IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Hana Saraiva

 

 Hana Saraiva

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2852-hana-saraiva#43961
http://panem.forumpl.net/t2854-hana#43972
http://panem.forumpl.net/t2853-hana-saraiva
http://panem.forumpl.net/t2855-hana#43974
http://panem.forumpl.net/t3072-hana-saraiva#47320
Wiek : 23 lata
Zawód : dziennikarka śledcza, pisarka
Przy sobie : wytrych, prawo jazdy, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Obrażenia : urażona godność, anemia, uparcie zwalczane niedożywienie

PisanieTemat: Hana Saraiva   Nie Lis 23, 2014 10:18 pm

kiedyś będzie tu śliczny opis ciasnej klitki, w której pomieszkuje Hana
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   Pią Gru 05, 2014 11:09 pm

//po szpitalu; dałam się ponieść wyobraźni, więc jeśli coś Ci nie pasuje, to modyfikuj fakty jak Ci wygodnie:3

Musiało się to reprezentować doprawdy zabawnie, czyż nie? Spójrzmy na nas z punktu widzenia postronnego obserwatora. Choćby takiej, o!, kucharki! Niegrzeczne dziewczę się tu głodzi, nie chcą jej wypuścić samej, bo kto wie, czy następnym razem nie spotkają jej w kostnicy i na scenę wpada... żołnierz. Panna Niegrzeczna wychodzi ze szpitala prowadzona przez mundurowca... Zacnie. Kryminalistka jak się patrzy! Raczej pobyt w szpitalu był mniej obciachowy od wyjścia ze szpitala... Przynajmniej ja bym tak to odbierał.
Szkoda, że nie było mi do śmiechu ani choćby do okazania choć cienia radości z powodu tej myśli. Mundur, który miałem na sobie mnie odstręczał, miałem go dość, okazał się być czymś niegodnym i w ogóle. Tabby go nie lubiła. Ba!, nie znosiła. W dodatku w tej chwili byłem po wielu godzinach pracy i nie czułem się zbyt dobrze, nie będąc odświeżonym. Zwłaszcza w towarzystwie Hani. Wiedziałem, że w towarzystwie damy powinienem się prezentować perfekcyjnie, a ja... Menel z ulicy Patelni. Tak, z pewnością wyglądałem jakby ktoś mi nieraz przywalił z tego przyrządu kuchennego. Przyrządu...? Nawet się na tym nie znałem. Ważne, że wiedziałem, do czego ona służy i że najlepiej nie trzymać czegoś zbyt długo na jednej stronie, bo się jarało. I dym potem...
Striptiz Saraivy niestety przeszedł mi koło nosa... Właściwie gdyby przeszedł mi dosłownie koło nosa, to byłbym oczywiście niesamowicie wręcz zauroczony i wdzięczny, pewnie nawet bym się odwdzięczył za okazanie mi takiej dobroci, ale... Ja widziałem jedynie drzwi i ściany, gdy stałem oparty przed salą Hani. I się nudziłem, choć za nic nie zamierzałem podnosić głowy, by czytać te pieprzone ulotki czy też obserwować dramaty innych ludzi.
Tabby... Szpital był nią przesiąknięty. Miałem wrażenie, że jeśli obrócę głowę, to będzie tam stała i wskazywała na mnie palcem.. Jeszcze może światła będą migały jak szalone, a ona będzie mówiła mi, nie otwierając ust. Mentalnie, czy jak to tam, też.
Tak, Valerius winny. Valerius zabić Tabby. Valerius zamknąć Tabby i źle ją traktować...
Byłem idiotą. Co ja w ogóle odjebałem? Jakiś... nie wiem.

Podczas podróży do mieszkania Saraivy, rozmawialiśmy o bzdetach, a właściwie próbowałem wykręcić się z jakiegoś spotkanie i zastanawialiśmy się też nad tym, czy Rebeka naprawdę mogłaby mnie podejść i wyciągnąć ze mnie wszelkie potrzebne jej informacje. Bacząc na to, że była równie atrakcyjną siostrą bliźniaczką mojej dziewczyny, że była kobietą, miała cycki, ekstra nogi, ten swój rozumek i upartość babską, to zapewne dałaby radę, ale... Ja miałbym się przyznać, że uległbym jakiemuś szpiegowi-amatorowi? Nigdy. Dlatego też nasza rozmowa raczej była rzucaniem argumentów, kto i dlaczego wygra, z czego ja trzymałem swoją stronę, zaś Hania Rebeki i...
...osobiście uciąłem tę rozmowę, dojeżdżając na miejsce i otwierając drzwi Niedobrocie. Nie, tak nie zamknąłem jej ust. Gdy tylko wysiadła z samochodu, porwałem ją na ramiona. Wbrew wszelkim protestom. I wtedy zamknąłem usta. Metaforycznie. Chyba.
- Ja wygrałbym i koniec tej dyskusji – stwierdziłem, zatrzaskując nogą drzwi i idąc do budynku. Z nią na ramieniu. I odstawiłem ją dopiero przed drzwiami, bom kluczy nie posiadał. Jeszcze. Na razie. Nadal...? Tabby nigdy mi swoich nie dała, choć chyba nawet nie miała zamku. W tył zwrot!
- Mój zacny żołądek ma przeogromną nadzieję, że posiada pani lodówkę wypełnioną smakołykami – napomknąłem, wątpiąc w to, czy cokolwiek to urządzenie widziało przez ostatnie tygodnie. – Czy dzwonimy po żarełko? I chyba powinienem z tobą jadać wszystkie posiłki, mimo że interwencję strażnika w swój żywieniowy interes zapewne uważasz za... drobniutką, powiedzmy, przesadę – zasugerowałem, dźgając ją w boczek palcem. Schudła, a ja tego, Pan Wielce Kapliwy, nie zauważyłem. Zapewne tu też punkt dla Rebeki... Tyle przegrywać z jakimś babskiem.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2852-hana-saraiva#43961
http://panem.forumpl.net/t2854-hana#43972
http://panem.forumpl.net/t2853-hana-saraiva
http://panem.forumpl.net/t2855-hana#43974
http://panem.forumpl.net/t3072-hana-saraiva#47320
Wiek : 23 lata
Zawód : dziennikarka śledcza, pisarka
Przy sobie : wytrych, prawo jazdy, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Obrażenia : urażona godność, anemia, uparcie zwalczane niedożywienie

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   Sob Gru 06, 2014 9:27 pm

Oczywiście, Hana nie miała wobec szpitala podobnych odczuć co Valerius. To znaczy, wiecie, jasne, że nie lubiła tam przebywać i ani myślała spędzić tam noc (szpitalne noce są przerażające, nawet, jeśli wszyscy wokół śpią a łóżko jest dziwnie przyjemne i miękkie), ale ani smród chemikaliów, ani szuranie pielęgniarskich laczków nikogo jej nie przypominały. Zetknęła się już w swoim życiu ze śmiercią, śmiercią bolesną, bo przecież własnej rodzicielki, tym niemniej nawet to doświadczenie nie naznaczyło jej jakoś szczególnie. Pewnie, w chwilach słabości - a te Hani zdarzały się przecież stosunkowo często - gadała do zdjęcia mamy, tęskniąc za nią bardziej niż za kimkolwiek innym, tym niemniej przekraczając próg szpitala nie czuła, by rodzicielka nagle zjawiała się obok. Nie słyszała jej głosu w każdym szepcie i nie widziała jej cienia znikającego za rogiem na ułamek sekundy przed tym, gdy zwróciła się w jego stronę.
Co nie zmieniało jednak faktu, że opuściła przybytek z ulgą. Zmieniała piżamę na cywilizowane ciuchy jednocześnie ładując podręczny bagaż do upchanej dotychczas pod szpitalnym łóżkiem torby, próbowała ułożyć włosy jednocześnie wiążąc trampki. Na koniec jeszcze tylko szybkie oddanie się pielęgniarkom, pozbycie wkłucia, plasterek na dłoń i... Tak! Do domu!
Całą podróż spędzając na próbach uzmysłowienia Valeriusowi, że tak, Rebeka nie miałaby najmniejszych problemów z wydobyciem z niego wszystkiego, co by chciała, dopiero za progiem własnego mieszkania odczuła, jak w rzeczywistości była zmęczoną. Tak, stan fizyczny na pewno miał tu wiele do powiedzenia, tym razem jednak chodziło bardziej o to, jak Hania się bała. A bała się. Zazwyczaj umiała udawać - tak jak teraz - robić dobrą minę do złej gry, zgrywać twardzielkę... Okej, tego ostatniego nie umiała, tym niemniej gdy było trzeba, umiała ukrywać, co czuje naprawdę. Wiele ją to kosztowało, ale umiała. I teraz, wchodząc do mieszkania (oczywiście, gdy już Angelini jej na to pozwolił, stawiając rozchichotane, protestujące nieudolnie stworzenie na ziemi), uzmysłowiła sobie, że chyba udało jej się wreszcie oszukać także samą siebie.
- Nigdzie nie dzwonimy, przecież mówiłam, że dobrze się odżywiałam! - obruszyła się, jednocześnie uświadamiając sobie, że leci z nóg. Teraz, gdy przerażenie spowodowane bytnością w szpitalu i tym, co może tam usłyszeć (może na to nie wyglądało, ale Hana naprawdę się martwiła, że wyniki się nie poprawiały, że jej karne spełnianie zaleceń lekarza nie pomagało) powoli odpuszczała, zachwiała się lekko i wyraźnie zbladła. Och, bogowie...
Machnięciem ręki oddelegowując Valeriusa do kuchni, sama poczłapała za nim, zatrzymując się dopiero przed otwartymi w międzyczasie na oścież drzwiami lodówki.
- Przestań - burknęła cicho, spoglądając na mężczyznę spod oka. - Nie trzeba mnie pilnować. Naprawdę. Radzę sobie. I... Nie dźgaj mnie! - zaprotestowała, tym razem jednak z delikatnym uśmiechem, który nie opuścił jej jeszcze przez kolejny krótki moment, gdy przystąpiła już do przeglądu zapasów. Dużych zapasów przeróżnych dań, bo przecież lubiła gotować i choć zazwyczaj nie chciało jej się pichcić tylko dla siebie, tak teraz, skoro lekarz kazał, to spędzała przy kuchence faktycznie dużo czasu. - Mam zapiekankę, gołąbki ii... - Wypinając się nieprzyzwoicie (Hana, oczywiście, wcale tak nie pomyślała, bo przecież tylko zaglądała do lodówki, przesuwając upchaną tam brytfankę) niemal do połowy znikła pomiędzy pojemnikami z jedzeniem. - I kurczaka w sosie ziołowym. I sernik. Co byś chciał? - Wychylając się zza drzwi, odgarnęła rozwichrzone włosy z twarzy. Ona, oczywiście, jeść nie zamierzała, stąd wybór posiłku należał tylko i wyłącznie do Valeriusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   Pon Gru 15, 2014 7:53 pm

Myślenie o Tabithcie w towarzystwie Hani było niewskazane. Wiedziałem to. Zamyśliłbym się, padłoby pewno trudne pytanie, a mianowicie, o czym myślę i... Haniu, myślę o byłej – rzuciłbym niedbale i zaczął ją obmacywać, by mogła sobie stwierdzić, że jestem z nią tylko dlatego, by ją wykorzystać czy coś. O, i że nie mogę znieść myśli o patrzeniu na jej twarz, dlatego też, by móc z nią siedzieć w jednym pomieszczeniu, wyobrażam sobie, że to Tabby. Kobiety takie były. Potrafiły mieć żale o wszystko, więc trzeba było... Nie, nawet bycie ideałem nic by tu nie dało, bo wtedy byłbym zbyt idealny, by mogła ze mną być, albo nie znosiłaby właśnie mojej idealności i kazała się zmienić. Kobiety...
Dlatego też wygnałem Gautier z mojej głowy. Sio! Zniknęła zastąpiona myśleniem o jedzeniu, ale z pewnością szykowała już swój powrót. Pewnie łaskawie postanowiła mi dać chwilę wytchnienia, by potem wrócić z podwojoną siłą nękania. Mistrzyni.
- Mówiłaś, mówiłaś – powtórzyłem po Saraivie na swoją obronę. Przytaknąłem automatycznie, byle tylko było dobrze. Nie robiło mi to jakoś różnicy, czy faktycznie dobrze się odżywiała, czy faktycznie tego nie praktykowała. Były to bowiem tylko słowa, a najważniejszy przecież był stan faktyczny, który to miałem dopiero poznać i który najwidoczniej prezentował się całkiem zacnie dla mojego żołądka. Kiwał właśnie z poważaniem, gdy moje oczka przenikały zawartość lodówki.
- Chyba zamieszkam u ciebie. Moja lodówka przedstawia się bardziej ubogoa – stwierdziłem, drapiąc się po głowie i chłonąc widok zapasów. Zaraz też ponowiłem drapanie się, ale już po brodzie, która nieco była zarośnięta. No tak, zapomniałem się dziś ogolić i teraz wyglądałem jak menel. – Kurczak w sosie ziołowym i zapiekanka na deser. W sumie... Może lepiej sernik – rzuciłem, niby to opierając się bezwstydnie ręką na jej wypiętym tyłku. – Albo zapiekankę i sernik, bo kurczaka ty, tak, nie przesłyszałaś się, TY, pomożesz mi wszamać, okej? A jutro robimy ci większe zakupy, bo będę cię "pilnował", ukrywając pod opiekuńczością chęć na... twoje smakołyki- rzuciłem. Chyba dało się wyczuć w tym dwuznaczność, ale miałem to gdzieś. A może nie miałem...? Z drugiej strony, moje myśli i moja dziewczyna powinny być przyjaciółkami, czyż nie? Choć o Tabithcie opowiadać jej akurat nie zamierzałem. Myśl też nie. Tabby... I w tył zwrot!
- Eee... Coś nie tak? Jakoś tak... Mało mi twojego uśmiechu. Co cię dręczy, Gwiazdko? – Spytałem, przesuwając dłoń na jej zgrabny boczek i przyciągając do siebie. – Potrzebujesz czegoś?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2852-hana-saraiva#43961
http://panem.forumpl.net/t2854-hana#43972
http://panem.forumpl.net/t2853-hana-saraiva
http://panem.forumpl.net/t2855-hana#43974
http://panem.forumpl.net/t3072-hana-saraiva#47320
Wiek : 23 lata
Zawód : dziennikarka śledcza, pisarka
Przy sobie : wytrych, prawo jazdy, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Obrażenia : urażona godność, anemia, uparcie zwalczane niedożywienie

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   Nie Gru 28, 2014 7:38 pm

Hana natomiast nie miała o kim myśleć. Jej życie zazwyczaj pełne było ludzi - przecież musiało być, była dziennikarką, pracowała dzięki ludziom, dzięki ich występkom i poczynaniom - ale mało o kim myślała. O swoim tacie. O siostrze. O nich zawsze, o innych prawie nigdy. I to też nie tak, że ich ignorowała - Hania nie była zdolna do ignorancji, za bardzo się przejmowała, za wiele znaczyło dla niej czyjeś cierpienie. To raczej jak mechanizm obronny, nie całkiem świadomy, za to skuteczny - gdy myślała nazbyt wiele, gdy zaczynała gubić się już w tym, co faktycznie ważne, a co nie, gdy czyjeś problemy stawały się za bardzo jej, wtedy po prostu się kasowała. To znaczy, jej umysł sam urządzał sobie reset, spychając wszystko i wszystkich daleko, tak daleko, by nadmiernie wrażliwa Saraiva nie dokopała się do tego nazbyt szybko. Valerius mógł więc każdą myślą wracać do Tabithy, mógł szukać jej w każdym oddechu, w każdym słowie, a Hania... Hania pop prostu była. Tu. Teraz. Z nim. Bez nikogo innego w głowie.
- Zamieszkasz? - Uniosła brwi wysoko, nie od razu zdając sobie sprawę, że to może być żart. To znaczy, mógł też żartem nie być, ale Hania wolała jednak myśl, że to nie było na poważnie. Wiecie, taka groźba bez pokrycia, wybieg motywacyjny... Co? Och, nie, oczywiście, że Valerius był dla niej ważny, oczywiście, że oddała mu całe swoje ufne serduszko! Tylko, po prostu... Chyba nie była do tego zdolna. Znaczy, do mieszkania razem. Do tego typu odpowiedzialności, do przestawiania swojego życia, do...
A może to jednak Angelini był problemem. Może, podświadomie, to po prostu z nim nie chciała nic podobnego zaczynać. Może wierzyła w jedno, ale te bardziej rozsądne zakątki jej umysłu wiedziały swoje i zwyczajnie ją blokowały. Może pod całą tą miłością, pod całym zaufaniem - może czasem zdarzało jej się czuć, że coś jest nie tak. Nie tak, jak powinno być. Może dlatego tchórzyła. Może dlatego nigdy nie dała mu do siebie kluczy. Może dlatego nigdy nie poszli do łóżka, może dlatego godziła się tylko na sen obok siebie - i nic więcej. Może ktoś mądrzejszy na górze, jakaś nieznana ludziom siła pilnowała, by Hania nie pogrążyła się jeszcze bardziej, by nie dotarła do granicy, po przekroczeniu której, w razie porażki, jakiejkolwiek zmiany, nie umiałaby się pozbierać.
- A, tak. Zamieszkasz. W snach chyba - odparła wreszcie, wycofując się. Spojrzała na Angeliniego z rozbawieniem, pokręciła lekko głową. To żart. Na pewno. - Zorganizuj sobie catering. Zresztą... Ty masz kiedy jeść w ogóle? W domu? - Czyżby nieprawdą miało być to, że rządowcy nie mają czasu na własne życie, spokojne posiłki i sporadyczny choćby brak pośpiechu? Zastanawiające.
- Głupek - fuknęła cicho, wyprostowała się, pacnęła go dłonią w czoło i wspięła się na wyżyny swej asertywności. - Nic nie będę jadła. Nie będę. Nie mogę już, no... Bądź człowiekiem! - zakwiliła i może dodałaby coś jeszcze, może garść błyskotliwych argumentów mających wytrącić broń z ręki Valeriusa, gdyby nie to, że...
Wtuliła się w niego jak zranione zwierzątko, jak zawsze, gdy było jej źle. Z drugiej strony, źle jej było bardzo rzadko, może więc Angelini jeszcze tego nie doświadczył, może jeszcze takiej jej nie widział, może to dopiero pierwszy raz, gdy Hania zwyczajnie opadła z sił.
Szczęścia, chciała odpowiedzieć na jego pytanie, bo tego przecież potrzebowała, ale wiedziała, że nie może. Przebłysk pewnego zrozumienia, chwilowe zetknięcie się z rysą, jaka niewątpliwie w ich związku była - to nie miało wyjść na zewnątrz. To na pewno przywidzenie, jakieś jej bezpodstawne wyobrażenie. Po prostu jest zmęczona, wydaje jej się, wszystko widzi w czarnych barwach. Mała, głupiutka Hania.
- Ja... nie wiem - westchnęła więc tylko cicho, tuląc policzek do ramienia swego mężczyzny i ani myśląc się odsuwać. - Nie wiem, chyba po prostu jestem zmęczona.
Chyba też martwię się tatą, bo ostatnio czuję się gorzej, i Rebeką, bo coś ukrywa, a nie wiem co. I może też sobą trochę, może wreszcie zaczynam martwić się sobą, bo może jednak coś jest nie tak. I tobą, bo jesteś, ale czasem cię nie ma, i ja to widzę, czasami, ale to nic nie znaczy, prawda?, to nie ma najmniejszego znaczenia. Nic podobnego nie powiedziała, zamknęła tylko oczy, objęła go w pasie i raz jeszcze westchnęła cicho.
- Zostaniesz na noc? - wymamrotała jeszcze we fragment jego munduru, nie odsuwając się nawet ani na milimetr, by ułatwić sobie zadanie pytania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   Wto Gru 30, 2014 12:46 am

- Właśnie o to chodzi, że nie mam czasu się rozgaszczać u siebie w domu – rzuciłem od razu, bez zastanowienia. Tak automatycznie i nim me myśli dogoniły słowa zeszła chwilka, a gdy już to nastąpiło przyznałem sobie rację, bo z tym czasem bywało dziko. Jak nie praca, to Hana, jak nie Hana, to... Helen? ...to inne diable i tak to leciało. Dużo czasu zabierali mi też kumple i Tabitha. Bardzo dużo czasu. – Haniuś, a co ja właśnie zamierzam u ciebie robić? Jeść. Chyba za bardzo daję sobą pomiatać, skoro mam tak niestabilny grafik... – Pomyślałem sobie głośno, całkiem wesoło, beztrosko i radośnie, kiwając głową potwierdzająco - chyba się z tym zgadzałem – i zrezygnowanie – chyba istniały zerowe szanse na zmianę takiego stanu przy niezmienianiu branży. Skazany na pracoholizm. Czy mi to jakoś szczególnie przeszkadzało? Nie.
- I weź, kobieto, zjedz coś ze mną! Nie będę przecież tak sam szamał na twoim terenie. Możesz tak choć troszku. Zawsze inna atmosfera i... Będę mógł ci zadośćuczynić fakt, że nie porywam cię na randki przez nocne zmiany. To będzie jak kolacja w wykwintnej restauracji, gdzie stołuje się sam prezydent Adler. – Chyba dziś myślałem. Głowa znajdowała się najwidoczniej na mym karku, bo wydawało mi się, że jestem na dobrej drodze ku zbawieniu i poprawieniu humoru Saraivie, który chyba nie miał się zbyt dobrze, a którym, czułem obowiązek, musiałem się zająć. Poprawić, w sensie.
Zająć... Zajmowanie się biednymi dziewczętami, zajmowanie się właściwie Hanią, przypomniało mi o Wiadomo-Kim. Balansowała sobie gdzieś tam po moich myślach, szczerząc się do mnie wrednie i jednocześnie zawadiacko jak gadzina. Tabitha i jej sposób na niszczenie mi życia, czyli nadmierne myślenie. Moje nadmierne myślenie. Na szczęście Hania wpadła mi w ramiona, przejmując w pełni mą głowę.
- Tak, to przemęczenie. Ten szpital taki zły, lekarze to natrętne dupki, dni tam te bezkresne żmije, ale już jesteś w domu, uciekłaś im – szepnąłem, obejmując ją swymi ramionami. Taka drobna, taka smutna, taka potrzebująca pomocy, wsparcia, miłości. – I pewnie, że zostanę na noc. I nawet na śniadanie, o ile mnie przekupisz kolejnymi specjałami swej kuchni.
Losie, miałem słabość do takich biednych sierotek. Wyrabiały ze mnie... wiernego pieska, który zamierzał skakać, póki pan się nie uśmiechnie. Robiłem to chyba podświadomie, bo nie myślałem o tym, by złożyć na jej pełnych wargach pocałunku. Po prostu uniosłem jej głowę delikatnie, łapiąc dwoma paluszkami za podbródek, by potem z nieznacznym uśmiechem złożyć sobie delikatną pieczątkę Nan jej wargach. Takich smutnych... Pocałunek i...
- Mogę coś jeszcze dla ciebie zrobić, Gwiazdko? – Spytałem, patrząc prosto w jej oczka. – I nie martw się. Jutro będzie lepiej – dodałem pewny swego, choć to wcale nie było prawdą. Moje poranki potrafiły być bardzo często wrednymi ustrojstwami, które niszczyły mi całe dni, a nawet tygodnie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2852-hana-saraiva#43961
http://panem.forumpl.net/t2854-hana#43972
http://panem.forumpl.net/t2853-hana-saraiva
http://panem.forumpl.net/t2855-hana#43974
http://panem.forumpl.net/t3072-hana-saraiva#47320
Wiek : 23 lata
Zawód : dziennikarka śledcza, pisarka
Przy sobie : wytrych, prawo jazdy, telefon komórkowy, scyzoryk wielofunkcyjny
Obrażenia : urażona godność, anemia, uparcie zwalczane niedożywienie

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   Pią Sty 02, 2015 5:43 pm

Niewiele jej było trzeba. Kilka banalnych, prostych słów, by poczuć się lepiej. I nie ważne było, jak dalekie bądź bliskie prawdzie jest zapewnienie, że będzie dobrze - Hanie zawsze to pomagało. To, że rzeczywistość była zazwyczaj bardziej brutalna i skomplikowana - cóż, to był problem na później.
Teraz, po chwili czułości, było... No, tak jak poprzednio. Ale to nic, to przecież normalne, nie ma cudów. Bliskość Valeriusa była cenna, bardzo ważna, Saraiva nie zamieniłaby jej na nic innego, ale dotarłszy teraz do pewnej granicy, chyba potrzebowała czegoś więcej. Albo mniej. Może po prostu wystarczyłoby, by - wbrew swym życzeniom - została sama i wszystko by się ułożyło? Rano obudziłaby się z uśmiechem, gotowa i wypoczęta do działania? Och, na bogów, sama nie wiedziała! Nie wiedziała, jak powinno być i czego tak naprawdę chce.
Potakując cichutko na każde słowo Angeliniego - taka posłuszna, potulna, uległa - odsunęła się dopiero później, niechętnie, wzdychając.
- Idź się może ogarnij - rzuciła w odpowiedzi na jego pytanie i machnęła ręką w bliżej niesprecyzowanym geście, dopiero potem orientując się, jak to zabrzmiało. Sapnęła z rezygnacją i opadając na krzesło, spojrzała na mężczyznę z miną zbitego psa. Nie, zdecydowanie nie była dziś najlepszym towarzystwem, ale... W zdrowiu i w chorobie, tak? Wprawdzie sobie tego nie przyrzekali (a na każdą myśl, że miałaby podobne słowa wypowiedzieć, Saraiva czuła romantyczne podekscytowanie i przerażenie na raz), ale byli parą, a to i tak do czegoś zobowiązywało! I choć Hana była ostatnią, która zmuszałaby swego partnera do stałego adorowania jej, nawet wtedy, gdy czuła się źle, to nie byłaby sobą, gdyby nie cieszyła się z odrobiny atencji i towarzystwa.
Nawet, jeśli adorowanie to nie było tak do końca adorowaniem jej. Nawet, jeśli jej mężczyzna gotów był w jednej chwili odwrócić się i odejść, gdyby tylko na horyzoncie pojawiła się ta, która zajmowała jego myśli znacznie bardziej, niż Hana.
- To znaczy, pewnie chciałbyś się odświeżyć, zanim przygotuję jedzenie - wyjaśniła tymczasem, co dokładnie miała na myśli, spoglądając na żołnierza z perspektywy okupowanego przez chwilę krzesła. Nie tłumaczyła, gdzie jest łazienka, bo to akurat Valerius bywał. Mógł u niej nie nocować, mogli ze sobą nie sypiać - w tym bezpośrednim, powszechnie znanym znaczeniu - ale bywał u niej wystarczająco często, by orientować się, w której szafce jest kawa i skąd wziąć ręcznik.
Tymczasem zdecydowała się wreszcie ponownie podnieść cztery litery i, wyprawiwszy Angeliniego na szybkie ogarnięcie się po pracy, zajęła się jedzeniem. Nie komentując ani wcześniej, ani teraz kwestii jej własnego pożywiania się - ale tak, chyba skapitulowała, znów przygotowując się na babranie widelcem w jedzeniu - wolała skoncentrować się na zajęciu bardziej oczywistym i mniej męczącym od samej konsumpcji. Nucąc coś cicho pod nosem, zaczęła krzątać się po kuchni (jednocześnie przypominając sobie, że gotowanie naprawdę sprawia jej przyjemność), sprawnie szykując im ciepłą kolację. Rozkładając nakrycia, wyjęła też z lodówki butelkę wina, a pozwalając sobie na szybką wyprawę do salonu, włączyła też cichą muzykę. Nie chodziło o to, by było romantycznie i, niemalże, rocznicowo. Nie zamierzała się oświadczać, nie oczekiwała oświadczyn, nie świętowali niczyich urodzin czy miesięcznicy ich związku. Miało być miło. Po prostu. Hana bardzo lubiła, jak było miło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   Wto Lut 10, 2015 1:08 am

//Nie wiem, czy będziesz mnie dusiła za tę przerwę, więc z góry... Powodzenia życzę. ^ ^" Gdybyś chciała niezwłocznie zakończyć wątek, to nie będę miała Ci za złe. Zawiodłam:<

Oj, Haniuś. Nie przejmuj się... Pójdę się ogarnąć, a ty tu się nie załamuj, jasne? Zejdę po swoje rzeczy... Coś chyba mam w aucie, wezmę prysznic i jestem z powrotem z tobą, okej? I nie smuć się. Naprawdę wszystko będzie dobrze – powiedziałem, teraz już nawet siebie przekonując o tym, że będzie dobrze. Ułuda, którą miło było czasem się omamić, byleby czuć się bardziej lekko, bardziej beztrosko, by czuć wolność, której to tak brakowało w tym wieku. Gdy byłem dzieckiem, wszystko wydawało się łatwiejsze. Po prostu było proste. Cmoknąłem moją kochaną smutna dziewczynę w czółko i... wyszedłem.
Nie myślenie o trudach dzisiejszego życia... Ile ja bym dał, by nie myśleć o tych paskudztwach, które psuły mą krew, które psuły ją Saraivie. Przede wszystkim Saraivie. Ja mogłem sobie żyć z tymi swoimi duchami, zwłaszcza z tym jednym upiornym, który nie pozwalał mi normalnie oddychać. W sumie z dwoma, bo Julka – w przeciwieństwie do Tabithy – potrafiła mnie nękać namacalnie. Znaczy... Tak jakby namacalnie. Właściwie wizualnie. Widzieć ją widziałem, jednak nie mogłem jej poczuć. Widziałem ją... Jak gdyby była prawdziwym człowiekiem, żywym znaczy. Jako że brzmiało to wariacko, to nikomu się z tego nie zwierzałem z wyjątkiem Tabithy, więc moja tajemnica miała pozostać już na wieki tajemnicą, o ile nie miało mi odbić i nie miałem tego obwieścić całemu światu. Jestem wariatem! Od śmierci siostry widzę jej ducha na jawie! Nawet nie wierzono już w duchy...
Złapałem ze swojego samochodu walizkę. Nie, że byłem przygotowany na każdą ewentualność. Po prostu czasem musiałem złapać połowę warty za kumpla, więc miałem przebranko, by przespać się na chwilę i potem znów pracować. Pracoholizm pełno parą. I tak, że jeszcze Hana mnie za to nie wyklęła... Może tylko dlatego, że nie byliśmy razem znowu jakoś szczególnie długo? Niecały miesiąc? Cóż, to nieistotne, ile razem byliśmy. Ważne, że Hana mnie potrzebowała, więc musiałem spiąć dupę i w miarę szybko do niej wrócić.
Z westchnieniem ulgi zdjąłem strój strażnika, zmyłem z siebie pracę i wcisnąłem jeden z moich ulubionych podkoszulków: czarny, zwykły, wygodny. Bez jakichkolwiek śmiesznych kapitolińskich dodatków. Mogłem czuć się swobodnie. Jak u siebie w domu. Podobny stosunek miałem do ciemnych dżinsów i bluzy, którą niedbale wrzucałem na grzbiet, wchodząc do kuchni... wchodząc do kuchni i czując te niesamowite zapachy. Moja wróżka przy garach!
I jak? Lepiej? – Mój głos był miękki, ciepły. Czasem zastanawiałem się, czy przypadkiem nie mam rozdwojenia jaźni. W pracy brutal, w domu kochanek. Podszedłem lekko do Hani i przytuliłem ją do siebie od tyłu. Była tak mile ciepła, drobna i wybitna w kuchni. – Nie opowiadałaś mi jak ci idzie w pracy – szepnąłem, całując ją w szyję. – I co z Rebeką? Dzwoniłaś do niej? I pomóc ci z czymś? Talerze? No tak... Stół już pięknie zastawiony. Dla dwóch osób - zauważyłem z błyskiem zwycięstwa w oczku. Hana kontra Valerius? Zero do jednego.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Hana Saraiva   

Powrót do góry Go down
 

Hana Saraiva

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje-