IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Autko Charlesa

 

 Autko Charlesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Autko Charlesa   Wto Lip 30, 2013 10:43 pm


* * *




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Sro Lip 31, 2013 11:21 pm

    | Dział kultura, Capitol’s.
Jeśli w Kapitolu kiedykolwiek było spokojnie, to na pewno nie był ten dzień. Charles siedział w aucie, a kluczyki leniwie spoczywały na desce rozdzielczej. Opierał głowę na kierownicy i raz, po raz kręcił nią nieznacznie. Ledwo co wysuszył włosy i zjadł kanapki na obiad w biegu, a znów był poza domem. Zerknął na telefon. Florence nie dawała znaku życia. Tak samo miała się sprawa z Rory. Nawet Nick nie raczył się odezwać, chociaż może ten nadal miał to spotkanie. Może potem? Oby.
Wrócił do patrzenia w jakiś bliżej nieokreślony punkt za szybą. Wszystko dookoła pokrywał śnieg, jednak służby dbające o porządek w mieście, zajęły się odśnieżaniem, drogi były idealnie czarne.
Nagle z drzewa obok zleciał niewielki ptak, który przestraszył się najwidoczniej dużego i głośnego przejeżdżającego niedaleko auta. Zrzucił nieco śniegu z cienkich gałęzi. Płatki porwał wiatr i rozleciały się w powietrzu, każdy lądując w zupełnie odrębnym miejscu. Charles przyglądał mu się jeszcze przez jakiś czas, dopóki nie energiczne zwierzątko nie zniknęło mu z pola widzenia.
Przy okazji zwinnie obracał w palach przepustkę do KOLCa. Czekał na jakikolwiek wiadomość od wyżej wymienionej trójki, chyba najbardziej od Flo. Nagranie się na pocztę u Carter najwidoczniej nie przynosiło porządnych skutków. Sms pozostawiony na skrzynce Depree także. Oczywiście, niektórzy mają telefon ze sobą zawsze, ale go nie dobierają. Nie żeby jemu też się to czasem zdarzało…
Spojrzał ponownie na swoje nazwisko. Albo ktoś się nieźle bawi, albo Coin się bardzo nudzi i obawia się o swój stołek. Jedno z dwóch. Na pewno jedno z tych dwóch wyjść. Innej możliwości nie ma. Chaz chyba bardziej skłaniał się ku numerowi dwa. Wątpił żeby Igrzyska przyniosły pożądane skutki… przepraszam, przyniosły wyrównanie rachunków. Raczej, a właściwe na pewno wzbudzą bunt wśród pewnej grupy mieszkańców Panem. Nie wiadomo jak dużej. Tak samo, jak nie wiadomo, co na to miłościwa pani prezydent pani Alma Coin.
Złapał za komórkę i ponownie wykręcił numer do Rory. Trzy sygnały, cztery, pię… Nie, odebrała. Niesamowite. Tak, Aurora Carter odebrała telefon. Panem mogło być dumne… naprawdę.
Kilka słów, potem kolejne. Lowell dowiedział się, że jego współpracownica zawędrowała do KOLCa, w bliżej nieokreślonych okolicznościach. Do tego siedzi w Violatorze. Oficjalnie barze, nieoficjalnie burdelu, dobrze, domu publicznym. Takie informacje nietrudno zdobyć jeśli pracuje się z odpowiednimi ludźmi. Wracając jeszcze do panny Carter… Ach, ci dziennikarze.
Schował telefon do kieszeni i zgarnął kluczyki z deski rozdzielczej. Jak zwykle na wyczucie i, jak zwykle bez problemu trafił do stacyjki. Przekręcił kawałkiem metalu i czarne auto odpaliło.
Jednostajnym tempem przemierzał ulice Kapitolu. Aż tak wiele się nie zmieniło, przynajmniej tutaj. Charles był w KOLCu, kiedy rebelianci przejmowali stolicę. Kilka razy podczas nowego początku. Chciał zobaczyć jak to wszystko wyglądało, niezbyt kolorowo. Potem już się więcej tam nie pojawił, przynajmniej do teraz. Nie miał takiej potrzeby. Dobrze, może raz zdarzyło mu się tam zawędrować, ale musiał coś sprawdzić.
    | Violator, pokój numer 1.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Czw Sie 01, 2013 11:27 pm

    | Violator, pokój numer 1.
Chaz nie sądził, że znajome uwiną się tak szybko. Rory spakowała swoje rzeczy, a Vivian była gotowa o wyjścia natychmiastowo. Cała trojka szła korytarzem do wyjścia.
- Wiesz Viv, pewni przyjaciele czasem powinni bardziej uważać na swoje cztery litery. - Zarzucił jakby nigdy nic i posłał Carter gromiące spojrzenie. Niestety, raczej nie mogła go wyłapać, ponieważ stała do niego tyłem i otwierała drzwi.
Widok za drzwiami ucieszył Charlesa. Auto stało całe, nikt nie postanowił go ukraść, podpuszczać powietrza z kół lub wybić szyby. Dzięki Bogu. Czekanie tutaj na pomoc, czy wędrówka przez całe miasto nie wydawały się być zachęcające. Nie w tym momencie.
Lowell otworzył drzwi z tyłu dla kuzynki swojego chłopaka i lekkim trzaśnięciem je zamknął. Przeszedł do przednich drzwi po drugiej stronie auta.
- Nikt mnie nigdy nie zaprasza na imprezy. - Podsumował ironicznie oraz głośno i otworzył drzwi swojej współpracowniczce. Przy tym udawanie uśmiechając się. - Wsiadaj, coś wymyślimy. Zgadzaj się ze wszystkim co powiem i nie udawaj zaskoczonej. - Gdy dziewczyna usiadła, Charles zatrzasnął drzwi i sam zajął miejsce kierowcy. Na długości ulicy było jedynie kilka osób nikogo poza nimi. Najwidoczniej wszyscy byli przejęci Igrzyskami lub tutaj, w KOLCu, już panował taki zwyczaj. Nie pokazuj się nigdzie, jeśli nie jesteś zmuszony tego robić. Śnieg zaczął delikatnie spadać z chmur, a pojedyncze płatki wirowały na wietrze.
- Viv, myślę, że Rory wypadałoby odstawić gdzieś na pogotowie, prawda? - Spojrzał na nią z ukosa. - Ja muszę podjechać do Capitol’s i samemu się wyszykować… - Skręcili delikatnie w lewo. Auto w Kwartale budziło zainteresowanie. Nie dziwne, to zapewne rzadki widok.
- Także podrzucę cię, gdzie chcesz. Odstawię Rory i sam zajmę się przygotowaniami. - O czym on mówił? Do bankietu zostało jeszcze sporo czasu, zdąży. Najwyżej się spóźni. Pewnie i tak Nick o niczym nie pamiętał, więc i tutaj szykowała się przed-imprezowa panika.
- Viv, ty też? - Zapytał pewien, że kobieta zraz zrozumie o co mu chodziło. Jeśli nie miałaby przepustki nie próbowałaby wracać razem z nimi. Chaz i tak musiał się nagimnastykować żeby na jego przepustkę zabrać i Carter. Miał nadzieję, że jeśli skłamie, iż przygotowują razem obszerny artykuł o KOLCu i bez wizyt (na wszelki wypadek, liczba mnoga, nigdy nic nie wiadomo) tutaj się nie obejdzie.
- Rory, co ty dokładnie tutaj robiłaś? Mogłabyś mi powiedzieć? - Próbował wypaść poważnie, ale to pytanie za bardzo go rozbawiło. Pewnie z powodu, myśli, która przeleciała mu przez głowę… Czyli coś podobnego do wypiłaśtyleżeniepamiętaszniczego? - To jest naprawdę interesujące. Możemy napisać o tym, jak młode kobiety gubią się w ciemnych uliczkach, oczywiście na swoje, własne życzenia. - Dorzucił, ale teraz już nie wytrzymał i roześmiał się.
Powoli zbliżali się do bramy KOLCa. Przedstawienie czas zacząć? No chyba, że akurat zmianę miała jakaś sympatyczna Strażnicza lub Strażnik, który przymknie oko na brak przepustki panny Carter.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Pią Sie 02, 2013 12:00 am

Brama pozostawała zamknięta i od razu, kiedy Strażnicy zobaczyli samochód, ruszyli w jego kierunku stając po obu stronach szyb przy przednich siedzeniach. Była to nieco starsza, bo wyglądająca na około czterdziestkę kobieta oraz rosły i szeroki w barach mężczyzna. Ona, stojąca przy Chrlesie czekała, aż szyba opadnie i rzuciła:
-Dowody tożsamości, przepustki oraz... - urwała mlaskając - Powód odwiedzin Kwartału, jeśli łaska - na końcu uśmiechnęła się oschle nie tracąc rezonu. Służbistka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1915-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t1402-vivian
http://panem.forumpl.net/t1277-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t602-dziennik-vivian
http://panem.forumpl.net/t627-vivian
http://panem.forumpl.net/t2124-vivian-darkbloom
Wiek : 23
Zawód : Architekt z ramienia rządu i archiwistka w jednym
Przy sobie : Dokumenty, telefon, scyzoryk, odtwarzacz mp3, notes
Znaki szczególne : długie, rude włosy, siatki blizn na nadgarstkach, ledwo widoczne blizny na nozdrzach

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Pią Sie 02, 2013 10:17 am

Dzięki Bogu, Charles zaparkował tuż pod Violatorem. Viv wślizgnęła się na miejsce za kierowcą, upewniając się, że Rory siedzi tuż obok, cała i zdrowa.
- Nie przesadzaj, że nikt cię nie zaprasza - uniosła lekko brew. - Chociaż... Hmm, wypadałoby zrobić imprezę u mnie, ale pani prezydent mogłaby się zdenerwować.
Posłała obojgu uśmiech.
- Moglibyśmy podrzucić ją do szpitala w Ośrodku Szkoleniowym. Jeśli dobrze pamiętam, jedna z jej ukochanych sukienek jest w mojej szafie, prawda, Ro?
Darkbloom sięgnęła do kieszeni płaszcza i wyjęła ukradkiem przepustkę do Kwartału. Jeśli dobrze pamiętała, to była jednorazówka, w dodatku Strażnik Pokoju przy bramie nie zwrócił na nią zbytniej uwagi. Spokojnym i płynnym ruchem wsunęła ją pod dłoń Rory, mrugając znacząco.
- Viv, ty też...? - zapytał Charles, patrząc jej w oczy. Ciekawe, czy dostrzegł, że podała Rory pusty blankiet.
- Chaz. - Vivian stłumiła ziewnięcie. - Przepraszam. Nie, nie. Mają moje nazwisko w bazie, dostałam pozwolenie na łażenie, gdzie chcę w związku z tym, że pani prezydent myśli o letniej rezydencji w mieście.
Wywróciła oczami i zaczęła się śmiać wraz z Lowellem, gdy ten zapytał Rory, co się właściwie stało. Poniekąd, sama była tego ciekawa. Ro, zawsze nie ruszałaś się bez telefonu i odzywałaś regularnie. Co musiało się stać, żebyś zapomniała o planach...?
Podjechali do bramy. Stało przy niej dwoje Strażników, mężczyzna i kobieta. Ona podeszła do Charlesa, mężczyzna natomiast zapukał w szybę po stronie Rory.
- Dowody tożsamości, przepustki oraz... Powód odwiedzin Kwartału, jeśli łaska.
Vivian odgarnęła z oczy pasma włosów i odszukała w torebce dowód tożsamości. Podała go mężczyźnie, uśmiechając się promiennie.
- Vivian Alayne Darkbloom - powiedziała, nieco zdziwiona, że pamięta swoje drugie imię. - Przebywałam w Kwartale z polecenia prezydent Coin, w sprawach rządowych.
Czekała spokojnie, aż Strażnik przejrzy dowód tożsamości. Cholera, czy ja wszędzie muszę wciskać zdjęcie Tima? Zamrugała szybko, przypominając sobie, że w jej futerale na dokumenty jest zdjęcie jej i głównodowodzącego Strażnikami Pokoju. Ciekawiło ją, czy Strażnik na nie zerknie, czy nie. To byłoby nadużywanie jego pozycji, ale... No cóż, trzeba.
Wzięła głęboki wdech.
- Mówiłam to już przy bramie podczas wejścia, ale proszę sprawdzić moje nazwisko w bazie danych, powinno być przy nim zezwolenie od prezydent Coin na swobodne poruszanie się po każdej dzielnicy Kapitolu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Pią Sie 02, 2013 10:59 am

| Violator, Pokój #1 |

Zajęła wskazane jej miejsce w samochodzie, ciesząc się, że cała jej udręka już wkrótce dobiegnie końca. Będzie mogła zaszyć się w domu i przespać ze dwa dni, tym razem jednak mając pod ręką swój telefon. Na razie jednak musiała wysłuchać zrzędzenia swoich przyjaciół, ale cieszyła się, że tylko taką cenę ponosi za swoją skrajną nieodpowiedzialność.
Oparła się wygodnie o fotel i przymknęła oczy. Ból był już coraz mniejszy, więc po prostu przestała go zauważać, zajmie się tym w domu. Przytaknęła tylko, gdy Chaz opracował strategię, która miała pozwolić jej wydostać się z KOLCa. Zapewne w takim stanie nie byłaby zdolna do wymyślenia jakiejkowiel bajeczki, lepszej od jego, postanowiła więc nie protestować i zdać się całkowicie na jego siłę perswazji.
-Nie, zawieźcie mnie po prostu do domu - mruknęła, nie otwierając oczu - Już wszystko dobrze, naprawdę, Lucy dobrze się mną zajęła.
Prawda była taka, że choć nie czuła się jeszcze najlepiej, za nic nie chciała wylądować w żadnym szpitalu czy przychodni. Miała w domu apteczkę i w razie czego mogła sięgnąć po odpowiednie leki.
-Sukienek? Szykuje się kolejna impreza? - zapytała niemrawym głosem, odwracając głowę i spoglądając na Vivian, siedzącą z tyłu.
Westchnęła tylko, gdy Chaz zapytał ją o powód wizyty. Ile razy miała się jeszcze tłumaczyć? Już miała coś odwarknąć, ale jakiś głosik w jej głowie podpowiedział jej, że przecież jest mu winna wyjaśnienia. Nie miała więc wyboru.
-Wyszłam z domu, przez bramę przeszłam na piękne oczy i przepustkę dziennikarską, a potem weszłam do Violatora - zaczęła swoją opowieść, starając się jak najbardziej ją streścić - Spotkałam się z przyjaciółką, znamy się już... jakiś czas.
Oczywiście, że to było niewinne kłamstwo, ale przecież nie mogła im, do cholery, powiedzieć, że podrzuca do getta rzeczy pierwszej potrzeby. Oboje pracowali dla Coin i jak bardzo by im nie ufała, wolała ich w to nie wciągać.
-Następnie pojawił się pewien znajomy Strażnik Pokoju, dawno się nie widzieliśmy, więc zamówiłam nam szkocką i mieliśmy się napić. Następne, co pamiętam to dziwny huk i otępiający ból w skroni. Obudziłam się w jakimś pokoju, z tym opatrunkiem na głowie. Potem pojawiliście się wy.

Skończyła opowiadać, pomijając cały wątek z pokojem, w którym spotkała Ashe i dwóch mężczyzn.
-Viv, wydaje mi się, że w Violatorze była jakaś Twoja znajoma. Niska, bardzo jasne włosy, jest lekarką.
Dojechali wreszcie do bramy głównej, a Rory zaczęła szperać w torebce, w poszukiwaniu dokumentów. Znalazła je i podała Charlesowi, gdyż to on znajdował się bliżej strażniczki. Dołożyła jeszcze legitymacje dziennikarską, a na usta wciągnęła uśmiech numer dwa. Milczała i pozwoliła, by to Lowell odwalił całą robotę.
Niewdzięczne, ale konieczne, gdy nie miało się przepustki.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Pią Sie 02, 2013 3:02 pm

Ośrodek szkoleniowy - główny cel wszystkich imprez.
Podsumowywał gorzko w myślach. Średnio przepadał za tym miejscem. Latem, czy zimą. Nikt nie mógł się zdecydować na coś oryginalniejszego. Ośrodek okrył się jakaś głupia chwałą i prestiżem.
- Ale nadal sądzę, że powinnaś wybrać się do lekarza. - Dorzucił oschle. Nigdy nie wiadomo, czy to co przytrafiło się Rory nie jest początkiem czegoś poważniejszego. Być może nie powinien był się wtrącać, ale miał prawo być zgryźliwy. Chociaż dziś. Do tego Carter poznała jego zachowania wystarczająco, by wiedzieć, że nie miał złych zamiarów.
Osobiście nie przepadał za szpitalami. Nawet odwiedzinami w nich. Wolał trzymać się z daleka od lekarzy i leczyć się samemu. Kompletując apteczkę i zupełnie nie stosując się do ulotek. Jak widać, szło mu to nie najgorszej. Przeziębienie, tudzież grypa odeszły jak ręką odjął… po kilku dniach. Albo po prostu nie miało ochoty dalej z nim walczyć i dało za wygarną.
- Mówi ci coś słowa bankiet i Igrzyska? - Uśmiechnął się ukradkiem i spojrzał w lusterko. - To świetnie. - Odpowiedział sobie sam.
Prawdę powiedziawszy, nie miał najmniejszej ochoty wybierać się na całą szopkę zorganizowaną przez Coin. Wolałby włączyć jakiś nudny albo stary film i posiedzieć pod kocem, przy stłumionym świetle lampki, popijać kawę. Część osób na pewno czekało na to wydarzenie z zapartym tchem. Kobiety dobierające kreacje długo, długo przed i mężczyźni przymierzający elegancie buty. Tymczasem jego największym problemem było to, że musiał, wyciągnąć nowy smoking, który kupił z myślą o weselu, jednak jeszcze nigdzie w nim nie wychodził.
Chaz wysłuchał, tym razem nieco obszerniejszych tłumaczeń. Rozbawiło go słowo „szkocka”, alkoholowy wątek przeplótł się przez tą historię. Nieważne, stłumił głupi uśmiech i powoli dojeżdżali do bramy.
Kiedy przystanęli momentalnie z butki momentalnie wyszła para Strażników. Kobieta zbliżyła się do szyby po stronie Lowella, a ten nie tracąc dobrego humoru uchylił ją.
- Dzień dobry. - Podał swój dowód, legitymacje pracownika Capitol’s oraz przepustkę. - My w celach służbowych. Przygotowujemy materiały do obszernego artykułu o Kwartale, dodatkowo załatwiam sprawy dotyczące rządu. - Spojrzał na Rory. Jasne, zaraz się wyda. Chyba nawet uprzedził Strażniczkę o kilka sekund. - Moja współpracowniczka, Aurora Carter dopuściła się niesubordynacji pojawiając się tutaj samemu. Jednakże mogę zapewnić, że to więcej się nie zdarzy i nawet w nieznacznym stopniu nie zrobiła niczego przeciwko rządowi. - Wyrecytował chłodno i zdecydowanie. Na spotkaniach z naczelnymi działów nie był taki profesjonalny. Raczej starał się utrzymać wszystko w przyjaznej atmosferze. - Konsekwencje z jej samotnej wizyty zostaną wyciągnięte, spokojnie. - Dodał i uśmiechnął się nieco w stronę niskiej kobiety.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Sob Sie 03, 2013 7:35 pm

Kamuś, przepraszam, ale nie mogłam dłużej czekać, w razie czego krzycz na mnie. ~A.

Strażniczka przejrzała dokumenty, unosząc brwi nieco wyżej na widok dowodów tożsamości Charlesa i Vivian. Kiedy jednak oczywiste stało się, że druga pasażerka przepustki nie posiada, zmarszczyła z niezadowoleniem brwi. Użeranie się z notorycznie zapominającymi (lub w ogóle nie posiadającymi) przepustek rebeliantami, nie należało do jej ulubionych zajęć.
- Cóż, panna Darkbloom i pan Lowell mają dokumenty w porządku, natomiast w sprawie panny Carter będziemy mieli pro... - Urwała, bo w tym momencie podszedł do nich trzeci strażnik. Nachylił się nad kobietą i szybko wyszeptał jej do ucha kilka zdań. Siedzący w samochodzie mogli usłyszeć jedynie nic nie znaczące urywki. - Jesteś pewien? - warknęła cicho, wyraźnie zniecierpliwiona. - Dobrze, już dobrze. Niech będzie. -Wyprostowała się, oddając wszystkie papiery z powrotem Charlesowi. - Możecie przejechać. Ale mam nadzieję, że konsekwencje naprawdę zostaną wyciągnięte. To jest zamknięta dzielnica, nie park narodowy - dodała na koniec, po czym dała strażnikom znam ręką, że mają otworzyć bramę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1915-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t1402-vivian
http://panem.forumpl.net/t1277-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t602-dziennik-vivian
http://panem.forumpl.net/t627-vivian
http://panem.forumpl.net/t2124-vivian-darkbloom
Wiek : 23
Zawód : Architekt z ramienia rządu i archiwistka w jednym
Przy sobie : Dokumenty, telefon, scyzoryk, odtwarzacz mp3, notes
Znaki szczególne : długie, rude włosy, siatki blizn na nadgarstkach, ledwo widoczne blizny na nozdrzach

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Sob Sie 03, 2013 7:50 pm

Viv zerknęła na Rory z uśmiechem.
- Annelise Harding. To ona wysłała mi wiadomość, gdzie cię znaleźć. - posłała przyjaciółce spojrzenie w stylu czym u diabła jest Violator?
Obserwowała ze spokojem Strażniczkę, która przeglądała dokumenty. W tej chwili, obchodziło ją tylko to, czy Rory zostanie przepuszczona. Najwidoczniej... Tak, zostanie. Usłyszeli to na własne uszy, kiedy Strażniczka powiedziała:
- Możecie przejechać. Ale mam nadzieję, że konsekwencje naprawdę zostaną wyciągnięte. To jest zamknięta dzielnica, nie park narodowy.
Vivian stłumiła głośny śmiech, odbierając swoje dokumenty od Chaza. Posłała mu szeroki uśmiech, zadowolona, że na siebie wpadli. Dawno nie mieli okazji pogadać.
- Parki narodowe są bardziej... zielone. - stwierdziła, gdy przejechali przez bramę. - Chaz, mógłbyś podrzucić mnie gdzieś w okolice siedziby Coin?
Skoro znalazła Rory i Charles zaofiarował się, że ją podrzuci, zaczęła myśleć o bankiecie. Sukienka była w szafie, makijaż zdąży przygotować sama... Miała nadzieję, że spotka tam przyjaciół.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Sob Sie 03, 2013 8:00 pm

O Igrzyskach wiedziała, ale o bankiecie usłyszała po raz pierwszy. Musiała jak najszybciej odrobić wszystkie kulturalne zaległości, inaczej kiepsko widziała swoją produktywność w redakcji.
Udało jej się rozgryźć minę Vivian i posłała jej w odpowiedzi swoją, mówiącą 'Naprawdę nie chcesz wiedzieć'.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że będą problemy przy okazywaniu dokumentów, ale była pełna podziwu wobec tego, jak z sytuacją poradził sobie Chaz. Spojrzała na niego z miną wyrażającą przeogromną wdzięczność i już miała zacząć się tłumaczyć, gdy strażnicy po prostu... odpuścili.
-Możecie przejechać. Ale mam nadzieję, że konsekwencje naprawdę zostaną wyciągnięte. To jest zamknięta dzielnica, nie park narodowy.
Przybrała skruszony wyraz twarzy i pokiwała gorliwie głową, ale natychmiast tego pożałowała, bo znowu poczuła lekki ból.
-Jesteście niesamowici - jęknęła, gdy wyjechali już z Kwartału i wydawało się, że są bezpieczni - Macie u mnie ogromny dług.
Miała nadzieję, że będzie mogła go spłacić jak najszybciej, nie przepadała za takimi sytuacjami. I chyba oni na jej miejscu czuliby się tak samo.
Resztę podróży postanowiła spędzić z głową na fotelu, podkurczonymi nogami i wzrokiem wpatrzonym w obrazy za oknem. Jednak ani się obejrzała, a przysnęła, a głowa opadła jej powoli na szybę.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Sob Sie 03, 2013 9:32 pm

- Znam ją. - Wypalił Chaz, kiedy auto już stało. - Raczej kojarzę… Tą całą Harding. Rozmawiałem z nią chwilę na weselu. - Dodał w celu wyjaśnienia i przywołał wspomnienia z tamtego wieczoru. - Ruen i Levittouxa, dla jasności.
Dopiero niedawno dowiedział się jak bardzo nietrafne i nietaktowne, było napisanie smsa o treści: Jak się bawiłeś? i wysłanie go do Nicka. Media huczały od wiadomości na temat tego wydarzenia, a on wybrał jakiś nudny film przyrodniczy. Na nim dało się spać, a wtedy choroba go do tego zmuszała.
Bombowo, a jak inaczej? Ewentualnie wybuchowo…
Co jasne, Strażniczka bez żadnego problemu przepuściła jego i Vivian, jednak dziennikarska legitymacja Rory mogła nie wystarczać. Raczej to za mało żeby bez żadnych wyjaśnień, czy czegokolwiek. Charles miał nadzieję, że historyjka o artykule wystarczyła. Ewentualnie zdradziłby im więcej szczegółów. Rodziny trybutów, dzień w KOLCu - coś w tym stylu. Każdy, a przynajmniej pani Coin z chęcią przeczytałaby coś pochlebnego na ten temat.
Udało się. Lowell z trudem powstrzymał się od śmiechu przy porównaniu getta do parku narodowego. Tak nietrafionych słów nie słyszał już dawno. Zabrał od kobiety dokumenty.
- Do widzenia. - Skłonił się grzecznie, posłał niewinny uśmiech i zasunął szybę. Ruszył przez otwartą bramę wprost przed siebie.
- Rory, wystarczy mój urok osobisty. - Zaśmiał się, a stres opuścił go już zupełnie. - Tak, będziesz moja dłużniczką do końca życia i będę cię wykorzystywał na wszystkie możliwe, legalne, czy też nie, sposoby. - Posłał jej uśmiech, ale bardziej przyjacielski niż ironiczny. Urodziła się w nim nadzieja, że jeszcze długo nie będzie musiał korzystać z niczyjej pomocy… z pomocy Rory głównie. Mógł ją trochę pomęczyć.
- Viv, jasne. Nie ma problemu. - Odpowiedział na wcześniej zadane pytanie. Przez jakiś czas jechali jedynie przy cicho włączonym radiu. Carter zdążyła już usnąć, a charakterystyczny głos Toma paplał o dzisiejszym bankiecie. Podczas audycji, która miała na celu spekulacje, co wydarzy się dziś, zupełnie nudny głos Mimi opowiedział o sytuacji na drogach i warunkach atmosferycznych.
- Jak się masz? - Zapytał rudowłosej zerkając w lusterko. - Przygotowania do Igrzysk są dla ciebie tak samo męczące? Co porabiałaś w ostatnim czasie?
Z dmuchawy wydobywało się wręcz gorące powietrze, a cała trójka była w kurtkach i płaszczach. Mężczyzna znacznie zmniejszył intensywność wypluwanego przez samochód powietrza.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1915-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t1402-vivian
http://panem.forumpl.net/t1277-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t602-dziennik-vivian
http://panem.forumpl.net/t627-vivian
http://panem.forumpl.net/t2124-vivian-darkbloom
Wiek : 23
Zawód : Architekt z ramienia rządu i archiwistka w jednym
Przy sobie : Dokumenty, telefon, scyzoryk, odtwarzacz mp3, notes
Znaki szczególne : długie, rude włosy, siatki blizn na nadgarstkach, ledwo widoczne blizny na nozdrzach

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Sob Sie 03, 2013 9:51 pm

- Dzięki, Chaz - posłała mężczyźnie szeroki uśmiech i odwróciła głowę w stronę Rory.
Jej przyjaciółka spała, najwidoczniej zmęczona wydarzeniami, jakie ją zapewne spotkały. Podczas snu, Rory wyglądała jak mała, niewinna dziewczynka, co rozczulało Vivian. Radio brzęczało cicho, leciała jakaś audycja o zbliżających się Igrzyskach i poprzedzającym je bankiecie. Zdaniem wielu, zapowiadała się wspaniała impreza.
- Wiesz, czuję się trochę przemęczona. Projektowanie areny dało mi się w kość, spędziłam nad nią sporo czasu... - westchnęła cicho i zerknęła na Chaza. - Mam wrażenie, że śnią mi się przez to paskudne koszmary.
Zastanawiała się, czy powiedzieć Charlesowi, co zaszło w kinie. Ale Charles powtórzyłby to Nickowi, a Nick... Nick to Nick, na pewno zacząłby się o nią piekielnie martwić.
- Przygotowania idą, chociaż... Nie byłam jeszcze zobaczyć, jak wygląda w trakcie tworzenia, ale pewnie będę musiała... Coin wspomniała coś o tym, że Organizatorzy chcą mieć ze mną stały kontakt. No i zawsze zostaje mi projektowanie domu dla pani prezydent...
Cieszyła się z tego, że spotkała Charlesa. Nie rozmawiali ze sobą dość dawno, bo oboje byli zazwyczaj zbytnio zabiegani.
- Wiesz... - zająknęła się na chwilę. - Byłam ostatnio w kinie. Była tam lekka... Zadymka. Jakiś facet wniósł na salę pistolet i strzelił w sufit, nie wiem, czemu to miało służyć.
Celowo pominęła resztę. Jak zresztą miałaby to powiedzieć? Wiesz, Chaz, poszłam sobie na film do Silver Screen, poznałam sympatyczną dziewczynę, podpadłam babce w ciąży, pokazując jej palec przyjaźni... I... No wiesz, ten facet celował we mnie. Niby nie miał pocisku w magazynku, albo wystrzelił z opóźnieniem, ale wiesz... to zrobiło swoje...
Lowell zahamował nagle i Viv zorientowała się, że są już pod siedzibą.
- Jejku, Chaz, jesteś nieoceniony!
Rudowłosa ucałowała policzek śpiącej Rory i wysiadła z auta, po czym posłała Charlesowi buziaka.
- Wiszę Ci przysługę!

//zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Sob Sie 03, 2013 10:35 pm

Doskonale rozumiał o czym mówiła, sam ostatnio spędził więcej czasu w Capitol’s niż ustawa przewidywała. Jechał po prostej, więc mógł się nieco odprężyć. Wysłuchał jej do końca.
- Chyba doskonale wiem o czym mówisz… - Zaczął powoli. - Ostatnie kilkadziesiąt godzin spędziłem w swoim gabinecie. Paradę oglądałem jedynie w laptopie. Nawet prosiłem kogoś żeby podrzucił mi jedzenie, które zamawiałem przez telefon. Tak, schodzenie to schodach to zbyt dużo. Tak samo, jak zbyt dużo, to cała gazeta dla jednej, niedoświadczonej osoby… Pomijam już fakt braku prysznica i innych cudownych udogodnień, jakimi jest poduszka. Ale kto ma czas na spanie? - Zaśmiał się, jednak rozbawiło go coś zupełnie innego. - Coin szuka sobie chatki? Znaczy, biedna. Jeszcze się nie umeblowała. - Westchnął ironiczne. Igrzyska mogły wykończyć wszystkich, ale co tam. Przedstawienie było przedstawieniem. Charles trochę żałował, że nie obejrzy wywiadów. Raczej, pogodził się z tym, kiedy tylko została wydana decyzja o bankiecie w ten sam dzień. Zawsze lubił tą część najbardziej. Przygotowania pochłaniały wszystko. Ale od czego istniał internet, nagrania w sieci i powtórki?
- Ha… co? - Zmarszczył nieco brwi. - Ale. Dobra. W moim środowisku można dowiedzieć się ciekawych rzeczy, ale wątpię żeby to się jakoś z tym w kinie łączyło… - Przeanalizował to w myślach. Przecież nie wszystkim podobały się rządy Almy, jednak nikt o zdrowych zmysłach, nie rozpocząłby obalenia rządu od strzelaniny w kinie. Nie zapytał, czy Darkbloom w jakimś sposób ucierpiała. Na pewno nie, odpowiedział sobie sam w myślach.
- Pewnie ktoś nie ma zajęcia… albo sprzedano mu nie ten napój. Albo nie mógł patrzeć na monotonną twarz któregoś z aktorów. - Podsumował bez wyrazu. Raczej nie było powodu żeby martwić rudowłosą, tym bardziej, że pracowała blisko Coin. Powoli dojeżdżali na tereny siedziby.
- Wszyscy wiszą mi jakaś przysługę. - Uśmiechnął się pod nosem. - To jakieś cholerne fatum! - Zawołał cicho żeby nie obudzić Rory. - Trzymaj się… Do zobaczenia potem. O ile uda mi się ubrać w coś Nicka. - Albo on ubierze się w coś sam.
Zawsze można było się łudzić, że pamiętał. Nadzieja matką głupich! Chaz odprowadził Vivian wzrokiem i znów przycisnął pedał gazu. Bez kontaktującego, świadomego pasażera mógł się bardziej rozpędzić. Prędkość była wspaniałą rzeczą. Trochę jak wolność i niezależność. Przy okazji adrenalina lekko podnosiła się. Niedługo potem stali już pod miejscem, w którym mieszkała Rory.
- Wstawaj śpiochu… - Zwrócił się głośno w jej stronę i nieco potrząsnął jej ramię. - Musisz się zrobić na bóstwo przed bankietem.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Nie Sie 04, 2013 1:03 am

Biję się w pierś za tego gniota poniżej.

Miała bardzo przyjemny sen. Śniła jej się Trzynastka, jej roześmiana mama, która wyglądała na zdecydowanie młodszą, niż zapamiętała ją Rory. Byli w ich kwaterze, a pani Carter przygotowywała dla córki i Rufusa kanapki z serem białym i dżemem. Nie było to realne wspomnienie, bo przecież posiłki jadali zawsze w stołówce, a porcje były odgórnie przydzielane. Możliwe więc, że panna Carter śniła po prostu o lepszych czasach, za którymi tęskniła na co dzień.
Obudził ją głos Charlesa i poszturchiwanie w ramię, a gdy tylko otworzyła oczy, ujrzała przez szybę swój dom. Podniosła lekko nieprzytomny wzrok i spojrzała na mężczyznę, który uratował jej dzisiaj tyłek, a może nawet coś więcej.
-Esteśmyuż? - powiedziała zaspanym głosem, przecierając oczy i powoli wracała do rzeczywistości.
Brakowało jej słów podziękowania, zaciągnęła dziś u Lowella ogromny dług. Odwróciła się i zauważyła, że Vivian nie było już z nimi, musiała wysiąść jakiś czas temu.
-Jeśli tylko będziesz w potrzebie, nie wahaj się zadzwonić - oznajmiła, spoglądając na niego wdzięcznym wzrokiem, a potem miała sięgnąć po torbę i szalik i wysiąść z samochodu, gdy nagle zdała sobie sprawę, że... nigdzie nie ma szalika. Schyliła się pod swoje siedzenie, odwróciła i przeczesała wzrokiem tył samochodu, jednak nie mogła go znaleźć.
-No cholera jasna - jęknęła, zaglądając z nadzieją do torebki - To chyba jakieś fatum. Zostawiłam szalik mojej mamy w Violatorze.
Spojrzała na Charlesa błagalnie, ale nie ośmieliła się go o to poprosić, już wystarczająco się dla niej dziś poświęcał. Humor natychmiast się jej pogorszył, a mężczyzna na pewno to wyczuł, ale nie padło już więcej żadne słowo.
Zacisnęła usta i spuściła głowę, pozwalając sobie na chwilę słabości. Nie była typem dziewczyny, która użala się nad sobą cały czas, jednak wydarzenia dzisiejszego dnia nie mogły napawać optymizmem. A gdyby tak jeszcze sięgnąć wstecz... nic jej nie wychodziło, począwszy od związków po próby utrzymania przyjaźni. Coś było nie tak i należało to przemyśleć. W nocy. Z butelką wina.
Nadszedł jednak czas pożegnania, na które Rory dziwnie straciła ochotę. Wolała spędzić z mężczyzną choćby minutę więcej, niż udawać się teraz do pustego mieszkania.
-No to... będę już lecieć. Jeszcze raz wielkie dzięki - mruknęła, odpinając pasy.
Dosłownie na sekundę przed wyjściem z auta, naszła ją przemożna ochota uściskania Chaza na pożegnanie. Cofnęła się i wyciągnęła ku niemu ręce, obejmując go za ramiona tak, że jej głowa wylądowała tuż przy jego obojczyku, a gdy ją podniosła...
Ani teraz, ani później, gdy już siedziała bezpiecznie w domu, nie mogła dojść do tego, co ją podkusiło, by go pocałować. Po prostu przycisnęła jego wargi do swoich, mocno, gwałtownie, a chwilę później odsuwała się od niego z szokiem wymalowanym na twarzy.
Serce waliło jej z zawrotną prędkością, a Rory powoli zaczęła zdawać sobie sprawę z głupoty, jaką popełniła. Podniosła dłoń do ust i zdołała wyszeptać tylko ciche 'Przepraszam', a następnie wyskoczyła z auta i czym prędzej pobiegła do mieszkania.

| zt




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   Nie Sie 04, 2013 3:21 pm

Jeśli nie musicie tego czytać to naprawdę tego nie róbcie…
Zaspani ludzie byli zabawni, sam był zabawny, kiedy budzik brutalnie wyrywał go ze snu.
- Esteśmy. - Powtórzy po swojej znajomej, ewidentnie ją przedrzeźniał. Zaśmiał się cicho pod nosem. - Tak skarbie. Trochę pospałaś, Viv wysiadła… jakiś czas temu. - Poinformował Carter, która wydawała się mu być zdziwiona brakiem przyjaciółki.
- Jestem tak ubezpieczony, że przyszłe pokolenia będą mogły korzystać z waszych przysług. - O ile miał mieć kiedykolwiek dzieci i rodzinę…
Lowell zerknął na zegarek, który akurat dziś założył. Miał jeszcze sporo czasu żeby załatwić kilka spraw. W tym może podjechać do KOLCa po szalik. Sentymentalność to zabawna sprawa, tak samo, jak przywiązanie do rzeczy. Ale w pewnym sensie ją rozumiał. Posłał jej porozumiewawcze spojrzenie i uśmiech. W niedalekiej przyszłości na pewno Chaz go oddał. Tylko, najpierw musiał po niego pojechać. Ale to po wizycie w redakcji. Znała go trochę czasu, na pewno go zrozumiała.
Rory nagle posmutniała, mężczyzna miał zapytać o co chodzi, jednak nie zdążył. Dziewczyna zbliżyła się do niego w celu przytulenia, jednak nie skończyło się to jak zwykłe, przyjacielskie przytulanie. Jej wargi przywarły na krótki moment do jego ust.
Krótki pocałunek, ledwie słyszalne przepraszam i Carter uciekła z auta jak poparzona z przerażeniem na twarzy. Aż tak źle to chyba nie całował. Szkoda tylko, że nie taka myśl przeleciała mu przez głowę.
„Ale nie mogę pocałować dymu, nie całując kobiety.”
Zwykłe zdanie z jakieś starej książki, którą okazję miał czytać na studiach. Na początku przeczytał ten fragment zupełnie bez większej fascynacji, ale po kilkudziesięciu stronach w wrócił do niego jeszcze raz… i jeszcze raz. Właściwe ono opisywało sytuacje idealnie. Z małym wyjątkiem… Chaz musiałby być kobietą i aktualnie nie palił. Dodatkowo na pewno nie był blond Irlandką o jasnej cerze, a to kilka zdań, po poznaniu dawnego, smutnego świata miało ogromne znaczenie. Przynajmniej Lowell tak rozumiał ten fragment. Od tamtej pory ludzie palący samotnie na ulicy wydawali się być dla niego w pewien sposób wyjątkowi.
Paląc otaczali się siwą mgłą. Być może pokazywała ona pancerz za jakim się kryli, być może tworzyli swoją małą, ciasną rzeczywistość. Taką jaką naprawdę chcieli widzieć i znać. Nie wszyscy pali ze względu na głód nikotynowy. Prawdziwość bliskość szczęścia, stworzonego przez siebie świata. Chwila odpoczynku i wytchnienia od nudności i monotonii.
Teraz, czy wcześniej, nic się nie zmieniło. Świat nadał był ponury, a dym papierosowy nie uciekał wolniej. W całym zabieganym świecie może nawet działo się to szybkiej. Dym starał się ścigać czas, nie wolniej niż ludzie… biegł nie zważając na nic i nikogo. Wiatr zdmuchiwał go na wszystkie strony i wtedy znikał już na zawsze tak samo jak chwile, momenty, całe nasze życie.
Bo nasze życie nie było i nigdy nie będzie niczym wyjątkowym.
Było chwilą spędzoną na ziemi, bez jakiegoś większego wkładu dla ogółu. Jeśli ci się udało, o twoim nazwisko pamiętało więcej niż kilka osób przez pierwszy rok.
Było Momentami płaczu i śmiechu, uśmiechów i kłamstw, szczęścia i miłości, złości i nienawiści. Przez te wszystkie lata, wszystko się mieszało. Tworzyło coś, co powszechnie określano mianem życia.
Czy można było je przeżyć dobrze? W jakimś stopniu tak. W małym nieznaczącym stopniu. Sięgając pamięcią wstecz zawsze znajdzie się sytuacja, którą chcemy ukryć. Nawet przed swoim umysłem. Błędy, nieodpowiednie wybory. Chyba nikt nie mógł powiedzieć o swoim życiu, że było idealne i zawsze postępował tak jakby chciał. Słowo dobre, często było naciągnięte. Ludzie chcieli żeby było dobrze, by historie miały dobre zakończenia. Ludzie są dobrzy z natury, boją się czegoś trudniejszego. U schyłku życia okłamują siebie, że było dobrze. Stają na krawędzi, przed przepaścią i ślepo wierzą, ze było dobrze.
- Oboje jesteśmy zmęczeni. Ucieknijmy, zaśnijmy w swoich ramionach pod niebem pełnych gwiazd… - Zaśpiewał jakiś mężczyzną szarpiąc struny gitary, która wydawała z siebie ciche, rytmiczne pomruki. Najwidoczniej była to stara piosenka, bo jej jakoś nie cechowała się czystością dzięków.
A może to on chciał pocałować Rory? Może dawał jej jakieś znaki, tyle, że nie strawiło mu to przyjemność. Rozejrzał się dookoła, kiedyś już był w podobnym miejscu. Znajoma dawno schowała się za drzwiami. Jedno ze wspomnień, które postanowił opisać w swojej książce obiło mu się o ściany czaski.
Jeszcze w czasach przed studiami wracał w nocy do domu z kina. Wybrał się na jakiś niezbyt ambitny film, po prostu dla rozluźnienia. Jednak nie to było najważniejsze, a raczej to kogo zobaczył po wyjściu z kina.
Dziewczyna w jego wieku miała na sobie bluzkę w kwiaty i jasne spodnie. Na jej głowie, rozczochrane i pocieniowane, nieco zniszczone włosy od eksperymentów z farbami, przyjmowały nieokreślony kształt. Wyszła, a może wybiegła z kilka z rozmazanym makijażem. Po jej policzkach płynęły łzy. Albo nie wybrała odpowiedniego filmu, albo… pierwsze, co przyszło wtedy Charlesowi na myśl to, że skończyła z czymś ważnym. Wyjęła z torebki papierosa i odpaliła. Próbowała się uspokoić wciągając dym, jednak nie za dobrze jej to szło. Nerwowo rozglądała się dookoła. Wtedy jeszcze jako nastolatek podszedł do niej i podał chusteczkę.
„Myślę, że nie może być tak źle. Wiesz, życie potrafi dać nam w dupę jeszcze bardziej. Małe kryzysy czynią nas silniejszymi.” Powiedział od niej, a on tylko uśmiechnęła się i wytarła oczy. Podziękowała łkając i przebiegła przez ulicę, ponieważ jej autobus już prawie odjeżdżał. I już nigdy więcej jej nie zobaczył…
Teraz gapił się na prawie pustą ulicę, sięgnął po papierosa i starał się odgonić wszystkie myśli związane z tym co zaszło między nim, a Rory. A właściwe sytuacją, którą stworzyła ona sama. Może te wszystkie plotki nie były takie naciągane. Może ona czuła do niego coś więcej? Może.
Uchylił okno, a do środka dostała się spora ilość chłodnego, mroźnego, lutowego powietrza. Prawdziwa awangarda dla płuc i organizmu. Dym papierosowy i zimowe powietrze. Chaz czuł się… Nie wiedział jak się czuł, ale ta czynność sprawiała mu przyjemność. Drażnienie nozdrzy i płuc…
Tak samo nie wiedział jaka była ta cała sytuacja… Dziwna, przerażająca, dająca do myślenia?
Nie. Nieco mokra.
    | Zt. Redakcja Capitol’s, gabinet redaktora naczelnego.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Autko Charlesa   

Powrót do góry Go down
 

Autko Charlesa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Komunikacja :: Transport :: Samochody i motocykle-