IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Opuszczony szpital - Page 2

 

 Opuszczony szpital

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1889-noah-atterbury#24419
http://panem.forumpl.net/t249-noah-atterbury
http://panem.forumpl.net/t1314-noah-atterbury
http://panem.forumpl.net/t563-noah
http://panem.forumpl.net/t1190-noah-atterbury
Wiek : 19
Zawód : Kelner w 'Well-born' i student
Przy sobie : medalik z ampułką cyjanku, zapalniczka, broń palna, zezwolenie na posiadanie broni, paczka papierosów, nóż ceramiczny
Znaki szczególne : piegipiegipiegi
Obrażenia : Złamane serce i nadszarpnięte zaufanie

PisanieTemat: Opuszczony szpital   Pią Maj 03, 2013 1:01 pm

First topic message reminder :



Podobnie jak reszta budynków na Ziemiach Niczyich, i szpital został porządnie nadgryziony przez rebelię i czas. Lewe skrzydło zapadło się niemal całkowicie, a prawe jest mocno zniszczone. W stanie nienaruszonym ocalało jedynie kilka sal i garstka sprzętu. To, co dało się wynieść, zostało wyniesione już dawno - lekarstwa zapewne sprzedano za kilkakrotnie wyższą cenę, podobnie jak noże, prześcieradła, koce i inne przedmioty codziennego użytku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t3077-budowa-annika-lyberg#47628
http://panem.forumpl.net/t3078-annika#47632
http://panem.forumpl.net/t3079-annika-lyberg#47633
http://panem.forumpl.net/t3080-konfesjonal-lybergowny#47634
Wiek : 16 lat
Zawód : szabrowniczka
Przy sobie : nóż ceramiczny, wytrych, leki przeciwbólowe (6 tabletek), żywność, paczka papierosów, zapalniczka, tabletki do uzdatniania wody, latarka z wytrzymałą baterią, mapa podziemnych tuneli
Znaki szczególne : dog Majcher u boku
Obrażenia : nieprawidłowo zrośnięty nadgarstek (nie widać tego z zewnątrz, spustoszenie odkryje rentgen) będący źródłem chronicznego bólu

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Czw Sty 15, 2015 8:35 pm

Paranoja lub instynkt, tylko to wchodziło w grę. Albo jedno, albo drugie mogło stać za reakcją Anniki na trzaśnięcie drzwiami, które gwałtownie przerwało względną ciszę szpitala. Skrzypienie niedomkniętych okien czy pchniętego przypadkiem łóżka - te dźwięki były oczywiste i dobrze znane, naturalne dla obumarłego szpitala. Tamto - to jednak co innego. Tu drzwi same się nie zamykają. Tu zamyka je ktoś. Wiatr, oczywiście. Zazwyczaj wiatr. To zazwyczaj było jednak wystarczającym argumentem, by Lyberg w jednej chwili zastygła, wciągnęła powietrze głęboko w nozdrza - jak drapieżnik, pomimo, że przecież nic jej to nie dawało - i namacała rękojeść noża. Jeśli kiedykolwiek była sentymentalną, to już dawno przestała. Teraz chodziło tylko o przetrwanie. Zarówno Ziemiami Niczyimi, jak i gettem rządziła prosta zasada - albo ja, albo on/ona/oni. W obliczu takiego wyboru Annika nigdy nie miała problemów ze swą decyzyjnością.
To, co chciała zrobić, było proste, jeśli uwzględniło się założenie, jakie teraz wysunęła - nie jestem tu sama. Biorąc pod uwagę takie nastawienie (będące symptomem przewrażliwienia lub zaadaptowania się do życia w skrajnie trudnych warunkach), nie dziwiło, że pierwszym, co zrobiła, było dopadnięcie dawno zapomnianych noszy. Wiecie, co na takich się znajduje? Materiał. Obicie względnie cienkiego, nieszczególnie wygodnego materaca. A wiecie, co robi materiał? Doskonale wycisza kroki. Lybergówna ani myślała bawić się w podchody - jeśli rzeczywiście miało mieć to miejsce, jeśli faktycznie ktoś wkroczył na jej teren, jeśli to naprawdę nie był wiatr - będąc słyszalną z daleka. Nawet skrajna ostrożność, stawianie obutych stóp najciszej jak się da nie jest w stanie wygrać z piekielną ciszą zapomnianego szpitala. Puste korytarze niosły echem najlżejszy choćby szept i Annika doskonale o tym wiedziała.
Nasłuchiwała więc, licząc na to, że może ten drugi - jeśli istniał - o tym nie wie, a jednocześnie przystąpiła do pracy. Nie mogła materiału drzeć, bo to też mogło być słychać. Musiała go odciąć, ostrożnie, jak najciszej. Miała nóż, więc sam sposób nie był problemem. Mógł być nim jedynie czas - nie wiedziała, ile go miała. Nie wiedziała, kiedy nagle na końcu korytarza ktoś może się pojawić.
W jednej chwili przeszukanie magazynu leków zeszło na dalszy plan. Teraz, być może, zaczęły się łowy. Teraz musiała dopilnować swych ziem. Co, że nie miała do nich prawa? Och, nie bądźmy śmieszni. Na Ziemiach Niczyich za uprawnienia płaciło się krwią - najlepiej czyjąś, nie swoją.
- Majcher - syknęła cicho, acz sugestywnie. Ostrożnie, bardzo, bardzo ostrożnie - i cholernie powoli, przynajmniej tak jej się zdawało - odcinała odpowiednie skrawki prześcieradła czy obicia materaca, zależnie od tego, co nadawało się bardziej. Dwa prostokąty dla siebie, by owinąć nimi trampki i cztery mniejsze dla psa, by skryć w nich jego łapy. Co z tego, że sama byłaby bezszelestna, gdyby zdradzało ją skrobanie pazurów doga? Dobrze chociaż, że nie szczekał. Dobrze, że tak jak i ona, nie był na Ziemiach Niczyich nowy. Zwierzęta pozostawione same sobie dziczeją i przypominają sobie pierwotne nauki. Na przykład te, by, podchodząc zwierzynę, nie zdradzać się. Iść pod wiatr, nie warczeć, nie szczekać.
To właśnie dlatego, rozcinając materiał i robiąc z niego swoiste "wygłuszacze" nie tylko nasłuchiwała, ale także uważnie spoglądała na psa. Niezależnie od jej własnej czujności, to Majcher wyczuje intruza pierwszy.
Chociaż, oczywiście, wolałaby, żeby nic się nie stało. Wolałaby okazać się paranoiczką. Zawsze wolała. Po prostu nie mogła pozwolić sobie na życie samą nadzieją i ufnością. Zakładanie najgorszego - tylko to sprawiało, że wciąż jeszcze żyła.


I solemnly swear that I am up to no good
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Pią Sty 16, 2015 12:38 am

Czas mijał i chociaż opuszczony szpital nadal żył własnym życiem, trzeszcząc cicho czy skrobiąc w podłogę, wszystko wskazywało na to, że dźwięk zatrzaskiwanych drzwi w gruncie rzeczy nie był powodem do obaw, a jedynie kolejnym żartem od pustych pomieszczeń, w których hulał wiatr.
Annika byłaby jednak bardzo naiwna, gdyby w to wierzyła.
Po około dwóch minutach nad jej głową rozległ się dźwięk przywodzący na myśl stawiane niezbyt cicho kroki. Sufit znacznie tłumił odgłosy, ale jeśli Lyberg słuchała uważnie, po chwili mogła dojść do wniosku, że kroki należały do dwóch osób. Nieznajomi oddalali się od Anniki; w pewnym momencie zaczęli nawet szeptać, choć dziewczyna nie zdołała wyłapać ani słowa. Głos jednego z nich zabrzmiał jednak wyraźnie, gdy intruzi stanęli na klatce schodowej.
- Sprawdźmy jeszcze tam.
Głos ten należał do mężczyzny. Po chwili na schodach prowadzących na korytarz, gdzie znajdowała się Annika, rozległy się kroki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t3077-budowa-annika-lyberg#47628
http://panem.forumpl.net/t3078-annika#47632
http://panem.forumpl.net/t3079-annika-lyberg#47633
http://panem.forumpl.net/t3080-konfesjonal-lybergowny#47634
Wiek : 16 lat
Zawód : szabrowniczka
Przy sobie : nóż ceramiczny, wytrych, leki przeciwbólowe (6 tabletek), żywność, paczka papierosów, zapalniczka, tabletki do uzdatniania wody, latarka z wytrzymałą baterią, mapa podziemnych tuneli
Znaki szczególne : dog Majcher u boku
Obrażenia : nieprawidłowo zrośnięty nadgarstek (nie widać tego z zewnątrz, spustoszenie odkryje rentgen) będący źródłem chronicznego bólu

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Sro Sty 21, 2015 7:45 pm

Dwie osoby. Wciąż nie bardzo wiedziała, czy do czynienia ma raczej z mieszkańcami Ziem Niczyich, czy Strażnikami, ale... Dwie osoby. Cholera. Musiała uważać.
Gdy tylko zadbała o to, by ani jej kroki, ani też kroki Majchra nie były zanadto słyszalne, nadeszła pora, by zapewnić sobie jakąś kryjówkę. Do tej pory uświadomiła już sobie, że nieoczekiwane towarzystwo najwyraźniej czegoś szukało, a skoro tak, to pewnie nie zamierzali wynieść się za szybko. Co więcej, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały na to, że niebawem się spotkają - szesnastoletnie dziewczę i bliżej nieokreślony jeszcze element społeczny - stąd koniecznością stało się prędkie ustalenie zasad, na jakich to spotkanie się obędzie.
Annika nigdy nie lubiła, gdy ktoś decydował za nią - i tu nie było szczególnych wyjątków. Nawet Sebastian, ten Sebastian, o którym usilnie chciałaby zapomnieć (z jednej strony, bo z drugiej wspomnienia brata były najcenniejszym, co miała), nie był osobą, której chciałaby być podległa. Jeśli robiła coś zgodnie z jego życzeniem to tylko dlatego, że sama tego chciała. Nie była typem, który poddawał się zewnętrznej dominacji. Wszystkie zasady, reguły, cały stos regulaminów determinujących jej życie chciała ustalać sama, niezależnie od jakichkolwiek innych jednostek.
Te podniosłe stwierdzenie dotyczyło nie tylko ogólników czy reguł najbardziej podstawowych, ale także takich drobnostek jak to, kto wyjdzie z inicjatywą, kto zajmie uprzywilejowaną pozycję, kto podyktuje zasady, podporządkuje sobie grę. To znaczy... Cóż. W porządku, to może nie były drobnostki. Ostatecznie z całkiem dużym prawdopodobieństwem można było stwierdzić, że były to kwestie bardzo ważne, bardzo znaczące. Tu przecież mogło chodzić o życie. O to, kto dziś wyjdzie cały i zdrów, a kto nie wyjdzie wcale.
Była paranoiczką? Tak, na pewno. Paranoja była jednak mechanizmem która każdemu mieszkańcowi Ziem Niczyich czy Getta mniej lub bardziej pomagała przetrwać i powitać kolejny poranek.
Lybergówna, jasna sprawa, zamierzała przeżyć jeszcze niejeden świt i niejeden wieczór. Jej historia nie miała skończyć się tu i teraz, szczególnie, że... Dobrze, nie pokusiłabym się o stwierdzenie, że miała po swojej stronie element zaskoczenia, ale przynajmniej wiedziała, że ma towarzystwo. Podobna wiedza to zawsze coś - zawsze lepiej ją mieć niż samemu zostać napadniętym znienacka.
Wiedziała, że nie ma zbyt wiele czasu, stąd starała się działać szybko. Wiedząc, że nieznajomi nadejdą od strony klatki schodowej skierowała się... właśnie w tamtym kierunku, ku schodom. Nie na górę jednak, a czym prędzej - na dół, mniej więcej do połowy trasy prowadzącej do piwnic. Chciała schować się tak, by ci z góry jej nie widzieli, za to by ona mogła dostrzec ich - poprzez szpary w połamanej barierce, między zrujnowanymi, zasypanymi pyłem i kurzem stopniami schodów. Oczywiście, to ostatnie - owa miękka warstwa brudu - nie było niczym pożądanym, uwidaczniało bowiem jej kroki. Annika ani myślała jednak się tym przejmować - szpital co dzień nawiedzany był przez tułających się na Ziemiach wyrzutków, podobne tropy nie były więc niczym szczególnie dziwnym. Zresztą, obwiązując buty fragmentami prześcieradła, sprawiła, że jej ślady nie wyglądały charakterystycznie, co mogło dodatkowo przeważyć na rzecz ich nieciekawości.
W każdym razie, musiała się przyczaić. To, że zamierzała schować się na schodach, a nie gdzieś wgłębi korytarza, z dala od klatki schodowej, było decyzją przemyślaną. Założenie, że mężczyźni rzeczywiście wyjdą na korytarz nie było może w stu procentach pewne, ale prawdopodobne. Gdyby faktycznie zdecydowali się na rekonesans po poziomie, na którym przed momentem była Lybergówna, dziewczyna zyskałaby całkiem niezłą pozycję za plecami nieznajomych. To pozwoliłoby jej ich z grubsza ocenić i dało czas na podjęcie jakiejś decyzji. Jasnym przecież było, że szpital był za mały na całą ich trójkę, niezależnie, kim miało być to nieszczęsne towarzystwo.
A w przypadku, gdyby jednak nie zainteresowali się piętrem i skierowali jeszcze niżej, a więc dokładnie tam, gdzie kryła się Annika? Cóż, wtedy byłoby trudniej, ale... Och, na bogów, zacznie się martwić gdy będzie o co! Tymczasem zaś nie było, przywarła więc tylko do masywnego ciała psa (obejmując go za szyję, przytrzymywała go przy sobie, by przypadkiem nie wypadł na nieznajomych, zdradzając ją zbyt prędko), poprawiła uchwyt jednej z dłoni na rękojeści noża i czekała, odliczając dłużące się sekundy.


I solemnly swear that I am up to no good
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Sro Sty 21, 2015 11:49 pm

Zdawało się, że mężczyźni będą schodzili po schodach w nieskończoność; odgłos ich kroków narastał jednak z każdą chwilą, aż w końcu Annika mogła dostrzec masywny, wojskowy but i skraj białych spodni. Dziewczyna nie musiała być mistrzem dedukcji - nie ulegało wątpliwości, że zaledwie kilka metrów od niej znajdowali się Strażnicy Pokoju.
Po chwili mężczyźni zeszli ze schodów i zatrzymali się, wpatrując w korytarz. Jeden z nich był wysoki i dobrze zbudowany, drugi z kolei sprawiał wrażenie nieco wątłego i słabowitego, lecz mogły to być tylko pozory. Oboje mieli przytwierdzone do pasów kabury, z których wystawały połyskujące słabo, choć nieco złowieszczo pistolety.
Póki co Los sprzyjał Annice - strażnicy byli odwróceni tyłem do dziewczyny, a półmrok, który panował na schodach, zdecydowanie działał na jej korzyść.
W pewnym momencie wysoki mężczyzna rzucił swojemu towarzyszowi kilka słów, po czym machnął dłonią, wskazując korytarz. Wyjął z kabury pistolet i odbezpieczając go, ruszył w głąb korytarza. Gdy znajdował się już daleko, zniknął za jakimiś drzwiami. Drugi strażnik zrobił natomiast kilka kroków do przodu i przystanął. Chociaż Annika nie widziała jego twarzy, wiele wskazywało na to, że mężczyzna nudził się. Co chwila ziewał i kręcił się w miejscu, a w końcu oparł się o ścianę i wyjął z kieszeni coś, co wyglądało jak kilka czy kilkanaście niewielkich prostokątnych kart. Zaczął przeglądać je bez większego zainteresowania.
Jeśli Annika przypatrywała się kartom uważnie, mogła szybko odkryć, że strażnik trzymał w ręku dowody tożsamości. Mimo to im dłużej dziewczyna ukrywała się na schodach, tym bardziej było to ryzykowne.


Annika, masz trzy opcje:

1 - możesz spróbować po cichu zejść do piwnicy i poszukać wyjścia. Ze schodów widzisz jednak, że na dole panują absolutne ciemności, a kto wie, co napotkasz po drodze.
2 - możesz spróbować przemknąć za plecami strażnika i uciec na górę. Zakładając oczywiście, że mężczyzna cię nie zauważy.
3 - możesz spróbować zaatakować strażnika od tyłu i dopiero wtedy uciec. Co prawda jest to równie ryzykowne rozwiązanie, ale czy trzymane przez niego dowody tożsamości nie wyglądają kusząco?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t3275-andrew-ezekiel-rose
http://panem.forumpl.net/t3448-andy-rose#55385
http://panem.forumpl.net/t3278-andrew-ezekiel-rose#51371
Wiek : 22 lata
Zawód : Brak
Przy sobie : Skórzany, wytarty plecak
Znaki szczególne : Kolczyk w wardze, długa blizna na nadgarstku (pamiątka po jednej z walk)
Obrażenia : Brak

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Sro Kwi 15, 2015 10:10 pm

Ziemie niczyje nie były bezpiecznym miejscem. Doskonale odczuł to mężczyzna, który zapadł na nieznaną Andy'emu chorobę. Czuł się i wyglądał bardzo źle. Może to przez wodę, którą pijał z niewiadomego źródła? A może to infekcja powstała z brudu i niedożywienia? Gdyby ten człowiek był mu zupełnie obcy i nic dla niego wcześniej nie zrobił, Rose nie pomógłby mu. Przeszedłby obojętnie jak obok tysięcy umierających na ulicach istnień.
Między innymi z tym człowiekiem uciekł strażnikom i ten człowiek czasem częstował go jedzeniem i zdatną do picia wodą. Nie mógł go więc zostawić na pastwę losu nawet urodzony samotnik, taki jak Andy.

Postanowił udać się do opuszczonego szpitala, by poszukać jakiś leków. Podejrzewał, że wszystko już zostało przegrzebane, ale nie zaszkodziło zajrzeć.
Wszedł do jednej z sal, przeszukując prześcieradła i szuflady. Znalazł tylko kilka rozbitych fiolek, parę igieł i jeden potwornie brudny bandaż, który nie nadawał się do użytku. Westchnął cicho, zastanawiając się co mógłby jeszcze zrobić, gdzie i przede wszystkim czego szukać? Miał wrażenie, że ma związane ręce..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3201-charlotte-white
http://panem.forumpl.net/t3204-relacje-lotty
http://panem.forumpl.net/t3203-charlotte-white
Wiek : 32 lata
Zawód : medyk
Przy sobie : 1 gram morfaliny, apteczka

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Czw Kwi 16, 2015 10:02 am

| Start |

Charlotte White. Tak, to jej imię i nazwisko. Bardzo je lubiła – te dwa słowa, określające jej osobę nie były zbyt kwieciste, nie były zbyt nudne czy też monotonne. Dlatego w duchu dziękowała swoim rodzicielom, że za sprawą ich decyzji stała się Lottą. A nazwisko też było ładne. Mimo, ze niektórzy mogliby mieć inne wrażenie. W końcu tyle jest opinii ludzkich, ile istot na tym świecie. Należałoby tutaj również dodać, że lubowała się w rozmyślaniu na tematy niezbyt ważne, a nawet można by stwierdzić, że pod pewnymi względami – błahe. Już taka była ta nasza pani medyk. I w żaden ze sposobów nie da się uciec od tej świadomości. A że wiemy doskonale, że lepiej z nią nie zadzierać z powodu jej sadystycznych zapędów, dlatego nie będziemy nie tyle rozwarstwiać sprawy, co po prostu wypominać jej czegokolwiek. Tak więc skupmy się na teraźniejszości. Charlotte przybyła tutaj, by tutejszym mieszkańcom zrobić zastrzyki na różnorakie groźne choroby. Przecież nie od dzisiaj wiadomo, że ci, którzy zamieszkują Ziemie Niczyje, nie mają na co dzień dobrej opieki medycznej. Dostała zlecenie I musiała zrobić, co leżało w jej interesie. W sumie nie lubiła pomagać ludziom. Nie lubiła, jak ratuje życie innym albo dba o ich zdrowie... wolała rozpruwać innym flaki za pomocą skalpela. O, najlepiej dość tępego, by zadać swoim pacjentom ja najwięcej bólu. Tak więc wiadomo, że nie daje im znieczulenia przy nawet najboleśniejszych zabiegach. Chyba, że robiła to pod jakimś czujnym okiem... spojrzeniem innego lekarza chociażby. Przecież nie chciała utracić tej a jakże dobrze płatnej pracy! Nikt by nie chciał. Tak więc jej sadystyczne zapędy stanowiły jedynie swego rodzaju dodatek, urozmaicenie w jej pracy.
Kiedy ukończyła robienie bardzo bolesnych zastrzyków, uznała że wykorzysta swój pobyt na tych oto terenach... i pozwiedza je. Chociażby na krótka chwilę, ale wiedziała że, będąc tutaj, powinna ów fakt w jakikolwiek sposób wykorzystać! Chłonęła wzorkiem, nozdrzami oraz innymi ośrodkami zmysłów cechy tutejszego miejsca. Pod pachą dzierżyła, co jest nad wyraz oczywiste, apteczkę ze wszystkim, co niezbędne. Ale nie... nie znajdziemy tam samych medycznych przedmiotów. W bocznej kieszonce trzymała skręta z Cannabisu, którego zrobiła w drodze na tereny Ziemi Niczyjej. Leciała poduszkowcem z paroma innymi osobami. Jednak żadna z tych osób nie zwracała zbytniej uwagi na to, co robi nasza szanowna pani medyk.
Ucieszona, że już za chwilkę dosięgnie ją faza, ochoczo włożyła skrępa pomiędzy palce lewej ręki, by prawą sięgnąć po zapalniczkę i odpalić zbawczą moc marihuany. Zaciągnęła się raz, i to raczej płytko. W sumie jej pierwsze buchy nigdy nie były zbyt głębokie. Miała w zwyczaju rozkręcić się dopiero potem.
Marihuana jeszcze nie zadziałała.
Co prawda zastrzyki wykonywała w zaciszu domostw. Kiedy już odwiedziła prawie wszystkie, postanowiła się przejść, o czym już wiemy, bo wspomnieliśmy o tym już parę chwil wcześniej. Nogi zaniosły ją na tereny opuszczonego szpitala. Względem tego typu miejsc odczuwała swego rodzaju przywiązanie. I tak też było w tym przypadku...
Kiedy tak chodziła, zauważyła jakąś istotę i trudno było jej określić, czy to mężczyzna, a może kobieta? Trudno to stwierdzić, może dlatego, że persona ta ewidentnie lubowała się w stylu nazywanym powszechnie „Scene”? Płeć tych, którzy utożsamiają się ze stylem emo dość często stanowi jedną wielką niewiadoma, aczkolwiek lekarka postanowiła, że tym razem podejmie się jej rozwiązania. Nie ma, że boli. Była bardzo ciekawa. Nie dało się temu w jakikolwiek sposób zaprzeczyć.
Wkrótce potem dystans ich dzielący zmniejszył się. Początkowo nieznacznie, ale jednak, ale z każdą narastającą sekundą coraz bardziej przybliżała się do tej osobowości. Zauważyła, że osobnik ten nie wygląda zbyt dobrze. Ba, można nawet uznać, że jest chory, a może nawet dość poważnie? Charlotte uśmiechnęła się nikczemnie pod nosem. Nareszcie nie będzie się nudziła!
Nie zdawała sobie sprawy, że to mężczyzna. Nie kobieta. Kiedy była dość blisko, bez chwili wahania, przemówiła, kierując oczywiście swoje słowa w kierunku „emowca”.
- Witaj. -przywołała na swoje usta najpiękniejszy uśmiech, na jaki tylko było ją stać. Nie widać było w nim jej sadystycznych zapędów. To dobrze, przemknęło jej przez myśl. - Czy oby na pewno dobrze się czujesz? - spytała z udawaną troską. Musiała grac, jeżeli chciała, żeby ten osobnik wpadł prosto w jej sidła.
Nie zauważyła nawet, że skręt wypadł jej z dłoni i tym samym nie zdawała sobie zbytnio sprawy, gdzie jest...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t3275-andrew-ezekiel-rose
http://panem.forumpl.net/t3448-andy-rose#55385
http://panem.forumpl.net/t3278-andrew-ezekiel-rose#51371
Wiek : 22 lata
Zawód : Brak
Przy sobie : Skórzany, wytarty plecak
Znaki szczególne : Kolczyk w wardze, długa blizna na nadgarstku (pamiątka po jednej z walk)
Obrażenia : Brak

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Nie Maj 17, 2015 11:46 am

Andy był tak bardzo zajęty poszukiwaniami leków, że dał się zaskoczyć. To było do niego niepodobne.
W momencie, słysząc kobiecy głos za swoimi plecami, odwrócił się raptownie, zrzucając przypadkiem ze stolika puste butelki po jodynie, które z hukiem rozbiły się o podłogę. Dłoń chłopaka odruchowo dotknęła miejsca za pasem, gdzie trzymał swój ceramiczny nóż, znaleziony gdzieś, kiedyś, przypadkiem...
Prześliznął nieco wystraszonym, ale i dość agresywnym spojrzeniem po zgrabnej sylwetce przed sobą. Wyglądała na lekarkę lub pielęgniarkę. Czyżby szpital nie był tak do końca opustoszały, jak mu się do tej pory wydawało?
Uspokoił się, bo nie można było postąpić inaczej, widząc te rozkosznie wygięte w uśmiechu, koralowe wargi.
Nie wiedział, co ta kobieta tutaj robiła, ale z całą pewnością spadła mu ona z nieba.

- Jesteś lekarką? - odpowiedział pytaniem na pytanie, jednocześnie ignorując jej wypowiedź. Sam czuł się względnie dobrze, gorzej z jego towarzyszem, który wyglądał, jakby miał za chwilę wyzionąć ducha. - Potrzebuję twojej pomocy...

Andy był gotów siłą zaciągnąć ją przed oblicze Petera, leżącego między dwoma, obskurnymi kamienicami w błocie i brudzie, dwie przecznice stąd, gdyby nie chciała z nim pójść po dobroci... Był mu to winien.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3201-charlotte-white
http://panem.forumpl.net/t3204-relacje-lotty
http://panem.forumpl.net/t3203-charlotte-white
Wiek : 32 lata
Zawód : medyk
Przy sobie : 1 gram morfaliny, apteczka

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Pią Maj 22, 2015 3:59 pm

Nie zauważyła nawet, że skręt wypadł jej z dłoni i tym samym nie zdawała sobie zbytnio sprawy, gdzie jest...
Dopiero potem pewne fakty dotarły do jej świadomości i tym samym zamrugała gwałtownie powiekami. Zaczęła się rozglądać i po prostu wszystko sobie przypominać. Wkrótce potem powróciła do realnego świata, słysząc głos tego dość dziwacznie wyglądającego delikwenta. A przynajmniej tak sądziła ona, Charlotte White, znakomita pani medyk, która przyleciała poduszkowcem wraz z paroma innymi osobami by wykonać swoją misję. Ujmując to nieco dokładniej, by wyjaśnić potencjalnemu odbiorcy jej cel przybycia na ziemie niczyje, jej zadaniem było zrobić zastrzyki tutejszym mieszkańcom, tym, którzy wałęsali się po tych terenach bez wielu rzeczy, które są dzisiejszemu człowiekowi potrzebne do codziennej  egzystencji. Między innymi chodzi tutaj o profesjonalną opiekę medyczną. Wykonała swoją misję bardzo dobrze. Dziwne, prawda? Przecież Lotta nie lubiła zbytnio pomagać innym, wykorzystując swoje wykształcenie. Jednak odczuwała osobliwe przeczucie, że tym razem powinna ujawnić się światu jako troskliwa lekarka. Którą oczywiście nie była, zważając uwagę na jej sadystyczne zapędy.
Zaskoczyła go. Tak. To było dość oczywiste, gdyby pod uwagę wziąć, że przy obracaniu się w jej stronę zamaszyście i zapewne przez przypadek stłukł jakieś buteleczki, jednak pani White nie zwróciła mu uwagi. Bo to - nie ukrywajmy - nie było aż tak ważne. Kto by przejmował się czymś takim?
Kobieta zauważyła, jak ów delikwent, którego płci nadal nie poznała, kieruje swoją dłoń za pasek. Była dość spostrzegawcza, co zdecydowanie było jej atutem. Nie zwróciła mu uwagi. Nie miała za co. Człowiek ten niczego nie zrobił więc i nie miała powodu by w jakikolwiek sposób zareagować.
Przez jakiś czas oboje milczeli, studiując spojrzeniami wzajemną aparycję. Po jakimś czasie jednak "emowiec" powiedział coś, jednak sens słów dotarł do Lotty w dość opóźnionym tempie i tym samym jeszcze przez chwilę przyglądała mu się, a potem ułożyła w głowie wypowiedź.
- Pomocy, powiadasz? - był zaskoczona. Raczej w negatywnym sensie. Miała się komukolwiek w jakikolwiek sposób przydać? A to ci dopiero! Nie lubiła spełniać swoich medycznych powinności. Nie po to została lekarką, by ratować życie i zdrowie innych. Ukończyła studia medyczne, by móc w jakikolwiek sposób znęcać się nad innymi, dając przy tym ujście jej sadystycznym fascynacjom.  
Kłóciła się w myślach sama ze sobą. Co powiedzieć? Jak zareagować? Co zrobić? Jakie kroki uczynić, by ten delikwent (ewentualnie delikwentka, w tej chwili było to dla niej nieważne, mimo że jeszcze parę chwil temu chciała poznać płeć tego człowieka) nie poznał się na jej zamiarach? Gdyby tylko się dowiedział, jej nikczemny plan zakończyłby się fiaskiem. Podrapała się w głowę.
- Rozwiń myśl, proszę. - Nie miała wyjścia, musiała to powiedzieć. Nie było innej opcji, do jakiej kobieta mogłaby się uciec. Chociaż musimy przyznać, że w tym pustkowiu zwanym opuszczonym szpitalu na terenach ziem niczyich mogła zrobić wszystko, doprawdy wszystko, nikt nie przybiegłby na ratunek temu "emowcowi". A jednak... obawiała się czegoś. Nie potrafiła tego sprecyzować, więc postanowiła, że będzie ostrożna w dalszych czynach oraz konwersacji.
Nawet nie zwróciła mu uwagi, że powinien zastosować zwrot grzecznościowy, uznając że gdyby to zrobiła, mogłaby go przestraszyć i tym samym ofiara nie wpadłaby w sidła Charlotte. W lepką pajęczynę utkaną z kłamstw i sadyzmu Lotty. Musi mi się udać! Nie ma innej opcji! - myślała rozpaczliwie, łudząc się, że spełni swoje marzenie. A może wcale się nie łudziła? Może miała dość sporawe szanse? Nie wiadomo. Nie znała tego człowieka. I sama nie wiedziała, czy chce go poznać. Miało to swoje dobre, jak i złe strony nad którymi Lotta nie chciała się zastanawiać. Czekała na reakcję tej postaci o nieodgadnionej - przynajmniej dla niej - płci i była ciekawa, co teraz zrobi. Coś przeczuwała, że zaprowadzi ją do jakiegoś chorego. Myliła się, a może wręcz odwrotnie?
Czekając na odpowiedź, przyglądała się pomieszczeniu szpitalnym, w którym aktualnie oboje się znajdowali. I czekała, bo czas - jak na złość - stawał się płynąć jakby w zwolnionym tempie, dlatego te ułamki sekund, kiedy oczekiwała reakcji tego człowieka, zdawały jej się paroma minutami. Uśmiechnęła się do niego. Ot, tak dla pewności, by zaufał jej, co było wskazane, jeżeli chce spełnić swój nikczemny plan.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t3275-andrew-ezekiel-rose
http://panem.forumpl.net/t3448-andy-rose#55385
http://panem.forumpl.net/t3278-andrew-ezekiel-rose#51371
Wiek : 22 lata
Zawód : Brak
Przy sobie : Skórzany, wytarty plecak
Znaki szczególne : Kolczyk w wardze, długa blizna na nadgarstku (pamiątka po jednej z walk)
Obrażenia : Brak

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Pią Maj 22, 2015 7:15 pm

Andy skinął w lekkim zamyśleniu głową. Zastanawiał się przez chwilę skąd ona się tu wzięła? Wyrosła jakby z podziemi, była z nimi czy przeciwko nim? Nie mógł tego odgadnąć. Mimo, że kobieta była bardzo miła, chłopak węszył jakiś podstęp. Może dlatego, że między jednym ślicznym uśmiechem, a drugim, dostrzegł nerwowo drgające kąciki ust? Może niepewne drgnięcie powieki?

- Niedaleko stąd leży człowiek. Jest ciężko chory. Pomożesz mu? - zapytał i mimo wcześniejszych obaw w jego spojrzeniu pojawił się cień nadziei i wiary w umiejętności tej kobiety. Jego głos mógł zdradzać jego płeć, nawet jeśli Charlotte nie mogła jej początkowo odgadnąć. Był zdecydowanie zbyt niski by mógł należeć do kobiety.
Nie czekając na odpowiedź, złapał ją nagle za nadgarstek, ciągnąc w stronę wyjścia z budynku.

- Zaprowadzę cię. Tędy...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3201-charlotte-white
http://panem.forumpl.net/t3204-relacje-lotty
http://panem.forumpl.net/t3203-charlotte-white
Wiek : 32 lata
Zawód : medyk
Przy sobie : 1 gram morfaliny, apteczka

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   Sob Maj 23, 2015 12:57 pm

Po jakimś czasie doczekała się odpowiedzi. Uprzednio nawet nie podjęła się żadnych starań, by w chociażby minimalnym stopniu domyśleć się, co ów delikwent powie. Wciąż nie wiedziała, jakiej jest płci. Nie poznała tego nawet po jego glosie. Może dlatego, bo była zbyt pochłonięta szansą, jaką była potencjalna możliwość zwabienia tego człowieka w swoje sadystyczne sidła?
Przesłanie tych słów niezbyt zadowoliło naszej szanownej pani medyk. Jednak czy na pewno szanownej? Poniekąd tak, jeżeli zwrócić uwagę na to, że ma takie a nie inne wykształcenie, jeżeli zauważyć, że zna się wystarczająco dobrze na swoim fachu od dziecka. Poniekąd nie, bo była istną sadystką, co można było poniekąd wyczytać z szaleństwa kłębiącego się w jej ślicznych oczach. Szaleństwa tego nie można było jednak wyczytać od razu. Tutaj potrzeba było nieco czasu w parze wraz z niemałym skupieniem i spostrzegawczością, co zdecydowanie działało na jej korzyść. W ten sposób nie mogła być od razu zdemaskowana.
Uznała jednak, że w zaistniałej sytuacji może znaleźć jednak plusy dla siebie samej.
- W porządku, zaprow... - nie dokończyła. Nie była w stanie, bo człowiek ten gwałtownie chwycił jej nadgarstek i tym samym dała się pociągnąć. W miejsce, gdzie leżał chory, to było więcej niż pewne.
Uznała, że musieli dotrzeć na miejsce, bo człowiek stanął w miejscu. Jedna nasza medyczka myślała o czymś zupełnie innym...
Psiakrew! - pomyślała, bo dopiero teraz, mimo swojej bystrości, zorientowała się, że skręt z marihuaną musiał jej wypaść spomiędzy palców lewej (a może prawej?) dłoni o tym samym straciła tę część towaru. Przeklęła siebie samą w duchu i zaczęła się rozpaczliwie rozglądać. To jak szukanie igły w stosie siana, a jednak w sercu kobiety (może stwierdzenie, że posiada ona serce, to nadużycie?) tliła się nadzieja, że znajdzie skręta i od raz go dokończy. Ewentualnie schowa o przewieszonej przez ramię apteczki i zrobi to potem. Nieważne. Towaru nie było i nic nie wskazywało na to, że wiatr zlituje się nad uzależnieniem medyczki do zielonego i powieje w ten sposób, że skręt znajdzie się obok jej stóp. Nic z tego, ta część marihuany przepadła i kobieta musiała się z tym pogodzić. Uderzyła się dłonią w czoło, dając ujście swojej frustracji.
Przez tę rozpacz zupełnie zapomniała o reszcie świata. Dopiero potem przypomniała sobie wszystko. Że przyleciała tutaj z misją, którą ukończyła, co jest dziwne, jeżeli zwrócić uwagę na fakt, że nie lubiła pomagać innym. To po prostu nie leżało w jej naturze. Ciekawe, jak zachowa się wobec chorego człowieka, do którego zaprowadził ją "emowiec". Ale i to zapomniała, jednak w tym przypadku nie ocknęła się, zupełnie zapominając, czemu człowiek o nieodgadnionej płci pociągnął ją tutaj, a nigdzie indziej. Jednak zapewne niedługo sobie to uświadomi. Albo sama, albo dzięki słowom czy też gestom tego, który uprzednio złapał ją za nadgarstek i pociągnął w inne miejsce pewnego opuszczonego szpitala, mieszczącego się gdzieś w obrębie ziem niczyich. Ziem, które Lottę niemało zainteresowały i tym samym chciała nacieszyć oczy tym widokiem. Nie chciała pomagać, a czego emowiec zdecydowanie od niej wymagał. Miała ważniejsze priorytety, a było ich dość sporo, więc oczywiste, że zupełnie zapomniała, że powinna komuś pomóc... powinna? O nie. Nic nie musi i tym samym nikt nie będzie jej dyktować, co ma robić. Jednak podświadomie doskonale zdawała sobie sprawę, że to nieprawda, zwłaszcza jeżeli chce dalej utrzymywać się z tej dobrze płatnej pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Opuszczony szpital   

Powrót do góry Go down
 

Opuszczony szpital

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Opuszczony szpital
» Opuszczony dom
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Opuszczony diabelski młyn
» Szpital i pogotowie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Ziemie Niczyje-