IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Rory Carter i Jack Caulfield

 

 Rory Carter i Jack Caulfield

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Rory Carter i Jack Caulfield   Sro Mar 19, 2014 3:20 pm





Kontynuacja wątku z nieczynnego parkingu nadziemnego oraz dalsze perypetie Jacka & Rory, które nie znalazły się w regularnej fabule.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sro Mar 19, 2014 7:39 pm

To była chwila. Ledwo moment nieuwagi, a moją łydkę przeszyła kula . Sapnąłem zdziwiony, pochyliłem się łapiąc za ranę, zbyt zaskoczony by sprawdzić czy przeszła na wylot, zbyt pochłonięty wszystkim. I wtedy był ten huk, potem okrzyk. Z trudem oderwałem wzrok od zakrwawionych palców, rosnącej na nogawce ciemnej plamy i spojrzałem przed siebie. Renault właśnie dławił się własną krwią, strzał idealny rozdarł mu tchawicę i tętnice. Patrzyłem na to trochę nieprzytomnym wzrokiem. Obserwowałem wydarzenia tak jakby ktoś mnie wyrwał z ich centrum i postawił gdzieś obok. Jakbym był jedynie widmem, któremu nic nie zagraża, które może tak trwać, pozwolić sobie na brak koncentracji.
A potem poczułem ból. I oprzytomniałem. Zacisnąłem zęby sycząc cicho, walczyłem ze słabnącą nogą o utrzymanie się w pionie. Poderwałem pistolet.
Kolejna chwila i było po wszystkim. Rozejrzałem się po parkingu, starałem ocenić straty. Gdzie jest ten dzieciak? A te dwie dziewczyny? I w końcu co z Rory która stała większość czasu niedaleko mnie? Oddychając ciężko, z palcami zaciśniętymi na kolbie broni poszukałem wzrokiem Kita, zastanawiając się czy, aby na pewno, ta misja się powiodła. Na widok mężczyzny trzymającego walizkę poczułem ulgę, tym silniejszą, gdy w zasięgu mojego wzroku pojawili się Rory. Zbyt mnie zaintrygowała by teraz miała, od tak dać się zabić.
Kurwa, wreszcie, udało się. Odetchnąłem i ruszyłem ciężko w stronę samochodu, sycząc za każdym razem, gdy ciężar ciała opierał się na rannej nodze. Omdlewała mi coraz bardziej, więc kiedy dotarłem do auta, usunąłem się obok niego za ziemię i usiadłem, opierając plecy o zimną karoserię, zaciskając zęby, gdy przystąpiłem do badania rany. Zajebiście, nie wyglądało to najlepiej. Ściągnąłem z siebie bluzę, po czym zwinąłem ją w kłębek i przycisnąłem do łydki. Zabolało. Pierdolony gnój umiał celować.

/sorki za kupę na start


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sro Mar 19, 2014 9:22 pm

Pierwsza kula świsnęła tuż przy jej głowie, a potem rozpętało się piekło.
Rory rzuciła się w bok i schowała za samochodem, celując w swoich przeciwników. Jeden z nich został ranny, ale drugi dał sygnał do odwrotu i mężczyźni cofnęli się do swojego auta. No, prawie wszyscy. Dławiący się krwią Renault właśnie osuwał się na ziemię, a autorem wspaniałego strzału był Kit. Jednak to nie był koniec, to nie on był ich celem. Była nim walizka.
Samochód ruszył z piskiem opon, kierując się ku wyjazdowi, a Carter zaserwowała uciekinierom serię strzałów, celując w opony. Jej tymczasowy dowódca, czyli Blackwell, wymierzył w szybę i po raz kolejny popisał się celnością idealną, zabijając kierowcę. Wszystko ucichło, auto zatrzymało się, a po chwili można już było świętować zwycięstwo.
I wtedy Rory zauważyła Jacka, który kuśtykał w stronę ich samochodu, a jego mina wcale nie wyrażała zadowolenia powodzeniem misji. Jedno spojrzenie wystarczyło, by rudowłosa dostrzegła, że jej kompan jest rany w nogę, więc natychmiast ruszyła w jego stronę.
- Bluza niewiele pomoże - zawyrokowała, oceniając szybko jego stan, zaraz po tym, jak klęknęła obok.
Sięgnęła do cholewy buta po swój nóż, a następnie wydarła dzięki niemu kawałek jeansów chłopaka, który miał posłużyć za opaskę uciskową. Zawiązała ją mocno ponad raną i niewiele więcej mogła już zrobić.
- Tylko mi się tu nie maż - zażartowała, chcąc oczyścić nerwową atmosferę - Z oczywistych powodów nie możemy zadzwonić po karetkę, więc zawieziemy cię do szpitala. Dzielnica, czy Kwartał? - zapytała, bo przecież nie wiedziała, z której części miasta pochodzi Jack, a wszystko było możliwe, skoro w tej misji brała udział nawet dwunastolatka.
Rory zerknęła kątem oka na Kita, który z tryumfalnym uśmiechem wydawał pozostałym członkiniom misji rozkaz przeszukania okolicy, a potem odetchnęła widząc Sunny całą i zdrową.
- Pomogę ci wstać - podniosła się z klęczek, otrzepała i wyciągnęła dłoń do Jacka - Oprzyj się na mnie, musimy dojść tylko do tylnych drzwi, a potem położysz się na kanapie i już prawie będzie po wszystkim.
Zapomniała o tym, że wcześniej niezmiernie ją irytował, teraz chciała po prostu jak najszybciej odstawić go do szpitala i zapomnieć o wszystkim.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sro Mar 19, 2014 11:18 pm

Podniosłem głowę, może trochę zaskoczony faktem, iż osobą, która podeszła do mnie pierwsza była właśnie Rory. Miałem świadomość tego, że chwilę wcześniej zalazłem jej za skórę, a jednak...
Wzruszyłem ramionami słysząc jej słowa, po czym westchnąłem cicho. Bluza nie pomoże na dłuższą metę, to fakt. Tak samo jak nie pomoże mi siedzenie tutaj czy wplątywanie się we wszelkie partyzanckie akcje. W sumie, mało mnie obchodziło to co się stanie później. Miałem po prostu pieprzoną nadzieję, że nasze dzisiejsze dzieło pomoże mi w wyciagnięciu dupy tego idioty z kłopotów.
Właśnie, musiałem wypytać Kita czy wie co się stało z Lennym. W tym momencie wydawał się jednak zbyt zajęty wszystkim innym. Kurwa.
Obserwowałem pracującą dziewczynę w ciszy, co chwila wzrokiem skacząc po jej ciele,  zawieszając spojrzenie to na jej twarzy, to znowu biuście. Ciekawe po co ją sprowadziło na dzisiejsze pole bitwy. Co sprowadziło każdego z nich. Szczególnie tę małą gówniarę. Świat chyba stanął na głowie, skoro dzieciaki brały udział w takich akcjach.
Zacisnąłem mocniej zęby, gdy kawałek moich spodni posłużył za opaskę uciskową. Cholerna szkoda, w Kwartale ciężko o dobre jeansy.
- Kotku, wierz mi, w życiu trafiły mi się gorsze rzeczy niż to teraz, nie ma się nad czym mazać - mruknąłem, trochę ironicznym tonem, w odpowiedzi na żart towarzyszki, po czym jednak zmarszczyłem brwi. Jej kolejne słowa nie przypadły mi za szczególnie do gustu. - Wolałbym nie mieszać do tego szpitali - burknąłem, krzywiąc się lekko. Wizja wizyty w kolcowym szpitalu nigdy nie napawała mnie entuzjazmem. Miałem nieprzyjemność pojawić się tam parę razy i po każdym wyjściu obiecywałem sobie, że tam nie wrócę. Jednak... kula sama się nie wyjmie. - Kwartał.
Nie mogłem pomóc Lenny'emu jeśli sam miałbym mieć - w jakikolwiek sposób - ograniczone pole działania. Zresztą z nogą w takim stanie nie byłbym zdolny do pracy, a zdawałem sobie sprawę z tego, iż w KOLCu możliwość pracy jest na wagę złota. Dlatego też, mimo ogólnej irytacji tym faktem, mimo niezadowolenia z pieprzonego okazania słabości, postanowiłem schować dumę w buty i dać sobie pomóc.
Kurwa, nienawidziłem takich sytuacji.
- Czyli teraz robisz za strażniczkę uciśnionych? - spytałem, kiedy w końcu stanąłem obok Rory, podpierając się trochę na jej ramieniu. Starałem się jak najwięcej korzystać z własnych możliwości, jednak, noga naprawdę odmawiała mi współpracy.
Uśmiechnąłem się, może odrobinę szyderczo, jedna z moich brwi uciekła do góry. Miałem ochotę ją zirytować. Sprawić, że jej oczy zapłoną od zdenerwowania, dorównując żarowi włosom. Była twardą kobietą, a przynajmniej takie sprawiała wrażenie, zatem patrzenie na błyski gniewu na jej ładnej buzi musiało być bardzo zadowalające.




Ostatnio zmieniony przez Jack Caulfield dnia Czw Mar 20, 2014 9:40 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Czw Mar 20, 2014 7:47 pm

Czuła na sobie jego wzrok, gdy tak zajmowała się raną postrzałową, ale dopiero ten kotek sprawił, że Jack zirytował ją na nowo. Nie miała jednak siły ani czasu na słowne przepychanki w takiej chwili, dlatego jedynie westchnęła głęboko i dalej robiła swoje.
Przestań, Carter, on pewnie tak mówi do wszystkich.
Rory miała jednak wrażenie, że jej nowy kolega powziął sobie za cel wyprowadzenie jej z równowagi i używał do tego właśnie jadowicie czułych słówek. Tylko ile można się było tym przejmować? Musiała coś z tym zrobić, zanim mężczyzna dopnie swego.
- Teraz tak mówisz, ale w razie czego potrzymam cię za rękę - odparowała ze złośliwym uśmieszkiem na twarzy.
Gdy potwierdził jej obawy co do miejsca zamieszkania, skrzywiła się nieznacznie. Nie dlatego, że uważało go przez to za kogoś gorszego, absolutnie. Po prostu ostatnimi czasy transport ludzi do KOLCa był równie trudny, co ich wydostawanie. Rana postrzałowa na pewno wzbudziłaby nie mniejszą sensację, niż brak odnotowanego wyjścia.
- Kit, pozwól na chwilę! - zawołała, zanim Jack oparł się na niej i nie poczłapali powolnym krokiem do wozu.
Tam pomogła mu wsiąść przez tylne drzwi i wtedy właśnie pojawił się jej dowódca. Szybko doszli do wniosku, że w takim stanie nie ma sensu odwozić rannego do Kwartału, a Blackwell natychmiast przypomniał sobie o jakimś znajomym z Dzielnicy, który mógłby im pomóc.Istniał jedynie problem zakwaterowania Jacka, ale z tym też poradzili sobie nadzwyczaj szybko, choć Rory wiedziała, że pewnie szybko pożałuje swojej decyzji.
- Strażniczka uciśnionych full serwis - powiedziała, ładując się na tylne siedzenie, tuż obok bruneta, oczywiście uważając, by nie zranić jego nogi - Jedziemy do zaprzyjaźnionego lekarza, a potem przez jakiś czas zostaniesz u mnie.
Obdarzyła go spojrzeniem nieznoszącym sprzeciwu, bo wiedziała, że bardzo szybko mogłaby zmienić swoją decyzję, gdyby tamten zaczął protestować.
Samochód ruszył, wkrótce wyjechali z parkingu i już pędzili w stronę Dzielnicy Rebeliantów, jednak Rory nie mogła się powstrzymać przed złośliwą uwagą.
- Nie patrz tak na mnie, nic z tego nie będzie - syknęła cicho, starając się, by Kit jej nie usłyszał.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Czw Mar 20, 2014 11:29 pm

