IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Cassian & Maeve Lancaster

 

 Cassian & Maeve Lancaster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lut 08, 2015 3:47 pm









Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t307-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t371-charles
http://panem.forumpl.net/t1302-charles-lowell
http://panem.forumpl.net/t562-chaz
Wiek : 31
Zawód : redaktor naczelny CV
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, prezerwatywa
Obrażenia : tylko psychiczne

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Wto Lut 10, 2015 10:29 pm

    | Wprost z wylewającej, ale nadal cudownej Moon River!
Wystarczyło przez jeden krótki moment pomyśleć o stabilizacji… Ba, pokusić się o stwierdzenie, że życie powoli złapało zwykły, rutynowy, czasem doprowadzający do szaleństwa tok, a wszystko przewracało się do góry nogami. Zdecydowanie nie w szczęśliwy sposób. Proste drogi doprowadzały do końca ślepej ulicy, a kręte schody zmieniały położenie ciała o sto osiemdziesiąt stopni. Bywały to drobne złośliwości - auto psuło się w najmniej oczekiwanym momencie, gorąca kawa rozlała się nam na kolana, przy okazji zahaczając o bardzo ważne papiery, nigdy niekończące się korki, gdy próbowaliśmy dotrzeć na randkę naszego życia; lub większe - kolejnej śmierci członków rodziny, utrata serdecznych przyjaciół, złamane serce, spadek na najniższy szczebel drabiny społecznej. Dla każdego znalazłoby się coś odpowiedniego!  
W taki sposób przez dłuższy czas oberwał jedno z niepisany praw - o ile nastąpił krótki czas spokoju, człowiek uspokajał się, czujność usypiała aż wybudzało ją niespodziewane uderzenie w twarz. Po raz kolejny czarna, burzowa chmura zawisła nad nędzną głową. Być może przygotowując na coś znacznie gorszego.
Aczkolwiek tym razem dla pana Lowella przygotowano coś innego. Absolutna nowość jak na stolicę! Żywioł Moon River postanowiła chwilo przejąć kontrolę nad życiem jego oraz wielu innych mieszkańców tamtejszych okolic, przepędzając ich na cztery strony świata… Oczywiście wraz z odpowiednia instrukcją w postaci adresu na sztywnym kawałku białej kartki, mającym za zadanie stać się tymczasowym domem.
Należało przyznać, iż w tym wypadku rząd stanął na wysokości zadania, wynajmując poszkodowanym lokale w całkiem reprezentacyjnych dzielnicach Kapitolu. Redaktor naczelny spodziewał się jakiegoś nędznego, dawno zapomnianego hotelu, mającego przymały pokój z łazienką wielkości pudełka po butach. Tutaj, na przekór wszystkiemu, zachowywano standard. Prawdopodobnie nie na najwyższym poziome, ale przynajmniej „ci wyżej” wyszli z dobrą inicjatywą. Tylko wstać i bić gromkie brawa.  
Jeszcze wtedy tak sądził.
W holu minął się wyłącznie z obcymi twarzami, śpieszącymi się ku swoim codziennym zajęciom. Nie czekał tam nikt wyglądający na osobę odpowiedzialną za pomoc w nagłych wypadkach jak chwilowe przesiedlenia. Uzyskał informacje, na którym piętrze mógł odnaleźć właściwy numer. A przy pomocy windy zdecydowanie nowej technologii zjawił się tam w przeciągu niecałej minuty.
Przed wejściem porównał srebrny numer wraz z kartką. Wszystko się zgadzało. Energicznie pociągnął za klamkę, jednak ta nie miała zamiaru wpuścić lekko zdezorientowanego gościa do środka.
Chaz powoli popadał w coraz większy szok. Co miał zrobić? Rozbić obóz, oczekując nienadchodzącego ratunku? Niebezpiecznie mocno zapukał. Sporo torba z najpotrzebniejszymi rzeczami zaczynała powoli ciążyć mu na ramieniu aż nagle poruszyły się zamki. Chwilowy niepokój zniknął, gdzieś zza falą jasnego światła z wnętrza.
- Nie sądziłem, że wraz z mieszkaniem zastępczym, dostaniemy lokajów - zaczął bezpośrednio, a w tonie wyczuć można było rozbawienie. - Dziękuję… i nie trzeba było się fatygować. Liczyłem, że zastanę kogoś z kluczami na dole.
Już bez większych grzeczności wpakował się do środka.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lut 15, 2015 2:40 pm

|Dzień po spotkaniu z kuzynką

Ten dzień nie należał do najprzyjemniejszych. Ciągłe zawirowania w pracy, drobne ścięcia z podwładnymi, wciąż padający za oknami deszcz, wszystko to sprawiło, iż nie zdążyło minąć nawet połowę czasu, który miałem spędzić w Ministerstwie, a ja już byłem zmęczony, tym razem jednak nawet perspektywa późniejszego powrotu do domu nie wydawała mi nawet pocieszeniem. Dziś był ten dzień, osoby ewakuowane z terenów zagrożonych powodzią miały się przeprowadzić do tymczasowego lokum, a traf chciał, iż moje mieszkanie znajdowało się właśnie na liście docelowych gospodarzy. Popołudnie nie zapowiadało sie zatem na zbytnio spokojne, musiałem przygotować sypialnie oraz kanapę w salonie (nie miałem innego miejsca, w którym mógłbym ulokować drugiego przymusowego lokatora), zadbać o dostęp do najpotrzebniejszych rzeczy, ugotować jakąś kolację. Robić wszystko, co w mojej głowie rozmijało się z próbą odpoczynku.
Nie do końca wiedziałem kogo się spodziewać, tajemnicza kartka leżąca na stoliku informowała mnie o dwóch gościach (dwóch, jakby jedna nieznajoma osoba to było mało) nie podając jednak ich personaliów. Nie miałem pojęcia czy pod mój dach nie trafi kobieta z małym dzieckiem, kochające się małżeństwo, a może dwójka zupełnie sobie obcych ludzi. I na dobrą sprawę, nie byłem pewien, która opcja wydawała mi się bardziej przytłaczająca. Co prawda, nie miałem problemów w kontaktach z dziećmi, ale samo wyobrażenie możliwych kłótni między takowym a rodzicielem wydawało się odstraszające. Zresztą, podobnie było z małżeństwami, wolałbym uniknąć nawet przypadkowego udziału w sporach miłosnych.
Starałem się uwinąć jak najszybciej z wszelkimi pracami, by jeszcze choć chwilę móc posiedzieć w spokoju, jednak kiedy w końcu usiadłem w kuchni, wyciągając z szafki butelkę dawno już zakupionej whisky,  gdy głośne pukanie w drzwi przywróciło mnie do rzeczywistości. Westchnąłem cicho, odstawiłem butelkę tuż obok szklanki, po czym ruszyłem w stronę drzwi przywołując na twarz cień uśmiechu. Może jeśli zacznę w odpowiednio przyjazny sposób cały ten czas zleci szybciej i przyjemniej niż bym się spodziewał?
Przekręciłem klucz w zamku i otworzyłem drzwi, spoglądając na mojego gościa, nim jednak zdążyłem się przywitać zamrugałem zaskoczony (nawet nie starając się tego ukryć) w odpowiedzi na słowa mężczyzny. Cofnąłem się o krok, gdy ten wszedł do mojego mieszkania, po czym zamknąłem mieszkanie i obejrzałem się na niego, nadal zdziwiony. Czyżby nikt ich nie poinformował na jakich zasadach odbywa się cała ewakuacja?
- Dzień dobry - powiedziałem w końcu uprzejmym tonem, robiąc krok w głąb pomieszczenia. - Nazywam się Cassian Lancaster, jestem właścicielem tego mieszkania. Miło mi pana poznać, panie... - urwałem, patrząc gościa pytająco, jednocześnie wyciągając w jego stronę dłoń.
Odepchnąłem od siebie resztki zaskoczenia, po krótkim przedstawieniu się poświęcając chwilę na oszacowanie wielkości jego bagażu. Zarówno w sypialni, jak i w salonie przygotowałem miejsca, w których tymczasowi współlokatorzy mogli przechować swoje rzeczy, miałem nadzieję, iż bez problemu zmieści się tam wszystko co zabrał ze sobą mężczyzna.
- W salonie i w sypialni gościnnej przygotowałem miejsca do spania. Niedługo pojawi się jeszcze jeden lokator, to między sobą będziecie musieli ustalić kto jakie miejsce zajmuje. Łazienka znajduje się na samym końcu, kuchnia na przeciw nas, spokojnie możesz z niej korzystać, sypialnia gościnna - drugie drzwi po prawo - wyjaśniłem, drogę do każdego z wymienionych pomieszczeń wskazując krótkim ruchem ręki. - Właśnie miałem nalać sobie trochę whisky, masz może ochotę? - spytałem jeszcze, gładko przechodząc na "ty", a następnie odwracając się i ruszając w stronę salonu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1975-sonea-hastings
http://panem.forumpl.net/t3571-heart-breaker-dream-maker
http://panem.forumpl.net/t3573-sonea-hastings#56065
http://panem.forumpl.net/t1166-she-will-be-loved
http://panem.forumpl.net/t3574-sonea#56066
Wiek : 21 lat
Zawód : trenuje rekrutów na żołnierzy
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, para kastetów
Znaki szczególne : tatuaż (kluczyk) na karku, złoty medalion na szyi, wojskowy chód
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Sro Lut 18, 2015 4:40 pm

// nie wiem skąd, ale oto i jest!

Imponująca zawartość mojej walizki- cztery paczki papierosów, zapalniczka, wszystkie ubrania, jakie miałam, a nie było ich dużo, dwa zdjęcia, cztery książki, dwie pary butów, poduszka i kubek. Imponujący dorobek życia, prawie zaczęłam gratulować sobie w myślach, kiedy ciągnęłam walizkę w drodze do mojego nowego mieszkania zastępczego.
Właściwie nie byłoby mi żal poprzedniego domu, gdyby postanowił jednak ulec całkowitemu zniszczeniu pod wpływem wody z Moon River. Nie miałam tam zbyt wiele; co prawda kupione meble były nowe, ale to przecież tylko pozbijane ze sobą kawałki drewna, które przez większą część czasu stały zakurzone i zupełnie bezużyteczne w zamkniętym na trzy zamki mieszkaniu. Cały swój wolny czas, a przynajmniej prawie cały, spędzałam w pracy i siedzibie Kolczatki. Po części dlatego, że tylko tam czułam się naprawdę potrzebna, po części (tej znacznie większej) chodziło o kogoś, kto sprawiał, że wstawałam z łóżka z uśmiechem na ustach. Hugh. Gdzie był on, jako mój przyjaciel, oczywiście, tam było miejsce, w którym czułam się jak w domu. Mieszkanie w Dzielnicy było schludne i urocze, owszem, ale nic poza tym, dlatego nie wzbraniałam się, kiedy wręczono mi karteczkę z adresem nowego współlokatora.
Postanowiłam przebyć drogę do jego (a może jej? Cholera) domu spacerem. Rześkie powietrze pomagało mi nieco poukładać myśli, które zdecydowanie potrzebowały gruntownych porządków. Świat wokół mnie ciągle się zmieniał, wszystko się zmieniało, do tego stopnia, że momentami ciężko mi było utrzymać się na własnych nogach. Najpierw Mathias, potem kolejne Igrzyska, Kolczatka, aż wreszcie przymusowa przeprowadzka. Czułam się nieco niepewnie na myśl, że miałam zamieszkać z kimś zupełnie obcym na czas bliżej nieokreślony, a zastanawianie się, kto mógłby to być, za każdym razem kończyło się tym samym nerwowym przyspieszeniem bicia serca. Przez pewien czas rozważałam opcję czasowego wprowadzenia się do któregoś z przyjaciół, może do Lophii, ale ostatecznie nie chciałam dawać władzy pretekstu do dokładniejszego przypatrywaniu się mojej osobie. Postanowiłam postąpić zgodnie z ich wskazówkami, posłusznie maszerując raźnym krokiem do nowego mieszkania z podskakującą na wybojach chodnika walizką u boku. Stając pod drzwiami, wzięłam głęboki, spokojny oddech i wsunęłam ściskaną kurczowo w dłoni karteczkę do kieszeni. Wdech, wydech. Musiałam się uspokoić, żeby nie sprawiać wrażenia pustej idiotki albo niezrównoważonej byłej rebeliantki, jeśli nie chciałam skończyć za drzwiami jeszcze szybciej, niż zdążyłabym przez nie przejść.
Uniosłam wysoko podbródek, potem rękę, którą zacisnęłam w pięść i delikatnie zapukałam do drzwi. Dwa razy, dla pewności, i chyba nawet zgodnie z etykietą. Uśmiechnęłam się, nieco niepewnie, czekając na pojawienie się współlokatora, albo i współlokatorów.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Maj 31, 2015 9:11 pm

| z niebytu
outfit

Powitała Kapitol o wiele szybciej, niż się tego spodziewała. Telefoniczne rewelacje, które usłyszała od Cassiana i ogólne samopoczucie brata kazały jej natychmiast wracać do stolicy. Upewniwszy się, że fabryka pozostaje w dobrych rękach, a produkcji nic już nie zagraża, zarezerwowała bilet na pociąg i dwa dni po pamiętnej rozmowie była już w mieście. Właściwie nic się tu nie zmieniło, no, może było trochę mroźniej, niż kiedy wyjeżdżała, ale przecież nadchodziła zima, spadki temperatury były więc normalne. Wyglądało jednak na to, że nie tylko pogoda ulegała ochłodzeniu.
Od momentu rozmowy z Cassianem zdążyła już wyrzucić sobie kilka razy własną ignorancję. Gdyby nie zostawiła go samego, gdyby go nie zaniedbała, najprawdopodobniej nie dałby się wciągnąć w żadną grę Nestora Blackwooda. Minęły już czasy, kiedy Lancasterowie byli czyimiś kukiełkami na sznurkach i tańczyli tak, jak im zagrano. Corinne nie mogła dopuścić, by jej bliźniak ponownie wpadł w tę pułapkę, musiała zareagować. Nie wiedziała jeszcze, czy załatwi tę sprawę sama, czy może skorzysta z jakiejś pomocy, nie wyliczała jeszcze sił, jakie przyjdzie jej wykorzystać w starciu ze starym kapitolańczykiem. Była jednak pewna, że gdy skończy, po mężczyźnie nie będzie już co zbierać. W przeszłości mógł nią sterować, ale te czasy już się skończyły, a Lancaster nie zamierzała dać się szantażować po raz kolejny.
Nie wiedziała, w co dokładnie wplątał się Cass. Czy było to legalne, czy nie, jak bardzo zagrażało jego reputacji? Wiedziała, że jeśli sprawa okaże się poważna, to ona nie zawaha się sięgnąć po wszelkie możliwe środki, by wyplątać z niej brata. Przez całą podróż pociągiem zastanawiała się, co ją czeka, nie potrafiła odłożyć gdybania na później. Postanowiła, że na początku powita brata najnormalniej na świecie, ale jeszcze tego samego dnia porozmawia z nim na poważnie i postara się wszystko wyjaśnić.
Już przez telefon potrafiła wyczuć, że mężczyzna jest nieswój, los obdarował ich wyjątkową więzią, która sprawdzała się idealnie w przypadkach choćby gorszego samopoczucia. Na odległość niewiele mogła zrobić, słowami nie wszystko mogła mu przekazać. Pojawienie się w Kapitolu było więc oczywistością, której nie zamierzała nawet kwestionować. Tak musiało być i koniec. Czy Cassian spodziewał się szybszego spotkania z nią? A może będzie zaskoczony? Na chwilę obecną nie potrafiła tego przewidzieć.
Po podróży zamówiła taksówkę, odwiozła bagaże do domu i wzięła błyskawiczny prysznic, by po tym jak najszybciej powrócić do wynajętego samochodu i pojechać prosto do mieszkania brata. Była wyposażona we własne klucze, dlatego nie zamierzała nawet bawić się w dzwonienie domofonem, czy pukanie do drzwi. Już w windzie rozpięła płaszcz decydując, że później łatwiej będzie go zrzucić. Odruchowo poprawiła włosy, szybkim krokiem przemknęła przez korytarz i już po chwili otworzyła przed sobą właściwe drzwi, po cichu wślizgując się do pomieszczenia.
Wiedziała, że było jeszcze zbyt wcześnie, by Cass wyszedł do pracy. Gdzieś tutaj musiał się kręcić, czuła to wyraźnie, bo nagle całe wcześniejsze zdenerwowanie zaczęło ją opuszczać, robiła się spokojniejsza od kiedy tylko znalazła się w mieszkaniu. Jakby za chwilę czas miał zatrzymać się na kilka sekund, a wszelkie problemy tego świata miały magicznie wyparować. I rzeczywiście tak się stało.
Corinne usłyszała skrzypnięcie drzwi i już po chwili z łazienki wyłonił się jej bliźniak, któremu już tylko marynarki brakowało do wyglądu idealnego wiceministra finansów. Zanim zdążył się zorientować, siostra pojawiła się u jego boku i po krótkim pocałunku na powitanie, zarzuciła mu ręce na szyje i objęła go mocno. Uśmiechnęła się mimowolnie pod nosem, chowając twarz tuż przy jego kołnierzyku. Wreszcie byli razem i teraz już wszystko miało być dobrze.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Maj 31, 2015 10:14 pm

/kilka dni po grze z Mejw
taki tam outfit
Dzisiaj wyjątkowo wstałem wcześnie, budząc się nawet prawie godzinę przed budzikiem. Dziwnie pobudzony nie byłem w stanie więcej zasnąć, szybko więc podniosłem się z łóżka i zabrałem za swoje poranne rytuały, zaczynając od zaparzenia mocnej i wyrazistej kawy, poprzez prysznic, na który poświęciłem dzisiaj więcej czasu, kończąc na wysłuchaniu w radiu porannych wiadomości, podczas jedzenia śniadania. Miałem jednak za dużo wolnego czasu, w końcu zawsze nastawiałem sobie budzik w taki sposób, by mieć jeszcze kilka zapasowych chwil tylko dla siebie, dlatego też, gdy skończyłem się szykować usiadłem na kanapie w salonie wzdychając ciężko. Nie mogłem nawet wybrać się wcześniej do pracy, wczoraj uprzedzono mnie, że dostęp do biura uzyskam dopiero w ścisłych godzinach pracy. Mieli przeprowadzić w nim jakieś drobne naprawy. Nie miałem też ochoty wybrać się na żadne zakupy, ani krążyć bez celu po mieście, w końcu musiałem przyznać więc przed sobą, że czekała mnie ponad godzinna bezowocnego siedzenia.
A brak zajęcia był tym czego najbardziej unikałem podczas ostatnich dni.
Chcąc uniknąć powrotu natrętnych myśli czepiłem się więc pierwszej rzeczy, która przyszła mi do głowy, zakasałem rękawy i złapałem za ścierkę, zamierzając dokładnie pościerać kurze w pomieszczeniu, szybko jednak przerwałem to zadanie, z westchnieniem odrzucając kawałek materiału, po czym potarłem nerwowo czoło i sięgnąłem ręką po pudełko, które nie dawało mi spokoju. Na które natrafiłem podczas miernej próby sprzątania. Otworzyłem je, po czym wyciągnąłem z niego pierścionek i wróciłem na wcześniejsze miejsce, odsuwając odrobinę kubek z resztkami kawy i kładąc błyskotkę na blat stołu. Decyzja już zapadła. Nie mogłem jej zmienić. Nie zamierzałem. Czemu więc ciągle wynajdowałem jakieś "ale"?
Westchnąłem zirytowany, po czym poderwałem się na równe nogi. Dzisiaj musiałem zanieść wreszcie ten pierścionek. Inaczej byłem gotów zmienić zdanie. Kończyłem pracę na tyle wcześnie, że powinienem jeszcze zdążyć na przekroczenie granic getta. Innego wyjścia nie widziałem.
Czepiając się tej myśli obdarzyłem jeszcze jednym krótkim spojrzeniem pierścionek, po czym odwróciłem się na pięcie ruszając w stronę łazienki, po wyjściu z niej planując zabrać się za jakąś książkę, powinienem mieć w domu jeszcze jakąś nieskończoną lekturę. Choćby zmiany w dzienniku ustaw. Nie udało mi się jednak wcielić w życie tych zamiarów, bo kiedy ponownie wszedłem do salonu, z jeszcze wilgotnymi od wody rękoma, niemal natychmiast moją uwagę przyciągnęła obecność drugiej osoby w pomieszczeniu. Osoby, której absolutnie nie spodziewałem się ujrzeć już dzisiaj, która nie dając mi nawet chwili na wypowiedzenie jakiegoś słowa pocałowała mnie na przywitanie, by następnie przylgnąć do mnie, wtulając twarz w moją szyję.
- Co tutaj robisz, Cori?- bąknąłem zaskoczony, przez moment w ogóle nie reagując na jej bliskość, próbując zrozumieć jak to się stało, że stała teraz w pokoju w moim mieszkaniu, zamiast spędzać kolejny dzień w Ósemce. Szybko jednak otrząsnąłem się z tego stanu, a radość, która pojawiła się na miejscu zaskoczenia skutecznie wybiła mi z głowy myśli o innych sprawach niż towarzystwo mojej siostry.
Uśmiechnąłem się, odruchowo zanurzając dłonie pod jej rozpiętym płaszczem, obejmując ją mocno w pasie i przytulając policzek do jej włosów. Kciukiem pogładziłem ciepłą skórę na jej plecach, nie zastanawiając się jednak nad tym czemu mam do niej tak łatwy dostęp. Serce dudniło mi jak głupie, w odpowiedzi na wszystkie emocje, które nagle uderzyły we mnie z całej siły.
- Cudownie cię widzieć, siostrzyczko - odezwałem się w końcu, odrobinę cofając głowę, by po chwili złożyć krótki pocałunek na jej czole.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Maj 31, 2015 11:03 pm

A więc jednak udało jej się go zaskoczyć. Wyglądał na zdezorientowanego i przez chwilę nie zareagował nawet na jej pojawienie się, co Corinne natychmiast odczytała po swojemu. Widocznie na głowie miał o wiele za dużo lub na sumieniu o wiele za ciężko, a traciła na tym jego czujność. Kobieta nie mogła jednak pozwolić na to, by straciła na tym także ich relacja. Cokolwiek nabroił, dadzą radę to odkręcić, wyjdą z tego z tarczą, a to wszystko spełni się dlatego, że będą działać razem. W tym konkretnym momencie Lancaster obiecała sobie, że następną podróż do Ósemki odbędą obowiązkowe już we dwoje, a ona sama nie wystawi nosa z Kapitolu jeśli nie upewni się, że z bratem wszystko w jak najlepszym porządku.
Bo teraz, choć jak zwykle wyglądał nienagannie, w mig rozgryzła, że coś trapiło go od samego rana, a najprawdopodobniej także jeszcze przez pół nocy. Póki co jednak, jego stres nie udzielał jej się, wciąż chłonęła pozytywną energię z ich wylewnego powitania, wciąż tuliła się do niego i uspokajała jego bliskością. Czuła bicie jego serca, na pocałunek w czoło reagując przymknięciem oczu i niekontrolowanym błogim uśmiechem. Dopiero w jego ramionach czuła się jak w domu.
- Niespodzianka – zdołała wymruczeć jeszcze gdzieś w kierunku jego kołnierzyka.
Przez chwilę trwali jeszcze w tak relaksującym uścisku, a gdy w końcu oswobodzili się z niego, Corinne dotknęła jeszcze dłonią zatroskanej twarzy brata i posłała mu pokrzepiający uśmiech. Następnie skierowała się w stronę salonu, po drodze odkładając torebkę i zdejmując wreszcie płaszcz.
W pomieszczeniu praktycznie nic się nie zmieniło, a przynajmniej nie tyle, by zauważyła to po szybkim rozejrzeniu się dookoła. Na widok kubka po kawie rozochociła się nieco, mając nadzieję, że na jego dnie został jeszcze choćby łyk. Podeszła do stolika, sięgnęła ręką po kawę, ale nie zdążyła podnieść naczynia, bowiem jej uwagę po raz kolejny skupiło coś zupełnie innego. Pierścionek z białego złota z niewielkim oczkiem, na pierwszy rzut oka wyglądający skromnie, dla kogoś znającego się na rzeczy mógł okazać się nie lada gratką. Tak też było z Corinne, która rozpromieniona, porwała błyskotkę w dłonie i natychmiast przymierzyła ją na palec.
- Jest przepiękny, dziękuję! – odwróciła się twarzą do brata, gotowa podziękować mu za ten powitalny prezent.
Faktycznie się jej nie spodziewał, skoro pierścionek nie tkwił obecnie w jakimś małym, eleganckim pudełeczku i nie czekał na moment, w którym Cass odbierze ją z dworca kolejowego. Lancaster nawet przez myśl nie przyszło, że ten element biżuterii nie był przeznaczony dla niej. Wyciągnęła dłoń i podziwiała ją, uśmiechnięta od ucha do ucha.
W tej chwili poważna rozmowa, jaką miała odbyć z bliźniakiem, zeszła na dalszy plan. Kobieta, oślepiona błyskotką i chęcią, by wszystko było już w jak najlepszym porządku, zaniechała poruszania niewygodnych tematów na początku tego spotkania, które rozpoczęło się dla niej tak miło. Zapomniała o kawie, zapomniała o natychmiastowej chęci pocieszenia brata. Przez chwilę wszystko było tak, jak za dawnych, dobrych czasów.
- Chyba muszę częściej wyjeżdżać, bo uwielbiam takie prezenty – przyznała rozbawiona, sięgając wreszcie po kubek, jednak zatrzymała go na wysokości ust i dodała jeszcze – Ale ciebie kocham bardziej i już więcej ci tego nie zrobię, obiecuję. Kolczyki możesz dokupić na urodziny.
Wyszczerzyła się w jego stronę będąc pewną, że doceni ten żart. Aż taką materialistką wszakże nie była.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Pon Cze 01, 2015 5:25 pm

Nie mogłem powstrzymać wybuchu nieopisanej wręcz radości, która wstrząsnęła mną na chwilę na tyle, bym na czas trwania w siostrzanym uścisku przestał myśleć o problemach. One nadal istniały, to fakt, czaiły się gdzieś w umyśle, jednakże w tym momencie widok Cori skutecznie mnie rozpraszał, nie pozwalając się na nich skupić. Wdychałem jej znajomy zapach, kojarzący mi się tylko i wyłącznie z tym co dobre, poczuciem przynależności, swego rodzaju bezpieczeństwem, domem i zaufaniem. W końcu, to właśnie ona była dla mnie najważniejsza, towarzyszyła mi przez całe moje życie, stała u mojego boku w najgorszych chwilach i w tych najlepszych, nic więc dziwnego, że z czasem jej uścisk zakodował mi się jako kwintesencja wszystkiego co pozytywne.
Miałem ochotę trwać w ten sposób najdłużej jak to było możliwe, przytulać się do niej nie dopuszczając do tego by rzeczywisty świat dał o sobie znać, jednak, niestety, nie było to możliwe. Kiedy, więc Corinne w końcu odsunęła się ode mnie westchnąłem cicho, przyglądając się jej twarz wciąż z uśmiechem wyginającym moje usta, choć z powracającą już powoli do spojrzenia troską. Przymknąłem jeszcze na chwilę oczy, gdy poczułem ciepło jej dłoni na swoim policzku, w końcu jednak musiałem odpuścić, obracając się i ruszając na chwilę do kuchni po kolejny kubek kawy (byłem pewien, że tamtego już nie odzyskam). Jej przygotowanie nie zajęło mi jednak wiele czasu, biorąc pod uwagę, że ekspres nadal do połowy pełen.
Złapałem za naczynie z parującym płynem, po czym zawróciłem do salonu, przygotowując się, na rozmowę, która na pewno musiała między nami nastąpić. Byłem pewien, że Corinne nie odpuści mi tego, co powiedziałem jej przez telefon, a w końcu to był ledwo wierzchołek góry lodowej. Miałem się przyznać do czegoś więcej, do planowanych oświadczyn, obiecanego ślubu... Wyrzuty sumienia wróciły do mnie ze wzmożoną mocą, jednak były niczym, przy tym co poczułem, kiedy przywołany głosem siostry podniosłem na nią wzrok.
Miałem wrażenie, że moje serca na chwilę zamarło, a klatkę piersiową zaczęła miażdżyć jakaś niewidzialna siła. Zatrzymałem się w pół ruchu, a jedyne do czego byłem zdolny to patrzenie, na jej rozpromienioną twarz, na wyciągniętą przed siebie rękę, na pierścionek zaręczynowy, który miałem dzisiaj przekazać Maeve. A który w tym momencie tkwił na palcu mojej siostry. Spanikowany wysłuchiwałem jej kolejnych słów, na dobrą sprawę nawet nie rozumiejąc ich znaczenia, skoncentrowany bardziej na próbie uspokojenia ciężkiego oddechu niźli na strawieniu przekazywanej treści.
Z każdą chwilą cisza, która nastąpiła po wypowiedzi Cori stawała się dla mnie coraz bardziej ciężka i nieznośna, atmosfera zaś gęstniała chyba do granic możliwości, jednakże nie potrafiłem się zmusić do zmiany tej sytuacji, jeszcze nie. Milczałem więc, dopiero po jakimś czasie zdobywszy się na wykonanie jakiegokolwiek gestu. Odwróciłem wzrok od siostry, po czym ruszyłem się powoli w stronę stolika, odstawiłem na niego kubek, a następnie opadłem ciężko na kanapę. Na taką wersję zdarzeń nie byłem przygotowany.
- Biorę ślub, Cori - powiedziałem w końcu po paru kolejnych chwilach, nie podnosząc jednak wzroku, z uporem wpatrując się w dłonie. Nie przypuszczałem, że tak ciężko będzie mi wypowiedzieć te słowa, że z tak wielkim trudem przyjdzie mi przyznanie się do prawdy. - Z Maeve Blackwood - dodałem. - To jest pierścionek dla niej, dzisiaj miałem wrócić do kwartału i się jej oświadczyć, nie mogę pozwolić na to by moje działania wyglądały w jakikolwiek sposób niepoprawnie. Muszę się trzymać pewnych schematów by nie zaryzykować tym, że ktoś z zewnątrz dostrzeże, że całe to wydarzenie to tylko jedna wielka szopka mająca na celu wyciągnięcie kogoś z getta.
Przyznanie się do wszystkiego wcale nie przyniosło mi ulgi, wręcz przeciwnie, poczułem jak każdy mój mięsień napina się w oczekiwaniu na wyrok. Bo w końcu tym będzie dla mnie reakcja Corinne, wyrokiem od którego nie będę mógł uciec.
Zmusiłem się do podniesienia na nią wzroku.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Pon Cze 01, 2015 9:26 pm

Oczekiwała zabawnej riposty, wesołego głosu brata, może nawet jakiejś złośliwej uwagi, której przecież i tak nie wzięłaby do siebie. Odpowiedziała jej cisza i to tłumaczyło wszystko. Corinne zamarła w miejscu, z niedowierzaniem wymalowanym na twarzy. Spoglądała na Cassiana, jakby właśnie widziała go po raz pierwszy w życiu, tak bardzo była zszokowana jego miną. Wiedziała, że zaraz doczeka się całej historii tej tragedii, która rozgrywała się w jego głowie od kilku tygodni. Nie znała jej rozmiarów, ale już bardzo wyraźnie czuła, że nie jest to zwykły problem.
Wyglądało na to, że jej brat poddał się, przestał walczyć o siebie i podłożył się na tacy ich wspólnemu wrogowi. Nie mogła tego zrozumieć, jak ktoś taki, jak Cass, wojowniczy i nieustępliwy, dał się podejść i zrezygnował z dalszej walki. Był przecież Zwycięzcą, był jej bliźniaczym bratem. Kto miał tę wojnę prowadzić za niego?
A gdy przez gardło wreszcie przeszedł mu powód tego nagłego naderwania nastroju, kobieta poczuła, jak założony chwilę wcześniej pierścionek niemalże pali ją w palec. Nie miała jednak czasu na ostentacyjne zdejmowanie go i rzucanie w kąt. W tej chwili chciała tylko uchwycić spojrzenie swojego brata, a to okazało się być trudnym zadaniem.
- Nie – odezwała się wreszcie, chwilę po tym jak przebrzmiała ostatnia nuta złowieszczego wyroku, ogłoszonego przez Cassa.
Ścisnęła trzymany kubek mocniej, aż pobielały jej knykcie, ale nie spuszczała wzroku z brata, wyzywając go, by wreszcie odpowiedział tym samym. A gdy to zrobił, ona także przemówiła, głosem spokojnym i nieznoszącym sprzeciwu.
- Pójdziemy do getta razem i porozmawiamy z nią. Grzecznie wyperswadujemy jej ten pomysł z głowy, a jeśli będzie się stawiać, pokażę jej, gdzie jest miejsce dla takich, jak ona – wniosła tę swoistą apelację, będąc niemalże pewną, że Cassian-sędzia nie waży się jej odrzucić. Nepotyzm w organach jurysdykcji był wszakże powszechnym zjawiskiem.
Wszelkie plany na dzisiejszy dzień musiały zejść na boczny tor, a Corinne była już zdecydowana – wybierze się na drugą stronę muru choćby zaraz i odnajdzie tę głupią dziewuchę, która śmiała wystosowywać żądania w kierunku jej rodziny. Pani wiceminister nie mieściło się w głowie, jak ktoś mógłby być aż tak bardzo bezczelny. Nie odnajdywała w sobie ani krzty empatii w stosunku do zagubionej duszyczki z getta, jeśli o nią chodziło, Maeve Blackwood równie dobrze mogłaby zostać wywieziona do Dwunastki nawet dziś.
Nie mogła jednak odpuścić sobie kontrargumentacji do planu, który usłyszała chwilę wcześniej. Choć bardzo się starała, by w jej głosie nie była słyszalna nawet nutka kpiny (sytuacja była zdecydowanie zbyt poważna na takie zabawy), bliźniak musiał wyczuć, że jest poirytowana.
- Jesteś w Rządzie, do jasnej cholery. Luki w prawie są dobre dla tych wszystkich naiwnie wierzących w pozorną siłę opozycji. Dlaczego chcesz ryzykować swoją reputacją i naszym nazwiskiem? – zrobiła krótką pauzę, ale nie ruszyła się z miejsca - Ona jest dla ciebie obca, nic nie jesteś winien jej rodzinie, absolutnie nic.
Nie miała zamiaru opadać na kanapę obok brata i klepać go po głowie, naiwnie szczebiocząc, że wszystko będzie dobrze. Patrzyła na niego z góry i w tym momencie była przekonana o własnej nieomylności.
- Kiedyś powtórzyłam twój błąd, dlaczego teraz ty chcesz powtórzyć mój? Chcesz się cofnąć o dziesięć lat i znowu być zależy od cudzych kaprysów? – zapytała, wyzywając go stwierdzeniem i samym spojrzeniem.
Zgłaszanie się na Igrzyska w ślad za bratem było, z perspektywy czasu, jedną z największych głupot, jaką mogła popełnić. Małżeństwo było koniecznością, ale historia nie mogła się przecież powtórzyć. Nie mogła.
Miała w zanadrzu jeszcze jedną broń, najmocniejszą ze wszystkich. Stalowe oczy Corinne błysnęły niebezpiecznie, ale nie zawahała się jej użyć.
- Gdzie w tym wszystkim jestem ja? - spojrzała na Cassiana karcąco, zdając sobie sprawę z wyrzutów sumienia, jakie właśnie wywoływała w jego głowie.
Nie dbała o to, teraz liczyła się jedynie realizacja jej wizji spokojnego życia. A ta nie zakładała trzeciej osoby w małym, perfekcyjnym świecie Lancasterów.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Wto Cze 02, 2015 12:31 pm

Wiedziałem, że popełniam błąd. Wiedziałem o tym od samego początku, od chwili w której zdecydowałem się odpowiedzieć na dostarczony mi zza muru list, kiedy po raz kolejny przyjąłem za pewnik to, że ślub się odbędzie. Wiedziałem również, że Corinne nigdy by tego nie poparła, przecież już po mojej pierwszej wizycie w getcie, kiedy to jeszcze zawędrowałem tam zwabiony przez Nestora Blackwood, dała mi do zrozumienia, że nie powinienem się na to pisać, że mężczyzna po prostu mnie szantażuje. Wtedy wszystko rozeszło się po kościach, nie zapadł żaden wyrok, a to dlatego, że sama zainteresowana nie zgodziła się na opuszczenie Kwartału, mimo iż pojawiła się taka szansa, wolała zostać z ojcem, a ja nie musiałem borykać się z wyborem między tym co wydawało mi się właściwe (w końcu coś jednak zawdzięczałem ich rodzinie, nie ważne w jaki sposób Nestor przez długi czas uchronił Cori przed losem podobnym do mojego, a ja, mimo sprzeciwów siostry, byłem mu za to wdzięczny i czułem się zobowiązany do spełnienia jakiejś jego prośby),a  sprzeciwem Corinne. Sprawa przycichła, myślałem, że to wszystko zostało już za mną, nie musiałem sie więc tym przejmować.
Do czasu.
Nie potrafiłem teraz stuprocentowo szczerze powiedzieć, że gdyby Cori była przy mnie, podczas, gdy dotarła do mnie kolejna wiadomość podpisana nazwiskiem Blackwoodów, wszystko potoczyło by się inaczej. Zdawało mi się, że tak by właśnie było, że istniała szansa na to, iż nawet nie odczytał bym listu, zignorował go, wyrzucił do kosza, albo spalił w kominku. Zrobił cokolwiek, by nie musieć walczyć ze swoim sumieniem. To jednak się nie wydarzyło, byłem sam, szukałem czegokolwiek co zajęłoby moje myśli, przesyłka więc wydawała mi się wtedy uśmiechem losu. Nie przejmowałem się konsekwencjami podejmowanej decyzji. Aż do teraz, a może raczej, aż do naszej ostatniej rozmowy przez telefon, kiedy to ogrom wyrzutów sumienia wreszcie mnie dopadł, w każdym kolejnym momencie narastając coraz bardziej.
Wysłuchiwałem spokojnych słów siostry oddychając ciężko, z trudem panując nad wszystkimi tymi emocjami, które rozszalały się teraz w mojej głowie. Patrzyłem jej prosto w oczy, nie mogąc powstrzymać powracającej fali wyrzutów sumienia, tym bardziej, iż już po chwili uświadomiłem sobie, że jej odmówię. Mimo wszelkich wątpliwości, które mną targały przez ostatnie dni, mimo niepewności, miałem zamiar dotrzymać danego słowa. Bo tak właśnie należało. Klamka zapadła w chwili, w której obiecałem Maeve, że wrócę do niej z pierścionkiem, teraz dociągnięcie wszystkiego było dla mnie już kwestią honoru. I, chociaż czułem się z tym paskudnie, a całość sytuacji mnie przytłaczała, tak samo, jak perspektywa ujrzenia w oczach Cori zawodu, który miałem jej sprawić, nic nie mogło tego zmienić.
Nie powiedziałem tego jednak głośno, jeszcze nie, zamiast tego czekałem, wysłuchując kolejnych słów siostry, wraz z nimi czując jak uścisk na mojej klatce piersiowej narasta, swoje apogeum osiągając w po ostatnim pytaniu. Wtedy jednak, irracjonalnie, poza wyrzutami sumienia w moim umyśle zabłysło coś dodatkowego. Ognik irytacji, który rozrósł się gwałtownie, pod wpływem karcącego spojrzenia Corinne. Zdawałem sobie sprawę z tego wszystkiego co mówiła, nie byłem małym dzieckiem, który pakował się w coś, nie znając konsekwencji swojego działania. I Cori doskonale o tym wiedziała. Tak samo jak zresztą wiedziała o tym, jakie wrażenie wywrą na mnie jej słowa. I celowo wykorzystała to przeciw mnie, wywołując we mnie wyrzuty sumienia.
Pokręciłem głową z niedowierzaniem.
- A gdzie byłaś, kiedy cię potrzebowałem? - spytałem, podnosząc się gwałtownie, nie mogąc zapanować nad zdenerwowaniem i słowami cisnącymi się nagle na moje usta. - Wyjechałaś do Ósemki z dnia na dzień, zostawiłaś mnie w tym cholernym mieście samego, kiedy akurat naprawdę potrzebowałem twojego wsparcia i bliskości - wyrzuciłem z siebie, zaskakująco chłodnym tonem. - Może i popełniam błąd, Cori, ale klamka już zapadła. Zamierzam dotrzymać danego słowa.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Wto Cze 02, 2015 9:37 pm

Bolesna prawda zabolała mocniej, niż niejeden policzek, ale Corinne nie była w stanie spokornieć z chwili na chwilę tylko po to, by przyznać się do błędu. Zbyt dużo emocji buzowało w niej w tym momencie, za bardzo chciała udowodnić bratu, że jej racja jest jedyną słuszną. Nienawidziła poczucia bezsilności, a wyglądało na to, że powoli zaczyna znajdować się na przegranej pozycji. Nie mogła na to pozwolić.
Obserwowała go uważnie, gwałtownie podnoszącego się z kanapy i wpatrującego się w nią wzrokiem pełnym wyrzutu. Nawet wtedy nie spuściła głowy, nie złagodziła tonu. Wręcz przeciwnie, jej buntownicza postawa tylko się zaostrzyła, Lancaster założyła ręce na piersiach i nieznacznie pochyliła się w stronę brata, jakby chciała, by słyszał głośno i wyraźnie to, co ma mu do powiedzenia.
- Przepraszam, że mnie nie było, dobrze? Może wtedy przez telefon nie brzmiało to najlepiej, ale mówiłam szczerze – była niespokojna, wytrącona z równowagi i urażona jego wcześniejszą uwagą. Własnej hipokryzji oczywiście nawet nie dostrzegała.
Podwójnie głupio zrobiło jej się, gdy przypomniała sobie o pierścionku. Za wszelką cenę starała się nie zwracać uwagi na błyskotkę znajdującą się obecnie na jej palcu, ale ta nie dawała jej spokoju. Fakt, iż jakikolwiek element biżuterii został przez Cassiana przeznaczony dla kogokolwiek poza nią, wywołał w Corinne irracjonalną zazdrość. Maeve Blackwood nie zasługiwała nawet na własny kąt w getcie, ludzie jej pokroju już dawno powinni zostać zlikwidowani. Dlaczego więc miała nosić prezent od jej brata? To było tak jawnie i rażąco niesprawiedliwe, że w kobiecie aż zagotowało się ze złości, a to nigdy nie wróżyło dobrze.
- Nie sądziłam, że te kilka tygodni wystarczy, by ktoś wskoczył na moje miejsce – wypaliła, zanim tak naprawdę pomyślała, co robi - Ona jest obca, Cass. Nie jest jedną z nas, jest wrogiem, do jasnej cholery. Dlaczego tego nie widzisz?
Nie zdawała sobie sprawy z tego, jak żałośnie może brzmieć jej argumentacja, a gdyby to wiedziała, na pewno zachowałaby się inaczej, stosując sprawdzoną taktykę królowej śniegu, a nie panny z mokrą głową. Emocji było jednak zbyt wiele, by mogła je opanować i umieścić w ramach jakiegokolwiek scenariusza. Zresztą, Cass nie zasługiwał, by zachowywała się w stosunku do niego nieszczerze. Nawet jeśli prawda miała go zaboleć.
Pozwoliła rękom opaść wzdłuż ciała, dłonie na krótką chwilę ściskając w pięści, lecz rozluźniając je zaraz po tym. Odetchnęła głęboko, nie odrywając wzroku od twarzy mężczyzny stojącego przed nią, szukając na niej najmniejszych choćby oznak zawahania, które mogłaby wykorzystać na swoją korzyść. Zamiast tego dostrzegła jedynie nieustępliwość, a wszystkie sygnały wskazywały na to, że bliźniak naprawdę podjął już niepodważalną decyzję.
A może to była jakaś bardzo wyrafinowana forma zemsty, o której nie poinformował nawet swojej siostry? Może chciał wykorzystać naiwną pannę Blackwood, zrobić jej krzywdę, taką samą, jaką z rąk jej ojca wycierpiała Corinne? To jednak nie trzymało się kupy, przecież w takim wypadku na pewno podzieliłby się swoim planem, dodatkowo mając pewność, że otrzyma wszelkie możliwe wsparcie ze strony swojej bliźniaczki.
- Nie zrobisz tego. Nie pozwalam ci – była bliska roztłuczenia kubka o podłogę, ściągnięcia pierścionka i wyrzucenia go przez okno, ale nie chciała tak miotać się przed bratem.
Musiała pokazać mu, że wciąż pozostaje racjonalna i wierna swoim argumentom, jednak jej zachowanie mówiło zupełnie coś innego. Podeszła bliżej i władczo zacisnęła dłonie na jego nadgarstkach w geście, który dla niej oznaczał tylko jedno. Nie przejmowała się mocnym uściskiem, chciała tylko, by patrzył jej w oczy, gdy odrzuci jej apelację i wyda niepodważalny wyrok.
Być może wyglądało na to, że w nosie ma jego honor i sumienie, ale prawda była taka, że to ostatnie ceniła bardziej, niż swoje własne, więc próbowała uchronić brata przed konsekwencjami, które choć odległe, już majaczyły na horyzoncie. Co się stanie, jeśli ktokolwiek domyśli się prawdziwych motywów państwa młodych (ta nazwa jakoś przedostała się do jej myśli i ugodziła niezmiernie mocno)? Cassian ryzykował nie tylko posadą, ale także własną wolnością, a walczyli o nią zbyt długo, by Corinne pozwoliła mu się teraz poddać.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Wto Cze 02, 2015 10:36 pm

Nie przypuszczałem, że tak łatwo z wyrzutów sumienia i niezdolności do dyskusji przejdę w stan pełen gniewu i rozgoryczenia. Tym bardziej, że rzadko zdarzało mi się coś takiego, a już szczególnie jeśli chodzi o kontakty z Corinne. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, kiedy ostatni raz się pokłóciliśmy, zawsze staraliśmy się wspierać wzajemnie, stać przy swoich bokach, jak więc to możliwe, że nagle tak bardzo pomieszały się nam priorytety? Kiedy zdanie siostry przestało być dla mnie tym najważniejszym, rozstrzygającym praktycznie o wszystkim? W końcu nigdy nie chciałem jej ranić, ani robić niczego przeciw niej.
A jednak, stałem przed nią, wpatrywałem się w jej oczy, nie starając się nawet pozbawić spojrzenia wyrzutów, które już wcześniej wypowiedziałem na głos. Byłem chłodny, zdystansowany, nie przypominałem siebie z naszych zwyczajnych relacji. Nie zamierzałem jej ustępować, nie tym razem, nie w tym momencie, choćbym miał tego pożałować już parę chwil po skończonej dyskusji. Twardo trzymałem się podjętej decyzji.
Nie skomentowałem przeprosin, nie dałem się im ugłaskać, nie dlatego, że w nie nie wierzyłem, czy też nimi się nie przejmowałem, wręcz przeciwnie, jednak w tej chwili były one niemal wymuszone przez moje poprzednie słowa, nie miałem więc zamiaru brać ich pod uwagę. W innej chwili, w innym czasie, jednak nie teraz. Niewzruszony czekałem więc na kolejne słowa, a kiedy te padły wszystko wewnątrz mnie zagotowało się natychmiast. Nie mogłem uwierzyć, że Cori pozwoliła sobie na takie słowa. Przecież wiedziała, doskonale wiedziała ile na mnie znaczy, nie ważne co by się nie działo, nie ważne jak bardzo by nie różniły się nasze zdania, zawsze była dla mnie najważniejsza. I nie było nikogo na świecie, kto mógłby ją zastąpić. Nie zamieniłbym jej na żadną osobę nawet jeśli reszta naszego życia miała się składać jedynie z kłótni i łapania się za słówka, bo po stokroć wolałem to, niż przyjazne uśmiechy z kimś obcym. Dlatego jej sugestia tak bardzo zabolała.
- Naprawdę sądzisz, że byłbym w stanie to zrobić? - spytałem gwałtownym tonem, nie zwracając uwagi na resztę wypowiedzi, poza jej pierwszym zdaniem. - Zamienić ciebie na kogoś? Czy aż tak bardzo zaślepia cię w tej chwili gniew, że zapomniałaś, iż nikt z tobą się nie może równać? Nikt, do cholery! Nie zapominaj o tym, Corinne.
Pokręciłem głową z niedowierzaniem, powstrzymując w sobie chęć odsunięcia się od niej, rozpoczęcia nerwowego marszu po pokoju. Zamiast tego intensywnie i gniewnie wpatrywałem się w jej oczy, próbując rozgryźć  to co siedziało w jej głowie w tej chwili. Zastanawiając się czy naprawdę wierzyła w słowa, które wyrwały się jej parę chwil temu.
Milczałem, nie zamierzając na darmo strzępić język. Nie chciałem mówić za wiele, nie chciałem by przez przypadek, w złości wyrwały mi się słowa wcale nie zgodne z prawdą. Nie chciałem ranić Corinne bezpotrzebnie, dlatego wolałem trwać w ciszy, przynajmniej dopóty dopóki ona nie postanowi czegoś powiedzieć. Początkowo też nie skomentowałem jej wypowiedzi inaczej niż prychnięciem, czekając na dalszy jej krok. Bo byłem pewien, że na tym się nie skończy.
I wcale nie pomyliłem się wiele. Po chwili już kobieta stała tuż przede mną, zaciskając ręce na moich nadgarstkach, tak blisko, że wyraźnie czułem ciepło bijące od jej ciała. Ciepło, które na co dzień kojarzyło mi się jedynie z bezpieczeństwem i spokojem, tak mocno teraz naruszonym przez buzujące między nami emocje. Które odczuwałem równie wyraźnie, jakby nabrały fizycznego niemal kształtu i zawisły między nami.
Byłem zły, serce biło mi w przyśpieszonym rytmie, który Corinne doskonale musiała wyczuć trzymając moje ręce we władczym uścisku, oddech miałem przyśpieszony, niemal jak po biegu. Mój organizm ulegał zdenerwowaniu bardziej niż tego chciałem.
- Jak zatem zamierzasz mnie powstrzymać? - spytałem chłodno, nie odrywając spojrzenia od jej oczu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Wto Cze 02, 2015 11:19 pm

Nikt inny nie wyzwalał w niej takich emocji, dawno już nikomu nie udało się wyprowadzić jej z równowagi w ten sposób. A przecież zawsze byli rodzeństwem idealnym, być może trochę złamanym przez lata życia w Kapitolu, ale wciąż odnajdywali w sobie najlepszych przyjaciół, powierników i po prostu swoje drugie połówki. Sytuacja w salonie zdecydowanie wymknęła się spod kontroli, skoro stali teraz naprzeciw siebie, mierząc się spojrzeniami i rzucając jedno wyzwanie za drugim.
Chciała go uderzyć. Tak bardzo, że aż nawet świerzbiły ją dłonie, wciąż mocno zaciśnięte na jego nadgarstkach. Cóż z tego, że była drobniejsza? Cass mógł spodziewać się siniaków już niebawem, a jeśli jego postawa nie miała ulec zmianie, istniała szansa, że doczeka się także innych blizn. W kwestii agresji jego siostra nie zawsze umiała nad sobą panować.
Mieszanka wściekłości, urażonej dumy i irracjonalnej zazdrości była doprawdy zabójcza, a Corinne nie słynęła z trzymania języka za zębami. Sumienie zagłuszyła już dawno i nawet jeśli rozpoznawała w przeciwniku swojego brata, nie mogła zagwarantować, że czynem bądź słowami nie sprawi mu przykrości. Jednak nie panowała już nad sobą, kontrolę przejęła złość i bezsilność, której nie odczuwała naprawdę od dawna. Skoro nawet zdecydował się na użycie jej pełnego imienia, sprawa była poważna. A to tylko ją nakręcało.
Była jeszcze jedna rzecz, niekoniecznie moralna i siostrzana, która jednak nie miała szans dojść do głosu. Złe miejsce, zły czas, złe ludzkie powłoki. Lancaster nie zwróciła na nią uwagi w swoim emocjonalnym maratonie, jednak ta zdążyła paść już na podatny grunt.
- Nikt? Ten nikt dzięki tobie wychodzi z getta, zyskuje pozycję, która jej się nie należy, a dostaje to wszystko pomimo mojego wyraźnego, prawie rozpaczliwego sprzeciwu. Rzeczywiście, nie zapomnę o tym – warknęła, kpiącą miną przypominając bratu jak nisko ceni sobie jego przyszłą żonę.
Maeve była nikim, każdy rdzenny kapitolińczyk był nikim. Co takiego musiało się stać, by Cass zmienił zdanie? Mimo wszystko, mimo tego całego dzisiejszego bajzlu, Corinne była pewna, że gdyby jej brat był teraz szantażowany w podobny sposób, co dziesięć lat temu, wiedziałby doskonale, co robić. Był kimś, miał za sobą ludzi, a przede wszystkim – miał ją. Wystarczyło, że powiedziałby słowo, a nie zawahałaby się przed niczym, nawet przed wydaniem najgorszego z wyroków lub jego wykonaniem. Po latach bycia upokarzaną, po latach życia w zakłamaniu i fałszu jej celem była zemsta. Dotychczas myślała, że skoro przeszli niemalże identyczną drogę, jej bliźniak pragnie tego samego. Dlaczego zamiast zemsty wybrał przebaczenie? Nie była w stanie tego pojąć.
Chłodny ton Cassiana wyrwał ją z zamyślenia, z tej spirali negatywnych emocji, które kotłowały się w jej głowie. Gdyby spojrzenia mogły zabijać, być może oboje leżeliby już martwi w jego salonie, ale póki co stali tylko niewzruszenie, naruszając granice swoich dobrych relacji.
Jeśli nie uda mi się z tobą, spróbuję z nią.
Nie wypowiedziała tego na głos, nie musiała. Musiał wyczytać to z jej twarzy, nabiegłej prawdziwym wstrętem odnośnie jego planów i decyzji. Do czego byłaby w stanie się posunąć? Musiał wiedzieć, że w tej chwili nie istniały dla niej żadne limity.
Do cholery, byli bliźniętami, więc powoli godziła się już z myślą, że brat nie ustąpi i rzeczywiście postawi na swoim. Jednak w żaden sposób nie zamierzała mu tego ułatwiać. Próbując przekuć własne upokorzenie na choć jedną wygraną bitwę tej wojny, puściła jego ręce i prawą dłoń uniosła w powietrzu pomiędzy nimi.
- Zdejmij go – rozkazała, mając na myśli pierścionek, który wciąż znajdował się na jej palcu.
Była w pełni świadoma symboliki tego gestu i po raz kolejny testowała cierpliwość Cassiana, naginała ją do granic możliwości. Nie chciała go ranić, a na pewno nie świadomie, jednak w tej chwili to było silniejsze od niej. Nie dodała nic więcej, czekając na rozwój wydarzeń.
Nie patrzyła na błyskotkę, skupiona tylko i wyłącznie na obserwacji wyrazu twarzy brata bliźniaka. Choć tak podobni, w tej chwili nie mogli być od siebie bardziej różni.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Sro Cze 03, 2015 10:24 am

Liczyłem na to, że mimo gniewu istniała jakaś granica, że nie przekroczymy pewnych linii, niektóre kwestie traktując jako niepodważalne fakty, oczywistości, o których nawet nie musieliśmy dyskutować. Jednak pomyliłem się, w końcu nasza kłótnia nie trwała nawet długo, a już uderzyła, zdawać by się mogło, w podstawy naszych relacji. W sposób bolesny i wzbudzający najgorszy możliwy rodzaj gniewu. Nie panowałem nad emocjami, nad rozżaleniem i zawodem, które wybuchły we mnie, podsycając jeszcze ogień, który już palił moje trzewia. I który narósł jeszcze bardziej, atakując z ogromną siłą po kolejnym siostrzanym komentarzu.
Nie mogłem w to uwierzyć, w przekaz, który krył się dodatkowo w wypowiedzi Corinne. Łudziłem się, że moje słowa otrzeźwią ją choć trochę, przynajmniej w tej kwestii, że uświadomią ją, iż podejmując tą decyzje wcale jej nie odrzucałem, wszystko jednak wskazywało na to, iż był zbyt zawzięta i zbyt uparta by to dostrzec. A to raniło, z każdą chwilą coraz gorzej. Egoizm i hipokryzja, na które mógłbym przymknąć oczy w każdej innej chwili teraz działały na mnie jak płachta na byka.
- Nie wszystko obraca się wokół ciebie - warknąłem, uderzając w te same nuty co  Cori wcześniej, zupełnie nie przemyślawszy swoich słów. Gniew zbyt mocno w moim umyśle, bym mógł kontrolować się w takich chwilach. - Jesteś dla mnie najważniejsza i nic tego nie zmieni, ale ta decyzja należy do mnie i, niezależnie czy ją zaakceptujesz, czy nie, nie mam zamiary zmieniać już nastawienia.
Wiedziałem, że to co powiedziałem było nie fair, że mogłem przez to zranić Corinne, w taki sposób jak nigdy jeszcze tego nie zrobiłem, nie potrafiłem jednak wywołać w sobie nawet drobnych wyrzutów sumienia tą świadomością. Już nie, zbyt dużo ich towarzyszyło mi przez ostatnie dni, nie mogłem pozwolić by kolejne narastały, sprawiając, że stracę resztki pewności siebie.
Wpatrywałem się w oczy bliźniaczki, tocząc z nią walkę na spojrzenia, tak samo twarde i nieustępliwe u nas obojga. Z niespotykaną wcześniej intensywnością śledziłem każde drgnięcie mięsni jej twarzy, uważnie wsłuchując się w mowę jej ciała i emocje, które od niej buzowały. Tak mocno nastawiony na to co działo się z nią, czułem przy tym doskonale jak jej poruszenie oddziałuje na mnie, nakręcając mnie tym mocniej.
Czułem jak atmosfera między nami gęstnieje, swoje apogeum osiągając w chwili, w której Cori wreszcie puściła moje nadgarstki, by następnie unieść między nami rękę i wypowiedzieć dwa słowa, nakaz, który ponownie wbił w mój umysł ostrą igłę bólu. Stałem w ciszy, oddychając ciężko, rozwścieczony przyglądając się jej, jednakże nie zdobywszy się na żaden gest. Nie mogłem, do cholery jasnej, nie mogłem tego zrobić i Corinne musiała zdawać sobie z tego sprawę. Żądała ode mnie za dużo, oczekiwała, że wykonam gest, który dla nas obojga znaczyłby coś więcej niźli mogłoby się wydawać. Nie stawiałem Maeve ponad moją siostrę, nigdy bym jej nie postawił, tym bardziej gdybym stanął przed wyborem między przyszłą żoną, a najważniejsza osoba w moim życiu. A właśnie tak się teraz czułem, zapędzony w kozi róg przez symbolikę sytuacji. Przyparty do muru, zmuszony niemal do podjęcia decyzji, której nie chciałem. Nie mogłem zdjąć tego cholernego pierścionka, bo wtedy właśnie wybrał bym Maeve. A tego nie zamierzałem zrobić.
Wybierałem po prostu swój honor i przekonania.
- Nie będę się z tobą bawił w żadne gierki. Chcesz to zachowaj go - powiedziałem w końcu chłodnym tonem, odwracając głowę.  Nie byłem w stanie patrzeć jej dłużej w oczy, tym bardziej, iż byłem w pełni świadom tego, iż Cori musiała wychwycić cień rezygnacji i bólu zakradający się do mojego głosu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Czw Cze 04, 2015 1:23 pm

Nie mogła uwierzyć w to, że Cassian stoi przed nią z zawodem wymalowanym na całej twarzy i ośmiela się jeszcze na nią warczeć. Wiedziała, że to jej zachowanie tak go zawiodło, ale wciąż nie potrafiła uznać remisu, przekonana o tym, że ona jest w tej sytuacji osobą znacznie bardziej poszkodowaną.
Oczywiście, że wszystko obracało się wokół niej, a przynajmniej powinno. W taki sam sposób, jak życie Corinne obracało się dookoła życia Cassiana. Nie byli przecież swoimi satelitami, tworzyli parę, zespół, do tej pory nierozerwalny. Czy byli w stanie przetrzymać tę kłótnię? Póki co, Lancaster nie widziała dobrego wyjścia z sytuacji, skoro nie istniało już nic, co pomogłoby jej wpłynąć na zmianę zdania u brata.
Swoimi słowami uraził jej dumę, ale zachowaniem i postępowaniem wyrządzał zdecydowanie większą krzywdę. I w tej chwili nie mogła uwierzyć, że faktycznie jest dla niego najważniejsza. Choć na jego przystojnej twarzy czy w poddenerwowanym głosie nie dostrzegła grama fałszu, czyny interpretowała zupełnie inaczej.
Nie podjął jej gry, pozwolił nawet zatrzymać pierścionek, a to ubodło ją jeszcze bardziej. Poczuła się tak, jakby i ona była w tej chwili zbędna w jego życiu. Znieważona, upokorzona, zapragnęła tego, czego zwykle szukała w takich sytuacjach. Zemsty.
Najgorszą z możliwych kar było traktowanie go tak, jak resztę śmiertelników. Dotychczas tylko przy Cassianie pokazywała swoją prawdziwą twarz i szczere emocje, dla innych ludzi miała zarezerwowanych kilka masek, w większości chłodnych lub obojętnych. Mógł obserwować to z boku i znał te zagrywki doskonale, dlatego była pewna, że szybko pojmie znaczenie jej zachowania. Nawet gdyby chciała, nie potrafiłaby przerwać łączącej ich więzi, ale w tym momencie dawała mu jasny sygnał, że odstawia tę relację na półkę razem z innymi. Wciąż był najbardziej wyjątkową osobą w jej życiu, a nie tylko jednym z wielu, ale musiała sprawić, że go zaboli. W ich bliźniaczym przypadku często odczuwali emocje tej drugiej osoby (zarówno pozytywne, jak i negatywne), więc Corinne postarała się, by tym razem było tak samo.
Gdy już ułożyła sobie to wszystko w głowie, tylko chwilę zajęło jej założenie na twarz jednej z masek. Emocje zniknęły, po wzburzeniu nie pozostał już nawet ślad, a lekko uśmiechnięta kobieta poczęstowała brata ciepłym spojrzeniem, postąpiła o krok i pocałowała go w policzek.
- Miłego dnia – życzyła mu oficjalnym, pustym tonem, pozbawionym jakiejkolwiek złośliwości, ale także i zainteresowania.
W żaden sposób nie skomentowała już jego planu i sytuacji w której się znaleźli, jak gdyby odcięła się od tego wszystkiego grubą kreską. Obojętność nie przyszła jej łatwo, musiała wycofać się czym prędzej i tak też zrobiła. Walcząc z przemożną chęcią wrzucenia pierścionka do kubka z kawą, powoli zsunęła błyskotkę z palca, cofnęła się o krok i odłożyła ją na stolik. Spojrzała na brata po raz ostatni, żegnając się z nim także wzrokiem, a następnie odwróciła się i pomaszerowała w stronę wyjścia. Do końca trzymała gardę, nie złamała się i nie pozwoliła sobie na okazanie słabości. Dopiero gdy była już za drzwiami, wypuściła wstrzymywane powietrze, ale nie zatrzymała się. Czym prędzej udała się do windy, pragnąc zniknąć z piętra i budynku brata jak najszybciej. Z jego życia nie miała zamiaru znikać, ale wiedziała doskonale, że teraz jakiekolwiek ich kontakty będą prawdziwą przeprawą.

| zt x 2







Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 10:55 pm

| przed oświadczynami, końcówka listopada

I’m in misery where you can seem as old as your omens
And the mother we share will never keep your proud head from falling
The way is long but you can make it easy on me
And the mother we share will never keep our cold hearts from calling


Pożałowała swoich słów już sekundę po tym, jak je wypowiedziała, ale wtedy była zbyt dumna, by zareagować inaczej, niż zareagowała. Nic nie tłumaczyło jej gestów, ale nie przeprosiła za nie od razu, chowając się za wszechobecną wściekłością. Oboje byli wzburzeni, wyprowadzeni z równowagi, a sytuacja wymknęła się spod kontroli.
Dopiero leżąc w łóżku, przy zapalonej lampce, kotłując się w pościeli i wojując z myślami, Corinne zdała sobie sprawę, jak bardzo skrzywdziła własnego bliźniaka. Wina spłynęła na nią z ogromnym natężeniem, jakby w jej umyśle przerwała się tama, a wyrzuty sumienia wylały jak nigdy wcześniej. Nienawidziła tego uczucia, chciała pozbyć się go za wszelką cenę, ale była jeszcze jedna rzecz, której pragnęła bardziej.
Priorytetem był teraz Cassian. Zdradzony i zraniony przez własną siostrę, czuł się zapewne tak beznadziejnie, jak ona. Biorąc pod uwagę, że miał do tego prawo być wściekłym, Lancaster nie zazdrościła mu nastroju, w jakim teraz musiał się znajdować.
Nie czekała na kolejną falę zwodniczej moralności, wyskoczyła z łóżka i na kilka chwil zniknęła w łazience, by po tym wyjść już w pełni ubrana i gotowa do drogi. Była prawie pierwsza w nocy, a jej zebrało się na przeprosiny. Nie ułożyła włosów, nie zadbała o strój, chciała jak najszybciej znaleźć się przy bliźniaku i wyjaśnić mu wszystko, magicznymi słowami sprawić, by wszystko było tak, jak dawniej.
Udało jej się zamówić taksówkę, jednak podróż spędziła w kompletnej ciszy. Nawet natrętne myśli, wcześniej głośne jak sto diabłów, teraz zaczęły jej opuszczać, pozostawiając w jej głowie kompletną pustkę. Czuła to wszystko, co chciała przekazać Cassianowi, jednak na tę chwilę kompletnie nie umiała tego ułożyć w sensowną, werbalną całość.
Przełknęła ślinę, bezwiednie bawiąc się guzikami rozpiętego płaszcza. Pojawianie się niezapowiedzianą w domu brata było już chyba jej nawykiem, nie do końca niebezpiecznym. Wolała nie ryzykować pukania do drzwi, gdyby nie otworzył, pękłoby jej serce. Teraz już wiedziała, jak musiał się czuć, gdy ignorowała jego wiadomości, a w rozmowie odpowiadała tylko półsłówkami. Przygryzła wargę, mocno, bez skrupułów, wyrzucając sobie własne grzechy.
Po cichu wyciągnęła klucz z torebki i przekręciła go w drzwiach mieszkania brata. Od razu wyczuła, że jeszcze nie śpi, choć pora mogłaby na to wskazywać. Postąpiła kilka kroków i dostrzegła światło dochodzące spod drzwi jego gabinetu. Bez zawahania przecięła korytarz i gwałtownie wpadła do środka, natychmiast odnajdując mężczyznę wzrokiem.
- Przepraszam – wypaliła od razu, nie dając mu się odezwać, uprzedzając nawet wyraz zaskoczenia na jego twarzy.
Choć wyrzuciła to tak szybko, mówiła całkowicie szczerze, a jeśli rzeczywiście znał ją choć trochę, musiał to wiedzieć. Nawet, jeśli był na nią niemiłosiernie wściekły.
- Cass, przepraszam za to, co powiedziałam – zrobiła zdecydowany krok w jego stronę zdając sobie sprawę z tego, że jeśli choć trochę mu się nie narzuci, równie dobrze może już stąd wyjść. Przegrana - Przepraszam, że postawiłam własną dumę wyżej, niż twoje dobro. Przepraszam, że wyjechałam, a po powrocie nie byłam sobą.
Głos wcale jej się nie łamał, choć w środku cała aż rozpadała się na myśl, co może się wydarzyć, jeśli miłość jej życia nie wybaczy jej tych wszystkich błędów. W tej chwili miała już gdzieś wszystkie fakty, a nawet to, że i ona przecież miała sporo racji w ich kłótni. Nie była fałszywa, nie kłamała dla własnego interesu, nie zmieniła zdania o sto osiemdziesiąt stopni tylko po to, by uzyskać rozgrzeszenie. Po prostu teraz wyraźniej już widziała, co jest dla niej najważniejsze.
- Nie będę się tłumaczyć, nie chcę tego robić. Chcę po prostu, żeby było jak dawniej. Wybacz mi, zapomnijmy o tym, co stało się wcześniej i co powiedzieliśmy sobie w złości – nie skomentowała nawet widoku cygara ani alkoholu stojącego na biurku, nie miała czasu rozglądać się po pomieszczeniu. Nawet, gdyby była tu trzecia osoba, Corinne zorientowałaby się dopiero po jakimś czasie.
Odgarnęła włosy za uszy, cały czas wpatrzona w Cassiana. Na jego twarzy szukała jakiejkolwiek oznaki przebaczenia, nawet najmniejszego sygnału, że wkrótce poczuje ulgę, a z jej serca spadnie wreszcie ten okropny ciężar.
- Kochasz mnie, a ja ciebie – powiedziała z mocą, niemalże się przy tym uśmiechając - Nic tego nie zmieni, ale ja nie chcę, żeby to była trudna miłość.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 10:56 pm

Na początku byłem wściekły. Złość, która obudziła się we mnie w chwili, kiedy Cori kilkoma celnymi słowami zraniła mnie do żywego, zagłuszyła wszystko inne. Rozgoryczenie, zawód i ból, a nawet smutek, nie miały teraz prawa głosu, zdominowane przez emocję o niebo silniejszą. Dlatego nie mogłem tam zostać, nie mogłem dłużej przebywać w towarzystwie siostry, nie mogłem patrzeć w jej oczy, stać blisko niej czując jak wszystko co niedobre narasta między nami. Wyszedłem, więc i chyba powinienem być wdzięczny za to, że po drodze nie wpadłem na nikogo, gotów wybuchnąć przy pierwszej do tego okazji. Tak samo zresztą jak za to, że zaślepiony emocjami nie rozjechałem nikogo po drodze, dopiero we własnym mieszkaniu doprowadzając do małej katastrofy.
Musiałem jakoś dać ujście złości, musiałem zrobić cokolwiek, by nie oszaleć, nie pogrążyć się we wściekłości. I dopiero, gdy stłukłem kolekcje szła schnącą na kuchennym blacie byłem w stanie odetchnąć. A wtedy reszta uczuć wreszcie odnalazła drogę do mojej świadomości. Jęknąłem głucho łapiąc się za głowę i kręcąc nią z niedowierzaniem. Jak to było możliwe? Jakim cudem znaleźliśmy się z Corinne w takiej sytuacji? Jak to możliwe, że właśnie ona, najbliższa mi na świecie osoba, wbiła nóż w moje plecy z pełną świadomością swoich działań? Na samo wspomnienie kłótni w jej mieszkaniu zrobiło mi się niedobrze. Do cholery, przecież to nie byliśmy my, to nie było w naszym stylu, mieliśmy się wspierać, dbać o siebie, a nie krzywdzić się nawzajem.
Potrzebowałem sporo czasu by się uspokoić na tyle bym dał radę zrobić z sobą coś więcej poza siedzeniem w ciemnej kuchni. Było już późno i w normalnych warunkach zapewne szykowałbym się już do spania, wiedząc, że następnego ranka przyjdzie mi wcześnie wstać by wyszykować się do pracy, byłem jednak pewien, że tym razem sen nie przyjdzie tak łatwo. Zamiast więc skierować się do sypialni nalałem sobie szklankę whisky, po czym ruszyłem do gabinetu. Skoro już i tak miałem zarwać noc mogłem wykorzystać to w jakiś logiczny sposób, przeglądając dokumenty związane z nowymi projektami na następny rok zaplanowanymi dla ministerstwa. Nie przyniosło mi to pełnego ukojenia, w końcu jednak udało mi się skupić na czymś na tyle by odsunąć od siebie przytłaczające emocje. Wpadłem w rutynę przewracając kolejne kartki, na zmianę sięgając wolną ręką po szklankę z alkoholem i zapalone chwilę po wejściu do pomieszczenia cygaro. Nie zauważyłem upływu czasu, nie wiedziałem więc na jak długo się uwolniłem, przywołany do rzeczywistości dopiero przez znajomy głos.
Nie mogłem powiedzieć by jej obecność mnie zaskoczyła, zbyt dobrze się znaliśmy, bym, choć gdzieś w głębi, nie podejrzewał, że prędzej czy później Corinne pożałuje swojego zachowania i nie spróbuje go naprawić. Nie mogłem również jednak powiedzieć, że fakt, iż podjęła się tego tak szybko sprawił, że wszystkie problemy zniknęły.
Widok jej twarzy ponownie przywołał burzę dzisiejszych emocji, głos i słowa, które starała mi się przekazać sprawiły, że poczułem igły bólu, które ze wzmożoną mocą wbijały się w mój umysł. Nie ważne jak nie byłbym wściekły na siostrę, nie potrafiłbym zostać obojętny na jej smutek. Nie odezwałem się jednak, początkowo tylko jej się przyglądając beznamiętnie. Wiedziałem, że wszystko co mówiła było szczere, nie byłem jednak jeszcze gotów, by przejść z sytuacją na porządek dzienny. Cień gniewu był jeszcze zbytnio wyraźny.
- Też tego nie chcę - powiedziałem w końcu, po przeciągającej się chwili ciszy, która zapadła po ostatnich słowach mojej siostry. Westchnąłem cicho, po czym odwróciłem od niej wzrok sięgając ręką po naczynie z resztą alkoholu, upijając drobny łyk.
Nie wiedziałem co poza tym mogę zrobić. Kochałem ją, kochałem ponad wszystko i byłem w stanie zrobić dla niej więcej niż dla siebie kiedykolwiek. W tym momencie czułem się jednak naprawdę przez nią skrzywdzony, jej słowami, gestem na który sobie później pozwoliła. Przymknąłem oczy, po czym pokręciłem głową z niedowierzaniem.
- Nawet nie przypuszczałem, że jesteśmy do tego zdolni - wyrzuciłem z siebie gorzkim tonem, tymi paroma słowami komentując wszystkie negatywne emocje, które pojawiły się między nami od chwili powrotu Corinne z Ósemki.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 10:57 pm

Przeczuwała, że Cassian może zechcieć ja ukarać. Niekoniecznie naumyślnie, nie podejrzewała, by robił to specjalnie, tak, jak ona wcześniej, a jednak mimo wszystko ich sposoby myślenia były bardzo podobne. Wiedziała, że to nie będzie łatwa przeprawa, dlatego była gotowa na wszystko. Sto razy bardziej wolałaby, aby potrząsnął nią ponownie, przygwoździł do ściany i zabijał spojrzeniem, niż odwracał głowę w milczeniu. Ale i to musiała przetrzymać, znieść z pokorą, bo przecież nie było takiej rzeczy, która powstrzymałaby ją przed osiągnięciem celu. A celem była zgoda i powrót do dawnych relacji. Cholernie ciężkie, ale nie niewykonalne.
Nie odrywała wzroku od twarzy brata, pozornie obojętnej, choć tak naprawdę w jego głowie musiały się kłębić już setki myśli. Oboje wiedzieli, że sobie przebaczą, co do tego nie było żadnych wątpliwości. Jednak pozostawało pytanie, czy nie przekroczyli przypadkiem żadnej granicy, po której nie będzie już odwrotu, a oni sami nie staną się jedną z tych rodzin, która najlepiej wychodzi tylko i wyłącznie na zdjęciu.
Zapalone cygaro, whisky w szklance, tony dokumentów z pracy – czy trzydziestolatek, mający niebawem się ożenić, tak powinien spędzać swoje noce? Choć Corinne wciąż nie zgadzała się z jego planem, musiała go zaakceptować. Nie było jednak takiej siły, która powstrzymałaby ją przed ingerencją. W końcu na szali stała reputacja Cassiana, ich wspólne nazwisko. Poza samym bratem, o coś przecież musiała w życiu dbać. Obiecała więc sobie, że jeśli jutro rano obudzą się w pełnej zgodzie, zaprezentuje mu plan działania na najbliższe dni. Ktoś musiał zadbać o wiarygodność spektaklu.
- Ja też nie – przyznała szczerze, podsumowując wszystkie swoje myśli, słowa i czyny, które doprowadziły do takiego, a nie innego stanu rzeczy.
Nie wiedziała jednak, co może jeszcze powiedzieć, co powinna zrobić, czy istniała jeszcze jakaś formalność do wypełnienia, zanim będzie mogła znaleźć się przy boku brata i obdarzyć go ciepłym uśmiechem.
Na jedną z tych rzeczy postanowiła nie czekać. Powolnym krokiem powędrowała w stronę biurka, by po chwili oprzeć się o nie pupą, a twarz zwrócić ku Cassowi. Nie interesowały jej dokumenty, nie zarejestrowała nawet, że blokuje bratu dostęp do cygara.
Policzek, który wcześniej uderzyła otwartą dłonią, teraz pocałowała powoli trzy razy, pochylając się do przodu, jednocześnie nie odrywając się od biurka. Gdy skończyła, odsunęła głowę, jednak jej dłoń wciąż znajdowała się tuż przy brodzie brata, gładząc ją niespiesznie.
- Wiesz, że zrobiłabym dla ciebie wszystko – wcześniej nie musieli częstować się takimi deklaracjami, oboje przyjmowali je za pewni. Jednak ciężkie czasy wymagają poświeceń. Corinne chciała, by wszystko już było jasne, by wreszcie finalnie poczuli się sobą, jednością. - Przez chwilę myślałam po prostu, że wiem lepiej, czego pragniesz.
Westchnęła głęboko, wzrokiem nawołując wzrok bliźniaka, który uciekł od niej jakiś czas temu. Nie pomyślała nawet, że kiedykolwiek będzie jej brakować tak bardzo, jak teraz.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 10:57 pm

Chyba nie umiałbym znaleźć dobrych słów na opisanie tego co czułem, gdy Corinne stała w moim gabinecie. Wszystko co przychodziło mi do głowy było zbyt puste i proste, moje uczucia zaś prawie mnie przytłaczały swym skomplikowaniem. To nie był po prostu ból czy smutek, ani też złość, rozżalenie i zawód też nie były tym co oddało by naturę sprawy. Tego w jaki sposób zaciskało sie moje serce nie umiałbym wyrazić w żaden znany ni sposób, mimo to wiedziałem, że ona to poczuje. I zrozumie. Tak jak za każdym razem, nie ważne co by się między nami działo, nie ważne jak moglibyśmy chcieć się przed tym chronić, drugie z nas zawsze zrozumie co siedzi w głowie pierwszemu. Czasem potrzebowaliśmy na to dłuższej chwili, czasem krótkiego spojrzenia w oczy. Ale dziś, tej nocy, to po prostu wisiało w powietrzu, miałem wrażenie, że tym oddycham, nie wątpiłem więc, że Cori od razu to zauważy. Nawet jeśli uciekałem przed nią spojrzeniem.
Chciałem to wszystko wymazać z pamięci. Każde z nieprzyjemnych słów, które padło między nami od chwili, w której przekroczyła próg mojego mieszkania. Nie pragnąłem niczego bardziej niż powrócić do momentu, w którym staliśmy przytuleni do siebie, a ja w końcu mogłem napawać się jej bliskością, której tak bardzo brakowało mi przez tygodnie jej pobytu w Ósemce. I, którą wcale nie zdążyłem się nasycić. A ostatnie dni były jeszcze gorsze, bo jej nieobecność nie związana była z dzielącymi nas kilometrami, nawet gdyby ponownie opuściła Kapitol nie mógłbym się czuć tak samotny, jak wtedy, gdy odgrodziła się ode mnie, będąc przez tak długi czas niemal na wyciągnięcie ręki. Bo przecież nie mieszkała daleko, parę minut podróży samochodem i już wspinałbym się po schodach do jej mieszkania. Naprawdę chciałem o tym zapomnieć, jednak dzisiejszy wieczór powstrzymywał mnie przed próbą spełnienia tej potrzeby.
Skinąłem nieznacznie głową słysząc kolejne słowa siostry, nie podnosząc nadal wzroku, zamiast tego odstawiając puste już naczynie na stół i wzdychając cicho. Nie mogłem jednak uciekać przed jej oczami, gdy znalazła się tak blisko mnie, opierając się o biurko stojące przede mną. Odszukałem spojrzeniem jej twarzy, oddychając trochę nerwowo, gdy pochyliła się w moją stronę delikatnie całując mnie w policzek. W miejsce, które uderzyła jeszcze parę godzin temu, kiedy to po raz pierwszy w naszym życiu pozwoliliśmy sobie na tak agresywne zachowanie. Skrzywiłem na chwilę usta, przypominając sobie jak duży ból przyniosło mi to w tamtym momencie. Nie fizyczny, a mentalny. Tak bardzo różniło się to od gładzących teraz moją brodę palców, od ich przyjemnego dotyku.
- Wiem, Corinne - wyszeptałem w odpowiedzi na jej słowa. Zdawałem sobie z tego sprawę, obydwoje doskonale o tym wiedzieliśmy. - Po prostu gdzieś po drodze się pogubiliśmy.
Uniosłem dłoń, delikatnie zaciskając palce na jej nadgarstku, na chwilę przytrzymując jej dłoń w taki sposób by móc wtulić w nią twarz. Odetchnąłem kilkukrotnie zapachem jej skóry, przymknąłem na moment oczy, poczym jednak wyprostowałem się odsuwając jej rękę spokojnie. Nie chciałem by wyglądało to w jakikolwiek sposób brutalnie. Po prostu potrzebowałem w tym momencie trochę więcej swobody.
Podniosłem się z krzesła, po czym - ominąwszy Cori - sięgnąłem ręką po wciąż tlące się cygaro, by następnie skierować się w stronę okna. Kapitol pogrążony w nocy wydawał się taki spokojny.
- Wiem, że w jakimś stopniu popełniam błąd - mruknąłem cicho, pewien jednak, że siostra mnie usłyszy. - Ale ja wierzę w to co robię, Cori. Naprawdę uważam to za słuszne.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 10:59 pm

Nigdy nie musieli sobie niczego wybaczać, a przynajmniej niczego, co nie byłoby głupotą, zbytą po chwili śmiechem bądź ironiczną uwagą. Nigdy nie zranili się do żywego, nigdy poza tym jednym razem, gdy postanowili zataić przed sobą tajemnicę udziału w Igrzyskach. Ale minęło kilkanaście lat, tamto uczucie wyblakło, a przynajmniej Corinne już prawie nie pamiętała, jak się wtedy czuła. Pamiętała, co czuła, ale w tej chwili nie miała nawet dobrej porównawczej skali. Wybaczanie sobie było nową lekcją od życia.
Nigdy wcześniej nie miała potrzeby odsunięcia Cassa od siebie, a jednak w zeszłym tygodniu taka chęć zdominowała jen życie. Unikała go, potrafiła przyznać się do tego sama przed sobą. Wtedy jej argumenty wydawały się niesamowicie mocne, niemalże niepokonane. Teraz nie mogła sobie przypomnieć, co kazało jej ignorować brata bliźniaka w chwili, gdy ten najbardziej jej potrzebował?
Nie uraził jej gest mężczyzny, grzecznie cofnęła rękę, by po chwili potrzeć nią delikatnie o swoje udo. Myślała nad słowami, które powinny jeszcze wydostać się z jej ust. Myślała też nad tymi, które nigdy nie znajdą ujścia, przesiane przez cenzurę i wzięcie poprawki na sytuację, w jakiej obecnie znajdowało się rodzeństwo. Corinne wolała, póki co, pewne rzeczy zatrzymać dla siebie.
- A ja wierzę w Ciebie – powiedziała z mocą, obserwując, jak brat podnosi się z fotela i chwyta w dłoń cygaro. Zmarszczyła czoło, bo przez chwilę myślała, że Cass zamierza opuścić pomieszczenie. Gdy to się nie stało i była pewna, że jego uwaga jest wciąż na niej skupiona, ciągnęła dalej: - Więc odpuszczam, naprawdę. Nie będę z tym walczyć. Zrobię wszystko, żeby Ci pomóc.
Przełknięcie własnej dumy dla kogoś, kogo kochało się ponad życie, nie było wcale takim strasznym doświadczeniem. Wszelkie grymasy zniknęły z twarzy Corinne, a ona sama poczuła się dziwnie oczyszczona dzięki temu, co właśnie z siebie wyrzuciła. Miała także nadzieję, że jej zapewnienia udobruchają Cassiana na dobre.
Po chwili zastanowienia, ruszyła w jego stronę. Nie chciała się narzucać, nie chciała go osaczać, ale potrzeba bliskości wygrała z chęcią dania bratu świętego spokoju. Nie mogła już znieść tego dystansu, tej atmosfery między nimi. Wiedziała, że popełniła wiele błędów, ale okazała już wystarczającą ilość pokory, nie mogła przy tym przestać być sobą, inaczej całe te przeprosiny byłyby po prostu nieszczere.
Nie interesował jej widok Kapitolu nocą, światła miasta nie robiły na niej wrażenia. Stanęła za Cassianem, a jedynym światem, na którym jej zależało, był ich własny. Postąpiła jeszcze jeden krok i przytuliła się do pleców bliźniaka, policzek opierając na jego ramieniu. Objęła go rękami, nie za ciasno, by mógł oddychać i czerpać wątpliwą przyjemność z dopalania cygara, a dłonie splotła na wysokości jego pępka.
Nic już nie powiedziała. Oboje mogli słyszeć, jak biją ich serca, a czary sprawiają, że po chwili dwa rytmy zbiły się w jeden. Tak, jak było na samym ich początku i tak, jak powinno być już na zawsze.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 10:59 pm

Próbowałem odnaleźć się w tej nowej sytuacji, w mieszance uczuć, atmosferze między nami, w dystansie, który sam nakreślałem trzymając się zawsze o te pół kroku dalej niż zwykle. A przecież, tak bardzo pragnąłem to zmienić. Moment w którym jej dłoń dotknęła mojego policzka przyniósł ze sobą znane mi ukojenie, ciepło jej skóry i znajomy zapach sprawiły, że wszystko wydawało się łatwiejsze. A jednak, gdzieś w głębi, czułem, że dopóki wszystkiego nie wyjaśnimy nie będę mógł w pełni swobodnie oddać się sytuacji. Gdzieś po głowie zawsze będzie obijać mi się ostra myśl o tym jak bardzo się krzywdziliśmy.
Wpatrywałem się w uśpione ulice Kapitolu, oddychając dymem wydzielającym się z palącego się cygara. Wsłuchiwałem się przy tym w słowa siostry, a na mojej twarzy pojawił się cień niemrawego jeszcze uśmiechu. Wiedziałem, że tak to się skończy, że prędzej czy później Corinne stanie u mojego boku, że będzie mnie wspierać. Nie ważne jak bardzo nie byłbym wściekły i zraniony wiedziałem, że do tego dojdzie. Smutnym jednak faktem było ile nieprzyjemności musieliśmy znieść, by w końcu dotrzeć do tego momentu.
Nie odpowiedziałem nic na jej słowa, jedynie nieznacznie skinąłem głową, nie odrywając nadal wzroku od okna. To jednak powinno wystarczyć, wszelkie komentarze były zbędne, doskonale wiedziałem, że mówi to szczerze, nie musiałem więc z tym dyskutować. Zaakceptowałem to, nie wykonując jednak żadnego więcej ruchu.
To co nastąpiło później też nie było dla mnie wielkim zaskoczeniem. Odetchnąłem głębiej, kiedy Cori przytuliła się do mnie, nie drgnąłem jednak nawet, przynajmniej nie na początku, nieprzerwanie zajęty paleniem i obserwacją. Nie wiem ile tak staliśmy, czy było to parę minut, czy może trochę dłużej, w końcu jednak cygaro zaczęło delikatnie parzyć mnie w palce, a mi nie pozostało nic poza tym jak odłożenie jego resztek do leżącej na parapecie popielnicy. Przez chwilę obserwowałem jak tli się ostatkiem sił, w końcu jednak westchnąłem i oderwałem od niego wzrok. Ręce przeniosłem na dłonie Cori splecione wokół mojego pasa, chwytając je delikatnie i po raz drugi tej nocy odsuwając je od mojego ciała. Tym razem jednak nie sam nie oddaliłem się, zamiast tego obracając się wreszcie twarzą w stronę bliźniaczki wypuszczając jedną z jej rąk, by po chwili palcami pogładzić jej policzek.
- Nie chcę, by to się powtórzyło, Cori - powiedziałem, wbijając spojrzenie prosto w jej oczy, pozwalając by kąciki moich ust nieznacznie uniosły się do góry. - Nie chcę z tobą walczyć, ani się kłócić. Nie ważne co by się nie działo.
Mimo iż chwilę wcześniej zapewniła mnie, że ustępuje i nie będzie dalej ścierać się ze mną musiałem jeszcze wyrzucić z siebie te słowa. Tak oczywiste, że na dobrą sprawę wcale nie musiałem ich wypowiadać, nie potrafiłem jednak zwalczyć potrzeby zrobienia tego. Tak jakbym sam chciał się w tym utwierdzić.
Oddychałem przez chwilę spokojnie, jedynie przyglądając się jej twarzy, czując jak ukojenie powoli wyrzuca z mojej głowy resztkę wątpliwości. Jej bliskość, ciepło, działały na mnie bardzo uspokajająco, nic więc dziwnego, że kiedy w końcu dystans między nami zniknął, po krótkim czasie zniknęły też negatywne emocje. Ulegając temu wszystkiemu, uldze która wreszcie zajęła mój umysł sięgnąłem po chyba najprostszy sposób na wyrażenie tych wszystkich emocji. Zdawać by się mogło tak naturalny i właściwy, iż największym błędem byłoby się temu opierać. Westchnąłem cicho pochylając się do przodu, po czym musnąłem jej usta w delikatnym i czułym pocałunku. Wystarczająco długim, by przekazać wszystko co chciałem. Wybaczyłem jej, na swój sposób, po trochu już nawet wtedy, gdy opuszczałem jej mieszkanie. Nie mogłem przecież złościć się długo, nie na nią. Tym bardziej, że sam nie byłem bez winy. Uśmiechnąłem się cieplej, gdy w końcu cofnąłem swoje wargi od jej, po chwili opierając się czołem o czoło bliźniaczki.
- Jesteś dla mnie najważniejsza - mruknąłem.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 11:01 pm

I just need enough of you to dull the pain
To get me through the night
Until we're twins again
Until we're stripped down to the skeletons again
Until we're saints just swimming in our sins again




Przymknęła oczy, z policzkiem wciąż przy jego ramieniu, usilnie walcząc z podróżą w przeszłość, którą chciały zaserwować jej natrętne myśli. Nie chciał rozpamiętywać wszystkich błędów i drobnych skaz w swoim zachowaniu odnośnie bliźniaka, nie miała też ochoty by pamięć podsuwała jej obrazy, o których już dawno chciała zapomnieć. Wyłączenie się na moment ze świata byłoby najlepszym rozwiązaniem.
I faktycznie, dziwna błogość ogarnęła ją chwilę po tym, jak przytuliła się do pleców brata. Corinne czuła, że wszystko wraca na swoje miejsce, emocje opadają, a rany zaczynają się goić. Zatopiła się w tych małych przyjemnościach i całkowicie straciła rachubę czasu. Gdy Cass rozplątał jej dłonie, nie była w stanie stwierdzić, czy minęły sekundy, minuty, czy może godziny. Równie dobrze mogła trwać tak przez całą wieczność, tylko z nim u boku.
Nie musiał już nic mówić, a ona nie musiała pytać, bo doskonale wyczuwali siebie nawzajem. Porozumiewali się gestami i spojrzeniem, w tylko sobie znanym języku. Nie wybaczyłaby sobie, gdyby przez własną głupotę miała to stracić. Na całe szczęście było już po wszystkim, a razem z przebaczeniem spłynęła na nią dziwna radość. Nie czuła zmęczenia, a raczej jakiś wewnętrzny spokój. Gdy podnosiła wzrok, by uchwycić spojrzenie brata, po dawnych niesnaskach nie było już śladu.
Wiedziała, co nastąpi po jego westchnieniu i wyszła mu naprzeciw swoimi ustami, w geście tak znajomym i stęsknionym. Nigdy nie zastanawiała się, że może mieć on niewiele wspólnego z bratersko-siostrzaną miłością, tym razem także tego nie zrobiła. To był ich świat i zasady, które ustanowili już dawno temu.
Choć pocałunek był spokojny i czuły, nie była przygotowana na jego zakończenie. Gdy więc Cass oderwał powoli swoje wargi od jej, mimowolnie wspięła się na palce i podążyła ścieżką jego ust. Nie zdołała złączyć ich na nowo, opadła na pięty, ale odpowiedziała mężczyźnie tak samo ciepłym uśmiechem, jakim sama była obdarzana. Wyglądali tak, jakby przeglądali się w lustrach.
Nie odzywała się przez dłuższą chwilę, ciesząc się ze zwykłej wymiany spojrzeń, jedną dłonią bawiąc się czule palcami bliźniaka. Nie zwracała uwagi na cygaro, nawet pomieszczenie dookoła niej przestało na chwilę istnieć, choć już powoli zaczynała powracać do rzeczywistości. Razem ze świadomością zaczęło wracać zmęczenie, zbliżała się druga w nocy, a buzujące w kobiecie cały dzień emocje nieźle ją wymęczyły. Szybko podjęła więc najlepszą możliwą decyzję.
Nie musiała o nic pytać, wiedziała doskonale, że Cassian pozwoli jej zostać na noc, tak jak to robiła wcześniej już setki razy. On sam na pewno także był już ledwo żywy, na co więc mieli czekać dłużej? Corinne trąciła nosem nos brata i opuściła jego objęcia, nie puszczając jednak jego dłoni, jednocześnie zabierając mu cygaro, które ułożyła w popielnicy, bo dokonało samodogaszenia. Pociągnęła brata za rękę i bez słowa pociągnęła go w stronę wyjścia z gabinetu, spojrzeniem dając mu znać, że żadne z nich nie spędzi tej nocy samotnie.







Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 11:01 pm

And all of the steps that led me to you
And all of the hell I had to walk through
But I wouldn’t trade a day for the chance to say
My love, I’m in love with you

Nigdy nie zaprzątałem sobie głowy rozmyślaniem nad podstawami naszych relacji, nie próbowałem wyszukać zbędnego tłumaczenia na tak silną potrzebę bliskości, która towarzyszyła nam niemal od zawsze. W końcu nigdy nie było dla nas niczego dziwnego w spaniu ze sobą w jednym łóżku, trzymaniu się za rękę podczas jakiś spacerów, czy nawet w takich pocałunkach jak teraz, czułych i spokojnych, będących po prostu drogą do wyrażenia emocji. Nie zastanawiałem się nad tym jak ludzie z zewnątrz mogą to postrzegać, zresztą, nie w kwestii leżało ocenianie tego co działo się między mną a siostrą. Od zawsze mieliśmy swój własny świat, a od czasów Igrzysk jego granice zawęziły się chyba jeszcze bardziej.
Przez chwilę pozwoliłem sobie na całkowite zapomnienie. Stojąc tak blisko Cori, czerpiąc z jej obecności jak najwięcej, oddychając powietrzem, w którym unosił się delikatny zapach perfum, tak mocno kojarzących mi się z siostrą, wyraźnie czułem, że nic poza nią nie dla mnie się nie liczy. Nie tak naprawdę. Nie żałowałbym świata pozostawionego za sobą, gdyby tylko bliźniaczka trwała nadal przy moim boku. Tak jak teraz.
Mojej palce dołączyły do zabawy rozpoczętej przez tę jej, serce powoli się uspokajało, powracając do powolnego rytmu, który udawało mi się osiągnąć tylko w jej towarzystwie, usta rozciągały się w uśmiechu. Czułem się bezpiecznie i dobrze, w ten specyficzny dla nas sposób. I naprawdę nie chciałem tego tracić, nie chciałem wypuszczać jej po tak długiej jak na nas nieobecności w moim życiu, nie nasyciwszy się najpierw jej bliskością. Dlatego też, gdy Corinne delikatnie trąciła mój nos swoim, a następnie wycofała się odrobinę, nie puszczając jednak mojej dłoni, zamiast tego ciągnąć mnie w stronę wyjścia z sypialni poczułem ogarniającą mnie ulgę. Nie musieliśmy się rozstawać. Jeszcze nie teraz.
Wychodząc zgasiłem palącą się w gabinecie lampkę.
Zmęczenie zaczęło wreszcie dobijać się do mojego umysłu, była już późna godzina, a ja miałem za sobą ciężki dzień. Dlatego też, gdy tylko znaleźliśmy się w sypialni puściłem dłoń siostry, by następnie rozpiąć guziki koszuli i ściągnąć ją, po chwili rzucając ją na stojące nieopodal łóżka krzesło. Sięgnąłem do szafy po piżamę, wyciągając też coś do spania dla Cori, po czym ruszyłem do łazienki doprowadzić się do ładu przed snem.
- Zapomnijmy jutro o pracy - zaproponowałem, gdy w końcu wślizgnąłem się pod kołdrę, z włosami wciąż wilgotnymi po szybkim prysznicu. Zerknąłem w stronę siostry uśmiechając się delikatnie. - Jeden dzień poradzą sobie bez nas.
Wiedziałem, że to co mówię jest mocno naiwne, jednak nie mogłem oprzeć się wizji dniu spędzonemu tylko z nią. W spokoju. Poświęconemu nadganianiu straconych godzin.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 11:02 pm

Nigdy nie musieli tłumaczyć się innym ze swojej relacji. Początkowo, jeszcze podczas ogromnego zainteresowania, jakie budzili, ludzie uwielbiali plotkować na ich temat, dopowiadać sobie nieprawdziwe historie, zmyślać i posyłać takie fałszywe informacje dalej. Nie obchodziło ich to wcześniej, ani tym bardziej teraz, gdy emocje związane z ich osobami już dawno opadły. Wszyscy wiedzieli, że wiceministrowie Finansów i Kultury są ze sobą spokrewnieni i zżyci, nikt nie robił nawet najmniejszych aluzji, nikogo to nie obchodziło. Czasy niezdrowego zainteresowania minęły, podobnie jak świetność dawnego Kapitolu. Na całe szczęście.
Corinne nie spodziewała się oporu ze strony brata, śmiało poprowadziła go do sypialni, a później cierpliwie czekała, aż wyciągnie jej z szafy coś, co będzie mogła na siebie włożyć. W jej garderobie także znajdowały się ubrania brata, nie było w tym nic dziwnego. Przecież takie nocowania odbywały się już w przeszłości, a opcja z wymianą ciuchów była najbardziej logiczna i najkorzystniejsza.
Złapała więc jedną ze swoich koszulek nocnych i powędrowała do łazienki dla gości, w której zamierzała wziąć szybki prysznic. Bardzo możliwe, że był to jej ostatni nocleg w tym miejscu przez długi, długi czas. Ufała Cassianowi i teraz już wspierała go w stu procentach, ale nadal nie wyobrażała sobie obecności trzeciej osoby w ich życiu. Jak to wszystko miało wyglądać? Czy Maeve będzie siedzieć między nimi na kolacjach, czy będzie słuchać ich rozmów, gdy po raz kolejny spotkają się w gabinecie?
W tej całej chorej sytuacji odnajdywała tylko jedno pocieszenie – chociaż Cass wypowie przysięgę patrząc prosto w oczy pannie Blackwood, nie będzie mówił szczerze. A w ich przypadku nie musieli nawet używać słów, po prostu to czuli. Uśmiech pełen satysfakcji pojawił się na twarzy Corinne, gdy tylko o tym pomyślała, przebywając akurat pod strumieniem gorącej wody, lejącej się na nią spod prysznica.
Kilkanaście minut później była już wysuszona, wykremowana, uczesana i gotowa do snu. Zegar wskazywał drugą w nocy, ale oprócz zmęczenia, odczuwała bezgraniczną błogość. Być może dlatego na słowa brata zareagowała szerokim uśmiechem.
- Kusisz. Jaką wymówkę sprzedamy im tym razem? – w przeszłości zdarzało się już, że praca schodziła na drugi tor, jednak tym razem sytuacja byłą wyjątkowa.
Musieli przecież odespać wszystkie stresy, uczcić pogodzenie się i nacieszyć się sobą przed nadchodzącą rozłąką. Choć żadne z nich nie wymówiło tego na głos, przez następny rok takie noclegi nie będą możliwe zbyt często.
Corinne usiadła na skraju łóżka i rozpuściła włosy z małego koczka, który przygotowała pod prysznic. Choć pomyślała wcześniej o ciepłych skarpetkach, nadających się do walki z grudniowymi nocami, nagle zrobiło jej się chłodno. Zerknęła szybko, czy wszystkie jej rzeczy leżą w zasięgu wzroku, po czym odchyliła się i szybko wsunęła pod kołdrę, niemalże od razu przylegając bokiem do bliźniaka, niczym dopasowany idealnie element puzzli.
- Pocałuj mnie na dobranoc – senny głos sugerował, że nie minie dużo czasu, zanim Morfeusz porwie ją w swe objęcia, jednak póki co, wolała trwać w innych. Znajomych, bezpiecznych i tylko jej.






Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t3093-cassian-lancaster?nid=1#49688
http://panem.forumpl.net/t3172-relacyjne-cassa
http://panem.forumpl.net/t3173-cassian-lancaster#49692
http://panem.forumpl.net/t3174-cassianowe-wspomnienia#49695
http://panem.forumpl.net/t3175-cassian#49697
http://panem.forumpl.net/t3198-cassian-lancaster
Wiek : 30
Zawód : Wiceminister Finansów i Skarbu Państwa
Przy sobie : Dokumenty, klucze, telefon, drobne, cygaro, zapalniczka
Znaki szczególne : Blizna na prawym policzku.

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    Nie Lip 05, 2015 11:02 pm

Uwielbiałem te chwilę, drobne i czyste, perfekcyjne na swój specyficzny sposób. Momenty, w których żadne z nas nie musiało się śpieszyć, gdy po prostu byliśmy ze sobą, trwaliśmy obok siebie ze świadomością, iż przez najbliższe godziny naprawdę nie będziemy musieli pamiętać o świecie zewnętrznym. Cieszyłem się jak dziecko na każdy wspólny nocleg, wiedząc, że choć w drobnym stopniu będę mógł się nasycić towarzystwem siostry, jej bliskością. Potrzebną szczególnie w sytuacjach takich ja ta dzisiejsza.
Nadal mi jej brakowało, mimo iż przez długi czas była na wyciągnięcie ręki czułem pustkę, którą wreszcie mieliśmy okazję jakoś zapełnić. Nie przejmując się upływającym czasem, ani perspektywą jutrzejszej pracy.
- Sprawy rodzinne? - zaproponowałem, w odpowiedzi na pytanie siostry, uśmiechając się rozbawiony. Dyskusja na ten temat wydawała mi się niezwykle przyjemna, tym bardziej, iż ustalenie sprawy dawało nam możliwość by spędzić ze sobą więcej czasu. - Takie które trzeba bezzwłocznie załatwić? Albo... Kwestia formalności związanych ze zbliżającym się ślubem?
Uniosłem pytająco brwi, zerkając na nią uważniej, nie odrywając od Cori spojrzenia, nawet wtedy, gdy tak wsunęła się pod kołdrę, szybko przylegając do mojego ciała. Odwróciłem się na bok, wyciągając rękę i chwytając jej palce. Stęskniony po długiej nieobecności Corinne, a następnie kłótni szukałem każdej możliwości do odczucia tej bliskości.
Przez chwilę rozważałem jeszcze dodanie kolejnej propozycji, senny głos siostry odciągnął jednak moje myśli od tej kwestii. To mogliśmy załatwić nawet i jutro. Moje wargi ponownie rozciągnęły się w uśmiechu, dużo cieplejszym i czulszym niż poprzedni, zaś dłoń która do tej pory zaciskała się na tej bliźniaczej przesunęła się na jej policzek. Nie zastanawiałem się wcale nad tym co robiłem, tak jak nie rozważałem tego jeszcze parę chwil temu w gabinecie. To był nasz świat, a w nim pocałunki na dobranoc nie były niczym nienormalnym.
Pochyliłem się w stronę Cori, po czym odszukałem jej usta, tym razem całując ją jednak z większym zaangażowaniem. Zapomniałem się na chwilę, nadrabiając w ten sposób wszystkie stracone wieczory, starając się przekazać jej całość dudniących we mnie emocji. Ulgę, radość, poczucie bezpieczeństwa, wszystko dobre co płynęło z jej bliskości. Dopiero po dłuższej chwili cofnąłem się odrobinę, oddychając ciężej, nie położyłem się jednak od razu, zamiast tego przenosząc usta na jej czoło, delikatnie muskając jej skórę.
- Dobranoc, Cori.

[zt x2]



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Cassian & Maeve Lancaster    

Powrót do góry Go down
 

Cassian & Maeve Lancaster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Kapitol :: Centrum :: Mieszkania-