IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Rory i Tyler

 

 Rory i Tyler

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Rory i Tyler   Czw Cze 25, 2015 9:03 pm

Wątek przeniesiony z kuchni w bunkrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t590-aurora-carter
http://panem.forumpl.net/t2300-rory
http://panem.forumpl.net/t1281-rory-carter
http://panem.forumpl.net/t1968-rory-carter-i-jack-caulfield#24806
http://panem.forumpl.net/t594-rory
http://panem.forumpl.net/t599-rory-carter
Wiek : 24
Zawód : dziennikarka, zastępczyni redaktora naczelnego CV
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, zapalniczka, scyzoryk, portfel
Znaki szczególne : ruda i piegowata, nie sposób nie zauważyć.
Obrażenia : skłonność do infekcji

PisanieTemat: Re: Rory i Tyler   Czw Cze 25, 2015 9:10 pm

Gdyby w Kapitolu przeprowadzano plebiscyt, w którym znalazłaby się kategoria Najgorszego Przyjaciela, Rory śmiało mogłaby startować w tegorocznej edycji i mieć całkiem sporą szansę na zgarnięcie głównej nagrody. W trym roku zawiodła już bliskich tyle razy, że nawet nie potrafiła tego zliczyć. Oczywiście, że nie robiła tego specjalnie, zawsze mając jakiś szlachetny powód na uwadze, ale zanim zauważyła, że wpadki zaczynają piętrzyć się niebezpiecznie, było już za późno.
Nie było sensu wymieniać, kogo zawiodła na całej linii, a kogo tylko trochę, niechlubne elementy biografii raziły po oczach, a w przypadku niektórych nie mogła się nawet zasłonić chwiejnością hormonów ciężarnej, ponieważ wydarzyły się dawno, dawno temu i nie zostały naprawione po dziś dzień.
Lecz właśnie naprawianiem relacji postanowiła zająć się Rory, gdy na własnej skórze poczuła, jak to jest nie otrzymać wsparcia w najcięższych momentach życia. Jakkolwiek by się nie zapierała, nazywała bytem samowystarczalnym, silną i niezależną kobietą, pewnych dróg nie potrafiła przejść w pojedynkę. Nie dlatego zdecydowała się wyciągnąć rękę do zgody w kierunku Tylera, ale kiedyś musiał nastąpić ten dzień, w którym porozmawiają szczerze. Nie mogli przecież unikać się w bunkrze wiecznie, Carter próbowała tego zagrania z innym jego mieszkańcem, jednak poniosła sromotną porażkę. Kolejną w swoim krótkim życiu.
Już od jakiegoś czasu próbowała podejść Dawsona, kompletnie jednak nie potrafiła się za to zabrać. Jak na dziennikarkę przystało, powinna najpierw zebrać garść informacji, by w ogóle zaczynać rozpracowywać kogokolwiek, jednak wypytywanie członków Kolczatki o jej nowego członka nie wydawało jej się najrozsądniejszym pomysłem. Nie w chwili, gdy wszyscy wiedzieli, że była w ciąży, a nie znali personaliów ojca dziecka. Rudowłosa nie mogła sobie pozwolić nawet na najmniejszą plotkę, a te, jak wiadomo, rozchodziły się w wąskim gronie z prędkością światła.
W końcu odkryła, czego młody mężczyzna, praktycznie niewystawiający nosa z bunkra, może chcieć od życia. Zachowując się jak rasowy stalker, upewniła się, jak zazwyczaj wygląda dzień Tylera i zdecydowała się wreszcie uderzyć w porze obiadowej.
Lekcje gotowania nie poszły w las, spaghetti pachniało pięknie już w domu, smakowało jeszcze lepiej, a Rory mogła mieć tylko nadzieję, że jego jakość utrzyma się po podgrzaniu w bunkrowej kuchni. Oczywiście, że śledziła Dawsona i wiedziała, gdzie aktualnie się z znajdował, nie zamierzała tego ukrywać nawet po przekroczeniu progu pomieszczenia. Nie rozglądała się niepotrzebnie, nie przywoływała na twarz sztucznego zaskoczenia. Postawiła na szczerość i naturalność, co wydawało jej się w tej chwili prawidłowe, odpowiednie i bardzo grzeczne, biorąc pod uwagę, że startowała z gorszej pozycji, bo to on jej miał wybaczać, a nie odwrotnie.
Zauważyła, że próbuje czytać nowe wydanie Capitol’s Voice, podłapała to więc jako doskonały pretekst do rozmowy i podeszła pewnym krokiem do miejsca, w którym siedział mężczyzna.
- Straszny szmatławiec, nie marnuj na niego czasu – uśmiechnęła się, trochę nerwowo, uroczym określeniem nazywając gazetę, której była przecież vicenaczelną. Poczucie humoru podstawą do nawiązania rozmowy, prawda?
Pudełko termiczne z porcjami spaghetti postawiła na blacie tuż przed nimi, sugerując jawnie, że zamierza podzielić się jedzeniem z Tylerem i nie przyjmuje absolutnie żadnej odmowy.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
http://panem.forumpl.net/t2393-tyler-dawson
http://panem.forumpl.net/t2409-tyler
http://panem.forumpl.net/t2408-tyler-dawson
http://panem.forumpl.net/t2422-tyler
http://panem.forumpl.net/t3244-clara-fairbain-frederick-rivendelle
Wiek : 23 lata
Zawód : technik w hotelu
Przy sobie : telefon, klucze, fałszywe dokumenty (Frederic Ravendille)
Znaki szczególne : często okulary-zerówki, skórzana kurtka, krótsze włosy

PisanieTemat: Re: Rory i Tyler   Nie Cze 28, 2015 9:47 pm

Żyjąc według zasad bunkrowej rzeczywistości, żyłeś zgodnie z wszelkimi panującymi tam regułami, z planem dnia, którego nikt nie ustalił oraz z tymi samym twarzami wręcz do znudzenia przewijającymi się w tych samych szarych pomieszczeniach. Rzadko kiedy trafiał się ktoś nowy lub, bardziej precyzyjnie, zwykle się nie trafiał, bo niby skąd? Jakiś czas temu dołączyła do Kolczatki Sonea, ale ją (niestety) znał. Oczywiście mógł wypytywać dziewczynę o życie, o to, jak jej się wiedzie czy nawet, jak wygląda sytuacja w dzielnicy (której obraz po zmianach w władzy znał dość dobrze, akurat z takimi sprawami starał się być cały czas na bieżąco), ale nawet tak pozornie proste i dość codzienne pytania powoli stawały się dla niego utrapieniem. Pewnie gdyby był bardziej zdesperowany, opracowałby jakiś system, według którego mógłby funkcjonować wśród mieszkańców oraz bywalców bunkra tak, aby z jednej strony oni nie mieli go dość, a z drugiej on ich. Mógłby wybierać po kolei osoby, którym najpierw jakoś uprzykrzałby życie, a potem powoli się z nimi dogadywać albo mógłby po prostu ustalić grafik, według którego każdego dnia rozmawiałby z kimś innym.
Na szczęście spędzenie paru miesięcy w bunkrze nie wpływało jeszcze aż tak źle na jego psychikę i trzymał się z dala od podobnych rzeczy. Nie znaczyło to jednak, że czasem faktycznie nie rozmyślał o osobach, które ostatnimi czasy widywał prawie codziennie i jeśli teraz miałby uogólnić to chyba nie przesadziłby twierdząc, że nie trafił najgorzej. A może nawet całkiem nieźle? Lubił ich, jednych bardziej, innych mniej, ale na pewno żadnemu z nich nie mógłby odmówić dobrych intencji.
Jednak wśród tej gromady był też ktoś, z kim nie zamienił ani słowa od chwili, kiedy pojawił się w bunkrze. Właściwie z kim nie zamienił słowa od dobrych paru miesięcy. I o ile większość swoich nowych znajomych potrafił jednoznacznie określić, tak co do Rory dalej miał parę wątpliwości. Zapewne bezpodstawnych – skoro z nią nie rozmawiał, nie miał prawa jej osądzać, mógł kierować się jedynie przedawnionymi uczuciami jeszcze z rebelii, które nijak miały się do teraźniejszości. Podczas swojego pobytu w nowym miejscu nie próbował co prawda nie próbował unikać kobiety, bo, z jednej strony nie miał jak, a z drugiej wydawało mu się to głupie, ale też nie biegł do niej z zamiarem zakopania topora wojennego. Wiedział, że kiedyś, prędzej czy później, i tak to nastąpi i pewnie powinien nawet jako pierwszy dać jej znać, że przyszedł na to czas.
Ale chyba nie zdążył. To Carter jako pierwsza odnalazła go w bunkrowej kuchni podczas przeglądania gazety. Usłyszał jak drzwi trzasnęły, ale nie odwrócił się przyzwyczajony już do tego, że w siedzibie samotność nigdy nie trwa zbyt długo. Zauważył, że to ona dopiero, gdy się odezwała i, mówiąc szczerze, był odrobinę zaskoczony. Zaraz jednak starł ten zdziwiony wyraz twarzy, zastępując go uprzejmym uśmiechem. – Skoro tak mówisz – powiedział, obserwując, ją ciekawie. – Jako dziennikarka pewnie lepiej orientujesz się, która gazeta jest najlepsza, więc może mi doradzisz? – zapytał, tym razem już nie kryjąc zdziwienia, gdy Rory wyłożyła przed nim dwa opakowania termiczne wypełnione… prawdziwym spaghetti! Nie wyglądało jak to z kubeczka, które wymagało jedynie zalania opakowania odpowiednią ilością wody i jeszcze ten zapach… Jak długo nie jadł domowego spaghetti? Stanowczo za długo. - Hmm, ktoś będzie miał sporo szczęścia mogąc zjeść z Tobą taki obiad… – rzucił, zastanawiając się, czy to nie on przypadkiem miałby być tym szczęśliwcem. Nie zapytał o to jednak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Rory i Tyler   Today at 10:49 am

Powrót do góry Go down
 

Rory i Tyler

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Rory Carter i Jack Caulfield
» Nathaniel 'Rory' Pressley

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje :: Rozgrywki-