IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Przedział #1

 

 Przedział #1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Przedział #1   Sob Cze 15, 2013 11:15 am

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Sob Cze 15, 2013 11:25 am

/peron

Prawie wbiegł do pociągu, wciąż trzymając Blue w ramionach. Puścił ją dopiero na korytarzu i odwrócił twarz w drugą stronę. Chociaż nie mogła przecież zobaczyć jego twarzy, na pewno wyczuła wszystkie emocje, którą nim targały. 
Skazali na śmierć bezbronną dziewczynkę, bezbronną niewidomą dziewczynkę. I jej siostrę bliźniaczkę.
Jeszcze chwilę temu obiecał Blue, że jej nie wybiorą, a teraz siedzieli w pociągu, który miał ich zawieźć do tej dzielnicy Kapitolu, w której mieli spotkać się ze swoim przeznaczeniem. Albo ze śmiercią, jak kto woli.
Theo wziął głęboki oddech i poprowadził dziewczynkę korytarzem, aż w końcu przystanął i pchnął jakieś drzwi, znajdujące się po jego prawej stronie. Ukazał mu się sporych rozmiarów przedział, chyba sypialniany, ale oprócz łózka znajdowały się tam też dwa fotele, stolik i mała pufa. 
-Możesz się położyć, a ja stanę w drzwiach i poczekam na Hope - powiedział cichym głosem, rozglądając się po pokoju - Chcesz się czegoś napić? Mamy tu wodę i szklanki.
Nie czuł się na siłach do rozmowy o Igrzyskach. Wszyscy przecież wiedzieli, jak to się dla nich skończy.
Madden powędrował więc do drzwi, uchylił je i oparł się o framugę. Kątem oka obserwował korytarz, czekając aż pojawi się na nim Hope, ale większą uwagę poświęcał Blue. Robił wszystko byle tylko nie wybuchnąć przy niej płaczem.



Odszedł na zawsze.
Pozostawił po sobie prawie-żonę Hope, niedopieszczonego Bookera i Amandę, z którą nie zdążył poukładać wszystkich spraw. Tyle pięknych dram. Los od początku mu nie sprzyjał.
Dołączył do grona Gnijących Panów Młodych, pozostawiając shipy ze sobą zarówno w HoFie, jak i w HoSie. Czyli można powiedzieć, że swoje zrobił.








Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Wiek : 12

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Sob Cze 15, 2013 8:40 pm

Dobra, przeżyłam najgorsze i wracam do gry. Już nie wiem jak mam przepraszać za ten nieogar ani dziękować, za poprowadzenie Blue za rączkę przez ileśtam tematów. <3 W każdym razie - jeśli kiedyś się spotkamy - masz u mnie butelkę dobrego alkoholu. xD

Kiedy docieramy z Theo na dworzec, odruchowo ściskam mocniej jego rękę. Nie lubię tłumów, nigdy ich nie lubiłam. Mieć do czynienia z kimś, kogo nie możesz zobaczyć to jedno, ale zmierzyć się z setką, tysiącem, dwoma tysiącami osób... to zupełnie inna sprawa. Mam świadomość, że gdybym się wśród nich zgubiła, najprawdopodobniej nigdy nie udałoby mi się odnaleźć. Ludzie to nie budynki, nie są stali i cały czas tacy sami - zmieniają swoje położenie, ruszają się, mówią, dezorientując mnie całkowicie. Ci także są wyjątkowo głośni, szepczą, krzyczą, buczą, sprawiając, że mam wrażenie przebywania w gnieździe pełnym szerszeni.
- Dlaczego tu jesteśmy? - pytam, starając się, żeby mój głos nie zabrzmiał ani trochę płaczliwie. Nie chcę, żeby Theo się nade mną litował, przez całe życie doświadczyłam wystarczająco dużo litości, nie ukrywam jednak, że wolałabym się znaleźć w bezpiecznych czterech ścianach domu. Odpowiedź na moje pytanie nadchodzi natychmiast, jednak nie z ust przyjaciela. Słyszę głos prezydent Coin i choć wiem, że zapewne odtwarzane jest właśnie nagranie, mam wrażenie, jakby stała tuż obok.
Treść komunikatu nie dociera do mnie od razu, a kiedy dociera - w pierwszej chwili mam wrażenie, że chodzi po prostu o kolejne Głodowe Igrzyska. Zwyczajne, to znaczy z udziałem dzieci z dwunastu dystryktów. Wiem, że to niemożliwe, w końcu udało im się uwolnić, ale wciąż nie chcę uwierzyć, że to, co się dzieje, ma miejsce naprawdę. - Theo? - pytam odruchowo, mając nadzieję, że chłopak zaraz wszystko mi wyjaśni, powie, że to jakiś żart i że wracamy do domu. Później przypominam sobie o Hope i zaczynam mimowolnie się trząść na myśl, że moja siostra może zostać wylosowana. Nie widziałam nigdy rozgrywek na arenie - rzecz jasna nie miałam jak - ale nie oznacza to, że nie wiem, jak to wygląda. Żyję w końcu w Panem, prawda?
- Wszystko będzie dobrze, nie wylosują nas - słyszę znajomy głos i na moment faktycznie się uspokajam. Ludzie od zawsze byli dla mnie dobrzy, nauczyłam się więc im ufać. Dlaczego miałabym nie zrobić tego teraz? Po chwili jednak czuję, jak atmosfera dookoła mnie ulega zmianie i choć nazwisk nie wyczytują na głos, ogarnia mnie nieodparte przeczucie, że na ekranie telebimu właśnie wyświetliło się moje.
Theo bierze mnie na ręce i przechodzimy przez tłum. Czuję, jak ludzie rozstępują się i nas przepuszczają, a chwilę później ich głosy stają się dziwnie przytłumione i wiem, że najprawdopodobniej weszliśmy do jakiegoś budynku. Ale gdzie? Staję ponownie na własnych nogach i idę posłusznie za chłopakiem, aż trafiamy do pokoju. Siadam na miękkim fotelu i, coraz bardziej zdezorientowana, zaczynam odruchowo gładzić dłonią jego miękkie obicie. Ostatni raz miałam do czynienia z tak wygodnym meblem w naszej rezydencji, zanim jeszcze przenieśliśmy się do Kwartału.
- Theo, co się dzieje? - pytam, tym razem już nie dbając o to, czy mój głos zabrzmi płaczliwie. I oczywiście, tak właśnie brzmi.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Nie Cze 16, 2013 12:35 pm

Trzymam za słowo z tym dobrym alkoholem, bardzo lubię białe Fresco xD

Początkowo pytanie Blue nie zrobiło na nim większego wrażenia, już miał jej odpowiedzieć znaną formułką, powtarzaną odkąd znaleźli się na dworcu. Wtedy jednak zorientował się, że dla niej nie wszystko jest tak jasne i oczywiste. Jak mógł myśleć tylko o sobie? Zaspokoił potrzebę opiekowania się dziewczynką tylko poprzez poprowadzenie jej za rękę do pociągu. Wmawiał sobie, że próbuje jej pomóc i ulżyć, a tak naprawdę wprowadzał tylko jeszcze większe zamieszanie. Jak mógł zignorować fakt, że Blue nie usłyszała swojego imienia... skoro nie było ono nawet wypowiedziane. Złapał się za głowę porażony własną głupotą.
Proszę bardzo, cierp teraz i tłumacz małej dziewczynce, że właśnie skazali ją na śmierć. I jej siostrę bliźniaczkę też.
Przełknął głośno ślinę i zaczął nerwowo miotać się po pokoju. Dwa razy zdążył przestawić swoją szklankę, otwierał i zamykał drzwi, wyglądał na korytarz, ale to musiało strasznie denerwować i stresować Blue, podjął więc w końcu męską decyzję. Uklęknął przed łóżkiem, na którym siedziała i ujął jej drobne dłonie.
-Przed chwilą ogłosili Głodowe Igrzyska, a trybutami miały być dzieciaki z KOLCa - oznajmił cichym głosem, jakby uleciała z niego resztka odwagi i pewności siebie - Wylosowali nas. Ciebie, Hope i mnie.
Zrobił pauzę żeby sprawdzić, jak zareaguje, a po chwili opieprzył się za to w myślach. Zamiast zapewniać ją, że wszystko będzie dobrze, że się nimi zaopiekuje, on po prostu klęczał tak i nic nie mówił. Nie chciał dawać jej fałszywej nadziei ani karmić mrzonkami. Coś jednak trzeba było zrobić, coś powiedzieć.
- Jesteśmy teraz w pociągu, który zawiezie nas do Ośrodka Szkoleniowego, a stamtąd na paradę trybutów. Dalej wszystko potoczy się tak jak przy poprzednich Igrzyskach - mruknął, nie mając jednak na myśli tych siedemdziesiątych czwartych, podczas których uratowano sporą część trybutów. Na taki łut szczęścia nie miał co liczyć - Hope znowu gdzieś wcięło, ale drzwi do naszego przedziału są otwarte i jak tylko pojawi się na korytarzu to ją do nas zawołam, dobrze?
Wiedział, że powinien dać jej chociaż odrobinę nadziei, ale bał się, że Blue usłyszy fałsz w jego głosie i to jeszcze bardziej pogorszy sprawę. Musiał najpierw sam uwierzyć w to, że mają jakiekolwiek szanse. Biorąc pod uwagę, że zwycięzca może być tylko jeden... cała ich trójka nie miała najmniejszych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Wiek : 12

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Pon Cze 17, 2013 4:23 am

Nie zwracaj uwagi na godzinę dodania tego postu, po prostu mam przerwę w robieniu projektów, chlip, chlip.

Moje pytanie długo pozostaje bez odpowiedzi.
Przez kilka minut słyszę, jak Theo chodzi nerwowo po przedziale, zupełnie jak tata, kiedy nie może znaleźć teczki z ważnymi dokumentami i jest bardzo zdenerwowany. Odruchowo kulę się w sobie, ganiąc się w myślach, bo na pewno zirytowało go coś w moim pytaniu - nie wiem tylko, co konkretnie. Chciałabym, żeby była przy mnie Hope, bo ona zawsze potrafi znaleźć wyjście z trudnej sytuacji, ale jak na złość, nigdzie jej nie ma, co zresztą dodatkowo mnie martwi. Nie dlatego, ze boję się, że sobie nie poradzi, ale dlatego, że nigdy nie zostawiała mnie na tak długo - musiało się więc stać coś złego.
W końcu Theo zatrzymuje się i czuję, że przede mną klęka, zanim jeszcze bierze mnie za ręce. Jego dłonie lekko drżą, chociaż chyba nie zdaje sobie z tego sprawy. Kolejny raz zastanawiam się, co go tak bardzo wytrąciło z równowagi, tym razem moja niewiedza nie trwa jednak długo, bo chłopak zaczyna mówić. Przygryzam nieświadomie dolną wargę, starając się skupić na jego słowach, chociaż wydają mi się bez sensu i na początku mam ochotę się roześmiać, pewna, że żartuje. Coś w jego głosie, jakaś dziwna nuta, mówi mi jednak, że jest całkiem poważny. I że naprawdę cała nasza trójka weźmie udział w Siedemdziesiątych Piątych Głodowych Igrzyskach.
Kiedy zapada cisza, nie umiem wykrztusić z siebie żadnego słowa. Wiem, na czym polegają Igrzyska - każde dziecko w Panem to wie - ale wciąż nie mogę wyobrazić sobie siebie w roli trybutki. To słowo brzmi obco, groźnie i niebezpiecznie, i całkowicie do mnie nie pasuje. Trybuci są silni, potrafią walczyć i przede wszystkim - pochodzą z dystryktów. Ja nie mam w sobie żadnej z tych cech. Jeśli znalazłabym się na arenie, z pewnością po prostu stałabym w miejscu, czekając, aż ktoś do mnie podbiegnie. Kto chciałby to oglądać?
- Dlaczego nas wybrali? - pytam, choć nie liczę na żadną konkretną odpowiedź. Pytanie samo znajduje drogę do moich ust, a kiedy już pada, nie potrafię go cofnąć.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Pon Cze 17, 2013 10:21 am

Nie znał odpowiedzi na to pytanie i wstydził się, że nie ma do powiedzenia niczego mądrego. Żadnych wzniosłych zapewnień, gwarancji o trzymaniu się razem, przysiąg czy obietnic. Był pewien, że jej nie zostawi i ona też o tym wiedziała. Jednocześnie oboje byli świadomi tego, że czeka ich śmierć.
-Nie wiem - szepnął, jeszcze niżej pochylając głowę - Prezydent tłumaczyła to wyrównaniem warunków, ale jakie warunki chce wyrównywać z nami? Z tobą, ze mną, z Hope i innymi dzieciakami?
Nie chciał wylewać dalej swoich żalów, zamilkł więc i wpatrywał się w niemal anielską twarzyczkę Blue. Była taka niewinna i bezbronna, jaki człowiek skazałby ją na tak okrutną śmierć jaką z pewnością zafundują jej Igrzyska? Przez krótką chwilę myślał nawet, że gdy tylko zorientują się, kogo wylosowali, cofną wszystko i pozwolą dziewczynce wrócić do domu. Minuty mijały i nikt nie przychodził, Theo domyślił się więc, że cud nie nadejdzie i są zdani tylko na siebie.
-Wylosowali też sporo osób związanych jakoś z dawnymi politykami Kapitolu - westchnął i spojrzał przez okno, jednak pociąg jechał zbyt szybko, by zdołał dostrzec cokolwiek - Wnuczkę Snowa, rodzeństwo Seneki Crane'a. I tego chłopaka, który zaczepił cię przy sklepie kilka dni temu.
Świadomość obecności Bookera tylko pogarszała sprawę. Nie lubili się, a Rodwell był raczej bezwzględy, nie trudno więc zgadnąć, że pewnie rzuci się na nich jako pierwszy. Nich? Theo przyłapał się na tym, że w kategorii Igrzysk zaczął już myśleć o sobie i Blue wyłącznie w liczbie mnogiej. Nie było tutaj miejsca na egoizm, który zresztą nie był w jego stylu. Gdy tylko wylosowali jego nazwisko, wiedział już, że zrobi wszystko by pomóc Blue i Hope dotrzeć jak najdalej. Wola przetrwania nie miała nic do gadania, zwłaszcza, że w razie wygranej i tak nie miałby do czego wracać. Matka pewnie już odchodziła od zmysłów, nie poradzi sobie podczas jego nieobecności.
Theo uwolnił dłonie Blue i zacisnął pięści, a potem wreszcie podniósł się i ponownie podszedł do drzwi.



Odszedł na zawsze.
Pozostawił po sobie prawie-żonę Hope, niedopieszczonego Bookera i Amandę, z którą nie zdążył poukładać wszystkich spraw. Tyle pięknych dram. Los od początku mu nie sprzyjał.
Dołączył do grona Gnijących Panów Młodych, pozostawiając shipy ze sobą zarówno w HoFie, jak i w HoSie. Czyli można powiedzieć, że swoje zrobił.








Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
Wiek : 15
Zawód : bezrobotna
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk, fałszywy dowód, nóż

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Wto Cze 18, 2013 2:48 am

Sabriel nie łudziła się, że spędzi całą drogę do ośrodka w towarzystwie Bookera. Zresztą nie miała nawet na to ochoty. To co miało zostać powiedziane, zostało. Mogli już milczeć. Potem chłopak wziął w dłoń pukiel jej włosów, a jej żołądek podszedł do gardła. Zrobiło jej się natychmiast niedobrze, myślała, że zwymiotuje. Tak właśnie działała na nią czułość u mężczyzn. Odpychająco. Kiedy on wyszedł, jeszcze przez chwilę siedziała w fotelu. Potem wstała, trzymając w rękach kurtę, z szalikiem na szyji. I ruszyła w swoją stronę. Mijała nieprzytomnie opustoszałe przedziały pociągu. Był taki wielki, a ich tak niewielu. Dwadzieścioro czworo trybutów. Nagle stanęła jak wryta, bo w drzwiach tuż obok niej pojawił się nie kto inny jak Theo. Nie miała pojęcia, że go wylosowali. Nie śledziła dokładnie pojawiających się na telebimie nazwisk i zdjęć, choć wiedziała już, że powinna.
- Ty?! Tutaj?! - zdołała tylko wykrztusić zdławionym głosem. Kogo jeszcze znajomego tutaj spotka? Czy los nie mógł być dla niej już bardziej okrutny? Theo, ten chłopak, który nie myślał o niej w kategoriach ciała, który nigdy by jej nie wykorzystał i był jakąś nijaką i chorą namiastką przyjaciela. A teraz stał w drzwiach przedziału i chyba kogoś wypatrywał zanim ją zauważył. Kogoś konkretnego. Czyżby miał już sojuszników?
To było, niczym sonata grana na organach szalonego władcy mórz Davyego Johnesa. Niczym akordy wystukiwane z zabójczą precyzją przez wampirzego hrabiego Draculę.
Umrzesz tu. I umrą twoi bliscy. Wszyscy bliscy twemu sercu. A na śmierć poprowadzi Cię ten, co podarował Ci szalik.
Sabriel miała nadzieję, że nie pozwoli tej myśli ulecieć. Przelotnie wpadło jej do głowy, że powinna napisać książkę. O niej, o innych trybutach, o tym co się czuje w obliczu śmierci. Jakoś w ciągu siedemdziesięciu czterech lat żaden zwycięzca tego nie zrobił. Było to zaklęte tabu, a przecież ludzie mieli prawo wiedzieć. Ba, oni powinni wiedzieć! Może dzięki temu Igrzyska skończyłyby się raz na zawsze? Cóż, jeśli nie uda jej się przeżyć, to jej przemyślanie i tak były zdane na nic. Ale mogła chociaż poznać wszystkich trybutów, zanim odejdą. Tak, tak zrobi. A potem wygra, aby ich pamięć przetrwała.






We have to cherish our memories, because they're the only thing in our lives
that no one can take from us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Wto Cze 18, 2013 4:14 pm

Wyrzucał sobie, że nie upewnił się, czy Hope na pewno znalazła się w pociągu. A może wywinęła coś po drodze i teraz potrzebuje jego pomocy? Theo nie chciał zostawiać Blue samej, ale wypadałoby wreszcie dowiedzieć się, gdzie znajduje się jej bliźniacza siostra. Postanowił sobie, że jeśli dziewczynka nie pojawi się za dziesięć minut, poinformuje swoją małą podopieczną, że idzie jej szukać. Pociąg jechał już jakiś czas, a przecież droga do Ośrodka nie mogła być bardzo długa. Wypadałoby znaleźć pannę Flickerman przed dojechaniem na miejsce.
Póki co wciąż zajmował pozycję przy drzwiach, mając oko zarówno na Blue jak i na korytarz. Piekielnie bolała go głowa, zaczął więc rozmasowywać skronie i aż przymknął oczy. Gdy ponownie je otworzył, na korytarzu pojawiła się nowa osoba.
- Ty?! Tutaj?!  - wykrztusiła Sabriel Kent, kolejna znajoma osoba, która czyniła życie w gettcie bardziej znośnym.
Spojrzał na nią nieprzytomnym wzrokiem, bo nie wiedział już, co ma mówić. Kogo jeszcze spotka w pociągu? Kto jeszcze ma szanse zostać jego potencjalnym zabójcą? Bo ofiar nie planował, mimo wszystko.
-Sab? Więc i ciebie w to wciągnęli... - jęknął i choćby nawet bardzo się starał, nie był w stanie przesłać jej powitalnego uśmiechu.
Zauważył, że zainteresowała się, kto jest w przedziale, którego pilnował. Próbował sobie przypomnieć, czy zna jego towarzyszkę, ale wszelkie wspomnienia wyparowały mu nagle z głowy.
-Wchodź do środka, nie będziemy stać na korytarzu - uchylił przed nią drzwi i zaprosił do przedziału - Blue, mamy gościa. To jest Sabriel Kent, moja dobra znajoma. Sabriel, to Blue Flickerman.
Spojrzał na małą dziewczynkę, ciągle siedzącą w tym samym miejscu. Zerknął na pannę Kent żeby zobaczyć, jak zareaguje na widok jego pary.



Odszedł na zawsze.
Pozostawił po sobie prawie-żonę Hope, niedopieszczonego Bookera i Amandę, z którą nie zdążył poukładać wszystkich spraw. Tyle pięknych dram. Los od początku mu nie sprzyjał.
Dołączył do grona Gnijących Panów Młodych, pozostawiając shipy ze sobą zarówno w HoFie, jak i w HoSie. Czyli można powiedzieć, że swoje zrobił.








Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
Wiek : 15
Zawód : bezrobotna
Przy sobie : zapalniczka, scyzoryk, fałszywy dowód, nóż

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Wto Cze 18, 2013 8:29 pm

-Sab? Więc i ciebie w to wciągnęli... - Słyszała w jego słowach ból, smutek i rezygnację. Głęboko w sercu zakuło ją coś, co wiele razy dawało o sobie znać po śmierci stryjka. Ta bolesna, samotna nuta, która wywoływała u niej płacz. Saba jednak nie chciała płakać, więc zamiast tego roześmiała się suchym, wymuszonym śmiechem.
- Nie, mam was tu pilnować w zamian za wolność. - oznajmiła ociekającym ironią głosem. Miała nadzieję, że Theo jak zwykle pominie jej zachowanie milczeniem. Nie pierwszy raz rzucała przy nim takie uwagi.
Kiedy zaprosił ją do wagonu, weszła do środka i usiadła sobie na fotelu obok Blue.
- Cześć, mała. - przywitała ją z minimalnym zainteresowaniem. Potem przypomniała sobie jednak, że miała przecież pisać książkę o trybutach, a jak miała to zrobić, nie zwracając na nich uwagi? - Ty jesteś Blue, tak? Twój tata to Caesar Flickermann? Musi być dumny z tak odważnej córki. - oznajmiła, zupełnie innym, łagodnym i zainteresowanym głosem.

//Sorki, że tak krótko, ale post mi się skasował :C






We have to cherish our memories, because they're the only thing in our lives
that no one can take from us.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 18
Zawód : umarlak

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Czw Cze 20, 2013 7:54 pm

Choćby nie wiem jak bardzo śmiech Saby był suchy i wymuszony, zawsze jest lepszym dźwiękiem niż płacz i zgrzytanie zębami. Theo obawiał się, że jeśli w tym momencie ktoś w jego obecności by się rozkleił, to i on nie powstrzymałby łez. Sytuacja, w której się znalazł, była bez wyjścia. Bezsilność zabijała go od środka, sprawiała, że chciał krzyczeć, coś zniszczyć, zdemolować. Jednocześnie robił wszystko by nie dać po sobie poznać, że go to przerosło, że się boi.
-Nigdy bym nie przypuszczał, że słowa 'fatalnie cię widzieć' w ogóle przejdą mi przez gardło, ale tak się właśnie teraz czuje - wymamrotał na tyle cicho, by słyszała to tylko Sabriel.
Gdy tylko znaleźli się z powrotem w przedziale, a dziewczyny przywitały się ze sobą, Madden usłyszał kroki na korytarzu. Szybkie, niezbyt głośne, widocznie drobna osoba zbliżała się w ich kierunku. Instynktownie cofnął się i wyjrzał za drzwi, a gdy ujrzał twarz Hope poczuł jednocześnie ulgę i jeszcze większy uścisk w klatce piersiowej. Młoda Flickerman rzuciła mu tylko jedno spojrzenie i wparowała do przedziału, będąc pewną, że zastanie tu swoją bliźniaczkę. Nie myliła się, z prędkością światła rzuciła się na Blue i porwała ją w swoje ramiona.
Theo spuścił wzrok i zaczął gapić się w czubki własnych butów. Wiedział, że zrobi wszystko, by obie panny Flickerman przetrwały na arenie jak najdłużej, nawet kosztem jego własnego życia. Kiedy podjął tę decyzję? Nie pamiętał, ale widocznie przyszła ona do niego równie naturalnie, co następny gest. Stojąc tak obok Sabriel, po prostu wyciągnął dłoń i złapał ją za rękę. Nie spojrzał na nią, bo nie wiedział co mogłaby zdradzić jego twarz, a ewentualne skrępowanie nie nadeszło, gdyż pociąg zaczął nagle gwałtownie hamować i ani się obejrzeli, wjechał na peron w centrum Kapitolu.
Gdy we czwórkę wychodzili z przedziału, nikt już nic nie mówił, wszyscy patrzyli przed siebie lub rozglądali się po twarzach innych trybutów. Blue i Hope trzymały się za rękę, Theo i Sabriel szli obok siebie. Wszyscy podążali do Ośrodka Szkoleniowego na spotkanie z mentorami i własnym przeznaczeniem.

/zt x4 (chyba, że ktoś chce coś dodać?)



Odszedł na zawsze.
Pozostawił po sobie prawie-żonę Hope, niedopieszczonego Bookera i Amandę, z którą nie zdążył poukładać wszystkich spraw. Tyle pięknych dram. Los od początku mu nie sprzyjał.
Dołączył do grona Gnijących Panów Młodych, pozostawiając shipy ze sobą zarówno w HoFie, jak i w HoSie. Czyli można powiedzieć, że swoje zrobił.








Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t215-hope-blue-flickerman#365
http://panem.forumpl.net/t424-panna-hope?highlight=hope+flikerman
http://panem.forumpl.net/t1308-hope-flickerman?highlight=hope+flikerman
http://panem.forumpl.net/t1370-hope?highlight=hope+flikerman
Wiek : 12
Zawód : przegrzebywacz brudów, stalker, detektyw, piromanka
Przy sobie : gaz pieprzowy, zapalniczka

PisanieTemat: Re: Przedział #1   Sob Cze 22, 2013 8:22 pm



    | Dworzec kolejowy.

Raz. Dwa. Trzy.
Hope znów poczuła, że ma mokre policzki. Łza spływała za łzą… Kolejna i kolejna. Znów płakała, po raz drugi tego dnia. Wiedziała, że to są ostatnie momenty, w których mogła pokazać słabą i bezsilną dwunastolatkę. Nawet jeśli taka była, to nie mogło wyjść na jaw.
Cztery. Pięć. Sześć.
Blondynka wciągnęła do swoich płuc powietrze i otarła rękawami kurtki poliki. Nie na wiele się to zdało. Łzy ześlizgnęły się ze sztucznego materiału, prawie w ogóle nie wsiąkając. Zaczęła głośno oddychać, mając nadzieję, że to w jakikolwiek sposób zahamuje wylew łez i drżenie brody.
Siedem. Osiem. Dziewięć.
Podobno liczenie pomaga, podobno. Jednak panna Flickerman nigdy nie praktykowała tej metody, ponieważ chyba nigdy wcześniej nie była w aż tak stresującej sytuacji.
Oddychała co raz głębiej i wolniej. W międzyczasie weszła dalej do pociągu żeby nie narazić się na wzrok, zapewne pełen pogardy, przyszłego rywala... a może nawet rywali. Nie miała pojęcia ile czasu minęło, ale przecież losowanie było nieubłagane i postępowało w swoim, zaskakująco szybkim rytmie. A po niej ktoś jeszcze został wylosowany.
Gdy siedząca na jakimś fotelu Hope doszła do siebie, postanowiła zaleźć siostrę. Właściwe to z takim zamiarem się tutaj pojawiła. Pociąg nie wydawał się być taki duży, jednak zalezienie jej wcale nie było takie łatwe. Być może zyskała sobie przydomek „Biegająca Wariatka” (i uważajcie na nią na arenie), bo wpadała do jakiegoś przedziału, rozglądała się dookoła, nie widziała swojej bliźniaki i wypadała jeszcze szybciej niż się pojawiła. Dzięki temu wiedziała na przykład, że w pociągu był przedział z jedzeniem, czy też miejsce odpowiednie do wypoczynku. Nie rozumiała tego do końca, bo przecież mieszkali w Kapitolu. Podróż, chcąc, czy nie chcąc musiała być bardzo krótka. Najwidoczniej pociąg wcale nie został stworzony z myślą o przewozie trybutów ze stolicy do stolicy.
W końcu, wpadając do jakiegoś z przedziałów zauważyła swoją ukochaną siostrę, przyjaciela i jeszcze jakaś dziewczynę. Kojarzyła ją tylko z wyglądu, choć może Theo kiedyś je poznał. Hope od razu rzuciła się na drugą Flickerman. Nie przywitała się z przyjacielem, ani nawet nie powiedziała do ogółu cześć, dzień dobry. Wtedy chciała jedynie się upewnić, że z jej siostrą wszystko dobrze.
- Przepraszam cię Blue… - wyszeptała jej do ucha, niemal nie rozpłakała się po raz trzeci tego dnia. - Przepraszam, że nawaliłam. Przepraszam, że nie pozwolili mi zająć twojego miejsca. Przepraszam, że zabrałam cię w to okropne miejsce. - Uścisnęła ją jeszcze mocniej i chyba nie powiedziała części swoich przeprosin szeptem. - Tak bardzo cię przepraszam, siostrzyczko.
Pociąg powoli hamował zmniejszając swoją prędkość. Najwidoczniej dojechali do celu.
- Kocham cię - wyszeptała jej do ucha i złapała ją pewnie za rękę. Nie mogła pokazać, że ona się boi. Miała nadzieje, że to pomoże siostrze. Doda otuchy. Siła… nawet ta najbardziej wyimaginowana.
Czas wychodzić. Zapewne rozpocznie się ich największy koszmar. Koszmar, z którego tylko jedno z ich dwudziestki czwórki wyjdzie żywe.
Od teraz będę cię chronić za wszelką cenę. Jesteś moją Blue.

    | Apartament na ósmym piętrze.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Przedział #1   

Powrót do góry Go down
 

Przedział #1

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» London Eye
» Przedział X
» Przedział 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: KOLC - Ośrodek Szkoleniowy-