IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Limuzyna nr 3

 

 Limuzyna nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 12:06 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 5:58 pm

/z lobby, choć postu tam brak ^.^”

Wedle wszelkich ogólnie przyjętych prawd, powinna teraz obracać się dookoła, by chłonąć otaczające ją rzeczy z niewątpliwym zaciekawieniem. W końcu dosyć sporo zmieniło się od czasu, w którym to wtrącono ją do Kwartału bez możliwości, przynajmniej teoretycznej, wydostania się z niego. Wiele przybyło, całkiem sporo zostało zabrane lub samo zniknęło, lecz w tej chwili nie była tym w żadnym stopniu zaciekawiona.
Wciąż nie mogła bowiem ogarnąć, jak to wszystko się udało. Dotąd bowiem wiązała praktycznie całe swoje przyszłe życie z murami skrajnie biednego KOLCa, w którym to miała dożyć do końca swych dni. Tymczasem teraz już w nim nie była, nie mając nawet zamiaru tam wracać. Co lepsze, udawała się w jedno z kolejnych miejsc, jakie ją naturalnie odrzucały, choć nawet nie miała bladego pojęcia, gdzie się ono znajduje. Wiedziała tylko, że najchętniej zwiałaby czym prędzej, nie oglądając się za siebie. Gdyby tylko mogła to zrobić.
Lecz w żadnym razie nie wchodziło to w grę. Nie w obliczu zaistniałych okoliczności, które dosłownie wymuszały na niej takie a nie inne reakcje czy też czynności przez nie wykonywane. Wsadziła się więc w zakupioną wcześniej kieckę i buty na obcasie, zrobiła jakiś tam makijaż, choć zbytniej ochoty na to wszystko nie miała, by opuścić dom u boku Angeliniego w celu udania się na wątpliwą zabawę.
Nie była podekscytowana. Czuła się tylko wyjątkowo nie na miejscu, czego starała się nie pokazywać, mając jednocześnie wrażenie, że każdy to zauważa. No dobrze, zdecydowanie była to już kwestia chwilowego przewrażliwienia, ale świadomość tego wcale jej nie pomagała. Sprawiała tylko, że Tabitha czuła się jeszcze bardziej sztucznie, jakby miała zaraz zrobić coś, co wszystko by schrzaniło. A przecież w tym momencie już nie było dobrze.
Niesamowicie zaskakujące, jak szybko wszystko potrafiło zupełnie się posypać. Jeszcze jakiś czas temu uparcie sądziła, że jest osobą co najmniej silną psychicznie, gdy teraz głośniejszy i bardziej niespodziewany dźwięk potrafił całkowicie wytrącić ją z równowagi. Nie w sposób jakoś specjalnie się odznaczający, bowiem w żadnym razie nie podskakiwała gwałtownie w górę czy też nie piszczała niczym zdrowo przewrażliwiona panienka, lecz dobrze nie było.
Czuła się słaba. Od tej chwili, w której tak łatwo odebrano jej Amandę, czuła się przeraźliwie wręcz żałosna. Tak straszliwie bezsilna i dająca decydować innym o swoim własnym życiu nawet w tych momentach, w których w żadnym razie tego nie chciała. Może i miała ten rodzaj szczęścia decydujący o tym, że jeszcze niecałkowicie się poddała i że wciąż jeszcze miała kogoś ją podtrzymującego, ale… Czy to miało wystarczyć na przyszłość? Tego wciąż jeszcze nie wiedziała.
Ciągnąc swe czysto bezsensowne przemyślenia, dała się poprowadzić w stronę wyznaczonej im limuzyny, by tam usiąść sztywno na tyłku przy oknie i przyglądać się widokowi za szybą. I choć jeszcze nie ruszyli, wyglądało na to, że obrazy po drugiej stronie wciągnęły ją niesamowicie. Nie na tyle jednak, by w pewnym momencie nie obróciła się w stronę Valeriusa i nie szepnęła mu do ucha, choć poza nimi nie było jeszcze nikogo, kilku krótkich słów.
- Słoń w składzie porcelany, mówi ci to coś? – Wyraźnie właśnie tak się czuła, choć wciąż jeszcze powodu do tego nie miała.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2709-ruby-hempstead
http://panem.forumpl.net/t2714-hempstead
http://panem.forumpl.net/t2713-ruby-hempstead
http://panem.forumpl.net/t2715-we-lose-ourselves-at-night
http://panem.forumpl.net/t2738-ruby
Wiek : 35 lat
Zawód : Asystentka Rufusa Ginsberga
Przy sobie : telefon komórkowy, prawo jazdy, gaz pieprzowy, paczka papierosów, paczka zapałek

