IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Wspomnienia panny Breefling

 

 Wspomnienia panny Breefling

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1982-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t514-loph
http://panem.forumpl.net/t1299-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t744-wspomnienia-panny-breefling
http://panem.forumpl.net/t751-lophia
http://panem.forumpl.net/t745-lophia-breefling
Wiek : 22
Zawód : Sprzedawczyni, samozwańczy lekarz, zastępca szefa Kolczatki
Przy sobie : Dokumenty, paczka papierosów, zapalniczka, broń, telefon komórkowy
Znaki szczególne : ukryte pod bransoletkami blizny na nadgarstkach

PisanieTemat: Wspomnienia panny Breefling   Pią Lip 05, 2013 10:21 pm


Computer Hope

Ujawnienie


    Głód. Przeraźliwy, nie dający myśleć głód. Potrzeba czegoś, co zagłuszy psychiczny i fizyczny ból, który ciągle sobie zadawałam.
    - Gdzie jesteś, idioto – warknęłam sama do siebie, potykając się o przewrócony kosz na śmieci. Kapitol nigdy nie był dla mnie przyjaznym miejscem. A szczególnie nocą. Rzuciłam niedopałek za siebie, zaglądając za róg. Powinien tu być. Potrzebowałam go. Właściwie tego, co miał mi dać. Usiadłam na krawężniku i drżącymi dłońmi odpaliłam kolejnego papierosa. Ostatnio dużo paliłam. Ostatnio starałam się tylko zapomnieć. O wszystkim. O bólu, o życiu, o swoich własnych, zranionych uczuciach.
    - Zimno – warknęłam, jakby starając się kogoś skarcić. Jakbym przez to miała przestać się trząść. Każda, najmniejsza cząstka mojego ciała pragnęła ukojenia. Zapomnienia. Ostatnio bardzo często zapominałam. Zdarzało się, że nie wiedziałam, jak się nazywam i taki stan kochałam najbardziej. Nie byłam sobą. Nie istniałam. Była tylko czysta rozkosz, słodycz nicości. Kochałam to.
    Ale nie wiedziałam, że to uzależnienie.
    A może wiedziałam, tylko nie dopuszczałam do siebie tej myśli.
    - Boże, co ty sobie myślisz, że będę na ciebie czekała całą noc? – wysapałam, kiedy zza rogu wysunął się ciemny kształt. Transakcja przebiegła właściwie bez słów. Prawdę mówiąc, wcale nie chciałam rozmawiać. Przyjęłam strzykawkę, wcisnęłam dilerowi banknoty do kieszeni i pobiegłam przed siebie z kapturem nasuniętym nisko na twarz. Nie chciałam, żeby ktoś mnie rozpoznał. Nie chciałam, bo tak naprawdę przestałam poznawać dziewczynę o imieniu Lophia. Radosną i pełną życia. Podkrążone oczy, blada skóra, wyraźne naczynka. Zombie. Więzień trzymany wiele lat w obozie.
    Albo po prostu narkomanka.
    Usiadłam na krawężniku i odbezpieczyłam strzykawkę wprawnym, choć nie do końca skoordynowanym ruchem. Potoczyła się po chodniku. Niemal się na nią rzuciłam, nie mogłam stracić cennego narzędzia zapomnienia, ale trafiła na coś. But. Znajomy but. Podniosłam nieprzytomne oczy na mężczynę. Chwilę zajęło mi rozpoznanie w nim kogoś znajomego. Wpatrywaliśmy się w siebie nazwzajem. On z niedowierzaniem, troską i smutkiem, a ja z chłodnym głodem czegoś, co przydepnął. I może odrobiną strachu. Adreas Breefling, mój brat właśnie odkrył moją największą tajemnicę.
    - Wiedziałem, że cię tu znajdę – szepnął, kopiąc strzykawkę do kanału. Zaułek przeszył dziki, niemal zwierzęcy krzyk. Nie zdążyła. Rzuciłam się w kierunku stóp brata i runęłam jak długa na mokry chodnik. Załkałam z wściekłości. Podniósł mnie do pozycji stojącej i chwycił za podbródek, zmuszając do spojrzenia sobie w oczy.
    - Nienawidzę cię – warknęłam, okładając go pięściami na oślep. Nawet nie jęknął. Nie rozluźnił także uścisku na lewym, obołałym od wielu ukłuć przedramieniu.
    - Jeszcze mi za to podziękujesz – odparł i wtedy po raz pierwszy dostrzegłam w jego oczach nutę obrzydzenia. Pojawiła się na chwilę, ale wryła głęboko w pamięć. Bo ktoś, na kim zawsze mogłam polegać zaczął się oddalać.

    Otwieram oczy na plaży. Nie powinnam wracać do przeszłości. Jestem tu, w moim nowym domu. Małej, ale przytulnej chatce, którą dzielę z mamą i bratem. Tata nie żyje, nie ma go, a my uciekliśmy. Nie wiem, jak się udało, ale częściowo uwolniłam się od narkotyków.
    Spoglądam w lewo, gdzie mój brat odbija piłkę z kolegami ze szkoły. Dla przeciętnego człowieka wygląda na szczęśliwego, ale ja za dobrze go znam. Wyciągam z kieszeni pomiętego papierosa i odpalam jedyną pozostałą zapałką. Zaciągam się dymem i odwracam wzrok. Dre znika z pola widzenia, nie znamy się już tak dobrze jak kiedyś. Kocham go, ale nie jestem już tą samą Lophią.
    Wstał zza biurka z dziwnym, niemal nieludzkim uśmiechem. A potem...
    Nie chcę pamiętać, dlaczego zaczęłam brać. Molestowanie seksualne przez nauczyciela nie jest warte trzymania w pamięci. To od tego się zaczęło. To zniszczyło moje życie.
    Patrzę na spokojne morze, a potem na Andreasa. Nie zdaję sobie sprawy, że nazajutrz odejdzie, wróci do domu, bo tutaj nie znalazł swojego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1982-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t514-loph
http://panem.forumpl.net/t1299-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t744-wspomnienia-panny-breefling
http://panem.forumpl.net/t751-lophia
http://panem.forumpl.net/t745-lophia-breefling
Wiek : 22
Zawód : Sprzedawczyni, samozwańczy lekarz, zastępca szefa Kolczatki
Przy sobie : Dokumenty, paczka papierosów, zapalniczka, broń, telefon komórkowy
Znaki szczególne : ukryte pod bransoletkami blizny na nadgarstkach

PisanieTemat: Re: Wspomnienia panny Breefling   Sob Wrz 21, 2013 4:53 pm


Computer Hope

Strzał

    Bieg. Biegnę. Po prostu pędzę przed siebie, starając się... Zapomnieć? Nie, tego nie da się wyrzucić z pamięci. On ciągle tam leży. Tak są Strażnicy. Na pewno. Na pewno już przeszukują kieszenie. Jest tylko jedną z ofiar systemu. Pomagał. Tylko pomagał...
    Padam na kolana i zanoszę się głośnym szlochem. Kazał mi uciekać, ale nie mam już sił. Chcę umrzeć. Zginąć, przestać istnieć, bo mój kochany brat odszedł. Nie żyje, nie wróci, już nigdy więcej go nie zobaczę. Byłam złą siostrą, okropną osobą, nie potrafiłam się zmienić. Nie umiałam. A kiedy znów go spotkałam, odebrano mi Andree. Nie chcę żyć, nie chcę żyć, pragę zamknąć oczy, wyłączyć myślenie, nie nabierać więcej powietrza. Ale śmierć przez wstrzymanie oddechu jest niemożliwa, doskonale o tym wiem.O ironio, trochę znam się na medycynie, a nie mogłam pomóc postrzelonemu bratu.
    Jest. Martwy.
    Upadam na kolana, czując rozchodzący się w kościach ból. Mam to gdzieś. Rozbita do krwi skóra pali, ale to mnie nie obchodzi. Oddycham ciężko, sapię i zanoszę się płaczem. Wrzeszczę wniebogłosy aż muszę wsadzić sobie pięść do ust.
    A może to dobrze, że mnie usłyszą? Może wtedy będzie lepiej?
    Zaciskam dłonie na grudach śniegu i lodu. Boli. Wszystko boli. Każdy oddech, każde uderzenie popękanego serca.
    Zupełnie nie spodziewam się widoku obcego człowieka przystającego tuż obok mnie. Mimowolnie unoszę głowę, chociaż instynkt samozachowawczy każe mi skulić się na ziemi w pozycji embrionalnej. Może być wrogiem. Nie uciekłam przecież wcale tak daleko.
    Kształty rozmazują się, kolory tracą ostrość, świat wiruje. Nie wiem, czy to strażnik. Nie wiem, czy sojusznik.
    Muszę się skupić, dla własnego bezpieczeństwa. Na kilka sekund zaciskam powieki i pięści. Kiedy otwieram nadal wilgotne oczy, z mroku wyłania się szczupła sylwetka. Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to gęste, ciemne włosy. Nie, nie jak u Andree, on był blondynem, po tacie. Tamci wyglądali niemal jak bracia.
    Pochyla się nade mną i coś mówi, ale nie potrafię rozpoznać pojedynczych słów. Do moim uszu dociera tylko niezrozumiały szum.
    - Zastrzelili mojego brata, a ja byłam taką złą siostrą - udaje mi się w końcu wykrztusić, a chwilę potem zarzucam nieznajomemu ręce na szyję i po raz kolejny wybucham głośnym płaczem. Jeśli chce, może mnie nawet zabić.
    Wtedy jeszcze nie wiem, że Rufus Frobisher stanie się jedną z najbardziej zaufanych osób. Że nawiąże się między nami trudna do nazwania relacja. Nie mam o tym pojęcia. Wiem tylko, że rozpaczliwie potrzebuję pomocy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1982-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t514-loph
http://panem.forumpl.net/t1299-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t744-wspomnienia-panny-breefling
http://panem.forumpl.net/t751-lophia
http://panem.forumpl.net/t745-lophia-breefling
Wiek : 22
Zawód : Sprzedawczyni, samozwańczy lekarz, zastępca szefa Kolczatki
Przy sobie : Dokumenty, paczka papierosów, zapalniczka, broń, telefon komórkowy
Znaki szczególne : ukryte pod bransoletkami blizny na nadgarstkach

