IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Nicky & Hugh

 

 Nicky & Hugh

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Nicky & Hugh   Pon Paź 12, 2015 6:29 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Paź 13, 2015 9:23 pm

[druga połowa marca 2284]

<3
Ponad dwa miesiące, tyle minęło od chwili w której pośpiesznie opuszczaliśmy Kapitol kierując się w zupełnie innym kierunku niż większość ludzi. Oddalaliśmy się od centrum, porzucaliśmy okazje do świętowania, uciekaliśmy korzystając z możliwie ostatniej okazji by opuścić stolice niezauważeni. W końcu był Sylwester, w końcu mury getta miały być zburzone! Tego dnia oczy Strażników Pokoju wyjątkowo nie były skupione na poszukiwaniach ludzi niebezpiecznych, przestępców którymi byliśmy i my. Ponad dwa miesiące nieustannej tułaczki, nie zagrzewania nigdzie miejsca na dłużej, marźnięcia w mroźne dni i wieczory, które doprowadziły nas właśnie tutaj. Nad skryte w mroku późnego już wieczoru wody przybrzeżne w Czwórce.
Najgorsze zimno zdążyło ustąpić, od blisko dwóch tygodni nie było żadnego śniegu, mogliśmy więc wreszcie cieszyć się z tego co mamy. Czerpać wątpliwą dla reszty świata przyjemność z małych rzeczy, skupiać się na innych szczegółach niż nieustająca ucieczka.
Pasek od aparatu ciążył mi już trochę na szyi, mimo to byłam zadowolona. Było mi chłodno, ale chłodno w ten przyjemny sposób, w który wiatr, nawet ten gwałtowniejszy, otula ciało tak bardzo złaknione świeżości. W końcu po całym dniu spędzonym w dusznym pomieszczeniu nawet zimne powiewy  stawały się czymś przyjemnym. A już w szczególności, gdy był przy tym jeszcze tak orzeźwiający, roznoszący wokół słonawy zapach morza i woń wodorostów. Nie mogłam marudzić na ten wieczór, nie wtedy, gdy mogłam spędzić go w tak przyjemny sposób.
- Chciałabym trafić tutaj latem - odezwałam się w końcu, zerkając w stronę mojego towarzysza i uśmiechając się do niego delikatnie, by następnie krótko rozejrzeć się po plaży. Ciemność utrudniała mi dostrzeżenie detali czy też elementów trochę od nas oddalonych, jednak to nie przeszkadzało mi w wysnuciu jednego wniosku. To miejsce było ładniejsze niż Kapitol, o wiele przyjemniejsze, mimo iż życie tutaj musiało być trudniejsze bez wszystkich znanych nam ze stolicy wygód. Teraz rozumiałam czemu ludzie tak chętnie odwiedzają ten dystrykt. - Kąpać się w wodzie, chodzić boso po piasku, robić wszystkie te rzeczy, którzy robi się nad morzem - dodałam z wyczuwalnym cieniem nostalgii w głosie.
Chciałabym kiedykolwiek jeszcze mieć możliwość zachowania się jak prawdziwy turysta, wolny i nie obawiający się, że w którymś momencie napatoczy się na osobę, która może rozpoznać jego twarz. I wydać go władzom. Ale tego nie powiedziałam już na głos, przecież i tak obydwoje byliśmy świadomi nałożonych na nas ograniczeń, konsekwencji naszych działań. Niemal na każdym kroku rzeczywistość nam o tym przypominała zmuszając nas do oglądania się przez ramię i nie pozwalając by takie spacery jak ten odbywały się w ciągu dnia.
Ponownie spojrzałam w stronę wody, ciemnej toni, która musiała być teraz tak bardzo lodowata. A jednocześnie tak mocno kusiła swoim spokojem. Wahałam się tylko przez chwilę, nim wyciągnęłam rękę by złapać dłoń Hugh i zatrzymać go obracając się tak by stanąć mu na drodze i wbić w jego oczy prowokujące, a jednocześnie podekscytowane spojrzenie. To była jedna z nielicznych sytuacji, w których mogliśmy cieszyć się taką swobodą, czemu z tego nie korzystać?
- Chcesz zrobić coś szalonego? - zapytałam zatem rozbawionym głosem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Sro Paź 14, 2015 12:16 am

Nie chciał patrzeć w tył. Kiedy szedł przed siebie, myślał jedynie o tym, co ukazuje mu się przed oczami, aby powstrzymać usilną chęć zawrócenia, obejrzenia się przez ramię i jeszcze na chwilę zatrzymania się przed tym, co powoli chowało się za horyzontem.
Gdyby szedł sam, byłoby o wiele trudnej.
Na szczęście nie musiał. Nie zniósłby kolejnych dni milczenia, ciszy i pustki, otaczających go od rana do wieczora. Nie potrafiłby stawiać kolejnych kroków, chwiejąc się na słabych nogach i nie mając nikogo, na kim mógłby się wesprzeć.
To zaskakujące, jak wielkie tragedie potrafią zbliżać do siebie ludzi. Nic tak nie jednoczy jak wspólnie przeżywany ból i zrozumienie, choć Hugh zdecydowanie wolałby uniknąć tego wszystkiego, co doprowadziło ich do miejsca, w którym znaleźli się dwa miesiące później.
Kto by pomyślał, że jeszcze kiedyś tam wróci. Dawno temu, tak dawno, że jakiekolwiek wspomnienie z tamtego okresu wydawało się jedynie nierealną historią, bajką na dobranoc, przemierzał te same ziemie, błądząc w nieznanym, niczym ślepiec wyciągając przed siebie dłonie i szukając bezpiecznego kierunku, w którym mógłby się udać. Jakiegokolwiek punktu zaczepienia, który pozwoliłby mu nie utonąć na powierzchni, trzymać głowę w górze i oddychać tak długo, jak tylko to będzie możliwe. Oddychać i żyć.
Powrót nie był bolesny. Oglądanie tych krajobrazów, które już kiedyś miał przed oczami, podążanie ścieżkami, na których kiedyś stawiał już stopy, nie wywoływała prawdziwych emocji. To rzeczy, które zostawił w tyle, te, za którymi starał się nie oglądać oraz ludzie, których odnalazł i stracił w tak krótkim czasie sprawiali, że jego serce łamało się na miliony kawałków z kolejnym kilometrem, który oddalał go epicentrum wydarzeń ostatniego okresu.
Kapitol znów stał się miejscem dla niego nieprzyjaznym, pokazując mu dostatecznie wyraźnie, gdzie znajduje się jego miejsce. W końcu był obcym, człowiekiem, który wtargnął na zupełnie obcą ziemię, pragnąc życia, o którym słyszał tak wiele historii. Teraz mógł opowiadać własne. Pokazywać każdemu, kto chciał go wysłuchać, prawdę o miejscu, z którego przybywa i o ludziach, których tam spotkał. Choć z czasem zaczął odnosić wrażenie, iż w tym przypadku prawda staje się prawdziwie pojęciem względnym.
Jego nogi wydawały się takie ciężkie. Jego ramiona nie potrafiły czasami udźwignąć już ciężaru tego, co spoczęło na jego barkach, a mimo to parł przed siebie, niezniechęcony słabościami, pragnąc uwolnić się spod jarzma własnych uczuć i wspomnień, które krępowały jego myśli, pozbawiały oddechu i próbowały zepchnąć w ciemną otchłań, z której nie było ucieczki.
To wszystko już przeżył, wiedział, jak wygląda życie tam w dole i nie zamierzał pozwolić sobie na przeżycie tego na nowo. Tym razem wszystko miało wyglądać inaczej i chociaż nie miał pewności, jak długo jeszcze wytrzyma, zanim i w nim coś pęknie. Trzymał się w ryzach dla Nicole, ponieważ kiedy ona traciła grunt pod stopami to on był tym, który chronił ją przed upadkiem. Ponieważ nie było już nikogo innego, kto mógłby to zrobić. Ponieważ byli tylko we dwoje, daleko od domu, chwytając się każdej możliwej szansy na spokojne spędzenie nocy, na zjedzenie ciepłego posiłku i chociażby chwilową ucieczkę myślami od tego wszystkiego, co sprawiło, że oba ich światy po części legły w gruzach i złączyły się ze sobą tak mocno i niemalże nierozłączalnie. Chociaż mogło wydawać się, że to on stanowi kręgosłup tego dziwnego duetu, bez niej na pewno nie dałby rady. Czuł siłę w samej jej obecności, potrafił funkcjonować dzięki świadomości, że jest obok niego i stanowi wsparcie, gdyby naprawdę go potrzebował. Chciał ją chronić, nie tylko przez wzgląd na Malcolma, do którego nigdy tak naprawdę nie miał okazji się zbliżyć, ale przez samego siebie i fakt, że w ciągu tych dwóch miesięcy stali się kimś więcej, niż jedynie dwóją ludzi, która w swoim towarzystwie czuła się wyjątkowo dobrze, którzy pływali w kapitolińskiej rzece czy upijali w bunkrze Kolczatki. Mieli już tylko siebie, jedyne prawdziwe twarze wokół tych wszystkich masek, którym ciężko było zaufać mając świadomość, że wystarczy jeden błąd, chwila nieuwagi, aby wszystko to, o co tak bardzo walczyli, runęło w gruzach.
Szum fal był czymś, czego nie słyszał od bardzo dawna. Był także tym, czego nie spodziewał się doświadczyć jeszcze pół roku temu żyjąc przekonaniem, że resztę swojego życia spędzi w Kapitolu, starając się przeżyć kolejny dzień w natłoku pracy i codzienności. Jeszcze jakiś czas temu miał wrażenie, że w jego życiu nie wydarzy się nic godne zapisania się na kartach historii.
A jednak, wpatrywał się w morze i zastanawiając się nad tym, jak daleko sięga jego bezkres. Czuł powiew chłodnego, marcowego wiatru na twarzy i myślał o tym, że ten sam wiatr zawędruje kiedyś do Kapitolu, zatańczy w ciemnych włosach dziewczyny idącej ulicą miasta i być może, ale tylko być może, przypomni jej o nim, człowieku, który jak cień pojawił się na chwilę, aby następnie bez słowa zniknąć na dobre.
- Jeszcze nic straconego – powiedział cicho zamyślonym głosem w odpowiedzi na słowa Nicole, odwzajemniając jej uśmiech. Kto wie, gdzie będą za parę miesięcy, co będą robić i o czym myśleć. Los może rzucić ich w miejsca, w których nigdy nie spodziewali się znaleźć. Być może jeszcze kiedyś będą szczęśliwi w przytulnych domach, wspominając przy kominku historie ze wszystkiego, co ich spotkało. A może nie będą mieli takiej okazji, może zamiotą to wszystko pod dywan i zaczną żyć tak, jakby nic się nie wydarzyło.
Kiedy dziewczyna złapała go za rękę, zastępując mu drogę, spojrzał na nią pytająco ciesząc się jednak z uśmiechu, który wstąpił na jej twarz. Radował go każdy moment, w którym potrafili się jeszcze cieszyć, doceniać te drobne szczegóły, które dla przeciętnych mieszkańców wydawały się zwykłe i nudne. W natłoku tego wszystkiego znajdowali chwilę, aby zupełnie wyłączyć rozsądek, odrzucić od siebie przykrości codzienności i uciec w zupełnie inny, abstrakcyjny świat.
- Z tobą zawsze – odpowiedział rozbawiony, uśmiechając się szerzej, mając świadomość, że obecna chwila może być jedną z najlepszych w jego życiu. Bez względu na to, ile ich jeszcze pozostało.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Sro Paź 14, 2015 6:57 pm

Nasze życie ostatnimi czasami nie było łatwe, choć sprowadzało się do kilku prosty zasad ich urzeczywistnienie wiązało sie ze zbyt wieloma ograniczeniami, zbyt często przynosiło więcej smutku niż powodu do radości. A przecież i tak nieśliśmy ze sobą spory bagaż emocji, taszczyliśmy go aż od Kapitolu próbując udawać, że nasze światy wcale się właśnie nie posypały, że możemy trwać, kiedy rujnuje się wszystko co było dla nas najważniejsze. Staraliśmy się trzymać, obydwoje, widziałam to doskonale, przecież nie tylko ja unosiłam głowę do góry, choć miałam wielką ochotę się poddać, nie tylko ja starałam się uczepiać drobnych chwil szukając w nich zapomnienia.
To, że Hugh był tutaj ze mną było dla mnie wielkim pocieszeniem, nie wyobrażałam sobie całej tej podróży bez niego, ani na samym jej początku, ani tym bardziej teraz, kiedy stał się dla mnie nieodłączną częścią mojego otoczenia. Co prawda na początku nie było tego w planach, miałam po prostu wyjechać nie oglądając się za siebie, jednak nie zrobiłam temu. Wcześniej wmawiałam sobie, że chodziło o troskę, że chciałam zapewnić przyjacielowi bezpieczeństwo, wiedząc, że prędzej czy później zostanie ono zachwiane. W końcu Kolczatka się rozpadała, Ci którzy chronili się w murach jej siedziby nie byli bezpieczni. Dlatego też jadąc po niego byłam przekonana, że robię to nie dla siebie, ale dla Randalla, a właściwie obydwu Randallów, tego który był moim partnerem i zmuszony został by zniknąć mojego życia oraz tego, który był jego bratem, moim aktualnym towarzyszem. Prawda była jednak zupełnie inna, nie pojawiłam się w murach Kolczatki wiedziona współczuciem, zagnała mnie tam egoistyczna potrzeba zachowania w swoim życiu choć jednej bliskiej mi osoby.
Swój egoizm uświadomiłam sobie dopiero wtedy, gdy było już za późno by cofnąć to działanie. Nie było dla nas drogi powrotnej, nie wtedy, gdy w mieście zaczęła się dzika i skuteczna nagonka na członków Kolczatki, a życie uciekinierów na jakiś czas stało się tak trudne. Nie mogłam naprawić błędu, nie mogłam zrobić niczego by tęsknota za tą jedyną kobietą tak go nie przytłaczała. Jedynym pocieszeniem w tym momencie był dla mnie fakt, iż rzeczywiście mogłam ocalić go przed schwytaniem. A czy to nie było lepsze? Rozstanie, nawet bez szansy na pożegnanie, ale z możliwością zobaczenia się za jakiś czas, parę miesięcy, nawet lat, niż bycie złapanym, wtrącenie do więzienia i trwanie gdzieś blisko tej osoby, jednak będąc świadomym jak bardzo rozeszły się drogi ich życia?
Odtrąciłam od siebie te rozmyślania zamiast tego skupiając się na rzeczywistości. Bo przecież o to chodziło, żyć, trwać, iść do przodu i nie oglądać się za ramię, nie pozwolić by to co było nas zniszczyło. Liczyło się tylko teraz. A ten moment wcale nie był taki zły. Właściwie, pierwszy raz od chwili, w której opuściliśmy Kapitol czułam się tak swobodnie. Mimo iż często zdarzało nam się doszukiwać jakichkolwiek powodów do uśmiechu, drobnych szczegółów, które sprawiały nam przyjemność, dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Miałam świadomość, że tej nocy możemy liczyć na ciepłe miejsce do snu, że czeka na nas kolacja, a nieużywany od dłuższego czasu laptop i telefon wreszcie są podłączone pod prąd i ładują się podczas naszej nieobecności. Nie czułam silnej presji ani nacisku czasu, nie obawiałam się o to co będzie, jedynie spacerowałam po plaży chłonąc wszystko co nowe i cudownie odświeżające. Mogłam się cieszyć, mogłam szaleć, mogłam żyć i odetchnąć niemal pełną piersią. A tak bardzo za tym tęskniłam.
Pozwoliłam więc by to uczucie zawładnęło mną, by swoboda choć na chwilę uderzyła mi do głowy, a palce mojej ręki zacisnęły się na dłoni Hugh, gdy tak entuzjastycznie się do niego uśmiechałam. Przecież nie mogliśmy cały czas być ponurzy, nie mogliśmy tylko trwać, czasem trzeba było naprawdę żyć. A co lepiej o tym przypominało niż drobne szaleństwa?
Uśmiechnęłam się szeroko, gdy tylko przyjaciel zgodził się na drobną ofertę, by następnie na chwilę jeszcze zerknąć w stronę morza. Może i Hugh miał racje, może jeszcze nic straconego nie było, może kiedyś tu wrócę, bądź wrócimy razem, ale nie chciałam tracić tej okazji, którą teraz mieliśmy. Chwili małego zapomnienia, dla innych ledwo głupoty, dla nas - po tych tygodniach włóczęgi - czegoś niemal symbolicznego.
- Wyskakuj z butów - rzuciłam wesoło, gdy ponownie odwróciłam wzrok i wbiłam spojrzenie w jego oczy. Byłam niemal pewna, że wyglądam przy tym jak małe dziecko, któremu rodzic pozwolił jeść lody w środku zimy, tak niedopasowana do otoczenia mała przyjemność musiała wywoływać konkretne stany.
Uścisnęłam jego dłoń jeszcze raz po czym puściłam ją i cofnęłam się, by następnie klapnąć na piasku i zająć się rozsznurowaniem cholewek, a gdy tylko to mi się udało ściągnąć buty oraz skarpetki i ruszyć w stronę wody.
- Chodź - zawołałam jeszcze w stronę mężczyzny, wyciągając w jego kierunku rękę, a potem zaśmiałam się wesoło. Na razie nie zamoczyłam jeszcze stóp czekając na towarzysza. Jak szaleć to tylko razem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Pią Paź 16, 2015 8:15 pm

Czasami najlepszą drogą ucieczki od brutalnej rzeczywistości jest zapomnienie. Zamknięcie tych szufladek w swojej głowie, które zawierają w sobie najbardziej bolesne wspomnienia. Czasami, kiedy nie ma już sił, aby targać ze sobą bagaż tego wszystkiego, każdej nocy kładąc się spać z wciąż nawracającymi obrazami z przeszłości, jedynym wyjściem jest odciąć się od tego, co było i po prostu ruszyć do przodu.
Jednak między tym, co powinno się zrobić, a tym, co istnieje naprawdę, różnica jest niczym potężna przepaść, którą nie tak łatwo przeskoczyć, nie narażając przy tym swojego życia i zdrowia. Zdrowy rozsądek walczy z najgłębszymi pragnieniami serca i w większości przypadków przegrywa, ponieważ nie ma siły potężniejszej niż szczere uczucia.
Hugh miał okazję wypróbować to wszystko na własnej skórze. Wieloma sposobami dążył do osiągnięcia stanu błogiej pustki w umyśle, kiedy to nie pozostałoby mu nic innego niż skupić się na teraźniejszości. Części tych sposobów żałował wiedząc, iż nie przyniosły one pożądanego efektu. Jednocześnie miał jednak świadomość, że to nie w metodyce tkwił problem, a w nim samym.
Ponieważ nigdy nie chciał zapomnieć. To, co rujnowało go najbardziej i najboleśniej, było jednocześnie tym, co utrzymywało go przy życiu i sprawiało, że udawało mu się przetrwać do kolejnego dnia. Wciąż jednak próbował, ślepo wierząc, że kiedyś uda mu się stanąć na nogi jako zupełnie nowy człowiek, nie musząc już więcej oglądać się w tył i zatrzymywać za każdym razem, gdy popełnione błędy i utracone wspomnienia chwytały go za rękę i ciągnęły w przeciwną stronę, ponownie na samo dno.
Kiedy więc opuszczał Kapitol, w pośpiechu myśląc jedynie o tym, jak wielkim tchórzostwem się wykazuje, ratując tylko siebie gdy cały statek tonął, nawet nie próbował obiecywać samemu sobie, że będzie się starał zapomnieć. Tym razem miało być inaczej, to właśnie chęć zmiany na lepsze, przeczekania największego sztormu i ponownego powrotu motywowała go do tego, aby spakować podręczną torbę, zabrać trochę zapasów i podążyć za Nicole w nieznane, skupiając swój wzrok na przyszłości, z którą miał nadzieję jeszcze się zetrzeć. Był jak ptak, który na zimę emigrował do ciepłych krajów, aby po jakimś czasie ponownie powrócić do domu, zwiedzić miejsca, które były mu tak dobrze znane i spędzić czas na efektywnej pracy, która miała przynieść odświeżenie i zupełnie nowe spojrzenie na świat.
Głęboko wierzył, że wróci, że będzie miał szansę iść dalej, mając za sobą jedynie kolejne dni, tygodnie czy nawet miesiące nabywania doświadczeń, głębokich przemyśleń nad samym sobą i uczenia się odnajdywania światła w najciemniejszym z tuneli. Patrząc w lustro nie chciał już widzieć pesymisty, który postrzega świat w odcieniach szarości. Ten złożony był z czerni i bieli i tylko od ludzi na nim żyjących zależało, który z kolorów wybiorą za ten dający im szczęście.
Nie mógł powiedzieć, że nie spodziewał się tego, co miało nadejść. Wszystkie znaki na niebie i ziemi zwiastowały, że w przeciągu najbliższego czasu światy wielu osób wywrócą się do góry nogami. On sam jednak czekał spokojnie na rozwój wypadków, słuchając informacji płynących ze stolicy i starając się cieszyć chwilami, które dały mu dane, nie zamierzają wybiegać myślami za daleko w przyszłość, bojąc się przegapić jakąkolwiek sekundę, słowo czy dotyk dłoni. Musiał mieć co pamiętać, gdyby ponownie miał to wszystko utracić. Gdyby tak jak jego brat trafił do więzienia, a jego jedynymi kompanami byłyby szare ściany, chciał mieć wspomnienia, do których mógł się uśmiechać. Ponieważ nie zamierzał odchodzić, planował zostać do końca, cokolwiek miałoby się wydarzyć. Był zmęczony uciekaniem, miał dość krycia się niczym szczur w kanałach i choć wiedział, że takie podejście liczyło się utratą najważniejszego aspektu jego żywota, nie chciał rezygnować. W imię czego? Kolejnych miesięcy bezcelowej tułaczki, chowania twarzy w cień i zastanawiania się, czy któreś z obserwujących go oczu nie sprawią, że za kilka dni będzie już martwy?
Kiedy jednak Nicole stanęła przed nim tamtego dnia mówiąc, że wyjeżdżają, jego odpowiedź była zupełnie inna, choć nie mógł powiedzieć, że podjął ją bez wahania. Sprzeczne emocje toczyły w nim walkę o to, co kocha i pierwszy raz w życiu żadna odpowiedź nie wydawała się słuszna. Kiedy jednak powiedział to krótkie słowo wiedział, że musi się pożegnać i zrobił to w najboleśniejszy sposób, w jaki potrafił. Dając nadzieję, która na następny dzień miała podążyć w ślad za nim.
Gdy myślał o konsekwencjach jego nieustającej obecności w mieście, w którym każdy stawiany krok mógł być jego ostatnim, o tym, jak odbiłoby się to na ludziach, których kochał, wiedział, że musi zniknąć i w duchu dziękował dziewczynie za to, że nie postanowiła go jednak zostawić. Nigdy więc nie obwiniał jej o obudzenie go z pięknego snu, ponieważ wiedział, że życie nie było bajką. Nie zamierzał popadać ze skrajności w skrajność, skacząc między rujnującym spojrzeniem na świat a tym, które pozwalało mu tylko na chwilę poczuć się tak, jakby wszelkie problemy zniknęły. Dla niego nie było już normalnego życia. Wiele razy stawiał na sobie krzyżyk i to w końcu musiało się na nim odbić.
Czwórka pokazała mu jednak, że wciąż może walczyć o te drobne momenty zapomnienia, które nie wiązały się z porzuceniem wspomnień o wszystkim, co było w jego życiu wspaniałe. Zasługiwał na to, aby być jeszcze szczęśliwym, gdziekolwiek by się nie znalazł, dlatego właśnie z każdą kolejną sekundą na jego twarzy pojawiał się szeroki i jak najbardziej szczery uśmiech.
Roześmiał się krótko na słowa Nicole, przytrzymując przez chwilę jej spojrzenie. Nie potrafił stwierdzić, czy bardziej cieszy go fakt tego, co właśnie się działo czy tego, iż wyglądała ona na naprawdę szczęśliwą. Wiedział, że oboje głęboko przeżyli i doświadczyli tego, co wydarzyło się w Kapitolu, a aresztowanie Malcolma musiało odbić się echem i na niej, jednak wciąż się trzymała. Chociaż widział, jak czasem zdarzało jej się tracić kontrolę, wciąż stawała na nogi i takie chwile jak ta wywoływały w nim prawdziwą radość, która przejawiała się przyjemnym ciepłem rozlewającym się po całym jego ciele.
Bez zastanowienia poszedł w jej ślady, zdejmując buty, aby już po chwili cieszyć się uczuciem chłodnego piasku pod stopami. Mogli udawać, że nie są uciekinierami, że ich życia są takie same jak wszystkich tych ludzi dookoła. Pierwszy raz od kilku miesięcy mogli w pełni oddać się przyjemnościom, ponieważ na tą krótką chwilę nie było żadnych granic ani żadnych ograniczeń.
Dołączył do Nicole, po chwili czując przejmujące uczucie chłodu spowodowane zimną wodą, która moczyła ich stopy. Nie zwracał jednak na to uwagi, nic innego nie miało znaczenia poza radością, która wypełniała go całego. Spojrzał z uśmiechem na Kendith, wciąż trzymając jej rękę i wchodząc coraz głębiej, aż nogawki jego spodni stawały się coraz bardziej mokre, a woda sięgała już niemalże do kolan.
- Mówiłem, że jeszcze nam się uda – powiedział wesoło, po czym schylił się i ochlapał dziewczynę wodą, śmiejąc się głośno. Był pewien, że ten dzień utkwi w ich pamięci na długo.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Czw Paź 22, 2015 7:08 pm

Chłód piasku, który w innych momentach byłby najpewniej czymś niemal odrzucającym tym razem wydawał mi się przyjemny. Zanurzyłam w nim stopy uśmiechając się radośnie, czekając aż Hugh w końcu stanie u mojego boku, rozkoszując się na razie nawet najdrobniejszymi bodźcami. Poruszyłam nieśmiało palcami patrząc jak drobne kryształki przesypują się między nimi kując niczym drobne igiełki lodu we wrażliwą skórę, by po chwili zacisnąć je i zanurzyć głębiej w jeszcze chłodniejsze partie. Po chwili pochyliłam się i złapałam piasek w garść, by następnie przyjrzeć się mu jak zafascynowane dziecko i chichocząc cicho wyrzucić w powietrze wszystko co miałam w dłoni i patrzeć jak wiatr unosi co lżejsze drobinki. Czułam się tak świeżo, tak wspaniale, mogąc oddać się drobnym przyjemnością, których nigdy nie miałam szansy doświadczyć, tak rześko odsuwając na bok rozsądek i nie przejmując się możliwymi konsekwencjami.
Uśmiechnęłam się szeroko i zacisnęłam palce na dłoni mężczyzny, gdy ten w końcu stanął koło mnie, by następnie wykonać ten krok do przodu razem z nim, tym razem przekraczając już linię wody. To jak zimna się okazała nie było dla mnie zaskoczeniem, jednak mimo iż byłam na to przygotowana i tak wzdrygnęłam się czując jakby ostre igły ponownie wbijają się w moją skórę, by po chwili parsknąć śmiechem i podążyć dalej za przyjacielem, pozwalając by przejmujące uczucie dosięgło ponad linię kolan. Nie przejmowałam się mokrymi ciuchami, choć chłodny wiatr miał mi zapewne dać w kość już chwilę po powrocie na ląd, nie przejmowałam się również tym jak bardzo zmarznięta będę po powrocie do tymczasowego mieszkania. W końcu - tym razem - czekały na nas ciepłe łóżka, ciepłe posiłki i naładowany laptop, na którym nadal miałam jakieś stare filmy.
Złapałam spojrzenie mężczyzny uśmiechając się jeszcze radośniej, gdy usłyszałam jego słowa. Udało się, udało się o wiele więcej niż mogłam sobie obiecywać w ciągu ostatnich dni. Bo choć dla postronnego obserwatora mogliśmy wyglądać jak wariaci głupio narażający się na przeziębienie jako konsekwencje przemoknięcia, dla mnie samej był to akt prawdziwej swobody. Takiej, która sprawiała, iż myśli na chwilę skoncentrowały się na czymś innym niż smutki, serce zabiło żywiej, a na duszy zrobiło się niesamowicie lekko. Wystarczyło przez chwilę być nieodpowiedzialnym.
Wystarczyło na chwilę być dzieckiem.
Widząc jak Hugh pochyla się na chwilę w stronę tafli spróbowałam się cofnąć puszczając w końcu jego dłoń, jednak byłam za wolna (a może tak naprawdę niech chciałam uniknąć tego co miało nastąpić), więc po chwili zimne krople opadły na moje ciało, na twarzy i dłoniach zostawiając po sobie chłodne szlaczki. Pisnęłam w odpowiedzi na ich szczypanie by po chwili ponownie zanieść się śmiechem, tak jak mój towarzysz i również pochylić się, zgarnąć dłońmi odrobinę wody i ochlapać stojącego przede mną mężczyznę.
- Masz szczęście, że aparat zostawiłam na brzegu - zawołałam z udawanym oburzeniem, by po chwili jeszcze raz go ochlapać, a następnie - nadal się śmiejąc - złapać go mocno za palce, podejść do niego i uściskać go mocno wolną ręką. - Powiedziałabym, że możemy jeszcze popływać, ale ten etap mamy już za sobą - zaśmiałam się w jego kurtę.
Luźne nawiązanie do czasów większej swobody, kiedy obydwoje mogliśmy jeszcze chodzić wolno po ulicach Kapitolu w tym momencie wcale nie wydawało mi się bolesne. Teraz było to jedynie miłe wspomnienie, pielęgnacja naszej przyjaźni, która ostatnimi czasy jeszcze bardziej się zacieśniła. Uśmiechnęłam się do niego ciepło i wspięłam się na palce, by pocałować go lekko w policzek.
- Dziękuję.
Ot, zwykłe słowa, a tyle przekazywało. Dziękuję za przyjaźń, dziękuję, że ze mną wyruszyłeś, dziękuję, że mi pomagasz i, że zapominasz ze mną chwilami o tym popieprzonym świecie. Cholera, było tak dużo rzeczy za które byłam wdzięczna Hugh.
Puściłam jego dłoń, po czym cofnęłam się odrobinę i wbiłam spojrzenie w horyzont. Było mi zimno, wiatr był bardziej dotkliwy przy mokrawych ciuchach, ale nie byłam pewna czy już chcę wracać.
- Masz na coś ochotę? - spytałam zatem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Sob Paź 24, 2015 7:34 pm

Chciałby położyć się teraz na piasku, zamknąć oczy i po prostu słuchać szumy fal obijających się o brzeg. Nie myśleć o niczym, wyłączyć swój umysł i egzystować, cieszyć się chwilą, tak jakby ona nigdy nie miała przeminąć. Mógłby udawać, że zostanie tam na zawsze, nie będzie się musiał chować ani uciekać, nie będzie się musiał martwić o własną przyszłość czy torturować wyrzutami sumienia. Nie byłoby już nic poza tym spokojnym i hipnotyzującym szumem fal, poza piszczącym głosem mew przerywających tą spokojną, błogą ciszę. Oddałby wszystko, aby móc właśnie tak spędzić resztę swojego życia, uwięziony w innym wymiarze, gdzie Igrzyska nigdy nie istniały, w którym nigdy nie musiał organizować zamachów i w którym nie było potrzeby, aby uciekał. Mógłby unosić co jakiś czas powieki, aby wpatrywać się w gwiaździste niebo nad jego głową. Miliony małych, świecących punkcików rozrzuconych po ciemnej przestrzeni niczym piegi na uśmiechniętej twarzy.
Gdyby tylko mógł to uczynić, nie zastanawiałby się za długo. Świat dookoła wydawał się zbyt przykry, zbyt bolesny, aby za nim zatęsknić. Ta plaża jednak, chłód piasku pod stopami, jego ziarenka przesypujące się między palcami i zimna woda wydawały się być poza czasem. Jakby wszystkie zegary stanęły w miejscu i pozwoliły im nacieszyć się tym, co mają. Ponieważ jutro, kiedy obudzą się rano, wszystko będzie inaczej. Powróci strach przed zdemaskowaniem, ucieczka jak najdalej od Kapitolu. Wszystkie zmartwienia, to, co pozornie zostawili za sobą niczym duch położy rękę na ich ramionach i podąży za nimi, za każdym razem przypominając o tym, co było.
Dlatego Hugh nie zamierzał myśleć o dniu jutrzejszym, skoro dzisiaj wciąż trwało. Było tu, żywe i namacalne, doświadczał je każdą komórką swojego ciała. Było wodą, wiatrem i niebem. Było Nicole, która uśmiechała się do niego radośnie. Szczerze mówiąc, nie myślał nawet o następnych sekundach, starając się jak najbardziej wykorzystać te, które działy się teraz. Nie obchodziło go, co stanie się z nimi gdy wrócą na ląd. Być może złapią przeziębienie, albo ktoś przez przypadek rozpozna twarze dwójki poszukiwanych. Cokolwiek przyjdzie później, nie miało większego znaczenia. W sytuacjach takich jak ta nauczył się szybko doceniać te drobne szczegóły, pozornie nieistotne fakty codzienności, które choć mogły wydawać się niezwykle dziecinne, jemu przynosiły największą, niemożliwą do opisania słowami radość.
Czuł, że żył. Pierwszy raz od dawna nie musiał udawać, nie był zmuszony o ukrywania tego, co czuje, ponieważ jego dusza chociaż na chwilę nie była przepełniona smutkiem i rozgoryczeniem. Brodził w wodzie z uśmiechem na ustach, z hipnotyzującym błyskiem w oku i pragnieniem przedłużenia tego wszystkiego do granic możliwości. Tak długo, aż będzie to możliwe, ponieważ naprawdę uwielbiał czuć się w ten sposób.
Przez te wszystkie dni mozolnej wędrówki zaczynał mieć dość samego siebie. Jego własne myśli go wykańczały, doprowadzały na skraj szaleństwa, gdy zostawał z nimi sam na sam i miał czas, aby przyjrzeć im się dokładniej. Nienawidził osoby, którą ponownie się stał. Już kiedyś przechodził ten okres, poczucie winy wyzierające mu dziurę w środku klatki piersiowej. Pustka, która sprawiała, że zaczynał wątpić w jakiekolwiek oznaki człowieczeństwa. Czuł się tak, jakby z każdym kolejnym dniem coś w nim umierało i w końcu miał zostać jedynie powłoką. Cieniem człowieka, którym był kiedyś. Los odebrał mu już wystarczająco dużo, aby teraz pozbawiać go zdrowego rozsądku i serca, jednak miał przykre wrażenie, że właśnie do tego dąży – do powolnej i bolesnej autodestrukcji. Jak długo mógł jeszcze wytrzymać tłumiąc to wszystko w sobie? Ile czasu da radę iść przed siebie z uniesioną wysoko głową i prostymi plecami, zanim niesiony na barkach ciężar zupełnie go przytłoczy i stanie się widzialny dla świata dookoła niego? Nie umiał powstrzymać tego procesu, nie tutaj, nie z dala od tego, co jeszcze jakiś czas temu stanowiło sens jego życia. Gdyby tylko wrócił, gdyby mógł odzyskać choć część tego, co tak bezczelnie porzucił, znów byłby choć częścią siebie, wybrakowaną ale działającą zabawką, podtrzymywaną przy życiu dzięki temu, że dziecko chciało się bawić. Dzięki miłości, którą włożyłoby w ulubiony przedmiot i tą dziecięcą zawziętość, oponującą przed wyrzuceniem starego już śmiecia.
Kiedy podążał śladami Nicole miał wrażenie, że coś się w nim odradza. Jakaś rana powoli się zrasta, ładuje baterię i nabiera siły na resztę. Nie tracił nadziei. Wciąż pozostawała szansa, że pośród szarej codzienności uda im się jeszcze przemycić trochę kolorów, zatracić w chwili i uciec jak najdalej od demonów przeszłości.
Krople zimnej, słonej wody, przesiąkały jego ubranie i wywoływały na skórze gęsią skórkę, nawet pomimo dość ciepłego odzienia, które miał na sobie. Był to jednak kolejna oznaka życia. Reakcja organizmu, krew płynąca w żyłach i przyspieszone bicie serca.
Zaśmiał się w odpowiedzi na jej słowa, a gdy podeszła aby go uściskać, objął ją lekko ramieniem. Nie mógł uwierzyć, kiedy te drobne gesty stały się dla nich tak naturalne. Kiedy wszelkie granice gdzieś się zatraciły, gdy przestali być jedynie dwójką znajomych, a stali się sobie tak bliscy jak rodzina. Czuł się niezwykle komfortowo w towarzystwie Nicole i mógł chyba z pewnością powiedzieć, że ona czuła to samo.
- Zawsze możemy to powtórzyć – zaśmiał się, przypominając sobie stare, dobre czasy. Czasy wolności. Ale czy teraz także nie byli wolni? Wyjęci spoza prawa byli tak naprawdę nieograniczeni. Mogli robić co im się żywnie podoba, ponieważ nic gorszego niż to, co zostało dla nich zaplanowane, nie może ich już czekać.
Mimo wszystko zdziwił się, kiedy nagle, delikatnie, pocałowała go w policzek. I choć początkowo nie wiedział, za co mu dziękuje, przecież to, że się tam znaleźli, nie było jego inicjatywą, szybko zrozumiał, że nie koniecznie chodziło jej tylko o dzisiejszy dzień. Nie odezwał się ani słowem, obserwując ją do czasu, aż nie odwróciła wzroku w stronę horyzontu. Podążył za nią, myśląc o świecie, który musiał istnieć gdzieś tam, za bezkresną przestrzenią oceanu i o tym, jak cudownie byłoby móc go kiedyś odkryć.
- Zależy co zaproponujesz – odpowiedział, uśmiechając się delikatnie na uczucie wiatru smagającego go delikatnie po twarzy – Jeśli jest ci zimno, możemy wyjść. Nie byłoby za dobrze złapać jakąś chorobę – dodał po chwili, zdając sobie sprawę, że i tak są już wystarczająco osłabieni. Nie znaczyło to jednak, że miał ochotę przerywać tą magiczną chwilę wracając do świata, który nie był ostatnio ich największym przyjacielem.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Sob Gru 03, 2016 12:53 am

huehuehue

Krok za krokiem był coraz bliżej. Kiedy ostatni raz znajdował się tak blisko? Oddychał powietrzem Kapitolu? Patrzył na wyrastające pod ciemnym niebem wieżowce? Czas zdawał się nie grać roli, gdy na jego dłoni nie spoczywał drogi zegarek, gdy ubrania nie reprezentowały sobą pierwszej świeżości, gdy rozkojarzony wzrok skakał z jednego punktu na drugi, nie potrafią się skupić, nie potrafiąc ogarnąć wszystkiego, co powoli rosło przed nim coraz większe, tak znajome, a jednak teraz wydające się tak bardzo wrogie.
Wracał do domu.
Nie, nie do domu. Nie było już domu. Dom przestał istnieć już dawno, zawalił się niczym domek z kart, znikł gdzieś w otchłani tych wszystkich wspomnień, które gromadziły się w jego głowie i które przez ostatnie dni z niezwykłą precyzją starał się rozbierać na części pierwsze, układać w swojej głowie chronologicznie, rozpamiętywać każdą sekundę swojego życia, która kiedyś wydawała mu się warta zapamiętania. A teraz, gdy już wyryła się w jego pamięci na stałe, pragnął jedynie zapomnieć o wszystkim, co kiedykolwiek się wydarzyło, o ludziach, których kiedykolwiek poznał, o wszystkim co zrobił i o wszystkim czego nie zrobił.
Znał ten stan tak dobrze, iż właśnie to wydawało się być jego domem. Poczucie bezradności, jakby ktoś nieustanie kopał go w twarz twardym butem, a on nie był w stanie się przed tym obronić. Jakby ktoś, raz po raz, wyrywał mu z piersi serce i ściskał boleśnie w dłoni, jakby był inną wersją Prometeusza, któremu za karę ptak dzień w dzień wyjadał wątrobę, powtarzając ciągle ten sam schemat. On zdawał się robić to samo, wracać do miejsca, w którym już był, które było tak znajome, że gdy to uczucie ogarnęło jego całego nawet nie mrugnął, wzruszając jedynie ramionami i witając niczym starego przyjaciela. Starego i, być może, jedynego, po całym tym czasie, który upłynął, po dniach? Tygodniach? Miesiącach? Ile czasu minęło, odkąd opuścił Kapitol? Uciekł od wszystkich problemów, nie pozostawiając za sobą ani jednego słowa, rozpływając się w nocy panującej poza granicami miasta. Zrobił coś, czego nie potrafił zrobić wcześniej, choć najwyraźniej nieskutecznie, skoro coś ciągnęło go w tamtą stronę i kazało zawrócić z obranego szlaku.
Choć tak naprawdę przez większość czasu jedynie szedł bez celu, patrząc w nocne niebo, obserwując zachodzące i wschodzące słońce, nie potrafiąc spać, ale jednocześnie mając problemy z utrzymaniem przytomności. Szedł, zastanawiając się nad tym, jakim cudem jego życie składało się w dużej mierze z szerokiego pasma niepowodzeń, ze złamanych serc i obrzydzenia człowiekiem, który spoglądał na niego z drugiej strony lustra. Czasem nie wierzył w to, że wciąż jeszcze stąpał na tej ziemi, nie mając tak naprawdę powodów, by dalej żyć. A jednak pozwalał sobie oddychać, oddawać się wszystkim emocjom, niczym film odtwarzając w pamięci wydarzenia ostatnich miesięcy czy lat, szukając czegokolwiek, choćby drobnej wskazówki na to, co powinien zrobić dalej. Gdzie się udać, aby w końcu odnaleźć spokój umysłu i duszy, których naprawę potrzebował.
Oprócz przerażającego rozgoryczenia, ziejącego z psutej dziury w jego klatce piersiowej, Hugh Randall miał w sobie również pełno gniewu, którego znamiona pozostały na jego zaczerwienionych i poranionych dłoniach, którymi w równomiernym, niemalże lunatycznym rytmie uderzał o ściany czy kamienie, byle poczuć cokolwiek, byle wyładować gromadzącą się w nim wściekłość, która zdawała się rozsadzać go od środka. Powoli zaczynało brakować mu słów aby określić to, jak się czuł, aby w chociażby jednym, krótkim wyrazie, ująć wszystko to, co działo się w jego głowie od chwili, w której po prostu opuścił Kapitol mając poczucie, iż musi uciec jak najdalej od wszystkiego, co wiązało się z tym miastem, od natłoku informacji, od sprzecznych emocji, od narastającego w nim obrzydzenia względem samego siebie.
Chaos wydawał się idealny, jedno dźwięczne słowo tańczące na koniuszku jego języka, 5 liter układających się w coś, czego tak naprawdę nie można było tak łatwo ogarnąć. Hugh zdawał się być jego władcą, ucieleśniać sobą ten nieporządek, nie tylko przez swój dość godny pożałowania wygląd, brudną koszulę i zaczerwienione oczy, ale przez ten pęd myśli, które zdawały się przyspieszać z każdym kolejnym krokiem przybliżającym go do granic miasta.
Coś w nim chyba zawsze miało go do siebie przypomnieć. Być może to krew ukochanej, która wsączyła się w kapitolińską ulicę. A może rodzina, którą w końcu udało mu się odnaleźć? A może w końcu wszystkie sekrety i niewypowiedziane na głos słowa, które pełzały między korytarzami i uliczkami, obijały się o ściany budynków, aby w końcu, w najbardziej zaskakującym momencie, dotrzeć i do niego, w ciągu jednej sekundy burząc wszystko to, co udało mu się zbudować.
Najgorsze w tym wszystkim było to, iż chyba naprawdę ją kochał, a przynajmniej tak mu się wydawało. Choć może jedynie pragnął wypełnić jej obecnością tą pustkę, której doświadczał już od dłuższego czasu. Najgorsze też było to, iż nie powinien jej kochać w sposób, w których kochał. I gdy wszystko to wydawało się tak bardzo złe, niepoprawne i nieodpowiednie, jednocześnie miał wrażenie, iż wszystko było dokładnie na miejscu i ta świadomość, że jego myśli wciąż powracały do tych ulotnych chwil gdy była tak blisko niego, do ciepła jej skóry i spojrzenia jej oczu, nie potrafiła dać mu spokoju. Koiła jego zszargane nerwy, jednocześnie rozbudzając w nim wściekłość, nad którą chyba nie potrafił już zapanować.
Nogi zdawały się same nieść go przed siebie, prowadzić przez opustoszałe wczesnym rankiem ulice miasta, które zdawało się być wymarłe, zupełnie tak jak wszystko w nim, usychające z każdą kolejną sekundą. Słońce jeszcze nie wyłoniło się zza horyzontu i cały świat przykryty był ciemnością, dającą złudne poczucie bezpieczeństwa i błogiej nieświadomości. Szedł między budynkami, czując się tak mały w obliczu wielkich, kamiennych budowli. Jak we śnie, mechanicznymi ruchami wspiął się po schodach i zatrzymał przed drzwiami mieszkania pozbawionymi numeru. Przez chwilę po prostu wpatrywał się w gładką fakturę drewna, w zdartą farbę dookoła dziurki od klucza, myśląc o tym, czy w środku zastanie osobę, którą pozostawił bez słowa jakiś czas temu. W końcu, po chwili, która dla niego zdawała się cała wiecznością, zacisnął dłoń na chłodnym metalu klamki, naciskając ją bez większych problemów, nie będąc zdziwionym, iż drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem, wpuszczając go do środka. Zrobił kilka kroków, może zbyt gwałtownie zatrzaskując za sobą drzwi i zatrzymując się w przedpokoju, czekając, aż rozchodzący się wciąż echem trzask w końcu ucichnie.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Sob Gru 03, 2016 4:53 pm

Drżałam z zimna okryta kilkoma warstwami koców, tępo wpatrzona w przestrzeń próbując się przekonać, że naprawdę potrzebuję snu. Udowodnić sobie, że wystarczy zamknąć oczy i odpłynąć w spokojną krainę, tą w której problemy nie istnieją, tą gdzie mój strach, ból i smutek ulotnią się zastąpione upragnioną przeze mnie swobodą i radością. Prawda była jednak taka, że nawet w objęciach Morfeusza nic by się nie zmieniło. Od tygodnia miałam problem ze snem, a wszystko przez emocje, które nawet na moment nie chciały dać mi wytchnienia. Dusiły mnie, odrywały od rzeczywistości wtedy, gdy tak kurczliwie próbowałam się jej trzymać. Choć ona sama w sobie też w żadnym stopniu nie niosła ukojenia, wręcz przeciwnie.
Przekręciłam się pod materiałem wbijając spojrzenie w ścianę, nucąc pod nosem starą znaną mi z dzieciństwa piosenkę. Próbowałam zagłuszyć myśli, zapomnieć o tym, że jedyne co chcę usłyszeć to spokojny oddech drugiej osoby dochodzący zza ściany. Zapomnieć o tym, że już od tygodnia nie usłyszałam go ani razu, o tym, że obawiałam się, że ten, kto powinien spać w pokoju obok mógł już nie żyć. Albo być w rękach rządu. Na jedno wychodziło.
Nuciłam uparcie zakopując się głębiej pod koce, zaciskając silnie powieki, udając przed samą siebie, że wcale się nie boję. Tego co zobaczę we śnie, tego co może się stać ze mną, kiedy będę spała. Wiedziałam, że budził mnie nawet najlżejszy szmer, a przy mojej ręce zawsze znajduje się załadowana broń, jednak fakt, że ktokolwiek mógłby mnie chociaż tutaj znaleźć... Wtedy straciłabym ostatnią rzecz, która została mi w tym miernym życiu, kryjówkę. Musiałabym się tułać, szukać czegoś równie bezpiecznego... wątpiłam jednak, że teraz gdziekolwiek poczuje się w taki sposób, nie kiedy byłam sama.
To nie tak, że poddałam się tym uczuciom od razu, dziwne otępienie i przytłoczenie złapało mnie dopiero po kilku dniach poświęconych próbom odnalezienia go. Dowiedzenia się, gdzie się rozpłynął tak nagle, bez słowa. Ciągnęłam za wszystkie sznurki które mi pozostały, szalałam, ryzykowałam odwiedzając miejsca, w których od dawna już nie powinnam się pojawiać, jednak wszystko spoczęło na marnym. A gdy wreszcie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie mogę nic zrobić by ściągnąć Hugh znowu do tej parodii domu poczułam się zupełnie bezwartościowa, bezsilna. A to sprawiło, że chciałam jedynie zaszyć się pod kołdrą i zasną, uciec od rzeczywistości. Ale nie umiałam.
W panującej w okolicy ciszy kroki na schodach usłyszałam na długo zanim dotarły one na piętro mieszkania, a panika, którą mną ogarnęła nie pozwoliła mi się początkowo ruszyć. Zamarłam, zaciskając palce na pistolecie, nasłuchując kolejnej, zbliżającej się już katastrofy. Byłam niczym mysz zagoniona w kąt przez kota, właśnie ziszczały się moje ostatnie koszmary, a ja potrafiłam jedynie drżeć, ogłuszona niemal biciem swojego serca, mimo to wyraźnie słysząc kroki stawiane na schodach. Kroki, które zatrzymały się przed moim mieszkaniem. A potem, po krótkiej chwili, drzwi zaskrzypiały, a po podłodze przebiegł chłodny powiew, który w końcu mnie ocucił. Jak najciszej to możliwe podniosłam się i na palcach ruszyłam w stronę przedpokoju wytężając wzrok w ciemności. Nie miałam dokąd uciec pozostało mi więc jedynie walczyć z kimś, kto mógł stanowić dla mnie zagrożenie, jedynie w ten sposób mogłam zachować to miejsce dla siebie. Zatrzymałam się przy ścianie i stałam tam oczekując, że ponownie usłyszę kroki, jednak wraz z dźwiękiem zatrzaskiwanych drzwi i one ucichły. Były tylko dwa oddechy, jedyna rzecz, która przerywała to milczenie.
Dopiero po paru chwilach udało mi się zmobilizować na tyle by wychylić się zza progu z uniesioną do góry bronią. Nie mówiłam niczego, nie chciałam uprzedzać o swojej obecności, nie chciałam tracić przewagi i możliwości oddania strzału, gdyby sytuacja okazała się groźna. Jednak bardzo szybko okazało się, że przed drzwiami stał ktoś kogo najmniej się spodziewałam. I przez kogo ostatnie parę dni zmieniło się w wydłużającą się torturę.
- Hugh - wyszeptałam patrząc na niego zaskoczona, a dłonie powoli opadły mi w dół. Cudem tylko nie wypuściłam z drżących palców pistoletu. - To ty - dodałam, po czym postąpiłam krok w jego stronę. Zszokowana, szczęśliwa, wściekła. Mieszanka emocji, która w tym momencie uderzyła mi do głowy była niesamowicie gwałtowna, nie do opanowania. I może właśnie dlatego zamiast zadziałać logiczniej, sprawdzić czy z nim wszystko w porządku, spytać co się z nim działo umiałam jedynie odłożyć pistolet, by następnie podejść do niego szybko i zanim zorientowałam się co robię rzucić mu się w ramiona. - To ty - powtórzyłam z ulgą.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Sob Gru 03, 2016 11:01 pm

Coś się zmieniło. W momencie, w którym mijał niemalże wymarłe budynki Dzielnicy Południowej, gdy wspinał się po schodach z towarzyszącym mu głuchym echem kroków odbijającym się od rozdartych ścian, kiedy chwytał za klamkę i przekraczał próg mieszkania dobrze wiedział, że coś się zmieniło. Nic nie było takie samo jak zanim opuścił mieszkanie i granice Kapitolu, podejmując jedną z najbardziej egoistycznych i prawdopodobnie nierozważnych decyzji w jego całym życiu. On nie był już taki sam. Czuł to w sposobie, w jaki krew pulsowała w jego żyłach, w natłoku myśli krążących mu po głowie, w biciu jego serca, które zdawało się zaskakująco spokojne, równomierne i… zupełnie obojętne. Obojętne na to, co wydarzy się za kilka sekund, na to, kogo zastanie w mieszkaniu, na to, czy następnego dnia rządowe wojsko zjawi się pod drzwiami z zamiarem jego aresztowania.
Jeszcze nigdy tak bardzo nie było mu wszystko jedno. Mógłby gnić w więzieniu aż do własnej śmierci i prawdopodobnie nawet by nie mrugnął dobrze wiedząc, że nie pozostawia za sobą niczego, za czym mógłby naprawdę tęsknić. Wszystko już dawno przepadło, przesypało mu się przez palce niczym piasek, wymykając się z jego rąk, w ciągu jednej, krótkiej chwili, stając się zupełnie nieosiągalne. Nawet nie próbował już zadawać sobie pytania dlaczego on?, dobrze wiedząc, iż przecież i tak nie uzyska na nie żadnej konkretnej odpowiedzi. Los zdecydowanie zdawał się mu nie sprzyjać.
Pustka, która po części zaczynała go już ogarniać, wydawała się chyba gorsza od bólu, którego doświadczał wcześniej. Wtedy przynajmniej czuł się człowiekiem, reagował w zrozumiały sposób na coś, na co przecież na dobrą sprawę nie miał w ogóle wpływu. Jednak w momencie, kiedy wszystkie te ludzkie emocje zaczynały z niego uchodzić i pozostawała w nim jedynie pustka wymieszana z niemożliwą do powstrzymania wściekłością, umierała w nim pewna cząstka człowieczeństwa. Zupełnie tak, jakby zostawił ją gdzieś daleko za sobą i postanawiając wrócić do miasta zapomniał ją zabrać. I, co więcej, nie zamierzał się po nią cofać, mając poczucie, iż w ten sposób jakoś udawało mu się zachować zdrowe zmysły. Choć, oczywiście, było to naprawdę względne pojęcie, ponieważ zdrowy rozsądek chyba też udało mu się po drodze zgubić.
Popełnił błąd. Przekonał się o tym w chwili, w której stanął w przedpokoju mieszkania, patrząc na zniszczone ściany i panujący wewnątrz półmrok, gdy usłyszał trzask drzwi za nim i czekał, aż odgłos ucichnie, roznosząc się głuchym echem po całym pomieszczeniu. Popełnił błąd wracając, ponieważ nie do końca był pewien, czy potrafił być jeszcze sobą, osobą, której wspomnienie pozostawił za sobą, gdy zniknął zupełnie bez śladu.
Wydawało mu się, iż odkąd ostatni raz był w tym mieszkaniu minęły całe miesiące, jednak dobrze wiedział, iż nie było go wcale tak długo. Miał jednak luki w pamięci, niektóre dni zdawały się zlewać ze sobą w jeden ciąg zdarzeń przeplatanych białymi plamami czy przytłumionymi głosami zupełnie obcych ludzi, których spotkał gdzieś po drodze. Hugh miał świadomość, że sam był sobie winien, ale bynajmniej nie żałował. Jeśli kiedyś alkohol zdawał się mu wystarczać, aby ukoić zszargane nerwy i choć na chwilę uleczyć złamane serce, tym razem zdecydowanie potrzebował czegoś mocniejszego. Być może właśnie to go zmieniło. Ta lekkomyślność, igranie ze śmiercią i balansowanie na bardzo cienkiej granicy, którą tak łatwo było przekroczyć. Chwilami miał nawet na to ochotę, pozwolić sobie po prostu odpłynąć w tym ogarniającym jego ciało uczuciu, które zdawało się znacznie odprężać go całego, na chwilę wyłączać umysł, zatracać się w doznaniu, którego nie doświadczył nigdy wcześniej. Teraz nie potrafił już przypomnieć sobie, aby kiedykolwiek czuł się lepiej niż wtedy, kiedy po prostu nie pamiętał, nie myślał, nie rozkładał na części pierwsze każdego fragmentu swojego dość już długiego życia, pragnąc znaleźć chociażby jeden powód, dla którego prędzej czy później zawsze kończył w podobnym miejscu, wrzucając w swój organizm zdecydowanie zbyt duże ilości różnego rodzaju trucizn w zamian za choćby krótką chwilę błogiej nieświadomości i ucieczki od tego, co było zbyt przytłaczające, aby naprawdę się z tym mierzyć.
Teraz nie miał jednak wyjścia, gdy na drugim końcu pokoju ukazała mu się sylwetka Nicole, trzymająca zaciśniętą w dłoni broń, Hugh zrozumiał, że było za późno, aby tak po prostu znów odejść, wycofać się z podjętej nagle decyzji. W milczeniu obserwował ją stojąc bez ruchu w miejscu, mimowolnie zaciskając szczękę i nie czując na jej widok zupełnie nic. Przez ostatnie dni jego myśli ani razu nie popłynęły w jej stronę i właśnie teraz zdał sobie sprawę, iż nie miał nawet wyrzutów sumienia odnośnie opuszczenia jej bez choćby jednego słowa. Po prostu nie pomyślał o tym, iż jego nagłe zniknięcie w jakiś sposób na nią wpłynie, egoistycznie szukając ratunku dla samego siebie przed tym, przed czym tak naprawdę nie było ucieczki.
- Oczywiście, że ja. Spodziewałaś się kogoś innego? – rzucił chłodnym, zobojętniałym tonem, trochę rozkojarzonym wzrokiem rozglądając się dookoła. Zaskoczony jej nagłym ruchem objął ją krótko, ale tylko po to, aby niemalże od razu odsunąć ją od siebie na bok, szybkim krokiem przechodząc w stronę łazienki i przecierając dłonią zmęczoną twarz i zaczerwienione oczy – Muszę się wykąpać – mruknął bardziej do siebie, jakby na chwilę zapominając o obecności Nicole i z łazienki wchodząc do swojej sypialni, gwałtownym ruchem otwierając jedną z szuflad i wyjmując z niej pierwszą lepszą koszulkę. Przypomniał sobie, że w tym nowym mieszkaniu nie posiadał zbyt wielu ubrań, jednak nie bardzo zależało mu na tym, co na siebie założy. W tamtym momencie wszystko wydawało się lepsze od tego, co miał na sobie.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Pon Gru 05, 2016 9:56 pm

Dni bez Hugh były spełnieniem najgorszych koszmarów o samotności i beznadziejności. Odkąd zmuszona zostałam do ucieczki cały czas ciężko mi się żyło, każdy dzień był wyzwaniem, próbowałam poradzić sobie ze zrujnowaną psychiką, złamanym sercem, zdrowiem, które już nie do końca dopisywało, jednak fakt, że nie byłam w tym sama, obecność przyjaciela przy boku, sprawiała, że czułam motywację do przebrnięcia do przodu z choć odrobiną entuzjazmu. Żyliśmy, byliśmy wolni, mieliśmy wsparcie od niektórych z dzielnicy, to było więcej niż niejedni mogli sobie wymarzyć. Starałam się więc zapomnieć, że mężczyzna, którego kocham jest zamknięty w więzieniu i prawdopodobnie nigdy już go nie zobaczę, a także o tym, że dom był daleko poza moim zasięgiem, że dawno już nie czułam się nigdzie bezpiecznie, że zostałam pozbawiona swojej przystani. Brnęłam do przodu czując, że choć tyle straciłam nie jest jeszcze tak naprawdę źle. Miałam do kogo się odezwać, w czyich ramionach się wypłakać i do kogo się przytulić przez sen. Dopiero kiedy to straciłam resztki mojego życia stały się najgorszą możliwą tragedią.
Nie wiem nawet ile razy w ciągu tych dni płakałam. Ile kolejnych krzyczałam, wyrzucając z siebie całą złość, przeklinając los i to na co mnie on skazał. Nie pamiętam ile godzin poświęciłam na krążenie po okolicy, szukanie choćby jednego znaku, dowodu na to, że Hugh nadal gdzieś tu jest i żyje. Nie potrafię także wyznaczyć momentu, w którym się już poddałam. Wszystko to w mojej głowie zlewało się w jedną całość, gęstą maź wspomnień, lepiącą się niczym słoma, zatykającą dostęp do tym milszych części mojego życia, ciążącą mi niemiłosiernie. Straciłam wszelakie poczucie sensu, straciłam chęć do wszystkiego, czułam się tak jakbym powoli się dusiła przytłoczona wszystkim co się wydarzyło. By dopiero teraz, w tym momencie, móc złapać oddech.
Widok Hugh stojącego w przedpokoju był niczym wystawienie głowy nad ciemną toń, poczułam, że znowu mam szansę, że jeszcze wcale nie poszłam na dno, że walka jest możliwa. Przynajmniej przez te kilkanaście nielicznych sekund, kiedy i on mnie obejmował. Na ten krótki moment znowu nabrałam nadziei, nie dostrzegając jeszcze złego zwiastuna w chłodnym głosie przyjaciela. Wszystko to jednak zachwiało się, gdy Hugh nagle odsunął się ode mnie i ruszył w stronę łazienki mówiąc coś o kąpieli. Zdystansowany, zupełnie nie podobny do człowieka, który przez ostatnie miesiące stanowił dla mnie oparcie. Patrzyłam więc na niego zszokowana, szukając na jego twarzy choć odrobiny tęsknoty, przeprosin, skruchy. Zniknął na wiele dni, pozwolił mi rozpaść się na najmniejsze kawałeczki, a kiedy zdawało mi się, że jego powrót sprawi, że uda się mi wreszcie pozbierać, całkiem zignorował to co się stało.
Poczułam się jakbym dostała w twarz.
- Gdzie byłeś? - wydusiłam więc w końcu, kuśtykając w jego stronę. Kiedy adrenalina opadła ból w lewej nodze wrócił, nawet silniejszy niż wtedy gdy leżałam w łóżku, zapomniałam się, przestałam ją oszczędzać, więc martwica dała o sobie znać. Starałam się to jednak zignorować mocniej odczuwając ból psychiczny, który pojawił się wraz z momentem, w którym uświadomiłam sobie jak jawnie zignorował wszystko co do tej pory było między nami. - Hugh, gdzie byłeś przez te dni? - spytałam ponownie, gdy wreszcie udało mi się dotrzeć do niego. Tym razem mój głos zabrzmiał ostrzej, ręka odruchowo wystrzeliła w jego stronę, palce zacisnęły się na jego nadgarstku, nie chciałam żeby ponownie tak szybko się oddalił. - Czy ty masz chociaż odrobinę pojęcia jak bardzo się o ciebie martwiłam? - dodałam gniewnym już tonem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Pon Gru 05, 2016 10:44 pm

Po części był już chyba zmęczony. Nie pamiętał, kiedy ostatni raz tak naprawdę skupiał się na samym sobie. Przez większość czasu zawsze chodziło o innych ludzi, jego ból, wszystkie jego uczucia schodziły na drugi plan, kiedy miał przy sobie kogoś, kto być może potrzebował aby Hugh stanowił jego oparcie. Gdy był przekonany, iż stracił swoją ukochaną na zawsze, tak naprawdę wokoło nie było nikogo, kto mógłby naprawdę go wysłuchać, kto pozwoliłby mu zatracić się we własnych uczuciach i na chwilę zapomnieć o świecie dookoła. Pewnie dlatego sięgał wówczas po butelkę złocistego alkoholu, dobrze wiedząc, iż nie była ona najlepszą i najwierniejszą kochanką. Oczywiście, na chwilę pozwalała mu oddalić się od rzeczywistości, uciec od wszelkich problemów, jednak prędzej czy później wszystko to uderzało ze zdwojoną siłą, gdy wracał do zdrowych zmysłów, odzyskiwał trzeźwość umysłu i przypominał sobie powód, dla którego sięgnął najpierw po szklankę, a później po całą butelkę.
Dlatego właśnie wiedział, że musiał odejść, nawet jeśli tylko na chwilę, aby pozwolić sobie ochłonąć, poukładać w głowie wszystko to, co się wydarzyło i dać sobie czas, aby postawić własne emocje na pierwszym planie. Gdyby został, musiałby udawać, że nic się nie wydarzyło, być dla Nicole tym, kim był dla niej od początku, wspierając ją w prawdopodobnie jednym z gorszych okresów jej życia. Pod dachem tego mieszkania nie byłoby miejsca na dwójkę zdewastowanych emocjonalnie ludzi, którzy zamiast wspierać się wzajemnie jedynie doprowadzaliby siebie coraz głębiej na samo dno. Poza tym pewna część jego dumy nie pozwoliłaby mu tak po prostu przyznać, że jego serce każdego poranka łamało się na miliony drobnych kawałków, które boleśnie wbijały się w jego organy wewnętrzne i nie doprowadzały do wielu drobnych krwotoków, które zalewały go od środka. W końcu zacząłby się dusić wszystkimi tłumionymi w sobie uczuciami, którym nie mógł tak naprawdę dać ujścia.
Początkowo nie planował znikać na tak długo. Choć, szczerze mówiąc, nie planował zupełnie nic, po prostu pozwalając, aby jego nogi niosły go przed siebie, nie patrząc na to, dokąd się udaje. Wszystko jednak potoczyło się zdecydowanie za szybko i sam nie był już pewien, jakim cudem nagle skończył ze strzykawką w dłoni, nie przejmując się za bardzo skutkami, które niosło ze sobą dość nierozważne z jego strony zachowanie. Chciał jedynie pomyśleć, pozwolić swojemu umysłowi oczyścić się ze wszystkich myśli, znaleźć jakieś rozwiązanie odnośnie wszystkiego, czego ostatnio przyszło mu się dowiedzieć. I musiał to zrobić sam, nie mógł mieć przy sobie kogoś, o kogo wraz z biegiem czasu zaczął się troszczyć, traktują jak najbliższego przyjaciela czy członka rodziny. Musiał to zrobić sam, w przeciwnym razie wszystko potoczyłoby się jeszcze gorzej. Nie dla niej, ona żyłaby wciąż w osobnej bańce, opłakując los, który spotkał Malcolma, wypłakując słone łzy na jego ramieniu i mając poczucie, iż wszystko jest tak, jak powinno być. Że on był tam dla niej, kiedy najbardziej go potrzebowała. Nie był jednak pewien, czy ona naprawdę byłaby tam dla niego. Oczywiście, wiedział, że gdyby spróbował z pewnością mogłaby go wysłuchać i pomóc znaleźć rozwiązanie, jednak nie sądził, aby puste słowa były tym, czego potrzebował naprawdę.
Wciąż jednak czuł, iż wszystko zostało wywrócone do góry nogami i nie miał pojęcia, czy kiedykolwiek będzie w stanie ustawić ten świat znów na swoim miejscu. Albo czy w ogóle chciał podjąć tą próbę. Czuł się o wiele silniejszy niż wtedy, kiedy opuszczał Kapitol, wiele wieczorów temu, które teraz już tak naprawdę nie miały znaczenia. Jeśli jedno udało mu się w tym czasie osiągnąć, to umiejętność zdystansowania się od tych uczuć, z którymi wcześniej chyba nie do końca potrafił sobie poradzić. Jeżeli to miało uczynić z niego zupełnie innego człowieka, był gotów zapłacić tą cenę, nie chcąc pozwolić sobie na nowo zapaść się w tą ciemną otchłań, która wciąż ciągnęła się za nim niczym opadający na jego ramiona ciężki płaszcz, przypominając o swoim istnieniu.
Początkowo zignorował słowa Nicole, chodząc po mieszkaniu wyglądając tak, jak gdyby czegoś szukał. Nie miał pojęcia dlaczego tak nagle wydawała mu się obca, być może nawet zbędna, gdy jeszcze jakiś czas temu była jedną z najbliższych mu osób. Nie za bardzo potrafił jednak zastanawiać się nad przyczyną owego stanu rzeczy, jego myśli były zbyt rozkojarzone, aby na dłużej skupić się na jednym temacie, więc po prostu pozwolił im przepływać przez swój umysł, nie zatrzymując się na żadnej z nich ani przez chwilę. Dzięki temu potrafił również kontrolować to, o czym i kiedy myślał, odrzucając wszelkie wspomnienia, które mogły wywołać u niego niepożądany stan głębokiego rozgoryczenia i bólu.
Na Nicole zwrócił uwagę dopiero w momencie, w którym poczuł ucisk jej dłoni na swoim nadgarstku. Odwrócił się w jej stronę, gwałtownie wyszarpując rękę, przy czym rękaw koszuli podwinął mu się do góry, chwilowo ukazując kilka niewielkich znamion w miejscach, w które jakiś czas temu wbijał się igłą.
- Potrzebowałem spokoju – rzucił od niechcenia, przyglądając się jej uważnie. Jego oczy wydawały się o wiele ciemniejsze niż zwykle, nawet w półmroku panującym w pomieszczeniu, a mięśnie jego twarzy były wyraźnie napięte. Na dźwięk jej kolejnych słów zaśmiał się krótko i dość ironicznie, kręcąc z rozbawieniem głową, zanim znów skupił na niej swoje spojrzenie – Cóż, nie chciałem Cię stawiać w tej sytuacji – zaczął szorstkim, chłodnym głosem, w którym z pewnością nie można było wyczuć ani odrobiny skruchy. Znów miał wrażenie, iż wszystko to obracało się wokół niej. Ona się martwiła, z pewnością płakała, gdy nie dawał znaku życia i sprawił, że po wszystkim, przez co musiała przechodzić, czuła się jeszcze gorzej. Coraz bardziej zaczynał sądzić, iż popełnił poważny błąd wracając – Ale wyobraź sobie, że jestem dorosłym mężczyzną, potrafię o siebie zadbaćw przeciwieństwie do niektórychNie potrzebuję, żebyś się o mnie martwiła – rzucił, bez chwili wahania odsuwając ją ze swojej drogi, z zamiarem zmycia z siebie całego brudu, nie tylko fizycznego, który osiadł na nim w ciągu ostatnich dni.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Pon Gru 05, 2016 11:36 pm

Mogłabym wiele powiedzieć o naszej relacji, o tym jak bardzo wdzięczna jestem Hugh, o tym ile dla mnie znaczy jego bliskość, jak łatwiej mi dzięki niej, że sam fakt, iż jest przy mnie sprawia, że o wiele bardziej chcę żyć. Mogłabym również powiedzieć o tym jak sama pragnęłam go wspierać, jak chciałam go przed niebezpieczeństwem, choć samą siebie uchronić przed nim nie umiałam. Nasze życia ostatnimi miesiącami splątane były w zaskakująco mocny, wręcz w sposób nierozrywalny już z mojego punktu widzenia. Uważałam za naturalne to jak wiele nas łączy i to, że łączyć nas będzie jeszcze więcej. Tym trudniej było mi więc sprostać rzeczywistości, w której mój przyjaciel zniknął.
Straciłam zbyt wiele, ale nie tylko to było powodem mojego przygnębienia. Bałam się o niego, o jego bezpieczeństwo, o jego życie, ponieważ Hugh ostatnimi czasy znaczył dla mnie o wiele więcej niż chciałabym przed sobą przyznać. Można by sądzić nawet, że zbyt dużo, biorąc pod uwagę fakt, jak bardzo cierpiałam po stracie jego brata. Prawda była jednak taka, że ciężkie czasy sprzyjały tworzeniu się relacji, które w normalnym, naturalnym tempie nigdy mogłyby nie dotrzeć do tego punktu. Prawda jest taka, że gdybym nadal siedziała w swoim domu z Malcolmem u boku i Rory parę ulic dalej, przejęłabym się zniknięciem Hugh, ale nie tak bardzo jak teraz. Teraz byłam gotowa zrobić wszystko by go znaleźć i ochronić, kiedyś... Kiedyś inni ludzie byliby dla mnie priorytetem.
Wszystko to sprawiło, że jego powrót stał się bardziej bolesny niż podejrzewałam, że to możliwe. Chłód, który wniósł ze sobą, obojętność, która mu towarzyszyła, brak tej iskry, ciepłego spojrzenia, przez to czułam się jakby moje serce rozpadało się na kawałki, bo bałam się, panicznie bałam o to co musiał przeżyć stojący przede mną mężczyzna. Paradoksalnie, strach ten zamiast przejawić się w trosce podsycił tylko złość, która pojawiła się również w chwili odrzucenia. Drobny płomyk, który zasyczał szaleńczo, gdy wyszarpał rękę z mojego uścisku, który narósł gdy szorstkim tonem odpowiedział na moje pytania, wydając się sugerować, że to ja jestem tutaj zapatrzoną w siebie egoistką (fakt ten zabolał dość mocno), tonem, który dawał do zrozumienia, że nie obchodzi go moja troska, co chwilę później powtórzył już tylko bezpośrednimi słowami. Tego było dla mnie za wiele, nie byłam na to wszystko przygotowana i choć naprawdę chciałam nad sobą panować, mieszanina strachu i troski, a także złości musiała znaleźć ze mnie ujście. A droga ku temu okazała się łatwiejsza niż sądziłam. I mniej oczekiwana niż się spodziewałam.
Nie przemyślałam mojego kolejnego gestu, nie zastanawiałam się nad tym co robię, po prostu zacisnęłam dłoń w pięść tak jak uczyli mnie przed dołączeniem do walk podczas rebelii, przesunęłam ciężar ciała na prawą nogę i wypchnęłam rękę przed siebie. Nie myślałam o konsekwencjach ciosu spadającego na brodę mężczyzny. Ani o tym jak irracjonalnie musiało wyglądać moje zachowanie. Pozwoliłam po prostu by płomyk przerodził się w gorący i wściekły ogień.
- Jesteś egoistycznym dupkiem, Randall - syknęłam cofając się i pozwalając opaść ręce wzdłuż ciała. Starałam się nie zwracać uwagi na ból w kostkach, straciłam wprawę w zadawaniu tak ciosów, kiedyś udawało mi się robić to bez krzywdzenia siebie. - Chamskim draniem. Znikasz bez słowa, BEZ JEDNEGO PIERDZIELONEGO SŁOWA, by wrócić po takim czasie i nie powiedzieć nawet przepraszam?! To po co w takim razie wróciłeś?! Szukać bezpiecznego kąta? Chyba ostatnimi czasy niezbyt ci na nim zależało - dodałam szyderczym tonem i prychnęłam na koniec zerkając w stronę jego ręki. Tam gdzie przez ułamek sekundy widziałam znamiona, których pochodzenie wydawało mi się na tyle przerażające, że niemal zrobiło mi się słabo. Ale przecież Hugh nie mógł być tak głupi, prawda? Nie mógł tak mocno igrać ze swoim życiem, choć przez tak długi czas robiliśmy wszystko, by utrzymać je w jak najlepszym możliwym staniem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Gru 06, 2016 12:22 am

Hugh Randall przez większość swojego życia miał poczucie, że tak naprawdę nikt nigdy się o niego nie troszczył. Wspomnienia z dzieciństwa z pewnością nie są wypełnione miłością rodziców i domowym ciepłem i zazwyczaj wiążą się jedynie z okresem, gdy nazwisko Malcolma wylosowane zostało z wielkiej misy pełnej nazwisk innych dzieci, kiedy to pierwszy raz zrozumiał, że na tym świecie jest, był i zawsze będzie tak naprawdę sam. Tylko sobie mógł ufać i tylko na sobie mógł polegać, gdy wokoło nie było nikogo, kto zdawałby się zauważać skrywane pod maską obojętności i uśmiechu uczucia. Dobrze wiedział, że życie nigdy nie miało być łatwe, gdy wyjechał do Kapitolu, a później podjął nieudaną próbę powrotu do miejsca, w którym się wychował. Jedyne, czym było życie, a przynajmniej jego, to pasem wielu niepowodzeń, chwilowych wzlotów i nagłych, bolesnych upadków, które zapadały w pamięć głębiej niż wszystkie szczęśliwe chwile, których również doświadczał. Paradoksalnie jednak łatwiej było trzymać się tych bolesnych wspomnień, których odtwarzanie w pamięci wywoływało nieprzyjemny ucisk w sercu i sprawiało, iż głowa zaczynała nagle wirować od natłoku myśli, które nie miały już gdzie się gromadzić. Łatwiej było cierpieć, niż pozwolić sobie na chociażby chwilę radości wiedząc, iż prędzej czy później zostanie ona zmieciona przez potężną falę.
Być może właśnie dlatego nigdy nie spróbował nawet tak naprawdę otworzyć się przed Nicole, okazać swoje słabości i pozwolić jej zobaczyć coś więcej niż człowieka, który próbował zająć się nią w podobny sposób, w który próbował robić to Malcolm. W końcu robił to już wcześniej, zajmował się swoimi siostrami, a przynajmniej próbował na tyle, na ile był w stanie będąc jedynie dzieckiem, które dopiero uczyło się życia, odbywając prawdopodobnie jedną z najważniejszych lekcji w jego życiu. Nie za często wracał wspomnieniem do tamtych chwil, do wszystkich błędów, które tak lekkomyślnie popełniał i które być może nie były jednak najgorszymi w całym jego życiu. Nie jemu zresztą było to oceniać. W tym zakresie on zrobił już swoje, zapisał te puste stronice historią, która odbijała się nie tylko na nim ale i innych ludziach i nie było nic, co mógłby zrobić inaczej. Gdyby znał wyjście z pewnością cofnąłby czas i rozegrał to wszystko na nowo, podejmując inne decyzje, wybierając inną drogę i ostrożniej dobierając słowa. Zawsze miał wrażenie, że patrząc w przeszłość każdy widział samego siebie jako okropnego głupca i z pewnością, za jakiś czas, gdy wróci wspomnieniem do tej chwili, odtwarzając ją na nowo jak starą taśmę filmową, pokręci głową z rozczarowaniem ale i rozbawieniem zastanawiając się, co skłoniło go do wszystkich tych czynów, których nikt się po nim nie spodziewał.
Gdzieś po drodze chyba udało mu się zgubić samego siebie. Nie ostatnio, ale o wiele wcześniej, podczas podróży aż do tego miejsca, kawałek po kawałku zostawiając za sobą to, kim kiedyś był i kim zawsze pragnął być. Czasami zamykał oczy i widział, niczym w lustrzanym odbiciu, sylwetkę drobnego, ciemnowłosego chłopca pochodzącego z Dziewiątego Dystryktu. Wszystko, czym wówczas był, dzieckiem kochającym rodzinę, pragnącym chronić swoje siostry i brać przykład ze starszego brata, zdawało się rozpadać i rozmazywać na jego oczach, zamieniając się jedynie w słabe, wyblakłe wspomnienie, które teraz nie miało już żadnego znaczenia. Było za późno, żeby wrócić do tego, co było. Nie był już dzieckiem, tak naprawdę nie miał też już rodziny, bo choć jego rodzeństwo wciąż przecież żyło, wszyscy oni zdawali się być jedynie obcymi ludźmi, noszącymi dobrze mu znane imiona. W pewnym momencie ich ścieżki rozeszły się na zawsze i choć mogli próbować złączyć je na nowo udając, że tak naprawdę niewiele uległo zmianie, w rzeczywistości one zawsze miały się ze sobą rozmijać. Zupełnie różni ludzie, różne historie i różna przyszłość, która wydawała się równie niepewna jak jeszcze kilka lat temu.
Tym razem, bardziej niż kiedykolwiek, zaczął odczuwać wagę upływu czasu, tego, jak wiele może się zmienić w ciągu stosunkowo krótkiego okresu. Bo czy nie minęło zaledwie kilkanaście dni, odkąd opuścił miasto, aby powrócić jako zupełnie inna osoba? Nie potrzeba było miesięcy czy lat, aby stać się kimś innym, wystarczyły godziny, minuty czy nawet ułamki sekund, podczas których świat nabierał prędkości, wirując coraz szybciej i przewracał wszystko na drugą stronę, malując się zupełnie innymi barwami.
Gdzieś w tyle jego głowy miał tą świadomość, iż jego słowa mogą ją ranić. Nie starał się jednak dobierać ich z ostrożnością, nie zastanawiał się nad dźwiękami, które opuszczały jego wargi. Pozwalał się ponieść chwili i emocjom, które wzbierały w nim z każdą chwilą, podczas której czuł się skrępowany jej obecnością i pozbawiony wolności, którą nadał sobie na zewnątrz. Obserwował uważnie jej reakcję, śledząc zmieniający się wyraz twarzy, zauważając nawet najdelikatniejsze drgnienie mięśni czy błysk w oczach. Kiedy jednak, zupełnie niespodziewanie, jej dłoń zderzyła się z jego brodą, głowa odskoczyła mu lekko w tył, jednak na ustach pojawił się dość szyderczy uśmiech. Przetarł krótko miejsce, w które go uderzyła, mrużąc lekko oczy z malującym się na jego twarzy wyrazem, który zdecydowanie nie pasował do, wydawałoby się, poważnej sytuacji. Nigdy nie mówił, iż nie jest egoistą, ale czy w końcu każdy czasem nim nie był? Przez tak długi czas był oparciem dla innych, a gdy raz potrzebował chwili dla samego siebie, spotykał się z niezbyt przychylną reakcją. Nie do końca mógł to zrozumieć, choć był pewien, iż w pewnym stopniu zdolność jego racjonalnego myślenia mogła być jeszcze zaburzona.
Przez chwilę nie odzywał się ani słowem, wbijając w nią spojrzenie ciemnych oczu. W końcu zrobił kilka kroków w jej stronę, zatrzymując dość blisko i patrząc na nią z góry.
- Zdecydowanie Ci to nie pasuje, Kendith – powiedział kpiącym i odrobinę jadowitym tonem, mając na myśli jej nagły wybuch gniewu i cios, który wymierzyła mu w twarz. Nie zamierzał jej się tłumaczyć, ale nie planował również puścić tego wszystkiego mimo uszu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Gru 06, 2016 1:35 am

Z natury nie byłam nigdy agresywnym człowiekiem, wręcz przeciwnie, łatwo wpasowywałam się w schemat kruchej, delikatnej kobiety. Cichej i spokojnej, takiej którą trzeba się tylko opiekować. I poniekąd obraz ten był prawdziwy, z jednej strony byłam naprawdę taka, z drugiej jednak... Byłam rebeliantką, osobą wyszkoloną do walki, do zabijania w obronie własnego życia i wtedy, kiedy chroniłam kogoś innego. Nie byłam słaba, tak jak większość mogłaby się spodziewać, nie uciekałam, wtedy gdy należało walczyć, ale jednak, w dziwny sposób, ludzie zazwyczaj tego nie doceniali, nie dostrzegali pokładów głęboko we mnie zakopanych. Może dlatego, że dobrze się z nimi kryłam, może też zbyt rzadko dopuszczałam je do głosu? Prawda była jednak taka, że mało kto spodziewał się po mnie wybuchu gniewu, czy zadanego ciosu. Nie zaskoczył mnie więc fakt, że i Hugh wydawał się nie oczekiwać opadającej na jego twarz pięści. Choć z drugiej strony uświadomiło mi to jak mało o mnie wie. A na dobrą sprawę, jak większość bliskich mało o mnie wie.
Rozprostowałam i zacisnęłam pięść kilkukrotnie czekając na reakcje mężczyzny na swój gest. Wątpiłam, że przeszedłby on bez echa, nie w takim momencie, nie w takiej sytuacji. Oboje dawaliśmy ponieść się emocjom i czułam doskonale jak napięcie między nami narasta. Jak złość powoli zaczyna kipieć niczym ze zbyt przepełnionego kielicha. Jak dni milczenia i wiele niedopowiedzeń uderza w nas z siłą, której żadne z nas nie mogło się spodziewać. I, której zapewne jeszcze naprawdę nie rozumieliśmy.
Uniosłam dumnie podbródek patrząc przyjacielowi prosto w oczy, gdy ten zbliżył się do mnie. Starałam się nie przejmować faktem jak bardzo nade mną górował, ani tym, że na ten moment nie jestem w stanie rozpoznać jego spojrzenia. Hugh, którego wydawałam się znać zaginął gdzieś w ciągu tych dni, których go nie było, pozostawiając po sobie bardziej oschłą i ostrą wersję siebie, wypraną z większości ciepła, które zazwyczaj nam towarzyszyło. Tak jakbyśmy oboje poznawali się na nowo, prezentując przed sobą nieznane do tej pory nam oblicza.
Wydęłam lekko usta, zacisnęłam zęby, a potem uśmiechnęłam się kpiąco, gdy usłyszałam padające z ust mężczyzny jadowite słowa. Nie znał mnie od tej strony, nie mógł oceniać tego czy moje zachowanie pasuje do mnie czy nie.
- Jeszcze zdążysz zmienić zdanie - odparłam chłodno, również się do niego zbliżając. Minimalizując niemalże do zera odległość między naszymi ciałami. Niemal fizycznie czułam buchającą z niego niechęć i złość, która przecież musiała się za tym wszystkim kryć. I która musiała mieć jakieś głębsze podstawy, ale o tym teraz nie chciałam myśleć. Zadarłam za to bardziej głowę i spojrzałam mu butnie w oczy, wcale nie przejmując się wydaną przez niego opinią, ani tym, że widok kruchej i małej istoty może wcale nie łączyć się dobrze z szargającymi mną emocjami.
Uniosłam dłoń i uderzyłam nią Hugh w tors, niemal oskarżycielsko, gniewnie.
- Kiedyś zaczniesz mnie doceniać, Randall. Ale wtedy już może być na wszystko za późno - dodałam jeszcze, znowu wchodząc w syczące nuty, czując jak nieznaczny dreszcz przebiega po moim kręgosłupie. Dreszcz, który domagał się odpuszczenia sobie resztek granic, wypuszczenia wszystkich moich uczuć na świat. - I może wtedy pożałujesz tego co powiedziałeś i zrobiłeś dzisiaj.




Ostatnio zmieniony przez Nicole Kendith dnia Wto Gru 06, 2016 4:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Gru 06, 2016 2:08 am

Praktycznie byli dla siebie obcy. Dotarło to do niego dopiero w chwili, w której uderzyła go w twarz, na której niemalże od razu pojawił się wyraz głębokiego zaskoczenia. Ale tylko na chwilę, aby szybko zostać zastąpionym tym samym, ironicznym uśmiechem, który równie dobrze mógł mu wcale nie pasować, tak samo jak w jego oczach nie pasowała jej agresja i złość, którą nagle zaczęła przejawiać. Patrząc na nią miał wrażenie, i z pewnością nie było ono aż tak mylne, iż nie wiedzieli o sobie zupełnie nic. Znali się trochę czasu i przed tym wczesnym porankiem z pewnością wiedzieli, iż mogą na sobie polegać, jednak sekrety ich przeszłości wciąż pozostawały tajemnicą. Hugh nigdy nie dowiedział się, jak wiele Malcolm opowiedział jej o ich rodzinie i wszystkim tym, co wydarzyło się wcześniej, doprowadzając ich do miejsca, w którym się znajdowali, a on sam nigdy specjalnie nie nawiązywał do tamtego okresu, uważając, iż nie ma potrzeby przed kimś na nowo rozdrapywać starych ran. Wtedy nie wydawało się to kluczowe, wszystko zdawało się być na swoim miejscu, ich życia, choć nie do końca idealne i poukładane, zdawały się toczyć się swoim własnym rytmem i niespecjalnie zależało mu na tym, aby cokolwiek zmieniać.
Dobrze jednak wiedział, iż przeszłość miała znaczenie. Wszystko to, co mogło wydawać się tak bardzo odległe, wciąż znajdowało sposób aby wpływać na teraźniejszość, warunkować pewne zachowania, kształtować charaktery i przypominać o swoim istnieniu w postaci cichego szeptu w tyle głowy. Randall nie znał jej przeszłości, a jednak tak pochopnie oceniał ją po tym, co sama pozwoliła mu ujrzeć. W ten sam sposób ona nie znała i jego, wyciągając pewne wnioski i zakładając, iż mężczyzna stojący przed nią w niczym nie przypomniał prawdziwego Hugh. On sam jednak nie miał pojęcia, który z nich był tym prawdziwym. Już dawno przestał starać się znaleźć to, co kiedyś mogłoby wywołać delikatny uśmiech zadowolenia na jego twarzy, gdy spoglądał we własne odbicie. Człowiek, który stał przed nią w pokoju był jedynie wrakiem, marną atrapą, podróbką tego, co kiedyś być może byłoby powodem do domu jego rodziców, cokolwiek się z nimi stało. Był zniszczony i wszystko, co robił, było niczym gwałtowne i zdesperowanie chwytanie się ostatnich desek ratunku, pragnąc ocalić siebie samego prze utonięciem, kiedy w pobliżu nie było nikogo innego, kto zdołałby utrzymać go przy powierzchni i nie pozwolić, aby chłodna woda wypełniła jego płuca. Różne wersje jego osoby, każda minimalnie różniąca się od poprzedniej, miały ze sobą wiele wspólnego, choć pozornie przecież były zupełnie inne. Każda jednak pragnęła przetrwać, schować się w ciemnym kącie, do którego nie docierałyby chociażby najsłabsze promienie światła i liczyć, iż wszystko samo wróci na swoje miejsce.
Nic jednak nie działo się samo. Bałagan, który powstał w jego życiu i który zdawał się powiększać z każdą mijającą sekundą nie mógł posprzątać się sam. Teraz, gdy wrócił do tego mieszkania, stanął twarzą w twarz z Nicole, ze swoimi rozproszonymi myślami i zdecydowanie zbyt dużą porcją adrenaliny i narkotyków krążących w jego żyłach, zdawał sobie sprawę, iż to, co wcześniej tak nieumyślnie zamiótł pod dywan teraz wystrzeliło w powietrze niczyich chmura kurzu i pyłu, wdzierając się do jego nozdrzy, osiadając na jego włosach i rzęsach, oblepiając całe jego ciało tylko po to, by po raz kolejny zepchnąć go na samo dno. Nie mógł na to pozwolić, dlatego próbował się bronić w jedyny sposób, który mu jeszcze pozostał. I który, szczerze mówiąc, z każdą chwilą zaczynał mu się coraz bardziej podobać.
Ta wersja jego osoby, zdająca się być zupełnie nieustraszoną, pozbawioną wszelkich skrupułów i wyrzutów sumienia, być może nie była tą, do której przywykł, ale z pewnością należała do grona tych, które chciałby przy sobie zatrzymać. Chociaż w większości były to narkotyki, które wciąż nie opuściły jego organizmu, które ciągnęły go za język i poruszały jego kończynami, Hugh odnosił wrażenie, iż tak właśnie ma być. Wszystko wydawało się być lepsze od ciągłego użalania się nad swoim losem, zatapiania smutków w butelce alkoholu i wykrzykiwanie w stronę ciemnego nieba pytań, na które nikt nie zamierzał mu odpowiadać.
Na każde kolejne słowo Nicole, Randall reagował jedynie powiększającym się uśmiechem, który nie potrafił już zejść z jego twarzy. Nawet gdy uderzyła go dłonią w tors zaśmiał się jedynie krótko, nie ruszając się z miejsca dobrze wiedząc, iż dziewczyna nie miała aż tyle siły, aby odepchnąć go od siebie. A może to też źle oszacował, skoro najwyraźniej pomylił się we wcześniejszym osądzie?
Odległość między nimi zmniejszyła się do minimum i Hugh niemalże czuł, jak resztki powietrza, wypełniające niewielką przestrzeń pomiędzy nimi, wibrują pod wpływem gromadzonego napięcia, które narastało od chwili, gdy mężczyzna przekroczył próg mieszkania i ich spojrzenia spotkały się po raz pierwszy, z tak zupełnie różnym wyrazie niż jakikolwiek do tej pory.
- Naprawdę? – uniósł brwi w geście zdziwienia, jednak w jego głosie można było wyczuć rzucane jej wyzwanie. Nie wiedział do końca, co zamierzał zrobić, każde jego czyny były wywoływane tym chwilowym impulsem, momentem, w którym oni zdawali się zawieszeni, jak gdyby przez wymianę tych dość intensywnych spojrzeń i jeszcze ostrzejszych słów czas dookoła nich zatrzymał się zupełnie, zachowując im trochę czasu, zanim wszystko wróci do pierwotnego stanu. Choć ten wydawał się tak zniszczony iż Hugh nie był pewien, czy było do czego wracać – Skoro tak sądzisz, wypróbuj mnie. Zobaczymy, kto będzie czego żałował – pochylił się lekko w jej stronę, zachowując jednak pewną odległość i patrząc na nią wyraźnie rozszerzonymi źrenicami. Gdyby był zupełnie trzeźwy byłby w stanie przewidzieć, dokąd wszystko to może go zaprowadzić, jednak gdyby był trzeźwy nigdy tez nie znaleźliby się w tym miejscu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Gru 06, 2016 6:16 pm

Jeszcze parę tygodni wcześniej, ba, parę dni wcześniej, nie przypuszczałabym, że kiedykolwiek znajdę się z Hugh w takiej sytuacji. Stojąc na przeciwko niego, kipiąc gniewem, który sprawił, że na chwilę zupełnie zapomniałam o trosce o niego. O tym jak bardzo za nim tęskniłam, jak bałam się o jego życie i zdrowie. Zapomniałam, że był dla mnie przyjacielem, że tak naprawdę chciałam go tylko wspierać, bo wszystko to co pozytywne przesłoniła złość, częściowo może i właściwa, jednak zbytnio rozdmuchana i podsycona. Teraz jednak tego nie dostrzegałam, nie potrafiłam spojrzeć rozsądnie na emocje szarpiące moimi trzewiami, tak jakby jakiś przełącznik w mojej głowie przeskoczył i sprawił, że logiczne myślenie uleciało gdzieś w dal.
W normalnych warunkach pewnie dawno zauważyłabym, że coś jest nie tak z jego oczami, że źrenice ma nienaturalnie rozszerzone. Dostrzegłabym to co może kryć się za bliznami na dłoni, drobnymi kropkami sugerującymi, że Hugh sięgnął po zupełnie nieodpowiednie rozwiązanie, najpewniej próbując zapomnieć o swoich problemach. W innej sytuacji przyjrzałabym mu się uważnie, nie dała się sprowokować, odesłała go do kąpieli, położyła do łóżka i czekała aż to co nim szarga zejdzie z niego byśmy mogli porozmawiać na spokojnie, bym wreszcie mogła zrozumieć co się stało. Jednak teraz i ja uciekałam w drogę na skróty nie chcąc przyznać się otwarcie przed sobą jak bardzo ważna stała się dla mnie atencja Hugh. Za złością ukryłam jak mocno raniła mnie jego obojętność, kiedy on stał się dla mnie tak ważnym człowiekiem.
Sytuacja nie była jednak normalna, a ja stałam tuż obok niego, czując ciepło bijące od jego ciała, zapach, który wcale nie był nieprzyjemny jak można by oczekiwać po kimś, kto zniknął na długie dni z domu. Niemal stykałam się z nim ciałem, a kipiące między nami emocje, wściekłość, ironia, a także prowokacja, która kryła się w każdych naszych gestach sprawiały, że coraz bardziej oddalałam się od rozsądnego scenariusza na rozmowę powrotną z mężczyzną.
Zacisnęłam dłoń na jego koszuli, kiedy nie cofnął się pod ciosem, niemalże najeżyłam cała widząc jak sztucznie wypada jego zdumienie, słysząc jak wyzywająco brzmi głos. I już, już miałam mu odpyskować, rzucić kolejną zajadłą uwagę, zapewnić o nienawiści, którą w tym momencie do niego czułam, jednak gdy uchyliłam usta żadne słowo nie wyrwało się z mojego gardła. Przez chwilę mogłam jedynie patrzeć się z wściekłością w jego oczy, które nagle znalazły się tak niebezpiecznie blisko mnie, by następnie przebiec wzrokiem po całej twarzy i nim nawet zdążyłam się zorientować co tak naprawdę zamierzam zrobić, wspiąć się na palce tak by zetknąć się z nim nosami, zadrżeć jeszcze od całego napięcia, które wisiało w powietrzu, a następnie gwałtownie i zachłannie go pocałować.
Nie zastanawiając się nad tym jaki cel ma moje działanie, jedynie poddając się niemalże pierwotnym instynktom, które zdawały się kierować moim ciałem zmuszając mnie do zaciśnięcia palców jeszcze mocniej na jego ubraniu, przyciągnięcia go do siebie i ugryzienia jego wargi aż do krwi między kolejnymi pocałunkami. Odrzuciłam ostatnie obijające się po głowie rozsądne myśli, które teraz kąsały mnie zajadle niczym gończe osy krzycząc, że to co robię jest złe, że przecież kocham innego mężczyznę, że na Hugh jestem wściekła, że nie powinnam go całować, nie powinnam łamać kolejnych barier i pogarszać jeszcze sytuacji między nami. Zepchnęłam to wszystko na skraj umysłu drugą ręką sięgając do włosów mężczyzny i zaciskając palce na jego kosmykach tak mocno jakbym zaraz miała zamiar je wyrwać. Albo próbowała powstrzymać towarzysza przed uwolnieniem się od mojego niespodziewanego ataku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Gru 06, 2016 10:46 pm

Tak łatwo było mu stracić nad sobą kontrolę, pozwolić, aby chemikalia w jego żyłach i wszystkie gromadzone dotychczas emocje po prostu kierowały jego zachowaniem, wypychały z jego ust słowa, których wcześniej nigdy nie wypowiedziałby na głos i sprawiały, że nagle zaczął pałać prawdziwą wściekłością względem kogoś, kto przecież jeszcze jakiś czas temu był jego najbliższym, jeśli nie jedynym, przyjacielem. Wszystko było o wiele lepsze niż powrót do miejsca, z którego wyruszył, a w tamtym momencie Hugh niespecjalnie przejmował się konsekwencjami swoich czynów i słów. Zupełnie tak, jak gdyby to mieszkanie i oni, uwięzieni w jego czterech ścianach, znajdowali się w innym wymiarze, który nie miał nic a nic wspólnego z rzeczywistością. Rano, kiedy wstanie słońce, oświetlając Kapitol jasną łuną, pozostaną jedynie blade wspomnienia poprzednich kilku godzin, przypominające sobą bardziej sen niż wydarzenia, które rozegrały się naprawdę.
Jednej sprawy Randall z pewnością nie przemyślał. Wracając tutaj odciął się zupełnie od zapasów narkotyków, które poprzednio z taką lekkomyślnością wstrzykiwał w swoje ciało, a to mogło oznaczać tylko jedno. W ciągu następnych kilku godzin, bez wątpienia, zacznie przechodzić przez piekło i będzie potrzebował kogoś, kto powstrzyma go przed wyjściem z domu i sięgnięciu po więcej. Pytanie tylko, czy naprawdę tego chciał. Rzeczywistość widziana tymi oczami naprawdę mu pasowała i choć w dużej mierzenie różniła się przecież od tego, z czym zmagał się wcześniej, była o wiele łatwiejsza do przyswojenia, kiedy tak naprawdę nic go nie obchodziło. O dziwo, dopiero pod wpływem narkotyków udało mu się zrobić to, czego nie potrafił uczynić nigdy wcześniej – żyć chwilą, nie patrzeć w przeszłość i nie zastanawiać się na przyszłością. Nic nie miało znaczenia poza tu i teraz, momentem, w którym aktualnie żył. Jak wiele zmartwień i problemów zaoszczędziłby sobie, gdyby nawet na trzeźwo potrafił tak po prostu odrzucić od siebie wspomnienia i ruszyć dalej, nie zatrzymując się dłużej przy tym, co łamało mu serce i sprawiało, iż coraz bardziej tracił chęć do budzenia się kolejnego poranka?
Oczywiście, nie znaczyło to, iż wszystkie te problemy magicznie zniknęły. W tyle głowy wciąż słyszał te szepty, które przypominały mu o tym, iż ostatnimi czasy utracił niemalże wszystko, co kochał, że dziewczyna, dla której gotów był gołymi dłońmi wyrwać sobie serce z klatki piersiowej i wręczyć jej na złotym talerzu w rzeczywistości była jego bratanicą i że, przez nieokreśloną ilość czasu, jego życie ma polegać na ukrywaniu swojej tożsamości, zaszywaniu się niczym kret w ciemnych norach, byle tylko nikt przypadkiem nie dostrzegł do na ulicach miasta, będąc w stanie być może raz na zawsze odebrać mu wolność. Jego brat siedział w więzieniu, a jego siostry… nie do końca miał nawet pojęcie, co się z nimi działo i tak naprawdę nie pozostało mu w życiu nic więcej, czego mógłby się chwycić. Nie potrafił dostrzec ani jednego jasnego punktu we wszystkim tym, co zdążyło się wydarzyć, zupełnie jak gdyby los stwierdził, iż w jego życiu nie było już wystarczająco dużo nieprzyjemności i że potrzebował ich jeszcze więcej. W tym wypadku, gdyby mógł spojrzeć na siebie z boku, z pewnością nie dziwiłby się samemu sobie, iż sięgnął po zdecydowanie mocniejsze środki, aby jakoś przetrwać kolejny dzień i nie doprowadzić się do zupełniej ruiny. W tym zakresie, ludzie robią zupełnie różne rzeczy, każdy w końcu szuka jakiegoś sposobu na znalezienie spokoju duszy, a on wypróbował już niemalże wszystkie możliwe i dostępne metody, które nie zdawały się działać na długo. Tak, jak gdyby Hugh zdołał uodpornić się na ich działanie i zmuszony był do ciągłego poszukiwania nowego lekarstwa, które na jakiś czas zahamowałoby rozwój choroby. Bo nie sądził, aby dało się ją w jakiś sposób wyleczyć.
Po jego słowach w pokoju nastała nagła cisza, podczas której oboje jedynie wpatrywali się w siebie, a uśmiech na ustach mężczyzny poszerzał się coraz bardziej, gdy sądził, iż najwyraźniej w tej krótkiej grze opartej na gniewnej wymianie zdań on został zwycięzcą. Szybko jednak przekonał się, iż najwyraźniej grubo się pomylił, gdy Nicole gwałtownie wpiła się w jego usta, przyciągając bliżej do siebie za materiał jego koszuli i wgryzając się w jego wargę. Odczuł ból, ale jedynie przez chwilę, w której na jego twarzy wymalowało się wyraźne zaskoczenie nagłym i niespodziewanym gestem, którego prawdopodobnie nigdy by się nie spodziewał z jej strony. Tak samo szybko jak się pojawiło, tak samo szybko zniknęło, gdy bez zastanowienia odwzajemnił jej pocałunek, tak samo zachłanny, jak gdyby był naprawdę spragniony smaku i dotyku jej ust. I być może był, może podświadomie brakowało mu bliskości drugiego człowieka, a może po prostu nie myślał zbyt trzeźwo, bez namysłu biorąc to, co najwyraźniej zostało mu teraz ofiarowane, nie roztkliwiając się ani nad konsekwencjami ani nad okolicznościami. Dobrze wiedział, że jego serce tak naprawdę należało do kogoś zupełnie innego, jednak w tamtej chwili nie miało to żadnego znaczenia, skoro z tamtą osobą tak naprawdę nie powinien mieć nic wspólnego, a przynajmniej nie w ten sposób.
Nie było jednak miejsca, czasu ani możliwości na przemyślenia, skoro i tak przekraczali już pewną granicę i posuwali się zdecydowanie za daleko. Niemalże od razu jego dłonie znalazły swoje miejsce na talii dziewczyny, gdy on całym ciężarem ciała napierał na nią, zmuszając ją do postawienia kilku kroków w tył, aby w końcu przycisnąć ją do ściany za jej plecami. Jedna z dłoni wślizgnęła się pod jej koszulkę, dotykając jej chłodnej skóry i przesuwając się na jej plecy. Ruchy Hugh pozbawione były jednak delikatności, a raczej pełne były pewnej gwałtowności, z którą przyciskał ją coraz mocniej do twardej ściany, starając się przejąć kontrolę nad pocałunkiem, jakby jej usta były jedynie kolejną formą narkotyku, od którego potrafił się szybko uzależnić.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Lut 21, 2017 12:42 am

Nie jestem pewna czy potrafiłabym spytana w tym czasie wymienić więcej niż pięć sytuacji, w których uległam tak gwałtownym emocjom jak te dzisiaj. Przecież przez większość życia starałam się być opanowana, nie wybuchać gniewem bez powodu, gniewem, który tak szybko miał przybrać zupełnie inny odcień. Fakt, zdarzyło mi się już wylądować z kimś w łóżku dlatego, że potrzebowałam zapomnienia, jednak w tamtym momencie bliskość drugiej osoby miała nieść ze sobą pocieszenie, nie zaś być metodą na odreagowanie złości, która szarpała moimi trzewiami. Choć może i tym razem o to nie chodziło? Może gdybym spojrzała na to trochę trzeźwiej zauważyłabym coś co kryło się głębiej, coś co miało wiele wspólnego z przywiązaniem, które pojawiło się z mojej strony w relacji z mężczyzną? Przywiązanie zupełnie innego rodzaju niż to przyjacielskie, takie, którego zupełnie nie spodziewałabym się między nami, o którym wolałam nie myśleć odpychając od siebie wszelakie jego przejawy, ignorując sygnały ostrzegawcze.
By w końcu znaleźć się z Hugh w takiej sytuacji.
Nie podejrzewałam się nawet o zdolność do takiego wybuchu namiętności, o to, że smak krwi, który pozostał i na moich ustach po przegryzieniu jego wargi sprawi jedynie, że przez mój kręgosłup przebiegnie dreszcz silnego podniecenia. Od zawsze lubowałam się w czułościach, dzisiaj jednak nie było na nie miejsca, dlatego też całowałam przyjaciela zachłannie, mocno, szybko. Wszystkie moje działania były impulsywne i instynktowne, wyzbyłam się wszelkich kalkulacji, niczego nie chciałam przedłużać.
Nie zaprotestowałam, gdy popchnął mnie na ścianę, jedynie wyginając się odrobinę w niewielkiej pozostawionej mi przestrzeni, by pozwolić mężczyźnie na dalszą wędrówkę dłońmi po moich plecach, nie oznaczało to jednak, że zamierzałam już od tej pory grzecznie i ulegle działać pod dyktando towarzysza. Chciałam mieć kontrolę nad sytuacją, chciałam być tą, która narzuca tempo w działaniu ponieważ odpuszczenie sobie tego było w mojej głowie w irracjonalny sposób równe z udowodnieniem Hugh, że to on miał rację, że on wygrał naszą sprzeczkę, że miał prawo mnie tak traktować. Buntując się przeciwko temu scenariuszowi oderwałam swoje usta od jego w chwili, w której poczułam jak bardzo mężczyzna stara się dominować w naszym działaniu, zamiast jednak spróbować przerwać wszystko czy uciec w popłochu, po chwili bezruchu i łapania oddechu zaczęłam całować go po łuku szczęki, co chwila pogryzając skórę, nie przejmując się tym, że mogę zostawić tam jakieś znaki. Moje ręce bez namysłu wyciągnęły się w stronę guzików koszuli, które zaczęłam rozpinać pośpiesznie, możliwe, że gdzieś po drodze urywając parę z nich na skutek braku cierpliwości. A gdy tylko materiał zawisł luźno przejechałam paznokciami po odsłoniętej skórze i szybko sięgnęłam dalej, zachłannie dobierając się teraz do spodni, rozpinając je, by następnie wsunąć pod nie dłoń i zacisnąć na chwilę palce w tym samym momencie, w którym ustami zawędrowałam na szyję mężczyzny.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Lut 21, 2017 12:45 am

Hugh nie robił takich rzeczy, ani teraz, ani wcześniej, ani prawdopodobnie nie zrobi tego nigdy więcej w przyszłości, choć co do tego nie mógł być akurat pewien. W końcu dawny i, co ważniejsze, trzeźwy Hugh Randall zapewne nie przypuszczałby, iż kiedyś skończy w tym właśnie miejscu z dziewczyną swojego brata, który siedział teraz w więzieniu oczekując na wyrok, który mógł nie być dla niego pomyślny. Tak samo dawny Hugh, ten, który pracował jako taksówkarz i doskonale maskował wszelkie swoje emocje przed światem zewnętrznym, wyśmiałby tego, kto powiedziałby mu, że za jakiś czas dzień w dzień będzie wstrzykiwał sobie prosto do żył kokainę, zdobytą za podejrzanie niską cenę od jeszcze bardziej podejrzanie wyglądającego mężczyzny. On nie robił takich rzeczy, ponieważ osoba w tym pomieszczeniu nie była do końca nim, a Nicole nie była do końca sobą, a przynajmniej nie tą, którą Hugh zwykł znać.
Wszystko stanęło na głowie. Było zupełnie tak, jak gdyby oboje byli jedynie alternatywnymi wersjami samych siebie w świecie, który nie przypominał tego, do którego zdążyli już przywyknąć. Byli wyrzutkami społeczeństwa, żyjącymi poza jego marginesem i w końcu zaczynali zachowywać się jak osoby, których łatki im przypisano. Kierowane instynktami, niezastanawiające się dłużej nad swoimi działaniami, znacznie przekraczający granice i robiący rzeczy, których gdyby mieli w sobie choć odrobinę zdrowego rozsądku normalnie by nie zrobili. Hugh nie był pewien, czy wolał ten świat bardziej od poprzedniego, w którym wciąż istniały problemy, z którymi trzeba się było uporać, w którym on wciąż był zakochany we własnej siostrzenicy, w którym jego brat miał prawdopodobnie zgnić w więzieniu, jak nie zostać skazanym na śmierć, zanim tak naprawdę zdążyli poukładać między sobą wszystko, co wydarzyło się tak dawno temu. W tej rzeczywistości, a przynajmniej w tej właśnie chwili, nic z tego nie miało znaczenia. Ani Malcolm ani Sonea już nie istnieli, ponieważ Randall nie pozwalał swoim myślom zapuszczać się w tamtą stronę, skupiając się tylko na tym, co miał przed sobą. A, musiał przyznać, było to wyjątkowo rozpraszające.
W normalnych warunkach z pewnością nawet nie rozważyłby chociażby możliwości pocałowania Nicole, cokolwiek by się nie działo, była przecież poza jego zasięgiem. Jednak, jak już zdążył ustalić, to nie były normalne warunki, nic w sposobie, w który się zachowywał, w tym, jakich słów i tonu używał, w znamionach na zgięciu łokcia, w podkrążonych oczach i rozszerzonych źrenicach nie było normalne. Czasem zastanawiał się, czy on sam był normalny, czy może zaczynał już tracić zmysły, posuwając się na skraj desperacji i będąc zaledwie krok od rzucenia się w ciemną przepaść.
Teraz jeszcze nie skakał, jedynie balansował, pozbawiony wszelkiej gracji, na krawędzi, odwzajemniając jej coraz to bardziej zachłannych pocałunkach, które też zdecydowanie do niej nie pasowały. Czy chciała mu coś udowodnić? Czy wzięła sobie do serca rzucone lekkomyślnie wyzwanie? Nie miał pojęcia, ale tak długo, aż czuł jej usta przesuwające się wzdłuż jego szczęki czy dłonie w pośpiechu rozpinające guziki jego koszuli, nie zamierzał narzekać. Przez chwilę pozostawał niemalże bierny na jej działania, zatrzymując ruch swoich dłoni, przymykając lekko oczy i pozwalając, aby każdy jej dotyk wywoływał natychmiastową reakcję jego organizmu, delikatne dreszcze przebiegające wzdłuż jego kręgosłupa (miał nadzieję, iż nie były to pierwsze znaki uciekania narkotyków z jego organizmu). Nie przeszkadzało mu to, iż od czasu do czasu przygryzała jego skórę czy że paznokciami przejechała wzdłuż jego klatki piersiowej, wręcz przeciwnie, im bardziej czuł jej dotyk, tym szybciej zaczynało bić jego serce i tym bardziej zaczynał chcieć więcej. Kiedy nagle jej dłoń wsunęła się pod materiał jego spodni, a usta składały pocałunki na jego szyi, wstrzymał na chwilę powietrze, aby w końcu wypuścić je głośno, w końcu wyłamując się z chwilowej bierności. Jedną z dłoni, tą, która jeszcze chwilę dość zapalczywie wślizgiwała się pod jej koszulkę, zacisnął na jej nadgarstku tylko po to, aby wyciągnąć jej rękę z własnych spodni, a następnie szybkim ruchem podciągnąć materiał do góry, zrzucając go na podłogę. Nie zamierzał czekać ani chwili dłużej, jego ruchy były więc pospieszne i gwałtowne, gdy gdzieś w tyle głowy miał tą świadomość, iż z każdą chwilą ubywa mu czasu i jeszcze trochę, a prawdopodobnie nie będzie mieć zbyt wiele siły, aby chociażby podnieść się z łóżka. Niemalże od razu więc przycisnął swoje usta do jej, ale tylko na chwilę, przesuwając je w okolicę jej ucha a następnie na szyję, gdy tym czasem jego dłonie rozpinały jej spodnie, pozwalając, aby zsunęły się na podłogę. Obie dłonie zacisnął na talii dziewczyny, z ustami przyciśniętymi do jej skóry unosząc ją w górę i pozwalając, aby oplotła nogi wokół jego bioder, samemu obejmując ją ramionami i odwracając się w stronę stojącego za nimi łóżka. Za oknem słońce zaczęło nieśmiało wychodzić już zza horyzontu, jednak w pomieszczeniu wciąż panował jeszcze półmrok. Noc mogła dobiegać już końca, jednak dla nich miał to być dopiero początek.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Lut 21, 2017 12:45 am

Wszystko działo się szybko, wszystko było tak intensywne, tak niesamowicie wyzwalające od wszelkich znanych mi do tej pory granic. Zapamiętana w swoim działaniu nawet nie zauważyłam, gdzie i kiedy zostały porzucone moje ubrania, nie zwracałam uwagi na nic poza moim towarzyszem i przyjemnością, którą czerpałam z naszego starcia. Umknęło mi tak wiele szczegółów, bo najbardziej skupiłam się na samym działaniu. Nie zastanawiałam się nad tym co robię, pozwoliłam by kierowały mną wszelkie pragnienia skryte głęboko we mnie, pierwotne instynkty, czy cokolwiek innego co doprowadziło mnie, nas do tej sytuacji, do tej chwili, w której podniszczone łóżko w opuszczonym mieszkaniu na chwilę sprowadziły się do granic mojego świata. Bo nic będące poza nim mnie nie interesowało.
Myśli dopadły mnie dopiero w chwili, w której mój oddech się powoli zaczął się uspokajać, a wzrok błądził po suficie śledząc szlaczki nakreślone przez pęknięcia farby. Zakradły się skrycie podtruwając mój umysł obawami i wyrzutami sumienia, których nie chciałam czuć. Nie miałam ochoty rozważać powodów moich działań, zastanawiać się na ich właściwością, ponieważ rozpamiętywanie tego, szczególnie w momencie, w którym nadal leżałam obok Hugh, słysząc wyraźnie jego oddech, mając jego ciało na ledwo wyciągnięcie dłoni. Czułam bijące od niego ciepło, przyjemne i na swój sposób kojące i na tym spróbowałam się skoncentrować. Na bliskości drugiej osoby, której tak mi brakowało, nie zaś na resztkach wygasającego już gniewu czy też coraz głośniejszych podszeptach sumienia, które wcale nie niosły ze sobą miłych wniosków. Może i było to swego rodzaju ucieczką, jednak w pewnych chwilach lepiej pozostawić sobie zetknięcie się z rzeczywistością na dużo późniejszy okres. Ba, czasem całkowicie można sobie było je darować.
Okręciłam się na bok i spojrzałam na spokojną już twarz mężczyzny, tak odmienną od tego co widziałam na niej jeszcze parę chwil temu, pozbawionej zaciętości, niemalże delikatną. Powędrowałam wzrokiem po jego ciele, częściowo okrytym już kocami, zastanawiając się jak wiele znamion po ostatnich kilkunastu dniach pojawiło się na jego skórze. Co go spotkało? Gdzie był? Dlaczego odszedł? Wyciągnęłam nieśmiało rękę by ledwo opuszkami palców musnąć jego obojczyk, a następnie przejechać nimi dalej, wzdłuż ramienia, do łokcia, zatrzymując dłoń dopiero, gdy poczułam pierwsze wybrzuszenie blizny. Małej, okrągłej, ledwo widocznej, jednak obecnej. Tej i kilu następnych. Tym razem nie mogłam tego zignorować, nie było już wściekłości, która przesłoniłaby obraz przed moimi oczami, westchnęłam więc z troską i pogładziłam delikatnie każdą z tych blizn, by w końcu cofnąć dłoń i ponownie spojrzeć na twarz mężczyzny.
- Co ty najlepszego zrobiłeś, Hugh? - spytałam cicho, czując jak w moim gardle rośnie gula.
Bo przecież miałam przed sobą idealny dowód na to, że mężczyzna wcale nie był sobą. Te blizny, wybuchy gniewu, rozszerzone źrenice, najprawdopodobniej wstrzykiwał sobie do organizmu jakiś narkotyk, nie byłam jednak pewna czym on był.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1998-hugh-randall
http://panem.forumpl.net/t3568-hugh-2-0#56041
http://panem.forumpl.net/t3567-hugh-randall#56040
Wiek : 34
Zawód : Poszukiwany
Przy sobie : scyzoryk wielofunkcyjny, leki przeciwbólowe, niezarejestrowana broń palna, zapalniczka,zdobiony sztylet, fałszywy dowód tożsamości, telefon komórkowy
Obrażenia : anemia

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   Wto Lut 21, 2017 12:46 am

Dobrze wiedział, iż najgorsze miało dopiero nadejść. Wszystko to, co wydarzyło się przed kilkoma minutami zdawało się teraz nie mieć większego znaczenia, gdy obrazy zlewały się ze sobą w jedną, ciemną masę pod jego przymkniętymi powiekami. Teraz, o wiele bardziej niż wcześniej, był pewien, iż popełnił błąd. Nie powinien wracać, powinien zaszyć się gdzieś jak najdalej od Kapitolu na tak długo, aż wszystkie wydarzenia nie poukładają się w jego głowie, a on na nowo będzie potrafił być dawnym sobą. Czy jednak było to możliwe? Każda kolejna dawka narkotyków zmieniała go przecież w innego człowieka i za każdym razem, gdy postanawiał sięgnąć po strzykawkę, podejmował decyzję, iż nie chce być tym, kim był kiedyś. Być może nieświadomie, wiedziony za rękę przez demony przeszłości i towarzyszące jego myślom szepty, które przypominały, jak wiele złych rzeczy wydarzyło się wokół tej osoby, którą był przez tyle lat. Być może nie myślał jasno, godząc się na tak radykalne i najzwyczajniej w świecie idiotyczne rozwiązanie swoich problemów, jednak wtedy to wszystko wydawało się dla niego o wiele za ciężkie i zbyt przytłaczające, aby mógł po prostu się zastanowić. Czasy, w których rozmyślał nad każdym swoim ruchem, kiedy poddawał przemyśleniom kolejne słowa i czyny, zostały już dawno za nim.
Najwyraźniej nie wszyło mu to wszystko na dobre, ale nigdy nie przypuszczał, że cokolwiek w jego życiu jeszcze takie będzie. Los miał w zwyczaju płatać mu figle za każdym razem, gdy zaczynał czuć się zbyt komfortowo i gdy w końcu myślał, iż być może odnalazł szczęście i spokój duszy, za którymi gonił przez tak długi czas. Postanowił więc nie dawać mu tej okazji, nie przywiązywać się do niczego zbyt mocno, nie na tyle, aby utrata wciąż mogła go boleć. Nicole pozostawała jedynym połączeniem jego przeszłością, pomostem między tym, kim się stał a tym kim był i nie był pewien, czy nie lepiej byłoby po prostu i ją pozostawić w tyle.
Oczywiście, że byłoby lepiej. Wiedział to w chwili, w której przekroczył próg mieszkania, kiedy starał się nie zwracać na nią uwagi, kiedy mimo wszystko pozwalał sobie ją całować i wiedział to nawet teraz, zaciskając oczy, czując jak narkotyki wstrzyknięte do jego ciała już jakiś czas temu przestają właśnie działać, a on zaczyna żałować, że nie zabrał ze sobą nic więcej. Wszystko wydawało się o wiele łatwiejsze, gdy pozwalał, aby to instynkty i chemikalia kierowały jego czynami. Gdy był zupełnie trzeźwy pojawiały się nieporoszone myśli, wspomnienia, uczucia, rzeczywistość nagle przestawała być jedynie snem, w którym wszystko było możliwe, a raczej koszmarem, w którym musiał żyć.
Przez chwilę leżał bez ruchu, z zamkniętymi oczami i gdyby nie unosząca się i opadająca w nieregularnym rytmie klatka piersiowa, można by pomyśleć, iż był martwy. Choć mógł wyglądać, jakby pogrążony był w głębokim śnie, tak naprawdę nie spał, wsłuchując się w bicie własnego serca, w oddech leżącej obok Nicole i we własne myśli, które teraz były o wiele głośniejsze. W jego głowie brzmiały niczym huragan dźwięków, głosów i słów, zlewających się ze sobą i rozsadzające jego umysł od środka. Na czole lśniły kropelki, potu i czuł przerażające pragnienie. W tamtym momencie nienawidził siebie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, mając tak wiele powód i nie wiedząc, który z nich był najważniejszym.
Pod dotykiem dłoni Nicole wzdrygnął się, trochę zbyt gwałtownie wyszarpując dłoń i otwierając oczy, aby niemalże natychmiast poderwać się z miejsca i usiąść na krawędzi łóżka, zwracając się do niej plecami. Schował twarz w dłonie, pochylając się do przodu i próbując powstrzymać nieprzyjemne i narastające w głowie pulsowanie. Przez okno sypialni do pokoju wpadały już pierwsze, nieśmiałe promienie słońca. Nowy dzień właśnie się rozpoczynał i jedynym, o czym Hugh potrafił myśleć w tamtym momencie, było to jak bardzo pragnął, aby już się skończył.
- Nic. Nie ważne – powiedział szorstkim tonem, wciąż nie czując się do końca sobą, choć tak naprawdę nie do końca wiedział, jakim tak naprawdę był Hugh Randall. Przez wszystkie te lata być może dostosowywał się jedynie do oczekiwań innych, tak naprawdę nie potrafiąc przypisać do twarzy jednego, utartego charakteru. W tej chwili był jedynie kimś, kto być może popełnił właśnie o jeden błąd za dużo.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Nicky & Hugh   

Powrót do góry Go down
 

Nicky & Hugh

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Hugh Randall
» zjadłabym budyń

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje :: Rozgrywki-