IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Ruiny Pałacu Sprawiedliwości - Page 2

 

 Ruiny Pałacu Sprawiedliwości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3297-dominic-terrain#51606
http://panem.forumpl.net/t3302-nick#51611
http://panem.forumpl.net/t3301-dominic-terrain#51610
http://panem.forumpl.net/t3303-dominic#51612
http://panem.forumpl.net/t3306-dominic-terrain#51641
Wiek : 26
Zawód : pisarz, pomoc medyczna | nieszkodliwy wariat
Przy sobie : paczka papierosów, zapałki, prawo jazdy, scyzoryk, medalik z małą ampułką cyjanku
Znaki szczególne : puste oczy, perfekcyjna fryzura
Obrażenia : tylko zniszczona psychika

PisanieTemat: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Czw Maj 02, 2013 9:48 pm

First topic message reminder :



Niegdyś jedna z najwspanialszych budowli w Kapitolu, w trakcie rebelii niemal doszczętnie zniszczona, dziś stanowi jedynie sypiący się postrach, w każdej chwili grożący zawaleniem. Mieszkańcy getta opowiadają, że w środku straszy i raczej nie zapuszczają się do środka.


SCENARIUSZ #3




Legenda:
A - wejście, przedsionek
B - stanowiska, miejsce wymiany odzieży (wyjście od podwórza jest zamknięte)
C - puste pomieszczenie, składowisko starych mebli, spróchniałych desek itp.
D - stołówka polowa
E - punkt rejestracyjny
F - stanowiska, miejsce wymiany elektroniki
G - punkt organizacyjny Strażników Pokoju
Nieoznaczone pomieszczenia są niedostępne, trwają w nich prace remontowe.

Bardzo prosimy o informowanie, w którym pomieszczeniu znajduje się Wasza postać (jako info na początku każdego postu lub pogrubiony tekst).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1974-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t251-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t560-jazz
Wiek : 18 lat
Znaki szczególne : farbowane na rudo włosy, jedenastkowa opalenizna

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 3:56 pm

Mam nadzieję, że nie weźmiecie mi za złe wtrącenia się ;_;

//szeroko pojęty niebyt

To zadziwiające, jak wiele człowiek potrafi zrobić dla miłości.
To właśnie miłość pchnęła mnie w ten chłodny, bo zimowy, dzień prosto w odmęty KOLCowego getta. Jak mnie wpuścili Strażnicy? To proste. Mam identyfikator nauczycielki z tutejszej szkoły. Okutałam się kapturem i morelową chustą, więc nie widzieli na mojej twarzy zdenerwowania, nie zainteresował ich nawet fakt, że nie miałam przy sobie przyborów ani żadnej torby. Idiotyzm? Może bardziej lenistwo, które w tej sytuacji zdecydowanie przemawiało na moją korzyść.
Tak czy inaczej, udałam się do szkoły w nadziei, że zastanę tam Bena. Maksa. Obydwoje. Ale nic z tego- chuda jak szczapa dyrektorka przyznała, że nie widziała go tu od pewnego czasu i dała mi urlop, o który poprosiłam. Nic dziwnego, po ogłoszeniu Igrzysk większość dzieciaków spanikowała i trzymała się z dala od wszelkich placówek publicznych. Potem udałam się na rajd wąskimi uliczkami, rozejrzałam się po sklepach i targu, ale wciąż nic. Jak kamień w wodę.
Zimno doskwierało mi już boleśnie, więc z zaróżowionymi od chłodu policzkami i roztrzepanymi włosami postanowiłam odwiedzić miejsce, którego bałam się od czasów rebelii. Mój były dom. Ruiny Pałacu Sprawiedliwości. Chciałam pobyć sama, porozmyślać, może popłakać, jeśli naszła by mnie na to ochota, ale kiedy okrążyłam zniszczoną kolumnę, kierując się w lewo, wpadłam na kogoś z okrzykiem przestrachu. Zaraz odsunęłam się o krok, zauważając, że moja ofiara nie była sama. Stojący koło niej mężczyzna był ode mnie starszy. Nerwowo przeniosłam wzrok na chłopaka, z którym się zderzyłam.
-Matko, przepraszam, straszna ze mnie gapa. Nic Ci nie...- wyrzuciłam z siebie pośpiesznie, zanim złapałam przelotem spojrzenie rozmówcy. Serce zabiło mi szybciej, jakby chciało wyskoczyć z piersi, ręka automatycznie uniosła się do włosów, które bezmyślnie przygładziłam.
-Ben! Max- poprawiłam się automatycznie, starając się zabrzmieć normalnie, ale mój głos był jednocześnie przepełniony euforią i nieszczęśliwy.- Nie spodziewałam się, że Cię tu zostanę.
Potem przeniosłam wzrok na drugiego mężczyzny i posłałam mu niepewny uśmiech, jednocześnie wyciągając w jego stronę dłoń.
-Pan wybaczy moje maniery. Jasmine Snow, miło poznać.- Rzuciłam uprzejmie.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 4:41 pm

Trójka Strażników przez jakiś czas podążała za dziewczyną w odległości takiej, by nie sądziła, że ją śledzą. Właściwe to zupełnie nie zwróciła na nich uwagi. Urok Kwartału, wszędzie patrole. Swoją osobą nie wzbudzała podejrzeń, wyglądała porostu jak blondynka z KOLCa - zziębnięta i obawiająca się zimy. Jednak jej trasa - przemierzła wąskie uliczki jakby w poszukiwaniu czegoś… lub kogoś, działała zdecydowanie na jej niekorzyść.
Ruiny Pałacu Sprawiedliwości, czyżby tutaj czegoś szukała? Być może. Mężczyźni zmniejszyli odległość, jednak nadal starali się pozostać niezauważonymi. Do czasu, oczywiście. Oddział schował się za kolumną czekając na rozwój wydarzeń, pozostawał zupełnie niewidoczny dla trójki rozmówców. Strażnicy starali się wyłapywać każde słowo… czyżby prowadzono jakiś nielegalny handel lub inne działania sprzyjające bezprawiu?


7.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 6:39 pm

Ben potarł czoło. Był zmęczony tą dyskusją. Przydeptał kolejnego peta. Brak papierosa który by go uspokajał wcale nie pomagał.
- Człowieku, ja tu odchodzę od zmysłów! - jęknął w końcu. - I to nie Twoja sprawa co jest i było między mną a Cordelią. Ufam jej. Nie ufam Tobie. W jej wierność i uczciwość nie wątpię. Zastanawiam się raczej czy nie zmuszałeś jej do czegoś. Taki typ jak Ty pewnie zdolny jest do wszystkiego co? - podszedł do Fransa i złapał go za kołnierz. Popatrzył mu w oczy - Odpowiedz mi na pytanie, co Cordelia u Ciebie robiła? Hę? Zmuszałeś ją do czegoś? - mówił przez zaciśnięte zęby, patrzył śmiało w oczy mężczyzny i ledwo się powstrzymywał przed rozwaleniem mu buźki.
Rozdzielił ich tzw. czynnik zewnętrzny. Popchnięty lekko przez blondynkę musiał puścić Fransa. Już miał powiedzieć coś niecenzuralnego gdy zauważył Jasmine. Nie umiał powstrzymać uśmiech na jej widok. Jednak potem zalał go wstyd. Całował się z nią... kuzynką Cordeli. Jak bardzo porypane to było.
- Max. - przypomniał jej starając się zabrzmieć jakby wcale nie cieszył się na jej widok. Nie powinien był - Ja Ciebie tym bardziej. To już nie jest Twój dom. To stare ruiny gdzie lepiej nie wchodzić bez kasku, bo może coś spaść na głowę. - odparł zapominając na sekundę o Fransie. O jego obecności przypomniało mu to, że Jazz się przedstawiała. Chwycił ją za nadgarstek wyciągniętej ku Fransowi ręki i zmusił ją delikatnie do opuszczenia dłoni - Nie spoufalaj się z nim. To nie jest ten typ człowieka, który byś chciała mieć wśród znajomych. - posłał Fransowi mordercze spojrzenie - W ogóle nie powinno Cie tu być. Powinnaś świętować ze swoimi koleżkami buntownikami kolejny cios w nas. Co powiesz na to, że Twoja kuzynka idzie na pewną śmierć? Nie wstawisz się za nią? - nagle poczuł wściekłość w stosunku do Jasmine. Mogła temu zapobiec, prawda? A może nie mogła? Spojrzał w jej oczy i przypomniała mu się dziewczyna ze snu. Odwrócił spojrzenie.
- Więc, Frans? Czekam...



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 9:04 pm

Zmęczony? Zabawa się dopiero zaczynała, a on był zmęczony? Szkoda, że Frans nie wziął kawy, ale jego zapasy znacznie się kurczyły, a on pewnie nie chciałby zmarnować dwóch łyżeczek tego boskiego, czarnego napoju na tego tutaj, stojącego przed nim panicza. No, ale najwyraźniej trzeba było nieco podkręcić śrubkę, a potem nieźle ją poluzować… i znów podkręcić! Tak, żeby biedny chłopczyna dostał za swoje, za tę nieuprzejmość, którą zagwarantował Fransowi.

Słuchał słów Maxa z jakimś dziwnym, szaleńczym uśmiechem na twarzy. Owszem, sytuacja Cordelii była martwiąca, ale na litość boską – co mogli teraz zrobić? Ba, co ten chłopak mógł zrobić? O ile Frans miał jeszcze klub, dochody i niby kontakty, to mógł starać się o sponsoring, który zapewnie by mu odmówiono. Ale próbowałby i miałby do tego możliwości! Ale Max?

Póty co tylko świrował i zachowywał się nieodpowiednio. Targanie starszej i być może wyższej od siebie osoby za kołnierz płaszcza nie należało do eleganckich i kulturalnych rzeczy. Tylko kto tu śmiał mówić o kulturze? Frans? Był tylko biznesmenem z wersji Kapitolu stworzonej przez Snowa i jego poprzedników. Teraz był tylko biznesmenem z Kwartału. To zmieniało dość dużo w jego życiu. Stracił na znaczeniu, ale wciąż starał się wybijać ponad przeciętną normę. Bez pracy nie ma zysków, ale żeby zarobić w tym getcie – trzeba się naprawdę nasilić.

Uspokój się – odparł niczym oaza spokoju, choć w środku coraz bardziej się w nim gotowało. Zaczynał się denerwować, bo nie zamierzał wchodzić w kontakt bezpośredni z tym młodzieńcem, a teraz właśnie to robił. Poza tym nie chciał oberwać w swoją śliczną facjatę, ani też nie chciał przywalić Maxowi.

I wtedy pojawiła się jakaś panienka. W myślach, Frans dziękował jej za pojawienie się. Poznał ją, jako tako i z ironią stwierdził, że ma albo pecha, albo szczęście do Snowów. Uśmiechnął się delikatnie, poprawił swój kołnierz, tak, aby znów był nienagannie ułożony. Odchrząknął, jakby chciał jakoś wybrnąć z tej niezręcznej sytuacji, na którą nie miał pomysłu.

Miło poznać kolejną Snownównę – chciał już uścisnąć jej dłoń, gdy Max nagle chwycił dziewczynę za nadgarstek.

W tym momencie Frans pomyślał, że naprawdę uderzy kiedyś tego chłopczynę, ale nie przy kobiecie, bo to nieładnie. Odynie, od kiedy to on interesował się i martwił o etykę? Chyba odbija mu na starość. Zdecydowanie. Ba, musiało mu coś odwalić, bo zamiast odgryźć się Maxowi – przewrócił jedynie oczyma, wyraźnie podirytowany jego zachowaniem.

Jesteś nieuprzejmy – wymruczał Frans, kiedy facet zaczął wyrzucać z siebie żale pod adresem Jasmine. – Rebeliantka czy nie, panna Snow jest wciąż kobietą. Ja wiem, że moralność w tych czasach jest wątpliwa, ale mógłbyś zachować krztę dobrych manier. Innymi słowy: powinieneś być miły, tak jak zapewne mówiła ci to matka, kiedy jeszcze byłeś małym glutem i ssałeś mleko z butelki – wyszczerzył się niczym kot. – A na temat pracy nie lubię rozmawiać podczas głupich, zimowych spacerów, szczególnie jeżeli jakiś młody szczeniak szarpie mnie za kołnierz. To już bez znaczenia, skoro stanowisko poniekąd upadło. Nie wszyscy mają kontakty, chęci i inne tego typu rzeczy potrzebne do bycia uczennicą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1974-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t251-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t560-jazz
Wiek : 18 lat
Znaki szczególne : farbowane na rudo włosy, jedenastkowa opalenizna

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 9:34 pm

Nie wiem, czego się właściwie spodziewałam. Gdzieś w głębi ducha bardzo chciałam, żeby wyciągnął ramiona i objął mnie, chroniąc przed zimnem, żeby wyszeptał mi do ucha, że już zdążył się stęsknić, jak to zawsze czynił w Trzynastce, żeby chociaż się uśmiechnął albo powiedział, że miło mnie widzieć. Nic z tego. Głos miał chłodny i nieobecny, chociaż to było zaledwie wstępem do późniejszego wybuchu.
Przez chwilę, kiedy delikatnie złapał mnie za nadgarstek, znowu poczułam coś na kształt nadziei- niepotrzebnie i chwilowo. Zdołałam się jedynie lekko otulić mgiełką euforii i ciepła promieniującego z dotyku jego dłoni, zanim mnie puścił i natarł z taką siłą, że tylko siłą woli ustałam na nogach i zdołałam się nie cofnąć.
-W ogóle nie powinno Cie tu być. Powinnaś świętować ze swoimi koleżkami buntownikami kolejny cios w nas. Co powiesz na to, że Twoja kuzynka idzie na pewną śmierć? Nie wstawisz się za nią?
Otworzyłam usta, łapiąc haust powietrza, potem spróbowałam coś powiedzieć- bezskutecznie. Zalał mnie żal, ból i... złość. Złość, że ośmielił się tak do mnie mówić, że mówił tak, jakby sprawa z Cordelią była moją winą, tak jak i cały KOLC.
Zerknęłam z ukosa na mężczyznę, z którym nie dał mi szansy się przywitać. Zatem nazywał się Frans, i, co więcej, wstawił się za mną.
-Nie znasz mnie. Nic o mnie nie wiesz, nie masz pojęcia, dlaczego w ogóle tu jestem. I z tego co widzę, nawet Cię to nie obchodzi. Nie wszyscy rebelianci chcieli, żebyście musieli tu dzisiaj marznąć i, gdyby to było możliwe, wolałabym marznąć tu za Was, żebyście Wy mogli pławić się w cieple. Zrobiłabym wszystko, żeby to zmienić. Igrzyska nie są moim pomysłem, a ja nie jestem Prezydent Coin, więc w żaden sposób nie zasłużyłam sobie na Twoją nienawiść.- Ciąg słów, który z siebie wyrzuciłam, nie był planowany. Szybko pokonał drogę prosto z serca aż na mroźne powietrze. Dopiero te ostatnie, które dodałam już bardziej cicho i z żalem, były przemyślane. -Bardzo się zmieniłeś.
Oczy zaszły mi łzami, jedna z nich popłynęła mi po policzku, ale otarłam ją gniewnym ruchem dłoni, a potem odwróciłam się od niego. Byłam głupia, przychodząc tutaj, szukając go. Kochałam Bena z całych sił, podczas gdy on z tych samych sił pewnie nienawidził mnie za udział w rebelii. Zamrugałam szybko, chcąc ukryć ślady płaczu przed nowopoznanym mężczyzną.
-Na temat jakiej pracy? Czymś się pan zajmuje? O ile mogę zapytać, oczywiście.- Rzuciłam luźno, głos drżał mi tylko odrobinę.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 10:23 pm

No co, no co? Benio był skołowany, zszokowany i jeszcze bardziej nieswój niż normalnie. Głowa go zaczynała boleć, było mu zimno i źle. Po co on wyszedł z domu? Cholera go wie.
Oberwało mu się z dwóch stron. Ze strony Frasa tyrady się nawet mógł spodziewać. Oczywiście musiał wyjść na szarmanckiego dupka.
- Sranie w banie. - mruknął pod nosem.
Słowa Jasmine sprawiły mu przykrość. Nie dlatego, że go zabolały, zasłużył. Było mu wstyd, że ją uraził. Zauważył tą łzę i już chciał unieść rękę by ją otrzeć z jej policzka. Był nie fair wyżywając się na niej za to co spotkało Cordelię. W ogóle dlaczego w ogóle się tak przejmował. Nie kochał jej. Łączyła ich jakaś więź i był jej pierwszym. Może było mu głupio, że tak to się potoczyło. Chciał być mężczyzną wartym jej pierwszego razu, kimś o kim myśl będzie dodawać jej otuchy. Było mu wstyd, że myślał teraz o tym, jak bardzo chciał pocałować Jasmine.
Jesteś skończonym debilem. pomyślał.
- ... i inne tego typu rzeczy potrzebne do bycia uczennicą.
To była sekunda. Kropa przepełniła czarę, Ben-Max wybuchł. Zamachnął się i walnął Fransa w nos, z pewnością mu go łamiąc.
- Przymknij się. - warknął.
- Prowadzi burdel. Nie ma potrzeby traktowania go jak dżentelmena bo jest szumowiną. - zwrócił się do Jazz, starając się by już nie warczeć. Patrzenie na nią sprawiało mu ból.
Co mogę zrobić by Ci wynagrodzić swoje zachowanie... Nie teraz... nie przy nim. Gdybyś tylko mogła czytać mi w myślach.
Spojrzał jej w oczy a jego spojrzenie przepełnione było smutkiem. Może zrozumie...



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 11:23 pm

Nie chciał wiedzieć co łączyło tę dwójkę, aczkolwiek Max wydawał się Fransowi coraz bardziej śmieszny. Mówi, że chodzi z jedną Snównówną, potem drugą ni to broni, ni to upokarza. Jaki był sens tego wszystkiego? Nie wiedział. Co on sam zrobił temu chłopakowi, prócz tego, że aktualnie go denerwował i podkręcał śrubkę, jeżeli nie śrubki? Tym bardziej nie miał pojęcia! Aczkolwiek było i zabawnie, i nieco… niemiło. A to drugie odczucie mogło być nieco zaskakujące w przypadku Fransa. Zazwyczaj czerpał maksimum satysfakcji z denerwowania, teraz jakby coraz bardziej wkręcał się w rywalizacje z młodym szczylem, który dużo mówił, ale nie stosował się do swoich słów zachowaniem. A może to sprawiało, że Frans czuł się o te kilka lub nawet kilkanaście lat młodszy? Kto wie jakie szerszenie siedzą w głowie tego patyczkowatego… pseudo-Slendermana.

Póty co stał, spoglądał z uniesionymi brwiami to na pannę Snow, to na chłopaka i zastanawiał się nad ich relacjami. Łączyła ich dawna przyjaźń, miłość? Nienawiść? Niechęć? A może coś innego? Płacząca Jasmine była raczej niepożądanym widokiem. W ogóle, płaczące kobiety jakoś zmiękczały Fransa, zapewne przez byłą/ponoć aktualną żonę, która w ten sposób – w przeszłości – wyciągała od niego pieniądze na swoje rozrywki i inne pierdoły. Wejrzał na Maxa karcącym wzrokiem. To i tak nic nie da, ale taką miał już mimikę Frans.

Zaraz jednak dostał w nos. Bądź co bądź, był człowiekiem, nie herosem, więc natychmiast zakrył swoją twarz dłońmi (w rękawiczkach) i rozdziawił gębę, chcąc w ten sposób ulżyć sobie w bólu. Czy chłopak go złamał – nie wiadomo, ale bolało jak jasna cholera. Przeklęte chrząstki/chrząstka pulsowały okrutnie i zdawało się, że nie chcą przestać. Frans przymknął oczy, z których tak czy siak poleciało kilka łez. Chwilę stał tak otępiony bólem. Sporą chwilę. Dopiero po… jakoś czterech? Może pięciu minutach ból powoli zaczął się nieco zmniejszać, aczkolwiek wciąż piekło i pulsowało. Poczuł jakiś metal… krew(!) w swoich ustach i od razu odsłonił swoją twarz, żeby tylko zobaczyć czy jego rękawiczki są umazane czerwienią. I były. Zaklął w duchu, przymykając przy tym oczy i tylko pochylił się, żeby tylko się nie udusić.

Zerknął przelotnie na chłopaka, jak gdyby chciał powiedzieć: „Pojebało?”, zaraz jednak wrócił do pochylania się. Z kieszeni płaszcza wyciągnął chusteczki higieniczne, których to opakowanie od razu stało się bordowe od rękawiczek, wyciągnął jedną (z trudem) i przyłożył do dziurek nosa.

Ten kto jest szumowiną wie to najlepiej. A ten „burdel” o którym mówisz to klub muzyczny i bar w jednym – wytłumaczył, nawet nie patrząc na szczeniaka. – W przeciwieństwie do ciebie nie zachowuje się jak, za przeproszeniem, licealistka i nie rzucam się na kogoś przy dziewczynach, kobietach… płci pięknej – jego głos był nieco zniekształcony przez podetkniętą chusteczkę, ale mimo wszystko był w miarę dobrze słyszalny i starał się mówić jeszcze bardziej wyraźnie i zrozumiale niż dotychczas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1974-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t251-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t560-jazz
Wiek : 18 lat
Znaki szczególne : farbowane na rudo włosy, jedenastkowa opalenizna

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Wto Lip 16, 2013 3:28 pm

To były sekundy, ułamki sekund.
Może w momencie, w którym Ben podniósł rękę, już wiedziałam, co zamierza zrobić. To w pewien sposób tłumaczyłoby to, że rzuciłam się do przodu, celując pomiędzy nich. Chciałam go zatrzymać, może przyjąć cios na siebie- ale byłam zbyt wolna. Dłoń chłopaka z trzaskiem zderzyła się z nosem Fransa, a towarzyszący temu obrzydliwy chrzęst świadczył o tym, że najprawdopodobniej mu go złamał.
Trzask. Wspomnienia jak migawki, klatka po klatce.
Wiedziona impulsem, wyciągnęłam rękę i delikatnie dotknęłam jego twarzy w okolicy, w której oberwał.
,,-Kto?- zapytałam cicho. Dotyk parzył, uświadamiając mnie, że to było głupie posunięcie. Pewnie pomyślał, że jestem dziwna. Musiałam go przestraszyć. Cofnęłam rękę z nadzieją, że nie spotkam kąśliwej uwagi, na którą zapewne zasłużyłam.
- Powiedzmy, że mój brat przypomniał mi, że lepiej go nie denerwować. Ale serio, nic mi nie jest. Bywało gorzej.''

Kiedy się poznaliśmy, to on miał złamany nos. Do dziś dnia nie wiedziałam, co tak rozwścieczyło Daniela, chociaż może i nie chciałam wiedzieć..?
Wydarł mi się krótki, urywany okrzyk, podczas gdy Frans przytknął do krwawiącego nosa chusteczkę. Opanowanie przyszło dość szybko. Schyliłam się i podniosłam nieco śniegu. Rękawiczki natychmiast mi zamokły, a palce zaszczypały od zimna i bólu.
-Pozwól- rzuciłam szybko, potem delikatnie odsunęłam jego ręce, sama przycisnęłam chusteczkę i przyłożyłam śnieg na nasadę nosa. -Może zaboleć, ale po chwili poczujesz ulgę i opuchlizna nieco się zmniejszy.
Serce biło mi szybko, gwałtownie, z niedowierzaniem. Nigdy nie widziałam Bena tak wściekłego. Chociaż może nie widziałam go takiego nadal...? Może to Max uderzył Fransa, a nie on?
To wszystko było straszliwie dziwne, aż kręciło mi się w głowie. Kiedy śnieg już się roztopił, ostrożnie odjęłam dłonie. Zimno paliło mnie w ręce, które trzęsły się niepohamowanie. Z przesiąkniętych do granic rękawiczek smętnie kapały krople zimnej wody, kiedy ujęłam kolejną garść śniegu i, nie patrząc chłopakowi w oczy, ujęłam dłonie Bena, szybko zmywając śniegiem pozostałą na nich krew.
-Nie możesz się tak pokazać na ulicach. A swoją drogą, właściciel burdelu czy klubu, to też człowiek i też odczuwa ból. Chociaż nieźle sobie z nim radzi. Jeśli mogę spytać, to czym sobie na to zasłużył, hm?- wyrzuciłam z siebie pośpiesznie, zaskoczenie i złość uderzyły mi do głowy. Wszystko jednak przeszło, kiedy przelotem zerknęłam w jego oczy, napotykając smutne spojrzenie. Z mojej twarzy odeszło całe spięcie i zapragnęłam go przytulić, po prostu przytulić, tak jak dawniej, poczuć bicie jego serca zaraz przy moim i... i jak nigdy żałowałam całej cholernej wojny, która mi to uniemożliwiła.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Wto Lip 16, 2013 4:28 pm

Jeden ze Strażników poirytowany paplaniną o domach publicznych, klubach i uczuciach pokazał się trójce rozmówców z szyderczym uśmiechem na twarzy.
- Koniec tej sielanki. - Zasyczał, a za nim pojawiła się pozostała dwójka współpracowników.
- Rutynowa kontrola tożsamości. Poprosimy o wyjęcie dowodów. - Powiedział najniższy z nich który stał po lewo. - Dlaczego się tutaj zebraliście? Żądamy wyjaśnień, uroczym miejscem to nie jest. I nie radzimy kłamać. - Ostatni ze Strażników ułożył swoje palce na pistolecie. Ot tak, na wszelki wypadek.


7.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Wto Lip 16, 2013 9:05 pm

Ben posłał Fransowi zabójcze spojrzenie. Jak będzie musiał walnie go drugi raz. Zapewne był silniejszy niż ten chudzielec. Ale wolałby nie musieć już tego demonstrować, bo spojrzenie Jasmine było wystarczająco karcące. Patrzył jak pomaga Fransowi, jak poświęca ciepłe rękawiczki by wziąć śnieg...
A potem zajęła się też nim. Milczał. Po prostu patrzył na nią jak zmywała śniegiem krew z jego dłoni. Pocałowałby ją gdyby byli sami. Ale nie byli... stał obok ten ćwok Frans. A obecność Fransa przypominała mu o Cordelii i Ben czuł się jak ostatni łachmyta.
- Długa historia. I sam jest sobie winien. Mógł mnie nie wkurzać. - zmarszczył brwi i zerknął na Fransa. Może nie powinien był go bić, ale Frans mógł nie drażnić faceta który był kłębkiem nerwów.
Nim jednak Ben zdążył cokolwiek więcej powiedzieć, okazało się, że mają towarzystwo. Strażnicy.
Ben odruchowo złapał się za kieszeń. Nigdy nigdzie nie ruszał się bez papierów. To samo powtarzał swoim uczniom, żeby nie zapominali dowodów, przepustek itd. Głupio było mieć problemy z tak błahego powodu. Podał dowód strażnikowi.
- Panie Strażniku, nie nazwałbym tego zebraniem. Spotkaliśmy się przypadkowo. Ja osobiście wolę, jak mój spacer ma jakiś cel, a to jest cel dobry jak każdy inny. Szukałem samotności do rozmyślań a okazało się, że jest tu dość tłoczno. - nie mógł sobie darować posłania Fransowi kolejnego groźnego spojrzenia. - Jak trzeba to sobie stąd pójdziemy. - zaproponował. Był uprzejmy, jak zawsze w kontaktach z władzą. Nie potrzebował wpadać w kłopoty.



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Wto Lip 16, 2013 10:02 pm

Zacisnął oczy i zęby, kiedy poczuł śnieg na swoim nosie. Wszystko było do zniesienia, ale nie aż takie zimno po tym jak jakiś młodszy od niego facet „rozgrzał” facjatę tym jednym uderzeniem. Syknął z bólu, aczkolwiek wraz z roztapianiem się wody w stałym stanie skupienia pieczenie nieco przechodziło… by po chwili znowu wrócić.

W tym momencie Frans przyrzekł sobie, że naprawdę okrutnie zemści się na tym szczeniaku, ale wpierw jakoś dotrze do szpitala, zobaczy czy wszystko jest w porządku, a jak nie to zrobi wszystko, byleby nie mieć krzywej przegrody i wciąż „ładnie” wyglądać. Nawet nie przejmował się paplaniną pomiędzy tym dwojgiem. Zwyczajnie przytykał kolejne chusteczki do nosa i modlił się do Frigg o to, żeby krew przestała mu w końcu lecieć z nosa jak woda z kranu.

I na dodatek przypałętali się tutaj Strażnicy. Frans chciał zakląć, ale kiedy tylko zabrał chusteczkę od nosa – coś go zabolało tak mocno, że tylko syknął i znów przymrużył oczy. Z tego też powodu sięgnął do kieszeni jedną ze swoich dłoni w zakrwawionych rękawiczkach i tylko wyjął plastikowe opakowanie z najbardziej potrzebnymi dokumentami, w tym także z kartą indentyfikacyjną. Nie miał zamiaru nic mówić, nie w momencie, kiedy wciąż czuł ból. Co prawda – mniejszy niż tuż po uderzeniu, ale wciąż silny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1974-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t251-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t560-jazz
Wiek : 18 lat
Znaki szczególne : farbowane na rudo włosy, jedenastkowa opalenizna

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Wto Lip 16, 2013 10:29 pm

Kiedy zjawili się Strażnicy, zmarszczyłam gniewnie czoło i zacisnęłam wargi. Koniec tej sielanki? Co to miało znaczyć? Śledzili nas, podsłuchiwali? W żyłach zabuzowała mi zmieszana z adrenaliną złość. Takie więc były rządy Coin. Tropiła, pilnowała, monitorowała, chociaż możnie słusznie obawiała się zdrady, skoro nawet przez moją głowę przewinęła się myśl, że być może dziadek był tyranem, ale przynajmniej nie ganiał nas w getcie, przyszpilając potem do muru i kontrolując. Szybko odegnałam od siebie wszelkie spekulacje na ten temat, ale niesmak pozostał, a pozostawiona przez to zadra pulsowała tępym bólem.
Sięgnęłam do kieszeni i zgrabiałą z zimna ręką wyciągnęłam przepustkę do KOLCa, a zaraz potem również mój dowód osobisty. Tak czy siak, znajdowałam się w cholernie kiepskiej sytuacji. Dużo gorszej niż Frans i Ben razem wzięci. Moja przepustka obejmowała co prawda mój pobyt w KOLCu - ale tylko i wyłącznie w szkole. Nie w drugiej części KOLCa. A póki co nie miałam zielonego pojęcia, jak się z tego wytłumaczyć. Wcisnęłam obie karty w ręce najbliższego Strażnika, po czym wcisnęłam dłonie głęboko do kieszeni płaszcza. Po części, żeby się ogrzać- a po części po to, żeby mieć lepsze dojście do środków obrony innych od zgrabnego kłamstwa. Odchrząknęłam lekko, zanim niechętnie podjęłam wyjaśnienia.
-Jak już to ujął mój... przyjaciel, to nie jest żadne zebranie. Zdarzenie losowe, tak. Planowane spotkanie- nie. Myślę, że każde z nas chciało się trochę przewietrzyć. Ja przed chwilą wzięłam w szkole urlop i przyszłam tutaj z powodów osobistych. Może po części staną się one bardziej zrozumiałe, jeśli się przedstawię. Nazywam się Jasmine Snow.- Starałam się mówić luźnym, nieskrępowanym głosem, po czym postawiłam wyraźny akcent na ostatnim zdaniu, wskazując przy tym głową na otaczające nas ruiny. Jeśli mieli chociaż trochę oleju w głowie, powinni to zrozumieć. I być może puścić mnie wolno. Być może.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Sro Lip 17, 2013 10:41 pm

- Wszystko się zgadza, panie Stone. - Kontrolujący dokumenty Strażnik oddał mężczyźnie kartę identyfikacyjną. - Pana Lyytikäinena znamy lepiej niż chcielibyśmy mieć kiedykolwiek okazję poznać. - Niedbale zerknął na dokumenty i oddał je właścicielowi.
- Lo, mam pewne zastrzeżenie co do panny Snow… - Najniższy z nich zwrócił się do mężczyzny najwidoczniej odpowiedzialnego za ten odział. - Przepustka obejmuje tylko okolice szkoły. W praktyczne nie powinno jej tu być. - Podał mu dokumenty, a ten je dokładnie przejrzał. - Jest tutaj nielegalnie.
- No, no, no. - Uśmiechnął się szyderczo. - Co ja teraz mam z Tobą zrobić, co złotko?



    Jasmine, w tym momencie Twój przyszły los zależy tylko od Ciebie. Masz cztery możliwości, a każda wyjątkowo... dobra.
    a) Próbujesz ubłagać Strażnika kłamstwem, jakim - inwencja własna,
    b) mówisz prawdę,
    c) próbujesz przekupić oddział,
    d) odwracasz na chwilę uwagę Strażników i uciekasz.

7.


Ostatnio zmieniony przez The Nightlock dnia Nie Lip 21, 2013 9:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Sro Lip 17, 2013 11:01 pm

Niezależnie od tego jak zostały wypowiedziane słowa przez Strażnika – Frans postarał uśmiechnąć się nieco, choć i to kompletnie mu nie wyszło z dwóch powodów. Po pierwsze – wciąż czuł ból i odrobina uśmiechu może nie sprawiała okropnego problemu, ale i tak nie polepszała jego samopoczucia, no i po drugie – twarz zakrytą miał chusteczką, tak więc jedynie po oczach i kilku mimicznych zmarszczkach dałoby się poznać, że jego kąciki ust drgnęły. Nie ma to jak być człowiekiem-reklamą, pytanie tylko czego – swojego baru i burdelu w jednym, czy samego siebie?

A zresztą… to bez znaczenia.

Schował dokumenty do kieszeni płaszcza i tylko zerknął na pozostałą dwójkę. Był wolny, tak praktycznie rzecz ujmując. Powinien zająć się sobą, zdecydowanie. Krew przestawała już lecieć, ból wciąż się utrzymywał, ale osłabł. Pozostawał problem tylko tej pannicy. Dlaczego się nią przejmował? Chyba na złość Maxowi. Zdecydowanie. No dobra, może się nie przejmował, ale miał ochotę zrobić coś, co mogłoby jej uratować dupsko.

Panowie – mruknął, z grymasem na twarzy spowodowanym obitą mordą. Zabrał czerwoną chusteczkę z twarzy. – Nie chcę się zbytnio wtrącać, ale to dobra duszyczka. Przymknijcie oko, a postawię wam dwie kolejki w klubie – tu uśmiechnął się. – Chyba, że chcecie być służbistami, wtedy się nie wtrącam – tu uniósł ręce do góry. – Znikam stąd zanim jakiś szczeniak jeszcze raz przywali mi w pysk. Miłej legitymacji, panno Snow.

Sam przeszedł obok Strażników, ale zatrzymał się przy nich, jakby o czym zapomniał i odwrócił się w stronę Maxa. Przyłożył dwa palce blisko swoich oczu, a następnie skierował go w stronę chłopaka w geście mającym oznajmić, że on, Frans, jeszcze policzy się z młodzieńcem.

Do zobaczenia, – tu wyszczerzył się do Maxa jak mysz do sera, chociaż wciąż z delikatnym grymasem na twarzy, – ale nie u mnie w klubie – dokończył. Następnie zwrócił się do Strażników: – Miłego dnia, panowie – i odszedł w swoją stronę.

/Violator
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Czw Lip 18, 2013 2:16 am

A w dupie miał Fransa i jego spojrzenia. Jakoś się pogniewał na Valiator. Trudno jakoś przeżyje bez korzystania z usług tego lokalu.
Niepokoił go natomiast fakt, że Jasmine może się oberwać. Nie wiedział za bardzo jak może jej pomóc, bo ze strażnikami to było tak, że można było zaszkodzić komuś, chcąc pomóc. Ale nie mógł pozwolić, by strażnicy zrobili Jasmine jakąś krzywdę.
- Te kobiety, trzymają się kurczowo wspomnień nawet w taki mróz. - próbował jakoś zbanalizować wizytę Jazz w ruinach. - Panowie strażnicy. Już wracamy do szkoły. Też tam uczę, więc dopilnuję, żeby tam wróciła. Mogą panowie iść z nami, jeśli mają jakieś wątpliwości. - wskazał ścieżkę która prowadziła w stronę szkoły. - Drugą dłoń położył na plecach Jasmine, delikatnie popychając ją, by ruszyła. Sam ruszył razem z nią, ale zrobili ledwie dwa kroki, tak by strażnicy mogli do nich dołączyć - To jak panowie, idziecie z nami. Będzie to zapewne ciekawie wyglądało jak dwójka nauczycieli z podstawówki zostanie zaprowadzona do pracy przez strażników. Prawdziwy zaszczyt. Może od razu skorzystamy z okazji i zechcą panowie spotkać się z moją klasą? Dzieci są bardzo ciekawe pracy strażników. - odrobina podlizywania się jeszcze nikomu nie zaszkodziła, oczywiście subtelnego podlizywania.



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1974-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t251-jasmine-snow
http://panem.forumpl.net/t560-jazz
Wiek : 18 lat
Znaki szczególne : farbowane na rudo włosy, jedenastkowa opalenizna

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Czw Lip 18, 2013 9:05 am

A niech będzie, wybieram a. Raz się żyję, so let's get this party started! :D

Podsumowując to, że byłam siedemnastolatką o nazwisku najbardziej znienawidzonego tyrana w dziejach Panem i znajdowałam się nielegalnie w byłej siedzibie tamtego właśnie tyrana- miałam przekichane.
Tak, dokładnie, miałam przekichane tak, czy siak- nie mogłam liczyć na pomoc ze szkoły, tamtejsza dyrektorka nie lubiła mieszać się w jakiekolwiek sprawy związane z władzami, nie brałam też pod uwagę ucieczki- Strażnikó była trójka, na dodatek wszyscy byli wysportowanymi i silnymi mężczyznami. No i poza tym czułam, że nie zawahaliby się użyć broni palnej, gdyby zaistniała możliwość, że jednak zdołam im uciec. Co prawda liczyłam na to, że słowa Fransa albo chociaż Bena sprawią, że tak czy siak postanowią dać mi spokój, ale nie mogłam pozostać bezczynną. Za żadną cenę nie chciałam skończyć w więzieniu, albo, co gorsze, na przesłuchaniu u Pani Prezydent. Jeśli to, że chciała się mnie pozbyć, było prawdą, to właśnie podsuwałam jej idealny pretekst.
Kiedy więc Ben popchnął mnie lekko, przestąpiłam nieco koślawy krok, a potem odchrząknęłam lekko, decydując się na natychmiastowe podjęcie jego wersji wydarzeń.
-Przepraszam za kłopot, to... czasem wspomnienia bywają silniejsze od człowieka. Chciałam tylko zobaczyć mój były dom, nigdy... nigdy nie miałam okazji go zobaczyć, nie od czasu rebelii. Więc po prostu na chwilę opuściłam szkołę, to chyba nic wielkiego, prawda? Oczywiście mogą nas panowie odprowadzić do szkoły, to wkońcu duży zaszczyt.- Rzuciłam po chwili, starając się, żeby głos rwał mi się nieco, jakbym była zasmucona albo nawet zrozpaczona, co zresztą nie było dalekie od prawdy- chociaż z innego powodu. Zacisnęłam dłonie i wcisnęłam je do kieszeni wraz z mokrymi rękawiczkami, błagając w myślach, żeby uwierzyli i zdecydowali się pójść za nami.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : studia nad uprzykrzaniem życia postaciom
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pią Lip 19, 2013 11:31 am

- Średnio interesują nas wasze uczucia, a bawienie się w wywiady nie należy do naszych obowiązków. Bunt jest buntem. Przestępstwo przestępstwem, nie ważne, czy jest popełnione w najszlachetniejszym celu. - Chłodno wypowiadał słowa Strażnik dowodzący tym oddziałem. - Warto to sobie zapamiętać. - Poprawił broń, która widocznie przymocowana była do jego paska.  - Pełnicie tutaj ważną rolę. Panna Snow zajmuje się edukacją dzieci w KOLCu… mimo, że mogłaby prowadzić luksusowe życie. - Spojrzał na nią i niemal się uśmiechnął.
- Jeden raz mogło zdarzyć jej się zabłądzić. Powinnaś się cieszyć, że wpadłaś na odpowiednie towarzystwo… przynajmniej w części. - Zmniejszył ich dzielącą odległość, po czym wcisnął jej dokumenty w dłoń. - Następnym razem może nie być tak miło. Radzę nie urządzać sobie tutaj spacerów. To nieprzyjemne miejsce, bardzo nieprzyjemne… jak cały Kwartał. - Wyszeptał do jej ucha tak, by tylko ona to usłyszała i powolnym krokiem wrócił do swojego oddziału.
- Cieszymy się, że nasi obywatele są bezpieczni i radzimy dokładniej przestudiować mapę. Teraz udajcie się już do szkoły. Do widzenia. - Dorzucił chłodno, a patrol oddalił się w przeciwną stronę.
- Wesołych Igrzysk Głodowych i niech los zawsze wam sprzyja. - Krzyknął drwiąco w ich stronę, a na jego twarzy malował się szyderczy uśmiech.



    Jasmine i Ben, jesteście wolni. Najwidoczniej los Wam sprzyja. Ale pamiętajcie... wszystko prędzej, czy później się kończy. Cieszcie się wolnością, jak widać jest bardzo ulotna… tak samo jak szczęście.
    Zt.


7.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1899-aart-miksa
Wiek : 18
Zawód : Muzyk
Przy sobie : Nóż ceramiczny, śpiwór, półtoralitrowa butelka wody, śpiwór, latarka, lokalizator, krótkofalówka, zapasy jedzenia, rewolwer, naboje, telefon komórkowy

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 2:39 pm

Nie wiadomo dlaczego ponownie zawitał w to miejsce. Pałac przyciągał go do siebie z magnetyczną siłą, której chłopak nie mógł pojąć. Może to wydarzenia z przeszłości? Jakieś specjalne miejsce, które pamiętała jego podświadomość, a on sam nie miał go we wspomnieniach? Cóż, a więc trzeba było ponownie porozglądać się po siedzibie dawnych władz, tak, właśnie tego dowiedział się przez rok tułaczki i bycia bezdomnym. Kiedyś własnie tutaj sprawowali swój urząd wysoko postawieni włodarze.
Ruiny wyglądały majestatycznie w promieniach zimowego słońca. Lekki wiatr podwiewał jego skradziony przed kilkoma dniami płaszcz, który chociaż trochę utrzymywał ciepło i nie pozwalał mu na zamarznięcie, jak bezpański pies. Wolnym krokiem przemierzał alejkę prowadzącą do wejścia, cho chwilę omijając przeszkody, jakimi były kawałki gruzu wyglądających jak sporej wielkości kamienie. Ostrożność w tym miejscu o tej porze była jak najbardziej wymagana. Nie chciał poślizgnąć się na oblodzonej powierzchni chodnika, nikt nie weźmie go do szpitala, gdy mu się coś stanie.
W końcu dotarł do drzwi wejściowych, które zniszczone czasem i rebeliancką siłą, stały otworem przed każdym odwiedzającym. Nagle, jak błyskawica przeszyło go przeczucie, jakoby coś złego miało go zastać w środku. Źrenice rozszerzyły się, gdy spoglądał nieruchomo na wrota, które mogły mu przynieść odpowiedzi, ale także zadać ból. Może nie byłby to ból cielesny, ale w dalszym ciągu jego duch walki był słaby. Mając jedynie 15 lat, w dalszym ciągu było się dzieckiem. Nie mając odwagi wejść wewnątrz budynku, usiadł pod jedną z kolumn, opatulił się mocniej płaszczem,pochował gołe ręce, a nogi skulił bliżej ciała. Nie chciał zamarznąć, a jedynie nabrać odwagi do dalszych działań. Jego wzrok utkwił w martwym punkcie na firmamencie nieba, jakby zahipnotyzowany nie widział otaczającego go świata, a jedynie rozpromienione zimowe niebo.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 3:03 pm

| Główna ulica

Zanim jeszcze odłączyły się od grupy, Rory także zdążyła zauważyć doktor Harding, a co ważniejsze, reakcję Vivian na jej widok. Zsunęła brwi, bo coś jej tu nie pasowało. Przecież jej przyjaciółka i tamta kobieta były w dobrej komitywie, prawda? Widocznie jednak coś się zmieniło, a Carter nie odpuści, póki nie dowie się, co.
-Wydawało mi się, czy widok naszej wspólnej znajomej wcale cię nie ucieszył? - zapytała, gdy szły już z Darkbloom uliczką prosto ku ruinom Pałacu Sprawiedliwości. - Coś się stało? Komuś nakopać?
Zaśmiała się, ale przeczuwała, że akurat to ostatnie może jeszcze się ziścić. Miała niejasne przeczucie, że może chodzić o Tima, za którym, delikatnie mówiąc, nie przepadała. Ale równie dobrze mogło wydarzyć się coś innego, a niechęć Rory do Minchina po prostu ją zaślepiała.
Rudowłosa nie zapominała jednak, po co znalazła się w Kwartale. Spacerując, obserwowała przechodniów i szukała wzrokiem kogoś, kto wyglądałby na tyle przyzwoicie, że nie uciekłby, gdyby spotkał dziennikarki. Jednak wszelkie zawodowe sprawy schodziły na boczny tor, gdy mijała wzorkiem ludzi pokrzywdzonych przez los. Bezdomni, żebracy, dzieci biegające bez czapek i rękawiczek... czy naprawdę o takie Panem walczyli rebelianci? Bieda Kwartału aż raziła po oczach, a Rory nie mogła nic z tym zrobić.
A może jednak?
Będąc już pod samym budynkiem, zauważyła chłopaka, opierającego się o jedną z kolumn. Siedzenie na betonie w takim mrozie nie mogło się dla niego dobrze skończyć, a rudowłosa podejrzewała, że gdyby ktoś go stąd przegonił, on i tak nie miałby gdzie iść.
Skinęła więc głową Vivian i powolnym krokiem, żeby go nie przestraszyć, podeszła do chłopaka i stanęła tuż nad nim. Nie miała na sobie nic wystrzałowego, ale jej płaszcz, buty i czapka były w na tyle dobrym stanie, że pewnie w mig dawało się poznać, że nie jest stąd.
-Cześć, możemy Ci zająć chwilę? - zapytała, przywołując na twarz uśmiech numer trzy; pokrzepiający, ale nie litościwy - Potrzebujemy paru opinii o tym miejscu, a w zamian może dasz sobie postawić jakieś drugie śniadanie?
Nie była nawet pewna, czy jadł pierwsze, ale wskazała ręką na budkę z hot dogami, znajdującą się dokładnie kilka kroków dalej. Miała nadzieję, że nie ma ona nic wspólnego z mniejszą populacją gołębi w tych okolicach.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1982-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t514-loph
http://panem.forumpl.net/t1299-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t744-wspomnienia-panny-breefling
http://panem.forumpl.net/t751-lophia
http://panem.forumpl.net/t745-lophia-breefling
Wiek : 22
Zawód : Sprzedawczyni, samozwańczy lekarz, zastępca szefa Kolczatki
Przy sobie : Dokumenty, paczka papierosów, zapalniczka, broń, telefon komórkowy
Znaki szczególne : ukryte pod bransoletkami blizny na nadgarstkach

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 3:15 pm

//Plac oraz Park Zjednoczenia i Zwycięstwa
Przemarznięta brnęła przez brudny śnieg, targając na ramieniu torbę. Miała czas tylko do zmierzchu, kończyły jej się pomysły na tłumaczenia, gdzie i z kim była. Chociaż zawsze mogła zrobić mamie awanturę, że jest już dorosła. Miała w końcu dwadzieścia dwa lata, a jej życie towarzyskie było martwe jak zimny trup. Elokwentne, trupy z reguły bywają martwe...
Ziewnęła po raz kolejny, kiedy dotarła do ruin Pałacu. Znała to miejsce, aż za dobrze. Siedziba dawnych władz teraz obrócona w pył nie nastrajała zbyt dobrze. Zwłaszcza kobiety, która nadal nie była pewna, po której stała stronie. Mieszkała w Dzielnicy Rebeliantów, bo tak się złożyło. Jej życie potoczyło się w taki a nie inny sposób, to, że przebywała w Czwórce w momencie wybuchu powstania nawet nie było jej decyzją. Opuściła Kapitol, swój dom z polecenia matki. Nadal go nie rozumiała.
A teraz stała przed symbolem potęgi Snowa. Przeszedł ją zimny dreszcz, ale nie cofnęła się ani o krok. Nie była tchórzem, poza tym... To tylko budynek.
Tylko...
W jakiś sposób było jej żal. Obecna rzeczywistość była w gruncie rzeczy taka sama. Porządek tylko się odwrócił. Nie mieszkańcy dystryktów byli uciśnieni. Tylko ci z Kapitolu. A ona była rozdarta pomiędzy. W końcu znała tu wiele osób.
Pod jedną z kolumn zauważyła kulącą się postać. Zanim jednak zdążyła choćby podejść, pojawił się ktoś inny. Kobieta. Nie wyglądała, jakby była stąd. To skutecznie utrzymało Lophię na miejscu. Obserwowała. Jak zwykle.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1899-aart-miksa
Wiek : 18
Zawód : Muzyk
Przy sobie : Nóż ceramiczny, śpiwór, półtoralitrowa butelka wody, śpiwór, latarka, lokalizator, krótkofalówka, zapasy jedzenia, rewolwer, naboje, telefon komórkowy

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 3:30 pm

Zaczynało ogarniać go ciepło, ciepło, które było nie wiadomo skąd. Na dworze zima, a on odczuwa coś, czego nie powinien. Może to był przejaw zamarzania? Może, spędziłby tu jeszcze trochę czasu, gdyby nie fakt, że zaczepiła go kobieta, która ubrana była skromnie, ale w dalszym ciągu bardziej bogato niż większość mieszkańców Kwartału.
Spojrzał na nią z dołu. Jego wzrok przeniósł się z nicości na twarz rozmówczyni. Jego twarz brudna, z kilkoma zadrapaniami spoglądała na dziewczynę z bezlitosnym, jakby wyrzeźbionym wyrazem. Nie odzywał się przez chwilę, nawet nie drgnął, tylko patrzył ciągle prosto w podekscytowane oczy reporterki. Nawet propozycja drugiego śniadania nie wydała mu się kusząca, mimo, że nie jadł od wczorajszego ranka.
- Nie wiem skąd jesteś, ale tutaj najpierw należy się przedstawić, gdy zaczyna się rozmowę i zadawanie pytań...- stwierdził bardzo zimno. Nie lubił nowobogackich, którzy mimo pieniędzy nie mają ani krzty ogłady i wychowania we krwi.
- Po co robisz ten wywiad nieznajoma? Czyżby rebelianci chcieli zobaczyć, jak nam się wiedzie po upadku Snowa? Chcą się z nas pośmiać? Proszę bardzo, nagrywaj, rób zdjęcia. Zobaczcie co zostało uczynione z naszym pięknym krajem...- dodał po chwili kpiąco. W jego tonie można było wyczuć żal i smutek, że takie rzeczy muszą się dziać na ziemi; że człowiek człowiekowi wilkiem jest.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1915-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t1402-vivian
http://panem.forumpl.net/t1277-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t602-dziennik-vivian
http://panem.forumpl.net/t627-vivian
http://panem.forumpl.net/t2124-vivian-darkbloom
Wiek : 23
Zawód : Architekt z ramienia rządu i archiwistka w jednym
Przy sobie : Dokumenty, telefon, scyzoryk, odtwarzacz mp3, notes
Znaki szczególne : długie, rude włosy, siatki blizn na nadgarstkach, ledwo widoczne blizny na nozdrzach

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 3:45 pm

// główna ulica w Kwartale

Vivian poczekała, aż oddalą się z Rory na wystarczającą odległość, i znienacka ujęła przyjaciółkę za dłoń. Uścisk Rory był tym, czego potrzebowała, swego rodzaju przypomnieniem, że jest człowiekiem i powinna stąpać po ziemi. Oczekiwała pytań. I pytania zaczęły się, gdy ruszyły ku ruinom Pałacu Sprawiedliwości.
- Wydawało mi się, czy widok naszej wspólnej znajomej wcale cię nie ucieszył? Coś się stało? Komuś nakopać?
Zacisnęła wargi, aż utworzyły cienką linię.
- Tak. Poproszę. Nakop tej jasnowłosej małpie. – spojrzała na Rory i kontynuowała:
- To jest doktor. Ale wcale nie nazywa się Harding. To Stark. Sigyn Stark. Cholerna lekarka-geniusz z Dwójki, która ciągle utrzymuje, że nigdy nie była z mężczyzną. Jest taka święta, taka cudowna, że aż posługuje się czyimś nazwiskiem, pewnie skradzionym! Powiedzieli, że zginęła w czasie zarazy. A ona… Cóż, ona była wtedy poza granicami Panem.
Miała ochotę coś rozwalić. Syczeć głośno i zniszczyć coś.
- Powinna się cieszyć, że nikt jej nie poznał, a szkoda. Moją matkę za podróż poza granice państwa zgwałcono kilkanaście razy i zniszczono jej zdrowie i psychikę. A ona sobie wróciła, ukradła lub wymyśliła sobie nazwisko, i teraz udaje świętą. Dostałam zdjęcie jej i Tima. W dość ciekawej sytuacji. I pozycji – prychnęła głośno, odrzucając z twarzy włosy.
- Nie rozmawiałam o tym z Timem, jeszcze nie. Ale wyczuję, jeśli mnie okłamie, znam go. Wiem, że za nim nie przepadasz, Ro – spojrzała z troską na rudowłosą przyjaciółką. – Ale jest dobry. Naprawdę, jest dobrym człowiekiem i nigdy by mnie nie skrzywdził. Ale jeśli to zrobił… Jeśli wiadomość pod  tym zdjęciem była prawdziwa, i ona jest z nim w ciąży, zniszczę ją. Nie jego. Ją. I zacznę od spalenia tych jej białych kudłów.
Oparła czoło o ramię Carter. Teraz, gdy już się przełamała, nie mogła przestać mówić.
- Nienawidzę jej. Denerwowała mnie od dawna, ale dopiero teraz zrozumiałam, że moja znajomość z nią poniekąd opierała się na znikomej szczerości, na sekretach i żalu, który w sobie miałam. Nie chcę jej słuchać. I nie chcę jej znać.
Podążyła za Rory w stronę mężczyzny, którego Carter chciała zapytać o to, co należało ująć w artykule. Ale ten prezentował sobą dość ciekawą postawę. Dla rozjuszonej Vivian było to jak płachta na byka i w tej chwili tak bardzo utożsamiała się z tymi, którzy zamkniętych w Kwartale nazywano śmieciami. Otworzyła usta i niemalże warknęła, patrząc na mężczyznę, gdy jakiś ruch przykuł jej uwagę.
Obróciła się na pięcie, dostrzegając znajomą sylwetkę.
- Lophia…?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1982-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t514-loph
http://panem.forumpl.net/t1299-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t744-wspomnienia-panny-breefling
http://panem.forumpl.net/t751-lophia
http://panem.forumpl.net/t745-lophia-breefling
Wiek : 22
Zawód : Sprzedawczyni, samozwańczy lekarz, zastępca szefa Kolczatki
Przy sobie : Dokumenty, paczka papierosów, zapalniczka, broń, telefon komórkowy
Znaki szczególne : ukryte pod bransoletkami blizny na nadgarstkach

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 3:59 pm

- Po co robisz ten wywiad nieznajoma? Czyżby rebelianci chcieli zobaczyć, jak nam się wiedzie po upadku Snowa? Chcą się z nas pośmiać? Proszę bardzo, nagrywaj, rób zdjęcia. Zobaczcie co zostało uczynione z naszym pięknym krajem... - usłyszała wypowiedź osoby, do której chciała wcześniej podejść. Osoba ta okazała się nastoletnim chłopakiem, w dodatku dosyć buntowniczym i obrażonym na cały świat, jak zdążyła ocenić. No i wyglądał nie najlepiej. Jakby nie jadł od dłuższego czasu, a przecież ona przyniosła po to całe to jedzenie, a teraz nie mogła go nawet wyładować, bo jakaś kobieta najwyraźniej zbierała informacje w znanym tylko sobie celu.
Ma młody temperament. Może sobie tu poradzi.
Postanowiła zostać na miejscu. Poczekać, aż tamta sobie pójdzie i wtedy spróbować pomóc. W najgorszym wypadku zacznie tym jedzeniem rzucać, jeśli nie zechce go po prostu przyjąć. Ona też nie należała do końca do ugodowych.
Kątem oka dostrzegła inne źródło ruchu, ale nie zdobyła się na wysiłek obrócenia głowy po raz kolejny. Ona też była głodna i wyczerpana. Nie zdziwiłaby się, gdyby wyglądała w tej chwili jak mieszkańcy Kwartału. Nie zamierzała wracać do domu. Jeszcze nie teraz. Nie mogła pozwolić sobie na takie nieefektywne wypady. Zajmowały cenny czas i energię. Na szczęście już się nie narażała. A może na nieszczęście? Przecież lubiła te małe zastrzyki adrenaliny przy przechodzeniu dziurą w murze. To uczucie, że w każdej chwili może zostać schwytana. Już nie zastrzelona, chociaż w wyjątkowych wypadkach... Mogłaby skończyć jak jej brat. Dołączyć do niego. W końcu już raz próbowała to zrobić.
Tylko... Po co? Skoro mogła pomagać, chciała pomagać. Mogła karmić głodnych? Przynosiła jedzenie kradzione ze sklepu.
- Lophia…? - odezwał się inny głos, zdecydowanie bliżej. Ktoś znał jej imię. Ktoś, kogo już kiedyś słyszała, tylko zagłuszanego przez hałas w kinie i...
- Vivian! - wyrwało jej się. Nie odpisała, nie oddzwoniła, a teraz stała tutaj. Zaraz. A potem przyszła inna myśl. Widziała ją. Nikt dotąd nie dowiedział się o jej tajnym zajęciu. Nawet Jasmine, jej najlepsza przyjaciółka, z którą, swoją drogą, powinna się spotkać.
- Co ty tu robisz? - zapytała bez dłuższego zastanowienia i przeklęła się w myślach. Bo to pytanie miało zostać zadane pod jej adresem, kiedy tylko uzyska odpowiedź. Prawdziwą bądź nie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 4:25 pm

Dobra, naprawiamy chronologię.

Nieświadomie zaczęła przygryzać wargę, gdy przyjaciółka wtajemniczała ją w wydarzenia ostatnich dni. Nie miała pojęcia o prawdziwej tożsamości doktor Harding, ale zapamiętała nazwisko Sigyn Stark i na pewno będzie chciała w przyszłości je sprawdzić. Ta kobieta mogła być przecież zagrożeniem.
-Dostałam zdjęcie jej i Tima. W dość ciekawej sytuacji. I pozycji.
Rory aż zatkało od rewelacji, które ujawniła jej przyjaciółka. Czyżby święty Tim wreszcie pokazał swoje rogi? Rudowłosa nie chciała wyskakiwać z 'a nie mówiłam?!' chociaż naprawdę bardzo ją to korciło. Jednak coś jej w tej historii nie pasowało.
-Ale jeśli to zrobił… Jeśli wiadomość pod  tym zdjęciem była prawdziwa, i ona jest z nim w ciąży, zniszczę ją. Nie jego. Ją. I zacznę od spalenia tych jej białych kudłów.
-W takim razie, ja zajmę się nim. Przecież do tanga trzeba dwojga, a wątpię, że pozostawał bierny w tej sytuacji - powiedziała, a minę miała naprawdę zawziętą, jednak zaraz zaczął wracać jej rozsądek - Ale najpierw musisz z nim porozmawiać. Nie przepadam za nim, ale ma prawo opowiedzieć ci swoją wersję, bo może rzeczywiście ktoś chce was tylko niepotrzebnie skłócić.
Pokręciła jeszcze głową, bowiem sprawy toczyły się torem, którego nie powstydziłaby się najpopularniejsza telenowela.
Postanowiła jednak całkowicie skupić się na nieznajomym chłopaku, którego postawa trochę ją zdziwiła. Przecież była miła! A może jednak rzeczywiście sprawiła wrażenie osoby, która czuje się lepsza od innych?
-Jestem Pam - uśmiechnęła się szeroko, upewniając się, że Viv spostrzegła nagłą zmianę imienia - A Ty zapewne za chwilę podasz mi swoje prawdziwe dane. Czy się mylę?
Nie chciała być złośliwa, siliła się na normalny ton, ponieważ naprawdę potrzebowała tych materiałów.
-Po co robisz ten wywiad nieznajoma? Czyżby rebelianci chcieli zobaczyć, jak nam się wiedzie po upadku Snowa? Chcą się z nas pośmiać? Proszę bardzo, nagrywaj, rób zdjęcia. Zobaczcie co zostało uczynione z naszym pięknym krajem...
-Nie przyszłam tu żeby śmiać się z kogokolwiek. Gdybyś zapomniał, już na wstępie zaproponowałam ci posiłek - oznajmiła, jednak coraz trudniej było jej udawać szczęśliwą z powodu tego spotkania - Jestem tylko marionetką w rękach rządu. Dziennikareczką, która pisze to, co jej każą - dodała bez żadnych emocji, miała jednak nadzieję, że chłopak wychwyci tutaj drugie dno, wyglądał w końcu na bystrego.
Zanim jednak dane było jej powiedzieć coś jeszcze, do grupy dołączyła nowa osoba, dziewczyna, której Rory nie znała. Pilnie obserwowała ją, podchodzącą do nich i witającą się z Vivian. Wyglądało na to, że się znają.
-Cześć - przywitała się wesoło, jednak jeszcze nie przedstawiła.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1899-aart-miksa
Wiek : 18
Zawód : Muzyk
Przy sobie : Nóż ceramiczny, śpiwór, półtoralitrowa butelka wody, śpiwór, latarka, lokalizator, krótkofalówka, zapasy jedzenia, rewolwer, naboje, telefon komórkowy

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Sie 18, 2013 4:38 pm

To było śmieszne. Dziewczyna nie wyglądała na zadowoloną, gdy po kilku zdaniach jej mina nie była już taka rozpromieniona, a ona sama zaczęła dawać mu do zrozumienia, że lepiej, aby zachował ostrożność. KOLC to jednak niezwykłe miejsce, gdzie może cię spotkać coś dziwnego na każdym kroku. Spoglądał na nią i w ten zobaczył, że zbliżają się do niego jeszcze dwie osoby. Wstał.
- Jestem Matheo, miło mi się poznać, Pam...- przedstawił się zwięźle i pokazał, że jest dobrze wychowany podając jej dłoń. Większy tłum oznaczał, że więcej osób może zapamiętać jego twarz, co na razie nie było mu na rękę, gdy nie wie gdzie są jego rodzice i czy w ogóle jeszcze żyją.
Groteskowością sytuacji był fakt, że 15 letni chłopak był wyższy od dziennikarki, która porusza się na szpilkach.
- Udzielę ci wywiadu, nie będę chciał za to jedzenia. Poproszę cię o przysługę, którą wykonasz. Dobrze?- powiedział zbliżając się do jej twarzy. Całą wypowiedź wyszeptał do jej ucha. Miał jeden pomysł, a jeśli dziennikareczka pracuje w placówce państwowej, oznacza to, że będzie mogła zdobyć dla niego informacje niezbędne do poznania samego siebie.
Teraz to odwrócił się w stronę nowo przybyłych dziewczyn. Cofnął się kilka kroków, aby zrobić im miejsce na szczycie schodów, na których stał razem z "Pam". Na jego ustach można było zobaczyć szczery uśmiech.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   

Powrót do góry Go down
 

Ruiny Pałacu Sprawiedliwości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 13Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Getto-