IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Elijahowa klitka

 

 Elijahowa klitka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
http://panem.forumpl.net/t2487-elijah-bergstein#36264
http://panem.forumpl.net/t2513-pan-raz-zobaczony-w-technikolorze#36274
http://panem.forumpl.net/t2510-elijah-bergstein#36266
http://panem.forumpl.net/t2511-jeden-glebszy-z-elijah-bergstein-zaprasza-na-autorski-program#36269
http://panem.forumpl.net/t2512-elijah#36270
http://panem.forumpl.net/t2576-elitarne-mieszkanie-elijaha
Wiek : 38 lat
Zawód : prezenter i gwiazdka telewizji
Przy sobie : telefon, papierosy, zapalniczka
Znaki szczególne : wiecznie rozszerzone źrenice, kultowe okulary na nosie, papieros w ustach

PisanieTemat: Elijahowa klitka   Pon Sie 11, 2014 6:22 pm






Zniszczona kamienica gdzieś przy obrzeżach Kwartału; wielopiętrowy potrzaskany dom. Elijah pomieszkuje na ostatnim piętrze. Na klatce schodowej - gruz, śmieci i absolutny brak okien. Drzwi do mieszkania Bergsteina są obdrapane ale całkiem nieźle chronią przed zimnem i intruzami.


WNĘTRZA W BUDOWIE, ale nie spodziewajcie się wodnego łóżka i wanny z hydromasażem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2330-jaimie-hearst#33035
http://panem.forumpl.net/t3575-dzejmi
http://panem.forumpl.net/t2484-jaimie-hearst
http://panem.forumpl.net/t2617-kapitolinska-komuna-nad-votre-mommy#37987
Wiek : 34 lata
Zawód : trener w Ośrodku Sportu i Rekreacji
Przy sobie : paczka zapałek, paczka papierosów, medalik z małą kapsułką cyjanku w środku
Znaki szczególne : kolorowe ciuchy w szarym tłumie

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Pon Sie 11, 2014 7:28 pm

| start! B)

Trzy dni po dokonaniu swojego przełomowego odkrycia, Jaimie Hearst postanowił wreszcie wyjść z ukrycia i stawić czoła swojej przeszłości. Przeszłości, która od siedemdziesięciu dwóch godzin tworzyła w jego głowie wizje tak niemoralne, że nie mógł skupić się na swojej pracy. Zamiatanie przed tylnym wyjściem z posterunku zamieniło się więc w godzinną batalię z własnymi myślami, podczas której mężczyzna podpierał się na miotle, a minę miał tak zamyśloną, że zapewne nie zauważyłby nawet, gdyby przed jego nosem przebiegł właśnie jakiś uciekinier.
Zauważył go trzy doby temu, wczesnym wieczorem, gdy wracał do domu i akurat miał ochotę zapalić. Papieros uciekł mu z ręki i wylądował na ziemi, a Jaimie nie od razu zdecydował się go podnieść. Gdy już uwierzył własnym oczom, że to Elijah Bergstein we własnej osobie spaceruje jedną z uliczek Kwartału, natychmiast postanowił iść za nim. Wmieszał się w tłum, chował w bramach, przystawał i udawał, że zawiązuje but – wszystko po to, by sławny prezenter telewizyjny, jego dawny znajomy, nie zorientował się, że jest śledzony. Odprowadził go do samego domu, na klatce schodowej przystając piętro niżej, wpatrując się w obdrapane drzwi stanowczo za długo.
Przede wszystkim – był ciekawy. Jak to możliwe, że Elijah w ogóle znalazł się w Kwartale? Czyżby jego podstępna żona nie potrafiła załatwić mu ciepłej posady podnóżka Almy Coin? A może rozwiedli się wreszcie lub Bergstein został wdowcem… dwie ostatnie opcje podobały się Hearstowi zdecydowanie najbardziej.
W ciągu tych trzech dni nie miał szansy, by nauczyć się na pamięć rozkładu dnia starego przyjaciela. Widział, jak opuszcza getto i jak z niego wraca, odprowadzał go wzrokiem po uliczkach Kwartału, raz nawet zagapił się w jego okno, stojąc pod jedną z niedziałających latarni. Szybko jednak stwierdził, że sama obserwacja już mu nie wystarcza, chciał się skonfrontować, musiał to zrobić – dziwne uczucie nie opuszczało go, odkąd tylko zobaczył po raz pierwszy po tak długiej przerwie tę znajomą czuprynę (z nieco większymi zakolami, niż pamiętał).
Tego dnia nie czekał więc w jednej z bram, którą Elijah mijał po drodze do domu. Jaimie pojawił się pod jego drzwiami na kilka minut przed planowanym powrotem mężczyzny, opierając się nonszalancko o framugę i spoglądając w dół, jakby wyczekująco. Wyciągnął paczkę papierosów z kieszeni, odpalił jednego z nich i szybko się zaciągnął, wypełniając klatkę schodową dymem, który zniknął już po chwili.
Dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie wie nawet, co powinien powiedzieć, gdy dojdzie już do spotkania. Zdając się na własny urok osobisty postanowił więc milczeć, ale nie mógł powstrzymać ironicznego uśmieszku, który wkradł mu się na usta w momencie, w którym na samym dole rozległy się czyjeś kroki.
Panie i Panowie, zaczynamy przedstawienie.





I'm waking up to ash and dust, I wipe my brow and I sweat my rust, I'm breathing in the chemicals. I'm breaking in, shaping up, then checking out on the prison bus. This is it,
the apocalypse.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
http://panem.forumpl.net/t2487-elijah-bergstein#36264
http://panem.forumpl.net/t2513-pan-raz-zobaczony-w-technikolorze#36274
http://panem.forumpl.net/t2510-elijah-bergstein#36266
http://panem.forumpl.net/t2511-jeden-glebszy-z-elijah-bergstein-zaprasza-na-autorski-program#36269
http://panem.forumpl.net/t2512-elijah#36270
http://panem.forumpl.net/t2576-elitarne-mieszkanie-elijaha
Wiek : 38 lat
Zawód : prezenter i gwiazdka telewizji
Przy sobie : telefon, papierosy, zapalniczka
Znaki szczególne : wiecznie rozszerzone źrenice, kultowe okulary na nosie, papieros w ustach

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Pon Sie 11, 2014 8:05 pm

| kilka dni po spotkaniu z Almą, pewnie wieczór po Dożynkach

Słowo stawało się ciałem na oczach Elijaha i jeśli wychodząc z Siedziby Coin mógł odczuwać pewien niepokój, że cała ta łaska okaże się tylko snem, to teraz już był stuprocentowo przekonany o prawdomówności Almy. Telefon nie okazał się dziecięcą zabawką i naprawdę zawierał wszystkie niezbędne numery, od Plutarcha po samą doradczynię pani prezydent - ucieszył się, widząc służbowe zdjęcie Scarlett. Powinien od razu zasypać ją smsami z gratulacjami awansu, ale wolał zaskoczyć ją osobiście, sycąc się jej zaskoczeniem. Chyba, że to ona mieszała palce w jego nagłym zbawieniu z brudu Kwartału, w co jednak wątpił. Skazała go na potępienie i egzystowanie za murem bez mrugnięcia okiem i jakoś nie wyobrażał sobie swojej ukochanej żony szlochającej z tęsknoty i żałującej swojej decyzji. Stało się, klamka zapadła już dawno - może nawet w momencie, w którym się poznawali? - i zapewne Ashworth żyła w błogiej nieświadomości. I w bardzo dostatnio; pierwszego dnia po uzyskaniu przepustki do lepszego, wspaniałego świata udał się do banku, załatwiając formalności z kartą kredytową i kontem, uzyskując jednocześnie informacje o ciągle trwającej wspólnocie majątkowej i topniejącym kapitale z ich małżeńskiego skarbca. Zapełnionego głównie przez niego. Mógł zareagować furią, ale i tak uśmiechał się promiennie, podpisując akty własności i nie blokując Scar dostępu do wspólnej fortuny. Elijah bywał niecierpliwy, jednak w sprawach tak delikatnych jak zemsta potrafił zachować umiar. Zresztą, przepełniała go tak niewyobrażalna radość, że nawet wspomnienie zdradzieckiej żony nie bolało tak bardzo. Wszystko przecież powoli wracało na dawne tory. Wychodził za mur Kwartału, kupował w normalnym sklepie, wykonywał telefony i załatwiał sprzęt do studia telewizyjnego. Odwiedził je dzisiaj rano, spacerując po cichych pomieszczeniach. Smutna wycieczka do grobu, nie był jednak przegiętym filozofem i nie rozpłakał się na widok swojego zakurzonego fotela prowadzącego. Było, minęło, teraz zaczynała się nowa era. Dwadzieścioro czworo dzieci idących na rzeź i Bergstein pnący się w górę po ich trupich ciałkach. Przygnębiająca perspektywa, jednak radość buzująca w ciele Elijaha nie pozwalała na jakieś moralne dramaty. Z uśmiechem przyjął listę trybutów i mentorów, dokańczając wykonanie kilku niezbędnych połączeń telefonicznych podczas powrotu do Kwartału. Machnął tylko przepustką przed oczami strażników, mijając posterunek. Jeszcze przed tygodniem zostałby rozstrzelany a teraz bezpiecznie ruszał jedną z bocznych uliczek jak po telewizyjnym wybiegu, dopalając szybko papierosa i kończąc rozmowę telefoniczną. Kolejny nieżyjący technik i jego zapłakana żona; skrzywił się lekko, skreślając z listy dawnych współpracowników piąte nazwisko i popychając ramieniem drzwi prowadzące do środka kamienicy.
Dopiero kiedy z wyższego piętra posypało się odrobinę gruzu Bergstein przypomniał sobie o mieszkaniu w Dzielnicy. Aż przystanął na jednym schodku, wyrzucając peta gdzieś niżej. Za dużo spraw na głowie; przez ostatnie dni zachowywał się tak, jak za dawnych czasów. Pracoholik bez snu, żyjący na wysokich obrotach, nie zwracający uwagi na świat wokół siebie. Westchnął tylko cicho, wbiegając dość sprawnie na swoje ostatnie piętro, rozpinając jednocześnie guziki jasnoszarej marynarki (pierwsza kupiona w Dzielnicy rzecz), nieświadom tego, że spotka osobę o której starał się myśleć jak najmniej.
Zauważył go od razu. Słońce zaszło chwilę temu, ale było na tyle jasno, by nie pomylić wysokiego, szczupłego chłopaka z jakimś zaginionym biedakiem żebrzącym o chleb. Bolesne; wolałby chyba ominąć go bez słowa i zatrzasnąć za sobą obdrapane drzwi...Ba, w swojej wyobraźni tak własnie robił, jednak ciało zareagowało (i zaprotestowało) szybciej. Przystanął na ostatnim stopniu schodów, wpatrując się w jego twarz, oświetloną dość nienaturalnym o tej porze światłem i iskrą papierosa.
Zapomniał. Nie, nie o jego istnieniu; właściwie wspominał kłótnię rozgrywającą się przed Rebelią bardzo często, a kpiący uśmiech Jaimiego pojawiał się w jego snach z jeszcze większą (i gorszącą) częstotliwością. Zapomniał jednak o tych wszystkich emocjach, które rozpaliły się w ułamku sekundy. Rozpoznał jego twarz, wąskie usta, ciemne włosy i jego ciało zareagowało niemal odruchowo, przyciągając go do siebie i ...Nie. Tym razem umysł wysunął się na prowadzenie i Elijah nawet nie drgnął. Nigdy nie brakowało mu słów, ale teraz zastygł w napiętym milczeniu, atakowany niewyobrażalną ilością bodźców i wspomnień. Erotyczno-agresywnych; najgorsza męska mieszanka.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2330-jaimie-hearst#33035
http://panem.forumpl.net/t3575-dzejmi
http://panem.forumpl.net/t2484-jaimie-hearst
http://panem.forumpl.net/t2617-kapitolinska-komuna-nad-votre-mommy#37987
Wiek : 34 lata
Zawód : trener w Ośrodku Sportu i Rekreacji
Przy sobie : paczka zapałek, paczka papierosów, medalik z małą kapsułką cyjanku w środku
Znaki szczególne : kolorowe ciuchy w szarym tłumie

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Pon Sie 11, 2014 11:06 pm

W przypadku walki ciała z rozumem (serca do tego nie mieszajmy, ono nie ma nic wspólnego), górą u Jaimiego zawsze było to pierwsze. Nie zważał na konsekwencje, jeśli naprawdę czegoś zapragnął, potrafił zrobić niemalże wszystko, by osiągnąć satysfakcję. Spełnianie swoich pierwotnych potrzeb leżało w jego naturze tak samo, jak bycie nieodpowiedzialnym i niedojrzałym. Co z tego, że mógł kogoś zranić, jeśli przy okazji mógł też dostać to, czego chciał? Nie było mowy o wątpliwościach, o dochodzącej do głosu moralności, to jego interes zawsze liczył się najbardziej.
Dlatego teraz, stając oko w oko ze swoim byłym, nie martwił się o jego uczucia. Doskonale pamiętał ich ostatnią kłótnie, podniesione głosy i agresywne gesty. To Elijah robił mu wyrzuty, to on przejmował się bardziej, to jemu zależało. Mogło być też tak, że każdy z nich pamiętał to zdarzenie inaczej, ale Jaimie nie przyszedł tu, by litować się nad starym znajomym. Był ciekawy i chciał tę ciekawość zaspokoić.
Pierwszy punkt ze swojej listy mógł odhaczyć już w momencie, w którym spotkały się ich oczy. Wiedział, a właściwie czuł, jak zareagowało jego ciało przy tym pierwszym rodzaju kontaktu. Miał ochotę sięgnąć do rozpiętej przed chwilą marynarki i po prostu zedrzeć ją mężczyźnie z ramion, jego samego przyciskając do ściany i odtwarzając ich pierwsze spotkanie moment po momencie.
Zamiast tego spoglądał na Bergsteina z góry (jeden schodek robił różnicę), a ironiczny uśmieszek wciąż tańczył mu na ustach.
- Wyglądasz na zmęczonego – strzepnął papierosa, obdarzają Elijaha osobliwym komplementem – Co takiego oferuje ci Kwartał, że zarywasz dla niego noce?
Wiedział, że mężczyzna szybko domyśli się, że Hearst pije do jego wypraw poza mury getta, o których wiedział bo najzwyczajniej w świecie obserwował go od kilku dni. Jaimie jednak nie przejmował się tym nawet w najmniejszym stopniu. Nie ruszył się z miejsca, wciąż stojąc czarnowłosemu na drodze do mieszkania.
Chciał wyciągnąć rękę, strzepnąć kurz z jego ramienia (czyżby wchodząc do klatki oparł się o ścianę?) i faktycznie zrobił to już chwilę później, przestępując pół kroku bliżej. Czy traktował to jako prowokację? Być może, ale póki to on wychodził na tym lepiej, dalej brnął w tę grę. Świdrował wzrokiem swojego towarzysza, usiłując wyczytać z jego miny jak najwięcej. Tego, że cieszy się na jego widok, nie musiał mówić, Hearst potrafił rozpoznać to po jego oczach, które mówiły, że najchętniej przywitałby go pięścią w nos.

AŁTFIT





I'm waking up to ash and dust, I wipe my brow and I sweat my rust, I'm breathing in the chemicals. I'm breaking in, shaping up, then checking out on the prison bus. This is it,
the apocalypse.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
http://panem.forumpl.net/t2487-elijah-bergstein#36264
http://panem.forumpl.net/t2513-pan-raz-zobaczony-w-technikolorze#36274
http://panem.forumpl.net/t2510-elijah-bergstein#36266
http://panem.forumpl.net/t2511-jeden-glebszy-z-elijah-bergstein-zaprasza-na-autorski-program#36269
http://panem.forumpl.net/t2512-elijah#36270
http://panem.forumpl.net/t2576-elitarne-mieszkanie-elijaha
Wiek : 38 lat
Zawód : prezenter i gwiazdka telewizji
Przy sobie : telefon, papierosy, zapalniczka
Znaki szczególne : wiecznie rozszerzone źrenice, kultowe okulary na nosie, papieros w ustach

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Wto Sie 12, 2014 1:04 pm

Czujność, jaką zachowywał w Dawnym Świecie, zdecydowanie zmalała w czasie jego letargu w Kwartale. Wcześniej naprawdę dbał o swoją prywatność, odgradzając się od fanów jak tylko mógł. Normalne życie powinno zostać tajemnicą; nikt nie chciał widzieć gwiazdki szklanego ekranu w znoszonych dresach albo podczas kłótni z żoną. Elijah Bergstein był sympatycznym, towarzyskim, dociekliwym i statecznym prezenterem a nie chorym furiatem, trzaskającym talerzami i próbującym szukać na przedramionach miejsc bez zrostów. Dbał tym samym o zdrowie psychiczne swoich widzów. Wszystko z troski o nich, oczywiście. Nie chciał przecież wepchnąć psychofanki do więzienia tylko dlatego, że rzuciła się na niego z pocałunkami. Albo z nożem, takie sytuacje też się zdarzały. Doskonale pamiętał mowę pogrzebową na skremowaniu nieco przestarzałej piosenkareczki, zakłutej po powrocie z jakiegoś bankietu przez zakochanego w niej faceta. Wolał nie ryzykować podobnego poświęcenia i za czasów swojej świetności budował wokół siebie szczelny mur z strażników, systemów alarmowych i limuzyn z zaciemnionymi szybami. Przez tę zasłonę dymną nie przedostawały się żadne niechciane problemy w postaci namolnych fanek i zanieczyszczonej morfaliny. Chirurgiczna precyzja dwóch światów, przenikających się tylko na oficjalnych bankietach. Mógł wtedy popuścić wodze fantazji i nieco poluzować sztywny kołnierzyk, oddając się ulubionym niemedialnym rozgrywkom. Prawie sportowym: przyśpieszone oddechy, pot, drżące ciało i bezpośredni kontakt z przeciwnikiem, kończący się rozłożeniem na deskach...podgrzewanej podłogi jakiegoś drogiego, hotelowego apartamentu.
Dziwne, że akurat te wspomnienia wybiły się na pierwszy plan, kiedy zauważył Jaimiego, ćmiącego papierosa przed jego drzwiami. Drzwiami bez kamer i ochroniarzy; właściwie powinien rozpaczać, że przez rok nikt nie dobijał się do niego z żądaniami autografu i wspólnego zdjęcia, ale jakoś stracił poczucie zagrożenia. W Kwartale każdy był nikim, panowała cudowna egalitarność w smutku i nawet ktoś kiedyś sławny nie wyróżniał się z tłumu. I nie spodziewał się odwiedzin - a już z pewnością nie takich.
Chciałby stwierdzić, że ten rok wymazał wszystkie uczucia z jego pamięci i uczynił go obojętnym. Może i stałoby się w ten sposób, ale ostra wściekłość podsycała obraz Jaimiego w jego głowie i nie pozwalała mu opuścić go nawet na moment. Owszem, bywały dni i tygodnie, kiedy całkowicie zapominał. Teraz jednak Hearst materializował się tuż obok niego, tak blisko, że mógł poczuć zapach jego wody kolońskiej i zobaczyć drganie dolnej wargi, kiedy uśmiechał się kpiąco. Szczegóły, tak fascynujące, że dalej milczał zawzięcie. I pewnie zesztywniałby jeszcze mocniej i już na stałe, gdyby Jaimie nie przekroczył cienkiej czerwonej linii, oddzielającej wystudiowaną obojętność od ostrej wściekłości. Wystarczyło muśnięcie jego dłoni na marynarce i Elijah natychmiast wrócił do krainy żywych, łapiąc mężczyznę za nadgarstek i wykręcając jego rękę za plecy. Dość boleśnie, ale mało się tym przejmował, robiąc krok do przodu i w końcu równając się z nim wzrostem.
Nie miał zamiaru odpowiadać na jego wątpliwy komplement o zmęczeniu; wyrzucił zadane pytanie z głowy, zaciskając palce na jego skórze tak mocno, że czuł puls i kości dłoni. Bezpośredni kontakt cielesny nie podziałał na niego uspokajająco, wręcz przeciwnie.
- Jak wspaniale cię widzieć. Jak ci minął ostatni rok? - spytał prawie przyjacielsko, obdarzając go nieco morderczym uśmiechem. Znajdywali się teraz zdecydowanie za blisko; ciągle wykręcał jego rękę i patrzył mu prosto w oczy z nierozsądnej odległości. Jeszcze kilka sekund i mógłby zrobić coś, czego później by żałował, odepchnął go więc nagle na ścianę, znów robiąc krok do tyłu i poprawiając marynarkę, szukając przy okazji w kieszeni kluczy do mieszkania. - Ustawiłeś się jakoś dzięki swoim licznym znajomym? - dodał nie bez bolesnej ironii, naprawdę intensywnie zastanawiając się czy nie zepchnąć bruneta ze schodów. Najszybszy sposób na pozbycie się prowokatora wściekłości i pobudzacza erekcji. Och.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2330-jaimie-hearst#33035
http://panem.forumpl.net/t3575-dzejmi
http://panem.forumpl.net/t2484-jaimie-hearst
http://panem.forumpl.net/t2617-kapitolinska-komuna-nad-votre-mommy#37987
Wiek : 34 lata
Zawód : trener w Ośrodku Sportu i Rekreacji
Przy sobie : paczka zapałek, paczka papierosów, medalik z małą kapsułką cyjanku w środku
Znaki szczególne : kolorowe ciuchy w szarym tłumie

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Sro Sie 13, 2014 6:54 pm

Życie w Kwartale dawało mu w kość, ale Jaimie był zbyt dumny, by przyznać się do błędu. Gdyby kilka miesięcy temu ruszył głową i nie uniósł się honorem, być może znajdowałby się po drugiej stronie muru, bezpieczny i dożywiony, z taką namiastką luksusu, jaką sam by sobie zbudował. Bo czyż nie dlatego uciekł z Trzynastki? Podziemne, wąskie korytarze i ogólna ciasnota sprawiały, że momentami dusił się we własnym domu, nawet we własnym ciele, pragnąc jedynie uciec jak najdalej. A gdy już udało mu się dotrzeć do stolicy i zachłysnąć się jej atmosferą, nadeszła rebelia i utarła mu nosa, sprowadzając do parteru i przypominając brutalnie, że dla hedonistów nie ma miejsca w dzisiejszym świecie.
W getcie kombinował jak mógł i dzień w dzień walczył o swoją wolność, postępy czyniąc nawet przy okazji pracy na posterunku. Pierwszego dnia ani myślał, by udać się na nadprogramową przerwę, a teraz fundował sobie takie kilka razy dziennie. Z kombinatorstwa uczynił sztukę, podkradał dokumenty, urabiał Strażników Pokoju na swoją korzyść, wiedział co należy powiedzieć i komu nie podpadać. Czuł satysfakcję z tego, co robił, a jednocześnie powtarzał sobie, że to przecież nie na zawsze. Mury getta runą prędzej czy później, minie kilka miesięcy i Kapitol powróci do swojej dawnej świetności, tym razem w może nieco bardziej moralnej odsłonie.
Tym bardziej zdenerwował go widok Bergsteina, który jak gdyby nigdy nic wchodził i wychodził przez bramę główną, jakby jego cały ten chaos kompletnie nie dotyczył. A przecież to on był zawsze na świeczniku, brylował w towarzystwie i jakimś cudem udało mu się spaść na cztery łapy, podczas gdy on, Jaimie, musiał zaciskać pasa i co chwilę oglądać się za siebie. Jeśli w nowym porządku nie było miejsca na sprawiedliwość, Hearst zapragnął wymierzyć ją sam. Elijah mógł zatrzymać swoje dobra doczesne, ale niech nie liczy na spokój ducha, bowiem ktoś właśnie zapragnął wejść w jego życie z butami.
Niedopalony papieros poleciał na schody, gdy nadgarstek Jaimiego został zamknięty w stalowym uścisku, a jego ręka boleśnie wykręcona do tyłu. Mężczyzna przez ułamek sekundy był autentycznie zaskoczony agresją swojego towarzysza, nie podejrzewał wszakże, że tak szybko uda mu się wyprowadzić go z równowagi. Jednak całe zajście skwitował tylko jeszcze bardziej kpiącym uśmieszkiem.
- Co słychać u twojej żony? – jeśli wciąż mieli zamiar ignorować swoje pytania, ta rozmowa nie mogła pójść dobrze.
Przez te kilka sekund, gdy odległość między nimi była najmniejsza od roku, Hearst nawet nie mrugał, wpatrywał się jedynie w Bergsteina, odpowiadając spokojnym spojrzeniem na jego mordercze. Wzrok spuścił dopiero, gdy Elijah cofnął się o krok i zanurzył ręce w kieszeniach, w poszukiwaniu kluczy. Zacisnął zęby, rzucił nienawistne spojrzenie gdzieś w kierunku przeciwległej ściany, a po chwili zrobił krok w przód i powrócił do bycia ironicznym dupkiem i istnym wrzodem na zgrabnym tyłku swojego towarzysza.
Wykorzystał moment nieuwagi i wyszarpnął klucze z ręki mężczyzny, by za chwilę zamknąć je w swojej dłoni i schować za plecami. Niedojrzałe, dziecięce zabawy wciąż sprawiały mu mnóstwo frajdy.
- Ciekawe, czy w środku jest równie luksusowo, co tutaj? – zapytał rozglądając się wokoło, wciąż stojąc tyłem do drzwi. Zgiął nogę w kolanie i lekko kopnął je piętą sprawiając, że kilka łusek obdrapanej farby spadło na ziemię.





I'm waking up to ash and dust, I wipe my brow and I sweat my rust, I'm breathing in the chemicals. I'm breaking in, shaping up, then checking out on the prison bus. This is it,
the apocalypse.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
http://panem.forumpl.net/t2487-elijah-bergstein#36264
http://panem.forumpl.net/t2513-pan-raz-zobaczony-w-technikolorze#36274
http://panem.forumpl.net/t2510-elijah-bergstein#36266
http://panem.forumpl.net/t2511-jeden-glebszy-z-elijah-bergstein-zaprasza-na-autorski-program#36269
http://panem.forumpl.net/t2512-elijah#36270
http://panem.forumpl.net/t2576-elitarne-mieszkanie-elijaha
Wiek : 38 lat
Zawód : prezenter i gwiazdka telewizji
Przy sobie : telefon, papierosy, zapalniczka
Znaki szczególne : wiecznie rozszerzone źrenice, kultowe okulary na nosie, papieros w ustach

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Sro Sie 13, 2014 10:39 pm

Chętnie opowiedziałby Jaimiemu całą historię swojego kwartalnego życia. Co jak co, ale Elijah był mistrzem w snuciu historii przyciągających uwagę. Odrobina dramatyzmu, humoru i pikanterii, wszystko w odpowiednich dawkach, by nie przesadzić, ale też by słuchacz nie mógł wyrzucić z głowy obrazów namalowanych jego słowami. Umiejętność przydatna w dziennikarskim fachu i doprowadzona przez Bergsteina do perfekcji. Nikt tak nie kłamał jak on, zapraszając do studia swojego oddanego przyjaciela (zgnij w grobie, Flickerman, jak najszybciej) czy też prezentując stanowisko pokojowe stanowisko prezydenta Snowa (wyrżniemy was co do jednego). Cóż, prawie nikt, chyba jednak istniał wyjątek prześcigający go w trudnej werbalno-oralnej sztuce i dziwnym zbiegiem okoliczności była to jego wierna żona.
Pozostawał ślepy na jej mordercze plany. Naprawdę ją kochał - co przyznawał przed sobą z wyraźnym zażenowaniem i złością - i dał się jej omamić w stu procentach, zachwycony przebiegłością, kobiecym sprytem, gorejąca ambicją i...ponętnym ciałem. Małżeństwo idealne, przynajmniej do momentu, w którym ciemna szarfa nie zsunęła się z oczu Elijaha. Prawie bdsmowe zabawy w śmierć i życie; chyba pierwszy raz kogoś przechytrzył i pierwszy raz tracił zaufanie do wybranki swojego życia. Drugą była morfalina, rozluźniająca ich uświęcony związek na tyle, by mógł pozwolić sobie na niezobowiązujące skoki w bok. W liczbie naprawdę cnotliwej. Nie lubił obcych ciał w łóżku i dziwnych spojrzeń nad ranem; nigdy też nie wykorzystywał swojej gwiazdorskiej pozycji. Wolał nieznane twarze, nieznane uśmiechy i nieznane usta.
Pewnie tym ujął go Jaimie. Właściwie nie pamiętał swoich myśli w czasie pierwszego spotkania, pocałunku czy wynajęciu wspólnego apartamentu w hotelu. Był mężczyzną, w umyśle miał wyrysowane tylko erotyczne obrazki a nie dramatyczne wyznania (bo takowych nie było) czy też zobowiązania (także). Coś jednak poszło nie tak, zapędził się chyba za bardzo w intensywnym pożądaniu i w końcu zostawał sam w zniszczonym pokoju, obserwując drzwi z oberwaną klamką, za którymi znikał Hearst. Już na zawsze; tak przynajmniej sądził, kiedy wtrącono go do Kwartału i zapadał powoli w roczny sen, minimalizując swoje człowieczeństwo do minimum. Wtedy zajmowało go tylko szukanie pożywienia i przetrwanie zimy a nie próby dojścia do porozumienia ze swoim...
Eks partnerem? Kochankiem? Hotelowym chłopcem? Nigdy nie czuł potrzeby konkretnego nazywania miejsca, jakie Jaimie zajmował w jego wcześniejszym życiu. Teraz także daleki był od przyklejania łatek, chociaż przed oczami wyskakiwały mu dość wulgarne określenia. Nie rozumiał tego nagłego powrotu Hearsta do jego życia. Ot, kapryśny brunet postanowił nagle zmaterializować się przed jego mieszkaniem, bawiąc się w zasypywanie idiotycznymi pytaniami, wybrzmiewającymi na pustej klatce schodowej. Bez odpowiedzi. Chyba faktycznie po męsku woleli ignorować subtelnie zarysowane oskarżenia niż dać sobie po buzi, chociaż Elijah znajdywał się na skraju wytrzymałości. Oczywiście mógłby wykorzystać swój dziennikarski czar i sprowadzić rozmowę na neutralne tory (ale dzisiaj gorąco, prawda?), ale Jaimie był jedną z niewielu osób, przy których Bergstein nie potrafił na nowo wkręcić się w sztuczną rolę gwiazdki szklanego ekranu. Raz stracone panowanie okazywało się nie do odzyskania i gdy mężczyzna poruszył temat żony a potem bezprawnie odebrał mu klucze do mieszkania...Eli stracił resztki dystansu. Hearst działał na niego naprawdę intensywnie; wystarczały sekundy, żeby pożegnać spokojnego człowieka sukcesu.
Powstrzymał jednak mordercze odruchy i po prostu zaśmiał się nieco za głośno, ale szczerze, podchodząc do drzwi i opierając się jedną ręką tuż obok głowy Jaimiego. Ryzykował bezpośrednim kontaktem, bliskość była nakręcająca...i konieczna.
- Bawimy się w kolejne retoryczne pytania? - spytał prawie teatralnym szeptem, wpatrując się z bliskiej odległości w jego oczy. To nic, że przed chwilą się odsuwał; szarpanki były ulubioną grą Elijaha-bez-kamer. - Przyszedłeś tutaj po rżnięcie, pomoc finansową czy przyjacielskie pocieszenie w trudnych czasach? - kontynuował sarkastycznie przyjacielsko, przesuwając wolną dłonią wzdłuż jego ramienia aż do dłoni, zamkniętej i ukrytej za jego plecami. Romantyczne trzymanie się za rękę (pięść?) przy głębokim patrzeniu w oczy...z zapowiedzią mordu. - Nie liczyłbym na żadne z powyższych, więc oddaj mi klucze - zakończył, przysuwając się jeszcze bliżej i przyciskając Jaimiego do swoich drzwi całym ciałem. Misja samobójcza, aż zagryzł spierzchnięte wargi (swoje), mocując się z jego palcami zaciśniętymi wokół kluczy. W dość niewygodnej pozycji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2330-jaimie-hearst#33035
http://panem.forumpl.net/t3575-dzejmi
http://panem.forumpl.net/t2484-jaimie-hearst
http://panem.forumpl.net/t2617-kapitolinska-komuna-nad-votre-mommy#37987
Wiek : 34 lata
Zawód : trener w Ośrodku Sportu i Rekreacji
Przy sobie : paczka zapałek, paczka papierosów, medalik z małą kapsułką cyjanku w środku
Znaki szczególne : kolorowe ciuchy w szarym tłumie

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Czw Sie 14, 2014 10:29 pm

Irytowanie Bergsteina sprawiało mu sporo satysfakcji – obserwował wszystkie grymasy na jego twarzy, kolejne próby przywołania na twarz maski niewzruszonego prezentera, który był zbyt dumny by pamiętać o starym znajomym. Sprawdzał, jak dużo może znieść nim tama pęknie, zapewne podobnie jak nos Hearsta, na którym niechybnie wyląduje pięść mężczyzny. Prawda była taka, że poza prowokacją nie zostało mu już nic, co pomogłoby mu zwrócić na siebie uwagę Elijaha.
A tej zapragnął nagle tak mocno, jak cotygodniowej wizyty w Violatorze. Jak to możliwe, że mężczyzna był w stanie wieść spokojne życie bez niego? Czyż niecały rok temu nie dał mu do zrozumienia, że jest niemalże od niego uzależniony? Przywiązał się za bardzo i ubzdurał sobie zbyt wiele, musieli się więc rozstać (a to było wciąż zbyt łagodne określenie na ich ostatnie spotkanie). Jaimie oczekiwał chyba, że gdy na powrót pojawi się w jego życiu, mężczyzna powinien na niego czekać z otwartymi ramionami. Tak się jednak nie stało, wszelki sentyment z przeszłości zdawał się przeminąć razem z okresem świetności Kapitolu.
Stał tak dalej, niewzruszony i bezczelnie pewny siebie, nie reagując na śmiech swojego towarzysza, a jego nagłe zbliżenie i oparcie ręki o drzwi skwitował tylko kpiącym półuśmieszkiem. I pewnie zignorowałby też jego kolejne słowa, gdyby nie trafiły w jego czuły punkt. Jaimie Hearst nie potrzebował litości, a skoro pierwszą rzeczą, o którą tak naprawdę zapytał Elijah była pomoc finansowa i pocieszenie… pieprzony pan prezenter najwidoczniej uważał się za lepszego od niego.
Choć celna uwaga wystarczyła, by zetrzeć uśmiech z jego twarzy, nie mogła całkowicie wpłynąć na zmianę jego taktyki. Wyprowadzenie Bergsteina z równowagi wciąż było priorytetem.
- A gdyby nawet, co otrzymałbym w pierwszej kolejności? – zapytał, buńczucznie zadzierając głowę, zanim jego całe ciało nie zostało przyciśnięte do drzwi.
Przez kilka sekund nie zrobił z tym faktem nic, być może zbyt zaskoczony, a może po prostu zadowolony, że odległość między nimi wreszcie została zredukowana całkowicie. Pojedynek na spojrzenia rozgrywał się w najlepsze, jednak w pewnym momencie Jaimie poluzował uścisk dłoni i pozwolił odebrać sobie klucze. Dość nieoczekiwanie, liczył więc na chwilę nieuwagi i wykorzystał ten moment, by odwrócić sytuację na swoją korzyść. Dosłownie i w przenośni.
Najpierw wypchnął biodra do przodu, z czystej przekory, by już po chwili położyć dłoń na plecach towarzysza, obrócić się i przycisnąć go twarzą do drzwi. Nie za mocno, nie pozwoliłby przecież, aby potłukły mu się te kultowe okulary, ale teraz to Hearst trzymał go w szachu. I jakby tego było mało, stanął za mężczyzną i przycisnął go mocniej, własnym ciałem.
- Tak lepiej – wycedził mu do ucha, komentując pozycję, która przecież była dla obu znajoma, nikt nie powinien więc narzekać – Przyszedłem sprawdzić, co u ciebie słychać. Chyba niewiele się zmieniło, skoro wciąż cieszysz się na mój widok – wolną dłonią przejechał wzdłuż boku mężczyzny, zatrzymując się na jego biodrze i powoli kierując się w stronę jego uda.
Zignorował krótki dreszcz, który przebiegł mu po plecach w momencie zetknięcia się dwóch ciał. Sam nie był jednak odporny na ten znajomy zapach (jakim cudem działał tak na niego po roku?) i nagle przyszło mu do głowy, że tak bezpośredni kontakt może się zakończyć tylko na dwa sposoby.





I'm waking up to ash and dust, I wipe my brow and I sweat my rust, I'm breathing in the chemicals. I'm breaking in, shaping up, then checking out on the prison bus. This is it,
the apocalypse.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
http://panem.forumpl.net/t2487-elijah-bergstein#36264
http://panem.forumpl.net/t2513-pan-raz-zobaczony-w-technikolorze#36274
http://panem.forumpl.net/t2510-elijah-bergstein#36266
http://panem.forumpl.net/t2511-jeden-glebszy-z-elijah-bergstein-zaprasza-na-autorski-program#36269
http://panem.forumpl.net/t2512-elijah#36270
http://panem.forumpl.net/t2576-elitarne-mieszkanie-elijaha
Wiek : 38 lat
Zawód : prezenter i gwiazdka telewizji
Przy sobie : telefon, papierosy, zapalniczka
Znaki szczególne : wiecznie rozszerzone źrenice, kultowe okulary na nosie, papieros w ustach

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Pią Sie 15, 2014 1:43 pm

Czas nie leczył ran. Czas rozdrapywał stare rany, posypywał je solą, zaogniał i rozdzierał na nowo, zmieniając te małe zadrapania w wielkie dziury w ciele, nie zasklepiające się nigdy. Myśli Elijaha były tego doskonałym przykładem: kolejne miesiące w Kwartale nie niosły ze sobą wybaczenia i zrozumienia rozrywkowej natury Jaimiego a tylko nakręcały mordercze zamiary. Może nie reagowałby tak przesadnie gdyby nie paląca świadomość swojej porażki - przywiązania. To miała być przecież niezobowiązująca znajomość, okraszona lekkimi dawkami pulsującej przyjemności, która...stała się niestety uzależniająca. Wolał rozpatrywać tę relację własnie w kategoriach choroby niż dzikich porywów serca. Potrzebował kolejnej porcji jego rąk, ust i ciała; widoku tego kpiącego uśmiechu, zapachu papierosów w jego włosach, niskiego głosu, zwracającego się do niego zawsze po nazwisku. Całego tego zestawu bodźców, dopełniającego obraz ostatnich w pełni szczęśliwych miesięcy przed Rebelią. Gdzieś w tle pojawiały się także wysokie gaże za kolejne programy, złota statuetka i mnóstwo strzykawek z morfaliną, ale dziwnie blakły w kontraście z bodźcami, jakie fundował mu Hearst. Do momentu spotkania Jaimiego to właśnie pieniądze, sława i narkotyki sprawiały mu największą przyjemność i - z perspektywy czasu i wspomnień o zdemolowanym hotelowym pokoju - wolał pozostać przy konserwatywnych nośnikach wielokrotnego orgazmu.
Cóż, może postawił na złą kartę i dlatego Los się od niego odwrócił, zabierając mu wszystkie przyjemności za jednym zamachem. W Kwartale nie miał karty kredytowej, zastępu fanek, najczystszej morfaliny i...I na tym wyliczanie powinno się zakończyć. Przecież wracał na dobre do słusznej części nowego Kapitolu, otrzymując na własność odebrane mu dobra niematerialne i materialne. Złota karta kredytowa, popularność, dostęp do narkotyków i Jaimie Hearst we własnej osobie, zjawiający się przed jego drzwiami po zaledwie trzech dniach od radosnego spotkania z Almą Coin.
To lekko podejrzane; przez chwilę naprawdę zastanawiał się nad tym, czy mężczyzna nie jest po prostu wisienką na torcie wszelkich przyjemności, ale przecież pani prezydent nie znała jego przeszłości tak dokładnie. A przynajmniej taką miał nadzieję, utrzymywał swoją prywatność w nienaruszonym stanie i tak miało pozostać. Zapisał więc w tyle głowy informację o konieczności założenia alarmu w mieszkaniu w Dzielnicy - nie wyobrażał sobie takiej szarpanki przed drzwiami swojego zapewne luksusowego apartamentu. Przemoc nawet pasowała do obdrapanej klatki schodowej, tak jak i cały buntowniczy Jamie do ram Kwartału. Mógłby zaśmiać się z jego retorycznego pytania, ale wtedy ryzykowałby rozchyleniem ust...co skończyłoby się jednoznacznie w tak bezpośredniej bliskości. Na rozgryzieniu tętnicy, na przykład.
- Naprawdę liczysz na jakąkolwiek łaskę z mojej strony? Biedny, naiwny Jaimie - odparł prawie przesłodzonym tonem, powoli powracając do pełni władz umysłowych. Pożałował swojego zaskoczenia sprzed chwili, ale nie miał zamiaru rozpamiętywać swoich potknięć, w końcu zaciskając palce na kluczach.
Nie zdążył jednak posłać mu zwycięskiego uśmiechu ani podnieść ich do jego twarzy i przeorać ich ostrymi krawędziami po jego skórze, bo zanim zorientował się w swoim triumfującym położeniu, został znów sprowadzony do parteru. Na szczęście w przenośni, zdecydowanie wolał pozycję pod ścianą, z drzazgami drzwi wbijającymi mu się niegroźnie w policzek. Czuł wyraźnie nacisk mięśni Jaimiego na swoje plecy i skrzywił się lekko do swoich myśli. Nieposłusznych, na zmianę morderczych i erotycznych. Miotał się między wspomnieniami o dotyku jego nagiej skóry w podobnej sytuacji a wizją rozłupania mu czaszki jakimś tępym narzędziem i strącenia jego ciała ze schodów. Obydwie opcje dostarczały mu podobnych wrażeń: skrajnego podniecenia, adrenaliny i pobudzenia. Lepszy niż morfalina, prawie zapomniał o sile ulubionego uzależnienia.
Dokładnie jednak pamiętał ich bankietowe gierki, które nagle wyraźnie pojawiły się w jego głowie. Zaśmiał się nieco urywanie, przestając się szarpać i wyrywać spod ściany. Przynajmniej na chwilę. - Tak lepiej? Nie przypominam sobie żebyśmy zmieniali zasady naszej zabawy - zaczął bardzo kpiąco, zaciskając palce w pięści na bezsensownie odzyskanych kluczach. - na takie, w których wygrywa ten, który da się przerżnąć większej ilości facetów - kontynuował prawie nonszalancko, usiłując powstrzymać ostrą reakcję ciała na bliskość Jaimiego i jego dłoń, przesuwającą się po jego udzie. - ale jeśli tak to mogę tylko pogratulować - zakończył nieco przytłumionym głosem, spinając wszystkie mięśnie i zagryzając wargę, kiedy palce Hearsta dotknęły jego spodni. Dekoncentrując go na całego, prawie nie słyszał wesołego tonu Jaimiego o radości na jego widok. Wolałby sprostować jego słowa i zamienić wesołe uczucia na palącą nienawiść, ale w obliczu postępującego podniecenia nie było to takie łatwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2330-jaimie-hearst#33035
http://panem.forumpl.net/t3575-dzejmi
http://panem.forumpl.net/t2484-jaimie-hearst
http://panem.forumpl.net/t2617-kapitolinska-komuna-nad-votre-mommy#37987
Wiek : 34 lata
Zawód : trener w Ośrodku Sportu i Rekreacji
Przy sobie : paczka zapałek, paczka papierosów, medalik z małą kapsułką cyjanku w środku
Znaki szczególne : kolorowe ciuchy w szarym tłumie

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Pon Sie 18, 2014 1:21 pm

Zachłyśnięty atmosferą dawnego Kapitolu, pozwolił uśpić swoją czujność, nie zauważył nadchodzącej rebelii, a gdy wreszcie ocknął się ze snu, było już za późno. Nie interesowała go polityka, zapamiętał jedynie kilka najważniejszych rzeczy (ile gram morfaliny może mieć legalnie przy sobie) i rozpoczął nowe życie hedonisty. Kontrast pomiędzy Trzynastką a stolicą był tak wielki, że Jaimie nigdy nie miał dość, pragnął coraz więcej bankietów, imprez w podziemnych klubach, w zadymionych kawalerkach. Za wystawne życie płacił uśmiechami, fałszywymi komplementami i przysługami, nigdy własnym ciałem. Grono znajomych powiększało się, ale on nie oglądał się za siebie.
Nie potrzebował partnera, nie szukał jakiegoś głębszego uczucia i początkowo pojawienie się Bergsteina w jego otoczeniu uznał za coś przelotnego, nic nieznaczącego. Ale potem spotkali się drugi raz, trzeci i czwarty, a po piątym wiedział już jak najprościej dostać się do jego mieszkania niezauważonym i który hotel zapewnia najwyższy poziom dyskrecji. Wciąż jednak bawił się w najlepsze i nawet przez myśl mu nie przeszło, by angażować się w tę znajomość bardziej. Niczego sobie nie obiecywali, tak było najlepiej i to miało być proste – przyjemność za przyjemność, bez żadnych zobowiązań. Zbyt późno zorientował się, że Elijah być może oczekuje czegoś więcej. Śmieszne, to przecież on był żonaty, to on miał jeszcze drugie życie, a właściwie to właśnie znajomość z Hearstem powinna toczyć się dla niego bocznym torem. Nigdy nie było mowy o wyłączności, ale nagle okazała się ona niezbędna, a Jaimie poczuł już pierwsze symptomy duszenia się w tym związku, jakby nigdy nie opuścił Trzynastki, jakby ciągle coś go ograniczało. Na rozwiązanie kwestii znajomości nie trzeba było czekać zbyt długo, jedna kłótnia wystarczyła, by zakończyć ją całkowicie. A przynajmniej tak mogło się wtedy wydawać, bo stojący teraz na klatce schodowej mężczyźni powracali powoli do dawnych nawyków.
Hearst zignorował jego słowa po raz kolejny, starając się nie zwracać uwagi na przesłodzony ton, na wszechobecną ironię. To nie on miał zostać wyprowadzony z równowagi, role nie mogły się tak po prostu odwrócić. Grymas na jego twarzy mógł jednak świadczyć o tym, że spotkanie zaczyna przechylać się na jego niekorzyść, a na to przecież nie mógł pozwolić. Zamieniając satysfakcję z trzymania Elijaha w szachu na dodatkowe punkty odwagi i bezczelności, prychnął tylko pod nosem, po czym nachylił się jeszcze bliżej jego ucha i wysyczał:
- Ta zabawa od zawsze miała tylko jedną zasadę. Przegrywa ten, któremu zacznie zależeć – spokój rozmówcy powoli zaczynał go już irytować, nie mógł więc darować sobie kolejnej kpiny.
Czyżby Bergstein miał go naprawdę gdzieś? Jeszcze przed chwilą Jaimie był pewny, że to tylko maska, pod którą kryje się wijący niemalże z pożądania człowiek, ale teraz nie był już tego taki pewien. Ostatnia szansa na sprawdzenie jego wytrzymałości, ostatnie przesunięcie w górę dłonią po udzie i… Hearst odsunął się, od razu na bezpieczną odległość dwóch schodków. W dół, ale nie miało to teraz znaczenia, nie w momencie, w którym był pewny swojego zwycięstwa.





I'm waking up to ash and dust, I wipe my brow and I sweat my rust, I'm breathing in the chemicals. I'm breaking in, shaping up, then checking out on the prison bus. This is it,
the apocalypse.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
http://panem.forumpl.net/t2487-elijah-bergstein#36264
http://panem.forumpl.net/t2513-pan-raz-zobaczony-w-technikolorze#36274
http://panem.forumpl.net/t2510-elijah-bergstein#36266
http://panem.forumpl.net/t2511-jeden-glebszy-z-elijah-bergstein-zaprasza-na-autorski-program#36269
http://panem.forumpl.net/t2512-elijah#36270
http://panem.forumpl.net/t2576-elitarne-mieszkanie-elijaha
Wiek : 38 lat
Zawód : prezenter i gwiazdka telewizji
Przy sobie : telefon, papierosy, zapalniczka
Znaki szczególne : wiecznie rozszerzone źrenice, kultowe okulary na nosie, papieros w ustach

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   Pon Sie 18, 2014 8:54 pm

Spotkanie z Hearstem nie należało do najprzyjemniejszych, ale nie sposób było odmówić mu intensywności. Zmęczenie gdzieś uleciało, zastąpione pulsującym podnieceniem i frustracją. Dotyczącą przeszłych wyborów życiowych, kompletnego odsłonięcia się ze swoimi pragnieniami i kapryśnego zagarniania Jaimiego tylko dla siebie. Dla Elijaha było to jasne i logiczne: nie chciał kupować sobie jego towarzystwa ani stać w kolejce za gromadą innych samców. Albo samic; ktokolwiek pojawiłby się obok długowłosego bruneta ściągałby na siebie gniew piekielny Bergsteina.
I tak długo zadawał kłam swoim świętym zasadom, pozwalając komuś na korzystanie z jego rozrywki. Chodziło przecież wyłącznie o to; żadne tam drżące uczucia, przywiązanie i inne perły pedalstwa. A przynajmniej tak sobie gorąco wmawiał. W tej kryzysowej chwili także przekonywał sam siebie o obojętności, jaką żywi do Hearsta. Zwykłe spotkanie dawnych znajomych, mógł zaprosić go na kawę (nie miał nawet herbaty, dzięki ci, ułomności czarnego rynku), wypytać o rebelianckie koleje losu, wzruszyć się nad jego odpowiedzią i może nawet pouśmiechać się sztucznie, kiedy Jaimie pokazywałby mu zdjęcia swojej żony. Albo męża. Lub - co gorsza - dzieci.
Chyba właśnie głód informacji o nim przeważył. Nawet w starciu z głodem ciała to właśnie ta prymitywna potrzeba dowiedzenia się czegoś o nowym Jaimiem domagała się szybszego zaspokojenia. Triumf rozsądku nad testosteronem, przynajmniej w jakimś stopniu, bo dalej spalał się z pożądania, nakręcanego tylko jego bliskością, dotykiem dłoni i gorącym uśmiechem owiewającym wrażliwą skórę na szyi. Na krótko; po wysyczeniu ostatecznej prowokacji odsunął się od niego, dając mu w końcu odetchnąć.
I roześmiać się w głos - zbliżające się apogeum choroby psychicznej? - kiedy już mógł stanąć przodem go niego, podrzucając klucze w ręku. I robiąc krok w jego stronę. Już wiedział, jak to wszystko się skończy, i nawet bardziej wyrafinowana prowokacja nie zmieniłaby jego decyzji.
- Nie bój się, przywiązanie się już nam nie grozi - odparł tylko bardzo kpiąco, ryzykując kolejnym krokiem i spełnieniem marzenia o zepchnięciu Jaimiego ze schodów. Tak się jednak nie stało, chociaż podniósł dłoń i...cóż, skumulowane napięcie musiało znaleźć ujście. Nie tak mordercze, jak zaplanował na początku, chociaż włożył w spoliczkowanie Hearsta całą swoją siłę. I niszczącą moc kluczy, nie patrząc na to, czy porysował jego idealną buzię do krwi. To się nie liczyło, bo po sekundzie od uderzenia już przyciągał go za koszulkę do siebie, całując namiętnie i wręcz agresywnie. Jego usta smakowały gorzko, papierosami i powrotem do starych uzależnień, ale Elijah chyba zaprzestał walki z czymś, co sprawiało mu taką przyjemność, po omacku otwierając drzwi za swoimi plecami i - bez przerw w zagryzaniu jego warg - wciągając Jaimiego do środka.

zt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Elijahowa klitka   

Powrót do góry Go down
 

Elijahowa klitka

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Getto :: Mieszkania-