IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Limuzyna nr 1

 

 Limuzyna nr 1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Limuzyna nr 1   Nie Wrz 14, 2014 12:05 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 1   Nie Wrz 14, 2014 5:03 pm

|po spotkaniu w mieszkaniu

Czułam się dziwnie, patrząc na dziennikarzy, których mniej lub lepiej kojarzyłam, ze wspólnych spotkań podczas pracy, z zebrań w redakcji. Dziwnie, gdy widziałam błysk fleszy i słyszałam kliknięcia przy kolejnych robionych zdjęciach. Puste ręce i świadomość faktu, iż nie mam ze sobą aparatu bardzo mi ciążyły, wolałabym być tam, po drugiej stronie, wśród tych którzy fotografują, a nie tych, którzy są celami. Przestąpiłam z nogi na nogę, uśmiechając się trochę nerwowo do Malcolma, mimo najszczerszych chęci nie potrafiąc się uspokoić, a przynajmniej nie tak bardzo jak bym chciała.
Odetchnęłam dopiero, gdy podjechała limuzyna i wreszcie mogliśmy spokojnie wsiąść, odcinając się od zawirowania panującego w lobby. Wygładziłam sukienkę, po czym wsunęłam się do wnętrza, usiadłam na długiej kanapie i westchnęłam cicho przyglądając się dokładnie wszystkiemu.
To było niemalże czarujące, wyrwane z rzeczywistości, inne niż codzienność, a jednocześnie wielce ironiczne, wręcz w sarkastyczny sposób ziejące przesadną pychą i pewnością siebie organizatorów. Świecidełka, luksusy, cała ta otoczka Igrzysk miała oczarować, zamydlić oczy by następująca po nich rzeź nie wydawała się aż tak straszna. Sam fakt tego sprawiał, że zrobiło mi się niedobrze i musiałam poświęcić chwilę na przypomnienie sobie dlaczego zgodziłam się na towarzyszenie Malcolmowi. Chcąc nadal pozostać przejawem buntu nie mogłam sobie pozwolić na to by jakiekolwiek informacji umknęły mojej uwadze, nie mogłam uciekać od szansy, która pozwalała mi na bliższe zaobserwowanie reakcji ludzi. Na to co się działo, na cały teatrzyk który urządzał rząd.
Odszukałam wzrokiem twarz Malcolma, tym razem starając się przywołać na twarz bardziej ciepły uśmiech, przesunęłam dłoń i uchwyciłam jego palce, gdy tylko usiadł przy mnie kierując się w stronę jedynego tutaj źródła opanowania. Łatwiej było mi zachować spokój umysłu, gdy miałam go blisko siebie.
- Ciekawe cóż za niespodziankę szykują organizatorzy – rzuciłam luźnym tonem, autentycznie zaciekawiona miejscem, w które miały kierować się limuzyny.
Chociaż cały zbędny przepych mnie odrzucał, nie mogłam zaprzeczyć, iż nuta tajemniczości wiązała się z całkiem przyjemnym dreszczykiem emocji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2631-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3117-previa
http://panem.forumpl.net/t3118-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3119-dysonans-poznawczy
http://panem.forumpl.net/t3146-previa
http://panem.forumpl.net/t3126-previa-benner
Wiek : 30 lat
Zawód : Strażnik Pokoju || pani oficer
Przy sobie : broń palna, magazynek z piętnastoma nabojami, w pełni skompletowany mundur żołnierza, telefon, paczka papierosów, zapalniczka, nóż ceramiczny, krótkofalówka, antybiotyk (3 tabletki)
Znaki szczególne : blizny na dłoniach, szaleństwo w oczach, dziura zamiast serca
Obrażenia : ogólne osłabienie (boli mnie głowa i nie mogę spać ♫)

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 1   Nie Wrz 14, 2014 5:57 pm

/ lobby

Nigdy tak naprawdę nie lubiłam wystawnych bankietów organizowanych jeszcze w Starym Panem, za czasów Starego Kapitolu.
Wszystko na dobrą sprawę zaczęło się chyba na tym nieszczęsnym przyjęciu. Na wymarzonym barbecue mojego brata, które miało pełnić rolę czegoś w rodzaju jego zaręczyn.
Niezliczona ilość niezamężnych koleżanek jego wybranki, które zgodnie z oczekiwaniami patrzyły z zazdrością i wygłaszały nieszczere gratulacje, naprawdę nie napawała mnie entuzjazmem. Muszę być szczera - już wtedy, przed laty, poczułam dreszcz niepokoju, głębokie tąpnięcie, gdy tylko na myśl przyszło mi słowo ”masowa impreza”. Sporą rolę w kreowaniu podobnej opinii odegrał mój umiłowany braciszek - był wysokim, kostycznym facetem wypranym z jakichkolwiek śladów poczucia humoru. W jego towarzystwie więdły mandarynki, a suflety oklapywały niczym dziurawa sekslalka. Na prawniczych podporach jego ramion ślizgała się limfatyczna, lejąca się przez ręce blondynka określana żałosnym mianem „narzeczonej”, później zaś „małżonki”, zupełnie jakby szkoda było zachodu na wymyślanie jej imienia.
Przyszedł Paul Benner z żoną.
I psy wyły do księżyca.
A malaryczny mróz lał się strugami do moich żył, mrożąc szpik w kościach.
Tymczasem przez schludną furteczkę w szpalerze cypryśników i bambusów wnikała do ogródka reszta rodziny pięknej narzeczonej mojego brata.
Jakieś stareńkie ciotki czy babki z obrzeży Dwójki, w odświętnych wiejskich kieckach trumiennych, które szykowały na śluby wnuczek i własne pogrzeby, niezgrabnie podające ci sękate palce do uściśnięcia, woniejące zapachem naftaliny, lawendy i nieodłącznych kozich serów. Wesołkowaci kuzyni przy kości prowadzący równie obfite w kształtach, zarumienione od upału żony. Banda „dzieciaków” tratująca trawnik i zapędzająca na drzewo przerażonego kota sąsiadów. Szacowni wujowie prowadzący praktyki dentystyczne. Szacowni wujowie pracujący w nieruchomościach. Siostrzenice, które bardzo dobrze się zapowiadają. Dalecy krewni.
Panopticum.
Ogród wtedy puchł niczym Alicja po zjedzeniu kawałka grzyba od Pana Gąsienicy - tak, jak dzisiaj puchła limuzyna, do której wślizgnęłam się niemal bezszelestnie, błyskając idealnie gładką skórą ud.
Puchła też moja czaszka, zmieniając się powoli w salaterę krwistego sorbetu.
I ten smród spalenizny.
Ten cholerny słodkawy swąd.
W chwili, w której zajęłam miejsce najbliżej minibarku (jeszcze nie zdając sobie sprawy z tego, z kim przyszło mi spędzić podróż, jeszcze nie wiedząc, kto siedzi w limuzynie), wiedziałam jedno.
To się po prostu nie mogło dobrze skończyć.
Lśniące, nienaturalnie złote tęczówki przesunęły się najpierw po zawartości poszczękujących cicho buteleczek z alkoholem… po czym obojętnie powędrowały w stronę dwóch osób, siedzących na miękkim, skórzanym obiciu siedzeń.
Kobieta i mężczyzna.
Para. Miłość. Seks. Dzieci. Starość.
Stop.
To Randall. Randall. Malcolm Randall.
Znowu Ty.
Z dziewczyną? Żoną? Kochanką?
Nie pomagała nawet ostra, doskonale wypielęgnowana świadomość, że dziś byłam piękna w ten zuchwały i beztroski sposób, jak gdybym zachowywała dla siebie swą urodę, nie przejmując się tym, co sądzą o mojej osobie mężczyźni.
Nie pomagała nawet myśl, że już od dawna nic nie łączyło mnie ze zwycięzcą z Dziewiątki.
Więc dlaczego, o Previo, wbiłaś ostre spojrzenie w jego towarzyszkę, zaciskając usta demona w wąską jak żyłka linię?
- Niespodzianki szykowane przez organizatorów mają pewną, charakterystyczną cechę. -  spokój głosu niemal boleśnie kontrastował z ostrym, wzgardliwym spojrzeniem wbitym w Randalla, choć słowa - bez wątpienia - skierowane były do jego dziewczyny. Ironiczne uniesione, odważnie podkreślone brwi nad zmrużonymi, wnikliwymi oczyma, zdawały się mówić: „cóż, to będzie urocza podróż”.
- Nigdy nie należą do miłych. - pełne wargi rozciągnęły się w nienaturalnie przyjaznym uśmiechu, przywodzącym na myśl grymas starożytnego boga odlanego w brązie i zapomnianego całe tysiąclecia temu.
Smukła, blada, poznaczona siateczką blizn dłoń powędrowała spokojnie w stronę towarzyszki Malcolma, najwyraźniej w geście… powitania?
- Previa Benner.


