IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Elijah Bergstein

 

 Elijah Bergstein

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
http://panem.forumpl.net/t2487-elijah-bergstein#36264
http://panem.forumpl.net/t2513-pan-raz-zobaczony-w-technikolorze#36274
http://panem.forumpl.net/t2510-elijah-bergstein#36266
http://panem.forumpl.net/t2511-jeden-glebszy-z-elijah-bergstein-zaprasza-na-autorski-program#36269
http://panem.forumpl.net/t2512-elijah#36270
http://panem.forumpl.net/t2576-elitarne-mieszkanie-elijaha
Wiek : 38 lat
Zawód : prezenter i gwiazdka telewizji
Przy sobie : telefon, papierosy, zapalniczka
Znaki szczególne : wiecznie rozszerzone źrenice, kultowe okulary na nosie, papieros w ustach

PisanieTemat: Elijah Bergstein   Czw Sie 07, 2014 8:56 pm


Elijah Bergstein
ft. Zachary Quinto
data i miejsce urodzenia
12 września 2245, Kapitol
miejsce zamieszkania
Kwartał Ochrony Ludności Cywilnej
zatrudnienie
spadająca gwiazda telewizji, charakterny pan zza szklanego ekranu
Rodzina

Mogłem poszczycić się naprawdę rozgałęzionym drzewem genealogicznym. Rodzina Bergsteinów od dziada pradziada pałętała się po kartach historii Panem, jednak dopiero ja uczyniłem nasze nazwisko rozpoznawalnym. Nic dziwnego, moja matka była zwykłą projektantką mody (dość przeciętną), ojciec właścicielem niewielkiej perfumerii, a ich aspiracjami nigdy nie była popularność. Raczej: wielka rodzina. Zgodnie ze swoimi przekonaniami powołali więc na ten świat czwórkę dzieci. Chętnie wymieniłbym moje siostry i moich braci z imion  - pamiętam nawet personalia wszystkich wujków i ciotek - ale to już przeszłość.
Rebelię przeżyłem tylko ja. Cała familia zginęła w bombardowaniach. C a ł a. Ostatnia nić genetyki, łącząca mnie z drugim człowiekiem, pękła w Kwartale, kiedy moja najmłodsza siostra - jedyna ocalała z pogromu -  popełniła samobójstwo, podcinając sobie żyły moimi żyletkami. Od tamtej pory noszę brodę. I podobno jest mi w niej całkiem przystojnie, więc nie winię jej za ucieczkę z tego świata. Na coś się w końcu przydała.
Natomiast jeśli chodzi o więzy nie genetyki a uczuć...cóż. Istnieje na świecie moja żona, Scarlett, największa potknięcie mojego życia, ale...wszystko jest względne. Nie mogę więc do końca określić, czy ją kochałem, nienawidziłem czy po prostu uprzyjemnialiśmy sobie wzajemnie wędrówkę w górę drabiny społecznej. Z której w końcu - z gracją, tego odmówić jej nie mogę - mnie zepchnęła.



Historia



- Od zera do narodowego bohatera, prawda, Elijah? Wspaniała historia. Jak ci się to udało z taką twarzą? - Flickerman śmieje się nienaturalnie głośno i klepie się po udach ubranych w srebrzyste spodnie. Cekiny odbijają światło lamp wiszących tuż nad nami tak mocno, jak gołe ściany telewizyjnego studia odbijają zachwycone krzyki i oklaski widzów. Zgromadzonych tutaj, tuż za mną i przed setkami telewizorów w Kapitolu. Nie mrużę jednak oczu ani nie zatykam uszu; przywykłem do tego świata i dlatego śmieję się w głos razem z Flickermanem, rozsiadając się wygodnie w fotelu. Fotelu gościa, nie prowadzącego. Wyjątkowa zamiana miejsc. Tylko dzisiaj, tylko u nas, wywiad na wyłączność. Już widzę migające na ekranach czerwone litery, wykrzykniki i kule ognia rozchodzące się do mojego nazwiska. Tutaj ich nie ma - komputerowa fikcja rozgrywa się gdzieś poza nami, w studiu jest wręcz ubogo. Dwa fotele, dwaj mężczyźni. Nic więcej. O wszelkie atrakcje dba zastęp grafików i informatyków; kto wie, może teraz tuż za nami widzowie oglądają szumiące morze i półnagie syreny; może technicy nakładają na moją twarz filtr zmniejszający mój nos. Albo niwelujący odbłyski świateł w okularach, które mam na nosie. Większość ludzi sądzi, że to własnie jest sztuką telewizji, ale to bzdurna opinia. Cały czar wytwarzamy my. Prowadzący, gwiazdki ekranu. Bez naszej charyzmy nawet najdoskonalsze efekty specjalne byłyby tylko piękną okładką pustej książki.

# # #


Nigdy nie lubiłem czytać. Jako dzieciak wyginałem z gazet sylwetki sławnych Kapitolińczyków i odgrywałem nimi przeróżne scenki - to było lepsze od mozolnego łączenia słów i wyobrażania sobie nieistniejącego. Chciałem kreować a nie biernie podążać czyjąś wymyśloną historią. Kłamstwem byłoby jednak stwierdzenie, że pojawienie się w telewizji było moim celem. Babrałem się w naprawdę wielu zawodach i próbowałem wielu rzeczy; trochę studiowałem (sztuki piękne przydały mi się w obracaniu drogimi obrazami, kiedy już zgromadziłem spory majątek), trochę dorywczo pracowałem (od florysty po boya hotelowego), trochę romansowałem, ale żadna z tych aktywności nie osiągnęła poziomu zaawansowanego. Przez pierwsze siedem lat dorosłości dryfowałem w oślepiająco jasnych światłach Kapitolu, mrużąc oczy i szukając czegoś, co zachwyci mnie i wywoła falę dreszczy na ciele.
Niektórzy mówią, że zmarnowałem młodzieńczy potencjał. Głupcy. Gdyby nie te wszystkie szarpane doświadczenia nie stałbym się tym, kim jestem teraz.


Rozpoczęcie telewizyjnej kariery dwa lata przed trzydziestką nie jest często spotykane. Gwiazdki z ekranu zazwyczaj błyszczą jako młode, piękne i bezlitośnie głupie mięso armatnie przez maksymalnie dwa sezony. Potem pokrywają ich popioły, z których wyrasta kolejne nastoletnie pokolenie. Podczas swojej dorywczej egzystencji - będącego nudnym, dwudziestoośmioletnim preludium do prawdziwego życia - spędziłem naprawdę wiele czasu przed ekranem telewizora. Początkowo beznamiętnie, potem: coraz bardziej aktywnie, wyłapując błędy prezenterów i w końcu wstawiając swoją podobiznę w szklany ekran. Technologiczna laleczka voodoo zadziałała - wykorzystałem wszystkie swoje znajomości (układałem kwiaty na ślubie Flickermana, odnosiłem walizki wnuczki Snowa w hotelach i kelnerowałem podczas spotkań mentorów) i...udało się.
O dziwo - od razu Kapitol zbudowano. Nie musiałem już usługiwać, zaparzać kawy i wdzięczyć się do możnych medialnego świata. Trafiłem od razu do właściciela stacji i zespołu producentów, zaprezentowałem się i wtedy po raz pierwszy poznałem rozkoszny dźwięk oklasków i mrożący krew w żyłach rytuał medialnego cyrografu. Ryzykowałem wszystkim, zapisując im cały zebrany majątek i tytuł własności ojcowskiej perfumerii. Nie myślałem jednak o konsekwencjach, święcie wierząc w swoje powołanie. Samospełniająca się przepowiednia nie zawiodła, pierwsze programy z moim udziałem przyciągały coraz większą widownię.
W świecie, w którym normalnością są cekiny, złota skóra i bajecznie kolorowe fryzury to właśnie ktoś przeciętny i niezmodyfikowany staje się wyrazisty.  Moje dziwactwa - nie przeszedłem operacji plastycznej, mimo wielu awantur z producentami (twój wielki nos zasłania światło i robisz podwójne cienie na swojej marynarce! te brwi są potworne; może chociaż przefarbujemy je na czerwono? te twoje durne okulary odbijają lampy, musimy to potem tuszować w postprodukcji) - przyniosły mi sławę i sympatię widzów. Nie spodziewałem się takiej fali uwielbienia, ale to słodkie zwycięstwo sprawiło mi wiele satysfakcji. Od początku trzymałem się swoich przekonań i dzięki nim udało mi się wypłynąć na zdradzieckie wody telewizyjnego oceanu. Z wiadomości telewizyjnych do programów śniadaniowych - to przy mnie Kapitol jadł swoje poranne pomarańcze i ananasy - z talk-show do reality-show, z komentowania wydarzeń politycznych do autorskiego, wieczornego programu.


Sukces przyszedł szybko i całkiem spodziewanie. Stałem się rozpoznawalny, kupiłem własny apartament, wyprowadziłem się od rodziców, spłaciłem długi i w końcu narodziłem się ponownie w wieku dwudziestu dziewięciu lat, z tym wszystkim, co było mi przeznaczone przez Los: pieniędzmi, rzeszą fanów i rosnącą sławą. Oczywiście nie była to słodka sielanka; pojawiały się problemy, scysje z producentami i podgryzanie się wzajemnie z Flickermanem, czującym, że rodzi mu się konkurencja, ale nawet te gorsze dni przeżywałem z klasą i spokojem...Bzdura; najmniejsze spięcie powodowało demolowanie pokoju, zrywanie kontraktu i ćpanie w najgorszych melinach Kapitolu. Kto wie, może skończyłbym swoją zawrotną karierę już po pięciu latach, gdyby nie moje zbawienie.


Zbawienie miało niesamowicie jasną skórę, zmysłowe usta, niespotykany ogień w oczach i...nudnego męża. Ten ostatni zginął dwa miesiące po naszym pierwszym spotkaniu. Do tej pory nie wiem, czy zakrztuszenie było naprawdę przypadkowe czy moja ukochana poświęciła go dla mnie. Wolałbym opcję numer dwa, mile łechta moje ego, ale to właściwie nie miało później znaczenia. Żałobę przeszliśmy razem, a gdy się skończyła wzięliśmy medialny ślub dziesięciolecia, transmitowany na żywo na wszystkich kanałach. Ryzykowałem tym zagraniem - tyle złamanych serc fanek i fanów! - jednak wyszedłem z stanu wolnego z piękną kobieta u boku i wzrastającą oglądalnością.
Dlaczego wybrałem akurat Scarlett? Chyba lepiej spytać dlaczego Scarlett wybrała mnie. Wizerunkowo pasowaliśmy perfekcyjnie, osobowościowo...Cóż, dobraliśmy się równie idealnie. Kiedy ja trzaskałem talerzami, wrzeszczałem i wyrzucałem przez okna mojego gwiazdorskiego apartamentu telewizyjne nagrody Scar tylko kpiąco się uśmiechała, podając mi następne (pewnie czekając, aż sam wypadnę przez potłuczone szkło); kiedy ona wariowała, rozmawiając nocami ze swoim Steve'm ja wsuwałem pomiędzy jej czerwone usta tabletki (mając nadzieję, że w końcu się nimi zadławi). Wydaje mi się jednak, że byliśmy szczęśliwym małżeństwem: z większym trudem przyznaję, że naprawdę mi na niej zależało. Pewnie dlatego z względnym spokojem (spróbujcie tylko to sobie wyobrazić!) przyjąłem próbę otrucia mnie. Honorowo wybaczyłem, zrzucając winę na trzecią osobę w naszym małżeństwie (pewnie to przez Steve'a jestem biseksualistą; widzisz, Scarry, to wszystko twoja wina!) i próbowałem posklejać nasze małżeństwo. Z całkiem niezłym skutkiem; dalej mieszkaliśmy, sypialiśmy i współpracowaliśmy ze sobą; dalej błyszczeliśmy na bankietach; dalej wspominałem o Scarlett we wszystkich wywiadach i wymieniałem jej imię w mowach dziękczynnych przy odbieraniu kolejnych nagród, ale...to wszystko się wypaliło. Trwaliśmy więc razem na papierze i odgrywaliśmy nasze role perfekcyjnie: znów jednak czułem się jak przy czytaniu książki, tym razem napisanej ręką mojej ukochanej żony.


Mogłem przewidzieć, że tworzyła thriller a nie słodki romans; nie zrobiłem tego jednak, zapędzając się znów w ramiona innych osób, morfalinę i spędzając coraz więcej czasu w studiu telewizyjnym, ślepy na szepty i zawoalowane ostrzeżenia. Rebelia zjawiła się niespodziewanie. Mój program zdjęto: zastąpiły go filmiki propagandowe; nikt już nie chciał sfotografować mnie w drodze do sklepu, nikt nie wysyłał listów miłosnych i erotycznych filmików. Zanim zdążyłem się spostrzec mój (nasz?) luksusowy apartament zamienił się w gruzowisko, moja żona w doradcę obcego prezydenta a mnie zamknięto w Kwartale. Wojna pochłonęła całą moją rodzinę i większość przyjaciół; siostra popełniła samobójstwo a ja zapadłem w sen zaprzeczenia. Przez długie miesiące wychodziłem ze swojego zawszonego mieszkania tylko by poszukać jedzenia. Potem nieco odżyłem, ale nie wiem, czy nie zdecydowałbym się na podążenie śladem siostry gdyby nie pewni ludzie napotkani na swojej drodze i gdyby nie ogłoszone ostatnio Igrzyska.


Los jednak mi sprzyja? Doskonale znam PRowską motywację Coin, wyciągającą z KOLCa dawnego-ukochanego prezentera i gwiazdkę telewizji. Podejrzewam też, że cierpią na niedobór ludzi z charyzmą - ach, ta megalomania. Kolaboracja? Zdrada? Nazywajcie to jak chcecie, dla mnie to jedyna szansa na powrót do dawnego siebie. Przyjąłem propozycję bez wahania, odwszawianie przeszedłem z łzami wdzięczności spływającymi mi po twarzy a nowe ubrania noszę z wręcz nabożnym szacunkiem. Znów zaczynam wędrówkę między dawnym-i-nowym, przyszłym-i-obecnym i - co najlepsze! - znów intuicja podpowiada mi, że mogę wypłynąć na powierzchnię. Kosztem ginących na Arenie dzieci, ale wcale mi to nie przeszkadza.




Charakter

Kamera, na tarczy w dół, akcja.
Ciężko mówić o prawdziwym charakterze Elijaha. Wszystkie cechy osobowości mieszają się u niego i wypaczają wzajemnie, tworząc istny kalejdoskop. Kolorowy chaos nie jest jednak w jego wypadku poszarpanymi kawałkami rozpadającej się psychiki, wręcz przeciwnie: Bergstein po prostu jest chaosem. Nigdy nie był spójną całością, nigdy nie podążał jedną określoną ścieżką i nigdy nie zachowywał się w przewidywalny sposób. Perfekcyjnym produktem staje się wyłącznie przed kamerami, poza nimi powracając do swojej ukochanej entropii.
Rozdwojenie jaźni? To dobre dla pretensjonalnych, stereotypowych wariatek (pewnie dlatego pojął za żonę Scarlett). Elijah po prostu...dzieli swoje życie. Dzielił je z rodzeństwem, dzielił z żoną, dzielił z kochankami, jednak najważniejszym działaniem matematyczno-społecznym było dla niego dzielenie się z widzami.
Przed kamerami: charyzmatyczny, serdeczny, dociekliwy, prowokujący i zarazem przewidujący; nigdy nie dał wytrącić się z równowagi żadnemu gościowi ani nieprzewidzianym problemom technicznym. Pan sytuacji, król w swoim studyjnym zamku, broniący zaciekle swoich racji i punktu widzenia. Ludzie pokochali go za szczerość (och, gdyby wiedzieli) i charyzmę. Mocną, kłamliwą - jeden z niewielu wspólnych mianowników między produktem medialnym a jego odbiciem w Elijahu-bez-kamer. Ludzie do niego lgną, ludzie go kochają, ludzie go podziwiają. Wszędzie wzbudza najwyższe emocje i ekstremalne przywiązanie, czarując każdego z osobna. Posiada niesamowitą intuicję i potrafi zagrać na wymagających strunach uczuć tak subtelnie, by wzbudzić wzruszenie, oddanie, śmiech i podziw.
Jednak nawet najlepszy magik po godzinach - czy też po opuszczeniu cyrkowego gmachu telewizji - jest tylko zwykłym człowiekiem. Elijah bez widzów i bez fleszy aparatów to mały furiat. Znika gdzieś telewizyjne opanowanie i perfekcja zachowań; drobnostka potrafi wywołać u niego atak niemal chłopięcej wściekłości. Łasy na komplementy, nagrody i miłosne listy. Fanów trzyma jednak na zdrowy dystans - nie chciałby, żeby ktoś poznał jego prawdziwą twarz nie tak cierpliwego, nie tak mądrego i nie tak oczytanego człowieka - z małymi wyjątkami. Głównie męskimi. Bywa jednak kapryśny i wybredny, szanuje siebie, swój czas i swoje ciało, którym obdarza tylko wyjątkowych kochanków. Dba o dyskrecje w sposób bardzo celebrycki: nie unika plotek, umiejętnie podsyca jednak te warte zachodu i wycisza niezbyt przychylne. Udziela się charytatywnie i fasadowo odgrywa kogoś, kim nie jest...połowicznie. Uwielbia przecież każdego siebie: zarówno pewnego siebie, charyzmatycznego i mądrego Człowieka Telewizji 2281 jak i kapryśnego, mściwego wariata w świecie prywatnym. Wszystko się przecież przenika, entropia wymaga osmozy a chaos też musi przestrzegać podstawowych zasad.




Ciekawostki


- Bardzo znany wśród ludzi Kapitolu (i nie tylko); eks-celebryta, uśmiechający się z każdej okładki i wyskakujący z szafki w łazience (dosłownie; reklamował męską linię perfum).
- Nie znosi dzieci. Do tej okropnego wycinka społeczeństwa zalicza każdego poniżej dwudziestego piątego roku życia.
- Nałogowy palacz. Papieros od papierosa w przerwie na papierosa. Nie bawi się w żadne elektroniczne zabawki. Musi dymić, niszczyć płuca i wzbudzać alarmy przeciwpożarowe. Jedno z większych uzależnień!
- Kocha się w luksusie. Niezależnie, czy chodzi o obite skórą fotele, satynową pościel, najdroższe obrazy czy egzotyczne owoce. Może nie lubić, gardzić i mieć uczulenie, ale jeśli jest to opatrzone metką z wysoką ceną to wszelkie animozje znikają.
- Oficjalnie dalej jest żonaty z Scarlett Ashworth, obrączki jednak nie nosi.
- Obyty w towarzystwie, charyzmatyczny i wzbudzający podziw...oficjalnie. Gdy gasną światła kamer Elijah zmienia się w nerwowego, nieco popieprzonego egocentryka z obłędem w oczach.
- Męsko-męska miłość nie jest mu obca - właściwie od kilku lat zwraca uwagę wyłącznie na osoby tej samej płci. Z chlubnymi wyjątkami. Nie jest jednak jakimś casanovą i jeśli już wpuści kogoś do swojego łóżka to na pewno nie jednorazowo.
- Posiadacz sokolego wzroku. Charakterystyczne okulary zakładał wyłącznie w czasie pracy. Plus sto do inteligencji, powabu i czaru.
- Wielki fan zapachu róż, Igrzysk, morfaliny, męskich pleców i dłoni, sportów ekstremalnych i aparatów fotograficznych: niezależnie od strony, którą zajmuje.
- Jeśli chodzi o aktywność fizyczną oscyluje tylko w najwyższych i najniższych rejestrach. Albo ćwiczy, uprawia wyuzdany, namiętny seks i biega kilometrami albo popada w stan leniwego rozkapryszenia na drogiej kanapie z drogim winem w ręce w oparach wyjątkowo drogich (zaskoczeni?) perfum.
- Jedynie raz udało mu się dostąpić zaszczytu prowadzenia Igrzysk. Kilka lat temu podtruł Flickermana i - wielce zasmucony niedyspozycją największego przyjaciela - zajmował się medialną stroną imprezy. Wspomina to jako jedno z najszczęśliwszych doświadczeń w życiu.



Ostatnio zmieniony przez Elijah Bergstein dnia Pią Sie 08, 2014 7:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the prophet
avatar
http://panem.forumpl.net/t1888-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t267-ashe
http://panem.forumpl.net/t1278-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t718-the-ashes-of-memories
http://panem.forumpl.net/t3226-ashe-cradlewood
Wiek : 21
Przy sobie : czarna, skórzana torba, a w niej: fałszywy dowód tożsamości, mapa podziemnych tuneli, wytrych, medalik z kapsułką cyjanku, nóż ceramiczny, zapalniczka, paczka papierosów, leki przeciwbólowe, latarka z wytrzymałą baterią
Obrażenia : złamane serce

PisanieTemat: Re: Elijah Bergstein   Pią Sie 08, 2014 7:12 pm

Karta zaakceptowana!

Witaj na forum! Mamy nadzieję, że będziesz czuć się tutaj jak u siebie, i że zostaniesz z nami długo. Załóż jeszcze tylko skrzynkę kontaktową i możesz śmigać do fabuły. Nie zapomnij też zaopatrzyć się w naszym sklepiku. Na start otrzymujesz stałą przepustkę do Dzielnicy Rebeliantów, 1 gram morfaliny i telefon komórkowy. W razie jakichkolwiek pytań pisz śmiało. Zapraszamy też do zapoznania się z naszym vademecum.

Uwagi: Nie powinni mi pozwolić akceptować tej karty, bo jestem bardzo nieobiektywna, ale trudno! Wiesz, że Cię kocham (usunięcie drabinki z basenu też było wyrazem miłości), cukrem zasypywać już nie będę, bo kończą mi się zapasy insuliny, więc po prostu zaakceptuję, no i szykuj się na porwanie, żonka chętnie się dowie, co u męża. :>



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Elijah Bergstein

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Elijah Bergstein
» Elijah Bergstein
» ELIJAH MIKAELSON
» Zaginięcia w jaskini [Elijah]

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Karty Postaci-