IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Morgan - Angelini

 

 Morgan - Angelini

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Morgan - Angelini   Sro Wrz 24, 2014 10:19 pm

Jakiekolwiek szczęście związane z odebraniem telefonu z łap Amandy nie trwało zbyt długo. Już biorąc zgrabne urządzono w ręce, Delilah zawahała się przez dłuższą chwilę. Dzień poświęcony na pożegnania… Do kogo tak właściwie mogła dzwonić, gdy nie miała praktycznie nikogo, kogo mogłaby na dłuższą metę obchodzić? Nawet jej starzy klienci mieli w końcu o niej zapomnieć i nie, nie robiła z siebie teraz ofiary.
Zamierzała wrócić, wyjść z tego bagna w jednym kawałku i pokazać ludziom, jak silne potrafiły być osoby, które los pokarał i skrzywdził już wcześniej. Gdyby nie jej parszywa przeszłość, zapewne teraz byłaby osobą dosyć dupną, prawdziwą sierotą i płaczką, choć równie dobrze jej siła wpisana mogła być w pulę rodzinnych genów. Tego nie wiedziała, lecz z pewnością zamierzała się dowiedzieć. Niech no tylko te przeklęte Igrzyska dobiegną końca. Nawet nim zdążyły się jeszcze rozpocząć.
Śledzona tęsknymi spojrzeniami Dee, wyjaśnijmy sobie przy tym coś – skierowanymi w kierunku telefonu, nie samej Delilah, zakręciła sprzęcikiem w palcach, by w zamyśleniu postukać nim o swoją wargę. Dzwonienie do ludzi mających ją głęboko w dupie, cóż, uznała za całkowicie niepotrzebne, choć powkurwiać ich zawsze dobrze. Przynajmniej nie da o sobie tak do końca zapomnieć, a przynajmniej nie tym nielicznym, u których aparat telefoniczny jeszcze jakoś się ostał.
Wybrała więc pierwszy numer odtworzony z pamięci. Głuchy. To może drugi? To samo. Przy trzecim ktoś odebrał, lecz rozległy się tylko trzaski, łomot i bulgotanie… Czyżby ktoś właśnie wyzionął ducha na jej oczach… uszach… nieważne? Jakby nie mógł poczekać tych kilku momentów, by pogadać z nią jeszcze przed śmiercią. Byłaby jego ostatnią rozmówczynią, prawdziwie piekielnie pysznie. No nic. Czwarty, piąty, szósty… Ludzie najwyraźniej mieli tendencję do konania na dźwięk dzwonka jej telefonu. Czyżby byli aż tak śmiertelnie uradowani, że się do nich odezwała?
Przewracając się i wiercąc na miękkim materacu łóżka, jak i jednocześnie unikając lepkich łapek należących do spragnionej rozmów Amandy, wreszcie wybrała jeden z tych najmarniejszych z marnych numerów, pod który nie miała nigdy zamiaru dzwonić. Wciąż nie ufała myśli, by faktycznie łączyło ją jakieś pokrewieństwo z tym psycholem, ale że desperacko pragnęła, niczym małe dziecko!, pokazać samej sobie, że jeszcze jest na tyle popularna, by móc przegadać z kimś od cholery czasu…
Wybrała numer do końca, czekając na połączenie, a w między czasie rzucając w Dee poduszką. Usiłowanie wyrwania jej telefonu z rąk, serio?!
- Gratulacje. Wygrałeś bilet w jedną stronę do kurewsko ognistych czeluści śmierci. Cieszysz się? – Parsknęła do telefonu, gdy Ktoś wreszcie raczył podnieść swe dupsko z kanapy lub głowę znad nóg panienki, jaką akurat usiłował pieprzyć – tego nie wiedziała, by zaraz poprawić się równie cukierkowym głosem. – A nie, to ja. Masz dla mnie szczęśliwe baloniki? Najlepiej napełnione trucizną, która pozabija wszystkich moich wrogów. Od biedy może być hel. Poszczają się ze śmiechu.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Czw Wrz 25, 2014 4:00 pm

dupnie:<

Ciążyła nad nim jakaś klątwa. Dokładnie, klątwa. Tabitha znów go nienawidziła i nie miał pojęcia, co mógłby zrobić, by mu wybaczyła. Chyba nic już nie można było zrobić. Zamknął ją na razie w pokoju i czekał. Nie wiedział, czego oczekiwał po takim zachowaniu ze swojej strony, ale najwyraźniej na coś czekał... Na cud? Raczej na kłopoty, skoro zostawił jej telefon w pokoju. Chwała, że zdążyła jedynie wymienić wiadomości z siostrą.
No, ciążyła nad nim klątwa, której drugim dowodem na istnienie była Delilah i wszystkie te porąbane rozmowy z nią. Wychodził na porywczego kolesia z problemami psychicznymi, co było delikatnym ujęciem tego nędznego obrazu jaki miała w głowie Delilah pod nazwiskiem Valeriusa Iana Angelini i jakoś nie potrafił tego prostować. Zaskoczony był więc, gdy do niego zadzwoniła.
- Przydałby mi się taki bilet – stwierdził, uśmiechając się pod nosem. Przysiadł na parapecie okna w kuchni.
- Jak sobie radzisz? Ja nie najlepiej. Pewnie znów wyjdę na wariata... – Stwierdził, nie udając nawet szampańskiego.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Czw Wrz 25, 2014 7:08 pm

- No ja cię proszę, jutro wyląduje na Arenie, jak mogę sobie radzić? Wręcz zajebiście fatalnie, cholera. - Fuknęła, starając się utrzymać jakoś rezon, lecz mając przy tym na uwadze to, że i tak najprawdopodobniej jej się to nie uda.
Psociła z Amandą w najlepsze, to i owszem, jednak zdecydowanie nie była w swojej najlepszej kondycji psychicznej. Tyle rzeczy zwaliło się na nią przecież jednocześnie, dając jej jak największe powody do tego, by w końcu zamieniła się w jakąś zdrowo rąbniętą świruskę, której na Igrzyskach odbije na tyle, że będzie żarła mózgi innych trybutów, uznając je za coś niesamowicie pożywnego i niosącego ze sobą miliony wartości odżywczych.
Już podczas poprzednich Igrzysk znalazła się przecież osoba na tyle psychiczna, by wyczyniać niekoniecznie smaczne, choć dla Delilah wciąż dosyć zabawne, rzeczy z poległymi trybutami, a właściwie – z ich krwistą farbą czy też paluszkami. W sumie i tak po śmierci tego nie potrzebowali, jednak mimo wszystko była drobna różnica między ześwirowaniem zupełnym i bawieniem się w konesera ciał trybucich a zwykłą zabawą ich poodcinanymi członkami. Nieznaczna, bo nieznaczna, ale jednak. I o czym ona ogólnie myślała?!
Cóż, zdecydowanie wywoływało to cień uśmiechu na jej ustach, co chyba potwierdzało tylko fakt, że miała coś niezdrowego z głową, jednak ze skupieniem na słowach „brata” miała już nieznaczny problem. Zwłaszcza przy jego przynudzaniu i zabawie w domysły. Naprawdę, ale to naprawdę nie miała ochoty na jakiekolwiek gierki w odczytywanie tego, co też Valerus Ian Angelini miał na myśli przez swoje takie a nie inne teksty. Choć zdecydowanie nie było to nic dobrego, bo brzmiał jak zbity szczeniaczek. Wspominała już, że jeśli miała jakąkolwiek słabość, to krzywdzone szczeniaczki jak najbardziej nią nie były?
- Co takiego się stało? Nie mogę ci oddać swojego bileciku, chociaż z miłą chęcią sprzedałabym go komukolwiek, ale masz najprawdopodobniej ostatnią okazję porozmawiać ze mną nim… Nim stanę się sławna, oczywiście. – Stwierdziła, uchylając się przed poduszką odrzuconą przez Amandę i pokazując jej po dziecięcemu język. – No dalej, bro, wyduś to z siebie zanim umrę tutaj z oczekiwania. Czaisz, jacy Organizatorzy musieliby być zdrowo wkurwieni?




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Pią Wrz 26, 2014 12:05 am

- A co może mnie trapić, jak nie Tabitha, o której ci wspominałem? Jest tragicznie i widzę, że fatalne humory w beznadziejnych momentach życia odziedziczyliśmy po matce... Choć nie wyglądała mi na osobę miewające paskudne humory... Nieistotne. Zaraz mnie cholera złapie i polecę do Coin, by ściąć jej tę wszawą główkę z trzynastki, obwiniając za wszelkie nieszczęścia  w moim życiu. Ktoś odpowiedzialny za to być musi... A ja nie chcę wychodzić na typ samobójcy.
- I co to za hałasy tam u ciebie? Oglądasz Moje Supersłodkie Szesnaste Urodzinki? W takim momencie? Masochistka – stwierdził, kręcąc głową. Może sam też powinien obejrzeć jakąś żenadę. W sumie obejrzałby, gdyby nie Tabitha zamknięta w jego sypialni. Miał nadzieję, pewnie złudną, że nie zniszczy mu telewizora. Może nie należał do ludzi biednych, ale nie lubił niepotrzebnie wydawać pieniędzy. I się z nimi obnosić.
- Wpłaciłem nieco grosza na twoje konto. Mam nadzieję, że cokolwiek pomoże. I postaram się zorganizować jakiś bunt, co zapewne mi nie wyjdzie. Cholera, nienawidzę Kapitolu i całego tego ludzkiego śmiecia! – Warknął nieco agresywnie, uderzając ręką w parapet. – Tabby myśli, że ją okłamałem! Głupi jestem! Głupi jestem i, proszę, zabij mnie, gdy już zostaniesz wprawną morderczynią, ok?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Pią Wrz 26, 2014 12:44 am

- Jestem wróżką, Ri, ale mimo wszystko nie jasnowidzką. Chociaż to z pewnością by mi się przydało. Wiedza o tym, w którym momencie zejdę z tego świata i takie tam, wiesz. – Przekręciła się na prawy bok, rzucając Amandzie prawdziwie mordercze spojrzenie i zakopując się pod kołdrę, by jakoś wyciszyć błagalne piski towarzyszki, która najwyraźniej nadzwyczaj mocno ukochała jej telefon oraz rozmowy z bliżej niezidentyfikowanymi ludźmi. – Co się tam znowu dzieje? Myślałam, że posłała cię do diabła już dawno temu.
Okej, może i wychodziła teraz na osobę stanowczo nazbyt szczerą, jednak naprawdę nie miała chęci na to, by bawić się w pełnię delikatności oraz jakiegoś dzikiego rodzaju dyskrecji. Nie było tak realnie, więc nie zamierzała niczego takiego odgrywać. Zwłaszcza przy jutrzejszym posyłaniu jej wprost na Arenę, gdzie naprawdę nie będzie miała czasu myśleć o tym, czy może powinna była walić prosto z mostu w swojej ostatniej rozmowie.
Nawet z kimś takim, kto wszem i wobec uznawał się za jej braciszka. Teraz zaś zaczęła się właśnie łapać na tym, że może faktycznie byłoby się dobrze choć trochę połudzić, że gdzieś tam istnieje jeszcze jakiś członek jej rodziny, nawet jeśli jest to akurat psychopatyczny chuj, co mogło odrobinę podnosić człowieka na duchu. Oby tylko nie takim zupełnie martwym i duchowatym, bowiem umieranie…
Nie, nawet teraz nie było jej bliskie czy też nie zdawało się czymś specjalnie pożądanym. Nie była aż taką masochistką. Ha!, nie była nią wcale, więc nie brała tego pod uwagę nawet w obliczu prawdopodobieństwa tego, że będzie to jej ostatnia rozmowa ze światem zewnętrznym w tym życiu. I o co chodzi? Przecież nie miała najmniejszego zamiaru padać ot tak. O nie! Zamierzała przetrwać i pokazać tym skurwysynom, co to znaczy słodka zemsta. Chcieli wojny? Będą mieli wojnę!
Chociaż z pewnością nie ze strony Valeriusa, któremu najwyraźniej zapomniało się, że rozmowy, zwłaszcza takie, miały to do siebie, iż wręcz uwielbiały być podsłuchiwane. No, dobrze… Może nie tyle same rozmowy, co osoby je śledzące.
A że jej bracisław należał do osób dosyć bezpośrednio związanych z rządem, cóż, mogło być dosyć krucho, jeśli ktoś by podłapał jego wypowiedzi, dostarczając je jakiejś osobie wyżej. Nawet ona to wiedziała i, o dziwne dziwo!, nie chciała śmierci tego gościa ani też jakichkolwiek tortur, jakie z pewnością miałyby się pojawić po podsłuchaniu. Najwyraźniej zaczynała poważnieć, cholera! Jeszcze chwila i zrobi się równie sztywniacka, co jej były kumpel, a obecny dzieciorób.
- Khym, Ri. Khym, khym. Linia bardzo nieprywatna. Uwierz mi, ja sama mam ochotę coś zdziałać i w sumie to zrobię, bo przecież dano mi przywilej walki z kurewsko dużą liczbą innych trybutów. A że powiadają jedz albo będziesz zjedzona, cóż, chyba nie będę miała zbyt dużego wyjścia. Choć prawdziwym wrogom jeszcze pokażę. Oj, tak! – Stwierdziła twardo, wystawiając nos spod kołdry i praktycznie natychmiast dostając w niego kulką zrobioną z mokrego papieru toaletowego.
Dee, cholera! – Jęknęła, chowając się ponownie i odzywając już do Valeriusa. – Wyprawiamy sobie slumber party. Wiesz, ten przedigrzyskowy entuzjazm wymaga rozładowania, no i trzeba przecież wzmocnić więzi przyjaźni, bo jak to tak inaczej? – Spytała przesłodzonym głosem, wkrótce odchrząkając wyraźnie. – Dzięki. Przytuliłabym cię, ale prędzej zamkną mnie w kaftan bezpieczeństwa, a i ja mimo wszystko nie jestem zbyt tulasna. Takie życie. – Wychyliła głowę na zewnątrz, biorąc głęboki wdech i jednocześnie unikając kolejnych różowych pocisków, by znowu zniknąć w pościeli.
- Nie ma sprawy, bro. To co z tą Tabithą? Nawijaj, masochisto.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Pią Wrz 26, 2014 1:00 am

- Prywatna, nie prywatna. Wszystko mi jedno. Zamkną mnie, potorturują i zabiją, to ty będziesz mnie miała z głowy. I Tabitha... I matka, prawdopodobnie. Usłyszałem ostatnio, że ta podobno żyje i ma się dobrze. Super, czyż nie? – Zdecydowanie zbyt wiele sarkazmu.
- A z Tabby... Ech... Po prostu powiedziała mi, że prawdopodobnie jest w ciąży. Ucieszyłem się, okazując jej to, ale... Potem zacząłem mieć wątpliwości, czy ja i dzieci to dobry pomysł. Wiesz, popełnianie błędów ojca i takie brednie. Miałem potem z nią o tym pogadać, ale wpierw... Napatoczyła się taka jedna, Tabby na chwilę się gdzieś usunęła. Poradziłem się starej znajomej, a Tabby to usłyszała i uznała, że nie chcę tego dziecka i że się nią brzydzę. I, uwaga!, WCALE TAK NIE UWAŻAM.
- Teraz zamknąłem ją w swojej sypialni i czekam na cud. Chyba po prostu pójdę do niej i nakrzyczę, że ją kocham i pewnie dam jej wolną rękę. Ona sobie pójdzie, a ja odwalę coś głupiego, byle tylko nie myśleć. Może włam na Ośrodek? Dołączę się do waszej party- stwierdził niezbyt zadowolony. Za bardzo mu zależało na jego narzeczonej. – I Dee? Ta Dee? Amanda znaczy? Cóż, mam nadzieję, że ona jest bardziej normalna. Tabitha chyba postradała wszystkie rozumy, uważając siebie za wielce mądrą! Mądra się znalazła! Och, ona przecież wie najlepiej! Pfff!!! Pewnie wlazła mi do głowy! - Stwierdził, udając jej ton i prawie plując do telefonu przy prychaniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Pią Wrz 26, 2014 1:28 am

Zwyczajnie nie mogła powstrzymać się przed wywrotką oczami, choć i tak nikt tego nie miał zobaczyć, gdy Valerius zaczął pieprzyć trzy po trzy o tych jego chęciach do bycia torturowanym, zabijanym, zamykanym et cetera, et cetera. Zupełnie tak, jakby faktycznie zaraz zamierzał zrobić z siebie życiową sierotkę. W tym akurat momencie naprawdę zaczynała szczerze wątpić w to, że mają ze sobą cokolwiek wspólnego, chociaż mimo wszystko wiele na to wskazywało, bowiem jej brat zwyczajnie nie mógł być aż takim luzerem. Nie i koniec, kropka.
- Ogarnij się, kurwa. Jutro. Idę. Na. Rzeź. Nie mam jakiegokolwiek wyboru, a ty mi tutaj walisz głupawymi tekstami bez pokrycia, serio? Serio?! – Warknęła na niego wściekle, zwyczajnie czując, że zaczynają jej puszczać wszelkie hamulce.
Ten człowiek miał coś cholernie nie tak z głową, że pogrywał sobie z nią w taki sposób. Zaś wieść o matce… Cóż, jakoś ją pominęła, bo zmarli nie mieli przecież w zwyczaju powstawać z martwych, zaś jeśli Valerie nie umarła, oznaczało to mniej więcej tyle, że po chamsku zostawiła ją na pastwę losu. A to świadczyło tylko o tym, że należy mieć ją równie głęboko w poważaniu. Amen.
- Jeśli dobrze pójdzie, najprawdopodobniej będziesz miał jedną osobę mniej do swoich stwierdzeń o tym, że ktoś ma mieć cię z głowy. Zapewne zniszczy ci to twoje wielce dramatyczne plany robienia z siebie frajera tysiąclecia. Oesu, jak mi z tego powodu przykro. Przepraszam cię za to, że posyłają mnie na śmierć. – Syknęła, chcąc otrzeźwić go na tyle, aby wreszcie przestał myśleć tylko i wyłącznie o własnej tragicznej dupie. Nawet przy tym, iż ona sama wychodziła tutaj na dosyć dużą egoistkę. To akurat miała gdzieś, wzdychając głośno i słuchając jęków dalej.
- No… Brawo, geniuszu. Nie oglądałeś w życiu filmów? ZAWSZE ktoś istotny wchodzi w nieodpowiednim momencie, słysząc nie to, co powinien. ZAWSZE. A dzieci? Jestem, kurwa, samotną matką i raczej wiem, jak boli odrzucenie, więc może warto się ogarnąć i cokolwiek jej pokazać, hę? Pokaż jej, jak i mi też, że nie wszyscy faceci są dziecioróbnymi dupkami, bo chwilowo jestem tego przekonania. – Powiedziała mu trzeźwo, kręcąc głową nad żałością swej rodziny.
- I gratuluję zamknięcia. Z pewnością cię pokocha. Ogarnij się, człowieku, bo pieprzysz głupoty zamiast panny, którą rzekomo kochasz. Macie szczęście, więc raczcie przestać je sobie walić. Przypomnieć ci, że to zawsze mogła być ona? Zamiast Amandy. To dokładnie ten sam rocznik. – Po jej głowie kołatała się tylko non stop myśl o tym, że to ona zdecydowanie potrzebowała terapeuty, zaś najwyraźniej ta rola właśnie zaczynała przypadać jej samej. Osobisty psychiatra Valeriusa. Genialnie, po prostu świetnie, epicko nawet.
- Nie znam Tabithy. Brzmi mi jak kompletna wariatka, ale dam sobie ponownie złamać nos, że są siebie warte. Chociaż moja to typ słodkiego szaleńca. Znikające śledziony i takie tam. Ciesz się życiem, chłopaku. Póki masz na to czas. – Wychodziła na niezłą myślicielkę, czyż nie? Wielka Delizofka. Sic!




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Sob Wrz 27, 2014 12:46 am

- Przepraszam. Masz większy problem na głowie, a ja znów myślę o niepotrzebnych rzeczach. Choć z drugiej strony mnie to wkurwia. Dokładnie, wkurwia! Może my, faceci, nie jesteśmy dziecioróbnymi  dupkami, a za to wy, kobiety, jesteście ślepymi idiotkami, które próbują robić z siebie o wiele większe sierotki! Pewnie ostatecznie wina leży po środku, bo musisz mi przyznać rację, że wcale takie niewinne nie jesteście!
- Gdyby nie te głupie oskarżenie z jej strony i nawet uparte niepozwalanie mi się wytłumaczyć, to wszystko byłoby cudownie. Wszystko musicie komplikować. Ech... Nieważne, bo znów wyjdę na złego braciszka, który z pewnością nim nie może być.
- Pochwal się lepiej treningami. Pamiętasz naszą lekcję i zabawę w zabijanie obrazów? Potrzebujesz jakichś rad? Matka dała mi niezły wycisk w dzieciństwie. Jestem jak morderca, którego miała okazję stworzyć. Niech jeszcze mnie wypierze z emocji, to będę jej świetnym dziełem. Po prostu wal w czułe miejsca, siostrzyczko. Nasze spotkanie dotąd nam nie wychodziły, ale robiły się chyba coraz lepsze... Musisz przeżyć, to zorganizujemy kolejne – stwierdził, śmiejąc się gorzko pod nosem. – Straszne, co? Pewnie wolisz umrzeć? – Spytał, uśmiechając się na tę myśl. Mimo że to był bardziej czarny humor, to dziwnie go rozczulił. W sumie to były pierwsze wspomnienia jego siostrzyczki. Te jej pełne irytacji spojrzenia i widoczna w oczach chęć zdzielenia go patelnią. O, i natychmiastowej ucieczki.
- Uważaj na siebie. I staraj się nie wychylać, jeśli nie będziesz się czuła na siłach... A zabijanie... Po prostu nie myśl o tym, jako o czymś złym. Pamiętaj, że Valerie jest Zwyciężczynią, a matką była nienaganną. No, póki nie zaczęły wychodzić jej sekrety... Ale... Będę trzymał kciuki i zbiorę jeszcze oszczędności, by cię wspomóc. Wygraj, dobrze? - Dało się słyszeć głos ociekający nadzieją tak bardzo, że aż to zaskakiwało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Sob Wrz 27, 2014 1:33 am

- Och, udław się swoją wkurwieniową filozofią, Angelini. – Parsknęła do telefonu, patrząc nań dokładnie tak, jak zapewne spojrzałaby teraz na Valeriusa, gdyby tylko znajdował się gdzieś wystarczająco blisko niej.
Chociaż wtedy najprawdopodobniej jeszcze by  się nie powstrzymała, dodatkowo waląc, a może valąc?, go po łbie czymś ciężkim, by uświadomił sobie, że pieprzy głupoty i to w dodatku dosyć obraźliwe. Jeśli tak właśnie nawijał do tej swojej Tabithy, to ona w żadnym razie się jej nie dziwiła.
Też by pierdolca dostała, przebywając zbyt długo w towarzystwie takiego typa. Czyżby przeklęte Igrzyska były wybawieniem? Hahahaha, niezły dowcip, wręcz wyborny. Jakby być wdzięcznym za obcięcie rąk, bo znikł problem z nadmiernym obgryzaniem paznokci. Uroczo nieestetyczne.
- No ja cię proszę, czy ty słyszysz sam siebie? Niewinny się znalazł, a wszystkie baby to największe zło tego świata, debilki, idiotki, suki i idź się utop, hipokryto. Wy faceci nie jesteście dziecioróbnymi dupkami, ajajajaj, a za to my kobiety jesteśmy ślepymi idiotkami. Nie dziwię się twojej księżniczce. Żryj gruz. – Ponownie odezwała się do niego wściekle, piorunując wzrokiem urządzonko w swojej ręce, jakby to ono było winne całemu złu tego świata. Chociaż teraz skłonna była zwalić je na debilniejszą część społeczeństwa, jaką najwyraźniej był Angelini.
- Nie jesteśmy niewinniejsze, ale wy… Idźcie się wszyscy wykąpać w wybielaczu, tacy czyściutcy jesteście, śnieżnobiałe ostoje niewinności. – Fuknęła, na dłuższą chwilę przestając się odzywać, aby nie wybuchnąć gorzkim śmiechem czy też czymś w tym rodzaju. To zdecydowanie nie było wskazane, zwłaszcza przy chęci chociaż jednego ludzkiego pożegnania się przed Igrzyskami. Jej głos, gdy już raczyła wydać go z siebie, po chwili się uspokoił.
- Dałam z siebie wszystko, ale sukinsyny znają moje słabości. Choć nawet przy nich nie było chyba aż tak źle. Wynik nie wyszedł zły. – Powiedziała, automatycznie wzruszając ramionami, chociaż nie mógł tego nawet zobaczyć ani też sobie zwizualizować.
Przez telefon wiele mi nie powiesz. Poradzę sobie, dziękuję za chęci, doceniam je. I nawet nie wspominaj o matce. Jeśli faktycznie żyje, cóż, jest suką, zaś takie nie są warte nawet szczątkowego zainteresowania. Pokaż, że jesteś od niej lepszy. Walcz o to, co kochasz. No i pamiętaj, że nieczęsto słyszy się tak filozoficzne bzdety z moich ust, więc raczej to coś znaczy, nie? – Uśmiechnęła się mimowolnie, słuchając reszty dziwacznej wypowiedzi Valeriusa. Może nie był aż taki zły? Miał w sobie chłop potencjał.
- Przy kolejnym uzbroję się w stopery do uszu i solidną patelnie oraz sweter z molami, coby cię później w niego zawinąć, więc jakoś to pójdzie. Nie musisz mi tego mówić. Poradzę sobie. Mam o co walczyć. Dzięki, chłopaku. Może nie jesteś taki zły. – Stwierdziła dziwnie rozczulona, po chwili akcentując jednak wyraźniej. – Może…
Jeszcze chwila i zamieni się w rodowitą płaczkę, jasna cholera!




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Sob Wrz 27, 2014 1:56 am

- Wiesz, co? Mimo wszystko stwierdzam, że cię lubię. Teraz możesz sobie popłakać ze wzruszenia, zasmarkując połowę chusteczek, piękna. I Nie pozwalaj tam sobie umrzeć, przy czym też skazywać mnie na oglądanie kolejnej śmierci ważnej dla mnie osóbki. Będę ogólnie trzymał kciuki... JA! Osoba, która całą tę igrzyskową szmirę ma w głębokim! Doceń to.
- Jak będziemy mieli się spotkać, to przypomnę ci o tym zacnym ekwipunku. Molo party robimy? Ja wygrzebię jakiś sweter dla ciebie... I zabiję cię jajecznicą, bo podobno radioaktywna. Taaa, może jestem taki zły... - Przyznał, wzdychając ciężko. - Może jest coś, co mógłbym dla ciebie zrobić, by się zrehabilitować? Mam za co, bo wiele ci się uprzykrzam... - Zauważył, drapiąc się po głowie i ciesząc, że mimo tragicznie złych momentów, mają też te złe, które wychodzą na dobre. Marzył, by przeżyła. Ich relacja mogła ruszyć w dobrym kierunku.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Sob Wrz 27, 2014 2:32 am

- Obawiam się coś… – wystawiła głowę spod kołdry, zerkając na Amandę przypuszczającą kolejny atak – …że nie mam już chwilowo w co smarkać ze wzruszenia. Dee najwyraźniej pokochała robienie bałwanków z mokrego papieru i chusteczek. I muszę przyznać, że ma do tego dryg. Zabójczo intrygujący! – Pisnęła pospiesznie, chowając się do swojej prowizorycznej kryjówki, aby nie dostać po raz kolejny w nos. Nie to, że się obawiała, ale kontrataku zamierzała dokonywać dopiero po rozmowie. Teraz tylko roześmiała się krótko.
- Zachowam wszystkie gluty na smarkanie ci w koszulę po powrocie. Cieszysz się? Teraz to dopiero jesteś gotów mnie pokochać, co? – Tym razem autentycznie uśmiechnęła się do telefonu, choć działająca kamerka wciąż w nim nie istniała. Felerny egzemplarz czy też celowe działanie ludzi u góry? Tego nie wiedziała i chyba wolała nie wiedzieć, bowiem byłoby to... Cóż, raczej dosyć nieprzydatne. Zamiast tego skupiła się więc na ciągnięciu dziwacznej rozmowy z bratem-nie-bratem.
- Unieszkodliwię kamerę specjalnie dla ciebie. Zjeść się tego nie da, ale okaz piękny. I przestań już, bo zaczynasz mnie rozczulać. A przecież nie mogę się tutaj jeszcze rozpuścić albo dostać cukrzycy czy też innego cholerstwa. Poradzę sobie, Ri. Ufam, że będzie dobrze. – Ostatnie zdanie wypowiedziała już jakby do siebie, mrugając, aby powrócić do rzeczywistości.
Najwyraźniej akurat w odpowiednim momencie, bowiem Valerius wciąż nadawał jak najęty. I… Nie przeszkadzało jej to, co było wręcz dziwem nad dziwy. Czymś jak najbardziej podejrzanym, jak i również dosyć mocno w jej wypadku niespotykanym. Nie wiedziała, co ma z tym fantem zrobić. Cieszyć się czy też może zacząć przyglądać podejrzliwie, skłaniając w kierunku zrobienia sobie pospiesznych badań na choroby umysłowe? Oczywiście, te jeszcze przez nią nieposiadane.
- Zapisz to sobie w swoim roboczym kajeciku. – Powiedziała ze śmiechem, po części nie mogąc się powstrzymać od drażnienia z nim. Zupełnie jak dobre rodzeństwo. Kolejny szok do listy. – Poślij swoją jajecznicę na Kapitol. Apokalipsa to by nam się tutaj przydała. I jakie by były jaja z tej trzęsącej się kupy jaj. Jak berety.
Słysząc pytanie o rehabilitację, tylko pokręciła głową, poprawiając się po chwili na słowne zaprzeczenie.
- Raczej nic nie możesz. O ile nie masz maszyny czasu, by cofnąć cały ten burdel, w którym najwyraźniej to my robimy za dziwki. – Prychnęła gorzko. – Coś mi się jednak zdaje, że masz się również poprawiać w stosunku do kogoś innego. Leć do niej, lamusie, bo jeszcze zakupię jakąś skrajnie durną książkę o byciu idealnym ojcem i wyślę Ci ją z Areny opakowaną w prawdziwie ekologiczną skórę.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t2317-valerius-ian-angelini#32768
http://panem.forumpl.net/t2324-valowowowowowe-znajomosci#32881
http://panem.forumpl.net/t2321-valerius-ian-angelini#32835
http://panem.forumpl.net/t2328-valbomb-valbomb#32888
http://panem.forumpl.net/t3045-valerius-ian-angelini#46834
Wiek : 24
Zawód : Szeregowy
Przy sobie : bron palna z magazynkiem, przepustki, latarka, prawo jazdy, telefon, scyzoryk i zapalniczka
Znaki szczególne : blizny na plecach, tatuaże: jeden nad lewym nadgarstkiem i jeden na plecach
Obrażenia : ogólne osłabienie

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   Sob Wrz 27, 2014 2:59 am

- Cudownie. Oprawię w ramkę swoją koszulę z twoimi glutami. Takie dzieło! I to ze smarkami Zwyciężczyni! - Odnalazł chyba dobry humor, co sprawiło, że poczuł się pewniej.
- Masz rację. Nie zapamiętuj tego, jak na dobrą siostrę przystało! Publicznie nigdy nie masz racji. Pójdę do Tabithy i wszystko wytłumaczę. Po Igrzyskach będziesz nam świadkować, kochana, więc szykuj się do tego psychicznie. Może poderwiesz jakiegoś przystojnego Strażnika z grona moich przyjaciół. Może samego niedostępnego mego najlepszego Deana! Miałby Cię wtedy dla mnie na oku. Huehuehue... Dobra, uciekam. Powodzenia i będę trzymać kciuki. Wierzę w ciebie. No, i... kocham cię. Masz do kogo wrócić - powiedział, zacinając się przy tych wszystkich wyznaniach. Widać, że nie zwykł tego robić. Dlatego też pewnie tak prędko się rozłączył, by nie słuchać żadnych przygryzek z tego powodu. Uśmiechnął się do siebie, wciskając telefon do kieszeni i ruszył. Do swojej sypialni.
[koniec rozmowy]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Morgan - Angelini   

Powrót do góry Go down
 

Morgan - Angelini

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Mary J. Morgan
» Delilah Morgan
» Cressida Morgan
» Morgan Ravenwood

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Komunikacja :: Sieć telefoniczna :: Linie telefoniczne-