IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
4

 

 4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: 4    Pon Wrz 22, 2014 5:06 pm



Zrujnowana łazienka odstrasza już na pierwszy rzut oka, ale jeśli przyjdzie Ci spędzić tu trochę czasu, może rozejrzysz się uważnie? Nie masz gwarancji, że woda cieknąca z kranów nadaje się do picia, jak bardzo trzeba być spragnionym, by zaryzykować jej spróbowania?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 1:02 am

- Deeeliiilaaah... Jak. Mogłaś. Mi. To. Zrobić. To paskudztwo, no – wyszeptałam, stojąc prawie na środku łazienki. Prawie, bo na środku stały dwie bliźniacze wanny i się wrednie na mnie lampiły. Nie tknę ich. Za nic! Nie jestem zagrożeniem. Niech spadają! Ja zaraz wychodzę i mnie nie ma.
Mimo to stałam prawie na tym środku, skulona, jakby wokół mnie pełzało pełno węży i czekałam, aż mnie ten syf zabije. Łazienka to królestwo. Żadna nie powinna stawać się czymś... takim. Ten gruz był wszędzie, mogłam na niego przymknąć oko, ale te brudne płytki? ZASŁONKI PRZY PRYSZNICACH! Matko Zgrozo! Zabierz mnie daleko!!! To ja, twój uniżony sługa, który błagałby na kolonach, gdyby nie te paskudne warunki.
- Wracamy – powiedziałam stanowczo, odwracając się napięcie w kierunku drzwi. W moich niebieskich oczkach pojawiały się pierwsze łzy, które starałam się powstrzymać. Lider musiał być twardy. Inni powinni czuć, że mogą na nim polegać, a ja właśnie taką osobą byłam. Nim się rozpłaczę, bo wtedy wszystko runie. – Nie zamierzam tu spać. Wy też, prawda? Nie patrzcie tak chętnie na to miejsce! To miejsce gryźć! Dobra, boję się tego miejsca i nie zmuszajcie mnie do tego, bym ja... i to COŚ... Delciu! Mattie! Lucy? Carly? Baaastku! Wszyscy na nie, więc idziemy! – Stwierdziłam, klaszcząc w dłonie i wracając do stojącej nieopodal drzwi Delilah.
- Powiedz im, by się ruszyli – szepnęłam do niej, kładąc jej na ramieniu swą delikatną dłoń. Liczyłam bardzobardzobardzo na nią, bo oni wszyscy stali jak kołki i czekali na zbawienie chyba. Albo śmierć od tych zasłonek. Tych paskudnych i pfepfaśnych zasłonek. Tabitha miała lepsze w swojej tragicznej łazieneczce. Mogłam wrócić do tamtej, jeśli tylko nie zmuszą mnie, bym została tu choćby sekundę dłużej.
- I marne miejsce do igraszek też – dodałam powoli po chwili ciszy, chcąc przekonać zboczeńców. Może wszyscy, podobnie jak ja, myśleli ostatnio tylko o jednym? Miała przemożną chęć na pewne rzeczy i to miejsce temu nie sprzyjało. – Ogniska też nie da się rozpalić. Pianek smażyć i... No... Kochacie Mandy, prawda? - Spytałam, patrząc z nadzieją na Delilah, by potem zerknąć na Turnera i ostatecznie zawiesić wzrok na Lybergu i jego wkurwiającej twarzy. Musiał być taki przystojny?



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 1:44 am

- Serio? Patrz, a ja myślałam, że to komnata rozkoszy. - Powiedziała tylko i wyłącznie po to, aby Amanda choć na moment zamarła w analizie jej słów, jakie raczej miała wziąć za zupełnie niesarkastyczne, przymykając się przy tym na tyle, aby Deli mogła dokonać jakiegokolwiek rozpoznania tego miejsca.
Nie było lepsze od reszty tych, jakie już im się ujawniły, jednak od biedy mogło raczej ujść. Przynajmniej na wstępne ogarnięcie ich sytuacji, może jakieś drobne przepakowanie się, niezbyt długi odpoczynek oraz wreszcie przegrupowanie się w jakiś sposób. Nie mogli przecież przemieszczać się non stop tak dużą grupą. W chwili obecnej było ich sześcioro, co oznaczać mogło zarówno przewagę liczebną nad resztą pozostałych trybutów, jak i masową zagładę przy jakimkolwiek większym niebezpieczeństwie.
Lecz nie to było w tym wszystkim najbardziej zwracające uwagę. O nie! Zdecydowanie najlepsze w całej tej akcji było to, że to właśnie ONA, zazwyczaj dosyć niepoważna i luźno podchodząca do życia osoba, najwyraźniej najbardziej myślała nad powagą sytuacji na Arenie. Nie dając tego po sobie raczej zbyt mocno poznać, jednak niewątpliwie robiąc coś wbrew swojej naturze, co na dodatek przychodziło jej tak łatwo. Zamieniając ją w chodzącą powagę, Pannę Wcale Nie Mam Wszystkiego W Nosie, którą przecież nie powinna być. Nie nadawała się do roli głównej myślicielki, oj nie! Zdecydowanie nie.
A jednak właśnie w nią się wcielała, sztywniakując jeszcze bardziej od swojego przyjaciela i praktycznie wszędzie wypatrując niebezpieczeństwa. Powinna wrzucić na luz, jak najbardziej musiała to zrobić, bo inaczej to się skończy zupełną zagładą. Wielka dorosłość nie była dla niej. Nie chciała być tą biorącą na siebie najwięcej rzeczy, podejmującą ostateczne decyzje wbrew propozycjom innych, bo ona ze swoją wielką poważną dupą myśli inaczej, czy też wyrabiającą inne dziwy. Chciała tylko przeżyć.
- To w tej chwili najbezpieczniejsze miejsce. - Stwierdziła powoli, wykonując ruch ramionami, który miał chyba dać blondynce do zrozumienia, że Delilah osobiście niby to wszystko zwisa, ale wynosić się stąd chwilowo nie ma zamiaru. - Posprawdzamy je, pozatykamy wszelkie podejrzane dziury, upewnimy się co do bezpieczeństwa, a następnie opracujemy plan na najbliższą przyszłość. Na korytarzu nie możemy tego zrobić. Pozostaje nam więc łazienka, o ile nie chcesz wrócić do oranżerii. Ja nie chcę.
- Patrz na to logicznie, Dee. Jeśli już mamy rozpalić gdzieś ognisko, co nie jest chyba takim głupim pomysłem, to chyba najlepiej to będzie zrobić gdzieś przy źródle wody, by w razie czego móc je zagasić, nie? Czy może nie mam racji? - Spytała, wydając z siebie westchnięcie i zbliżając się do Amandy, aby opiekuńczo objąć ją ramieniem, co było kolejną rzeczą zaprzeczającą jej naturze, lecz przychodzącą jej wybitnie naturalnie. Tak samo zresztą jak cmoknięcie Dee w czubek głowy.
- Prawda, sama nie przepadam za wannami, ale spróbujmy chwilę tu pobyć, dobra? - Wyszeptała do Amandy, po chwili odzywając się już trochę głośniej. - Ktoś ma coś przeciwko temu? I jak z plecakami?




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2355-carly-coin
http://panem.forumpl.net/t2357-relacje-last-minute#33396
Wiek : 17 lat
Zawód : Leży i pachnie na pół etatu.
Przy sobie : Trzy banany, łyżka, antybiotyk, ząbkowany nóż, zapałki, igła z nitką
Obrażenia : Obtarte kolana, poparzone, ale opatrzone łapki, skręcona kostka, a poza tym to nadal jej cycki nie urosły.

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 3:25 pm

Wyzwiska Lucy nie za bardzo na mnie działały - nie wydawała się mi groźna w tych swoich tęczowych włosach i z raczej niskim poziomem ogarnięcia. Dlatego jedynie pokiwałam jej głową, bo ciotka kiedyś mi powiedziała, że za niewszczynanie kłótni z głupim jest trzysta dni odpustu - cokolwiek to miało znaczyć, brzmiało jak coś pozytywnego, więc cieszyło mnie, że coś zdobyłam. W końcu trzeba umieć doceniać małe rzeczy. Zwłaszcza teraz, kiedy każda chwila może być twoją ostatnią. Widmo zbliżającej się śmierci naprawdę zmienia ludzi i nie do końca byłam pewna, czy w moim wypadku wyszło mi to na dobre. Może zmądrzałam? A może tylko tak mi się wydawało, wiecie, taki nagły przyrost ego jako reakcja obronna organizmu przed paraliżującym strachem. Szkoda, że adrenalina wyparowała ze mnie równie szybko, co się pojawiła - teraz, na widok grupki, która stała przed nami, schowałam się lekko za Lucy. Była ode mnie sporo wyższa i ogólnie jakaś taka... bardziej postawna niż moje metr sześćdziesiąt w kapeluszu. Nic więc dziwnego, że użyłam ją jako tymczasowy falochron, przed możliwym atakiem reszty trybutów.
Na szczęście okazało się, że to takie sieroty jak my. Bombowo.
Nie mogę ukryć, że duża ilość obcych osób mnie onieśmiela, więc nie odzywałam się do nikogo w ogóle. W ten sposób stwarzałam mylne wrażenie osoby cichej, albo nawet niemowy, ale świetnie się czułam jako tajemnicza osóbka - przynajmniej we własnym mniemaniu, oni mogli przecież mnie wziąć za dziwaka.
- Pleśń i grzyby są łatwopalne. - mruknęłam, kiedy weszliśmy do łazienki, a dziewczęta wspomniały o ognisku. Było tu też dużo suchych trocin czy czegoś drewnopodobnego, to chyba resztki sufitu, ale wolę nie sprawdzać. Nie za bardzo obrzydzało mnie to otoczenie - wierzcie mi, bądź nie, ale było parę takich miejsc w Trzynastce, a ja przesiadywałam tam z uwielbieniem, bo nikt mi tam nie zawracał dupy. Zapach nie był kuszący, ale ważne, że w oczy nie szczypało.
Weszłam bardziej do środka, zbliżając się do wanien. Byłam ciekawa, co jest w moim plecaku, dlatego zdjęłam go z ramion, oparłam na tych dziwnych schodkach i zajrzałam do środka. Cicho liczyłam na jakąś broń, wodę, albo coś w tym stylu, bo wykitowanie z powodu braku środków jest co najmniej śmieszne. Poza tym zerkałam podejrzanie na wannę, bo mój chory umysł wysyłał mi obrazy, które mówiły, że coś na mnie wyskoczy z odpływu.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 3:32 pm

Carly, w Twoim plecaku znajdują się ładunki wybuchowe, antybiotyk, ząbkowany nóż, zapałki, igła z nitką.

W pomieszczeniu nie dzieje się nic nadzwyczajnego, od czasu do czasu ze zniszczonych kranów skapuje kilka kropel wody, jednak z wanny i pryszniców nic nagle nie wyskakuje i wydaje się, że faktycznie największym wrogiem jest w tej chwili grzyb na ścianach.

Przypominam także o wpisaniu Waszych ekwipunków w pole 'Przy sobie' oraz obrażeń w 'Obrażenia', znaczne ułatwia to pracę MG. Dziękuję :>
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 5:07 pm

Przebywali w pomieszczeniu już dłuższą chwilę i nic, przynajmniej na razie, nie postanowiło ich zaatakować w celu konsumpcji. To było niewątpliwym plusem pośród całej bandy minusów o niekoniecznie niewkurwiającym tytule biorę udział w przeklętych Igrzyskach, cholera jasna!, który praktycznie nieustannie obijał się teraz o czaszkę Delilah, przyprawiając ją o chęć mordu.
Może nie dokładnie takiego dokonywanego na obecnych członkach jej sojuszu sierot wszelakich, zarówno dosłownych jak i niedosłownych, ale z pewnością realnego. Połączonego z coraz większą chęcią rozwalenia czegoś, co nie zwaliłoby się im przy tym na głowy. A że tutaj coś takiego raczej nie istniało z czystego powodu wszechobecnych zniszczeń, cóż, Di najwyraźniej musiała znaleźć coś innego, na czym mogłaby się wyładować i co nie miałoby ochoty jej natychmiastowo zabić. Była gdzieś taka rzecz? Osoba? Cokolwiek?
Jej spojrzenie, praktycznie równo z myślą o poszukiwaniu odpowiedniego obiektu, przebiegło po trybutach obecnych w łazience, zatrzymując się na dłuższą chwilę przy Lybergu. Cóż, niewątpliwie mieli ze sobą do pogadania. Skoro zaś unikanie rozmów z nią jeszcze w Ośrodku Szkoleniowym było dla niego najlepszym wyjściem, na Arenie opcję tę już stracił. I chociaż poruszanie tego wszystkiego, co też leżało jej na wątrobie, mogło okazać się prawdziwie udupiające, no i zakończone kolejną kłótnią, tym razem odpuszczać jej się nie widziało.
Poza tym raczej mogła liczyć na Amandę przy określaniu niebezpieczeństwa oraz piszczeniu, gdy już się ono pojawi. Sama oczy dookoła głowy również miała, choć niedosłowne - nie zrobiła sobie z nich opaski jak laska w tamtym roku naszyjnika z palców, więc raczej na dosyć sprawną reakcję mogła sobie w razie czego pozwolić.
Tak czy siak, obdarowała Dee jeszcze jednym uśmiechem przypominającym już bardziej grymas, zerkając przelotem na Coinównę i to, co z zawartości jej plecaczka zauważyć jakoś mogła, by zdecydowanym krokiem podejść do Lyberga i skrzyżować sobie ręce na piersi. Uniosła brew, patrząc na niego z wybitnie dziwną miną.
- Więcej unikać mnie nie możesz. - Powiedziała po prostu, dodając po chwili dokładnie tym samym tonem. - Więc kurewsko dobrze byłoby usłyszeć coś poza pseudobohaterskimi gadkami czy innym równie przydatnym gównem. Pozwolisz. - Bardziej stwierdziła niż spytała, machając ręką w stronę odrobinę oddalonego kąta łazienki. Tak czy inaczej miał z nią tam pójść. Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiedział. Miała w dupie to, co inni sobie o tym pomyślą, potrzebowała jasno ogarnąć kilka rzeczy i to w tej chwili.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 5:18 pm

Nagle dało się słyszeć cichutkie bzyczenie, a Sebastian mógł zauważyć, że pod jego stopami zaczyna się materializować jakiś kształt. Nie był to jednak zmiech, choć te pojawiają się na Arenie w dokładnie ten sam sposób. Charakterystyczny dźwięk oznajmił zebranym, że oto doczekali się, a właściwie pan Lyberg doczekał, pierwszego prezentu od sponsorów. Małe pudełeczko zawierało w sobie listek sześciu tabletek do uzdatniania wody, nie było jednak żadnej innej wiadomości od Johanny.

Sebastian, tabletki zostały dopisane do Twojego ekwipunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 5:29 pm

Łazienka, co? I nowi sojusznicy? Kolejni, dziwni ludzie, na których musiał uważać? Lucy zdążył poznać jeszcze przed losowaniem trybutów. Potem z nią nie rozmawiał, nie było kiedy, ale przynajmniej wiedział, jak się nazywa. Ta druga? Cóż... Coin. Nazwisko budziło w nim bardzo, bardzo ambiwalentne uczucia.
Tyle, że nie było okazji, by się nad tym zastanawiać. Czas intelektualnych zagadek już dawno minął, teraz liczyło się tylko przetrwanie lub - co bardziej prawdopodobne - po prostu nabicie dla swego życia odpowiednio wysokiej ceny. Lyberg gotów był także dać spokój wszystkim uprzednim problemom, komplikacjom - jakie one miały teraz znaczenie? - najwyraźniej jednak... Cóż, nie było mu dane.
- Ktoś ma jakieś tabletki uzdatniające wodę? - rzucił do zebranych, gdy rozejrzeli się już wstępnie po pomieszczeniu. Na ten moment chyba nie mieli co liczyć na lepsze. Mieli tu wodę (wątpił, by nadawała się do picia, ale woda to woda, można przynajmniej starać się jakoś ją dostosowywać), na upartego można się było przespać, było też tylko jedno wejście do pilnowania więc... Cóż, żaden luksus, ale na razie powinno wystarczyć. Może przynajmniej nic ich tu nie pogryzie.
Tym niemniej był ostrożnym. Rozejrzał się, poprawił plecak, przyjrzał wannom, zlewom i... W milczeniu poszedł za Delilah. Trudno tu było o jakąkolwiek intymność, ale czy naprawdę jej potrzebowali? Ostatecznie żadne tajemnice nie miały teraz wartości, a prywatność była luksusem, którego pozbawiono ich jeszcze w ośrodku.
Gdy zatrzymali się w wybranym przez dziewczynę miejscu, spojrzał na nią pytająco i nie zdejmując jeszcze plecaka z ramienia, od niechcenia sięgnął do kurka przy najbliższym zlewie. Zaczął go odkręcać bardzo, bardzo ostrożnie, bo przecież nie miał pojęcia, co się stanie. Popłynie woda? A może zafundują im tu komorę gazową? Dobrze byłoby sprawdzić, nie? Jeśli zamierzają urządzić tu sobie bazę wypadową, dobrze byłoby wiedzieć, czy faktycznie jest to choćby trochę rozsądnym działaniem. Zresztą...
Szybciej od odpowiedzi Delilah - spodziewał się właściwie awantury, wyrzutów, czegoś w ten deseń - doczekał się spełnienia swego życzenia. Czy przypadkiem nie pytał o tabletki do uzdatniania wody? Pytał. I właśnie je dostał. Dzięki, Jo!
Podniósł pudełko z ziemi i wyciągając listek tabletek, wsunął go do jednej z zewnętrznej, zapinanej kieszeni plecaka. Teraz przynajmniej mieli jakąkolwiek możliwość wykorzystania wody, nawet gdyby ta była początkowo niezdatna do użytku.


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 5:48 pm

Odkręcony kran zabuczał cicho, ale już po chwili popłynęła z niego woda. Początkowo brudna, żółtawa, minęło kilkanaście sekund nim zaczęła wyglądać na zdatną do picia. Nie była może krystalicznie czysta, ale nie wyglądała już też w żaden sposób podejrzanie.

Przypominam, że zgodnie z ekwipunkiem, z Waszej szóstki tylko Matthew jest w posiadaniu butelki z wodą, chwilowo nie macie innego naczynia, w które moglibyście ją nalać.
Lucy posiada natomiast nierozpakowany plecak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 6:44 pm

Pewnego rodzaju szokiem było to, że tak łatwo uda jej się nakłonić do rozmowy gościa, który najwyraźniej za cel wziął sobie unikanie jakiegokolwiek wdawania się w szczegóły. Czego Delilah więcej znosić nie zamierzała, pozostając jednocześnie osobą na tyle...
Cóż, powiedzmy, że usiłującą utrzymywać choć pozory dyskrecji, która przecież i tak nie istniała w miejscu takim jak ich obecne lokum. To było jednak coś równie ważnego jak kolor gaci Almy Coin, więc naturalnie miała to głęboko tam, gdzie gacie zdecydowanie nie dochodziły musiała przeprowadzić pełną i skomplikowaną analizę.
Jednak szok szokiem, lecz nieustające pragnienie podzielenia się swoimi wyjątkowo potrzebnymi przemyśleniami tudzież głębokiego uzewnętrznienia się, hahahaha - jakby faktycznie miała zamiar to właśnie robić, naturalnie okazywało się w tym przypadku znacznie ważniejsze. I tak z dupy wzięte, ale istotne w wypadku, gdy jeszcze nie gryźli piachu, którego nawet tu nie było. Kwiatków też nie mogli wąchać, cholera!
No, dobrze... Wcale nie uciekała gdzieś tam myślami, stawiając kolejne kroki w kierunku wybranego przez siebie miejsca. Nie wyglądały one również ani odrobinę tak, jakby szła na ścięcie lub inne, równie przyjemne, doświadczenie. Serio, raz po raz naprawdę przekonywała się, że ma to wszystko w dupie niezależnie od przebiegu. Chciała tylko przeżyć, nic więcej.
Co po części wybitnie zaprzeczało podejmowanym teraz przez nią decyzjom i innym takim, ale jakoś nie zwracała na to uwagi. Raz może faktycznie myśl o tym przeleciała przez jej głowę, lecz wypadła równie szybko, co się pojawiła. Myk! i ponownie jej nie było, pozwalając jej zapomnieć o jakichkolwiek dziwactwach, jakie to sobie roiła pod kopułą.
- Chcę wiedzieć na czym stoję. - Rzuciła głucho, gdy wreszcie zatrzymali się w nieco bardziej odosobnionym kawałku łazienki.
Nie mówiąc nic, spojrzała na odkręcany kran, nie siląc się nawet na uprzedzenie, że równie dobrze może się przez to nawet zapaść podłoga. Zbyt wyraźnie zauważała swoje sztywniactwo, by robić rzeczy mające na celu dalsze ciągnięcie tego. Naprawdę, pragnęła choć na moment powrócić do dawnych czasów. Wtedy niedocenianych, teraz okazujących się czymś całkiem przez nią pożądanych. Cóż, było i minęło, zdrowo spieprzone dzieło.
Widząc coś materializującego się na podłodze i wydającego z siebie wybitnie męczący uszy dźwięk, spojrzała na chłopaka w niemym pytaniu, dopiero po chwili stwierdzając, że są to najwyraźniej tak pożądane tabletki do uzdatniania wody czy coś w ten deseń. Nie skomentowała jednak przysłania prezentu, wracając do tematu.
- O co w tym wszystkim biega? W jednej chwili rzekomo się przyjaźnimy, by w drugiej... No, właśnie. By w drugiej, co? Zważ na to, że w każdym momencie możemy zejść i wal prosto z mostu. O co ci chodzi?




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Wiek : 17 lat
Zawód : prostytutka/kwiaciarka
Przy sobie : W plecaku: proca, latarka, zwój liny, zapałki, pusta butelka, nóż, widelec, latarka, kompas, paczka z jedzeniem; w ręku: pistolet
Obrażenia : lekko obite plecy, rana na łydce po ugryzieniu szczura

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 6:46 pm

Była szczęśliwa, może uradowana? Może to ten tygrysi instynkt? Bo gdy spojrzała na Amandę, gdy ją zauważyła, od razu wiedziała, że to będzie... ciekawe przedsięwzięcie. Ciekawa przygoda – pomyślałaby. Gdyby nie miała być jej ostatnią.
Uważaj na siebie, Lucy? Kpisz sobie, Raph? Kocham Cię, ale przestań być idiotą.
To może być coś wspaniałego, ci ludzie mogą być czymś wspaniałym, towarzyszami ostatniego tchnienia, z którym się już pogodziła. To jej ostatni dzień? To ostatni dzień – może ich wszystkich? Choć po cichu liczyła na to, że wygra ten, kto wygrać powinien, kogo obstawiała od samego początku. Właśnie on. Tylko i wyłącznie on. Choć nie znała swojego okrucieństwa na tyle dobrze, do tej pory wszystko wydawało się kolorowe, ale pozwoliła, aby jej przyjaciel poddał się najokrutniejszej ze śmierci Głodowych Igrzysk. Na razie tylko w marzeniach, paradoksalnie do tego, co miało się potem wydarzyć, ale tylko w nich, bo nie wierzyła, aby szczęście dopisało im na tyle, by mogli się jeszcze chociażby zobaczyć. Może jeszcze uklękną nad swoimi ciałem, to przerażająca wizja, ale nie odezwą się, nie pocałują się już w policzek i choć bardzo starała się w to wierzyć, to wiedziała, że tak się nie stanie. Czekała jedynie na dźwięk gongu, aby mogła prosić samą siebie o to, żeby to nie był on, choć miała nadzieję, tak samo wielką jak tą, że dotrze do samego finishu, że ten dźwięk, ta pojedyncza nuta zagra właśnie dla niego. I nie będą już musieli się martwić, oboje.
Mandy była miła, naprawdę. Armia króliczków? Fascynujące! Szkoda tylko, że Crow od pewnego czasu pozwoliła, aby sny odeszły na dalszy plan i takie rzeczy przestały ją bawić do tego stopnia, aby zaśmiała się teraz radośnie i przyklasnęła, bo uśmiechnęła się jedynie na widok promyczka, który rozświetla przysłonięte mrokiem aleje areny. Dodała trochę szczęścia, wskaźnik radości podskoczył do góry, a Lucy nie potrafiła nawet jej za to podziękować, bo wszyscy już zniknęli w drzwiach. W myślach uporządkowała sobie, dodała poszczególne jednostki do kolorowego pudełka zabawek i sojuszników. Deli – dziewczyna z dzieckiem, której nie znała, ale podświadomie starała się jej unikać, przynajmniej póki co, bo oprócz podziwu i cichej fascynacji nad uporem walki o życie nie stać było jej na nic więcej. Był jeszcze ojciec, bo plotki szybko się rozchodzą, ale on tym razem budził w niej obojętność. Znajome imię i ciało, które oprze miecz wycelowany w jej stronę. I Matt, którego znała, bo mijała często w Violatorze. Czyli nie mogła trafić lepiej, prawda? Wszystko powoli układało się w jedną spójną całość – koniec z troskami, przecież. Skoro ma to się skończyć, dobrze, że skończy się wśród nich. Przynajmniej do końca będzie optymistycznie.
Westchnienie. Tylko tyle potrafiła z siebie wydać, gdy weszli do środka, oni macali się z tabletkami i wodą, ona uklękła i ze spokojem przyjrzała się temu, co ma w plecaku, aby kolejno osunąć się pod ścianę, ze spokojem, nadal trzymając w ręku nożyk, bo stanowił jakby cząstkę tego pana, przy którym powinna teraz być. I tęskniła, naprawdę, ale był idiotą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 6:55 pm

Lucy, w Twoim plecaku znajdują się: proca, latarka, zwój liny, zapałki, pusta butelka.

Dodane do ekwipunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 7:09 pm

Woda... Ho, ho, woda. I nawet względnie czysta! Jasne, to nie świadczyło jeszcze o tym, że do czegokolwiek się nadawała, ale może... Była przynajmniej jakaś szansa. Jak już upora się z sałatką (do której do tej pory się nie dobrał) i zyskają miskę, wtedy będzie można sprawdzić. Jeśli zdążą, oczywiście. Bo mogą nie zdążyć. W każdym razie, zakręcił póki co kran, zdjął wreszcie plecak z ramienia, odkładając go obok siebie, poprawił przypięcie noża przy pasku garniaka i dopiero wtedy spojrzał na Delilah.
- By w drugiej nic - odpowiedział usłużnie, spoglądając na nią z uwagą, po czym... Uśmiechnął się nieznacznie. Wymuszenie. - O nic tu nie chodzi, rozumiesz? O nic. Miotamy się bez sensu, zamiast zwyczajnie się zagłodzić, nie dać tym wszystkim... - Bliżej niesprecyzowanym gestem wskazał, że chodzi mu o rząd i tych, których oglądanie Igrzysk wciąż bawi. - By nie dać im zabawy, na którą czekają. A do tego dochodzisz jeszcze ty, dziecko, to, że cię kocham. - Wzruszył lekko ramionami, jak gdyby nic szczególnego nie powiedział. Bo chyba nie powiedział. Jakiekolwiek ludzkie uczucia wciąż jeszcze się liczyły? - Nie wiem, za kogo dotąd mnie miałaś, Deli, ale ja nie jestem tak odpowiedzialny, jak ci się wydaje. - Znów wzruszył ramionami. Chyba nie znali się tak dobrze, jak dotąd sądzili, co? - Ostatecznie wolę uciekać niż stawiać czemuś czoła i... - Zmarszczył nieco brwi, oglądając się za siebie. Nagle tłok w łazience zaczął mu doskwierać, a skoro mieli jeszcze dwoje niesprawdzonych pomieszczeń, to...
- Chodźmy stąd. Pogadamy po drodze. - Bez pytania wziął dziewczynę za rękę, znów zarzucił plecak na ramię i pociągnął wróżkę za sobą w kierunku drzwi. Przed wyjściem zatrzymał się tylko na moment. - No co? Musimy w końcu coś robić, nie? Im dłużej sami znajdziemy sobie zajęcie, tym dłużej nie będą musieli go nam szukać organizatorzy. Chodź. Wrócimy niedługo... Albo i nie. - westchnął ciężko i chwilę później już ich w łazience nie było.

/zt Delilah, Sebastian


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 7:28 pm

Sebastian, Delilah, zapraszam tutaj.

Ledwie za wychodzącą parą zamknęły się drzwi, a czwórka pozostałych w łazience trybutów mogła przez ułamek sekundy zauważyć migotanie w okolicy klamki - oto pole siłowe na dobre zamknęło im jedyną drogę wyjścia z pomieszczenia.
Niemalże w tym samym czasie z prawie wszystkich kranów i pryszniców, pod bardzo wysokim ciśnieniem, zaczęła lecieć brudna, brunatna woda. Nie wydostaje się ona jedynie z kurków wanien, znajdujących się na środku łazienki. Wszystkie krany i odpływy wydają się być zatkane, bowiem ciecz wylewa się prosto na stare kafelki i gruz.


Amanda, Carly, Lucy, Matthew - jesteście uwięzieni w pomieszczeniu, starcie z polem siłowym może się dla Was źle skończyć. Jeśli woda dalej będzie leciała w takim tempie, już niebawem może sięgnąć Wam do kostek.
Sebastian, Delilah - na raziem nie możecie wrócić do łazienki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2425-matthew-turner
http://panem.forumpl.net/t2444-matt
http://panem.forumpl.net/t2443-matthew-turner
Wiek : 19
Przy sobie : kurs pierwszej pomocy
Obrażenia : poparzona kwasem prawa dłoń, dodatkowo opuchnięta od ugryzienia szczura, głębokie rozcięcie na czole, poderżnięte gardło, śmierć

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 8:43 pm

Zdecydowanie nie tak wyobrażał sobie pierwsze godziny igrzysk. Wylądował w grupie z obcymi, no dobrze, znał Amandę i całkiem nieźle kojarzył Lucy, ale nie wiedział czego może spodziewać się po reszcie. Wszystko to jakoś nie bardzo mu się podobało, zwłaszcza, że teraz trafili do jakiejś opuszczonej łazienki. Inwencja organizatorów nie zna granic, naprawdę... Musieli chyba zrozumieć, że wrzucenie trybutów do jakiegoś tropikalnego lasu jest zbyt dużym dla nich ułatwieniem. W tych warunkach byli w stanie zrobić niewiele rzeczy, których nauczyli się w trakcie treningów. Brak drzew, owoców, czy źródeł wody (zardzewiałych kranów w żaden sposób nie dało się pod to podciągnąć) skutecznie uniemożliwiały jakiekolwiek działanie. Mogli tylko chodzić z miejsca na miejsce i liczyć, że uda im się coś znaleźć.
Z tego wszystkiego chyba tylko róg obfitości wyglądał jakby zaprojektowano go z myślą o powodzeniu trybutów, a nie ich klęsce. Niemniej nie było już teraz czasu, ani sensu roztrząsać motywy jakimi kierowali się organizatorzy (które powinny być dość oczywiste - jak najwięcej jak najbardziej widowiskowych zgonów). W tej chwili liczyło się, by przetrwać jak najdłużej, a w większej grupie wystawiali się na niepotrzebne niebezpieczeństwo. Oczywiście takie rozwiązanie miało też swoje plusy - mogli pełnić na zmianę warty, gdy reszta spokojnie odpoczywała. Słabym punktem był tutaj tylko brak zaufania, które było aż nadto oczywiste.
- Ona ma rację - przytaknął za Delilah nie do końca będąc pewnym jej imienia, więc po prostu uznał, że na razie nie będzie go używał - Tutaj jesteśmy bezpieczni - uśmiechnął się delikatnie do Amandy, która nie wyglądała w tej chwili na kogoś, kto byłby w stanie zaufać ich słowom.
Zsunął z ramienia plecak opierając go o o jedną z wanien przy czym wciąż w drugiej dłoni trzymał nóż, którym tak bezczelnie pozbawił tchnienia jednego z trybutów. Gdyby wiedział kogo zabija (a raczej, czyjego pupila) to pewnie zaraz później sam poderżnąłby sobie gardło. Na szczęście (czy też nie) nie zdawał sobie z tego sprawy, więc jedynym problemem była tutaj skaza, której nabawił się na swojej już i tak mocno nadszarpniętej psychice.
- Nic nam tu chyba nie grozi - odparł rozglądając się po pomieszczeniu, które nie wyglądała zbyt zachęcająco, ale przynajmniej nie było tu żadnych dziwnych skrytek, skąd mógłby wyskoczyć na nich jakiś napastnik. W chwili, gdy Delilah odeszła na bok do Sebastiana Matt skorzystał z okazji i zrobił kilka kroków ku Mandy.
- Ufasz im? - zapytał półszeptem. Nie byli sami, ale musiał dowiedzieć się od niej chociaż tego, w końcu nie będzie przecież czuwał przez całą noc z nożem w pogotowiu. Wprawdzie Amanda miała zwyczaj pokładania swego zaufania w nieodpowiednich osobach (chociażby ojcu Matta), ale skoro wszyscy mieli tworzyć razem zespół to musiał wiedzieć co dziewczyna o nich myśli.
Kątem oka dostrzegł dwójkę trybutów opuszczających pomieszczenie. Pięknie. Uciekli.
- Dwóch mniej... - mruknął do siebie, by po chwili zauważyć migotanie w okolicach klamki drzwi, za którymi przed sekundą zniknęli Delilah i Sebastian, a zaraz potem ze wszystkich kranów z impetem wystrzeliły strumienie wody. Zaklął siarczyście pod nosem, po czym doskoczył do najbliższego kurka próbując przekręcić go we wszystkie możliwe strony, byle tylko zatrzymać wodę.
- Trzeba coś z tym zrobić!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 10:17 pm

Szybkie doskoczenie do kurków nie było najlepszym wyjściem. Lewa dłoń Matthew, która przez krótką chwilę zetknęła się z cieczą, zapiekła chłopaka, natychmiast też pojawiły się na niej czerwone, piekące bąble. Nie było już wątpliwości, że to nie z wodą mają do czynienia. Z okolic butów trybuta zaczął dobiegać cichutki syk, wyglądało na to, że kwas w jakiś sposób wyżera też podeszwę.
Ciśnienie cieczy sprawiło, że jeden z zardzewiałych pryszniców odpadł ze ściany, kwas wypływał więc teraz prosto z rury, zalewając podłogę. Carly, Lucy i Amanda mają tylko chwilę na reakcję, zanim dotrze także do nich.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: 4    Nie Wrz 28, 2014 11:21 pm

Komnata Rozkoszy? Czy to miejsce mogło być Komnatą Rozkoszy? Nie, nie mogło! Nie mogło! No, nie! Po prostu nie mogło, bo wtedy zdecydowanie unikałabym Komnat Rozkoszy, a nie chciałam ich unikać, bo ja chorobliwie wręcz pragnęłam rozkoszy. Jakichkolwiek! Aby tylko były, bo miałam wrażenie, że zaraz wkurwiona wysadzę swoją wściekłością cały świat, który coraz bardziej zaczynał na to zasługiwać. Zasługiwać... Cholera, przecież nie byłam osobą, która niszczyłaby czyjś świat. Ktoś się natrudził i go stworzył, więc nie mogłam od tak go wysadzać. Swą Krainę mogłam, ale nie tę planetę.
- Nie sądzę, by to była Komnata Rozkoszy. To zwykła łazienka, która w sumie już nie jest łazienką, bo przestała nią być miliony lat temu. Takie rzeczy powinno się zmiatać z powierzchni ziemi i to jak najszybciej, by nie raziły w oczy, przez co ja, jakże wrażliwa Amanda, muszę na to patrzeć, bo wy, ludzie ślepi, nie chcecie przyjąć do swojej świadomości faktu, że to jakaś nawiedzona łazienka. Pewnie zaraz zacznie się sączyć krew ze ścian, a dziecko-widmo zacznie biegać z misiem w ręku wokół tych wanien, bawiąc się z nami w morderczego berka. Dotknie cię? Zdychasz! – Zafantazjowałam nieco, ale to mogło się zdarzyć. Jak wiadomo, byliśmy wszyscy na arenie, a na arenie mogło się właśnie wszystko...
Czemu to nie była tak elegancka rezydencja, na jaką wyglądała przy kolacji? Zdecydowanie wolałabym, gdyby wszędzie nas otaczało takie bogactwo, przepych i czystość. Łatwiej by mi było uwalniać drapieżcę i... Chyba żeby być drapieżcą, powinnam zacząć polować na resztę, co wiązało się z porzuceniem Delilah i Matta, na co nie chciałam sobie pozwalać. Te dwie osoby były mi ważne i nie...
- Oranżeria może nie, ale inne pomieszczenie? Były też inne – jęknęłam, kopiąc kawałek gruzu i zaciskając przegrana wargi. Nie chciała zostawiać Delilah, więc skazana była na robienie tego, czego ta sobie życzyła. – A ogniska nie chcę... Nie musi ono być. Nie jest zimno...
Mogłam sobie mówić, ale nikt mnie nie słuchał. Mieli te swojego móżdżki, a Delilah miała Sebastiana, przy którym ja spadałam na drugie miejsce. DRUGIE! Nie miałam dla nich żadnej szczególnej wartości, gdy widzieli siebie i własne tyłki...
- Ufam – mruknęłam do Matta, gdy odprowadziłam tę dwójkę do drzwi. Delilah mnie zostawiała? Nawet nie powiedziała, że zaraz wrócą... Żebym poszła z nimi... Zostawiła mnie, gdy ja jeszcze chwilkę wcześniej powiedziałam, że im ufam. Właśnie, ufam, czyli wró... Nie, chyba już nie wrócą. Nie mogli, bo po...
- MATT! – Wrzasnęłam nagle, dziwiąc się samej sobie, że potrafię tak szybko reagować.
W sumie co w tym dziwnego? Robiłam już o wiele bardziej dziksze rzeczy. Tym razem jednak doskoczyłam do poparzonego chłopaka, jakby to właśnie poparzył się mój króliczek Pithy, a nie Turner, który przecież był mi obojętny. Ot, znajomy. Ba!, mój przybrany syn, którym nigdy jakoś szczególnie się nie interesowałam. Teraz zaś strach o niego, który pojawił się oczywiście przez niego, wstrzyknął mi taką dawkę adrenaliny, że... Nie chciałam myśleć o tym, do czego jestem zdolna w takim stanie. Po prostu chwyciłam go i odciągnęłam od tego żrącego cholerstwa, samej mocząc sobie w tym buty. Nie dbałam o to. Chciałam, by znalazł się z dala od tego. TEGO. Mówiłam, że łazienka, to zły pomysł!
Prędko poprowadziłam go po schodkach, stając wraz z nim między wannami. Mogliśmy przeczekać tu tę awarię, o ile ta ciecz zechciałaby w końcu przestać cieknąć. Sama zaś przyklęknęłam, szybko ściągając ze stóp buty i ciskając je do wanny. Pomagałam sobie nożem. To samo zrobiłam z obuwiem Matta. Nadal jednak cierpiał. Musiałam działać szybko.
Spojrzałam na kran jednej z wanien. Nie trysnął z niego kwas, a za to nadal sobie kapało niewinnie, na co zwróciłam uwagę na początku, gdy rzuciłam pierwszy raz okiem na to pomieszczenie. Podstawiłam pod kran malutkiego paluszka lewej ręki, by sprawdzić, czy będzie to kwas, czy może woda, którą mógłby mój towarzysz obmyć sobie rękę. Jeśli kwas, to oczywiście palec zaraz znalazłby się z dala od kranu, jeśli zaś nie kwas, to spróbowałabym odkręcić kurki.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Wiek : 17 lat
Zawód : prostytutka/kwiaciarka
Przy sobie : W plecaku: proca, latarka, zwój liny, zapałki, pusta butelka, nóż, widelec, latarka, kompas, paczka z jedzeniem; w ręku: pistolet
Obrażenia : lekko obite plecy, rana na łydce po ugryzieniu szczura

PisanieTemat: Re: 4    Pon Wrz 29, 2014 12:01 am

Obejrzała się za parą, która, czyżby myśleli, że niepostrzeżenie?, wymknęła się z łazienki. To arena a nie plac zabaw, przecież, nie powinni się rozdzielać. W żadnym wypadku! Ale nic nie powiedziała, zmarszczyła jedynie nosek i zanim zdążyła się odezwać, zrobić cokolwiek, spostrzegła: najpierw drżenie koło drzwi, delikatny połysk a następnie wodę, które trysnęła z pryszniców i wanny. Od razu cofnęła się, jakby odruchowo, a gdy Matt podszedł doń i okazało się, że to nie jest jednak zwyczajna woda (co podejrzewała od samego początku, ale nie przyjmowała do wiadomości – przecież nie może być aż tak źle!) złapała Carly za nadgarstek i wskoczyła razem z nią na podwyższenie przy ścianie. W samą porę, jak się okazało, bo kwas zaczął w niepokojąco szybkim tempie rozprzestrzeniać się po kafelkowej podłodze.
-O rany! - prawie krzyknęła, ale nie traciła czasu na to, aby martwić się swoim beznadziejnym położeniem. Amanda okazała się być super niemądra i postanowiła ratować Matta – godne podziwu ale mniej zachęcające, gdy okazuje się, że popsuła sobie przy tym buty! Lucy nie wiedziała, czy byłaby gotowa na takie poświęcenie!
Drzwi. Ładunki wybuchowe. Ale nie – pole siłowe. To głupota. Idealna dla niej, ale odrzuciła ten pomysł od razu. Organizatorzy potrafili być naprawdę złośliwi, a ona nie chciała testować, jak bardzo potrafią na własnej skórze. Co to to nie!
-Proponuję... - zaczęła uroczyście, jakby jej pomyślunek był najlepszym ze wszystkich obecnych, bo jakże to tak, oczywiście! -...przeczekać!
Nie widziała sensu w szamotaniu się po pomieszczeniu, naprawdę, ani kombinowaniu i planowaniu ucieczki, która skończyłaby się gorzej, niż mogli się tego spodziewać.
-Albo poczekajcie, zaraz zadzwonię po straż pożarną!
To był dobry plan. O ile opowieści trenerki o karetce podróżującej po arenie są prawdziwe. Liczyła na to, że jednak tak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Pon Wrz 29, 2014 12:31 pm

Doskoczenie do Matta nie było dobrym pomysłem, ale kto wie, czy ściągnięcie obuwia nie okaże się gorszym. Amandzie udało się jednak pociągnąć Matthew za sobą i wskoczyć na schodki. Nie mogli jednak czuć się bezpiecznie, poziom kwasu wciąż wzrastał i kto wie, kiedy dosięgnie także ich.

Podkładając palec pod kran wanny Amanda mogła się przekonać, że skapuje z niego prawdziwa woda. Odkręcenie kurków jednak zdało się na nic, ciecz nie popłynęła, wygląda na to, że wanna nie jest podłączona lub coś utknęło w rurze.

Lucy zareagowała bardzo szybko, dzięki temu razem z Carly stały teraz suchą stopą na podwyższeniu przy ścianie. Czas jednak uciekał, a szanse na pojawienie się straży pożarnej na Arenie były niemalże zerowe, choć wszystko zależało od tupetu i siły perswazji mentora panny Crow.

Główna droga wyjścia została odcięta, próba pokonania pola siłowego ładunkiem wybuchowym może nie skończyć się dobrze. Jeśli jednak ktoś rozejrzałby się uważnie, dostrzegłby wyłamane kratki wentylacyjne w suficie nad wanną. Może tamtędy uda się wydostać na korytarz?


Carly i Lucy - od wanien dzieli Was odległość półtora metra, możecie spróbować ją przeskoczyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
Wiek : 17 lat
Zawód : prostytutka/kwiaciarka
Przy sobie : W plecaku: proca, latarka, zwój liny, zapałki, pusta butelka, nóż, widelec, latarka, kompas, paczka z jedzeniem; w ręku: pistolet
Obrażenia : lekko obite plecy, rana na łydce po ugryzieniu szczura

PisanieTemat: Re: 4    Pon Wrz 29, 2014 3:12 pm

Wspaniale, idealnie wręcz – pomyślałaby, gdyby pole siłowe kiedyś zamierzało opaść a kwas zapragnął wyparować, ale nic takiego się nie stało. Zamiast tego dostrzegła swoim sokololusiowym wzrokiem kratę nad wanną, żeby to nazwać siebie w myślach kolejno idiotką, idiotką i żeby nie być dla siebie za miłym to jeszcze raz idiotką, a Mandy i Matta przeklętymi farciarzami.
-Ej, Mandy, spójrz! - zawołała wskazując na punkt nad wanną – Spróbujcie przedostać się tamtędy! - dodała po chwili, póki świadomość, że znajduje się na całkiem innej wysepce jej nie dopadła i nie uświadomiła sobie, jak blisko celu swej podróży się znajduje. Wspaniale. Idealnie wręcz. Nie chciała, żeby zabawa skończyła się tak szybko, a Noah był przecież obrotnym chłopcem, jeśli by chciał, to Lucy dostałaby nawet tyranozaura w słoiku. Dla chcącego nic trudnego, zwłaszcza dla chcącego Pana Rudego Przetrwałem Igrzyska Nie Wygrałem Całujcie Mnie Po Stopach. No, w takim razie, drogi przyjacielu – gdzie ta straż pożarna? Karetka? Może hydraulik? Czekam.
Westchnęła lekko szukając jakiejś drogi ucieczki. Mogłaby skoczyć, tak podpowiadał jej głosik w głowie, ale to nierozsądne, bo wątpiła, naprawdę, o ile ona wyszłaby z tego stosunkowo bez szwanku, Carly mogłaby spotkać się z większym problemem i Lucy doskonale to wiedziała, od razu gdy spojrzała na nią ze swojej mierzącej prawie metr osiemdziesiąt góry lodowej. Mogłyby także wskoczyć razem z butami i zdjąć je najszybciej jak to możliwie w wannie, ale ten pomysł jej nie odpowiadał, bo z natury nie była oszczędna, ale tej oszczędności graniczącej ze sknerstwem nauczyła się w Kwartale, gdzie każdy drobiazg, gdzie buty ratowały od odmrożenia.
-Mam wspaniały pomysł, hej! - oświadczyła uroczyście i poczęła usypywać z gruzu górkę na środku drogi do azylu, z którego droga na korytarz była już prosta, cudowna i wspaniała. Tak, tak, tak! Zaśmiała się przy okazji przy tej pracy nie patrząc nawet na pleśń czy brud. Wszak KOLeC niósł za sobą wiele ciekawych odkryć jak nowe odmiany pleśni, o których wynalazcy mogli usłyszeć w prastarych legendach. Okruchy zbierała z kafelek i zdzierała ze ściany, a gdy górka była na tyle wysoka, aby jej buty nie ucierpiały ani troszkę, zbadała ją uważnie stopą sprawdzając, czy jest aby na pewno bezpieczna i zrobiła pierwszy krok łapiąc Carly za rękę, a następnie opierając się już o krawędź wanny, aby wejść do niej ostrożnie i bez uszczerbku na zdrowie tejże wspaniałej srebrnej sukienki, którą zafundowali jej organizatorzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2355-carly-coin
http://panem.forumpl.net/t2357-relacje-last-minute#33396
Wiek : 17 lat
Zawód : Leży i pachnie na pół etatu.
Przy sobie : Trzy banany, łyżka, antybiotyk, ząbkowany nóż, zapałki, igła z nitką
Obrażenia : Obtarte kolana, poparzone, ale opatrzone łapki, skręcona kostka, a poza tym to nadal jej cycki nie urosły.

PisanieTemat: Re: 4    Pon Wrz 29, 2014 7:35 pm

Źle się dzieje w państwie duńskim. Bardzo źle. Naprawdę już pomijam fakt, że praktycznie wszyscy tutaj, może oprócz Lucy, mieli do mnie awersję ze względu na nazwisko, jakie dumnie trwało tuż przy moim imieniu. Byłam wręcz skonana ciągłym powtarzaniem, że rodziny się nie wybiera, bo uwierzcie mi, gdybym mogła, wolałabym być córką rolnika z Jedenastki i latać z motyką od nocy do rana. Zajęcie może niezbyt wybitne i pociągające, ale niosło ze sobą korzyści z bycia neutralną oraz nieznaną dla świata. Jednakże nie miałam zamiaru im pokazywać, że mi smutno, czy coś, bo wcale mi nie było, co to to nie. Jeszcze im wszystkim pokażę, że jestem lepsza niż moja ciotka, o. Zobaczycie.
Kiedy Matthew powiedział, że jesteśmy tu bezpieczni, miałam ochotę zaśmiać mu się w twarz, ale pomyślałam, że się w sumie powstrzymam, bo jeszcze wykraczę. Nerwy pomieszane ze strachem czyniły mnie strasznie ironiczną i niezbyt mi się to podobało. Niestety mimo chęci nie potrafiłam wymazać sprzed oczu nadciągających z każdą chwilą obrazów mojej rychłej, lecz masakrycznej śmierci. Ogarniała mnie lekka paranoja i tak bardzo starałam się to zamaskować, że nie zauważyłam, kiedy utknęliśmy w sytuacji zagrożenia życia. Ale takiej konkretnej, bo samo bycie na arenie jeszcze nikogo nie skreślało.
Czyli nawet jak coś się myśli, ale nie mówi na głos, to też można wykrakać?
Czułam, że całe życie przelatuje mi przed oczami, albo po prostu wszystko działo się tak szybko, że ocknęłam się dopiero wtedy, gdy stałam już obok Lucy na podwyższeniu. Byłam jej wdzięczna za uratowanie mi tyłka, bo znając mnie, stałabym tam jak sierota i zaczęłabym spieprzać dopiero wtedy, kiedy poczułabym, że kwas przeżera moje buty. Ale to nie był czas i miejsce na rozckliwianie się nad podziękowaniami - w końcu mówią, żeby nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Póki co plan był taki, żeby przeżyć i lepiej nie było zastanawiać się nad niczym innym.
- Nie wiem, co cię bawi. - powiedziałam do Lu, która z radością sypała gruz na podłogę. Rozglądałam się panicznie dookoła, zastanawiając się jak szybko utoniemy konając z bólu i według moich obliczeń, czekała nas długa i bolesna śmierć, chyba, że sobie walniemy z dyńki o wannę i skrócimy cierpienia.
Na szczęście w tym pomieszczeniu byłam teraz jedyną (i chwilową!) pesymistką, a reszta znalazła światełko w tunelu.
Chwyciłam ramię Lucy obiema dłońmi, kurczowo wbijając palce w jej skórę - znając moje sieroctwo, jeden nieostrożny ruch i leżę w kwasie, więc wolałam trzymać się mocno. Zeskoczyłam delikatnie na kupkę gruzu i nadal przyklejona do ręki dziewczyny, wdrapałam się na wannę, naprawdę starając się nie zahaczyć nogami o kwas. Już wolałam wpaść do tej wanny i nabić sobie guza na tyłku, niż uraczyć się kąpielą w tym czymś.
- Musi mnie ktoś wsadzić na barana, bo ja tam nie dosięgnę! - jęknęłam, patrząc na wysokość dziury w suficie. Nie dość, że nazwisko okropne, to jeszcze geny do dupy. Nie mogłam urosnąć chociaż dziesięć centymetrów więcej? Teraz byłoby to naprawdę pomocne.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Pon Wrz 29, 2014 10:42 pm

Pomysł z usypaniem grudek gruzu sprawdził się, Carly i Lucy bez większych przeszkód przedostały się do wanny. Poziom kwasu jest coraz wyższy, dosięga już do pierwszego schodka i gdyby ktoś niefortunnie się poślizgnął, na pewno umoczyłby się co najmniej po kostki.

Pamiętajcie, że brak reakcji nie pomaga Waszym postaciom.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: 4    Wto Wrz 30, 2014 12:24 am

Nadal nie mieściło mi się w głowie to, z jaką łatwością Delilah mnie porzuciła. Ba!, że w ogóle przyszło jej coś takiego do głowy. Dotąd myślałam, że jestem dla niej ważna, że coś się liczę i że ta mnie kocha. Kocha... Phi! Poszła sobie. Od tak. Nic nie powiedziała. Nawet nie zaszczyciła mnie swoim wzrokiem. Nie mogłam nawet zobaczyć po raz ostatni jej lśniących oczu. Poszło to w pizdu, a ja zostałam tu osamotniona, porzucona i zniesmaczona na dodatek. Opuściła mnie, idąc sobie z Lybergiem, a mimo to nie potrafiłam go nienawidzić. Nawet nie miałam na to czasu.
Z ciężkim westchnieniem odwróciłam się od kranu, patrząc na stan poparzeń Matta. Martwiłam się o niego. Zastanawiałam się, jak się czuł, ale jakoś krępowałam się o to pytać, co brzmiało absurdalnie, ale tak było. Chyba też bałam się, co również brzmiało absurdalnie, że mogłam urazić męską dumę i... Coś mi tu nie grało i nie chodziło tu jedynie o fakt, że kwas raczej nie zamierzał przestawać się lać. Coś w Turnerem. Zrobił mi coś i zamierzałam się dowiedzieć, co to takiego było. Niepodobnym, by cokolwiek zamykało mi usta i by to coś nie było pocałunkiem. Niecny Matt. Jego wina.
Uniosłam wzrok w górę, gdy Lucy zwróciła mą uwagę na sufit i kratki, które praktycznie nawoływały ich, by wcisnęli swoje tyłki na stelaż i pomknęli ku nieznanemu. Nie widziało mi się przeciskanie w ciasnych przewodach wentylacyjnych, ale to mogło nas uratować. Musieliśmy to zrobić, bo sama w tym być nie miałam. Właśnie, nie byłam samotna. Może Delilah, na którą liczyłam, mnie zostawiła, ale miałam Matta, Lucy i nawet milczącą Carly – ludzie, którzy mogli mnie pokochać, o ile już nie kochali i których ja również mogłam obdarzyć miłością. W sumie Matta i Lucy już pokochałam. Carly na razie wydawała mi się strasznie nieśmiała, przez co nawet nie mogłam jej poznać.
- Dobra – stwierdziłam, wstając. – Skoro to jedyna droga ucieczki i na nic innego nie możemy liczyć – zaczęłam, wzdychając ciężko – to wchodzę. Matt, dasz radę mnie podsadzić? Nie dosięgnę, a nie chcę skakać na tych wannach, by się nie połamać – przyznałam. Faktycznie mogłabym znów wykonać te swoje akrobacje, ale to wiązałoby się z wzięciem pod uwagę materiały, z którego było zrobione otoczenie. Wanny należały do ryzykownych faktur, choć w sumie byłam bosa.
Ucieszyłam się, gdy Matt okazał się szybko gotowy do działania. Oznaczało to, że nie jest z nim źle. Wcisnęłam nóż między ząbki, by mi nie przeszkadzał zbytnio przy podciąganiu się. Podsadził mnie, a ja zręcznie złapałam się rękoma, wdrapując na górę. Potem pomogłam wgramolić się Carly, ta Lucy, a Lucy pomogła Mattowi, który ostatni opuścił te paskudne wanny. Sama zaś wyjęłam z plecaka latarkę i zapaliłam ją, by się rozejrzeć. Nóż na wszelki wypadek postanowiłam trzymać w pogotowiu w lewej ręce, prawą zaś silnie ujęłam latarkę, by przypadkiem mi się nie wyśliznęła z dłoni. Pytanie, co teraz nas czekało...?



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2425-matthew-turner
http://panem.forumpl.net/t2444-matt
http://panem.forumpl.net/t2443-matthew-turner
Wiek : 19
Przy sobie : kurs pierwszej pomocy
Obrażenia : poparzona kwasem prawa dłoń, dodatkowo opuchnięta od ugryzienia szczura, głębokie rozcięcie na czole, poderżnięte gardło, śmierć

PisanieTemat: Re: 4    Wto Wrz 30, 2014 12:30 pm

Powinien był przemyśleć decyzję o doskoczeniu do jednego z kranów i walce z substancją z niego wypływającą. Wprawdzie nie spodziewał się, że będzie miał do czynienia z jakiegoś rodzaju kwasem, ale przecież na arenie wszystko było możliwe. Niestety, jedną z jego rozlicznych wad było to, że najpierw działał, a dopiero później myślał. Wydawało mu się, że układanie taktyki przed igrzyskami idzie mu całkiem nieźle i prawdę mówiąc był z tego naprawdę dumny. Niestety, życie jak zwykle zrewidowało jego plany, przez co wylądował teraz z grupką ludzi w opuszczonej łazience powoli wypełniającej się żrącą substancją.
Zaklął głośno, gdy poparzył dłoń natychmiast cofając ją spod strumienia, ale było już za późno. Brunatna ciecz zdążyła zrobić swoje i przez chwilę próbował otrzeć dłoń o marynarkę, na której zdążyła już zaschnąć krew Evena. Nie do końca to mu chyba pomogło, ale nie miał zbyt dużo czasu, by się tym przejmować. Jego uwagę przykuł syk dobywający się gdzieś z dołu. Spuścił wzrok i ku swojemu przerażeniu ujrzał dym wydobywający się spod podeszew jego butów. Chwilę później po sali rozszedł się krzyk Amandy, która doskoczyła do chłopaka odciągając go na bok. Stanęli na przestrzeni między wannami, gdzie na razie byli bezpieczni. Nie zdążył zareagować w żaden sposób, gdy zdejmowała mu buty i nie był pewien czy to dobra decyzja. Chociaż może i miała rację, nie wiadomo, czy kwas nie byłby w stanie przeżreć podeszwy i poparzyć mu stóp. Powinien pannie Gautier podziękować po wszystkim.
- Uważaj - jęknął, gdy dziewczyna postanowiła sprawdzić, czy z kranów wycieka woda. Na szczęście miała rację.
Poparzona dłoń piekła do niemiłosiernie, w zasadzie to równie dobrze mogła mu w tej chwili płonąć, a ból byłby porównywalny. Zacisnął jednak zęby próbując nie skupiać się teraz na tej kwestii, mieli zdecydowanie większe problemy na głowie.
Carly wspomnieniem na temat kratek i dziur w suficie skutecznie odwróciła jego uwagę od ręki. Byli uratowani! A przynajmniej mogli tak się przez moment czuć, bo teraz trzeba było 'tylko' dostać się na górę. Nóż schował do kieszeni marynarki, po czym wziął głęboki oddech.
- Dobra, po kolei - głos miał trochę niepewny, ale nie można go za bardzo o to winić, w końcu poparzenia kwasem to nic przyjemnego - Poradzę sobie - posłał Amandzie słaby uśmiech przez znów zaciśnięte zęby stając w pozycji, w której mógł skutecznie podsadzić wszystkie trybutki do góry.
- Teraz ty - gdy Amanda znalazła się już na górze wskazał na Carly, która chwilę później dzięki połączonym siłom Matta i Amandy dołączyła do tej drugiej. Kolejna była Lucy, a tuż po niej sam Turner. Udało im się uciec od kwasu, ale bardzo możliwe, że trafili na coś dużo gorszego...
Jedynym czym się cieszył to buteleczka jodyny ukryta w jego plecaku, który kurczowo trzymał zdrową ręką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: 4    Wto Wrz 30, 2014 12:59 pm

W pomieszczeniu dało się słyszeć znajome pikanie, oznaczające pojawienie się prezentu od sponsora, a w wannie, tuż pod nogami Amandy, pojawił się mały pakunek zawierający latarkę, noże do rzucania oraz noktowizor. Nie było natomiast żadnej notatki od mentora.

Dostrzegając swoją szansę w wyłamanych kratkach wentylacyjnych, trybuci zaczęli wdrapywać się na górę. Gdy Amanda przeczołgała się kawałek, by zrobić miejsce Carly, poczuła obrzydliwy odór zepsutego mięsa, ale to nie zapach był w tym wszystkim najgorszy. Dziewczyna zobaczyła przed sobą kilkanaście świecących punkcików, które zbliżały się do niej w szybkim tempie.
Trybuci nie przewidzieli tego, że sufit może być w równie fatalnym stanie, co reszta łazienki. Gdy Carly próbowała podciągnąć się do góry, cała czwórka usłyszała nagle głośny trzask, jakby coś właśnie pękało, a potem kawałek sufitu, ten, na którym leżała Amanda, runął w dół, prosto w kwaśne bajorko. Szybko rozwiązała się też kwestia świecących punkcików - to szczury-zmieszańce zaczęły wysypywać się przez sufit prosto do wanny, a ich piski poniosły się po całym pomieszczeniu. Stworzonka natychmiast zaczęły szukać jedzenia, kąsając przy tym trójkę trybutów.


Amanda, razem z kawałkiem gipsowej płyty wpadłaś prosto do kwasu, który na razie lekko ochlapał twoje nogi. Masz trochę czasu, zanim płyta się rozpuści, jednak na razie jesteś zbyt poobijana, by podnieść się i samej wrócić do wanny, która znajduje się około dwóch metrów od Ciebie. Nóż, który trzymałaś w zębach, podczas upadku rozciął Twoje wargi, gwarantując ci szerszy uśmiech, ogromny ból i krwawienie.

Carly, dzięki temu, że jeszcze nie zdążyłaś się podciągnąć, lądujesz z powrotem w wannie, ale nie jest to bezbolesny upadek. Odczuwasz silny ból w lewej kostce, która zaczyna szybko puchnąć i wszystko wskazuje na to, że jest skręcona.

Matt i Lucy, jesteście cali, ale szczury wyczuwają jedzenie, które znajduje się w Waszych plecakach, przez co nie przestają Was kąsać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: 4    

Powrót do góry Go down
 

4

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: 2. arena :: Skrzydło południowe-