IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Ruiny Pałacu Sprawiedliwości

 

 Ruiny Pałacu Sprawiedliwości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3297-dominic-terrain#51606
http://panem.forumpl.net/t3302-nick#51611
http://panem.forumpl.net/t3301-dominic-terrain#51610
http://panem.forumpl.net/t3303-dominic#51612
http://panem.forumpl.net/t3306-dominic-terrain#51641
Wiek : 26
Zawód : pisarz, pomoc medyczna | nieszkodliwy wariat
Przy sobie : paczka papierosów, zapałki, prawo jazdy, scyzoryk, medalik z małą ampułką cyjanku
Znaki szczególne : puste oczy, perfekcyjna fryzura
Obrażenia : tylko zniszczona psychika

PisanieTemat: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Czw Maj 02, 2013 9:48 pm



Niegdyś jedna z najwspanialszych budowli w Kapitolu, w trakcie rebelii niemal doszczętnie zniszczona, dziś stanowi jedynie sypiący się postrach, w każdej chwili grożący zawaleniem. Mieszkańcy getta opowiadają, że w środku straszy i raczej nie zapuszczają się do środka.


SCENARIUSZ #3




Legenda:
A - wejście, przedsionek
B - stanowiska, miejsce wymiany odzieży (wyjście od podwórza jest zamknięte)
C - puste pomieszczenie, składowisko starych mebli, spróchniałych desek itp.
D - stołówka polowa
E - punkt rejestracyjny
F - stanowiska, miejsce wymiany elektroniki
G - punkt organizacyjny Strażników Pokoju
Nieoznaczone pomieszczenia są niedostępne, trwają w nich prace remontowe.

Bardzo prosimy o informowanie, w którym pomieszczeniu znajduje się Wasza postać (jako info na początku każdego postu lub pogrubiony tekst).
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the prophet
avatar
http://panem.forumpl.net/t1888-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t267-ashe
http://panem.forumpl.net/t1278-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t718-the-ashes-of-memories
http://panem.forumpl.net/t3226-ashe-cradlewood
Wiek : 21
Przy sobie : czarna, skórzana torba, a w niej: fałszywy dowód tożsamości, mapa podziemnych tuneli, wytrych, medalik z kapsułką cyjanku, nóż ceramiczny, zapalniczka, paczka papierosów, leki przeciwbólowe, latarka z wytrzymałą baterią
Obrażenia : złamane serce

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Maj 27, 2013 7:36 pm

    No to... start!
Nie wiedziała, po co znowu tu wróciła.
Kwartał, który przydzielono im po zwycięskim przejęciu Kapitolu przez rebeliantów był spory - w końcu musieli upchnąć w nim kilkaset tysięcy ludzi - ale ona mimo wszystko wciąż przychodziła w jedno i to samo miejsce. Miejsce, które doskonale znała, bo kiedyś spędzała w nim mnóstwo czasu, składając raporty i plotkując ze Strażnikami Pokoju. Dzisiaj Pałac Sprawiedliwości w niczym nie przypominał swojej dawnej formy, a stwierdzenie, że czasy świetności ma za sobą, byłoby niedopowiedzeniem. Odłamki częściowo zawalonych ścian w dalszym ciągu zaściełały wybrukowany plac przed budynkiem, wyzierając spod grubej warstwy śniegu i nie wyglądało na to, żeby ktoś miał je w najbliższym czasie posprzątać. W tej chwili bowiem, niegdyś wspaniały Pałac, służył za dom jedynie włóczęgom i zadomawiającym się wszędzie szczurom.
Ashe podeszła pod samo wejście, a raczej to, co z wejścia pozostało. Dookoła panowała niemal idealna cisza, przerywana jedynie skrzypieniem śniegu pod przetartymi trampkami - jedynymi butami, jakie udało jej się chwycić w biegu, gdy opuszczała dawne mieszkanie. Na całe szczęście już nie padało, chociaż do wiosny zostało jeszcze sporo czasu.
Usiadła na murku, który kiedyś otaczał prowadzące do środka schody i potarła zmarznięte ręce. Miała na sobie jedynie cienką kurtkę i dżinsy, bo o sklepy z odzieżą w gettcie było raczej ciężko. Nie wiedziała, co stało się z jej pełną ubrań szafą, pewnie razem z mieszkaniem trafiła do nowego właściciela. Niezbyt ją to zresztą interesowało. Tamto życie należało do dalekiej przeszłości - przeszłości, której nie chciała pamiętać i coraz lepiej jej to wychodziło.
Wiedziała, że mieszkańcy KOLCa mają ją za dziwaczkę. Pojawiała się znikąd, po czym równie niespodziewanie znikała, za każdym razem przedstawiając się innym imieniem, a nigdy nie podając nazwiska. Kojarzyli ją tylko ci, których za czasów pokoju coś z nią łączyło, ale było ich niewielu. Pozostali, nawet jeśli kiedyś widzieli ją w telewizji, w tej chwili na pewno by jej nie rozpoznali. Bo kto doszukałby się Ashe Cradlewood w tej drobnej, szarej dziewczynie, o krótko ściętych, wyblakłych włosach?
- Chrzanić to - mruknęła do siebie, po czym wyciągnęła z kieszeni do połowy opróżnioną paczkę papierosów i zapalniczkę (nie jestem pewna, czy to kupiłam, ale jeśli nie, zaraz to zrobię). Wybrała miejsce w miarę osłonięte od wiatru, dzięki czemu zapalenie papierosa nie sprawiło jej problemu. Wciągnęła do płuc sporą dawkę dymu, czując, że powoli się odpręża i starając się nie szczękać zębami.




Ostatnio zmieniony przez Ashe Cradlewood dnia Nie Cze 02, 2013 11:47 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t235-evelyn-noel
http://panem.forumpl.net/t250-evelyn-s-relations
http://panem.forumpl.net/t1297-evelyn-noel
Wiek : 23
Przy sobie : dokumenty, klucze, telefon

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Maj 27, 2013 7:55 pm

Ev, jak zwykle przeklinając w myślach wszystko dookoła, od śniegu przez ubranie do zniszczonego Kapitolu, włóczyła sie bez celu po Kwartale. Jak tylko uzbierała kase, to musiała kupić sobie jakieśkolwiek stosowne buty (różowe półbuty na lekkim obcasie chyba się zbytnio nie nadadzą). Teraz szła poszczękując zebami z zimna w swoim lichym płaszczyku, ktory ledwo zdążyła wziąć z mieszkania, które teraz pewnie okupuje jakis przeklęty rebeliant.
Przejechała ręką po tłustych włosach rozglądając się po bylym centrum Kapitolu. kiedyś wypełnione kolorowymi ludźmi i przepychem, teraz poszarzałe i puste. Śnieg cicho skrzypiał pod jej czarnymi, już schodzonymi butami, które mimo wszystko były na Ev za duże. Ale lepsze to niż nic.
Dotarła na plac przed byłym pałacem. Mimo, iż odwiedzała to miejsce tyle razy, za każdym razem wychodząc z jednej z zmasakrowanych uliczek liczyła na to, ze zobaczy na placu tłumy kolorowych, roześmianych ludzi, którzy plotkuja, krzyczą, śmieją się, płaczą... Brakowało jej tego.
Tymczasem na placu zastała jedną osóbkę, co i tak ją zdziwiło, bo zwykle plac świecił pustkami (jeżeli tylko coś tak szarego i zdezelowanego może czymkolwiek świecić). Z daleka wiedziała kto tam stoi, więc wolnym krokiem ruszyła w strone Ashe. Szła wolno głównie z tego powodu, że przyspieszenie praktycznie równało się z glebą na pokrytym cienką warstwą śniegu lodzie pokrywającym kostke, którą dawno temu wyłożono cały plac.
- Pieprzeni rebelianci. - Mruknęła kiedy staneła na równi z współlokatorką.- Ciekawe, czy teraz są zadowoleni -Dokończyła i zapatrzyła się na kiedyś majestatyczny Pałac Sprawiedliwości, który teraz nie wyglądał lepiej od ruin każdego innego pałacu na tym przeklętym świecie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the prophet
avatar
http://panem.forumpl.net/t1888-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t267-ashe
http://panem.forumpl.net/t1278-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t718-the-ashes-of-memories
http://panem.forumpl.net/t3226-ashe-cradlewood
Wiek : 21
Przy sobie : czarna, skórzana torba, a w niej: fałszywy dowód tożsamości, mapa podziemnych tuneli, wytrych, medalik z kapsułką cyjanku, nóż ceramiczny, zapalniczka, paczka papierosów, leki przeciwbólowe, latarka z wytrzymałą baterią
Obrażenia : złamane serce

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Maj 27, 2013 8:20 pm

Zobaczyła Eve już z oddali, ale nie poruszyła się, ze znudzeniem uderzając czubkiem buta o kamienny murek i otrzepując go ze śniegu. Gdyby to był ktoś inny, z pewnością natychmiast rozpłynęłaby się w powietrzu, ale dziewczyna była jedną z niewielu osób, którą darzyła jaką taką sympatią - jeśli to słowo w ogóle występowało jeszcze w jej słowniku. Obie miały wobec siebie długi wdzięczności i to w pewien sposób wiązało je niepisaną umową, która była lepszą gwarancją lojalności niż jakiekolwiek słowa.
Uśmiechnęła się kwaśno, słysząc słowa Eve, która - tak jak Ashe się spodziewała - od razu do niej podeszła. Z ich dwójki, to właśnie ona miała chyba większe trudności z przystosowaniem się do nowej sytuacji, chociaż gdyby nie wyciągnęła do blondynki ręki zaraz na początku, byłoby z nią krucho. Zerknęła na nią z ukosa, widząc, jak trzęsie się z zimna. Dlaczego powstańcy nie mogli uderzyć na Kapitol w lecie?
- Oczywiście, że są zadowoleni - odpowiedziała gorzko, zaciągając się papierosem i obserwując jak kłąb jasnoszarego dymu rozpływa się w powietrzu. Oburzenie Eve nieco ją bawiło, mimo że sama rozpoczynała każdy poranek od posłania w stronę Coin i jej cyrku kilku niezbyt cenzuralnych słów. W głębi ducha życzyła im jak najgorzej i miała nadzieję, że jeszcze się przejadą. Wybiłaby ich wszystkich co do nogi. Bez wyjątku. - Poklepują się po plecach i chwalą, że w końcu udało im się zaprowadzić pokój i porządek - powiedziała, parafrazując słowa pani prezydent, powtarzane w komunikatach radiowych przez wiele tygodni po wprowadzeniu do stolicy wojsk Trzynastki. - A tak serio, co cię tu niesie? - zapytała, gasząc papierosa na murku i po raz pierwszy przenosząc spojrzenie na dziewczynę.




Ostatnio zmieniony przez Ashe Cradlewood dnia Nie Cze 02, 2013 11:47 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t235-evelyn-noel
http://panem.forumpl.net/t250-evelyn-s-relations
http://panem.forumpl.net/t1297-evelyn-noel
Wiek : 23
Przy sobie : dokumenty, klucze, telefon

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Wto Maj 28, 2013 7:47 pm

Wysłuchała w ciszy odpowiedzi na pytanie retoryczne, które wcześniej zadała. Oczywiście, że rebelianci tego właśnie chcieli. Chcieli, żeby kapitol cierpiał, chociaż teraz robią to samo.
- I po co im to było? Tak bardzo im zależało na kawałku zniszczonego miasta, którego jeszcze część oddali pod ten pieprzony Kwartał. - No bo taka była prawda. Jeśli tego właśnie chcieli, to proszę bardzo. Snow im nic nie robił, siedzieli sobie w tych swoich norkach i spokojnie żyli. A teraz mieszkają na powierzchni, która był zniszczona przez wojnę, którą sami wywołali. Kompletnie bez sensu, jak dla Ev. Trzynastka nawet nie brała udziału w Igrzyskach, więc na prawdę ciężko zrozumieć po co się wtrącała w sprawy Kapitolu, który już sobie dawał dość dobrze radę. Jeszcze żeby inne dystrykty się rzucały o igrzyska, czy coś, no to byloby może w stanie do ogarnięcia. Ale przecież trzynastka nie była nawet palcem tykana przez Kapitol. Chyba, ze rebelianci są kompletnymi wariatami, co oczywiście jest całkiem mozliwe. Niestety.
Słysząc pytanie przez chwilę po prostu milczała.
- Sama nie wiem. Tu mnie nogi poniosły. - Odpowiedziała krótko i zgodnie z prawdą. - A ciebie co tu przyniosło? - Spytała, chociaż w sumie to mało ją to obchodziło. Ale wypadało zapytać. Jakieś zasady zostały w pamięci z czasow, kiedy Kapitol był nieco bardziej kolorowy. I kiedy te zasady było kiedy uzywac, bo teraz pogadac z kimś normalnym jest na prawdę ciężko.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the prophet
avatar
http://panem.forumpl.net/t1888-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t267-ashe
http://panem.forumpl.net/t1278-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t718-the-ashes-of-memories
http://panem.forumpl.net/t3226-ashe-cradlewood
Wiek : 21
Przy sobie : czarna, skórzana torba, a w niej: fałszywy dowód tożsamości, mapa podziemnych tuneli, wytrych, medalik z kapsułką cyjanku, nóż ceramiczny, zapalniczka, paczka papierosów, leki przeciwbólowe, latarka z wytrzymałą baterią
Obrażenia : złamane serce

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pią Maj 31, 2013 11:43 am

Nawet nie próbuję wymyślać wymówki, dlaczego ten post pojawia się tu dopiero teraz. ;_;

Rzuciła niedopałek w śnieg, kątem oka przyglądając się dziewczynie i z tym samym zdziwieniem co zwykle stwierdzając, że jej towarzystwo właściwie jej nie przeszkadza. Na ogół unikała ludzi jak ognia, chociaż biorąc pod uwagę temperaturę na zewnątrz i permanentny brak ogrzewania, ogień w KOLCu był rzeczą jak najbardziej pożądaną. Więc nie jak ognia, ale wiadomo, o co chodzi. Ludzie najzwyczajniej w świecie albo ją nudzili, albo irytowali, albo stanowili zagrożenie. Jedno z trzech. Zawsze.
Eve natomiast była dla niej zagadką, która nie wpasowywała się w żaden schemat typowego Kapitolińczyka - nawet przed wojną, nie mówiąc już o chwili obecnej. Bo w chwili obecnej chyba wszyscy zostali zmuszeni do wyskoczenia ze swoich torów i obrania nowych, no, może oprócz Ashe. Bo Ashe bliższa była chyba wykolejeniu, i to już od dłuższego czasu. W pewnym sensie zazdrościła z tego powodu Eve. Bo jeśli coś by się odmieniło, jeśli rebelianci zmieniliby zdanie i postanowili pozwolić im w spokoju egzystować, albo jeśli Snow jakimś cudem odzyskałby władzę - jej towarzyszka miałaby szansę na normalne życie. Ona nie. A przynajmniej nie w Panem.
- Coś trzeba robić - odpowiedziała, wzruszając ramionami. - A jeśli 'coś', to najlepiej z dala od tych kretynów. - Zeskoczyła z murka, tupiąc nogami i próbując nieco się rozgrzać. Skutek był średni. Otworzyła usta, mając zamiar zaproponować zwinięcie się do ich wspólnego mieszkania, kiedy ciszę na placu przerwały trzaski, a następnie z głośników popłynął komunikat.
- Niech to szlag - mruknęła pod nosem. Włożyła rękę do kieszeni - nic. Do drugiej - to samo. W jakiejś naiwności sprawdziła jeszcze, czy nie ma niczego za paskiem spodni, ale wiedziała już, że karty identyfikacyjnej tam nie znajdzie. Zostawiła ją na parapecie w swoim tymczasowym lokum. - Zapewne nie masz przy sobie nadprogramowych dokumentów? - zapytała, ostatni raz sprawdzając wszystkie możliwe kieszenie.




Ostatnio zmieniony przez Ashe Cradlewood dnia Nie Cze 02, 2013 11:46 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Sob Cze 01, 2013 10:22 am

Po dłuższej chwili Ashe i Evelyn mogły usłyszeć ciężkie, miarowe kroki, nieubłagalnie zmierzające w ich kierunku. Samych idących nie było jeszcze widać, lecz po kilku sekundach było słychać głęboki, zdecydowanie męski głos pełen obrzydzenia.
-I pomyśleć, że to miejsce było kiedyś mieszkaniem cholernego Snowa. Przynajmniej to nam się udało. Zrzucić go z cholernej pozycji.
Ostatniemu słowu towarzyszyło charknięcie, a potem odgłos splunięcia. Odparł mu drugi głos, nieco poirytowany i wysoki, należący do kobiety.
-Zamknij się, Jack, jesteśmy tu na służbie. Poglądy możesz wyrażać w domu, a nie na oczach...- zanim jednak strażniczka zdążyła zakończyć zdanie, wyłoniła się zza połamanego filaru i przystanęła na widok dwóch kobiet. Odchrząknęła cicho i zaplotła ręce na piersi, najwyraźniej chcąc nadać sobie bardziej zdecydowanego wyglądu. Miała bladą, trójkątną twarz, okoloną grzywką czarnych włosów. Chwilę po tym za jej plecami pojawiły się dwie barczyste i wysokie męskie sylwetki. Szczuplejszy mężczyzna miał ponure spojrzenie i krzaczaste brwi, a drugi strzechę rudych włosów i pusty wzrok. Strażniczka ponownie odchrząknęła, po czym przeszła kilka kroków i stanęła przed obiema kobietami, zagradzając im drogę, a strażnicy poszli jej śladem.
-No właśnie. Poproszę dokumenty.- Dodała obojętnym tonem, wyciągając w kierunku Ashe i Evelyn dłoń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t235-evelyn-noel
http://panem.forumpl.net/t250-evelyn-s-relations
http://panem.forumpl.net/t1297-evelyn-noel
Wiek : 23
Przy sobie : dokumenty, klucze, telefon

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Sob Cze 01, 2013 11:45 am

Ev pokiwała bezwiednie głową i westchnęła. Już miała coś mowić, kiedy przerwał jej głos z głośników. No i cóż powiedziec - po prostu zbladła i sięgnęła do kieszeni płaszcza. I, niestety, zbladła jeszcze bardziej. Tym gorzej, ze nie miała pojęcia gdzie zostawiła dokumenty. Przeszukiwała w pamięci miejsca, w którym je wyjęła z kieszeni. Kij z tym, i tak miała teraz przekichane, nieważne, czy zostawiła je na łózku, czy na targu, czy wypadły jej idac tutaj.
-Ja nawet programowych nie mam.- Jeknęła cicho przegrzebując jeszcze raz kieszenie. W spodniach nie miała kieszenie, w bluzce tez, a do butów raczej nie włożyła dokumentów. Cholera.
Tymczasem strażnicy juz wyłonili się zza rogu gotowi wylegitymować Ev i Ashe. Super. Ev omal nie posiadała się ze szczęścia. Juz po chwili strażniczka z wyciągniętą ręką czekała na dokumenty.
-Chwileczkę... - Mruknęła, starając się grać na zwlokę, chociaż wiedziała, ze nic to nie da. Starając sie wyglądać naturalnie zaczęła jeszcze raz przegrzebywać kieszenie z nikłą nadzieją, że może jednak. Ale niestety. Ani normalnego identyfikatora, ani fałszywki. niech to szlag trafi, trzeba było lepiej tego pilnować. No to wychodzi na to, ze Ev posiedzi sobie w areszcie. Dobrze, że nie wzięła też noża, bo miałaby chyba jeszcze większe kłopoty. Jedyny plus tej sytuacji. W sumie to nie wiedziała, po co to wszystko. Chyba po to, zeby przypomniec kapitolińczykom, że nawet gdyby starali się zyć tak jak kiedyś, to nie ma szans. Bo przyjdzie taki pajac i wszystko zniszczy. Pieprzeni rebelianci, pieprzona Coin, pieprzona trzynastka... I tak dalej, i tak dalej.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the prophet
avatar
http://panem.forumpl.net/t1888-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t267-ashe
http://panem.forumpl.net/t1278-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t718-the-ashes-of-memories
http://panem.forumpl.net/t3226-ashe-cradlewood
Wiek : 21
Przy sobie : czarna, skórzana torba, a w niej: fałszywy dowód tożsamości, mapa podziemnych tuneli, wytrych, medalik z kapsułką cyjanku, nóż ceramiczny, zapalniczka, paczka papierosów, leki przeciwbólowe, latarka z wytrzymałą baterią
Obrażenia : złamane serce

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Sob Cze 01, 2013 12:03 pm

Pierwsza myśl na widok idących w jej stronę strażników? Uciekaj. Poderwała się z miejsca, gotowa do biegu, kiedy uświadomiła sobie... że to nie ma najmniejszego sensu. Za plecami miała ruiny Pałacu Sprawiedliwości, przed sobą - czwórkę uzbrojonych po zęby rebeliantów. Zakładając, że żaden z nich nie wypaliłby do niej w trakcie ucieczki (a tego założyć nie mogła) i tak zapewnie złapaliby ją już po kilku metrach. Zwłaszcza, że trampki o cienkiej jak papier podeszwie stanowiły średniej jakości obuwie do śnieżnych przebieżek.
Co więc miała zrobić? Na wiadomość, że Eve także nie ma przy sobie karty identyfikacyjnej, tylko wzruszyła ramionami. Wiedziała, co teraz będzie. Zapewne je aresztują i znajdą kogoś, żeby ustalił ich tożsamość. Z tym, że Ashe nie mogła do tego dopuścić. Gdyby ktoś odkrył, kim jest naprawdę, czekałaby ją bardzo krótka droga na szubienicę.
Rozłożyła bezradnie ręce, posyłając zrezygnowane spojrzenie strażnikom.
- Cóż, musimy państwa rozczarować, bo nasze dokumenty zostały w mieszkaniu. Jeśli byliby państwo tak mili zaczekać, mogłybyśmy po nie pójść, ale zapewne się państwo spieszą... - Urwała. Prowokowanie ich chyba nie było najlepszym pomysłem. Co prawda fałszywka z jej zdjęciem i nazwiskiem Raven Vandall faktycznie leżała na parapecie w jej pokoju, ale istniało zerowe prawdopodobieństwo, że kogokolwiek tutaj to obchodzi.




Ostatnio zmieniony przez Ashe Cradlewood dnia Nie Cze 02, 2013 11:44 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Sob Cze 01, 2013 2:19 pm

Drobna strażniczka zmarszczyła brwi i wydęła usta w wyrazie niezadowolenia. Widać było, że nie lubi być w jakikolwiek sposób wyśmiewana czy też lekceważona. Zarzuciła włosami w tył i szybkim gestem cofnęła dłoń, ponownie zaplatając ręce na klatce piersiowej, chociaż palce umiejscowiła niebezpiecznie blisko broni przypiętej do czarnego paska w talii. Zerknęła z ukosa na dwójkę towarzyszących jej mężczyzn, a potem przestąpiła z nogi na nogę.
-Wedle rozporządzenia Pani Prezydent Almy Coin każdy mieszkaniec Kwartału Ochronny Ludności Cywilnej powinien posiadać przy sobie kartę identyfikacyjną w celu umożliwienia strażnikom sprawdzenie jego tożsamości. Skoro obie nie posiadacie takowych przy sobie, jesteśmy zmuszeni zaprowadzić Was do punktu, w którym będziecie mogły potwierdzić swoją tożsamość.- Rzuciła kobieta monotonnym, ale zdecydowanym głosem, po czym skinęła głową, a głos przejął jeden z jej towarzyszących jej strażników, wysoki mężczyzna o krzaczastych brwiach. O ile to możliwe, był jeszcze mniej pozytywnie nastawiony do mieszkańców KOLCa od jego wspólniczki.
-Nie stawiajcie oporu. Obywatelskie posłuszeństwo wobec władzy jest i będzie doceniane.- Po tych nasączonych niechęcią słowach skinął na nie, polecając im wstać i ustawić się pomiędzy trójką strażników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t235-evelyn-noel
http://panem.forumpl.net/t250-evelyn-s-relations
http://panem.forumpl.net/t1297-evelyn-noel
Wiek : 23
Przy sobie : dokumenty, klucze, telefon

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Cze 02, 2013 12:01 pm

W końcu z rezygnacją przestała przegrzebywać kieszenie. Głównie dlatego, że Ashe powiadomiła strażników, że nie mają identyfikatorów. W sumie dobrze, że to ona to zrobiła, bo Ev była tak wściekła, że palnęłaby coś niepotrzebnego. Niepotrzebnie sprowokowałaby strażników i mogłoby być źle. Nawet bardo źle. A tak to tylko stała ze skwaszoną miną i patrzyła się z wyrzutem na strażniczkę, która właśnie rozpoczęła monolog o rozporządzeniach bla bla bla i że są zmuszeni bla bla bla. Była zła na rebeliantów, ale tez bała się ich. Bo wiedziała, że mogą zrobić wszystko. Dosłownie wszystko. I nikt ich o nic nie posądzi, nikt ich nie ukarze. Zacisnęła pięści, żeby się opanować i zgodnie z poleceniem stanęła między strażnikami. ucieczka i tak by nic nie dała, bo kondycja Ev była w opłakanym stanie. A z resztą oni mogą zrobić wszystko. Czyli, dajmy na to podbiec i przylać jej tak, że już by nie wstała. Albo... A z reszta wymyślanie tego, co mogą jej zrobić jest bez sensu, tylko sama się nakręca i coraz bardziej wścieka. Wzięła więc głęboki wdech i postanowiła się uspokoić. Tylko jak? Oto jest pytanie. A w ogóle, to zauważyła, że od strażników wręcz buchała aura nienawiści do kapitolińczyków. To aż się czuło w powietrzu. jakby kapitol coś im zrobił, a nie na odwrót. Logika rebeliantów jest dziwna, w takiej sytuacji. Bardzo, bardzo, bardzo dziwna.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the prophet
avatar
http://panem.forumpl.net/t1888-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t267-ashe
http://panem.forumpl.net/t1278-ashe-cradlewood
http://panem.forumpl.net/t718-the-ashes-of-memories
http://panem.forumpl.net/t3226-ashe-cradlewood
Wiek : 21
Przy sobie : czarna, skórzana torba, a w niej: fałszywy dowód tożsamości, mapa podziemnych tuneli, wytrych, medalik z kapsułką cyjanku, nóż ceramiczny, zapalniczka, paczka papierosów, leki przeciwbólowe, latarka z wytrzymałą baterią
Obrażenia : złamane serce

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Cze 02, 2013 12:28 pm

Obywatelskie posłuszeństwo wobec władzy jest i będzie doceniane.
O tak, Ashe czuła się w tamtej chwili cholernie doceniona.
Zacisnęła usta, używając wszelkich pokładów silnej woli, żeby nie splunąć strażnikom pod nogi. Zamiast tego po prostu mierzyła ich wściekłym wzrokiem, patrząc spod byka na ich wykrzywione w nieprzyjemnych grymasach twarze. Nienawidziła ich z całego serca, chociaż nigdy wcześniej żadnego z nich rzecz jasna nie spotkała. Nie mogła jednak pogodzić się z faktem, że tak szybko zmienili się z przytłoczonych, uciśnionych i bezbronnych dystryktczyków w... no, powiedzmy sobie szczerze - oprawców. Głoszone z patosem idee wolności i równości poszły się, brzydko mówiąc, pieprzyć, zastąpione dokładnie tym samym teatrzykiem, tyle że aktorzy zamienili się rolami.
Bez słowa zsunęła się z murka i leniwym krokiem podeszła do strażników. Nie było sensu stawiać oporu, bo to w żaden sposób nie mogło poprawić jej sytuacji, a pogorszyć - owszem. Jeśli w ogóle mogło być gorzej. Przy odrobinie szczęścia uda jej się wcisnąć im, że jest tym, za kogo się podaje i nikt nie rozpozna w niej Ashe Cradlewood. Jeśli jednak będzie miała pecha, jeszcze dziś wieczorem dostanie kulkę w łeb.
Nie patrzyła, czy Eve idzie za nią, chociaż podejrzewała, że tak, bo dziewczyna także nie miała innego wyjścia. Oprócz nieprzyjemnej wizyty na komisariacie nic zresztą jej nie groziło. Teoretycznie. Bo w praktyce rebelianci robili, co im się żywnie podobało, tylko dlatego, że mogli.
- Czyńcie powinność - mruknęła z irytacją, wzruszając ramionami i czekając, aż strażnicy łaskawie ruszą się z miejsca. Od bezruchu robiło jej się zimno i zaczynała szczękać zębami.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Cze 03, 2013 8:50 pm

Mężczyźni z widoczną niechęcią i jakby ociąganiem stanęli obok mieszkanek KOLCa, pozwalając ich towarzyszce ulokować się na samym środku i pilnować z tego miejsca przebiegu całego zajścia. Ashe i Evelyn zostały mocno chwycone za przeguby dłoni; nie można było tego uznać za niesprawiedliwą przemoc wobec "brudu", a jednocześnie stanowiło to wyraźny sygnał, że próby ucieczki z pewnością nie skończą się dla nich dobrze oraz wszelkie ekscesy będą tępione.
Szczuplejszy mężczyzna, bodajże Jack, zrobił jeszcze bardziej ponurą minę, a potem ni stąd ni z owąd mruknął coś cicho i niewyraźnie w stronę Noel, bez większego powodu sugerując, żeby i ona nie próbowała żadnych numerów. Wtedy dwóch strażników jeszcze mocniej zacisnęło palce na przegubach kobiet. Ten gest zdawał się aż krzyczeć, że jeden niewłaściwy ruch i wątłe uchwyconych mogłyby zostać doszczętnie zmiażdżone. Trzeba było ustalić hierarchię. Strażnicy zaczęli kroczyć do przodu, gotowi w najgorszym wypadku nawet ciągnąć za sobą złapane kobiety.
- Teraz udamy się na posterunek - mruknęła czysto informującym tonem stojąca na środku strażniczka, zupełnie jakby nikt dookoła nie zdawał sobie z tego sprawy. - Zastanówcie się lepiej, kto mógłby potwierdzić waszą tożsamość. I najlepiej przynieść dokumenty - dodała już nieco żywiej, chociaż widać było, że wszystkie formalności stanowiły dla niej nieszczególnie przyjemną rutynę.
Cała grupa, zaczynająca już lekko dygotać na mrozie, ruszyła w stronę centrum Kwartału, prosto na główny posterunek.


Zmiana tematu dla Evelyn i Ashe: tutaj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 6:48 pm

/Mieszkanie Benia

Szedł przed siebie. Postawiony kołnierz zimowego płaszcza, ręce w kieszeniach, nieobecny wzrok. Chłopak który w przeciągu doby z najszczęśliwszej osoby na świecie zmienił się we wrak człowieka... Jego dziewczyna, delikatna słodka Cordelia, z którą dopiero co przeżył jedną z najlepszych nocy w życiu, została trybutką w tegorocznych Igrzyskach Śmierci. Równie dobrze mógł już zacząć szykować kwiaty na jej grób. Może nie kochał Cordi, ale lubił ją i był z nią szczęśliwy. No i... no... to był jej pierwszy raz. Powinna teraz pisać w pamiętniku jak jej było dobrze, albo chodzić po mieście uwieszona ramienia swojego chłopaka, a nie uczyć się jak zabijać.
Poprzedni dzień spędził wgapiając się w telebim. Odmroził sobie dłonie, ale nie zwracał na to uwagi. Wrócił dopiero wieczorem i zasnął przed kominkiem. Dręczyły go koszmary o Cordeli którą zabijają w wyjątkowo okrutny sposób. Dopiero gdy znów nawiedziła go dziewczyna ze snów uspokoił się. Rano wstał, wypił kawę i ruszył przed siebie. Po prostu szedł. Aż zaszedł do ruin. Dziwne miejsce na spacerki, ale cóż... nogi go same tu przyniosły. Wyjął z kieszeni papierosa i zapalił. Palił rzadko. Prawie nigdy. Ale dziś miał ochotę na odrobinę dymu w płucach. Zaczynał rozumieć dlaczego ludzie palą. To uspokajało. Obserwował jak smużki dymu wylatują mu z ust i nosa. Fascynujący widok. Oparł się nonszalancko plecami o ścianę w zrujnowanym holu, i starał się uformować z dymu kółka.



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 7:22 pm

/Pokój-Biuro Fransa
Przez kilka ostatnich dni Frans był albo zajęty pracą, albo siedział w areszcie, albo chorował na grypę i gdyby nie pomoc ze strony Lophii Breefling, zapewne spędziłby w swoim pokoju sporo czasu, zanim temperatura opadłaby mu do około trzydziestu sześciu, siedmiu lub w maksymalnych porywach do trzydziestu ośmiu stopni Celsjusza. Aczkolwiek tego dnia mógł spokojnie wyjść z Violatora, przejść się, odsapnąć nieco od pracy, podczas gdy program komputerowy analizował mu dochody klubu.

Ubrał się ciepło – w gruby sweter, ciepły, długi płaszcz z wyhaftowanym soczyście czerwoną, grubą nicią, dzięki jednej z prostytutek napisie: „Welcome to Violator”. Wełniany szalik opatulał jego szyję, a w miarę zadbane skórzane spodnie (pod które – proszę się nie śmiać – założył kalesony) i glany sprzed kilku lat, kiedy to był jako-tako młody i interesował się militariami, chroniły jego chude, patyczkowate, długie nogi przed zmarznięciem. Głowę zdobiła mu jakaś stara, ale ukochana, czarna czapka, która dzielnie broniła jego uszy przed zmarznięciem, szczególnie, że nie robiły tego już jego włosy. Te przecież zostały ścięte przez lub dzięki nowej pracownicy – panny Lucy Crow. Popalał sobie jednego z ostatnich papierosów w paczce, ciesząc się, że udało mu się także zachować skórzane rękawiczki w czasie rebelii, gdyby nie to zapewne by skostniały na tym prawie dwudziestostopniowym mrozie.

Tak też powoli idąc przez Kwartał dotarł do budynku, który w tej chwili miał go… zainspirować. Do jakiś pomysłów, problemów, które mógł przysporzyć Rebeliantom tak, że nie dość, że byłoby zabawnie, to wina zostałaby zrzucona na kogoś innego. Podwójna frajda, co nie? Ale nie mógł niczego wymyśleć. Przechadzał się po tych ruinach i jedyne o czym myślach to Snow, spółka i rodzina per byłego pana Prezydenta. Właśnie!... Przecież nie oglądał tej całej „ceremonii” otwarcia Igrzysk Głodowych! Ech… szkoda, bo miło by było zobaczyć swoje dwie pracownice, jako tako znajdujące się chwilowo w luksusie i świetle reflektorów. Z drugiej strony cieszył się, że to wszystko przegapił. Nie chciał patrzeć na twarze tych wszystkich dzieciaków, jakby w obawie przed tym, że jego zła, niedobra strona zostanie pokonana przez tą głęboko skrytą dobroć.

A gdyby im tak pomóc? Gdyby udało się przekonać nową panią Prezydent o tym, że mógłby sponsorować Igrzyska? Klub może był „świeży” – miał ledwie pół roku, a on i tak dużo stracił po przemianie władz, ale było go stać na brudne interesy, to dlaczego nie byłoby go stać na coś takiego? Gdyby mógł sponsorować dzieciaki i dawać im trochę szansy właśnie dzięki szemranym interesom? Gdyby mógł w ten sposób pomóc Cordelii albo Sabriel? Któraś z nich na pewno zginie, ale zawsze jedna mogła przeżyć.

I wtedy zatrzymał się, bo zauważył pewną znajomą sylwetkę. Znajomą, ale zawsze zapominał imienia tego chłopaka. Nie interesował go dotychczas i wydawało mu się, że raczej nie da się tego zmienić.

Nie za zimno na puszczanie kółek z dymu? – Nie wiedział dlaczego w ogóle się odezwał. Psia krew, mógł przejść normalnie i udawać, że go nie widział. Kolejna osoba, kolejna rozmowa, kolejny mętlik w głowie… ale w sumie… czasem takie rozmowy… „z-dupu-wzięte” też trochę wnosiły do życia, prawda? Zawsze stanowiło to jakąś rozrywkę, oderwanie się od nudy. Coś… ech!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 8:07 pm

Kto śmiał mu przerywać jego samotność, jego niezwykle frapujące puszczanie kółek z dymu papierosowego, jego cierpienie na tle bliskiej śmierci dziewczyny? A no tak, Frans. Ben zaszczycił go ledwie krótkim spojrzeniem, odkrywając przy okazji napis na płaszczu mężczyzny. Nie przerywał jednak "zabawy".
- Wprost przeciwnie. Pogoda idealna. - wzruszył ramionami, jednocześnie wkładając dłoń głębiej w kieszeń płaszcza. Było zimno. Cholera jak zimno. Po kiego grzyba on z domu dziś wychodził? No tak, nie mógł tam już wysiedzieć.
Ben-Max Fransa kojarzył. Bywał przecież tam u niego. Nie często, ale jednak. Męska pogawędka przy papierosku? Czemuż by nie. Tylko, że Ben nie należał do grupy fanów Fransa. Czuł dziwną, irracjonalną potrzebę rywalizowania z nim. To nie była jakaś otwarta walka czy coś. Po prostu... może poczucie zagrożenia ze strony Fransa, cholera wie. Ot Ben chciał być lepszy. I nie podobało mu się, że Cordelia bywała w Valiatorze. Zazdrość? Możliwe.
- Widzę, że jesteś chodzącą reklamą własnej firmy. - wskazał dłonią w której miał papierosa na napis na płaszczu Fransa - Marketing nie ginie nawet w dobie kryzysu. - rzucił chłodno i trochę złośliwie.



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 8:32 pm

Ot Frans śmiał zakłócić ten porządek dnia. Zresztą ten chudy, wysoki typ miał talent do niszczenia ludziom dobrego humoru. Gdyby był Rebeliantem, zapewne odnalazłby się idealnie w roli złego pana policjanta, lubującego się stwarzaniu jakiejś chwilowej, przyjemnej atmosfery, a następnie niszczeniem jej podczas wbijania igieł pod paznokcie swoim więźniom. No, ale gliną nie był, a poza tym nie chciałby nim być, bo nie lubił osobiście zadawać bólu. Wolał patrzeć jak wyręczają go pomocnicy, inni… jakkolwiek by ich nazwać – po prostu ktoś to musiał zrobić za niego. Niemal wszystko musieli robić inni. Liczenie pieniędzy, rekrutacja nowej kadry, stwarzanie pozornie miłej i przyjemnej atmosfery w klubie należało do jego zadań i raczej nie zanosiło się na to, żeby z kimś się tym dzielił.

Skandynawska krew – mruknął, w odpowiedzi na zaprzeczenie „tego-tam-jak-tam-mu-było”.

Właśnie. Kojarzył tego młodziaka. Jak jasna cholera go znał, tylko nie pamiętał imienia i nie wiedział skąd ani gdzie. Czy to dobrze? A może źle? No nic, dzięki temu „komuś” zyskał chwilową rozrywkę. A przecież on uwielbiał kontakty z ludźmi, bo te dawały mu dużo informacji z tego, co działo się dookoła!

Zerknął na swoje ramię odruchowo, kiedy ten znajmy typ wspomniał o reklamie. Właśnie na tej części płaszcza znajdował się haft. Mimowolnie uśmiechnął się do samego siebie i rozpostarł ręce. Tak już było. Getto czy nie getto – trzeba było zapewnić sobie klientele. I tyle. A, że czasy były ciężkie to każda forma była dobra. Poza tym był właścicielem Violatora, a to oznaczało, że obowiązek rozkwitu interesu ciążył na nim bardziej niż na reszcie pracowników.

Dokładnie – przytaknął, jakby nie zauważając odrobiny złośliwości pana „jak-mu-tam-było-do-jasnej-cholery”. – Za to ty jesteś okazem marznącego chłopa w ruinie Snowa – skwitował. – Ale to już twój biznes po co się tutaj zjawiłeś – uśmiechnął się skromnie, nieco diabolicznie, ale taki już miał… tik? Bądź co bądź było do zachowanie czysto wyuczone, ale niekontrolowane.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 9:11 pm

Jako, że Benjamin wcale nie miał dobrego humoru, to nie sposób go było zepsuć. Ale można go było zirytować. A wtargnięcie w samotność z wyboru było niezwykle irytujące. Zabieg zamierzony, czy przypadek... tak czy inaczej kółka już zupełnie przestały przypominać kółka, a przybrały formę ciągłej smużki dymu, najpopularniejszej formy jaką przybierał dym tytoniowy. Ciężko zresztą się było skupić na udawaniu Indianina, kiedy ktoś się na Ciebie gapi.
- Skandynawska krew.
Chłopak spojrzał na Fransa trochę jak na wariata.
- Jak tam sobie uważasz. - nie czuł się w obowiązku być dla niego miły. Miał prawo w tej chwili być wredny dla wszystkich, dla całego pieprzonego świata. Nie pamiętał kim był, śnił o jakiejś obcej dziewczynie, a jego prawdziwa dziewczyna mogła nie dożyć wiosny. Rzucił z wściekłością peta na ziemię i przydeptał butem.
- Lepiej być typem marznącego chłopa w ruinie Snowa, niż dzieciakiem któremu został tydzień życia. - jego głos był pełen goryczy. Kopnął z wściekłością ścianę za sobą. Po co on tu się zjawił? Cholera wie. Wiedział, że Frans nie zapytał go o to, ale i tak powiedział. - Cordelia jest trybutką. Cholera... nie mogę usiedzieć w domu, nie mogę tak stać bezczynnie, ale nie mogę nic zrobić. - kopnął ścianę tak mocno, że odpadł z niej kawałek tynku.



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 9:30 pm

Kowboj „Duży Joe” spotkał Indianina „Spokojna Fajka”? Coś w ten deseń? Inne światy, niechęć jednego do tego drugiego i obojętność tego drugiego do pierwszego… coś w tym mogło być. A skąd ten niemiły ton brał się u tego „jak-mu-tam-było”? Osobiście, Frans nie miał zielonego pojęcia i nawet nie wiedział czy chciałby się dowiedzieć. Mimo to spojrzenie mówiło samo przez się i w jakoś dziwnie nakręcało szefa Violatora do pozostania i pomęczenia swoją osobą tego typa.

Dopalał jeszcze swojego papierosa, patrząc na podirytowanego, młodszego jegomościa z jakimś szalonym zainteresowaniem… ciekawością. Co mu chodziło po głowie? Gdyby tylko mógł wiedzieć, ba, gdyby tylko mógł czytać w myślach! Nie musiał się jednak zbyt długo głowić. Odpowiedź przyszła sama, jak gdyby jakąś ją wywołał. Psychologia? Być może. Umiejętność odpowiedniego stawiania zdań. Powiedz komuś, że czegoś nie musi robić, a zrobi to. A może to sam „ten-jakiś-tam-typ” chciał o tym porozmawiać? A kto tam wie, chyba tylko sam diabeł.

A więc znał Cordelię! Fransowi natychmiast przypomniało się jakieś kilka momentów, podczas których mógł ją zobaczyć właśnie z tym młodziakiem. Jak on miał na imię? Dexter? Mat? Max? Może inaczej? Jakiś dzwon już dzwonił w głowie Lyytikäinena, pytanie tylko: w którym kościele?

Igrzyska – mruknął, nieco poważniejąc, ale wciąż zachowując w sobie przerażającą ciekawskość. Przede wszystkim interesowały go relacje pomiędzy tym typem a panną Snow. – Byliście dobrymi znajomymi, czy co? – Tu zerknął na ścianę, w którą kopnął chłopak. Złość w końcu nie bierze się z nikąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 10:20 pm

Ale że niby Benio Indianinem? Biedny chłopak, stał się ofiarą Fransa. A chciał tylko uciec od ludzi. Jak pech to pech, nieszczęścia chodzą parami i biednemu wiatr zawsze w oczy. Kiedy się do Benjamina szczęści w końcu uśmiechnie? Chyba nigdy.
Na pytanie Fransa miał z jednej strony ochotę walnąć go tak, że się nie pozbiera, z drugiej roześmiać się gorzko. Nie zrobił jednak ani tego, ani tamtego. Zmrużył tylko oczy i wyciągnął z kieszeni drugiego papierosa. Więcej nie miał nie kupował papierosów, bo zwykle nie palił. A jak musiał zapalić to zwykle był ktoś w pobliżu kto mógł go poczęstować. Te dwa to była wygrana z jakiegoś zakładu czy gry w karty. Że je ma odkrył rano, wkładając płaszcz i wsadzając ręce do kieszeni. Mały uśmiech losu w tym gównianym świecie.
- Jesteśmy parą. Cordelia to moja dziewczyna. I nie mów o niej w czasie przeszłym Frans. - to ostatnie już warknął. Cordelia żyła i zwycięży. Wtedy dopiero im szczęki opadną, jak wnuczka Snowa wygra te zakichane rebelianckie igrzyska. Owszem, nie miał zbyt dobrego zdania na temat wymysłu buntowników. Zresztą jak mógł mieć dobre zdanie na ten temat. Nie tylko ze względu na Cordi. Ale też na dzieciaki z jego szkoły. Nie uczył ich, ale je znał. Znał bliźniaczki, Atenę... Zapragnął się napić i to tyle by zapomnieć o wszystkim.



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 10:37 pm

To kto był ofiarą nie było pewne. W końcu biali napadali na czerwonych, ale Indiance też potrafili dać kopa skalpując małe wioski i amerykańskie zadupia. Teraz, na tych ziemiach na których to te dwie razy toczyły małe bitwy i wojenki pięknie rozciągało się Panem. Równie dobrze to Max, czy jak miał na imię ten chłopczyna, mógł przejąć rolę wściekłego Indianina, a Frans z „Dużego Joe” mógł stać się „Małym Joe”. Póty co jednak to amerykańsko-panemskie ścierwo dobrze się bawiło, głęboko w duchu ekscytując się złością rozłoszczonego „czerwonego” człeka.

Przyglądał się jak młodzieniec zapala drugiego papierosa, a on sam rzucił na bok swojego dokończonego kiepa. Skoro pan jakiś-tam dużo palił to albo był cholernie uzależniony od fajek, albo się denerwował. Coś musiało go irytować i zapewne był to temat panny Snow i Igrzysk.

A więc chłopczyna twierdził, że Cordelia była jego dziewczyną?

To zaskakujące stwierdzenie, szczególnie, że ta mała, urocza dziewoja często kleiła się do Fransa – nie wiadomo czy z nudów, czy robiła to na serio. Aczkolwiek, pożegnanie na dworcu wyglądało tak, jak gdyby traktowała to nieco poważniej. Nie chciał wyjść na pedofila (bo między Fransem a nią było jakieś… czternaście lat różnicy?), ale mimo wszystko trochę zależało mu na jej dobru. Dlaczego poczuł się oszukany? Dlatego, że mężczyźni zwyczajnie lubią „znaczyć teren” i mówić: „to jest moje”? Nie wiedział, ale pan chyba Max wyraźnie go zainteresował swoją paplaniną i wewnętrzną rozterką.

Miałem na myśli czas do momentu ogłoszenia listy Trybutów w tegorocznych Igrzyskach – wyjaśnił chudzielec. – Dziewczyna… ciekawe i jednocześnie smutne. Osobiście bym… zwariował, ale nie jestem tobą i nie wiem, co tak naprawdę czujesz. Mogę jedynie się domyślać – tu uśmiechnął się ponuro.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 11:01 pm

Eeee.... zatkało mnie i nie wiem co napisać. Lepiej więc porzucę temat Indian i Bladych Twarzy.
Gdyby Ben umiał czytać w myślach, to pewnie właśnie w tym momencie łamałby nos Fransa. I w dupie miał to, że pewnie później oberwałoby mu się dwa razy gorzej od ludzi właściciela burdelu. Po prostu zwyczajnie Ben walczyłby o swoje. Takie tam samcze zagrywki. Ale czytać w myślach nie umiał. Z kolei gdyby wiedział o tym co zrobiła Cordelia na dworcu, w parę godzin po tym jak kochali się po raz pierwszy, pewnie by zrobił się czerwony ze złości i w tym momencie przestałby się martwić o blondynkę. Więc może szkoda, że nie wiedział?
- A jak myślisz co tu robię? Próbuję sobie znaleźć miejsce bo odchodzę od zmysłów. - rozłożył bezradnie ręce i od razu tego pożałował. Odmrożone poprzedniego dnia dłonie zaczęły znów boleć. Ta trzymająca papieros miała przynajmniej sztuczne ogrzewanie, ale drugą musiał trzymać w kieszeni, by nie marznąć. Szkoda, że nie miał rękawiczek. Nie miał nawet pieniędzy na rękawiczki. Oszczędności chciał zachować, może będzie mógł pomóc jako sponsor Cordeli... może pozwolą mu wysłać jej paczkę z jedzeniem... Czuł się tak cholernie bezradny.
- Ciesz, się, że nie wiesz co czuję. Nie jest to stan do pozazdroszczenia. - westchnął opierając się na powrót o ścianę. - Znasz ją, prawda? Cordelię? Przychodziła czasem do Valiatora. Co właściwie tam robiła? - nagle poczuł, że narasta w nim wściekłość. Po co ona tam chodziła. - Próbowałeś zrobić z niej jedną ze swoich dziwek? - warknął pytająco i podszedł krok w stronę Fransa.



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Nie Lip 14, 2013 11:37 pm

Uśmiechnął się szybko, sztucznie, jak gdyby to miała być jego odpowiedź na „odchodzenie od zmysłów” tego stojącego przed nim młodzieńca. Właśnie dlatego starał się nie zadurzać w żadnej kobiecie. Wystarczyło mu, że z jedną ożenił się z przymusu, a ta porzuciła go pomimo dużej ilości pieniędzy dla jakiegoś w gorącej wodzie kąpanego gościa z któregoś tam dystryktu. Teraz pewnie cieszyła się z tego, że jej nowy-stary ukochany ciepło siedział w Kapitolu, w Dzielnicy Rebeliantów, a on – Frans siedział zamknięty w KOLCu i bawił się cudzym kosztem. Mimo tego nigdy nie przysłano mu pozwu rozwodowego, a on także jakoś… nie kwapił się do tego by go złożyć.

Jednak zdecydowanie nie kochał swojej żony – o ile jeszcze żyła, gdzieś tam, nawet nie wiadomo gdzie. I jakoś trudno było mu się zakochać, chyba przez uprzedzenie. Jakoś najbardziej szanował prostytutki, bo te nie ukrywały swoich zamiarów wzbogacenia się. Być może dlatego otworzył burdel? Albo dla pokazania, że przynajmniej ¼ kobiet chce zaspokoić swoje seksualne rządze i jednocześnie coś na tym zarobić? Kto tam wie… Mimo wszelkich uprzedzeń pociągały go niektóre kobiety. Często dość krótko i całe zauroczenie kończyło się po dwóch zdaniach wypowiedzianych przez przypadkową pannicę lub panią.

A co z panną Snow? Nie wiedział. Póty co traktował ją jak pracownicę i bawił się jej pseudo-zalotami, bardziej odważnymi posunięciami. Ale coś tu drgnęło. Mógł się powstrzymać z tą obietnicą na dworcu, może nie miałby kłopotów z przyzwyczajeniem się do tego, że Cordelia może być tą jedną z wielu, którzy zginą na arenie. Może.

Ponoć ból pozwala człowiekowi poczuć, że się żyje – skwitował stwierdzenie chłopaka. Zaraz jednak zmarszczył czoło, wykrzywił twarz w czystym, aczkolwiek nieco teatralnym niezadowoleniu. – Emocje? Emocje? - Zaświergotał nieco kpiąco, cytując jedną ze swoich małych kuzynek. – Zbyt dużo w sobie trzymasz złości, synu – mruknął, zapalając papierosa. Nie chciał dać się ponieść emocjom tak jak Max. Nie. To by było zbyt… nieprofesjonalne ze strony takie biznesmena jak on. – Aczkolwiek gdybym był panną Snow, to przywaliłbym ci prosto w facjatę – dodał, dmuchając dymem prosto w twarz chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1946-benjamin-levitt#24652
http://panem.forumpl.net/t383-benio-ktory-nie-wie-ze-jest-beniem
http://panem.forumpl.net/t889-beniowy
Wiek : 19 lat
Zawód : nauczyciel

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 12:59 pm

Biedny Benio, gdyby wiedział co jego dziewczyna wyprawiała kiedy Ben nie widział. Choć w sumie nie był sam święty. Chociażby dziewczyna ze snów w której był na dziwaczny sposób zakochany. No i Jasmine. Tamto spotkanie raz po raz wracało w jego myślach. Więc chyba nie miał prawa się denerwować. Ale naturalnym było, że facet był zazdrosny o swoją dziewczynę nawet jeśli jej nie kochał, prawda?
Frans wkurzał go coraz bardziej. Z tym swoim spokojem i pseudofilozoficzną gadką o niczym. Ból pozwala poczuć, że się żyje, bla bla bla. Drażnienie kogoś kto i tak już jest rozdrażniony może się źle skończyć. A Ben choć był tym spokojniejszym z bliźniaków Levitt, to teraz o tym nie wiedział i był Maxem, a Maxio był ciut bardziej narwany od swojego zapomnianego wcielenia.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie. - zacisnął zęby. Dłoń w kieszeni płaszcza uformowała się w pięść - I to nie Twoja broszka co zrobiłaby Cordelia. - może i by go uderzyła, kto wie, za te słowa, ale Ben w tym momencie miał to gdzieś. Bardziej go interesowało co dziewczyna robiła w Valiatorze. Aż żałował, że jej nigdy o to nie spytał. Frans jako "dobry kolega" mógłby przestać się wygłupiać i powiedzieć Maxowi co i jak. Ale najwyraźniej dręczenie chłopczyny sprawiało mu jakiś sadystyczny rodzaj satysfakcji. A może nie mówił, bo wtedy faktycznie skończyłby ze złamanym nosem? Może coś miał do małej, słodkiej Cordi?



Benjamin Levitt - Max Stone



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1955-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t3422-relacje-fransa
http://panem.forumpl.net/t1264-frans-lyytikainen
http://panem.forumpl.net/t853-frans-violator
http://panem.forumpl.net/f68-violator
Wiek : 34
Zawód : właściciel VIolatora, sutener
Przy sobie : Dowód, faje, zapalniczka, zezwolenie na broń, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, zdobiony sztylet, latarka, scyzoryk, gaz pieprzowy
Znaki szczególne : Niewyspana, zmęczona morda, która chce ci wpierdolić

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   Pon Lip 15, 2013 3:27 pm

Zazdrosny o dziewczynę, której nie kochał? Był w tym jakiś sens? Chociaż, Frans pewnie nie był lepszy. Z tym, że on nie potrafił przyznać się samemu sobie, że może być w kimś zakochany i nieświadomie bywał bardzo… protekcjonalny. Czasem aż nazbyt.

Teraz jednak nie rozumiał złości Maxa. Po co tyle złości? Czy Cordelia sprzedawała swoje ciało? Nie, nie u niego i Frans miał prawo podejrzewać, że dziewczyna nigdy by się do tego nie dopuściła. Może dość często wymieniali między sobą jakieś zboczone podteksty, ale do niczego nie doszło, a ona także miała jakieś hamulce, prawda? Czy może ich nie miała?

Przyglądał się chłopakowi, coraz bardziej marszczył czoło z kompletnego niezrozumienia zachowania Maxa i… i co tu więcej mówić, po prostu nie potrafił zapanować nad swoją mimiką. Najwyraźniej trochę sadystycznie bawił się uczuciami tego-tam-jak-mu-było, b o nie miał nic innego do roboty, bo ten facet aż nazbyt sztucznie podkreślał miłość do panny Snow i przez to Frans śmiał wątpić, że jest zupełnie odwrotnie niż w opowiadanej bajce.

Chudzielec westchnął ciężko, przetarł swoje oczy, jak gdyby zmęczony słowami chłopaka, aż w końcu wymruczał:

Kompletnie ciebie nie rozumiem – tu przerwał, przymknął na chwilę oczy. Chwilę zajęło mu zebranie myśli. – Najpierw bronisz dobrego imienia panny Snow, potem ją obrażasz i jeszcze domagasz się, żebym powiedział ci jakie stanowisko zajmowała w moim Violatorze. Skoro tak bardzo ją kochałeś, kochasz, nie ważne... i byliście lub jesteście parą, to dlaczego nie powiedziała ci o swoim zawodzie, hm?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Ruiny Pałacu Sprawiedliwości   

Powrót do góry Go down
 

Ruiny Pałacu Sprawiedliwości

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 13Idź do strony : 1, 2, 3 ... 11, 12, 13  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Getto-