IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Adam Blake

 

 Adam Blake

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3082-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3084-adam
http://panem.forumpl.net/t3083-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3094-adasiowy
http://panem.forumpl.net/t3219-adam-blake
Wiek : 26
Zawód : bezrobotny; student na papierku
Przy sobie : notatnik, długopis, paczka papierosów, zapalniczka, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Znaki szczególne : blizny po poparzeniach na prawej dłoni

PisanieTemat: Adam Blake   Sro Lut 11, 2015 8:29 pm


Mieszkanie przekształcone z nieużytkowanego wcześniej poddasza. Czynsz niewysoki, podobnie jak standardy, które Adam osobiście nazywa artystycznym minimalizmem, a wszyscy inni bez skrupułów określają chaosem, który wyłonił się z lenistwa i wrodzonej awersji do sprzątania.









Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3177-cinnamone-raverty#49762
http://panem.forumpl.net/t3181-cinnamonowe
http://panem.forumpl.net/t3180-cinnamone-raverty#49821
http://panem.forumpl.net/t3182-cinnamone#49831
Wiek : 30
Zawód : Obecnie brak. Dawniej: Mentorka, celebrytka, specjalistka od broni
Przy sobie : laptop, fałszywy dowód tożsamości, paczka papierosów (20 sztuk), zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, tabletki do uzdatniania wody (3 sztuki), apteczka, śpiwór, butelka burbonu, żywność, gaz pieprzowy, telefon komórkowy, para kastetów, cztery gwiazdki Shuriken
Znaki szczególne : Blizny: prawy obojczyk - postrzałowa, plecy, lewe żebro - szarpane; Cztery dziurki w lewym uchu;

PisanieTemat: Re: Adam Blake   Pią Lut 13, 2015 2:07 am

Dzień wcześniej

Wynajęcie stałego mieszkania, od samego początku wydawało się całkowicie nietrafionym pomysłem. A chciała dobrze, odciążyłaby swoich znajomych, którzy ze sztucznym uśmiechem na ustach, starali się nie zatrzasnąć jej drzwi przed nosem. Najzwyczajniej chciała się zabezpieczyć przed wylądowaniem na ulicy - mogła wytrzymać wiatr, deszcz, lecz nie przymrozki. Niskie temperatury napawały ją przerażeniem, dlatego gdy jesień stopniowo dobiegała do końca ubierała na siebie kilka warstw ubrań. I nie ważne, że miała ciepłe salony Kapitolu do ochrony przed zimnem. Źle reagowała na sam widok mrozu dominującego niegdyś tętniące zielenią ogrody, a za śnieg wrzucony pod koszulkę, potrafiła odruchowo skręcić komuś kark, więc lepiej nie ryzykować z urazami przeszłości. W taki sposób podpisała umowę wynajmu prawdopodobnie najtańszego mieszkania w dzielnicy Wolnych Obywateli. Paskudna, ciasna klitka, a dzięki cudownej lokalizacji na parterze, znalazły się i kraty w oknach, co w całości bardziej przypominało piwnicę. Lepsze to niż gołe niebo nad głową, a to przynajmniej miało centralne ogrzewanie. Cinnamone nie było dane długo cieszyć się urokami własnego mieszkania, ba!, nawet nie zdążyła się rozpakować, kiedy do jej mieszkania zapukało dwóch Strażników Pokoju, omal doprowadzając ją do zawału. Wpadła. Co innego mogła pomyśleć osoba ukrywająca się pod fałszywym dowodem tożsamości? Pomimo to, ze słodkim uśmiechem - i zabójczo ostrym shurikenem ukrytym w długim rękawie - otworzyła im drzwi. "Caroline Petrie?" potwierdziła; "Panno Petrie, woda Moon River podmyła już piwnice w okolicznych blokach, prosimy o tymczasowe opuszczenie lokalu. Czy ma pani się gdzie zatrzymać? Nie? Dobrze, zostanie pani przydzielone tymczasowe lokum". Poinstruowali ją, zostawiając niewielką kartkę z adresem, zanim zniknęli, a ona z bijącym sercem uspokajała się przez kilkanaście minut.

Obecnie

Obładowana dwoma walizkami na kółkach i torbą na ramię dotarła na drugi koniec dzielnicy. To nie tak, że nie miała do kogo pójść, mogła wynająć coś nowego, wrócić pod dach przyjaciół lub... Zapukać do drzwi Conrada. Przyjąłby ją, musiałby. Swojej ukochanej, prawie że siostry nie wyrzuciłby na ulicę. Fakt, że wcześniej rozwaliłby jej głowę o ścianę, zanim przygarnąłby córkę marnotrawną do siebie, sprawił, że wolała już łudzić się o wolne mieszkanie, w którym mogłaby bezpiecznie oddawać się własnym zachciankom, a klucz dostanie na miejscu. Głupiutka. Drzwi otworzył jej chłopak, przykład idealnego mola książkowego, który nigdy nie widział broni palnej. Cudownie.
- Cześć - rzuciła, bezceremonialnie wpychając się do środka, w ramiona właściciela wpychając ciężką torbę, która dotychczas obciążała jej ramię. - Podesłały mnie do ciebie białe mundurki. Moje mieszkanie prawdopodobnie właśnie bierze kąpiel w wodach Moon River, więc... Na prawdę zgodziłeś się na charytatywną akcję przechowywania ofiar podtopień? To straszne! Nie wiesz, że na świecie kręcą się różni wariaci? - trajkotała, bez skrępowania poprawiając blond włosy w lustrze rozsuwanej szafy. Czapka jej nie służyła, tak samo szybkie farbowanie - odcień źle złapał, rudy wyraźnie przebijał w świetle dziennym. Cholera, tęskniła za swoim stylistą. - Nie będę ci przeszkadzać, daj mi tylko własne łóżko i łazienkę, a się dogadamy - ponownie skupiła swoją uwagę na młodzieńcu, nie dostrzegając zaszokowania wymalowanego na jego twarzy. - Pokażesz mi mój pokój, czy mam spać w twojej szafie? Wiesz, wydaje się całkiem ładna, ale niefunkcjonalna jako łóżko - ostatecznie skończyła paplać. Nie, nie wąchała niczego przed wyjściem, nie zwariowała także po drodze, po prostu taką Caroline wykreowała dla społeczności, nikt przecież nie przepadał za osobami otwarcie eksponującymi swoje psychopatyczne zmiany w osobowości. Póki co, było to zabawne, lecz na dłuższą metę, nie była w stanie powiedzieć, ile wytrzyma z obraną rolą. Mruk może byłby lepszym wyborem, niż dziewczyna zachowaniem przypominająca naćpanego szynszyla?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3082-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3084-adam
http://panem.forumpl.net/t3083-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3094-adasiowy
http://panem.forumpl.net/t3219-adam-blake
Wiek : 26
Zawód : bezrobotny; student na papierku
Przy sobie : notatnik, długopis, paczka papierosów, zapalniczka, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Znaki szczególne : blizny po poparzeniach na prawej dłoni

PisanieTemat: Re: Adam Blake   Pią Lut 13, 2015 10:36 pm

Dźwięk dzwonka do drzwi, obijający się o ściany zaciemnionego mieszkania (zasłony praktycznie zawsze pozostawały tu zaciągnięte) wyrwał Adama z sennej apatii. Poderwał się z niedbale zaścielonej kanapy, na którą opadł bez sił poprzedniego dnia, zasypiając - sam nie wiedział, kiedy. Przetarł oczy poplamioną atramentem dłonią, odruchowo dogaszając wciąż tlącego się papierosa i rzucając go kupkę niedopałków, piętrzącą się w przepełnionej popielniczce. Powietrze wewnątrz pomieszczenia zdawało się zamglone i wymagało natychmiastowego przewietrzenia, ale otwieranie okien również nie należało do zwyczajów właściciela. - Kurwa - mruknął pod nosem, rzucając szybkie spojrzenie na zarzucony papierami stolik, który sam w sobie stanowił idealny wycinek całej reszty mieszkania, wyglądającego, jakby nikt nie sprzątał w nim od czasów przeprowadzki. Co nie było wcale dalekie od prawdy.
Dlaczego w ogóle zgodził się na umieszczenie tu jakiejś kłopotliwej ofiary ewakuacji? Nie żeby miał za wiele do powiedzenia, powiadomienie nie zawierało znaków zapytania, ale może gdyby pokazał im warunki zamieszkania... Gdzie niby miał ulokować gościa, który zapewne właśnie dzwonił do jego drzwi, irytującym brzęczeniem dzwonka przypominając mu, jak bardzo głupi był to pomysł?
Podniósł się z kanapy, strącając przy okazji kilka poduszek na podłogę. Nie miał zielonego pojęcia, która była godzina, ale przypuszczał, że koło południa, a więc najprawdopodobniej przespał już kilka pierwszych zajęć na uniwersytecie. Żadna strata. Przeczesał dłonią splątane włosy (wypadałoby je już chyba umyć), poprawił podwiniętą koszulę (która nie widziała żelazka od zamierzchłych czasów, może by tak uśmiechnąć się do Farrie?) i decydując, że już lepiej i tak nie będzie, doczłapał w końcu do wejścia do mieszkania. Otworzył drzwi dosyć ostrożnie, mierząc wzrokiem tymczasowego współlokatora...
...który okazał się być współlokatorką. Dosyć ładną w dodatku, co zarejestrował prawie automatycznie, zaraz po nieco głupkowatym otwarciu ust, z których - mimo najszczerszych chęci - nie wydobyły się żadne słowa. Nie żeby zostało to zauważone; zanim zdążył się zorientować, mała rudoblond istota znajdowała się już w połowie korytarza, mijając go jak gdyby nigdy nic i trajkocząc jak najęta. Zamrugał oczami zdezorientowany; fakt, że obudził się z ciężkiego snu zaledwie dwie minuty temu bynajmniej nie pomagał mu w koncentracji, dlatego dopiero po chwili zarejestrował, że trzyma w rękach tobołek pełen cegieł (albo innych rzeczy zbliżonych do cegieł wagowo), który musiała wcisnąć mu szczebiocząca niewiasta, gdy nie patrzył. Albo gdy patrzył na nią. Ewentualnie wykorzystując lukę czasową, w trakcie której impulsy odbierające wrażenia wzrokowe pokonywały trudną i pełną przeszkód drogę do mózgu.
Wciąż nie znajdując odpowiednich słów, które warto byłoby wypowiedzieć, zamknął drzwi wejściowe (używając do tego celu łokcia i bosej stopy), po czym podążył za nieznajomą do kuchnio-salonu (czy powiadomienie o przeprowadzce zawierało jej nazwisko? pewnie tak, ale nie wczytywał się w nie aż tak dokładnie), pozwalając jej oprowadzić się własnym mieszkaniu. - Cześć - rzucił w końcu niepewnie, korzystając z milisekund ciszy i bezwiednie odkładając jej torbę na jedyny niezarzucony papierami fragment kanapy. Jednocześnie nadal wpatrywał się w nią jak w wyjątkowo ciekawe zjawisko atmosferyczne, z mieszaniną powoli ustępującego zaskoczenia i proporcjonalnie rosnącego zainteresowania. - Myślałem... - zaczął, ale urwał, kręcąc głową, gdyż w ostatniej chwili stwierdził, że pożalenie się dziewczynie, że nie jest facetem, nie było najlepszym sposobem na rozpoczęcie znajomości. Odchrząknął. - Drugie drzwi po prawej - powiedział, wskazując ręką we wspomnianym kierunku, godząc się w myślach z perspektywą spędzenia kilku następnych nocy na tej samej sofie, z której nie tak dawno się podniósł. - Łazienka jest po drugiej stronie. Wybacz bałagan - dodał, w ostatnim momencie rezygnując z prób wyjaśniania obecnego stanu rzeczy i po prostu wzruszając ramionami. - A tak w ogóle to jestem Adam - o czym zapewne wiesz, bo w przeciwieństwie do mnie, sprawdziłaś dane swojego współlokatora.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3177-cinnamone-raverty#49762
http://panem.forumpl.net/t3181-cinnamonowe
http://panem.forumpl.net/t3180-cinnamone-raverty#49821
http://panem.forumpl.net/t3182-cinnamone#49831
Wiek : 30
Zawód : Obecnie brak. Dawniej: Mentorka, celebrytka, specjalistka od broni
Przy sobie : laptop, fałszywy dowód tożsamości, paczka papierosów (20 sztuk), zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, tabletki do uzdatniania wody (3 sztuki), apteczka, śpiwór, butelka burbonu, żywność, gaz pieprzowy, telefon komórkowy, para kastetów, cztery gwiazdki Shuriken
Znaki szczególne : Blizny: prawy obojczyk - postrzałowa, plecy, lewe żebro - szarpane; Cztery dziurki w lewym uchu;

PisanieTemat: Re: Adam Blake   Wto Lut 17, 2015 2:43 pm

Im dłużej przebywała w mieszkaniu Adama, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że to typowy mieszkaniec Dystryków. Sądząc po wielkości pomieszczeń i stylu nich panującym, można było wnioskować, że niepracujący. Student, który skupia się tylko na nauce? Stojąc pośrodku praktycznie pustej sypialni, zatęskniła za kapitolczykami, którzy wylądowali w getcie. Kapitol bez ich kolorowego bycia, stał się tylko namiastka stolicy zrujnowanej wojna. Cinnamone drżała na widok uzurpatorów, snujących się po ulicach niczym szare namiastki dawnych mieszkańców. Nawet gdy próbowali się do nich upodobnić, wyglądali po prostu groteskowo. Śmieszne. Powinna ją brzydzić dawna ohyda przepychu i rozpusty wypełniająca to miejsce, lecz Cinnamone była zbyt statyczna, by zrezygnować z tego na rzecz zmian, które sprawdziły ją do poziomu zera, odbierając wszelkie dobra i wygody, które zdobyła na przestrzeni ostatnich lat. A co najbardziej ją irytowało to niemożność poprawienia swojej beznadziejnej sytuacji. Gdziekolwiek by nie poszła, cokolwiek by nie zrobiła i tak jest stracona. Ukrywanie się pod fałszywym nazwiskiem, stanowiło najmniejsze zło. Mogła wieść swój marny żywot w spokoju, licząc na to, że nikt jej nie rozpozna. Lecz do geniusza maskowania się nie należała, przecież powinna założyć ciemną perukę zanim tutaj przyszła, może nawet spalić swoją idealną, mlecznobiałą karnację na solarium... Jeśli ten niepozorny człowieczek jest jednym ze zwolenników rządu nowego Kapitolu... Wolałaby nawet nie myśleć o tym, co by jej zrobili. Mury getta z wielką rozkoszą przyjmowały zwycięzców Igrzysk.

Patrząc na Adama poczuła nieodpartą chęć podejścia do niego i zdarcia koszuli. I to bynajmniej, nie w celu zaciągnięcia go do łóżka. Taki widok fizycznie bolał Cinnamone - nawet ona, praktycznie żyjąca na ulicy, wyglądała po stokroć lepiej w ubraniach upodobniających ją do białej hołoty niż mężczyzna, którego dopiero co poznała. Rozczochrany i wymięty, uroku w tym nie było ni trochę, a lubiła zadbanych ludzi... Nie takich, których widywała na bankietach i z którymi spędzała nie jedną noc, lecz tych pielęgnujących swoje ciało w minimalnym stopniu i pamiętających o zmianie skarpetek raz dziennie. Pamiętała, jaki zaciekły bój toczyła z Conradem w tej kwestii, kiedy jeszcze był niepokornym dzieciakiem. Mógł być starszy, lecz to ona trzymała go w garści, jako ulicznego przybłędę. Mógł jej mieć to za złe, lecz jaki to ma cel, skoro wyszedł na ludzi? Tak, garnitur albo wyprasowana koszula i porządna kąpiel dodałaby Adamowi uroku. Oczami wyobraźni wizualizowała go, jako całkiem przystojnego młodego chłopaka. Postanowiła dać mu chwilę czasu, nie potrafił ukrywać rozespania, więc jego wygląd można było tłumaczyć całonocną imprezą i wielkim kacem. Jego reakcja na przybycie gościa tylko potwierdzała jej teorię.
- Mogę otworzyć okno? – zapytała retorycznie, zgrabnie balansując pomiędzy wszelkimi rzeczami, które znalazły się u niego na podłodze. Chłopak potrzebował zaskakująco małej ilości tlenu, lecz z nią pod jednym dachem, powinien przyzwyczaić się do wywietrzonych pomieszczeń. Zaduch nigdy nie służył klaustrofobii, a mieszkanie nie było zbyt przestronne.
- Myślę, że kanapa mi wystarczy. W końcu nie powinieneś odczuwać mojej obecności. Będę cieniem, obiecuję – zaproponowała gładko, posyłając mu jeden ze swoich uroczych uśmiechów. Dla niej to bez różnicy, tak czy siak niewygodnie, a bycie niezauważalną bardzo jej odpowiadało. Nie potrzebowała nowych znajomości, które nic nie wnosiły do jej życia poza tymczasową ochroną przed deszczem i coraz to mroźniejszym wiatrem. Tworząc w swojej głowie obraz Caroline, widziała ją całkowicie odmienną od siebie, lecz wyrzeczenie się interesowności, okazało się za trudne, nawet jak dla niej. Wiele dałaby, gdyby przestał się w nią wpatrywać. Pod zbyt intensywnymi spojrzeniami zachowywała się podobnie do spłoszonego kota. - Wiem, to wiem. Opowiesz mi coś więcej o sobie? Albo masz jakieś pytania do mnie? – oczywiście skłaniała się do słuchania, niżeli do snucia wymyślonych opowieści o Caroline. Mała inwigilacja otoczenia jeszcze nikomu nie zaszkodziła, w dokumencie nie znalazła zbyt wiele na temat chłopaka, oprócz nazwiska, roku urodzenia i obecnego miejsca zamieszkania. Nie powiedzieli nawet skąd pochodził, szczerze miała nadzieję, że nie z Dwójki, taki układ służyłby szybkiej wpadce, osoby żyjące swoim szarym życiem, mające w głębokim poważaniu całą otoczkę Igrzysk, raczej zapamiętywały Zwycięzców ze swojego Dystryktu. Usiadała na parapecie otwartego na oścież okna, wyciągając z kieszeni płaszcza papierosa, by po chwili zaciągnąć się dymem. Nie spytała o zgodę, przepełniona popielniczka wyraźnie sugerowała, że chłopak jest o wiele bardziej wprawionym nałogowcem od niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3082-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3084-adam
http://panem.forumpl.net/t3083-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3094-adasiowy
http://panem.forumpl.net/t3219-adam-blake
Wiek : 26
Zawód : bezrobotny; student na papierku
Przy sobie : notatnik, długopis, paczka papierosów, zapalniczka, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Znaki szczególne : blizny po poparzeniach na prawej dłoni

