IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Wesołe miasteczko

 

 Wesołe miasteczko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1889-noah-atterbury#24419
http://panem.forumpl.net/t249-noah-atterbury
http://panem.forumpl.net/t1314-noah-atterbury
http://panem.forumpl.net/t563-noah
http://panem.forumpl.net/t1190-noah-atterbury
Wiek : 19
Zawód : Kelner w 'Well-born' i student
Przy sobie : medalik z ampułką cyjanku, zapalniczka, broń palna, zezwolenie na posiadanie broni, paczka papierosów, nóż ceramiczny
Znaki szczególne : piegipiegipiegi
Obrażenia : Złamane serce i nadszarpnięte zaufanie

PisanieTemat: Wesołe miasteczko   Pią Maj 03, 2013 1:07 pm



Opuszczone wesołe miasteczko, mimo że niegdyś było stolicą zabawy i radości, dzisiaj robi wrażenie co najmniej upiorne. Pozbawione odpowiedniej konserwacji, przerdzewiałe karuzele, skrzypią głośno na wietrze, a na alejkach walają się resztki kolorowych baloników i wyblakłych transparentów. Co najmniej połowa konstrukcji grozi tu katastrofą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t628-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t630-katygorycznie-zapraszam
http://panem.forumpl.net/t1381-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t1363-brand-new-holophone
Wiek : 15

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Pon Mar 17, 2014 11:59 pm

[pozwolę sobie odrobinę zafantazjować nt. działalności Katy w GE, która realnie jest żadna ale teoretycznie jakaś tam mogła być]

Nie cierpiałam kiedy krzyczeli. Plaga krzyczała wtedy w mojej głowie razem z nimi, stwarzając tak nieziemski jazgot, że migrena była niemal pewna. Miałam ochotę przerwać to co robiłam i zatkać uszy rękoma. Wtedy Plaga jednym silnym "pchnięciem" wyrzucała mnie do tyłu, pozbawiała kontroli nad ciałem i zabawiała się dalej sama. Ale Katy musiała patrzyć. Musiała "się uczyć". Bo gdyby Plagi zabrakło, to musiała poradzić sobie jakoś w życiu. Na nic się zdały moje sarkastyczne pytania, gdzież to ona się wybiera.
Ten facet konkretnie, który stał przed nami, niby niczym nie zawinił. To dlaczego, wobec tego, znajdował się na czarnej liście? Dobre pytanie. Sama chciałabym wiedzieć. Ja miałam mu tylko przekazać, że jeśli jeszcze raz odwiedzi ten burdel w gettcie, to będzie to jego ostatni czyn jako mężczyzny. Siedział przed nami, przykuty do gondoli w jakiejś karuzeli. Ja tymczasem wyjęłam z torby elektryczną igłę do robienia tatuaży i pojemniczek czerwonego tuszu.
- Nie mam tu niestety prądu, przez to że mi tak zwiewałeś, więc zrobimy to bardziej bolesnym sposobem. - Przemówiła Plaga, moim głosem i moimi ustami. A może to obie mówiłyśmy? Przez chwilę zawisłam nad mężczyzną, pogrążona w wewnętrznej rozterce. Potem pochyliłam się i zaczęłam żmudną robotę.
Kiedy skończyłyśmy, poczekałyśmy spokojnie aż facet z napisem "DZIWKARZ" na podbrzuszu łkając pozbiera się do kupy i odejdzie. Tymczasem wyczyściłyśmy urządzenie z tuszu i krwi i zapakowałyśmy sprzęt do torby.
To się robi nudne! Oznajmiła Plaga, która pojawiła się obok mnie, tupiąc nóżką. Każda dziewczynka potrzebuje się zabawić! Dodała, nie wyjaśniając o co chodzi. Potem zamilkła i zostawiła mnie samą. Jak zwykle, kiedy nie działo się nic interesującego.




Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie
Arioch"


Rosemary Garroway napisał:
[11:42:45] : Katy Cię Popieści, Torture Inc., Panem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1962-casper-hastings#24751
Wiek : 20 lat
Zawód : płatny zabójca
Przy sobie : kamizelka kuloodporna, broń, pozwolenie na broń, motocykl

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Czw Mar 20, 2014 10:02 pm

// ee... z ceremoni przydziału? W sensie z egzekucji?

Na chuj mu to było? Po jaką cholerę go zabrali ze sobą podczas całej tej "akcji" i zesłali na Ziemie Niczyje? Znowu będzie musiał wracać do Kapitolu. Nie zostawi swego gangu, a przynajmniej jednej osoby. Co to to nie. Potrzebował swego kompana. Może nie do tego, by przeżyć, ale ogólnie. Oby tylko jeszcze żył. Kto wie, czy przypadkiem Coin nie stwierdziła, że "usługi" Cieni przestały być dla niej korzystne. Skoro planowała jego zabić to kto wie.
Jakieś pierdolone wesołe miasteczko rzuciło mu się w oczy, gdy tak przechadzał się po... no właśnie... po czym? Po terenach dawnej świetności Kapitolu. Grunt, że to nie było poza Panem. Grunt, że znajdował się w miarę blisko KOLCa i Dzielnicy Rebeliantów.
Wszedł na teren ruin po wesołym miasteczku i wolnym krokiem mijał różne niegdyś neonowe szyldy i budynki.
Karuzele, zjeżdżalnie, tunele... Na co to komu. Wypadałoby to zrównać z ziemią, by został tylko popiół.
Rozejrzał się uważnie i ruszył w kierunku jednej z większych karuzel, by wspiąć się na nią, usiąść i zacząć obserwować otoczenie z góry. Po kilkunastu minutach był już na szczycie i siedział opierając głowę o prawe kolano. Nie miał co robić. Znaczy się. Zrobił sobie małą przerwę zanim wróci do Dzielnicy i Kwartału. Musiał przemyśleć jedną sprawę, a mianowicie uwolnienie z Kwartału Andena.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t628-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t630-katygorycznie-zapraszam
http://panem.forumpl.net/t1381-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t1363-brand-new-holophone
Wiek : 15

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Czw Mar 20, 2014 10:36 pm

Pozbierałam sprzęt i już miałam odchodzić, kiedy zobaczyłam jakiegoś faceta, który zaczął się wspinać na karuzelę. Zdążyłam zrobić jeden krok, kiedy Plaga brutalnie przejęła moje ciało i zatrzymała się.
[Plaga]
Proszę nie... Pomyślała Katy, ale ja byłam ju zbyt silna, by mogła mnie w jakikolwiek sposób powstrzymać. Podobało mi się to. Podobało mi się to ciało, kierowanie nim i knucie swoich małych intryg. Stworzono mnie na czas Igrzysk, a po nich miałam odejść w zapomnienie, ale w którymś momencie tego szaleństwa mała Katy le Brun oddała mi zbyt dużo wolności, stworzyła mnie zbyt realną, by była w stanie to cofnąć.
"Siedź cicho!" upomniałam ją i odwróciłam się na pięcie, aby spojrzeć na chłopaka. Był od nas sporo starszy, ale za to przystojny. Wiedziałam, że to typ faceta, którego nie chciałbyś spotkać w ciemnym zaułku. Ale wyglądał też na kogoś, kogo kojarzyłam. Zmrużyłam oczy w tym czasie przeszukując wspomnienia Katy. Widziała go chyba kiedyś w Violatorze. Nie przysięgłaby, bo wiele się zmienił, ale to chyba był on.
- Pojebało cię, czy studiujesz zachowania małp? - zapytałam, podnosząc nieco głos. Gostek był... Całkiem niczego sobie. A ja miałam ochotę się trochę zabawić. Upewniłam się, że sztylet mam schowany bezpiecznie w rękawie bluzy. Zignorowałam słabe narzekanie Katy i odrzuciłam jej długie włosy, żeby nie opadały mi na twarz.
- Tak czy inaczej, powinieneś zejść jeśli cenisz swoje życie. - dodała, choć ciężko było powiedzieć, czego się to tyczyło.




Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie
Arioch"


Rosemary Garroway napisał:
[11:42:45] : Katy Cię Popieści, Torture Inc., Panem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1962-casper-hastings#24751
Wiek : 20 lat
Zawód : płatny zabójca
Przy sobie : kamizelka kuloodporna, broń, pozwolenie na broń, motocykl

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Czw Mar 20, 2014 10:56 pm

Wydarcie się Katy sprawiło, że Casper wrócił do rzeczywistości i spojrzał w stronę źródła dźwięku. Dziewczynka, a może dziewczyna wgapiała się w niego jakby był okazem w zoo. Przyzwyczaił się już do tego. Za czasów swojej niedawnej młodości często na niego się gapili. Rodzice, nauczyciele, przypadkowi przychodnie. Jedni ze wstrętem, drudzy z niepokojem, trzeci z nienawiścią, a jeszcze inni z obojętnością. Mało kto spoglądał na niego z miłością. Może z dwie osoby w całym jego życiu. Nie więcej.
- Nie Twój interes dziecko. - Odparł spoglądając na Katy. Znał ją. Siostra tego skurwiela co miał czelność pukać jego siostrę. Była trybutem w ostatnich Igrzyskach. Casper nie oglądał tego co się działo na arenie. Nie obchodziło go to w ogóle. Jakby mordowanie siebie nawzajem było czymś nowym dla niego.
- Nie cenię swojego żywota. Nie jest cenne, więc nie mam powodu dla którego nie miałbym nim żonglować. - Odpowiedział na jej słowa. Ryzykował całe życie i całym swoim życiem. Nie interesowało go, czy tam gdzie jest jest bezpiecznie. Życie na krawędzi uzależniało.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t628-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t630-katygorycznie-zapraszam
http://panem.forumpl.net/t1381-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t1363-brand-new-holophone
Wiek : 15

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sob Mar 22, 2014 6:47 pm

Kiedy usłyszałam określenie "dziecko", zmrużyłam nieco oczy, ale poza tym w żaden sposób nie zareagowałam. Byłam dzieckiem, a przynajmniej moje ciało było. Choć wolałabym, żeby nie używano w stosunku do mnie takich określeń, to uważałam, że jeszcze gorszym byłoby dać się w ten sposób sprowokować.
- Mogę być dzieckiem, ale przynajmniej nie jestem samobójcą. - O, co to to tak. Można było wiele złego o mnie mówić, ale nie zamierzałam tracić życia, które w tak cudowny sposób zyskałam. Nie po to wyciągałam Katy z Areny, żeby teraz rzucać się pod pociąg czy skakać z dachu karuzeli.
- Jak Ci życie takie niemiłe, słodziaku, to mi je oddaj. - uśmiechnęłam się, tym uśmiechem niegrzecznej dziewczynki, którego Katy nigdy nie potrafiła opanować do perfekcji a mnie przychodził on niemal naturalnie. - Chyba, że tak naprawdę kurewsko się boisz, że jak cię piorun pierdolnie czy pociąg przejebie, to się nie obudzisz na chmurce, otoczony dziewięćdziesięcioma dziewięcioma dziewicami gotowymi do ostrego rżnięcia. Nie obudzisz się wcale. - dodałam, odwracając się lekko bokiem, po czym podbiegłam do karuzeli i wsiadłam na jednego z różowych jednorożców.




Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie
Arioch"


Rosemary Garroway napisał:
[11:42:45] : Katy Cię Popieści, Torture Inc., Panem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1962-casper-hastings#24751
Wiek : 20 lat
Zawód : płatny zabójca
Przy sobie : kamizelka kuloodporna, broń, pozwolenie na broń, motocykl

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sob Mar 22, 2014 7:07 pm

Casper spojrzał zaintrygowanym wzrokiem na Katy. Przez jakiś czas szukał w pamięci więcej informacji na jej temat. Nie, nie była jedną z dziwek z Violatora, choć jej słowa to sugerują. A może on się na nią nie natknął wtedy? Kto wie.
Uniósł jedną brew i obserwował dziewczynę z nieudawanym zainteresowaniem. To była w jego przypadku nowość, bo zwykle jego twarz wyrażała obojętność.
- Niebo? Wolę piekło. Tam jest więcej niegrzecznych dziewczynek. - Mruknął po czym uśmiechnął się do niej z błyskiem w oku. "... i chłopców." - dodał w myślach. - Masz jakiś interes? - Zapytał po chwili milczenia. Lubił konkrety, nie lubił owijania w bawełnę, a jeśli chodziło o ciekawe propozycje to wiadomo, że Casper był zainteresowany.
Po chwili zniknęła mu z oczu, gdy podbiegła do karuzeli. Chłopak zeskoczył wobec tego z maszyny, by móc się dalej przyglądać temu niecodziennemu zjawisku jakim była była trybutka, której psychikę mocno nadszarpnięto co było widać w jej zachowaniu. Jednak Casp miał głęboko w dupie to, czy ta dziewczyna panuje nad sobą, czy nie. Miał to gdzieś.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t628-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t630-katygorycznie-zapraszam
http://panem.forumpl.net/t1381-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t1363-brand-new-holophone
Wiek : 15

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sob Mar 22, 2014 11:11 pm

Siedziałam sobie na koniu byłem, opierając się o rurkę która łączyła go z resztą konstrukcji plecami.
- Interes? - Parsknęłam śmiechem. Jaki mogłam mieć interes do niedomytego szajbusa, który rozbijał się po Ziemiach Niczyich, zapewne bez grosza przy duszy. Byłam niemal pewna, że w jakiś sposób podpadł Almie i dlatego teraz się ukrywa. Wyglądał na takiego. Nie zdziwiłoby mnie wcale gdyby był Kapitolińczykiem, który uciekł z KOLCa i teraz próbował przetrwać w okrutnym świecie. - Chyba prędzej ty chłoptasiu mógłbyś mieć do mnie interes. - zauważyłam pogardliwie, ale przyglądałam mu się z zainteresowaniem. Z kieszeni płaszcza wyjęłam lizaka o smaku truskawkowym i włożyłam sobie do ust, oblizując w dosyć dwuznaczny sposób.
- Jak Twoja matka kurwa raczyła cię nazwać? - zapytałam, przesiadając się zwinnie tak, że teraz siedziałam na koniu we właściwy sposób, obejmując go nogami. Wygięłam się w łuk, opierając piersiami o rurkę po czym wyjęłam z ust lizaka i znów dokładnie go oblizałam. Bawiło mnie to. Strasznie. Chciałam, żeby ten facet się mną zainteresował, chciałam obudzić żądzę w jego oczach, obiecać mu te jego dziewice. Jeśli nie dziewięćdziesiąt dziewięć, to chociaż jedną. A potem go zostawić. Kazać mu obejść się smakiem, tak by potrafił myśleć tylko o tym, jak bardzo chciałby posunąć się dalej, jak bardzo chciałby mnie pokosztować. Uśmiechałam się do niego uroczo.
(Tak dla wyobrażenia co Katy ma na sobie: taki komplecik + taki płaszczyk)




Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie
Arioch"


Rosemary Garroway napisał:
[11:42:45] : Katy Cię Popieści, Torture Inc., Panem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1962-casper-hastings#24751
Wiek : 20 lat
Zawód : płatny zabójca
Przy sobie : kamizelka kuloodporna, broń, pozwolenie na broń, motocykl

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sob Mar 22, 2014 11:32 pm

- W takim razie trafiłaś pod zły adres. Nie potrzebuję dziewczynki, która myśli, że jest kurwą, ale jej to kompletnie nie wychodzi. - Powiedział wzruszając ramionami. Stracił zainteresowanie dziewczynką. Może i matki swej nie trawił, ale nie będzie rozmawiał z osobą, która nazywa jego matkę kurwą. Nie miał jednak zamiaru z tego powodu podnosić ręki na głupiutkie dziecko.
- Sponsoringu szukaj u jakiegoś zdesperowanego. Pełno na tym zadupiu takich co, by to się pokusili. - Dodał na odchodne po czym cofnął się, odwrócił i ruszył w stronę czegoś w stylu London Eye. Z tą różnicą, że ten egzemplarz dalej stał, może był nieczynny, ale stał.
Postanowił wspiąć się na sam szczyt i stamtąd obserwować otoczenie.
Czy to małe coś będzie lazło za nim? Lepiej dla niej, gdyby nie szła za nim. Abstynencja od rozwalenia mostu nie wpływała dobrze na Caspera. Pragnął wrócić do Kwartału. Tak, wrócić do miejsca z którego wszyscy chcieli uciec. Dlaczego? Bo tam był jak u siebie. Tam miał swój gang. Tam miał swój burdel z którego codziennie korzystał i swój nadmiar agresji i energii wyładowywał na dziwkach. Nie, nie bił ich. Wręcz przeciwnie. Ich spotkania zawsze były bardzo namiętne, ale też wymagały sporej wytrzymałości fizycznej. Był wymagającym klientem. Tylko w przypadku Sabriel nie miał aż takich wymagań. Najwyraźniej dziewczyna zadowalała go szybciej niż reszta panienek.
Powrót do KOLCa - cel nadrzędny dla Caspera. Pod warunkiem, że nie uda mu się załatwić innej sprawy. Wszystko w swoim czasie.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Nie Mar 23, 2014 8:05 am

Gdy Casper zaczął wspinać się po podróbce London Eye cała konstrukcja zaczęła delikatnie zgrzytać, wręcz niezauważalnie. Po chwili z góry nadleciał metalowy pręt, który przeleciał obok mężczyzny i gruchnął w ziemię pod nim. Dało się słyszeć głośny zgrzyt i można było zauważyć, ze jedna z kopuł na szczycie diabelskiego młynu nieznacznie się przechyliła.
~Uno
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t628-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t630-katygorycznie-zapraszam
http://panem.forumpl.net/t1381-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t1363-brand-new-holophone
Wiek : 15

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Nie Mar 23, 2014 2:18 pm

Nie chciał, to nie. To było takie słodkie, widzieć jak się miota, jak próbuje mnie osaczyć, odstraszyć, być groźny. Jak próbował mnie olać. Przyglądałam mu się, z niegasnącym zainteresowaniem, jak odwraca się i odchodzi. Nie odszedł jednak daleko. A to było ciekawe. Czyżby jednak mimo wszystko nie chciał opuszczać mojego towarzystwa? Oblizałam machinalnie lizaka, a potem wargi smakujące truskawką.
- Słodki mój, jestem pewna, że wiesz kim jestem. I jestem pewna, że wiesz, że stać mnie na bycie Twoją sponsorką. Więc jeśli tego pragniesz, wystarczy słówko. - skomentowałam, jedynie lekko podniesionym głosem.
Widząc, jak pod wpływem jego ruchów konstrukcja się chwieje i trzeszczy zachichotałam. Zeskoczyłam z konia i podbiegłam bliżej, pilnując jednak by znajdować się w bezpiecznej odległości.
- Ja mówiłam serio z tym oddawaniem życia! Upadek z wysokości to jeden z gorszych sposobów popełnienia samobójstwa! - krzyknęłam, zadzierając głowę i przyglądają mu się z dołu.
- Jak już się rozkwasisz, to mogę zabrać sobie Twoje ciało?! - zapytałam, setnie ubawiona perspektywą zdrapywania pozostałości po chłopaku z ziemi. Byłam pewna, że przynajmniej niektóre organy dałoby się jeszcze jakoś wykorzystać. Gdyby upadł na plecy, to oczy byłyby ciekawym obiektem zainteresowania. Były ładne i okrągłe. Z nagłą emfazą wyjęłam lizaka z ust i spojrzałam na niego z nowym zainteresowaniem. Lizak z oka! To było to!
Zachichotałam znów i zadarłam głowę.




Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie
Arioch"


Rosemary Garroway napisał:
[11:42:45] : Katy Cię Popieści, Torture Inc., Panem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1962-casper-hastings#24751
Wiek : 20 lat
Zawód : płatny zabójca
Przy sobie : kamizelka kuloodporna, broń, pozwolenie na broń, motocykl

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Wto Mar 25, 2014 6:32 pm

Hmm... Wspinanie się na tą konstrukcję nie było najlepszym pomysłem. Casper zwinnie zeskoczył z tego szajsu zanim postanowiło się zawalić i odsunął się na bezpieczną odległość.
- Idź dziecko dręczyć brata. On Ciebie na pewno zadowoli. - Powiedział z wrednym uśmieszkiem do dziewczyny. Zaczęło go irytować to dziecko. Naprawdę irytowała go Katy. Może i ciało miała ładne, ale jej zachowanie. Ugh... Doprawdy w ten sposób chciała go omotać? Kiepski pomysł. Wolał kobiece przedstawicielki płci pięknej, a nie wariatki, albo laski typu "facet do szczęścia mi niepotrzebny, sama sobie poradzę".
Spojrzał na stalową konstrukcję zastanawiając się, czy to się zawali, czy też może nie zawali. Jeszcze nie planował odejść. Ciekawiło go czego to dziwne coś chce od niego. Seksu? Wystarczy powiedzieć wprost. Casper należał do facetów łasych na seksy. Jeżeli chodziło o coś innego to równie dobrze mogła stąd odejść. Tyle.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Wto Mar 25, 2014 6:58 pm

Konstrukcja zgrzytnęła, gdy Casper z niej zeskoczył, po czym przestała wydawać z siebie niepokojące dźwięki sprawiając wrażenie, że na razie jednak woli stać spokojnie. Jednak w tym czasie zza jednej z karuzel wyłoniła się dziewczynka. Widać było, ze przymierała głodem. Głowę miała owiniętą dawno już przesiąkniętym krwią bandażem, miała przy sobie łuk.
-Jaka szkoda. -Powiedziała z westchnieniem.-A już liczyłam, ze spadniesz i zostaniesz moim obiadem.-Dodała. Na oko wyglądała na nieco ponad dziesięć lat i patrzyła się teraz na dwójkę podejrzliwym wzrokiem.-Co wy tu robicie?-Spytała.

~Uno
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1962-casper-hastings#24751
Wiek : 20 lat
Zawód : płatny zabójca
Przy sobie : kamizelka kuloodporna, broń, pozwolenie na broń, motocykl

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sob Mar 29, 2014 12:55 am

// Hmm... Nie wiem, czy Katy ma w planach odpisać, czy nie :< Pominiemy kolejkę, czy dwie najwyżej :)

Casper spojrzał w stronę dźwięku, który okazał się być jakąś małą dziewczynką, która była miss anoreksji. Sam nie wyglądał lepiej co prawda, ale w jego przypadku to była uroda (albo raczej jej brak). Do tego jej głowa, a raczej bandaże były krwistoczerwone co oznaczało tylko ranę głowy. Ciekawe, czy wdało się zakażenie. Miała łuk, ale nie celowała w nich. Szkoda, bo Casper mógł w każdej chwili wyciągnąć swoją bronią i strzelić do dziewczynki.
- Przykro mi, ale moje ciało, mój wybór. Zjedz tą tutaj. Kręci ją bycie czyimś posiłkiem. - Wskazał na Katy z wrednym uśmieszkiem. Nie spuszczał jednak wzroku z dziesięciolatki, albo dziewięciolatki? W każdym razie małolaty młodszej od tej wariatki obok. - To samo pytanie mógłbym zadać Tobie wróbelku. - Powiedział robiąc krok w jej stronę, by sprawdzić, czy podniesie automatycznie łuk, czy też nie zauważy tego kroku. Był jednak przygotowany na to, że dziewczynka może nie tylko podnieść łuk, ale również z niego strzelić. Testować kamizelkę kuloodporną na odporność na strzały? Przyda mu się jeszcze kamizelka w świetnym stanie.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sob Mar 29, 2014 9:13 pm

Dopiero, gdy Casper wspomniał o Katy, dziewczynka spojrzała na nią. Poznała ja prawie od razu i uśmiechnęła się w związku z tym drwiąco.
-Po tym, co zaprezentowała na Igrzyskach, raczej spodziewałabym się, ze chciałaby mnie zjeść na obiad, a nie być moim obiadem.-Powiedziała, podwijając rękawy swojej niegdyś białej bluzki. Była, co dość nietypowe, ubrana w strój świadczący o tym, że kiedyś chodziła do dość prestiżowej szkoły, w której wymagane były granatowo-białe mundurki. Co prawda strój był zniszczony, ale nadal wyglądał, jakby dziewczynka zwiała z apelu szkolnego. -Spytałam pierwsza, a poza tym, to wy jesteście tu obcy.- Przeniosła wzrok na Caspera.
-Czemu jesteś tak nieuprzejma, Lila?-Odezwał się kolejny, dość podobny głos, którego właścicielką była najwidoczniej siostra bliźniaczka Lilianny. Była na oko w nieco lepszym stanie. -Jak się nazywasz?-Spytała ta „uprzejmiejsza” Caspera, całkowicie ignorując Katy.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1962-casper-hastings#24751
Wiek : 20 lat
Zawód : płatny zabójca
Przy sobie : kamizelka kuloodporna, broń, pozwolenie na broń, motocykl

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Nie Kwi 13, 2014 2:20 pm

Coś było nie tak. Bardzo nie tak. - W takim razie powinnaś spierdalać, a nie stać na swoim miejscu, kompletnie bezbronna, bo ten łuk raczej nie powstrzyma jej. - Mruknął do dziewczynki. Cudowny strój. Zapewne z jakieś szkółki do której Casper nigdy nie chodził. On chodził do jakieś tam srakiej owakiej, nawet nie pamiętał do jakiej, bo właściwie to on widywał szkołę raz na ruski rok. Chwilę później pojawiła się siostra bliźniaczka smarkuli. - Zależy kto pyta. - Odpowiedział tej niby "uprzejmiejszej" dziewczynce. Nie ignorował ani Katy, ani tych dwóch dzieciaków. Czuł się nad wyraz swobodnie, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał. Wciąż miał przy sobie pistolet, którego mógł szybko użyć. Trzy strzały i trzy ciała dziewczynek, dwóch bliźniaczek i jednej małolaty, która wygrała igrzyska, bo się debile z Kwartału zbuntowały i Coin została zmuszona przerwać igrzyska, a następnie skazać na śmierć zatrzymanych co skończyło się porwaniem Caspera przez Kwartał. Ot cała historia jego znalezienia się na tych ziemiach.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Wto Kwi 22, 2014 7:47 pm

Co z Katy?
-Łuk może i nie, ale strzała w głowie już chyba tak. – Stwierdziła Lily z uśmiechem i po chwili wycelowała łukiem w Katy. - Ale chyba nikt nie ma zamiaru nikogo zabijać, czyż nie? – Spytała, nie zważając na to, że do tej pory nie uzyskała ani jednej odpowiedzi od przybyszów. Opuściła naciągnięty łuk tak, że celowała w ziemię. Siostra patrzyła na Caspera podejrzliwie.
-Evana. A to Lily. – Przedstawiła siebie i siostrę. – Dowiemy się czegoś od was? Spytała Evana, do której chwilę później podleciał czarny pies niewiadomej rasy, który z całej trójki chyba był najbardziej zadbany i zaczął warczeć na Caspera.


~Uno
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t628-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t630-katygorycznie-zapraszam
http://panem.forumpl.net/t1381-katy-le-brun
http://panem.forumpl.net/t1363-brand-new-holophone
Wiek : 15

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sro Kwi 23, 2014 12:31 pm

Te dziewczynki wyglądały na zdesperowane i gotowe dosłownie na wszystko. Przyszło mi na myśl, że gdyby wsadzić je na Arenę to nawet nie zauważyłyby różnicy. Dla nich życie stało się walką i to było takie fascynujące. Bo przez to ceniły własne życie o wiele, wiele bardziej niż ja czy blondyn. Śledziłam uważnym wzrokiem psa, a kiedy zrozumiałam, jaką pełni on rolę, uśmiechnęłam się brzydko.
- No proszę, proszę, taki pyszny kawał psiny na nogach? Nie powinnyście pozwolić mu biegać samopas, bo ktoś wam go sprzątnie sprzed nosa i się nie najecie. - oznajmiłam.
- To zależy. Informacje kosztują. Ale jeśli macie coś w zamian to mooże....
Mama cię nie uczyła, żeby nie bawić się jedzeniem? Zapytała z przekąsem Plaga, gdzieś w mojej głowie.
"Mysz, która przesiąknie strachem, najlepiej smakuje." odparłam.




Zaczął skomleć i się modlić "Mario przenajświętsza Pani"
Ona szybko mu przerwała - "Boga nie ma tutaj z nami!
Zanim zdechniesz kundlu i wyssę z ciebie duszę
Dołożę wszelkich starań, żebyś cierpiał jak najdłużej
Jestem duchem twoich ofiar, jestem piekielną karmą
Jestem twym najgorszym wrogiem, możesz mówić na mnie
Arioch"


Rosemary Garroway napisał:
[11:42:45] : Katy Cię Popieści, Torture Inc., Panem.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2563-shannon-delaney
http://panem.forumpl.net/t2592-pink-panthera#37279
http://panem.forumpl.net/t2591-shannon-delaney#37275
http://panem.forumpl.net/t3396-robert-davenport#53719
Wiek : 27
Zawód : bibliotekarz, hacker
Przy sobie : laptop, pendrive
Znaki szczególne : czasem okularki na nosie

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sro Wrz 17, 2014 1:59 am

//po "5-gwiazdkowym hotelu"

Cholera, nie miałem pojęcia, co takiego zrobiłem, ale ona najwyraźniej była wkurwiona. Na mnie wkurwiona. Właśnie, na mnie, o czym świadczyła, wcale nie przyjaźnie i w celu podania mi do skonsumowania, ciśnięta we mnie butelka. Uderzył we mnie znienacka i zapewne jej zadaniem było wybuchnąć i pochłonąć mnie całkowicie, zabierając przy okazji z oczu Randy. Niestety, nie spełniła swego zadania, a jej właścicielka odwróciła się napięcie, widząc mnie łapiącego jogurcik pitny, który, tak na marginesie, ledwo co złapałem, i ruszyła przed siebie chodnikiem, jakby wcale nie zbierało się na powtórkę wczorajszej burzy! Zapomniała nagle o powodziach, którymi mnie straszyła dzień wcześniej i potwornych potworkach, które czaiły się na ciebie, twoją krew i mięsko, którym dla tych dzikich zwierzątek byłeś?
- RANDY! – krzyknąłem za nią, otwierając buteleczkę, którą miałem w dłoniach. Jakby nie było, w tej chwili to ja zwałem się jej właścicielem i jej właściciel był tak jakby głodny, bo nie jadł... Ile czasu tak właściwie nic nie jadłem? Czas spędzony na spaniu na parkingu, który mógł trwać więcej niż jeden dzień i jeszcze wczorajszą noc! Seks to wysiłek fizyczny, więc spaliłem wczoraj sporo kalorii i uszczupliłem swe ciało z wielu składników. Łyknąłem, nie mając kompletnie na sumieniu jogurciku, który jeszcze chwilę temu należał do Randy i przez nią to był konsumowany. Teraz zmienił właściciela, co sobie ładnie ustaliłem. Ona w dodatku nie była już nim zainteresowana. Właśnie, gdzie ona była? GDZIE ONA BYŁA?!
(Kolejna) cholera, Randy była już na końcu uliczki. Kiedy zdążyła aż tyle przejść, kompletnie nie reagując na moje zawołanie?! Czy ja byłem powietrzem? Nawet jeśli coś zrobiłem źle, to chyba powinienem się dowiedzieć, o co chodziło, czyż nie? Zasługiwałem choćby na jakieś pretensje wykrzyczane w twarz, a tu nic. Ani słowa. Jeśli chodziło jej o zabranie dziewictwa, to mogła o tym myśleć wczoraj, gdy mnie tak niecnie kusiła. Gdyby nie eksponowała tak swoich umiejętności i wdzięków, to bym się opanował, a tak? Znów musiałem się męczyć, ale tym razem bieganiem za osobą, której jakoś dzisiaj już kompletnie nie potrafiłem ogarnąć. Nie mogła się do mnie przytulić, prosząc o kolejną dawkę seksualnych doznań?
- RANDY! Stójże! Burza! Randy! Raaandy! – Ta, mogłem sobie krzyczeć. Nawet nie zwolniła, a za to gdzieś skręciła, więc za to ja przyśpieszyłem. Czyżbym był sportowcem? Lekkoatletą? Nie, może aż tak perfekcyjnie to nie biegałem, ale jakoś beznadziejnie i do dupy też nie. Idealnie jak dla szpiega, który miał za zadanie wykraść prezydenckie diamenty, dostarczając je czarnemu charakterowi, ale w miarę szybko ogarniając się w temacie i nie dostarczając diamentów opryszkowi, a zwracając je prawowitemu właścicielowi. Pan Snow mówił: jedność, sprawiedliwość i wspólna praca, czy jakoś tak, by potem poklepać bohatera kapitolińskiego po plecach i mu pogratulować odwagi. Nie dość, że oddał diamenty, to w dodatku związał i dostarczył czarny charakter do więzienia. Ta, dam! I przejrzał, że Pan Czarny to oszust.
A Randy mi zniknęła i musiałem zacząć ją tropić jak ten szpieg opryszka, trafiając na opuszczone miasteczko. Również jak ten szpieg, którego nazwisko też mi uciekło. Cóż, teraz musiałem schować filmowe doświadczenia, a uruchomić własny rozumek i własne doświadczenia, które na razie były ukryte za pewną ścianą zapomnienia, ale tam były i wierzyłem, że mi pomogą w odszukaniu Randy przed burzą. Ku mojemu nieszczęściu, czasu miałem mało, bo już czułem pierwsze krople deszczu na swoim karku.
- Ra... Kurwa! – Chciałem nawoływać i szukać swojej kobiety, gdy nagle jej bogata pierś rzuciła mi się w oczy, a zaraz po niej... Stąd kurwa! Kurwa! Toć to jakieś dzikie było i... Kurwa! Kurwakurwakurwa! A Randy stała tak blisko tego cze... kogoś.  Kurwa i cholera! Od kiedy to chodziło się ubranym w skóry? Czy ludzie w tych rejonach tak mieli, a to był przyjaciel jego Randy? Proszę, o losie, niech to będzie przyjaciel Randy! Wyliżę jej za to podczas następnego stosunku stopy! Własnym językiem!


all i wanna do is drive home to you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2735-ichabod-crown#41240
http://panem.forumpl.net/t2737-ichabod-crown#41243
http://panem.forumpl.net/t2736-ichabod-crown#41242
Wiek : 31 lat
Zawód : Dzikus!
Przy sobie : Kruk o imieniu Corvo - żywy, oderwany ząb węża z galerii, prymitywny, kamienny nożyk.

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sro Wrz 17, 2014 3:01 am

W przeciwieństwie do Ichaboda cywilizowani ludzie mili łatwo. Bardzo łatwo! Śniadanie czekało na nich w lodówce, a nie biegało po łące i w lesie. Oni mogli sobie wyciągnąć rękę po kanapkę z szynką, a Crown wstawał skoro świt, zarzucał na siebie lniane spodnie, skórzane buty, lnianą koszulę i na to wszystko jeszcze jedną skórę, która służyła mu za płaszcz. Jakby tego było mało musiał brać w dłoń jeszcze swoją dzidę i przemierzać niezliczone ilości kilometrów próbując wytropić swoją ofiarę, a następnie ją upolować. Jednak czy to nie było o wiele przyjemniejsze? Przynajmniej był wolny, nie był uzależniony od prądu, fabryk czy jakichś dostawców handlowych. Miał wszystko pod ręką, tylko musiał to odpowiednio wykorzystać. Dzisiejszy dzień nie był inny od reszty. No, może poza tym, że nie tak dawno Ichabod opuścił swoje schludne schronienie i od kilku dni podróżował po ziemiach niczyich w poszukiwaniu ludzkiej sylwetki, którą kiedyś widział we mgle. Nie był pewien czy to umysł płata mu figle czy też faktycznie natrafił na człowieka po niemal dwudziestu latach.
- Corvo, przyłącz się do mnie. Idziemy polować na zwierza, przyjacielu! - zagadnął w kierunku swojego ptaszyska, które wylądowało zaraz na jego ramieniu i zaczęło donośnie krakać. Właśnie to krakanie Ichabod odbierał za dobry znak. Nie wiedział czemu, ale jego kruk potrafił przewidywać jaki będzie dzisiejszy dzień. Jeśli miało im się przytrafić coś niedobrego, to ptaszysko albo wcale do Crowna nie przylatywało, albo też zwyczajnie milczało siedząc na jego ramieniu. Zwierzęcy instynkt?
Chmury potrafiły powiedzieć naprawdę wiele, a dzisiejsze niebo jasno dawało znać, że bez porządnej ulewy się nie obędzie. Ichabod pogodynka pokusiłby się nawet o stwierdzenie, że może czasem zagrzmieć, ale to nic pewnego! W każdym razie teraz przedzierał się przez wysoką trawę, a Corvo krążył gdzieś nad nim. paręset metrów wcześniej dzikus dojrzał ślady sarny i świeże, jeszcze ciepłe odchody, co dość jednoznacznie wskazywało na to, że poszukiwany zwierzak cały czas kręcił się gdzieś w pobliżu. Jeśli dzisiejsze polowanie się uda, to mężczyzna będzie miał wystarczająco dużo jedzenia na kolejne trzy dni. Trzeba przecież tutaj powiedzieć, że Ichabod wiódł kompletnie inny tryb życia niż większość ludzi. Kalorie spalały się u niego na łeb na szyję, to musiał je też efektywniej uzupełniać. Jagody i słodkie owoce już poznajdował, więc pozostało teraz jedynie znaleźć porządny kawał mięsa, który następnie upiecze się nad ogniskiem. Oczywiście o ile w rękę wpadnie jakiś suchy kawałek drewna. Teraz jednak na horyzoncie pojawiła się ona! Jędrna skóra, piękne, nieogolone futerko, kształtne uda i długie nogi. Nie można też zapomnieć o przepięknej szyi, która robiła z niej prawdziwą piękność. Wielka szkoda... Wielka szkoda, że trzeba ją zabić! Crown podszedł do łani tak, żeby wiatr nie podsuwał jej prosto pod nos jego zapachu. Trzydzieści metrów, dwadzieścia pięć, dwadzieścia... Z każdą minutą dystans dzielący dzikusa od zwierzęcia drastycznie się zmniejszał. Teraz był najważniejszy moment, bo przy takiej odległości nie można było sobie pozwolić na błędy. Wystarczyło tylko dobre zamachnięcie się i umiejętne wypuszczenie z ręki dzidy, aby ta zaraz wbiła się swoim kamiennym grotem prosto w ciało sarny. Oczywiście ta nie padła od razu, a zaczęła panicznie uciekać. Ichabod uśmiechnął się szeroko pod nosem, bo z taką raną i utratą krwi zbyt daleko nie poskacze. Udało jej się jednak dojść na skraj lasu, gdzie padła. Crown wyjął z niej dzidę z kamiennym grotem, a martwe ciało zarzucił na plecy i właśnie wtedy zdębiał.
Przed jego oczami rozpościerały się budowle, jakich nigdy do tej pory nie widział! Owszem, w swoim trzydziestoletnim życiu widywał małe domki mieszkalne, które były opuszczone, ale nigdy nie przypuszczał, że człowiek zdolny jest do wybudowania konstrukcji przewyższającej nawet same drzewa. I do tego to wszystko wydawało się opuszczone. Ichabod nie przejmował się teraz burzą, ani deszczem, który moczył jego skórę oraz dzisiejszy obiad. Zamiast tego ruszył trochę niepewnie w stronę metalowych szkieletów z dzidą w gotowości. Nie wiedział czego może się spodziewać po takim zbiorowisku, nie wiedział czy czasem nie znajdzie tam istoty, która wybiła wszystkich ludzi poza nim samym. Może to będzie demon? A może jeszcze coś gorszego? Jedno jest pewne. Crown z zaciekawieniem spoglądał na każdą karuzelę, stoisko, ale największe wrażenie wywarł na nim diabelski młyn. Oczywiście Corvo dołączył do swojego przyjaciela, chowając swój łeb pod jego długie włosy, ale nie opuszczając go nawet na krok. Mężczyzna tymczasem czytał wszystko, co tylko mógł, a ręką badał fakturę każdego nowo poznanego materiału. Stukał w niego nawet dzidą, żeby sprawdzić czy jest tak twardy, jak mu się wydawało.
- Corvo, czy Twoje oczy to pojmują? Przed nami rozpościera się siedlisko ludzi. Jestem przekonany, że na samej górze tego zamku mieszkali najbogatsi z najbogatszych. - mówił do swojego kruka, wskazując na czubek Diabelskiego Młynu. Jednak to nie był koniec niespodzianek, które oferował dzisiejszy dzień, bowiem największy prezent dla Ichaboda miał dopiero nadejść. Mężczyzna kierował się alejka, która za około dwadzieścia metrów skręcała w lewo. Niby nic nienormalnego, ale nie spodziewał się on, że właśnie po wyjściu zza rogu spotka kogoś, kogo szukał od lat.
Z nieba spadł kolejny grom, który rozświetlił zaciemnione wesołe miasteczko i właśnie wtedy Crown ujrzał ją. Niby do tej pory widział jedynie swoją matkę, ale Ichabod już na pierwszy rzut oka wiedział, że ma do czynienia z kobietą. Kobietą, czyli przedstawicielką ludzi! Czyli oni jednak nie wyginęli? A może miał halucynację? Ciszę przerwało jednak dość głośne krakanie Corvo, który na widok Mirandy poderwał się do góry i zaczął nad nimi krążyć. Sam Crown stanął jak wryty i nadal trzymając sarnę na plecach spoglądał zaskoczony na kobietę. Jego usta były delikatnie rozdziawione, a wzrok badał dokładnie całą jej sylwetkę.
- Białogłowa... - mruknął pod nosem, nadal nie mogąc uwierzyć w to, co widzi. Miał nadzieję, że za parę chwil ta zjawa zniknie i zostawi go w spokoju. Nadal nie chciał przyjąć do wiadomości, że spotkał prawdziwego, żywego człowieka, którego tak z utęsknieniem poszukiwał. Nie! To nie może być prawda.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2656-miranda-angelini
http://panem.forumpl.net/t2687-spadajaca-gwiazda-kapitolu
http://panem.forumpl.net/t2658-miranda-angelini
http://panem.forumpl.net/t2661-catch-a-falling-star
Wiek : 26
Zawód : złodziejka
Przy sobie : latarka z wytrzymałą baterią, paralizator

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sro Wrz 17, 2014 2:14 pm

Rzucony jogurcik zatoczył w powietrzu kilka kółek nim opadł na ziemię. Zrównał się z nią dosłownie niczym mój własny nastrój, któremu było teraz bliżej do tragizmu niż kiedykolwiek. Cóż się jednak dziwić, gdy zostałam tak perfidnie oszukana, okłamana i, musiałam wreszcie to sobie przyznać, wyjątkowo perfidnie wykorzystana.  
Nigdy nie czułam się bardziej obdarta z godności, choć może szło to porównywać do odczucia, jakie miałam podczas jednego z największych koszmarów mojego życia.
Tak czy siak, podczas rzutu jogurtem pitnym, żałowałam tylko jednego i nie było to bynajmniej samo walenie jedzeniem mojego byłego kochanka. Był to za to fakt, że jogurcik nie rozpłaszczył się na jego twarzy wraz z całym swym plastikowym opakowaniem. To było dobijające.  
Niczym nie skomentowałam jednak całej tej sytuacji, będąc w tej chwili prawdziwym kłębkiem zaprzeczających sobie uczuć, wśród których zdecydowanie dominował gniew. Nawet nie dokładnie na mężczyznę, który przecież całkiem logicznie wykorzystał szansę na nie tak małe co nieco, a na samą siebie za to, że tak łatwo mu uległam i dałam sobie zamydlić oczy pięknymi słówkami o pozostaniu.  
Które nijak się miały do rzeczywistości. Teoria była uszczęśliwiająca, choć zdecydowanie nie powinna być, praktyka jednak okazała się kolejnym zawodem. Budząc się samotnie w zimnym łóżku, zrozumiałam to aż za dobrze. Byłam tylko kolejnym przystankiem w drodze do seksualnego zaspokojenia tego faceta. Nawet gadka o amnezji była zapewne tylko marną sztuczką pomagającą w uwiedzeniu pierwszej lepszej naiwniaczki. A ją właśnie nią się okazałam.
Nie miałam zamiaru tak tego zostawić. Nie bez jakiegokolwiek komentarza z mojej czy jego strony. Dlatego też zebrałam się niewątpliwie szybko, wyskakując z pościeli i narzucając na siebie pospiesznie zabrane z szafy ubrania oraz chwytając płaszcz przeciwdeszczowy w rękę, by teraz stać na wprost tego mężczyzny i nie móc zareagować tak jak tego chciałam. Zamiast tego rzuciłam tylko imitację śniadania, mając szczerą nadzieję, że może jednak nie zdąży jej złapać i dostanie po ryju.  
Lecz złapał, a ja obróciłam się na pięcie w celu jak najszybszego odejścia z tego miejsca. Nie chciałam jakoś wracać do swojego mieszkania, bowiem nie widziało mi się dalsze spanie w miejscu, które obcy mi facet już zdążył poznać. Musiałam koniecznie ponownie zmienić swe miejsce zamieszkania, dodatkowo męcząc się z całą masą paskudnych myśli związanych z zaliczoną nocą. Zaś to zdecydowanie mogłam zrobić tylko i wyłącznie w samotności, której mój towarzysz najwyraźniej nie chciał mi zagwarantować.  
Wielce zaskakujące, patrząc na to, że na odchodzeniu go właśnie przyłapałam. Na pozostawianiu mnie nawet bez kilku słów pożegnania. Nie chodziło mi już przy tym nawet o powiedzenie mi czegokolwiek w twarz, ale chociaż zwykła wiadomość na kartce wyrwanej z notesu, leżącego tuż obok materaca!, byłaby wystarczająca. A przynajmniej o wiele lepsza od przespania się ze mną i ucieczki bez słowa.
I skoro on nie postanowił odezwać się do mnie przy tym, ja postanowiłam milczeć teraz, ignorując zupełnie jego nawoływania, co było piekielnie wręcz trudne przez ich głośność. Normalnie jak syrena przeciwmgielna i nie chodziło mi przy tym nawet o piskliwość, bowiem mój były towarzysz zdecydowanie miał ten kusząco głęboki i miękki głos, a o jego intensywność wwiercającą mi się w uszy.  
W pewnej chwili naprawdę nie mogłam powstrzymać się przed obrotem w jego stronę i rzuceniem wściekłe komentarza o tym, że umarłego by obudził. Uwagę o tym, że jego widok zdecydowanie by każdego trupa ożywił... Dobra, postanowiłam sobie raczej odpuścić. Jeszcze wyszłoby, że faktycznie niesamowicie się na niego napaliłam i myślę teraz tylko o przyciskaniu do ściany z dzikim całowaniem.
Tak zaś w żadnym razie nie było, już nie. Teraz tylko się na niego wściekałam, ponownie ruszając i tym razem narzucając jak najszybsze tempo w nadziei, że nie nadąży.  
I rzeczywiście, w pewnym momencie zwyczajnie zniknął mi z oczu, a ja odetchnęłam z nieskrywaną ulgą, co było dla mnie w pewnym sensie dosyć mocno zaskakujące, bo przecież przez pierwsze kilka godzin znajomości czułam się naprawdę dobrze w towarzystwie tego człowieka. Teraz zaś na serio nie chciałam spędzać z nim więcej czasu.
Wykorzystał mnie i to zabolało, choć teoretycznie nie powinno. Teoria jednak po raz kolejny okazała się nie mieć nic do praktyki i moja wina, mój paskudny błąd, który przypłaciłam kolejnym napadem złego samopoczucia. No nic...
Skręciłam w kolejną z wąskich uliczek, planując upewnić się jeszcze w tym, że dostatecznie mocno zgubiłam mojego przyjaciela, a następnie udać już w pierwotnym kierunku - do miasta i muru. Potrzebowałam kilku rzeczy, jakie mogłam zdobyć tylko tam, więc nie miałam wyjścia. Przeszłam całkiem spory kawałek i...  
Zamarłam w miejscu, po raz kolejny praktycznie wpakowując się w nieznaną mi osobę. Z tą tylko różnicą, że ten wyglądał jeszcze bardziej, khym, inspirująco. Przynajmniej na tyle, aby przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Zwłaszcza przy błyskawicy, która nagle przecięła niebo. Znowu zaczynało padać, ciężkie krople spadały z nieba, mocząc wszystko.  To było coś jeszcze bardziej abstrakcyjnego od spotkania gościa w garniaku i z amnezją. Mój poprzedni towarzysz miał na sobie tylko odrobinę krwi, gdy ten... Cholera! Czy to była sarna?! Losie najświętszy! To była cholerna sarna! I skóra, i kruk, i...
Oszalałam? Mogłam się tego domyślić. Pierdolony koleś musiał mi coś w którymś momencie wstrzyknąć, pewnie leżałam teraz gdzieś na brudnej podłodze w rozpadającym się magazynie, a on wykorzystywał mnie do ulżenia swoim żądzom. Lub, co gorsza!, umierałam gdzieś teraz na ziemi, bo mnie dopadł i zgwałcił, tylko mój mózg wyparł to, gdy jeszcze byłam przytomna. Bo teraz z pewnością majaczyłam. Niech to szlag!  
W moich urojeniach wciąż stałam w miejscu, otwierając szeroko usta i patrząc w pełnym szoku na gościa w skórzanym... Czymś. Narzucie? Płaszczu? Diabli wiedzą. A gdy odezwał się do mnie w ten sposób i z tym akcentem...  
Nie mogłam nic poradzić na to, że zaczęłam się śmiać. Tak zupełnie niekontrolowanie i bez większego powodu. Wychodziłam na wariatkę, to pewne, ale skoro to i tak był wytwór mojego mózgu... Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby nagle przez środek opuszczonego lunaparku przejechał samochód przeładowany klaunami lub też kolejny dziwak pojawił się, kopytkując na swym jednorożcu.
Skuliłam się, chwytając za bolący od śmiechu brzuch i nie mogąc złapać oddechu.  
- Hej? Jesteś moim przewodnikiem duchowym czy coś? - Wydusiłam z siebie między kolejnymi salwami śmiechu. A deszcz padał coraz mocniej...



I thought I could fly, so why did I drown?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2563-shannon-delaney
http://panem.forumpl.net/t2592-pink-panthera#37279
http://panem.forumpl.net/t2591-shannon-delaney#37275
http://panem.forumpl.net/t3396-robert-davenport#53719
Wiek : 27
Zawód : bibliotekarz, hacker
Przy sobie : laptop, pendrive
Znaki szczególne : czasem okularki na nosie

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Sro Wrz 17, 2014 10:24 pm

Los powinien wziąć pod uwagę fakt, że stopy wcale mnie nie podniecały i nie przepadałem za ich obcałowywaniem. Właściwie nawet nie rozumiałem fetyszystów, którzy mieli stopy za coś w stylu boga, czy jakiejś nimfy, a ich maluszki stawały na widok zdjęć normalnie wyglądających stóp. Nie, nie rozumiałem tego i chyba nie chciałem rozumieć. Choć musiałem się zachować jak jeden z tych ludzi, bo raczej olewać obiecanek złożonych przed tronem losu nie chciałem. Cholera, pierdolony gnój chyba wziął te wszystkie moje przemyślenia i odczucia pod uwagę i postanowił zrobić mi na złość. Nieznany mi typ, który wyglądał upiornie, chyba faktycznie był przyjacielem Randy, bo ta się śmiała w jego towarzystwie, tak jakoś nieco dziwnie, ale śmiała się, mimo że chwilę wcześniej naprawdę emanowała ostrym wkurwieniem. Na mnie, tak na marginesie, a ja nadal nie miałem pojęcia DLACZEGO.
- Raaandy...? – Spytałem delikatnie, jak najbardziej z troską. Coś chyba nie tak było z jej psychiką. Ten jej nagły wybuch śmiechu, na który natrafiłem, nieco mnie przerażał i sprawiał, że aż włoski mi się na rękach jeżyły. Mogłem nawet to dostrzec, bo podwinięte rękawy mojej białej koszuli, która do białych mogła się już nie zaliczać, ładnie mi je oskrywały. Ten śmiech... To było naprawdę upiorne, bo brzmiało mi to jak szaleństwo i unosiło się w powietrzu jak groźba. Jak groźba... Jak groźbaaa... Groźbaaa... Żbaaa... Aaa... Taki głuchy dzwon, którego brzmienie unosi się jeszcze chwilę w powietrzu, by zgasnąć i zostawić paskudna ciszę. Tu jednak tych uderzeń dzwona było wiele i atakowały mnie swoją złośliwą groźbą. Nie wiem, na czym ona polegała, ale się bałem.
Martwiłem się więc o stan psychiczny Randy, ale też znajomości i kręgi, w których się obracała. Może w tych okolicach nie bywało zbyt bezpiecznie, a ja nie miałem co wcinać nosa w jej prywatne życie, ale przyjaźnienie się z takimi ludźmi, którzy nosili dzidy w rękach i martwe zwierzęta na plecach, które ociekały krwią? To zaliczałem już do przesady i miałem nadzieję, że to nie jest ten jej były...
Musiałem przyznać się do tego, że mimowolnie zmierzyłem jego krocze, ale na szczęście miał spodnie. Albo nieszczęście. Gdyby okazał się mieć małego, to mógłbym od razu skreślić tego człowieka z listy zagrożeń i zacząć się swobodnie śmiać.
- Randy, wszystko w porządku? – Spytałem również delikatnie, nie chcąc, by nagle kazała swojemu przyjacielowi mnie zabić. Raczej potrafił się posługiwać tym kawałkiem drewna, skoro upolował łanię. To płochliwe zwierzę i przy tym pewnie trudne do schwytania. – Może przedstawisz mnie swojemu przyjacielowi? Wiesz, że jestem grzecznym chłopcem i nie zasługuję na żadne kary, prawda? Mogę ci nawet pokazać swoją aureolę, skarbie.
Uśmiechnąłem się, próbując jakoś załagodzić swoje przewinienie, którego istoty nadal nie znałem. Prosić o los już nic więcej nie zamierzałem, bo jeszcze skończyłbym na seksie gejowskim z tym oto tu panem Flinstonem. Uch... Z pewnością nie chciałem mieć w ustach jakiegokolwiek penisa. Nawet gdyby był mały i wcale go nie przypominał.
- Randy, cholera! Przestań się tak śmiać, bo to straszne! – Wrzasnąłem, zamykając się natychmiastowo. Co, jeśli Pan Pierwotny miał też instynkty? Kto tam wiedział ludzi z tego dzikiego miejsca! Mógł za sekundę przebijać moje ciało tę dzidą i po kilkudziesięciu mnie piec nad ogromnym ogniskiem.


all i wanna do is drive home to you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2735-ichabod-crown#41240
http://panem.forumpl.net/t2737-ichabod-crown#41243
http://panem.forumpl.net/t2736-ichabod-crown#41242
Wiek : 31 lat
Zawód : Dzikus!
Przy sobie : Kruk o imieniu Corvo - żywy, oderwany ząb węża z galerii, prymitywny, kamienny nożyk.

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Pią Wrz 19, 2014 4:34 pm

To był pierwszy raz od dwudziestu lat, kiedy Ichabod zobaczył innego człowieka, ale za to jakiego żywego! Śmiał się do rozpuku, więc najwyraźniej ucieszył się na jego widok tak samo, jak sam Ichabod. Czyżby też mieszkał tutaj samotnie? Swoją drogą dziwne obrała sobie miejsce na schronienie. Nie ma się tu gdzie schować przed drapieżnikami, pożywienia też nie za wiele. Nawet nie ma gdzie marchewki zasadzić, a co dopiero mówić o spaniu. Gdzie te miękkie mchy i wygodne gałęzie drzew? Ten dziwny materiał z pewnością nie był wygodny. Wystarczy zobaczyć jaki odgłos wydaje. Był twardszy niż kamień! A na pewno już zimniejszy. Najwyraźniej ta kobieta miała naprawdę dziwny gust. No, a poza tym jej maniery językowe były niecodzienne. Przewodnik duchowy? O co jej mogło chodzić? Duchy to może i on w lesie widywał, ale kim jest ten cały przewodnik? Niemniej jednak skonfundowany Ichabod oparł na moment dzidę o tę dziwną, ludzką konstrukcję, żeby mieć wolną rękę. Zwierzyny nie wypuszczał, bo jeszcze będzie chciała mu ją zabrać.
- Moje najszczersze uszanowanie, droga damo. Nazywam się Ichabod Crown i niestety obawiam się, że nie jestem tym przewodnikiem duchowym, jak go Pani określiła. Może jednak będę pomocny w poszukiwaniach? - odezwał się, a przy przedstawieniu ukłonił się dość nisko, szorując niemalże ręką po ziemi. Oczywiście sarenka nadal znajdowała się na jego plecach, przez co całość mogła wyglądać trochę dziwacznie, ale właśnie takich manier Ichabod został nauczony. Zresztą i tak popełnił gafę, bowiem powiedział do niej per pani. A może była jeszcze panną? W każdym razie umknęło mu to tylko przez wewnętrzną euforię, jaka ogarnęła jego serce. Nie był sam! Istnieli jeszcze inni ludzie, a przynajmniej ta kobieta, która właśnie się przed nim znalazła.
Wtem do tego romantycznego spotkania wkroczyła trzecia osoba. Tym razem był to mężczyzna! Świetnie. Czyli jednak ludzi jest więcej i Crown niepotrzebnie się martwił. Dodatkowo poznał imię albo nazwisko pierwszej napotkanej istotki. Randy... To słowo teraz dudniło w jego uszach zupełnie tak, jakby ktoś na niego przed chwilą nakrzyczał. Z pewnością dobrze je zapamięta! Teraz na twarzy Crowna jawił się delikatny uśmieszek, a jego oczy dokładnie lustrowały rozmówców. Nie rozumiał tylko dlaczego ten mężczyzna mówił do Randy o jakichś karach. Czyżby była jego opiekunką? Czy to możliwe, że w przypadku tych ludzi dzieci rosną szybciej niż dojrzewają? A może to po prostu kobiety sprawują władze.
- Zaszło pewne nieporozumienie, sir. Podejrzewam, że ten przyjaciel, o którego pytałeś nazywa się przewodnik duchowy. Tymczasem ja jestem Ichabod Crown i poznanie Państwa jest dla mnie prawdziwym zaszczytem. - powiedział i tym razem się kłaniając. Zrobił to jednak w inny sposób. Jego wolna, prawa dłoń powędrowała do klatki piersiowej, a sam dzikus skłonił się o wiele delikatniej niż w przypadku Randy. Widać było, ze kobiety traktuje inaczej niż mężczyzn, co też było skutkiem zasad, które wpajała mu matka. A skoro o nich mowa, to niech turyści nie myślą sobie, że Ichabod nie ma manier. Co to, to nie! Pierwsze wrażenie osłupienia powoli z niego uchodziło i zdawał sobie sprawę z kim ma do czynienia. Właśnie dlatego postanowił ich ugościć.
- Właśnie upolowałem tego zwierza w okolicznych lasach. Czy nie zechcieliby Państwo dołączyć do mnie na świeże, pieczone mięso i rozmowę przy ognisku? Jestem pewien, że w tych okolicach znajdzie się nawet pełno ziół zdatnych do zrobienia jakiegoś ciepłego napitku. - dzikus, który proponuje rozmowę przy herbatce ze świeżo zerwanych ziół. I to jeszcze z jakimi manierami! Chciał się podzielić z nieznajomymi zdobyczą, na którą polował od samego ranka. Mimo tego doskonale wiedział, że to wszystko będzie się opłacało. Może w końcu dowie się więcej o tym, kim jest i jak żyją ludzie podobni do niego? Przed Ichabodem otworzyła się naprawdę wspaniała okazja do poznania świata, więc grzechem byłoby jej nie wykorzystać! Oczywiście zakładając, że Crown zdaje sobie sprawę czym jest grzech. Pewnie, że nie! Jest od tego wolny. Więc... Może mała kolacyjka z dzikim?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2656-miranda-angelini
http://panem.forumpl.net/t2687-spadajaca-gwiazda-kapitolu
http://panem.forumpl.net/t2658-miranda-angelini
http://panem.forumpl.net/t2661-catch-a-falling-star
Wiek : 26
Zawód : złodziejka
Przy sobie : latarka z wytrzymałą baterią, paralizator

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Pią Wrz 19, 2014 10:33 pm

Musiałam powiedzieć, że moja wyobraźnia należała do tworów całkiem zmyślnych, jak i wręcz niesamowicie kreatywnych, podrzucając mi coś takiego. Bo w to, że był to obrazek co najmniej niesamowicie kreatywny, zdecydowanie nie wątpiłam. Ha! Nawet nie śmiałam odwalać w ten sposób, bowiem nie zdarzało mi się to na tyle często, bym mogła przejść z tym do porządku dziennego.
Prawdę mówiąc, szaleństw nie zaznałam praktycznie od czasu mojej utraty godności osobistej, dobrego imienia oraz wymarzonej roboty życia też, wraz z ucieczką na Ziemie Niczyje. I nie mogłam powiedzieć, by ten spokój mi się nie podobał. Dosłownie pławiłam się w nim, tylko od czasu do czasu zaburzając go na własne życzenie po to, aby zdobyć potrzebne jedzenie czy też towary innego typu. Przy całej reszcie sytuacji trzymałam się spokoju oraz tego, co zdążyłam już dosyć dobrze poznać.
Ostatnie dwa dni były jednak zupełnym odstępstwem od jakichkolwiek regułek. Począwszy od chwili, w której dosłownie wpadłam na gościa przedstawiającego się teraz jako Shannon Chwilowo Bez Nazwiska, poprzez te wszelkie urojone wydarzenia z mojego tymczasowego mieszkania, na aktualnym spotkaniu zakończywszy. I… Szczerze? Kompletnie nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć.
Okej, to zdecydowanie nie powinno przypaść mi do gustu przy ostatnich preferencjach, jednak nie mogłam powiedzieć, że faktycznie tak było. Zakręcenie i owszem, ale z pewnością nie aż tak znowu źle. Choć jednocześnie wciąż czułam się dotknięta tak perfidną chęcią pozostawienia mnie samej nawet bez słowa pożegnania. Może już nie byłam jakoś wybitnie wściekła, skoro to wszystko i tak było tylko moim urojeniem, lecz wciąż miałam Shannonowi za złe to, co postanowił zrobić.
Nawet jako wytwór mojej wyobraźni, kawałek obrazu zapamiętanego na chwilę przed porażką i prawdopodobnym umieraniem, zachowywał się dosyć mocno dupkowato. Nie obiecywaliśmy sobie tak właściwie niczego, to fakt, jednak słowa o chwilowym pozostaniu, mimo wszystko!, wzięłam raczej na serio. By obudzić się kilka godzin później w zupełnie wychłodzonym i pustym, oczywiście – poza mną, łóżku. Teraz dochodziło do mnie, jaką paskudną masochistką musiałam być, aby tak łatwo to wszystko wymyślić.
Osobą wręcz uwielbiającą zadawać sobie psychiczne obrażenia, jak i również zdecydowanie niewyżytą seksualnie, co pokazywały mi idealnie te wszystkie scenki z nocy, która teoretycznie była wczoraj. W praktyce równie dobrze mógł być to wciąż ten sam dzień lub też już zupełnie kilka tygodni po nim. Nie ogarniałam swojej wyobraźni, była dla mnie zupełnie niepojęta w tym całym porypaniu, więc nie mogłam nawet ocierać się o poprawne spekulacje.
Skoro jednak podświadomość postanowiła już tak bardzo mi odwalić, zdecydowałam się zagrać w jej grę, czekając na to, co jeszcze może się ciekawego wydarzyć. Znając mnie, to mogło być dosłownie wszystko, jednak nie chciałam sobie chyba robić spoilerów, wolałam chwilowo nie wiedzieć. Jeszcze bym zwiała z powodu narzuconej mi presji czy coś w ten deseń. Wtedy zaś zapewne byłoby jeszcze paskudniej. Potrafiłam się mścić, nawet na sobie samej.
Przyjrzałam się uważnie mojemu dzikiemu towarzyszowi, raz po raz spoglądając to na niego, to na sarnę i znowu na niego, na sarnę, na sarnią krew, na burzowe niebo i wszystko inne. Śmiech powoli ustępował, robiąc miejsce złudnej powadze oraz wyrafinowaniu. Potrafiłam dopasowywać się do sytuacji, to pewne, zaś ta zdecydowanie tego wymagała. Kulturalna osoba wyglądająca jak rasowy dzikus, tego jeszcze nie grali.
Zanim jednak ponownie się do niego odezwałam, rzuciłam okiem do tyłu, patrząc na Sha, który najwyraźniej postanowił pobawić się w męczenie mi dłużej dupy, gdy i tak mu się odchodziło w trzy diabły. Nie rozumiałam, dlaczego tak uparcie za mną polazł i chyba nie chciałam tego zrozumieć. Już wystarczająco zawiodłam się na nim i, tak w sumie, chyba na samej sobie. Skoro był wytworem mojego umysłu, to ja sama za to wszystko odpowiadałam, nie?
- W jak najlepszym, możesz sobie śmiało iść, jak to planowałeś. – Burknęłam niezbyt przyjaźnie, automatycznie się spinając i przyjmując postawę odpowiednią do odpierania słownego ataku. – Nie mam tu przyjaciół, a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Zaś grzeczni chłopcy nie karmią ludzi słowami bez pokrycia, zostawiając ich w pustym łóżku. Zachowaj swoją aureolę dla kogoś innego, skarbie. – Nie byłam przyjemna, mogłam nawet śmiało powiedzieć, że wiało ode mnie chłodem co najmniej na kilometr, jednak nie potrafiłam nic na to poradzić. Zwłaszcza po tym, jak wrzaskiem nakazał mi przestać się śmiać. Pieprzony dominant, pan i władca? Nie dla mnie. Obróciłam się ponownie w stronę dziwnego mężczyzny przedstawiającego się jeszcze bardziej specyficznym imieniem, by obdarzyć go już znacznie cieplejszym uśmiechem.
- Przepraszam za pana z tyłu. Już sobie idzie. Czyż nie, Sha? Najwyraźniej tak jak planowałeś to zrobić od samego początku do końca. – Powiedziałam całkiem spokojnie, kładąc nacisk na specyfikę słów ujawniających to, co mnie wcześniej zabolało. – Miło mi pana poznać, jednak poszukiwania raczej na nic się zdadzą. Już od dawien dawna poszukuję różności, lecz nie trafiłam na żadną z nich. – Westchnęłam nawet cicho, przerywając na chwilę, by zaśmiać się cicho na widok, jakże uroczego!, ukłonu, przez który mój humor znacznie się poprawił. To było coś tak absurdalnego, zwłaszcza z myślą o tym, że jest to tylko fałszywa rzeczywistość stworzona przez mój umysł.
- Dla mnie też, nie wiem, jak dla mojego towarzysza. – Uśmiechnęłam się, stwierdzając wreszcie, że nie warto męczyć człowieka zbytnim paniowaniem. Wyciągnęłam więc powoli rękę w jego kierunku, chcąc przedstawić się w normalny sposób. – I jaka tam ze mnie pani. Zwykłe Randy wystarczy lub też Miranda, jak kto woli czy też wszelkie wariacje tego imienia. Jak kto woli. To zaś jest mój były towarzysz – Shannon. – Ledwo powstrzymałam się przed parsknięciem śmiechem i rzuceniem w kierunku Sha podaj łapę niczym do, niezbyt wiernego, pieska. Tak straszliwie pasowało mi to do szyku wcześniejszego zdania… Stłumiłam jednak w sobie tę chęć, zerkając tylko raz na jednego, raz na drugiego mężczyznę, porównując ich nawet lekko. Miałam chorą psychikę.
- To nie zmiech…? – Spytałam, chcąc upewnić się przed podjęciem decyzji, by po chwili poprawić się jakoś automatycznie. – To nie zmieszaniec?
Wyciągnęłam dłoń przed siebie, łapiąc na nią krople deszczu i zastanawiając się, czy też były jakiekolwiek szanse na bezpieczne przetrwanie coraz gorszej pogody na terenach typowo zalewowych. I gdzie tutaj dało rozpalić się pewne ognisko… Odruchowo zwróciłam swój wzrok w stronę Sha, posyłając mu pytające spojrzenie.
- Nie wiem czy będzie to bezpieczne przy takiej pogodzie. – Powiedziałam nadzwyczaj niepewnie.



I thought I could fly, so why did I drown?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2563-shannon-delaney
http://panem.forumpl.net/t2592-pink-panthera#37279
http://panem.forumpl.net/t2591-shannon-delaney#37275
http://panem.forumpl.net/t3396-robert-davenport#53719
Wiek : 27
Zawód : bibliotekarz, hacker
Przy sobie : laptop, pendrive
Znaki szczególne : czasem okularki na nosie

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   Nie Wrz 21, 2014 1:05 am

Sytuacja robiła się coraz dziwniejsza, gdy stawiałem kolejne kroczki myślowe, słuchając też przy okazji dalszej wymiany zdań tej dwójki. Wczorajszy wieczór uświadomił mi, że niezwykle intensywnie potrafiłem myśleć penisem, oddając się w ręce pożądania, ale dzisiejsze popołudnie czy tam przedpołudnie pokazywało mi, że to nie do końca tak. Najwyraźniej traciłem kontrolę sam na sam w towarzystwie wyjątkowej, z pewnością mnie pociągającej, kobiety, zaś wśród innych ludzi potrafiłem też używać głowy i tego, co ma mi ona racjonalnego do zaoferowania, a miała najwyraźniej sporo. Tak przynajmniej przypuszczałem na podstawie tego, jak łatwo i spokojnie analizowałem to, co się działo przed moimi oczami i łączyłem to z wiedzą, która we mnie była, skryta gdzieś tam głęboko. Czyżbym był mądry i inteligentny? Pan naukowiec? Może wykładałem w szkole?
Szczerze powiedziawszy doszedłem do wniosku, że zacny pan Ichabod Crown nie ogarniał i najpewniej również miał okazję zetknąć się z metalowym prętem i to dawno, dawno temu, zaś Miranda - oszalała. Tak pokrótce przedstawiała się sytuacja, w której brałem udział i chyba musiałem to wszystko jakoś ogarnąć. Tak, ja, osoba, która miała amnezję, na szczęście chyba nie trwałą, musiała ich porozstawiać po kątach, posegregować, odsiać ziarno, jak zwał tak zwał. Podstawa, to przekonać Randy do siebie, nie ufać obcemu oraz uważać na jego wszelkie ruchy, przy czym być podejrzliwym i oczekiwać, że zacznie w niedalekiej przyszłości gryźć, czyli atakować.
Postanowiłem na chwilkę go olać, bo na razie udawał burżuja wychowanego na dobrego dziedzica swego domu. Przynajmniej tak to oceniłem. Zająłem się zaś na moment Randy, które, krótko mówiąc, najbardziej zwróciła mą uwagę pewnym nieciekawym faktem.
- Tak dla pewności... Wściekasz się na mnie, bo nie leżałem w łóżku, gdy w końcu raczyłaś się obudzić? – Spytałem niedowierzająco, zaskoczony otwierając szeroko oczy. No, tego to ja się nie spodziewałem, ale, cóż, kobiety. Stajesz takiej na drodze? Powinieneś być przygotowany na to, że zacznie się rzucać pod byle pretekstem. To było bardziej niż irytujące. – Nie powinnaś mnie tak łapać za słowa. Mówiąc, że zostanę, nie miałem na myśli tego, że będę cię non stop trzymał za piersi i nie odsuwał się choćby na krok, a że zostanę z tobą... Będę w pobliżu, czasem bliżej, czasem tych kilka kroków dalej. Czy to aż taką zbrodnią jest odetchnąć na dworze? Nie wiem... Bałaś się, że pan Crown mnie upoluje na swą dzidę i nie odda? Powiedz, bo sam tego nie pojmuję – stwierdziłem oskarżycielsko, choć zaraz się opamiętałem, robiąc w jej kierunku tych kilka kroków. Najwidoczniej moja główka nieco zwolniła, gdy musiałem mieć kątem oka na uwadze Pana Dzicz. Lampka zalśniła po niewielkiej chwilce.
- Przepraszam. Pewnie bałaś się, że porzucę cię jak twój były? – Spytałem z troską w głosie. – Jestem! Jak świetnie to widać, jestem i nie zamierzam odchodzić, jeśli nadal mnie chcesz, bo „były towarzysz” wypływający z twych kuszących warg sugeruje raczej, bym się wyniósł stąd jak najdalej i nie zaprzątał ci więcej głowy, co, muszę być szczery, chciałbym jednak robić – zauważyłem swoim uwodzicielskim i dwuznacznym głosem, ujmując jej podbródek, by zmusić ją do spojrzenia na mnie. W sumie nie zmusić, ale zaproponować to spojrzenie. Nie zamierzałem być wobec niej gwałtowny, jeśli nie chodziło o przyzwolony przez nią seks. Wtedy mogłem być gwałtowny w swych działaniach, co sprawiało, że wspomniałem wczorajszą noc. Smaczną wczorajszą noc, ale jeśli chciałem ich więcej, powinienem się skupić. Delikatnie położyłem swą męską dłoń na jej boku.
- Chcesz, bym został czy wolisz, bym się wyniósł? – Spytałem jej, oczekując ostatecznej odpowiedzi. Tak czy nie? Nie czy tak? Cholera, powiedz, dziewczyno, TAK!
Wolałbym odpowiedzieć za nią i to oczywiście pozytywnie. Nie ukrywałem, że chciałbym zostać i jeszcze raz spenetrować jej ciało. Te usta same prosiły się o soczysty pocałunek, który sprawiłby, że nogi by się pod nią ugięły, a ja mógłbym ją objąć, wykorzystując tę jej uroczą reakcję i być jeszcze bardziej bliżej jej osoby. Ku własnej chwale, przytaknęła na swój kobiecy sposób.
- Cudnie – stwierdziłem, obdarzając ją wspomnianym wcześniej pocałunkiem, by zapieczętować naszą niepisaną a słowną umowę, której świadkiem był Pan Dzicz. Przesunąłem prawą dłoń, obejmując ją w pasie, by mi tu przypadkiem nie padła. Przy okazji pokazywałem Crownowi, że ta niewiasta jest już zajęta. Gdyby nie zrozumiał przekazu, postanowiłem jeszcze oznajmić mu to w słowach, zapewne niegrzecznie papugując jego ton i słownictwo.
- Pan Crown wybaczy ten publiczny napad uczuć z naszej strony, tymczasowe zlekceważenie pana jakże zacnej osoby, a także pomylenie pana z przyjacielem Mirandy – przyznałem, udając jakże wielkie ubolewanie z tego powodu. – Jednakże naprostowanie pewnej sprawy u MOJEJ kobiety było priorytetem, a, jak wiadomo, kobiety mają pierwszeństwo – stwierdziłem, uśmiechając się drapieżnie. Miałem wrażenie, że wypowiedziane przeze mnie słowo „moja” opadło niczym wielki głaz między nami a panem Ichabodem Crownem. I dobrze, bo TA kobieta była MOJA.
- Aktualny towarzysz Mirandy, Shannon... Delaney – powiedziałem, wyciągając w kierunku mężczyzny swą dłoń. Miałem niemały problem z prędkim wyborem nazwiska, odrzucając Queenów, Kingów, Moneyów, Kovalskich i Malovitchów, by nagle wpaść na Delaneyów. Pasowało. Przynajmniej takie odnosiłem wrażenie. Może Randy miała mnie za to potem zdzielić po głowie i wyśmiać.
Przy wyciąganiu ręki, warto wspomnieć, starałem się wyglądać pewnie, przy okazji ukrywając głęboko w sobie obrzydzenie z powodu trzymanej w tej jego ręce nogi definitywnie martwej sarny, którą chciał nas uraczyć. Właśnie, propozycja ogniska i darmowego posiłku kusiła, zwłaszcza, że byłem głodny, bo jogurcik był tak bardzo drobnym jogurcikiem. Nie chciałem też objadać Randy z pożywienia, które zapewne ciężko zdobywała. Korzystać więc czy nie korzystać?
Miałem mieszane uczucia co do tego pomysłu. Z jednej strony uznałem, że próbowanie czegokolwiek, co przyrządziłby ten typ, który niewątpliwie sporo czasu spędził sam na sam, bzikując ostro, nie było dobrym pomysłem. Mógł nas przecież otruć niedopieczonym i wrednie przyprawionym mięsem, które w dodatku nie byłoby przygotowane w zachowaniu wszelkich zasad higieny. Następnie mógłby wyrazić chęć zjedzenia nas i to też zrobić.
Z drugiej zaś strony wydało mi się to kuszące. Zawsze dobrze było poznawać nowe rzeczy, próbować czegoś, z czym nie miało się styczności i nie wiedziało się, jakie to uczucie, póki się tego nie spróbowało. Jedzenie na dziko przygotowanego mięsa, prawdopodobnie świetnie przyprawionego i zjadliwego właśnie do takich rzeczy się zaliczało. Może szalonych i nieco obrzydliwych, ale mogło się okazać naprawdę świetną sprawą i to smakowitą, a my mogliśmy przy okazji za darmo się najeść i zdobyć też doświadczenia w tej sprawie. Ten problem jednak rozwiązała mi Miranda, zwracając w końcu uwagę na warunki pogodowe, które ja olałem w swojej analizie. Niezbyt dobrze.
- Dokładnie. Z chęcią skosztowałbym pańskiego wyrobu, jednakże wątpię, by warunki pogodowe pozwoliły nam pozostać dłużej na łonie natury – poparłem Randy, marszcząc nos przez zestawienie „łona natury” z opuszczonym wesołym miasteczkiem, które nas otaczało. Doprawdy, jakież zacne łono natury! Śmietnik! Zapewne też definicja świeżego powietrza była temu miejscu obca. Choć dzikie zwierzęta podobno tu bywały... Przynajmniej tak twierdziła moja kobieta. Posiadanie tak cudownej kobiety nieźle mnie kręciło i kusiło, by znów zamknąć ją w swoich ramionach i szeptać jej zbereźne rzeczy do ucha.


all i wanna do is drive home to you
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wesołe miasteczko   

Powrót do góry Go down
 

Wesołe miasteczko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Wesołe miasteczko - Lunapark
» Wesołe Miasteczko na obrzeżach Londynu
» Wesołe Miasteczko
» Wesołe miasteczko
» Wesołe miasteczko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Ziemie Niczyje-