IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Bank

 

 Bank

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Bank   Pią Paź 09, 2015 4:26 pm




Choć zdecydowaną większość spraw można dziś załatwić przez internet, czasem wizyta w tym miejscu jest po prostu konieczna. Masz problem z dostępem do konta? Chcesz porównać najlepsze oferty lokat długoterminowych? Kompetentna obsługa udzieli Ci odpowiedzi nawet na najbardziej wyczerpujące pytanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Sob Paź 17, 2015 12:14 pm

Poranek szóstego kwietnia był może trochę mglisty, ale nic nie zapowiadało niebezpieczeństwa - choć Kapitol borykał się ostatnio z wieloma problemami, od kilku miesięcy mógł pochwalić się też znaczną tendencją spadkową w kwestii popełnianych występków i przestępstw. Czy była to zasługa Strażników Pokoju, skupionych wreszcie wyłącznie na swojej pracy i nie rozpraszanych przez opozycjonistów z Kolczatki, czy też skutecznej polityki Rządowców? Nie szukano odpowiedzi na to pytanie, nikt nie kwestionował spokoju, który spłynął ostatnio na stolicę.
Dzielnica Zachodnia nie była wyjątkiem, życie toczyło się tu swoim torem, a dzień jak co dzień zastał pracowników banku oraz ich klientów. Parująca kawa przy biurku, pasjans rozgrywany z nudów, udzielenie wyczerpujących odpowiedzi wyjątkowo irytującemu klientowi i cicha obserwacja ludzi, wybierających pieniądze z bankomatu - to był doprawdy rutynowy dzień. Jednak nie na długo.
Tuż przed południem na ulicy przed bankiem rozległ się pisk opon, a duży, dostawczy samochód zatrzymał się już na chodniku, po czym po kolei zaczęły wyskakiwać z niego kolejne osoby. Było ich pięcioro, każde w żołnierskim mundurze i kominiarce na głowie; troje dzierżyło karabiny maszynowe i to oni pierwsi wtargnęli do banku, szybko dając o sobie znać. Pracownicy i klienci nie mieli czasu na reakcję, bo szklane ściany korytarza roztrzaskały się po serii wystrzelonej z karabinów, raniąc osoby znajdujące się w poczekalniach.  
- Wszyscy na ziemię! - dało się słyszeć donośny, męski głos, podczas gdy do banku wchodziła pozostała dwójka zamachowców - I niech nikt nawet nie myśli o wzywaniu pomocy, bo pożałujecie!
Jakby na potwierdzenie swoich słów, mężczyzna wycelował w pracownicę drugiego punktu obsługi, która sięgała ręką pod biurko. Strzelił, a jej bezwładne ciało po chwili osunęło się na podłogę; kałuża krwi rozlała się malowniczo, brudząc posadzkę.



mapka pomieszczenia


Moi drodzy, to jest napad!
Możecie wybrać miejsce, w którym znajdowała się Wasza postać, gdy pojawili się zamachowcy. Jeśli macie trudność z wymyśleniem powodu wizyty Waszej postaci w banku, dajcie znać.

Pracownicy znajdują się przy każdym z punktów obsługi klienta, obecnych jest także dwóch informatyków. Biuro prezesa (nieobecnego w budynku) oraz sala konferencyjna są zamknięte na klucz. Wstęp do depozytu można uzyskać tylko posługując się elektromagnetyczną kartą jednego z pracowników, kod do sejfu zna... no właśnie, to się jeszcze okaże.
Bankomaty znajdują się przy poczekalni nr 3.
(6 pracowników , 5 zamachowców, 4 Strażników Pokoju, 3 klientów banku)

Proszę o uzupełnienie pola przy sobie na okoliczność Scenariusza.
Strażnicy Pokoju mogą pojawić się dopiero w drugiej kolejce, czyli po następnym poście Mistrza Gry. Więcej informacji znajdą niebawem w swoich skrzynkach kontaktowych.
Aiden, Jack, Sonea - na Wasze posty czekamy 24 godziny, w innym wypadku Mistrz Gry sam wybierze Wasze miejsca pobytu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Bank   Sob Paź 17, 2015 7:48 pm

Wizyty w banku nigdy nie należały do moich ulubionych obowiązków, zbyt często wiązały się one ze staniem w dużych kolejkach i traceniem nerwów, gdy w grę wchodziły rozmowy o kolejnych kosztach utrzymania konta, oferty kredytów, których wcale nie chciało się wziąć, czy też propozycje założenia nowych lokat, jakby jedna miała mi nie wystarczyć. Tym razem jednak potrzebowałem przekonać się czy wszystkie formalności związane z przelaniem pieniężnego wsparcia od państwa zostały już dokonane, a także sprawdzić czy moje wyliczenia były właściwe, musiałem dobrze orientować się w stanie swoich finansów, a co za tym idzie w moich możliwościach, nim miałbym podjąć się działań, które od dawna krążyły mi po głowie.
Ze względu na krótki czas pracy (dzisiaj wyjątkowo mojego programu nie było na antenie, więc po ledwo trzech godzinach zrobiłem wszystko co do mnie należało i mogłem wracać do domu) udało mi się trafić do banku jeszcze przed południem, idealnie w moment, w którym ruch był na tyle niewielki, bym mógł spokojnie podejść do stanowiska nie skazany na żadne oczekiwania. Wszystko przebiegało gładziej niż myślałem, nawet pracownica wyjątkowo nie naciskała z nowymi ofertami, byłem więc już gotów w myślach uznać, że tym razem wizyta w banku miała należeć do tych przyjemny.
Zupełnie nie spodziewałem się tego co wydarzyło się później, kurwa, kto by się spodziewał? To miał być zwykły, pieprzony dzień. Nic nienormalnego. Dlatego też, kiedy usłyszałem huk wystrzału i trzask rozpadającego się szkła szarpnąłem się na krześle zaskoczony przestraszony, jednak zamiast odsunąć się, paść  na podłogę, zrobić cokolwiek co mogłoby wydawać się logicznym z punktu widzenia obrony własnego życia, po prostu zerknąłem w stronę źródła hałasu. A widok trzech osób z karabinami i donośny krzyk jednego były dla mnie niczym silny policzek.
Kurwa, zajebiście. Kurwa.
Miałeś za spokojne życie, Caulfield.

Zesztywniałem na chwilę patrząc w ich stronę, zbyt otumaniony szaleństwem, które rozpętało się w mojej głowie w momencie, w którym uświadomiłem sobie powagę sytuacji, by zrobić coś poza tępym gapieniem się na zamachowców. Otrząsnąć się nie pomógł mi też kolejny wystrzał, dźwięk, którego nie chciałem zidentyfikować, a także opadające bezwładne ciało i ciepły płyn, który obryzgał moje ubrania i policzek.
Kurwa.

|czyli stanowisko nr 2, ofc
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3360-aiden-newberry
http://panem.forumpl.net/t3374-aiden
http://panem.forumpl.net/t3373-aiden-newberry
Wiek : dobrze zakonserwowane 28 lat
Zawód : drobny przedsiębiorca, właściciel przybytku Terminal 5
Przy sobie : aparat fotograficzny, pendrive, tablet, zapalniczka, leki przeciwbólowe (6 tabletek)
Znaki szczególne : urok osobisty, olśniewający uśmiech produkcji kapitolińskiej kliniki urody, garnitur z serii 'nowobogacki bufon'

PisanieTemat: Re: Bank   Sob Paź 17, 2015 11:33 pm

Nieodparte, nieprzyjemne wrażenie, zupełnie jak guma przylepiona do podeszwy buta bądź – bardziej trafne w obecnych warunkach atmosferycznych – mgła przylegająca do każdego, nawet najdrobniejszego zagięcia marynarki, uparcie tłukło się w zmęczonym ubiegłą nocą umyśle. Ukojenia nie przyniosła ani mocna kawa, ani tym bardziej lodowaty prysznic: zamiast odzyskać jasność myśli, jedynie trząsłem się przez kwadrans z zimna, dwukrotnie niemal dokonując aktu kanibalizmu i odgryzając sobie język.
Takie były fakty: nie należałem do zaszczytnego grona rannych ptaszków, wczesny świt umiejscawiając w granicach godziny dziesiątej. Powód? Specyfika pracy, która wymaga całonocnej funkcjonalności na obrotach wyższych niż te osiągane przez poduszkowce przy starcie.
Albo zwykłe lenistwo.
Żyjąc w syntezie z doskwierającym bólem głowy, już przy opuszczaniu mieszkania uświadomiłem sobie, że moja torba z papierkową robotą gdzieś znikła. Poraziło mnie to do tego stopnia, iż niemal przegapiłem inne niecodzienne zjawisko: przetaczający się przez ulicę transportowiec. Nie był duży, ale wojskowy samochód nie musi zajmować połowy drogi , by zasiać w moim umyśle panikę. Wystarczy, że jesteśmy na krótko po atomowym wybuchu, a on zachowuje się jednoznacznie. I tak się składa, że byliśmy, a on się zachowywał.
Z trudem oderwałem wzrok od znikającego za zakrętem pojazdu, poświęcając całą uwagę majaczącemu w oddali celowi podróży – budynek banku zarysowywał się nieśmiało pośród rzednącej mgły, stanowiąc dla mnie namacalny dowód, że moje życie (jakkolwiek bezsensowne) mimo wszystko aż tak bezsensowne nie było. Pośród opancerzonych kas, może dziesiątki metrów pod ziemią bądź na wyciągnięcie ręki – gdzieś tam znajdowały się pieniądze, które spokojnie mogłem nazwać swoimi.
Dużo pieniędzy.
Znacznie więcej, niż potrzebował stary i – od nowego roku – pozbawiony rodziny kawaler.
Na wargach mimowolnie zatańczył kwaśny grymas, gdy po raz kolejny w przeciągu dzisiejszego dnia powróciłem myślami do Jeyne. Wysokiej, apatycznej, wyrachowanej Jeyne z lśniącymi oprawkami okularów, długimi palcami dłoni, zimnym uśmiechem, z jej odwiecznym nie bądź dziecinny. Wróciłem myślami do niej i do tego, jak atomowy grzybek zmiata ją z powierzchni ziemi niczym roześmiane dziecko zdmuchujące świeczki na urodzinowym torcie.
Trafne porównania pochłonęły mnie na tyle, że zmysłowi postrzegania umknął moment przekraczania progu banku i kierowania się ku najbliższej, wolnej, jakże apetycznej pracownicy banku, która przez najbliższą godzinę skrupulatnie będzie studiować demutualizację Terminalu, przepływy ekwiwalentne i wskaźniki zysków na akcję, co oznaczało mniej więcej tyle, że… czekało mnie długie, bolesne popołudnie.
Wkraczając w sferę punktu obsługi interesantów, gdzieś pomiędzy wyćwiczonym, swobodnym uśmiechem a zajęciem wskazanego miejsca, zdołałem zauważyć, że samo serce pomieszczenia stanowi pracownica banku – była jak plama skondensowanej czerni egzystująca za jedynym dostępnym tu biurkiem. Plama składała się z dwóch elementów: lśniących okularów i mnóstwa prostych, grubych, lśniących włosów, których obfitość sprawiała, że twarz kobiety wydawała się drobna i delikatna. Przez parę sekund przyglądaliśmy się sobie, chyba równie niepewnie, co z zainteresowaniem; garsonka, szpilki, biały sweterek – wszystko wyglądało na kupione w przyzwoitych sklepach, choć niekoniecznie w ostatnich dniach. Rozsiadłem się wygodniej na krześle, dokładnie w chwili, w której padło pierwsze pytanie.
W jakiej sprawie?
Ach, biznes własny.
Terminal 5? Och, niedaleko, trzy ulice stąd.
Taki młody i już właściciel?
Może herbaty?
Zobaczmy, co tu mamy…
Może zainteresuje pana długoterminowa pożycz-

- Nie. Dziękuję. Nie interesują mnie nowe oferty. Nie mam czasu. – jeśli się trzymać zasady: „czas to pieniądz”, nawet tak bardzo nie zełgałem, a mimo to padło na mnie znad okularów krótkie, ukradkowe spojrzenie barwy szafiru, które natychmiast pomknęło na ekran monitora. Długie, wypielęgnowane palce z zawrotną prędkością wpisują dane do komputera. Jednostajne, nużące klik klik klik jako symfonia dzisiejszego dnia.
Etyka zawodowa nie pozwoliłaby mi zbywać kogoś, kto spodziewa się, że własna pudernica eksploduje mu w twarz, lecz siedząca przede mną kobieta zdawała się być królową w swym małym, finansowym zamku.
- Przepraszam, za pięć minut muszę wyjść. Mam spotkanie.
- Z kim?
Podobne pytania mogą stawiać żony. Chyba była trochę bezczelna. Co znaczyło, że chyba jest bogata. Co z kolei implikowało kolejny wniosek – pewnie sypiała z prezesem.
- Z kochanką - zmieniłem uśmiech na szyderczy.
- Kocha ją pan? – mój żart odbił się od niej jak piłka od betonu. Dopiero teraz poczułem, jak mocno dokucza mi jej towarzystwo.
- Zakonnica po cywilnemu? – nawet nie czekałem, aż odpowie. -  Nie, nie kocham. Po prostu z niej korzystam.
- Oczywiście – klik klik klik klawiaturą, a potem uśmiechnęła się połówką ust. - Od tego są kobiety. Ładna?
Bogactwo nie mogło jej aż tak zepsuć. Po prostu czuła, jak bardzo jestem zmęczony i postanowiła urozmaicić sobie kolejny dzień pracy.
- Ujdzie. Ma bardzo opływowe kształty. - cóż, jedna z zalet prowadzenia klubu: stać mnie było na wyszukane trunki w obłych flaszkach. Bankierka już otwierała usta, by rzucić kolejną uwagę o niczym ale wtedy…
Wtedy wydarzyło się kilka rzeczy jednocześnie: powietrze nagle przeszył huk wystrzałów i zgrzytliwy dźwięk pękającego szkła, który w połączeniu z pojedynczymi, przerażonymi krzykami zasługiwał na nagrodę za najlepszy soundtrack z serii filmów akcji.
Zaraz po tym przywołałem obraz wojskowej ciężarówki przetaczającej się przez mgłę i – nie wiedzieć dlaczego – uznałem za oczywiste, że to żołnierze w przypływie kaprysu postanowili ostrzelać bank.
Później jednak przyszedł moment refleksji: niemal zaśmiałem się pod nosem na samą myśl, że długie i bolesne popołudnie dobiegnie końca znacznie szybciej (i boleśniej), niż zakładałem. Blada jak ściana, gotowa w każdej chwili zemdleć bankierka wpatrywała się z niedowierzaniem w rozbite w drobny mak szyby korytarza, zaś ja w chwili napadu – w końcu przestałem obwiniać żołnierzy i założyłem wariant uzbrojonych napastników. Z zaskakującym posłuszeństwem (doświadczenie podpowiadało, że ludzi z bronią w ręku należy słuchać, szanować, w ostateczności starać się nie zwracać na siebie ich uwagi) przylgnąłem do zimnej i cuchnącej środkami czystości posadzki - przyjmowałem dobiegające z odległości kilku metrów okrzyki z błogą nieświadomością znokautowanego już wcześniej boksera, którym miotają o liny coraz potężniejszymi sierpowymi, ale który nie czuje siły uderzeń, bo nie ochłonął jeszcze po pierwszym.

stanowisko numer cztery!



Rain falls, he's drowning in his secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Paź 18, 2015 12:44 pm

Martwa pracownica nie zrobiła wrażenia na żadnym z zamachowców, którzy po kolei zajmowali swoje miejsca w budynku tak sprawnie, jakby ćwiczyli to wcześniej. Wyglądało na to, że byli dobrze przygotowani, najprawdopodobniej planowali ten napad od dłuższego czasu i wybrali szósty kwietnia, nieszczęsny dla wszystkich klientów i pracowników, na idealny dzień dla swoich działań.
Była ich piątka, każde ubrane w żołnierski mundur i tylko jedna sylwetka odróżniała się na tyle, by z całym przekonaniem móc stwierdzić, że jest kobieca. Kominiarki zasłaniały ich twarze, ale na wszelki wypadek jeden z bandytów zadbał także o monitoring - obchodząc pomieszczenie strzelał z karabinu do każdej kamery, wiedząc doskonale, gdzie są zamontowane.
Dwójka napastników ruszyła natychmiast w stronę stanowisk informatyków i wyciągnęła ich z pomieszczenia, celując w plecy i zmuszając do przeniesienia się w okolicę pierwszej poczekalni. Tam też dołączyli do Sonei, kulącej się przed kanapą; ręce dziewczyny poranione były odłamkami szkła z korytarza.
- Hej, ty! - krzyknął w stronę Jacka jeden z mężczyzn w kominiarkach, niedbale wskazując obryzganego krwią Caulfielda swoim pistoletem - Podaj mi jej kartę. Tylko bez gwałtownych ruchów, mam cię na celowniku! - wydał ten rozkaz, jednym okiem obserwując wejście, jakby w każdej chwili spodziewał się kontrataku ze strony Strażników Pokoju.
Ale czy oni wiedzieli już, co działo się w banku? Czy martwa pracownica zdążyła ich ostrzec? Jej koleżanka, znajdująca się w towarzystwie Aidena, chyba w to wątpiła.
- Psst, nad twoim lewym ramieniem - natarczywy szept dotarł do ucha pana Newberry - Naciśnij ten czerwony guzik - poprosiła, a gdyby mężczyzna zdecydował się odwrócić i lekko unieść głowę, tuż pod blatem biurka zauważyłby przycisk, o którym mówiła bankierka. Czy zdecydowałby się zaryzykować? Nie miał zbyt wiele czasu, bo zamachowcy zaczęli już zaganiać wszystkich obecnych w banku do kanap przy pierwszej poczekalni.
Kobieta w kominiarce pobiegła w głąb budynku, pragnąc upewnić się, że w pomieszczeniach socjalnych i toaletach nie ukrywa się już żadnej zakładnik, a jej zamaskowany wspólnik pociągnął za sobą pracownicę stanowiska pierwszego i celując jej w głowę, stanął tuż przy wejściu, dając sygnał każdemu, kto pomyślałby o akcji ratowniczej z zewnątrz.



Strażnicy Pokoju mogą już pisać w temacie, wedle wytycznych zamieszczonych w ich skrzynkach kontaktowych.
Ta tura odpisów pomoże nam ustalić kolejkę postów, póki co, możecie pisać w dowolnej kolejności.
Następny post Mistrza Gry pojawi się, gdy wszyscy uczestnicy odpiszą w temacie lub po upłynięciu 72 godzin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Paź 18, 2015 4:25 pm

|po (nie)spisaniu panienki Favley

Patrolowałem dziś Dzielnicę Zachodnią wraz z oficer Benner. Wszystko wydawało się być w jak najlepszym porządku. Nie działo się nic, co mogłoby przykuć naszą uwagę, prócz jednego pijaczyny, który postanowił skimać się na parkowej ławce. Obudziliśmy go, pouczyliśmy, nakazaliśmy wrócić do domu – stała procedura, przy czym mieliśmy oko na to, czy nie zmienił przypadkiem ławki i nie śpi kilka kroków dalej, albo pod jakimś drzewem.
Opowiadałem właśnie Benner, jednej z nielicznych kobiet, które szanowałem w wojsku i nie śmiałem obrażać jej kompetencji, gdy doszło do nas niepokojące zgłoszenie. Niestety, musiałem przerwać niezwykle zajmującą historię o moim przyjacielu Tommy’m, który przesadził na siłce z ciężarami, popisując się przed jakimiś nowymi rekrutkami, gdyż musieliśmy gnać w kierunku banku. Czyżby serio ktoś odważył się go obrabować? Nie mieściło mi się to w głowie, ale, cóż, ludzie miewali różne pomysły. Jak wtedy Kolczatka chciała okraść dostawę broni... Phi!
Zabłysnę spostrzegawczością, stwierdzając, że mamy do czynienia z rabowaniem banku – odparłem, gdy dotarliśmy na miejsce i mogliśmy rozeznać się mniej więcej w sytuacji. W oczka rzucił mi się również fakt, iż nasi niegrzeczni chłopcy posiadali mundury strażników. Nie miałem pojęcia, ilu ich było. Widziałem jak na razie jednego, ale zdecydowanie byli uzbrojeni, a także przetrzymywali zakałdników.
Pani oficer, tam mamy otwarte okno – rzuciłem zaraz, gdy mój wzrok padł na jakieś pomieszczenie. Chyba sala konferencyjna, jednakże nie miałem pewności. – Ściągamy mediatora?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Paź 18, 2015 10:30 pm

Szósty kwietnia zapowiadał się jako piękny, uroczy i jakże wspaniały wiosenny dzień, w którym Cat miała odbyć swój kolejny patrol. Doprawdy, to zakrawało na rutynę, praktycznie trzy miesiące musztry i patroli, dzięki którym mięśnie nabrały sprężystości, a umysł – dawnego, stoickiego spokoju, którego nie było w stanie zepsuć nawet spotkanie z Cordelią… Z którą panna Tudor jeszcze nie skończyła.
Tego dnia jej partnerem był Victor Blythe; ich mała wycieczka przebiegała wyjątkowo spokojnie, nie mieli nawet żadnych problemów. Zaraz, zaraz, liczy się szczeniak na deskorolce, który o mało co nie potrącił staruszki? Cat złapała za fraki nastolatka i porządnie zrugała, czerpiąc niemałą satysfakcję z tego, iż deskorolka powędrowała w ręce właściciela. Victor był zaś miłym partnerem, nie musieli snuć nudnych rozmów o pogodzie – mogli rozmawiać o broni, jedzeniu, filmach w kinie; gość stanowił po prostu udane towarzystwo.
Jakiemu idiocie mogło przyjść do głowy, żeby napadać na bank? Usłyszawszy tę informację przez swoją krótkofalówkę, Catrice o mało co nie parsknęła śmiechem, rzucając Victorowi szybkie spojrzenie i wskazując mu drogę. Dookoła banku powoli gromadzili się gapie, narastał też gwar podnieconych głosów; każdy miał swoją teorię odnośnie tożsamości sprawców, ofiar śmiertelnych, liczebności sprawców.
- Jesteśmy pod bankiem, widać jednego z napastników, kominiarka na głowie, celuje w głowę pracownicy banku. – powiedziała cichym tonem do krótkofalówki, przekazując informacje dowódcom. Podekscytowany głos, oraz wskazujące pewien konkretny punkt budynku ramię przykuły jej uwagę. – Widzę otwarte okno. – dodała, dopiero teraz dostrzegając Benner i – co za zaskoczenie – Angeliniego.
Podeszła do nich i przyjrzała się uważnie napastnikowi. Z tego miejsca miałaby nawet możliwość pięknego strzału… Ale lepiej się nie wychylać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3164-victor-blythe
http://panem.forumpl.net/t3187-victor#49890
http://panem.forumpl.net/t3186-victor-blythe
http://panem.forumpl.net/t3188-victor#49893
http://panem.forumpl.net/t3189-victor-blythe#49896
Wiek : 27
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, broń palna, magazynek z 15 nabojami, zezwolenie na posiadanie broni

PisanieTemat: Re: Bank   Nie Paź 18, 2015 11:40 pm

Praca aktualnie była tym, czego najbardziej mu było trzeba. Musiał oczyścić swój umysł, zapomnieć o rzeczywistości i po prostu włożyć w coś ręce, aby nie kręcić ciągle młynków palcami, patrząc tempo w ciemny sufit i przypominając sobie tamten dzień. Dla zwykłych obserwatorów na pewno nie wyglądał jak człowiek, w którym zgasł ostatni płomień nadziei. Niemalże nie rozstawał się ze swoim mundurem, wracał do domu na kilka godzin, aby zjeść jeden porządny posiłek, wziąć szybki prysznic i zabrać swojego pupila na spacer. Choć wcześniej nie pijał kawy, ostatnimi czasy wlewał w siebie całe jej litry, łudząc się, że jakoś utrzyma go to na nogach. Od tamtego zdarzenia nie było dnia, aby przespał spokojnie całą noc, więc w końcu przestał próbować.
Dla wielu jego współpracowników musiało wyglądać to niecodziennie. Już wcześniej zdarzało mu się pracować dużo, jednak teraz brał wszystkie wolne dyżury. Kiedy słyszał, że ktoś potrzebuje zwolnienia, był pierwszym w kolejce, aby tą osobę zastąpić. Niektórzy mówili, że zależy mu na awansie, że chce wkupić się w łaski przełożonych, jednak Victor puszczał to wszystko mimo uszu, wiedząc, co jest prawdziwym powodem i nie zamierzając z nikim się nim dzielić.
Kiedy czasem, przypadkiem jego myśli zbłądziły w te niezbyt przyjemne rejony, myślał o tym, że powinien powiadomić swoich rodziców. Powinni wiedzieć, co działo się z ich starszą córką, aby móc należycie przeżyć jej śmierć. Za każdym razem jednak, kiedy siadał nad pustą kartką papieru, nie potrafił ułożyć swoich myśli w słowa. Zdania rozpadały się w jego głowie na kawałki i nie był wstanie pozbierać ich razem w logiczną i zrozumiałą całość. Dlatego oni wciąż żyli w nieświadomości swoim spokojnym, cichym życiem w dystrykcie, nie mając pojęcia, jak bardzo ich świat wywrócił się do góry nogami.
Gdyby tylko mógł z kimś porozmawiać, otworzyć się i wyznać, jak potwornie się czuje i jak bardzo nie potrafi poradzić sobie ze wszystkim, co się wydarzyło. Zamiast tego trzymał emocje w sobie, dusząc je i spychając coraz głębiej, przybierając dobrą minę do złej gry i zachowując się tak, jakby nic nie uległo zmianie. Bo przecież miał świadomość tego, że nigdy więcej jej nie zobaczy i pozornie powinien być na to gotowy. Nie był, bo przecież na takie rzeczy nie można się przygotować.
Szósty kwietnia był więc kolejnym, zwykłym dniem. Rutynowy patrol w towarzystwie Catrice po Dzielnicy Zachodniej, z którą naprawdę pracowało mu się doskonale. Nie musiał się martwić o głupie rozmowy, które próbowały wypełnić ciszę i czas. Okazało się, że mają całkiem sporo tematów, przy których poruszaniu nie musieli się wcale wysilać. Chociaż z uśmiechem przyglądał się kobiecie dającej reprymendę dzieciakowi, który niemalże potrącił staruszkę nieuważnie jadąc na swojej deskorolce, w myślach wciąż prosił o to, aby wydarzyło się cokolwiek więcej, aby mógł zacząć naprawdę pracować, a nie jedynie podziwiać okoliczne widoki i usilnie odciągać swoje myśli na inne tory. Każdy dzień wyglądał ostatnio tak samo i już nawet praca nie potrafiła utrzymać go na dystans od wszelkich wspomnień. Kiedy więc odezwały się ich krótkofalówki, podając informację o napadzie, niemalże rzucił się biegiem we wskazanym kierunku, rzucając wcześniej swojej towarzystwie spojrzenie pełne niezdrowej ekscytacji i podekscytowania. Sprawdził obecność broni i ilość naboi, które posiadał i ruszył w odpowiednią stronę przełączając się na odpowiedni tryb i skupiając tylko wyłącznie na tym, co zastał na miejscu.
Już z oddali dostrzegł mężczyznę w kominiarce na głowie, przytykającego lufę pistoletu do głowy przerażonej kobiety. Zatrzymał się w odpowiedniej odległości, obserwując uważnie okolicę i tłum, który zaczynał zbierać się dookoła. Nie powinno ich tam być, ci ludzie, nie dość że narażali siebie, mogli dodatkowo utrudnić przeprowadzenie całej akcji i przysporzyć jedynie więcej ofiar, czego na pewno nie chciał osiągnąć. Aktualnie miał dosyć śmierci.
Jego wzrok powędrował w miejsce, które wskazała Catrice; otwarte okno, które mogło stanowić furtkę do wnętrza budynku. I chociaż była ich czwórka, wkrótce dostrzegł także drugą parę Strażników, wejście przez główne drzwi wiązało się z jeszcze większym narażeniem życia pracownicy i być może gapiów, którzy nieostrożnie, niczym bezmyślni głupcy, przyglądali się samej scenie. Nie mógł się jednak dziwić, skoro część z nich mogło bawić oglądanie Igrzysk, wydarzenia na żywo musiały stanowić jeszcze większą rozrywkę.
W ślad za Tudor podszedł do Benner i Angeliniego, witając się jedynie skinieniem głowy, aby jak najszybciej przejść do sedna sprawy.
- Genialnie – rzucił na początek, wpatrując się w mężczyznę w kominiarce – Napady na bank z użyciem broni są zdecydowanie tym, czego nam w życiu potrzeba. Co robimy? Na początek proponuję pozbycie się tych wszystkich ludzi, tylko utrudniają nam pracę – rzucił, z zaskoczeniem i zniesmaczeniem zauważając, że tłum z każdą chwilą staje się coraz większy. Z drugiej jednak strony, chwilowo mógł stanowić osłonę pomiędzy nimi i napastnikami, którzy mogli jeszcze nie być świadomi przybycia Strażników. Było tyle opcji i każda z nich wydawała się mieć zaledwie plusy i minusy. Bez ryzyka jednak nie ma zabawy i chociaż nie o rozrywkę tutaj chodziło, prędzej czy później musieli jakoś zareagować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2631-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3117-previa
http://panem.forumpl.net/t3118-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3119-dysonans-poznawczy
http://panem.forumpl.net/t3146-previa
http://panem.forumpl.net/t3126-previa-benner
Wiek : 30 lat
Zawód : Strażnik Pokoju || pani oficer
Przy sobie : broń palna, magazynek z piętnastoma nabojami, w pełni skompletowany mundur żołnierza, telefon, paczka papierosów, zapalniczka, nóż ceramiczny, krótkofalówka, antybiotyk (3 tabletki)
Znaki szczególne : blizny na dłoniach, szaleństwo w oczach, dziura zamiast serca
Obrażenia : ogólne osłabienie (boli mnie głowa i nie mogę spać ♫)

PisanieTemat: Re: Bank   Pon Paź 19, 2015 5:03 pm

Jest lepiej niż przed czterema miesiącami.
Może nie dobrze, ale lepiej. W minimalnym stopniu, w ułamku setnym nieskończoności.  Już nie próbowałam wmawiać sobie, że wszystko w porządku, że wybuchowy (dosłownie) sylwester to cień przeszłości, wspomnienie, które mogę wymazać z pamięci, bo przecież – jak zwykle – wyszłam z katastrofy niemal bez szwanku.
Mechanizmy obronne w hipokampie działały na pełnych obrotach, maszyna autodestrukcji pędziła do przodu jak pozbawiony hamulców pociąg – po etapie wyparcia, złości, negocjacji i depresji przyszedł czas na pełną akceptację. Nic prostszego: wstać, spojrzeć na własne odbicie w stanowczo zbyt brudnym lustrze i przyznać na głos
byłam, jestem i będę trzęsącą się ze strachu kupą niezdrowej tkanki mózgowej. Szaleńcem. Świrem z urojeniami.
Przecież wyznanie winy jest bezbolesne.
Nieuzależniające.
Nieszkodliwe.
Tanie, tak tanie.
Wystarczy odciąć się od poprzednich etapów brutalnego, zezwierzęconego życia. Odebrać sobie możliwości wyboru, możliwości powrotu, zrzec się tych miliona Proteuszowych potencjalności, dla których budzisz się co ranek w cywilizacji, a które zamulają ci świadomość. W końcu najlepsze lekarstwo zwykle ma gorzki smak, co?
Być może dlatego uporczywie staram się nie myśleć o popełnionych błędach, o niedociągnięciach i potknięciach, które – choć odtrąbione zostały jako wielki sukces nad rozpracowaniem struktur Kolczatki – okazały się zamkiem z piasku, zmiecionym przez najbliższy, silniejszy przypływ nazywany przez tubylców amnestią… co w wolnym tłumaczeniu opartym o Słownik Wyrazów Bliskoznacznych Benner brzmiało ni mniej, ni więcej jak całujcie mnie wszyscy w dupę.
Najwyraźniej Los dość dosłownie potraktował zalecenie i opuścił pokład statku na dobre, szóstego kwietnia pozostawiając mnie z pełną gamą czynników prowadzących do permanentnej złości: nad miską zjełczałej owsianki stwierdziłam, że wszystko mnie boli, w drodze na posterunek uznałam, że podczas treningu chyba ponadrywałam sobie ścięgna, a kierując się na patrol wystawiłam odważną diagnozę, że zamiast mięśni mam rozmokłą gąbkę, co z kolei wywołało u Valeriusa uzasadniony atak wesołości. Mogłam dziękować sile wyższej, że to właśnie Angelini był moim towarzyszem niedoli – darował sobie przydługie historie o nocnych eskapadach, nie opowiadał nudnych anegdotek z życia rodzinnego, nie zadawał przygłupawych pytań z serii jaki jest twój ulubiony kolor? Lubisz dominować? i przede wszystkim – doskonale znał zakres swoich obowiązków. Plan przetrwania służby zakładał omijanie szerokim łukiem małżeńskich kłótni i zajmowanie się znacznie mniej groźnymi osobnikami (każdy wolałby kontrolować pijaczka o zaskakującym bukiecie zapachowym z serii Chanel de Szambo niż wściekłą, zdradzoną przez męża kobietę, uzbrojoną na dodatek w nóż do patroszenia ryb)… ale ledwie kilka minut po dwunastej wszystkie założenia trafił szlag.
Gdyby ktoś przy śniadaniu powiedział, że jeszcze dzisiaj dostanę informację o napadzie na bank, najpewniej – w trosce o bezpieczeństwo społeczeństwa (i własne) – wykręciłabym numer do najbliższej kliniki z pokojami bez klamek.
Tymczasem obłęd okazał się rzeczywistością, a Szalony Kapelusznik gospodarzem imprezy.
I właśnie wtedy po raz pierwszy od bardzo, bardzo dawna poczułam się jak ryba w wodzie. Jak miś w lasku pełnym miodowych dzbanuszków. Jak pionier odkrywający zakamarki kobiecego ciała.
Lekki posmak ekscytacji, słodka trucizna owoców Edenu. Nareszcie! Teraz pobawimy się w śmierć po mojemu, panowie! Tak, jak należy. Nie pozwolę wam dopiąć swego, koledzy zamachowcy, bo jestem o wiele większym psem od was. Sami rozumiecie, już taki jest ten nasz świat – zły i parszywy.
- Rabowaniem banku w samo południe. Panie Angelini, coś mi tu śmierdzi westernem – uniosłam kąciki ust w doskonałej imitacji uśmiechu, wbijając czujne spojrzenie w budynek banku… i coraz bardziej gęstniejący tłum.
Na każdym kroku przesrane, co za ból.
Pobieżna ocena sytuacji doprowadziła mnie do dwóch, niepokojących wniosków: po pierwsze, napastnicy posiadali wojskowe mundury, co rodziło kolejne pytania – skąd je wzięli? Ukradli? Wystrzelali oddział, zdobyli na trupach? Wydziergali na drutach w przerwie na reklamy? żołnierzami? po drugie zaś – było ich co najmniej trzech. Jeden, w zasięgu strzału, z zakładniczką, która lada moment mogła pożegnać się z płatem czołowym… poza tym dwóch, może więcej, którzy zadbali o resztę personelu oraz właściwą część wizyty w banku.
I coś mi mówiło, że nie wpadli tu, żeby zaciągać kredyt hipoteczny.
- Ktoś znacznie mądrzejszy ode mnie powiedział, że z zamachowcami się nie negocjuje… do zamachowców się strzela. Niestety, poza napastnikami mamy też zakładników i całą hordę gapiów, co wyklucza namiętną wymianę ognia – lekkie, niemal niezauważalne skinięcie głowy było jedynym powitaniem, na jakie mogłam się zdobyć w obecnych okolicznościach wobec Victora i Catrice. - Angelini, ściągaj mediatora i posiłki… byle po cichu, niech nie zjeżdżają się tutaj jak na zlot sympatyków policyjnych wózków. Niech ktoś w centrali się wysili i zdobędzie mi pełną listę pracowników, którzy byli obecni w budynku. Imiona, nazwiska, pierdolone numery butów, chcę wiedzieć wszystko – w jakich pomieszczeniach pracowali, ilu ich było, czy kamery wciąż działają, czy jest tu wyjście ewakuacyjne, przynajmniej określimy minimalną liczbę zakładników. Ja i Blythe za moment rozgonimy towarzystwo, ale najpierw… - szybki rachunek prawdopodobieństwa, tak albo nie, czarne bądź białe, życie lub śmierć – mieliśmy jedyną szansę na wykorzystanie uchylonego okna, ten krótki moment, w którym niewiedza przeciwnika działa na naszą korzyść a zamieszanie z gapiami odciąga uwagę od właściwego sedna działań.
Teraz albo nigdy.
- Tudor, dasz radę podkraść się do okna? Jest nisko, więc wespniesz się bez problemu, damy Ci trochę czasu i przyciągniemy ich uwagę, kiedy będziesz się wkradać. Nie rób niczego sama, musimy poznać liczbę zamachowców, gdzie są zakładnicy… i czy są ofiary. To jak, gramy? – zerknęłam w stronę zakładniczki, odliczając w myślach minuty, które jej pozostały. Wystarczy jeden błąd – jeden błąd z naszej strony, a powietrze wypełni galaretowana, szarawa substancja, która kiedyś była mózgiem.
Nieprzyjemne, ale  fascynujące zjawisko.
Nie czekając, aż sprawy przybiorą jeszcze bardziej niekorzystny obrót, ruszyłam w stronę najbliższej grupki gapiów, lekkim skinięciem głowy dając znak Tudor, by wykorzystała moment na swoją korzyść – i choć sama obecnie znajdowałam się w niemal prostej linii strzału zamachowca, na pełnię uwagi zasługiwało jedynie zbędne zbiegowisko.


i'm playing the villain, baby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Bank   Wto Paź 20, 2015 10:09 pm

Dlaczego nie wróciłem po prostu do domu? Czemu uparłem się żeby to akurat dziś poprowadzić z Rory tę rozmowę? Jakby dzień moich urodzin miał być faktycznie jakoś szczególny i jak najbardziej odpowiedni do składania takich propozycji. Kurwa, przecież mogłem załatwić to w każdym innym terminie, a dziś sobie po prostu odpuścić, zrelaksować się, odpocząć. Ale nie, chciałem załatwić to jak najszybciej i teraz miałem za swoje. Najcudowniejszy możliwy prezent pod słońcem, bycie zakładnikiem w czasie napadu na bank, wspaniale.
Siedziałem cały czas gapiąc się w ich stronę, jakby w jakiś masochistycznym odruchu mój umysł starał się szukać coraz to dobitniejszego potwierdzenia na ironię losu, która mnie dziś dotknęła. Nie drgnąłem kiedy inni ludzie będący w zasięgu mojego wzroku posłusznie opadali na podłogę, nie powtórzyłem ich zachowania, nie uniosłem również ręki by otrzeć krew z policzka. Krew martwej pracownicy. Naprawdę miałem dziś pierdolonego farta, w końcu wybrałem właśnie to stanowisko, podszedłem do kobiety, która po paru chwilach miała paść martwa na biurko przy którym i ja siedziałem, opryskując mnie i najbliższe otoczenie czerwonym płynem.
Przynajmniej to była szybka śmierć. W końcu nie słyszałem żadnych jęków bólu, nieprzyjemnego charczenia czy spazmatycznych głośnych oddechów, a była mała szansa bym ich nie zarejestrował siedząc tak blisko. Taką miałem nadzieję.
Potok moich nieskładnych rozmyślań przerwał ponowny okrzyk jednego z zamachowców, skoncentrowałem na nim wzrok zastanawiając się do kogo się zwraca, gdy jednak zrozumiałem, że jego pistolet skierowany jest w moją stronę przymknąłem na chwilę oczy i odetchnąłem ciężej, nie mogąc nie docenić narastającej ironii sytuacji. Świetnie, Caulfield, naprawdę świetnie.
Powoli podniosłem się z krzesła i starając się nie tracić z oczu celującego we mnie mężczyzny przysunąłem się bliżej w stronę martwej bankierki opuszczając wzrok tylko na chwilę, by poszukać wspomnianej karty. Gdy tylko ją zauważyłem szybko po nią sięgnąłem by następnie odwrócić się od ciała i ponownie odetchnąć, starając się zignorować fakt, iż opierając dłoń na biurku ubrudziłem ją odrobinę w krwi. Zamiast tego podszedłem do napastnika i wyciągnąłem przed siebie bez słowa ten cholerny kawałek plastiku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3360-aiden-newberry
http://panem.forumpl.net/t3374-aiden
http://panem.forumpl.net/t3373-aiden-newberry
Wiek : dobrze zakonserwowane 28 lat
Zawód : drobny przedsiębiorca, właściciel przybytku Terminal 5
Przy sobie : aparat fotograficzny, pendrive, tablet, zapalniczka, leki przeciwbólowe (6 tabletek)
Znaki szczególne : urok osobisty, olśniewający uśmiech produkcji kapitolińskiej kliniki urody, garnitur z serii 'nowobogacki bufon'

PisanieTemat: Re: Bank   Wto Paź 20, 2015 11:58 pm

Czasami porażał mnie bezmiar ludzkiej naiwności.
Mogłem godzinami naśmiewać się z tych, którzy w imię wyższego dobra, szlachetnych haseł i chwalebnych zasad walczą o lepszy dzień – mogłem robić to z pełną świadomością własnej hipokryzji, tchórzostwa i bezsensownej potrzeby wyrzekania się własnego, ułomnego, karłowatego ja. Zasada była prosta: każda decyzja, każde przedsięwzięcie, każdy, nawet najdrobniejszy krok niósł ze sobą nieuchronne konsekwencje. Wrzuć kamień do wody, a kręgi rozejdą się na wszystkie strony.
W obecnej sytuacji było tak samo. Nawet jeszcze bardziej intensywnie – podejmujesz decyzję, ryzyko, ten krótki ułamek sekundy, który może zaważyć o twoim być-albo-nie-być i właśnie w tym samym momencie fale idą w przyszłość i w przeszłość. Im dalej, tym słabsze, więc najpierw pojawia się wyłącznie lekkie, niepokojące drżenie w piersi, zupełnie jakby ktoś wetknął do niej oszalałego ze strachu kolibra. Ale przecież, gdzieś podskórnie, w najgłębszych zakamarkach podświadomości doskonale czujesz, że zbliża się wielki finał raz podjętej, nieodwołalnej decyzji. I wtedy pojawia się panika: co to jest? Z czym mam do czynienia? Co tak właściwie się dzieje?
Tymczasem wyjaśnienie przychodzi samo, odpowiedź pada niemal równolegle do cienia rzucanego przez konsekwencje: czułeś koniec czasów człowieka. Czułeś, że usuwa ci się ziemia spod nóg; na czymś stać trzeba, więc naturalną koleją rzeczy zacząłeś budować rusztowania - ale im wyżej ty stałeś, tym one były chybotliwsze; im ty potężniejszy, tym one wątlejsze. Wszystko się wali. Zawaliło się.
Prawda, panie Newberry? Zawaliło się.
To nie był żaden przypadek. To nie był chichot losu, nieszczęśliwy zbieg okoliczności, zaplanowana przez siły wyższe katastrofa na miarę lokalną – w chwili, gdy do banku wkroczyli zamachowcy, w chwili, gdy rozległy się pierwsze strzały a szept pracownicy, z którą ledwie moment wcześniej prowadziłeś niezobowiązującą rozmowę, small talk dla ubogich, wdarł się w zwoje mózgowe zupełnie jak zwodnicze syczenie węża, który…
Bredzę.
Nie miałem czasu na filozoficzne rozważania o naturze podejmowanych w życiu decyzji – prawda bowiem była znacznie brutalniejsza od najbardziej czarnych scenariuszy, które mógłbym przewidzieć. Liczyły się fakty… a te zamykały się w dwóch słowach: zakładnik… i pomoc. Matematyka była bezlitosna – jeden trup i jak najszybsze przybycie Strażników kontra słodka niewiedza służb porządkowych i względne bezpieczeństwo, które rozwiać mogło się równie prędko, co marzenie o zjedzeniu dzisiaj dobrego lunchu.
Jebać to.
Jeszcze nigdy nie gardziłem swoją naturą tak, jak w momencie, w którym podrywałem się z ziemi, unosząc ręce w geście bezwarunkowej kapitulacji – nagły, energiczny ruch najpewniej skutecznie przyciągnął uwagę uzbrojonych po zęby zamachowców i – co jest równie pewne – przynajmniej jeden z nich nie omieszkał wycelować w plecy idioty, który podniósł się z ziemi.
Cała sztuczka polegała jednak na jak najprędszym podnoszeniu dłoni… i jak najwolniejszym unoszeniem kolana, czyli najmniej podejrzanej o niecne zamiary części ciała. Kiedy ręce wędrowały w górę, ściągając tym samym uwagę na dłonie, w których nadgorliwy i przewrażliwiony na punkcie swego bezpieczeństwa obywatel mógł trzymać broń, kolano boleśnie zderzało się z dolną częścią pulpitu biurka, z dużym prawdopodobieństwem napotykając czerwony guzik.
Oby.
Może?
Do diabła, i tak za późno na wątpliwości.
Decyzja zapadła, kręgi zaczęły rozchodzić się po wodnej toni… a ja przestałem być błogo, niedowierzająco uśmiechniętym naiwniakiem, który szedł wysypać śmieci i ujrzał nagle trupa w kontenerze.



Rain falls, he's drowning in his secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Sro Paź 21, 2015 9:56 pm

W środku

Czas uciekał rabusiom przez palce, ale póki co, żadne z nich nie zdradzało objawów niepokoju. Mieli plan i wiedzieli, że ich największym wrogiem, oczywiście po szwadronie Strażników Pokoju, będzie chaos. Każdy realizował przydzielone wcześniej zadania, nie rozmawiali między sobą, a jedynie wymieniali spojrzenia lub krótkie skinienia - byli spokojni, jak gdyby napad był tylko rutynową czynnością, do której już przywykli.
Wyczyn Aidena, na całe szczęście dla niego, pozostał niezauważony. Co by było, gdyby któryś z zamachowców zorientował się, że Newberry wcisnął właśnie czerwony, tajemniczy przycisk? Mężczyzna nie musiał sobie tego długo wyobrażać - dowód leżał przy stanowisku drugim; martwy i brudzący posadzkę własną krwią. Pracownica, która  poleciła mu wykonanie tego heroicznego czynu, teraz uśmiechnęła się do niego blado, a zaraz po tym zarobiła cios kolbą pistoletu w łopatkę; sam Aiden też nie uniknął bycia poszturchiwanym przez całą drogę od stanowiska do poczekalni numer jeden.
- Kurwa, Strażnicy już tu są! - wykrzyknął nagle mężczyzna, znajdujący się najbliżej wejścia i wciąż trzymający na muszce jedną z pracownic - Streszczajcie się!
Jak mundurowi dotarli tu tak szybko od momentu rozpoczęcia napadu? Jeśli naciśnięcie guzika przez Aidena wysłałoby im sygnał, niemożliwością byłoby pojawienie się pod bankiem w tak krótkim czasie. Ktoś inny musiał ich powiadomić, czyżby była to martwa pracownica?
- Idziesz ze mną - rozkazał zamaskowany mężczyzna, nie przyjmując karty od Jacka, a zamiast tego wskazując mu drogę w głąb budynku - Do depozytu, panie przodem - trzymając go na muszce, ruszył przed siebie.
Skończywszy sprawdzanie pomieszczeń, kobieta z karabinem powróciła do holu głównego i zajęła się przeszukiwaniem zgromadzonych w poczekalni osób, jednak Aidan znowu miał szczęście - zanim zdążyła położyć ręce na jego cennym ekwipunku, jeden z mężczyzn poderwał go na równe nogi i popchnął w stronę wyjścia.
- Pogadasz ze Strażnikami, jak tylko się odezwą - oznajmił szorstkim tonem - Trzy razy powiesz im, żeby się pierdolili, za czwartym możesz zwrócić się do mnie, wtedy przekażę im wiadomość, którą zrozumieją - najwidoczniej nie chciał rozmawiać ze Strażnikami osobiście. Czyżby bał się, że rozpoznają nawet jego głos? Może te żołnierskie mundury nie były jednak przypadkowe?


Jack - jeśli zdecydujesz się przedefilować posłusznie i bez żadnego incydentu, dotrzesz do drzwi depozytu, jednak po przyłożeniu karty wyświetli się komunikat "Budynek zagrożony - depozyt zamknięty" - będzie to efekt działania Aidena, o którym, niestety, musisz poinformować mężczyznę trzymającego Cię na muszce.

Na zewnątrz

Tłum gęstniał z każdą chwilą, każdy był zainteresowany rozwojem sytuacji w banku i wszyscy chcieli widzieć, co dzieje się w środku - czwórka Strażników napotkała sporo trudności przy próbie rozpędzenia gapiów. Ledwo przegonili kogoś z chodnika, pojawiały się na nim trzy nowe osoby, które na dodatek udawały, że nie słyszały żadnych poleceń. Previa, która ruszyła w ich stronę, mogła po chwili poczuć, jak ktoś próbuje odsunąć jej rękę, byle tylko lepiej widzieć główne wejście. Zanim zdążyła zareagować, ktoś szturchnął ją z drugiej strony, najwyraźniej kompletnie ignorując mundurową.
Catrice miała trochę więcej szczęścia - koledzy po fachu skutecznie odwracali od niej uwagę, Strażniczka mogła więc podkraść się do okna niezauważona przez żadnego z zamachowców i gdyby zdecydowała się wspiąć, odniosłaby sukces, lądując na podłodze sali konferencyjnej.
- Mediator już do was jedzie, w centrum jest korek, to może trochę potrwać - odezwała się krótkofalówka Valeriusa - Ale nie możemy skontaktować się z prezesem, nie wiemy nic o pracownikach. Spróbowaliśmy podłączyć się do monitoringu, ale zestrzelili wszystkie kamery - poinformowała go pracownica centrali  - Chwilowo jesteście zdani na siebie, ale wysyłam posiłki, zaraz tam będą. Nie strzelajcie, dopóki nie zrobią tego pierwsi. Melduj mi każdą zmianę sytuacji.
Kilka kroków dalej Victor, próbujący odgonić dwójkę nastolatków, mógł zauważyć, że po drugiej stronie przeszklonych drzwi wejściowych pojawił się właśnie Aiden, a wraz z nim szansa nawiązania kontaktu z przeciwnikami oraz zakładnikami.


Póki co, nie obowiązuje jeszcze kolejka, możecie pisać jak chcecie, z uwzględnieniem działań poprzednika (oczywiście jeśli Wasza postać jest w stanie te działania dostrzec).
Jeśli Sonea zdecyduje się dołączyć, może wtrącić się w dowolnym momencie.
Następny post Mistrza Gry (poza tym po Catrice) pojawi się, gdy wszyscy uczestnicy odpiszą w temacie lub po upływie 72 godzin.
Pamiętajcie, jeśli wiecie, że możecie nie wyrobić się w czasie z postem, możecie przesłać krótki opis działania postaci w prywatnej wiadomości do Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Bank   Czw Paź 22, 2015 10:02 am

Cat wysłuchała słów Benner i posłała jej lekki uśmiech, zgadzając się z wypowiedzianymi słowami. No dobra, nie ze wszystkimi; to cholerne nie rób niczego sama dobitnie świadczyło o tym, że pani oficer jej nie ufała. Ha, ha, ha. Ciekawe, została wysłana dlatego, że była dosyć drobna i niska czy może dlatego, że wcześniej parała się kolekcjonowaniem nazwisk na liście zabitych przez siebie osób?
Gdyby mogła, zapewne syknęłaby coś w stronę Previi po pracy, może nawet chciałaby zdobyć więcej zaufania pani oficer… Ale to nie była odpowiednia sytuacja. Mieli robotę.
Previa i spółka dosyć skutecznie zajęli się tłumem ludzi, którzy zaczynali się tłoczyć w okolicach banku. Kątem oka mogła dostrzec, że pani oficer chyba zarobiła kuksańca; gdyby nie to, że miała coś innego na głowie, Cat z dziką rozkoszą palnęłaby w łeb tego delikwenta, który był w stanie podnieść rękę nie tyle na Strażnika Pokoju, co na kobietę.
Cat westchnęła cicho. Podskoczyła, złapała się mocno framugi, podciągnęła… I już po chwili wylądowała miękko na podłodze pomieszczenia, które śmiało można byłoby uznać za salę konferencyjną.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Czw Paź 22, 2015 2:11 pm

Większą część pomieszczenia zajmował prostokątny stół i kilkanaście krzeseł, ustawionych dookoła niego. Na środku blatu znajdowała się miniaturka urządzenia do wyświetlania hologramów - na kontrolce migała żółta lampka, która mogła sygnalizować kończącą się baterię lub równie dobrze informowała o materiale gotowym do wyświetlenia.
Na sekretarzyku w głębi pomieszczenia stał przybornik z biurowymi materiałami - długopisami, zakreślaczami, spinaczami, zszywaczami i kilkoma innymi, niezbędnymi w pracy papierkowej przyrządami.
Drzwi sali konferencyjnej były jednymi z trzech nieprzeszklonych w budynku, Catrice mogła więc pozostać niezauważona, jednak sama też nie mogła obserwować tego, co dzieje się w głównym hallu. Na jej nieszczęście, drzwi pozostawały zamknięte na klucz*, o czym mogłaby się przekonać, gdyby próbowała nacisnąć klamkę.


* Zgodnie z zapowiedzią w pierwszym poście, drzwi sali konferencyjnej pozostają zamknięte. Pomóc mógłby wytrych, którego brak jednak w ekwipunku Catrice. Może warto rozejrzeć się za czymś, co mogłoby go zastąpić?


Póki co, nie obowiązuje jeszcze kolejka, możecie pisać jak chcecie, z uwzględnieniem działań poprzednika (oczywiście jeśli Wasza postać jest w stanie te działania dostrzec).
Jeśli Sonea zdecyduje się dołączyć, może wtrącić się w dowolnym momencie.
Następny post Mistrza Gry  pojawi się, gdy wszyscy uczestnicy odpiszą w temacie lub w sobotę (24.10) wieczorem.
Pamiętajcie, jeśli wiecie, że możecie nie wyrobić się w czasie z postem, możecie przesłać krótki opis działania postaci w prywatnej wiadomości do Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Bank   Czw Paź 22, 2015 4:05 pm

Duży stół i krzesła dookoła… Typowa sala konferencyjna, w której członkowie zarządu zbierają się, by debatować nad swoimi jakże ważnymi zagadnieniami związanymi z prowadzeniem banku. Który to – myśl ta niesamowicie orzeźwiała Catrice i wywoływała lekki uśmieszek – chwilowo zamienił się w małą krainę zabawy w „mamy zakładników, napadliśmy na bank”. Gdyby nie fakt, że nie wolno było się wychylać, a ona nie miała materiałów wybuchowych ani choćby granatu hukowego, Cat mogłaby pokazać bandzie zbójów, jak wyglądały zabawy w Kapitolu jeszcze przed rządami papcia Adlera i sztywnej Almy… No ale mówi się trudno i idzie się dalej.
Przyjrzała się temu cudacznemu cacku, które stało na stole. Migająca, żółta lampka kusiła, dziewczyna więc delikatnie wcisnęła jeden z przycisków. Równie szybko jej uwagę przykuły nieoszklone drzwi (dzięki Ci, Losie, chociaż przez moment sprawcy napadu nie wiedzieli, że jedna mała Strażniczka jest blisko nich, ukryta w innym pomieszczeniu), niestety… Zamknięte. Nie miała wytrychu ani też żadnej innej rzeczy w tym stylu – doprawdy, przecież jej obowiązkiem życiowym było chodzić z wytrychami przytroczonymi do munduru! Prychnęła cichuteńko, niemalże bezgłośnie, wpatrując się w zamek drzwi i miotając w myślach przekleństwa…
Do momentu, w którym zobaczyła cudny, uroczy sekretarzyk. Piękne, wypolerowane drewno, głęboki kolor, niezmącony ani jednym zakłóceniem… I, tak, cudne przybory biurowe! Zszywki, pinezki, zszywacz i spinacze, istna kraina zabawy dla osób babrzących się w papierach dwadzieścia cztery godziny na dobę!
Cat uśmiechnęła się do siebie, przemknęła do sekretarzyka, zwinęła zeń kilka spinaczy i z powrotem kucnęła przy drzwiach. Rozgięła dwa ze spinaczy i zaczęła majstrować przy zamku, z nadzieją, że grzebanie zakończy się otworzeniem tych cholernych drzwi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Bank   Czw Paź 22, 2015 5:29 pm

Zaśmiałem się w odpowiedzi na uwagę Benner. Faktycznie śmierdziało westernem, brakowało jednak Dzikiego Zachodu, koni i kowbojek z ostrogami, które z wielką chęcią oglądałbym na nogach Tudor, która udawałaby właśnie takiego mini szeryfa. Zapewne nie udawana byłaby groźba, że mnie zastrzeli, jeśli nie przestanę się szczerzyć jak szalony.
Czemu myślałem właśnie o Catrice i kowbojkach, mimo że rabowano właśnie bank? Otóż dlatego, że ta kobietka wylądowała tuż obok mnie i Previi wraz ze swoim patrolowym partnerem Victorem, któremu podałem rękę na przywitanie. Małej morderczyni posłałem jeden z tych swoich coraz częstszych uśmiechów. Nadeszły te lepsze dni w moim życiorysie i w sumie dobrze. Mogłem sobie na nowo je ułożyć, nie patrząc na smutną przeszłość. Nie widywałem nawet ostatnio Julki.
Musiałem też przyznać, że Tudor do twarzy było w żołnierskim mundurze. Miałem okazję oblukać ją od stóp do głów i byłem jak najbardziej na tak, gdyby nie drobny kruczek. Nieco coś zakuło mnie w środku, gdy usłyszałem rozkazy oficer Benner. Catrice miała wejść na teren wroga przez wskazane wcześniej przeze mnie okno do jakiejś Sali z boku. Zdusiłem jednak to coś w sobie i zabrałem się za wydawanie poleceń centrum, po czym nie omieszkałem zaraz wspomnieć Previi o ograniczonych informacjach, a także odepchnąć zdecydowanie zbyt mocno tych ignorantów, którzy śmieli ignorować kobietę godną szacunku jak mało kto.
Wyciągnąłem pałkę, by bardziej dotrzeć do tłumu.
WYPIERDALAĆ DO DOMU, O ILE WAM ŻYCIE MIŁE! TU JEST NIEBEZPIECZNIE! NIE-BEZ-PIE-CZNIE!  – warczałem wściekle. Jeśli sam widok pałki ich nie przeraził, zamierzałem dać kilku kolesiom  po bokach. Musieliśmy zacząć działać w sprawie banku, zamiast bawić się z tłumikiem gapiów. Ludzie bywali kretynami – pomyślałem, co jakiś czas oglądając się na rozgrywającą się akcję przy drzwiach do banku. Nie uszło mojej uwadze, że mieli świetną widoczność, by strzelić do pani oficer.
Zajmij się rabusiami, szeryfie! Ja rozgromię tę hołotę – rzuciłem do niej, po czym krzyknąłem do kogoś, by był normalnym rodzicem i zabrał stąd swe dziecko i siebie również.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Bank   Czw Paź 22, 2015 6:24 pm

Nie mogło być o wiele gorzej, prawda? Czy, kiedy siedziałem przy biurku, czy teraz, kiedy stałem przed mężczyzną w wyciągniętej przed siebie ręce trzymając plastikową kartę, tak czy siak byłem trzymany na muszce. Teraz mogłem po prostu przyjrzeć się lufie z bliska, a to jakoś dziwnie mnie uspokoiło, pozwoliło zapanować nad myślami. Nie byłem już przestraszony, ba - właściwie strach minął już w chwili, w której zorientowałem się w powadze sytuacji, w mojej głowie zostało jedynie miejsce na zdenerwowanie, irracjonalne rozbawienie całą sytuacją i poczucie silnej ironii sytuacji. Myśli goniły się próbując zrozumieć jakim kurewskim cudem wpadli na pomysł z wyborem tej godziny, tego dnia, dlaczego teraz, a nie dajmy na to piętnaście minut później zdecydowali się na skok? I dlaczego ja sam nie zdecydowałem się na pójście do domu? Przecież nawet się, do kurwy nędzy, nie wyspałem i od chwili wyjścia z pracy z rozrzewnieniem myślałem o łóżku i możliwości domniemanej drzemki przed powrotem Rory.
Zamiast tego stałem i gapiłem się na pierdolonego zamachowca i jego równie kochany pistolet wycelowany w moje ciało ledwo mogąc powstrzymać ciężkie westchnienie. A gdy ten wskazał mi drogę w stronę depozytu jedynie zacisnąłem zęby i ruszyłem przed siebie odcinając się od resztek chaotycznych myśli. Bo co innego miałem robić? Próba protestu nie byłaby raczej dobrym wyjściem.
Skupiłem się na zadaniu, ruszyłem przed siebie licząc w głowie kroki i nie rozglądając się po reszcie budynku, nie chciałem zerkać na przestraszone twarze pracowników, bo i po co? Na razie byłem spokojny, chciałem zachować ten stan jak najdłużej. Szybko jednak przekonałem się, że nie będzie to tak łatwym zadaniem. W chwili w której przyłożyłem kartę do czytnika tuż przy drzwiach budynku na ekranie wyświetlił się komunikat, a ja nie potrafiłem zrobić nic więcej poza tępym gapieniem się na litery, jakby miały mi one wszystko wyjaśnić.
Kurwa, jednak mogło być gorzej.
Odchrząknąłem po czym odwróciłem się powoli w stronę mężczyzny unosząc nieznacznie ręce ku górze. Nie chciałem by pomyślał, że coś kombinuje.
- System jest zablokowany, wyświetla się informacja o zagrożeniu budynku, nie dostaniemy się w ten sposób do depozytu - wyjaśniłem starając się jak najmocniej by mój głos brzmiał rozsądnie i spokojnie. Mimo iż po chwili zerknąłem znów na lufę, czując lekkie nerwowe ukłucie.
Naprawdę cudownie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3360-aiden-newberry
http://panem.forumpl.net/t3374-aiden
http://panem.forumpl.net/t3373-aiden-newberry
Wiek : dobrze zakonserwowane 28 lat
Zawód : drobny przedsiębiorca, właściciel przybytku Terminal 5
Przy sobie : aparat fotograficzny, pendrive, tablet, zapalniczka, leki przeciwbólowe (6 tabletek)
Znaki szczególne : urok osobisty, olśniewający uśmiech produkcji kapitolińskiej kliniki urody, garnitur z serii 'nowobogacki bufon'

PisanieTemat: Re: Bank   Czw Paź 22, 2015 10:38 pm

Groza zwykle zamykała się w dziesięciostopniowej skali – jedynka to, standardowo, wartość najniższa, odpowiadająca takim sytuacjom jak przerażający moment, gdy mokry talerz wysuwa się z dłoni i przez chwilę rozważasz sens jego istnienia w prostym pytaniu „spadnie czy nie spadnie?” Przy odrobinie refleksu uchwycisz go w locie i unikniesz tragedii, notując tym samym skok grozy do czwórki.
Szósty stopień to chwila, gdy podnosisz z posadzki niezwykle drogi, niezwykle uniwersalny, niezwykle ważny w twoim życiu telefon – przez głowę przetaczają się setki myśli, z rozpaczą pytasz dlaczego ja? i w trwodze obracasz go w dłoni, by ocenić rozmiar szkód.
Dziewiąty stopień to groźna sytuacja na drodze.
Dziesiąty – spojrzenie w oczy śmierci.
A dwudziesty to moment, w którym uzbrojony zamachowca-jednak-żołnierz (zabawne, jak wcześniej odrzucane teorie nagle stają się przerażającą rzeczywistością) niemal odbiera ci aparat, będący dla ciebie całym życiem… a później nakazuje rozmowę ze Strażnikami. Z jednej strony zatem kilku napastników terroryzujących bank, z drugiej zaś ubrani w biel, bezimienni, próbujący zapanować nad wzbierającym tłumem mundurowi – również z bronią gotową do użycia.
Powiedzenie między młotem a kowadłem jeszcze nigdy nie brzmiało tak dosadnie.
Z jawną nieufnością w spojrzeniu (o co trudno winić kogoś, kogo przed kwadransem największym problemem był wybór kawy) otrzepałem się z wyimaginowanych pyłków, bez cienia sprzeciwu ruszając w stronę wyjścia – jakaś część mnie, ten cichy, nęcący, przekonujący głos, podszepty dobiegające zza samej granicy zdrowego rozsądku – wszystko podpowiadało, bym skorzystał z niepowtarzalnej okazji i ruszył biegiem w stronę wciąż gęstego tłumu. Nawet jeśli ze strony zamachowców padną strzały (a padną), prawdopodobieństwo, że pociski dosięgną akurat mnie było…
… cóż, mniejsze niż obecnie.
W sytuacji realnego zagrożenia życia statystyka nie była jednak moją mocną stroną – i choć o niczym nie marzyłem tak, jak o jak najszybszym opuszczeniu przeklętego miejsca napadu, zatrzymałem się ledwie pięć kroków od rozbitej szyby. W uszach wciąż rozbrzmiewał chrzęst deptanego szkła, suchy, nieprzyjemny, brzmiący jak kaszel umierającego starca – z najwyższym trudem przyszło mi wyparcie z umysłu równie nietrafnych porównań i skupienie się na… poleceniu. Na granicy świadomości wciąż pulsowała ostrzegawcza, czerwona lampka, która przypominała o obecności uzbrojonych napastników za moimi plecami – jakakolwiek próba złamania, wypaczenia, zignorowania bądź przekręcenia zaleceń zamachowca mogła skończyć się krótką, celną serią, która skutecznie i definitywnie zakończyłaby mój krótki, choć intensywny żywot. Mimo wszystko potrzebowałem czasu, by rozeznać się w sytuacji, by spróbować nawiązać choćby wzrokowy kontakt z którymkolwiek ze Strażników, by… odwlec w czasie moment powrotu do środka budynku? Spróbowałem się uśmiechnąć – bezwarunkowy, wytrenowany odruch, którym zwykle tuszowałem strach – zamiast tego, na ustach wykwitł nieprzytomny, niewyraźny grymas, mogący być równie dobrze zapowiedzią mdłości.
Nie będzie to wyglądać dobrze na nagłówkach jutrzejszych gazet, Newberry.
Napad na bank i wielki paw.
A więc to pewne – zaczynam tracić zmysły. Na oczach całej stolicy… i Strażników, którzy jako jedyni mogli uratować mnie od zupełnego obłędu.



Rain falls, he's drowning in his secret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3164-victor-blythe
http://panem.forumpl.net/t3187-victor#49890
http://panem.forumpl.net/t3186-victor-blythe
http://panem.forumpl.net/t3188-victor#49893
http://panem.forumpl.net/t3189-victor-blythe#49896
Wiek : 27
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, broń palna, magazynek z 15 nabojami, zezwolenie na posiadanie broni

PisanieTemat: Re: Bank   Pią Paź 23, 2015 7:45 pm

Czas na pewno nie był ich sprzymierzeńcem. Z każdą sekundą robiło się coraz tłoczniej, ludzie zebrani dookoła napierali na siebie, dyskutując i obserwując wszystko, co działo się dookoła. Biernie i zupełnie nieprzejęci zagrożeniem, jakie czyhało na nich zaledwie kilka metrów dalej. Lustrował wzrokiem okolicę, starając się dojrzeć cokolwiek innego poza otartym oknem, co mogłoby pomóc im rozwiązać całą tą sytuację jak najszybciej. Wciąż jednak nie mieli pojęcia, jak to wygląda w środku. Być może zakładnicy już dawno byli martwi, mając do czynienia z pozbawionymi skrupułów socjopatami, którzy nie dbali o wartości takie jak życie. A może właśnie walczyli o życie. Być może były tam dzieci.
Ta niewiedza była przerażająco ograniczająca. Mimo wszystko starał się myśleć trzeźwo, wyostrzając swoje wszystkie zmysły i słuchając tego, co mają do zaproponowania jego wspólnicy. Benner miała do powiedzenia naprawdę dużo, nic dziwnego, skoro nosiła tytuł oficera.
Kiedy poinstruowała Catrice, aby weszła do środka budynku, nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Może każdy inny, przeciętny Strażnik, poczułby się urażony faktem, iż to kobieta musi wykonywać tak niebezpieczne i ważne zadanie, jednak Victorowi było wszystko jedno. Równie dobrze mógłby stać i przyglądać się z oddali, jak ci odwalają całą robotę. Choć oczywiście nie pogardziłby odrobiną adrenaliny, która wiązała się z grupą uzbrojonych przeciwników.
Zgodnie z zaleceniem zamierzał właśnie odwrócić się do tłumu, i stanowczo prosić ich o oddalenie się z miejsca zdarzenia, kiedy powietrze rozdarł donośny głos Angeliniego, wymachującego pałką i dość agresywnie dający ludziom do zrozumienia, iż nie są tam mile widziany. Victor odetchnął ciężko, przenosząc swoje spojrzenie na mężczyznę. Jeśli rabusie dotychczas jeszcze nie mieli świadomości o ich obecności, teraz na pewno już o nich wiedzieli. Co zdecydowanie działało na ich niekorzyść i skracało czas na przeprowadzenie akcji raz a porządnie.
- To nie im powinieneś grozić, Angelini – rzucił Blythe lekko wkurzonym głosem, po czym obrócił się, czując jak ktoś uderza go w bark. Szybkim ruchem chwycił za materiał bluzy dwójkę nastolatków przepychających się w tłum, jakby na samym początku rozdawali darmowe bilety na koncert ich ulubionego zespołu – Zjeżdżajcie stąd, to nie jest plac zabaw – rzucił, odwracając ich i lekko odpychając od siebie, dając im znać, że nie chce ich tam więcej widzieć. W tym samym momencie jego wzrok prześlizgnął się po ścianie banku, w którego przeszklonych drzwiach zamajaczyła mu męska twarz należąca z pewnością do jednego z zakładników. Uporczywie wpatrywał się w mężczyznę starając się nawiązać z nim kontakt wzrokowy licząc, że jakimś cudem niezauważenie przekaże im jakieś informacje. Nie miał złudzeń, iż mężczyzna nie był sam, zapewne gdzieś tam znajdował się obserwujący go bandyta, co mogło utrudnić.
- Benner, mamy jednego zakładnika – powiedział trochę głośniej, aby kobieta dokładnie go usłyszała, jednocześnie nie odrywając wzroku od drzwi. Jednocześnie miał nadzieję, ze Catrice dostała się do wnętrza i już wkrótce cokolwiek okaże się o wiele jaśniejsze. Nie chciał podejmować żadnych poważniejszych decyzji samodzielnie, jeden krok w stronę zakładników mógł skutkować śmiercią któregoś z nich – Jeśli puszczają go samego, być może mają nam coś do przekazania. Mogę spróbować z nim porozmawiać, do czasu, aż nie przybędzie do nas jakieś większe wsparcie – rzucił, choć mógł wyobrazić sobie jakże niemożliwe do wypełnienia są żądania ludzi, którzy w biały dzień zdecydowali się napaść na bank.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2631-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3117-previa
http://panem.forumpl.net/t3118-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3119-dysonans-poznawczy
http://panem.forumpl.net/t3146-previa
http://panem.forumpl.net/t3126-previa-benner
Wiek : 30 lat
Zawód : Strażnik Pokoju || pani oficer
Przy sobie : broń palna, magazynek z piętnastoma nabojami, w pełni skompletowany mundur żołnierza, telefon, paczka papierosów, zapalniczka, nóż ceramiczny, krótkofalówka, antybiotyk (3 tabletki)
Znaki szczególne : blizny na dłoniach, szaleństwo w oczach, dziura zamiast serca
Obrażenia : ogólne osłabienie (boli mnie głowa i nie mogę spać ♫)

PisanieTemat: Re: Bank   Pią Paź 23, 2015 9:53 pm

Zupełnie nowa odmiana szaleństwa.
Zsyntezowany produkt chciwości, desperacji, brutalności i strachu. Niechciane, pokraczne dziecko obłędu, coś, czego żadne z was nie chciałoby odkryć pośród poskręcanych zwojów mózgowych. Koniec rozmijania się z prawdą, koniec unikania odpowiedzi, koniec z kłamstwami: ktokolwiek dokonał napadu na bank, był szaleńcem.
Tak. Tak, na pewno był obłąkany, chociaż nie tak znów bardzo. Bo w występku zawsze kryje się myśl praktyczna: złodziej czy kłamca, czy nawet morderca ma swe prawidła mocniej zaszczepione, niż kiedykolwiek ma je cnota; czemuż więc obłęd miałby nie mieć ich również?  W końcu znałam go najlepiej – był mi ojcem, bratem i kochankiem. Czasami zwyrodniałym synem, którego skazałam na samotność, innym razem towarzyszem podróży przez pogrążone we śnie ulice Kapitolu.
Zawsze na miejscu, zawsze obecny.
Zawsze pomocny – w końcu szaleńcy stanowili wąską grupę wzajemnej adoracji i na podstawowym poziomie własnego obłąkania niezbyt się różnili.
Dlatego mogłam być pewna, że napastnicy zaczną wkrótce strzelać.
Zaczną. Zaczną z pewnością.
Znam takich jak oni – są w końcu przekleństwem zwykłych, prostych stróżów prawa. Znam takich ludzi bez skrupułów, bez sumienia, którzy sami są bronią, sami są jednym wielkim zabijaniem, są skondensowaną, opartą o pierwotne instynkty walką. Tylko to robią przez całe życie, tylko to kochają całym swym istnieniem.
Zupełnie jak ja.
O tak, znam ich aż za dobrze.
Rzucając krótkie, szybkie spojrzenia w stronę połyskujących, szyderczo wyszczerzonych szyb banku, z trudem hamowałam narastającą wściekłość – nie wobec napastników. Nie wobec wzbierającego tłumu, który w zapamiętaniu nie omieszkał kilkakrotnie szturchnąć mnie mocniej, niż nakazywała sytuacja. Nawet nie wobec stanowczo zbyt długo (długo? Ile czasu mogło minąć, minuta, dwie?) zwlekającego wsparcia.
Byłam wściekła na własną bezradność.
Na bierność, której nigdy nie tolerowałam, na bezsilne, ukradkowe spojrzenia rzucane w stronę niewidocznego rywala – własna ułomność jedynie napędzała machinę destrukcji, oblepiała mnie złymi wspomnieniami, oblepiała nieprzyjemnym, duszącym gniewem, który silniejszy był tym bardziej, im szybciej zaczynałam rozumieć, że nie mogę rozładować go tu i teraz.
- Angelini, wierzę, że machanie pałką to twoja specjalność, ale postaraj się jej nie nadużywać – krótki, urywkowy uśmiech posłany w stronę Valeriusa zniknął pośród kolejnej próby cofnięcia kilku gapiów poza zasięg ewentualnych strzałów – dalsze ukrywanie naszej obecności wkrótce i tak rozmijałoby się z celem – istniała wszak nikła szansa, że tak prędkie zjawienie się Strażników zachwieje planami zamachowców…
… co z kolei mogło oznaczać wyprowadzenie ich z – i tak już zachwianej – równowagi.
Nie było scenariusza idealnego, nie było wyjścia, w którym wszyscy wychodzą bez szwanku, bogatsi jedynie o kolejną zawodową historyjkę, którą będą mogli opowiadać znajomym przy kuflu zimnego piwa.
Tudor we wnętrzu budynku, Blythe i Angelini na zewnątrz – każdy z nich znajdował się w strefie rażenia (ulubione powiedzonko mediów podczas ostatnich czterech miesięcy). Każdy był zagrożony. Każdy mógł bliżej zapoznać się ze szczerze nieprzyjemnym pocałunkiem broni palnej. Tu nie chodziło o zapobiegnięcie katastrofie: ta przecież wydarzyła się z chwilą, w której napastnicy wtargnęli do banku.
Tu chodziło o zminimalizowanie szkód. O zmniejszenie liczby ofiar.
- Prezes tego pieprzonego burdelu ma się natychmiast znaleźć, w przeciwnym razie jeszcze dzisiaj odgrzebię kilogramy gówna, które zakopał w swojej małej, wygodnej kuwetce – słowa rzucane do krótkofalówki brzmią jak przejrzałe, spadające z drzewa śliwki – jedną dłonią odsuwam stanowczo młodą kobietę, drugą zaś przytrzymuję komunikator, spoglądając krótko w stronę okna, w którym zniknęła Catrice. – Właściwie to już może zacząć się modlić, żeby odstrzelili mi łeb. Bez odbioru! – minęło ledwie kilka sekund od wsunięcia krótkofalówki na miejsce przy pasku, a wokół nas zaszła kolejna zmiana – spojrzałam na Victora uważnie, już po chwili podążając za jego wzrokiem.
Zakładnik.
Osamotniony wilk na siłę przegoniony z watahy…
… czy żywa tarcza, mięso armatnie?
- Też chętnie przekazałabym im kilka słów, uniwersalnych życiowych prawd, lekcji wychowania, z których jedna brzmi: nie napadaj na banki, bo to bardzo nieuprzejme – zwalczyłam odruch sięgnięcia po broń – ręka zamarła w połowie drogi do kabury, wzrok zaś ciągle spoczywał na posłańcu napastników.
Prawdę mówiąc, miał przesrane.
- Śmiało, Blythe. Jesteś znacznie lepszy w interakcjach międzyludzkich, będę Cię osłaniać - ... gdyby ktoś po drugiej stronie szyb miał zamiar odstrzelić i zakładnika, i Strażnika Pokoju.
Broń wciąż spoczywała w kaburze, zaś spojrzenie sprawnie taksowało zakładnika: młody (za młody na umieranie), przytłoczony, zszokowany obecnością śmierci, jej zapachem i ciężką, zimną, lepką grozą. Ma niezdrowy, zielonkawy kolor skóry, jakby zaraz zamierzał zwymiotować, a w oczach strach i niepewność.
Mogłam go zrozumieć. W moim planie dnia też nie widniał podpunkt napad na bank i jego wątpliwie przyjemne skutki.
Zwłaszcza, jeśli ktoś po raz kolejny uderza cię łokciem, ty zaś nie możesz zemścić się, łamiąc mu rękę w dwóch miejscach... i nabić odciętego łba na pal - ku przestrodze innym.


i'm playing the villain, baby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Sro Paź 28, 2015 2:35 pm

Powoli kończyły się podobieństwa do westernu, a atmosfera zaczynała przypominać film grozy. Trzymający Jacka na muszce bandyta przez chwilę nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał - dopóki sam nie zerknął na wyświetlacz. A później zdzielił swojego zakładnika kolbą pistoletu w skroń i wściekły zaczął wycofywać się do holu, pragnąc przekazać informacje o zabezpieczeniach nałożonych na bank. Rozcięty łuk brwiowy i niemal natychmiast pojawiająca się krew na kilka chwil zamroczyły Caulfielda, jednak w gruncie rzeczy był teraz pozostawiony sam w sobie. Stanowiska informatyków były włączone, a drzwi do pomieszczenia socjalnego w głębi otwarte. Każda podjęta akcja wiązałaby się z ryzykiem, jednak kto nie ryzykuje...może nie wyjść cało z napadu.
Równie kiepsko przedstawiała się sytuacja Aidena, wystawionego na widok gapiów i Strażników, ale wciąż mogącego czuć na swoich plecach spojrzenie zamaskowanego mężczyzny. Sytuacja do  interakcji z Vicotrem nadarzyła się szybciej, niż obaj myśleli - gdy tylko napastnicy zdali sobie sprawę z niedogodności, jaką napotkali przy depozycie, jeden z nich krzyknął do Newberry'ego:
- Powiedz im, że mają natychmiast odblokować dostęp do depozytu! - w jego głosie dało się słyszeć wściekłość, a ręka z trzymanym pistoletem drgnęła niebezpiecznie - Nie obchodzi mnie, jak to zrobią, jeśli za 15 minut ten pierdolony komunikat nie zniknie, jedno z was pożegna się z życiem!
Grożenie zakładnikom nie było może najlepszym posunięciem, jednak desperacja bandytów rosła z chwili na chwilę.

Catrice nie słyszała wszystkiego, co działo się za drzwiami, a ciekawość, która kazała jej odpalić hologram, okazała się zgubna. Nad stołem wyświetliła się twarz prezesa banku, a jego słowa rozbrzmiały tak głośno, że pozostanie niezauważonym w sali konferencyjnej nie było dłużej możliwe.
- Nie będziemy dłużej czekać na wyniki z Instytutu! - zagrzmiał głos mężczyzny - Jak się okazuję, nie jesteśmy osamotnieni w swoich działaniach, a nóż w plecy wbiją wam ci, po których się tego nie spodziewacie. Zdobycie pieniędzy nie jest problemem, choć niestety ucierpią przy tym cywile, a ja stracę posadę - zaśmiał się donośnie, a choć był tylko hologramem, Catrice mogła poczuć się tak, jakby jego spojrzenie przewiercało ją na wskroś - Na północy czeka na nas życie, czeka cywilizacja. Do zobaczenia, panie prezydencie, kiedyś się tam spotkamy, choć wtedy to ja będę wyższy rangą!
Czyżby to oznaczało, że prezes pozostawał nieuchwytny bo był współodpowiedzialny za ten napad? Cat nie miała czasu, by dłużej to analizować, nagranie dobiegło końca, ale bandyci nie pozostali bierni przez cały czas jego trwania. Gdy tylko usłyszeli hałas, ruszyli do drzwi i jeden z nich wystrzelił ze swojego karabinu. Hałas był ogłuszający, a po chwili wywarzone drzwi sali runęły na ziemię. Tudor miała dosłownie kilka sekund na przekazanie czegokolwiek przez swoją krótkofalówkę, zanim dwoje napastników nie wkroczyło do pomieszczenia i nie obezwładniło Strażniczki, wyciągając ją do holu.

Victor, stojący blisko drzwi wejściowych, usiłujący nawiązać bezpieczny kontakt z Aidenem, mógł widzieć jak napastnicy ciągną Catrice po posadzce, lecz po chwili zniknęli mu z pola widzenia, meldując się przy pierwszej poczekalni.

Previa i Valerius przez jakiś czas walczyli z tłumem, jednak postraszenie ludzi pałką i rzucenie w ich stronę kilku wyzwisk, o dziwo, poskutkowało. Gdy więc po raz kolejny odezwała się krótkofalówka Angeliniego, sytuacja była już w miarę opanowana, a ludzie odsuwali się powoli coraz dalej, wciąż jeszcze zerkając z ciekawością w stronę głównego wejścia.
- Mediator utknął w korku - zakomunikował znajomy głos - Spróbujcie nawiązać kontakt, nie wykonujcie gwałtownych ruchów, chyba nie trzeba Wam mówić, jak macie to załatwić? Z prezesem wciąż nie ma kontaktu, robimy co możemy, ale zapadł się pod ziemię. Rozegrajcie to dobrze, w środku są ludzie - obraz z kamer ulicznych pozwala nam twierdzić, że znajduje się tam co najmniej troje klientów oraz sześcioro pracowników, którzy aktywowali rano swoje karty.
Nikt ze znajdujących się na zewnątrz nie mógł wiedzieć, że jedna z pracownic pożegnała się już z życiem. Czas uciekał, a to samo groziło pozostałym zakładnikom.


Legenda rzutu dla strzału z karabinu i Catrice znajdującej się tuż przy zamku - Kostka Sześć Oczek:
1. Pocisk przeszywa drzwi i trafia Catrice w prawe ramię.
2. Pocisk przeszywa drzwi i trafia Catrice w lewe ramię.
3. Pocisk przeszywa drzwi i trafia w kamizelkę kuloodporną, pozostawiając jedynie siniak na wysokości obojczyka.
4, 5, 6 - kule omijają Catrice/udaje jej się zareagować i paść na ziemię, jednak napastnicy skutecznie ją obezwładniają.

Jeśli Wasza postać zdecyduje się oddać strzał, Mistrz Gry od razu (poza kolejnością) wystosuje dla Was legendę do rzutu kostką, uwzględniając obecną sytuację.

Kolejka: Jack, Aidan, Catrice, Valerius, Victor, Previa
Następny post Mistrza Gry pojawi się, gdy wszyscy uczestnicy odpiszą w temacie lub po upływie 72 godzin.
Pamiętajcie, jeśli wiecie, że możecie nie wyrobić się w czasie z postem, możecie przesłać krótki opis działania postaci w prywatnej wiadomości do Mistrza Gry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Sro Paź 28, 2015 2:35 pm

Legenda rzutu dla strzału z karabinu i Catrice znajdującej się tuż przy zamku - Kostka Sześć Oczek:
1. Pocisk przeszywa drzwi i trafia Catrice w prawe ramię.
2. Pocisk przeszywa drzwi i trafia Catrice w lewe ramię.
3. Pocisk przeszywa drzwi i trafia w kamizelkę kuloodporną, pozostawiając jedynie siniak na wysokości obojczyka.
4, 5, 6 - kule omijają Catrice/udaje jej się zareagować i paść na ziemię, jednak napastnicy skutecznie ją obezwładniają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Bank   Sro Paź 28, 2015 2:35 pm

The member 'Mistrz Gry' has done the following action : Rzuć kostkami

'Sześć oczek' : 3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Bank   Sob Paź 31, 2015 2:09 pm

za zgodą MG


Kurwa. Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa.
Okej, a więc odpalenie tego stojącego na stole gówna nie było dobrym pomysłem. Cat, zajęta majstrowaniem przy cholernych drzwiach, początkowo nie zwróciła uwagi na projektor, poniekąd przekonana, że może są tam plany cholernego banku. Ale nie, kiedy za jej plecami huknął głos postaci z projekcji, zaczęła przeklinać w myślach, nawet nie modląc się o to, by ważniaczek zamknął mordę. Za późno.
Niech to szlag.
- Angelini, mam nadzieję, że wszystko w porządku. Wpadłam. – powiedziała do krótkofalówki szeptem, na chwilę przed tym, nim za drzwiami rozległ się hałas. Wiedziała, że nie ma sensu biec do okna i wyskakiwać przez nie, uciekając jak tchórz. Nie miała na to czasu
Huk wystrzału i wyważonych drzwi był ogłuszający; dziewczynę jednak bardziej zajmował fakt, że pocisk przeszedł przez drzwi i trafił w kamizelkę kuloodporną. Och, tak, na pewno skończy się kolejnym siniakiem na jej ciele… No trudno.
Kiedy napastnicy weszli do pomieszczenia, Cat nie zwlekała. Udało jej się przywalić z kopa obu napastnikom, nim bezceremonialnie powalili ją na ziemię i zawlekli do innego pomieszczenia. Przez sekundę widziała Victora, któremu posłała wariacki uśmiech, nim zniknął jej z oczu.
Może i była szalona, ale całkiem podobała jej się ta sytuacja. Wreszcie choć trochę adrenaliny.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Bank   Pon Lis 02, 2015 11:29 pm

Posłałem przelotne pytające spojrzenie w kierunku Victora. Najwyraźniej powinienem sobie znaleźć w kalendarzu termin na obicie mu mordy. Nie przepadałem za ludźmi, którzy uważali się za lepszych, bo byli starsi, rzekomo mądrzejsi czy jak coś robili inaczej niż ja i mieli w tym temacie wiele do powiedzenia. Albo choćby troszeczkę. Uważałem, że moja metoda jest skuteczna, więc groziłem. Chuj. Tłumu już dawno nie powinno tu być, więc trzeba się było go pozbyć, prawda? Ponadto nie robiłem tym ludziom wielkiej krzywdy... Zawsze mogli skończyć z połamanymi kończynami. Wystarczyło mocniej przywalić i to w bardziej delikatne miejsca na ciele.
Kontroluję sytuację, oficer Benner – rzuciłem, zaprzestając grożenia pałką dopiero wtedy, gdy zauważyłem, że tłumek nieco zmądrzał, bo zaczął się zbierać do domu. I dobrze. Wkurwiali mnie cywile, których to nie miałem prawa cisnąć do błota jak choćby takich gettowiczów. Tęskniłem za nimi i za prawami panującymi za murem, który, niestety, już nie istniał. Nie lubiłem się tak rozczulać.
Odwróciłem głowę w kierunku banku i wtedy też usłyszałem kolejne dobre wiadomości wydobywające się z mojej krótkofalówki.
- No to chuj – rzuciłem do Previi, która z pewnością usłyszała te cudowne nowinki. Jakby tego jeszcze było mało, dało się słyszeć strzały, zaś Catrice... CATRICE! WPADŁA! Co mi cichutko przekazała przez sprzęt. Potem słyszałem jakieś krzyki, które umilkły. – Cholera! – zakląłem, uderzając w wóz, którym dziś sobie jeździłem po mieście. Żałowałem, że nie mam tyle siły, by cisnąć nim w tych pajaców.
Idę tam przez okno – odezwałem się zaraz do Benner. – Chyba że bierzemy ich za kretynów, wchodzimy tam na legalu z Vicotrem jako zakładnikiem i mówimy, że jesteśmy częścią planu, by następnie zrobić tym kurwom ostrą jesień średniowiecza – warknąłem wściekle. Musiałem coś zrobić. Jeśli rozpoznają buźkę Tudor, a na pewno to zrobią, to rozstrzelają ją natychmiast, by im się nie wpieprzała w plan.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Bank   

Powrót do góry Go down
 

Bank

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Bank Cziki, Cziki Cza!
» Bank Nimue

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Kapitol :: Dzielnica Zachodnia-