Ze złośliwością było jej do twarzy, nie mogłem temu zaprzeczyć. I właśnie na tym skupiłem swoją uwagę, na jej mimice i spojrzeniu, gotów zaryzykować i obudzić w bestie w niej ukrytą. W końcu, kobieta tak temperamentna musiała jakąś mieć. Zaś ta myśl i to postanowienie napawały mnie trudna do opisania satysfakcją.
Może to dlatego, że po prostu lubiłem wkurwiać ludzi.
- Za rękę może nie wystarczyć - zażartowałem, błyskając przy tym zębami w bezczelnym uśmiechu. A potem puściłem jej oczko.
Pozwoliłem się poprowadzić do samochodu, skupiając niemal całą swoją uwagę na stawianiu kroków.  Przez większość czasu zaciskałem zęby nie pozwalając sobie na wydanie najcichszego nawet dźwięku, jednak gdy już dotarliśmy do auta oddech miałem przyśpieszony, a na czole perliły mi się kropelki potu. Dlatego w duchu byłem wdzięczny za chwilę samotności w samochodzie. Nienawidziłem pierdolonej słabości, jeszcze bardziej nie cierpiałem gdy ktoś widział mnie w takich sytuacjach. Powinienem być w pełni samodzielny, nawet teraz, powinienem dać sobie radę z dojściem do pieprzonego Kwartału na własną rękę.
Ale wiedziałem, że to było niemożliwe. I to chyba najbardziej mnie wkurwiało.
Odchyliłem głowę do tyłu kładąc ją na oparciu i odetchnąłem głębiej kilka razy. Wszystko po kolei. Najpierw szpital i ogarnięcie mojej nogi, potem dojście do siebie i poszukanie Lenny'ego. Tak, to był najlepszy możliwy plan. Po co się denerwować? Odetchnąłem jeszcze raz. Jeśli będę trzymał się kilku prostych wytycznych istniała pewna, niewielka szansa na to, iż z dalszych działań wyjdę bez większego uszczerbku na zdrowiu. A to przysłuży się i mi i Lenny'emu. Będę musiał tylko wyciągnąć informacje o tym idiocie od Kita i ogarnąć parę spraw w domu.
A potem wróciła Rory, a jej słowa sprawiły, iż poderwałem gwałtownie głowę na chwilę zapominając o niskim suficie w aucie. On jednak boleśnie postanowił o sobie przypomnieć. Zakląłem szpetnie trąc obolałe miejsce.
- Co? - bąknąłem elokwentnie wbijając wzrok w kobietę. - Jak to... do Ciebie?
Co, do kurwy nędzy?
Mrugałem zaskoczony, patrząc na nią z pełnym niedowierzaniem. Czy ona właśnie zaoferowała mi możliwość ucieczki z Kwartału..? Wyrwania się z tego pierdolonego padołu nędzy? I czy ta propozycja nie powinna wzbudzić we mnie zadowolenia? W końcu, kurwa, dostałem szansę na zupełnie inne życie. Mogłem pieprzyć to co zostało tam. A jednak, zamiast tego poczułem nieprzyjemne uczucie w żołądku, które mówiło mi, że powinienem wracać do KOLCa, do tej biedy, cholernej pracy w burdelu, do braku ciepłej wody i przerywanych dostaw prądu. I to nie dlatego, że to kochałem, nie dlatego, że tam był mój dom. W tamtym miejscu wiązała mnie odpowiedzialność. Tam była moja matka. I Lennart.
Nie, idioto, Lennarta tam nie ma. Najpewniej jest w więzieniu. A skoro jest w więzieniu... najbliżej będzie do niego z Dzielnicy.
Zmarszczyłem brwi nadal nie odrywając wzroku od twarzy Rory. To mogła być najlepsza okazja do odnalezienia tego idioty. Wyciągnięcia jego tyłka z kłopotów, w które się wpakował. Dzielnica dałaby mi o wiele większe pole do manewru. Dlaczego więc, do kurwy nędzy, miałem odrzucać tę opcję?
- Ok - mruknąłem zatem i wzruszyłem ramionami.
Zalety wyraźnie przeważały wady tej sytuacji, nie zostało mi więc nic innego jak zgodzić się na taki stan rzeczy. Nie mogłem w końcu marudzić, co prawda miałem się ukrywać, jednak takie życie, najpewniej, niewiele będzie się różnić od tego prowadzonego w KOLCu. Ba, wręcz przeciwnie, będzie się wiązać z pewnymi wygodami, których nie mogłem doświadczyć od dawna. Ciepła woda, prąd, jedzenie, na pewno, o wiele lepszej jakości. Możliwe, że jakieś wygodne, ciepłe koce.
Moje rozmyślanie przerwała cicha uwaga dziewczyny. Uniosłem brwi, gdy dotarł do mnie jej sens, po czym parsknąłem śmiechem. Krótkim, niezbyt donośnym, jednak, dość ironicznym. Na moich ustach zatańczył diabelski uśmieszek, a oczy zapłonęły od złośliwości. Lubiłem takie wyzwania.
- Och, Kotku, nigdy nie mów nigdy - poradziłem jej, przeciągając leniwie sylaby, wciąż się uśmiechając.
A potem pochyliłem się i ją pocałowałem. Kurwa, musiałem się przekonać jaka w tym jest.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Pią Mar 21, 2014 12:41 pm

Była albo bardzo głupia, albo bardzo szlachetna, skoro zdecydowała się przyjąć pod swój dach faceta, którego poznała niespełna godzinę temu, a który irytował ją niesamowicie. Nie roztrząsała tego jednak w swojej głowie, od momentu rozmowy z Kitem wiedziała, że tak właśnie należy postąpić. Skoro wyciąganie ludzi z Kwartału i szukanie im schronienia było jednym z działań ruchu oporu, jaką głupotą byłoby odsyłanie do getta kogoś, komu udało się niego wyjść? Należało wykorzystać okazję i zadbać o to, by nie dowiedział się o niej nikt więcej.
Mężczyzna potrzebował chwili, by przetrawić wiadomość o nowym miejscu zamieszkania, ale gdy nie wyraził ani grama sprzeciwu, brwi Rory powędrowały do góry, a ona sama obdarzyła go pytającym spojrzeniem. Przez myśl nawet jej nie przeszło, że Jack może być podstawiony, że może Ci-Na-Górze szukają takich, jak Carter, aby wyłapać ich i zrobić z nimi porządek. W takim razie Kwartał musiał być naprawdę okropnym miejscem, skoro tacy twardzi mężczyźni bez mrugnięcia okiem przyjmowali pomoc, byle tylko się stamtąd wydostać.
A może on ma kogoś w Dzielnicy?
Rudowłosej ukazała się niezbyt przyjemne wizja, w której Jack trzymał w ramionach jakąś blondynę i oznajmiał Rory, że od tej chwili mieszkają we trójkę. Skrzywiła się na samą myśl, ale chcąc nie chcąc, zaciekawiło ją to, jaki kolor włosów preferuje jej nowy znajomy. Było to na tyle płytkie z jej strony, że zapragnęła natychmiast wrócić do rzeczywistości i nie roztrząsać podobnych rzeczy już nigdy więcej.
Wjechali do Dzielnicy, co można było łatwo rozpoznać po eleganckich budynkach, pojawiających się coraz częściej po obu stronach drogi. Rory wyglądała przez okno, wcale nie szukając kontaktu z Jackiem, ale przecież żadna uwaga nie mogła pozostać bez odpowiedzi. I już miała odgryźć mu się jakąś celną ripostą, zaserwować pełne grozy spojrzenie, gdy ni stąd, ni zowąd, mężczyzna nachylił się nad nią i po prostu pocałował.
Miała ochotę go zabić, ale jeszcze mocniej chciała utrzeć mu nosa. Dlatego po sekundzie skonfundowania, w której jeszcze nie wiedziała co się dzieje i rozważała opcję zdzielenia go w głowę, oddała mu pocałunek. Krótko, namiętnie, przesuwając dłonią po jego włosach, drugą łapiąc za koszulkę, a potem... odsuwając się nagle. Nie powiedziała już nic, posłała mu jedynie  spojrzenie oznajmiające, że był to pierwszy i ostatni raz, wytrzymała chwilę kontaktu wzrokowego, a potem z obojętną miną spojrzała w okno. Policzki trochę ją piekły, ale na całe szczęście żadne rumieńce nie pojawiły się na jej twarzy.
Kit niczego nie zauważył, a może po prostu nie chciał tego widzieć, ale dosłownie kilka minut później oznajmił im, że są już na miejscu. Samochód zatrzymał się, drzwi trzasnęły, a cała trójka stała już na podjeździe sporego domu, w którym musiał mieszkać znajomy lekarz ich dowódcy. Szybkie spojrzenia, krótkie kiwnięcia głowami, a potem bez pukania weszli do środka.

***

Rory nie mogła dotrzymać obietnicy i trzymać Jacka za rękę, bo podczas jego zabiegu znajdowała się w innej części domu. Razem z Kitem czekali w salonie, ustalając w międzyczasie szczegóły pobytu mężczyzny w mieszkaniu rudowłosej. Stanęło na tym, że miał być przedstawiany jako kuzyn Rory z Dziewiątki, co było znacznie łatwiejsze do odegrania, niż wcielenie się w ex-rebelianta. Kit miał załatwić dokumenty z Dystryktu, co jakiś czas kontaktować się z nimi i przede wszystkim - znaleźć Jackowi osobne mieszkanie, jednak z góry zaznaczył, że nie będzie to łatwe zadanie. Carter nasłuchała się podziękowań i pochwał pod swoim adresem, ale zbyła je szybko, bo chciała już dotrzeć do domu i mieć z głowy swojego dowódcę. Gdy medyczne czary dobiegły końca, cała trójka ponownie zapakowała się do samochodu i w milczeniu udali się w kierunku mieszkania Rory.

***

Pomieszczenie nie było gotowe na przyjęcie gościa, po salonie wciąż walały się jakieś kobiece ciuchy, w zlewie stały niepozmywane kubki. Wychowanie przez Trzynastkę wcale nie gwarantowało bycia pedantem do kwadratu, wręcz przeciwnie, po latach tresury robienie wokół siebie nieporządku było całkiem przyjemne.
- Kanapa jest rozkładana, będzie ci wygodnie - zapewniła, uwijając się szybko, by chociaż w niewielkim stopniu uprzątnąć bałagan.
Przerzuciła ciuchy do sypialni, ruszyła do łazienki, by przygotować jakieś ręczniki, zostawiając Jacka aby rozejrzał się po mieszkaniu.
Dopiero tutaj mogła ściągnąć przydzieloną wcześniej bluzę, co naelektryzowało jej włosy, dlatego do salonu wróciła nieźle poczochrana. Nie przejęła się tym nawet w najmniejszym stopniu, wyciągając z szafy koszulę w kratkę i zakładając ją na t-shirt.
- Kit jutro dostarczy trochę ubrań dla ciebie - oznajmiła, spoglądając wreszcie na swojego gościa. - Więc na razie musisz wytrzymać w tym, co masz. No chyba, że chcesz szlafrok, ale on jest żółty i puchaty, będzie się gryzł z twoją postawą twardziela.
Mrugnęła do niego, jednocześnie uśmiechając się złośliwie. Kto wie, może jego pobyt tutaj pozwoli jej osiągnąć wyższy poziom w posługiwaniu się ironią i sarkazmem? To nie tak, że była negatywnie nastawiona, wtedy absolutnie nie zgodziłaby się go gościć, ale wolała utrzymywać pewien dystans.
- Moje mieszkanie, moje zasady - powiedziała śmiertelnie poważnym głosem, ale zaraz potem przewróciła oczami, uśmiechając się już szczerze - A tak poważnie, jest tylko jedna: nie zbliżaj się do sypialni.
Nie miało to zabrzmieć tak dwuznacznie, jak zabrzmiało, ale kto by się tym przejmował.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Pią Mar 21, 2014 3:27 pm

Nie tego się spodziewałem. Byłem niemal pewien, że takie naruszenie jej granic spowoduje wybuch gniewu, skończy się uderzeniem w głowę, bądź inną część ciała. Oczekiwałem, iż wreszcie zobaczę błyski wściekłości w jej oczach, grymas na twarzy, jej wewnętrzną bestie, która zaczęła zrywać się ze smyczy. Chciałem ją wkurwić, rozgrzać jej nerwy do czerwoności.
Dlatego też fakt, iż odpowiedziała na mój pocałunek był dla mnie wielkim zaskoczeniem. Nie to, że miałem na co marudzić. Co to, to nie. Rory okazała się o wiele ciekawszą kobietą niż spodziewałem się na początku, o wiele bardziej zmienną i uparcie unikającą szufladkowania w schematach. A to mi się, niezaprzeczalnie, bardzo spodobało. Nie lubiłem osób bez charakteru, bezbarwnych, niezdolnych do odnalezienia się w sytuacji, niepotrafiących swym zachowaniem wyprowadzić z równowagi otoczenie.
Dlatego też gdy moja towarzyszka odsunęła się ode mnie pozwoliłem sobie na pełen zadowolenia uśmiech spychający zdziwienia na dalszy plan. Wbiłem wzrok prosto w oczy dziewczyny w myślach obiecując sobie, że wcale nie skończy się na tym. Po moim, kurwa, trupie. Byłem zbyt zaintrygowany, zbytnio spodobała mi się zapowiedź tego co mógłbym uzyskać nie ustępując w swoich dążeniach. Może to mieszkanie w Dzielnicy nie będzie takie nudne jak mogłoby się wydawać?
Przyglądałem się dziewczynie jeszcze przez chwilę, po tym jak odwróciła twarz, zastanawiając się co też teraz może kręcić jej się po głowie. Wzrokiem wodziłem po jej włosach i ciele, a moje oczy błyszczały drapieżnie. Dopiero po jakimś czasie sobie odpuściłem ponownie opierając się o siedzenie i odchylając głowę do tyłu. Odetchnąłem głębiej, zacisnąłem zęby, gdy samochód przejechał po jakimś wyboju wywołując silne ukłucie bólu w mojej nodze, w myślach zaczynając już budować plan.
Musiałem jakoś pomóc temu idiocie.

* * *

Dziwnie się czułem u tego lekarza. Nie znałem człowieka zupełnie, a oto powierzyłem w jego ręce swoje zdrowie i, najpewniej, bezpieczeństwo. Wystarczyłby przecież jeden telefon do Strażników. Jedna krótka rozmowa i cały misterny plan legł by w gruzach, a docelowa misja ratunkowa skończyłaby się w celi więziennej.
Mimo to nie mogłem powstrzymać się od pełnych ironii przemyśleń, gdy zrozumiałem, iż w tutaj, w pierdolonym mieszaniu, tak naprawdę panowały lepsze warunki niż w samym KOLCu. Tam, mimo dużego talentu większości medyków, czułbym obawę w związku z przeprowadzanym zabiegiem, tutaj nie potrafiłem się przejmować konsekwencjami związanymi z wyciąganiem kuli z mojej nogi. Choć, zapewne, przyczyniły się do tego również leki, które mnie lekko otumaniły, spowalniając percepcje jeszcze na cały czas podróży do mieszkania Rory.

* * *

Rozglądałem się po mieszkaniu zaciekawiony, badając wzrokiem niemal każdy szczegół, uśmiechając się rozbawiony na widok nieładu panującego w pomieszczeniu. Stałem podpierając się o ścianę ramieniem chcąc ulżyć trochę swojej nodze. Co prawda rana mi nie dokuczała, środki przeciwbólowe robiły swoje, jednak kończyna nadal mi omdlewała kiedy próbowałem na niej stanąć. Ale ponoć w przeciągu najbliższych paru dni wszystko powinno się zagoić.
Potaknąłem tylko, gdy napomniała o kanapie. W zasadzie, nie byłem do końca pewien jak mam się zachować. Nie powinienem być tutaj, przecież... Kurwa, to miała być tylko misja, jedna pieprzona misja, nic poza tym. Uzyskanie potrzebnych mi informacji i powrót do Kwartału. A teraz... robiłem za zbiega. Stałem w mieszkaniu obcej kobiety, bynajmniej nie po to by spędzić z nią noc i zniknąć, mając totalną pustkę w głowie, zupełnie nie wiedząc co ze sobą zrobić, jak zareagować, czym się zając. Uświadomiłem sobie, że moje zniknięcie najpewniej wiąże się ze stratą pracy tam. Tutaj zaś... miałem siedzieć na tyłku, bez żadnego celu, cały dzień. Przynajmniej dopóki nie wymyślę sposobu na odnalezienie Lennarta. Westchnąłem cicho.
- Spokojnie, poczekam - zapewniłem kwaśnym tonem, gdy padła propozycja pożyczenia szlafroka. Choćbym miał chodzić bez koszulki czy spodni do przybycia Kita nie skorzystałbym z tej opcji.
Trzymając się wciąż ściany podszedłem do kanapy, na którą opadłem nie bez ulgi. Cały czas wzrokiem badałem pomieszczenie, nie mogąc się skupić na niczym konkretnym, skacząc spojrzeniem to z mebli na ścianę, na drzwi, na Rory.
- Cóż takiego cennego ukrywasz w tej sypialni, że nie mogę tego zobaczyć? - uśmiechnąłem się złośliwie, gdy tylko ponownie się odezwała. Nie mogłem sobie tego odmówić, prowokowania, szarpania za nerwy. Tym bardziej, iż pocałunek w aucie wydawał się bardzo obiecujący.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Pią Mar 21, 2014 11:43 pm

Było jeszcze mnóstwo rzeczy, które powinna mu powiedzieć, mnóstwo zakazów, które mogłaby nałożyć. Pod żadnym pozorem nie wychodzić z domu, na razie nie zbliżać się do okna, nie grzebać w jej rzeczach, nie korzystać z telefonu i nie próbować całować jej ponownie. Ale jaki był sens w robieniu mu wykładu, jeśli i tak spłynęłoby to po nim, jak po kaczce? Rory nie lubiła, gdy ktoś truł jej nad głową i starała się także tego nie robić.
Jasnym było, że nie tylko jego bezpieczeństwo jest teraz położone na szali. W razie wpadki, ją także by zgarnęli, aresztowali i kto wie, do czego jeszcze by się posunęli. Miała nadzieję, że Jack powstrzyma się przed zrobieniem jakiejś głupoty, ale była dobrej myśli i zaufała osądowi Kita. Jeśli zdecydował się wziąć go na misję to chyba wiedział, jakiego rodzaju człowiekiem był.
No właśnie, jaki był Jack? Carter starała się go rozgryźć i sądziła, że mimo krótkiego stażu znajomości, zdążyła się już o nim dowiedzieć kilku rzeczy. Nie był zbyt wylewny, był ironiczny, twardy i odważny, a jednocześnie chyba coś go gryzło lub o czegoś się bał. Mieszkał w Kwartale, więc to na pewno go zahartowało, nienawidził okazywania słabości... Gdyby tylko zastanowiła się bardziej dostrzegłaby, że łączy ich naprawdę sporo rzeczy.
- W takim razie nie krępuj się, możesz to wszystko z siebie zrzucić - zawadiacki uśmiech zakwitł na jej twarzy, gdy obserwowała go opadającego na kanapę.
Natychmiast znalazła się tuż przy niej i zaoferowała mu poduszkę, którą mógł podłożyć sobie pod zranioną nogę. Przez chwilę rozważała także małe przemeblowanie, w efekcie którego sprzątnęła stertę papierów z ławy i podsunęła ją bliżej kanapy.
- Jeśli ci powiem, będę musiała cię zabić - zażartowała, prostując się i odruchowo rozmasowując lędźwie. - Po prostu tam nie wchodź, okej? Poza mną nie będzie tam niczego, co by cię interesowało.
Nawet nie mrugnęła, poruszając kwestię ich dziwacznego flirtu, którego niezbitym dowodem był pocałunek w aucie. Nie miała się czego wstydzić, to nie ona rozpoczęła to wszystko, choć owszem, z przyjemnością dołączyła do tej gry.
Podeszła do szafki, z której chwilę później wyciągnęła swój zestaw pierwszej pomocy, zakupiony jakiś czas temu, jeszcze przed dołączeniem do Kolczatki. Wtedy sądziła, że pewnie będzie się kurzył, ale teraz gratulowała sobie w duchu decyzji jego kupna.
- Jutro rano zmienię ci opatrunek - oznajmiła, opadając wreszcie na fotel, bo w pokoju nie było już chyba niczego do uprzątnięcia, czy przygotowania. - Co byś chciał zjeść na kolację? Przyznaję bez bicia, że jestem fatalną kucharką, więc lepiej zamówmy coś na wynos.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sob Mar 22, 2014 4:21 pm

Roześmiałem się. Trochę ironicznie, trochę kpiąco, jednak całkiem szczerze. Musiałem przyznać, Rory była kobietą z charakterem, nie lubiącą ustępować pola. Niemal na każde moje słowa, na wszystkie gesty miała jakąś ripostę, częstokroć trafną, często sprawiającą, że przez chwilę musiałem pomyśleć nim odpowiedziałem. Kurwa, coraz bardziej interesowała mnie jej osoba. Coraz bardziej chciałem uwolnić bestię tkwiącą gdzieś wewnątrz niej. Bo nikt nie wmówiłby mi teraz, że w tak temperamentnej istocie nie kryje się coś więcej. Tym bardziej, po tym jak zobaczyłem w jej oczach cień irytacji.
- Z wielką chęcią, jeśli ty zrzucisz z siebie ciuchy pierwsza - odparłem na jej zaczepkę, puszczając jej perskie oczko, prezentując przy tym cały garnitur zębów w bezczelnym uśmiechu.
To co Rory zrobiła później wzbudziło we mnie wyrzuty sumienia. Podniosłem się więc szybko i pomogłem jej, w miarę moich możliwości, w przesunięciu mebla, ignorując zupełnie reakcje kobiety. Dopiero, gdy upewniłem się, iż nie ma zamiaru niczego więcej przestawiać czy też sprzątać opadłem ponownie na kanapę, powstrzymując się od kolejnego westchnięcia. Po znieczuleniu, nadal, byłem dziwnie przymulony, trochę może senny. Potrząsnąłem głową by pozbyć się tego uczucia, dusząc w sobie ziewnięcie.
- Zabić? Kocie, nie przypuszczałem, że masz aż tak długie i ostre pazurki - zironizowałem w odpowiedzi na jej żart. A gdy usłyszałem jej kolejne słowa moje usta rozciągnęły się w drapieżnym uśmiechu, zaś oczy rozbłysły najszczerszym rodzajem rozbawienia. - Naprawdę sądzisz, że po tym stwierdzeniu będę się trzymał z dala od tej sypialni? - spytałem leniwym tonem.
Naprawdę podobała mi się gra na jej nerwach, jej reakcje tylko bardziej mnie zachęcały do potrącania kolejnych strun. Miałem kurewską ochotę zobaczyć jej gniew. Nawet jeśli miałby być skierowany przeciwko mnie.
Widać, pieprzony masochista ze mnie.
Na wspomnienie o zmianie opatrunku jedynie pokiwałem głową, ponownie, przyglądając się Rory, obserwując jej ruchy, wyraz twarzy. Rozważając różne opcje zachowań. A przede wszystkim zastanawiając się ile czasu minie nim nasze drogi się rozejdą. To było oczywiste, że nie zostanę tutaj wiecznie, ona miała tego świadomość, ja także. Przy czym, byłem niemal stuprocentowo pewny, że mi bardziej zależy na tym by ten czas nastał szybciej. Odejście wiązało się z faktem rozwiązania sprawy Lennarta. Potem mogłem wracać do Kwartału. Nawet wręcz musiałem. Moja matka nie poradziłaby sobie sama. W tym momencie miała wystarczająco pieniędzy by, w skromnych warunkach, przetrwać najbliższe dwa, może nawet trzy miesiące. Ale później...
Poza tym, ktoś musiał pilnować by nie sięgnęła ponownie po alkohol.
- Nie musimy - odpowiedziałem, uśmiechając się, chyba po raz pierwszy tego dnia, bez żadnej ironii. - Umiem gotować, więc może się do czegoś przydam. O ile oczywiście pozwolisz mi pobuszować po kuchni? - spytałem i - nawet nie czekając na odpowiedź - poderwałem się na równe nogi. Co prawda nadal musiałem się podpierać, jednak w tym momencie poczułem cień szansy na to, że chociaż na dzisiaj znajdę sobie zajęcie. Naprawdę lubiłem gotować, a Rory musiała mieć ku temu o wiele lepsze warunki niż ja w KOLCu. - Mogę też zrobić nam do tego jakieś drinki, jeśli masz alkohol. Jestem barmanem - dodałem, w ramach wyjaśnienia, po czym uniosłem brwi patrząc na nią zachęcająco.
Przez głowę przebiegła mi myśl, że kobieta po wypitych paru drinkach mogłaby zachowywać się kurewsko ciekawie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sob Mar 22, 2014 6:22 pm

To śmieszne, starała się go rozgryźć nie posiadając o nim żadnych podstawowych informacji. Do cholery, zaprosiła do domu obcego mężczyznę, a nie wiedziała nawet, jak miał na nazwisko. Ile miał lat? Czy pochodził z Kapitolu, a może istniał inny powód jego zesłania do Kwartału? Pod tą rudą czupryną musiało być chyba pusto, skoro zgodziła się na coś takiego.
W Trzynastce dzieliła kwaterę z matką, potem przenieśli się do jej partnera, otrzymała więc swój pokój i od tego czasu nie musiała z nikim dzielić się przestrzenią. No dobra, wyjątkiem była rebelia, koszary, okopy w Dystryktach, ale to przecież nie była normalność. A teraz miała zamieszkać z kimś obcym, na dodatek mężczyzną, który, jakby tego było mało, miał udawać jej kuzyna. To kłamstwo było szyte tak grubymi nićmi, że Rory w duchu aż się z niego podśmiewała.
Uwagę o zrzucaniu ciuchów i perskie oko potraktowała z przymrużeniem oka. Gdyby takie teksty była w stanie wyprowadzić ją z równowagi, nie przeżyłaby pięciu minut w świecie mężczyzn, a miała z nim do czynienia niemal codziennie.
Jack miło zaskoczył ją pomocą przy przestawianiu ławy, jednak ruda z niepokojem zerknęła na jego nogę. Nie mógł się przecież wysilać, ale wolała nie zwracać mu na to uwagi. Nie była jego matką, nie będzie mu zrzędzić nad uchem, dorosły facet chyba wie, co robi.
- Coś ty się tak uczepił tego kota? - zapytała z rozbawieniem, zakładając ręce na piersi i obdarzając mężczyznę pytającym spojrzeniem - Jestem przyzwyczajona do Wiewióry i Piegusa, ale to pierwsze słyszę.
Była już tak obojętna na te przezwiska, że nie bała się mu ich ujawnić.
Jej brwi powędrowały do góry, po raz kolejny tego dnia, gdy usłyszała dwa magiczne słowa: umiem gotować.
Czyżby poza poczuciem spełnionego dobrego uczynku, Rory miała doświadczyć jeszcze jakichś plusów z dzielenia mieszkania z Jackiem? A może się przesłyszała?
Jednak on nie czekał na jej odpowiedź tylko od razu pokuśtykał w stronę kuchni, na co rudowłosa także zareagowała bardzo szybko. Wyprzedziła go i stanęła w drzwiach, jedną ręką dotykając framugi i tym samym tarasując mu drogę do pomieszczenia. Znaleźli się nagle bardzo blisko siebie, ale ani trochę jej to nie przeszkadzało, nie to chodziło jej teraz po głowie.
Chce mnie otruć? A może naprawdę umie gotować?
- Mogę też zrobić nam do tego jakieś drinki, jeśli masz alkohol.
Carter parsknęła śmiechem.
- Och, a więc o to chodzi - wymruczała przymilnym głosem, zbliżając twarz do twarzy Jacka, a wolną dłoń umiejscowiła w okolicach jego brzucha i zaczęła wędrować palcami w górę, do kołnierza koszulki - Przygotujesz kolację, napijemy się, wylądujemy na kanapie i tak od słowa do słowa pozbędziemy się w końcu ubrań - oderwała wzrok od własnej dłoni, spojrzała mu w oczy, a potem nachyliła się jeszcze trochę i zaczęła szeptać mu do ucha - Przeżyjesz orgazm swojego życia, ja też będę coś z tego miała, ale rano... rano już cię tu nie będzie, podobnie jak połowy moich rzeczy.
Odsunęła gwałtownie głowę i ponownie spojrzała mu w oczy, a w jej własnych zamigotały groźne iskry.
- Kolację zjem z przyjemnością, ale za alkohol podziękuję - oznajmiła, cofając rękę i wpuszczając Jacka do kuchni.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sob Mar 22, 2014 11:11 pm

Wzruszyłem ramionami, gdy padło pytanie, jednocześnie notując dokładnie w pamięci to co Rory mi powiedziała. Widać, albo nie była fanką czułych słówek, albo ich zbyt często nie słyszała. A sądząc po tym jak dobrą laską była ciężko byłoby mi uwierzyć w to drugie. Chyba że trafiała wcześniej na samych milczących, gruboskórnych idiotów.
Ponownie powiodłem po jej twarzy wzrokiem, zwlekając z odpowiedzią. Miała całkiem przyjemne rysy, piegi wcale nie odbierały jej urody, a niebieskie oczy wręcz prosiły się o rozbudzenie w nich jakiś niebezpiecznych błysków. Jej usta też były godne uwagi, to jednak już zdążyłem potwierdzić i w aspekcie bardziej dosłownym. Zdecydowanie miała w sobie coś kociego, w wyrazie twarzy, w czujnym wzroku, w całej postawie, co tylko potwierdziłem przesuwając wzrokiem po reszcie jej ciała. Czemu więc, do kurwy nędzy, miałbym jej tak nie nazywać?
- Ponieważ przypominasz kota - odparłem i wzruszyłem ramionami. Co tu się dużo rozwodzić. - A skoro to do ciebie pasuje, po cholerę mam to ukrywać?
Uśmiechnąłem się zachęcająco, w głowie szukając jakiś pomysłów na dobrą kolację. Coś co nie byłoby zbyt ciężkie, w końcu wiadomo, że kobiety uwielbiają na to marudzić. A nie miałem ochoty na słuchanie bezsensownego pieprzenia o zdrowym odżywianiu się wieczornymi porami.
To, że ledwo po paru krokach Rory zablokowała mi drogę wywołało na mojej twarzy wyraz zdziwienia. Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na nią pytająco próbując zrozumieć o co jej chodzi. Jeszcze bardziej zaskoczony, gdy parsknęła śmiechem, wzrokiem śledząc jej dłoń, która nagle znalazła się na moim brzuchu. Nie mogłem jakoś uwierzyć, by tak gwałtownie zmieniła zdanie. I, mimo iż scenariusz który przez chwilę kreśliła przed moimi oczami wydawał się nader interesujący, mimo że jej bliskość wydawała się całkiem kusząca i nader przyjemna, nie pozwoliłem sobie na rozluźnienie, chociaż na moich ustach zatańczył ironiczny półuśmieszek.
Który znikł niemal tak samo szybko jak się pojawił, gdy tylko dokończyła swoją wypowiedź. Zacisnąłem usta gniewnie, patrząc na nią zirytowany. Proszę bardzo, skoro tak to widziała. Widać nawet tacy ludzie jak ona mieli głowę pełną pierdolonych stereotypów. Ich półświatek zbyt im zasłonił oczy.
- Więc tak to widzisz? Fakt, iż jestem z Kwartału czyni mnie od razu złodziejem? Zgadza się, życie tam nie raz zmusza do kradzieży, jednak robiłem to tylko po to by przetrwać, nie tak jak wy, rebelianci, którzy wparowali na nasze ziemie, przejęli nasze domu, zupełnie nie przejmując się tym czy ktoś popierał rządy Snowa czy próbował jedynie bronić siebie. To wy zamknęliście nas w tym pierdolonym getcie, okradliście niemal z wszystkiego i śmiecie jeszcze tworzyć takie stereotypy? - parsknąłem gniewnie, cofając się o krok. Na chwilę zapomniałem zupełnie o podpieraniu się o ścianę, ciężar ciała przenosząc, w głównej mierze, na zdrową nogę. - Nigdy się o to nie prosiłem, wiesz? Więc może łaskawie daruj sobie próby oceniania i pozwól mi zrobić tę jebaną kolację. Chyba, że nie masz zamiaru mi zaufać, mimo iż sama zaproponowałaś mi aktualny stan rzeczy. Wtedy spokojnie pójdę w swoją stronę. Nie ma sprawy.
Odetchnąłem głębiej, po czym wzruszyłem ramionami, zupełnie nie przejmując się już jej następnymi słowami. Wszedłem do kuchni, starając się zepchnąć gdzieś na skraj umysłu gniew, jak i również nieprzyjemną, kującą myśl, że właśnie o to straciłem panowanie nad sobą. Przez pieprzoną uwagę. Zdecydowanie to nie był mój dzień.
Zajrzałem do lodówki totalnie już skupiając się na przyrządzeniu posiłku, wyjąłem kilka rzeczy, włączyłem palniki na kuchni, odnalazłem wszystkie potrzebne naczynia, po czym zabrałem się do roboty. Stopniowo się rozluźniałem, coraz bardziej doceniając możliwości dawane mi przez tę kuchnię. Kurwa, dawno nie miałem szansy gotować tak naprawdę, pracując przy dwóch parujących patelniach, przerzucając na wolne talerze kolejne to naleśniki, układając na nich długie paski kurczaka usmażonego w ziołowej marynacie oraz podsmażone liście szpinaku, by następnie wszystko zawinąć razem. Gdy wszystkie rolady były już gotowe wygrzebałem z lodówki parę jajek, odnalazłem jeszcze odrobinę przypraw, utarłem wszystko razem, po czym ułożyłem placki w znalezionej blasze i zalałem to powstałą masą.
10 minut, niska temperatura. O ile mnie pamięć nie myli. Parę bananów, pośpiesznie przymrożonych, odrobina mleka, wszystko zblendowane z dodatkiem niewielkiej ilości wódki, którą znalazłem w szafie, przelane do szklanek i przyozdobione odrobiną odnalezionego kakao i wiórek kokosowych. W sam raz na upieczenie się dania właściwego.
- Smacznego - mruknąłem, gdy wszystko znalazło się już na stole. - A to w szklankach... to drink - uprzedziłem, po czym zabrałem się do jedzenia.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Nie Mar 23, 2014 1:14 pm

Milczący, gruboskórni idioci? To określenie pasowało idealnie do facetów, którzy w jakiś sposób zwracali na siebie uwagę Rory. Dziwny typ, to prawda, ale przecież nie umiała nad tym zapanować. Zazwyczaj byli jeszcze złośliwi, ironiczni i... zajęci, ale o tym dowiadywała się zbyt późno. Być może podświadomie szukała kogoś, kto będzie jej przeciwieństwem, ślepo wierząc w to, że osoby o różnych usposobieniach są w stanie zbudować razem coś trwalszego. Była w błędzie, boleśnie się o tym przekonywała, ale porażki na polu uczuciowym nie były przecież końcem świata, dlatego zawsze z podniesioną głową ruszała dalej.
Przez krótką chwilę wszystko było w porządku, ona i Jack, walczący na spojrzenia i uśmieszki, a potem dobra atmosfera prysła, niczym mydlana bańka.
Mężczyzna nie krzyczał, ale jego opryskliwy ton dawał jej jasno do zrozumienia, że jest zdenerwowany. Rudowłosa obdarzyła go groźnym spojrzeniem i w pierwszym odruchu oczywiście odpyskowała.
- No oczywiście, biedni Kapitolińczycy, zabraliśmy wam domy i kolorowe przebrania! - zaniosła się śmiechem, choć brzmiał on raczej histerycznie - To wy przez lata zabieraliście nasze dzieciaki na rzeź! Ktoś musiał zrobić z tym porządek i jestem dumna, że padło na moje pokolenie!
Wykrzyczane w gniewie słowa zazwyczaj niosą gorzką prawdę, ale w przypadku Rory były próbą zamaskowania tego, co naprawdę czuła. Bo czyż Jack nie uderzył właśnie w najczulszą strunę? Ona, która uznawała się za obrończynię uciśnionych, prawdziwą rebeliantkę, która zdawała się odróżniać dobro od zła, oceniła z góry młodego mężczyznę i uznała go za gorszego tylko dlatego, że pochodził z innej części miasta. Nie znając jego historii, nie znając jego samego. Cóż jednak miała robić, próbowała zachować twarz, choć na to mogło być już zbyt późno. Najpewniej wybaczyłaby mu dumę, gdyby nie uraził jej własnej.
Rzuciła mu jeszcze jedno jadowite spojrzenie i czym prędzej wycofała się do sypialni, trzaskając głośno drzwiami.
Niech gnije w tej kuchni, niech ją nawet wysadzi, a najlepiej niech idzie, skąd przyszedł.
Przyznane się do błędu przed samą sobą wcale nie przychodziło łatwo. Carter podeszła do okna sypialni, zaciskając mocno pięści i myślami uciekając gdzieś daleko stąd. Świadomość popełnionej gafy spływała na nią powoli, a to tylko pogarszało jej humor i sprawiało, że wyrzuty sumienia robiły się kolosalne.
Pieprzony Kapitolińczyk.
Nie mogła dać mu tej satysfakcji, wiedziała, że Jack od momentu ich poznania starał się ze wszystkich sił wyprowadzić ją z równowagi. Rory odwróciła się i już miała rozpocząć szturm na kuchnię, gdy nagle poczuła zapach tak przyjemny, że aż przystanęła.
Co, do cholery?
Powoli uchyliła drzwi sypialni i zauważyła, że jej gość lawiruje między kuchenką a lodówką, a na stole leżą już talerze. Rudowłosa zamrugała, nie dowierzając, a nogi same poniosły ją przed siebie.
- Naprawdę umiesz gotować - oznajmiła z uznaniem, gdy tylko zobaczyła potrawy, jakie dla nich przygotował. Cała złość uleciała z niej w mgnieniu oka, choć pozostawało jeszcze sporo kwestii do wyjaśnienia.
Opadła na krzesło, ale dopiero gdy mężczyzna zrobił to samo, zdecydowała się odezwać.
- Słuchaj, chyba musimy sobie coś wyjaśnić - starała się złapać jego wzrok, choć Jack był zajęty swoim jedzeniem - Nie jestem dumna z getta, Igrzysk i prawie wszystkich rzeczy, które zaczęły się dziać w Kapitolu, gdy go zdobyliśmy. Ale misja chyba pokazała ci, że stoimy po tej samej stronie?
Wzięła głęboki oddech, oceniła sytuację, po czym bez nerwów kontynuowała.
- Pochopnie cię oceniłam, to fakt - no proszę, jednak potrafi przyznać się do błędu - Ale postaw się na moim miejscu, przyjmij pod swój dach kogoś, kogo nazwiska nawet nie znasz i z miejsca obdarz go zaufaniem. Potrafiłbyś?
Nic więcej już nie powiedziała, chwyciła widelec i zaczęła zajadać się przepyszną kolacją, nie szczędząc w myślach komplementów dla umiejętności kulinarnych Jacka. Musiał zauważyć, że jej smakuje, rozanielona mina mówiła sama za siebie. Kiedy ostatnio jadła coś tak dobrego?
Gdy z jej talerza zniknęło już wszystko, Rory sceptycznie spojrzała na szklankę, stojącą obok.
Co złego może się stać?
A potem chwyciła ją, uniosła nieznacznie w geście toastu i oznajmiła.
- Nazywam się Rory Carter, urodziłam się w Trzynastce, mam dwadzieścia trzy lata, jestem dziennikarką Capitol's Voice - miała szczerą nadzieję, że nie robi z siebie idiotki, ale przecież jakoś należało zacząć - Uważam, że możemy się dogadać i bardzo bym tego chciała - nie mogła odpuścić sobie tego zawadiackiego uśmiechu na koniec, po prostu nie mogła.
A potem przechyliła szklankę i wypiła połowę drinka za jednym zamachem.









Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Nie Mar 23, 2014 7:04 pm

W życiu bym nie przypuszczał, że jakiś pieprzony rebeliant tak łatwo wyprowadzi mnie z równowagi. A jednak, nie potrafiłem teraz zapanować nad swoimi nerwami, z każdym kolejnym słowem Rory coraz bardziej tracąc panowanie nad sobą.
- Nie wszyscy z nas to popierali - warknąłem. Oczy zwęziły mi się w szparki, dłonie zacisnęły w pięści. Nigdy nie byłem zagorzałym obrońcom praw ludzi z Kwartału. Ba, zawsze uważałem, że zasłużyliśmy sobie na to, że to było nieuniknione. Ale nienawidziłem, kurewsko nienawidziłem, gdy ktoś próbował porównać mnie do tej hołoty. Nigdy nie należałem do ludzi cieszących się z bezsensownego przelewu krwi, nie potrafiłem patrzeć na Igrzyska, a kiedy już mnie do tego zmuszono czułem jedynie niesmak. Nigdy również nie uważałem się za lepszego od ludzi z dystryktów. A jednak mnie i wielu podobnych mi ludzi los, a raczej kochani rebelianci potraktowali w taki sam sposób jak resztę, wrzucając nas do jednego worka, pierdoląc to co słuszne. Byliśmy dla nich tylko kolejnymi pionkami do zbicia. - Ale, oczywiście, wy macie to głęboko w dupie. Nie masz pierdolonego pojęcia co tam, po drugiej stronie, się dzieje. Nie widzisz tych ludzi, którzy częstokroć cierpią straszne katuszę. Nie widzisz matek, które nie potrafią pomóc chorym dzieciom, nie widzisz zniedołężniałych starców, którzy ledwo już zipią, umierają z osłabienia, głodu. Z tego, do kurwy nędzy, jesteś dumna?!
Potem już zupełnie nie przejmowałem się tym co się działo, zignorowałem histeryczny śmiech kobiety, jej jadowite spojrzenie. Miałem w dupie to jak popisowo trzasnęła drzwiami. Miałem gdzieś fakt, iż tak naprawdę to ja powinienem się dostosować, w końcu byłem u niej w domu, miałem tutaj pomieszkać jakiś czas. Powinienem się trzymać zasad jakie narzucała kobieta. Jednak... Gniew nie pozwolił mi na to.
Dopiero gdy zająłem się gotowaniem, gdy emocje przestały we mnie buzować, a przekleństwa cisnąć się na usta zacząłem zastanawiać się czy po tym wyskoku aby przypadkiem nie wyląduje na bruku. Z ranną nogą, w sytuacji co najmniej chujowej, nie ko końca wiedząc, gdzie się znajduje, nie mając pomysłu na to jak wrócić do domu. A już, tym bardziej, jak ominąć wszelkie patrole i przekraść się przez mur w takim stanie. Westchnąłem i opadłem na krzesło, smętnym wzrokiem obserwując smażące się powoli ciasto. Wpakowałem się większe gówno niż mógłbym kiedykolwiek przypuszczać. Byłem zbiegiem, byłem ranny i nie miałem żadnego zajebistego pomysłu na odnalezienie najlepszego kumpla. No kurwa, świetnie.
Chuj z tym, jakoś sobie poradzę. Zjem i się zwinę. Problem z głowy.
Chociaż dobrze wiedziałem, że z tą nogą nie zajdę daleko. Już teraz czułem powracający, powoli przebijający się przez otępienie, ból. Później byłoby tylko gorzej.
Zignorowałem pierwsze słowa rudowłosej, gdy ta wreszcie pojawiła się w salonie. Nadal kręciłem się między pomieszczeniami, co prawda wolno i kulejąc, ale przenosząc wszystko co przygotowałem. Na każdym talerzu leżały po dwa naleśniki w gęstym sosie, wąskie szklanki które znalazłem przemroziłem na chwilę przed wlaniem do nich drinka by napój zachował przyjemny, orzeźwiający chłód. Rozsiadłem się przy stole nadal - pozornie - nie zwracając na nią uwagi, ciesząc się z tego posiłku na który nie mógłbym sobie pozwolić w kwartale. Dawno nie jadłem szpinaku. Jednak, kiedy w końcu pytanie zawisło między nami, uniosłem powoli głowę i westchnąłem, kręcąc głową z politowaniem. Dumna, uparta, wkurwiająca. A na dodatek, z trudem bo trudem, potrafiąca przyznać się do błędu? No proszę.
- Nie wiem - odparłem zgodnie z prawdą. Nigdy nie byłem w takiej sytuacji jak ona. Nigdy nawet nie miałbym szansy być. Bo nawet gdyby ktoś obcy trafił do mojego mieszkania zawsze pozostawał fakt, iż będąc facetem byłem po prostu w lepszej sytuacji.
Uniosłem brwi do góry, słuchając uważnie, gdy się przedstawiała. Pozwoliłem sobie nawet na złagodnienie, odrobinę spokojniejszy wyraz twarzy, jednak gdy zobaczyłem w jaki sposób zabrała się za drinka...
Parsknąłem głośnym śmiechem kręcąc głową z niedowierzaniem. Czy ona była wariatką? Chciała się upić.
- Hola, Kocie, nie tak szybko - zaśmiałem się, wyjmując jej szklankę z dłoni i odstawiając ją na stół. Na moich ustach zatańczył łobuzerski uśmiech. - Ja rozumiem, to jest dobre i te sprawy, ale jeśli chcesz się spić w sztok sięgnij po wódkę. Szkoda drinków na takie akcje.
Ponownie się zaśmiałem. Drink był mocny, zrobiony w proporcji dwa do jednego dla mleka, więc ciężko było to wyczuć po smaku... jednak.
- Chyba trzeba kogoś tutaj nauczyć pić - zażartowałem. - A co do kwestii formalnych... Jack Caulfield, urodzony w Kapitolu, mam dwadzieścia cztery lata, jestem barmanem w Violatorze - również uniosłem swoją szklankę w pseudo toaście, jakby parodiując kobietę, jednak, w przeciwieństwie do niej, upiłem tylko niewielki łyk i ponownie odstawiłem naczynie na stół.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Nie Mar 23, 2014 9:47 pm

Przez chwilę myślała, że sprawa jest przegrana, że Jack odpysknie albo zaserwuje jej kolejne przekleństwo, wszystko w jego oczach krzyczało, jak bardzo nienawidził rebeliantów. Nienawidził Rory. Jeśli jednak chciał pozostać na wolności, musiał iść na drobne ustępstwa i Carter była prawie pewna, że to właśnie to spowodowało, że przystopował. Zastanawiała się nawet, czy w skrajnej sytuacji mogłoby dojść do rękoczynów, ale chyba nie był aż tak głupi, by porywać się z ranną nogą na wyszkolonego żołnierza, który trzyma w domu broń.
A więc pokój.
Rudowłosej ulżyło, choć wciąż była nieco spięta. Nie dało się ukryć, że niektóre jej słowa mogą zadziałać na Jacka, jak płachta na byka, ale to przecież oddziaływało w dwie strony. A wyprowadzona z równowagi Rory była groźna.
- Chyba trzeba kogoś tutaj nauczyć pić.
- Podejmiesz wyzwanie? - spojrzała na niego zachęcająco, choć przecież już znała odpowiedź, a potem upiła kolejny łyk, tym razem mały.
Gdy wspomniał o Violatorze, nie mogła nie wrócić wspomnieniami do felernych odwiedzin tego miejsca. Zaśmiała się szczerze, być może zadziałał też alkohol, ale Carter zaczęła robić się śmielsza wobec gościa. Bez wahania opowiedziała mu historię o swojej wyprawie do Kwartału, o odwiedzinach w Violatorze, spadającym żyrandolu i przybytku beznadziei, który tam zastała. Wieczór mijał im w szybkim tempie i przez jeden krótki moment Rory pomyślała, że mogłoby tak być już codziennie.
I bardzo się nie pomyliła.

***
Dwa tygodnie później...

Była spóźniona. Cholernie spóźniona.
Wypadła z sypialni jak burza, nieomal wpadając na szafkę i potrącając Jacka, który właśnie wychodził z łazienki, a może z kuchni, ale tego nie była w stanie stwierdzić do końca. Okręciła się dookoła własnej osi, jakby czegoś szukała, ale w końcu machnęła na to ręką i sięgnęła po płaszcz, gotowa do wyjścia z domu.
- Pamiętaj, ze dziś kontynuujemy lekcje! - rzuciła na odchodne - I tym razem nie gramy w tysiąca, po trzech drinkach nie jestem najlepsza w liczeniu.
Dobry humor nie odstępował jej pomimo spóźnienia. Musiała przyznać, że w gruncie rzeczy mieszkanie z Jackiem nie było takie złe. Cała operacja wciąż była niebezpieczna, to jasne, ale szły z niej także profity - drobne naprawy, pyszne posiłki i możliwość pogadania z kimś po ciężkim dniu. Kto by pomyślał, że jednak się zgrają?
- Do wieczora! - krzyknęła, chwytając za klamkę, a po chwili trzasnęły drzwi i Jack został w mieszkaniu sam.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Pon Mar 24, 2014 2:56 pm

Tego ranka wstałem dziwnie wcześnie. Jeszcze nawet przed Rory, dlatego w łazience pozwoliłem sobie na dłuższą kąpiel, w kuchni zająłem się przygotowaniem porządnego śniadania. Jednak w miarę upływającego minut coraz częściej marszczyłem brwi i zerkałem w stronę drzwi do sypialni. Powoli minęła godzina o której rudowłosa kobieta najczęściej wstaje, z każdą chwilą ograniczając jej czas jaki potrzebowała na przygotowanie się do pracy. Dziwiło mnie to, jednak kategoryczny zakaz zbliżania się do jedynej oazy dziewczyny sprawił, że nie podszedłem nawet zapukać by upewnić się czy aby nie zaspała. Doszedłem do wniosku, że może jednak dzisiaj ma wolne, albo rozpoczyna pracę o późniejszej godzinie.
Choć za chuja nie mogłem przypomnieć sobie by o tym mówiła wczoraj.
Dlatego też, gdy nagle, przemknęła mi przed nosem niczym burza, potrącając mnie zakląłem szpetnie, po czym spojrzałem na nią zaskoczony. Co, do kurwy nędzy?
- Spoko - rzuciłem, mrugając, obserwując jak uwija się niesamowicie szybko. Czyli jednak zaspała, kurwa, mogłem zapukać. - Do zobaczenia - zawołałem za nią, ale było już za późno. Drzwi trzasnęły.
Pokręciłem głową z politowanie, po czym wróciłem do salonu. Rozsiadłem się na kanapie i westchnąłem cicho, zapowiadał się kolejny długi dzień.
Oglądanie filmów i surfowanie po internecie szybko mi się znudziło. Tym bardziej, że teraz, gdy to rebelianci mieli władze, większość znanych mi i lubianych przeze mnie stron albo podupadło, albo całkowicie zniknęło z sieci. Takie były prawa dżungli, ich administratorzy nie żyli lub gnili w KOLCu, większość użytkowników podzieliła ich los, nie było więc nikogo kto mógłby zadbać o witrynę. Tylko czasem mieszkańcy dystryktów podłapywali to co istniało, hakowali i przerabiali na swoją korzyść, ewentualnie zostawiali strony by móc sobie poszydzić z ludzi, którzy dawniej z nich korzystali. Dlatego też nie sięgnąłem nawet po laptop. Nie miałem ochoty na czytanie tych bzdetów, które - najzwyczajniej w świecie - mnie wkurwiały.
Na szczęście, pomijając komputer, miałem jeszcze kilka opcji na spędzenie reszty dnia. Dzięki Rory przy kanapie, która już od dwóch tygodni robiła mi za łóżko, stała gitara. Co prawda stara, mocno już zdewastowana, jednak nadal mogłem grać. Nie umywała się do tej, którą zostawiłem w Kwartale, jej struny nie wydawały już tak czystych dźwięków, jednak ćwiczyłem na tyle długo, by przywyknąć do nowego instrumentu i nauczyć się radzić sobie z jego humorami. Czasem nawet, wieczorami, grałem coś dla kobiety.
Sięgnąłem po instrument i przejechałem palcami po sześciu strunach, by po chwili przenieść palce westchnąć ciężko i zabrać się do jej strojenia. Zbyt rozregulowałem ją ostatnim treningiem.
Gdy już wszystko było gotowe zamyśliłem się na chwilę, po czym uderzyłem palcami w napięte druty, wprowadzając je w drżenie i wydobywając pierwsze nuty znanej mi jeszcze z dzieciństwa melodii. Odciąłem się od rzeczywistości niemal natychmiast, dlatego trzaskanie, które dotarło do mnie na granicy słuchu, na początku, nie wydało mi się niczym niepokojącym. Jednak, gdy usłyszałem je ponownie podniosłem głowę przerywając na chwilę grę i rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu źródła dźwięku.
Trzasnęło znowu.
No świetnie, Caulifield, ciekawe co teraz zrobisz? Dźwięk dochodzi z sypialni.
Zakląłem w głos, mówiąc sobie, że to w sumie nie moja sprawa i tak, mimo wszystko, odkładając instrument i podnosząc się za kanapy. Podszedłem do drzwi pokoju i, na chwilę, zawahałem się. Nie powinienem.
Ale ten dźwięk przypominał trzaskanie okna, które ktoś nie domknął, a na zewnątrz chmurzyło się coraz bardziej. Jeśli zacznie padać Rory będzie miała mokro w pokoju. Może wiatr zniszczy jej coś cennego?
Wejdę tylko na chwilę.
Otworzyłem drzwi i zajrzałem niepewnie do środka, ogarniając wszystko wzrokiem. Miałem racje, okno po drugiej stronie pomieszczenia w najlepsze otwierało się i zamykało w rytm powiewów coraz silniejszego wiatru. Skrzywiłem się, kręcąc głową z politowaniem i ruszyłem w jego stronę. Chwila i było po kłopocie.
No, to teraz wyjdź, ona tego nawet nie zauważy.
Jednak mój wzrok zatrzymał się na biurku kobiety, a leżący tam, obok jakiś dokumentów, obraz, działał na mnie silniej niż magnes. Z tej odległości nie mogłem być stuprocentowo pewny, ale... zdawało mi się, że skądś go znam.
Rory i tak nie wróci do wieczora, nic się nie stanie, jeśli zatrzymam się tutaj na chwilę dłużej. Tylko zerknę na ten obraz.
Zbliżyłem się powoli do biurka i sięgnąłem po płótno, nawet nie próbując zrozumieć czemu, do kurwy nędzy, zachowuje się jak pieprzony idiota, który wciska nos w nieswoje sprawy. Obiecałem kobiecie, że nie będę się tutaj kręcił, to był jej jedyny wymóg odnośnie wspólnego mieszkania. A ja, oczywiście, musiałem spierdolić nawet to.
Jednak kiedy dotarło do mnie czyj obraz mam w ręku przestałem się tym przejmować w zupełności. Wciągnąłem gwałtownie powietrze, po czym, ponownie, rozejrzałem się po pomieszczeniu. Teraz już uważniej, bardziej badawczo. Czy Rory znała Lennarta? Czy mogła wiedzieć co się z nim dzieje? Gdzie jest? Kurwa, tak bardzo zadomowiłem się u niej w mieszkaniu, że niemal zapomniałem o swoim pierwotnym celu. A to było nie fair, wobec niej, wobec samego siebie, a przede wszystkim, wobec tego pieprzonego idioty.
Kurwa, będę musiał z nią porozmawiać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Pon Mar 24, 2014 5:25 pm

W głównych drzwiach kamiennicy zderzyła się z Kitem, który z samego rana przynosił dobre wieści. Pogawędzili przez chwilę i Rory dowiedziała się kilku ciekawych rzeczy, a uznawszy, że nie mogą czekać do wieczora, wróciła się do mieszkania, by przekazać je Jackowi. Przez te dwa tygodnie zdążyli się zgrać, czy to w przyziemnych rzeczach, jak kolejność korzystania z łazienki, czy też w tych ważniejszych, będących kwestią zaufania.
Rudowłosa wiedziała, że zaufanie jest podstawą dla budowania każdej więzi, ale jak można pokładać nadzieję w drugim człowieku, jeśli nie jest się pewnym samego siebie? Pozytywne nastawienie pomogło jej w kilka dni pozbyć się uprzedzeń do Jacka, a skoro pod jednym dachem żyło im się zgodnie, jej teoria musiała działać.
Zdążyła jeszcze wysłać sms do pracy, że dziś wyjątkowo się spóźni, ale przecież nie powinni mieć jej tego za złe, ostatnimi czasy harowała za dwoje, a wszystko przez to zamieszanie związane ze zniknięciem Nicka. Wspinając się po schodach do mieszkania nie mogła się doczekać, aż przekaże swojemu współlokatorowi dobre wieści na temat jego przyjaciela. Uśmiechnięta od ucha do ucha wparowała do mieszkania, od progu dając znak o swojej obecności.
- Właśnie wpadłam na Kita, nie uwierzysz co... - urwała w połowie widząc, że Jaka nie ma w salonie, a jedyne drzwi, które powinny pozostać zamknięte, są otwarte.
Z ciężkim sercem szła w kierunku swojej sypialni, spodziewając się, że właśnie tam zastanie Jacka. I nie myliła się.
Jedyna zasada. Jedyna.
Uśmiech prysł, jak bańka mydlana, gdy Rory wkroczyła do pokoju, stając oko w oko z mężczyzną, który w najlepsze grzebał jej na biurku, a przynajmniej tak to wyglądało z jej perspektywy.
Nie wiedziała co powiedzieć i czy ma mówić cokolwiek, jej mina chyba wyrażała wszystko, co mogła. Rudowłosa była zawiedziona, a uczucie żalu wymalowało się na jej twarzy. Nie była zła, jeszcze nie, choć niewiele brakowało, by groźne błyski pojawiły się w jej oczach.
Dwa tygodnie pod wspólnym dachem i tylko jedna, jedyna prośba: nie wchodzić do sypialni. Czy Jack złamał słowo już wcześniej? A może to był pierwszy raz? Jeśli tak, los miał prawdziwe wyczucie czasu.
- Wyjdź - w końcu odzyskała głos i wpatrując się prosto w Caulfielda, odezwała się stanowczo - Odłóż to i wyjdź.
Krzyki na nic by się zdały, groźby nie miałyby sensu. Wszystko to, co do tej pory zbudowali, waliło się niczym domek z kart.
Rory zagryzła dolną wargę, wciąż nie spuszczając oczu z Jacka. Czy będzie miał odwagę powiedzieć cokolwiek, a może już ma ją gdzieś i chce po prostu świętego spokoju?






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Wto Mar 25, 2014 10:05 pm

Na początku nawet tego nie zarejestrowałem. Nie zauważyłem, że Rory wróciła do mieszkania i weszła do sypialni, zbyt pogrążony w myślach. W pierdolonych wyrzutach sumienia. Ze wzrokiem wbitym w obraz jak w jakiś skarb, zastanawiając się co może być z tym idiotą i jak to możliwe, że pozwoliłem sobie na dwa tygodnie, dwa tygodnie!, życia w wygodach i spokoju, na ciepłej kanapie, z dobrym jedzeniem, bez trosk związanych z codziennością pieprzonego Kwartału, zupełnie nie robiąc nic w kierunku odnalezienia przyjaciela. A potem kobieta stanęła obok mnie z pełnym żalu wyrazem twarzy i, na jedną chwilę, poczułem się jak skończony chuj zdając sobie sprawę, że totalnie naruszyłem jej zaufanie. Że ją zawiodłem. Opuściłem nawet odrobinę obraz w dłoni, patrząc na nią w milczeniu, nie przepraszająco jednak... ze spokojem, gotów przyjąć padające z jej ust słowa.
Dlatego zdziwiłem się gdy nie usłyszałem żadnych oskarżeń, jedynie nakaz opuszczenia pomieszczenia. I odłożenia obrazu, a tego już nie potrafiłem wykonać.
- Skąd znasz Lennarta?
Mój głos był zadziwiająco chłodny. Sam do końca nie potrafiłem powiedzieć czemu. Dlaczego nagle, gdy otworzyłem usta, poczułem budzący się we mnie gniew, który teraz, bezzasadnie, miał zostać skierowany wobec Rory. Na dodatek fakt zdenerwował mnie fakt, iż - tak naprawdę - nie zrobiłem nic złego, działałem w jebanym dobrym celu, a miałem za to dostać pod łapach. To wystarczyło by wyrzuty sumienia wycofały się na dalszy plan.
- Skąd, do cholery, znasz tego idiotę?!
Nie krzyczałem, po prostu uniosłem głos, mówiłem twardo, z siłą, tonem nieznoszącym sprzeciwu. Chciałem uzyskać informacje, choćby to miała być ostatnia rzecz, którą zrobię w tym mieszkaniu, choćbym po tym miał znaleźć się na progu, wyrzucony na zbity pysk. Skoro Rory go znała może miała pojęcie o tym co się z nim stało. Jeśli tak było musiałem zdobyć informację jak najszybciej i wreszcie wykorzystać możliwości jakie dało mi mieszkanie w dzielnicy.
- Rory, zrozum, to bardzo ważne! - Złapałem ją za ramię, nie za mocno, jedynie w taki sposób by skupić jej uwagę na sobie, chciałem mieć pewność, że nie wymiga się od odpowiedzi. - Muszę wiedzieć co
się z nim dzieje.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Wto Mar 25, 2014 10:58 pm

Stała tak przez chwilę, nie mogąc wydusić ani słowa. Płaciła właśnie za swoją naiwność, za wiarę w drugiego człowieka, a była to naprawdę słona zapłata dla jej biednego, altruistycznego serca. Oto po raz kolejny okazywało się, że ludzie nie tylko nie potrafią okazać wdzięczności, ale wykorzystają także każdą okazję, by zyskać coś dla siebie. Rory czuła się jak idiotka, stojąc jak słup soli przy własnym biurku, nie mogąc zmusić ani siebie, ani Jacka do opuszczenia pomieszczenia. Wiedziała, że w razie przeprosin mężczyzny, nie będzie w stanie spojrzeć mu w oczy, by nie zobaczyć w nich całej gamy nieszczerych emocji. A gdyby wyszedł bez słowa, zapewne jeszcze przez jakiś czas rudowłosa użalałaby się nad sobą, najpewniej rzucając na łóżko w cierpiętniczej pozie. Jednak tego, co nastąpiło chwilę później, wcale się nie spodziewała. Jack nie przeprosił, a jedynie tonem, który zmroziłby każdego, zapytał:
- Skąd znasz Lennarta?
Carter wyczuwała jego rosnący gniew i być może właśnie to obudziło ją z letargu. To ona powinna być rozgniewana, to ona powinna krzyczeć, wyrzucić go z pokoju, z mieszkania, skoro nie potrafił uszanować jedynej zasady, jąką ustaliła, przyjmując go do domu. A zamiast tego, to Caulfield podniósł na nią głos.
W wyrazie ogromnego zdumienia otworzyła szeroko oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie się działo. Bezgłośny jęk oburzenia wyrwał się z jej ust, gdy jawne poczucie niesprawiedliwości uderzyło w nią z opóźnieniem. A gdy Jack złapał ją za ramię, wreszcie wybuchła.
-Nie dotykaj mnie! – krzyknęła, odruchowo wyrywając mu się i niemalże odskakując na bok. – Nie przywykłam do powtarzania się.
Podeszła do niego i z całej siły wyrwała mu obraz, który wciąż trzymał w dłoniach. Dopiero teraz zauważyła tak naprawdę, co to było, a raczej… kto był jego autorem. Układanka powoli zaczynała się scalać, jednak wściekłość wcale nie uchodziła z rudowłosej, która posyłała teraz w kierunku Jacka mordercze spojrzenie.
- Jakim prawem to ty robisz mi wyrzuty? – zapytała, rozkładając ręce w geście bezradności, po czym odrzuciła obraz na łóżko, jakby kompletnie przestał ją obchodzić – Prosiłam cie o tylko jedną rzecz. Jedną!
Nie chciała słuchać jego usprawiedliwień, nawet gdyby takie nastąpiły. W tej chwili była zbyt zdenerwowana, by myśleć racjonalnie. Nawet gdyby istniał powód, dla którego Jack miałby wejsc do tej przeklętej sypialni, stracił już swoją szanse, atakując ją zanim wyjawił prawdę.
Rudowłosa obróciła się na pięcie, z zamiarem odmaszerowania do kuchni, wciąż nie odpowiadając na pytanie Caulfielda, a to sprawiło jej jako taką satysfakcję. Wiedziała coś, czego on pragnął się dowiedzieć i zamierzała wykorzystać to do granic, by zagrać mu na nerwach.






Ostatnio zmieniony przez Rory Carter dnia Sob Mar 29, 2014 3:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Czw Mar 27, 2014 3:50 am

Powinienem czuć wyrzuty sumienia. I w sumie, czułem, przynajmniej na początku. Przez parę pierwszych chwil, gdy patrzyłem na nią, gdy widziałem zawód w jej oczach powoli przekształcający się w zdumienie, aż w końcu w złość. Miałem świadomość tego, że spierdoliłem, że mogłem nie wtykać nosa do sypialni, olać to pierdolone trzaskanie i mieć święty spokój. Tym bardziej, że kobieta sama się cofnęła, więc, najpewniej, zamknęłaby okno i byłoby po kłopocie. Jednak ja musiałem się bawić w pieprzoną dobrą wróżkę i złamać zakaz po to by zrobić coś, jak mniemałem, dobrego.
Oczywiście, miałem chuja rację.
A to tylko sprawiło, że moje nerwy napięły się do granic możliwości, gniew zabuzował mi w żyłach, a ja sam zapomniałem o tym, że to ja powinienem ugiąć karku, ustąpić, przeprosić. Zamiast tego jedynie patrzyłem na Rory, z każdą chwilą coraz bardziej wściekły. Parsknąłem gdy wyrwała się z mojego uścisku, zupełnie nie przejmując się groźbą. Postąpiłem nawet krok do przodu gotów złapać ją ponownie, tylko po to by faktycznie utrzymać ją w miejscu, wyciągnąć z niej odpowiedzi na moje pytania. Zrezygnowałem jednak z tego, gdy wyrwała mi z dłoni obraz, ciskając nim tak bezceremonialnie na łóżko. Kurwa mać, czy ona nie zdawała sobie sprawy, jak cennym podarunkiem był ten obraz?!
- Nikt nie nauczył cię szanować cudzej pracy? - warknąłem na nią, gestem wskazując na leżące na łóżku płótno.
Moje oczy rozbłysły groźnie, gdy stałem tak patrząc na nią. Miałem świadomość, że gdyby była facetem, w tym momencie moja pięść wylądowałaby już na jej twarzy. Jednak nawet wkurwiony do granic możliwości nie podniósłbym ręki na kobietę. Tym bardziej nie taką z którą mieszkałem tyle czasu.
Parsknąłem ponownie, gdy odwróciła się na pięcie próbując wyjść z pokoju. Nie miałem zamiaru odpuścić, nie teraz. Wystrzeliłem do przodu i ponownie złapałem ją za ramię, odwracając ją w moją stronę, tak, że stanęliśmy teraz nos w nos, obydwoje mordując się spojrzeniem.
- Zostawiłaś otwarte pieprzone okno - warknąłem ponownie, tak czy siak pewien, że mi nie uwierzy. Zresztą, nie zależało mi na tym za specjalnie w tej chwili. - Trzaskało, jakbyś nie zauważyła mamy dość chujową pogodę, silny wiatr, nie chciałem żeby miała przez to później jakieś problemy. Rozumiesz, do kurwy nędzy?
Miałem ochotę nią potrząsnąć, zmusić do tego by przyjęła moją wiadomość do świadomości, po prostu, bez dyskusji, zamiast tego jednak patrzyłem jej prosto w oczy, oddychając ciężko, starając się, chociaż odrobinę, zapanować nad sobą.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sob Mar 29, 2014 4:07 pm

Nie była w stanie dłużej powstrzymywać gniewu, który w nią w stąpił, najchętniej rozerwałaby Jacka na strzępy, jeśli ten jeszcze raz przeklnie lub warknie. Po dwóch tygodniach dostał wreszcie to, czego chciał – rudowłosą wyprowadzoną z równowagi. Choć okoliczności były zupełnie inne, oni wciąż wzajemnie nakręcali się każdym krzywym spojrzeniem czy ironicznym uśmieszkiem i po chwili Rory już nie pamiętała o zachowaniu spokoju. To był jej dom, jej sypialnia i gdyby nie zależało od tego także jej bezpieczeństwo, najchętniej wypchnęłaby Caulfielda za drzwi.
W pomieszczeniu nie było nikogo, kto przypomniałby jej o zbawiennym działaniu głębokich oddechów, naprzeciwko niej stał jedynie mężczyzna, który był powodem wydostawania się całej złości, jaka tkwiła w pannie Carter. Ręka świerzbiła ją niemiłosiernie, ale nie odważyła się go spoliczkować, nie miała ochoty na najmniejszy nawet kontakt fizyczny z tym osobnikiem. A wtedy on oczywiście musiał ponownie szarpnąć ją za ramię.
Gdy stanęli twarzą w twarz i Jack zaczął jej tłumaczyć powód swojej obecności w sypialni, Rory przez jakiś czas była zbyt oszołomiona, że w ogóle odważył się ponownie ją tknąć, by w ogóle zareagować na to, że to zrobił. Dotarły do niej słowa o oknie, wietrze, pogodzie, ale puściła je mimo uszu – w jej mniemaniu na wszelkie tłumaczenia było już stanowczo zbyt późno. Po jego minie poznała, że jemu też niespecjalnie zależy.
O ile mężczyzna starał się nad sobą zapanować, czara goryczy i wściekłości Rory właśnie się przelała, o jedno mordercze spojrzenie za dużo, o jeden gest za daleko… naparła na niego z całej siły, popychając na framugę od drzwi, rękę trzymając na jego klatce piersiowej i próbując uniemożliwić mu wymknięcie się z takiej dziwacznej pułapki. Była żołnierzem, a nie słabeuszem i w tej chwili miarą siły nie była płeć, a poziom wściekłości.
-Nie. Dotykaj. Mnie – wycedziła przez zęby, zadzierając głowę, by móc spojrzeć Jackowi w oczy – Tego też nie zrozumiałeś? Pieprzę twoje marne tłumaczenia, nie obchodzi mnie już, co robiłeś w tej sypialni!
To nie była do końca prawda, ale zdenerwowanie wzięło w tej chwili górę nad wszystkim innym, a Rory była o krok od szybkiego uniesienia kolana, wycelowanego w krocze mężczyzny. Przez chwilę przyszło jej na myśl, że przecież on mógł jej oddać, uderzyć ją, a gdyby to zrobił, wywiązać by się mogła prawdziwa walka, bo ruda nie odpuściłaby tak łatwo.
- Zamiast cholernego przepraszam usłyszałam tylko wyrzuty! – warknęła, a oczy błysnęły jej niebezpiecznie – Jesteś dupkiem, Caulfield, a ja nie pozwolę sobie na takie traktowanie!
Chciała docisnąć go do framugi, zadać mu ból, sprawić, że wreszcie zacznie ją szanować… naprawdę pragnęła tego wszystkiego, ale wystarczyło, że ich twarze zbliżyły się jeszcze o milimetr, a Rory była już stracona. Zamiast pięści na twarzy, Jack mógł poczuć jej usta na swoich, wpijające się gwałtownie, boleśnie, namiętnie. Jakby cała kłótnia , która właśnie miała miejsce, była wstępem do czegoś innego.
Carter nie musiała czekać długo na walę wyrzutów sumienia, która skutecznie oderwała ją od Jacka i posłała kilka kroków w tył. Co ja najlepszego wyprawiam?
Rudowłosa zdołała jednak podnieść głowę i rzucić mężczyźnie wyzywające spojrzenie, jakby przed chwilą nic się nie stało lub… prowokując go do dalszej gry.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sob Mar 29, 2014 9:21 pm

Tego się nie spodziewałem. O ile gniew wydał mi się czymś normalnym, czymś co było, jak najbardziej, na miejscu, o tyle jej dłonie napierające na mój tors zaskoczyły mnie na tyle, iż ustąpiłem, dałem się popchnąć, uderzyłem plecami o framugę drzwi. Sapnąłem, o ile to możliwe, jeszcze bardziej wściekły, gdy zamknęła mnie w klatce zbudowanej ze swojego ciała. Niesiony furią miałem ochotę ją odepchnąć, uwolnić się z tej pułapki, jednak czająca się na brzegu świadomości obawa, iż mógłbym ją przy tym skrzywdzić powstrzymała mnie przed działaniem. Trwałem zatem ze wściekłym grymasem na twarzy, rozognionym spojrzeniem wbitym w jej oczy, oddychając ciężko przez nos, starając się utrzymać nerwy na wodzy.
Choć, do kurwy nędzy, nie szło mi to najlepiej.
- Och, co ty nie powiesz? - rzuciłem z pogardą w głosie. - A przyjęłabyś się nimi wtedy, gdybym padł przed tobą na kolana błagając o wybaczenie? - dodałem wbijając w nią szydercze spojrzenie.
Szczerze wątpiłem by moje przeprosiny, gdyby takowe padły, liczyły się dla niej choć odrobinę więcej niż pierdolone pyłki kurzu fruwające w powietrzu. Najpewniej by je olała pochłonięta swoim dzikim szałem, mając zupełni gdzieś moje intencje czy chęci. Dla niej liczyło się tylko, że przekroczyłem ten jebany zakaz.
Dlatego, wiedziony tą myślą, parsknąłem śmiechem, głośnym, ironicznym, gdy zarzuciła mi brak przeprosiny i pokręciłem głową z niedowierzaniem. Zupełnie nie przejmując się groźnymi błyskami w jej oczach. Byłem zbyt wściekły by przejmować się konsekwencją swojego zachowania.
- Wreszcie to odkryłaś! Brawo! Po pierdolonych dwóch tygodniach zauważyłaś, że jestem chujem! No nie no, Rory, powalasz mnie swoją spostrzegawczością.
Wyszczerzyłem zęby w podłym, pełnym złości, uśmiechu. I tak już wszystko przegrałem, spaliłem za sobą pieprzony most. Byłem pewien, że po tym co się wydarzyło nie mam szansy na dłuższe zostanie na miejscu, że dzisiejszy dzień był moim ostatnim spędzonym w domu Rory. Dlatego też miałem wyjebane na to co sobie pomyśli, co zrobi. I tak nie było możliwości na cofnięcie czasu.
Dlatego też ponownie się zdziwiłem, gdy, nagle, dziewczyna wpiła się w moje usta w gwałtownym pocałunku. Moja odpowiedź była totalnym odruchem, niemalże brutalnym naciskiem, zaciskaniem zębów na jej wardze. Kiedy jednak kobieta cofnęła się ode mnie zamrugałem zaskoczony i uniosłem brwi do góry patrząc na nią z namysłem.
Te wyzywające spojrzenie było niczym czerwona płachta.
- Popierdoliło cię, Carter, prawda? Życie w konspiracji odebrało ci zdolność logicznego myślenia? - zaszydziłem odrywając się od framugi i zbliżając w jej stronę. Zatrzymałem się dopiero wtedy, gdy nasze ciała prawie się stykały się ze sobą i uniosłem dłonie ujmując jej twarz w stanowczy sposób. Nie mogłem zaprzeczyć, że z całą tą otoczką gniewu Rory była niezmiernie pociągająca. - I może jeszcze myślisz, że nie podniosę rękawicy?
Teraz to ja ją pocałowałem, brutalnie, namiętnie, językiem rozchylając jej usta. Skoro pierwsza zadała cios musiała ponieść tego konsekwencję.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Sob Mar 29, 2014 11:08 pm

Szyderstwo goniło szyderstwo, poziom sarkazmu sięgał zenitu, a każde wypowiedziane przez niego zdanie było tak zgrabnie podszyte ironią, że przez krótką chwilę Rory nie myślała o niczym innym niż o tym, że wreszcie trafiła na godnego przeciwnika. Takiego, który swoją ripostą będzie w stanie wbić ją w ziemię i sprawić, że szczęka opadnie jej z bezradności. I w normalnych okolicznościach, gdyby wciąż chodziło o mniej lub bardziej niewinne droczenie się, lub łagodne próby flirtu, rudowłosa byłaby z tego faktu niezmiernie zadowolona. Teraz jednak, gdy darli koty w drzwiach jej sypialni, a powód kłótni nie był wcale błahy, zahaczał wszakże o delikatny temat zaufania, panna Carter była tak wściekła, jak chyba jeszcze nigdy w życiu.
- Oczywiście, że bym się przejęła! – prychnęła głośno, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. – Ale Ty wolisz udawać złego chłopca, proszę bardzo, droga wolna!
Słysząc jego ironiczny śmiech, poziom złości podniósł się jeszcze wyżej, dlatego rudowłosa musiała odwrócić głowę choćby na krótką chwilę, żeby nie zamordować Jacka na miejscu.
Oczywiście, że wiedziała w co się pakuje, przyjmując go pod swój dach. Czasem kobiety łudzą się, że będą w stanie przemienić Bad boya w przykładnego, kochającego chłopaka, ale Rory do nich nie należała. Świadoma wszystkich wad i zalet Caulfielda, zapewniła mu dach nad głową, pozwalając żyć po swojemu, a przynajmniej na tyle w jego stylu, na ile nie zagrażało to bezpieczeństwu obojga. Kontaktowała się z Kitem, załatwiła ciuchy, odstąpiła swój laptop, nawet cholerną gitarę potrafiła zorganizować (i trzeba przyznać, to był strzał w dziesiątkę), ale nigdy nie robiła mu z tego powodu żadnych wyrzutów. Chciała by we dwójkę żyło im się zgodnie.
- Wierz mi, zauważyłam to już pierwszego dnia – powiedziała nieco ciszej, ale wciąż groźnie wpatrywała się w oczy mężczyzny – Ale myślałam, że masz na tyle klasy, by wystarczyło do szanowania kobiety. Widzę, jak na mnie patrzysz, no dalej, spróbuj mnie uderzyć.
A wtedy połamię ci wszystkie palce.
Rory kolejny raz płaciła za własną wiarę w ludzi, słono się zawodząc, jednak gdy tak obserwowała zdenerwowanie Jacka upewniała się powoli, że nie podniósłby na nią ręki nawet w jeszcze gorszej sytuacji. Nigdy nie mogła być tego pewna na sto procent.
- Życie w konspiracji odebrało ci zdolność logicznego myślenia?
Mogłaby się sprzeczać, co tak naprawdę odebrało jej tę zdolność, a raczej kto to zrobił, jednak w następnej chwili była przyciskana do przeciwległej framugi, a jej twarz została uniesiona do góry. Nie zdążyła nawet zamrugać, zanim pocałunek nie zdarzył się ponownie.
Tym razem jednak, jej ciało i serce pragnęły tego samego i zdołały przeciwstawić się umysłowi. Być może ukazało to przeraźliwy w jej przypadku brak konsekwencji, ale nie to liczyło się w tej chwili. Rory bez namysłu zarzuciła ręce na szyje mężczyzny, przyciągając go jeszcze bliżej siebie i całując zachłannie, jakby za chwilę to on miał się odsunąć. Wyrzuty sumienia zniknęły za jednym uderzeniem serca, gdy kobieta odepchnęła się z całej siły od drzwi, kierując ich złączone ciała do salonu. Jej usta wędrowały teraz po szyi Jacka, a dłonie ruszyły w stronę kołnierza koszuli, która po chwili straciła trzy górne guziki, ponieważ rudowłosa była zbyt niecierpliwa, by odpinać je po kolei.
Przez chwilę potykali się o własne nogi, ale zapobiegliwa panna Carter postanowiła wskoczyć Jackowi na ręce, oplatając go nogami w pasie i zmuszając aby on także ją przytrzymał. Ich języki wciąż toczyły ze sobą zażartą bitwę, przerywając tylko w momentach, gdy pocałunki wędrowały na szyję lub w inne miejsca na twarzach. Kanapa, komoda, ściana i nawet podłoga wydawały się być teraz idealnymi miejscami na kontynuowanie tej … sprzeczki.
Jeśli tak mają wyglądać konsekwencje, Jack i Rory zdecydowanie muszą kłócić się częściej.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Nie Mar 30, 2014 12:53 am

Nie wierzyłem jej. Czy to dlatego, że nie chciałem, czy też dlatego, że faktycznie nie widziałem możliwości by coś takiego się wydarzyło się naprawdę. Dla mnie Rory, już od wejścia, spisała mnie na straty, dlatego też w momencie, w którym zapewniła mnie, że niby miałbym szanse na jej przebaczenie tak po prostu uniosłem wargę odsłaniając zęby w pełnym niezadowolenia grymasie. Wkurwiony do granic możliwości. Prawie że.
Nie skomentowałem tego jednak nawet słowem, szkoda mi było strzępienia języka na takie uwagi. Obydwoje stanęliśmy po różnych stronach barykady, teraz nie było już nawet szansy na zmianę miejsca. Mogłem jedynie patrzeć, szydzić sobie wzrokiem i gestem. Kpić z całej sytuacji nie zastanawiając się nawet nad innym rozwiązaniem. Bo i po co? I tak by ono nic nie dało. Byłem tego stuprocentowo pewien.
Kolejne słowa kobiety były niczym szpilka wbita prosto w oko. Warknąłem zirytowany, pochylając się odrobinę w jej stronę, gniewnie marszcząc brwi, błyskając zębami niczym dziki zwierz. Kolejne puste oskarżenia, kolejne słowa, które mogły, bardzo szybko, wyprowadzić mnie z równowagi. Gdyby nie fakt, iż już byłem wkurwiony, machanie mi przed nosem kolejną płachtą podniosło mi jedynie trochę ciśnienie.
- Naprawdę sądzisz, że gdybym chciał Cię uderzyć stałbym teraz tutaj? - spytałem cichym, chłodnym głosem.
Prawda była taka, iż dawno mógłbym to zrobić. Odepchnąć ją, uderzyć, porządnie, łamiąc nos. Mógłbym po prostu powalić ją na ziemię i wyjść z pokoju. Zgarnąć co trzeba i opuścić lokal bez pożegnania. Jednak, nie ważne jakbym nie był na nią zły, w życiu nie podniósłbym ręki na Rory. Ani na żadną inną kobietę. Bo, po pierwsze, tak nie wypadało, po drugie, kurwa, lubiłem ją. Mimo jej charakteru, mimo tego jak bardzo uparta i wyniosła bywała. A może właśnie głównie dlatego. Uwielbiałem, gdy kobieta była temperamentna, narwana. Tak jak teraz jawiła mi się Carter. Wściekła, groźna i umiejąca zadbać o siebie.
To, że się nie opierała, że mnie nie odepchnęła w momencie w którym naparłem na jej usta, było wystarczającym argumentem na wyłączenie zbędnych emocji. W momencie w którym zarzuciła mi ramiona na szyję i odepchnęła się od framugi nie pamiętałem już o tym, że tak naprawdę mieliśmy się kłócić, o tym, że dopiero co planowałem opuścić mieszkanie. Cofałem się do salonu całując ją gwałtownie, błądząc rękoma po jej ciele, plącząc się i mając problemy z utrzymaniem równowagi. Nie myślałem o niszczonej koszuli ani o możliwych siniakach, skupiłem się na całowaniu, co jakiś czas pozwalając moim ustom błądzić po szyi dziewczyny, jej policzkach, głównie jednak skupiając się na wargach, które atakowałem brutalnie wręcz, podgryzając je co jakiś czas, ssąc, pieszcząc językiem, który szybko wracał do tańca z językiem Rory. Gdy podskoczyła uśmiechnąłem się tylko zadowolony i przycisnąłem ją mocniej do siebie, ręce kładąc na jej pośladkach by ułatwić jej utrzymanie się uczepioną mojego ciała.
Szukałem jakieś miejsca, gdzie będziemy mogli wylądować, zupełnie na oślep, uderzając plecami o meble i ich kanty, ale naprawdę nie potrafiłem się tym przejmować. Kiedy więc, w końcu, kanapa znalazła się za moimi łydami odwróciłem się gwałtownie i położyłem na niej dziewczynę, sam pochylając się nad nią, jedną ręką podpierając się na miękkiej powierzchni, druga błądząc po jej ciele, by w końcu zanurzyć ją pod bluzkę, przejechać palcami po gładkiej skórze, podciągając materiał jak najwyżej. Już po chwili błądziłem ustami po jej brzuchu, zębami drażniąc jej skórę.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   Nie Mar 30, 2014 1:18 pm

Prędzej czy później, to musiało się wydarzyć. Nawet sama Rory, choć początkowo zapierała się rękami i nogami, musiała przyznać, że gdzieś w zakamarkach swojego umysłu wiedziała, że dwa tygodnie pod jednym dachem z kimś takim, jak Jack, nie mogą skończyć się inaczej. Rozmowy, wieczory przy drinkach, wspólne kolacje, kłótnie i rzucanie talerzami – to wszystko po prostu musiało się wydarzyć, podobnie jak kolejny pocałunek i wszystko to, do czego prowadził. Oddziaływali na siebie bardziej, niż sami byli gotowi się przyznać.
A więc kanapa.
Rory zatraciła się w przyjemności, która spływała na nią falami. Brutalne pocałunki wcale jej nie przeszkadzały, oddawała je z ochotą, nie przejmując się kompletne tym, jak mogą wyglądać później jej wargi. Jack wiedział gdzie całować, by doznania były najmocniejsze, odkrywał mapę jej ciała w sposób, który nakręcał rudowłosą do granic. Własnych działań nie traktowała jednak jako odwdzięczenia się, to wciąż przecież była kłótnia, a oni walczyli i każde z nich chciało pokazać drugiemu, że jest górą. A w chwili obecnej, dosłownie i w przenośni, górował Caulfield.
Gdy poczuła miękką kanapę pod swoimi plecami, a usta mężczyzny powędrowały na jej brzuch, odsłonięty przed chwilą przez jego niecierpliwe dłonie, z gardła Rory wydostał się wreszcie pierwszy cichy jęk rozkoszy, choć wcześniej próbowała go jeszcze powstrzymać. Nie mogła dać Jackowi tej satysfakcji, po prostu nie mogła, przecież seks na zgodę nigdy nie był dobrym pomysłem, co z resztkami jej honoru, które… Och, tak, zrób to jeszcze raz!
Walka serca z umysłem trwała dalej, ale ciało Rory wydawało się być pozostawione samo sobie, bo reagowało na każdy bodziec ze strony mężczyzny. Odrzuciła głowę do tyłu, wzrok uciekł w kierunku sufitu, przymknęła oczy, ale ręce wsunęła we włosy Jacka, pragnąc pokierować jego głowę niżej i niżej… nie, po chwili zmieniła koncepcję, przyciągnęła go za ramiona do swojej twarzy, znowu całując zapamiętale, przygryzając wargę, szyję, zostawiając delikatne ślady zębów. Jej biodra uniosły się same, napotykając biodra Caulfielda, a później nogi rudowłosej ponownie oplotły go w pasie, zmuszając ciała do zetknięcia się. Ręce błądziły po koszuli, pod koszulą, eksplorując jego brzuch, klatkę piersiową, uciekając na plecy. Rory otworzyła oczy i pomyślała, że czas najwyższy zrobić coś z koszulą mężczyzny, przecież ona tak bardzo nie pasowała do nastroju, więc jeden guzik, drugi, trzeci, a potem już jej niecierpliwe dłonie ściągały ubranie z umięśnionych ramion. Czas na dolną część garderoby, ręce powędrowały do paska, rozpięły guzik spodni, które dwa tygodnie temu przyniósł Kit…
Cholera jasna.
Carter poczuła się tak, jakby obudziła się z cudownego snu, cała spięta, a ciało Jacka na jej ciele zaczęło jej nagle przeszkadzać. Nie, to nie było właściwe, nie mogli… chciała tego, cholera, bardzo chciała, ale resztki godności doszły wreszcie do głosu. Odetchnęła głęboko, wracając dłońmi do twarzy mężczyzny i przytrzymując ją w pewnej odległości od swojej.
- Wróciłam się, bo spotkałam na dole Kita – oznajmiła, jakby kilka wcześniejszych minut wcale nie miało miejsca, jakby nie przerywała właśnie swoistej gry wstępnej – Przyniósł informacje o Lennym, którymi od razu chciałam się z tobą podzielić.
Dodała dwa do dwóch, gdy tak bardzo wściekł się o ten obraz, teraz już wiedziała, że przyjaciel, o którego tak bardzo się martwił, jest ich wspólnym znajomym. To powinno coś ułatwić, prawda?
Rory uniosła się na łokciach, ale nie zepchnęła Jacka z siebie. Wiedziała, że to już koniec na dziś, okazja przepadła, ale nie chciała być tą, która definitywnie przerwie ich kontakt. Ruda hipokrytka.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Rory Carter i Jack Caulfield   

Powrót do góry Go down
 

Rory Carter i Jack Caulfield

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Rory Carter i Jack Caulfield
» Sharon Carter
» Jack O'Leary
» Jack Carroll
» Bay Caulfield

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje :: Rozgrywki-