i'm playing the villain, baby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1898-malcolm-randall
http://panem.forumpl.net/t1374-malcolm
http://panem.forumpl.net/t1373-malcolm-randall
http://panem.forumpl.net/t1796-malcolm
Wiek : 39 lat
Zawód : bezrobotny, dowódca Kolczatki
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, dowód tożsamości, broń palna, pozwolenie na posiadanie broni

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 1   Nie Wrz 14, 2014 6:23 pm

Nigdy nie znosił być w świetle reflektorów.
No dobra, może nie do końca nigdy. Był czas - dawno temu, zaraz po jego własnych Igrzyskach - kiedy tym wszystkim jaskrawym fleszom i kolorowym wdziankom udało się go oczarować. Na krótko; Kapitol dosyć szybko wylał mu na głowę kubeł zimnej wody, ukazując drugą stronę medalu i raz na zawsze zrażając do tego typu publicznych wystąpień, których od tamtej pory unikał jak mógł. Cóż, nie tym razem. Pozycja mentora wręcz zmuszała go do ruszenia się z domu, chociaż szczerze mówiąc nie spodziewał się cudów. Większość sponsorów już dawno miała upatrzonych swoich ulubieńców, a jeśli nie miała ich jeszcze wczoraj - to na pewno wszystko uległo zmianie po wywiadach. Nie było już czasu na zastanawianie, w końcu gong miał rozbrzmieć już za kilkanaście godzin, nawet jeśli na samą myśl o tym fakcie, żołądek zawiązywał mu się w supeł, a wszystko, co zdążył zjeść, podchodziło mu do gardła; zupełnie jakby to on sam miał stanąć rankiem na Arenie.
Ścisnął palce Nicole nieco mocniej, nie tyle żeby dodać jej otuchy, co chwytając się rzeczywistości. Przechodząc przez podjazd (zbyt długi) w stronę zaparkowanej limuzyny, czuł się odsłonięty i bezbronny; osaczony w krzyżowym ogniu błyskających fleszy, narażony na zbyt wiele spojrzeń, z których każde wydawało się prześwietlać go na wylot. Odniósł nagle dziwne wrażenie, że każdy jeden z tych reporterów wie doskonale, z kim ma do czynienia - nie tylko ze zwycięzcą i mentorem, ale również z dowódcą podziemnej organizacji. Myśl bezsensowna i paranoiczna, ale trudna do wykorzenienia i zignorowania, paliła go coraz bardziej, wciąż obecna nawet mimo znalezienia się w cichym wnętrzu pojazdu.
Wcale nie tak cichym? Uniósł brwi w geście zdziwienia, kiedy jego spojrzenie natrafiło na Previę. Cudownie, wspaniale, o niczym innym nie marzył, jak o podróży w  nieznane, w towarzystwie kobiety, która podczas ich ostatniej rozmowy próbowała odstrzelić głowę jego trybutce. Mimo to uśmiechnął się szeroko, jakby niezmiernie ucieszyło go to przypadkowe spotkanie, gdzieś w międzyczasie rzucając pokrzepiające spojrzenie Nicole.
- Trudno się z tym nie zgodzić - odpowiedział. Szczerze, bez sztucznej uprzejmości, bo przecież była niepotrzebna. Cała ich trójka miała zapewne podobne odczucia co do owej niespodzianki wysmażonej przez Organizatorów, przez lata zdążywszy aż za dobrze przyjrzeć się ich działalności. Sam Malcolm dziwił się chwilami, że te całe zastępy pięknie ubranych ludzi tak ufnie znikały w otchłaniach limuzyn, pokładając swoje życie w ręce ludzi, którzy nie wahali się posłać własnych dzieci na krwawą rzeź. Fenomen ten jednocześnie go fascynował, co przerażał; zwłaszcza, kiedy uświadomił sobie, że sam jest jedną z tych naiwnych osób, liczących po cichu na to, że rząd nie postanowił jeszcze o jej unieszkodliwieniu.
Otworzył usta, gotów przedstawić sobie obie panie, ale nie zdążył; dłoń Previi, wyprzedziwszy jego słowa, wędrowała już w stronę Nicole. Uśmiechnął się ponownie, tym razem mniej szczerze, prawie czując jak drętwieją mu policzki. Jak tak dalej pójdzie, do końca wieczoru z pewnością będzie potrzebował przeszczepu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 1   Nie Wrz 14, 2014 7:43 pm

Odcięcie od błysków fleszu – o ironio, po raz pierwszy w życiu faktycznie zaczęłam mieć świadomość jak może się czuć osoba fotografowana również przeze mnie – umożliwiło mi uspokojenie się. Co prawda nie kompletne, moje nerwy nadal były zszargane przez cudowny widok wnętrza limuzyny, jednak na tyle wystarczające bym nie czuła się aż tak niepewnie, jakby grunt obsuwał mi się pod nogami. Tym bardziej, kiedy czułam ciepły uścisk dłoni Malcolma. I kiedy, tak swobodnie mogłam mu się przyjrzeć, bez sprzecznie ciesząc oczy widokiem białej koszuli i dobrze dopasowanej marynarki. Mężczyźnie zdecydowanie było do twarzy w garniturze i sam ten fakt skutecznie wynagradzał mi stres towarzyszący oczekiwaniu na podjazd samochodu.
Na początku nie zwróciłam uwagi na pojawiającą się kobietę, obdarzyłam ją jedynie przelotnym spojrzeniem, po czym ponownie skupiłam się na Malcolmie, jednak kiedy jej głos rozbrzmiał w samochodzie nie mogłam nie podnieść wzroku. Uśmiechnęłam się w jej stronę uprzejmie, zaintrygowana trochę towarzyszką, jej postawą i mimiką, a także słowami, które zdawać by się mogło miały pewien buntowniczy poddźwięk. Skinęłam głową potwierdzając słowa Malcolma, a gdy zauważyłam wyciągniętą w moją stronę dłoń wychyliłam się odrobinę i uścisnęłam ją zdecydowanie.
- Nicole Kendith – odpowiedziałam ponownie się uśmiechając. – Miło mi poznać.
Previa Benner, nazwisko wydawało mi się znajome i potrzebowałam co najmniej dłuższej chwili by przypomnieć sobie, iż należy ono do jednej z tryumfatorek. Czyli była jedną ze sponsorek? Bo nie potrafiłam sobie przypomnieć by jej nazwisko widniało na liście mentorów, tak często ostatnio powtarzanej przez pracowników Capitol’s Voice. Chwilami miałam wrażenie, że gdzie nie ważne w które miejsce nie postanie moja noga, tam natrafię na jakieś nawiązanie do Igrzysk. Na szczęście, jak na razie udawało mi się uchronić przed tym podczas moich wizyt w ciemni, na razie udawało mi się nie trafiać tam na współpracowników, jedyne zatem zdjęcia związane z wydarzeniem, od którego wrzał cały Kapitol były tymi, które sama wnosiłam.
- Jakkolwiek niemiła nie można odmówić organizatorom staranności w utrzymaniu całej sprawy w tajemnicy – dodałam po chwili, wzruszając ramionami.
A to mi trochę doskwiera…
Tego jednak nie powiedziałam na głos, zachowując dla siebie narastający dreszczyk emocji. Czułam, jak sam fakt istnienia tajemnicy wbija mi się w jaźń budząc tą część mnie, która odzywała się za każdym razem przy tworzeniu nowych wpisów. Lubiłam wiedzieć, po prostu mieć pełną świadomość tego co działo się dookoła mnie, lubiłam znać prawdę. I nie ważne jak bym się nie okłamywała, jak bardzo by mnie nie brzydził cały ten teatrzyk czułam podekscytowanie. Choć wiedziałam, że wszyscy jesteśmy jak owieczki gnane na rzeź po prostu chciałam jak najszybciej znaleźć się tam. Przekonać co za niespodzianka kryje się za starannie dobranymi działaniami.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 1   Nie Wrz 14, 2014 9:16 pm

Wszystkich uczestników bankietu zapraszamy do Sali głównej, znajdującej się w Kapitolińskiej Galerii Sztuki.

Szampańskiej zabawy na bankiecie i niech Los zawsze Wam sprzyja!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Limuzyna nr 1   

Powrót do góry Go down
 

Limuzyna nr 1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Komunikacja :: Transport :: Samochody i motocykle-