IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
#1 - Page 2

 

 #1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: #1    Czw Lip 04, 2013 8:10 pm

First topic message reminder :



Kiedy tylko tarcze wynoszą trybutów na powierzchnię, ukazuje im się widok, którego raczej się nie spodziewali.
Róg Obfitości wznosi się dokładnie pośrodku parkingu przed niemalże idealną repliką największej szkoły w Kapitolu, do której - z całą pewnością - uczęszczał niejeden z tegorocznych trybutów. Najciekawszy jest jednak nie Róg, ani budynek, a widok, jaki rozciąga się dookoła.
Przekaz Organizatorów jest aż nadto jasny. Na pierwszy rzut oka, arena wygląda jak odzwierciedlenie Kapitolu, ale ktoś, kto mieszkał w stolicy od dziecka, od razu zorientuje się, że to tylko pozory. Trybuci są co prawda otoczeni przez fragmenty miasta, ale te stanowią swoistą mozaikę najważniejszych bądź najbardziej popularnych lokacji, ułożonych jednak - teoretycznie - w sposób całkowicie losowy. Co więcej, widać wyraźny podział na część wschodnią i zachodnią. Ta pierwsza przedstawia Kapitol zniszczony wojną, częściowo zburzony i miejscami wciąż dogasający, druga natomiast pochodzi z okresów jego największej świetności.

    Dostępne drogi:
    - północ
    - południe
    - wschód
    - zachód
    - wnętrze szkoły


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the victim
avatar
Wiek : 17 lat
Zawód : Uczennica

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 3:59 pm

Pora się zmywać. Szansa, by mogła coś jeszcze porwać będąc niezauważoną była znikoma. Spojrzała na Freddiego.
- Idziesz? - Zapytała, aczkolwiek nie czekała na odpowiedź. Po prostu się odwróciła. Zarzuciła plecak z jego zawartością plus z dodatkowymi przedmiotami na plecy. Śpiwór przyczepiła do plecaka, żeby nie obijał się o nogi i nie zaginął po drodze. W dłoni trzymała nóż. Na razie będzie musiało jej to wystarczyć, bo nic nowego nie dorwie.
Rzuciła się biegiem w stronę południową i już po kilku chwilach zniknęła z widoku.

// południe, gdziekolwiek to jest.


Illisa De'Ath | 17 lat | trybutka

3 paczki z jedzeniem | butelka z wodą | 2 małe ząbkowane noże | śpiwór | plecak nr 1 | 2 butelki z jodyną | butelka z wodą utlenioną | latarka | kompas | bandaż
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Zawód : trybut

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 4:53 pm

Lee przez chwilę przyglądał się wszystkiemu. Wydawać się mogło, że cały czas zwolnił na te kilka długich uderzeń serca. Widział jak wszyscy ruszają, gotowi do walki o własne życie. On jednak jeszcze stał na podeście, obserwując całą okolice oraz ruchy innych trybutów. Jego mięśnie były napięte i gotowe do skoku. Niczym zawodowy sprinter czekający na odpowiednią chwilę. Szybko, przeczesał wzrokiem najlepszą i najkrótszą z możliwych dróg do przedmiotów, które nie były oblegane. Ważne było również, aby omijać trybutów na tyle, na ile to jest możliwe. Nie wiadomo bowiem, kto znajduję się w sojuszach. Teraz mógł być pewny tylko jednego, musi przetrwać.
Głęboki wdech... Prawo, lewo aby zabrać, krótki miecz. Potem prosto do zapałek i paczki z żywnością. Następnie znowu w prawo ku wschodowi i linie... Dobra, czas ruszać.- napominał sam siebie układając błyskawicznie w głowie plan drogi i obserwując poruszających się trybutów.

W jednej sekundzie ruszył, sprintem według trasy, którą sobie wytyczył. Nie zatrzymywał się przy innych przedmiotach. To by go tylko spowolniło, nie potrzebował ich. Adrenalina uderzała w jego ciele, jeszcze bardziej zwiększając jego prędkość i czujność. Nie miał bowiem zamiaru dać się zabić. Gdy biegnąc łapał po kolei wszystko co uważał za stosowne, kątem oka, obserwował innych. Wolał nie musieć teraz z nikim walczyć. Pojedynki przy rogu były, głupotą i dla tego najlepiej było ich unikać. Zwłaszcza, tacy jak on, nie będący z sojuszu.

WSCHÓD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t628-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t630-katygorycznie-zapraszam
http://panem.forumpl.net/t1381-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t1363-brand-new-holophone
Wiek : 15

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 5:04 pm

Kiedy musiała założyć na siebie ten dziwny mundurek, uniosła wysoko brwi. Nosiła taki w szkole. Zawsze uważała, że jest na maksa niewygodny, ale ten konkretny wydawał się wręcz stworzony dla niej. Potem tuba zabrała ją w górę. Kiedy jej oczom ukazał się Kapitol, przez sekundę pomyślała, że może to wszystko to jednak był tylko zły sen. Potem jednak zobaczyła, że ten nowiutki, lśniący Kapitol sąsiaduje z tym zniszczonym wojną. Zobaczyła innych trybutów i Róg Obfitości. I szkołę. Kiedy coś nagle wybuchło, serce Katy zamarło, po czym puściło się szalonym tempem.
3.
2.
1.
Wszyscy nagle zbiegli z podestów, zaczęła się szarpanina. Katy rozglądała się, jak ogłuszona. Nic do niej nie docierało. Ładnych parę sekund zajęło jej ocknięcie się z otępienia. Ładnych parę sekund, które mogły później kosztować ją życie.
Zeszła z podestu i złapała leżący najbliżej plecak, następnie schwyciła zapałki, paczkę z jedzeniem, ominęła przydymione szczątki trybutki, która za wcześnie opuściła pozycję i pobiegła po latarkę i buteleczkę wody utlenionej.
Nie zdążyła dostać się do żadnej broni!
Nie zastanawiając się wiele, puściła się biegiem w kierunku szkoły. Nie miała szans na przetrwanie z dala od wszystkiego, a budynek był na tyle duży, że istniała szansa, że nikt w tym harmidrze nie zauważy jej, przecież do tej pory i tak nikt nie zwrócił na nią uwagi, pewnie nawet nie znali jej imienia. Mogła się ukryć w jednym z pomieszczeń i czekać na bardziej pomyślny rozwój wydarzeń.




Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie
Arioch"


Rosemary Garroway napisał:
[11:42:45] : Katy Cię Popieści, Torture Inc., Panem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 12 lat
Zawód : Trybutka

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 5:24 pm

Chwyciła w piąstkę łańcuszek od taty, który jakimś cudem udało jej się przemycić na Arenę i wpatrywała się w Cordelię zajętą... ograbianiem Connora. Pomyślała sobie, że jej brat nie chciałby, żeby Atena czekała na śmierć. Wstała z trawy i rozejrzała się po terenie. Część trybutów już uciekła, część była zajęta sobą... sprawdzali plecaki i tak dalej.
Wiedziała, że nie wygra, bo nie będzie zabijać, ale może chociaż spróbować...
Szybko zastanowiła się czego potrzebuje najbardziej. Jedzenie, jakieś lekarstwa, woda... Bronią i tak nie umiała się posługiwać. Wzięła głęboki wdech i pobiegła.
Złapała szybciutko paczkę z jedzeniem, zestaw bandaży, wodę utlenioną, zapałki i plecak z numerem 6. Woda była za daleko, bała się podbiegać do innych.
Korzystając z nieuwagi pozostałych odbiegała tak daleko jak tylko się dało. Następnie swoje znaleziska częściowo spakowała do plecaka, częściowo do kieszeni. Zerknęła jeszcze przez ramię na Connora i uciekła. Nie... nie umiałaby zabić.

/zachód[/b]



Atena Sky



12 lat ❀ ukochana córeczka tatusia


paczka z jedzeniem * zestaw bandaży * woda utleniona * zapałki x2 * śpiwór * płaszcz przeciwdeszczowy * paralizator.


Ostatnio zmieniony przez Atena Sky dnia Pią Sie 23, 2013 2:19 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 5:37 pm


    Katy: prosiłabym jeszcze o podanie numeru wziętego plecaka; piszę tutaj, żeby nigdzie nie umknęło. c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t215-hope-blue-flickerman#365
http://panem.forumpl.net/t424-panna-hope?highlight=hope+flikerman
http://panem.forumpl.net/t1308-hope-flickerman?highlight=hope+flikerman
http://panem.forumpl.net/t1370-hope?highlight=hope+flikerman
Wiek : 12
Zawód : przegrzebywacz brudów, stalker, detektyw, piromanka
Przy sobie : gaz pieprzowy, zapalniczka

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 7:47 pm

Jeden bardzo głęboki oddech i metalowa tarcza powoli wynosi Hope w górę. W jej głowie obijają się słowa wczorajszej rozmowy z siostrą. Musiała wyrzucić je z głowy. Rzeź była rzezią. Cechowała się swoimi zasadami, a właściwie ich brakiem…
Wszystko będzie dobrze. Kocham cię, Blue.
Przypomniała sobie ostatnie słowa wypowiedziane do siostry i już stała w okręgu, wraz z pozostałą dwudziestką trójką. Wszystko miało się rozpocząć tuż za moment, już za chwilę.
Pięćdziesiąt.
Obraz przed jakim została postawiona mocno ją zaskoczył. Szkoła, do której niegdyś chodziła. Właściwe, to nie udało jej się nigdy ukończyć. Po jednej stronie nowe budynki, a po drugiej zniszczona część miasta.
Co. To. Jest?
Czyżby arena miała z nich zadrwić? Pokazać, że tak naprawdę nie znali swojego miasta i nigdy go tak naprawdę nie poznali. Zaraz. Jakiego miasta? Przecież przy szkole nie było tych budynków. Ani tych ruin.
To tylko fragmenty. Zupełnie nie pasujące do siebie urywki.
Dziesięć.
Dziewczynka posłała Blue uśmiech i bardzo, żałowała, ze ona nie mogła go zobaczyć. Choć może to on miał dodać, tylko jej otuchy. Ustawiła się do pozycji startowej, by zabrać, to co zdążyła sobie upatrzeć.
Trzy.
Dwa.
Wybuch.
Jeden.
Cokolwiek się nie stało, Flickerman nie mogła zarejestrować zdarzenia. Puściła się pędem w stronę porozrzucanych przedmiotów. Szybko znalazła się przy stosie rzuconych luźno rzeczy. Zaczęła zabierać to, co wydawało się być potrzebne. A raczej, to co leżało obok niej. Dwie paczki zapałek, dwie paczki z jedzeniem, butelkę jodyny, buteleczkę wody utlenionej, noktowizor, w czymkolwiek miałby jej pomóc i… plecak. Plecak z numerem dwa.
Numer Blue.
Blue. Właśnie. Co z nią? Rozejrzała się dookoła, jednak ani śladu drugiej z sióstr Flickerman. Przez głowę przeleciała jej pewna myśl i od okropności tej wizji zabolało ją jej małe serce. Czyżby ten wybuch… Nie.
- Cholera. - Wypaliła momentalnie. Wszyscy tak mówili, gdy byli w sytuacjach kryzysowych. Miałą nadzieję, że to opanowało jej emocje. Jednak to, że nie mogła dostrzec Theo w pobliżu złagodziło jej obawy bardziej niż cholera. On musiał ją gdzieś zgarnąć. Trybuci zbliżali się do niej, musiała ruszać. Pobiegła jak najszybciej przed siebie, nie miała możliwości zabrać już cokolwiek innego. Istniała szansa, że ona zajdzie Theo oraz Blue. O ile przeżyje i nikt jej teraz nie zaatakuje.
O ile przeżyje potem.
    | Wschód i przedstawienie czas zacząć.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : Prawie 18 lat
Zawód : Dawniej piosenkarka, obecnie trybutka

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 8:00 pm

Wszystko działo się szybko i nawet nie miała czasu, aby pomóc Cordelii czy skupić większą uwagę na Bookerze. Jej uwagę zwrócił jedynie wzrok chłopaka sugerujący jedno, dlatego uśmiechnęła się do niego szeroko i wepchnąwszy własny miecz do dłoni przez przypadek kalecząc mu rękę, chwyciła po mniejszy i ruszyła w pogoń za Rosaną, która chyba w tym samym momencie zamierzała umknął z grona gościu przy rogu Obfitości. Miała ochotę rzucić w jej kierunku coś złośliwego, ale zamknęła usta. Uznała, że nie zamierza zdradzać się z atakiem, jeszcze nie...
Cięła prosto w jej klatkę piersiową, co prawda tą najłatwiej osłonić, ale mimo wszystko zdawało się, że dziewczyna nie spodziewała się ataku. ale Lorin nie zamierzała czekać na jej reakcję, bez względu na to czy atak powiódł się, czy nie, zamachnęła się kolejny raz skupiając się na tym, by odciąć jej głowę/poderżnąć gardło.
Nie zastanawiała się nad tym, co robi, to był czysty impuls. Oczywiście widziała uciekającą Hope oraz rozpłakaną Atenę, ale one nie były dużym zagrożeniem, a przynajmniej nie tak druga. Potem ją dorwą i zabiją. Tak będzie. A Hope... trzeba będzie uważać, mimo wszystko, ale nie stanowiła wielkiego zagrożenia. Gdzieś w oddali ujrzała też Katy, ciemnowłosą dziewczynę, która także, zdawało się, umknęła od ostrza sprawiedliwości.
Ktoś jeszcze...? Dlaczego Booker stoi i, cholera, nic nie robi?
Co za dupek.


jagody, latarkę, ząbkowany nóż x2, zapałki i butelkę wody utlenionej, mały zestaw bandaży i plastrów, woda, krótki miecz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 8:22 pm

Miał plan. Całkiem niezły, choć pewnie niepozbawiony wad. Gdyby wszystko poszło dobrze, kilka osób zdołałoby uniknąć rzezi pod Rogiem, a Blue i Hope byłyby względnie bezpieczne. Gdyby tylko wszystko poszło dobrze...
Ale nie poszło, a Theo wiedział to już od momentu, gdy ujrzał Blue na tarczy. Wydawała mu się dziwnie spokojna, jakby doskonale wiedziała, co robi. Chłopak zdążył wykrzyknąć jej imię, ale został całkowicie zagłuszony przez wybuch. Blue zeszła z tarczy za wcześnie. I Theo był pewien, że zrobiła to specjalnie.
Rozbrzmiał gong, jednak Madden był zbyt poruszony śmiercią swojej małej przyjaciółki. Wciąż wpatrywał się w pozostałości jej tarczy, w tę chmurę pyłu, która wznosiła się do góry. Gdzie była Hope? Czy zauważyła co stało się z jej siostrą?
Rozejrzał się szybko, chaotycznie, czuł coraz bardziej narastającą panikę. Zbiegł wreszcie z tarczy, ale w stosunku do reszty trybutów pozostawał w tyle. Postanowił zebrać wszystko, co znajdzie na swojej drodze i przede wszystkim odszukać Hope. Najbliżej niego znajdowały się butelka z wodą i paczka z jedzeniem, więc czym prędzej upchnął je w kieszeni kurtki i biegł dalej, rozglądając się za panną Flickerman.
Gdzie ona jest, do cholery?
Ktoś na niego wpadł, o kogoś się potknął, jednak Theo w tej chwili był skupiony tylko i wyłącznie na szukaniu wzrokiem Hope. Udało mu się wyrwać paczkę zapałek z rąk jakiegoś dogorywającego trybuta, ale zorientował się też, że był już prawie przy samym Rogu, a dziewczynki nigdzie nie było. Dzieciaki biegały dookoła, niektóre dobierały się w sojusze. Ktoś krzyknął, ktoś płakał, ale Madden miał to gdzieś. W oddali mignęły mu nagle jasne włosy.
Amanda?
Otrząsnął się szybko i chwycił plecak. Czwórka. Dystrykt, z którego pochodził on i Rosana. Zdążył jeszcze sięgnąć po ząbkowany nóż, gdy nagle zauważył dziewczynę, o której wspomniał przed chwilą. Rosana starła się z Lorin, która teraz atakowała ją mieczem, stanowczo zbyt wielkim, jak na swoją posturę.
Wściekłość, którą odczuwał już od kilku dni, wreszcie wzięła nad nim górę. Natychmiast rzucił się w kierunku walczących, pragnąc uratować Rosanę i jak najbardziej skrzywdzić Lorin. Nie chciał jej zabijać, ale tej fałszywej, podłej dziewczynie należała się nauczka.
Gdy zamachnęła się, podszedł ją od tyłu, złapał ją za nadgarstki, próbując wygiąć ręce i wyrwać z nich miecz. Jednocześnie spróbował podciąć jej nogi, bo Lorin leżąca na ziemi była zdecydowanie mniej groźna. Miał nadzieję, że Rosanie nic nie jest, a także, że Hope zauważy zamieszanie, ukryje się gdzieś, a potem znajdzie go, gdy jatka przy Rogu już się skończy.

No to... chyba poproszę o MG, bo to się liczy jako pojedynek.



Odszedł na zawsze.
Pozostawił po sobie prawie-żonę Hope, niedopieszczonego Bookera i Amandę, z którą nie zdążył poukładać wszystkich spraw. Tyle pięknych dram. Los od początku mu nie sprzyjał.
Dołączył do grona Gnijących Panów Młodych, pozostawiając shipy ze sobą zarówno w HoFie, jak i w HoSie. Czyli można powiedzieć, że swoje zrobił.








Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18 lat
Zawód : brak

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 8:27 pm

Mam serce w gardle. Wyjeżdżam na arenę i czuję się jeszcze gorzej. Pewnie zejdę na zawał, nim skończy się odliczanie.
Zaciskam zęby, a licznik wybija zero. Rzucam się biegiem przed siebie, gotowy porwać w ręce jakiekolwiek przedmioty, jakie znajdą się na mojej drodze. Nie jestem wystarczająco szybki - konkurencja zabiera noże do rzucania, nim pokonuję chociaż połowę drogi. Co mi zostało? Zabrałem 1 paczkę zapałek, ząbkowany nóż, plecak z numerem 11, apteczkę z lekami i mały zestaw bandaży. W pośpiechu wpycham to wszystko do plecaka, którego zawartości nie mam czasu przeglądać. Muszę stąd uciec tak szybko, jak się da. Gnam więc na południe, podążając za Ilisą. Nie chcę z nikim walczyć, ale mimo to uparcie zerkam za siebie, czy ktoś mnie nie goni. W razie czego trzymam w ręce ząbkowany nóż. Raczej trudno będzie tym rzucać, ale lepsze to niż nic.

1 + 10 + 15 + 20 + 4
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1929-booker-rodwell#24547
http://panem.forumpl.net/t464-booker#1642
http://panem.forumpl.net/t1310-booker-rodwell
http://panem.forumpl.net/t1389-nieskromny-telefon-bukera#17174
Wiek : 17
Zawód : Szpan, detektywienie
Przy sobie : scyzoryk, zapałki, papierosy, karty do gry, alkohol
Obrażenia : litery ALT wyryte na dłoni (obrażenie trwałe)

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 9:49 pm

Gdy wydawało się że wszystko jest pod kontrolą, stabilna pozycja rozpadła się przez rzucającego się na Cordelię młodego Connora. Najwyraźniej ogarnęła go głupota - nie był na żadnym dniu treningów przez własne marzycielstwo, a combo w tym wszystkim było rzucanie się na uzbrojoną, sporo starszą Cordelię bez oręża. Dzięki współpracy z Florianem udało im się pozbyć kolejnej cząstki Trybutów.
Martwa była już jedna szósta - starszy Crane, zgładzony z ręki Illisy, drobna Nina, czego zasługi przysługują zastępczyni Sabriel, a także Blue, która najwyraźniej popełniła samobójstwo.
Możliwe że najmądrzejsza z nas wszystkich.
Gdy Cordelia była dalej, wraz z Lorin zamieniliśmy się bronią. Dziewczyna wzięła krótszy miecz, który zdobyłem pod Rogiem oraz zwój liny, gdyż ciążyłby mi on w walce. Nie mogła powstrzymać się od skaleczenia mnie, jednak wolę po prostu zignorować to. Nic nie stanie się przez jedno skaleczenie, a przynajmniej mam taką nadzieję. Przynajmniej w ranieniu mnie Lorin znalazła sobie twórcze hobby, nie to co mieszanie się w cudze relacje. Nie wnikam co zrobiła z liną, jednak prędko zabrałem spod Rogu dodatkowe łupy, w postaci paczki zapałek, a także buteleczki jodyny.
W czasie gdy zabierałem rzeczy Lorin zdążyła rzucić się do biegu za Rosaną. Równo ze mną bieg do obu dziewczyn zaczyna Theodor. Zapałki spoczywają już w kieszeni spodni, jednak w lewej ręce wciąż trzymam butelkę z jodyną, a w prawej miecz. Przystaję na chwilę, wbijając miecz w ziemię i polewam jodyną drobną ranę, na wszelki wypadek. Zakręcam butlę, wkładam do innej kieszeni i dobywam miecza, uciekając przed łasym na niego Trybutem. Najwyraźniej chciał chwycić go podczas mojej nieuwagi, jednak zdążyłem przemieścić się prędko w kierunku dwóch dziewczyn.
Przez moje zajmowanie się sobą Theo dopadł już Lorin i zaczął szarpać się z nią. Nie lubiłem obu, jednak przez chwilę przeszłą mi pewna myśl - czy naprawdę chcę go zabić? Jest jednym z najsilniejszych na Arenie, a tak naprawdę to Lorin była problemem prawie każdego na Arenie.
Ona jest moja.
Dobiegam i odrzucam Theo od trochę obezwładnionej Lorin, który upada na ziemię, przez co dziewczyna i Rosana mają wolne pole do walki. Nie ma dwóch na jednego. A Cordelia i Florian to... wyjątek.
Staram się zatrzymać Theo na ziemi, metaforycznie i fizycznie. Najwyraźniej za bardzo odpłynął w furii, ale teraz pora na rzeczywistość. Dociskam jego nadgarstki do ziemi, a raczej nogami nic nie zrobi. Mam tylko nadzieję, że wszyscy uciekną już spod Rogu i nikt nie będzie mieszał się to, co jest teraz. Ściszonym głosem staram się mówić do Theo.
Czy w tym świecie jest jeszcze miejsce na odrobinę współpracy?
- Nie zabijesz Lorin. - spoglądam konkretnym i poważnym wzrokiem, jakby próbując go uspokoić - Musisz ochronić drugą z bliźniaczek, a ja gdy znajdę się z nią sam na sam... - wiem, że to do niego przemówi, jednak czekam na ostateczną reakcję. Mogło być prawdą, że tak naprawdę zawsze liczyła się tylko Blue. Że Hope to był tylko element poboczny, który zawsze liczył się mniej, warto jednak było spróbować.
- Nie możesz zabić też mnie. - podnoszę lekko brwi. Niekoniecznie kpiąco, jednak to wydawało mi się trochę śmieszne - Kiedy kilka rzeczy dotarło do czyjejś informacji, zadbałem żeby nie wypłynęły na wierzch. To chyba nie byłoby honorowe, hm?

-----

[...] 47 - 20 - 8 + 25 = 44

44 + 1 + 5 = 50
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 10:18 pm

Lorin i Booker

Zręczne cięcie zadane przez brunetkę przyniosło oczekiwany rezultat. Koszulka Rosany była rozcięta prawie na całej długości, odsłaniając spory kawałek nadszarpniętej skóry, z której obficie sączyła się krew. Nawet gdyby w tym momencie uciekła, z takimi obrażeniami i bez odpowiedniej pomocy nie przeżyłaby zbyt długo. Cud - że wciąż trzymała się na nogach. Na dodatek nie wyglądało na to, że ma zamiar się poddać. Kiedy Lorin wykonała kolejny zamach, ta zręcznie uniknęła go. A dziewczyna dopiero teraz mogła dojrzeć, że jej rywalka również nie była bezbronna, a w prawej dłoni trzymała ząbkowany nóż.
- Ty zdziro - rzuciła na jednym wdechu i zamachnęła się bronią w jej kierunku, rozcinając materiał jej rękawa i tym samym skóry.
Zanim zdążyła zadać kolejny cios, podbiegli do nich Theo i Booker, a oboje mężczyźni już po chwili zaczęli się siłować. Odwróciło to na chwilę uwagę Rosany od Lorin. Być może liczyła na sojusz z Maddenem, bo irytacja na jej twarzy wzrosła parokrotnie. Kiedy Rodwell znajdował się nad chłopakiem, ta zręcznym ruchem kopnęła go pomiędzy żebrami, zrzucając z przeciwnika. Najwidoczniej nie usłyszała ich wymiany zdań.


Freddie

Jochan mógł może i na chwile pozostać w bezruchu na ziemi, ale kiedy Freddie spuścił z niego wzrok, ten podniósł się bez ociągania. Zanim zaatakował go chłopak, zdążył wyjąć z zestawu jeden nóż. I chociaż rana na brzuchu nie wyglądała najlepiej, a on sam krzywił się z bólu - nie chciał dać za wygraną. Z trudem - ale jednak - powalił trybuta na ziemię, przyciskając go skutecznie swoim ciałem do gruntu. Nóż przytrzymywał przy jego szyi, i jeden zręczny ruch wystarczyłby, żeby pozbawić życia jego przeciwnika. Wyglądało jednak na to, że gong obudził w nim jakieś sadystyczne zapędy.
- Myślałeś, że jesteś taki cwany, hm?
Wolnym ruchem przejechał ostrzem po jego policzku, zostawiając na nim krwawą smugę, uśmiechając się przy tym zabiegu z chorą satysfakcją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 17 lat
Zawód : trybut

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 10:27 pm

Nie mógł tracić czasu na przepychanki z Jochanem. Chciał uciec od niego, ale kiedy został przez niego powalony na ziemie i jego szyję uciskał ostry nóż, uznał, że trzeba się z nim zmierzyć. Nie zamierzał umrzeć z rąk jakiegoś poety, czy kim on tam był i to jeszcze przy rogu obfitości. Całe szczęście, że całe dzieciństwo ćwiczył boks. W sali obok odbywały się zapasy, więc miał jakąś pokaźną wiedzę na temat ogólnie sztuk walki. Szybkim i energicznym ruchem nogi kopnął chłopaka, po czym przekręcił go tak, by to on był na górze. Nadal długowłosy trybut miał w ręce nóż co było niebezpieczne, więc Freddie szybko złapał za jego nadgarstki i zaczął je wykręcać z całych sił. Naprawdę musiał zrobić temu chłopakowi coś strasznego, ale to go nie obchodziło. Wziął nóż z jego powykręcanych rąk i wbił mu sztylet zaraz pod mostkiem. Wiedział, że nie zadał śmiertelnej rany, no chyba, że udało mu się trafić w płuco. W każdym razie wstając zabrał kurtkę konającego chłopaka, który teraz marzł na parkingu, po czym profilaktycznie kopnął go jeszcze dwa razy. Najpierw w głowę, a potem w brzucho, zaraz obok rany. To co zrobił wydawało mu się na prawdę straszne. Nie chciałby, żeby ktoś tak go katował przy śmierci, ale w tamtej chwili w ogóle nie myślał. Teraz za to starał się w ogóle nie zastanawiać, czy chłopak żyje czy nie. Zebrał tylko noże i spojrzał jeszcze raz na leżącego trybuta, a potem na całą resztę parkingu. Chyba nikt się nie patrzył na to całe przedstawienie. Przynajmniej taką miał nadzieję, bo nie chciał sobie dokładać wrogów.


Freddie Lynn
©️

Ekwipunek na Igrzyskach <3
noże do rzucania + 2x butelka z wodą + zestaw bandaży + dodatkowa kurtka + zapałki + noktowizor
+ plecak nr 13 (tj. paczka z jedzeniem, pusta butelka, maść na oparzenia, scyzoryk i para zapasowych skarpet)

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 10:43 pm

Freddie

W ułamku sekundy Jochan znalazł się pod wrogim trybutem. Jego zdezorientowana mina zdawała się mówić, że w ogóle nie wyłapał momentu, w którym wydarzenia przybrały taki nagły zwrot. Spojrzał na Freddiego w niezrozumieniu, a już po chwili mógł usłyszeć nie tak cichy chrzęst łamanego nadgarstka. Adrenalina wydawała się w pewnym stopniu tłumić ból, bo zdawało się, że dopiero po pewnej chwili zorientował się, że został w ten sposób obezwładniony. Skrzywił się z bólu, ale to miał być dopiero początek, bo już za moment własny nóż znajdował się już pod jego mostkiem, przebijając organy. Wydał z siebie ciche stęknięcie i opluł własną krwią, nie oszczędzając przy tym twarzy przeciwnika. Jeszcze chwilę wbijał swój wzrok we Freddiego, ale nie minęło dużo czasu, zanim zaczął obraz zaczął tracić na ostrości. A w końcu nieprzytomnym wzrokiem wpatrywał się niebo, czekając na poduszkowiec.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 11:42 pm

Beatrice, Lee, Hope - trafiacie tutaj.
Atena, Ty teraz piszesz tu.
Illisa, Eric - docieracie tutaj i ponieważ idziecie z północy, możecie wybrać, po której stronie rzeki się znajdujecie.
Katy, docierasz tutaj.

Dodatkowo osoby, które mają na koncie zabójstwo innego trybuta, tj. Freddie, Cordelia, Florian, Beatrice i Illisa, otrzymują 15 punktów ekwipunku.


Jeśli kogoś pominęłam w kierowaniu do innych tematów, upomnijcie się do Ashe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 17 lat
Zawód : trybut

PisanieTemat: Re: #1    Czw Sie 15, 2013 11:53 pm

Jochan opluł go krwią. To było naprawdę przerażające. Był cały w krwi zmarłego człowieka. Szybko odbiegł od byłego poety. Biegł w złą stronę, skierował się ponownie w róg obfitości. Zauważył to dopiero potykając się o butelkę wody, którą zresztą zabrał, a co miał ją tu zostawić? Nie wstawał z ziemi i przeczołgał się zbierając ze sobą jeszcze zapałki, a właściwie to chyba nie było całe opakowanie, no ale cóż - lepsze to niż nic. Jedyną rzeczą, która mogła mu się przydać, były rzutki, które zauważył. Niestety leżały bardzo niedaleko innych trybutów. Nawet nie widział dokładnie kim są tamci, ale wolał nie podchodzić. Zabrał ze sobą jeszcze noktowizor, o który też prawie się potknął. Wszystko wpakował do plecaka. Miał już sporo rzeczy ułatwiających przetrwanie, a jednak korciło go żeby zrobić z jakiejś roślinki skręta. Tak bardzo chciał zapalić. Było to strasznie głupie myślenie, bo chwilę później chłopak biegnąć za Ill i Erikiem, którzy mieli mu pomóc, prawie wypluł swoje płuca. Oddychał bardzo głośno, ale nie aż tak by zbytnio zwracać na siebie uwagę. Po chwili dogonił swoich towarzyszy i ruszył z nimi na POŁUDNIE.


Freddie Lynn
©️

Ekwipunek na Igrzyskach <3
noże do rzucania + 2x butelka z wodą + zestaw bandaży + dodatkowa kurtka + zapałki + noktowizor
+ plecak nr 13 (tj. paczka z jedzeniem, pusta butelka, maść na oparzenia, scyzoryk i para zapasowych skarpet)

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 1:06 am

Freddie

Biegnąc za resztą sojuszu chłopak nie zauważył, kiedy z niedopiętego plecaka wypadła mu wrzucona tam niedbale i w pośpiechu butelka wody utlenionej.



    Następnym razem, podliczaj punkty ekwipunku, nie jesteś w stanie udźwignąć tak wielu rzeczy.
    Piszesz teraz tutaj
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : Prawie 18 lat
Zawód : Dawniej piosenkarka, obecnie trybutka

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 3:35 am


Oczywiście Rosana okazała się być zwinniejsza, niż Lorin się tego spodziewała i... sprytniejsza? Dziewczyna dostrzegła nóż w dłoni przeciwniczki i zareagowała za wolno lub po prostu nie miała czasu, aby to uczynić, bo usłyszała jedynie jej głos i ostry ból na ramieniu.
"Ty zdziro" zabrzmiało groźnie, nazbyt groźnie, zatem Lorin nie zamierzała czekać na kolejny atak ze strony Rosany i postanowiła zakończyć tę zabawę. Czy jednak... na pewno? Nie zastanawiała się nad bólem, nad krwią czy krzykiem. Nad płaczem oraz drżącym głosem Ateny. Nie chciała. Zamknęła się na otoczenie wyrzucając z głowy wszelakie złe skojarzenia, wspomnienia oraz wypychając sumienie poza granicę własnego zrozumienia, aby błąkało się po bezdrożach poza murami świadomości dziewczyny. Nie chciała zapamiętywać niczyich twarzy. Twarzy Connora. Nie znała go, nie znała Ateny. Słyszała jednak historię o ich ucieczce, wędrówce kanałami i pomocy tajemniczych Rebeliantów. To prawda? Czy w świecie, który wydaje się już teraz tak odległy i obcy, w świecie za murem istnieją i tacy, którzy są w stanie udzielić odrobinę wsparcia tym, którzy tego potrzebują, a oficjalnie są uznawani za wrogów? Jak wielkie musieli mieć szczęście, jak bardzo musieli się wówczas cieszyć, i jak wielką czuć gorycz po powrocie do Ośrodka. Nadzieja - tak okrutnie odebrana, wyrwana z zaciśniętych nań dłoni. Na samą myśl o tym Panna Templesmith poczuła żal, ale szybko go odrzuciła. Czy to prawda, że jestem zdzirą? Bezwzględną i okrutną? Wszyscy na arenie tacy byli, większość chociażby: wyzbywali się ludzkich odruchów, kierowali instynktem, instynktem człowieka, przetrwania, tym, który od zarania dziejów kierował ludzi ku rywalizacji, walce o ziemię, o miejsca do życia o...
Jochan. Chyba jego było jej najbardziej żal. Znała go, wychowywała się w jego towarzystwie. Ha! Choć pamiętała go głównie z wielu przykrych sytuacji, które prędzej można było przywołać jako komiczne i zabawne, to i tak wolałaby nie patrzeć na jego śmierć. I obiecała sobie, że nie spojrzy na ciało Kupsztala. Nie spojrzy na ciało Niny. Tej dziewczyny, którą postrzelili podczas Parady. Nie spojrzy na ciało Sawyera, brata Floriana. Tego ćpuna, zakałę rodziny, ale chłopaka o charyzmie i podłym charakterze. Mogła powiedzieć o nim coś miłego, aby być uczciwą? Zapewne tylko tyle, że pochodził z dobrej rodziny. Nie znała go jednak i nie była pewna w tej sytuacji, czy chciałaby.
Theo. Hope. Lee. Atena. Oni nie zamierzali walczyć. Ale którzy z nich postanowią zachować swoje obietnice, nie złamią ich i nie porwą się w wir walki o przetrwanie. Wydawałoby się, że Amanda także ma inne plany, ale Lorin nie zamierzała się o tym przekonywać, nie teraz. Nie chciała wierzyć - Amanda ma wygrać, czy tego chce czy nie, nieważne jakim kosztem. Wygra.
Czyjeś dłonie chwyciły ją za nadgarstek. Wyszarpnęła go czując, jak oba potężne cielska zwalają się na ziemię niedaleko niej. Booker. Ratował. Jej. Tyłek? Oczywiście. Czekał tylko na odpowiedni moment, aby ją wykończyć. Wszyscy na to czekali. Ale nie byli głupcami: teraz muszą trzymać się razem, dopóki nie wykończą reszty, ich siła to liczebność i doskonale o tym wiedzieli. I... CHOLERA, DLACZEGO GO NIE ZABIJAŁ? Dlaczego...?
I oczywiście Rosana ruszyła na pomoc swojemu koledze. Cóż za urocza scenka. Lorin miała ochotę parsknąć śmiechem. Ruszyła w stronę dziewczyny i wykonała pchnięcie celując tuż pod obojczykiem mając nadzieję, że tym samym uśmierci ją na miejscu, zgarnie łupy, zabije Theo i wróci do reszty trybutów.
-Uśmiechnij się do kamer szmato - wysyczała i wyjąwszy z niej ostrze, wycelowała raz jeszcze, tym razem w potylicę. Miała ochotę krzyknąć, ale nie miała siły czując jak zalewa ją fala ciepła.


jagody, latarkę, ząbkowany nóż x2, zapałki i butelkę wody utlenionej, mały zestaw bandaży i plastrów, woda, krótki miecz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 9:23 am

Jak mógł spodziewać się, że zaatakowanie dziewczyny, która była członkinią jakiegoś sojuszu, ujdzie mu na sucho? Był zaślepiony swoją wściekłością, zaślepiony na tyle, że zauważył Bookera, gdy było już za późno.
Dlaczego to zawsze musi być on?
Wylądował na ziemi z głuchym łoskotem, obijając sobie tyłek. Natychmiast próbował wstać i dokończyć to, co zaczął, jednak chłopak skutecznie mu to uniemożliwił. Theo zaczął wierzgać nogami i starał się odepchnąć Rodwella, jednak przestał, gdy ten zaczął coś do niego mówić.
Czyżby miał jakieś rachunki do wyrównania z Lorin?
-Musisz ochronić drugą z bliźniaczek, a ja gdy znajdę się z nią sam na sam...Kiedy kilka rzeczy dotarło do czyjejś informacji, zadbałem żeby nie wypłynęły na wierzch. To chyba nie byłoby honorowe, hm?
Theo skrzywił się, doskonale wiedział, o co chodzi temu trybutowi. Zagrał na jego honorze i teraz sytuacja nie była najkorzystniejsza. Jednak czy na arenie było miejsce dla honoru? Choćby nie wiem jaką prawdę wyłożył mu teraz Booker, chłopak był w zbyt wielkim szoku, by odebrać to jak należy. Splunął prosto w twarz swojego przeciwnika i wykorzystał chwilę jego zawahania, by wyrwać się z uścisku.
-Pierdol się - warknął w kierunku Rodwella, rozcierając obolałe nadgarstki.
Przeturlał się na bok i dobył swojego ząbkowanego noża, ale w bitwie między Rosaną a Lorin było już chyba po wszystkim. Zdołał jeszcze raz spojrzeć w oczy swojej przyjaciółce, a potem zrobił to, co zrobiłaby większość normalnych ludzi na jego miejscu. Zaczął uciekać. W starciu dwoje na jednego miał niewielkie szanse, zwłaszcza, że Booker i Lorin mieli lepsze bronie, a w perspektywie także posiłki w postaci innych trybutów. A Theo nie chciał skończyć jako miazga pod Rogiem. Wziął nogi za pas i postanowił odnaleźć Hope.
Biegł, nie oglądając się za siebie, ale doskonale wiedział, że nie było to jego ostatnie starcie z Bookerem. Miał dziwne przeczucie, że wiele może się jeszcze między nimi wydarzyć. A czy rozstrzygnąć?
Chłopak skręcił tuż za szkołą, a potem szybko wybrał kierunek, który wydawał mu się najrozsądniejszy. Pobiegł na północ.

| zt



Odszedł na zawsze.
Pozostawił po sobie prawie-żonę Hope, niedopieszczonego Bookera i Amandę, z którą nie zdążył poukładać wszystkich spraw. Tyle pięknych dram. Los od początku mu nie sprzyjał.
Dołączył do grona Gnijących Panów Młodych, pozostawiając shipy ze sobą zarówno w HoFie, jak i w HoSie. Czyli można powiedzieć, że swoje zrobił.








Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 10:08 am

Lorin

Na słowa dziewczyny, Rosana jedynie uśmiechnęła się parszywie. Kto by pomyślał, że ta niewinna maska jaką przybrała w Ośrodku, była jedynie grą pozorów? W tym momencie, nie można było już stwierdzić, czy w ogóle myślała, że wyjdzie ze sytuacji żywa. Jedyną rzeczą jaka się liczyła, było zabranie ze sobą jeszcze większej ilości ludzi na dno. Czy raczej w zaświaty.
Wyprzedziła ją w tym Lorin, zadając dwa kolejne ciosy. Wroga trybutka sięgnęła dłonią na tył karku, zaraz spoglądając na ubarwione krwią palce. Przez moment można było zauważyć, jak jej źrenice rozszerzają się w przerażeniu i bezwiednie rozchyla usta. Ale chwilę później po oznakach zawahania nie było śladu. Zejdzie z tego świata, ale widocznie chciała, aby jeszcze dzisiejszego dnia jej rywale przeklinali jej imię przy ognisku.
- Zarezerwuję ci miejsce w piekle - rzuciła do Lorin, i kiedy mogło się wydawać, że jej ostatni cios będzie skierowany w stronę dziewczyny nastąpiła zmiana biegu wydarzeń.
Rosana rzuciła się w stronę Bookera, wbijając nóż pomiędzy żebra. Nie miała już tyle siły, i mogło okazać się, że ledwie drasnęła go, mając do pokonania grubą bluzę i jeszcze warstwę koszulki, ale chłopak powinien jak najszybciej obejrzeć ranę.
Zaraz po tym padła na kolana, opierając się na rękach, a kiedy i te osłabły osunęła się na ziemię.



    Lorin, dostajesz +15 punktów do punktów ekwipunku.



Theo

Piszesz teraz tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 13
Zawód : Człowieczek łażący z reklama po targu i wnerwiający przechodniów

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 11:17 am

Wszystko dobrze. Chociaż tyle. Florian rozglądnął się po okolicy usianej trupami. Zastanawiało go ile trybutów jeszcze żyje. Nie chciał liczyć trupow, nie chciał na nich patrzeć. Czym prędzej też oddalił się od trupa, z którego wyciągnął strzałę. Wzrok zatrzymał tylko na braciszku. Oprócz obrzydzenia nie czuł nic. Byli bracmi, ale nigdy tak naprawdę nie zachowywali się jak braca. Dobrze, ze chociaż wiedzieli o swoim istnieniu. Dzięki.
-Nie ma za co. – Odpowiedział automatycznie. W sumie nie zrobił nic wielkiego zwłaszcza, że nie trafił nawet w głowę trybutowi. -Zostaniesz z nami? Reszta powinna wkrótce dołączyć. Reszta?
-Jasne. – Odpowiedział z wymuszonym uśmiechem, który nie był zbytnio na miejscu. Odsuwał od siebie świadomość, że cały Kapitol ich ogląda z zapartym tchem. Nie chciał myśleć o dziesiątkach, ba, setkach kamer rozstawionych po całej arenie by śledzić każdy ich krok. Masz coś ciekawego?
-Raczej nie. – Mruknął pokazując jej swój ekwipunek. W tym momencie zauważył, że Lorin i Booker są atakowani, ale stwierdził, ze nie będzie się mieszał. Dadzą sobie radę, tak? Bal się, ze jeśli puści strzałę, to trafi w Lorin czy w drugiego trybuta zamiast w przeciwników. Z resztą jedna z trybutek już osunęła się na kolana konając.
-Kto jeszcze ma dołączyć?-Spytał cały czas obserwując poczynania sojuszników. Miejmy nadzieję, ze sojuszników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t273-cordelia-snow
http://panem.forumpl.net/t3572-cordelia
http://panem.forumpl.net/t1280-cordelia-snow
http://panem.forumpl.net/t1611-the-capitol-s-sweetheart
http://panem.forumpl.net/t1369-cord
http://panem.forumpl.net/t1911-cordelia-snow
Wiek : siedemnaście
Zawód : studentka, celebrytka, mścicielka
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, odtwarzacz mp3, gaz pieprzowy, para kastetów, dokumenty, klucze i telefon.
Znaki szczególne : i'm cordelia fucking snow, who the fuck are you?
Obrażenia : wypadają mi włosy, ale od czego są peruki?

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 11:54 am

Dziewczyna zauważyła, że Florian spogląda w kierunku swojego brata, który obecnie ozdabiał parking swoim martwym ciałem. Nie obeszłoby to Cordelii za bardzo, gdyby nie fakt, że starszego Crane'a zabiła Illisa, do której przed chwilą dołączył Freddie, zabijając wcześniej Jochana. Członka ich sojuszu. Panna Snow zacisnęła dłoń na rączce swojego noża, ale nie było sensu gnać za uciekinierami. Trzeba było na nich uważać i zemścić się przy najbliższej okazji.
Skinęła głową z aprobatą, gdy Florian zdecydował się zostać z nimi. Liczebność ich sojuszu była utrzymana, a kto wie, czy zdolności chłopca nie przydadzą im się bardziej, niż wszystko to, co potrafił Kupsztal?
W plecaku odkryła kompas, co ucieszyło ją nawet bardziej od kolejnej paczki z jedzeniem. Nie trzeba będzie zdawać się na umiejętności w określaniu stron świata, zwłaszcza, że Organizatorzy mogliby przecież nieźle przy tym namieszać.
-Kto jeszcze ma dołączyć?
-Lorin i Booker, ale są teraz trochę zajęci - spojrzała na walczącą parę, której udało się dobić Rosanę. Cordelii zrobiło się szkoda tej dziewczyny, w końcu trochę się znały, jednak nie było teraz miejsca na sentymenty.  - Amanda powinna zaraz tu...no, o wilku mowa - powiedziała, gdy panna Terrain dołączyła do nich przy Rogu.
Nie wyglądała najlepiej, jednak Snow wcale jej się nie dziwiła. Minęła zapewne parę trupów po drodze, być może nawet z kimś już walczyła.
-Wszystko dobrze? - zwróciła się od nowo przybyłej, przyglądając jej się uważnie.
Dopiero teraz zastanowiła się nad tym, jak dziwny jest ich sojusz. Lorin i Amanda, dwie przyjaciółki, które na pewno będą starały się uratować sobie nawzajem tyłki. Booker, chłopak z potencjałem, któremu brakowało chyba trochę woli przetrwania. Florian, czarny koń tych Igrzysk xD. Gdzie w tym wszystkim była ona? Czy miała szanse?
-Bob i Artur powinni już tu być, nie widzę ich martwych ciał na parkingu, więc może po prostu postanowili się z nami nie sprzymierzać.
Dziwne uczucie uderzyło ją, gdy zdała sobie sprawę, że Artur rzeczywiście byłby zdolny do takiego czynu. Przyjaźnił się z nią, ale na pewno nie z Lorin i Bookerem.
Cordelia starała się odepchnąć od siebie wszystkie negatywne myśli.
-Musimy ustalić, w którą stronę idziemy. I proponuję na razie się nie rozdzielać - powiedziała pewnym głosem, stając między Florianem i Amandą - Illisa, Freddie i Erik pobiegli tam, na południe - dodała, kładąc kompas na wyciągniętej dłoni - I chociaż bardzo bym chciała odwdzięczyć im się za Kupsztala, uważam, że nie powinniśmy ich ścigać. Na zemstę przyjdzie pora, gdy będą już półżywi z wycieńczenia.
Na jej twarzy pojawił się niecny uśmieszek, wyobraziła sobie bowiem konających przeciwników. Nie była to najprzyjemniejsza myśl, jednak Cordelia nie mogła sobie pozwolić teraz na żadną taryfę ulgową, czekały ją tu przecież najgorsze okropieństwa.
W oczekiwaniu na powrót Bookera i Lorin, opadła się o stolik, na którym wcześniej stały plecaki. Zapakowała już swój ekwipunek, w ręku zostały jej tylko jeden nóż i kompas, który lada chwila mógł się jej przydać.

| Dobra, to ostatni z sojuszu wybiera kierunek ;p



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 16
Zawód : Trybut

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 12:08 pm

Mindy, że też to się dzieje naprawdę. W rzeczywistości, aż do momentu wyjścia na arenę nie do końca zdawała sobie sprawę, że tak, jest trybutką, tak, zginie, tak jest tutaj mnóstwo innych o wiele bardziej uzdolnionych ludzi. W oczekiwaniu rozejrzała się, poznała szkołę, do której chodził jej brat, ale od razu wiedziała, że arena różni się od Kapitolu. Ciekawa była, czy niespodzianki można spotkać w równie podejrzanych miejscach, co w oryginalnym mieście. Człowiek chyba w takim momencie powinien być zdeterminowany, by przetrwać, ale nie ona. Mindy doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma nawet cienia szansy, żeby przeżyła chociaż jeden dzień. Dlatego kiedy zabrzmiał gong, dziewczyna nie od razu ruszyła z pozostałymi, skąd, przez kilka sekund, od których wszak mogło zależeć jej życie, stała wciąż na swoim podeście obserwując, co się dzieje. To był błąd, bo to, co zobaczyła nie podniosło jej na duchu w najmniejszym stopniu. Dotarło do niej, że nigdy nie zastanawiała się, co właściwie zamierza zabrać. Dopiero teraz, kiedy ruszyła w końcu przed siebie, zeskakując z podestu. Były plusy zwlekania jak zauważyła, bo większość pędziła już w inną stronę, lub była zajęta wzajemnym mordowaniem się. Minus był taki, że niewiele zostało. Ale były plecaki, chociaż mogły się okazać kotem w worku, najbardziej ją interesowały. Porwała więc nr 12 i zaraz potem skierowała się w kierunku butelek z wodą. Dlaczego zostało ich tak wiele? Czy naprawdę tak mało osób nie wpadło na to, że obojętnie w jakich warunkach, człowiek bez wody długo nie przeżyje? Jodyna czy woda utleniona? Mindy skup się, nie ma czasu. Niech będzie, woda utleniona, a nawet dwie. Nikt nie mówił, że nie można zgarnąć więcej, zawsze to jakieś profity. Zważywszy na to, że ostatnimi czasy można przyjmować ją nawet doustnie. No dobrze, jeszcze latarka, bandaże i plastry oraz dwie paczki zapałek.
Obłowiła się jak nigdy w życiu, żałowała jednak, że nie ma nic ostrego, oprócz własnych zębów. A teraz Mindy, zwiewaj, ile sił w nogach, prosto na południe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 12:11 pm

Mindy, piszesz teraz tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18 lat
Zawód : trybutka

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 3:08 pm

Sekundy pryskały przed moimi oczami jak bańki mydlane.
Pyk, oto obserwowałam kałużę ciemnej i gęstej cieczy, niewątpliwie krwi, rosnącej wokół nagle dziwnie bezbronnej i kruchej sylwetki ciemnowłosej Niny Davis.
Pyk, drobna Hope porwała kilka drobiazgów i biegiem oddaliła się od Rogu, nie oglądając się za siebie. Czy już wiedziała, czy widziała to, co pozostało z jej biednej, niewidomej siostry koło jednej z tarcz dookoła Rogu?
Pyk, Jochan, jeden z członków naszego sojuszu, padł na ziemię, a jego ciemnowłosy zabójca, chłopak, którego imienia nie mogłam sobie przypomnieć, pędem umknął z dala od miejsca zdarzenia.
Pyk, oto Theo rzucił się na walczącą z Rosaną Lorin, a po chwili...
CO?
Otworzyłam usta do krzyku, ale nie wydostał się z nich żaden dźwięk. Chciałam pobiec, chciałam znaleźć się przy nich i rozdzielić walczącą ze sobą dwójkę najważniejszych dla mnie osób, ale nogi miałam ciężkie jak z ołowiu i nie potrafiłam zmusić ich do wykonania ruchu.
Pyk, nadciągnął Booker i rzucił chłopakiem o ziemię. Zalało mnie uderzenie gorąca i nareszcie pokonałam blokadę, postępując chwiejny krok, jednak Theo szybko poderwał się na nogi i uciekł. Żaden z nich nie został zraniony.
-Wszystko dobrze?- Zapytał mnie znajomy głos. Odwróciłam głowę w stronę Cordelii i uśmiechnęłam się szybko, blado.
-Jasne. Nic mi nie jest.- Odparłam spokojnie, chociaż tak naprawdę wszystko we mnie buzowało adrenaliną i strachem. Nie mogłam jednak spanikować na oczach całego Panem, prawda?
-Tak będzie najlepiej. Spróbujmy zebrać zapasy w jedno miejsce i jakoś je zabezpieczyć, a potem możemy ruszać.- Odparłam mechanicznie, nawet nie zastanawiając się nad tym, co powiedziałam. Zamiast tego przykucnęłam i otworzyłam plecak numer 3, chcąc obejrzeć jego zawartość w nadziei na to, że znajdę coś do opatrywania ran, a przede wszystkim- coś do jedzenia.


My name was Amanda Terrain and I was the choosen one. I get the chance to live,
the chance to love, the chance to taste the life.
And now, when all is done, I understand that's the
right time to go on. And so I will do.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: #1    Pią Sie 16, 2013 4:13 pm

Amanda

W plecaku znajduje się pełna butelka z wodą, bandaż, woda utleniona, latarka i paczka z jedzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: #1    

Powrót do góry Go down
 

#1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: 
1. arena
-