PisanieTemat: Re: Wspomnienia panny Breefling   Pią Lis 15, 2013 6:48 pm


Computer Hope

Tęsknota



    17 marca 2279r.
    Nie umiem pisać listów, wiesz? Tak naprawdę to chyba mój pierwszy. To pewnie też wiesz. Jak to było?
    Drogi Andreasie!
    Nie widzieliśmy się już długo. Nie liczyłam. Jednego dnia siedziałam na plaży patrząc, jak biegasz z kolegami, a następnego znalazłam list na poduszce. Nie, to nie był list. Skrawek papieru, wyrwany z gazety świstek. Nie szukajcie mnie. A. Myślałeś, że posłucham? Myślałeś, że mama nie przetrząśnie Twoich rzeczy w poszukiwaniu jakiegokolwiek śladu? Otóż miałeś rację. Zrobiłyśmy, jak chciałeś, mój drogi. To, że zwiałeś jak ostatni tchórz nie działa na Twoją korzyść, wiesz? Że zostawiłeś mnie samą, tak naprawdę nie mam nikogo. Nie, Aith też nie. Jestem sama, tylko Ty mnie znasz.
    W naszym życiu nic się nie zmieniło. Co Cię to z resztą obchodzi. Ciągle mogę wylądować na arenie, wiesz? W sumie to tego chcę najbardziej. Nie mam, po co żyć. Trzymałeś mnie w pionie, a teraz Cię nie ma, Ty przebrzydły zdrajco!!!
    Gdybyś to czytał, pewnie w tym momencie wyrzuciłbyś kartkę do kosza, prawda? Odpowiadaj, kiedy do Ciebie mówię! Nie mamy jak porozmawiać. Jak mogłeś wyjechać bez pożegnania? Dezerter z własnej rodziny. Też nie chcę tu być. To dziwne miejsce, brudne, bez ciepłej wody i z okresowymi dostawami prądu, zupełnie inne niż Kapitol, ale nie tak złe, żeby opuszczać najbliższych.
    Wczoraj siedziałam na plaży. Wstałam, ruszyłam brzegiem morza, a fale delikatnie obmywały moje nagie stopy. Zobaczyłam coś, jakby cień. Kształt, sylwetkę. To wszystko nagle zniknęło, rozpłynęło się w powietrzu. Miałam nadzieję, że to Ty. Że siedziałeś na skarpie jak zwykle o tej porze dnia, o zachodzie słońca. Byłam aż tak złą siostrą? Aż tak mnie nienawidzisz?! Nieważne, nic nie jest już ważne, Dre. Nic.
    Wiesz, czego Ci nie zapomnę? Nie? Naprawdę? Tego, że nie zabrałeś mnie ze sobą. Powiedziałbyś jedno słowo, a uciekłabym dokądkolwiek. Zostawiłeś mnie.
    W tym miejscu powinnam przesłać Ci pozdrowienia i poprosić o odpowiedź, ale przecież nie wyślę tego listu. Nie wyślę, bo nie znam nawet przybliżonego adresu. Nie wiem, czy byś przeczytał. Może już Cię nie znam. Może nie jesteś Andreasem Breefling, który wykopał mi kiedyś strzykawkę spod rąk, kiedy byłam o krok od zaćpania się na śmierć. Zmieniłeś się. Ja też się zmieniłam. Nie daliśmy sobie szansy. Naprawdę... Chciałabym...
    Żałuję.
    Lo.

Zgniotłam kartkę i rzuciłam ją w kąt ze łzami wściekłości w oczach. Nie... Płakałam, ale z innego powodu. Zrozumiałam. Zrozumiałam, że naprawdę nie dałam mu powodu, żeby został. Nie byłam siostrą, byłam zmorą, o którą musiał dbać przez pół życia, wyciągać z rynsztoków i łóżek, wsadzać pod prysznic i poić kawą, żebym wytrzeźwiała. Ostatni rok w Kapitolu spędził w ten sposób. Nienawidziłam się za to. A jednocześnie chciałam znaleźć kolejną działkę. Zacisnęłam pięści na dłoniach po czym wstałam, przewracając krzesło. Mamy nie było, pracowała.
- Chyba czas zapomnieć - wyszeptałam płaczliwie i otarłam łzy. Nie mogłam dłużej niszczyć sobie życia. Prawda?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1982-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t514-loph
http://panem.forumpl.net/t1299-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t744-wspomnienia-panny-breefling
http://panem.forumpl.net/t751-lophia
http://panem.forumpl.net/t745-lophia-breefling
Wiek : 22
Zawód : Sprzedawczyni, samozwańczy lekarz, zastępca szefa Kolczatki
Przy sobie : Dokumenty, paczka papierosów, zapalniczka, broń, telefon komórkowy
Znaki szczególne : ukryte pod bransoletkami blizny na nadgarstkach

PisanieTemat: Re: Wspomnienia panny Breefling   Czw Lip 17, 2014 11:18 pm

Computer Hope
Another day in paradise


    Czasem zdecydowanie ciężko było mi się przełamać. Kiedy wyszłam z domu dzisiejszego wieczoru w krótkiej sukience KLIK i niebotycznie wysokich szpilkach nie miałam pojęcia, na kogo trafię. Z papierosem w dłoni i mocnym  makijażem na twarzy wyglądałam co najmniej o pięć lat starzej, więc nie na swoje gówniane piętnaście lat. Do k**** nędzy, nie powinni mnie tam nawet wpuszczać, kluby dla dorosłych przeznaczone były dla pełnoletnich, jak sama nazwa wskazuje. Cóż, nie mogłam narzekać. I nie czułam się specjalnie młoda, za to atrakcyjna z każdą chwilą coraz bardziej, szczególnie kiedy minęłam kilku facetów w okolicy dwudziestki, którzy zmierzali zapewne do tego samego klubu co ja. Puściłam oczko jednemu z nich i uśmiechnęłam się zalotnie. Nie potrzebowałam sponsora, miałam cudowny stan konta, ale towarzystwo zawsze się przydawało. Zwłaszcza, że dziwnym trafem nikt nie chciał dzisiaj tu ze mną przyjść, śmieszne, zawsze ja stawiałam im drinki, kiedy kończyła im się kasa w portfelu. Bananowe towarzystwo.Dlatego utrzymywałam kontakt wzrokowy z drugą stroną ulicy, nie zbliżając się na razie. Byłam zbyt trzeźwa, nie dałabym się nawet dotknąć, prędzej zarzygałabym mu buty.Chłodny wiatr smyrał mnie po nagich ramionach, kiedy stawiałam kolejne, jak na razie pewne kroki. Wtedy nie zastanawiałam się jeszcze, co robiłam ze swoim życiem, płucami (dalej mnie to wali), wątrobą, sercem... Byłam piętnastoletnią dziewczyną, która znalazła nowe towarzystwo i nauczycieli, którzy przynajmniej nie zmuszali mnie do obleśnych rzeczy, a ja nie musiałam siedzieć cicho. Mogłam wybrać kogo tylko chciałam, spędzić z nim dowolną ilość czasu w dowolnie wybrany sposób. Wtedy to wydawało się najlepszą opcją na piątkowy wieczór, byłam w klubie poprzedniego dnia, nie poszłam do szkoły. Po prostu zrobiłam sobie małe wolne, bo byłam cholernie niewyspana. Matka nie zauważyła, ojciec miał nocny dyżur, a przed Dre zamknęłam drzwi. Stała reakcja obronna.Rzuciłam niedopałek na chodnik i pozwoliłam tlić mu się jeszcze przez moment. Wyjęłam z torebki komórkę i sprawdziłam godzinę - dochodziła północ. Na moje usta wpełzł delikatny uśmiech, kiedy dotarłam do drzwi i wymieniłam z bramkarzem porozumiewawcze spojrzenie. Wpuścił mnie, wskazując dłonią wolny stolik, ale pokręciłam głową i od razu ruszyłam do baru, zauważając, że sprawdzeni już na wejściu mężczyźni podążają za mną. Cały czas obserwowałam kątem oka jednego z nich zauważają, że po kilku krokach odłączył się od kolegów, kierując wyraźnie jednoznaczne spojrzenie na mnie. Przysiadłam na jednym z krzeseł i zamówiłam drinka, którego wypiłam niemal od razu po czym przystąpiłam do drugiego i trzeciego. Dopóki porządnie się nie rozluźniłam. Wtedy do mnie podszedł. Przedstawił się i zaproponował kolejkę, więc i tym razem nie odmówiłam. Jeszcze nie martwiłam się tym, w jaki sposób zdołam wrócić do domu i zabunkrować w pokoju, to nie była teraz najważniejsza sprawa.- Nie jesteś za młoda? - zapytał z uniesionymi brwiami, salutując mi szklanką. Nie zmroziłam go wzrokiem tak, jakbym to zrobiła teraz, nie rzuciłam chamskiej uwagi, bo wpadł mi w oko. Wzruszyłam tylko ramionami z szelmowskim uśmiechem. W życiu nie zgadłby, że miałam ledwie piętnaście i zdecydowanie nie powinnam wdawać się z nim w żaden flirt. Muzyka huczała mi już w uszach, a on (nie pamiętałam już imienia) wyciągnął mnie za rękę na parkiet. Objęłam go za szyję i właściwie nie musiałam robić nic więcej po tym, jak zaczął mnie całować. Zachłannie, łapczywie, kładąc ręce tam, gdzie piętnastolatka nie powinna sobie pozwolić. Ale tamtej Lophii zupełnie to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, nie pozostawałam mu dłużna. Szczerze mówiąc, pamiętałam mnóstwo takich akcji, przy reszcie urwał mi się film, ale niezbyt umiałabym przyporządkować do tych facetów jakiekolwiek dane. Ten nieźle całował, chociaż znałam lepszych.Przyszłam sama do klubu, w którym raczej rzadko pojawiali się moi znajomi, więc nie spodziewałam się zobaczyć nikogo z nich... Pomiędzy jednym pocałunkiem a drugim, zanim dotarliśmy wreszcie w ciemny zaułek obok parkietu dostrzegłam kogoś, kogo nie miało tu być. I natychmiast zapragnęłam uciec z ramion tego gościa, który powoli dobierał się do zapięcia od mojej sukienki.- Wybacz, może innym razem - powiedziałam odsuwając go od siebie. Puściłam mu jeszcze oczko, pomachałam ręką, odwróciłam i w miarę równym, acz lekko niepewnym krokiem skierowałam się w kierunku stojącego spokojnie przy barze Jacka Caulfielda. Podeszłam do niego od tyłu i zakryłam oczy, szepcząc coś do ucha. Zanim zorientował się kim jestem, złożyłam na jego ustach szybki pocałunek, po czym wdrapałam mu się na kolana.- Co pijemy? - zapytałam dziarsko z uśmiechem na ustach, przygładzając lekko potargane włosy. Zrobiło mi się jakoś milej... Nie wiedziałam, z czego wynikała ta różnica. A może zdawałam sobie z tego sprawę, tylko byłam zbyt pijana.Tak naprawdę cieszyłam się, że przyszedł. I że był tam wtedy ze mną...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wspomnienia panny Breefling   

Powrót do góry Go down
 

Wspomnienia panny Breefling

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Lophia Breefling
» Lophia Breefling
» Wspomnienia Cassiana
» Dom Panny Arieny na Post Hill, EX16 4NE w Tiverton.
» Panny Wandzi przygody nad kociołkiem

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje-