IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Maeve & Corinne

 

 Maeve & Corinne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the leader
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Maeve & Corinne   Czw Cze 04, 2015 9:49 pm

Początek grudnia 2283.

Nie mogła się doczekać spotkania z przyszłą szwagierką. W myślach już układała sobie scenariusze, wedle których mogłaby postąpić z Maeve tak, jak tamta na to zasługiwała. Była małą, podstępną manipulatorką, która potrafiła zagrać na uczuciach jej brata i wplątać go w coś tak poważnego, jak ślub. Gdyby chodziło o kogokolwiek innego, być może Corinne doceniłaby te umiejętności, jednak Cassian miał pozostać nietykalny, a zamiast tego wybierał właśnie smoking i udawał przed przełożonymi zakochanego głupca. Lancaster nie mogła mu tego darować, a u źródła zamieszania stała właśnie sama panna Blackwood.
Spotkały się w przeszłości kilka razy, być może nawet dane im było zamienić kilka słów, jednak rozmowa nie należała do tych zapadających w pamięć. Maeve dryfowała gdzieś tam w niewygodnych wspomnieniach Corinne, ale do tej pory była niegroźnym okruszkiem, a nie sprężyną wydarzeń. Jak można było to przeoczyć?
Wykorzystując kolejny dzień pracy w getcie i dbanie o obiekty, które wcześniej zostały wpisane jako zabytki, czarnowłosa udała się w niezapowiedziane odwiedziny. Było ledwo po ósmej rano, a ona, opatulona szczelnie przed mroźnym, grudniowym powietrzem, maszerowała w stronę wyszukanego wcześniej adresu. Mijani przechodnie spoglądali na nią nieprzychylnie, z zazdrością zerkając na jej ciepły płaszcz, o którym sami mogli tylko pomarzyć. Corinne nie żałowała ich wcale, kiedyś role były odwrócone i to ona nie otrzymała z ich strony żadnej łaski. Szła więc z podniesioną głową i obojętnym wyrazem twarzy, który zmienił się od razu po tym, jak zobaczyła budynek, w którym zamieszkiwała przyszła żona jej brata.
Z nieukrywanym wstrętem wdrapała się klatką schodową na wskazane piętro, starając się nie dotykać niczego po drodze. Tynk odłażący ze ścian, stare skrzypiące schody i nieprzyjemny zapach – brawo, Cassian, oto Twój posag.
Drzwi do mieszkania przedstawiały taki sam obraz nędzy i rozpaczy, a Corinne zastanawiała się, czy gdyby tylko je popchnęła, otworzyłyby się przed nią otworem? Wolała tego nie wypróbowywać, zamiast tego chwyciła za klamkę i zdecydowanym ruchem pchnęła je. Ustąpiły, co wcale nie zdziwiło kobiety. Szybko przestąpiła próg i po chwili znalazła się w maleńkim pomieszczeniu.
Wolała się nie rozglądać, wszystko dookoła już i tak wzbudzało jej obrzydzenie. No i nie miała nieskończonej ilości szans na zaskoczenie Maeve, która zapewne usłyszała już, że ma gościa. Wymijając stare, zniszczone meble, udała się w kierunki najbliższego pokoju. I tam ją zastała.
Pochyloną nad gazetą, którą to przysuwała, to odsuwała od swoich zmrużonych oczu, budząc tym samym jedynie uczucie politowania. Nie wyglądała na mimozę ani na trzpiotkę, w ogóle nie wyglądała, dlatego pierwszą myślą Corinne było zastanowienie się, jak Cass mógł zgodzić się na coś takiego. Przecież jeśli tylko zobaczą ją urzędnicy, od razu domyślą się prawdziwego powodu tego cyrku zwanego ślubem.
- Urocze mieszkanko – rzuciła ironicznym tonem na powitanie, pragnąc mieć już za sobą formalną część rozmowy. Rozpięła górne guziki płaszcza, torbę trzymała przy sobie i spoglądała na siedzącą przy stole dziewczynę niezbyt przychylnym wzrokiem. Wciąż jednak była święcie przekonana, że ta na wszystko zasłużyła.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t3214-maeve-blackwood?nid=8#50206
http://panem.forumpl.net/t3216-mejw
http://panem.forumpl.net/t3215-maeve-blackwood#50207
Wiek : 24 lata
Zawód : kwiaciarka
Przy sobie : paralizator

PisanieTemat: Re: Maeve & Corinne   Sro Cze 10, 2015 11:10 pm

uwaga, KUPA ._.

Pierścionek zaręczynowy w dalszym ciągu wydawał jej się być zupełną abstrakcją i musiała co chwilę zerkać na dłoń, żeby się upewnić, że rzeczywiście widnieje na palcu. Był to najmocniejszy zwiastun całego przedstawienia pt. „ślub”, w które w dalszym ciągu ledwo wierzyła, dopóki Cassian przed nią nie uklęknął i nie wygłosił oficjalnej formułki (przy okazji uśmiechając się tak zniewalająco, że w odpowiedzi zdołała wydukać z siebie tylko ciche „tak”). Do tego momentu wszystko było jeszcze do odwołania, Lancaster mógł się wycofać ze swojej decyzji i na dobrą sprawę Maeve każdego dnia zastanawiała się, czy to właśnie dzisiaj dostanie od niego list, zawierający krótką informację, że „jednak nie”. Zaręczyny stały się potwierdzeniem nadchodzącego ślubu, były swoistą pieczątką pod decyzją, ostatecznym podpisem i w odczuciu Maeve anulowanie tego pomysłu znacząco się oddaliło. Za to przybliżyło się wyjście z getta. Gdzieś głęboko pod całym strachem, jaki ją ogarniał na myśl o całej tej sytuacji, zaczynała odczuwać ekscytację, że w końcu wydostanie się z tego miejsca, że będzie uratowana. I względnie bezpieczna. Jednak w pobliżu ekscytacji czaiło się też poczucie winy, wywołane tym, że uda jej się uniknąć tego, czego nie uniknął Nestor. W dalszym ciągu miała to wewnętrzne poczucie, że powinna być teraz z nim i wspierać go, jak tylko mogła najlepiej, a nie przesiadywać w luksusowym apartamencie, do jakiego chciał ją zabrać Cassian. Z drugiej strony Dwunastka była dla niej synonimem okropnej śmierci, jej własnej, która z całą pewnością nastąpiłaby o wiele szybciej, niż ta Nestora. Była po prostu zbyt słaba, żeby jeszcze ze swoim wzrokiem wytrzymać dłużej w tragicznych warunkach, jakie zapowiadał odległy dystrykt. Ojciec wielokrotnie jej mówił, że nie chce dla niej takiego losu, że zrobi wszystko, by go uniknęła i że ona sama również ma się o to starać. Nie chciał jej widzieć obok siebie w kopalni i zawsze ogromnie się burzył, kiedy tylko wspominała o tym, że wolałaby zostać z nim. Wiedział, że dla niego już nie ratunku, ale był gotowy podjąć wszelkie możliwe działania, by jego córka uniknęła wywózki. Głównie z tego powodu Maeve bardzo chciała skupić się tylko na tej nieśmiałej ekscytacji, ale poczucie winy dość mocno ją uwierało.
Jeśli miała być szczera, miała spory problem z tym, co ma robić z pierścionkiem. Był piękny, zdecydowanie, i w dawnym Kapitolu pewnie nosiłaby go z dumą, ale tu, w getcie, za bardzo zwracał na siebie uwagę, czyniąc z niej potencjalną ofiarą napaści na tle rabunkowym (a przy okazji także i innym, ale akurat nad tym wolała się nie zastanawiać). Chętnie by go zdjęła, ale przecież mieli manifestować swoją miłość (wszyscy musieli wiedzieć, że jest zaręczona i uwierzyć w to), no i nie po to go dostała, żeby go chować po szufladach. Na zmianę więc nosiła go na szyi na rzemyku, gdzie najłatwiej było ukryć go pod bluzką w razie konieczności, albo zakładała go zwyczajnie na palec, chowając ręce po kieszeniach, kiedy tylko musiała przechodzić przez bardziej niebezpieczne ulice.
Dzisiaj zdecydowała się założyć go na palec, więc pierścionek błyszczał dumnie, kiedy siedziała przy stole w kuchni i sprawdzała, z jakiej odległości jest w stanie przeczytać gazetę i kiedy litery są najbardziej wyraźne. Jednocześnie co jakiś czas zerkała na zegarek, gdyż za nie więcej niż piętnaście minut powinna wyjść z mieszkania, jeśli nie chciała spóźnić się do pracy. I właśnie wtedy usłyszała, jak drzwi wejściowe się otwierają i ktoś wchodzi do przedpokoju.
Owym kimś była kobieta, dość wysoka (choć dla niej wszyscy byli wysocy) z odbiciem pogardy w oczach i ironicznym głosem. Przy okazji była niesamowicie podobna do pewnej znanej jej osoby i tylko chwilę zajęło jej przywołanie sobie tej twarzy w wersji młodszej o kilka lat.
Corinne – powiedziała w końcu, wyraźnie zaskoczona, ale i zmieszana. – Nie spodziewałam się ciebie – odezwała się, decydując się na najbardziej neutralną formułkę, choć przez skórę czuła bijącą od kobiety niechęć. – Może usiądziesz? – zapytała po chwili, sama jednak podniosła się z krzesła. – Co cię do mnie sprowadza? – Pozwoliła sobie zadać kolejne pytanie, chociaż niejasno przeczuwała, co jest powodem wizyty Corinne. Ale zawsze mogła się mylić, dlatego z ciekawością patrzyła na gościa, starając się nie wyciągać pochopnych wniosków. I z całych sił starała się nie wspomnieć o tym, że ma mało czasu, bo za chwilę powinna wychodzić do pracy. W tym momencie nie chciała być niegrzeczna, a jedynie dowiedzieć się, jaki jest powód wizyty siostry jej narzeczonego o tak niezwykłej porze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Maeve & Corinne   Czw Cze 25, 2015 7:44 pm

Musiała powtarzać sobie w myślach, że decyzja już zapadła, że jej brat wie co robi, inaczej najpewniej nie potrafiłaby utrzymać nerwów na wodzy. Wiedziała, że byłaby zdolna skrzywdzić Maeve, gdyby tylko czyn ten nie niósł ze sobą konsekwencji w postaci śmiertelnego obrażenia się Cassiana i kolejnej rodzinnej kłótni. Widok pierścionka tylko pogarszał sprawę, przecież jeszcze niedawno podziwiała tę błyskotkę na własnym palcu, święcie przekonana, że kolczyki do kompletu pojawią się lada chwila.
Nie odpowiedziała na uprzejme powitanie panny Blackwood, postąpiła za to jeszcze krok do przodu, zbliżając się do dziewczyny i tym samym uwydatniając różnicę wzrostu między nimi. Również metaforycznie Corinne czuła się wyższa, lepsza, w tej rozmowie widziała siebie na wygranej pozycji, więc takie obrazowe ujęcie tematu bardzo jej się spodobało i nie mogła się przed nim powstrzymać. Kpiący uśmieszek walczył o to, by wstąpić na jej twarz, jednak w tej chwili przegrywał z chłodną obojętnością.
Darowała sobie ostentacyjne rozglądanie się po pomieszczeniu i udowadnianie Maeve czegoś, o czym ta na pewno już wiedziała – zamieniły się rolami, choć najwyraźniej nie charakterami, na czym mieszkanka getta zdecydowanie traciła. Kto wie, może gdyby miała w sobie choć odrobinę uporu Lancasterówny, zdołałaby sama zatroszczyć się o swoją przyszłość, bez zwracania się z błagalną prośbą do kogoś, kogo właściwie nawet nie znała.
- Chcę upewnić się, że znasz swoją rolę i nie wpakujesz Cassiana w kłopoty – odpowiedziała, siląc się na spokój, choć panna Blackwood musiała widzieć niezadowolenie na jej twarzy.
Corinne odgarnęła włosy za ucho i jedną ręką sięgnęła do torby, by po chwili wyciągnąć z niej dwa obszerne katalogi. Nikogo nie powinno dziwić, że kiedy już zaakceptowała zbliżający się ślub swojego brata, wzięła w swoje ręce planowanie całego przedsięwzięcia. Gdyby to zależało od Cassa, wesela zapewne prawie wcale by nie było, a po wizycie w urzędzie on i świeżo poślubiona małżonka udaliby się w podróż co najwyżej do sklepu meblowego po nowy materac. Czarnowłosa przejęła więc stery, dbając oczywiście o to, by opinia publiczna nie doszukała się żadnej nieprawidłowości. Nie mogło być nadto teatralnie, nie chciała przekombinować, jednak prostota też nie do końca wpasowywała się w klimat wesela wiceministra i kogoś, kto wychował się w przepychu Starego Kapitolu.
- Ślub i kameralne przyjęcie odbędą się w Kapitolińskiej Galerii Sztuki – oznajmiła takim tonem, jakby opowiadała o pogodzie, a nie zorganizowaniu uroczystości w jednym z najbardziej wyszukanych miejsc w stolicy – Potrzebujesz eleganckiej, ale skromnej sukienki i co najmniej dwójki gości zaproszonych przez Ciebie, inaczej wszyscy w mig rozgryzą tę farsę.
Podała dziewczynie foldery, uważając przy tym, by w żaden sposób nie dotknąć jej ręki, w końcu termin Brud pasował według niej do mieszkańców getta pod wieloma względami. Jeden z katalogów zawierał zdjęcia sukien, jakie oferowała marka byłego męża Corinne, drugi prezentował kilkanaście wersji zaproszeń i wystrojów sali. Lancaster nie mogła wybrać wszystkiego sama, goście już na kilometr rozpoznaliby jej gust, co mogłoby się wydać podejrzane. Na autentyczności wystroju wszyscy wyszliby dobrze.
Nie skorzystała z propozycji i nie zajęła miejsca, nie miała przecież zamiaru zasiedzieć się w tym przybytku, będącym obrazem prawdziwej nędzy. Nic dziwnego, że właścicielka mieszkania miała problemy ze zdrowiem, otoczenie na pewno nie wpływało na nią pozytywnie, również w kwestiach psychologicznych. Czy przeprowadzka do Dzielnicy miała się równać cudownemu ozdrowieniu?
- Nie możesz zdradzić prawdy absolutnie nikomu – ostrzegła surowym tonem, nie odrywając spojrzenia od dziewczyny stojącej nieopodal - Jeśli mojemu bratu spadnie z głowy chociaż włos, osobiście odwiedzę w Dwunastce twojego ojca – prośby i błagania zostały zgrabnie pominięte, sztuka dyplomacji według Corinne zawierała jedynie groźby.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Maeve & Corinne   

Powrót do góry Go down
 

Maeve & Corinne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje :: Rozgrywki-