IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Sebastian Lyberg

 

 Sebastian Lyberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Sebastian Lyberg   Sro Wrz 03, 2014 11:01 pm

~~ * * * ~~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Sob Wrz 06, 2014 7:04 pm

Mówi się, że najlepsi z najlepszych potrafią stać przed tobą w taki sposób, że nie będziesz miał pojęcia o ich obecności. Lyberg nie miał pojęcia, kto mu o tym powiedział, kto przytoczył nazwisko Tokarowa, pseudonim Cień, jednego z najbardziej znanych złodziei w Kwartale, ale tak, ktoś mu o tym opowiedział. O ucieczkach na ziemie niczyje, o maskaradach, o przechodzeniu niemal pod samym nosem Strażników Pokoju bez wzbudzania jakichkolwiek podejrzeń. Ktoś kiedyś pokazał mu też zdjęcie, bo przecież wiadomo było, że coraz trudniej wierzy się w coś, czego nie widziało się na własne oczy. Tokarow też o tym wiedział, stąd fotografia. Nieświadomy niczego Strażnik, tuż za nim - szeroko uśmiechnięty złodziej. Takie rzeczy się nie zdarzają, nie? No, a jednak się zdarzały.
Sebastian Tokarowa spotkał raz, dowiedział się, że przestępca na imię ma Borys, trzydzieści cztery lata i od dwudziestu lat para się swych fachem. Wcześniej złodziej Kapitolu, teraz złodziej Kwartału, niewielka różnica. Co kradł? Tylko to, co było warte. Najchętniej czyste pieniądze.
Lyberg nie był nawet w połowie tak dobry, jak Tokarow. Nawet w ćwierci. Ale coś potrafił, nie? Na przykład nie zwracać na siebie uwagi, to szło mu szczególnie dobrze. Tylko najpierw musiał tę uwagę zwrócić. Przecież inaczej się tego nie robi, każdy to wiedział. Żeby przestać istnieć, trzeba najpierw zaistnieć, to oczywiste.
- Sebastian Lyberg, Kwartał - przedstawił się spokojnie, salutując od niechcenia komisji. Szczerze mówiąc... Cóż, szczerze mówiąc, chyba niezbyt zależało mu na tej całej punktacji. Równie dobrze mógłby tu w ogóle nie przyjść, dostać zero, ale przynajmniej jakoś przyjemniej spożytkować ten czas. Ale to byłby wstyd, nie? Zresztą, Johanna skutecznie wyperswadowała mu podobny wybryk. Wiedział wprawdzie, że mówiła to chyba wbrew sobie, ale skoro padło słowo musisz, to pewnie rzeczywiście musiał. Więc był, zupełnie do tego wszystkiego nieprzekonany i bez krzty jakiejkolwiek motywacji, by się postarać. Nie zamierzał się wysilać, wyciskać łez z oczu czy zduszonych okrzyków z piersi komisji. Zrobi to, co ustalili, że zrobi i tyle. Potem pójdzie na papierosa, na seks, na cokolwiek. Będzie fajnie. Jeszcze przez parę dni będzie fajnie.
- Nie przeszkadzajcie sobie, to chwilę potrwa. - Uśmiechnął się ujmująco, w duchu krzywiąc się z obrzydzeniem. Bogowie, jakie to żałosne. Tak samo - nie, jeszcze bardziej, niż cała ta parada. Uśmiechaj się, machaj, zdobywaj sponsorów. I co? Że niby to cudownie uratuje mi życie, tak? Nie bądźmy śmieszni.
Wiedział, że komisja zrobiłaby dokładnie to, co od nich oczekiwał nawet bez jego szczególnej zachęty. Przecież nic, co się tu działo, nieszczególnie ich interesowało. Tak było za rządów Snowa i nie wierzył, by po objęciu stołka przez Coin cokolwiek się w tej kwestii zmieniło. Usadzeni w specjalnej loży ludzie byli znudzeni, a oni, trybuci, byli pieskami, po których niczego specjalnego nie oczekiwano. Nawet teraz, po tym, jak Amanda potraktowała nożem trenerkę, trudno było mówić o jakimś przebudzeniu. Chwila szumu i po wszystkim, zawsze tak było.
I dobrze. Dzięki temu naprawdę nie musiał wychodzić z siebie. Krzątając się pośród przygotowanych akcesoriów, z oczywistych względów wybrał sobie pas z nożami do rzucenia, do tego jeszcze jeden zwykły, o długim ostrzu. Robił to stosunkowo głośno, brzęcząc przekładaną bronią czy tupiąc głośniej, niż byłaby potrzeba. Wyciszał się bez pośpiechu. Och, tak, dobrze wiedział, że ma tylko kilka minut, ale to było proste. Robił to na co dzień, nie? Z tego żył. Z tego utrzymywał rodzinę.
Przygotowywał się na spokojnie, stopniowo zanudzając komisję swą obecnością, krok po kroku stając się cieniem. Myślał o Annice, o ich zawodach. Uczył ją. Matka wprawdzie gotowa była mu urwać za to głowę, ale w duchu chyba rozumiała, dlaczego to robił. Och, nie, wcale nie dlatego, że miał przeczucie, że tu trafi. Po prostu... Młoda musiała umieć sobie radzić, a Kwartał nie oferował tylu perspektyw, o ilu czasem się mówiło. Skoro więc jego mrukliwa siostrzyczka odgórnie właściwie skazana była na pracę w Violatorze, wolał podsunąć jej inną branżę, w której mogłaby działać. A była dobra. Była lepsza od niego. Nigdy jej tego nie powiedział. Cholera, dlaczego nigdy jej nie pochwalił?
Bez pośpiechu. Najpierw powoli, leniwie, przestał nucić pod nosem. Wciąż coś wybierał, coś przekładał, udawał. Potem wyciszył krok. Najpierw co piąty, co trzeci, każdy. Był drobny, to nigdy nie przynosiło mu niczego dobrego, ale potem, gdy zaczął kraść czy przemycać, przydało się znacznie bardziej niż kupa mięśni i ćwierć mózgu. Teraz też się przydawało, nie? Bo mógł kroczyć miękko, tak miękko, jak zwykle potrafią dziewczyny. Mógł nie iść właściwie, a sunąć, przemykać się. Słuchał rozmów. Cały czas słuchał głosów komisji. Nie patrzył na nich, nie miał po co. Wzrok był mu... Fakt, kiedyś pokusił się o stwierdzenie, że wzrok jest mu zupełnie nieprzydatny. Teraz by tego nie powiedział, ale rzeczywiście mało na nim bazował. Słuch, on się liczył. Wszystko badał na słuch. Tak jak teraz. Słuchał i na podstawie tego ustalał tempo swych poczynań. Dla odpowiedniego wrażenia musiał być pewien, że wszystko gra. Dla niego samego może nie bardzo się to liczyło, ale czuł dziwny opór przed przysporzeniem zawodu Johannie. Polubił ją, naprawdę.
Zatrzymał się pod jedną ze ścian, daleko od stojącego w drzwiach Strażnika, kawałek od komisyjnej loży. Zauważyli go wcześniej? Miał nadzieję, że nie. Przykucnął sobie ze spokojem, podpierając się plecami o mur, w dłoniach podrzucał nóż. I patrzył. Tak po prostu, nienachalnie patrzył sobie na czekających na przedstawienie jurorów. Boże, jacy oni byli żałośni. Niemal tak samo, jak i on.
By zniknąć, musisz być dostrzeżony. By zostać dostrzeżonym, musisz zniknąć.
Podrzut, podrzut, podrzut. Ostrze obracało się bezgłośnie w powietrzu, rękojeść wracała do jego dłoni. Podrzut, podrzut... Nie wróciła. Ostrze pomknęło ku loży. Tak, jasne, brał pod uwagę, że osłonili się polem siłowym czy innym gównem. Szczerze mówiąc, bardzo by się zdziwił, gdyby było inaczej, gdyby wyrzucony przez niego nóż nie odbił się od bariery, sprawiając, budząc w niewidzialnym murze setki błysków, może nawet powodując jakiś huk. Gdyby zamiast tego wbił się w jakieś jabłko, prosiaka czy miękkie ciało któregoś z jurorów, tak, wtedy Lyberg zdecydowanie byłby zaskoczony i nie powiedziałby tak spokojnie, tak niewinnie:
- Ups. Wymsknął mi się.
Nie stał w tym miejscu, w którym ostatnio go widzieli. Szczerze mówiąc miał nadzieję, że znajdował się w miejscu, w którym zupełnie się go nie spodziewali, nawet starając się słuchać czy od czasu do czasu śledzić jego poczynania, mierząc go znudzonymi spojrzeniami.


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Sob Wrz 06, 2014 8:50 pm

Co do jednego Sebastian miał rację, nie mógł oczekiwać na pełne skupienie i wstrzymywane z napięcia oddechy. Udało mu się jednak uzyskać odpowiedź na przywitanie, ba, nawet szczątkową uwagę. Która jednak malała z każdą chwilą, gdy chłopak, zdawać by się mogło w tak nieporadny sposób przeglądał broń, przemieszczał się robiąc tyle hałasu. Na ustach paru osób pojawiły się ironiczne uśmiechy, część komisji zupełnie straciła zainteresowanie, a stopniowo, z każdą chwilą inni poszli za przykładem tych pierwszych. Kiedy na sali nie działo się nic ich głosy, początkowo jeszcze ciche, zaczęły powoli wypełniać pomieszczenie, rozmowy stawały się coraz bardziej swobodne, w pewnym momencie dało się nawet wyłowić cichy śmiech. Jeśli ktokolwiek zerkał w stronę obecnego na sali trybuta robił to raczej przelotnie i bez większej uwagi, nawet nie do końca rejestrując, gdzie ten właściwie się znajduje i co faktycznie robi.
Dlatego też, gdy rozległ się nieprzyjemny dźwięk spowodowany uderzeniem w pole siłowe niemal wszyscy drgnęli odruchowo, po czym zamilkli patrząc na nie z niedowierzaniem, a w końcu kierując wzrok na Sebastiana, który znajdował się w zupełnie innym miejscu niż ktokolwiek pamiętał.
- Panie Lyberg – głos kobiety siedzącej najbliżej atakowanego miejsca zabrzmiał ostro i chłodno, gdy w końcu zdecydowała się na wypowiedzenie pierwszych słów po dłużej chwili ciszy. – Co pan właściwie zamierzał przez to osiągnąć? I czy to jest WSZYSTKO co zamierzał pan nam pokazać?
Jej spojrzenie było bardzo nieprzyjemne, gdy w końcu podniosła się i wbiła wzrok w młodego trybuta.
- Ma pan jedyną szansę na zmianę zdania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Sob Wrz 06, 2014 9:23 pm

Czy on wyglądał, jakby zamierzał zmienić zdanie? Nie, zdecydowanie nie wyglądał. Jak już zostało wspomniane, w dupie miał całą tą ocenę i nawet sympatia do swej mentorki nie mogła sprawić, by nagle zaczął tu odprawiać jakieś magiczne rytuały, by rozebrał się czy popełnił honorowe harakiri, które zapewne wzbudziłoby znacznie bardziej żywe reakcje. Całą swoją postawą pytał o jedno: czy naprawdę nie możemy skończyć tej farsy i przestać marnować sobie nawzajem czas? Martwił się, oczywiście, szczególnie o swoje uciekające minuty, bo w porównaniu do komisji pozostało mu ich zdecydowanie mniej.
Podniósł się ze swego miejsca, nawet nie próbując sprawiać wrażenia przerażonego czy... No nie wiem, takiego wrażenia, jakie powinien sprawiać upomniany trybut, któremu daje się ostatnią szansę. Ale zaraz, jaką szansę? Na co właściwie? Doprawdy, miłosierdzie oceniających zapewne nie znało granic, szkoda więc, że Lyberg postanowił z niego nie skorzystać.
Może pokazać wam, jak łatwi jesteście?
Nie odpowiadając - jeszcze nie odpowiadając, bo chyba nie był tak niewychowany, by w ogóle się nie odezwać? - odepchnął się od ściany i ruszył w kierunku loży. Korciło go, żeby wsunąć dłonie do kieszeni, ale jak go podejrzą o przemycanie granatu, wyciąganie wyrzutni rakiet czy broni biologicznej? Nie był pewien, czy naprawdę chciał skończyć rozpłaszczony na posadzce, obezwładniony przez Strażnika Pokoju. Choć to byłoby zabawne, nie? Tym niemniej rąk nigdzie nie wsadził i nic nimi nie kombinował. Podszedł tylko do ściany, przy której zaległ wyrzucony przez niego nóż, podniósł go i upiął starannie na przysługującym mu miejscu na pasie.
Może to, jak niewiele was dzieli, byście zostali wydymani przez nas, tych gorszych?
Gdy ostrze znalazło się na swoim miejscu, niespiesznie ruszył w kierunku swojego uprzedniego miejsca. Ale nie, tym razem nie poszedł już aż do samej ściany. Zatrzymał się tak, by mogli sobie na niego popatrzeć. W końcu tego chcieli, nie? Rozrywki. Jaka szkoda, że z własnej inicjatywy nie zamierzał im nic podobnego oferować. Wolał nie być, w przeciwieństwie do innych trybutów, którzy w taki czy inny sposób próbowali zapewne zwrócić na siebie uwagę.
Może to, jak ślepi jesteście i jak niewiele warci?
Zająwszy miejsce, zerknął w górę, na oceniających i uśmiechnął się promiennie, niewiele sobie robiąc z surowości przemawiającej kobiety. Zabiją go? Och, tak, zróbmy to! Zabijmy mnie już tutaj, oszczędzimy fatygi innym trybutom, a i tak będzie krwawo i widowiskowo, nie? Niesprawiedliwie, tak, ale kto by się przejmował czymś takim jak sprawiedliwość?
Może to, że jedynym, za co warto płacić w tym pomieszczeniu, jest technika chroniąca wasze dupy?
Jeszcze chwila, krótka chwila, może nawet jakaś delikatna gra skruszenia, jakieś drgnienie, jakby namysł. Gdy jednak dygnął teatralnie, jak baletnica, wywijając przesadnie ręką, jak gdyby zamiatał podłogę kapeluszem z piórkiem, jasnym było, że nie zamierza korzystać z tej jakże wyraźnej łaskawości komisji. Zdecydowanie wolał stać tu sobie cicho, nic nie mówiąc i liczyć na to, że połachocą go teraz prądem, pozwalając umrzeć w ekstazie.
Ale nie, chyba nie zasłużył, co? Chyba na zbyt wiele liczył, ostatecznie był tylko jednym z pionków rebelii, pionków, który - cóż za pech! - trafił do śmieci. Na podobne pieszczoty musiałby pewnie dłużej lizać dupę Almie. A może nie tylko jej? Może musiałby nalizać się tyle, że nawet sobie nie wyobrażał?


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Sob Wrz 06, 2014 10:08 pm

Przez chwilę spojrzenie wszystkich było w pełni skupione na młodym trybucie. Organizatorzy wyciągali szyje by lepiej widzieć każdy jego ruch, kiedy więc trybut dygnął na twarzach większości z nich pojawiły się grymasy złości. Kobieta, która nadal stała tuż obok uderzonego przez nóż miejsca na polu siłowym zacisnęła usta w wąską kreskę i zmrużyła oczy, patrząc na Sebastiana z pogardą.
- Zatem dobrze. W takim razie zajmij się tym co my dla Ciebie przygotowaliśmy – powiedziała, nagle przywołując na twarz wyraz pełen opanowania, po czym skinęła chłopcu głową i ponownie usiadła patrząc na niego wyczekująco.
Przez chwilę nic się nie działo, w sali panował zupełny spokój nie przerywany nawet najdrobniejszym dźwiękiem, w końcu jednak podłoga pod nogą trybuta zadrgała odsuwając się odrobinę do tyłu, z powstałego w ten sposób zagłębienia doszedł głośny syk, po chwili zaś wynurzył się smukły łeb węża, który wyślizgnął się na posadzkę i zwinął w eskę wpatrując się groźnie w Sebastiana. Tuż za nim wynurzyło się kolejne zwierzę. I następne. Każde z nich ustawiając się w podobny sposób, gotowe do ataku w każdej chwili.
Pierwszy z nich jakby wystrzelił do przodu, jakby zachęcony towarzystwem i ukąsił znajdującego się w pobliżu młodego mężczyznę w nogę. Jednocześnie w tym samym momencie na środku sali pojawiła się dźwignia, która najpewniej połączona była w jakiś sposób z zapadką, odchyloną teraz, z każdą chwilą wypuszczającą kolejnego gada.


    Sebastianie, masz trzy minuty nim jad zacznie Cię powoli paraliżować, dwie nim pojawią się halucynacje, zaś niecałą minutę do pierwszych objawów bólu. Ugryzienia nie przyniosą Ci śmierci, ani utraty przytomności, jednak z każdym kolejnym coraz ciężej będzie Ci wytrzymać sytuacje.
    Masz dwa wyjścia:
    1. Zaczniesz zabijać powoli każde pojawiające się nowe zwierzę.
    2. Przemkniesz się koło nich i spróbujesz dostać w jakiś sposób do dźwigni by zamknąć te zwierzęta, które jeszcze nie wypełzły.
    Co wybierasz?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Sob Wrz 06, 2014 10:39 pm

Już nie mogę się doczekać, pomyślał radośnie Bastian i z radością tą rozstał się dopiero w momencie, gdy niepewien, co tu się wyrabia, nie uniknął ugryzienia. Szlag by to trafił! Oczywiście, że jęknął. Nie, właściwie chyba porządnie się wydarł. Żaden był z niego bohater, ale normalny chłopak, który tak, rzeczywiście, jest tak słaby, że czuje ból. Cóż. Dobrze, że przynajmniej minęło szybko, nie? Nie sądził wprawdzie, by to był dobry znak - obstawiał, że za jakąś minutę zrobi się zdecydowanie mniej przyjemnie - ale przynajmniej miał chwilę, by coś zrobić... I nie, wcale nie myślał o mordowaniu gadów. Przynajmniej nie od razu.
To byłoby głupie, zgrywać twardziela i czekać, aż skończy się zapas oślizgłych gadów, jakim dysponowała komisja. Nie dawał sobie zbyt wiele czasu i naprawdę nie liczył na to, że jeszcze jeden, dwa węże i będzie po wszystkim. Znacznie bardziej prawdopodobne było, że wypełznie ich tu co najmniej kilkanaście, a tylu wymordować w tak krótkim czasie, nie dając się przy tym pokąsać, zwyczajnie nie da rady. Co innego, jeśli odetchnie dopływ kolejnych. Wtedy może... No, przynajmniej będzie widział na horyzoncie koniec i będzie miał jakiekolwiek szanse, by sobie poradzić.
Nie myślał nad tym tak długo, jakby się wydawało. Gdy tylko jako-tako poradził sobie z bólem (a starał się radzić sobie szybko nie tyle czekając na znieczulenie, co po prostu naprędce się do niego przyzwyczajając) wywołanym ukąszeniem, ruszył... do tyłu. Bo kto to widział, żeby deptać po wężach? Więc co, uciekamy? Nie, oczywiście, że nie. Rozbieg, to wszystko. Skakał po dachach, więc na podłodze chyba sobie poradzi, nie? Nawet uwzględniając ranioną nogę, powinien dać sobie radę. Dystans do pokonania nie był duży, a węże... No tak, wiedział, że potrafią unosić się nad ziemię, ale jeśli mu się poszczęści, może się nie zorientują, czy coś.
Ostatecznie głupi ma szczęście i Lyberg szczerze wierzył, że maksyma ta znajdzie dziś swe potwierdzenie w rzeczywistości.
Znajomość własnego ciała i zdolność utrzymania równowagi, to było teraz ważne. Musiał odciążyć jedną z nóg nie tylko stojąc, ale także w biegu. Nie mógł czekać, aż rozsadzi go adrenalina, sprawiając, że nie będzie czuł zupełnie nic - szczerze mówiąc, nie był pewien, czy tego momentu w ogóle by dożył. Musiał coś zrobić już, teraz, natychmiast.
Więc zrobił. Zaczął biec. Nie miał tak dużo miejsca, jakby chciał, ale trudno. Zaciskając zęby, by nie wyć za każdym razem, gdy naruszona skóra czy mięsień poruszały się, ciągnąc ze sobą znośne, ale nieprzyjemne fale bólu, biegł, biegł, jeszcze trochę, jeszcze trzy kroki, dwa... By zwiększyć swą szansę na powodzenie, chciał wybić się dopiero przed wężami, jak najbliżej zagłębienia powstałego w posadzce, ale jeszcze w takim miejscu, które dawało szansę uniknięcia ewentualnych, kolejnych ataków. Oczywiście, nie bardzo mógł się zastanawiać, skąd skoczyć będzie najlepiej, ale... Starał się jak mógł, by wykorzystać czas, który miał. A ten upływał szybko nie tylko ze względu na jad, ale i kolejne gady. Im więcej ich będzie, tym mniejsze będzie miał szanse, by nad nimi przelecieć, jako-tako wylądować po drugiej stronie zagłębienia w posadzce i dobiec, dotruchtać czy choćby doczołgać się do dźwigni.
Tym niemniej, sięgnął po nóż. Głupio byłoby, gdyby tego nie zrobił. Ostatecznie gdyby podczas wybicia, lotu czy lądowania jakiś wąż jednak próbował dobrać się do bastianowej nogi czy ręki, chłopak ciąłby bez wahania. Najchętniej widziałby deszcz uciętych, wężowych łbów, ale na takie szczęście nie miał chyba co liczyć. Więc może chociaż jeden łeb. Albo dwa. I zamknięta zapadnia, szczególnie ona.


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Nie Wrz 07, 2014 12:37 am

Komisja patrzyła zadowolona, z satysfakcją notując okrzyk bólu krnąbrnego chłopaka. Byli niczym sępy patrzące na kolejną konającą ofiarę. Która tak czy siak nie radziła sobie najgorzej, zbierając się w sobie, wycofując, a potem biorąc rozbieg i przeskakując nad wężami. Gady początkowo zasyczały zaskoczone, wpatrując się w niego jak w transie, jednak te, które dopiero wynurzyły się z zagłębienie nie dały omamić się tym widokiem, oszukać skokiem nad ich głowami. Obydwa stworzenia wystrzeliły w stronę trybuta, jeden padając niemal od razu - bez łba, drugi mocno raniony zdenerwował się jednak bardziej i w akcie desperacji ukąsił Sebastiana w rękę, jednocześnie sam nabijając swoje cielsko na ostrze.
W momencie w który młody mężczyzna wylądował na posadzce jad dostający się do krwiobiegu przyniósł pierwszy skutek. Ból w nodze nie był jeszcze najsilniejszy, jednak jego moc była na tyle duża by ugiąć pod nieszczęśnikiem kończynę, wywracając go nie tak daleko od linii rozwścieczonych gadów. Dźwignia nie znajdowała się jeszcze najdalej, jednakże dotarcie do niej nie miało też okazać się najłatwiejsze. Sebastian musiał działać szybko chcąc uchronić się przed kolejnymi konsekwencjami i zwierzętami, które odwracały się w jego stronę, kołysząc swoimi wygiętymi cielskami, w każdej chwili gotowe ruszyć do ponownego ataku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Nie Wrz 07, 2014 11:12 am

Nie czekał, cholera, nie mógł czekać. Znów chyba zaskowyczał z bólu, gdy utrzymanie noża w dłoni stało się początkowo niemal nie do wykonania. Zawył też chyba, gdy wylądował na posadzce, na dwóch nogach, elegancko, przy czym nie wytrzymał tak zbyt długo. Gdy noga się pod nim ugięła, ani myślał tracić czas na podnoszenie się. Nawet, gdyby mu się to udało, to znał siebie na tyle, by wiedzieć, że w pionie tak czy tak się nie utrzyma. Noga odmawiała mu posłuszeństwa? Odmawiała. Nie było jak z tym walczyć. Jedyne, z czym mógł próbować sobie radzić, to ból.
Nie bał się bólu, to znaczy - nie bał się go bardziej, niż każdy normalnie myślący człowiek. Dobrze wiedział, że jakiekolwiek dolegliwości są językiem organizmu, jego słowami, sposobem na ostrzeganie mózgu o problemach. To było coś normalnego, coś, czego nie należało się obawiać, a jedynie słuchać i rozumieć. Tylko, że... To było takie proste jedynie w słowach. Teraz, gdy czuł się coraz gorzej, nie tak łatwo było zastosować powszechnie znane nauki.
Tym niemniej nie tracił czasu. Padł na ziemię, to trudno, to nie był jeszcze powód by się zatrzymać, dać pogryźć, zabić w tak upokarzający sposób. Do dźwigni ruszył na czterech. Szybko, znacznie szybciej, niż mógłby teraz na dwóch nogach. Nóż, wcześniej otarłszy ostrze o materiał przydzielonego mu stroju - w takim miejscu, w którym podejrzewał, że warstwa stroju jest najgrubsza, w razie gdyby krew miała stopniowo przenikać przez kombinezon - złapał za rękojeść w zęby i zasuwał w ten prymitywny, żałosny zapewne, ale miał nadzieję, że skuteczny sposób. Nie oglądał się, to byłaby starta czasu. Słuchał tylko, ale i tak wiedział, że niewiele mu to da.
Teraz musiał być po prostu szybki, szybszy od gadów. Gotów był wprawdzie przeturlać się, gdyby usłyszał jakiekolwiek symptomy kolejnego ataku, przede wszystkim jednak chciał wykorzystać chwilę, gdy nie wszystkie węże zwróciły się w jego stronę, gdy wciąż kotłowały się przy zagłębieniu w posadzce, by... Tak, chciał dopaść dźwigni, zamknąć zapadnię i jeśli dopisze mu szczęście (cóż, bezczelnie pozwolił sobie na taką myśl, że może raz rzeczywiście tak będzie) - zmiażdżyć wychodzące akurat gady i przytrzasnąć przynajmniej część tych, które niby były już na powierzchni, ale wciąż blisko wyjścia ze swej kryjówki.


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   Nie Wrz 07, 2014 2:20 pm

Tym razem Sebastian okazał się być szybszy niż węże, udało mu się dotrzeć do dźwigni i zamknąć ją, we właściwym czasie, sprawiając, iż szybko przesuwająca się zapadka pozbawiła głów kolejne dwa gady, które dopiero wynurzały się z czeluści tunelu. Pozostałe zwierzęta zamarły, jakby zahipnotyzowane widokiem krwi pobratymców, nie rzucając się do ataku. Ich zaniepokojony syk roznosił się echem po pomieszczeniu.
Członkowie Komisji przez chwilę jeszcze patrzyli na leżącego trybuta z chorą satysfakcją, w końcu jednak kobieta, która wcześniej składała mu ofertę wyprostowała się, strzepnęła niewidzialny pyłek z rękawa marynarki, po czym przywołała na swoją twarz dość sztuczny uśmiech.
- Dziękujemy, panie Lyberg, niczego więcej od pana nie oczekujemy, pokaz został zakończony. Wyniki zostaną ogłoszone wieczorem.
A potem skinęła mu głową, po czym odwróciła się w stronę zgromadzonych z nią ludzi i zaczęła swobodną dyskusję. Organizatorzy zupełnie stracili zainteresowanie obolałym, otumanionym trybutem.


    Sebastianie, jesteś już wolny, ale… uważaj na siebie. Jad węży nie należy do najsilniejszych, jednak ból
    i halucynacje będą towarzyszyć Ci zapewne do końca tego dnia, zaś jak widać Komisja nie była skłonna
    do ulżenia Ci w tej sytuacji.
    Dziękuję za grę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sebastian Lyberg   

Powrót do góry Go down
 

Sebastian Lyberg

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Sebastian Machiavelli
» Powiedz coś o sobie
» Starożytne Runy [Sebastian Machiavelli]
» Sebastian Michaelo

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Ośrodek Szkoleniowy :: Sala treningowa :: Pokazy indywidualne-