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 6:05 pm

Wszelkie bankiety od zawsze kojarzyły jej się z ojcem. Często na nich bywał i prawie zawsze zabierał mamę. Ta już kilka tygodni przed wydarzeniem myślała, co powinna na siebie włożyć, by wyglądać najlepiej. W końcu trzeba było się pokazać. Jako wielcy fani Głodowych Igrzysk oczywiście sponsorowali swoich faworytów. Młoda Hempstead czasami miała wrażenie, że ojciec byłby gotów sprzedać dom, żeby tylko zapewnić sobie doskonałą rozrywkę. Co roku przelewali pokaźne sumki, by wesprzeć wspaniałych wybranków. Za każdym razem właśnie oni stawali się ważniejsi niż jedyne dziecko, które gdzieś w kącie zasłaniało oczy, gdy przebijano się nawzajem strzałami. Na początku Ruby podchodziła do całej tej zabawy z wielkim dystansem, może nawet lekką odrazą. Z czasem jednak, całkiem szybko, okazało się, że zamiłowanie do Igrzysk prawdopodobnie płynie we krwi całej rodziny Hempstead. Właśnie dlatego dzisiaj Ruby, jako jedyna przedstawicielka rodu, postanowiła pojawić się na bankiecie, o którym było głośno w każdym zakątku miasta. Mama raczej wolała się nie wychylać po tym, jak całkiem niedawno kochana córka wyciągnęła ją z KOLCa. Brunetka pod hotelem zjawiła się punktualnie. Nigdy nie lubiła się spóźniać, bo zawsze uważała, że to zwykły brak szacunku. W ogólnym chaosie nie dało się usłyszeć stukania jej czarnych, klasycznych szpilek, które zbliżały się do lobby. W środku nie odmówiła kieliszka szampana, który podano jej od razu po wejściu. Dzisiaj każdy alkohol będzie dobry. W jednym z luster skontrolowała swój wygląd. Długa, śliwkowa, dopasowana sukienka leżała idealnie, kontrastowała z jej jasną karnacją, a mocno wycięty dekolt podkreślał jej biust. Poprawiła jedno z grubych ramiączek, sącząc szampana z kieliszka, którego dzierżyła w ręku, jednocześnie zostawiając na szkle ślad ciemnobordowej szminki. W drugiej zaś dłoni trzymała zwykłą czarną kopertówkę. Już dawno odstąpiła od charakterystycznego dla starego Kapitolu przepychu. Po parunastu minutach lustrowania sali dosyć obojętnym wzrokiem, kilku przywitaniach z mniej lub bardziej znanymi jej osobami wyszła na zewnątrz, by skierować się do jednej z limuzyn, które jakiś czas temu podjechały pod hotel. Nie śpieszyła się. Powoli schodziła po schodach, by nie dopuścić do upadku, który na pewno zostałby sfotografowany przez fotoreporterów. Zgarnęła jeden z niesfornych kosmyków za ucho i westchnęła ciężko, wchodząc do środka samochodu. Chociaż była pewna, że będzie jeszcze pusty, okazało się zupełnie inaczej. Dosłownie na ułamek sekundy zatrzymała swój wzrok na dwóch twarzach nieopodal.
- Dobry wieczór - powiedziała cicho pod nosem, patrząc już za okno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 6:50 pm

