właściwie gwoli ścisłości: jej wyborem była ucieczka. Co prawda nie szczyciła się specjalnie psychologicznymi analizami samej siebie, ale zauważała pewne niuanse.
Jedno było pewne – im dłużej pan Murray mówił i patrzył na nią z tym swoim rozbawieniem, tym bardziej Blake miała ochotę wyrzucić go przez okno, a potem wziąć kartkę i obliczyć, z jaką prędkością leciał, z jaką siłą został wypchnięty, z jaką uderzył w płytę chodnikową, no i może jeszcze pole powierzchni wgniecenia. Nie wiedziała, dlaczego takie myśli pojawiły się jej w głowie. W końcu Murray nie był aż tak tragicznym kompanem. Z pewnością jednak Arie zakonotowała sobie, że jej sąsiad nigdy w życiu nie dostanie od niej żadnej herbaty, kawy, a wszelkimi ciastami będzie obdarowywała Maise. I tak, ten pacan mógł żałować, że nic nie dostanie, bo jeśli chodzi o zdolności kulinarne Arie, to rosły one równie szybko co te bojowe.
A skoro już ustaliliśmy, że Arielle wolała swojego sąsiada uśmiechającego się do niej radośnie i niewypowiadającego najcichszej głoski, to samo nasuwa się następne stwierdzenie. Jego odpowiedź na pytanie w żadnym wypadku nie zbiła jej z tropu ani też nie rozczarowała, bo przewidywała, że rzuci jej taki ochłap. Tak, uważała to za ochłap, ot, na odczepkę. Spojrzała ponad jego głowę i wydęła usta, zamyślając się na chwilę. Poziom entuzjazmu zmalał o dwie kreski.
- Mógłbyś się bardziej wysilić – mruknęła tylko, ale bez nagany w głosie. Ona pytała, on odpowiadał tak, jak uważał, że powinien. Nawet ten brak treści coś o nim mówił.
Nie znali się zbyt dobrze, więc nie wiedział, ale takie właśnie pytania leżały w jej naturze - te, na które ludzie nie chcieli udzielać k o n k r e t n e j odpowiedzi. Ona je zadawała z dziecinną prostotą, nie bawiąc się w subtelności i jakiekolwiek granice.
- Okej – kiwnęła w końcu głową, jakby ostatecznie po długim namyśle przystała na jego zdecydowanie niezaspokajającą odpowiedź. Zerknęła w stronę ciemnego nieba za oknem, a potem znów przeniosła wzrok na jego twarz. W jej oczach zamigotały iskierki ożywienia. – I co robisz, gdy czegoś mocno pragniesz? – odchyliła się do tyłu, opierając na wyprostowanych rękach. Zwiększyła tym samym dystans pomiędzy nimi, żeby nie przyszło mu do głowy zrobienie czegoś głupiego. Chciała werbalnej odpowiedzi. Zimne powietrze wpadało do pokoju i ziębiło jej skórę w sposób przyjemny, znany, hartując każdą komórkę ciała i jednocześnie uśmierzając ból palących mięśni po wczorajszym maratonie.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2788-liam-murray
http://panem.forumpl.net/t2790-liam-murray
Przy sobie : paczka papierosów, scyzoryk wielofunkcyjny, zapalniczka
Znaki szczególne : Pocięte żyletkami ręce

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Pon Sty 12, 2015 2:12 pm

Liam zauważył rozchwianie emocjonalne na twarzy dziewczyny, czego oczywiście nie mógł być pewien, bo nieraz zdarzyło mu się źle odczytać czyjeś uczucia.
- Mógłbyś się bardziej wysilić
Wiem,, przeleciało mu przez myśl. Uznał teraz, ze postąpił głupio, a nawet bardzo głupio, wyśmiewając ją. Mimo, ze uznał iż to było co najmniej ciekawe, co najmniej zabawne, co najmniej na miejscu. Chociaż w chwili obecnej polemizowałby co do tego ostatniego. Postanowił jedno. Przeprosi ją. Ale nie teraz, może za parę minut? Może w tym czasie wpadnie na pomysł, jak ułożyć słowa w pełne przeprosin zdanie?
Znowu przemówiła, pytając się go, co robi z faktem, że czegoś mocno pragnie. Przez dłuższą chwilę jakby się namyślał, co powiedzieć, aż w końcu otworzył usta i przemówił.
- Kiedy czegoś mocno pragnę, robię wszystko, by to się stało. - westchnął, po czym zaczął kontynuować wątek – wiesz czego pragnę w tej chwili? Żebyś mi przebaczyła. Żałuję i wstydzę się swojego zachowania. Naprawdę.
Jego mina była jak najbardziej poważna mimo że zazwyczaj nie udawało mu się zachować powagi sytuacji, a zwłaszcza ukazać to na swoim obliczu.
Liam już wcześniej zauważył, że dziewczyna zwiększyła dystans pomiędzy nimi. Pomiędzy sąsiadami, którzy dopiero się w sumie bliżej poznają. I było mu nad wyraz głupio, że zrobił na Arielle złe pierwsze wrażenie. Wolał, by miała o nim dobre mniemanie. W sumie, kto tego nie pragnie? No, może jakieś pojedyncze przypadki.
Przez otwarte okno wpadł podmuch świeżego powietrza. Pod postacią wiatru, który okazał się dla Liama zbawczy. Kiedy ocucił go, teraz zaczął żałować tego, co zrobił, jeszcze bardziej. Żałować swojego śmiechu i chęci wykorzystania sąsiadki. A jeszcze bardziej tego, że ją pocałował. Co ona mogła sobie o nim pomyśleć? Że jest tanim podrywaczem? Blondyna aż skręciło od tej wizji, jego czoło zmarszczyło się, na wpół przymknął oczy.
Teraz przyglądał się jej. Bardzo intensywnie. Uznał, że kiedy się złości,, jest jeszcze piękniejsza. Ale nie wypowiedział tego głośno, bo bał się, że jej zdanie na jego temat pogorszy. A tego przecież nie chciał. Pragnął, by zostali przyjaciółmi i gdzieś w swoim wnętrzu skrywał pragnienie, by między nimi było coś więcej, niż przyjaźń. Zrozumiał że to nierealne. Nie mógł się z tym pogodzić. Ale było lepiej, niż wcześniej.
- Nie odpowiesz? - zagadnął. Wydawało mu się, że od jego wypowiedzi minęły godziny. Godziny, które w rzeczywistości były zaledwie sekundami. Ale czekał, Czekał cierpliwie. Czas dłużył mu się niemiłosiernie. Ułamki sekund płynęły w ślimaczym wręcz tempie. Wlokły się niemiłosiernie. A ten wciąż się na nią patrzył, z powagą wymalowaną na jego obliczu. Dziwne, nie? Zazwyczaj powaga to nie była jego cecha... Przypatrywał się tak, jak wcześniej, analizując wszystkie cechy jej twarzy, cechy, które sprawiały, że jej oblicze było tak wyjątkowe. Takie, a nie inne...
- No, słucham – jego natręctwo wzmagało się, a to wszystko przez naszego bezlitosnego pana i władcę. Czas, który sprawiał dla niego iluzję. Polegała na tym, że minuty były dla niego godzinami...
Wyprostował się, strzelając palcami. Westchnął głęboko, a wtedy spełniło się jego tymczasowe marzenie. Odezwała się! Liam wyostrzył teraz wszystkie swoje zmysły, by zrozumieć jej wypowiedź. I tak też się stało.
Wiatr ucichł, ale w pomieszczeniu bynajmniej nie było duszno. To dobrze, pomyślał. Nie lubił zimna i nie lubił duchoty. A teraz było wręcz idealnie! Blondyn uśmiechnął się. Zaczął słuchać dziewczyny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Czw Sty 22, 2015 1:25 am

Patrzyła na niego z lekkim uśmiechem błąkającym się po twarzy. Mówił logicznie, może nawet zaskakująco logicznie jak na wyobrażenia Arie. Robi wszystko, by tak się stało. Zastanawiała się, czy jeśli powiedziałaby, że pragnie, żeby teraz wstał i wyszedł, zrobiłby to?  Sytuacja patowa, bo wnioskując z zachowania Liama, on pragnął czegoś zupełnie przeciwnego - jeszcze trochę posiedzieć. Już otwierała usta, żeby sprawdzić, co chłopak zrobi, ale szybko zostały one zamknięte przez jego kolejne słowa.
Odpowiedział jej na pierwsze pytanie. I to tak szczerze i otwarcie, że Arielle dosłownie zamarła na długą chwilę, próbując rozgryźć gdzie początek, gdzie koniec i związać je razem. Odpowiedź nie była już rozczarowująca. Och, była taka, jak być powinna, a dziewczyna z kolei p o w i n n a być usatysfakcjonowana.
Zaskakująco bezpośrednie pragnienie skierowane w jej stronę. Przebaczenie, żal, wstyd. To głębokie odczucia. Chyba się przestraszyła tej głębi. A może całkowitej powagi bijącej z postawy rozmówcy? Za dużo napięcia, które było nowe, niepewne, niezrozumiałe. Przytłaczające. Zbyt wielkie słowa. Poczuła się wobec nich jak rozgnieciony robak. Bezbronnie.
Chyba nawet nie zwróciła uwagi na jego ponaglenia. Oblizała usta, oddychając głębiej przez nos i próbując znów zapanować nad sytuacją… nad samą sobą. Dotknęła płatka ucha i spojrzała w okno, rozluźniając się w ułamku sekundy. Zawsze może poświęcić szybę. Wstawienie nowej to żaden wysiłek.
- Co więc zrobisz, żeby to się stało? – przechyliła głowę na bok, przyglądając się z zadowoleniem jego twarzy, jasnym włosom, które już wyschły. Nie mówiła, że to zbyt ogromne słowa, odczucia jak na taką błahostkę, której się dopuścił, a którą już zdążyła wyrzucić na skraj świadomości. Wsunęła dłoń do tylnej kieszeni spodni i wyciągnęła z niej fotografię zrobioną wcześniej w szybie wystawowej. Obracała ją leniwie w palcach, ale zaraz położyła się na plecach na jasnym dywanie, nie zawracając sobie głowy poduszką. Spojrzała na sufit, a potem znów na kolorową fotografię.
- Studiujesz psychologię, prawda? To tam was uczą tej powagi? – odezwała się, zerkając na niego przelotnie. Wspominał jej podczas jednej z nielicznych rozmów o tym, że studiuje. Pomyślała wtedy, że to wcale nie głupie i nawet zaczęła przeglądać ofertę w poszukiwaniu czegoś interesującego. Cóż, myśli umarły śmiercią naturalną. Chyba takie pomysły nie miały racji bytu. – Nie jestem pewna, czy to dobre dla kręgosłupa – mruknęła z nieco złośliwym uśmieszkiem. Wcześniejsze przelotne spojrzenie wystarczyło, by zobaczyć jego nienaturalnie wyprostowane plecy. Nie patrzyła już na niego. Teraz jej wzrok przewiercał kolory na papierze fotograficznym, a potem skupiał się na suficie. Co nie oznaczało, że nie czeka na jego odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2788-liam-murray
http://panem.forumpl.net/t2790-liam-murray
Przy sobie : paczka papierosów, scyzoryk wielofunkcyjny, zapalniczka
Znaki szczególne : Pocięte żyletkami ręce

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Czw Sty 22, 2015 11:56 am

Mina Arielki zamarła w bezruchu. I Liam bynajmniej się temu nie dziwił. W najmniejszym nawet stopniu, bo jego wypowiedź zaskoczyłaby zapewne najlepszego wróżbitę. Najznakomitszego w swym fachu znawcę przyszłości. W końcu ta wypowiedziała słowa, które zadziwiły i samego studenta psychologii.
- Co więc zrobisz, żeby to się stało? 
Dobrze gra, nie ma co..., przemknęło mu przez myśl. Nie wiedział, co odpowiedzieć. Miał kompletną pustkę w głowie i nic nie wskazywało na to, że wpadnie na jakiś pomysł, ale już po chwili, ku jego zdumieniu, w jego umyśle wytworzyła się odpowiedź. Umyśle splamionym chorobą psychiczną, która dzisiaj jakoś nie ujawniała swego oblicza. Tak więc, Arielle nie poznała się na jego zaburzeniach. Całe szczęście, ale... mógł przecież zacząć zachowywać się jak wariat w każdym momencie, nie? A jeżeli by tak się stało, wydarzyłoby się to w najmniej oczekiwanym momencie. Zawsze tak było, ale Liam nie mógł tego wiedzieć, zważywszy, że nie wie, że jest chory.
- Cóż, niewiele mogę teraz zdziałać. Mogę jedynie prosić niebiosa, byś mi wybaczyła... a potem dopiero mogę starać się o to, by twoje zdanie na mój temat polepszyło się.
Był zdziwiony takim obrotem jego wypowiedzi. Ale cieszył się jednak, że udało mu się odpowiedzieć na jej pytanie w miarę logiczne, przejrzyście. Rzeczowo.
- Studiujesz psychologię, prawda?
Już miał wypowiedzieć monolog, opracowaną wypowiedź, niemalże kazanie o tym, że dobrze mu się studiuje. Już miał otworzyć usta, by to powiedzieć, kiedy ta dokończyła swoją wypowiedź, co sugerowało, iż poprzednie słowa to pytanie retoryczne. Sposępniał.
-  To tam was uczą tej powagi?
- Powiem tak – uśmiechnął się zalotnie. Nie zważając na fakt, że i to można nazwać pytaniem retorycznym. - powiem tyle, że na psychologii pokazują fakt, że należy być niezależnym... bo widzisz, Arielle, generalnie to jest dziedzina, której nie da się nauczyć. Nieważne, ile byś się starała, bo możesz sobie wykuć na pamięć wzorce zachowań. Możesz wyrobić sobie podstawowe teksty typu „jak się z tym czujesz?”. Ale nie da się nauczyć intuicji. Empatii. Wyczucia... z tym trzeba się urodzić. To tyle w tym temacie ode mnie. – odchylił się do tyłu i przeciągnął leniwie. Coś mu strzyknęło w karku, ale chłopak bynajmniej się tym nie przejął. Często tak miał. A zrobił to, kiedy ta wspomniała, iż takie proste siedzenie nie jest dla kręgosłupa dobre.
Zauważył, że ta skupia swój rozbiegany jak dotąd wzrok na czymś innym. Ale spojrzenie Liama nie naśladowało jej spojrzenia, zamiast tego patrząc wciąż na dziewczynę. Kiedy była taka zamyślona, to, zdaniem chłopaka, była jeszcze piękniejsza... nie oznacza to oczywiście, że i bez tego robiła na nim zjawiskowe wrażenie. Podobała mu się, to fakt niezaprzeczalny.
- A ty? - zadał znienacka pytanie. Nie spodziewał się, iż to powie... zapytał się jakby z udziałem innej części jego samoświadomości. - a ty, studiujesz może gdzieś? A może studiowałaś? A może dopiero chcesz się gdzieś dostać? Jeżeli to ostatnie, to co to mogłoby być?
Nawet na krótką chwilę nie zawitała w jego umyśle myśl, że taki złożony zespół pytań może być nie na miejscu. Zwłaszcza w stosunku do istoty tak delikatnej, ale w sumie... jaką tu różnicę robi jej subtelność słów, gestów, głosu, spojrzenia? No właśnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Sob Sty 24, 2015 11:44 pm

Dobrze gra? Och, nawet przez sekundę nie pomyślała, żeby go oszukać, udawać, grać. To jej naturalny system, a pytanie samoistnie wypłynęło na powierzchnię umysłu tuż po pierwszym niemiłym zaskoczeniu. Nawet go nie ukrywała. Nie umiała, nie starała się.
Ręka z fotografią opadła na drewnianą podłogę z głuchym odgłosem. Kostki nadgarstka zatrzeszczały żałośnie, ale twarz Blake ukazywała tylko czyste zdumienie. Zdumienie, które wywołały słowa Liama. Podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć. Chyba trochę nie dowierzała.
- Będziesz prosić niebiosa? Uważasz, że one – zatoczyła palcem wskazującym kółko – sprawią, że ja ci wybaczę…? – upewniła się, unosząc czarne brwi w górę. Nie, nie wierzyła w to. Szyja zaczęła ją boleć, podparła się na łokciach. – Nie uważasz, że kwestia wybaczenia nie dotyczy niebios, ale ściśle mnie i ciebie - tego, co zrobisz? – zapytała w końcu. Chciała pojąć, skąd u chłopaka takie postrzeganie świata. Nie chodziło jej o kwestie religijne, raczej o to że pewne rzeczy, stany, emocje były ściśle związane z czynami.
I o ile informację, że to niebiosa sprawią, iż nagle mu wybaczy, mogła przełknąć, to już tej kolejnej nie zdołała odebrać bez lekkiego zirytowania.
- Tak? Więc powiedz mi, Liam, jakie jest moje zdanie na twój temat – zmrużyła oczy, jakby rzucała mu wyzwanie. Nie podobało jej się to. Sama jeszcze nie do końca wiedziała co konkretnie, ale czuła po prostu nieokreśloną irytację. Jedno z wielu odczuć w dzisiejszym dniu, ale to przecież wcale nie znaczyło, że ma o nim tragiczne zdanie i zechce zjeść go na przystawkę zanim wzejdzie słońce.
Opadła na podłogę, wypuszczając powietrze. Jeszcze przed chwilą tańczyły jej przed oczami kolory, które na suficie tworzyły nierealną mozaikę. Wszystko tylko w jej głowie. Teraz nie widziała już nic, choć oczy miała wciąż otwarte. Jedna myśl goniła drugą, żadna z nich nie na tyle klarowna, by można ją była świadomie uchwycić. I dopiero z lekkim opóźnieniem uświadomiła sobie, ze Murray odpowiada jej na pytanie o psychologię. Odpowiada i to nie byle jak! Arielle przekręciła głowę na bok, żeby choć trochę go widzieć. Słowa wypływały mu z ust i do tej pory nie usłyszała od niego tyle zdań w tak krótkim czasie. Może nawet za dużo, bo choć bardzo chciała, to nie była w stanie pojąć, co wspólnego ma powaga z byciem niezależnym. Kompletnie. Równie często nie miała pojęcia, o czym rozprawia godzinami Adaś, który swoje myśli ubierał w piękne słowa, ale Arielle wierzyła bratu bez żadnej wątpliwości.
Mimo niezrozumienia częsci, nie przeszkodziło jej to w zwróceniu uwagi na samą końcówkę. Jedna myśl przemknęła jej przez umysł, zupełnie niedotycząca jej rozmówcy. Nie byłaby dobrym psychologiem. Nie urodziła się z intuicją, która ułatwiałaby jej zrozumienie świata. Słowo empatia było jej nieznane. I choć czasami zdarzało się, że zachowywała się, jakby cierpiała z drugim człowiekiem, pomagała mu, przeprowadzała staruszkę przez jezdnię… Więcej było w tym przypadku niż altruistycznych uczuć. Nie cierpiała, gdy wywożono ludzi z getta, gdy ich tragiczny płacz niósł się donośnym echem po placu, nie wywołało to w niej żadnej emocji.
- Och – mruknęła tylko, trochę zbyt beznamiętnie. Nie czuła się z żadną z tych myśli źle. – I ty się taki urodziłeś? – domyśliła się i zastanowiła, jak zmienia to jego percepcję rzeczywistości. – Co teraz odczuwasz? – zainteresowała się, jakby nagle okazał się czymś nadnaturalnym.
A ona? Z pewnością nie została stworzona do psychologii. Nauczycielką też była kiepską, choć otwarcie nikt nigdy nie narzekał. Lubiła liczby, ale każda budowla z gałęzi nie wytrzymywała dłużej niż dziesięć sekund. Kim ona się urodziła? Do czego została stworzona? Nie, pytań nie było zbyt dużo, nie przytłoczyły jej, nie uznała ich za coś nieodpowiedniego.
- Nie studiowałam, nie studiuję i studiować nie zamierzam. Nie mam tam czego szukać – krótko, zwięźle i nic więcej do dodania, wzruszyła lekko ramionami. Zazdrościła mu, tak samo jak zazdrościła Adamowi, doskonale wiedzieli, co jest dla nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2788-liam-murray
http://panem.forumpl.net/t2790-liam-murray
Przy sobie : paczka papierosów, scyzoryk wielofunkcyjny, zapalniczka
Znaki szczególne : Pocięte żyletkami ręce

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Nie Sty 25, 2015 9:08 pm

To, co Arielle trzymała w dłoni, upadło na podłogę i Liam miał teraz szansę bliżej przyjrzeć się przedmiotowi. Fotografia – oto cała jego kwintesencja. Ale chłopak zdawał się – nie tylko, bo tak naprawdę było – nie interesować tym, co ona przedstawiała. Zamiast tego obserwował bacznie Arielle. Dawało mu to swego rodzaju radość. Widział, jak przez jej oblicze przepływa wiele emocji. Różnorakie uczucia zostały wiele razy przedstawione w postaci wykrzywienia warg, zmrużeniem oczu czy też intensywnym wpatrywaniem w cokolwiek... oj, sporo tego było, ale Liam uznał, że nie będzie to coś, czym się bardziej przejmie.Tak też się stało.
- Będziesz prosić niebiosa? 
Owszem. Bo to nie tylko moja interwencja może sprawić, że uznasz, ze jestem spoko facetem. – To ostanie wypowiedział w myślach bez krzty żartu. Naprawdę uważał się za fajnego gościa.
- Uważasz, że one sprawią, że ja ci wybaczę…?
Po części tak. Ale wiem, że nie to w głównej mierze zadecyduje o tym to, jak potoczy się ta rozmowa, to spotkanie.
– Nie uważasz, że kwestia wybaczenia nie dotyczy niebios, ale ściśle mnie i ciebie - tego, co zrobisz?
Teraz chłopak zaprzestał odpowiadać na jej słowa jedynie w myślach. Uznał, że pora na interwencję głośno wypowiadanych wyrazów. Przez chwilę wahał się, ale już niedługo przemówił.
- Uważam. - uśmiechnął się blado – uważam tak, ale niebiosa również mogą w tym wziąć udział. Wystarczy, że to, co jest tam na górze, czymkolwiek jest, może wpłynąć na nasze kolejne słowa. Potem można to samo powiedzieć o czynach. Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że nie mam własnej woli! Ba, każdy ją ma. Ale jakiś wyższy byt, według mnie, może nieznacznie, ale jednak, wpłynąć na to, o czym w danej chwili pomyślimy. Subtelne dmuchnięcie, popchnięcie niewidzialną ręką ma z pozoru słabą moc. I tak rzeczywiście jest. Ale... ale od czegoś delikatnego zazwyczaj rodzi się coś, co zaważyć może na naszej przyszłości. - Po części kłamał. Bo po śmierci siostry przestał wierzyć w Boga. Ale uznał, że wzmianka o nim tylko nada jego wypowiedzi barw i większej dawki sensu.
- Tak? Więc powiedz mi, Liam, jakie jest moje zdanie na twój temat.
Chłopak był w szoku. Nie spodziewał się takiego pytania. Takiego obrotu ich dyskusji. Przez jakiś czas nic nie mówił, a jedynie wpatrywał się w jej tęczówki, które, według blondyna – podobnie jak cała reszta ciała Arielki – były nieziemsko piękne. Nieprzyzwoicie piękne, oszałamiająco piękne. Liam lubował się w stosowaniu wielu określeń na wiele spraw, rzeczy... Uznał jednak, że wypowie się. A przynajmniej spróbuje.
- Nie wiem, nie siedzę ci w głowie, nie? - przygryzł dolną wargę. - Ale coś mi się wydaje, że niezbyt dobre. Jednak mogę się mylić, w końcu jestem człowiekiem...
Zignorował jej kolejne słowa, które były również pytaniem. Ale należałoby dodać, że te – zdaniem Liama – miały w sobie wiele jadu, sarkazmu. Dlatego te spłynęły po nim jak po kaczce. I postanowił, że nie będzie sobie tymi pytaniami zaprzątać głowy, bo po jaką cholerę? Dosięgło go przeczucie podpowiadające mu, że słowa Arielki zostały przez nią wyprodukowane tylko i wyłącznie po to, by puścić je mimo uszu. A wkrótce potem dziewczyna znów się wypowiedziała. Zanim otworzyła usta, chłopak sądził, że zostanie zaatakowany kolejną dawką sarkazmu. Całe szczęście, mylił się. Powiedziała mu po prostu, odpowiadając na jego dociekliwość (być może upozorowaną) odnośnie studiów,  że nigdy nie miała do czynienia ze studiami i że tak raczej będzie zawsze. Przez chwilę kontemplował w myślach to, co powiedziała i zastanawiał się, czy jego towarzyszka nie mówi tego z nieznacznym cieniem zazdrości, ale nie mógł tego wiedzieć. Podobnie było z tym, że może wypowiedziała te słowa ze swobodą, nie przejmując się swoim wykształceniem, a raczej jego brakiem. Umysł Ariell nadal stanowił dla Liama istną zagadkę. Niewiadomą, którą pragnął obliczyć. Tak czy owak, był ciekaw, czy mu się to uda. Obserwował bacznie dziewczynę. Śledził najmniejsze drgnięcie kącików warg, każde mrugnięcie powiek, każdy inny ruch jej ciała. Ciała, które najwidoczniej kręciło Liama. Ale nie powiedział jej o tym... nie był przecież taki głupi. A wiemy już, że jest raczej inteligentną osobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Wto Sty 27, 2015 6:51 pm

Przez długie minuty Arielle po prostu rozmyślała nad jego słowami. Nie przeszkadzała jej cisza, która zapadła pomiędzy nimi, przerywana cichym szelestem wiatru w firankach i postukiwaniem kropel o szybę. Zastanawiała się, czy w którymkolwiek momencie życia odniosła wrażenie wyższego bytu, o którym wspominał Murray. Im bardziej jednak zagłębiała się w przeszłość, przypominając najbardziej znaczące chwile, tym mniej wierzyła chłopakowi. Co więcej, kompletnie nie wiedziała, o czym on mówi, a wyglądało na to, że on wyczuwał te subtelne dmuchnięcia. Nauczono ją wierzyć tylko w mocne uderzenia. Najlepiej te nokautujące na pięć minut.
Wzruszyła ramionami z miną, jakby chciała go przeprosić, jakby chciała, żeby nie brał do siebie tego, co zaraz powie. Nie chodziło o niego.
- Nie przekonałeś mnie ani trochę. W ogóle tego nie czuję – zacisnęła usta ze smutkiem. Może mijała ją jakaś niesamowita historia? Głębsze odczucia? Nie potrafiła rozumieć, czuć wiary innych ludzi. Nie znalazła się jeszcze osoba, która potrafiłaby jej to pokazać. Im bardziej coś dla niego miało sensu, tym mniej miało go dla niej.
Wcześniej nie przeszkadzała jej cisza, teraz nie przeszkadzał jej intensywny kontakt wzrokowy. Chyba już się przyzwyczaiła do obecności Liama. Nie stanowił też dla niej żadnego potencjalnego zagrożenia, przynajmniej do takiego wniosku doszedł jej wadliwy wewnętrzny system alarmowy. Czuła się… zupełnie normalnie. Nie tak naturalnie jak w obecności brata, ale nie musiała się zbytnio przejmować otoczeniem i jego osobą. I choć często nie rozumiała, o czym mówi i dlatego to robi, to jednak jego towarzystwo było leniwie przyjemne. Przez większość czasu. W niektórych momentach ocierał się o granicę zrzucenia z pierwszego piętra.
- No widzisz, Liam. Mijasz się w zeznaniach. Na dobre ci to nie wyjdzie. Najpierw zakładasz, że wiesz, a teraz mówisz, że już nie – zauważyła dość błyskotliwie, spoglądając na niego nieco łagodniej, ale nadal karcąco, jakby był małym dzieckiem, które nic nie rozumie.  Nogą przymknęła otwarte okno. Nie przeszkadzało jej wymrożone powietrze, ale deszcz zaczął mocniej padać, a ona lubiła drewnianą podłogę suchą. – Nie przejmuj się mną. Nie przejmuj się też niebiosami i dmuchnięciami – powiedziała lekko, chcąc zrzucić sobie cały ciężar, jaki na nią nałożył. Zbyt wielką uwagę przywiązywał do nieistotnych rzeczy.
Arielle nie zadawała pytań, na które nie chciała uzyskać odpowiedzi. A zadaje się je zwykle dlatego, że człowiek jest czegoś ciekawy. Dlatego nie umknęło jej uwadze, że zignorował ją (cham), przez co obdarzyła go skonsternowaną miną, zmarszczonymi brwiami. Próbowała pojąć, czemu nie chciał jej odpowiedź. Co ona czuła? Ach tak, to była urażona duma. Nic dobrego.
Zaburczało jej brzuchu. Ten odgłos przypomniał Ariel o niezwykle istotnych potrzebach fizjologicznych, a było już naprawdę późno. Podniosła się.
- Głodny? Mam te nowe zbożowe płatki wzbogacone o dodatkową dawkę minerałów. Bardzo dobre – posłała zadowolony uśmiech gościowi. Miała lekkiego hopla na punkcie swojego zdrowia, a ściślej: drżała przed potencjalnymi chorobami. Śledziła wszelkie nowinki ze świata medycznego, a także producentów żywności. Zielarstwo rozwijała na własną rękę. –Mmm, dobrze się składa, że wpadłeś – pstryknęła palcami, przypominając sobie o czymś bardziej istotnym. Spojrzała na niego jeszcze bardziej uradowana. Chwilkę zajęło jej wpadnięcie do kuchni i pochwycenie porcelanowej miski z krągłymi borówkami. Przysiadła na niskim parapecie, a naczynie postawiła na podłodze przed Liamem. – Lubisz borówki? Dzisiejsze, świeże. Masz ochotę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2788-liam-murray
http://panem.forumpl.net/t2790-liam-murray
Przy sobie : paczka papierosów, scyzoryk wielofunkcyjny, zapalniczka
Znaki szczególne : Pocięte żyletkami ręce

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Pią Sty 30, 2015 10:46 am

Kiedy Liam skończył przemawiać, zerknął ukradkiem na swoją towarzyszkę, która nad czymś rozmyślała. I to chyba bardzo intensywnie, że chłopak stwierdził, iż jej wewnętrzny monolog, jaki zapewne teraz prowadziła, dotyczy tego, co on sam powiedział. Ale mógł się mylić. To było oczywiste. Jak inaczej, skoro blondyn nie był jasnowidzem, a jedynie przeciętnym mieszkańcem Dzielnicy? A może wcale nie aż tak przeciętnym, gdyby uwzględnić tutaj jego wysoki wskaźnik IQ? O, albo jego zaburzenia psychiczne. O ile to ostatnie decydowało o powszechności. Jednak zależy to głównie od tego, jak kto patrzy. Każdy miał na coś takiego wyrobioną formułkę i nie dało się uciec od tego typu informacji. Kiedy jego towarzyszka stwierdziła, że nie czuje tego i że to, co sam do niej powiedział nie przekonywało ją w najmniejszym nawet stopniu, Liam niezbyt się tym przejął. W sumie mało go obchodziło, czy Arielle cokolwiek wyniosła z jego „nauk”, jak to sarkastycznie można określić wypowiedzi blondyna. Bo naukami zbytnio ich na poważnie nie można nazwać, ale nie były to słowa nieprzemyślane, a tym bardziej takie, które by nie zmieniły czegoś przynajmniej jednym słuchaczu. Pod warunkiem oczywiście, że grono odbiorców jest większe. Wtedy jest z czego wybierać. A tak, mając za słuchaczkę jedynie tą ponętną piękność, jaką była w oczach Liama, Murray nie miał szans na to, by ta go zrozumiała w pełni, bo istnieje coś takiego, jak przypadek. Nawet można to powiązać poniekąd z rachunkiem prawdopodobieństwa.
Kiedy ta stwierdziła, że chłopak myli się w zeznaniach, blondyn początkowo tylko się uśmiechnął, o ile uśmiechem można było nazwać lekkie uniesienie lewego kącika ust. Potem wszystko zadziało się zbyt szybko. A może aż nazbyt szybko? Tak, to określenie bardziej by do Murraya pasowało z tego względu, że często zagłębiał się w poszukiwaniu tych najmądrzej brzmiących fraz. Najprawdopodobniej w ten oto sposób podkreślić swój intelekt. Może dlatego wytwarzał tyle neologizmów? Może to wcale, w najmniejszym nawet stopniu, nie jest zasługą jego zaburzeń? Zaburzeń, które dzisiaj jakoś nie miały prawa głosu. Ale nie będziemy się akurat o tym rozpisywać z tego względu, że już robiliśmy. Przewiewaliśmy ten wątek tysiące razy.
- Gdybyś lepiej analizowała to, co mówię, nie powiedziałabyś tego – odrzekł ze słodyczą na twarzy. W końcu zaproponowała mu jakieś płatki zbożowe. Podobno nowe, poprzedzając tę uwagę pytaniem o jego głód. Zdecydowanie pokręcił głową.
- Nie, dziękuję – odparł stanowczo.
Osoba Arielki nadal stanowiła dla niego swoistą zagadkę. Tak, nic się nie posunęło w tej kwestii do przodu, gdyby wykluczyć fakt, że w tej zagadce znalazł pierwszą niewiadomą z wachlarzu naprawdę wielu. Tak więc, posuwał się do przodu, nieznacznie, ale jednak. Był z siebie dumny, a jednocześnie nie; ogarnęła go taka wewnętrzna sprzeczność, jeżeli można to tak ująć. Jego marzeniem było całkowicie ją rozgryźć. Nie miał pojęcia, czy to w ogóle osiągalne. Postanowił, że spróbuje. Niczego przecież nie traci. Byle nie wygadywał żadnych głupstw! Ani nie próbował znów się tak do niej zbliżyć, jak poprzednim razem, pod postacią subtelnego pocałunku złożonego na jej powabnych – przynajmniej w jego opinii – ustach.
W końcu posiadaczka ust, o których była mowa wcześniej, stwierdziła, że dobrze się stało iż Liam do niej wpadł. To znaczy niekoniecznie wpadł – raczej to ona go tu przywlokła. Wspomnienia zaatakowały jego umysł. Przypomniał sobie, jak się o niego martwiła. Musiał uważać, by przypadkiem znów nie wybuchnąć niepohamowanym wręcz śmiechem. W końcu ugryzł się w język i tym sposobem powstrzymał się od tego potencjalnego ataku z jego strony.
Następnie zaproponowała mu borówki. Chciał ponownie odmówić, ale uznał, że to będzie co najmniej niegrzeczne. Dlatego radośnie skinął głową.
- Bardzo chętnie, skoro częstujesz. - uśmiechnął się do niej uroczo. W sumie dziwił się, że udało mu się przywołać na swoje oblicze taką a nie inną minę. I był z tego powodu z siebie bardzo zadowolony.
Kiedy wróciła z kuchni z miską świeżych borówek, ochoczo sięgnął ręką i wydobył jedną sztukę. Tak, jedną, nie chciał jej wykorzystywać. A zdawał sobie sprawę z tego, że jeżeli znów mu podpadnie, to tym razem może, za sprawą jej siły, po chwili znaleźć się na dworze. Nie chciał tego. W mieszkaniu Ariell było bardzo miło. W sumie i tak nie miał teraz niczego ważniejszego do roboty. Założył nogę na nogę i postanowił, że rozpocznie nowy wątek.
- Arielle – podrapał się po przedziałku – co sądzisz o tym całym przesiedleniu ludności getta? Bo zapewne słyszałaś? - uśmiechnął się ponownie, ale tym razem jednak mniej intensywnie. Był dumny ze słowa „zapewne”, bo wiemy już, że blondyn nad wyraz lubił wypowiadać mądre słowa, by pokreślić swoją inteligencję, której był świadom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Sro Lut 04, 2015 12:22 am

Blake nie należała do osób, które szczególnie mocno analizowały słowa, czyny czy sytuacje. Wolała proste zdania bez drugiego dna, relacje i ludzi nieskomplikowanych, a działania logiczne. Czy naprawdę prosiła o tak wiele? Nie miała ochoty na wielką interpretację osoby Liama. W ogóle na jakąkolwiek głębszą interpretację. W jej oczach nie było dwóch kolorów. Nie istniało dobro i zło. Człowiek był albo nudny, albo interesujący.
Dlatego też zupełnie nie spodobał jej się słodki ton ani słowa o tym, że nie potrafi dobrze przeanalizować jego wypowiedzi (przynajmniej tak to zabrzmiało w głowie Arie). Naraz zapragnęła zetrzeć ten jego uroczy wyraz twarzy. Dlatego, że potraktował ją protekcjonalnie.  Protekcjonalnie! O, właśnie. Poczuła w palcach przyjemne napięcie, ale siedziała nieporuszenie. Wpatrywała się w niego z zaciętą miną, nie mówiąc ani słowa. Czy ojciec nie mówił nic o trzymaniu emocji na wodzy? Nie wiedziała, dlaczego akurat teraz sobie o tym przypomniała, ale uznała, że może poćwiczyć tą umiejętność.
Dlatego też z radością uczepiła się tego jedzenia. A ostatecznie, gdy już przyniosła te borówki i usiadła, przypomniała sobie, że zapomniała w końcu tych płatków. Wywróciła oczami. Wracał jej dobry humor. Nie obije mi tych ładnych ust. Skoczyła do toreb z zakupami, które wcześniej rzuciła gdzieś  pomiędzy pokojem a kuchnią. Wyciągnęła z nich opakowanie i wróciła na swoje miejsce pod oknem.
-Jasne! Jedz i nie krępuj się. Nie przepadam za borówkami – wzruszyła lekko ramionami i otworzyła swój cenny skarb pełen witamin. – Będę robić z nich ciasto, ale trochę za dużo ich jak na jeden wypiek. Nie chciałam ich wyrzucać – posłała mu serdeczny uśmiech, ucieszona, że nie opiera się specjalnie. Zauważyła, że nawet nie spojrzał dokładniej na owoce. Tak, to były te same borówki, które Maise miała sprawdzić. Arielle się na tym kompletnie nie znała. Dla niej wszystkie granatowe, małe kulki były takie same, co równało się z tym, że ich nie jadła. Nie chciała wąchać ich korzeni od spodu. Jednak wczoraj podczas jednego ze swoich rutynowych biegów znalazła całą polanę usianą tak dorodnymi borówkami, że nie mogła się oprzeć. Dodatkowo słyszała też, że któraś z ich odmian znacznie poprawiała odporność organizmu na wirusy.
- Mieszkasz od urodzenia w Kapitolu – oznajmiła, wcale nie pytająco. To było stwierdzenie, kiedy zobaczyła, jak Murray spożywa owoc bez cienia wahania. Wszelkie jagody były najbardziej zdradliwe i wiedział o tym każdy, kto choćby przez chwilę znalazł się w Dystrykcie. Arie przechyliła głowę na bok z jawnym zainteresowaniem, sama rozgryzała chrupiące płatki tworzone przed kapitolińskich naukowców. – I jak smakują? Mam nadzieję, że to ciasto mi ładnie wyrośnie, ale idzie mi coraz lepiej, wiesz? – uśmiechnęła się do siebie dumna z tego faktu.
Przesiedlenie ludności getta? Skierowała na niego przyjazne spojrzenie. Oparła się o okno, które mroziło jej plecy. Liam miał poważniejszy ton i zwrócił się do niej po imieniu. To chyba był jakiś ważny temat.
- Aha, nawet widziałam. Masa ludzi na peronie – pokiwała głową w zamyśleniu. Uznała, że tym razem daruje sobie wzmiankę o tym, jak słońce pięknie odbijało się od karoserii pociągu i tworzyło mozaikę na płytach pod stopami ludzi.  – Nic o tym nie sądzę – odpowiedziała zgodnie z prawdą, oczy wpatrywały się w niego z dziecinną otwartością, śledząc każdy ruch. Nie miała czego ukrywać. Przetrząsnęła torebkę z płatkami w poszukiwaniu pomarańczowego kawałka o lekko kwaśnym smaku. – Czemu pytasz?
Zastanawiała się, czemu nie jest teraz w getcie, skoro ewidentnie był Kapitolińczykiem. Nie powinien teraz podziwiać promieni słonecznych na karoserii? Może zmienił w trakcie strony? Przyjrzała mu się uważniej. Cóż, w każdym razie jeśli Liam do jutra nie wyzionie ducha, to będą miały z Maise pyszną ucztę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2788-liam-murray
http://panem.forumpl.net/t2790-liam-murray
Przy sobie : paczka papierosów, scyzoryk wielofunkcyjny, zapalniczka
Znaki szczególne : Pocięte żyletkami ręce

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Pią Lut 06, 2015 12:01 pm

Liam nie wiedział, co na tę chwilę zaprzątało myśli jego rozmówczyni. Nie był przecież jasnowidzem. Trzeba tutaj dodać fakt, że w jego mniemaniu wiele ludzi posiada ten dar. A zwłaszcza, że według niego Ci Ludzie są przeciwko niemu, podejmując wszelakie starania ku temu, by zamienić jego życie w piekło. Taki a nie inny tok rozumowania był powodem jego zaburzeń psychicznych, a dokładniej precyzując, urojeń. Całe szczęście, że dzisiaj był inny. Na pierwszy rzut oka wydawał się normalny. I rzeczywiście tak było, a przynajmniej na tę chwilę, Przynajmniej obecnego dnia. Jednak nikt nie może stwierdzić, że jego szaleństwo może uwydatnić się w najmniej oczekiwanym momencie. O, chociażby teraz. Ale Liam nie myślał o tym. Przecież nigdy nie zauważał w sobie ani cienia niepoczytalności.  Ale – przyznajmy szczerze – jaki wariat był tego świadom? No właśnie. Liam nie odróżniał od siebie poszczególnych cech złożoności swojej psychiki.
Dziewczyna nagle się gdzieś ulotniła, a Liam skorzystał z chwili, kiedy by sam i zaczął przyglądać się jej mieszkaniu jeszcze baczniej, niż to było do tej pory. Kiedy Arielle wróciła na swoje pierwotne miejsce spoczynku, zauważy, że w ręce trzyma płatki owsiane. Skrzywił się w duchu, ale nie pokazał tego na swoim obliczu. Czy ona chce go utyć? Chociaż, w sumie trudno o tuszę jedząc tego typu przysmaki. W końcu zorientował się, że dziewczyna nie zamierza go częstować dopiero co przyniesioną żywnością. Liam poczuł swego rodzaju ulgę, że będzie mógł zadowolić się jedynie borówkami. Mówiła coś o cieście i ponownie się przestraszył, ale ulżyło mu ponownie, kiedy usłyszał że ma dopiero je robić. Nie będzie go częstować – a wiadomo, że odmawiać nie wypada – bo te nie zostało jeszcze upieczone. Co jak co, ale nie czuł zbyt dosadnego głodu.
Nie odpowiedział na jej pytanie. Bo było retoryczne, ale również dlatego, że nie chciało mu się zbytnio rozmawiać. Ale nie będzie jej tego mówił, bo co jak co, nie wypadało. Ponadto trzeba tutaj dodać, że wolał pochłaniać wzrokiem jej nieprzeciętną urodę. A może była przeciętna? Tak czy owak możliwe, że jej obraz w oczach chłopaka był zniekształcony – mniej już bardziej, dobitnie bądź nieznacznie. Tego nie wiadomo, nie można było tego wykryć. Zwłaszcza, że Liam nie zdawał sobie z tego sprawy.
- Bardzo dobre – odpowiedział na jej drugie pytanie, o ile pierwsze można okrzyknąć mianem pytania.
- Sądzę, że ciasto ci wyjdzie. A przynajmniej będę trzymać kciuki. Trudno, żeby było inaczej, skoro są to tak dobre borówki. - zawahał się, po czym dokończył wypowiedź – tak jest przynajmniej w mojej opinii.
Chciał jeszcze dodać, że z jej intelektem (jakby miało to na pieczenie jakikolwiek wpływ) oraz zwinnymi dłońmi na pewno ciasto będzie pyszne. W ostatniej chwili ugryzł się w język. Obawiał się, że dziewczyna poprawnie zinterpretuje jego intencje – że pragnie jej się przypodobać. A tego raczej by nie chciał. W sumie kto by tego, na jego miejscu, pragnął? No właśnie. Chociaż jakieś wyjątki istnieją na pewno.
Kiedy usłyszał, że dziewczyna nie ma zdania na temat tego, co dzieje się w getcie, zrobił tak, jak ona – opar się o okno, napawając się tą świeżością.
- Czemu  pytam – nie wiadomo czemu, na jego twarzy wykwitł złowieszczy uśmieszek, zupełnie nie odzwierciadlający jego obecny stan. - po prostu to ważna kwestia. Trzeba się orientować w wydarzeniach. Trzeba wyrabiać sobie o tym opinię. Zwłaszcza, że to niezbyt daleko.
Nie chciał jej karcić za brak zdania w tej kwestii. Ale tak to zabrzmiało i nic już nie mógł na to poradzić.
- Opowiedz mi, jak ci się żyje – z jego ust wykluły się słowa, których bynajmniej nie planował. W najmniejszym nawet stopniu. Jednak człowiek czasem tak ma. Postępuje nie tyle pod wpływem impulsu, co nie myśli zupełnie co robi. A tym bardziej mówi. Czekał na jakąkolwiek reakcję ze strony kobiety. Kobiety, która go pociągała. Był teraz normalny. Przynajmniej na tę chwilę. Ale kto wie, w którym momencie może się zmienić w chłopaka niezdrowego na umyśle?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3108-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3110-arielle
http://panem.forumpl.net/t3109-arielle-blake
http://panem.forumpl.net/t3138-beznadziejne-zapiski
http://panem.forumpl.net/t3134-arielka
http://panem.forumpl.net/t3133-arielle-blake
Wiek : 26
Przy sobie : zdobiony sztylet, 3 zatrute strzałki
Znaki szczególne : blizny na ramieniu, rozległa szrama na lewym boku w kształcie dwójki

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   Wto Lut 10, 2015 11:20 pm

Gdy wracała, zauważyła, jak rozglądał się po pokoju. Może i często wydawała się zbyt dziecinna by pojąć rzeczywistość, to jednak nie można jej było odmówić czujności i spostrzegawczości. O ile początkowo nie była w stanie zauważyć przemykającego jelenia w lesie, to lata praktyki sprawiły, że bez problemu niewielki nóż zatapiał się w brzuchu sójki, która ugodzona w locie spadała na ziemię pięknym korkociągiem. Dlatego teraz zaczęła się zastanawiać, czy Liam jest po prostu ciekawy nowego otoczenia, czy może nie jest tylko młodym studentem psychologii, za jakiego się podaje. Nie były to jednak większe obawy. Głównie jego oczy śledziły jej ruchy, co jedynie przyprawiało Arie o uśmiech, a nie irytację i dyskomfort. Był… nieszkodliwy. Nie odczuwała ani krzty strachu. Przyjemne odczucie.
Uśmiechnęła się na wieść, że borówki są dobre. Więc może niezatrute? Choć zwykle to, co trujące, jest ładne i smaczne. Obserwowała go, nie chcąc przeoczyć żadnego ruchu. Wystarczyłoby niekontrolowane drgnienie powieki, lekkie skrzywienie, kto wie co to za borówki. Może dopiero jutro źle się poczuje?
- To dziwne, ale polubiłam to. A jeszcze bardziej dziwne, że mi wychodzi – posłała mu szczere, radosne spojrzenie. Arielle i kuchnia? Za paskiem spodni zdobiony sztylet, na piersi fartuszek, na ramie obrazu ukryta strzałka z lekką trucizną, a we włosach biały puder. Rozcięta noga, metaliczny zapach zmieszany z cytrynowym aromatem.
Nie zerknęła, jak siadał obok niej na parapecie. Nadal zastanawiała się, jak się czuje z faktem wywózek. Nijak. Nie odebrała też jego niemalże karcących słów negatywnie. Wzruszyła tylko ramionami. Naprawdę powiedziała wszystko, co miała do powiedzenia na ten temat.
Opowiedz mi, jak ci się żyje? Naprawdę? Chyba naciągnęła jakiś mięsień, gdy szybkim ruchem obróciła głowę, żeby spojrzeć na Murraya. Niewielka zmarszczka pojawiła się pomiędzy czarnymi brwiami. Jaki cel miało to pytanie? Przecież widzi, jest jego sąsiadką, nawet zabrała go do swojego mieszkania. Czego chciał więcej? Zbyt wiele. Arielle pokręciła głową z pokrętnym uśmiechem. Nachyliła się i złożyła na jego wargach równie subtelny pocałunek, co on na jej własnych zaraz po przyjściu tutaj. Musiała coś sprawdzić, zapamiętać ulotną chwilę nieważkości, mgiełki delikatności, przemykającej pomiędzy palcami, może braku strachu? Tylko na chwilę, na zapomnienie, bez powtórek.
- Dobranoc, Liam – powiedziała tylko, spoglądając wymownie w kierunku drzwi. Sama zaś podniosła się, zostawiając paczkę płatków na podłodze, ale zabierając miskę owoców do kuchni. Jeśli nie będzie w nocy niespodziewanego zgonu sąsiada, to ciasto wyjdzie wyborne.

/zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Arielle Blake   

Powrót do góry Go down
 

Arielle Blake

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Namiot (Bellamy Blake)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje-