IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Siłownia wojskowa

 

 Siłownia wojskowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t201-chantelle-pourbaix-troy
http://panem.forumpl.net/t247-relacje-chan
http://panem.forumpl.net/t1514-chantelle-troy
http://panem.forumpl.net/t1543-chan
Wiek : 18
Zawód : Doradca ds. technologii
Obrażenia : Brak

PisanieTemat: Siłownia wojskowa   Pią Maj 03, 2013 2:20 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2559-christina-annesley#36692
http://panem.forumpl.net/t2560-chris#36725
http://panem.forumpl.net/t2561-christina-annesley#36727
http://panem.forumpl.net/t2562-przebieg-sluzby-utajniony#36728
http://panem.forumpl.net/t2577-chris#37024
http://panem.forumpl.net/t2564-christina-annesley
Wiek : 29 lat
Zawód : dowódca Strażników Pokoju, oficer szkoleniowy, pilot {starszy oficer}
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, broń palna + magazynek, zezwolenie na posiadanie broni, przepustka do KOLCa, telefon komórkowy i, zależnie od sytuacji, pełne umundurowanie

PisanieTemat: Re: Siłownia wojskowa   Czw Paź 23, 2014 8:50 pm

Po spotkaniu z Charliem przez kilka dni chodziła jak struta, na co obeznani z nią już rekruci zareagowali chodzeniem jak w zegarku. Niby nie była już ich oficjalną przełożoną, niby całe to żałosne stado przekazała już w ręce kogoś innego, na papierze wciąż była jednak oficerem szkoleniowym i... Cóż, powiedzmy, że awansowała na pozycję, która jeszcze bardziej uzasadniała konieczność posłuszeństwa. Dowódca Strażników Pokoju, co? Można narobić w gacie z wrażenia.
Skrzywiła się, szarpnięciem rozpinając mundur i zrzucając z siebie najpierw górę, potem dół. Pewnym problemem mogło być nie zamknięcie szatni - teraz, paradując po pomieszczeniu w samej bieliźnie, teoretycznie miała wszelkie podstawy, by się obawiać - ale, naprawdę, Annesley miała przejmować się podobnymi pierdołami? Tak, w czynnym wojsku kobiety nadal były mniejszością. Tak, wciąż można było spotkać się ze zbyt rozbuchanymi samcami. Tylko co z tego? Christina była... Cóż, nigdy nie miała problemu z przebieraniem się przy otwartych drzwiach, nigdy też nie czuła najmniejszych oporów, gdy bez słowa uprzedzenia prowadziła inwazję na męską szatnię, czegoś od swych kolegów potrzebując. I co? I nic. Nikt jej nie molestował. Nikt jej nie zgwałcił. Podobnie histeryczne ostrzeżenia były dla niej zwykłą, nie mającą podstaw bajką. Ostatecznie w kamasze idą przecież kobiety umiejące sobie radzić, nie?
Składając mundur kostkę - nie taką wypieszczoną co do milimetra, ale w miarę równą, bo przecież nie zamierzała przed ludźmi wyglądać jak ostatnia łachudra - wciągnęła na siebie krótkie szorty i luźną, sięgającą niemal połowy ud koszulkę na ramiączka i przeciągnęła się leniwie. Wysyłając w międzyczasie smsa do Blaise'a, dała mu pół godziny. Pół godziny to teraz wystarczająco dużo.
Zabierając buty ze sobą, na boso opuściła szatnię i przysiadła na brzegu umiejscowionego w jednym końcu sali podestu. Ta nieprofesjonalna być może, ale wystarczająca aż nadto arena była tym, co lubiła najbardziej. Jasne, rowerki, te wszystkie ciężary - korzystała i z tego, ale nic tak nie odpręża, jak danie komuś w mordę.
Kiedyś, gdy była nową, spotykała się jeszcze z oporami ze strony przeciwników. Wiecie, ci bardziej cywilizowani - a więc ci, którzy nigdy nie skończą wśród Strażników Pokoju - widzieli w niej kobietę i jeśli bili, to tylko dlatego, że ich do tego zmuszała, na odwal się, słabo, śmiesznie. Teraz? Teraz wciąż jeszcze tak bywało. Wciąż nie umiała znaleźć sobie partnera do sparingu, który byłby gotów ją zmasakrować. Jasne, mogła ćwiczyć z innymi kobietami, te podobnych oporów nie miały, ale... Naprawdę? Nie. To nie były rywali, jakich potrzebowała. Chciała męskiej siły. Chciała dwukrotnie cięższego, potężniejszego partnera, który potrafiłby sprawić, by z siłowni po prostu się wyczołgała.
Czy Blaise kimś takim był? Nie, nie sądziła. Ale był jej przyjacielem i na pewno sprawdzał się lepiej, niż inni. Znał ją, a ona znała go. Wiedział, na ile Chris stać i nie dawał jej for... Przynajmniej nie aż tak. Cóż, nie można mieć wszystkiego, tak?
Wiążąc ciasno buty, stłumiła ziewnięcie (tak, chyba była zmęczona) i związując włosy w koński ogon, zakołysała nogami w powietrzu, ostatecznie przeciskając się przez sznurkową barierkę i postanawiając czekać już na arenie. Siadając po turecku na samym środku podestu, odetchnęła głęboko i zamyśliła się, myśląc intensywnie aż do czasu, gdy...
Wspomnienie tego młodego złodziejaszka natarło na nią ponownie, doprowadzając do ślepej furii. Zaciskając zęby, spojrzała niecierpliwie w kierunku drzwi siłowni.
Blaise, do cholery, pospiesz się. Nie wytrzymam tego dłużej.
Szarpnięciem rozpięła zapięcie rękawic - nie tych pełnych, bokserskich, ale lżejszych, bez palców - i zapięła jeszcze raz, ciaśniej, jak gdyby to w czymkolwiek miało jej pomóc.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Siłownia wojskowa   Nie Paź 26, 2014 2:18 pm

| przed przesłuchaniem Chaza.

Wziął na siebie zdecydowanie zbyt dużą liczbę spraw, zbyt wiele rzeczy rozpraszało jego uwagę i wcale nie był w błędzie, gdy wyrzucał sobie, że nie jest w stanie pracować na pełnych obrotach, przez co ucierpieć może nie tylko on sam. Jedno źle przeprowadzone przesłuchanie wystarczyłoby aby położyć całe śledztwo, chwila nieuwagi mogła kosztować kogoś wolność, a winni pozostaliby niezauważeni. Ale nie mógł przecież żyć wyłącznie wydarzeniami z Sali przesłuchań, trwały Igrzyska, a rząd ponosił ich konsekwencje w każdym znaczeniu tego słowa – od niepochlebnych opinii rzucanych na ulicy, po jawne demonstrowanie swojego niezadowolenia, jak to ostatnio miało miejsce w szpitalu. Do tego wszystkiego dochodził jeszcze niepokój o panią prezydent we własnej osobie, która według Argenta otoczona była nieodpowiednimi osobami, mającymi wpływ na najbardziej kontrowersyjne decyzje. W tym ostatnim punkcie był względnie bezsilny, ze swojej pozycji niewiele mógł zrobić, a to frustrowało go chyba najmocniej.
Wiadomość od Chris nadeszła w idealnym momencie, gdyby nie oferta wyżycia się na siłowni, kto wie, może Blaise następnego dnia wykorzystałby swoją przewagę nad którymś z przesłuchiwanych? Czara goryczy musiała się w końcu przelać, a zapewne nic nie poprawiłoby mu humoru bardziej, niż przyłożenie Lowellowi w twarz.
Odpisał natychmiast, podejmując szybką decyzję o wygospodarowaniu kilku godzin na trening, którego ostatnio i tak zaniechał. Sen jest dla słabych, kto by się tym przejmował? Tony papierów do opracowania może przejrzeć jutro, na dodatek Avery jeszcze nie przekazała mu swoich, a nad finalną wersją protokołów mieli pracować przecież razem. Zgarnął ubranie na zmianę do treningowej torby, zbiegł do garażu, a chwilę później pędził ulicami Kapitolu na motorze, uznając to za pierwszą oficjalną formę relaksu już od rana.
Darował sobie powitania, jakie na pewno czekałyby go w koszarach, na siłownię dostał się tylnym wejściem, wędrując prosto do szatni. Zamienił dżinsy na krótkie spodenki, koszulę na zwykły, czarny tshirt, (hehe) wrzucił ubrania i torbę do szafki, po czym zamknął ją z głośnym trzaskiem, dając znać wszystkim zebranym o swojej obecności. Gdy wyszedł na salę, od razu zauważył Chris, uśmiechnął się więc pod nosem i ruszył w jej kierunku.
Oczywiście, że nie wyobrażał sobie klasycznego mordobicia. Annesley była dobrym kumplem, ale była także kobietą, tego nie mógłby przeskoczyć w swojej głowie nawet gdyby chciał. Z radością został jej sparring partnerem, ale musiała przecież wiedzieć, że na prawdziwą walkę nie ma co liczyć.
- Już za chwilę się wyżyjesz! – zawołał zamiast przywitania, gdy tylko zauważył jej zniecierpliwioną minę. Wędrując na podest wykonał jeszcze kilka obowiązkowych ćwiczeń rozgrzewkowych, co z perspektywy kobiety mogło wyglądać prześmiesznie, ale robienie z siebie idioty nie ruszało go już aż tak, jak jeszcze przed kilkoma tygodniami.
Zawiązał mocniej buty i dla żartu udał, że poprawia włosy, wykonując takie same gesty, jak przyjaciółka wiążąca przed chwilą kucyka. Drobna zaczepka na pewno jej nie urazi, znali się przecież na tyle, by Blaise doskonale to wiedział.
Chris miała na sobie rękawice, więc on zdecydował się sięgnąć po łapki bokserskie, by już po chwili zapiąć je dookoła własnych dłoni. W pierwszej rundzie ona mogła atakować jego, w następnej się zamienią.
- Gotowa? – zapytał, stając naprzeciwko i rzucając jej wyzywające spojrzenie – Kogo tym razem będziesz sobie wyobrażać? – autentycznie ciekawy, ustawił się na pozycji, gotowy przyjmować jej ciosy na łapki.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2559-christina-annesley#36692
http://panem.forumpl.net/t2560-chris#36725
http://panem.forumpl.net/t2561-christina-annesley#36727
http://panem.forumpl.net/t2562-przebieg-sluzby-utajniony#36728
http://panem.forumpl.net/t2577-chris#37024
http://panem.forumpl.net/t2564-christina-annesley
Wiek : 29 lat
Zawód : dowódca Strażników Pokoju, oficer szkoleniowy, pilot {starszy oficer}
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, broń palna + magazynek, zezwolenie na posiadanie broni, przepustka do KOLCa, telefon komórkowy i, zależnie od sytuacji, pełne umundurowanie

PisanieTemat: Re: Siłownia wojskowa   Nie Paź 26, 2014 5:47 pm

Kogo będzie sobie wyobrażać? Cóż, to było bardzo dobre pytanie, bo... Chyba nie wiedziała. Chyba nie była pewna, na kogo się zdecydować. Choć przed oczami wciąż miała tego drobnego złodziejaszka, Charliego, wiadomym było, że nie chodzi o niego. Był katalizatorem, coś wywołał, coś obudził, ale nie zasłużył na to, by to jego wyimaginowany obraz służył za worek treningowy. Kto więc?
Nie zdążyła jeszcze tego określić, gdy wyczekiwany przez nią mężczyzna wreszcie się pojawił. Jego nadejście było argumentem za powstaniem z ziemi, obciągnięciem koszulki i ostatecznym dopięciem rękawic, zapięciem których bawiła się mimowolnie już od dobrej chwili. Podczas gdy mężczyzna rozgrzewał się jeszcze, Chris przeciągnęła się leniwie, wyginając plecy w pałąk i strzepnęła rękoma, rozluźniając je. Chciała wyjść stąd zmęczoną, ale całą i zdrową.
- Och, już się tak nie strój - parsknęła cicho, widząc, jak parodiuje jej gesty.  - Jeszcze ktoś pomyśli, że masz dziewczyńskie odchyły. - Wyszczerzyła zęby w szerokim uśmiechu i pokręciła głową z rozbawieniem. Jasne, że nie zamierzała się czuć urażoną podobną zaczepką. Szczerze mówiąc, Blaise'owi na sucho uszłoby znacznie, znacznie więcej, do czego jednak Chris przyznawała się niechętnie i nigdy na głos. Przyjaciel przyjacielem, ale jakieś zasady powinny obowiązywać, więc... Cóż. Nie każdy musiał wiedzieć, że do Argenta ma zwyczajną słabość.
Potem, stojąc już naprzeciw partnera, musiała natomiast wrócić do pytania. Unosząc ręce do postawy bojowej, musiała wreszcie określić, o co jej tak naprawdę chodzi.... A chodziło o wiele, przy czym połowę trudno było ubrać w słowa tak, by się nie narazić. Bo niby byli tu sami, tak? Nie bądźmy jednak śmieszni, przecież obydwoje wiedzieli, że ściany mają uszy. Setki, tysiące uszu i miliony poukrywanych oczu, przez które zwyczajnie nie warto jest rozmawiać wprost, stosując oczywiste frazesy.
Zakołysała się na piętach,  zmuszając się wreszcie odpowiedzi. Bo kogoś przecież będzie sobie wyobrażała. Zawsze to robiła. Worek treningowy zawsze był kimś innym, Blaise zawsze był kimś innym - przynajmniej do chwili, gdy zwyczajnie brakowało jej tchu a ręce paliły żywym ogniem.
- Wszystkich to pewnie nie jest satysfakcjonująca cię odpowiedź, co? - zapytała wreszcie, na dobry początek, zmuszając się wreszcie do działania. Prawy, lewy, prawy, lewy, lewy. Jej drobne, nie chronione tak dobrze, jak być powinny (Annesley miała ostatnio tendencje do bycia masochistką i zamiast pełnych, bezpiecznych łap brała te dużo lżejsze rękawice chwytne) pięści śmigały prędko, zdecydowanie zbyt szybko jak na prawdziwą walkę, ale teraz nie chodziło o jakąkolwiek wygraną, o zrobienie komuś krzywdy. Nie chodziło też chyba nawet o faktyczny trening, bo Chris nigdy nie miała ambicji bycia w tej dziedzinie zawodowcem. Chciała się zmęczyć, a do tego nie potrzeba finezji. - Więc może tego gnoja, który skatował dziecko w KOLCu. - Strażnika Pokoju, o którym mówiła, najchętniej zamordowałaby gołymi rękami, tylko że... Czym by różniła się wtedy od niego? Nie umiała się odnaleźć na stanowisku dowódcy ale jeszcze bardziej nie umiała odnaleźć się jako reprezentantka białych mundurów. To nie był jej świat. To głupie i tchórzliwe, ale naprawdę wolała służbę typowo wojskową, nie policyjną. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. - Albo Ginsberga, za to, że to przez niego wpadłam w to gówno. - Skoro sam przyznał się do polecenia jej Coin - on i Ashworth stali za tym, że nazwisko Annesley pojawiło się na biurku Almy w odpowiednim momencie - to Chris dawała sobie pełne prawo na obwinianie go. To dziecinne, jasne, na co dzień była więc poważną i rozsądną, ale teraz, w jeden z tych tragicznie złych dni, musiała się na kimś skupić. Gerard był dobry jak każdy inny. - Albo mamuśkę. - Jasnym było, że nazwisko Alma Coin w tej rozmowie pojawić się nie powinno, ale Argent, wiedząc, że Chris przecież matki już nie ma, z pewnością zrozumie, o co chodzi. - Albo może po prostu siebie. - Skrzywiła się gorzko, teraz, w te kilka kolejnych uderzeń wkładając faktyczną siłę, którą przecież miała, a którą się nie chwaliła, bo po prostu nie było po co. To, że po latach treningów i kursów, po niezliczonych godzinach dźwigania całego ekwipunku i przeładowywania poduszkowców targanie ze sobą czterech wypakowanych po brzegi toreb z zakupami nie powodowało u niej nawet zadyszki nie było jej zdaniem powodem do dumy, a po prostu naturalną konsekwencją wyboru takiego a nie innego stylu życia.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Siłownia wojskowa   Pon Lis 10, 2014 4:06 am

A gdyby to jemu zadano teraz takie pytanie? Gdyby to on miał uderzać w łapki lub worek treningowy, kogo by sobie wyobrażał? W tym momencie lista byłaby zdecydowanie zbyt długa, by zacząć wymieniać ludzi personalnie, jednak znaczną część stanowili oczywiście jego współpracownicy oraz przesłuchiwane od kilku dni osoby. Każdy kolejny dzień oznaczał nowe nazwisko i nowy powód do frustracji, dlatego możliwość wyżycia się na siłowni spadała mu jak z nieba, choć był daleko od tego, by zacząć dziękować Chris, wychwalając ją pod niebiosa. Po co marnować słowa, gdy czynami można dać jej do zrozumienia, że świetnie wyczuła jego nastrój. Plus dziesięć punktów do skali przyjaźni, zdecydowanie.
Na jej komentarz tylko uśmiechnął się pod nosem, upewniając się jeszcze, czy wszystko aby na pewno ma odpowiednio zapięte.
- Lowell byłby wniebowzięty – zażartował, bo przecież preferencje redaktora naczelnego Capitol’s Voice były znane szerszej publiczności, podobnie jak fakt, że panowie ostatnimi czasy nie za bardzo za sobą przepadali.
Argent nie mógł pozbyć się wrażenia, że ostatnio wyjątkowo często wspomina Charlesa, lecz traktował to oczywiście wyjątkowo służbowo. Nie musiał nawet tłumaczyć się przed sobą, że to na pewno wina nierozwiązanego śledztwa, martwej Morraine i policzka, którego pieczenia już dawno nie odczuwał. Czy jednak była to subtelna podpowiedź jakiejś cholernej intuicji, która wskazywała przy okazji Lowella jako winnego całego zajścia z Vernon? To miało się dopiero okazać.
Wrócił do rzeczywistości w idealnym momencie, by uniknąć pierwszego ciosu Chris i podstawić łapkę pod jej pięść. W tej rundzie to ona miała dać z siebie wszystko, wylewać siódme poty i po prostu się wyżyć, on chwilowo był tą bierną stroną, choć musiał przecież zwracać uwagę na ciosy kobiety, ułożenie jej dłoni, czy postawę, by w razie czego poprawić ją lub odpowiednio wcześnie zauważyć, czy przypadkiem nie połamie sobie palców.
Pokręcił głową, bo doskonale go rozgryzła, a później wysłuchał cierpliwie wszystkiego, co miała do powiedzenia. Nie był może dobrym pocieszycielem, ale przecież nie spotkali się tu po to, by wzajemnie się żalić i oczekiwać, że poklepią się po plecach i powiedzą kilka wzniosłych słów, jakby to miało w czymkolwiek ulżyć. Zadaniem Argenta było w tej chwili przyjmowanie ciosów, choć nie mógł oczywiście odpuścić sobie kilku uwag.
Temat Kwartału był ostatnio bardzo delikatny, a w połączeni ze Strażnikami Pokoju, ich obowiązkami i przekraczaniem kompetencji stanowił prawdziwe pole minowe. Na szczęście Chris była jedną z tych osób, z którymi Blaise chętnie na nie wkraczał.
- Annesley, tylko mi się tu nad sobą nie użalaj – cofnął się o krok, parując jej kolejne uderzenie – Teraz to ty rządzisz na tym podwórku i to oni mają się do ciebie dopasować, nie odwrotnie.
Zastanawiał się, czy powinien poruszać przy niej temat Ginsberga i Ashworth, którzy mieli być przecież już niebawem przesłuchiwani. Co prawda w zupełnie innej sprawie, jednak Blaise chciał pozostać do bólu profesjonalny, dlatego zręcznie krążył dookoła.
- Nawet jeśli ktoś zasugerował twoją kandydaturę, decyzja należała do jednej osoby. Rząd nie jest jak kapitoliński ogólniak, nie wybraliby cię królową balu, gdyby zaraz potem chcieli wylać ci na głowę wiadro pomyj – stwierdził stanowczo. A czy naiwnie… to miało się dopiero okazać.
Użyte porównanie rozbawiło jego samego (ach, wrodzona skromność!), ale nie miał czasu już na żadne uśmieszki, bo przecież musiał dotrzymywać kroku Chris, która była w naprawdę świetnej kondycji. Może jednak warto byłoby rzucić palenie, by kiedyś ją dogonić?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2559-christina-annesley#36692
http://panem.forumpl.net/t2560-chris#36725
http://panem.forumpl.net/t2561-christina-annesley#36727
http://panem.forumpl.net/t2562-przebieg-sluzby-utajniony#36728
http://panem.forumpl.net/t2577-chris#37024
http://panem.forumpl.net/t2564-christina-annesley
Wiek : 29 lat
Zawód : dowódca Strażników Pokoju, oficer szkoleniowy, pilot {starszy oficer}
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, broń palna + magazynek, zezwolenie na posiadanie broni, przepustka do KOLCa, telefon komórkowy i, zależnie od sytuacji, pełne umundurowanie

PisanieTemat: Re: Siłownia wojskowa   Pon Lis 10, 2014 6:21 pm

Szczerze mówiąc, to był jeden z tych dni, kiedy Chris nie miałaby nic przeciwko połamaniu sobie palców. Naprawdę. Nie dlatego, że znajdowała się we wzniosłym stanie pokutowania za jakieś swoje błędy, ale przez wzgląd na fakt, że ból doskonale wszystko tłumił. Powstrzymywał głupotę i oczyszczał. Banalne? Bardzo. Jeszcze bardziej nierozsądne, ale może właśnie dlatego prawdziwe? Pewnie, Chris nie była tak nienormalną, by na siłę szukać guza, nie zamierzała też za wszelką cenę dążyć do wizyty w szpitalu - ot, po prostu dziś chyba łatwiej byłoby jej się z tym pogodzić. Usypianie w towarzystwie nietłumionego lekami bólu byłoby teraz znacznie lepszym wariantem niż cicha, spokojna noc.
- Och, daj spokój, Argent - rzuciła, prychając cicho. Nie traktując tego ich spotkania jako faktycznego treningu, nie przykładała się do tego, co robiła. Nie zważała na technikę, na dobrą postawę, na wszystko to, czego pilnowało się, gdy chodziło o faktycznie przećwiczenie swych umiejętności. Teraz miało być silnie, szybko, do bólu. Do ognia w ramionach, imadeł na kościach dłoni, szumu krwi w skroniach i mokrego od potu podkoszulka.
- Naprawdę w to wierzysz? - Lewy, lewy, prawy, lewy. - Bo ja nie. Nie wierzę, że ktokolwiek kiedykolwiek był ich wszystkich w stanie okiełznać. Zbyt daleko to zaszło. - Robiąc sobie moment przerwy, pobujała się na czubkach palców u stóp, strząsnęła rękoma, rozluźniając mięśnie. - Zresztą, to chyba nawet nie o to chodzi. - Wzruszyła lekko ramionami. - Nie użalam się. Ostatecznie to jakieś wyzwanie. Może nawet powinnam im za to podziękować.
Zamierzyła się jeszcze na dwa, trzy uderzenia. Równie szybkie, równie silne, znacznie bardziej gwałtowne, niż powinny być. A potem - potem po prostu przerwała gwałtownie.
- Ja chyba po prostu uważam, że wreszcie powinnam dostać w mordę. - Uniosła brwi znacząco. Nie, jasne, że nie spodziewała się czegoś podobnego po Blaisie. Nie oczekiwała, że od tak odrzuci swoje zasady dla jakiejś jej zachcianki - zachcianki zupełnie przy tym nierozsądnej. Tym niemniej było jej mało. W pełni kontrolowane boksowanie jej nie wystarczało, musiała...
- Dawaj łapy. Rozgrzejesz się, a potem sprawdzimy, czy pamiętasz jeszcze coś z dźwigni - rzuciła z rozbawieniem. Z ich dwójki to ona miała większy przymus pamiętania wszystkich najbardziej bolesnych, wymagających ćwiczeń i treningów, tym niemniej bardzo by się zdziwiła, gdyby Argent nie był w stanie dotrzymać jej korku. Zawsze był. Nie wiedziała, co musiałoby się stać, by miało się to zmienić. - Nie uznaję odmowy. - Hej, co mogło być lepszego na spięcie niż wyrżnięcie plecami w twardy materac i potarzanie się po podłodze?
Zrzucając na chwilę swoje ubogie rękawice, nałożyła te pełne i przygotowując się na przejmowanie uderzeń mężczyzny (co było równie, jeśli nie bardziej męczące niż boksowanie samemu).
- No więc? Komu ty zamierzasz obić twarz? - rzuciła z rozbawieniem. Nadawanie rękawicom konkretnych oblicz było małym rytuałem wzmagającym skuteczność tej metody wyrzucania z siebie całego napięcia. Napieprzanie w rękawice było czymś zupełnie innym, gdy zamiast nic widziało się określone, dobrze znane sylwetki. I jasne, może wystarczyłoby sobie po prostu o tym myśleć, ale niegłupi powiedział, że wypowiedzenie czegoś na głos nadaje temu moc. Chris sprawdziła po sobie, że nic tak nie oczyszcza jak nazwanie jednej rękawicy, powiedzmy, Almą, drugiej - nazwiskiem jakiegoś randomowego rywala i dopiero wtedy przelanie na nie całej swojej frustracji.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Siłownia wojskowa   Sob Lis 15, 2014 12:43 pm

Rozgrywka przeniesiona do retrospekcji.
Następujący po niej przeskok czasowy przenosi nas do pierwszej połowy września 2283.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Siłownia wojskowa   

Powrót do góry Go down
 

Siłownia wojskowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Siłownia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje-