IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Amanda Gautier

 

 Amanda Gautier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Amanda Gautier   Sro Wrz 03, 2014 11:01 pm

~~ * * * ~~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Sob Wrz 06, 2014 8:05 pm

//po treningach jakiś czas

W sumie lekko się stresowała. Tak leciutko, jak to miała w zwyczaju się stresować niegdyś przed każdym swoim występem akrobatycznym czy przed przyjęciami, na których miała być główną gwiazdką. Świetnie też wiedziała, że chwilowy stres zaraz jej przejdzie i oszołomiona byciem w centrum zrobi wszystko tak, jak planowała, a nawet lepiej. A co najważniejsze, będzie miała przy tym mnóstwo energii i świetnego humoru. Świetnie wiedziała, jaka była w takich sytacjach i na co było ją stać, by ściągnąć na siebie czyjąś uwagę. Właściwie, wiedziała, co robić, by ją ściągnąć. Tak instynktownie i miała nadzieję, że pokaz, który przygotowała dla Organizatorów ich zaciekawi, zwłaszcza że będzie miała nóż prawie przy swoim gardle. Dokładnie w wargach, które zawsze mogły go puścić.
Rozejrzała się po poczekalni, sprawdzając, kto jeszcze z jej znajomych siedział tu i czekał wraz nią na swą kolej. Margaritka, która z nią mieszkała, poszła na pierwszy ogień. I dobrze, bo naprawdę nie miała ochoty na nią patrzeć, zwłaszcza teraz, gdy wiedziała, że ta jej nie lubi. Nie rozmawiała z nią od chwili wylosowania ich nazwisk i też dobrze! Choć w sumie wolałaby, by się odezwała i ją przeprosiła. Nie chciała mieć jej za wroga w tych okolicznościach, ale sama wyciągnąć ręki jako pierwsza nie zamierzała. Jeszcze czego! To ona miała do niej jakieś wąty...
Delilah... Trzymała za nią kciuki, gdy zniknęła jej sprzed oczu. Tak mocno. Miała przeogromną nadzieję, że jej przyjaciółka zdobędzie jak najwięcej punktów i właśnie za to ściskała uparcie piąstki, póki nie nadeszła kolej na kolejnego trybuta. Aż ją ciekawość zżerała, jak Morgana sobie poradziła. Koniecznie musiała ją złapać po wszystkim i wypytać, bo przez te całe Igrzyska nawet nie miała okazji z nią porozmawiać na poważnie. W dodatku jej prezentacja tak długo trwała. Musiała ją wypytać o wszystkie szczegóły.
Sebastian właśnie wszedł, a jej pozostał jedynie Emrys, który siedział tuż obok i Matthew. Do żadnego się nie odezwała, siedząc sobie w milczeniu i zastanawiając się, czy aby na pewno powinna ryzykować z tym nożem w ząbkach. Mogła się zranić, a nie bez powodu jej w dzieciństwie zabroniono kroić i nawet przebywać w kuchni. Była jeszcze kwestia tego, czy trafi. Naprawdę wiele razy rzucała nożami przez ostatnie dwa dni i ciskała nimi już automatycznie w środki, nie bacząc na to, czy zmieniła miejsce, czy nie, ale niestety nie zawsze trafiała do celu. To, jakby nie było, były jedynie dwa dni, z czego kilka godzin każdego z nich spędziła na treningach i też na gimnastykowaniu się.
Cholera, czemu czegokolwiek się obawiała, skoro miała z nią być Eryda? Jej osobista bogini, kochanka i przyjaciółka, która miała ją natchnąć siłą, odwagą, bezwzględnością, perfekcjonizmem i przede wszystkim celnością. Duchem wojownika! Z nią mogła wszystko. Jedynie musiała się uwolnić i oddać siebie w jej ręce, by nią pokierowała wraz z jej wewnętrzną pumą.
Och, Erydzio – pomyślała, uśmiechając się do siebie i zaraz też gwałtownie wstała, bo rozbrzmiało jej imię, a tym samym nastała jej kolej. Klepnęła Emrysa w ramię, mrugnęła pokrzepiająco do Matta, o ile na nią spojrzał i prawie że w podskokach przeszła przez drzwi, uśmiechając się szeroko. Przedstawienie czas było zacząć! Drzwi za nią się zamknęły. Delikatnie.
Zamknęła oczka, skupiając się na chwilkę. Eryda i puma. Puma i Eryda. Puma, Eryda i Amanda – niezniszczalna i destrukcyjna trójka. Zaczynało się. Właśnie nadeszła jej kolej i czuła sierść, która jeżyła się na grzbiecie jej kociej przyjaciółki, i delikatne muśnięcia jej osobistej bogini. Otaczała ją, wspierała i dopingowała.
Odrzuciła ramiona w boki, gwałtownie, jakby chciała pozbyć się z dłoni resztek kropli, mimo że miała je białe i suchutkie przez magnezję. Machnęła jeszcze kilka razy dłońmi, jakby tym chciała strzepnąć z nich ciężar swego ciała, i odetchnęła głęboko, czując niesamowite podniecenie w piersi. Tak dawno nie dawała pokazu przed obcymi, ale nie tremowała się. O, nie! Ona czuła się jak ryba w wodzie, przez co w trybie natychmiastowym napełniła ją odwaga i siła, której w tej chwili potrzebowała. Jej dwie przyjaciółki pomagały jej, były z nią i prowadziły ku chwale. Cała sytuacja sprawiała, że na jej wargach wykwitł wielki uśmiech satysfakcji. Kochała to, za tym tęskniła i oto była.
Nie mogła w nieskończoność stać pod tymi drzwiami, a już na pewno nie kolejne sekundy. Otworzyła nagle swe oczka, które łypały dziko na salę, której panią właśnie była. Jej osobista scena teatralna! Jej przedstawienie, które miało ją wynieść na wyżyny. Miała zostać królową, zostać ukoronowana i to przez jej cudowną Erydę, gdy już ukłoni się na koniec przed tymi ludźmi. Chciała tego i nie było co zwlekać. Wyciągnęła jeszcze ręce wysoko w górę, składając je ze sobą i podskoczyła kilka razy na swoim miejscu, by nagle wziąć niewielki rozbieg i odwalić wstęp do swojej prezentacji. Wstęp.
Skoki na ścieżce... Coś, czego się niegdyś obawiała, a co sprawiło, że jej zgryźliwa i bardzo nieuprzejma trenerka, stała się jej wielką fanką. Blondi-typiarko-denerwiarka wtedy, na tamtej Sali, przestała być denerwującą dziewuchą dla swojej Mistrzyni, a stała się kimś, z kogo mogła być dumna i była, chwaląc się przed wszystkimi swym okazem. Salto, które wtedy wykonała Amanda na wieki zamknęły wszelkie nieuprzejmości względem jej drobnej osóbki w piersi trenerki, sprawiając, że w jej oczach zapłonęły iskry. Iskry miłości – świetnie je znała, bo to właśnie dla nich Gautier żyła, by być kochana, by być podziwiana, by być królową swego życia.
Nadal pamiętała siebie jako tę małą dziewczynkę, którą ojciec po raz pierwszy zaprowadził na lekcję. Widziała, jak jej rówieśnicy, tacy mali i smarkaci, a jednocześnie tacy dynamiczni, szybcy i gibcy brali rozbieg, by potem wykonać tę serię niesamowitych przewrotów. Pragnęła w tamtej chwili robić takie rzeczy ze swoim ciałem, myśląc jednocześnie, że pewnie osiągnie to po wielu latach treningów, gdy będzie już dużą dziewczynką. Najlepsze z tego wszystkie było to, że po dwóch latach Amanda robiła o wiele bardziej trudniejsze rzeczy, męcząc własne ciało, co, o dziwo, jej nie przeszkadzało. Od tamtej chwili... To był jej żywioł! Czyste szaleństwo w połączeniu z uwolnionym ciałem. Żadnego spięcia, żadnych ograniczeń. Mogła latać.
Krótki rozbieg skończył się odbiciem od podłogi i zrobieniem wpierw kilku drobnych przewrotów, by się wprawić w ruch, zgrać ze swoim ciałem i żywiołem. Po chwili wystrzeliła w górę, robiąc salto w powietrzu, by ponownie odbić się od podłogi i znów pofrunąć. Odbijała się od podłogi, jakby wcale jej nie dotykała. Dowodem były jedynie niewielkie ślady białego proszku po jej dłoniach. Odbijała się jak piłeczka, by następnie przecinać powietrze jak noże, którymi ostatnio tak zawzięcie rzucała. Obracała się jak one. Leciały szybko, zataczając piękne perfekcyjne koła. Ostrze na dole, ostrze u góry, dół, góra... I miało się tak obracać, póki nie miało trafić do miejsca docelowego. Tarczy, którą dla Amandy był środek Sali. Odwaliła na koniec podwójne salto, bo z potrójnym nie chciała ryzykować. Nie po tak nielicznych treningach.
I to wszystko. Wejście na salę. Kilkanaście sekund i była na miejscu docelowym, gdzie uśmiechnęła się jeszcze szerzej, oddychając głęboko nieco zmachana. Spojrzała na Organizatorów, kłaniając się jak dama dworu.
- AMANDA GAUTIER, Kwartał – powiedziała donośnym głosem. Puma mruczała zadowolona w jej głowie, zaś Eryda muskała opuszki jej palców, które gotowe były do akcji właściwej. – Ten występ chciałabym zadedykować mojemu kochanemu króliczkowi! Pithy, tony marchewek ci życzę, kochany! – Krzyknęła na całą salę, kłaniając się jeszcze raz i od razu podchodząc do stoiska strzelniczego, zabierając z niego niewielki nóż. Z dobrze trzymającą się w dłoni rączką. Nie wyślizgiwała się przy nadmiernej potliwości. Coś idealnego do jej dzikiego pomysłu.
Następnie odbiła się w podskokach, jakby była przedszkolakiem, do stoiska z roślinami jadalnymi, biorąc z niego jedną marchewkę i stojak na próbówki. Położyła swoje zdobycze na jednym wolnym wysokim stoliku, przesuwając go i stawiając trzy metry od drążka wolnostojącego. Trzy metry powinny wystarczyć do jej cudacznego wymysłu. Postawiła na stoliku ładnie równo stojak. Cmoknęła marcheweczkę i wcisnęła ją do niego tak, że nać robiła teraz za zielonego irokeza. Cudownie.
Nóż spoczął w jej prawej dłoni. W sumie mogła pożonglować nożami, ale wydawało jej się to oklepane. Wykonała kilka tanecznych ruchów, rozciągając przy okazji kilka mięśni i podchodząc do metalowej konstrukcji, która służyła do podciągania się. Amanda zamierzała ją potraktować jako własną rurę do tańca erotycznego w wersji masochistycznej. Tak serio, pragnęła, by oczka Organizatorów zrobiły się duże z oniemienia.
Przylgnęła do jednej z dwóch nóżek, podtrzymujących drążek, odrzucając głowę w tył i rzucając nóż na razie pod nogi. Poprawiła sobie kucyk, łasząc się do chłodnego metalu i zaraz też zaczęła go regulować, by nie zaryć nóżkami w podłogę przy swoich wygibasach. By dosięgnąć tak wysoko, zaczęła odgrywać rurową tancerkę, przewijając się na słupku i oplatając go swoimi nóżkami. To samo zrobiła z drugą stroną, by wrócić do noża i ująć go w swoje ząbki. Chwyciła jeszcze za leżący nieopodal biały proszek, wcierając go w swoje łapki, klasnęła w dłonie i stanęła krok przed drążkiem. Poprawiła nóż w ustach i...
Podskoczyła, łapiąc się dłońmi za drążek. Szybko i zwinnie, jakby nie miała ludzkich mięśni, jakby była drapieżnikiem, pumą o ludzkich kształtach i z przeciwstawnymi kciukami. Jak małpka. Słodka, urocza i umiejętna. Podciągnęła się prędko w górę, by wspiąć się na szczebel i usiąść nań tyłkiem, by zaraz też zmienić pozycję z siedzącej na klęczącą na swoich stópkach. Giętkie ciało sprawiało, że każdy jej ruch wyglądał tak naturalnie, tak delikatnie i jak najbardziej lekko, jakby nie wykorzystywała do tego jakiejkolwiek siły.
Ścisnęła mocno chłodny metal i napięła mięśnie, by powoli oderwać nogi i zachowując równowagę, unieść je wysoko w górę. W tej chwili stała na rękach około dwóch metrów nad podłogą, w ustach miała nóż, nóżki i ciało ładnie prężyło się w pionie i Organizatorów, którzy już musieli podziwiać jej niezwykły wyczyn. Rzadko kto potrafił w Kapitolu stanąć na rękach na podłodze, a co dopiero na drążku.
Kąciki jej warg uniosły się nieznacznie na moment ku górze, by po chwili zniknąć. Nie mogła pozwolić sobie na opuszczenie noża, bo byłoby to nieprofesjonalne, poza tym teraz... Zwolniła nacisk mięśni dłoni, okręcając się na drążku jak wskazówka zegara względem środka, ale zdecydowanie szybciej. Opadła na dół, by zaraz pomknąć ponownie ku górze. Kolejny obrót, kolejny, kolejny i kolejny... Zatrzymała się na moment na górze, tak jak wcześniej, by zamienić swoje dłonie i tym samym obrócić się drugim bokiem do Organizatorów. Potem ponownie zanurkowała, by wynurzyć się nad drążkiem i tak kilka razy, by zatrzymać się i prędko wrócić do pozycji startowej, która była zwyczajnym podwórkowym siedzeniem na drążku do trzepania dywanów. Mandy wyciągnęła nóż ze swoich ząbków, ujmując go w prawą łapkę. Zaśpiewała:
- Wlazł kotek na płotek i mrrruga. Ładna to piosenka, niedługa! Niedługa, niekrótka, a w sam raz! Zaśpiewaj koteczku jeszcze raz... – Zachichotała pod nosem, by zaraz odchylić się niebezpiecznie do tyłu... I jak się okazało, to bardzo niebezpiecznie, bo gdyby nie nóżki, to spadłaby na podłogę, a za to zwisła na zgiętych nogach, ciskając w rozpędzie nożem w marchewkę, by ściąć jej natkę. I ścięła wraz z kawałkiem czerwonego i chrupiącego warzywa. Niestety został kawałeczek natki, ale to nic. I tak uważała to za zajebisty wyczyn. Erydo, kurwo kochana! Ty i ja to miśki dwa! Chcę z tobą nawet do Hadesu!
Chwyciła rurkę w obie dłonie i zawisła na nich, wprawiając w ruch swoje ciało. Zaczęła się huśtać coraz bardziej, by w odpowiedniej chwili wybić się, zrobić potrójne salto w powietrzu i stanąć na swoich zgrabnych nóżkach. Mrugnęła do Organizatorów, by zaraz im się ukłonić. Zaraz też podeszła do stolika, by chwycić marchewkę w paluszki i zacząć ją chrupać.
- Proszę o maxi! I jakieś zacne zadanie. Tylko bym nie musiała łamać sobie paznokci. Spiłowałam je na kształt pazurków. Tak zacnie i przemrrrucznie – odezwała się w przerwie chrupania. Kołysała się na piętach, jak mała psotnica.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Sob Wrz 06, 2014 9:37 pm

Choć Organizatorzy patrzyli z lekkim uznaniem na twarzy, jak Amanda wykonuje w powietrzu akrobacje, ich miny szybko zaczęły się zmieniać, kiedy dziewczyna przeszła do dalszej części pokazu. Kilka kobiet, które siedziały w głębi, ledwo powstrzymywało się od śmiechu, spoglądając na wyczyny Amandy. Nawet mężczyźni pobłażliwie spoglądali na pnącą się po stojaku dziewczynę i żaden z nich nie wydawał się być pod wrażeniem. Gdy Amanda zaczęła śpiewać, jedna z Organizatorek nie wytrzymała i zachichotała przeraźliwie. Echo jej głosu brzmiało jeszcze, kiedy panna Gautier wykonywała salta.
- Powiedz mi, kochanie, jesteś tutaj, by reklamować Violator, czy żeby pokazać, że nie będziesz pierwszą trybutką, która zginie? - zapytała ironicznie chwilę później. Założyła kosmyk włosów za ucho i uśmiechnęła ze złośliwością. - Mam nadzieję, że jednak wybierzesz to drugie.
W tej samej chwili w podłodze coś zgrzytnęło. Fragment szerokości około czterech metrów, a długości pięciu zaczął się trząść, po czym unosić w górę wraz ze znajdującą się na nim Amandą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Sob Wrz 06, 2014 11:19 pm

Gautier była dumna ze swojego występu i chyba właśnie dzięki tym wszystkim pozytywnym emocjom, które ją otaczały, nie chciała wydrapać twarzyczki kobiecie, która to raczyła się odezwać z niezbyt przychylnym Amandzie komentarzem. I ten jej wyraz twarzy... Wcześniejszych reakcji na szczęście nie miała okazji widzieć, więc nie przejmując się jakoś szczególnie kobietą i zachowaniem reszty, przerwała spokojnie chrupanie marchewki, by z cierpliwością dorosłego jakim obdarzał małe dziecko spojrzeć w oczka jej rozmówczyni i jej odpowiedzieć. Grzecznie.
- Och, proszę pani, mam kompletnie inne cele. Ja jestem tu, by pokazać Państwu, że wygram – stwierdziła jak najbardziej poważnie, patrząc na zgromadzonych z szerokim uśmiechem satysfakcji na swojej dziecięcej nadal twarzy, by zaraz spokojnie oprzeć się o stolik, ponawiając chrupanie trzymanego warzywa. Uhm, to faktycznie jej odpowiadało, myśl, że wygra.
Naprawdę czuła, że mogła wygrać, gdy aktywność Erydy i pumy była dla niej tak bardzo odczuwalna, tak bardzo intensywna, gęsta, olbrzymia. Stała wyluzowana jak właśnie znudzony i rozleniwiony koci drapieżnik, który z takiego stanu zawsze z łatwością i gwałtownością mógł pokazać pazurek i to, że on na tym terenie rządzi. Dokładnie tak, Amanda była niczym puma, bo puma, która w niej siedziała była właśnie nią. Żadna przyjaciółka czy towarzyszka. Amanda była pumą, pumą była Amanda. Przyjaciółką zaś Eryda, która tchnęła w nią, czyli tego drapieżnika, jeszcze większą dzikość, odwagę i szaleństwo.
Stanęła oczywiście prościutko dla zachowania równowagi, gdy podłoga pod jej nóżkami drgnęła. Zaczynało robić się interesująco i zarazem zabawnie. Zachichotała pod nosem na swą pierwszą myśl, którą to postanowiła się podzielić z Organizatorami, a właściwie głównie ze wścibską kobietą.
- Czyżbyście zapragnęli striptizu? A może koncertu? – Spytała, z ciekawością patrząc prosto na kobietę, by zaraz ten wzrok przenieść na unoszącą się „scenę”. Zastanawiało ją, jak wysoko się uniesie i co też się wydarzy w trakcie tego wyzwania. Miała stolik, stojak na próbówki i kawałek natki marchewki do obrony. Albo ataku. Wizja ataku ją kusiła... To było jak pożądanie. Pożądanie mógł jednakże ugasić dobry seks, zaś tu... Krew i śmierć. To było właściwie ciekawe podejście do jej stanu.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Nie Wrz 07, 2014 12:06 am

Platforma wyniosła Amandę kilkanaście metrów nad ziemię, cały czas trzęsąc się i powodując, że dziewczyna co chwila traciła równowagę. Z tej wysokości wszystkie stanowiska zdawały się być dziwnie - a raczej niepokojąco - małe, zatem upadek z pewnością nie skończyłby się dla panny Gautier dobrze. Gdy platforma w końcu się zatrzymała, przez kilka chwil wyglądało na to, że nic się nie stanie. Szybko jednak ciszę przerwały kolejne zgrzyty. Tym razem dobiegały one ze ścian po prawej i po lewej stronie Amandy. Jeśli dziewczyna spojrzałaby w któryś bok, zdołałaby dostrzec tuzin wąskich otworów znajdujących się na jej wysokości.
Nagle z jednego z nich wyleciał błyszczący kształt, który ze świstem przemknął obok Amandy. Pęd powietrza musnął policzek dziewczyny, mogła także zauważyć, że przedmiotem tym był nóż. A raczej jego projekcja (choć równie niebezpieczna), bo gdy nóż zbliżył się do przeciwnej ściany, natychmiast rozpłynął się w powietrzu.
Nie minęło wiele czasu, a z otworów na przemian zaczęły wylatywać noże i tylko od zwinności oraz szybkości Amandy zależało, czy któryś z nich w nią nie trafi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Nie Wrz 07, 2014 1:06 am

Jej scena wznosiła się i wznosiła, i wznosiła. Amanda zaczynała żałować, że nie zeskoczyła z niej, gdy miała na to jeszcze szansę. Teraz ta już dawno minęła, chyba że chciałaby robić za placek na dole. Z pewnością pogruchotałaby sobie kości i pewnie też zmiażdżyła wiele organów. Nie widziało jej się to. Chciała żyć, przeżyć też Igrzyska i wrócić do Pithego i Tabithy.
Wysokość, na którą wzniosła się podłoga, wykluczała też jakąkolwiek chęć Organizatorów do obejrzenia striptizu z aktywnym udziałem Amandy. Oczywiście wcześniej się z nich naśmiewała, rzucając to pytanie i nawet nie myślała, że mogliby czegoś podobnego sobie zażyczyć, skoro nie widziała oczopląsów na ich twarzyczkach, gdy zakończyła swój występ, a szkoda. Teraz zaś miała podejrzaną podłogę, rozdmuchaną wizję striptizu i zgrzyty, które po zaistnieniu otrzymały pierwsze miejsce na tablicy „podejrzaności”, wyrzucając z tego miejsca podłogę na miejsce drugie.
Serio? Noże? Ucieszyłaby się, gdyby nie chciały jej zabić, a tak... Zaraz stanęła bokiem, gdy pierwsze ostrze przeleciało nieopodal jej policzka. Stolik nie mógł jej tu pomóc, bo mogła nim zasłonić jedną stronę swego ciała. Musiała się pobawić w ninję, a aby się w niego pobawić, skupiła się bardziej na słuchu niż na wzroku, który nie mógł ogarniać jednocześnie dwóch stron. Słuch, wzrok i skok. Szybko, zwinnie i dynamicznie. Akrobatyka sportowa, ale z dorzuceniem kilku przeszkód. Nic wielkiego, prawda? Gorzej, bo one się poruszały i mogły ranić.
Świst. Spojrzała w lewo i uchyliła się przed pierwszym. Wtedy też usłyszała drugi, a właściwie trzeci i czwarty, których uniknęła, odbijając się wysoko, by skoczyć w lewo. Musiała też uważać, by nie zlecieć. Nie patrzyła nawet za krawędź w dół. Musiała działać instynktownie, na wyczucie. I kolejne noże... Przylgnęła do podłogi, by zaraz skulić się, a następnie wyskoczyć znów w powietrze. Miała nawet okazję zrobić niewielką gwiazdę. Ogólnie było to ciężkie zadanie. Noże chyba wylatywały coraz szybciej i zaczynały ją dezorientować.
Chwyciła prędko stolik, unikając kolejnych ostrzy i zrobiła barykadę z jednej strony. Stolik był na tyle duży, że mógł zakryć ten uroczy komplet dwunastu dziurek. Upewniła się, czy na pewno chroni ją przed wszystkimi, nadal starając się nie być tarczą dla noży, a gdy mogła być pewna, że jedna strona została zasłonięta, zaczęła gimnastykować się z drugą połową. Jak mogła je pominąć? Stojak na próbówki i nać nijak mogły jej w tym pomóc. Musiała skakać i unikać swoich dobrych przyjaciółek, póki nie przestaną, póki sama nie padnie lub nie wpadnie na coś genialnego. Genialniejszego od popełnienia samobójstwa.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Nie Wrz 07, 2014 11:00 am

W pewnej chwili Amanda mogła odnieść wrażenie, że przemykających obok niej noży jest mniej i że lecą one wolniej, jednak jak na zawołanie złowrogi świst przybrał na sile. Kolejne ostrza coraz głębiej wbijały się w stolik, służący dziewczynie za barykadę, stopniowo go niszcząc. Stało się jasne, że mimo sprawnych uników panny Gautier dłuższe pozostanie na platformie groziło niebezpieczeństwem.
Jeśli Amanda wychyliłaby się jednak nieco poza krawędź po swojej lewej stronie, mogłaby dostrzec wąską, metalową drabinkę, która wcześniej musiała umknąć jej uwadze i która kończyła się mniej więcej w trzech czwartych długości ściany platformy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2388-amanda-gautier
http://panem.forumpl.net/t2407-kroliczki-amandy#34290
http://panem.forumpl.net/t2406-amanda-gautier#34284
http://panem.forumpl.net/t2807-dee-di#43183
Wiek : 20
Zawód : słodki nożownik
Przy sobie : plecak, jodyna, noże do rzucania, latarka, paczka z jedzeniem
Obrażenia : poszerzony uśmiech, epicki nóż między żebrami

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Nie Wrz 07, 2014 4:28 pm

Była pieprzonym drapieżnikiem, który niczego się nie lękał, robił wszystko, by przeżyć i nawet gdy coś zagrażało jego życiu, nie drżał, nie kulił ogona, a pokazywał pazurki i ząbki. Może właśnie dlatego jej wewnętrzna puma warczała, a ona sama zaciekle unikała kolejnych noży? Może to był ten duch, który ją otaczał? Jej osobista bogini Eryda? Jedno było pewne, Amanda nie zamierzała się poddać. Zamierzała walczyć z zaistniałą sytuacją, dlatego też nie baczyła na swoje zmęczenie, a dzielnie uchylała się. Póki nie usłyszała trzaski za sobą, które jawnie świadczyły o tym, że stolik długo nie wytrzyma. Musiała znaleźć plan B.
Nadal bacząc na świstające tuż obok niej noże, co i rusz zaczęła ogarniać najbliższą okolicę wzrokiem. Musiała jakoś uniknąć ostrzału, a aby to zrobić, najlepszym rozwiązaniem wydawało się być opuszczenie platformy. Niestety, nic nie przychodziło jej do głowy do czasu, gdy trójka sztyletów zmusiła ją do odskoczenia w lewo. Jej wzrok padł chwilowo na ściankę jej „sceny” i drabinkę do niej przyczepioną.
Nie czekała ani chwili dłużej. Wyciągnęła ręce, chwytając za pierwsze szczeble i odbiła się nogami od powierzchni, na której stała, by zrobić pół obrotu, uderzając plecami o kilka szczebli. Zasyczała. Bardziej przez gwałtowne naciągnięcie mięśni rąk, niż uderzenie plecami. Choć i to nie należało do „niczego”. Zaraz zamieniła dłonie, odwracając się przodem do drabinki i prędko, jakby była pająkiem, zmieniała położenie swych kończyn. Schodziła, schodziła i schodziła, póki nie natrafiła na pustkę. Drabinka się kończyła, a jej do ziemi brakowało około trzech metrów. Na dole twarda podłoga. Jeśli skoczy i źle wyląduje, to może sobie coś złamać... Ale czy źle wyląduje, skoro uważała siebie za mistrzynię, za panią swego życia, natchniona siłą, zwinnością i dzikością?
Odetchnęła głęboko kilka razy, próbując uspokoić nieco oddech. Nie miała co zwlekać. Organizatorzy za zwlekanie mogli jej wcisnąć jakieś natrętne muszki czy inne ptaki, które miałyby za zadanie ją tu zgwałcić. O, nie! Mandy nie zamierzała być tykana przez jakieś obrzydliwe stworzenia. Puściła drabinkę rękoma, stojąc na samych stópkach i odbiła się mocno od niej, jakby stała na krawędzi basenu i chciała wskoczyć do wody, robiąc piękne salto i równie piękny plusk. Ona jednak zrobiła kilka salt, nim wylądowała na podłodze, uginając swe nóżki. Równo. Nie skręciła nawet kostki. Miała szczęście. Cholerne szczęście. Albo talent, bo ten, nie ukrywając, też miała. Choć bardziej to można było wrzucić pod kategorie pasji.
Cóż, to nie było znowu aż tak bardzo kłopotliwe, dlatego też przyczaiła się, gotowa na kolejne niespodzianki. A teraz co? Sumo czy fala tsunami? Na wszelki wypadek chwyciła za nóż, który leżał nieopodal, a którym wcześniej się bawiła.
- Taaak! Zamierzam wygrać, kochani! – Warknęła, wybuchając po chwili szaleńczym i dzikim śmiechem. – Będę się kąpać we krwi wrogów, więc strzeżcie się, by przypadkiem nie wylądować na mej liście – dodała, prostując się z diabelskimi iskierkami w oczkach. Zmysły miała wyostrzone, a zwłaszcza te słuchu i wzroku. Gotowa do ataku ściskała nóż w dłoni. Żądna krwi, żadna ofiar. I wypytania Delilah o jej pokaz również.



Time goes on and on, I told you the moment all day long
Time goes on and on, you're so strong so wrong
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   Nie Wrz 07, 2014 4:47 pm

Choć Amanda gotowa była do walki, był to niestety (a może na szczęście?) koniec pokazu. W podłodze po raz ostatni coś zgrzytnęło, po czym platforma z powrotem się w nią wsunęła. Jedynie cienkie, widoczne tylko pod światłem linie świadczyły o obecności swego rodzaju pułapki.
Twarze Organizatorów wyrażały przeróżne emocje. Jedni wciąż wyglądali na rozbawionych, drudzy bez większego zainteresowania śledzili salta Amandy, dyskutując o czymś szeptem, jednak byli też tacy, którzy patrzyli na pannę Gautier z podziwem. Wśród nich znajdowały się nawet chichoczące wcześniej kobiety.
- Dziękujemy, to by było na tyle - odezwała się jedna z nich, gestem dłoni wskazując Amandzie wyjście. - Wyniki ogłosimy wieczorem, możesz opuścić salę.


Amanda, jesteś wolna. c:
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Amanda Gautier   

Powrót do góry Go down
 

Amanda Gautier

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Amanda Gautier
» Amanda Levis

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Ośrodek Szkoleniowy :: Sala treningowa :: Pokazy indywidualne-