IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Bank - Page 2

 

 Bank

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Bank   Pią Paź 09, 2015 4:26 pm

First topic message reminder :




Choć zdecydowaną większość spraw można dziś załatwić przez internet, czasem wizyta w tym miejscu jest po prostu konieczna. Masz problem z dostępem do konta? Chcesz porównać najlepsze oferty lokat długoterminowych? Kompetentna obsługa udzieli Ci odpowiedzi nawet na najbardziej wyczerpujące pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Bank   Wto Lis 03, 2015 9:00 pm

|przepraszam za opóźnienie poprawię się!


Nie wiem na co liczyłem stojąc przed mężczyzną wpatrzony wprost w lufę jego broni. Właściwie, nie byłem pewien czy nawet w ogóle moje myśli układały się w coś co można by uznać za jakiekolwiek nadzieje. Mój umysł odciął się od jakiegokolwiek planowania i przewidywania, skupił się na tym co jest tu i teraz. Na faktach. A najważniejszy fakt był taki, iż trzymający mnie na muszce mężczyzna wyraźnie się zdenerwował, gdy usłyszał wypowiedziane przeze mnie słowa. Co odczułem chwilę później, gdy w geście wściekłości uderzył mnie kolbą w głowę.
W pierwszej chwili nawet nie zorientowałem się, że zostałem zupełnie sam. Zamroczony cofnąłem się pod ścianę i ciężko oparłem o nią odruchowo podnosząc rękę do czoła i pochylając się odrobinę do przodu. W głowie mi kręciło mi się od siły uderzenia, a skroń pulsowała tępym bólem, jednak mroczki tańczące przed oczami zniknęły stosunkowo szybko. Dopiero wtedy też, odruchowo mrużąc oko by ochronić je przed cieknącą z rozcięcia krwią, rozejrzałem się i dotarło do mnie, iż w przypływie złości napastnik nie pomyślał logicznie. Zostawił mnie tu samego.
Zaskoczenie, które towarzyszyło mi w pierwszej chwili szybko zostało zastąpione przez ulgę, gdy uświadomiłem sobie, że przez chwilę choć będę bezpieczny. Wyprostowałem się więc i ponownie przyjrzałem się pomieszczeniu, by w końcu zatrzymać wzrok na znajdującym się niedaleko stanowisku i, bez żadnego logicznego planu ruszyć w jego stronę. Zatrzymałem się przed biurkiem i wbiłem wzrok w znajdujący się tam komputer, włączony komputer. Kurwa. To dawało tyle okazji...
Zerknąłem nerwowo w stronę drzwi prowadzących na sale, a serce przyśpieszyło mi gwałtownie. Nie znałem się na komputerach, jednak... Może byłbym w stanie coś zrobić..? Cokolwiek by pomóc..? Przeczesałem nerwowo włosy, złapałem kilka głębszych oddechów. Przecież to było szaleństwo, jeśli ktokolwiek przyłapał by mnie przy komputerze... Z drugiej strony... Tak czy siak cały ten popierdolony dzień wiązał się z ryzykiem... Potarłem czoło, krzywiąc się i sapiąc, gdy palcami przez przypadek naruszyłem rozcięcie, by następnie - ponownie chyba odłączając się od logicznej części myślenia - opaść gwałtownie na krzesło i sięgnąć w stronę komputera.
Doigrasz się. Kurwa, doigrasz się.
Oddychając nerwowo kliknąłem w ikonkę przeglądarki modląc się w duchu by internet działał.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3164-victor-blythe
http://panem.forumpl.net/t3187-victor#49890
http://panem.forumpl.net/t3186-victor-blythe
http://panem.forumpl.net/t3188-victor#49893
http://panem.forumpl.net/t3189-victor-blythe#49896
Wiek : 27
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, broń palna, magazynek z 15 nabojami, zezwolenie na posiadanie broni

PisanieTemat: Re: Bank   Sob Lis 07, 2015 6:42 pm

Chyba pierwszy raz od dawna nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Wpatrywał się to w mężczyznę przy drzwiach, to w okno, za którym majaczyła mu sylwetka Catrice, aby zaraz potem obejrzeć się za siebie na narastający za jego plecami tłum. A czas uciekał. Każda minuta była cenna i w ciągu wszystkich tych, które już zdążyły minąć, żadne z nich nie podjęło ostatecznego kroku poza wpuszczeniem Tudor do środka. Jedyne, czego był pewien, to fakt, że coś zrobić muszą, a kolejne przeciąganie czasu i szukanie odpowiedniego rozwiązania mogło przynieść fatalne skutki. Żadne nie będzie idealne, każde będzie posiadać choćby najmniejsze błędy i Blythe był tego świadomy. Czasem trzeba poświęcić coś, albo kogoś, aby osiągnąć swój cel. I chociaż Victor nie był do końca pewien, co chciał zrobić, kiedy zobaczył za oknem Catrice ciągniętą przez napastników, nie miał zbyt wielu możliwości. Czas skurczył się jeszcze bardziej, a sytuacja wciąż była tak samo zagadkowa jak na początku.
Mężczyzna podszedł bliżej swoich współpracowników, patrząc na ich zapewne zdenerwowane twarze. Nie miał wątpliwości, że myśleli o tym samym co on. Musieli zacząć działać, podjąć jakieś radykalne kroki.
- Nie sądzę, żeby nabrali się na zabawę w zakładników – rzucił do Angeliniego, starając się nie brzmieć wrogo czy ironicznie – Założę się że oni mają swój własny plan który nie obejmuje grupy strażników niepotrafiących podjąć zgodnej decyzji co do rozwiązania problemu – dodał, wpatrując się zamyślonym wzrokiem w budynek banku – Idę spróbować z nimi pogadać, może dowiem się czegoś istotnego. Jeśli to nie przyniesie większych rezultatów, może przynajmniej odciągnę ich uwagę na tyle, aby któreś z was mogło tam wejść i załatwić sprawę lepiej niż Tudor – rzucił, po czym sprawdził obecność swojej broni i odwrócił się, zmierzając w stronę głównego wejścia. W tym momencie nie obchodziło go co zrobią Benner i Angelini. Może i kobieta miała rację, może znał się lepiej na relacjach międzyludzkich, nie oznaczało to jednak że potrafił, albo miał ochotę, na chore dyskusje z ludźmi, którzy napadają na bank, przystawiając niewinnym ludziom pistolet do głowy i robiąc z nich zakładników.
Szedł powoli, z zadowoleniem zauważając, że objętość tłumu z czasem się zmniejszyła. Po chwili wyszedł na otwartą przestrzeń oddzielającą go od linii gapiów oraz wejścia do budynku. Zrobił jeszcze kilka kroków w przód, zatrzymując się w bezpiecznej odległości, wystarczającej jednak, aby ewentualne wypowiadane słowa były słyszalne.
- Hej! – krzyknął, mając nadzieję skupić na sobie uwagę któregoś z napastników albo zakładnika stojącego na zewnątrz. Tym razem przypadła mu rola naprawdę niedoświadczonego mediatora. W duchu myślał jedynie o tym, czy jednocześnie nie podpisał pod sobą samym wyroku natychmiastowej śmierci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3360-aiden-newberry
http://panem.forumpl.net/t3374-aiden
http://panem.forumpl.net/t3373-aiden-newberry
Wiek : dobrze zakonserwowane 28 lat
Zawód : drobny przedsiębiorca, właściciel przybytku Terminal 5
Przy sobie : aparat fotograficzny, pendrive, tablet, zapalniczka, leki przeciwbólowe (6 tabletek)
Znaki szczególne : urok osobisty, olśniewający uśmiech produkcji kapitolińskiej kliniki urody, garnitur z serii 'nowobogacki bufon'

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Lis 08, 2015 10:42 am

Nigdy nie byłem entuzjastą publicznych wystąpień – przemowy w plenum stanowiły przykrą konieczność, na którą cierpiałem od momentu rozpoczęcia zupełnie nowego życia w Kapitolu; rauty, przyjęcia, bankiety, prywatne orgietki – wszystko to wymagało od gospodarza klubu hojności w mowie oraz gestach, wywołując u mnie tym samym ataki irracjonalnej niechęci.
Tymczasem teraz, jak na złość, po raz kolejny w swoim krótkim (jeśli pójdzie źle, dłuższe na pewno nie będzie), barwnym życiu miałem zostać mówcą… czy też raczej – adwokatem diabła.
Miałem pełną świadomość, że stając pomiędzy napastnikami a Strażnikami Pokoju oraz falującym, wzbierającym tłumem byłem jak nieruchoma chimera w świetle reflektorów, jak pomnik własnej dumy, uporu, arogancji, zwyrodnienia, jak wyzuta z uczuć skorupa, która jedynie kształtem przywodzi na myśl człowieka. Coś niepokojącego – jakby cień zamiaru, niewyraźna mozaika bezeceństwa bądź zwykły odprysk myśli – przemknęło przez twarz, unosząc kąciki ust w miernej imitacji uśmiechu. Uznałem, że zaistniała sytuacja stanowi esencję ironiczności: w końcu ci, którzy mieli ze mną do czynienia, chorobliwie pragnęli włamać się do mojego systemu nerwowego, splątać swoje myśli z moimi myślami, swoją magię z moją magią, wyssać tajemnice i obawy. Nigdy nikomu się nie udało – a jednak próbowali dalej.
Teraz role się odwróciły – to ja próbowałem odczytać myśli, zamiary, sugestie Strażnika Pokoju, któremu przypadła wątpliwa przyjemność dialogu z zakładnikiem, mającego za swymi plecami nieprzewidywalnych i, co istotniejsze, uzbrojonych terrorystów. Terrorystów, którym zaczął drżeć grunt pod nogami – zauważył to nawet równie zupełny laik jak ja: w końcu gdy ktoś pospiesznie zmienia wcześniej wydane polecenia, nie robi tego dla urozmaicenia sobie dnia i dodania pikanterii związkowi.
Spokojnie Newberry. Póki mówisz, nikt nie strzeli ci w potylicę. To ta dobra wiadomość – zła jest taka, że nie masz zbyt wiele do powiedzenia.
Wciągnąłem powietrze do płuc z żałosnym świstem, dostrzegając, jak Strażnik niweluje dzielącą nas odległość. Mogłem jedynie zgadywać, że nie jest zbyt entuzjastycznie nastawiony do podjętego przez siebie zadania – kto by zresztą był? Przez te kilka, krótkich chwil wydarzyło się coś jeszcze, coś za moimi plecami, najwyraźniej niezbyt pomyślnego dla stróżów prawa, co dało się wywnioskować po krótkim, stanowczym dialogu.
Z dwojga złego lepsza wymiana zdań niż… cóż, wymiana ognia.
- Depozyt – wyrwało się z moich ust tak nagle i niekontrolowanie, że Strażnik nie mógł, nie miał jak usłyszeć pierwszego słowa – Odblokujcie dostęp do depozytu! – tym razem głośniej i znacznie wyraźniej – patrzyłem wprost na Strażnika Pokoju, niemal czując przeciekający przez palce czas. Lada moment na własnej skórze odczuję najdłuższe piętnaście minut w moim życiu. Piętnaście minut, które zadecyduje o być albo nie być moim… bądź Strażnika.
Być może ktoś wpadnie na pomysł nakręcenia filmu opartego o wydarzenia z banku – i jeśli tylko uda mi się przeżyć, zajrzę na premierę.
- Macie kwadrans, w przeciwnym razie któryś z nas pożegna się z życiem! - … choć wątpię, by dali nam czas na pożegnania. Zatem to koniec, powiedziałem już wszystko – teraz mogłem jedynie wyczekiwać, aż za plecami rozlegnie się echo wystrzału.
Być może będzie brzmieć tak, jak armatni huk na Arenie?



Rain falls, he's drowning in his secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2631-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3117-previa
http://panem.forumpl.net/t3118-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3119-dysonans-poznawczy
http://panem.forumpl.net/t3146-previa
http://panem.forumpl.net/t3126-previa-benner
Wiek : 30 lat
Zawód : Strażnik Pokoju || pani oficer
Przy sobie : broń palna, magazynek z piętnastoma nabojami, w pełni skompletowany mundur żołnierza, telefon, paczka papierosów, zapalniczka, nóż ceramiczny, krótkofalówka, antybiotyk (3 tabletki)
Znaki szczególne : blizny na dłoniach, szaleństwo w oczach, dziura zamiast serca
Obrażenia : ogólne osłabienie (boli mnie głowa i nie mogę spać ♫)

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Lis 08, 2015 11:38 am

Cierpiałam na przypadłość, której w żaden sposób nie mogłam obejść – była jak postawiony w umyśle mur, ogrodzenie wzmocnione okopami, forteca otoczona fosą, cierń o tyle boleśniejszy, że tkwił w głowie z pełną świadomością tkwienia. Mogłam się starać, mógł nie ustawać w dążeniu do (i tak bliskiej) doskonałości, a mimo to… nigdy nie potrafiłam docenić przeciwnika. Umysł stratega nakazywał, by spójność formy rozłożyć na czynniki pierwsze, obedrzeć z tajemnic, pozbawić jedności i dopiero wtedy – tak rozbrojonego, nagiego wroga postawić przed plutonem egzekucyjnym. Działało. Często działało i stanowiło niezawodny, uświęcony proces wykonawczy. Działało – i właśnie dlatego przekonanie o skuteczności zastąpiło pewność o produktywności. Ludzie nie byli bowiem nieinteligentnymi formami życia i spójność procesów psychicznych była u nich zjawiskiem rzadkim. Zwłaszcza, gdy w grę wchodziły sytuacje nieakceptowalne społecznie – w tym wypadku ciężko było doszukiwać się racjonalnych decyzji, uwarunkowanych choć minimalną zdolnością myślenia o konsekwencjach swych czynów, czego z kolei najbliższym przykładem było kilkoro uzbrojonych terrorystów napadających na bank i siejących zamęt w samym sercu Panem.
Kiedy wszystko zaczyna się ewidentnie pierdolić, nie pozostawiając miejsca na namysł i wątpliwości, zwykle odnajduję motywację do działania.
Fakt potwierdzony naukowo – jeśli ktoś przystawi ci broń do skroni, procesy myślowe nabierają rozpędu, a podejmowane decyzje w około osiemdziesięciu procentach przypadków są zdecydowanie bardziej trafne niż w zwykłych okolicznościach. Czasami jednak bywa, że górę bierze pozostałe dwadzieścia procent. Nasi przodkowie nazywali podobne chwile ponurym danse macabre.
Migoczący, czerwony znak ostrzegawczy rozbłysnął gdzieś na pogrążonych w mroku obrzeżach umysłu – pulsujące, czerwone światełko wyraźnie nawoływało do ostrożności, wyraźnie kontrastując z niebieskim neonem głoszącym odstrzel łeb pierwszemu z napastników, a później się zobaczy!
Niestety rozwiązania radykalne nie wchodziły w grę – było zbyt wiele czynników pobocznych, nieprzewidywalnych wypadkowych, luk w ogólnym zarysie planu, by pozwolić sobie na nierozważanie o konsekwencjach. Prawda była taka, że utknęliśmy w martwym punkcie: brak informacji o stanie rzeczy wewnątrz budynku, pozornie opanowana sytuacja z gapiami i całkowity gwóźdź do trumny – schwytana Tudor.
Kilka ostrych przekleństw w pełni podsumowało – mimo wszystko – nieuchronną wpadkę. Nie wątpiłam w zdolności Tudor i doskonale wiedziałam, że w obliczu dwóch, trzech napastników miałaby sporą szansę na skopanie im tyłków – problem polegał na tym, że najpewniej było ich więcej, dodatkowo uzbrojonych.
W podobnej sytuacji nawet drapieżnik musi poczekać na dogodny moment, chwilę nieuwagi… coś, co odciągnie uwagę ofiar od prawdziwego zagrożenia.
- Nikt nie wejdzie przez okno, nie teraz. To spalona pozycja. Nie liczyłabym też na głupotę napastników, jeśli tylko któreś z nas podejdzie zbyt blisko, zaczną walić z broni jak do kaczek – wysunięty z kabury pistolet przyjemnie ciążył w dłoni, kiedy mój wzrok zamarł na majaczącej w głębi budynku sylwetce terrorysty.
Wycelować i pociągnąć za spust, to by wiele ułatwiło…
… i jeszcze więcej skomplikowało.
- Angelini, będziesz osłaniał Victora. Tudor w samym środku gniazda żmij to wbrew pozorom nasz atut, wystarczy skupić uwagę tych skurwieli na czymś innym, a Catrice o siebie zadba. Blythe i nasz słodki zakładnik będą interesować ich tylko przez chwilę, musimy im dać coś, czego chcą. Coś, co ich uspokoi – uniosłam kąciki ust w imitacji ponurego uśmiechu, obserwując uważnie, jak Victor pokonuje kolejne kroki i zbliża się do mężczyzny, ściągając na siebie jego uwagę. – Nie spuszczaj wzroku z napastnika tuż za oknami, widzisz go? To on wydawał polecenia zakładnikowi, najpewniej jest mózgiem operacji. Celuj i nie strzelaj… przynajmniej dopóki nie uznasz tego za koniecznie albo nie wydam rozkazu, jasne? – przechodząc obok Angeliniego, klepnęłam go w przelocie w ramię, kierując się w stronę okna, przez które do budynku wślizgnęła się Tudor – wchodzenie do środka nie wchodziło obecnie w grę, jednak obrana pozycja gwarantowała możliwość szybkiego wtargnięcia do gmachu… i umożliwiała zbliżenie się do głównego wejścia wzdłuż ściany: rozmowa pomiędzy zakładnikiem a Victorem wyglądała tak, jakbym obserwowała ją z boku sceny – dwie nieruchome sylwetki w centrum wydarzeń, za plecami zakładnika drzwi i niewidoczny dla mnie napastnik, za Blythem zaś Angelini, jeszcze dalej w głębi – tłum widzów.
- Victor, jakie mają żądania? – wbudowany w kask Strażnika interkom zapiszczał potępieńczo, gdy zwróciłam się do Blythe’a, nawet na moment nie opuszczając broni – w tej chwili byłam zdolna osobiście postrzelić zakładnika w udo, byleby padł na ziemię jak długi, dając Angeliniemu czyste pole do oddania strzału.
I kto wie, czy za moment to nie będzie najlepsze wyjście.


i'm playing the villain, baby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Lis 08, 2015 5:01 pm

Z każdą kolejną chwilą, sytuacja coraz bardziej wymykała się z rąk terrorystów, a to nie wróżyło dobrze zakładnikom. Kto pierwszy straci cierpliwość - stający na zewnątrz Strażnicy, czy uzbrojeni po zęby, zamaskowani napastnicy? Atmosfera gęstniała i w każdej chwili można było się spodziewać wybuchu którejkolwiek ze stron.
Pozostawiony sam sobie Jack miał szczęście, jego podróż do komputera nie została zauważona, a gdy tylko poruszył palcem, na ekranie pojawił się otwarty program, najwidoczniej uruchomiony wcześniej przez jednego z informatyków. Czy opcja uruchomienia dodatkowego monitoringu wydawała się mężczyźnie kusząca? A może to działająca przeglądarka z komunikatorem była bardziej korzystną drogą? Czas uciekał, a nieobecność Caulfielda mogła być zauważona w każdej chwili.
Póki co, uwaga większości terrorystów skupiła się na obezwładnionej Catrice, która za swoje wcześniejsze zachowanie i wierzganie oberwała jeszcze kilka dodatkowych ciosów, teraz więc, gdy wylądowała na kolanach w pierwszej poczekalni, musiała poświęcić parę chwil na złapanie oddechu. Napastnicy zajęli się przeszukaniem jej, a gdy tylko dostali w swoje ręce krótkofalówkę, porozumieli się spojrzeniami i przekazali narzędzie swojemu dowódcy.
- Jeśli dostęp do depozytu nie zostanie odblokowany za pięć minut, pierwsza do odstrzału pójdzie ta biała ptaszyna, która wpadła nam przez okno - oznajmił, siląc się na spokojny ton, a Previa, Valerius i Victor mogli usłyszeć każde jego słowo. Mężczyzna wciąż jednak trzymał na muszce Aidena - Kolejny będzie ten goguś, który stoi na zewnątrz, skoro teraz jest mi już niespecjalnie potrzebny. - zakomunikował, podchodząc bliżej wejścia, by móc spojrzeć na Strażników, do których przemawiał. Teraz cała trójka miałaby względnie czyste pole do strzału, jednak Newberry wciąż znajdował się na linii ognia. Jak odwrócić uwagę przeciwników i przekazać choćby część planu zagrożonemu cywilowi? Sposobność ku temu miała Previa, najstarsza stażem mundurowa, która w głosie z krótkofalówki mogła rozpoznać Richarda Cline'a.
Także Tudor, pozornie znajdująca się w sytuacji bez wyjścia, mogła zorientować się, że nie przeszukano jej zbyt dokładnie, a paralizator wciąż znajduje się na swoim miejscu.


Opcje Jacka:
1) uruchomienie dodatkowych kamer i przekazanie obrazu z banku na posterunek Strażników lub mediom.
2) połączenie się przez internet z dowolne wybraną osobą (możesz założyć, że Ci się to udało i przekazać wiadomość)

Jeśli Wasza postać zdecyduje się oddać strzał, Mistrz Gry od razu (poza kolejnością) wystosuje dla Was legendę do rzutu kostką, uwzględniając obecną sytuację.

Eksperyment z kolejką nie sprawdził się, możecie więc dodawać posty w dowolnej kolejności, proponuję jednak porozumieć się między sobą w kwestii działania. Po poście Jacka pojawi się dodatkowa wiadomość od MG.
Następny post Mistrza Gry pojawi się, gdy wszyscy uczestnicy odpiszą w temacie lub po upływie 72 godzin.
Pamiętajcie, jeśli wiecie, że możecie nie wyrobić się w czasie z postem, możecie przesłać krótki opis działania postaci w prywatnej wiadomości do Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Lis 08, 2015 8:30 pm

Choć początkowo mój plan był jasny - złapać połączenie z internetem, wejść na odpowiednią stronę i zalogować się na komunikator z pracy, by następnie wszystkie potrzebne wiadomości przekazać komukolwiek, kto byłby dostępny. A ktoś na pewno by był, zawsze jest. Wszystko jednak zmieniło się w chwili w której ekran się rozjaśnił, a moją uwagę przyciągnął otwarty już wcześniej program. Ręka zamarła mi w pół ruchu, jeszcze zanim zdążyłem wprowadzić jakikolwiek adres w przeglądarce, a myśli zawirowały na chwilę.
Monitoring. Zostawili otwarty program sterujący monitoringiem.
Nigdy nie byłem specem w sprawach komputerowych, umiałem dokonać prostszych, czysto standardowych czynności -wyczyścić dysk, zainstalować system, usunąć niektóre wirusy ręcznie, musiałem sobie z tym radzić by nie wydawać zbyt wielu pieniędzy na informatyków, jednakże umiejętności te nie były niczym wielkim. Ot, to co osoba dbająca o swój sprzęt powinna sobie wpoić. Mimo tej świadomość otwarte okienko przyciągało jednak moje spojrzenie niczym magnez. Choć nie wiedziałem czy będę w stanie zrobić tam cokolwiek przydatnego, kurwa, nie wiedziałem nawet czy zorientuje się w pierdolonym interfejsie, coraz bardziej przekonany byłem, iż sięgnięcie ku innemu rozwiązaniu niż początkowo zamierzałem mogło się okazać lepsze.
Odetchnąłem głębiej, zacisnąłem dłonie w pięści i rozejrzałem się ponownie po pomieszczeniu nie mogąc się zdecydować. Ale na to przecież nie było czasu. Nie wiadomo, kiedy napastnicy zorientują się jaki popełnili błąd, czy też kiedy tępy ból głowy doprowadzi do stanu, w którym trudniej będzie mi zebrać myśli. Nie mogłem zwlekać, po prostu, kurwa, nie mogłem. Dlatego też, mimo iż zupełnie nie byłem pewien swojej decyzji, ponownie skupiłem wzrok na ekranie i pod wpływem impulsu zamknąłem okno przeglądarki. Skupiłem się na programie starając się odszukać tych opcji, które pozwolą przejąć mi kontrolę nad kamerami. A także tych, które pozwolą przekazać mi obraz gdzieś dalej, do mediów, na posterunek Strażników, gdziekolwiek.
Palce drżały mi, gdy uderzałem w ekran po raz to kolejny, mięśnie miałem napięte do granic możliwości. Nasłuchiwałem dokładnie dźwięków dochodzących spoza sali jednocześnie przebijając się przez kolejne partie menu. A kiedy w końcu udało mi się odnaleźć funkcje przekierowania niemal jęknąłem cicho otwierając kolejne małe okienko i szukając ustawień. Przecież musieli mieć coś, co w razie problemów prześle obraz na Posterunek Strażników, prawda? I może też do Capitol's Voice? Gdziekolwiek, gdzie można będzie go wykorzystać w chwilach, gdy sytuacja stawała się kryzysowa.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Lis 08, 2015 9:23 pm

Podjęte przez Jacka ryzyko opłaciło się - operacja została wykonana pomyślnie, a już po chwili na ekranie dało się zauważyć informujący o tym tekst w zielonej ramce: "Monitoring zastępczy aktywowany. Transmisja zarządzania kryzysowego włączona". Mężczyzna nie mógł jeszcze wiedzieć, dokąd powędrował obraz z banku, ani co dokładnie przedstawiał (główne kamery zostały przecież ostrzelane), ale litery z ekranu powinny go na chwilę uspokoić. Choć sytuacja, w jakiej się znajdował, na pewno w tym nie pomagała.

Już chwilę później, jeszcze zanim Strażnicy zdołali podjąć jakiekolwiek kroki, odezwały się ich telefony - to z Centrum Dowodzenia spływały do nich informacje oraz transmisja tego, co działo się w banku. Na nieszczęście, wiadomość dotarła także do telefonu Catrice, leżącego na kupce odebranych jej rzeczy, na kanapie w poczekalni. Teraz nikt nie zwracał na niego uwagi, ale sytuacja mogła zmienić się w przeciągu kilku sekund.


Previa, Valerius, Victor - na Waszych telefonach pojawił się przekaz z banku, jesteście w stanie zobaczyć każde pomieszczenie - klik!

Jeśli Wasza postać zdecyduje się oddać strzał, Mistrz Gry od razu (poza kolejnością) wystosuje dla Was legendę do rzutu kostką, uwzględniając obecną sytuację.


Eksperyment z kolejką nie sprawdził się, możecie więc dodawać posty w dowolnej kolejności, proponuję jednak porozumieć się między sobą w kwestii działania.
Następny post Mistrza Gry pojawi się, gdy wszyscy uczestnicy odpiszą w temacie lub po upływie 72 godzin.
Pamiętajcie, jeśli wiecie, że możecie nie wyrobić się w czasie z postem, możecie przesłać krótki opis działania postaci w prywatnej wiadomości do Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Bank   Pon Lis 09, 2015 9:44 am

Krótko i chaotycznie, przepraszam.

Kilka solidnie wymierzonych ciosów sprawiło, że oddychanie przez moment sprawiało trudność tak drobnej istocie, jaką była Catrice. Szaleńczy uśmiech, który mógł zauważyć jej kolega Blythe, zniknął na moment – tyle bowiem potrzebowała, by przywrócić do normy oddech i rozejrzeć się. Bez szemrania pozwoliła, by ją przeszukali – cwaniaczki, zabrali nawet wyciszoną komórkę, która mogła by być przydatna w tej głupiej sytuacji.
Mimo to jednak dziewczyna wcale nie żałowała tego, że uruchomiła urządzenie. Fakt, być może Previa Benner i spółka zmyją jej za to głowę, może nawet straci ładną szansę na pochwałę (jakby jej zależało, phi), ale… zaraz zaraz, nazywanie jej „białą ptaszyną”?! Bezgłośnie parsknęła, uspokajając się, gdy poczuła znajomy kształt.
Więc nie znaleźli wszystkiego, no proszę. A tacy niby zorganizowani, tacy grzeczni, tacy milutcy zbójnicy, którzy w piękny dzień napadają sobie na banki. Idioci. Jednak… Coś było nie tak. Bardzo nie tak. Cat wytężyła słuch, usiłując przypomnieć sobie, skąd zna głos tego frajera, który wydzierał się do jej krótkofalówki.
Znała ten głos, chociaż jego właściciel odzywał się wyjątkowo mało w trakcie ich wspólnego wypadu do Trzynastki. Uśmiechnęła się sama do siebie i spokojnie czekała na rozwój wypadków.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Bank   

Powrót do góry Go down
 

Bank

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Bank Cziki, Cziki Cza!
» Bank Nimue

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Kapitol :: Dzielnica Zachodnia-