IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Mr & Mrs Argent

 

 Mr & Mrs Argent

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the leader
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Mr & Mrs Argent   Pon Wrz 29, 2014 12:02 am




15 czerwca 2283
Szpital im. Sacromanthy Beaudelaire




"- Nazwisko? - zapytała pielęgniarka, wpatrując się wyczekująco w Blaise'a.
- Argent - odpowiedział machinalnie, lekko zdziwiony. Na co jej jego personalia?
- Dobrze. Pani Argent, zabierzemy panią teraz do sali, proszę się nie martwić, to tylko rutynowe badanie - odpowiedziała kobieta, notując coś skrzętnie w karcie pacjenta.
Słysząc śmiech Cypriane, generał oficer zdał sobie sprawę ze swojej gafy(...)"
 


C.D.N
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Nie Paź 05, 2014 10:45 pm

BUM

Z każdym krokiem denerwuję się coraz bardziej.
Staram się przywołać na twarz kamienny wyraz, jednak wiem, że nie wychodzi mi to zbyt dobrze – nie potrafię powstrzymać się od nerwowego przygryzania dolnej wargi, a mój wzrok bezwiednie błądzi po mijanych tablicach informacyjnych, szukając na nich strzałki wskazującej wyjście. Próbuję wmawiać sobie, że to tylko chwilowy lęk przed badaniem kontrolnym, lecz w rzeczywistości wcale nie chodzi o to. Szpital kojarzy mi się z długimi miesiącami spędzonymi w Dystrykcie Trzynastym, ze sterylnymi, oślepiająco białymi korytarzami, w których zawsze czułam się tak, jakby ściany lada moment miały zacząć zbliżać się do siebie, nie dając mi szans na ucieczkę. I choć teraz po swojej lewej stronie mam rząd okien, przez które wpada czerwcowe słońce, z łatwością mogę przywołać w sobie uczucie dezorientacji, gdy będąc w Trzynastce, wciąż bezskutecznie starałam się znaleźć nawet najmniejsze, trudno dostępne okienko.
Może więc jestem w pewnym stopniu usprawiedliwiona.
Chcąc zająć myśli czymś innym, zerkam kątem oka na idącego obok Blaise'a i po raz kolejny zastanawiam się, dlaczego mężczyzna poświęca dla mnie tyle czasu – a podejrzewam, że nie cierpi na jego nadmiar. Z jednej strony trochę mi głupio, a z drugiej jestem wdzięczna Argentowi. Gdybym przyszła tutaj sama, zapewne zgubiłabym się co najmniej kilka razy, zanim znalazłabym drogę do sali przyjęć.
Ściskam nerwowo pasek torebki, gdy podchodzimy do pielęgniarki – niskiej kobiety o ciemnych, krótkich włosach. Prawie nie jąkam się, kiedy wyduszam z siebie coś na kształt dzień dobry i wyjaśniam cel wizyty, za pierwszym razem przekręcając oczywiście nazwisko lekarza, który przyjął mnie dwa tygodnie temu. Podczas gdy kobieta szuka karty pacjenta, bawię się skrawkiem apaszki, usiłując opanować nerwy. Wmawiam sobie, że badanie nie potrwa długo, najwyżej kilkanaście minut, a potem będę mogła wrócić do domu i o wszystkim zapomnieć.
Z zamyślenia wyrywa mnie nagle głos pielęgniarki. Uzupełniając kartę, pyta o nazwisko, jednak gdy już mam odpowiedzieć, wyręcza mnie Blaise. Choć może nie do końca wyręcza.
Słysząc słowa kobiety, przez moment marszczę brwi, po czym wbrew sobie zaczynam się śmiać. Nie mam pojęcia, co bawi mnie bardziej – zdziwiona mina Blaise'a czy sama pomyłka mężczyzny - jednak winę standardowo zrzucam na nerwy.
- Hm, nie jesteśmy małżeństwem – odzywam się szybko, przeklinając w myślach rumieniec, który wypełza przy tych słowach na moje policzki. Machinalnie unoszę rękę, zgarniając część włosów na twarz. - Mam na nazwisko Sean. Blaise... to znaczy pan Argent... tylko mi towarzyszy.
Posyłam kobiecie niezdarny uśmiech, a potem tym samym obdarzam Blaise'a, czekając, aż pielęgniarka wykreśli jego nazwisko. Uświadamiam sobie jednocześnie, że mój śmiech mógł urazić Argenta – i mam jeszcze większą ochotę zapaść się pod ziemię.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Nie Paź 19, 2014 11:29 pm

Pomyłka pielęgniarki trochę go skonfundowała, zamrugał dwa razy, wyglądając tak mało elokwentnie, jak tylko się dało, ale na szczęście śmiech Cypriane szybko ściągnął go z powrotem na ziemię. Spojrzał na nią i jedynym, co przyszło mu do głowy,było odwdzięczenie się równie niezdarnym uśmiechem.
Odkąd tylko pojawili się w szpitalu, Blaise widział doskonale, że panna Sean chyba nie czuje się do końca komfortowo. Czy była to wina miejsca, w którym się znajdowali? A może to on sam wpędzał ją w ten stan? Czegokolwiek by już razem nie przeżyli, momenty niezręczności wciąż się zdarzały, a wybitnie niedoświadczony w sprawach damsko-męskich Argent próbował je tuszować luźną postawą, najprawdopodobniej robiąc z siebie idiotę przed Cypriane.
Gdyby jednak ktoś zapytał go, dlaczego w takim razie wciąż się dla niej fatyguje i poświęca, mężczyzna miał gotową odpowiedź. Przypadki sprawiały, że natykali się na siebie z dziewczyną, jednak to poczucie obowiązku kazało mu interesować się pozostałymi momentami jej życia.
Ostatnimi czasy sprawy w pracy wymykały mu się spod kontroli. Decyzja w sprawie Igrzysk, fałszywi doradcy pani prezydent, nieuzasadnione pretensje niektórych dziennikarzy... Nie mógł pozwolić, by kolejny drobiazg, a tym przecież było wyświadczenie przysługi znajomej, wypadł mu z rąk. Skoro zobowiązał się przyprowadzić Cypriane do szpitala, nie było nawet mowy, by danego dnia o konkretnej godzinie nie stawił się pod jej mieszkaniem (z wymienionym zamkiem, o co zapytał dziś już dwa razy, nieszczęsny).
Nie zamierzał pogrążać się jeszcze bardziej, spojrzał na pielęgniarkę stanowczym wzrokiem,potwierdzając tym samym, że wszystko, co powiedziała właśnie jego towarzyszka, jest prawdą. Co musiała pomyśleć sobie ta kobieta? Tu już na szczęście nie interesowało Blaise'a ani trochę. O wiele bardziej martwił się, że panna Sean po raz kolejny mogłaby uznać go za kogoś, kto uwielbia dyrygować cudzym życiem. No i jak musiała się poczuć słysząc, że ktoś uznał ją za żonę takiego staruszka?
- Rodzeństwem też nie, gdyby ktoś pytał  - mruknął jeszcze, niby do siebie, ale jego ewidentnym celem było rozbawienie dziewczyny i sprawienie, że wyluzuje się ona choć trochę. Dopiero gdy już powiedział wszystko, co zamierzał, zdał sobie sprawę, że najprawdopodobniej znowu się pogrążył.
Cóż, w innych aspektach życia nie robił z siebie idioty, ale widocznie poziom musiał zostać wyrównany.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Sro Paź 22, 2014 6:44 pm

Przestępuję nerwowo z nogi na nogę, czując, jak moje policzki pokrywają się szkarłatem, a jednocześnie błagam w myślach o to, by Blaise niczego nie zauważył. Mam wrażenie, że jeśli zdobędę się na odwagę i odezwę, język zacznie mi się plątać i minie sporo czasu, nim zdołam powiedzieć coś wyraźnie. O ile nie będą to słowa, które jeszcze bardziej mnie pogrążą. Nie mam pojęcia, dlaczego pomyłka pielęgniarki sprawiła, że wybuchnęłam śmiechem na cały korytarz, co teraz wydaje się być niemożliwie głupie – przecież kobieta miała prawo się pomylić, biorąc nas za pana i panią Argent. Takie błędy z pewnością zdarzają się nierzadko, jednak jak widać tylko ja nie mogę powstrzymać przy nich śmiechu. Przygryzam lekko dolną wargę, zła na siebie, że musiałam dać popis swojej głupoty, zresztą nie po raz pierwszy przy Argencie i pewnie nie ostatni. Zmieszana, wciąż nie ośmielam się nawet spojrzeć na Blaise'a - mogłam go przecież urazić, a w ostatniej minucie najadłam się już wystarczająco wstydu. Jak musiał się poczuć, słysząc, że ktoś uznał go za męża takiej małolaty?
Chcąc zająć czymś ręce, odgarniam włosy z twarzy i lekko drżącą dłonią zakładam bezwładny kosmyk za ucho. Jednak gdy słyszę Blaise'a, uświadamiam sobie, że popełniłam błąd, bo moje policzki znów pokrywają się wyraźnym rumieńcem. Mimowolnie zerkam na mężczyznę i z trudem układam usta w lekki uśmiech, chcąc za wszelką cenę wybrnąć z sytuacji. Nie jestem pewna, jak mam interpretować mruknięcie mężczyzny – śmieje się ze mnie czy może jest zirytowany? Żaden z przychodzących mi do głowy scenariuszy nie brzmi dobrze. Wbijam więc wzrok z powrotem w podłogę, unosząc go jednak szybko, kiedy pielęgniarka oznajmia, że wypełniła już wszystkie pola i że lekarz zaraz mnie przyjmie. Wzdycham głęboko. Kamień spada mi z serca.
Rzucam Blaise'owi ostatnie spojrzenie, po czym ruszam za kobietą, zostawiając Argenta na korytarzu. W gabinecie czeka już na mnie znajomy, łysiejący staruszek, który posyła mi przyjazny uśmiech, kiedy wchodzę do środka. Odwzajemniam go, rozluźniając się nieco. Jednak gdy lekarz pyta o ból nadgarstka i zrastających się żeber, nie mogę się skupić i jego pytania – nawet powtarzane cierpliwie i z tą samą uprzejmością – docierają do mnie z trudem. Następnie zostaję skierowana na prześwietlenie, po którym mężczyzna mówi mi, że muszę trochę poczekać na wyniki. Kiwam tylko głową, nie zadając żadnych pytań.
Po chwili wahania wychodzę na korytarz, rozpaczliwie starając się udawać, że nic się wcześniej nie wydarzyło.
- Musimy poczekać na wyniki – oznajmiam, podchodząc do Blaise'a i siląc się na pogodny wyraz twarzy. - To znaczy... ja muszę poczekać. Nie ma potrzeby, żebyś ze mną został, nie chcę sprawiać problemu.
W rzeczywistości nie jest to wcale cała prawda. Bawiąc się nerwowo skrajem apaszki i usiłując nie patrzeć na Blaise'a, po prostu obawiam się, że w pewnym momencie znów zrobię coś głupiego, a później będę tego żałowała.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Sob Paź 25, 2014 10:02 pm

Być może takie pomyłki faktycznie zdarzały się dość często, pielęgniarka nie wyglądała wcale na skonfundowaną, a jeśli już, to zapewne tłumaczenia poszkodowanych wprowadziły ją w taki a nie inny stan. Gdyby Blaise i Cypriane umieli czytać sobie w myślach, już dawno zaśmiewaliby się z samych siebie, a cała sytuacja rozeszłaby się po kościach. Nie posiadali jednak tak nadzwyczajnych umiejętności i jedyne, co w tej chwili im pozostało, to maltretowanie się w myślach i karcenie za takie, a nie inne reakcje na pomyłkę pracownicy szpitala. Argent nie zarumienił się może (co to by było, gdyby jednak spąsowiał!), ale wcale nie oznaczało to, że czuł się w obecności panny Sean całkowicie swobodnie. Nie miało to wiele wspólnego z jej wiekiem czy płcią, do tego zdążył się o dziwo przyzwyczaić. Nie miał jednak pewności co do tego, po której stronie barykady stoi teraz dziewczyna. Została powołana na mentorkę, o czym nie zdążyli jeszcze nawet zamienić słowa, ale jak skomentowała te wybór pani prezydent? Nie podejrzewał, by była z niego szalenie zadowolona, jednak gdyby dowiedział się, że robi cokolwiek, by przeciwstawić się zarządzeniu Almy Coin… musiałby to zgłosić. A przyznając samemu przed sobą nie wiedział, czy w chwili obecnej byłby w stanie to zrobić.
Gdy więc powędrowała na badania, Blaise zdecydował się nie marnować czasu na bezowocne czekanie pod salą, zaproponował kawę i gdy dowiedział się, jaką życzy sobie Cypriane, ruszył prosto do bufetu, który na szczęście znajdował się na tym samym piętrze. Na zamówienie nie musiał długo czekać, pacjentów i gości było dziś jak na lekarstwo, więc szybko odebrał caramel macchiato i cappuccino, po czym wyruszył w drogę powrotną pod salę, dzierżąc w dłoni dwa duże kubki z plastikowymi pokrywkami. Drzwi na korytarz przytrzymał mu jakiś mężczyzna, obdarzony chwilę później uprzejmym spojrzeniem w podziękowaniu za pomoc. Argenotwi przez chwilę wydawało się, że nieznajomy zerka na niego nieufnie, nie miał jednak czasu rozmyślać nad antypatiami innych ludzi.
Dziewczyna już czekała na miejscu, podał jej więc właściwy kubek i cierpliwie wysłuchał tego, co miała do powiedzenia. Nie musiał się nawet zastanawiać, wiedział doskonale, że razem z nią poczeka na wyniki.
- Żaden problem – oznajmił, próbując przywołać na twarz jedną z bardziej przekonujących min.
Przystawił kubek do ust i już miał upić pierwszy łyk kawy, gdy wyczuł ruch za swoimi plecami. Odwrócił się w idealnym momencie, by uniknąć pacnięcia w ramię przez mężczyznę, którego spotkał już wcześniej, a który widocznie miał jakiś problem i postanowił załatwić go właśnie teraz.
- Jak mogłeś posłać nasze dzieci na arenę?! Mojego sąsiada, syna rebeliantów, którzy przelali za was krew! – wykrzyknął nieznajomy, zwracając na siebie uwagę wszystkich obecnych na korytarzu. – Mało Wam cierpienia po latach Igrzysk?! Czy władza aż tak zaślepiła Coin?!
Mina Blaise’a zmieniła się w ułamku sekundy, z uprzejmej i lekko uśmiechniętej, w chłodną i nieprzeniknioną. Mężczyzna musiał go rozpoznać, musiał wiedzieć, że ma do czynienia z członkiem rządu, a jego śmiałość zdenerwowała Argenta podwójnie. Nawet pomimo tego, że głosował przeciwko posłaniu dzieciaków z Dzielnicy na arenę, nie mógł pozwolić sobie na takie zachowanie obcego. Nikt nie będzie obrażał go w miejscu publicznym ani krytykował rządowych decyzji. I basta.
- Proszę zejść mi z oczu, zanim podejmę stosowne kroki i pana aresztuję – wycedził przez zęby, ściskając kubek z kawą nieco mocniej.
Nie życzył sobie, by ten cyrk rozgrywał się na oczach lekarzy, pielęgniarek czy pacjentów. A już tym bardziej samej Cypriane.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Nie Paź 26, 2014 4:47 pm

Zaciskam usta w wąską linię, kiedy zdaję sobie sprawę z tego, że moje słowa znów zabrzmiały niczym wyjątkowo niewyraźny słowotok – i bynajmniej nie poprawia mi to humoru, balansującego już na granicy z załamaniem nad talentem do mówienia i robienia głupstw, którego niewątpliwie jestem posiadaczką. Nie mam pojęcia, czemu język wciąż mi się plącze, a myśli nie chcą ułożyć w logiczną całość; w obydwu przypadkach bez wahania zrzucam winę na stres przed otrzymaniem wyników badań, choć w rzeczywistości dobrze wiem, jak rażące kłamstwo usiłuję sobie wmówić. A jednak nie przejmuję się tym ani trochę, kierowana myślą, że im większą nieprawdę wbiję sobie do głowy, tym dłużej będę w nią wierzyć.
Ostrożnie przyjmuję od Blaise'a kubek z kawą, posyłając mu niezręczny uśmiech i zastanawiając się jednocześnie, jak żałośnie wypadłabym w jego oczach, gdybym przez przypadek upuściła kubek, oblewając gorącym napojem i siebie, i mężczyznę. To byłoby dla mnie bardzo typowe.
Wątpię w to, że zostanie tutaj i czekanie na wyniki nie jest dla Argenta kłopotem – biorąc pod uwagę Głodowe Igrzyska, mężczyzna z pewnością ma ważniejsze zajęcia niż wożenie pierwszej lepszej nastolatki do szpitala. Boleśnie uświadamiam sobie, że od czasu misji w Dystrykcie Trzynastym wciąż pojawiam się w jego życiu niczym nieznośny problem, który wciąż nie chce się rozwiązać. I nieważne, ile razy by temu zaprzeczał – nadal jest mi tak samo głupio.
Przekładam kubek do drugiej ręki, spoglądając posępnie na grubą warstwę pianki na wierzchu kawy, jakbym miała znaleźć w niej odpowiedzi na dręczące mnie pytania. Liczę na to, że lekarz nie będzie zwlekał z wynikami i lada moment pojawi się na korytarzu. Nigdzie jednak nie widać łysiejącego staruszka.
Upijam łyk kawy, po czym przenoszę spojrzenie na Argenta – akurat w momencie, gdy jakiś mężczyzna nagle pojawia się za jego plecami. Zaskoczona, marszczę brwi i przezornie robię krok w tył, odkładając kubek na najbliższy stolik i nie spuszczając nieznajomego, który chyba nie ma zbyt przyjaznych intencji, ze wzroku. Gdy docierają do mnie słowa mężczyzny, przez chwilę nie mogę zrozumieć, o czym mówi, po czym nagle wypowiedziane przez niego zdania wyostrzają się w mojej głowie, powodując, że po skórze przebiega mi zimny dreszcz.
Do tej pory nie wiedziałam, jaką decyzję podjął rząd w związku z wysłaniem dzieci z Dzielnicy Rebeliantów na arenę, choć bez wątpienia od samego rana dyskutowano o niej w radiu i w telewizji, a pierwsze gazety zaczęły już drukować artykuły. Byłam pewna, że niezależnie od tego, jak kłamliwy i zepsuty jest rząd, jego członkowie nigdy nie zgodzą się na to, by w Głodowych Igrzyskach wzięły udział dzieci rebeliantów – ludzi, którzy pomogli im obalić prezydenta Snowa i którzy najbardziej zasłużyli na życie bez strachu przed wylosowaniem podczas Dożynek. Patrząc teraz na Blaise'a, nie potrafię uwierzyć, że ten sam mężczyzna dwa tygodnie temu uratował mnie ze spanikowanego tłumu, a wczoraj nie zrobił nic, by uratować kilka innych osób. Czuję, jak wzbiera we mnie złość na widok chłodnego wyrazu malującego się na jego twarzy – czyżby nie miał sumienia?
Krzyżuję ręce na piersiach, spoglądając gniewnie na Argenta.
- Władza zaślepiła chyba nie tylko Coin – odzywam się, wbijając w niego rozgoryczony wzrok. Choć rozsądek mówi mi, że po raz kolejny wkraczam na grząski grunt, nie potrafię ugryźć się w język i zamilknąć, co bez wątpienia powinnam teraz zrobić. - Nie wiem, czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale kiedy te dzieci zginą, będzie to też twoja wina.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Nie Paź 26, 2014 6:28 pm

Przez chwilę udało mu się zapomnieć. Zmieniając otoczenie, zajmując się rzeczami, które z pracą i obowiązkami nie miały nic wspólnego, skupiając się na sprawach zupełnie przyziemnych, zapomniał, jak ważną decyzję podjęto wczoraj wieczorem i jak bardzo będzie ona oddziaływać na jego życie w najbliższych tygodniach. Chciał jeszcze ukraść tych kilka dodatkowych godzin, zanim informacja zostanie wreszcie oficjalnie podana, a on nie będzie mógł pokazać się w centrum miasta bez nienawistnych spojrzeń rzucanych mu z każdej strony. Szpital, spotkanie z Cypriane, jedną z nielicznych znajomych, która z jego pracą nie miała nic wspólnego, niezobowiązująca pogawędka, przyniesienie kawy… to miał być naprawdę normalny dzień.
Powoli jednak zmieniał się w bardzo nieprzyjemny, a wszystko za sprawą nieznajomego mężczyzny, który poczuł obowiązek wygłoszenia kilku niepochlebnych zdań na temat rządu i jego decyzji, czym oczywiście zwrócił swoją uwagę wszystkich zebranych na korytarzu. Argent czuł na sobie ich spojrzenia, ale nie reagował w żaden sposób. Nie mógł pozwolić na to, by oburzenie wymalowało się na jego twarzy. Danie się wyprowadzić z równowagi było równoznaczne ze zgodzeniem się ze słowami oburzonego obywatela Kapitolu.
A ten nadawał w najlepsze, wygłaszając kwiecistą mowę pod adresem Almy Coin i jej rządowców, nie szczędząc soczystych epitetów i żywej gestykulacji. Blaise zrobił krok w bok, działając instynktownie i próbując zasłonić pannę Sean, w razie gdyby coś poszło nie tak, a nieznajomy zdecydowałby się na użycie siły. Argent nie spuszczał z niego wzroku, jednak nie zamierzał wdawać się w słowne potyczki i zniżać do jego poziomu. Wystarczyła mu obserwacja sytuacji i spokojne odliczanie w głowie do momentu, w którym lekarz przekaże Cypriane wyniki i oboje będą mogli opuścić szpital.
Jednak już chwilę później atak z niespodziewanej strony kompletnie wytrącił go z równowagi. Nie spodziewał się, że dziewczyna zdecyduje się odezwać, za pewnik brał przeczucie, że czuła się teraz równie zdegustowana, co on, jednak nawet przez myśl mu nie przyszło, że może przyłączyć się ze swoimi zarzutami do nieznajomego, którego chyba też zaskoczyła swoim zachowaniem, bo aż przerwał swoje wywody i spojrzał na Blaise’a z wyrazem satysfakcji wymalowanym na twarzy.
Argent miał go gdzieś, w tej chwili interesowała go tylko ta zdrada. Odwrócił głowę i spojrzał z niedowierzaniem na swoją towarzyszkę. Gdy jej ostatnie słowa przebrzmiały w jego głowie, obdarzył ją chłodnym spojrzeniem, chociaż w jego mniemaniu zasługiwała teraz jedynie na pogardę.
- Wtedy wreszcie będziemy sobie równi, na razie tylko ty masz krew dzieci na rękach – zanim zdążył pomyśleć, już rzucał w jej kierunku nieprzyjemne warknięcie, zdradzając tym samym, że wiedział już naprawdę wiele o jej przeszłości, która wbrew wszystkiemu miała znaczenie.
Nawet przez chwilę nie pomyślał, by wytłumaczyć jej całą sytuację, by wyjaśnić, że jako jeden z niewielu głosował przeciwko takiemu rozwiązaniu, być może narażając się na gniew swoich przełożonych i współpracowników. Ale Cypriane nie zasługiwała już na tłumaczenia z jego strony, oceniła go w mgnieniu oka i wrzuciła do jednego worka z rządowymi mordercami. I już wiedział, że popełnił błąd, próbując jej zaufać.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Nie Lis 02, 2014 1:33 pm

Z bijącym szybo sercem obserwuję, jak wyraz niedowierzania na twarzy Blaise'a ustępuje miejsca chłodnej masce – i już wiem, że powinnam była zapanować nad słowami. Oczy wszystkich pielęgniarek, pacjentów i lekarzy są zwrócone na nas, nawet nieznajomy, od którego wszystko się zaczęło, zamilknął na moment. Zdecydowanie powinnam wziąć z niego przykład.
Narastający we mnie gniew powoduje jednak, że przestaję przejmować się tym, czy moje prawdziwe poglądy wyjdą na jaw, czy może jakimś cudem zdołam wycofać się z dyskusji i znów robić dobrą minę do złej gry. Mimo wszystko z każdą upływającą sekundą coraz bardziej wątpię w to drugie.
Słysząc Blaise'a, nieświadomie wbijam paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Nie powinien był tego mówić. Jego słowa sprawiają, że odruchowo cofam się, bezskutecznie próbując ukryć przemykający po twarzy grymas. Czuję się, jakby ktoś boleśnie mnie spoliczkował i z trudem powstrzymuję napływające do oczu łzy, zaciskając mocno powieki. Gdyby choć jedna spłynęła mi po policzku, niewątpliwie oznaczałoby to przegraną. A na nią nie mogę sobie teraz pozwolić.
Spośród wszystkich wspomnień z areny, które ukryłam głęboko, najbardziej boję się świadomości, że kogoś zabiłam. I chyba nigdy nie przestanę, nieważne, jak daleko uciekłabym od tego wspomnienia i ile murów bym wzniosła, by się od niego na zawsze odgrodzić. Mogę wmawiać sobie, że zrobiłam to, bo chciałam po prostu przetrwać, ale to nieprawda - miałam wybór przy każdej złej decyzji, jaką w życiu podjęłam, również przy tym, czy pragnęłam wzorem innych stać się pozbawionym skrupułów zawodowcem, czy zachować część siebie mimo wszystkiego, do czego zmuszała mnie arena. Blaise nie zdaje sobie sprawy, że nie ma dnia, kiedy nie żałowałabym swojego wyboru – wie tylko to, co wyczytał lub usłyszał od innych. Nic więcej. I chociaż czuję się co najmniej nieswojo z myślą, że moja przeszłość najwyraźniej stoi dla niego otworem, nie chcę teraz o tym myśleć.
Zbierając w sobie wszystkie siły, podchodzę bardzo blisko, krzyżując ręce na piersiach w obronnym geście. Z trudem ignoruję chłód malujący się na twarzy Blaise'a. Wolę, by nie wiedział, że jego zachowanie odniosło zamierzony skutek.
- Jesteś podły – syczę, patrząc mu prosto w oczy. Ani na moment nie próbuję przerwać kontaktu wzrokowego. Może w innym czasie, miejscu i okolicznościach zaśmiałabym się, widząc siebie - żałośnie niską i prawie zadzierającą głowę, by zmierzyć dorosłego mężczyznę gniewnym spojrzeniem - jednak na pewno nie w tym momencie. - Nigdy nie mów o czymś, o czym nie masz pojęcia. Dobrze wiem, co zrobiłam, ale przynajmniej tego żałuję i będę żałowała do końca życia, podczas gdy ty szybko zapomnisz, że posłałeś na śmierć niewinne osoby – zapewne nie po raz pierwszy. Czy według ciebie nadal będziemy sobie równi?
Wkładam w swoje słowa tyle pogardy i ironii, na ile tylko mnie stać, choć każde z nich coraz wyraźniej uświadamia mi, że im więcej mówię, tym bardziej się pogrążam. Powinnam zdać sobie w końcu sprawę z tego, kim jest Blaise, a kim czynią mnie moje poglądy, lecz – jak widać - wciąż uparcie wolę ryzykować.
Nie mam pojęcia, gdzie znajduje się niewidzialna granica, której nigdy nie powinnam przekraczać. Niewykluczone jednak, że właśnie to zrobiłam.






Ostatnio zmieniony przez Cypriane Sean dnia Wto Lis 11, 2014 1:19 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Pon Lis 10, 2014 4:10 am

Choć stali się sensacją korytarza, Blaise nie mógł skupić się na niczym poza własną pomyłką. Nie zauważał już ciekawskich min lekarzy, pielęgniarek wymieniających się spojrzeniami ani pacjentów, którzy stali w drzwiach swoich sal i obserwowali całe zajście, jakby była to jedyna rozrywka, na jaką załapali się od kilku dni. Nawet obcy mężczyzna, od którego wszystko się zaczęło, sprawca tej lawiny wzajemnych oskarżeń i nieprzyjemności, zszedł na dalszy plan, a wszystkim, co interesowało teraz Argenta, była Cypriane i jej zachowanie.
W tej chwili nie dbał już o to, że może sprawić jej przykrość, mało tego – na widok jej zaciskających się powiek poczuł niemalże satysfakcję wywołaną umiejętnie wycelowanym oskarżeniem. Podstawnym zresztą, w przeciwieństwie do tych, którymi obrzucała go dziewczyna. Nie miała zielonego pojęcia o tym, co wcześniej powiedziała i nawet nie próbowała zapytać Blaise’a, czy to wszystko jest prawdą. Nie ubolewał już nad jej zdradą, od kilku sekund był boleśnie świadomy własnej głupoty, kolejnej słabości, która została umiejętnie wykorzystana przez przeciwnika. Dlaczego w ogóle chciał zaufać tej dziewczynie? Dlaczego odkrył się i pokładał nadzieje w ich relacji? Znał jej historie, wiedział co przeszła, czyżby na siłę pragnął widzieć dobro tam, gdzie wcale go nie było?
Ręce skrzyżowane na piersiach, wściekłość wymalowana na piegowatej twarzy i ostre spojrzenie zadziałały na niego jak płachta na byka. Zaśmiał się kpiąco, ale nie odsunął nawet na krok, a już po chwili odczuł przemożną ochotę ukazania dziewczynie, jak bardzo potrafił być podły.
- Jesteś dzieckiem, które nie ma o niczym pojęcia – rzucił oschle, ale wiedział doskonale, że użycie jej wieku jako wymówki było ciosem poniżej pasa. Starał się kontrolować wyraz swojej twarzy, ale możliwe, że Cypriane odczytała z niej już, jak bardzo był zadowolony ze swojego postępowania – Tak łatwo ci oceniać innych ludzi, a przecież nawet mnie nie znasz.
Nie musiał gryźć się w język by wiedzieć, w którym momencie należało przestać. Blaise nie miał ochoty, by cały cyrk z korytarza przerodził się w regularną kłótnię, bo skoro wypomniał już wiek panny Sean, musiał także wziąć pod uwagę swój. Który dorosły mężczyzna odczuwa frajdę kłócąc się z małolatami? Żaden. I Argent nie miał zamiaru zostać pierwszym znanym sobie przypadkiem.
Nie kłuły go jej poglądu, gdyby spojrzał na to wszystko z boku, pewnie byłby dumny, że mu się postawiła, jednak teraz przemawiała przez niego wyłącznie złość na samego siebie i frustracja, która rosła z każdą chwilą. Trzeba wiedzieć, kiedy należy ustąpić, a taki moment nadchodził dla mężczyzny właśnie teraz.
Cofnął się wreszcie, choć nie spuszczał wzroku z dziewczyny, kończąc pojedynek na spojrzenia dopiero wtedy, gdy dotarło do niego, że nie może już na nią patrzeć. Wtedy wreszcie zdał sobie sprawę, że oczy wszystkich obecnych na korytarzu skupione są właśnie na nich, a nie mógł sobie pozwolić na jeszcze większe podkopywanie autorytetu. Tutaj był już spalony.
- Jestem pewien, że twoje wyniki nadejdą niebawem – oznajmił, wracając do roli sztywnego rządowca, którą powinien grać od początku ich znajomości – Nie musimy więc dalej udawać, że czujemy się dobrze w swoim towarzystwie. Życzę ci dużo zdrowia i jak najmniej bolesnego wkroczenia w dorosłość – skinął głową, niemalże zmuszając się do wykonania ostatniego uprzejmego gestu w jej kierunku.
Nie chciał spędzić w tym szpitali ani chwili dłużej i nie interesowało go, czy Cypriane będzie miała jak wrócić do domu. Nie była już jego problemem i miał nadzieję, że nigdy nie będzie. Nie dając o kawę i opinie o sobie, odwrócił się plecami do dziewczyny i po krótkim marszu korytarzem, zniknął za rogiem, kierując się do wyjścia z budynku.

| zt
Pozdrawiam wszystkich, którzy mieli nadzieję na romantyczny ship.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Wto Lis 11, 2014 3:29 am

W tej chwili dałabym naprawdę wiele, by ukryć malującą się na mojej twarzy złość. Z każdą minutą coraz trudniej mi udawać, że ani kpiący śmiech Blaise'a, ani jego słowa nie ranią mnie nawet w najmniejszym stopniu. Bo ranią, ale ze wszystkich sił staram się zagłuszyć to uczucie, mimo wszystko wiedząc, z jak marnym efektem mi to wychodzi. Nieustannie zadaję sobie w myślach gorączkowe pytanie – dlaczego tak się przejmuję? Czemu nie chcę odpuścić i zwyczajnie zignorować Blaise'a, co zrobiłaby zapewne niejedna osoba na moim miejscu? Gdybym miała zsumować wszystkie kłótnie i bolesne słowa, które w nich padły, bez wątpienia zaczęłabym się zastanawiać, czy to ja jestem aż tak konfliktową osobą, czy może otaczający mnie ludzie. Garść chłodnych spojrzeń i pogarda w głosie nie powinny być dla mnie niczym nowym, a jednak tym razem odczuwam je jakby zwielokrotnione, co bynajmniej nie poprawia mi nastroju. Nawet nie wiem, w którym momencie opuściła mnie cała determinacja, jaką w sobie zgromadziłam, by odpowiedzieć mężczyźnie tym samym. Przestałam jednak łudzić się, że ją znajdę, chyba już na to za późno.
Dobrze wiem, co najbardziej mnie teraz zdradza – choć ręce mam skrzyżowane, w żaden sposób nie potrafię zapanować nad dłońmi. Kiedy kątem oka dostrzegam, jak bardzo drżą, natychmiast zaciskam je w pięści i nie rozluźniam uścisku nawet wtedy, gdy w palcach odzywa się ból. Rozpaczliwie potrzebuję czegoś, o co mogłabym zaczepić myśli, zanim te pociągną mnie na dno. Mimo wszystko nie daje to zbyt wiele; im dłużej wpatruję się w Argenta, tym większą złość czuję. Nie mam pojęcia, co jest bardziej denerwujące – fakt, że zdołał mnie urazić, czy wyraz satysfakcji malujący się na jego twarzy. Niezależnie od tego, nie zamierzam odwrócić wzroku, pozwalając mu jednocześnie wygrać – przynajmniej na tym polu chcę zwyciężyć. Odganiam jednak myśl, że moje szanse jak zwykle są raczej niewielkie.
- A ty przecież mnie znasz, prawda? – pytam drwiąco, przywołując na usta krzywy uśmieszek. - Równie dobrze mogłabym cię nazwać starcem, który pozjadał wszystkie rozumy, ale chyba się powstrzymam. Uznaj to za akt dobrej woli.
Wkładam w swoje słowa tyle drwiny, na ile tylko mnie stać, nie przejmując się tym, że mówię głośno i skupiam na nas uwagę całego korytarza. W ciągu ostatnich kilku minut nauczyłam się skutecznie ignorować pytające, zaciekawione, a nawet rozbawione spojrzenia ludzi. Za bardzo pochłonęła mnie chęć odgryzienia się Argentowi w jak najdotkliwszy sposób, choć w pewnym sensie zdaję sobie sprawę z tego, że każde jadowite słowo, nad którym nie umiem zapanować, tylko potwierdza mój wiek.
Gdy mężczyzna rezygnuje ze słownej potyczki, myśl ta znacznie się potęguje, lecz wciąż uparcie staram się ją odrzucić. Blaise zasłużył na wszystko, co powiedziałam, i nie powinnam czuć się z tego powodu niczym głupiutka nastolatka – a to właśnie Argent usiłuje mi wmówić. Chwytając się kurczowo tych wniosków, obrzucam go jeszcze lekceważącym spojrzeniem.
- Dziękuję – odpowiadam z fałszywą uprzejmością.
Choć wmawiam sobie, że to moment, w którym powinnam odwrócić wzrok i w końcu odpuścić, to jednak nie potrafię. Patrzę na oddalającego się Blaise'a tak długo, aż znika za zakrętem, a złość ucieka ze mnie stopniowo niczym powietrze z przedziurawionego balonika, ustępując miejsca mieszance uczuć, których nawet nie umiem określić. Chyba boję się tego, czym mogłyby się okazać.
Wzdrygam się lekko, kiedy czyjaś dłoń dotyka mojego ramienia - okazuje się, że to lekarz. Mężczyzna patrzy na mnie z czymś na kształt współczucia w oczach i zastanawiam się przez moment, czy on również był świadkiem mojej kłótni z Argentem. Prawie nie zwracam uwagi na kartę zawierającą wyniki, którą mi podaje, a tym bardziej na to, co mówi. Przyłapuję się natomiast na tym, że wciąż wbijam wzrok w punkt w głębi korytarza, tam gdzie zniknął Blaise.

zt :c




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Mr & Mrs Argent   Today at 4:44 am

Powrót do góry Go down
 

Mr & Mrs Argent

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Blaise Argent

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje :: Rozgrywki-