IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Previa Benner

 

 Previa Benner

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the leader
Previa Benner
http://panem.forumpl.net/t2631-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3117-previa
http://panem.forumpl.net/t3118-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3119-dysonans-poznawczy
http://panem.forumpl.net/t3146-previa
http://panem.forumpl.net/t3126-previa-benner
Wiek : 30 lat
Zawód : Strażnik Pokoju || pani oficer
Przy sobie : broń palna, magazynek z piętnastoma nabojami, w pełni skompletowany mundur żołnierza, telefon, paczka papierosów, zapalniczka, nóż ceramiczny, krótkofalówka, antybiotyk (3 tabletki)
Znaki szczególne : blizny na dłoniach, szaleństwo w oczach, dziura zamiast serca
Obrażenia : ogólne osłabienie (boli mnie głowa i nie mogę spać ♫)

PisanieTemat: Previa Benner   Sro Sie 20, 2014 4:03 pm


Previa Benner
ft. Lykke Li
data i miejsce urodzenia
01-10-2253, Dystrykt Drugi
miejsce zamieszkania
Dzielnica Rebeliantów
zatrudnienie
Strażnik Pokoju, podoficer
Rodzina

Wszyscy moi bliscy nie żyją.
Pozostał jedynie bratanek, cudowne dziecko, od którego przed laty odseparował mnie mój własny brat, choć poniekąd wyłącznie dla nich walczyłam podczas Igrzysk. Max Benner ma dzisiaj osiemnaście lat i mieszka w Dystrykcie Drugim, w Wiosce Zwycięzców - w moim domu. Jego rodzice zginęli podczas rebelii, naiwnie wierząc, że prezydent Snow zdoła powstrzymać ogólnokrajowy bunt. Max nie musi pracować, zadbałam o to, nie chcę, by nawet myślał o podjęciu pracy - zwłaszcza, jeśli miałby zatrudnić się w kamieniołomie, który zabił mojego ojca.
Zupełnie tak, jak ja zabiłam matkę przychodząc na świat.

Historia


Temat wypracowania: czego nauczył cię zwycięzca Pierwszych Głodowych Igrzysk?

Edgar Stark, obywatel naszego Dystryktu, nauczył mnie, że najważniejsza jest odwaga. Tata mówi, że odważni ludzie są ludźmi prawymi... a Tata ma zawsze rację. Z odwagą można osiągnąć wszystko. Można zwyciężać. Można nieść chwałę sobie, rodzinie, dystryktowi oraz Panem. Obywatele Dwójki muszą być odważni, tak, jak odważny był ich pierwszy zwycięzca.

Previa Benner, lat siedem.

Pustynia patrzy na mnie czerwoną, wyschłą kataraktą spękanej ziemi. W oddali majaczą blade, błękitne i fioletowe masywy gór, choć doskonale wiem, że to tylko złudzenie - ładny rysunek architektów areny. Te góry - och, te góry wyglądają jak uśpione wielbłądy, które widywałam w książeczkach dla dzieci. Szosy prawie nie widać. To ta spękana, cienka tasiemka wypłowiałego burego asfaltu, rzucona na rudy lateryt gleby. A tamta cienka kreska na horyzoncie, przypominająca zbyt zamaszysty ślad ołówka na delikatnej powierzchni akwareli, to starożytny akwedukt. Lubię to miejsce. Ruiny pośrodku czerwonej pustki. Odpręża mnie tutejszy nastrój, lekko nostalgiczny, kwaśnawy aromat zatęchłego grobu. Siedzę w kucki na szczycie marmurowego krużganka. Czekam. Mam tu na co czekać.
A ty nie masz czego szukać.
Podnoszę głowę, przymykam powieki. Wiatr się wzmaga. Niesie z rozpalonego wnętrza areny drobiny piasku. Można się nim upić, tym wiatrem. Zachłysnąć, oszołomić, do głębi nałykać zwierzęcym szaleństwem, zapomnieć. Nafukać lepiej niż jakimkolwiek kwasem, który miałeś w wilgotnych, słabych dłoniach dzieciaka z dobrego domu.
Nie lubię cię.
Błądzisz po arenie ze zwierzęcym przerażeniem w oczach, rozglądając się i zapamiętując ostatnie chwile własnego życia, tworząc bezmyślny testament zdychającego bydlaka. Twoja brzydka, naburmuszona laska z sojuszu gapi się na starożytne kolumny z miną zblazowanego klienta burdelu wybrzydzającego nad przebrzmiałą urodą panienek. Wachluje się dłonią, że niby tak jej nudno i gorąco.
Znam takie jak ona. Płaska, pospolita twarz bez śladu myśli, na opitolonych jak po tyfusie mysich włosach szmatka gwizdnięta z pogrzebu niemowlęcia. Kwintesencja współczesnej kobiecości. Panna Jesteś Tego Warta.
Wiesz co? Ona też mnie wkurza.
Coś mi się zdaje, że wybraliście się w niewłaściwe miejsce o bardzo niewłaściwej porze.
Niewiedza niczego nie usprawiedliwia. Przeciwnie. Jeśli jesteś, kurwa, za durny, żeby się tego domyślić, to pewnie nie masz prawa żyć. Bezlitosna matka przyroda już o to zadba, chłopie.
Poprawiam rękawy koszuli, takiej, w jaką ubrani zostali tegoroczni trybuci, kiwam się na obcasach wygodnych desantówek. Mały, płaski, przezroczysty skorpion przebiega po kamieniach. Jaszczurka, złota, metaliczna jak elegancki długopis, leży tuż koło mojego buta, pijąc gorąco wprost z marmuru i powietrza. Niebieski  pasek na jej boku przypomina ślad flamastra. Marker podkreślający jej krótkie, nieważne istnienie.
Takie jak twoje, bracie.
Poprawiasz drżącą dłonią wiszący u pasa nóż i rozglądasz się z hardą miną, jakby ci to mogło zastąpić porządny seks albo dobrą bójkę.
Swojej odętej księżniczki oczywiście nie wolno ci denerwować. Ona sobie nie życzy, nie sięgnie po broń, skoro nic wam nie grozi. To głupie, nie będzie się mizdrzyć do wszechobecnych kamer, a poza tym nie, bo taki ma kaprys.
Jeśli o mnie chodzi, to mogłabym najwyżej wgnieść jej mordę butem w piasek i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Nic specjalnego, obawiam się.
W powietrzu unosi się coraz więcej kwarcowego, rudego pyłu. Leniwym gestem sięgam po nagrzaną rękojeść broni. Moje słodkie kukri. Moje dzieciątko.
Wiatr. Pachnie pustynią. Siłą, dzikością, szaleństwem. Groźbą, gniewem i aktami desperacji. Zbrodnią. Zamykam z lubością oczy, chłonę każdy suchy, gorący powiew. Nadchodzi to, na co tak długo czekałam.
Morderstwo. Zwycięstwo.
To moja pora. Czas upału i niezdrowych zmysłów. Czas Igrzysk. Czas chwały dla Dystryktu Drugiego. Nie widzisz mnie, choć siedzę jak gargulec prawie nad twoją głową. Jasne, że nie widzisz. Nie rzucam cienia.
Dobra. Chyba trzeba zejść i się przywitać. Nazywają to ponoć dobrym wychowaniem.
Zeskakuję z muru na marmurowe płyty chodnika. Jedna pęka pod moim ciężarem na równe połowy. Łuuup, mówią moje buty.
Ty i twoja księżniczka bezmyślnie rozdziawiacie usta, kiedy uśmiecham się do was wesoło, niemal czule - jak matka do swych dzieci, tuż przed tym, nim udusi je poduszką.
Złota jaszczurka przestraszona śmiga do dziury pod kamieniami. Wąski, lśniący pocisk z rozgrzanego na słońcu mosiądzu.
W powietrzu czuć zapowiedź burzy.
A także krwi - o tak… sporo krwi. W końcu przyjechałam tu, by zwyciężyć.

Temat wypracowania: czego nauczył cię zwycięzca Trzydziestych Trzecich Głodowych Igrzysk?

John Stark, obywatel naszego Dystryktu, nauczył mnie, że najważniejsza jest wiara. Jeśli wierzymy, że osiągniemy sukces - to na pewno tak będzie. Wiara jest potrzebna, żeby realizować marzenia. Jeśli będę wierzyć, razem z Tatą zamieszkamy w Wiosce Zwycięzców, jak rodzina Stark. Wtedy Tata już nie będzie musiał pracować w kamieniołomie.

Previa Benner, lat osiem.

Czerwone słoneczko przetacza się daleko na zachód, wszystko przybiera pontyfikalnie fioletowy kolor, jakby na znak żałoby po kolejnym smutnym, przesranym dniu nad Kapitolem. Męczy mnie życie w stolicy, nie lubię tego tłoku, tego smrodku drogich perfum i zakłamanych obietnic. Uwielbiam za to mieć świadomość, że jestem wolna i sama decyduję o swoim życiu - a przynajmniej jego większej części.
Z uśmiechem wspominam Sześćdziesiąte Czwarte Głodowe Igrzyska. Moje Igrzyska. Lubię oglądać powtórki z areny, mam nagraną całą, czterodniową relację. Fakt, wyglądałam strasznie, jak krowie łajno utytłane piaskiem i krwią, ale już taka była moja uroda.
Za to kochali mnie moi sponsorzy.
I dzięki temu odniosłam moje zwycięstwo.
Gdybyście mnie zapytali, ilu trybutów uśmierciłam, aby być tu, gdzie jestem teraz i robić to, co robię teraz, bez chwili wahania odparłabym, że ośmiu. Jedna trzecia. Śliczny wynik.
Może nie najwyższy, ale za to efektowny - w końcu każdemu z nich obcięłam głowę. To nie tak, że kierował mną instynkt przetrwania albo szaleństwo, w które nagle popadłam.
Ja po prostu wiedziałam, że muszę zabijać. Z chwilą wkroczenia na podest podczas Dożynek, kiedy zgłosiłam się na ochotniczkę… narodziła się we mnie wściekłość.  Nie moja. Dzika, zwierzęca. Lamparcia.
Ktoś zabrał moje wystraszone, bijące na alarm serce i wsadził w to miejsce wypchany adrenaliną, agresją i mocą worek mięśniowy wielkiego drapieżnika.
Pamiętam, jak pięcioosobowy sojusz zawodowców, do którego nie chciałam należeć, dorwał mnie trzeciej nocy. Zacieśniali krąg, profesjonalnie, z doświadczeniem. Dobra. Robiło to wrażenie.
Na wszystkich… tylko nie na rozwścieczonym lamparcie, który stał się mną.  Do diabła, przecież naprawdę powinnam się wtedy bać.
I nic.
Tylko leciutka mgiełka euforii.
Bo miałam go za sobą.
Wiem, że miałam.
Rósł.
Potężniał.
Cień olbrzyma. Przyjaciela lepszego niż Anioł Stróż, czarniejszego niż intencje najgorszych gwałcicieli.
Oj, dzieciaki, pomyślałam wtedy, wpatrując się w oczy partnera z Dystryktu, to chyba wy będziecie mieli kłopoty, coś mi się widzi.
Ponieważ czułam, jak obejmują mnie jego potężne niewidzialne ramiona.
Nareszcie!
Jazda, wojowniku! Będziemy się bić! Ale na poważnie, panie i panowie, aż zostanie z was tylko mięso.
Żarty odłożymy na bok.
Byłam dzikim, wściekłym zwierzem, a to wy, moi drodzy, staliście się ofiarami. Patrzyłam na was żółtymi oczami drapieżcy. Jak lampart na grupkę dzieci, kilka kózek do szybkiego rozszarpania, parę bezbronnych antylop. Przekąskę.
Załatwię was, bo umiem.
To jedyne, co potrafię.
W tamtej chwili byłam samą skoncentrowaną walką.
Urodziłam się, żyłam i oddychałam tylko po to, żeby was  rozszarpać. Całe pokolenia wstecz przychodziły na świat i umierały jedynie w tym celu, żebym stała się idealną maszyną do zabijania. Bronią w rekach mego pana.
Pierwotniaki zmieniały się w ryby, ryby w dinozaury, a te padały martwe między drzewiaste paprocie wyłącznie dlatego. Żebym walczyła.
Zabiłam was, koledzy-zawodowcy, bo byłam o wiele większym psem od was.

Temat wypracowania: czego nauczył cię zwycięzca Trzydziestych Czwartych Głodowych Igrzysk?

Gordon Hadley, obywatel naszego Dystryktu, nauczył mnie, że najważniejsza jest siła. Tylko dzięki własnej pracy możemy odnosić sukcesy i przyczyniać się dla dobra Panem. Tata mówi, że pan Hadley był najsilniejszym chłopcem w kamieniołomie i nawet po zwycięstwie nie przestał w nim pracować. Mówi też, że siła fizyczna jest ważna - ale nie tak ważna, jak siła psychiczna.

Previa Benner, lat dziewięć.

Żyjąc w Kapitolu jako zwycięzca musiałam przystać na jeden warunek - moje ciało, moja godność, moja żądza miała należeć do prezydenta Snowa. Tylko i wyłącznie on miał prawo sprzedawać mnie upojonym alkoholem i narkotykami starcom, których nic nie kręciło tak, jak młodziutka tryumfatorka Igrzysk.
Przez trzy lata, niemal każdej nocy.
Nie wolno mi było wybuchnąć niczym nadepnięta mina.
Uśmiechałam się więc. Milczałam. Trwałam. Stałam się człowiekiem ustatkowanym. Miałam ustaloną pozycję, pisywałam dobrze przyjmowane felietony w opiniotwórczych gazetach Kapitolu, wypowiadałam się jako ekspert podczas Igrzysk, komentowałam treningi trybutów. Byłam ogólnie szanowana.
Pełna marznącej, krzepnącej krwi.
A pośród tego wszystkiego wciąż nosiłam łatkę wariatki, która na arenie pozbawiała przeciwników głów.
Akcja Dekapitacja! Panienka ma problemy, nikt tego nie widzi?
Raz w tygodniu urządzałam sobie maraton. Oglądałam własne wyczyny na Igrzyskach, jatkę, której stałam się przyczyną... i nic nie czułam. Kompletnie nic.
Ani śladu żalu, ani krztyny przerażenia. Zabiłam ośmiu ludzi.
Ale od tego przecież byłam.
Przyjaciółka śmierci. Wierzchowiec diabła. Zawodowiec idealny. Wyprana ze skrupułów i uczuć. Pusta skorupa!
W końcu wyszło szydło z worka - podczas jednego z towarzyskich spotkań nieco mnie poniosło. Niewinna zabawa z kajdankami, pejczem i podduszaniem zamieniła się w koszmar, który prezydent Snow zatuszował z niemal kosmetyczną wprawą.
Sami wiecie, jak to jest, gdy w krwi buzuje alkohol, czyny napędzają narkotyki a erotyczne uniesienie odbiera jasność umysłu - pewnego dnia zacisnęłam dłonie na szyi mężczyzny za mocno.
Stanowczo za mocno.
Winą obarczyli serce - migotanie przedsionków, zator krwiobiegu, zawał. Z dnia na dzień wypadłam z łask dobroczyńców. Nie uwierzycie, ale nawet oni nie byli na tyle spierdoleni, by sypiać z dziewczyną, która dusi partnerów!
A więc odesłali mnie do Dwójki. I wtedy życie dopiero się zaczęło.

Temat wypracowania: czego nauczył cię zwycięzca Pięćdziesiątych Trzecich Głodowych Igrzysk?

Joffery Gene, obywatel naszego Dystryktu, nauczył mnie, że najważniejsza jest wytrwałość - dzięki niej jesteśmy w stanie osiągać to, co nieosiągalne i udowadniać innym własną wartość. Czasem cena zwycięstwa jest wysoka i wymaga wielu poświęceń, ale cel nigdy nie uświęca środków. Tata mówi, że pan Gene jest najlepszym człowiekiem jakiego spotkał i powinnam brać z niego przykład.
Biorę.

Previa Benner, lat dziesięć.

Oczywiście wiem, że to głupie tak przyjechać na pałę do Dwójki, bez pojęcia, co dalej, za to z głową pełną pączkującego szaleństwa. Jeśli koniecznie chciałam przeżyć jakieś pieprzone katharsis, popłakać się, usmarkać ziemię splamioną posoką moich przodków, wybaczyć dzieciakom – zawodowcom, ofiarom takim samym jak my, zabrać ze sobą garść piachu jako relikwię, a potem odlecieć do Kapitolu z lekkim sercem i uzdrowioną duszą, to oczywiście, powinnam pojechać do Dwójki.
Ale już wtedy doskonale wiedziałam, że między mną a prezydentem trwa wojna.
Wojna. Ani mniej, ani więcej.
Znam się na wojnie, do cholery.
Napatrzyłam się. I wcale nie chodzi o to, że pękła we mnie jakaś tama, wylały się nawarstwione przez lata przeżycia, ujawniła trauma, dalej jazda w stylu świętego podręcznika psychologii.
Coś się jednak ze mną stało.
By odpędzić od siebie demony, by poświęcić się czemuś, co nie pozwoliłoby mi na zamknięcie się w Wiosce Zwycięzców, zaczęłam trenować dzieciaki do Igrzysk.
Raz-dwa, krótki kurs mordowania ludzi, czyli jak szybko i efektownie zabijać trybutów.
Świetna zabawa! Jednak nawet ja wiedziałam, że na coś czekam. Że podskórnie wyczekuję na moment, kiedy moje umiejętności będą mogły zostać wykorzystane w prawdziwym starciu.

Temat wypracowania: czego nauczył cię zwycięzca Pięćdziesiątych Piątych Głodowych Igrzysk?

Sonny Hamilton, obywatel naszego Dystryktu, nauczył mnie, że wszystko, czego nauczyłam się dotychczas było kłamstwem.
Odwaga nie jest najważniejsza. Wiara nie jest najważniejsza. Siła nie jest najważniejsza. Wytrwałość nie jest najważniejsza.
Najważniejszy jest instynkt przetrwania.
Tata już nic nie mówi - od miesiąca leży ciężko chory w szpitalu. Przez lata pracy w kamieniołomie nabawił się pylicy płuc i wkrótce umrze.

Previa Benner, lat dwanaście.

Przez lata mieszkał we mnie krzyk. I krew. I strach. I wielka odwaga.
I mnóstwo śmierci, która przepełniała mnie po pustkę migdałowych oczu.
W chwili wybuchu rebelii nie zastanawiałam się ani chwili - hop, łapiemy za broń i idziemy skopać parę kapitolińskich tyłków!
Przecież od zawsze przyciągał mnie zapach krwi, swąd wojny. Dlatego walczyłam po stronie Trzynastki - bo potrzebowałam pooddychać powietrzem przesyconym masakrą, żeby poczuć, że w ogóle żyję. Od dziecka na to chorowałam. Kiedy ocieram się o śmierć, mogę spać, mogę pracować, pieprzyć się i snuć plany na przyszłość. Bez tego jestem wyłącznie workiem skóry wypełnionym papką z wody i mięsa.
Brzdęk.
Pustka.
Trzy zet.
Zupełnie.
Zwyczajna.
Zdzira.
Bez rozprutych brzuchów ciężarnych matek, bez rozdeptanych główek niemowląt, bez rąk, nóg, cycków odrzynanych wprawnym pociągnięciem noża, bez spalonych w benzynie trupów, bez ciał poszatkowanych kulami z automatu nie znalazłabym samej siebie, niemożliwie podobna do każdego innego żołnierza naszej cywilizacji.
Idealnie identyczny produkt przeciętności.
Bez masakr nic mnie nie wyróżnia.
Ani wybitny intelekt, ani ponadprzeciętny talent, ani urok osobisty, ani charyzma.
Po zwycięstwie rebelii dołączyłam do regularnej armii, gdzie udało mi się awansować aż do stopnia podoficera. Ale siedzenie za biurkiem nie było dla mnie, w szeregach nie działo się praktycznie nic - dlatego bez większego wahania zasiliłam korpusy Strażników Pokoju w Kapitolu.
I muszę przyznać jedno - bawię się przednio!

Temat wypracowania: czego nauczyła cię zwyciężczyni Sześćdziesiątych Czwartych Głodowych Igrzysk?

Moja ciocia, Previa Benner, obywatelka naszego Dystryktu, nauczyła mnie, że życie to nie bajka. Że cel zawsze osiąga się po trupach do celu. Że nie należy się przed niczym wahać.  Że śmierć zawsze jest rozwiązaniem.
Mój tata zabronił mi spotykać się z ciocią, chociaż ta mieszka od roku w Wiosce Zwycięzców. Nie powiedział, dlaczego.


Max Benner, lat dziesięć.




Charakter

Między życiem a śmiercią, między nadprzyrodzonym i rzeczywistym światem, między statecznymi normami i szaleństwem jest tylko cienka czerwona linia.
Bardzo cienka i bardzo czerwona.
Kiedy tylko przymknę powieki, widzę, jak pulsuje ostrzegawczo.
I wyje rozgłośnym „pi! pi! pi!” alarmu.
Benner, dziewczyno, źle z twoją banią. To mały krok dla ciebie, ale wielki dla twojego szaleństwa. Za cienką czerwoną linią rozciąga się Kukulandia. Jeśli przekroczysz granicę, zabiorą ci paszport i nigdy nie wydadzą powrotnej wizy.

***

Previa Benner w obcisłej czarnej kiecce w róże, której nikt przy zdrowych zmysłach nie założyłby w taki upał.
Previa z uśmiechem na wąskich, ciemnych od szminki ustach.
Previa z kastanietami lodu w szklance whisky.
Jej oczy są przejrzyste, żółte jak u zwierzęcia. Źrenice przypominają pestki zanurzone w miodzie
Pokazuje środkowy palec prawej ręki. Tuż pod obgryzionym paznokciem widać krótką bliznę w kolorze dojrzałego bakłażana.
Wygląda trochę jak to, co robi czasem ze swoimi powiekami, kiedy próbuje namalować sobie kreski. Jednak jej żółte oczy zwierzęcia nie lubią kresek, Previa wygląda nieprzyjemnie obco w perfekcyjnym makijażu nałożonym przez wizażystkę. Kiedyś, lata temu, widziałem ją tuż przed studyjnym nagraniem, ubraną w obrzydliwie telewizyjny żakiet, z włosami uklepanymi obrzydliwym żelem. Jej twarz przypominała maskę demona, bo jakaś oszalała albo chora z zazdrości charakteryzatorka pociągnęła ciemne brwi Previi czarnym jak zawiść tuszem. Benner próbowała potem zetrzeć choć trochę tego gęstego, profesjonalnego mroku poślinionym palcem, więc w efekcie przerodziła się w okropną dynię z sinymi oczodołami.
Nie znosiłem oglądać Previi na wizji.
Wyglądała martwo, jakby kamery rzeczywiście wysysały z niej duszę.
Wyglądała jak nobliwa pani Benner.
Jak wypchany kot albo sowa.
Coś, co ciotki lub babki z lubością usadziłyby na kanapie w salonie.
Wolę, kiedy zamaszystymi ruchami nakłada palcem cienie, niczym komandos plamy rozcinające. Wolę, kiedy zachowuje się jak zwykła Previa.
Jej życie to pasmo zasad, których przestrzega wyłącznie ona.
Nie wolno czesać włosów.
Nie wolno obcinać paznokci. Trzeba obgryzać i połykać.
Nie wolno robić zdjęć.
Nie wolno mieć przy sobie żadnych fotografii, swoich ani nikogo bliskiego.
Drugą kobietę trzeba koniecznie pozdrowić specjalnym chwytem za nadgarstek.
Mieć tę brudną bliznę na palcu.
Do Dystryktów zabrać ze sobą ogromną ilość podarków. Bele kolorowej bawełny, wrappery, sandały w różnych rozmiarach, bransoletki i wisiorki, jedzenie, pieniądze, żywe kurczaki na ofiarę.
Nie wolno podawać prawdziwego imienia. Trzeba się przedstawić jako ktoś zupełnie inny.

***

Flaki mi się ściskają, kiedy słyszę wyraz „terapia”.
Siedzę jednak na brzydkim, niewygodnym krzesełku, ciaśniutkim jak ścieżka cnotliwych uczynków, a przede mną, za bezludną wysepką biurka, sepleni pani doktor od chorej duszy. Duża, kulista główka pacynki kołysze się monotonnie. Ciemne, przystrzyżone starannie włosy wydają się namalowane na czaszce. W ogóle wygląda jak postać z kreskówki. Kartoflowaty nos, okrągłe ślepka, wielkie rogowe okulary.
Specjalistka gotowa porozkładać na części moją niezdrową banię.
Wiercę się trochę, poręcze obejmują mnie miłośnie i z troską, w sposób, jakiego można się spodziewać po werbunkowym podupadającej sekty, a ja wciąż nie mogę pojąć, co tu, u diabła, robię?
Terapeutka nie patrzy na mnie. Mówi monotonnym, nosowym głosem. Z takim samym namaszczeniem recytuje z pamięci podstawy swojej wiary, mityczne opowieści z podręcznika. Słyszę szelest kartek i widzę przesuwające się przed oczami kolumny tekstu.
– Typowy przykład uzależnienia adrenalinowego... Środki zaradcze... Poważne schorzenie... W dzisiejszym świecie uzależnienia...
Uzależnienie to chyba jej ulubione słowo. Powtarza je z upodobaniem, składając usta w dzióbek, jakby żuła kwaskową landrynkę.
– Cmok, cmok, kwaśny cukiereczek, uzależniony...
Patrzę na jej okrąglutki łepek pełen naukowych mądrości i trochę chce mi się śmiać. Nie takich rzeczy już się o sobie dowiadywałam.
Lekarka mruga do mnie ślepkami uwięzionymi w terrarium okularów.
– Swoją fascynację może pani przecież przekuć w pożyteczną, ważną działalność także w Kapitolu, pani Benner. Niekoniecznie musi pani zawsze znajdować się w centrum każdego konfliktu. Jest przecież korpus Strażników Pokoju, z pani umiejętnościami nie powinno być problemu, aby zasilić ich szeregi. I niech pani uprawia jakieś sporty. Coś, co pozwoli pani poczuć zew przygody. Może pani kupić skuter wodny albo zapisać się na kurs pilotażu...
Uśmiecham się.
W porządku. Naprawdę w porządku.
Doceniam twój szeleszczący podręcznik i twoje dobre chęci. Tylko widzisz, siostro. Ja przecież latam. Cały czas szybuję jak pieprzony model na uwięzi.

***

Moja babcia mawiała często: „Jeśli zapomnisz o czymś ważnym, wróć w to samo miejsce”... tyle że ja zapomniałam zdrowych zmysłów. A bez nich cholernie trudno sobie radzić.
Dlatego milczę.
Uśmiecham się.
Przetrwam.


Ciekawostki

Duszą mnie kołnierzyki koszul. Nie lubię koszul. Nie lubię niedoprawionych, poprzerastanych antrykotów z grilla. Nie lubię Kapitolu, miasta bez odrobiny przestrzeni, spiętrzonych kanionów kamienic, gdzie skwerek maleńki jak chustka do nosa to już ogromny plac. Miasta zabudowanego po wręby mieszczańską tradycją, ciasnego jak horyzonty prawnika Paula z małżonką. Nie lubię, gdy ktoś szarga dobre imię Dystryktu Drugiego. Nie lubię niesubordynacji, nie lubię, gdy ktoś dotyka mojej broni. Nie lubię smaku papierosów, choć palę je nałogowo. Ale z tego wszystkiego najbardziej nie lubię przegrywać.




Ostatnio zmieniony przez Previa Benner dnia Sob Sie 23, 2014 6:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
Previa Benner
http://panem.forumpl.net/t2631-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3117-previa
http://panem.forumpl.net/t3118-previa-benner
http://panem.forumpl.net/t3119-dysonans-poznawczy
http://panem.forumpl.net/t3146-previa
http://panem.forumpl.net/t3126-previa-benner
Wiek : 30 lat
Zawód : Strażnik Pokoju || pani oficer
Przy sobie : broń palna, magazynek z piętnastoma nabojami, w pełni skompletowany mundur żołnierza, telefon, paczka papierosów, zapalniczka, nóż ceramiczny, krótkofalówka, antybiotyk (3 tabletki)
Znaki szczególne : blizny na dłoniach, szaleństwo w oczach, dziura zamiast serca
Obrażenia : ogólne osłabienie (boli mnie głowa i nie mogę spać ♫)

PisanieTemat: Re: Previa Benner   Sob Sie 23, 2014 6:33 pm

Myślę, że gotowa! c:


i'm playing the villain, baby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
Nicole Kendith
http://panem.forumpl.net/t1130-nicole-kendith
http://panem.forumpl.net/t3565-nicky#56034
http://panem.forumpl.net/t3564-nicole-kendith#56033
http://panem.forumpl.net/t1136-to-co-bylo-jest-i-bedzie#11701
http://panem.forumpl.net/t3566-nicky#56037
Wiek : 24 lata
Zawód : Uciekinierka
Przy sobie : pistolet, naboje, butelka alkoholu, kapsułka z wyciągiem z łykołaków, telefon komórkowy, laptop, pieniądze upchane po kieszeniach, przetarty plecak, aparat, leki przeciwbólowe
Znaki szczególne : nieufne spojrzenie, utyka na lewą nogę
Obrażenia : złamane serce, martwica nerwów w lewej nodze (nie wszystkich, prawda?)

PisanieTemat: Re: Previa Benner   Sob Sie 23, 2014 7:10 pm

Karta zaakceptowana!

Witaj na forum! Mamy nadzieję, że będziesz czuć się tutaj jak u siebie, i że zostaniesz z nami długo. Załóż jeszcze tylko skrzynkę kontaktową i możesz śmigać do fabuły. Nie zapomnij też zaopatrzyć się w naszym sklepiku. Na start otrzymujesz medalik z małą ampułką cyjanku w środku, alarm mieszkaniowy i para kastetów . W razie jakichkolwiek pytań pisz śmiało. Zapraszamy też do zapoznania się z naszym vademecum.

Uwagi: Po pierwsze... wow! No po prostu wow Wiem, że teraz poleci cukier, ale ta karta podobała mi się niesamowicie! Na początku przeraziła mnie jej długość, bałam się, że jej nie ogarnę, a tu... bum, wciągnęłam się w historię Previi i to jak cholera (przepraszam za słownictwo :c). Nie mam się czego przyczepić, postać jest dobrze stworzona, rozbudowana, w pełni wpasowana w realia, więc... Leć do fabuły! I zakładaj temat z relacjami bo wiem, że ktoś chce Ci się już wpisać
Miłej gry <3



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Previa Benner   

Powrót do góry Go down
 

Previa Benner

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Karty Postaci-