IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Tory kolejowe - Page 2

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
 

 Tory kolejowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
the odds
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Tory kolejowe   Sob Mar 14, 2015 4:34 pm

First topic message reminder :



Fragment torów kolejowych, przebiegający bezpośrednio przy nieczynnym parkingu nadziemnym, oddzielony od niego drewnianym ogrodzeniem. Za czasów Snowa linia ta była użytkowana głównie do przewożenia trybutów z Dwójki, Czwórki i Dziesiątki, a także do transportu towarów z tychże dystryktów. Obecnie transportuje się tędy głównie broń oraz amunicję, gdyż Czwarty Dystrykt wciąż nie nadaje się do zamieszkania.


Ostatnio zmieniony przez Mistrz Gry dnia Pią Paź 09, 2015 9:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the leader
http://panem.forumpl.net/t2631-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3117-previa
http://panem.forumpl.net/t3118-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3119-dysonans-poznawczy
http://panem.forumpl.net/t3146-previa
http://panem.forumpl.net/t3126-previa-benner
Wiek : 30 lat
Zawód : Strażnik Pokoju || pani oficer
Przy sobie : broń palna, magazynek z piętnastoma nabojami, w pełni skompletowany mundur żołnierza, telefon, paczka papierosów, zapalniczka, nóż ceramiczny, krótkofalówka, antybiotyk (3 tabletki)
Znaki szczególne : blizny na dłoniach, szaleństwo w oczach, dziura zamiast serca
Obrażenia : ogólne osłabienie (boli mnie głowa i nie mogę spać ♫)

PisanieTemat: Re: Tory kolejowe   Pią Kwi 10, 2015 9:48 pm

Minęły dwie doby, muszę niestety pominąć Lophię

Pieskie dni dobiegły końca, pomyślałam z dziwną obojętnością w momencie, w którym powietrze przeszył huk wystrzału.
Znaczna większość obywateli Panem na moim miejscu padłaby ofiarą najbardziej pierwotnego, wrodzonego instynktu zakorzenionego w zaszczutym umyśle przerażonego zwierzęcia. Nie trzeba było wiele – wystarczył obrót na pięcie o sto osiemdziesiąt stopni i paniczna ucieczka jak najdalej od źródła dźwięku. Obojętnie gdzie. Obojętnie w jakim celu.
Spieprzaj stąd, Benner.
Jeśli słyszeliście kiedykolwiek, że w obliczu śmierci całe życie przelatuje nad przed oczami, to – wierzcie lub nie  - jest w tym odrobina prawdy.
Gównianej, ale zawsze.
Wspomnienia areny Sześćdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk jak zwykle odbiły mi się krwawą czkawką w najmniej oczekiwanym (za to jak najbardziej odpowiednim) momencie – pod wpływem zagrożenia natychmiast włącza się u mnie precyzyjnie wytrenowany ciąg odruchów warunkowych. Obrót, lokalizacja zagrożenia, ocena sytuacji, w tym samym czasie wydobycie broni, przygotowanie jej do użycia, wycelowanie. Na szczęście nie wykonuję ostatniego elementu tej setki razy powtarzanej sekwencji.
Nie pociągam za spust. Jeszcze nie.
Trwa to ułamek sekundy, przelatuje przez sitko rzeczywistości jak suche ziarnka piachu – oszczędność ruchów żołnierza połączona z pozorną nieruchawością przyczajonej bestii, w której czaiło się coś potężnego, napiętego niczym sprężyna; wytresowany pies doskonale wie, kiedy ma zaatakować, kiedy rzucić się do gardła… i kiedy podkulić ogon. Młode pnie drzew stanowiły zerową ochronę przed kolejnymi wystrzałami, dlatego przez kilkanaście kolejnych sekund poświęcałam się wyłącznie lądowaniu na ziemi – stanowczy ruch dłonią nakazał dokładnie taką samą reakcję rekrutowi, który karnie wylądował w listowiu, swój występ wzbogacając aranżacją wzbijającego się w powietrze stadka komarów. Gdzieś na brzegu świadomości rozbrzmiewają głosy innych Strażników, ciche, zniekształcone i piskliwe – musiałam zacisnąć zęby, by nie warknąć gniewnie do odbiornika podczas pokonywania kolejnych metrów pośród butwiejących zwłok owadów i mokrych liści; przylgnięcie brzuchem do ziemi - choć zabezpieczało przed śmigającymi w powietrzu kulami oraz ograniczało widoczność dla wroga do minimum – w podobnych warunkach wiązało się z pewnymi wyrzeczeniami.
Jak choćby z pożegnaniem czystego, śnieżnobiałego munduru.
Z hardą bezwzględnością wyrzucam z umysłu wszystkie zbędne bodźce, ograniczając postrzeganie rzeczywistości wyłącznie do wzroku oraz słuchu – lód w żyłach mrozi napięte mięśnie, rozbuchana wyobraźnia w obliczu wielce prawdopodobnego zaśnięcia snem wiecznym pragnie sięgnąć po najwcześniejsze wspomnienia dzieciństwa i jedynie tresura Zawodowca, żołnierza, Strażnika Pokoju i niezwykle oddanej sprawie suki podpowiada mi, by nigdy nie patrzeć wstecz. Gdybanie to strata czasu. Bierz, co ci niesie los, zadowalaj się tym i ciesz, że nie jesteś handlarzem używanych samochodów, zapeklowanym w gorzałce i nikotynie żurnalistą z brukowca, kaleką... albo trupem.
Spokojnie, spokojnie. Zastanów się, Benner. Zastanów się, dlaczego ten, kto strzelał z tak niewielkiej odległości, spudłował.
- Potwierdzam. – cichy, nieprzyjemnie ochrypnięty głos był jedynym dźwiękiem, który zdołał przerwać przyspieszoną galopadę oddechu wyrywającego się z piersi; musiałam stłumić w sobie nieprzemożoną ochotę splunięcia, co w warunkach tkwiącego na łbie hełmu nie byłoby szczególnie efektownym (i mądrym) posunięciem. – Niech zablokują wszystkie drzwi tego pierdolonego pociągu i nie wyściubiają nosów na zewnątrz, ciężarówki zostają na miejscu. Angelini, Vaise, trzymajcie się od wagonów w bezpiecznej odległości, jeśli w tą elektrykę pieprznie zbłąkana kula, będziemy zbierać was po lesie przez trzy dni. Przyjęliście?
Od chwili, w której powietrze przeszył huk wystrzału, stało się niezwykle jasne… że żarty dobiegły końca; wszystkie prawdopodobne odpowiedzi na pytania kto strzelał? Ilu ich jest? Co z Dillingerem? prowadziły do jednego, okrutnego wniosku.
Mogliśmy być w pułapce. To wszystko mogło być pieprzoną pułapką, w którą wskoczyliśmy z uśmiechem na ustach i merdającymi ogonami. Poczynając od nieudolnego maszynisty a kończąc na strzelającym w lesie łosiu – sprawy przestały być dla mnie kwestią formalności… i stały się niemal prywatnym zatargiem, który stawiał na szali życia podlegających mi ludzi. Co w obliczu tak jawnego spierdolenia sytuacji mogłam zrobić?
Spuszczenie ze smyczy własnych demonów nagle okazało się kuszącą erotycznie wizją.
- Mam tu towarzystwo, Hessler. – zagryziona nerwowo warga niemal ustąpiła pod kurczowo zaciśniętymi zębami, gdy uświadomiłam sobie, że poproszenie Edgara o pomoc lada moment może okazać się nieodzowną koniecznością… tak, jak narażenie jego życia, co w normalnej sytuacji napawałoby mnie niewysłowionym szczęściem i histeryczną radością.
Ale nie dzisiaj. Nie teraz. Nie na torach, jak zdychający, wrzucony pod pociąg kundel.
- Jest ich co najmniej trzech, padł tylko jeden strzał, więc skurwiel musiał zostać w jakiś sposób powstrzymany.
Albo upuścił broń i palnął sobie w łeb, skutecznie mnie w tym wyręczając.
- Są na dziesiątej albo jedenastej od Ciebie i niezbyt im się spieszy do przełajów przez las. – niemal zaśmiałam się pod nosem na samo wyobrażenie gonitwy pośród butwiejących liści. Niemal. Twarz, skupiona, stwardniała jak marmur, w obecnej chwili nie była w stanie wyrażać radości… ani żadnych innych, znacznie mniej radosnych emocji. - Potrzebuję tu dwóch ludzi, Hessler. Cichych, potrafiących strzelać i sprawnie się skradać. Znasz jakichś?  - broń szczęknęła cicho, gdy – nasłuchując odpowiedzi Edgara – sprawnie sprawdziłam magazynek, bez chwili zbędnego wahania wsuwając go na miejsce i odbezpieczając spust.
W końcu na imprezę nigdy nie przychodzi się z pustymi rękoma.


i'm playing the villain, baby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t1975-sonea-hastings
http://panem.forumpl.net/t3571-heart-breaker-dream-maker
http://panem.forumpl.net/t3573-sonea-hastings#56065
http://panem.forumpl.net/t1166-she-will-be-loved
http://panem.forumpl.net/t3574-sonea#56066
Wiek : 21 lat
Zawód : trenuje rekrutów na żołnierzy
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, para kastetów
Znaki szczególne : tatuaż (kluczyk) na karku, złoty medalion na szyi, wojskowy chód
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Tory kolejowe   Nie Kwi 12, 2015 8:40 pm

W jednej chwili cała moja nadzieja na wyjście z tej sytuacji prysnęła jak bańka mydlana.
Kiedy pistolet Layli wystrzelił, z trudem powstrzymałam się od wrzasku albo bardziej dojmującej chęci rzucenia się dziewczynie do szyi. Zamrugałam pospiesznie kilka razy i wzięłam głęboki oddech, próbując uspokoić kołaczące w klatce piersiowej serce i odpędzić naturalne otępienie spowodowane hukiem wystrzału. Kiedy Sunny upadła na ziemię, miałam natomiast szaloną ochotę złapania się za głowę i wyrywania sobie z niej włosów. Byliśmy w cholernie, naprawdę cholernie złej sytuacji i na chwilę straciłam nadzieję na to, że ktokolwiek byłby w stanie nas z tego wyciągnąć.
Zrozumienie przyszło jednak jeszcze szybciej, niż zwątpienie.
To ja musiałam nas z tego wyciągnąć.
-O kurwa- wymamrotałam tylko, chcąc sobie ulżyć, po czym błyskawicznie spróbowałam zluzować napięte jak postronki mięśnie i nerwy. Rzuciłam Lophii szybkie, porozumiewawcze spojrzenie. W ostateczności siedziałyśmy w tym razem. Przyklękłam przy Sunny, zrywając z własnej szyi szalik i błyskawicznie (oraz bardzo prowizorycznie) bandażując jej ranę.
-Wytrzymaj, dobrze? Nie zostawimy Cię tu, wszystko będzie dobrze- wymamrotałam pospiesznie, wykrzywiając drżące wargi w prawie pokrzepiającym uśmiechu. Następnie odwróciłam się w stronę reszty drużyny.
-Jeśli chcesz wyjść z tego żywo, uważaj na wszystko, co robisz, w porządku?- Wymamrotałam przez zęby w stronę Layli, po czym dodałam jeszcze.- Wycofujemy się. Powoli. I bezgłośnie. Zostańcie schyleni, idziemy jednym śladem. Layla, ostrożnie podnieś pistolet, idziesz pierwsza. Potem Ty, Loph, dobrze? Lennart, dasz radę unieść Sunny? Pójdziecie jako trzeci. Ja idę ostatnia, będę Was osłaniać.
Oznajmiłam jeszcze, ze wszystkich sił starając się przełknąć mdlący strach, który podszedł mi do gardła.
-Pospiesz się- rzuciłam jeszcze do komunikatora, błagając w myślach, żeby kierowca pojawił się jak najszybciej, po czym skinęłam lekko głową, zachęcając grupę do ruszenia. Mocniej ścisnęłam pistolet w dłoni, odetchnęłam głęboko i zajęłam pozycję, ruszając za nimi.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
http://panem.forumpl.net/t3089-edgar-hessler#48035
http://panem.forumpl.net/t3101-straznik-pokoju-do-wynajecia
http://panem.forumpl.net/t3100-edgar-hessler
http://panem.forumpl.net/t3099-pamietnik-znaleziony-w-wannie
http://panem.forumpl.net/t3103-hessler#48054
http://panem.forumpl.net/t3104-edgar-hessler#48056
Wiek : 34 lata
Zawód : strażnik pokoju
Przy sobie : broń palna, magazynek, paralizator, kastety, paczka papierosów, prezerwatywy
Znaki szczególne : wiecznie w mundurze
Obrażenia : zasklepiająca się rana po postrzale pod prawym żebrem

PisanieTemat: Re: Tory kolejowe   Pon Kwi 13, 2015 8:46 pm

Filozoficzne rozmyślania o życiu i śmierci nie należały do kręgu zainteresowań Hesslera. Nie stanowiły przecież żadnej fizycznej pociechy, nie rozluźniały tak dobrze jak ciepłe usta prostytutki, nie poniewierały jak najgorsza gorzała, jednym słowem: nie liczyły się w świecie Edgara, w jakim panował regres cywilizacji. I ogólna radość z najbardziej prymitywnych rozrywek. Oczywiście gdzieś w podświadomości czaił się zwierzęcy niepokój przed gwałtownym końcem tego ponad trzydziestoletniego festiwalu rżnięcia i chlania, ale blondyn był ekspertem w wyciszaniu takich głupich podszeptów. Szedł więc przez życie nieskalany głębszą rozterką, nawet jeśli znajdował się w sytuacji dość krytycznej.
Ktoś strzelał. Ktoś strzelał do Previi. Ktoś niecelnie strzelał do Previi. Na razie nie był w stanie ocenić, czy bardziej go to martwi czy też cieszy, ale dywagacje emocjonalne zeszły na dalszy plan, zepchnięte tam przez doskonałe wyszkolenie wojskowe, nakazujące mu stałą czujność i lodowaty spokój w niebezpiecznych momentach.
Zachowywał więc skrajny profesjonalizm, obserwując uważnie linię lasu i słuchając głosu Previi. Nieco świszczącego, co zauważył z nieco sadystycznym ukontentowaniem i...proszącego, co z kolei zauważył z ukontentowaniem już maksymalnym. Samcza radość trwała jednak tylko ułamki sekund - na więcej nie mógł sobie pozwolić - po których krew odpłynęła do rozsądniejszych rejonów mózgu, odpowiedzialnych za podejmowanie decyzji i ocenianie sytuacji. Kiepskiej; nie mieli żadnych informacji o ewentualnych strzelcach, chociaż po prawie minucie mógł wywnioskować, że nie są to zawodowcy. Po urwanym strzale i krzyku nie działo się nic; żadnego ruchu w poszatkowanym jesienią lesie, żadnych kolejnych odgłosów, nic, kompletna cisza, przełamana trzaskami mikrofonu w hełmie. W krzakach mogli więc czaić się zarówno ninja-mordercy, chcący wykraść broń z pociągu (inne sensowne wytłumaczenie tego uroczego spotkania nie wchodziło w grę) jak i gromada durnych nastolatków, chcących zobaczyć przybyszy z dalekiego Dystryktu. A obydwie wersje należało potraktować z równą powagą.
Podjęcie decyzji zajęło Edgarowi kolejne ułamki sekund. Ponowne długie spojrzenie dookoła, zauważenie trzasku drzwi pociągu i kompletnego bezruchu w lesie. Ugh, rutynowe misje były naj-gor-sze. Dobrze, że wczoraj nie zalał się w trupa.
- Już biegnę ci na ratunek, sarenko - rzucił w eter przesłodzonym tonem, w mało wyrafinowany sposób radząc sobie z napięciem, dając znak jednemu z rekrutów, który najlepiej radził sobie z hesslerowskim mobbingiem, jednocześnie nakazując reszcie stałą czujność. Przejście pod osłoną ciężarówek w stronę lasu nie było trudne i po chwili obydwaj znaleźli się w jesiennie poszarzałym lesie. - Ruszamy bardziej na zachód; jeśli będą szli w kierunku starej drogi, znajdą się na linii naszego strzału. Możemy wysłać tam też którąś z ciężarówek i odciąć im drogę - zaproponował, po czym zamilkł, skupiając się tylko na przedzieraniu się przez suche gałązki. Od obserwowania terenu niemalże bolały go oczy, ale ręka trzymająca w pogotowiu broń nie drżała wcale. Wątpił, by spudłował; pomiędzy ogołoconymi z liśćmi drzewami, z wzmocnionym wizjerem hełmu, spokojnie można było dostrzec przebiegającą osobę. Oczywiście nie były to warunki idealne i Edgar był gotowy w każdej chwili na urocze spotkanie z ziemią, ale na razie - pomimo gabarytów - poruszał się cicho i spokojnie, wyczekując dalszych rozkazów od Previi i informacji od Strażników pozostających przy zamkniętym pociągu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Tory kolejowe   Sob Kwi 25, 2015 5:49 pm

Ponieważ wątek ma średnie szanse na ruszenie z miejsca, wszystkich członków Kolczatki proszę o ustosunkowanie się do jutra odnośnie dalszych działań - jeżeli nie macie czasu napisać postu, wyślijcie pw z wyjaśnieniem, co robi Wasza postać. Przypominam, że Sunny nie jest w stanie iść o własnych siłach, w dodatku nalega, żebyście ją zostawili - możecie próbować ją nieść, ale pamiętajcie, że znacznie Was to spowolni. Layla nalega na konfrontację ze Strażnikami, możecie też zdecydować, czy zostajecie z nią, czy ruszacie do odwrotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Tory kolejowe   Wto Kwi 28, 2015 1:36 pm

Bezgłośnie niesienie Sunny, wcale nie takiej lekkiej, graniczyło z cudem; pozostali członkowie Kolczatki byli więc zmuszeni do podjęcia szybkiej decyzji, jeżeli nie chcieli stracić ostatniej szansy na bezkrwawy odwrót. Kobieta nalegała na pozostawienie jej na miejscu, kategorycznie odmawiając przyjęcia pomocy od Lennarta i wciskając mu w ręce swoją broń, choć zapewne to, czy Strażnicy znaleźliby ją z czy bez pistoletu, nie robiło już żadnej różnicy. Nie było rzewnych pożegnań ani podziękowań; kilka bezgłośnych skinięć głową i Sonea, Lophia oraz Lennart zaczęli wycofywać się w stronę, z której przyszli, szybko znikając między drzewami. Nie wiedzieli jedynie, że Christopher opuścił już samochód i wykrwawiał się właśnie na parkingu, więc czekał ich długi i niebezpieczny powrót do Kwatery, jedynie przy użyciu siły własnych nóg.

Powrotu do bazy odmówiła Layla; wciąż uparcie przekonana, że są w stanie wykorzystać element zaskoczenia i poradzić sobie ze Strażnikami, próbowała przemknąć do pociągu, wpadając prosto na Edgara i Valeriusa. Zanim została obezwładniona i unieszkodliwiona, zdołała oddać kilka strzałów, z których jeden niegroźnie ranił Hesslera w prawy bok, pozostawiając po sobie dosyć mocno krwawiącą, ale niezbyt głęboką ranę.

Grupa dowodzona przez Previę po niedługiej chwili natrafiła na opartą o pień drzewa Sunny. Nie było szans na przesłuchanie, bo kobieta zdążyła połknąć zaszytą w rękawie kapsułkę z cyjankiem. Podczas przeszukania najbliższego terenu, Strażnicy znaleźli jednak coś jeszcze - telefon komórkowy, pierwotnie należący do Lophii, który musiał wypaść jej w trakcie odwrotu, i którego braku miała wkrótce stać się świadoma.


Nie dostałam wiadomości zwrotnej od nikogo, a fabularny miesiąc dobiega końca, wobec czego dalsze ciągnięcie wątku raczej nie ma sensu. Dziękuję wszystkim, którzy regularnie odpisywali, szkoda, że nie udało mi się zrealizować wszystkiego, co chciałam, ale może następnym razem. Co do członków Kolczatki - nakierowałam Was delikatnie sama, cieszcie się, że mam za miękkie serce, żeby pozwolić Was wszystkich aresztować, bo powinnam to zrobić.

Akcja na parkingu również powinna zakończyć się lada moment, wtedy też pojawi się oficjalne podsumowanie. Jeżeli chcecie, możecie pisać jeszcze posty zakończające.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Tory kolejowe   

Powrót do góry Go down
 

Tory kolejowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Z dna Piekieł tu przybył,

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Kapitol :: Dzielnica Południowa-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu