IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Wagon restauracyjny

 

 Wagon restauracyjny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1929-booker-rodwell#24547
http://panem.forumpl.net/t464-booker#1642
http://panem.forumpl.net/t1310-booker-rodwell
http://panem.forumpl.net/t1389-nieskromny-telefon-bukera#17174
Wiek : 17
Zawód : Szpan, detektywienie
Przy sobie : scyzoryk, zapałki, papierosy, karty do gry, alkohol
Obrażenia : litery ALT wyryte na dłoni (obrażenie trwałe)

PisanieTemat: Wagon restauracyjny   Pią Cze 14, 2013 4:17 pm

***
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
Wiek : 15
Zawód : bezrobotna
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk, fałszywy dowód, nóż

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Pią Cze 14, 2013 7:57 pm

//Dworzec kolejowy
Sabriel szybko przecisnęła się obok stojących na korytarzu ludzi. Bolała ją ręka, za którą intensywnie szarpał ją strażnik, czuła pulsowanie w głowie, bolał ją też brzuch od śmiechu. Nie chciała zalegać na korytarzu wśród tej całej oniemiałej gawiedzi. Przeszła do wagonu restauracyjnego. Dlaczego? Bo jeśli miała wygrać, to musiała dobrze jeść. Musiała odzyskać utraconą kondycję. Co jeszcze mogło się przydać? Nigdy nie uczyła się walczyć - ostatnio parę razy brała udział w bójkach, ale raczej nie była wygraną stroną. Kiedy była zupełnie mała, wujek bawił się z nią w trybutów, ale były to zabawy plastikowymi mieczami. Nie oglądała Igrzysk tak pasjonatywnie jak ojciec, więc nie wychwyciła strategii jakich używali trybuci. To wszystko było bardzo irytujące, bo zdawała sobie sprawę z tego, że nie ma praktycznie żadnych szans na wygraną. Musiała przyłączyć się do innych. Tylko kto wydawał się obiecujący? Ten chłopak, który został wylosowany z nią. Wydawał się twardy, ale sprawiał wrażenie kogoś kto woli działaś solo. Jak więc miała przekonać go do współpracy? 
Usiadła w wygodnym fotelu, przypominając sobie podróże, które odbywała ze stryjkiem jako mała dziewczynka. Ten wyjazd na kulig, kiedy zima nie była tak zimna, ani śnieg tak biały. Jechali ze stryjkiem pociągiem, potem poduszkowcem do małego gospodarstwa położonego w lesie, nad jeziorem. Były tam awoksy, choć one były inne bo mała Saba zauważyła, że rozmawiają ze sobą kiedy myślą, że ich nie usłyszy. A przecież awoksy w Kapitolu nigdy nie mówiły. Były tam dwa konie, które awoksy zaprzęgły do sań. Wtedy też jechała takim samym pociągiem, popijając najgęstszą czekoladę jej życia. Patrzyła na mijany krajobraz podczas gdy stryjek rozmawiał uprzejmie z jakimś urzędnikiem, który się do nich przysiadł.
Teraz Sabriel nie miała czekolady. Pomimo tego, że rebelianci pozostawili kapitolińskie pociągi w nienagannym stanie, nie wyglądało na to by był tu ktoś obsługujący pasażerów. Przecież nie było już awoksów. Kto miał jej teraz przynieść kubek pełen parującej, ciemnej cieczy?
Zastanawiała się też nad Finnickiem. Był jej mentorem, a to znaczy, że kiedyś wygrał Igrzyska. To z kolei znaczyło, że jednak nie był kapitolińczykiem - pochodził z któregoś z dystryktów, był rebeliantem! Z którego? Sab znów pożałowała, że nie śledziła pilniej przebiegu Igrzysk. Choć... Ile Finn mógł mieć lat? Możliwe, że został zwycięzcą kiedy ona była jeszcze zupełnie malutka. Może w tym samym roku, w którym stryjek zabrał ją na kulig? To i tak nie miało znaczenia, bo skoro mentorzy byli rebeliantami, to nie będzie im zależało na przetrwaniu ich podopiecznych. W końcu wszyscy uczestnicy gry pochodzili z grupy "nacisku", na której rebelianci chcieli się odegrać. Choć... Finn? Ten mężczyzna, który podarował jej swój szalik w mroźny, zimowy dzień? Czy on był zdolny by tak nienawidzić? Widziała jego minę podczas losowania. Nie wyglądał na szczęśliwego. Czy był w stanie pomóc jej zwyciężyć. Odruchowo dotknęła ramienia w miejscu w którym znajdował się na nim tatuaż kojota. Jest jak to małe zwierzątko, które może się przystosować do prawie każdych warunków. 
"Ale i ono wymarło" - odezwał się cichy głosik w jej głowie. I Sabriel musiała się z nim zgodzić.






We have to cherish our memories, because they're the only thing in our lives
that no one can take from us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1929-booker-rodwell#24547
http://panem.forumpl.net/t464-booker#1642
http://panem.forumpl.net/t1310-booker-rodwell
http://panem.forumpl.net/t1389-nieskromny-telefon-bukera#17174
Wiek : 17
Zawód : Szpan, detektywienie
Przy sobie : scyzoryk, zapałki, papierosy, karty do gry, alkohol
Obrażenia : litery ALT wyryte na dłoni (obrażenie trwałe)

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Pią Cze 14, 2013 8:57 pm

// Dworzec

Wędruję po wagonach, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. W pociągu jest 24 ludzi. Z pozoru wszyscy dzielimy teraz podobną perspektywę, jednak w praktyce boimy się tego, co czeka nas na miejscu. O czym tutaj rozmawiać? Udawać, że tego, co niedługo będzie miało miejsce nie ma? Rozmawiać o wystroju pociągu i aromatycznym smaku potraw? To chyba trochę mija się z celem. Większość z nas jest przestraszona, niestety - nie jestem perfekcyjny i należę do nich; jednak znajdzie się i kilkoro śmiałków pewnych zwycięstwa. Oby się nie przeliczyli. W wagonach zawierają się już pierwsze sojusze, a samemu nic nie zdziałam. To jednak o niczym nie świadczy, w końcu - jedziemy tam żeby się pozabijać, a jeśli wszyscy będą zawierać sojusze, skończy się na drugiej rebelii, tylko że na Arenie.
Przypominam sobie o Amandzie, siedząc w ostatnim przedziale pociągu do Ośrodka Szkoleniowego. Znajduje się tutaj miękka kanapa, której powierzchnię gładzę dłonią. Kojące zmysły czynniki sprawiają, że zaczynam zapominać o tej mroczniejszej rzeczywistości, która wciąż trwa w KOLCu. Jednak czuję, że to wszystko jest sztuczne, w końcu - nie ma nic za darmo. W Dzielnicy Rebeliantów pewnie będzie tak samo, luksusy i spełnianie życzeń na każde skinienie. Wstaję z wygodnego kąta między kanapą a ścianą pociągu, poprawiam ubranie i postanawiam w końcu poszukać Amandy. Przemierzam wagon i w końcu docieram do drzwi. Po kilkukrotnym powtórzeniu tych czynności w następnych paru wagonach docieram do wagonu restauracyjnego. Wygląda na to, że jest tutaj tylko jedna osoba. Wygląda także na to, że owa osoba jest całkiem rozsądna. Zastanawiam się, co miałbym zrobić - szukać Amandy, czy zostać z ujrzaną dziewczyną? Wyglądała interesująco, a wciąż potrzebowałem sojuszu. Hm, jak będzie chciała to przyjdzie. A jak nie, najwyżej spotkamy się w Ośrodku. Prędko szukam jakiegoś tematu i podchodzę do fotela, w którym siedzi nieznajoma.
- Witaj. Jestem Booker i szukam takiej jednej szczupłej dziewczyny, o blond włosach, nie widziałaś takowej może? - Hm, jedziemy na śmierć, a ja ją grzecznie pytam czy nie widziała jednej dziewczyny. - A w ogóle,  jak się nazywasz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
Wiek : 15
Zawód : bezrobotna
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk, fałszywy dowód, nóż

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Sob Cze 15, 2013 10:04 am

Saba bawiła się z nudów zastawą. Układała widelec ma brzegu kieliszka tak, że wedle wszystkich praw fizyki powinien spaść, a jednak nie spadał. Kolejna rzecz, której nauczył ją stryjek. Nagle nawiedziła ją przedziwna myśl, że jeśli zginie na tej Arenie, dołączy do niego, gdziekolwiek się teraz znajdowała jego dusza. Pocieszająca była to myśl, choć podbarwiona nieco gorzkim smakiem. 
Pociąg poruszał się szybko i bez wysiłku. Cicho, bezszelestnie, miało się wręcz wrażenie, że zupełnie się on nie porusza. Dzięki temu dziewczyna nie miała problemu z dosłyszeniem, że ktoś wchodzi do wagonu. Generalnie to był wolny kraj i każdy mógł się szwendać gdzie chciał, ale ponieważ dotąd siedziała tu sama, poczuła się trochę tak, jakby ktoś wkroczył na jej terytorium. Przez chwilę zbliżał się powoli, potem jego krok przyspieszył, aż w końcu stanął obok niej.
- Witaj. Jestem Booker i szukam takiej jednej szczupłej dziewczyny, o blond włosach, nie widziałaś takowej może? - miał seksowny, lekko chrapliwy głos. To było pierwsze co zauważyła Sab. Co wcale nie nastrajało jej do niego pozytywnie. Jej klienci w burdelu lubili myśleć, że mają seksowne głosy, podczas gry rzęzili jak zepsute parowozy. Spojrzała na niego spokojnie i uważnie mu się przyjrzała. Był dobrze zbudowany, wyglądał na jednego z tych co nieźle radzili sobie w KOLCu, był pewnie albo dilerem, albo szulerem albo innym rodzajem oprycha. Dziwnie patrzyło mu z oczu, jakby komuś kto nie oczekuje niczego pozytywnego od życia. Komuś kogo życie złamało, ale nie raz a wiele razy. I komuś twardemu. 
- A w ogóle, jak się nazywasz?
Nie odpowiedziała, analizując. Cisza się przedłużała, aż do nieprzyjemnego dzwonienia w uszach. 
- Jesteś z tych, co im stają serca na widok małych dzieci i nie potrafią im zrobić krzywdy?
Zapytała otwarcie, bez ogródek. Jej imię? Jakie miało właściwie znaczenie? Jeśli miała się z nim dzielić czymkolwiek, to musiała uznać, że warto. Podświadomie miała też nadzieję, że taki sposób wysławiania się upodobni ją nieco do zawodowców z dystryktów, a w każdym razie uczyni z niej osobę, która zdaje się być nastawiona na walkę o przetrwanie. Bezwzględną.
- Sabriel. - dodała po chwili, odwracając od niego wzrok i wracając do zabawy widelcem. - Jeśli chodzi Ci o Snowównę to czmychnęła gdzieś zaraz jak tylko pociąg ruszył.






We have to cherish our memories, because they're the only thing in our lives
that no one can take from us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1929-booker-rodwell#24547
http://panem.forumpl.net/t464-booker#1642
http://panem.forumpl.net/t1310-booker-rodwell
http://panem.forumpl.net/t1389-nieskromny-telefon-bukera#17174
Wiek : 17
Zawód : Szpan, detektywienie
Przy sobie : scyzoryk, zapałki, papierosy, karty do gry, alkohol
Obrażenia : litery ALT wyryte na dłoni (obrażenie trwałe)

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Sob Cze 15, 2013 1:04 pm

Dziewczyna nie przywiązuje do mnie jakiejś szczególnej uwagi - najwyraźniej ma podobny tok myślenia. W końcu - szansa na wygraną jest tutaj wielce nikła. Sojusze to tylko wskazówka dla tych pewniejszych, że mamy obawy. Jednak - i bez tego byłoby ciężko. Po chwili jeszcze raz przyglądam się jej, starając się ją rozpoznać z listy Trybutów z dworca. Sabriel Kent.
- Jesteś z tych, co im stają serca na widok małych dzieci i nie potrafią im zrobić krzywdy?
- Hm, przejrzałaś mnie.
Po dłuższej przerwie, przepełnionej gorliwą zabawą widelcem Sabriel w końcu odezwała się ponownie.
- Sabriel. Jeśli chodzi Ci o Snowównę to czmychnęła gdzieś zaraz jak tylko pociąg ruszył.
No, nie spieszyłaś się z odpowiedzią, widelczyku ty mój.
-
Snowówny? Raczej szukam, hm, Terrainówny. Siostry  niejakiego Dominica, może kojarzysz jeszcze z... Kapitolu. - napada mnie chwila wspomnień życia sprzed rebelii. Gdy wydawało się, że to już koniec, jednak to tylko stan przejściowy. Gdy myślałem, że chwila będzie trwać wiecznie, żyłem oszczędnie. A jednak nie było warto. Teraz nie można żyć chwilą, trzeba patrzeć do przodu. Ściągam kurtkę, którą nie wiem po co mam wciąż na sobie - pociąg jest bardzo dobrze ogrzewany. Przysiadam się przy okazji do Sabriel i szukam coś, czym możnaby kontynuować rozmowę. Przyłączam się także do twórczej zabawy widelczykiem.
- ... Bardzo byłaś zaskoczona gdy to ciebie wybrali na Trybutkę? No i wiesz może co dzieje się z twoją rodziną, przyjaciółmi...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
Wiek : 15
Zawód : bezrobotna
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk, fałszywy dowód, nóż

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Sob Cze 15, 2013 7:38 pm

- Hm, przejrzałaś mnie.
No jasne, mogłam się spodziewać, że cały ten pociąg będzie pełny owiec w skórach wilków. Kradzież, dilerstwo, pobicie to jedno, ale zabijanie... To zupełnie inna para kaloszy.
Nie zachwyciła jej ta odpowiedź, ale starała się nie dać tego po sobie poznać. W innych okolicznościach takie stwierdzenie zaskarbiłoby Bookerowi jej sympatię, ale teraz? Kiedy w ciągu najbliższych kilkunastu dni mieli zginąć? Potrzebowała kogoś, kto nie zawaha się wbić ostrza miecza dwunastolatce, czy rozkwasić głowy kamieniem trzynastolatkowi. Tylko czy nie przypadkiem dlatego, że sama nie była w stanie tego zrobić? Możliwe. Bardzo możliwe. Choć Sab wolała wierzyć, że potrafiłaby się dostosować i zrobiłaby wszystko byle przetrwać. Po przecież, nie można oceniać normalną skalą moralności osób, które zostały zmuszone do strasznych czynów w czasach zupełnie odbiegających od normalności. Nikt więc nie będzie oceniał czy jej okrucieństwo jest złe czy też nie, co więcej, będą ją oklaskiwać. Choć i to było niepewne, bo przecież publicznością nie będą już kapitolińczycy. Jak zareagują rebelianci na ten rozlew krwi? Czy równie entuzjastycznie.
- Snowówny? Raczej szukam, hm, Terrainówny. Siostry  niejakiego Dominica, może kojarzysz jeszcze z... Kapitolu. - kontynuował chłopak. Ona zmarszczyła brwi, wpatrując się z niezwykłą intensywnością w okno.
- Tak, chyba pamiętam. Ten Terrain był związany z gazetami... Czy czymś takim. Niemniej nie wiem gdzie jest jego siostra. Podczas... Dożynek stałam daleko, więc nie widziałam wszystkich wywoływanych osób. - odpowiedziała, zgodnie z prawdą. Nie miała ochoty kontynuować rozmowy, bo chyba źle go oceniła - nie był jednak osobą odpowiednią do sojuszu. Booker chyba jednak tego nie dostrzegł, bo też zaczął bawić się zastawą.
- ... Bardzo byłaś zaskoczona gdy to ciebie wybrali na Trybutkę? No i wiesz może co dzieje się z twoją rodziną, przyjaciółmi...?
Osobiste pytanie. Bezpośredni jest. Chociaż może to wina Igrzysk. W sumie... Ile czasu nam zostało? Bardzo niewiele... Więc chyba musimy jak najlepiej wykorzystać to co mamy, a konwenanse tylko by przeszkadzały.
- Zaskoczona? - powtórzyła, jakby nie do końca docierał do niej sens tego co chłopak mówi. - Nie, raczej zawiedziona. Mogłam mieć życie przed sobą, nawet tu... znaczy w KOLCu. Nie było to może takie życie jak kiedyś, ale każde życie jest lepsze niż śmierć. - zamilkła na chwilę.
- Co zaś do mojej rodziny, to tak. Wiem znakomicie co się z nimi dzieje i to jest chyba jedyna zaleta faktu, że wszyscy są martwi. - oznajmiła, głosem pozbawionym choćby cienia goryczy. Po co się użalać? Robiła to już tyle razy. - Matka umarła, wydając mnie na świat. Ojciec umarł, walcząc z rebelią. Stryjek umarł, choć pomagał rebeliantom. Widać Śmierć ma gdzieś co robisz, jak chce po ciebie przyjść to przyjdzie i tak. - mówiła, choć on o to nie prosił. Ale komu innemu mogła kiedykolwiek opowiedzieć historię swojego życia? - Ojciec nigdy się mną zbytnio nie interesował. Obwiniał mnie o śmierć matki. Stryjek mnie wychowywał. Kiedy nadeszła rebelia, pomagał rebeliantom jak mógł, bo wierzył w ich sprawę. Dlatego nie trafił do KOLCa, nie od razu. Ale potem pomagał też kapitolińczykom, szczególnie tym starszym i małym dzieciom, tym, którzy nie byli nic winni temu jak ich potraktowano. Przyłapali go na tym, osądzili jako zdrajcę i zesłali do KOLCa. Podczas przenosin próbował uciec, ale ranili go nożem. Nie miałam opatrunków, sprzętu medycznego, wdało się zakażenie... Reszty możesz się domyślić. A ty? Co takiego przeżyłeś? - pytała bez ogródek, jeśli nie chciał mówić po prostu nie powie. W jej słowach widać było, że żałobę już przeżyła i nie nosi już w sercu żalu. Nie wspomniała o Samuelu bo i po co? Przecież to tylko pies, pewnie biegał już po KOLCu, szukając nowego opiekuna.






We have to cherish our memories, because they're the only thing in our lives
that no one can take from us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1929-booker-rodwell#24547
http://panem.forumpl.net/t464-booker#1642
http://panem.forumpl.net/t1310-booker-rodwell
http://panem.forumpl.net/t1389-nieskromny-telefon-bukera#17174
Wiek : 17
Zawód : Szpan, detektywienie
Przy sobie : scyzoryk, zapałki, papierosy, karty do gry, alkohol
Obrażenia : litery ALT wyryte na dłoni (obrażenie trwałe)

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Sob Cze 15, 2013 9:26 pm

- Tak, chyba pamiętam. [...] Zaskoczona? Nie, raczej zawiedziona. Mogłam mieć życie przed sobą, nawet tu... znaczy w KOLCu. Nie było to może takie życie jak kiedyś, ale każde życie jest lepsze niż śmierć. - Sabriel najwyraźniej rozwijała rozmowę, uzewnętrzniając się coraz bardziej. No, nie spodziewałem się tego. Ale przynajmniej nie jesteś tak skrajnie uparta. - Co zaś do mojej rodziny, to tak. [...] A ty? Co takiego przeżyłeś?
- No więc... - łapię się za tył głowy prawą ręką, spuszczając powietrze, aby ponownie wziąć duży wdech i móc wypowiedzieć dłuższy monolog.
- Niegdyś żyłem w Kapitolu, jako zwyczajne dziecko. Z pełną rodziną, dwoje rodziców oraz para rodzeństwa. A konkretniej - para bliźniaków. Moich rodziców dopadł kryzys wieku średniego i udawali wiecznie młodych zakochanych, natomiast bliźniaki zamknęły się w swoim małym świecie dzieci. Generalnie wiecznie przebywałem sam, a przynajmniej tyle pamiętam. Pewnego zwykłego wieczoru jednak w naszym domu wysiadł prąd, bliźnięta były u znajomych na noc, natomiast do rodziców zadzwoniła koleżanka i powiedziała o imprezie. Miałem chyba... 6 lat. Po sprawdzeniu korków zorientowałem się, że w domu jest ktoś jeszcze. Wydostałem się z domu w biegu, jednak na jednym z przejść potrąciła mnie kobieta w samochodzie. Leżąc na asfalcie widziałem, jak mężczyzna podążający za mną zastrzela panią kierowcę, a potem była już... ciemno. Po tamtym wydarzeniu obudziłem się w jakiejś ciemnej piwnicy, gdzie spędziłem, hm, dziesięć lat? Najwyraźniej nikt mnie nie chciał ani nie szukał. Raz lub dwa w tygodniu do piwnicy wchodził porywacz, dający mi niezbędne życiowe minimum na survival. Pewnego dnia, dom zaczął się walić, ze względu na strzelaninę policyjną w nim. W jej trakcie wydostałem się z piwnicy przez wybite okno i ukryłem w wysokiej trawie obok domu, który był na jakichś obrzeżach. Po kilku dniach autostopem dojechałem do stolicy, gdzie zabrano mnie do szpitala, i ze względu na rozmaite schorzenia przesiedziałem tam rok, może dwa. Następny rok lub dwa przebywałem w Kapitolu, nigdy nie lubiłem Igrzysk, w sumie - nie interesowały mnie tak gorliwie. Pewnego dnia jednak do Kapitolu dotarła rebelia i zamknęła mnie tam, w KOLCu. Tam poznałem swoją... - szukam określenia dla Evelyn, jednak nie mogę znaleźć żadnego. Może... swoją pedofilkę? Miłość nie byłoby określeniem w moim stylu, a dziewczyna... o kilka lat starsza? - ... swoją, w sumie nieważne. Żyłem z kradzieży, gdzie poznałem Theo. W sumie, poznałem to złe określenie, pobiliśmy się z tego powodu. Poznałem także kilku klientów, dla których kradłem, jednak - nie zawsze wydawali mi się zrównoważeni. - Mathias, hm... - ... No i nie przedłużając, trafiłem na dworzec i zostałem wylosowany. Bam. - biorę wdech po monologu i przeciągam się do tyłu, po czym wracam do zabawy widelcem.
- Wciąż dziwię się że uszy ci nie zwiędły, hm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
Wiek : 15
Zawód : bezrobotna
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk, fałszywy dowód, nóż

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Nie Cze 16, 2013 6:34 pm

Słuchała go. Bo dlaczego by nie? Nigdy nie sądziła, że zainteresuje się zwykłymi, ludzkimi historiami. Czy jednak jakiekolwiek historie można było orzec jako "zwykłe"? Jeśli nawet takie były, w co Sabriel zaczynała wątpić, to historia Bookera do nich nie należała. Czy mogła się w ogóle wydarzyć na prawdę? Może... Dziewczyna pamiętała, że kiedyś w Kapitolu zdarzały się takie rzeczy. Bardzo rzadko, ale jednak. Kim był ten chłopak? O czym myślał przed zaśnięciem? Co robił tuż po obudzeniu? W jaki sposób widział świat. To ją ciekawiło. Nigdy dotąd nie interesowali ją inni ludzie, ale teraz kiedy miała w perspektywie rychłą śmierć, nic innego nie było ciekawsze. Dlatego uszy ani trochę jej nie zwiędły.
- Wręcz przeciwnie. To była ciekawa historia. Moim zdaniem nawet nieco za krótka, ale rozumiem, że nie chcesz mówić o sobie zbyt wiele komuś obcemu. - oznajmiła nadspodziewanie łagodnie.
- Ale z tego co słyszę wynika, że znakomicie potrafisz sobie radzić w trudnych warunkach. To dobrze. Chcesz zostać moim sojusznikiem? - zapytała. Co ją do tego pchnęło? Przecież zdeklarował się, że nie zamierza zabijać małych, a ktoś musiał zrobić to zamiast niej. Pozostawała jej nadzieja, że inni trybuci rozwiążą ten problem. Najmłodsze dzieciaki jak tamta mała w korytarzu były najłatwiejszym łupem i pewnie pójdą na pierwszy ogień. Sabriel ich nie żałowała. Postanowiła sobie, że nie będzie żałowała śmierci nikogo kto nie jest nią. Przecież jeśli chciała przeżyć, wszyscy inni musieli zginąć. Nawet Booker, któremu właśnie oferowała sojusz. Nie wiedziała czy będzie w stanie, ale zdawała sobie sprawę z tego, że prędzej czy później i jemu będzie musiała wbić sztylet w plecy. Żeby on pierwszy nie wbił go jej. Dżungla, kochana... I nic więcej. Odezwał się cichy głosik w jej głowie. Tak. Dżungla. Takie są jej prawa. Choć...
Zabijaj tylko, żeby jeść
Świat jest dżunglą, dżungla - światem
Człowiek człowiekowi wilkiem jest
Wilk jest człowiekowi bratem...

Sabriel oglądała kiedyś w teatrze spektakl pod tytułem "Księga Dźungli". Ojciec ją na niego zabrał, kiedy miała 10 lat. Większość czasu przespała, niezainteresowana wyższą sztuką, ale tamta piosenka śpiewana przez grupę przebranych za wilki ludzi bardzo zapadła jej w pamięć.
Zabijaj tylko, żeby jeść.
Takie były prawa dżungli. Prawa Natury. Te które rządziły wszystkimi dziećmi ziemi - od podniebnych ptaków, po podziemne krety. Tylko ludzie wzgardzili tymi prawami, mordując dla przyjemności. Zwierzęta i siebie nawzajem. A potem Natura zemściła się na nich poprzez Wielki Kataklizm. Saba zawsze uważała na lekcjach historii dawnej. Ludzie byli głupi kiedyś i byli głupi nadal.
- A propos jedzenia... Jestem głodna. - oznajmiła na głos, zupełnie nie zrażona, że w ten sposób podsumowała tok myślnia, który odbył się w jej głowie i tym że Booker pewnie uzna ją za wariatkę.






We have to cherish our memories, because they're the only thing in our lives
that no one can take from us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1929-booker-rodwell#24547
http://panem.forumpl.net/t464-booker#1642
http://panem.forumpl.net/t1310-booker-rodwell
http://panem.forumpl.net/t1389-nieskromny-telefon-bukera#17174
Wiek : 17
Zawód : Szpan, detektywienie
Przy sobie : scyzoryk, zapałki, papierosy, karty do gry, alkohol
Obrażenia : litery ALT wyryte na dłoni (obrażenie trwałe)

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Pon Cze 17, 2013 3:49 pm

- Wręcz przeciwnie. To była ciekawa historia. Moim zdaniem nawet nieco za krótka, ale rozumiem, że nie chcesz mówić o sobie zbyt wiele komuś obcemu. Ale z tego co słyszę wynika, że znakomicie potrafisz sobie radzić w trudnych warunkach. To dobrze. Chcesz zostać moim sojusznikiem?
- Hm, pewnie myślisz że mnie zaskoczyłaś. I słusznie. Co do sojuszu - skoro nalegasz, może być i tak. Ale raczej we dwójkę sobie nie poradzimy, zwłaszcza że pól pociągu pewnie już ma swoje sojusze, bo boi się że nie dadzą sobie rady sami. I słusznie, bo nie dadzą nawet w grupie.
Sabriel najwyraźniej wciąż nie pozostaje zbyt ufna wobec mnie. Trudno powiedzieć coś o jej charakterze - z jednej strony wygląda na osobę, która pragnie wywalczyć swoją drogą zwycięstwa za wszelką cenę, z drugiej - udaje że nawet nie zależy jej na wygranej i wie że przegra. Siedząc naprzeciw Sabriel zaczynam bawić się kwiatami na małym stoliku. Wyjmuję je, po czym chrzczę Sabriel wodą z ozdobnego wazonu.
- Masz moje błogosławieństwo na te Igrzyska.
Po uroczystym ochlapaniu panny Kent odłamuję losowe kawałki łodyg, kawałek po kawałku, następnie odkładam bukiet na stół. Czynność bezsensowna, zwłaszcza w obliczu Igrzysk Śmierci, jednak - co jeszcze można tutaj poczynić? Wstaję i podchodzę do okna, wyjmując z kieszeni skórzanej kurtki paczuszkę papierosów. Na oknie nie ma popielniczki, co sprawia, że po wypaleniu papierosa podchodzę do małego stolika-barka. Na barku stoją różne butelki z kolorowymi płynami. Sabriel cały czas wodzi za mną wzrokiem po otoczeniu lub zajmuje się sobą. Rozmowa chyba trochę się urwała. Nie mając pomysłu co robić dalej, przechwytuję jedną z kolorowych butelek, otwieram i biorę łyka bezpośrednio z niej. Wracam do stolika Sabriel, po czym siadam na swoim fotelu i odstawiam butelkę na stolik, tuż obok wazonu z kwiatami. Po chwili, spoglądam na niego z wyrzutem. My tu jedziemy na śmierć, a ty sobie siedzisz i myślisz że jesteś ładny. Zastanawiam się, czy nie powinienem poznać reszty uczestników Igrzysk Głodowych. Z pewnością byłoby to użyteczne, jednak coś powstrzymuje mnie i wolę zostać na miejscu. Zwłaszcza wiedząc, że wśród Trybutów gdzieś znajduje się Theo, na dodatek prawdopodobnie z Blue, co mogłoby skończyć się nieprzyjemną sytuacją. Mógłbym poszukać Amandy, jednak wydało mi się to bezsensowne. Skoro wciąż nie dotarła do tego wagonu, musiała uciec chyba na drugi koniec pociągu. Ogółem - pewnie wszyscy Trybuci poszli na imprezę do tej drugiej części pociągu. Piją drinki z palemką, ewentualnie ktoś młodszy lamentuje w toalecie. Swoją drogą, ciekawe, co robi tamta mała od gazu pieprzowego, oczywiście jeśli wsiadła do pociągu. Zastanawiam się, czy nie spytać Sabriel, kto jej zdaniem mógłby wygrać. Jednak uznaję po chwili to pytanie za bezcelowe, zwłaszcza że jest jeszcze o wiele za wcześnie na takie oceny. Zdaję sobie sprawę, że przez długi czas zmierzamy do kapitolińskiego Ośrodka Szkoleniowego, w końcu - znalazł się czas na dwie życiowe historie. Wyruszyliśmy już dosyć dawno, a ja wciąż myślę o ludziach, którzy wciąż żyją w Kwartale Ochrony. Podczas Igrzysk z pewnością będą mieli spore szanse na ucieczkę, w końcu - kto by nie chciał oglądać tej wielkiej zemsty ze strony Dystryktczyków? Może nawet już podejmowane są pierwsze próby i planowania. Nie, wcale nie mówię o Ashe i Mathiasie, hm.
- Hm, ile już jedziemy?

// Post uzupełniający znajduje się w przedziale #2, strona 1.


Ostatnio zmieniony przez Booker Rodwell dnia Wto Cze 18, 2013 5:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
Wiek : 15
Zawód : bezrobotna
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk, fałszywy dowód, nóż

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Pon Cze 17, 2013 4:59 pm

Sabriel nie przejmowała się za bardzo tym co chłopak robi. Nie zareagowała kiedy oblał ją wodą, ani kiedy zaczął palić i krążyć po przedziale. Nadal bawiła się widelcem, zupełnie pochłonięta tą czynnością, myślami błądząc jednak gdzieś zupełnie indziej. Wydawała się totalnie nieobecna, ale kiedy chłopak postawił na stole karafkę, również się z niej napiła. Nawet się nie zastanawiała, czy to alkohol, nawet tego nie poczuła.
- Hm, ile już jedziemy?
- Nie wiem. Trochę. Powinniśmy niedługo być u celu. - oznajmiła bezbarwnym głosem. Myślała o Finnicku. O tym co mu powie, kiedy go zobaczy. Jakimi słowami go powita. I co on jej powie? Czy będzie smutny, czy raczej będzie chciał jednak pomóc jej wygrać. I czy mu się uda? Nie wiedziała, ale bała się o tym myśleć, a jednocześnie coś nie pozwalało jej myśleć o niczym innym.
Przypomniała sobie też pana le Bruna. Pomagali sobie kiedyś - on jej, a ona jemu z rewanżem w naturze. To było obrzydliwe, ale przy nim nawet nieco mniej. Miała wrażenie, że on momentami chce jej jednak sprawić przyjemność a nie myśli tylko o zaspokojeniu własnych instynktów. Wydawał się okrutnie zagubiony. A jednocześnie chwilami nieco bała się jego nieprzewidywalności - potrafił być agresywny. Nagle przypomniała sobie, że jakaś dziewczyna o nazwisku le Brun została wylosowana przed nią. Krzyknęła coś nawet, ale Sabriel nie dosłyszała co. Czy to możliwe, że mogła być krewną Mathiasa? Jak on się teraz czuł? Był właściwie chyba jedyną osobą, z którą chciałaby porozmawiać zanim wejdzie na Arenę. Ale założyłaby się, że on nie ma takich odczuć. Nie, nie była dla niego nikim więcej jak dziewczynką na jedną noc, biedną kurewką z burdelu Fransa, którą mógł sobie wynająć w zamian za pomoc czy kasę. Płytką dziewczynką.
Dopiero teraz zrobiło jej się gorąco, więc z lekkimi oporami ściągnęła kurtę i położyła ją na kolanach. Szalik zostawiła. Pod spodem miała bluzkę bez ramiączek z cekinami. Na nogach miniówkę i kabaretki, oraz kozaczki na obcasikach. Przyszła na Dworzec prosto z pracy, bo odesłał ją tam Frans. Czy chłopak pozna kim jest? Może kiedyś bywał w Violatorze? Z pewnością nie był stałym klientem, bo Sab by go kojarzyła, ale to nie znaczyło, że nigdy tam nie zaglądał.
Tatuaż kojota był na prawym ramieniu, więc póki co raczej nie mógł go dostrzec, ale co potem?






We have to cherish our memories, because they're the only thing in our lives
that no one can take from us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Go??

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   Pon Cze 17, 2013 7:05 pm

//KOLC

-Co z głupi ludzie... -zaczęła mamrotać pod nosem. -Nic nie rozumieją... nic, a nic... skończeniu idioci. O co im chodzi? Jakie zabawne przedstawienie... Lubią się chyba bawić. Też potrafię się bawić...
Chodziła tak po wagonach aż dotarła do wagonu restauracyjnego. Z iskierkami w oczach zbierała noże z każdego stolika ignorując innych ludzi obok. Wzięła do ręki również jedną szklankę i ją ugryzła. Zniesmaczona rzuciła ją delikatnie na stół.
-Co za okropny smak! -powróciła do mamrotania. -Na dodatek jest strasznie twarde. Z czego to? Ze szkła?!
Zebrała już dobrą kupkę noży.
-I co by z nimi tutaj zrobić? Jak myślisz Lucyferku? -Lucyferek to jej wymyślony jednorożec. -Zjeść? Podejrzewam, że byłoby to równie nie smaczne. W ogóle nie potrafią gotować. Nie to co ty. Masz może jakiegoś kota do zjedzenia? Nie? Szkoda... Zaczekaj! Powtórz? Oooo.... to by było zabawne. A wiesz, że spróbuję?
Mówiąc to rozdzieliła noże w dwóch rękach i z całej siły, najmocniej jak potrafiła... w jednym momencie... wbiła sobie noże w szyję i w oko. Z krzykiem padła na stół pełen szklanej zastawy. Krew trysnęła z dziewczyny i zalała całkiem spory kawałek stołu i podłogi.

//End


Post anulowany przez administrację, nie włączajcie go w odpisy.
~A.
Powrót do góry Go down
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wagon restauracyjny   

Powrót do góry Go down
 

Wagon restauracyjny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Wagon restauracyjny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: KOLC - Ośrodek Szkoleniowy-