IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Alois Owen

 

 Alois Owen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3349-alois-owen
http://panem.forumpl.net/t3365-alois-owen
http://panem.forumpl.net/t3364-alois-owen
Wiek : 12 lat
Przy sobie : tablet, rower, gaz pieprzowy, aparat fotograficzny, telefon komórkowy, karty do gry, fałszywy dowód tożsamości
Znaki szczególne : Wybujała wyobraźnia, znakomity mówca

PisanieTemat: Alois Owen   Sob Cze 06, 2015 6:10 pm


*Alois Owen*
ft. *Thomas Brodie-Sangster*
data i miejsce urodzenia
*25.06.2271, Dzielnica Wolnych Obywateli*
miejsce zamieszkania
*Dzielnica Wolnych Obywateli*
zatrudnienie
*Nie pracuje, jest za młody*
Rodzina

*
Matka (Antoinette) wraz ze swoim mężem, a zarazem ojcem (Abelard) Aloisa nigdy nie zauważyli, że ich syn jest chory. Mieli inne problemy, jak chociażby brak czegoś, co można było włożyć do garnka, które pojawiły się po przeniesieniu tej rodziny do getta.  Jednak nie zaniedbywali chłopca w zbyt znaczącym stopniu. Starali się być dobrymi opiekunami, jednak życie sprawiło, że niekoniecznie zawsze mieli okazję do spokojnej dyskusji, więc logiczne, że w och oczach Alois to normalne dziecko. Za to więcej uwagi poświęcała mu starsza o trzy lata Gabriella. Była zaangażowana w próby przeżycia w getcie w mniejszym stopniu niż ich rodzice, więc miała szanse zauważyć, że coś nie gra. Kiedy już w pełni zdała sobie sprawę z jego zaburzeń, została aresztowana, a rodzeństwo już nigdy więcej się nie zobaczyło...

Generalnie, jeżeli przejrzeć życiorysy najbliższych krewnych najmłodszego Owena, można stwierdzić, że każdy z nich jest bardzo interesującą i oryginalną osobą. W sumie Alois również, szkoda tylko że jego ponadczasowość zawdzięcza racje bytu temu typu problemom...
*

Historia

*

Nie wiadomo, czy liczba osób, które zdają sobie sprawę z tego, że życie ludzkie jest jakby podzielone na dwie części, jest znacząca. Może być nieznaczna bądź sporawa, ewentualnie neutralna. Na pewno taki człowiek wie, na czym polega taki podział. A Ty? Jeżeli nie, z chęcią to wyjaśnimy.
Życie toczy się swoim monotonnym rytmem, chociaż można by polemizować ze względu na wojny. Ze względu na wszechobecne cierpienie przeplatające się ze szczęściem, co daje swoisty kontrast. To w sumie dobrze. Jednak to wszystko jest na porządku dziennym, problemy i powodzenia ludzkości dość naturalnie wchodzą w skład ogólnego scenariusza naszej egzystencji.
Każdy ma jakby dwa światy.
Pierwszy, ten realny, dość często przyprawia nas o niemałe cierpienie. Dość często odsłania na widok publiczny bestię, jaka drzemie w naszym Panie i Stwórcy.
Drugi został utkany z naszych osobistych fantazji. Czasami dość trudno uwierzyć, że nie zawsze otacza nas szczęście i poczucie bezpieczeństwa, czyli to, co może zawsze wykreować nasz umysł. Wiele ludzi dość często zatapia się całym sobą w tym mirażu, złudzeniu, iluzji. Jednak potrafią powrócić do rzeczywistości i toczyć życie, naszpikowane zasadzkami, które dość gęsto zaścielają nasze życiowe drogi.
Nie każdy potrafi powrócić.
I w tym tkwi szkopuł...
Dlatego przedstawimy historię kogoś, kto kompletnie zatracił się w swoich fantazjach. Dokładniej mówiąc, kłamstewkach, które układa sobie w każdej wolnej chwili, by następnie uwierzyć w nie całym sobą, zamazując tym samym kontrast zaistniały między tymi dwoma światami. Mówiąc konkretniej, świat fantazji pochłonął go tak bardzo, że kłamstwa stały się jego codziennością, a sam przeobraża się w jedną wielką nieprawdę...


Moja osobista relacja



Początkowo żyliśmy w dość bogatym miejscu. Cieszyliśmy się szacunkiem i dostatkiem. Używaliśmy swoich mocy dość obficie. Pewnego dnia nasi krewni postanowili nas wydać. Że stanowimy niemałe zagrożenie dla społeczeństwa. Ale... my niczemu nie zawiniliśmy! Uciekaliśmy się do paranormalnych zdolności tylko w chwilach największego zagrożenia...
Dlatego musieliśmy zmienić adres zamieszkania. Nowe miejsce miało o wiele gorsze warunki niż poprzednie. Jedno ale: pilnowano nas zawzięcie. Nie mieliśmy już tej swobody. Jednak jakoś dało się żyć. Było trudno i monotonnie, acz do wytrzymania.
Pominę streszczanie naszego życia w nowym miejscu. Przeniosę Was w realia pewnego dnia, kiedy nasze moje ponownie stanęło do góry nogami:

Był niezbyt ciepły, listopadowy dzień. 2283 rok. Zajmowałem mój ulubiony fotel, w którym mógłbym siedzieć bez końca. Niezbyt przejmuję się tym, co dzieje się z aktualną pogodą, mimo że powinienem wyjść chociaż na chwilę, by nacieszyć się tym zimnem, które nad wyraz lubię i wiele dałbym za to, by było tak zawsze.
Wiem, co dzieje się na Dworcu Kolejowym. Słyszałem krzyki, płacz, ale nie tylko, jednak to wszystko utrzymuje mnie w jednym przekonaniu – coś tam się dzieje. I coś chyba niezbyt przyjemnego.
O, wiem. Mój szósty zmysł, jaki otrzymałem podczas narodzin, podpowiada mi, że po prostu ktoś mnie zdradził. Wydał mnie za paczkę fajek. Albo jeszcze gorzej.
Dlatego nie mogę stąd wyjść. Zostałbym schwytany, a następnie poddany torturom, by wyciągnąć ze mnie wiele informacji. Może im zależeć chociażby na tym, by dowiedzieć się, co się stało z moimi rodzicami i siostrą. Nie od dzisiaj wiadomo, że mój ród jest bardzo stary, liczy sobie wiele tysiącleci. Zostaliśmy obdarzeni paranormalnymi zdolnościami. To pomogło nam uzyskać dość znaczącą rolę w społeczeństwie. Nie tylko w tym teraźniejszym.

Jestem Alois Owen.
Moją rodzinę obdarto ze wszelkich praw. Grożono nam, że zostaniemy zabici, jeżeli użyjemy naszych mocy względem tymczasowej władzy. Dlatego moja rodzina uciekła, zostawiając mnie tutaj z nadzieją, że taka młoda osoba jak ja nie zostanie schwytana przez wrogów naszej rodziny. I ja również przez jakiś czas żywiłem tego typu nadzieje. Myliłem się. Przeczuwałem po prostu to samo, co moja najbliższa rodzina. Kiedy jednak moje umysłowe, paranormalne zdolności doszły do głosu, wnet zorientowałem się, że trwająca na Dworcu wywózka dotyczy tych, którzy zostali przesłuchani w sprawie schwytania Owenów. Jednak mówię tutaj w przeważającej większości o mnie samym. Przecież jestem wśród nich najbardziej zdolny, inteligenty, dlatego ich priorytetem jest znalezienie mnie. Właśnie mnie...

Ciche pukanie do drzwi, które jednak przeistoczyło się w natrętne walenie. Przestraszyłem się nie na żarty. Wiedziałem, że ONI przyszli po mnie. Tak, ktoś musiał mnie zdradzić, to fakt niezaprzeczalny. Przekonałem się o tym, kiedy otworzyłem drzwi (musiałem otworzyć, niech sobie myślą, że niczego się nie spodziewałem... może w takim przypadku puściliby mnie wolno? Nadzieja matką głupich, aczkolwiek czasami musimy jej co nieco powierzyć) i zobaczyłem dwóch rosłych, ubranych na biało mężczyzn.
- A stawić się na Dworcu to nie łaska? - jeden z nich, mówiąc to, wyszczerzył się w sarkastycznym, pełnym widocznego i wyczuwalnego na kilometr jadu uśmiechu. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale jego kompan przerwał mu i powiedział po prostu z chłodem w oczach:
- Pójdziesz z nami, chłoptasiu.
Nie wyrywałem się. Nadal myślałem, że moje nadzieje znajdą jeszcze ujście w rzeczywistości. Dałem się im poprowadzić...


(Dworzec w getcie)

…na dworzec kolejowy.
Wokół było pełno tłoczących się ludzi. Niejeden próbował się wyrwać, niejeden nie czynił nic, co tylko by mu pomogło w zaistniałej sytuacji.
Ah, niesamowite! Więc tyle ludzi postanowiło trzymać moją stronę? Stronę mojego rodu? Jestem im bardzo wdzięczny, no, oprócz tych, którzy mnie wydali, jednak nie powinienem się im dziwić. Na pewno podjęto starania ku temu, by tylko dowiedzieć się czegoś o Owenach. Strach przed śmiercią, przed bólem, obezwładnił ich, co było więcej niż pewne, więc musieli powiedzieć.
- Zapraszam kolejne 20 osób do drugiego wagonu.
Oto, co usłyszałem. W sumie straciłem resztki nadziei – mój plan się nie powiódł i tym samym musiałem się pogodzić z tym, co mnie czeka. Nawet nie wiedziałem, gdzie nas wywożą... słyszałem tylko, że to ma być nauczka. Oczywiście nie dotyczyła mnie, złapali mnie z innego powodu, o którym już wspominałem.
Właśnie miałem wsiadać, kiedy nagle... poczułem czyjąś dłoń na plecach. Było to przyjemne uczucie, jednak nie o to się teraz martwiłem. Nie zdążyłem nawet pomyśleć, do kogo może należeć ta ręka.
Złapała moje wierzchnie odzienie i odciągnęła od tego tłumu, chowając się ze mną za jakimś budynkiem. Nie pamiętam za co służył, a może w ogóle nie zwróciłem na to uwagi – nieważne. Podobnie było z aparycją tej nieodgadnionej postaci, nie przestudiowałem zbyt wnikliwie jej wyglądu, jednak na tyle, by móc stwierdzić płeć. Kobieta uśmiechnęła się życzliwie, a następnie przemówiła.

Muszę przyznać, że początkowo bałem się, bałem się bardzo, nie wiedziałem, kim właściwie jest ta osoba. A mogła być doprawdy każdym. Okazało się jednak, że jest po mojej stronie. Nie, nie jestem taki naiwny, by wierzyć na słowo dopiero co poznanej osobie. Ale mi tu chodzi o coś zupełnie innego: dzięki moim mentalnym mocom, przejrzałem jej aktualne myśli (samą wolą, oczywiście) i dowiodłem samemu sobie, że nie muszę uciekać.
- Chłopcze, jedziesz do Dzielnicy Wolnych Obywateli. Tam przyjmiesz inne nazwisko: Bush. Abraham Bush, konkretyzując. - spojrzała na mnie z nienagannym uśmiechem, tym z kategorii najmilszych i nie kryjących żadnych podtekstów. - zapamiętaj – dodała nieco ostrzejszym tonem.
Ogólnie rzecz biorąc, jestem bardzo ciekawą, wartościową osobą i nie mam tutaj na myśli tylko swoich mocy, które odziedziczyłem po swoich przodkach. Cechuje mnie nieprzeciętna inteligencja, bystrość, spostrzegawczość... można byłoby tak wymieniać tego rodzaju określenia w nieskończoność, nawet, jeżeli niekiedy są to wyrazy bliskoznaczne.
Wkrótce potem wszystko się ustabilizowało. Zostałem wysłany poduszkowcem w zupełnie inne miejsce, tak różne od tego, jakie do tej pory można było zwać moim domem. Tutaj było o wiele ładniej, nawet przypadkowi przechodni wyglądali milej i jakoś tak lepiej im z oczu patrzyło. Podejrzewam, że nikt tutaj nie zna mojego rodu. Nie muszą bać się zagrożenia – nie przejmowali się atakiem ze strony najbardziej magicznej rodziny na całym świecie, więc beztrosko chodzili po tutejszych uliczkach – z psem, siatkami z zakupami czy też trzymając dłoń swojej drugiej połówki. Było też wiele takich, którzy wędrowali sami.
Chętnie użyłbym swoich mocy, by ta beztroska i samozadowolenie zniknęły bezpowrotnie z ich twarzy... doprawdy, widok ten doprowadzał mnie do szewskiej pasji. Byłem wściekły, że nie mają takich problemów jak ja... przez moje pochodzenie los sprawił mi wiele przykrości, przede wszystko chodziło tutaj o zagrożenie dla Owenów.
Po jakimś czasie skojarzyłem fakty. Zorientowałem się, że to te same ulice, te same budynki. To nasze stare miejsce zamieszkania! Doprawdy, mimo mojej nieprzeciętnej inteligencji, nie wiedziałem, co się dzieje... mogłem się jedynie domyślać.

Nie użyłem jednak swoich mocy, odczuwając jakąś dziwną, mentalną blokadę. W sumie nieważne, jednocześnie coś mi podpowiadało, zapewne mój szósty zmysł, że nie w moim interesie było, by zrobić im krzywdę, bo niczemu nie zawinili... Konkretyzując, nie ich wina, że nie znali życia.

Przez jakiś czas mieszkałem z tą kobietą. Było w porządku, jednak pewnego dnia nie wróciła na noc. Czekałem w naszym wspólnym mieszkaniu, bojąc się wyjrzeć na zewnątrz. Przeczuwałem, że jednak tutejsi mieszkańcy zdołali zorientować się w tym, kim jestem, więc stworzyli zasadzkę: porwali moją opiekunkę, chcąc, bym wyruszył na poszukiwania, a wtedy złapią mnie i... resztę znacie. Aż nazbyt dobrze: tortury. By dowiedzieć się czegoś o pozostałych członkach mego rodu, zlikwidować ich, a potem pozbyć się również mnie. To było więcej niż pewne, dlatego podskoczyłem automatycznie, kiedy usłyszałem przeciągły skrzyp, charakterystyczny dla otwierania naszych nienaoliwionych drzwi. Przecież były zamknięte! Na dodatek na dwa zamki! Więc jakim sposobem...
Niewiele myśląc, wysiliłem swój umysł, by zabić tę osobę, jednak przestałem, kiedy zobaczyłem kim jest mój gość.
To kobieta w wieku około dwudziestu lat. Ładna, jednak w jej oczach było coś... co mnie zastanawiało. Dlatego zaufałem mu, uprzednio sprawdzając jej myśli i ponownie dowiodłem samemu sobie, że ta ma dobre zamiary. Podeszła do mnie krokiem powolnym, acz zdecydowanym. Przytuliła, szepcąc mi że od teraz to ona będzie się mną opiekowała...
Przedstawiła się jako Helen.
Helen Favley.



Nagle na scenę wkracza dwójka sanitariuszy. Podchodzą do chłopaka od tyłu, zapinając na nim kaftan bezpieczeństwa. Alois wyrywa się i krzyczy, jednak oni już po chwili robią mu zastrzyk, a sam dwunastolatek zamyka powoli swe powieki, by pogrążyć się w śnie bez snów, pustym stanie, który sprawił że przestał krzyczeć, przestał się ruszyć i bezwiednie opadł w ramiona pielęgniarzy. Jeden z nim zanosi go za scenę, drugi odwraca się do nieco zszokowanej publiczności.
- Przepraszamy za przerwę w spektaklu. Nie wiemy, jak chłopiec się tu dostał, jednak nie wierzcie w żadne jego słowo, nawet jeżeli brzmiałoby dość wiarygodnie. To wariat.



A jak jest naprawdę:

Alois Owen nie jest typowym mitomanem. Co prawda wielu lekarzy twierdzi, że cierpi na pseudologia fantastica, jednak to, co opowiada, nie zawsze mieści się w ustalonych normach tej choroby.
Wśród pewnej garstki specjalistów, którzy znają przypadek dwunastolatka, krąży opinia że jest dość młody, więc jego skłonność do zatajania prawdy i opowiadania kłamstw zazwyczaj ukazującego go w pozytywnym świetle miną wraz z wiekiem. Jednak chłopak wkroczył w wiek nastoletni, a jego mitomania wciąż rośnie w swej sile. Tak, można pokusić się o stwierdzenie, że jest coraz gorzej.

Kłamstwa sprawiły, że całkowicie pochłonął go świat fantazji.

Żyli w Dzielnicy Wolnych Obywateli, do czasu, aż rodzina kuzynki Antoinette dopuściła się straszliwej zdrady. Owenowie nie wiedzieli, co takiego zrobili. Niezbyt ich to obchodziło. Jednak Stwórca zauważył tą obojętność: ukarał również najbliższą rodzinę Aloisa. Wysłano ich do getta. Co prawda obie rodziny mogły żyć razem, wspierając się w trudnych chwilach, jednak ich drogi po podróży rozeszły się i obie strony już nigdy się nie zobaczyły. Wkrótce potem zniknęli nawzajem ze swoich myśli. Przecież na terenie tej otoczonej murem ruinie głównym celem było przeżycie...


Jego rodzina nie uciekła. Po prostu siostra oberwała od Strażników Pokoju za jakieś drobne przestępstwo. Trzymają ją w więzieniu, wraz z rodzicami, którzy podjęli się szukania swojej pociechy, drugą zostawiając samemu sobie, uznali bowiem że Alois poradzi sobie na ten krótki czas. Krótki czas przeobraził się w miesiące, gdyż aresztowano również państwa Owenów.
Tymczasem jego myśli coraz bardziej zatapiały się w fałszywym świecie, stworzonego przez samego Aloisa, jednak chłopak nie mógł o tym wiedzieć.

Pewnego dnia Strażnicy Pokoju zjawili się w jego mieszkaniu i zaciągnęli siłą na Dworzec, gdzie od samego rana trwała wywózka bezprawnych na przymusowe roboty do Dystryktu Dwunastego. Zdziwił ich brak oporu ze strony chłopaczka. Niemniej cieszyli się, że nie stwarzał żadnych kłopotów – dzięki temu dość szybko i sprawnie znaleźli się przy torach kolejowych.

Kobieta? To członek Kolczatki. Zamieszkała z chłopcem w Dzielnicy Wolnych Obywateli – nie mogła znaleźć innego opiekuna dla Aloisa. Pewnego dnia została zatrzymana, gdyż jej działalność na rzecz owej opozycyjnej organizacji udokumentowana została w papierach.
Dlatego przydzielono mu innego opiekuna – Helen Favley, która zgodziła podjąć się tej ryzykownej misji.
Ona wie, że Owen jest mitomanem. Ten wie, że jego nielegalna opiekunka cierpi na amnezję. Tak czy owak, dobrze się uzupełniają, znaleźli nić porozumienia.

Czas mija, a z chłopakiem jest coraz gorzej... Jego opowieści stają się coraz bardziej barwne, zaczyna wierzyć w nie w coraz to większym stopniu.
Czy ktoś podejmie się starań, by wyjaśnić mu, że to wszystko to wytwór jego wyobraźni?


*

Charakter

*
Na pewno wyróżnia się gadulstwem, co stanowi chyba jedną z najważniejszych cech każdego mitomana. Żeby opowiadać niestworzone historie, nie wolno zapomnieć języka w gębie. Alois wykreował siebie na wspaniałego mówcę. Kiedy przemawia, słuchacz zatraca się w jego głosie, gdyż chłopak potrafi biegle manipulować swoim tonem w zależności od wymagań zaistniałej sytuacji. Głos ten czasami pnie się do góry, wchodząc przy tym na wyżyny, brnie po równinie czy też spada w dół niczym woda w wodospadzie.
Jest łagodny jak baranek. Nie wdaje się w żadne kłótnie... stop. Zazwyczaj tak jest, o ile ktoś nie wytrąci go z równowagi sugerując, że powinien się leczyć. Akinori nienawidzi medycyny, a zwłaszcza psychiatrii, bo coś przeczuwa, że to jego wielki wróg i powinien unikać każdego, kto specjalizuje się w tej lekarskiej dziedzinie.
Ma wybujałą wyobraźnię. W sumie nic dziwnego, nawet jeżeli nie był mitomanem w tak zaawansowanym stadium. Ma dopiero dwanaście lat...
Należałoby dodać, że uśmiech nigdy nie schodzi mu z twarzy. Ma zwyczaj śmiać się w sytuacjach, w których niezbyt pasuje to robić.
*

Ciekawostki

*
~Nienawidzi czekolady
~Nie rozumie matematyki
~Nigdy nie zawiesza się podczas przemawiania
~Jest aż nazbyt pewien siebie
~To wielki leń
~Marzy o wielkiej miłości
~Całkowicie ufa swojej opiekunce
~Nigdy nie założyłby niczego czarnego
~ Jest niecierpliwy
~Rzadko się myje, gdzieś raz na trzy dni
*



Ostatnio zmieniony przez Alois Owen dnia Czw Cze 11, 2015 9:04 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t3349-alois-owen
http://panem.forumpl.net/t3365-alois-owen
http://panem.forumpl.net/t3364-alois-owen
Wiek : 12 lat
Przy sobie : tablet, rower, gaz pieprzowy, aparat fotograficzny, telefon komórkowy, karty do gry, fałszywy dowód tożsamości
Znaki szczególne : Wybujała wyobraźnia, znakomity mówca

PisanieTemat: Re: Alois Owen   Sro Cze 10, 2015 8:10 pm

Gotowe!


" To jakieś muzeum estetycznej śmierci..



...pawilon martwych pragnień "
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Alois Owen   Czw Cze 11, 2015 10:23 pm

Karta zaakceptowana!

Witaj na forum! Mamy nadzieję, że będziesz czuć się tutaj jak u siebie, i że zostaniesz z nami długo. Załóż jeszcze tylko skrzynkę kontaktową i możesz śmigać do fabuły. Nie zapomnij też zaopatrzyć się w naszym sklepiku. Na start otrzymujesz tablet, rower i gaz pieprzowy. W razie jakichkolwiek pytań pisz śmiało. Zapraszamy też do zapoznania się z naszym vademecum.

Uwagi: Już teraz wszystko jest okej. Mógłbym się przyczepić, że najpierw istniał wyłącznie Kapitol, ale to czysta kosmetyka. Akcept, sama postać bardzo ciekawa. :>






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Alois Owen   

Powrót do góry Go down
 

Alois Owen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Karty Postaci-