IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Corinne Lancaster

 

 Corinne Lancaster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the leader
Corinne Lancaster
http://panem.forumpl.net/t3097-corinne-lancaster-budowa#48005
http://panem.forumpl.net/t3162-corinne#49456
http://panem.forumpl.net/t3161-corinne-lancaster
http://panem.forumpl.net/t3163-corinne#49461
http://panem.forumpl.net/t3191-corinne-lancaster
Wiek : 31 lat
Zawód : wiceminister Kultury & bizneswoman
Przy sobie : klucze, dokumenty, telefon, nóż motylkowy.
Obrażenia : złamany kręgosłup moralny, początki leukopenii

PisanieTemat: Corinne Lancaster   Sro Gru 03, 2014 8:37 pm


Corinne Lancaster
ft. Alejandra Alonso
data i miejsce urodzenia
13.02.2253, Dystrykt Drugi
miejsce zamieszkania
Dzielnica Wolnych Obywateli
zatrudnienie
Wiceminister Kultury | Właścicielka fabryki tekstyliów w Ósemce
Rodzina


the water's sweet but blood is thicker

Matka i Ojciec - właściciele małej fabryki broni w Dwójce, którzy nie mieli nic przeciwko szkoleniu własnych dzieci na zawodowców. Może zabrzmi to bezdusznie, ale nigdy nie zależało mi na dobrych relacjach między nami, niespecjalnie przejęłam się, gdy Snow zagroził ich straceniem, jeśli nie zacznę robić tego, czego ode mnie oczekiwano. Przez ostatni rok próbowaliśmy odbudować i poprawić relacje, ale nie jestem pewna, czy cokolwiek z tego wyszło.

Cassian Lancaster - You know that myth that says lovers who committed suicide together are reincarnated as twins?
Przyszliśmy na ten świat razem i tylko razem z niego zejdziemy. Łączy nas wyjątkowa więź, której nie jestem nawet w stanie opisać. I wcale nie chcę, bo to uczucie jest tylko nasze.
#incest

✝ Marcellus Tartt - You want to hear about the deal I'm making?
Urodzony i poległy w Kapitolu. Członkiem mojej rodziny był tylko na papierze. Nie uratował mnie przed niczym, niczego mu nie zawdzięczałam - to ja od początku do końca sterowałam tym układem. Nie było mi przykro, gdy rozpaczał z powodu braku potomka lub kolejnej zaginionej papugi. Nie było mi też przykro, gdy dowiedziałam się o jego śmierci.



Historia


Zawodowiec
we must be killers, children of the wild ones

Do udziału w Igrzyskach szkolili nas odkąd pamiętam. Po lekcjach w szkole biegliśmy na trening, gdzie ćwiczyliśmy swoją wytrzymałość, posługiwanie się wszelkimi rodzajami broni, sztukę przetrwania czy nawet logicznego myślenia. Dbali o to, byśmy solidnie się zmęczyli, bo zakładali chyba, że wtedy nie będziemy mieli już siły aby myśleć o tym, jak wielkim nieporozumieniem było posyłanie dzieciaków z Dystryktu na rzeź. Zawodowcy nie są bezmózgą górą mięśni, oczywiście, że poruszaliśmy takie tematy miedzy sobą, ale musieliśmy być ostrożni. Moment nieuwagi wystarczył, by zwrócić na siebie uwagę nieodpowiednich ludzi. Dzieciaki, które zgłaszały się w Dożynkach, bardzo często były do tego przymuszane, a instynkt samozachowawczy kazał im grać, by nie stracić życia. Rozumieliśmy, że umiejętności to tylko połowa sukcesu, wiele zależało od tego, jak odbierali nas ludzie z Kapitolu. Wtedy jeszcze stolica kojarzyła nam się wyłącznie z dobrobytem i byliśmy przekonani, że udałoby nam się podbić serca jej mieszkańców.
Nam. Mnie i Cassianowi. Wszystko robiliśmy razem, byliśmy tym przypadkiem bliźniaków (nie jedynych w rodzinie), który stał się nierozłączny. Do czasu. Nie wiem, jak to się stało, przecież umawialiśmy się, że nie będziemy się zgłaszać, że przeczekamy, nawet we wstępnych kwalifikacjach wybrali kogoś innego. Cassian zgłosił się do udziału w Sześćdziesiątych Pierwszych Igrzyskach, a ja nie poszłam do Pałacu Sprawiedliwości, by się z nim pożegnać. Wiedziałam, że wygra, czułam to. Przez następne tygodnie siedziałam przyklejona do telewizora, obserwując każdy ruch, każdy najmniejszy gest mego brata – od stroju na paradzie, przez wynik pokazu, aż po najdrobniejszy oddech zaczerpnięty już na arenie. Nie bałam się o niego, a przeczucie nie zawiodło mnie ani przez chwilę. Gdy wrócił jako Zwycięzca, przywitałam go perfekcyjnie wymierzonym rzutem noża, który wylądował tuż przed jego nosem. Odtąd wszystko miało być już dobrze, ale oczywiście nie było. Obowiązki wezwały go do Kapitolu, a na jego tournée nie miałam już zamiaru patrzeć spokojnie. Chciałam dołączyć do brata, chciałam żyć w stolicy, byłam pewna siebie i butna, więc podjęłam decyzję, którą wtedy uważałam za jedyną słuszną – zgłosiłam się do udziału w Sześćdziesiątych Drugich Igrzyskach.
Byłam perfekcyjnym materiałem na następnego triumfatora, nie tylko dlatego, że świetnie rzucałam nożami, czy potrafiłam zamienić się w zabawną trzpiotkę podczas wywiadu. Po raz pierwszy w historii Panem, Igrzyska mogły zostać wygrane przez bliźnięta, brata i siostrę, rok po roku. Rodzeństwa nie były co prawda niczym nowym, ale gwiazda Cassiana nie zdążyła jeszcze choćby zblednąć, gdy moja miała za chwilę zaświecić.
Arena zdawała się jedynie potwierdzać to, o czym wszyscy już wiedzieli – ja miałam wygrać te Igrzyska. Kamieniołomy i ich okolice przypominały bowiem to, co znałam z Dwójki, a w Kapitolu pojawiła się nawet plotka, że projekt Areny został zmieniony zaraz po tym, jak zgłosiłam się na Trybutkę. Zawarłam korzystny sojusz, który pozwolił mi przetrwać Rzeź pod Rogiem i dwa pierwsze dni. Gdy inni Zawodowcy nie byli mi już potrzebni, skutecznie sprowokowałam ich do kłótni, a gdy jeden z nich rzucił się na mnie, mogłam zlikwidować go, pozostawiając swoje ręce względnie czystymi. Publika powinna pokochać coś takiego, prawda? I pokochała, jako jedyna na Arenie dostawałam regularne posiłki od sponsorów i nie musiałam rozglądać się za jedzeniem. Wykorzystując popularność i własny spryt, pozbyłam się jeszcze trójki przeciwników, za każdym razem dając wspaniałe przedstawienie i jednocześnie ustawiając się w korzystnym świetle. Gdy wyciągali mnie z Areny, naprawdę triumfowałam. Nie wiedziałam, jak bardzo gorzkie będzie to zwycięstwo.

Zwycięzca
we'd be so less fragile if we're made from metal
and our hearts from iron and our minds from steel

Pierwsze spotkanie z bratem zaaranżowano na wizji, oczywiście. Ten jeden raz nie osłoniłam się przed resztą i nie zachowałam się jak Zwycięzca, a jak stęskniona dziewczynka, którą w tamtej chwili przecież byłam. Wszyscy mogli zobaczyć, jak bardzo za nim tęskniłam, jak bardzo się kochamy i jak wiele zrobilibyśmy dla siebie. Przyjęcia, bale i wszelkiego rodzaju inne uroczystości nie podobały mi się nawet w połowie tak bardzo, jak tego oczekiwałam, ale przetrwałam je właśnie dzięki obecności Cassiana. Stolica kochała nas nieodwzajemnioną miłością. Po tournée byłam zdecydowana wracać do domu, Dwójka miała wystarczająco dużo żyjących mentorów, nie musiałam brać na siebie kolejnego obowiązku. Nie wiedziałam, co będę robić, ale przynajmniej byłam pewna, że ja i Cass jesteśm już bezpieczni. Niestety, prezydent Snow i jego ludzie mieli inną wizję tego, jak powinno od teraz wyglądać nasze życie.
Pierwsze zaaranżowane spotkanie przypadło na moje dwudzieste urodziny, powiedziano mi, że jakiś fan pragnie spotkać się ze Zwyciężczynią. Fan okazał się być dorosłym mężczyzną, mającym niewiele młodszą ode mnie córkę i wyjątkowo  pokaźne oszczędności na koncie. Gdy za bardzo się zagalopował i położył rękę na moim kolanie, strząsnęłam ją, wyśmiałam go i skierowałam się do wyjścia. To wtedy oznajmił mi, jak gdyby nigdy nic, że przecież zapłacił za towarzystwo na całą noc, dając do zrozumienia, że ma na myśli także seks. Chciałam wydłubać mu oczy na miejscu, ale jeszcze bardziej pragnęłam się dowiedzieć, czy to wszystko prawda, czy rzeczywiście ktokolwiek ośmielił się sprzedać mnie jak zwierzę. Uciekłam, wróciłam do domu, gdzie zastałam Cassiana, który tego samego wieczoru przeżywał bardzo podobny scenariusz… ze sto razy gorszym zakończeniem. Oczywiście, że wtedy natychmiast chcieliśmy się wynieść, pod osłoną nocy opuścić Kapitol. Przejrzeli nas, zagrozili naszym rodzicom, a później oznajmili mi, że jeśli nie zatańczę tak, jak mi zagrają, znajdą i zabiją Cassiana, gdziekolwiek by się nie ukrył. Byliśmy Zwycięzcami, ale przeciwko sobie mieliśmy zbyt wielkie siły.
Ponownie spotkałam się z Pierwszym, ale zaskoczył mnie, proponując układ. Nie tknie mnie, pod warunkiem, że zostanę eskortą i ozdobą jego osoby na nadchodzących przyjęciach. Trwało to kilka miesięcy, podczas których myślałam, że zmuszenie się do przełknięcia własnej dumy to najgorsze, co mnie spotkało. Jednak Pierwszy nie mógł osłaniać mnie wiecznie, a Drugi okazał się być zwyrodnialcem, którego po wszystkim próbowałam udusić we śnie. Nie udało mi się, więc Trzeci także nie okazał się najłagodniejszy. Czwarta i Piąty popisali się wyobraźnią i specyficznym fetyszem, na ten sam wieczór wynajmując także mojego brata. Cassian wpadł w szał, opuściliśmy ich mieszkanie, a następnego dnia odwiedzałam bliźniaka w szpitalu, gdzie boleśnie przypomniano mi, jakie będą skutki nieposłuszeństwa. To szósty załatwił mi morfalinę w dawce znacznie przekraczającej dozwoloną. Wystarczyła na krótko, raptem na Siódmego i Ósmego. Sięgnęłam po nią znowu i znowu, później jeszcze raz. To małe uzależnienie bardzo nie spodobało się mojemu bratu, odstawił kilka scen, wygłosił dwa poważne monologi i wymógł na mnie przyrzeczenie, że więcej nie sięgnę po to gówno. Zamiast tego sięgnęłam po Dziewiątego. Słyszałam o nim już wcześniej, był właścicielem domu mody, miał spokojne usposobienie i naprawdę, naiwnie mu się podobałam. Wykorzystałam to do granic możliwości, kilka tygodni później na moim palcu widniała już obrączka, kończyłam z byciem marionetką w rękach władzy. To wszystko zrobiłam dla Cassiana, bo przecież nie mogli mnie już dosięgnąć, więc nie mogli też skrzywdzić jego. Spędzenie reszty życia z kimś, kogo ledwo lubiłam, nie wydawało mi się wielkim poświęceniem, jeżeli chodziło o życie osoby, którą kochałam najbardziej.

Zdrajca
there's no hope for the weary
if you let them win without a fight

Mój mąż uwielbiał się mną chwalić, ubierać mnie w projekty ze swojego domu mody, ciągle powtarzał, że jestem jego muzą i największym szczęściem. Kolacje dla znajomych urządzał co najmniej raz w tygodniu, chodziliśmy także na przyjęcia, na których nie raz, nie dwa spotykałam swoich starych znajomych. Wszystko to znosiłam dzielnie, organizując sobie własną namiastkę wolności. Poszłam na studia (historia), by móc zająć się czymkolwiek, by oderwać myśli od prób poprawienia sytuacji swojej i Cassiana, brałam lekcje muzyki i powróciłam do treningów, jakie pamiętałam z Dwójki. Więcej czasu spędzałam z bratem, niż z mężem, ale ten drugi wcale nie narzekał z tego powodu, jeśli tylko co jakiś czas zgadzałam się na powtórzenie miesiąca miodowego, czyli na wycieczkę do Ósemki. Marcellus miał tam swoje fabryki, a ja spędzałam czas uśmiechając się do jego podwładnych i… szepcząc  z nimi. Dowiedziałam się, że rządy Snowa poza Kapitolem nigdy nie były mniej popularne, brakowało tylko iskry, która wskrzesiłaby ogień.
Nawet nie zauważyłam kiedy zaczęłam bawić się w konspiracje – ten jeden sekret zachowując przed Cassianem, oczywiście po to, by go chronić. Wizyty w Ósemce były sposobnością na zyskanie informacji i przekazywanie takowych, po dwóch latach współpracy dowiedziałam się, że moje rewelacje o wysoko postawionych głowach w stolicy, wędrują prosto do Trzynastki. Dystryktu, który przecież miał nie istnieć. Dystryktu, który posiadał broń nuklearną. I nie wahałam się już dłużej, wiedziałam, po której stronie stanąć, by zapewnić sobie i bratu bezpieczeństwo i, przede wszystkim, nowy start. Podczas Siedemdziesiątych Czwartych Igrzysk wiedziałam już, że podjęłam dobrą decyzję. Wywabiłam Cassiana z Kapitolu, po dziesięciu latach nieobecności powracając do Dwójki, ale nawet tego miejsca nie mogłam nazwać domem. Było jednak doskonałe na przeczekanie rebelii, która wybuchła zgodnie z oczekiwaniami. Mój mąż zginął w stolicy, przysypany gruzami swojej pracowni. Formalnie stałam się właścicielką jego przedsiębiorstw w Ósemce i wykorzystałam to natychmiast, przesyłając broń z fabryki rodziców do broniącego się Dystryktu. Dla Snowa i wszystkich w Kapitolu byłam zdrajczynią, dla Almy Coin i nowej władzy – przydatnym nabytkiem. Rebelianci zwyciężyli, a ja i Cassian staliśmy po dobrej stronie i, co najważniejsze, byliśmy wreszcie wolni.
Przez ponad pół roku mieszkaliśmy w Dwójce, naprawiając relacje z rodzicami i przeczekując pierwszą falę rządów nowej Pani Prezydent, która wcale nie radziła sobie dobrze. Organizacja kolejnych edycji Igrzysk była strzałem w kolano i popisowym politycznym samobójstwem. Zapomniała także o Dystryktach, na szczęście pamiętał o nich ktoś inny.

Zastępca
secretly you love this do you even wanna go free?
let me in the ring, I'll show you what that big word means

Tibalt Adler zbierał poparcie w miejscach, o których zapomniała Alma Coin, a ja i Cassian po raz kolejny wyczuliśmy, z której strony powieje wiatr. Korzystając ze swoich wpływów w Ósemce, otworzyłam odziedziczone po mężu przedsiębiorstwo, zatrudniając miejscową ludność na godziwych warunkach. Oczywiście, że zostało to dostrzeżone przez Adlera, nie usiłowałam jednak wcisnąć się do grona jego najbliższych współpracowników. Wystarczyło tylko, by mnie zauważył.
Wtedy pojawiło się wezwanie od Coin, która potrzebowała mentorów w kolejnych Igrzyskach. Nie było lepszej okazji na to, by pokazać pani prezydent, że nie będzie mną rządzić tak, jak robił to Snow. Oboje z Cassem odmówiliśmy, wracając do Kapitolu dopiero wtedy, gdy Adler przejmował władzę w państwie. I nie zapomniał o nas, gdy rozsadzał na stołkach swoich ludzi. Rodzeństwo Zwycięzców  stało się Rodzeństwem Zastępców z ambicjami i ochotą na coś więcej. Ministerstwo Kultury wystarczy mi w zupełności, od jego przewodniczenia jestem tylko o krok. A gdy to się wreszcie stanie… cóż, darujmy sobie podniosłe deklaracje. Nie będę szczęśliwa, nie będę spełniona, bo wciąż nie będę mogła mieć wszystkiego.


Charakter


The opposite of love is not hate, it's indifference.

Nie przywiązuje się do ludzi, choćbym nawet chciała to po wydarzeniach z Kapitolu pozostała jakaś blokada, która skutecznie mi to uniemożliwia. Skoro wiem, że będzie bolało, to przecież musiałabym być głupia, gdybym tego zapragnęła. Mam licznych znajomych, istnieją też ludzie, którzy uważają, że jestem ich przyjaciółką, a to wszystko i tak zweryfikuje czas. Sposobem na głupotę innych są sarkazm i ironia, którymi ponoć posługuję się całkiem nieźle.
Racjonalne myślenie i chłodna logika nie zaszkodziły jeszcze nikomu, nie twierdzę, że jestem nieomylna (choć bardzo bym chciała!), ale staram się redukować swoje błędy do minimum.

The opposite of art is not ugliness, it's indifference.

Dla dobra własnego interesu jestem w stanie włożyć na twarz każdą maskę, a trzeba przyznać, że bardzo szybko potrafię odgadnąć prawdziwe intencje innych. Nie rozumiem, czemu miałabym się cofać idąc do celu, jeśli los wyznaczył mi drogę po trupach, to po nich właśnie przejdę. Nie oglądam się za siebie, nie oglądam się na innych bo jedyna ważna osoba w moim życiu kroczy zawsze obok mnie. Przesiąkłam fałszem socjety, zbyt długo bawiłam się na tym targowisku próżności, by teraz zaprzeczać, że nie jestem taka, jak oni. Nie okazuję ludziom antypatii, wolę ich zignorować i przygotować swoją zemstę na zimno, jeśli tylko zaleźli mi za skórę. Większość z nich jest jednak niegroźna, bo w swoim mniemaniu wyzbyłam się słabości, nie ma więc takiej rzeczy, która mogłaby mnie zranić.

The opposite of faith is not heresy, it's indifference.

Nie marzę o dalekich podróżach, prawdziwej miłości i szczęśliwej rodzinie. W dzisiejszych czasach żadne z tych założeń nie miałoby szansy się spełnić, a karmienie się złudną nadzieją jest dobre dla kruchych romantyczek. Czy jestem pesymistką? A skąd, prędzej nazwałabym siebie realistką, bo jak inaczej pogodzić to z moją ambicją, pewnością siebie i wiarą we własne możliwości? Wiem, do czego jestem zdolna, co potrafię, znam swoje mocne strony i wykorzystuje je do maksimum, starając się nawet nie myśleć o tych słabych. Żyję wygodnie i chciałabym, żeby tak pozostało, gwałtowne zmiany nie są dla mnie, w końcu latami pracowałam na swoją pozycję i hartowałam własny charakter. Muszę mieć kontrolę nad sytuacją, zawsze i wszędzie, bo jak bez tego kontrolować własne życie?

And the opposite of life is not death, it's indifference.

I kiedy już myślisz, że masz do czynienia z flegmatyczką, zobojętniałą na losy całego świata, stroniącą od ludzi oazą spokoju, skupioną wyłącznie na swojej pracy... wtedy widzisz mnie z bratem, gdy cała rozpromieniona słucham jego opowieści. W naszej relacji nie brakuje drobnych wad, zdaję sobie sprawę z tego, że jestem zazdrośnicą, potrafię być bardzo zaborcza, ale to wszystko ma podłoże w naszej wspólnej historii. Nie możesz uwierzyć, że śmieję się w głos? Że bez problemu daję mu się objąć i nie wzdrygam przy tym? Jeśli jesteś moim wrogiem, rozgryziesz w mig, że oto podałam Ci na tacy moją jedyną słabość. Jeśli przyjacielem - docenisz to,że wreszcie jesteś w stanie dojrzeć moją prawdziwą twarz, chociaż nie jest to Twoją zasługą. A jeśli jesteś obojętny na to, co się dzieje i myślisz, że to czyni nas podobnymi do siebie... mylisz się, bo ja jestem od Ciebie sto razy lepsza.



Ciekawostki


♠ Nawet po Igrzyskach pozostał mi sentyment do noży, które obecnie kolekcjonuję. Wciąż potrafię się nimi świetnie posługiwać, przy sobie noszę nóż motylkowy, który służy mi nie tylko do ćwiczenia nadgarstka i wykonywania tricków.
♠ Moi rodzice mieli małą fabrykę broni, więc to chyba logiczne, że jako dziewczynka korzystałam z jej zasobów? Strzelałam całkiem nieźle, ale nigdy tego nie lubiłam, chyba z przekory. Preferuję białą broń.
♠ W domowej apteczce wciąż mam ukrytą niewielką dawkę morfaliny, oficjalnie trenuję na niej swoją psychiczną wytrzymałość i lepiej aby nikt nie domyślił się, że jest inaczej.
♠ Nie lubię dzieci, z wzajemnością. Nie wyobrażam sobie siebie jako matki, w ogóle nie odczuwam instynktu macierzyńskiego. W wieku dwudziestu siedmiu lat zdecydowałam się na aborcję, o czym mój ówczesny mąż nie miał pojęcia.
♠ Nie przepadam za zwierzętami, niektórych wręcz się boję, na szczęście nie mam z nimi do czynienia prawie wcale. Papugi,które uwielbiał mój mąż, notorycznie wypuszczałam przez okno, tłumacząc się gapiostwem.
♠ Po przeżyciach na Arenie nabawiłam się nyktofobii, lęku przed ciemnością. Zasypiam tylko przy zapalonej lampce, aplikację latarki w swoim telefonie aktualizuję co tydzień.
♠ W pierwszych latach pobytu w Kapitolu nauczyłam się grać na fortepianie. Od jakiegoś czasu komponuję swoje kawałki, a wieczorne koncerty do kieliszka pozwalają mi się wyciszyć i odstresować.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
Nicole Kendith
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Corinne Lancaster   Pią Sty 30, 2015 7:32 pm

Karta zaakceptowana!

Witaj na forum! Mamy nadzieję, że będziesz czuć się tutaj jak u siebie, i że zostaniesz z nami długo. Załóż jeszcze tylko skrzynkę kontaktową i możesz śmigać do fabuły. Nie zapomnij też zaopatrzyć się w naszym sklepiku. Na start otrzymujesz posiadanie Informatora w dowolnym Dystrykcie (w Ósmym, wiadomka), nóż ceramiczny i latarkę z wytrzymałą baterią. W razie jakichkolwiek pytań pisz śmiało. Zapraszamy też do zapoznania się z naszym vademecum.

Uwagi: Corinne <333 Jaram się jak Londyn w 1666! <333 Kocham ją, uwielbiam ją i chcę grę z nią, ale to już wiesz.
Dobra, koniec prywaty. Karta jest dobra, błędów w niej nie znalazłam, więc leć sobie do fabuły i wszem, i wobec ogłaszaj jej miłość do brata bliźniaka.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Corinne Lancaster

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Karty Postaci-