W przeszłości matka starała się go chronić przed pełnymi przepychu imprezami jakże cudownego Kapitolu i sam też robił wszystko, by nie rzucać się zbytnio w oczy. Zwłaszcza, gdy stawiał pierwsze kroki na kolejnych szczeblach dorastania i media nagle zaczynały robić na nowo szumy wokół niego jako pierwszego dziecka Zwyciężczyni. Im był starszy, już mniej wzbudzał emocji i było łatwiej, ale z początku? Niestety, musiał bywać jako dziecko na wielu imprezach i nie wspominał tego zbyt dobrze. Może właśnie przez dziecięce wspomnienia nie jarało go to wszystko? Może właśnie dzięki tym przeżyciom i dzięki matce, oczywiście, nie wyrósł na młodzieńca, który starał się na takich spotkaniach wypić jak najwięcej i zaliczyć jak najwięcej... kobiet, ale też i mężczyzn. Sam osobiście nie oglądał się za facetami, ale gdyby go zepsuto we wczesnym wieku. Grr...
Teraz zaś uraczył się w lobby jednym kieliszkiem szampana. Na rozluźnienie, bo czyste i lśniące kąty tego pomieszczenia go przerażały. Przerażała go też niedaleka przyszłość, a w tym też to, gdy wciśnie się w końcu zgodnie z grafikiem do odpowiedniej limuzyny. To, co nastąpi po niej, wolał na razie przemilczeć, by nie zwiać. Już wolał koszary lub całonocną wartę w Kwartale, niż to wszystko! Sam jednak wplątał się w to bagno i wciągnął też w nie Tabithę, która raczej też nie była zachwycona obecnością tu. Miał okazję niegdyś poznać jej gusta i to właśnie były ich pierwsze kroki ku przyjaźni – narzekanie na Kapitol i wszystko, co jego jest. Teraz zaś musieli razem przez to przejść, bo przecież mieli kogoś, na kim im zależało.
W końcu oboje postanowili się ulotnić z tego zgiełku do limuzyny, gdzie przypuszczał, że będzie znacznie mniej wrzawy. I tak też było. Względny spokój i niestety kolejne oznaki przepychu, które jednak przywitał bardziej optymistycznie, bo przy okazji żegnał tymczasowo tych wszystkich ludzi, zamykając się w niewielkim gronie, które chwilowo się ograniczało do Tabby.
- Wierz mi, mówi – odszepnął. – Może po prostu zacznijmy odgrywać dla żartu, że to kochamy i jesteśmy mega aktywni społecznie? – Spytał, cmokając ją w odkryte ramię i patrząc z radością na lśniący na jej palcu pierścionek. Miło, że w końcu ją przekonał do bycia jego narzeczoną. – Może będziemy udawać już małżeństwo, pani Angelini? Co ty na to? – Spytał, całując ją jeszcze przelotnie w wargi i zaraz też odwracając się w kierunku nowoprzybyłej, która najwyraźniej była również zmęczona tym wszystkim.
- Dobry wieczór - odpowiedział grzecznie, zaraz wracając wzrokiem do Tabby i swojej ręki, która ścisnęła jej dłoń, jakby chciał jej dodać otuchy. Chyba sam potrzebował jej bardziej niż ona. Czuł się jak królik w ciasnym kapeluszu, z którego go zaraz gwałtownie wyciągną i zjedzą wilcy na obiad. - Jak mija pani wieczór? - Zagadnął. Jako jedyny facet w limuzynie powinien zabawić kobietki, a utrzymywanie milczenia wychodziło na niegrzeczną obojętność. Poza tym przybyli tu szukać sponsorów dla sióstr, więc zdecydowanie powinni otwierać dzióbki.
- Valerius Angelini - przedstawił się, wstając ze swego miejsca, by ucałować dłoń nieznajomej. - To moja małżonka Tabitha - rzekł dumnie, przedstawiając swoją partnerkę, by zaraz wrócić na miejsce obok niej i cmoknąć raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2318-tabitha-gautier
http://panem.forumpl.net/t2322-tabbstytutkowe-biznesy
http://panem.forumpl.net/t2319-tabitha-gautier
Wiek : 20
Zawód : pracownica kawiarni 'Vanillove'
Przy sobie : dowód tożsamości [Helen Favley], breloczek z kluczami, gotówka, okulary przeciwsłoneczne -> wszystko w przepastnej torbie
Znaki szczególne : potrójna blizna (jak po szponach) w kolorze malinowym na lewym boku szyi
Obrażenia : amnezja (bardzo ciekawe "obrażenie" xD)

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 7:39 pm

Przedstawienie trwało w najlepsze i miało to robić dalej mimo wszystkiego i wszystkich. Chyba nikt nie mógł powstrzymać jego pędzenia, choć Tabitha zdążyła już zauważyć, że wielu zrobić to chciało. Wątpiła jednak szczerze w to, by nawet działania podobne do tych z tamtego roku mogły cokolwiek przynieść. No, może poza tylko jeszcze większymi problemami, kolejnym bólem i ponownymi stratami.
To nie była dla niej dobra zabawa. Czuła się dosłownie tak jak małpka w cyrku, wystawiona na oceniające spojrzenia tłumu, który na szczęście pozostawiła już za sobą. Przynajmniej na jakiś czas, bowiem na bankiecie zagęszczenie tłumu miało być raczej jeszcze większe i bardziej wyraźne. Wolała jednak chwilowo choć próbować powstrzymywać myślenie o tym, skupiając się na wszystkim innym, a przy tym mogła przecież przebierać i wybierać. Szkoda tylko, że w rzeczach złych i jeszcze gorszych.
Nie to, że nie widziała wśród tego jakichkolwiek pozytywów, ale… No dobrze, faktycznie ich nie zauważała, ale chyba lepiej było to już przemilczeć. Przecież robił się z tylko kolejny wybitnie paskudny negatyw, którego już do swojego wachlarzyka Tabby zdecydowanie nie potrzebowała. Ten obecny i tak trudno jej było jakoś znośnie utrzymać, bowiem z każdą chwilą robił się tylko coraz cięższy i cięższy. Jedni zwykli mówić, że noszą ciężar na swych barkach, zaś Tabitha w tym wypadku robiła z siebie prawdziwą damę, burdelową! khym, nosząc problemy niczym wachlarzowe akcesorium.
Niezmierna szkoda tylko, że w tej chwili nie było to nic namacalnego, bowiem zdawało jej się, że powietrze w limuzynie dosłownie stoi. Było jej potwornie wręcz duszno i coraz bardziej niewygodnie, choć przecież samochód ten z natury miał być prawdziwym wyznacznikiem wygody, jej wzorem. Ona jednak wolałaby się bez niego obyć, jeśli już nie będąc zupełnie uwolnioną od tej wątpliwej przyjemności związanej z braniem udziału w bankiecie i mając ponownie Amandę u swojego boku, to chociaż mogąc wybrać sobie lepsze miejsce na przyjęcie. Lepsze… Bliższe… Niewymagające przejazdu w niewiadomym kierunku…
- Jasne, typowi przedstawiciele dawnej elity Kapitolu, oczywiście. Gdybym tylko potrafiła odgrywać coś tak pięknego. – Burknęła ponuro, poprawiając sukienkę na sobie i na nowo układając narzeczonemu krawat.
Zwyczajnie musiała zajmować czymś dłonie, by nie oszaleć zupełnie od bezczynnego siedzenia i wyczekiwania na jakikolwiek ruch ze strony kogokolwiek lub też od biedy czegokolwiek. Odpowiedziała przelotem na pocałunek, nie robiąc sobie raczej zupełnie nic z tego, że w każdej chwili ktoś może się pojawić, przecież nie uprawiali tutaj seksu czy też nie robili niczego jak najbardziej niedozwolonego, po kilku sekundach powracając jednak do poprzedniej pozycji, by wreszcie wygodniej usadzić się na miejscu, opierając mężczyźnie o ramię.
- Jak na lato, panie Angelini. – Mruknęła, wysilając się na odrobinę radośniejszy czy też choć trochę cieplejszy uśmiech, choć duszę miała mroźną.
Tak skutą lodem, że Tabitha nie potrafiła wykrzesać z siebie nawet na tyle pozytywnej energii, by usiłować pozytywnie przywitać nowoprzybyłą. Była na to zdecydowanie zbyt negatywną osobą, ha!, nawet sama siebie zaczynała już nazywać chodzącym negatywem.
Dlatego też wyszło tylko krótkie witam, które z pewnością nie miało w przyszłości podziałać jakoś pozytywnie na potencjalnych sponsorów ich sióstr. Całe szczęście, że jej narzeczony, odgrywający obecnie rolę małżonka, miał trochę więcej oleju w głowie i rozpoczynał już swoje czary. Sama im ulegała, więc nawet przez moment nie twierdziła, że nikt inny tego nie zrobi. Vale miał w sobie na to zbyt dużo uroku osobistego. Cmoknęła go lekko w usta, siląc się na to, by nie zacząć rozmowy o czymś tak prozaicznym jak na przykład pogoda. Pozostawała więc cichutka jak myszka, choć przecież zazwyczaj była prawdziwą gadułą.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2692-tiberius-whyte-budowa
http://panem.forumpl.net/t2702-stary-ginsberg
http://panem.forumpl.net/t2701-rufus-ginsberg
Wiek : 75
Zawód : chwilowo bezrobotny
Przy sobie : leki przeciwbólowe, morfalina (1 gram)

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 7:54 pm

/jakiś czas po spotkaniu z Gerardem

Uwielbiał bankiety dla sponsorów jeszcze za czasów Snowa, który akurat te umiał organizować całkiem nieźle. Rufus nie przegapił żadnego z nich do czasu aż nie zniknął nagle z Kapitolu. Wówczas musiał pożegnać się z jedną ze swoich ulubionych rozrywek, co mówiąc szczerze wcale nie było łatwe. Najgorsze nie było wcale to, że został pozbawiony większości swojego majątku, a właśnie fakt całkowitego odosobnienia  i wykluczenia z możliwości sponsorowania kolejnych trybutów. W tym roku wszystko to miało się zmienić. Potrzeba było dziesiątek lat i krwawej rebelii, ale Ginsberg, gdyby mógł zdecydować i ochronić setki zabitych... nie zrobiłby nic. Był człowiekiem, którego interesowało wyłącznie własne dobro, reszta była tylko dodatkiem, który należało dostosować tak, by mu żyło się najlepiej.
Życie wspomnieniami było niezwykle męczące, zwłaszcza, że było o czymś rozmyślać. Całonocne orgie w rodzinnej posiadłości, krwawe bale i alkohol lejący się strumieniami. Był młodszy, silniejszy i sprawniejszy, ale czy to dużo zmienia? Może podupadł kondycyjnie, ale wciąż posiadał niezwykle bujną wyobraźnię. Wiedział już kogo chciałby wesprzeć swoimi pieniędzmi. Dawniej bywało tak, że na trybuta, którego obierał sobie pod protektorat zwykle zwracano większą uwagę, co wychodziło młodemu uczestnikowi zwykle na zdrowie. W końcu na arenie liczy się przede wszystkim zainteresowanie publiczności, od której zależało naprawdę wiele. Władze przyzwyczaiły bogaczy, że za pieniądze można bardzo łatwo sterować 'bezstronnymi' zawodami.
Od chwili, gdy dowiedział się o organizacji igrzysk czekał dnia, w który odbędzie się bankiet. Wprawdzie nie spotka na nim trybutów, ale wystarczyła mu sama możliwość porozmawiania z ich mentorami. Ci, jeżeli byli rozsądnymi ludźmi, z pewnością będą w stanie wyznaczyć cenę, za którą ich podopieczny gotowy byłby 'zapracować' na wygraną.
Nie znał jeszcze zbyt wielu osób, ale nie przeszkadzało mu to czuć się swobodnie wśród tłumu obcych. Zamienił kilka krótkich zdań z kilkoma gośćmi, ale w chwili, gdy podstawiono taksówki udał się natychmiast w ich kierunku. Rozmowy w holu go nie interesowały.
W samochodzie siedziały już trzy osoby, wśród których od razu rozpoznał swoją asystentkę.
- Panno Hempstead - skinął jej lekko głową wchodząc do środka - Państwo...? - po tym jak przywitał się z Ruby od razu przeniósł wzrok na dwójkę nieznajomych - Rufus Ginsberg - przedstawił się jako pierwszy, choć zwykle nie miał tego w zwyczaju. Ot, jeden z przejawów jego doskonałego humoru, w którym się teraz znajdował.
Nie przejmując się zbytnio towarzystem innych skierował się do niewielkiego barku, przy którym od razu zrobił sobie małego drinka. Rzadko widywano go bez szklaneczki whiskey i tym razem nie mogło być inaczej. Już z alkoholem w ręku zajął wreszcie jedno z wolnych miejsc obok Ruby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2709-ruby-hempstead
http://panem.forumpl.net/t2714-hempstead
http://panem.forumpl.net/t2713-ruby-hempstead
http://panem.forumpl.net/t2715-we-lose-ourselves-at-night
http://panem.forumpl.net/t2738-ruby
Wiek : 35 lat
Zawód : Asystentka Rufusa Ginsberga
Przy sobie : telefon komórkowy, prawo jazdy, gaz pieprzowy, paczka papierosów, paczka zapałek

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 8:20 pm

Jej na szczęście rodzice nie ciągali na bankiety w czasach dzieciństwa (jeden z niewielu dobrych pomysłów wychowawczych). W przeciwnym razie na pewno zupełnie inaczej by do tego wszystkiego podchodziła. Właśnie to musiało być jednym z powodów wynajęcia niańki, która wkrótce w pełni zastąpiła Ruby rodziców. Kobieta była jedną z najbardziej znienawidzonych przez młodą Hempstead osób, mimo że ta swoją nienawiść powinna kierować raczej w stronę rodziny. Dzisiejszego wieczoru cały czas myślała właśnie o nich. Co by było, gdyby wychowała się w innych warunkach? Co, gdyby urodziła się w którymś z Dystryktów? A wreszcie... co, gdyby przyszło jej startować w Igrzyskach? Na pewno już nigdy nie chciałaby słyszeć o niczym podobnym, o ile w ogóle by przeżyła. Ale wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Podczas, gdy rodzice wybranków ocierali łzy z rozgrzanych polików, rodzicielka Ruby uśmiechała się szeroko. Takie bankiety, choć zawsze ją cieszyły, to jednak skłaniały do dosyć dziwnych przemyśleń, zupełnie niepodobnych do brunetki.
Poprawiła sukienkę, bo dosyć dziwnie ułożyła jej się na udach podczas siadania. Nie lubiła limuzyn, wbrew pozorom wcale nie były wygodne ani też praktyczne. Odchrząknęła cicho i ponownie spojrzała na towarzyszów. Najwyraźniej nie czuli się zbyt dobrze, było to widać gołym okiem. Ruby, jako niespełniona aktorka, nauczyła się oceniać humory i nastawienie ludzi po najmniejszych szczegółach, ale tutaj nie musiała długo szukać.
- Wspaniale - odpowiedziała, a na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech. Naprawdę nie bawiła się źle, chociaż rzeczywiście mogła sprawiać takie wrażenie. Nie była tutaj z przymusu, równie dobrze mogłaby wrócić do domu i zakopać się pod kilkoma kocami. - Ruby Hempstead, miło mi - skinęła głową, zerkając na kobietę siedzącą nieopodal. Już miała spytać, jak im mija wieczór, chociaż to pewnie pytanie retoryczne, ale w limuzynie pojawiła się kolejna osoba. Na szczęście bardziej znajoma niż pozostałe.
- Panie Ginsberg - odparła automatycznie w stronę mężczyzny.
- Mam nadzieję, że to będzie udany wieczór - dodała jeszcze, przerywając chwilową ciszę i skupiając wzrok na nowo poznanym mężczyźnie.

W razie czego mogę na jakiś czas zniknąć, więc pisałam posta na szybko ;)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   Nie Wrz 14, 2014 9:16 pm

Wszystkich uczestników bankietu zapraszamy do Sali głównej, znajdującej się w Kapitolińskiej Galerii Sztuki.

Szampańskiej zabawy na bankiecie i niech Los zawsze Wam sprzyja!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 3   

Powrót do góry Go down
 

Limuzyna nr 3

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Komunikacja :: Transport :: Samochody i motocykle-