PisanieTemat: Re: Adam Blake   Pią Lut 20, 2015 1:45 pm

Z każdą sekundą zdawał się coraz lepiej orientować w zaistniałej sytuacji. Przerdzewiałe trybiki w mózgu, zatrzymane na czas snu, powoli zaczynały ponownie pracować, co prawda zgrzytając jeszcze o siebie i zacinając się od czasu do czasu, ale przetwarzając już przynajmniej część informacji. Marzenia senne rozwiewały się w powietrzu, razem z umykającym przez otwarte okno dymem. Zabawne, do tej pory nie był nawet pewien, czy to okno dało się otworzyć; jakoś nigdy nie przyszło mu do głowy sprawdzenie tego elementu wyposażenia mieszkania. Które traktował jedynie przejściowo, co zresztą było widać; po książkach, jakoś nigdy niemogących znaleźć drogi na półkę, po ubraniach znajdujących się wszędzie oprócz szafy i po upchniętych w mikroskopijnym schowku walizkach, wciąż do połowy nierozpakowanych, odkąd przybył do Kapitolu z pogrzebu ojca w Dwójce. Trudno mu było rozpocząć jakiś proces aklimatyzacji, skoro nie odczuwał przynależności do stolicy w żadnym stopniu. Mimo że minął już niemal rok, wciąż traktował swój pobyt tutaj jako sytuację przejściową; dryfował więc zawieszony w próżni, nie mogąc znaleźć sobie miejsca i nawet porządnie go nie szukając. Czas zdawał się zakrzywić, zatrzymać z chwilą, gdy wybuchła pierwsza Arena, pytanie tylko - dla niego, czy dla wszystkich wokół również?
Odchrząknął cicho, odruchowo przeczesując dłonią splątane kosmyki przydługich już włosów. Kiedy dziewczyna zapytała o otwarcie okna, tylko skinął głową, ale podskórnie czuł, że w końcu wypadałoby się odezwać. - Nie, nie, nie, i tak rzadko tam sypiam. Możesz spokojnie zająć pokój - powiedział szybko, może nawet nieco zbyt szybko, bo niektóre słowa zlały się w jedno. To była jego częsta przypadłość; wypowiadane wyrazy nie potrafiły nadążyć za biegnącymi we wszystkie strony myślami. Uśmiechnął się zachęcająco. Nie bawił się w dżentelmena, nic z tych rzeczy; prawdą było jednak, że w ostatnich dniach raczej nie opuszczał kanapy, nie marnując czasu na przenoszenie się z jednego pomieszczenia do drugiego. Zasypiał tutaj, budził się tutaj, starając się poukładać chaotyczne pomysły w całość, a najczęściej po prostu gapiąc się w sufit. Naprawdę potrzebował jakiegoś punktu zaczepienia, celu, światełka na horyzoncie; czegoś, do czego mógłby dążyć - czego mógłby chcieć? Wydawało mu się, że taką rzeczą będą studia, ale wykłady go nudziły i nie widział żadnego sensu w zdobywaniu tytułów naukowych, skoro w każdej chwili świat mógł rozpaść się na kawałki. Może brakowało mu wojny - tego jednak nie chciał przyznać nawet samemu przed sobą, bo zapach prochu i krwi tak samo go fascynował, jak i niepokoił.
Podobnie zresztą jak siedząca w jego oknie dziewczyna, której imienia wciąż nie potrafił sobie przypomnieć z rządowego zawiadomienia.
- Nie za wiele byłoby do opowiadania - odpowiedział szczerze, niespecjalnie mając ochotę opowiadać o z trudem zakopywanej każdego dnia przeszłości. Teraźniejszość natomiast wyglądała podobnie jak wnętrze mieszkania; ta ciekawsza jej część była nielegalna i ścigana przez prawo, musiała więc pozostać ukryta. Ta druga natomiast nie byłaby w stanie zaciekawić nawet najbardziej znudzonego słuchacza.
Przysiadł na oparciu kanapy, jeszcze raz zerkając na swoją nową współlokatorkę, jednak tym razem już mniej nachalnie. Z miejsca, w którym się znajdował, widział jedynie jej profil, oświetlony z jednej strony słabym światłem padającym zza otwartego okna, który wydał mu się nagle w nieokreślony sposób znajomy. Dziwnie i odlegle; jakby kojarzył ją z jakiegoś innego życia, a nie z tego, które prowadził teraz. Bez sensu; jego mózg wciąż pewnie nie zdążył pozbyć się echa snów, albo to resztki dymu zasnuwały mu widok. Zanim jednak zdążył pomyśleć dwa razy, zapytał: - Czy my się już kiedyś spotkaliśmy? - rzucił. Dopiero, gdy słowa przebrzmiały całkowicie, zdał sobie sprawę, jak głupie mogły się wydawać. - To znaczy... wyglądasz jakoś znajomo - wyjaśnił niezgrabnie. Zsunął się z kanapy, kręcąc głową. - Nieważne. Pewnie mi się wydawało. Jesteś głodna... czy coś? - zapytał, sekundę później przypominając sobie o aktualnym stanie lodówki, na który składała się przypleśniała cytryna, do połowy opróżniony karton mleka i kilka zestawów mrożonek przeznaczonych do ogrzania na patelni albo w mikrofalówce.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3177-cinnamone-raverty#49762
http://panem.forumpl.net/t3181-cinnamonowe
http://panem.forumpl.net/t3180-cinnamone-raverty#49821
http://panem.forumpl.net/t3182-cinnamone#49831
Wiek : 30
Zawód : Obecnie brak. Dawniej: Mentorka, celebrytka, specjalistka od broni
Przy sobie : laptop, fałszywy dowód tożsamości, paczka papierosów (20 sztuk), zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, tabletki do uzdatniania wody (3 sztuki), apteczka, śpiwór, butelka burbonu, żywność, gaz pieprzowy, telefon komórkowy, para kastetów, cztery gwiazdki Shuriken
Znaki szczególne : Blizny: prawy obojczyk - postrzałowa, plecy, lewe żebro - szarpane; Cztery dziurki w lewym uchu;

PisanieTemat: Re: Adam Blake   Wto Lut 24, 2015 5:34 pm

Odpowiedziała na jego zachęcające spojrzenie delikatnym uśmiechem, spoglądając w jego tęczówki o dość niezwykłym kolorze, niezaprzeczalnie najatrakcyjniejsze w całym jego obliczu, lecz czy wcześniej gdzieś ich nie widziała? Nie, nie możliwe, Raverty znów masz urojenia, zbyt wiele skrzyżowanych spojrzeń z różnymi ludźmi i wszystko ci się miesza. Skąd miałabyś go znać?
- W porządku – zgodziła się zająć jego łóżko, bez większego problemu będąc w stanie zrozumieć zbyt szybki potok słów. Sama, gdy wpadała w jeden z cholerycznych humorków, wyrzuca z siebie słowa w zastraszającym tempie, jednak ma to swoje zalety, nigdy nie miewa problemu ze zrozumieniem ludzi, którzy swoich towarzyszy uraczają zbyt szybką wymową.
Mimowolnie napięła mięśnie całego ciała.  Chłopak nie wyglądał na obywatela Dwójki, tam większość osób była umięśniona przez szkolenia na zawodowców, czy strażników pokoju lub kilkunastogodzinny kontakt z pracą fizyczną w kamieniołomach. Nie mógł jej znać osobiście, lecz jej sława, która po zmianie systemu stała się niewidzialną kulą u nogi, sprawiała, że była rozpoznawalna. Może w jego ręce trafił jeden z magazynów promujących Igrzyska, a może oglądał sześćdziesiątą siódmą edycję? To prawdopodobne, nie ważne jaki Dystrykt, większość obywateli przyglądała się rozgrywce na śmierć i życie, licząc na to, że to ich reprezentant wyjdzie cało z tej gry, w której często decydował zwykły przypadek, zwany inaczej Sponsorami. - Nie wiem, teraz spotyka się tylu różnych ludzi w Kapitolu, że naprawdę ciężko powiedzieć. Może gdzieś, kiedyś na ulicy, przelotem – wzruszyła ramionami wymijająco, starając się rozluźnić. Kilka lat… Zdążyła się zmienić kilkakrotnie, nie była tą samą osiemnastoletnią dziewczynką, która zgłosiła swoje uczestnictwo w walce. - Z chęcią przygarnęłabym kawę – była wdzięczna za zmianę tematu, a sam napar z mlekiem był ważniejszy od jedzenia, szczególnie do papierosa stanowił niezbędny element. Co prawda, choć wypalała fajki w niezwykle długim czasie, delektując się działaniem nikotyny na swój organizm, to zanim Adam go przygotuje, Cinnamone zdąży odpalić następnego. - Zdradzisz mi, co cię przyciąga do stolicy? Chęć zmiany otoczenia, czy może ambicja? – zapytała, chcąc dowiedzieć się czegoś więcej o mężczyźnie. Spędzą ze sobą kilka dni, to nie ulega wątpliwości, a zdawkowość i skrytość wyglądałaby podejrzanie, dlatego, by tylko mówić, zaczęła wypytywać o szczegóły z jego życia. Lepiej tak, niż wciskać mu jedną z doskonale dopracowanych bajeczek jej nowej tożsamości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3082-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3084-adam
http://panem.forumpl.net/t3083-adam-blake
http://panem.forumpl.net/t3094-adasiowy
http://panem.forumpl.net/t3219-adam-blake
Wiek : 26
Zawód : bezrobotny; student na papierku
Przy sobie : notatnik, długopis, paczka papierosów, zapalniczka, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Znaki szczególne : blizny po poparzeniach na prawej dłoni

PisanieTemat: Re: Adam Blake   Pon Mar 02, 2015 12:03 am

Jej wyjaśnienie, choć całkiem logiczne, nie do końca go przekonało, ale mimo że wytężał pamięć jak mógł, nie potrafił przypomnieć sobie okoliczności, w jakich spotkał siedzącą na parapecie dziewczynę. Bo tego, że się spotkanie miało miejsce był już teraz pewien, choć skąd właściwie owa pewność się brała - nie wiedział. Być może to dźwięk jej głosu dołożył dodatkowe elementy do rozsypanej układanki, którą bezskutecznie próbował ułożyć w składającą się na konkretne wspomnienie całość, ale i tak wciąż brakowało mu zbyt wielu informacji, by reszta okazała się w jakiś sposób przydatna. Na chwilę obecną postanowił więc po prostu zignorować własne domysły (które z drugiej strony wcale nie musiały być prawdziwe - jego wyobraźnia nosiła wyraźne oznaki wybujałości) i spróbować dowiedzieć się o nowej lokatorce czegoś więcej. - Pewnie masz rację - rzucił, przeczesując dłonią włosy i wzruszając ramionami. - Kawa. Jasne! Już się robi - dodał po chwili, w końcu się ożywiając i szybkim, choć nieco nierównym krokiem zmierzając do kuchni. Prawie odetchnął z ulgą; kawa była jednym z niewielu artykułów, które ze względu na własne uzależnienie zawsze miał na stanie. Gorzej było z czystymi kubkami, ale to dało się załatwić.
Zastanowił się przez chwilę nad jej następnym pytaniem. Kuchnia stanowiła pomieszczenie przyległe do salonu, a mieszkanie było na tyle niewielkie, że wciąż doskonale ją słyszał, nawet mimo szumu wody z kranu. Właściwie sam często zastanawiał się, co tu jeszcze robił - nie miał pracy, kariera na studiach raczej nie miała zakończyć się sukcesem, a jedynym, co mu się udawało, było pakowanie się w kolejne kłopoty. Przez jakiś czas próbował oszukiwać się, że jest tu po to, żeby mieć oko na Arielle, ale z ich dwójki to jego bliźniaczka wydawała się lepiej radzić sobie w życiu. - Kapitol jest lepszy niż alternatywa - powiedział szczerze, nasypując kawy do dwóch kubków nie od pary. Nie wyobrażał sobie powrotu do Dwójki. Nic tam na niego nie czekało; żyjąca część jego rodziny również przeniosła się do stolicy, a grób ojca był ostatnim miejscem, które miał ochotę odwiedzić. - Chyba potrzebowałem czystej karty - dodał, potrzebnie lub nie, ściągając parujący czajnik z kuchenki gazowej i rozlewając gorący płyn do kubków. Następnie wrócił do salonu, jedno z naczyń podając Cinnamone. - Za dużo wspomnień zostało w dystrykcie, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Przynieść ci cukru? - zapytał, wypowiadając oba zdania na jednym wydechu i samemu upijając łyk parzącej kawy. - A ty? Co cię wygnało z domu? - odbił piłeczkę, mając nadzieję, że dodatkowe informacje pomogą mu w końcu zrozumieć, dlaczego dziewczyna wydawała mu się znajoma.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3177-cinnamone-raverty#49762
http://panem.forumpl.net/t3181-cinnamonowe
http://panem.forumpl.net/t3180-cinnamone-raverty#49821
http://panem.forumpl.net/t3182-cinnamone#49831
Wiek : 30
Zawód : Obecnie brak. Dawniej: Mentorka, celebrytka, specjalistka od broni
Przy sobie : laptop, fałszywy dowód tożsamości, paczka papierosów (20 sztuk), zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, tabletki do uzdatniania wody (3 sztuki), apteczka, śpiwór, butelka burbonu, żywność, gaz pieprzowy, telefon komórkowy, para kastetów, cztery gwiazdki Shuriken
Znaki szczególne : Blizny: prawy obojczyk - postrzałowa, plecy, lewe żebro - szarpane; Cztery dziurki w lewym uchu;

PisanieTemat: Re: Adam Blake   Sob Mar 07, 2015 8:46 pm

Cinnamone, pozostawiona na chwilę sama sobie, doszła do wniosku, że najlepszym wyjściem, by dowiedzieć się czegokolwiek o nowym osobniku, który na krótki moment stanął na jej drodze, będzie przeszukanie jego rzeczy. Musiał wychodzić na jakieś spotkania ze znajomymi, albo chociaż do sklepu po podstawowe produkty spożywcze, więc okazja prawdopodobnie przytrafi się już niebawem. Czy będzie miała wyrzuty sumienia, bez pytania wchodząc w intymne sfery Adama? Wyglądał na sympatycznego, nieszkodliwego chłopaka. Tylko, że… No właśnie. Raverty nie wierzyła w szczere intencje ludzi. Nie były to szczególnie umotywowane podejrzenia skierowane w kierunku Blake’a. Dziewczyna, już w najmłodszych latach swojego życia, nauczyła się, że za uprzejmością kryje się obłuda, a najmilszy człowiek może skrywać zamiary gryzące się z podstawowymi zasadami moralności, nawet dziecko, w którego dłonie włoży się broń, może stać się zabójczo niebezpieczne. Czas spędzony w Kapitolu tylko utwierdził ją w tych przekonaniach, dlatego chciała wiedzieć wszystko o tym ciemnowłosym mężczyźnie. Prawdopodobnie nigdy nie dowie się o jej ingerencji, a ona będzie spokojniejsza z myślą, że to naprawdę niegroźny człowiek lub… Znajdując na niego jakieś haki. Tak, lubiła mieć asa w rękawie, którego mogłaby ujawnić w chwili zagrożenia. W jej sytuacji, każdy sprzymierzeniec mógł okazać się zbawienny, nawet taki, któremu przykłada się ostrze do gardła. Getto… To miejsce napawało ją przerażeniem, było jak wielka klatka, w której rozsypałaby się psychicznie, złamana pod naciskiem nowego rządu. Wieczna tułaczka i zmiana miejsc zamieszkania połączone z wiecznym uczuciem obserwowania były lepsze niż izolacja i zesłanie do Dwunastki.
Potrzebował czystej karty? Czyżby miał więcej za paznokciami, niż można było się spodziewać? Odebrała od chłopaka kubek, uśmiechając się do niego przelotnie i w myślach obiecując sobie, że dowie się wszystkiego.
- Dziękuję, nie słodzę – odpowiedziała, zgrabnie unikając reakcji na stwierdzenie o wspomnieniach z Dystryktu. Dla Cinnamone miały wielką wagę, niejednokrotnie wpływały na jej decyzje i to nie koniecznie te związane z Igrzyskami, natomiast Caroline, której maskę przybierała, była tylko jedną z szaraczków żyjących bez żadnego celu, której największym zmartwieniem było zaspanie do pracy. Tak różne postacie… Cinna wciąż zastanawiała się, czy dość dobrze uda jej się odegrać kogoś takiego.  
- Ciekawość – zaśmiała się cicho, lekko rozdmuchując gładką powierzchnię kawy. Raz miała to szczęście doświadczyć poparzonego przełyku bardziej niż zrobiłby to gorący ziemniak, którego podróż do żołądka, nie wiadomo dlaczego, została zatrzymana. Wspomnienia rodzinny, próżno było szukać czegoś, co złagodzi obraz ojca w jej oczach. Kyle był potworem, oplecionym w worek z mięśni, kości i skóry, który nadawał mu człowieczego podobieństwa. To była jedna z jego nauk uodparniających na ból, lecz przy okazji nauczyła się profilaktycznie dmuchać we wszystkie wrzące produkty, by nigdy więcej nie czuć się podobnie. Nie bała się bólu, mogła cierpieć, lecz z bodźcami przychodziły wspomnienia jej ojca. - Chciałam zobaczyć to miejsce, którym wszyscy się tak zachwycają… Wyrwać się od domu, spróbować czegoś nowego i… Widzisz jak skończyłam - pod twoim dachem. Znów czuję się zależna - starała się, by jej wypowiedz była opowiedziana luźnym tonem, jakim zrobiłaby to dziewczyna, która spodziewała się czegoś innego i śmieje się z ironii losu.
Ostatni raz zaciągnęła się papierosem, ujmując go pomiędzy palec wskazujący a kciuk, zanim wyrzuciła gasnącą resztkę. Okno nie wychodziło na drogę, więc istniała spora szansa, że niedopałek nie zapląta się w czyjeś włosy. - Najwyższa pora się rozpakować – westchnęła cicho, ze zmęczeniem spoglądając na chłopaka, zastanawiała się, czy jest sens to robić, skoro zostanie tutaj tylko na kilka dni. - Proszę... Niech jajka przetrwały, inaczej cała torba będzie w tej papce – zsunęła się z parapetu, zostawiając na nim kubek z kawą, by trochę przestygła. Akurat przed otrzymaniem listu zrobiła dość spore zakupy, ciesząc się na myśl, że skończy z szybką, przetworzoną żywnością, przygotowywaną na prędko u przyjaciół, więc musiała zabrać ze sobą i zawartość lodówki.
- Wrzucę to do lodówki – zakomunikowała chłopakowi, wyciągając z torby dwie paczuszki wypełnione produktami spożywczymi. Wróciła do niego po krótkiej chwili obładowana torbami, porwała pozostawiony napój, zanim skierowała swoje kroki do sypialni Adama, w duchu ciesząc się, że dał jej więcej prywatności niż początkowo oczekiwała.

/zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Adam Blake   

Powrót do góry Go down
 

Adam Blake

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Namiot (Bellamy Blake)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje-