IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Avery i Gwen Arrington

 

 Avery i Gwen Arrington

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Avery i Gwen Arrington   Sro Paź 22, 2014 4:39 pm

Wątek przeniesiony z mieszkania Gwen
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2645-gwen-arrington
http://panem.forumpl.net/t3561-gwendolyn-arrington#55954
Wiek : 28 lat
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, pendrive, laptop, telefon komórkowy, nóż ceramiczny

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Nie Lis 09, 2014 12:03 am

(przesłuchanie)
Gwen nie podejrzewała, że wszystko zakończy się w ten sposób. Może powinna być przyzwyczajona do tego, że w tym państwie nic nie odchodzi w zapomnienie, a już w szczególności wydarzenia pokroju tego, które miało miejsce w czasie bankietu. I nie, bynajmniej nie chodziło o spotkanie z… Ralphem, bo tak naprawdę to jeszcze do niej nie dotarło. Nie sądziła jednak, aby ktokolwiek miał powody do zapraszania jej na przesłuchanie. Najwidoczniej jednak zostanie ubrudzoną krwią ofiary czyni cię jednym z głównych podejrzanych bądź osób, które mogłyby wiedzieć cokolwiek. Ktokolwiek jednak miał za zadanie ją przesłuchać będzie musiał spotkać się z wielkim zawodem. Kobieta oczywiście nie była głupia. Domyślała się, że nie chodzi tylko i wyłącznie o morderstwo, którego skutku mogła być świadkiem. Zbyt wiele dzieje się poza kulisami, aby takie rzeczy były tylko i wyłącznie zbiegami okoliczności.
Arrington nie pokwapiła się o ubranie czegoś eleganckiego. Dobrze znała wygląd sal przesłuchań i nie zamierzała zawracać sobie głowy wyborem stroju, skoro miała spędzić nie wiadomo ile czasu w obskurnym pomieszczeniu będąc wypytywaną o rzeczy, o których nawet nie miała pojęcia. Pozostawała też kwestia tego, iż z własnego mieszkania do wyznaczonej sali nie miała wcale tak daleko. Wyszła jednak odpowiednio wcześnie, nie zamierzając ryzykować spóźnieniem. Poza tym chciała pobyć chwilę ciszy i choć równie dobrze mogła to zrobić we własnej sypialni, czuła się bezpieczniej wiedząc, że jedyną osobą narażoną na spóźnienie była osoba przesłuchująca.
Niechętnie przyjęła fakt, iż wpuszczono ją wcześniej do sali. Siedzenie tam w towarzystwie nie było najprzyjemniejszym doznaniem, a spędzenie samotnie kilkunastu minut w miejscu, które mogło przyprawiać o dreszcze było jeszcze gorszą perspektywą. Mimo to weszła, siadając na niewygodnym krześle i czując niezbyt przyjemny chłód na ramionach, które okryte były jedynie cienką koszulą. Westchnęła, wieszając torebkę na oparciu zajmowanego miejsca, po czym oparła się o nie plecami i przymykając lekko oczy. Wcześniej zerknęła na zegarek znajdujący się na jej nadgarstku odkrywając, iż zjawiła się prawie piętnaście minut przed czasem. Musiała zająć więc czymś własne myśli dobrze wiedząc, na jaki tor zostaną skierowane.
Chociaż naprawdę ciekawił ją prawdziwy powód szumu wywołanego wokół śmierci dziennikarki, w głowie miała rzecz, która od tamtego wieczoru niemalże spędzała jej sen z powiek. Wydawać by się mogło, że tak naprawdę nie ma o czym rozmyślać, a mimo to Gwen analizowała każdy fragment spotkania z mężczyzną krok po kroku, starając się dociec, czy powinna mu zaufać. Bywały rzeczy, od których czasem starała się uciec, nie pozwalając swoim myślom odbiegać w te ciemne zakamarki jej serca i umysłu. Sprawa Ralpha była jednak czymś więcej – pewną koniecznością, o której wręcz powinna myśleć jak najwięcej. Kiedy jednak zza drzwi dobiegł ją nieco przytłumiony dźwięk kroków oderwała się od tego tematu, automatycznie przestawiając się na teraźniejszość. Zwróciła głowę w stronę drzwi, a gdy klamka opadła w dół zaczęła być ciekawą, z kim przyjdzie jej spędzić ten cudowny dzień.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2744-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2747-avery
http://panem.forumpl.net/t2746-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2787-avery#42622
http://panem.forumpl.net/t3424-avery-arrington
Wiek : 30 lat
Zawód : naczelnik więzienia oraz przewodnicząca sztabu wyborczego Francisa Hargrove'a
Przy sobie : paczka papierosów, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, zapalniczka, telefon komórkowy
Znaki szczególne : krótkie włosy, piegi, wyprostowana sylwetka, idealna fryzura, chłód
Obrażenia : lekkie osłabienie

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Pon Lis 10, 2014 12:41 pm

Po udanym przesłuchaniu Maisie udała się na zasłużony kubek kawy do swojej ulubionej kawiarni. Nie wychodziła stamtąd aż do ostatniej wolnej minuty, próbując wypędzić z głowy wszystkie te myśli, które zebrały się w niej w chwili, kiedy otrzymała zadanie i przejrzała listę świadków. Starała się przekonać samą siebie, że powinna teraz odpocząć przed kolejną rozmową, aby zebrać siły nie tylko fizyczne, ale też psychiczne. Zwyczajnie potrzebowała tej marnej namiastki codzienności, niezdarnie próbującej pochłonąć jej uwagę. Postawiono przed nią nie lada zadanie. Miała wyciągnąć informacje od własnej siostry.
Banał? Nie, wręcz przeciwnie. Były ze sobą związane, ale w tym wypadku ich „więź” mogła tylko utrudnić całą sprawę. Przeczuwała, że Gwen może być z góry źle nastawiona do całej sytuacji, próbować zamykać się przed siostrą, a to na pewno będzie utrudniało wyciągnięcie z niej jakichkolwiek informacji. Chociaż każdy medal ma dwie strony. Zapowiadało się w gruncie rzeczy ciekawe przesłuchanie. Jeszcze nigdy nie miała okazji spotkać się z młodszą w takich okolicznościach. Może w końcu przyszedł czas, aby pokazała jej, że Rząd nie jest odpowiednim miejscem dla wszystkich. Że może czas w końcu wycofać się, zakończyć swoją przygodę u boku Almy raz na zawsze. W końcu nie tylko ona się męczyła – Avery też miała dosyć obecności Gwen tuż obok, pilnowania i  sprawdzania dziewczyny. Gdyby złożyła rezygnację, a ona by ją poparła… może w końcu Coin doszłaby do wniosku, że to już czas uwolnić swojego rzecznika.
Spróbować mogła, nic nie stało jej na przeszkodzie.
Mijając próg sali przesłuchań, towarzyszyła jej dziwna wesołość. Wątpliwości rozwiały się tak szybko, jak się pojawiły, pozostawiając głowę znów lekką. Nawet posłała siostrze pokrzepiający uśmiech. Nie martw się, Gwenny. Nie będzie tak źle. Jak dla kogo. Odbębnią te wszystkie głupie procedury, a potem porozmawiają sobie od serca, tak jak powinny robić siostry.
Usiadła naprzeciw niej, nadal nie odzywając się. Tak jak poprzednio miała przy sobie wszystkie poprzednie dokumenty, ale teraz były wzbogacone o relację Maisie. Tym razem jednak nie otworzyła ich. Oparła przedramiona na zamkniętej teczce, przesuwając wzrok na zegar wiszący na ścianie. Dochodziła właśnie godzina umówionej rozmowy, a mimo to Avery milczała. W tej chwili miała prawo zabrać jej tyle czasu, ile tylko potrzebowała i nie zamierzała się spieszyć. Zaczekała kolejne pięć minut, poświęcając je dokładnemu przyjrzeniu się młodszej. Nadal nie rozumiała, jakim cudem były siostrami. Z goła inny charaktery, wygląd, sposób bycia.
- Ominiemy potwierdzenie tożsamości. Wystarczy, że znam Twoje dane na pamięć – zaczęła chłodno, jakby to ona zmusiła ją do wyuczenia się tych informacji na pamięć. Niestety w rodzinie już tak jest, że każdy członek uczy się tych paru faktów samorzutnie, czasem nie zdając sobie z tego sprawy. – Na pewno domyślasz się, że chodzi przede wszystkim o morderstwo, które miało miejsce na ostatnim bankiecie. Nawiasem mówiąc, nie wspominałaś, że byłaś obecna przy tym obecna – zarzuciła, krzyżując ramiona na piersi. Jakby kiedykolwiek obchodziły ją zagrożenia, na jakie była wystawiona. – Opowiedz, jak to wszystko wyglądało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2645-gwen-arrington
http://panem.forumpl.net/t3561-gwendolyn-arrington#55954
Wiek : 28 lat
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, pendrive, laptop, telefon komórkowy, nóż ceramiczny

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Pon Lis 10, 2014 8:51 pm

Arrington na pewno nie spodziewała się zobaczyć osoby, którą przyszło jej ujrzeć gdy drzwi uchyliły się i mogła w całej okazałości podziwiać starszą siostrę wchodzącą do pomieszczeni jak gdyby nigdy nic. Oczywiście. Czyli jednak mogło być jeszcze gorzej. Jeśli wcześniej liczyła na spokojne przesłuchanie mogła o tym zapomnieć. Dlaczego akurat ona? Czy nie mają już innych, o wiele bardziej kompetentnych osób, które mogłyby się tym zająć? Poza tym zawsze wydawało jej się, że nieodpowiednim jest przesłuchiwanie członków swojej rodziny ze względu na relacje… Zaraz, jakie relacje? Gwen czasami zapominała, że poza krwią i nazwiskiem nic, absolutnie nic, nie łączy jej z Avery i to był właśnie ten moment. Szybko zdała sobie sprawę, że zarówno jej siostra jak i rząd mają doskonałą świadomość tego, że kobiety nie pałają do siebie miłością, która powinna zaistnieć pomiędzy siostrami.
Zacisnęła tylko szczękę, obserwując jak Avery siada naprzeciwko niej. Nie po to unikała częstych kontaktów aby teraz spędzić nie wiadomo ile czasu w zamkniętym pomieszczeniu bez możliwości przedwczesnego opuszczenia go. Powstrzymała westchnięcie, słuchając chłodnego głosu siostry. Nie zrobiło to na niej najmniejszego wrażenia, więc spokojnie oparła się plecami o krzesło zakładając nogę na nogę i czekając, aż wreszcie przejdą do jakiś konkretów.
- Obawiam się, że nie muszę Ci się spowiadać ze wszystkiego, co robię – odpowiedziała na słowa siostry tym samym, bezbarwnym głosem. Należy zaznaczyć, że Gwen była naprawdę miłą osobą i zazwyczaj nie traktowała ludzi tak bezosobowo jak w tamtej chwili. Od każdej reguły jednak istnieje wyjątek i była nim właśnie Avery, która nie wpisywała się w żaden kanon standardowych zachować młodszej siostry. W normalnych warunkach zapewne ułatwiłaby śledczemu przesłuchanie, od razu przechodząc do rzeczy. Nie tylko ze względu na przesłuchującego ale i na samą siebie. Kiedy jednak w drzwiach sali ujrzała Avery szybko doszła do wniosku, że tak naprawdę nie ma aż tyle na głowie i może trochę przeciągnąć całe spotkanie. Nie liczyła na wiele – dobrze wiedziała, że raczej nie uda jej się wyprowadzić siostry z równowagi i nawet tego nie oczekiwała. Mimo wszystko zamierzała jej pokazać, że w życiu nie wszystko przychodzi tak łatwo. Będąc dzieckiem nie miała jak się bronić, teraz jednak była dorosła i zupełnie świadoma wszystkich swoich umiejętności.
- Nie wyglądało – rzuciła tylko, przekrzywiając lekko głowę - Było zupełnie ciemno -  dodała po chwili, nieznacznie unosząc kąciki ust w górę. Jeśli starsza Arrington myślała, że Gwen pójdzie jej na rękę, niech następnym razem poważnie się nad tym zastanowi. Będzie musiała się natrudzić i precyzować własne pytania, jeśli zamierza wydobyć z siostry choćby najmniejszą i najdrobniejszą informację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2744-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2747-avery
http://panem.forumpl.net/t2746-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2787-avery#42622
http://panem.forumpl.net/t3424-avery-arrington
Wiek : 30 lat
Zawód : naczelnik więzienia oraz przewodnicząca sztabu wyborczego Francisa Hargrove'a
Przy sobie : paczka papierosów, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, zapalniczka, telefon komórkowy
Znaki szczególne : krótkie włosy, piegi, wyprostowana sylwetka, idealna fryzura, chłód
Obrażenia : lekkie osłabienie

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Wto Lis 11, 2014 12:15 am

Mury więzienia nigdy jej nie przerażały. Tak samo panujący tam chłód, względna cisza oraz wszechogarniająca szarość wkradająca się już nie tylko przez pomalowane ściany. Często to wszystko kojarzyło jej się z Trzynastką – równie ponurą, ale jednocześnie znajomą, będącą jakąś namiastką rodzinnego domu. Chyba właśnie dlatego tak szybko odnalazła się w tym miejscu. Może nie było szczytem jej marzeń, ale nie powodowało też odruchu wymiotnego. Przyzwyczaiła się do niego w takim stopniu, że prawie całkowicie przestała zauważać panujące niedogodności. Wręcz odnalazła w tym wszystkim schemat. Na przykład codziennie, o godzinie szóstej po południu, woda w niegrzejących grzejnikach zaczynała szumieć w każdym pomieszczeniu. W chwilach słabości lubiła chwycić się tej powtarzalności. Każdy potrzebował wiedzieć, że jest na tym świecie coś pewnego, na czym może się oprzeć. Nie wiedziała, czy będzie tak już zawsze, czy nie ulegnie to przemianie pod wpływem jakiś czynników, ale tak długo, jak te drobne rytuały powtarzały się, czuła się pewniej.
Kolejną niezmienną była nienawiść do siostry. Odkąd tylko ich relacje popsuły się na dłużej, wiedziała, że już niedługo będzie to kolejny niepodważalny fakt, niemal prawo fizyczne. Stałość psychiczna Avery jest wprost proporcjonalna do nienawiści sióstr Arrington. Niektórzy mogli twierdzić, że to przykre, ale ona zdążyła się już przyzwyczaić. Gdyby teraz nagle jakoś porozumiały się, podały sobie ręce czy uściskały, byłby to koniec śledczej. Pękłaby, rozsypała się w tak drobne kawałki, że nikt nie dałby rady jej poskładać. Stałaby się już tylko pyłkiem na wietrze, rozrzucana po wszystkich kątach. Może w końcu nic nie zostałoby z dawnej Avery. Jedynie cień, wspomnienie. Zdecydowanie nie mogła na to pozwolić, okazać słabość i uległość. Nie tyle walczyła o swoje ja, żeby zatracić je na rzecz młodszej siostry.
- Masz rację, nie musisz. Twoje życie nie obchodzi mnie tak długo, dopóki nie łączy się z moim – odparła spokojnie. Musiała się hamować, nie pozwalać, aby ktokolwiek wyprowadził ją z równowagi. Co prawda myśl o zastosowaniu rękoczynów wobec świadków nigdy nawet przez myśl jej nie przeszła. Chodziło tylko i wyłącznie o zdrowie Avery. – Doskonale wiesz, czym się zajmuję. Wystarczyłaby jakakolwiek wiadomość, że byłaś na tym pieprzonym bankiecie, a nie brałabym tej sprawy – I jednocześnie nie musiałybyśmy się ze sobą użerać. Spokojnie, nie zapomniała o swoich planach. Nie zamierzała jednak odkryć ich już na samym początku. Potrzebowała wstępu, tych kilku linijek wprowadzających, aby zaraz potem móc rozwinąć skrzydła. Na wszystko przyjdzie czas.
Widać Gwen uważała tak samo. Zamierzała bawić się z nią? Chyba nie była świadoma, na czyim terenie się znajduje. – Zabawne – odpowiedziała uśmiechem, przyglądając się siostrze. – Zawsze myślałam, że Twój instynkt samozachowawczy przewyższa przeciętnego człowieka. Widać morderstwo to dla Ciebie błaha sprawa. Może pośmiejesz się razem z Savanną Vernon, co? – zapytała ironicznie, unosząc w górę brwi. – Możesz próbować kpić ze mnie, ale miej trochę szacunku dla ofiary – pouczyła, patrząc prosto w oczy i mrugając wesoło. – Spróbujmy jeszcze raz: opowiedz mi jak wyglądał bankiet od chwili, gdy się na nim pojawiłaś, aż do momentu ściągnięcia zwłok. Z wszystkimi szczegółami, proszę.


Ostatnio zmieniony przez Avery Arrington dnia Czw Lis 20, 2014 8:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2645-gwen-arrington
http://panem.forumpl.net/t3561-gwendolyn-arrington#55954
Wiek : 28 lat
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, pendrive, laptop, telefon komórkowy, nóż ceramiczny

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Wto Lis 11, 2014 7:36 pm

Gwen doskonale domyślała się, że spotkanie z siostrą w takich okolicznościach nie ma prawa być przyjemnym. Nie tylko dlatego, że kobieta zamierzała się o to postarać, ale i przez to, że żadne z ich nielicznych spotkań nie było miłe, a już na pewno nie takie, jakim każdy wyobrażał sobie spotkanie dwóch sióstr.
Kiedy obie trafiły do Kapitolu Arrington zaczęła zauważać, że tak naprawdę nic już ich ze sobą nie łączy. Jeśli w Trzynastce istniała namiastka więzi pod postacią wspólnego mieszkania oraz dość częstego przebywania w swoim towarzystwie, stolica Panem zupełnie tą więź rozerwała. Prawdą jest to, że chyba żadna z nich nigdy nie starała się nawet tego naprawić, wrócić do tego co było w Trzynastce bądź nawet pójść o krok dalej i zmienić zupełnie ich wzajemne stosunki. Nie, Gwen tego nie chciała i nie chodziło już tylko o fakt, że głównie przez Avery siedziała w tym miejscu. Bo właśnie tak widziała to kobieta – każde pojedyncze wydarzenie było skutkiem zaprzepaszczonej, właśnie przez starszą siostrę, próby ucieczki. Gdyby tej nocy nie została wydana, aresztowana, zamknięta w więzieniu i następnie zwolniona pod jednym, dość konkretnym warunkiem, prawdopodobnie nigdy nie objęłaby tej posady. Nie siedziałaby więc na tym krześle, patrząc ze spokojnym wyrazem na ukochaną siostrzyczkę myśląc jak miło by było zobaczyć wreszcie jej upadek. Nie, wcale nie życzyła jej utraty pracy czy, nie daj Boże, śmierci. Nie była też mściwa i nie zamierzała sama wymierzyć Avery sprawiedliwości za trzymane od dzieciństwa urazy. Chodziło bardziej o fakt, że zbyt dobrze jej się w życiu powodzi (ale to nie była zazdrość!). Gwen nie mogła patrzeć, jak jej siostra z tą wielką miłością do najgorszej osoby w kraju piastuje swoje stanowisko, najwyraźniej doskonale się przy tym bawiąc. Była chyba jedyną osobą, dla której młodsza Arrington nie czuje współczucia, nie czuje nic poza wszechogarniającą niechęcią i zniesmaczeniem rosnącym z każdym kolejnym słowem.
Ton głosu, mimika twarzy, ta ironia i uśmieszek wkradający się na jej usta… Nie, zdecydowanie nie zamierzała przyspieszyć całego przesłuchania, chcąc zobaczyć, jak daleko potrafi posunąć się jej siostra aby zdobyć upragnione informacje.
- Oh, uwierz mi, nikt tu nie próbuje z ciebie kpić – powiedziała, powstrzymując się od uśmiechu – A Savannę darzę ogromnym szacunkiem… tak wielkim, że pozwoliłam ubrudzić swoją sukienkę jej krwią – uśmiechnęła się bez względu na to, jak zabrzmiały jej słowa. W takich momentach jak ten miła i urocza Gwen Arrington na chwilę umierała, aby pokazać drugą, zdecydowanie rzadziej używaną, twarz – Mogłaś przyjść, oszczędziłabyś i sobie i mnie trochę czasu. Alma Coin nie wysłała ci personalnego zaproszenia, czy może nie miałaś partnera? – uśmiechnęła się już szerzej doskonale wiedząc, że w tamtym momencie nie była sobą. Czuła się tak, jakby jakaś potężna siła przejmowała władzę nad jej umysłem, wypychając te słowa z jej gardła. O dziwo nie czuła się jednak źle – może później, kiedy wróci do domu (jeśli w ogóle wróci) dotrze do niej, że przez cały ten czas zaprzeczała sobie i wszystkiemu, w co wierzyła. Może zauważy, że Kapitol powoli ją zmieniał, że staje się taka, jaką nigdy nie chciałaby być. Może będzie miała drobne wyrzuty sumienia, nawet gdy weźmie pod uwagę, że była to tylko jej siostra. Ale, choć jest to mało prawdopodobne, zrozumie, że w niektórych wypadkach trzeba zacisnąć zęby i zrobić to, co podpowiada instynkt. Bycie miłym opłacało się wiele razy, ale to na pewno nie był jeden z nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2744-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2747-avery
http://panem.forumpl.net/t2746-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2787-avery#42622
http://panem.forumpl.net/t3424-avery-arrington
Wiek : 30 lat
Zawód : naczelnik więzienia oraz przewodnicząca sztabu wyborczego Francisa Hargrove'a
Przy sobie : paczka papierosów, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, zapalniczka, telefon komórkowy
Znaki szczególne : krótkie włosy, piegi, wyprostowana sylwetka, idealna fryzura, chłód
Obrażenia : lekkie osłabienie

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Czw Lis 20, 2014 10:48 pm

Był taki okres, kiedy z dumą mówiła o sobie jako o starszej siostrze. Wtedy naprawdę kochała Gwen – może i była beztalenciem oraz jednym wielkim zawodem w oczach rodziców, ale dla niej nie grało to żadnej roli. Ważne, że był obok ktoś, od kogo wymagało się równie wiele, kto rozumiał, jak to jest być dzieckiem wojskowych, kto miał czas, aby spędzić z nią popołudnie i porozmawiać. Wtedy wydawało się, że ta młodsza o dwa lata dziewczynka jest jedyną oraz najlepszą przyjaciółką, która nie opuści jej już nigdy. Myślała, że muszą się wzajemnie wspierać, pomagać sobie, aby jakoś przetrwać w trzynastkowej rzeczywistości. Pamiętała, że raz nawet postawiła się matce, stając w obronie Gwenny. Oczywiście później spotkała ją za to kara, ale wtedy czuła, że było warto. I to był ostatni raz, kiedy tak łatwo dała wprowadzić się komuś w błąd.
To właśnie dzięki swojej siostrze nauczyła się, że nie warto ufać nikomu, że nawet bliscy czekają na twoje najmniejsze potknięcie, aby zaraz potem wykorzystać je i przełożyć na własną korzyść. Można więc powiedzieć, że sama wykopała sobie ten dół i wszystkie te nieprzyjemności, jakie spotykały ją ze strony Avery były zasłużone. Nawet to, że tamtej nocy wpadła podczas próby ucieczki, że zamknięto ją w więzieniu i prawie skazano na śmierć. Arrington w jej kwestii nie miała już żadnych skrupułów czy wyrzutów sumienia. W jej mniemaniu siostrzana więź była kompletnie bezwartościowa. Postanowiła, że nigdy nie wybaczy jej dawnych win, nie zapomni tych paru policzków, które paliły ją przez parę najbliższych lat. Jednak za tą całą nienawiścią kryło się coś jeszcze. Coś, co ukrywała głęboko w swoim sercu i co rozdzierało ją od środka za każdym razem, kiedy patrzyła na Gwen. Głupia, ludzka zazdrość.
- Urocze – rzuciła obojętnie, słysząc uwagę na temat ubrudzenia sukienki krwią ofiary. Idealny przykład ukazania szacunku do drugiej osoby, naprawdę. Ale przecież tamta uwielbiała robić z siebie męczennicę i podkreślać to na każdym kroku – odrzucona przez rodzinę, samotna, wystawiona na śmierć, a teraz uwiązana jak na smyczy, której początek trzymała Coin. Biedna, wiecznie nieszczęśliwa kobieta. Jednak jak wiadomo, nic nie dzieje się bez powodu, wszystko ma gdzieś swoją przyczynę i Avery uparcie trzymała się tej wersji. Wierzyła, że za każdy błąd trzeba zapłacić.
Kolejne słowa siostry rozśmieszyły ją. Pokręciła głową, nie mogąc pohamować autentycznego uśmiechu, który wdarł się na jej wargi. Ostatnio miała tak mało rozrywki, a tu proszę. – Niestety nie zgadłaś. Ale skoro tak bardzo cię to interesuje to tak, dostałam personalne zaproszenie, ale po prostu z niego nie skorzystałam. Nie przepadam za podobnymi imprezami, znam lepsze sposoby na spędzenie wolnego czasu – powiedziała, nie wdając się zbytnio w szczegóły. Przecież nie będzie nikomu tłumaczyła się ze swoich decyzji. – Zresztą, z tego co słyszałam, ty chyba też nie miałaś partnera, prawda? – zapytała wesoło, prawie współczująco. Albo jej się wydawało albo Gwen znów próbowała być dla niej niemiła. Właściwie to nawet lepiej. Przynajmniej nie musiały się ograniczać. Po co im te głupie maski, sztuczne słowa i krzywe uśmiechy, kiedy obie wiedziały, jak wiele je dzieli. I choć śledczej bardzo podobało się to przedstawienie, chętnie pociągnęłaby je, ale w innych warunkach. Niestety cały czas musiała pamiętać, jaki jest główny cel tego spotkania.
Po ostatnim pytaniu przymknęła na chwilę powieki, próbując odizolować się od tej wybuchowej mieszanki uczuć, która przejęła nad nią kontrolę. Przecież była profesjonalistką, nie pozwoli byle komu bezkarnie z nią pogrywać.
- Powiedz mi, ile lat minęło odkąd ostatni raz spędziłaś noc w więzieniu? – zaczęła, przechylając lekko głowę na bok. – Pamiętasz jeszcze? Po raz drugi nie odpowiedziałaś na moje pytanie, jeszcze raz i oskarżę cię o utrudnianie śledztwa – ostrzegła ją uczciwie. Takie procedury, bo gdyby to od niej zależało, tak zmanipulowałaby rzeczniczkę, aby znalazł się realny powód do ukarania jej. – Savannah Vernon – kiedy i z kim przyszła? Jakieś podejrzenia, domysły? Może zauważyłaś, w którym momencie zniknęła z głównej sali?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2645-gwen-arrington
http://panem.forumpl.net/t3561-gwendolyn-arrington#55954
Wiek : 28 lat
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, pendrive, laptop, telefon komórkowy, nóż ceramiczny

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Nie Lis 23, 2014 8:32 pm

Pierwsze szczęśliwe wspomnienie z dzieciństwa? Gwen ciężko było przypomnieć sobie cokolwiek, co przyprawiałoby ją o uczucie ciepła. A już szczególnie jeśli chodziło o te wspomnienia związane z rodziną. Żadne z nich nie mogło nawet figurować do bycia szczęśliwym. Chyba że ktoś uważa za takowe bycie wytykanym, wyśmiewanym i obserwowanym na każdym kroku, jakby popełniło się najcięższą zbrodnię wszechczasów. W jej przypadku były to narodziny, ale mniejsza z tym.
Szczęśliwe wspomnienia zaczynają się więc od chwili, w której dziwnym zbiegiem okoliczności poznała Henry’ego. Szczerze mówiąc nie miała pojęcia, dlaczego postanowił nie dopasowywać się do reszty mieszkańców pod względem traktowania panny Arrington. W rzeczywistości Gwen chyba wolałaby nie znać tych przyczyn, dlatego tez nigdy go o to nie pytała. Liczył się fakt, że raczej nie musiała się martwić iż uraczy ją słowami, mającymi zmieszać jej poczucie wartości z błotem.
Kolejnym wspomnieniem jest oczywiście pierwsze wyjście na powierzchnię. Z nutką dramatyzmu, strachu i świadomością łamania prawa było naprawdę cudownie. Nawet jeśli tylko przez chwilę i nawet jeśli później jej życie znów wróciło do tej szarej i jeszcze bardziej przykrej rzeczywistości, było warto. Uczucie wiatru na twarzy, rozwiewającego jej włosy, omiatającego sylwetkę. Kompletna ciemność – przed nią, za nią, obok niej. Otaczała ją i w tamtym momencie tak bardzo pragnęła stać się jej częścią. Niewidzialna dla tych, którzy zaraz potem brutalnie ściągnęli ją na ziemię, szybko i bez wahania, byle by tylko zataić ten fakt przed jak największą ilością osób. Uratowali ją przecież, a ona i tak nie była im za to wdzięczna. Wolałaby tam zostać, odejść w ten ciemny las, zgubić się w nim i zapomnieć, że coś takiego jak Trzynastka w ogóle istniało. Poszukać miejsca, w którym czułaby się jak w domu.
Przychodząc na przesłuchanie chciała skończyć jej jak najszybciej, aby dalej praktykować niepisaną tradycję przebywania jak najmniej w towarzystwie własnej siostry. Najwyraźniej jednak miała w sobie coś z wielkiej buntowniczki, ponieważ dość szybko zmieniła taktykę i zaczęła grać na czas, chcąc… właściwie co chcąc? Wyprowadzić siostrę z równowagi? Podroczyć się? A może pogrążyć? Sama chyba do końca nie wiedziała, działając może trochę impulsywnie.
Na krótkie, wypowiedziane przez Avery słowo, uśmiechnęła się zgodnie z jego znaczeniem, obserwując obojętną siostrę. To właśnie je różniło. Jeszcze nigdy nie widziała jej okazującej jakiekolwiek emocje. Nie potrafiła nawet wyobrazić jej sobie śmiejącej się, tak szczerze i z prawdziwą wesołością. Dla Gwen siostra zawsze była, jest i będzie pozbawioną uczuć, zimną, chłodną, stanowczą i zasadniczą osobą, która nie przejmowała się nawet pokrewieństwem.
- Personalne zaproszenie, to naprawdę świetnie. Przynajmniej masz teraz pewność, że ktoś jeszcze o tobie pamięta – uśmiechnęła się, nie wkładając ani grama uszczypliwości w całą wypowiedź. Przecież nie była złym człowiekiem, wręcz przeciwnie. Jej serce było tak wielkie jak ego Almy Coin, szkoda tylko, że Avery była jedną z niewielu osób, dla których brakowało w nim miejsca. Zbyła pytanie siostry nie zamierzając dzielić się szczegółami ze spotkania z Henrym, rozbitym szkłem i konsternacją, która owładnęła ją w tamtej chwili.
Gwen miała pewność, iż kobieta dobrze wie o jej przekonaniach politycznych i choć w wielu sprawach nie musiała udawać tego, jaka jest (nawet nie przez fakt, że spotykały się naprawdę rzadko) sprawa pani prezydent była jedną z tych, których kobieta nie okazywała tak szumnie. Póki otwarcie nie przyznała, jak bardzo nie trawi tej kobiety, wszystko było względnie spokojne, a ona nie zamierzała tego zmieniać.
Obserwowała spokojnie siostrę, gdy ta przymyka powieki i miała wrażenie, że wreszcie zaczyna tracić cierpliwość. Skoro nie mogła jej pomęczyć w dzieciństwie, trzeba było jakoś nadrobić te stracone lata. Bo przecież obie tak bardzo tęskniły za byciem w roli siostry…
- Od kiedy to rozmowa z własną, ukochaną siostrą jest utrudnianiem śledztwa? Skoro jedyną okazją, aby się spotkać, jest przesłuchanie, chyba powinnyśmy to wykorzystać, czyż nie, Avery? – powiedziała niewinnym głosem, jakby zupełnie nie rozumiała powodu jej słów. Westchnęła ciężko i bezsilnie – Chciałam nie odpowiadać na wcześniejsze pytanie, ale chyba jednak muszę – zaczęła; chyba straciła już zapał do stawiania oporu – Nie widziałam jej aż do chwili, w której światła ponownie się zapaliły, a jej martwe ciało tkwiło prosto nad moją głową. Aż do tego wydarzenia nie przebywałam w głównej sali, a osoba, która była tam ze mną na pewno nie przypominała tej kobiety. Jak widzisz, jednak miałam towarzystwo – rzuciła, mając wielką ochotę po prostu wyjść. Nawet jeśli to ją mieliby oskarżyć o zabójstwo dziennikarki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2744-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2747-avery
http://panem.forumpl.net/t2746-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2787-avery#42622
http://panem.forumpl.net/t3424-avery-arrington
Wiek : 30 lat
Zawód : naczelnik więzienia oraz przewodnicząca sztabu wyborczego Francisa Hargrove'a
Przy sobie : paczka papierosów, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, zapalniczka, telefon komórkowy
Znaki szczególne : krótkie włosy, piegi, wyprostowana sylwetka, idealna fryzura, chłód
Obrażenia : lekkie osłabienie

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Wto Gru 02, 2014 9:49 pm

Kiedy wróciła z nieudanej misji w Dwójce i miała aż nazbyt czasu dla siebie, roztrząsała wiele kwestii. Nie, ona je wręcz rozgrzebywała, niemalże chwytając każdy najmniejszy obraz z przeszłości, wkładając go pod lupę i dokładnie analizując. Jakim była człowiekiem? Głupią marionetką w rękach najbliższych, zabawką, lalką dwójki pseudo dorosłych pragnących sławy? A może po prostu dobrym dzieckiem, kochającą córka, która swoim bezwzględnym posłuszeństwem chciała tylko okazać, jak bardzo szanuje swoich rodziców, jak bardzo chciałaby stać się kiedyś kimś takim? Naiwna. Ślepa i naiwna z wypranym i załadowanym schematami mózgiem, bez własnego zdania oraz woli. Z wierzchu idealna, pięknie przystrojona, ale gdy mentorzy gdzieś zniknęli, zgasła. Cała ta pewność siebie, odwaga, inteligencja w jednej chwili wyparowały, pozostawiają jedynie bezmyślną skorupę wypełnioną pustką.
To była kolejna rzecz, której nienawidziła u Gwen. Ona zawsze była inna. Potrafiła myśleć samodzielnie, nie potrzebowała całej tej otoczki, ciągłego udowadniania wszystkim, że jest najlepsza. Nawet teraz, gdy na nią patrzyła, Avery czuła się odrobinę wybrakowana, może nawet trochę opóźniona, niepewna. Czy aby na pewno była już samodzielna? Czy nie potrzebowała rozkazów, potrafiła podejmować decyzje, być za nie odpowiedzialną? A może wpadła w kolejne sidła, tym razem Coin? Nie, Alma w pewien sposób ją wyzwoliła. To ona pomogła zrozumieć jej przeszłość, nawrócić na właściwą stronę, a potem zatrzymała u swojego boku oraz obdarzyła ogromnym zaufaniem pozwalając, aby miała oko na własnych współpracowników. Dała pełną swobodę wyboru, oczekując jedynie lojalności. Czy nie tak właśnie powinno to wyglądać?
W przeciwieństwie do siostry, którą uwiązała obok własnej nogi. A jednak tamta i tak zdawała się zachowywać tę namiastkę indywidualizmu. Nawet teraz, stając oko w oko z osobą, która pierwsza zepchnęłaby ją na dno, Avery cały czas czuła coś dziwnego. Postawiła sobie za cel stłamszenie tego, aby to ona mogła wyjść z sali z uśmiechem na ustach.
Tym razem już się nie zaśmiała, ale zmierzyła siostrę wzrokiem, zachowując jednak lekki uśmiech na ustach. – Oh, nie przejmuj się tak mną – rzuciła zbyt wesoło. Wyciągnęła rękę i, w geście uspokojenia, delikatnie poklepała dłoń siostry. – Nie muszą o mnie pamiętać. Ważne, że ty będziesz to robić już do końca swoich dni, prawda? – zapytała bardziej retorycznie, mając na myśli to wszystko, czego do tej pory dokonała, aby jak najbardziej utrudnić życie kobiecie. Miała się czym pochwalić, poczynając od młodych lat, kiedy robiła wszystko, aby udowodnić, jak bardzo tamta jest beznadziejna, po szkolenia, rodziców i aż do tamtego wieczoru, kiedy aż nazbyt wiele spraw poszło po jej myśli.
Odniosła wrażenie, że chyba wystarczy już tych dyskusji. Wysłuchała Gwen do końca, ignorując przymilny ton. Dopiero potem się odezwała. – Co za problem? Zawsze możesz do mnie wpaść, porozmawiamy sobie jak rodzina. Właśnie wyciągam do ciebie pomocną dłoń, przyjmij ją – stwierdziła prawie szczerze. – Sala przesłuchań to nienajlepsze miejsce do załatwiania takich spraw. No chyba że nie masz nic przeciwko, aby od czasu do czasu poprzeszkadzała ci trochę podczas konferencji prasowych. – Znów krzywy uśmiech. Nie, młodsza nie miała się o co martwić. Avery za bardzo się ceniła, żeby prać przed kamerami rodzinne brudy. Większość osób i tak wiedziała, że za sobą nie przepadają, a reszcie Panem nic do tego. Już sam fakt, że nazwisko Arrington figurowało na wyżynach politycznych podwójnie był wystarczająco okropny.
Odrobinę ulżyło jej, że siostra w końcu zaczęła mówić. Słuchała jej uważnie, co pewien czas sprawdzając coś w aktach. Nie kiwała głową, nie przerywała. Starała się chociaż przez chwilę traktować ją jak zwykłego świadka. – Dobrze. Jak wyglądały twoje relacje z Savannah? Znałyście się tylko z pracy czy też osobiście? – zapytała jeszcze. Nie było sensu zadawać pytań o osoby wymienione w artykule czy nawet Charlsa Lowella. Choć bardzo tego żałowała, Gwen była poza podejrzeniami. Zwyczajnie nie pasowała do profilu i na przyjęciu znalazła się bardzo przypadkowo. – Nie negowałam, że nie miałaś towarzystwa, ale partnera. I ty jesteś rzecznikiem samej Almy Coin? – zakpiła tym razem otwarcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2645-gwen-arrington
http://panem.forumpl.net/t3561-gwendolyn-arrington#55954
Wiek : 28 lat
Przy sobie : medalik z małą ampułką cyjanku w środku, pendrive, laptop, telefon komórkowy, nóż ceramiczny

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Pią Gru 12, 2014 9:47 pm

W czasach, w których przyszło żyć Gwen, naprawdę ciężko było być sobą. Prawdziwą, szczerą, bez masek przybieranych przy każdej możliwej okazji. Nawet wtedy, w czasie przesłuchania, nie była tą Gwen, z którą naprawdę czuła się dobrze. Była taką, która nienawidziła swojej siostry i nie starała się specjalnie tego uczucia ukrywać. Bo i po co? Obie dobrze wiedziały, że och relacja nigdy nie będzie wyglądać tak, jak w normalnej rodzinie.
Może dlatego, że nigdy nie były normalną rodziną? Płynąca w ich żyłach krew już dawno przestała mieć jakieś znaczenie. Szczerze mówiąc, przestała mieć znaczenie z chwilą, w której Gwen zrozumiała, że nie pasuje do tej rodziny, że wprosiła się bez zaproszenia i siała zamęt dookoła, swoim indywidualizmem, wielkim uśmiechem i sercem, które naprawdę chciało kochać.
Bo tak właśnie było, kiedyś, nie rozumiejąc jeszcze, że nie ma dla niej miejsca pośród trzech osób, które przecież powinny być całym jej światem, chciała ich kochać. Była tylko dzieckiem, nie widziała, że już wtedy ojciec i matka odnosili się do niej z przesadnym chłodem. Że siostra wcale nie cieszy się z jej obecności. Chciała być czegoś częścią, częścią instytucji nazywanej rodziną, funkcjonującą na zupełnie innych zasadach, niż widziała to teraz. Patrząc w przeszłość nie winiła siebie za ten okres, w którym wyciągała małe dziecięce rączki, chcąc objąć szyję ojca i spotykając się z odrzuceniem, sztywnym głosem wyjętym prosto z wojska i karcącym spojrzeniem. Nauczyło ją to, aby nie ufać nikomu. Nawet temu, kto nazywa się krewnym czy bliskim przyjacielem.
Avery też nie ufała. Daleko im było od wieczornych spotkań, zwierzeń przy kubku kawy i dobrych rad w sprawach sercowych i nie tylko. Starsza siostra mogła być śledczym, ale Arrington nie miała wątpliwości, że i tak nie wie o niej wszystkiego. Była jedną z tych osób, którym Gwen pokazywała spersonalizowaną twarz, przeznaczoną tylko i wyłącznie dla niej.
Tak jak w czasie przesłuchania. Wprawdzie nie była gotowa na spotkanie ze swoją krewną ani na przeciągającą się rozmowę, którą szczerze mówiąc sama sprowokowała, ale nie w żadnym stopniu nie przeszkodziło jej to w przywołaniu na twarz delikatnego, momentami lekko pobłażliwego uśmiechu i rzucaniu sarkastycznych i ironicznych uwag w stronę jedynej rodziny, jaka jej pozostała. Może z tego względu powinna traktować rodzoną siostrę lepiej, porzucić urazy z przeszłości i wyciągnąć rękę, ku uciesze własnego serca i sumienia. Niestety, w tym wypadku kobieta była wyjątkowo nieugięta i uparta i w żadnym wypadku nie zamierzała zapomnieć o całym napięciu, które wytworzyło się między nimi już w dzieciństwie.
- Na zawsze w moim sercu - mruknęła z wyraźną ironią w reakcji na następne słowa śledczej. Szczerze powiedziawszy, aż do pojawienia się Avery w pokoju Gwen nie myślała o niej tak dużo. Szczerze powiedziawszy, nie myślała o niej w ogóle, była zbyt zajęta własnym życiem, aby przejmować się swoją rodziną. Zwłaszcza że stanowiła ją zaledwie jedna osoba, która w żadnym stopniu nie zaprzątała głowy rzeczniczki w należytym dla tej pozycji stopniu.
- Pomocną dłoń? - kobieta roześmiała się krótko, mrużąc lekko oczy i przyglądając się przesłuchującej - Pomocną dłoń w czym? Bo nie wydaje mi się, aby jakiekolwiek wsparcie było mi potrzebne - powiedziała zgodnie z prawdą, choć chyba nie chciała usłyszeć odpowiedzi. Nie interesowało ją, w czym według Avery może sobie nie radzić, bo lista na pewno przekroczyłaby jej podejrzenia.
- Szczerze? Nie znałam jej prawie w ogóle. Może kiedyś spotkałyśmy się gdzieś, na jakimś bankiecie czy konferencji prasowej, może zamieniłyśmy ze sobą kilka słów, ale tak naprawdę nie wiem o niej nic. Naprawdę chciałabym wam pomóc, wydawała się miłą osobą, ale obawiam się, że moja wiedza na temat jej osoby nie zaspokoi twoich oczekiwań - powiedziała, zabierając swoje rzeczy i wstając z krzesła, patrząc na siostrę z nadzieją, że nie będzie chciała zadać jej kolejnych nużących pytań. Ona sama nie zamierzała wdawać się w dalszą dyskusję, w reakcji na kolejne słowa uśmiechając się lekko - Mam nadzieję, że to wszystko. Jeśli miałabyś jakiekolwiek pytania czy problemy, kontaktuj się ze mną prywatnie - rzuciła jeszcze, zasuwając krzesło i czekając, czy Avery ma coś jeszcze do dodania. Oby nie, ponieważ naprawdę miała dosyć atmosfery, która panowała w sali przesłuchań. A od przyjętej maski zaczynała już boleć ją twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2744-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2747-avery
http://panem.forumpl.net/t2746-avery-arrington
http://panem.forumpl.net/t2787-avery#42622
http://panem.forumpl.net/t3424-avery-arrington
Wiek : 30 lat
Zawód : naczelnik więzienia oraz przewodnicząca sztabu wyborczego Francisa Hargrove'a
Przy sobie : paczka papierosów, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, zapalniczka, telefon komórkowy
Znaki szczególne : krótkie włosy, piegi, wyprostowana sylwetka, idealna fryzura, chłód
Obrażenia : lekkie osłabienie

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   Czw Gru 18, 2014 10:56 pm

Słowa Gwen, choć w jej mniemaniu zapewne miały ugodzić siostrę w samo serce (a może nie? Może w końcu się nauczyła?), przyniosły wręcz odwrotny efekt. Avery prawie się roześmiała. Prawie, bo ona rzadko kiedy ujawniała przy innych swoje prawdziwe emocje. I właśnie w tamtej chwili, patrząc prosto w oczy kobiety, która była zarazem najbliższą osobą, jak i tą, którą pogrążyłaby najszybciej, zaczęła się nad tym zastanawiać. Nie odpowiedziała już nic konkretnego, jedynie cicho westchnęła, choć sama nie miała pewności czy chodziło wyłącznie o głupią ulgę, która powinna na nią spłynąć w momencie, gdy po raz kolejny utwierdziła się w przekonaniu, że niszczy życie własnej siostrze. W pewnym sensie tak było, poczuła się lepiej, lecz to uczucie jednocześnie pociągnęło za sobą głupią myśl, że nawet przed własną siostrą gra kogoś, kim nie jest. I choć zaraz wybiła ją sobie z głowy (samo patrzenie na Gwen sprawiało, że znów wpadała w swoją rolę), przypominając, dlaczego tak właśnie się stało, zdała sobie sprawę, że czasem brakowało jej kogoś, przy kim naprawdę mogłaby być sobą. Oczywiście gdzieś tam obok nadal pozostawała świadomość, że tak naprawdę nie powinna ufać nikomu. O wiele bezpieczniej było trzymać wszystkich na dystans, z dala od siebie i swoich prywatnych spraw. I nie ważne, jak silne więzy łączą cię z drugą osobą. Koniec końców każdy najbardziej troszczy się o własny tyłek.
Na początku to wszystko wydawało się o wiele łatwiejsze. Nie miała problemu z odcięciem się od dawnych znajomych, a potem rodziców. Wyjątkowo sprzyjał jej też okres czasu, gdy żaden z przełożonych nie wymagał od niej niczego jako od żołnierza. Sprawy zaczęły się komplikować, gdy wyjechała do stolicy, a jej praca polegała na ciągłym kontaktowaniu się z ludźmi. Bo o ile w Trzynastce potrafiła zawsze odnaleźć jakiś kąt dla siebie, tak Kapitol był jej zupełnie obcy. Do tego doszedł jeszcze fakt, że zawsze miała coś do zrobienia, więc nawet nie próbowała szukać dla siebie schronienie. Tylko wieczorami, gdy wracała do swojego przyjemnie wyciszonego mieszkania i zakopywała się w kołdrze, znów nabierała pewności siebie.
Dzisiaj chyba przychodziło jej to o wiele łatwiej. Być może już się przyzwyczaiła, psychika uodporniła na pewne zachowania i nie musiała tak bardzo obawiać się, że ktoś odkopie dawną Avery. Tą, która zwątpiła w siebie, mając broń przy pasku, która straciła głowę w chwili stresu i która była winna śmierci czwórki ludzi.
Jej kąciki ust lekko drgnęły
– W krótce się dowiesz – odpowiedziała na pytanie siostry. Nie chciała jej grozić, ale nie zamierzała też pozwolić, aby kobieta dalej pozostawała tak blisko Rządu. Znała jej przekonania i wiedziała, że nie są bezpieczne dla Almy i osób ją popierających. Szkoda tylko, że wypowiadając tamte słowa nie zdawała sobie sprawy, że jej plany w pewnym sensie się spełnią. I nawet nie będzie musiała specjalnie angażować się w całą sprawę.
Wysłuchała wypowiedzi Gwen na temat relacji z Savannah, pokiwała głową i zapisała ją w aktach. Kątem oka widziała, że tamta zaczyna zbierać swoje rzeczy oraz szykować się do wyjścia, najwyraźniej twierdząc, że spotkanie zostało zakończone. Przez chwilę siedziała jeszcze na krześle, czytając po raz kolejny zapisane słowa i analizując sensowność przeprowadzonego  przesłuchania. Tak jak się spodziewała, nie wniosło nic do śledztwa. – Oczywiście, jesteś już wolna – powiedziała, w końcu wstając i również pakując akta do teczki. Nie zamierzała już angażować w tę sprawę siostry. Nie była pomocna w ogóle, a Avery nie zamierzała kontaktować się z nią bez żadnego większego powodu. – W takim razie do zobaczenia. – Zaczekała aż tamta wyjdzie pierwsza z sali przesłuchań i dopiero potem sama minęła próg pomieszczenia. Odetchnęła z ulgą. Co prawda nici z jej planów „przekonania” siostry do zmiany profesji, ale po co się tak męczyć, skoro mogła porozmawiać o tym z samą Almą Coin?

zt x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Avery i Gwen Arrington   

Powrót do góry Go down
 

Avery i Gwen Arrington

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Biuro i mieszkanie Gwen
» Ten lepszy Avery
» Samael Marcolf Avery
» Allison Avery
» Perseus Avery

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje :: Rozgrywki-