IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Napad na Sunflower

 

 Napad na Sunflower

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Napad na Sunflower   Sob Lis 15, 2014 1:56 am

Lipiec 2283.
Rozgrywka przeniesiona z Sunflower.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Napad na Sunflower   Pon Lis 17, 2014 1:13 am

żegnaj, czasie teraźniejszy


Z każdą chwilą odnosiłam coraz większe wrażenie, że wszystkie moje obawy wcale nie były bezpodstawne, niezależnie od tego, za jak absurdalne uznałam je na początku. Czerwone krople na posadzce nie mogły umknąć mojej uwadze i chyba to właśnie w tym momencie przestałam już nawet udawać, że szukam czegoś na półce, a w skupieniu wbiłam w nieznajomą wzrok, nie chcąc przeoczyć żadnego szczegółu. Patrzyłam, jak powolnym krokiem podąża w stronę sklepowej kasy, lecz nie miałam odwagi zareagować - chciałam, by była to jedynie głupia pomyłka. Jednak gdy kobieta potknęła się o jedną z szafek, a spod jej płaszcza na podłogę upadł pistolet, natychmiast przestałam się łudzić.
To nie była głupia pomyłka.
Przywarłam plecami do sklepowej półki, zawieszając spojrzenie na nieokreślonym punkcie gdzieś przede mną. Nagle każdy mój oddech stał się hałaśliwy, głośniejszy nawet od gorączkowych uderzeń serca, których echo zalało mi myśli, powodując, że w żaden sposób nie mogłam ich zebrać. Nie był to dobry moment na panikę, jednak czułam, jak ta stopniowo we mnie wzbierała, co nie mogło skończyć się dobrze. Zamrugałam kilkakrotnie, chcąc pozbyć się widoku masywnego pistoletu sprzed oczu. Zdawałam sobie sprawę z tego, że gdy tylko odwróciłabym głowę o kilka centymetrów w bok, natychmiast bym go spostrzegła, dlatego trwałam wciąż w bezruchu, bezskutecznie usiłując przekrzyczeć własne myśli. Nawet nie próbowałam udawać odważnej, na to było już za późno.
Przygryzałam nerwowo dolną wargę, wiedząc, że cenne sekundy przeciekają mi właśnie przez palce. Jakie miałam wyjście? Choć od drzwi dzieliła mnie raptem jedna alejka, ucieczka nie wchodziła w grę – blondynka w znoszonym płaszczu natychmiast by mnie zauważyła, niewykluczone również, że w którymś momencie potknęłabym się o własne nogi. Perspektywa spotkania z podłogą chyba skutecznie przekreśliłaby moje szanse, choć te nawet teraz nie były zbyt duże. Nie mogłam również liczyć na wiele w bezpośrednim starciu z kobietą. Mimo że blondynka była ranna, miała przy sobie broń – mnie z kolei towarzyszyła tylko panika i mętlik w głowie.
Pozwoliłam sobie zamknąć na kilka sekund oczy. Mój wybór był co najmniej ograniczony.
Ostatnim wyjściem, jakie mi pozostało, było wezwanie pomocy – co innego mogłam zrobić? Im dłużej ukrywałam się za półką, tym bardziej prawdopodobne stawało się to, że blondynka w końcu by mnie zauważyła. Bez wahania zagłębiłam więc rękę w kieszeni, szukając telefonu i starając się choć trochę opanować. Wciąż powstrzymywałam w sobie chęć zerknięcia przez ramię i sprawdzenia, co robi kobieta – zdecydowanie nie było na to czasu. Miałam wrażenie, że minęły wieki, zanim zdołałam zacisnąć dłoń na telefonie, a zaraz po nich kolejne, nim udało mi się wydobyć go z kieszeni. Drżącymi palcami odblokowałam ekran, po czym weszłam w listę kontaktów. Mój wzrok natychmiast padł na pierwsze widniejące na niej imię. Blaise.
Przygryzłam wargę jeszcze mocniej, wpatrując się w szereg cyfr, z których każda wywoływała w moich myślach lawinę wspomnień. Gdzieś w głębi mnie odezwało się bolesne ukłucie i przez chwilę znów byłam w szpitalnym korytarzu, kłócąc się z Argentem, a wszystkie wypowiedziane przez niego słowa jeszcze raz zadźwięczały mi w głowie. Podobnie jak moje własne. Prawdopodobieństwo, że odebrałby telefon, było więc raczej nikłe.
Do kogo innego mogłam jednak zadzwonić? Nie znałam zbyt wielu osób, które zdołałyby mi pomóc, z większością z nich byłam w napiętych relacjach albo nie chciałam stanowić kłopotu. I chociaż Blaise również należał do tego grona, niewiele myśląc, wybrałam symbol połączenia.

iii rozmowa będzie w liniach <3




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Napad na Sunflower

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje :: Rozgrywki-