IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
2

 

 2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: 2    Pon Wrz 22, 2014 5:19 pm



Pomieszczenie aż nadto przypominające wystrój domu starego, dobrego prezydenta. Wszystko utrzymane w zaskakującej, śnieżnobiałej kolorystyce. Sterylne, szpitalne warunki mogą nieco zniechęcać… tak samo jak i chłód. Projektanci musieli się napracować, aby trybuci, najlepiej zakrwawieni, wyglądali cudownie na tle takiej zimnej scenerii.
Niemniej na pewno warto sprawdzić wszystkie szafki oraz lodówkę. Żywność jest najważniejsza na Głodowych Igrzyskach, prawda?




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2361-pandora-rouse#33494
http://panem.forumpl.net/t2362-puszka-pandory#33498
http://panem.forumpl.net/t2363-pandora-rouse#33502
Wiek : 14
Zawód : mała miss
Przy sobie : krótki mieczyk, mały zestaw bandaży i plastrów, tabletki do uzdatniania wody, paczka z jedzeniem, kompas, trzy noże i super-widelec z zastawy, pieczeń i parę owoców, świeczka x2
Obrażenia : siniak z tyłu głowy, naderwana małżowina

PisanieTemat: Re: 2    Sob Wrz 27, 2014 7:32 pm

z korytarza, ale post dopiero tutaj.

Jasność korytarza uderzyła moje oczy i dopiero po chwili, kiedy zamrugałam kilkakrotnie, byłam w stanie dostrzec, co znajduje się przed nami. Chociaż na dobrą sprawę, sterylność korytarza sprawiała... że nie było w nim nic. W zestawieniu z pokojem, który właśnie opuściliśmy, poczułam się bynajmniej nieswojo i przez chwilę jedynie stałam w miejscu, próbując pozbyć się narastającego we mnie niepokoju.
Wciąż jeszcze czułam szalone tempo mojego serca, a teraz, w ciszy, wydawało mi się nawet głośniejsze i echem odbijające od gołych ścian. Nigdy nie sądziłam, że emocje podczas rzezi są aż tak silne i tak prawdziwe. Ze szklanego ekranu telewizora wydawało się to po prostu krwawą sztuką teatralną, a w rzeczywistości nie było tutaj miejsca ani czasu na przemyślane scenariusze, czy panowanie nad swoją grą aktorską. Musiałam przed sobą przyznać, że kiedy zostawiliśmy adrenalinę za drzwiami, poczułam się wszystkim nieco przytłoczona. Zdecydowanie zbyt bardzo, jak na mój gust.
Splotłam ręce na klatce piersiowej i przeszłam parę kroków za swoją grupą, aby nie zostać w tyle, bo niemal szpitalny charakter pomieszczenia przyprawiał mnie o gęsią skórkę - chociaż, jak na ironię, nie zrobiła tego scena, mająca miejsce zaledwie chwilę temu. O, słodka psychiko.
W milczeniu przysłuchiwałam się słowom pozostałych trybutów, trawiąc tym samym w myślach chaos, z którego dopiero co wyszliśmy i przeliczając wszystkich martwych trybutów; z lekkim uśmiechem wymieniając w głowie nazwiska tych, którzy polegli z mojej ręki. Kto by pomyślał, że tak dobrze się spisałam? Nawet ja nie dawałam sobie takich dobrych rokowań, a teraz wydawało mi się, że pewność siebie uderzyła mi do głowy. Byłam jednak zbyt bardzo przejęta wszystkim, co działo się dookoła, że nie mogłam nawet próbować przemówić sobie do rozsądku.
Z niebytu wyrwały mnie dopiero cudze ramiona, oplatające moje ciało. Wzdrygnęłam się lekko w odruchu, przed tym obcym mi uczuciem i dopiero po chwili udało mi się ustalić, że obejmujące mnie ręce należą do Daisy. Skrzywiłam się lekko, kiedy wreszcie mnie puściła i miałam nadzieję, że był to ostatni wybryk tego typu.
- Lepsza, niż Adah - odpowiedziałam na jej pytanie o włosy i zachichotałam lekko, pozwalając sobie na chwilę rozluźnienia.
Zaraz jednak splotłam ręce na klatce piersiowej, wciąż czując się nieswojo po tak okazanej sympatii i z trudem powstrzymałam się od otrzepania. Wzięłam głębszy oddech i jedynie pokręciłam przecząco głową na słowa Alexa. Mogliśmy radzić sobie dobrze chwilę temu, ale jeżeli nie znajdziemy wody, to przy następnym starciu możemy już nie mieć tyle szczęścia.
Przeszłam pod drzwi, wskazane przez chłopaka i otworzyłam je, idąc tym samym na pierwszy ogień. Ale kiedy tylko przekroczyłam próg nic nie wybuchło, ani nie rzuciło się ku nam. Przywitała nas tylko ta sama sterylna białość i jasne światło, wpadające w każde zakamarki pokoju i nie zostawiające żadnego miejsca dla ciemności.
- Przynajmniej jest tu czysto - rzuciłam sama do siebie, w swoim pedantycznym odruchu.
Przeszłam parę kroków i przejechałam opuszkami palców po pustym blacie stolika, zostawiając na nim krwistą smugę i tym samym przypominając sobie, że w drugiej dłoni nadal trzymam widelec. Uśmiechnęłam się sama do siebie, na komiczność tej sytuacji,ale jedynie zacisnęłam na nim mocniej dłoń. Nadal wolałam zastawę jako broń, niż swoje własne paznokcie i piąstki.
Kucnęłam przy jednej z szafek i otwarłam ją, niemalże modląc się o nawet pojedynczą butelkę wody.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2555-emrys-everhart
http://panem.forumpl.net/t2557-emrysa#36607
http://panem.forumpl.net/t2556-emrys-everhart
Wiek : 19 lat
Zawód : trybut
Przy sobie : nóż, biały proszek w saszetce, latarka, ząbkowany nóż, zapałki, butelka wody utlenionej, dwie pieczenie, dwa jabłka, banan, nóż do krojenia, widelczyk do ciasta, dwa widelce
Obrażenia : 2 ukąszenia gończych os - na szyi i na policzku

PisanieTemat: Re: 2    Sob Wrz 27, 2014 8:46 pm

Dopiero po kilku dłuższych chwilach Emrys uświadomił sobie, że są bezpieczni. Względnie, bo na Arenie właściwie nigdzie nie jest bezpiecznie, ale przynajmniej już nie grozi im ani spalenie żywcem, ani żadna oszalała trybutka.
Everharta uderzyła cisza i spokój. To było cudowne doznanie w porównaniu z hukiem płomieni i odgłosami walczących ludzi. Teraz będą mogli trochę odetchnąć, przynajmniej do chwili, w której natkną się na atrakcje przewidziane przez Organizatorów. Jak krwiożercze zmiechy albo wymyślne pułapki. Na dobrą sprawę od tego momentu do absolutnie wszystkiego powinni podchodzić maksymalnie podejrzliwie.
Nabrał parę głębszych oddechów, powoli odzyskując swoje opanowanie. Nie byli ostatnimi, którzy opuścili Róg Obfitości, dlatego też mądrze byłoby jak najszybciej zmienić położenie. Nie chciałby spotkać żadnego trybuta i wdać się z nim w kolejną walkę, jedna zabita dzisiaj osoba w zupełności mu wystarczyła; wolał skupić się na poszukiwaniu wody, bo tej, zdaje się, nie mieli za dużo. Jedzenia na pewno starczy im na parę dni, więc za priorytet powinni uznać poszukiwania wody.
Tak, woda jest najważniejsza.
Dopiero kiedy ustanowił ten cel, skupił swoją uwagę na innych. I zrobił to w momencie, w którym Daisy postanowiła go uściskać. Spojrzał na nią dość zaskoczony, ale odwzajemnił gest. Odnosił wrażenie, że Daignault nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, gdzie jest (pamiętał jej pełny wdzięku i z uśmiechem aktorki marsz po plecak), ale cóż, może to i lepiej, kto wie, czy nie zaczęłaby panikować, co byłoby ostatnią rzeczą, jakiej potrzebowali. Pierwsze spotkanie ze zmiechem i pewnie się dowie, gdzie jest.
Zwrócił uwagę na Alexa, który dalej trzymał ten zakrwawiony świecznik.
Tylko utlenioną – odpowiedział, kręcąc przecząco głową w odpowiedzi na pytanie Amitiela. - Jedzenia trochę już mamy, fakt, że dobrze będzie znaleźć więcej, ale najważniejsza jest woda – przyznał mu rację, ruszając w stronę drzwi zaraz za nim.
Pierwsza w pomieszczeniu znalazła się Pandora, wyprzedzając wcześniej jego i Alexa. Emrys zatrzymał się zaraz za progiem, rozejrzał uważnie po pomieszczeniu… i stwierdził, że czuje się w nim zaskakująco dobrze. Sterylne warunki pokoju przypominały mu szpital i laboratorium, w których przecież czuł się najlepiej. Swoją drogą, miał niesłychanie dużo szczęścia, że terenem Areny było coś w rodzaju kapitolińskiej posiadłości, przestrzeń zamknięta, a więc jedyna, w której czuł się dobrze. Mógł się skupić i nie męczyć z napadami paniki, jakie miewał w lasach czy otwartych polach podczas rebelii.
Stwierdzając, że przynajmniej na pierwszy rzut oka nic nie wygląda tu specjalnie podejrzanie, ruszył w stronę zauważonej wcześniej lodówki, otwierając ją jednak powoli i z pewną obawą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1952-daisy-daignault#24688
http://panem.forumpl.net/t1786-zlote-dziecko-dawnego-kapitolu-zaprasza#22519
http://panem.forumpl.net/t1644-daisy-daignault#21160
http://panem.forumpl.net/t2602-stayin-alive#37670
http://panem.forumpl.net/t2515-daisy#36305
Obrażenia :

PisanieTemat: Re: 2    Sob Wrz 27, 2014 9:09 pm

Każdy psycholog uznałby, że Daisy znajduje się w jakimś zaawansowanym stadium wyparcia. Niezwykle silnego, skoro krew i tryskająca posoka nie były w stanie wstrząsnąć nią na tyle, by zaczęła histeryzować, szlochać i rozpadać się na kawałki. System obronny działał jednak perfekcyjnie: Daignault wolała żyć iluzją niż stawić czoła obrzydliwościom Areny. Perspektywa utraty ukochanego i utraty swojego życia (w tej romantycznej kolejności) na pewno uczyniłaby z niej zesztywniałą i zapłakaną ze strachu dziewczynkę. Na to nie mogła sobie pozwolić, więc grała, dalej grała, zapominając już o wczorajszej chwili słabości, skutkującą dzielnym obcięciem włosów. Najgorszy koszmar się spełnił, długie, złote pukle stały się już wspomnieniem. Stawiła czoło swojemu najgorszemu koszmarowi i przetrwała. Dzięki Alexowi i dzięki swojej wewnętrznej sile, jaką całkiem niedawno odkryła.
Co nie oznaczało, że zacznie zachowywać się jak mordercza mścicielka. Przypominała raczej... dawną Daisy. Mocno naćpaną; nie piszczała przecież i nie rozpaczała nad ubrudzoną kiecką od taniego projektanta a skupiała się na otoczeniu, pozostając niezwykle uśmiechniętą i...mimo wszystko czujną. Cóż, pewnie odznaczała się na tle wszystkich trybutów przeżywających swoje mordercze rozdziewiczania i bojących się o swoje życie. Tak naprawdę wewnętrznie Daisy wyła ze strachu, ale na szczęście zapakowała panikę do kuloodpornego sejfu i zrzuciła w przestrzeń psychicznego Rowu Mariańskiego, pozostając oazą spokoju. I klasy, nawet w króciutkich włosach, które ciągle poprawiała, kierując się za trójką sojuszników do pokoju. Ostrożnie rozglądając się dookoła i trzymając się odruchowo blisko Alexa. Najchętniej złapałaby go za rękę, ale to oznaczałoby słabość. Albo odsłonięcie miłostki; nie wiedziała, czy może do końca ufać Pandorze i Emrysowi i wolała dalej trzymać się swojego teatru jednej aktorki. Bardzo blond (co z tego, że z fryzurką na chłopczycę), bardzo uśmiechniętej i bardzo zaangażowanej w pomoc bliźnim.
Poprawiła jeszcze raz paski plecaka i stanęła na środku pomieszczenia, obserwując poczynania Emrysa przy lodówce. - Dużo osób zginęło? Tam przy stole? - zagadnęła tonem niezobowiązującej pogawędki i ploteczek po udanym bankiecie. Głos odrobinę jej zapiszczał, ale opanowała się i odkaszlnęła, dalej z uśmiechem przyklejonym do złotych warg. Wyglądała nieco niepokojąco, jakby naprawdę postradała zmysły razem z długimi włosami. Zaczęła kiwać się na czubkach palców i piętach, przesuwając wzrokiem po każdym centymetrze ścian, półek i sufitu.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2166-alexander-amitiel#28951
http://panem.forumpl.net/t2173-mlody-gniewny#29048
http://panem.forumpl.net/t2174-alexander-amitiel#28990
http://panem.forumpl.net/t2182-prawie-buszujacy-w-zbozu#29049
http://panem.forumpl.net/t2176-alex#28993
Wiek : 19 lat
Zawód : naczelny pechowiec
Przy sobie : ŚWIECZNIK, zestaw zatrutych strzałek (zostały 3). jodyna, latarka, ręcznik, przyprawy,pusta butelka, zwój liny, antybiotyk, połówka chleba, trzy mandarynki, dwa pączki, wieprzowina ze stołu, pół bochenka chleba,2 banany, zwiększenie szansy na powodzenie podczas walki wręcz (kości)
Znaki szczególne : brak
Obrażenia : fizycznie trzyma się nieźle

PisanieTemat: Re: 2    Sob Wrz 27, 2014 9:40 pm

Brakowało jeszcze jakiejś doniosłej muzyki - chętnie postawiłby cały swój majątek (mieszkanie na kredyt, swoją matkę i paczkę papierosów w mieszkaniu), że taka właśnie przygrywa w odbiornikach całego kraju do ich zmagań na Arenie. Właściwie przeszedł przez pierwszą drogę krzyżową tego miejsca i mógł już fetować, ciągnąc swoją waleczną ekipę za sobą, ale zamiast tego czuł się nieco wyprany z emocji. Wiedział, że to nie będzie łatwe i że pewnie przeszedłby do porządku dziennego nad tym, co się stało, gdyby był socjopatą, którego podnieca zapach krwi (nie, nie będzie myślał o człowieku, który odebrał dziewictwo jego dziewczynie), ale nie był. Pod tym względem był całkiem ułomny i może z tego powodu próbował uśmiechać się do Pandory, przypominając sobie ich diaboliczne plany, które przyszło im snuć na schodach przeciwpożarowych. To zawsze dodawało jakiejś rozwagi, bo całej reszty mu nie brakowało.
Wchodził za nią do tej sterylnie białej krainy jako chłopak, który już niejedno w swoim życiu wciągnął i wchłonął - przyjaźń z Emrysem opłacała się bardzo - i z tego powodu to wnętrze przypominało mu koszmar delirium, kiedy jeszcze był na tyle lekkomyślny i głupi, by sobie fundować takie przygody i podróże do głębi mózgu za jeden uśmiech.
Obecnie miał inne priorytety, obejrzał się za Daisy, ale szybko pojął, że nie chce, by pamiętała go takim - w zakrwawionej koszuli i ze świecznikiem jak z gotyckich horrorów, więc szedł sam bez słowa przed siebie, obserwując otoczenie i dziwiąc się samemu sobie z tego niepokoju. Być może dlatego, że w jego środowisku nie było tak czystych miejsc. Kwartał rządził się smrodem i ubóstwem, jego kuchnia (jak i całe mieszkanie) była ostatnio sprzątana za czasów Snowa, a poza tym zwyczajnie nie pasował tutaj z tym narzędziem zbrodni, który usiłował przetrzeć o koszulę.
Na próżno, pewne ślady pozostawały na zawsze i kiedy przyjrzał się uważnie wypolerowanej bazie świecznika, zrobiło mu się autentycznie niedobrze, ale nie zamierzał wymiotować tutaj. Nie, kiedy miał tyle szafek do sprawdzenia. Wątpił, czy coś tu znajdą, ktoś chciał się nimi zabawić, ale zaczął zmierzać w kierunku szuflad, jakby bał się lodówki, która tak bardzo korciła Emrysa. Powinien pamiętać, że w niej nie kryje się nic dobrego, choćby z doświadczeń kontaktu z chłodziarką Amitiela, który westchnął na pytanie Daisy, rejestrując tylko jej głos wśród tego tłumu.
- Osiem wystrzałów? - zgadł, patrząc na swoich sojuszników. - Jedna trzecia trybutów. Uważaj, bo z tych szafek może wyskoczyć zmiech - pouczył ją z troską, nie zdawała sobie sprawy z ich ustaleń, bo Alexander roztaczał nad nią parasol ochronny. Miała prawo być jeszcze dzieckiem, nie zamierzał jej tego bronić. Sam otworzył szufladę, miał nadzieję, że będzie tam woda albo jakiś topór, bo na dłuższą metę świecznik bywał ciężki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Sob Wrz 27, 2014 10:48 pm

Wasze ekwipunki zostały uzupełnione, prosiłabym o skontrolowanie, czy niczego nie brakuje i o uzupełnienie pól "Przy sobie" i "Obrażenia" - ułatwicie mi życie.

Pokój na pierwszy rzut oka wydawał się spokojny i pusty; w porównaniu z rzezią pod Rogiem, tutaj cisza niemal dzwoniła w uszach, kroki czwórki trybutów rozległy się więc głośnym echem. Temperatura w środku wydawała się o kilkanaście stopni niższa niż na korytarzu - oddech zamieniał się w delikatną mgiełkę, ledwie widoczną wśród wszechobecnej bieli.

W szafce, którą otworzyła Pandora, znajdował się stosik śnieżnobiałych ręczników. Lodówka z kolei była niemal pusta, za wyjątkiem... sześciu butelek piwa ustawionych w przegródce w drzwiach oraz tuzina jajek w specjalnym pojemniku. Szuflada uchylona przez Alexa, kryła w sobie koszyczki ze starannie ułożonymi saszetkami z przyprawami.

Póki co, żadna z osób obecnych w pomieszczeniu nie zauważyła, że krwista smuga, pozostawiona na blacie przez Pandorę, zamigotała i zniknęła, jakby nigdy jej nie było.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2361-pandora-rouse#33494
http://panem.forumpl.net/t2362-puszka-pandory#33498
http://panem.forumpl.net/t2363-pandora-rouse#33502
Wiek : 14
Zawód : mała miss
Przy sobie : krótki mieczyk, mały zestaw bandaży i plastrów, tabletki do uzdatniania wody, paczka z jedzeniem, kompas, trzy noże i super-widelec z zastawy, pieczeń i parę owoców, świeczka x2
Obrażenia : siniak z tyłu głowy, naderwana małżowina

PisanieTemat: Re: 2    Sob Wrz 27, 2014 11:35 pm

Chociaż we wszechobecnej bieli było coś niepokojącego, to nie mogłam pozbyć się uczucia, że na krótką chwilę udało mi się uspokoić. Szalone tempo serca i przyspieszone tętno z wolna wracały do porządku, z każdą chwilą jednak swoją drogę do mnie, odnajdywała gonitwa myśli i każda z nich uderzała o kopułę mojej czaszki, materializując się w postaci tępego i pulsującego bólu z tyłu głowy. Dopiero teraz przypomniałam sobie o niefortunnym wypadku i mimowolnie sięgnęłam w tamte miejsce palcami, badając guza. Wydawało się, że nie krwawiłam, ale trudno było to stwierdzić na pewno, bo moje palce były już ubabrane cudzą krwią. Skrzywiłam się lekko i wytarłam ja o białą sukienkę, noszącą już kilka szkarłatnych znamion walki. Uśmiechnęłam się lekko pod nosem, teraz podobała mi się o wiele bardziej. Uwielbiałam takie połączenie kolorów.
Otrząsnęłam się jednak i uchyliłam szerzej drzwi szafki, z niezadowoleniem krzywiąc się odruchowo, kiedy w środku zastałam jedynie kupkę schludnie ułożonych ręczników. Chwyciłam jeden z nich i z obrażoną minką rzuciłam w stronę Alexa.
- Wytrzyj się - skinęłam głową na jego zakrwawione ręce i wciąż trzymany w dłoniach świecznik. - Wyglądasz, jakbyś miał zaraz puścić pawia - uśmiechnęłam się nieco złośliwie, nie mogłam długo trzymać swojej natury w ukryciu. To złośliwość, nie antypatia. Jednak zaraz odwróciłam wzrok od chłopaka i przeniosłam go na obłoczek pary, który zawisł przede mną w powietrzu, kiedy się odezwałam. Dopiero teraz poczułam chłód na swojej skórze i skrzywiłam się lekko, jeżeli nie lubiłam czegoś tak samo jak ludzi, to było to zimno.
- Jeżeli znaleźliście coś, to bierzcie to i zbieramy się. Przemarzniemy tutaj - rzuciłam lekko, czując nutkę rozkazu w swoich słowach i czerpiąc z tego satysfakcję, biorąc pod uwagę, że byłam najniższą osobą w pokoju. Zakołysałam się na palcach i przeszłam parę kroków w stronę drzwi, opierając się o framugę.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2555-emrys-everhart
http://panem.forumpl.net/t2557-emrysa#36607
http://panem.forumpl.net/t2556-emrys-everhart
Wiek : 19 lat
Zawód : trybut
Przy sobie : nóż, biały proszek w saszetce, latarka, ząbkowany nóż, zapałki, butelka wody utlenionej, dwie pieczenie, dwa jabłka, banan, nóż do krojenia, widelczyk do ciasta, dwa widelce
Obrażenia : 2 ukąszenia gończych os - na szyi i na policzku

PisanieTemat: Re: 2    Nie Wrz 28, 2014 12:16 pm

Wnętrze pomieszczenia bardzo odpowiadało Emrysowi. Pewnie zastanawiałby się nad pozostaniem tu na dłużej, gdyby nie fakt, że było tu stanowczo zbyt zimno i pokój znajdował się zbyt blisko Rogu Obfitości. Wolał zawędrować gdzieś dalej, nie tak blisko trybutów pozostałych w sali bankietowej i nie tak blisko ognia. Kto wie, czy Organizatorzy nie postanowią pozwolić płomieniom się rozprzestrzenić. Wtedy lepiej jest nie być w pobliżu epicentrum pożaru. Nie chciał też zostać tu dłużej, ponieważ takie nagłe skoki temperatur źle mogą wpłynąć na organizm, a chyba nikt nie chciałby skończyć z grypą w środku Igrzysk. To oznaczało szybką śmierć, chyba, że Sponsorzy postanowiliby wesprzeć trybuta lekami. O ile mu w garniturze było całkiem ciepło, zresztą nigdy nie należał do zmarzluchów, tak dziewczynom w tych sukieneczkach może faktycznie być chłodno, szybka zmiana miejsca była jak najbardziej wskazana.
Właściwie nie jestem pewny, ilu trybutów zginęło, ale faktycznie, chyba coś koło ośmiu. Trochę tych wystrzałów było – powiedział, zatrzymując się przed chłodziarką.
Nie mogli jednak stąd wyjść nie zajrzawszy chociaż do paru szafek. I lodówki. Którą Emrys otwierał chyba aż nazbyt ostrożnie, cały czas zastanawiając się, czy nie powinien przypadkiem sobie darować. Lodówka to atrakcyjne miejsca dla każdego trybuta, a więc idealnie nadaje się do tego, by zastawić w niej pułapkę. Chociaż Everhart nie wiedział, czego może spodziewać się po otworzeniu drzwi. Agresywnego jogurtu? Morderczego kawałka sera? Krwiożerczej kiełbasy? Emrys zmarszczył czoło, dochodząc do wniosku, że ma wyjątkowo niedorzeczne myśli, po czym zajrzał do środka, gdzie ujrzał…
Mamy piwo! – oznajmił z szerokim uśmiechem, chwytając za jedną butelkę i odwracają się z nią w kierunku towarzyszy. – I jajka. Przydadzą nam się jajka?
Nie czekając na odpowiedź, ściągnął z siebie plecak i upchnął w nim dwie butelki piwa. Więcej już się nie zmieściło.
Jeśli ktoś chce piwo, a zawsze to jakiś napój, to musicie spakować je do plecaków, bo w moim nie ma już miejsca – stwierdził, zapinając swój ekwipunek i z powrotem wkładając go na plecy. – I myślę, że z jeden, dwa ręczniki dobrze byłoby wziąć. I zabieramy się stąd, jak powiedziała Pandora. Jest tu zbyt zimno – przyznał rację Rouse, podnosząc się z ziemi. Parę chwil później znalazł się obok dziewczyny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1952-daisy-daignault#24688
http://panem.forumpl.net/t1786-zlote-dziecko-dawnego-kapitolu-zaprasza#22519
http://panem.forumpl.net/t1644-daisy-daignault#21160
http://panem.forumpl.net/t2602-stayin-alive#37670
http://panem.forumpl.net/t2515-daisy#36305
Obrażenia :

PisanieTemat: Re: 2    Nie Wrz 28, 2014 12:34 pm

Huśtanie się na palcach i piętach było zajmujące, jednak nie na tyle, by mogła dalej ignorować rozmowę swoich sojuszników. Zmysły Daisy powoli wracały do normy, wyłapując rzeczywistość, z jaką przyszło się jej zmierzyć. Nagły chłód, nieprzyjemna cisza i zaskakujący spokój. Pasujący doskonale do prezencji uśmiechniętej lalki z obciętymi włosami, w końcu podchodzącej do Emrysa. Nie skomentowała w żaden sposób liczby martwych osób ani nie dopytywała o personalia, kiwając tylko powoli głową, jakby uważała ósemkę za szczęśliwy omen.
Tak samo jak pojawienie się na pokładzie butelek z alkoholem. Gdyby mogła, uśmiechnęłaby się jeszcze szerzej, ale sztuczny rozstaw warg i tak osiągał niespotykany poziom i jej złota twarz napinała się niesamowicie, próbując pomieścić na szczupłej buzi uśmiech Jokera. Zachwycającego się legalnym środkiem odurzającym, jaki dostarczyła im Coin.
Najchętniej wypiłaby od razu całą puszkę, ale zamiast tego posłusznie odebrała od chłopaka alkohol, wsadzając go do bocznej kieszeni plecaka. Podobnie zrobiła z jednym z białych ręczników i tak wyekwipowana ruszyła w kierunku drzwi, z Alexandrem tuż za swoimi plecami.

zt, powrót na korytarz, jeśli MG nie ma ma nic przeciwko?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 2    Nie Paź 19, 2014 6:00 pm

/z korytarza; forever alone ^.^"

Teoretycznie powinna się wszystkim przejmować. Tym, co zrobiła i tym, czego zrobić nie mogła, jednak w tym momencie… Czuła się zobojętniała, pusta. Zupełnie tak, jakby jakimś cudem przypadkiem nacisnęła wewnętrzny wyłącznik uczuć, przez który to jeszcze cokolwiek potrafiła przeżywać. Teraz już tego nie było, a ona nie czuła, by czegokolwiek jej brakowało. Odczucia przepełniające ją wcześniej były złe, przez nie reagowała głupio i irracjonalnie, w tym momencie to sobie uświadamiała.
Wchodząc powoli z korytarza, rozejrzała się po pomieszczeniu ostrożnie, teoretycznie upewniając się w tym, że nic na nią nagle nie wyskoczy. Teoretycznie, bowiem w praktyce byle zmiech mógł nawet pojawić się znikąd, dosłownie z powietrza aportować tuż przed jej nosem, by wykazać chętkę na schrupanie jej niczym pieczeni świątecznej, którą ktoś podaje setce głodnych dzieci z Kwartału.
To właśnie z myślą o tym i o tych wszystkich zamkniętych dokładnie drzwiach, Delilah spojrzała na kawałek ciała trzymany w swojej dłoni, nie zastanawiając się zbyt wiele i, tuż po przytrzymaniu butem drzwi, rzuciła nim, celując dokładnie w sam środek pokoju i patrząc na to, co się stanie. Nie odwracając wzroku od punktu, w którym ludzkie mięso z cichym plaśnięciem uderzyło o podłogę.
- No, taś taś, rekinki… – Mruknęła pod nosem, uśmiechając się do siebie w sposób, który większość ludzi określiłaby zapewne mianem dziwnego lub też nawet przerażającego, patrząc choćby po okolicznościach.
Cóż, ona sama nie widziała w tym wszystkim raczej nic nienormalnego, choć zapewne musiałaby przyznać, że jej ocena w jakimś stopniu ostatnio się spaczyła. W jakimś stopniu… W wyjątkowo przeklęty i parszywy sposób, który robił z niej chyba niezłą psycholkę. Skąpaną we krwi zabitej nie tak dawno młodej trybutki, uśmiechającą się do siebie dosyć nienormalnie i jeszcze na dodatek mającą ochotę śmiać się niczym ta wariatka. Bo tak, to wszystko zdawało jej się niemożliwie wręcz zabawne.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Pon Paź 20, 2014 8:02 am

Plaśnięcie mięsa o podłogę było jedynym dźwiękiem, który rozbrmiał w pomieszczeniu. Podczas gdy Deliliah stała wpatrując się w eter wyczekująco nic się nie wydarzyło. Jedyną nienaturalną rzeczą zdawać się mógł pannujący w pomieszczeniu chłód.

Na razie możesz swobodnie krążyć po pokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Pon Paź 20, 2014 10:26 pm

W pokoju zmaterializował się nowy prezent od sponsorów - zestaw zatrutych strzałek (5 sztuk + dmuchawka). Broń dopisano do ekwipunku.

przepraszam Deli za zwłokę i GO za wcięcie się w niemoją trybutkę *posypuje głowę popiołem*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 2    Wto Paź 21, 2014 3:02 am

Pustka, kompletna i niezmącona niczym pustka, jaka panowała już nie tylko w jej wnętrzu, ale również i w pomieszczeniu, do którego przyszło jej teraz wejść. Usiłując przy okazji doprowadzić ją do zupełnego szaleństwa, bowiem w tym miejscu już nie tylko sama przejmująca cisza rwała na drobne kawałeczki umysł oraz duszę człowieka, ale również wszechobecna biel miała swój wkład w tym, że Delilah nie czuła się zbyt dobrze w obecnie odwiedzanym pokoju.
Owszem, istniało prawdopodobieństwo tego, że pobyt tutaj przyniesie jej coś lepszego od tych wszelkich paskudztw, jakie spotkały ją wcześniej, ale zdążyła się już właśnie przekonać co do tego, że oczekiwania skazanych na rzeź trybutów w większości mijały się z planami Organizatorów, jakich interesowała raczej zwykła zabawa. Rozrywka, jaką mogli czerpać z widoku płynącej po ofiarach krwi, szaleństwa widocznego w oczach, tych niezliczonych słów wskazujących na trud wkładany w to, by przetrwać kolejne minuty...
Nie chciała brać udziału w czymś takim. To było ostatnią rzeczą, której mogłaby kiedykolwiek pragnąć. Ha!, to nawet nie było ostatnie na liście jej pragnień, bowiem zwyczajnie na niej nie figurowało, nie powinno kiedykolwiek zaistnieć. Chciała tylko wieść swoje niekoniecznie dobre życie w Kwartale, wprowadzając w nie nieznaczne zmiany na jeszcze gorsze - bo chyba choćby z tym właśnie wiązały się wcześniejsze myśli o zrezygnowaniu z wychowywania przypadkowej pociechy i umieszczeniu jej w jakiejś względnie dobrej rodzinie.
Zaś od czasu pamiętnych Dożynek... Wszystko poplątało się do tego stopnia, że sama nie wiedziała już, czego tak naprawdę pragnie, co chce osiągnąć. Poza przeżyciem będącym życzeniem wręcz oczywistym, bo umierać mimo wszystko nie chciała. Choć nie było dobrze i w każdej chwili mogło tylko się pogorszyć, nie zaczęła wprowadzać do swojej głowy myśli samobójczych czy też dotyczących choćby poświęcenia się dla jakiegoś wyższego celu.
Poza tym Sarenka... Teraz chyba zaczynała patrzeć na nią w zupełnie inny sposób. Bardziej pogmatwany, możliwie odrobinę niewdzięczny, bowiem swojej natury ot tak pokonać nie była w stanie, jednak z pewnością dla niej samej szokujący i... Troskliwy? Czyżby przychodziło do niej coś z zupełnie innych kategorii? Nie mogąc powstrzymać grymasu na twarzy, spróbowała się uśmiechnąć, żałując w tym momencie, że nie ma jakichś uroczych dołeczków w policzkach, które mogłyby rozczulać osoby sponsorujące Igrzyska.
Kit z tym, że była cała we krwi, miała obłęd w oczach, potargane włosy i kawałki ludzkiego ciała, zwłok jej niedawnej towarzyszki, które zamierzała wykorzystywać jako ewentualną przynętę, a właściwie - coś, co mogłoby odwrócić od niej uwagę zmiechów. W takim wypadku dołeczki w policzkach czy też na tyłku się nie liczyły, a jednak...
- Co myślisz, Sarenko...? - Spytała, wsłuchując się w ciszę, by po chwili pokiwać głową. - Faktycznie, jest tu podejrzanie spokojnie, ale mięso leży jak leżało... To pułapka? Tak sądzisz? Może spróbujemy sprawdzić najbliższe zakamarki, a w razie czego rzucimy jeszcze ciocią Carly...? - Ponownie pokiwała głową, patrząc na swoje blade dłonie, na których lśniła krew zabitej Coin.
- Wypoczęłyśmy, zjadłyśmy i chyba jesteśmy na siłach, by cokolwiek zrobić. - Powiedziała, wyciągając z plecaka, wciąż trzymanego na plecach, kij bejsbolowy, by uśmiechnąć się całkiem niewinnie... Niezdrowo niewinnie.
- Będziemy siać postrach na dzielni, nie? Ale na łyso się nie ogolimy, choć nowy dres wypada kupić. Ten w domu jest trochę rozciągnięty... Przegrałyśmy walkę o naszych kochanych, Oni przegrają życie. To nieodłączny akt. - Kolejne kiwnięcie, a następnie zagryzienie wargi i zerknięcie na materializujące się przed nią strzałki, które to podniosła, wpychając do zapinanej bocznej kieszonki plecaka, by mocniej ująć kij w ręce.
- Co mówisz? To moje dołeczki na tyłku? Nie bądź taka hop do przodu, bo ci z tyłu zabraknie, Sarenko. - Rzuciła upomnienie w eter, powoli trącając kijem jedną z najbliższych szafek, by spróbować otworzyć ją bez narażania się na uderzenie jakiegoś Czegoś, co mogło w niej żyć. Ponoć latające wiewiórki we włosach były ciepłą czapką, ale nazbyt mocno się przywiązywały... Tak przynajmniej słyszała...
Kolejne kiwnięcie i uśmiech skierowany do kogoś, kto nawet nie istniał.
- Oj, bo się zarumienię. Też cię kocham, Sarenko. A teraz zobaczmy, czy są tu jakieś materiały na czapki... Myślisz, że Carly chciałaby jedną...? Czapkę. Ubyło jej włosów.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Sro Paź 22, 2014 12:36 am

Głos trybutki odbijał się od biały ścian pomieszczenia burząc panującą tam ciszę, był jedynym dźwiękiem, który dało się tutaj wyłowić i zdawać by się mogło, że wszystkie obecne w pokoju meble nasłuchiwały go z uwagą. Nic jednak się nie wydarzyło, z eteru nie wynurzyły się żadne zmiechy, zaś w otworzonej szafce dziewczyna nie znalazł niczego poza dużą tabliczką czekolady. A przynajmniej, tak mogłoby się zdawać, póki ktoś uważnie nie przyjrzałby się podłodze pod stołem, na której powoli zaczęła gromadzić się szara mgiełka, leniwie sunąca we wszystkie strony, na razie jeszcze niedostrzegalna dla prowadzącej poszukiwania Deliliah.

Deliliah, od teraz nie możesz opuszczać pomieszczenia bez mojego pozwolenia.
Czekolada zaraz zostanie dodana do Twojego ekwipunku.
PS. Przepraszam za zwłokę z postami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 2    Czw Paź 23, 2014 12:28 am

[Zamulam, przepraszam, choroba nie chce być zającem i uciec. ]

Cóż, musiała przyznać, że chyba nawet aż nazbyt mocno spodziewała się czegoś wyskakującego z szafek i to bynajmniej nie takiego w swych zamiarach mającego tylko radosne uściskanie jej z radością, a już prędzej radosne zrobienie sobie z jej ciała spiżarni czy też wyjątkowo wygodnej poduszki.
Niczego takiego jednak jej oczy nie ujrzały, nos nie wyniuchał, a ciało nie poczuło. Ot, szafka jak szafka. Może podejrzanie czysta i lśniąca bielą, od której bolały ją zęby, ale nic poza tym. Dokładnie tak, zęby. Jakby gryzły się z tym kolorem, choć przecież nie miała ich żółtych, czarnych, zniszczonych czy coś. Rywalizacja białego...? Ponownie tego dnia zachichotała.
Uniosła brwi, uśmiechając się do siebie krzywo i oceniając wzrokiem jedyny akcent, który wyróżniał się na tle śnieżno-snowowej bieli.
Akcent, który normalnie sprawiłby zapewne tyle, że na jej skrzywionych ustach pojawiłby się nieco bardziej dziecięcy uśmiech, teraz jednak tylko oczy, z pewnością przyciągające uwagę na tle umorusanej krwią i pokrytej pyłem ze zrujnowanego korytarza, Deli zaświeciły się przez moment.
- Patrz, Sarenko, co my tutaj mamy. - Wymruczała, wciąż chichocząc. - Dawno nie jadłyśmy czekolady, co? Czekolada tuczy, ale... Jakaż szkoda, że ciocia Carly jej nie spróbowała. - Spojrzała smutno na zakrwawiony kawałek ciała leżący smętnie pośrodku podłogi, by kilka mrugnięć oka później uśmiechnąć się z zadowoleniem i odłamać kawalątek czekolady.
- Ale nic nie szkodzi. Zaraz to naprawimy. - Poruszyła sugestywnie brwiami, celując słodyczem wprost w carline mięso. - Niech ci pójdzie w cycki! Albo i nie, bo jesteś martwa. To niech pójdzie ci w mentalne, eteryczne, duchowe cycki czy co to ty tam masz! - Roześmiała się, patrząc na powietrze obok siebie, jakby zerkała na kogoś, kto stoi przy jej boku i pokiwała głową. - Z pewnością będzie zadowolona.
Potem zaś owinęła się mocniej marynarką, zasłaniając czerwieniący od chłodu nos i chowając czekoladę do plecaka, by przygryźć wargę w zastanowieniu.
- Co robić? Co robić, Sarenko? Szukać dalej czy sobie iść?




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Sob Paź 25, 2014 1:52 am

Podczas gdy trybutka rozmawiała sama ze sobą szara mgiełka zaczęła rozprzestrzeniać się po pokoju w o wiele szybszym tempie, gdy zaś dziewczyna w końcu ją dostrzegła było już zdecydowanie za późno na wycofanie się. Obłok gazu zetknął się z nogami Deliliah i swobodnie wspiął w kierunku jej kolana, by po chwili zniknąć, zdawać by się mogło wsiąknąć w ciało trybutki. Zjawisku temu nie towarzyszył żaden ból, nic też niepokojącego nie zadziało się z suknią, którą dziewczyna miała na sobie. Jednak, nie to powinno najbardziej zajmować uwagę młodej kobiety, gdyż już parę chwil po tym jak gaz do niej dotarł od strony rzuconego wcześniej mięsa doszły nieprzyjemne mlaszczące odgłosy. Wraz z pojawieniem się w powietrzu zapachu świeżo skoszonej trawy, kilka kroków od Deliliah zmaterializował się zmiech przypominający drapieżnego ptaka, który teraz pożywiał się spokojnie, nie spuszczając jednak z dziewczyny wzroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 2    Sob Paź 25, 2014 10:28 pm

Wreszcie doszły do porozumienia, decydując, że opuszczą dziwaczne pomieszczenie najprędzej jak to tylko będzie możliwe. Wyjdą, zamkną za sobą drzwi i odpłyyyyyyyyyyyyyyyną... Nie, nie! Raphael! Miały poszukać Raphaela! Głupiutkie. Całkowicie o tym zapomniały, a przecież to było ważne, istotne, niewątpliwie i niezaprzeczalnie potrzebne. Nie miały co prawda bladego pojęcia, do czego mogłoby przydać im się znalezienie Granta, ale przez coś był to cel, za którym zamierzały chyba podążać. Przynajmniej aż do momentu, w którym nie znajdą kolejnej części układanki prowadzącej je ku nagrodzie głównej. Bajecznie!
- A więc opuszczamy ten chłodny pokój, dosłownie oziębły!, a potem kierujemy się w góóóóóórę... korytarza. Tak. To dobry plan. Później zobaczymy. - Mruknęła, potrząsając głową tak, że zafalowały jej nawet te włosy, których nie miała.
A może miała...? Nieważne, nieistotne, nie w temacie. Mają iść, pędzić, spieszyć w stronę zachodzącego słońca i takich tam. Gdyby to tylko było jeszcze takie proste jak to wyglądało w teorii. W praktyce bowiem nic nie wypadało jak powinno. Nim zdążyła... zdążyły zrobić choćby krok w stronę drzwi, ich oczom ukazał się co najmniej podejrzany widok, jakim była, niespodzianka!, biała mgła skradająca się do nich w sposób przyprawiający o dreszcze z dosyć jasnego powodu.
Oglądało się przecież telewizję, prawda? Dziwne gazy, jakby skradające się powoli, by skoczyć niespodziewanie na nieświadome ofiary... Zdecydowanie nie miewały dobrych zamiarów. Zwłaszcza już w chwilach, gdy to wiadome było, że są wytworem nędznych paluszków, przypominających już chyba raczej tłuste paróweczki niż normalne palce, braci organizatorskiej. Wtedy to rzeczą najzupełniej normalną było to, że brało się nogi za pas i nie patrzyło na nic innego niż tylko na to, by zwiać i nie powyrywać sobie nóg z dupy jednocześnie.
Delilah nie zdążyła jednak nawet podjąć próby ucieczki, a tylko zachybotała się na piętach, patrząc na obłoczek z miną małego dziecka i otwierając szeroko usta w wyrazie zaskoczenia. To było... Takie ładne! Czy tylko ona widziała drobinki kurzu unoszące się w lekko cytrynowym świetle? Czy tylko jej przypominało to jedną z tych wielkich, śnieżnych kul, jakie miał w swym gabinecie jej ojciec? To było... Takie jajś!
Chciała tego dotknąć, bardzo-bardzo mocno chciała zanurzyć w tym rękę i poczuć czy faktycznie jest takie mięciutkie i delikatne, na jakie wygląda. Tego też jednak nie zrobiła, mrugając intensywnie powiekami i na krótką chwilę odzyskując choć na tyle zdrowego rozsądku, a może to było tylko złudzenie? świat składał się ze złudzeń! karuzeli!, by postawić krok w tył i odsunąć się jak najdalej od gazu płynącego w jej kierunku, którego jednak nie potrafiła niczym powstrzymać.
I nie, to nie było puszyste i mięciutkie. To było... Cóż, zupełnie nijakie. Jak gdyby nigdy nic przesuwające się po jej ciele, by wreszcie zniknąć, najwyraźniej przenikając przez jej softshellowe spodnie i wepchniętą w nie sukienkę, lecz nawet wtedy Deli nic nie poczuła. Chyba powinna być zaniepokojona, czyż nie?
Nie miała jednak okazji do zastanawiania się nad tym, bowiem już po krótkiej chwili do jej nozdrzy dotarł, tak przez nią uwielbiany, zapach świeżo skoszonej trawy, zaś jej spojrzenie przyciągnął dziwny stwór materializujący się tuż przy kawałku "cioci Carly z dodatkiem czekolady".
Ptak? To chyba był ptak, jednak żadna z nich nie widziała w życiu tak wielkiego pierzastego. Dobra, Sarenka nie widziała w życiu żadnego pierzastego, bo najzwyczajniej w świecie nie dane jej było nawet na świat zerknąć, jednak to akurat w tym momencie się nie liczyło. Ważniejsze było bowiem to, że stworzenie zaczęło bezczelnie posilać się kawałkiem martwej trybutki, dodatkowo jeszcze gapiąc się na Deli, co też w żadnym razie jej się nie spodobało.
Mimo wszystko, nie wydała z siebie nawet najcichszego dźwięku, starając się nie bać, bo przecież zwierzęta wyczuwały strach. A może to tyczyło się tylko psów...? Kit z tym, nie chciała się obawiać i nie miała się obawiać, usiłując zastygnąć w bezruchu do chwili, w której ptak-nie-ptak wreszcie raczy choć na moment spuścić z niej spojrzenie.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Pon Paź 27, 2014 2:46 pm

Podczas, gdy trybutka stała bez ruchu ptak nadal się posilał, z każdym kęsem zdając się rosnąć w oczach, by w końcu przerwać konsumpcję i otrząsnąć się gwałtownie, a następnie zaskrzeczeć ochryple, głośno i w sposób najmniej przyjemny dla ucha. Zmiech rozprostował skrzydła, prezentując je w całej okazałości i przez chwilę trwał bez ruchu, mierząc dziewczynę drapieżnym wzrokiem, by w końcu poderwać się i zaatakować ją szybko i gwałtownie, za cel obierając sobie jej twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Pon Paź 27, 2014 11:12 pm

W pewnym momencie na całej Arenie zaczyna dziać się coś dziwnego. Najpierw lekkie drżenie staje się odczuwalne we wszystkich pomieszczeniach; przedmioty na półkach i ścianach cicho pobrzękują, powietrze zdaje się wibrować. Czyżby poruszał się cały budynek? Wstrząsy nasilają się z każdą sekundą i wkrótce są już tak silne, że trybutom trudno jest ustać na nogach. Z sufitów zaczyna sypać się tynk, szyby w oknach pokrywają się siateczką pęknięć, które pojawiają się również na fragmentach murów. Z bliżej nieokreślonego miejsca - jakby oddali - dochodzą stłumione odgłosy wybuchów, zakończone jednym, największym i ogłuszającym, kiedy pole siłowe wokół Areny znika. Na kilka sekund wszystko rozbłyska jaskrawym, oślepiającym światłem, a gdy ono niknie, za oknami rozciąga się już widok zupełnie inny niż poprzednio. Rozsypuje się wyświetlany przez Organizatorów hologram, a trybuci mogą podziwiać krajobraz Ziemi Niczyich oraz lądujący właśnie poduszkowiec. Na radość jest jednak za wcześnie, bo Arena lada chwila może rozsypać się jak domek z kart.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar

PisanieTemat: Re: 2    Pon Paź 27, 2014 11:30 pm

Kiedy pole siłowe dookoła Areny zostało zniszczone mężczyźni, którzy wcześniej znajdowali się na zewnątrz i ostrzeliwali generatory, teraz weszli do budynku kierując się do pomieszczeń, w których znajdowali się trybuci. Szli parami, każda para do jednego pokoju, poruszając się szybko, aby zdążyć przed zawaleniem się budynku.
- Trybuci, prosimy nie stawiać oporu! – krzyknął jeden z pary, otwierając drzwi i patrząc po twarzach trybutów – Pole siłowe otaczające Arenę uległo zniszczeniu! Jesteśmy tutaj, aby zabrać was w bezpieczne miejsce. Proszę z nami. Ruchy, ruchy! – dokończył donośnym głosem, zaganiając dzieci do wyjścia. Musieli zachowywać się profesjonalnie, grać tak, jakby byli tam z polecenia rządu. Chociaż w istocie chodziło im o  uratowanie trybutów, nie mogli zdradzić im nic więcej poza oczywistymi faktami. Poza tym musieli się spieszyć , każda sekunda była na wagę złota, z chwila zwłoki mogła zakończyć się tragicznie.


Trybuci teraz możecie pisać już w tym temacie

A ja bym prosiła jednak o napisanie przynajmniej po jednym poście w pomieszczeniach, może MG będzie chciał się wtrącić? :>
~ MG
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 2    Wto Paź 28, 2014 11:17 pm

Dochodziła w tym momencie do wniosku, że... Cóż, ptaki to zło, nie lubi ich i najchętniej by je wszystkie spaliła, wybiła, utopiła, udusiła tudzież doprowadziła do ich wymarcia w jakikolwiek inny sposób, byleby tylko więcej nie musieć oglądać skrzydeł, dziobów i innych takich, które zaczynały napawać ją... Nie, nie przerażeniem, a zniesmaczeniem.
Dokładnie tak. Była zniesmaczona  wielce genialnymi pomysłami Organizatorów, którym najwyraźniej powoli zaczynała już kończyć się wena i którzy posyłali na nią przerośnięte wróble. Nieważne, że wróbla jej to w żadnym razie nie przypominało, istotne było to, że tylko ten ptaszek przychodził jej teraz na myśl. Ptaszek... Ptasiek... Ptasisław? Stanisław? Z pewnością w komplecie do modułu odpowiadającego za rośnięcie w siłę na diecie z trybuciego mięska miał jeszcze jakieś głupie imię, nazwę czy cokolwiek, jednak w tym momencie...
W tym momencie zapsioczyła pod nosem na Sarenkę, uznawaną przez nią teraz za osobę podrzucającą do głowy myśli będące w obecnej sytuacji tak bardzo nie na miejscu, obserwując stworzenie, lecz nie potrafiąc zmusić się do jakiegokolwiek ruchu. Zupełnie tak jakby wmurowało ją w ziemię tu i teraz, by robiła za jakiś pomnik żałości tych Igrzysk. To zaś w żadnym razie nie przypadało jej do gustu.
Tak samo zresztą jak i coraz bardziej drażniący ją zmiech, o czym nie omieszkała wspomnieć Sarence, by już po chwili... Cóż, rzucać się w pusty od mebli bok w sposób teoretycznie zwiewny, lekki tudzież delikatny niczym ruchy baletnicy, zaś praktycznie... Worki pełne ziemniaków czy też przesyłki przerzucane w sortowniach przez kurierów miały w sobie chyba więcej gracji, znacznie więcej gracji. Najważniejsze jednak, że odskoczyła od zwierzęcia na tyle, na ile potrafiła to zrobić, czołgając się po podłodze niczym przeładowana rzeczami glizda i wyciągając ze stanika kolejny kawałek mięsa, by rzucić nim w ptaka. Kolejny i kolejny, i kolejny, jeszcze następny... Nie myślała, rzucała.
- Sarenka... Sarenka... Sarenka... Ptasiek... Zły Ptasiek... Sarenka... Ściany... Sufit... Biało... Dlaczego tak biało? Zima... Śnieg... Zimno... Biało... Sarenka... - Szeptała chaotycznie, przesuwając się po podłodze, gdy wszystko dookoła niej sypało się i trzęsło. Ona też się trzęsła, uchylając przed ptakiem i próbując zwiać mu, choć drzwi... Drzwi zrobiły fiuuuuuuuu! i pojawili się ludzie. Co oni tutaj robili?
- Mówili, idiotko, mówili do ciebie. - Wymruczała, zerkając na gadatliwego człeka. - A co mówili? Iść? Gdzie iść? Bezpiecznie... Chcę spać... Bezpiecznie spać, ale Ptasiek... Ptasiek nie pozwoli... Zły Ptasiek... Sarenka! - Pisnęła, zasłaniając się przed widokiem zmiecha, kuląc na podłodze i nie mając pojęcia, co się dzieje. - Nie pozwólcie Ptaśkowi nas zabrać... Ptasiek jest głodny... Nie dajcie...




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 2    Czw Paź 30, 2014 2:18 pm

Możesz już pisać na zewnątrz, pamiętaj jednak o halucynacjach, które nie ustąpią jeszcze przez co najmniej godzinę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: 2    

Powrót do góry Go down
 

2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: 2. arena :: Skrzydło wschodnie-