IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Automaty

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
 

 Automaty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Automaty   Sob Sie 09, 2014 1:26 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1952-daisy-daignault#24688
http://panem.forumpl.net/t1786-zlote-dziecko-dawnego-kapitolu-zaprasza#22519
http://panem.forumpl.net/t1644-daisy-daignault#21160
http://panem.forumpl.net/t2602-stayin-alive#37670
http://panem.forumpl.net/t2515-daisy#36305
Obrażenia :

PisanieTemat: Re: Automaty   Wto Sie 12, 2014 8:28 pm

| bilokacja; po spotkaniu z Finnickiem

Potrzebowała spokoju.
Za dużo nachalnych myśli tłoczyło się w jej głowie i była naprawdę zaskoczona pojemnością swojego mózgu. Do tej pory gromadziła tam tylko niezbędne i fachowe informacje o cenach sukienek, centymetrach (wzrostu) ładnego kolegi z naprzeciwka, terminach wizyt u kosmetyczki i planach zemsty na Almie Coin. Nie potrzebowała niczego więcej. Nawet w Kwartale, gdzie chęć zemsty i palące poczucie niesprawiedliwości nieco poszatkowały te różowo-umysłowe notesiki sztyletami dziewczęcej wściekłości. KOLC nauczył ją naprawdę wiele, szybkie ucieczki przed Strażnikami, wspinanie się po gruzach zawalonych domów i bójki o zgniłe jabłka. Żyć nie umierać, smutna historia, od bohaterki do zera i w drugą stronę. Znów przecież znajdowała się w zamknięciu, znów wbrew swojej woli. Tym razem jednak w nieco lepszym otoczeniu, z przystojniejszymi ludźmi u boku (Finnick!) i z konkretniejszym terminem zagłady. Za murem mogła łudzić się, że dożyje pięknego dnia uwolnienia (i tak zresztą było!), ale tutaj...raczej wątpiła, by Alma nagle odwołała widowisko albo uwolniła przypadkowe dziecięcia z Dzielnicy Rebeliantów. Chyba nikt nie był na tyle naiwny by wierzyć w zapewnienia o rychłym wytłumaczeniu błędu i sprostowaniu. Nawet głupiutka Daisy rozumiała, że znalazła się pod ścianą a przed sobą ma pluton egzekucyjny. Co prawda złożony z muskularnych chłopców, co nie zmieniało smutnego faktu rychłego opuszczenia padołu łez.
Nieistniejących; zaskakiwała samą siebie swoim świętym spokojem. Po wtrąceniu do Kwartału histeryzowała dwa miesiące, wyjąc, śliniąc się i szlochając. Teraz faza depresji w ogóle nie pojawiła się na horyzoncie. Di była przepełniona wyłącznie wściekłością i nastoletnim wkurwieniem. Nie mogła siedzieć bezczynnie w swoich kwaterach i nawet perspektywa spotkania nieznajomego Royce'a - kojarzyła co prawda nazwisko, ale mętnie - nie mogła zatrzymać jej za drzwiami. Zrezygnowała tez z prysznica (bez Finnicka strumień lodowatej wody stracił na atrakcyjności) i po prostu opuściła apartament. Godzinę temu, pięć minut temu, dwa dni temu - straciła kompletnie rachubę czasu, snując się po opustoszałych korytarzach, zjeżdżając windami i rozdziewiczając zakamarki Ośrodka. Nie widziała innych trybutów ani mentorów; pewnie wszyscy dochodzili do siebie za zamkniętymi drzwiami luksusowych więzień. Bywa, nie czuła się samotna, wręcz przeciwnie, miała czas na złapanie oddechu i powolne układanie sobie całej sytuacji w głowie.
Niespotykany wysiłek umysłowy sprawił, że zgłodniała. Gdzieś piętro wyżej widziała strzałki do restauracji, ale słusznie wyknuła, że z pewnością nie ma tam jeszcze kelnerów (półnagich). Posnuła się więc trochę, zapoznając się z chłodnym i nienaturalnie cichym Ośrodkiem, w końcu - w półmroku - znajdując swój Róg Obfitości.
Zaśmiała się ochryple i posępnie na tą zabójczą (ha, podwójnie!) grę słów w swojej głowie, zmierzając szybkim krokiem do posępnego światła na końcu długiego korytarza. Poza żaróweczkami w automatach nie świeciło się nic - wyłącznie trafiła do części Ośrodka nie przeznaczonej do szybkiego użytku. Kostnice? Pokoje tortur? Mało się tym przejmowała, przystając przy jednej z maszyn i wyciągając z stanika monetę. Dalej miała na sobie różowiutką i krótką kieckę pokrytą naprawdę sporym zasobem zaschniętej krwi. Wlepiała się jej także we włosy i zakrywała część szyi i brody. Bywa, nie spodziewała się towarzystwa, dbała więc wyłącznie o zaspokojenie głodu, wpatrując się w spektrum batoników, lizaków i soczków z wypisanym na twarzy głębokim namysłem filozofa, nie zauważając, że nie znajduje się w tym zaułku sama.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2166-alexander-amitiel#28951
http://panem.forumpl.net/t2173-mlody-gniewny#29048
http://panem.forumpl.net/t2174-alexander-amitiel#28990
http://panem.forumpl.net/t2182-prawie-buszujacy-w-zbozu#29049
http://panem.forumpl.net/t2176-alex#28993
Wiek : 19 lat
Zawód : naczelny pechowiec
Przy sobie : ŚWIECZNIK, zestaw zatrutych strzałek (zostały 3). jodyna, latarka, ręcznik, przyprawy,pusta butelka, zwój liny, antybiotyk, połówka chleba, trzy mandarynki, dwa pączki, wieprzowina ze stołu, pół bochenka chleba,2 banany, zwiększenie szansy na powodzenie podczas walki wręcz (kości)
Znaki szczególne : brak
Obrażenia : fizycznie trzyma się nieźle

PisanieTemat: Re: Automaty   Wto Sie 12, 2014 8:51 pm

bilokacja po Cords.

Ci idioci nie zabrali swoich rzeczy. Nie rozumiał, czy bardziej ich żałuje (okazali się bezradni wobec nawału Strażników) czy współczuje im głupoty, która sprawiła, że poddali się w łapy wymiaru sprawiedliwości nago, pozostawiając cały swój ziemski dobytek w domu, do którego mieli już nigdy nie trafić. Alexander pozostawał ofiarą, która wybiegała z pożaru z pełnym ekwipunkiem i mógł zaraz po przyjściu do tego cudownego apartamentu przebrać się w swoją przystojniejszą wersję. Może wziął sobie do serca słowa Cordelii o pozyskiwaniu sojuszniczek selekcją naturalną (jasne), a może już dawno przestał wierzył w bajki, w których pojawiają się złotowłose królewny, które całują księcia po przebudzeniu.
Właściwie powinien być wdzięczny swojej czarownicy, która sprowadziła na jego romantyczną naturę (dawno i nieprawda) pragmatyzm, który został zasiany w tempie natychmiastowym po bolesnym odrzuceniu pierwszego stopnia. Dobrze pamiętał zapach stokrotek i jego postanowienie poprawy - naprawdę był przekonany, że zostanie dobrym chłopcem - oraz prędki i jasny komunikat werbalny, który sprawił (znowu pokazowo), że serce rozpierdoliło mu się na milion kawałków. Nie, nie roztłukło, nie rozbłysnęło, nie rozkruszyło, ona po prostu wzięła ten bijący organ i rozwaliła go o ścianę, po której spłynął powoli, stając się jedynie reliktem.
Dlatego teraz tu czuł się absolutnie bezpiecznie i pewnie, nie spodziewając się czegoś takiego jak przeprosiny Almy (o fellatio nie wspominając) i powrót do domu z tarczą. On zdawał sobie doskonale sprawę z tego, że ugrzązł tu na amen i przy najbliższej okazji wyniosą go z Areny, szarżując wystrzałem z armaty i pokazując jego hologram. Miał nadzieję, że przynajmniej zdjęcie dobiorą odpowiednie do sytuacji i będzie świecił się dla potomnym jako przystojniejszy Amitiel, a nie jakaś krwawa masakra piłą mechaniczną.
Tę przecież reprezentował ktoś inny, na kogo przyszło mu się natknąć w krainie półcieni, na korytarzu, gdzie ulokowały się automaty. Najwyraźniej Coin w tym mieście znaczyła całkiem sporo - chętnie udzieliłby temu dzieciakowi drobnej pożyczki (niepełnosprawnych umysłowo należało wspierać), ale poradziła sobie sama, odsłaniając kształtny biust i dając Alexowi jeszcze jeden powód do tego, by nie zacząć wrzeszczeć o powrocie do kraju lat dziecinnych.
- Proszę, proszę.... - wyszedł z półmroku, decydując się na szybką porcję uszczypliwości przed kolacją (z tym plastikiem sojusz mogły zawierać tylko kaczki, a i tak zawstydziłby ją mądrością ). - Tu się naciska - stanął przy niej i włączył przycisk, pomagając jej obsługiwać tę trudną dla przeciętnej troglodytki maszynę. Całe szczęście, że był na tyle wysoki, że mogła mu... A tak, już mogła. Nie był jednak na tyle chamski, by wpatrywać się w jej kończyny, odczuwając mieszaninę emocji, które właśnie domagały się szybkiego żeru w postaci dziewczyny, która złamała mu serce.
- Tępe blondynki to nie jakaś specjalna kategoria? Narysują wam strzałki do Rogu Obfitości i nauczą wiązać buty na treningu? Będę trzymał za ciebie kciuki, rozszerzasz słownik, może dobijesz do dziesięciu trudnych słów przed śmiercią - wygłosił swoją opinię bardzo poważnie, podając jej to, co wyleciało z automatu i patrząc na nią z bliska.
Czekał na wpierdol, zawsze to jakaś rozrywka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1952-daisy-daignault#24688
http://panem.forumpl.net/t1786-zlote-dziecko-dawnego-kapitolu-zaprasza#22519
http://panem.forumpl.net/t1644-daisy-daignault#21160
http://panem.forumpl.net/t2602-stayin-alive#37670
http://panem.forumpl.net/t2515-daisy#36305
Obrażenia :

PisanieTemat: Re: Automaty   Wto Sie 12, 2014 9:13 pm

Wpatrywała się w podświetloną szybę z niezmiennym wyrazem twarzy, przesuwając wzrokiem po różnokolorowych papierkach, skrywających kaloryczne słodkości. Teraz mogła sobie pofolgować, nie przejmując się dietetycznymi wytycznymi. Nigdy co prawda nie miała jakichkolwiek problemów z nadwagą - te gorzkie napoje powodujące wymioty działały doskonale! - ale gdzieś usłyszała, że z wiekiem przemiana materii spowalnia a nie chciała być przecież grubaską na chudych jak szczudła nogach. Wtedy dopiero wyglądałaby niedorzecznie i głupio, nawet w porównaniu z obecnym zakrwawionym stanem. Najbardziej dokuczał jej pogryziony język, puchnący jej w buzi. Przełknięcie śliny powodowało ostry dyskomfort i powinna o tym pomyśleć zanim w myślach oddała swoje serce w ręce orzechowego batonika. Przez chwilę toczyła jeszcze walkę z wafelkiem o smaku truskawki, ale w końcu podjęła drugą najważniejszą tego dnia decyzję (pierwsza brzmiała: nie dam się zabić na Arenie) i z uśmiechem wsunęła monetę w odpowiednie miejsce, prawie klaszcząc w ręce, ucieszona z perspektywy posiłku.
Który nie nadchodził. Pewnie zaczęłaby cały maraton kopania i szarpania się z automatem, gdyby nie kpiący głos za jej plecami. Odwróciła się wręcz groteskowo szybko (ćwiczyła refleks przed Areną, rzecz jasna i oczywista), przyglądając się wyłaniającemu się z półmroku Alexandrowi.
Wyrósł. Bardzo. Doskonale pamiętała ich najbardziej intensywne spotkanie po pamiętnych dziesiątych urodzinach, kiedy leżała bez nóg na szpitalnym łóżku, wstrząsana histerycznym szlochem. Nie chciała, żeby ktokolwiek widział ją w takim stanie i oczywiście wtedy w drzwiach stanął on. Z bukietem stokrotek. Kwiaty skończyły w koszu po sekundzie a Alex za drzwiami; dalej nie rozumiała jego zachowania. Od tamtej pory wydawał się niemiły i ostry, chociaż widywali się niezwykle rzadko. Na tyle, że ze zdziwieniem przyjęła fakt, że jest od niej wyższy (jeden z niewielu chłopców) i bardziej barczysty. Pewnie zrobiłaby głupią minę, ale język bolał ją na tyle mocno, że tylko uniosła brwi, łaskawie pozwalając mu włączyć maszynę.
- Sprzątasz tutaj czy czekasz na śmierć? - spytała prowokująco, co zabrzmiało jednak śmiesznie, bo lekko sepleniła, chowając język za spuchniętymi wargami. Patrzyła na Alexa, ale ukradkowo zerkała na drogę swojego batonika, jakby Amitiel miał go jej ukraść i zniknąć z nim za rogiem. Z ulgą przyjęła więc szeleszczące opakowanie w swoich rękach. Przycisnęła je wręcz odruchowo do piersi, robiąc krok do tyłu - bliskość przystojnego kolegi działała druzgocząco na jej i tak zdewastowaną psychikę - i prychnęła wojowniczo, kiedy zaczął ją obrażać.
- Myślisz, że jesteś taki empatyczny? Wcale nie znasz więcej słów ode mnie - zirytowała się momentalnie, dalej mówiąc dość niewyraźnie i myląc słowa. Oczywiście mogło chodzić jej o elokwencję albo izokwantę; nie przyjmowała jednak do wiadomości możliwej pomyłki, czując wzbierającą w niej wściekłość. Wolała wyładować się na Almie Coin ale skoro pod rąsie wpadał jej dawny niski chłopaczek - teraz w ciele bardzo nęcącym - nie mogła narzekać. - Żebyś się nie zdziwił, zgniotę cię jak robaczka. O tak - wysyczała, miażdżąc w ręce batonik. Dość słabo, opakowanie co prawda zaszeleściło groźnie, ale poza tym czekolada nie wystrzeliła w kosmos. Liczył się jednak efekt, prychnęła więc ponownie, odgarniając posklejaną krwią grzywkę z twarzy, dalej zerkając na niego jak najeżony kociak.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2166-alexander-amitiel#28951
http://panem.forumpl.net/t2173-mlody-gniewny#29048
http://panem.forumpl.net/t2174-alexander-amitiel#28990
http://panem.forumpl.net/t2182-prawie-buszujacy-w-zbozu#29049
http://panem.forumpl.net/t2176-alex#28993
Wiek : 19 lat
Zawód : naczelny pechowiec
Przy sobie : ŚWIECZNIK, zestaw zatrutych strzałek (zostały 3). jodyna, latarka, ręcznik, przyprawy,pusta butelka, zwój liny, antybiotyk, połówka chleba, trzy mandarynki, dwa pączki, wieprzowina ze stołu, pół bochenka chleba,2 banany, zwiększenie szansy na powodzenie podczas walki wręcz (kości)
Znaki szczególne : brak
Obrażenia : fizycznie trzyma się nieźle

PisanieTemat: Re: Automaty   Wto Sie 12, 2014 9:35 pm

Każde kolejne ich spotkanie było coraz bardziej niedorzeczne i pewnie w innych okolicznościach przyrody zaśmiałby się w głos, uświadamiając sobie, że oboje cofają się w rozwoju na całe trzy kroki, ale obecnie jakoś nie było mu do śmiechu. Nie, kiedy zdał sobie sprawę, że młoda szuka batonika, bo jest jeszcze beztroskim dzieciakiem, którego trzeba będzie prędzej czy później usunąć z tego świata, o ile chciało się zachować prawo do życia. Nie był altruista, kiedy musiał wybierać między dobrem własnym, a cudzym, to ta druga osoba już mogła pakować walizki; ale nikt nie mówił mu, że będzie musiał walczyć z upośledzonymi dzieciakami, które miały problem z obsługą automatów do słodyczy. Coin wydawała się sobie samej altruistką, bo zwiększyła granicę wiekową, ale i tak była szmatą, którą wziął sobie na cel. Zaraz po Daisy, choć chyba jasno wyklarowało mu się w myślach, że nie może jej tknąć, bo skończyłby w wariatkowie.
Powinien już zrezygnować z Igrzysk? Na razie przecież bawili się doskonale, kiedy wychodził z mroku, zupełnie jakby fundował jej jeszcze raz dziecięcy koszmarek, który powinien już dawno być za nią. Taką przynajmniej miał nadzieję - cichą - i z tym nastawieniem robił wszystko, by go znienawidziła.
Tak w skrócie wyglądały ich poszarpane relacje. Wersja bardzo okrojona i zupełnie nieprawdziwa, dbał o zachowanie pozorów i nigdy nie wspominał wydarzenia ze szpitala, w którym na łóżku dostrzegł kikuty jej nóg i próbował otrząsnąć się z tego wrażenia na długo po tym, co zrobiła z jego kwiatkami i poczuciem męskiej dumy. Która rosła wprost proporcjonalnie do jego ciała, które zaczynało się zmieniać gdzieś po siedemnastych urodzinach. Teraz już był dorosły, miał własne mieszkanie... i podejmował pyskówkę z dzieciakiem, który próbował chronić swojego batonika. Uroczo i bardzo po męsku, aż poprawił pedalski kołnierzyk w koszulce i przyyglądał się jej z lekkim zainteresowaniem i oceną. Była tak samo ładna i głupia jak zawsze, to było wręcz przyjemnie roczulające, jakby spotkał kogoś bliskiego i domowego na obczyźnie.
Nie znaczyło to wcale, że zacznie ją ściskać i pytać, czy pójdzie z nim na fajki.
- Powiedz jeszcze raz SPRZĄTASZ - powtórzył za nią, wystawiając prowokująco język między swoje mięsiste wargi i śmiejąc się na całego z jej uroczo-debilnego zachowania z batonikiem, którego nagle chciał jej odebrać. Tak działają igrzyska? Będą się bili o przetrwanie jak oni o batonik?
Zapowiadała się niezła zabawa, którą tylko podkręcała głupiutka Daisy, myląc słowa i drogowskazy. Powinna mieć go za sojusznika, ale zamiast tego robiła wszystko, by nie pozostawać mu dłużną. - Użyjesz do tego papierka? - nachylił się i szepnął jej to prosto do ucha, by korzystając z jej nieuwagi, zakosić jej batonik, który wylądował w jego pięści. - Ku twojej wiadomości, jestem tak bardzo elokwentny i empatyczny, że pozwolę, by cię zjadły zmiechy. Przynajmniej nie pobrudzę sobie rączek - odsunął się na kilka centymetrów i powoli zaczął odpakowywać batonik, nie spuszczając z niej wzroku.
Wymagało to niezłej gimnastyki, najwyraźniej Los sprzyjał komu innemu, nawet z podrabianymi nogami i bardzo sztuczną inteligencją nie dałaby mu rady.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1952-daisy-daignault#24688
http://panem.forumpl.net/t1786-zlote-dziecko-dawnego-kapitolu-zaprasza#22519
http://panem.forumpl.net/t1644-daisy-daignault#21160
http://panem.forumpl.net/t2602-stayin-alive#37670
http://panem.forumpl.net/t2515-daisy#36305
Obrażenia :

PisanieTemat: Re: Automaty   Wto Sie 12, 2014 10:37 pm

Aż zapowietrzyła się na jego kpiącą prośbę. Owszem, mówiła niewyraźnie i przy każdej mocniejszej głoskowej wibracji jej język sztywniał z bólu a zęby zgrzytały o siebie nieprzyjemnie, ale to przecież nie był powód do tak chamskiego wyśmiewania się.
Wesołe przedszkole widocznie dopiero się zaczynało; podniesienie wieku trybutalnego raczej nie wpłynęło na dojrzałość zawodników a przynajmniej tej uroczej dwójki, pyskującej do siebie jak gimnazjalne szczeniaki. W jednej osobie; Alexander był starszy od niej o prawie pięć lat (skrzętnie zaokrąglała wiek w górę do słodkiej piętnastki) i może w późniejszym życiu różnica ta byłaby znikoma, ale w okresie adolescencji każdy miesiąc liczył się dwukrotnie. Na korzyść Amitiela; Daisy gardziła chłopcami młodszymi i niższymi od niej. Większość napotkanych przedstawicieli rodzaju męskiego stanowiła reprezentację któregoś z tych potwornych określeń, jednak Alex wyłamywał się ze schematu bardzo boleśnie.
I smutno dla samej Daisy. Powinna przecież wić się wokół niego jak kotka w rui i prowokować go swoim chichocikiem, odsłaniając gładkie udo. Problem w tym, że...nie potrafiła. Czuła do bruneta coś dziwnego, wykreowanego przez jej umysł wyłącznie w jednej dawce, przypisanej do jego postaci. Jako jedyny widział ją bez nóg, jako jedyny pojawił się w szpitalu i jako jedyny widział jej prawdziwe łzy. Miała ten obraz ciągle gdzieś w tyle głowy i to nie pozwalało jej potraktować go jak każdego innego ładnego chłopca. Lekki dystans i skrzętnie ukrywana doza niepokoju. Chyba to trzymało ją z daleka od jego ciała i dlatego też aż podskoczyła, kiedy jego gorący oddech musnął jej ucho.
Chwilowe roztargnienie i...już na jej buzi pojawił się grymas wściekłości dziecka, któremu odebrano zabawkę. Reagowała instynktownie i bezmyślnie, rzucając się na niego z piąstkami. Uderzenia nie przynosiły jednak rezultatu, zaczęła więc łapać go za nadgarstki i w ogóle uwieszać się nad nim jak blond wersja trującego bluszczu. Plującego krwią i wścieklizną.
- Ciebie zjedzą zmiechy, zjedzą i wyplują i będziesz tylko różową masą rozwalonego mózgu, chrząstkami rozwalonymi na ziemi i połamanym szkieletem - zapiszczała nerwowo, o dziwo już całkiem wyraźnie, ignorując ból języka. Zasklepiona rana pękła i znów oddychała krwią, tym razem jednak bez wylewu hektolitrów krwi. Skupiała się na wyrwaniu mu batonika, co w końcu się udało. Odsunęła się więc chwiejnie od niego, ściskając pokruszoną słodkość w rękach i obrzucając go zwycięskim spojrzeniem.
W środku jednak poczuła się nagle...potwornie, jakby klątwa rzucona na Alexandra otworzyła jej oczy na faktyczną przyszłość. Arena, śmierć, ból. Nie, nie, nie, Daisy, rób to, co wychodziło ci zawsze najlepiej - nie myśl. Teraz myślenie nie jest wskazane, ba, każdy wie, że w twoim przypadku nigdy wskazane nie było. Opanowała więc kilkusekundowy grymas bezbrzeżnego smutku i rozpaczy, unosząc sztucznie kąciki ust. - Spieprzaj stąd, Amitiel - wymamrotała, zerkając na pokruszony batonik.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2166-alexander-amitiel#28951
http://panem.forumpl.net/t2173-mlody-gniewny#29048
http://panem.forumpl.net/t2174-alexander-amitiel#28990
http://panem.forumpl.net/t2182-prawie-buszujacy-w-zbozu#29049
http://panem.forumpl.net/t2176-alex#28993
Wiek : 19 lat
Zawód : naczelny pechowiec
Przy sobie : ŚWIECZNIK, zestaw zatrutych strzałek (zostały 3). jodyna, latarka, ręcznik, przyprawy,pusta butelka, zwój liny, antybiotyk, połówka chleba, trzy mandarynki, dwa pączki, wieprzowina ze stołu, pół bochenka chleba,2 banany, zwiększenie szansy na powodzenie podczas walki wręcz (kości)
Znaki szczególne : brak
Obrażenia : fizycznie trzyma się nieźle

PisanieTemat: Re: Automaty   Wto Sie 12, 2014 10:59 pm


Lubił się z nią droczyć, bawić się w mądrzejszego od niej, ot, droczenie się z młodszą siostrą, którą i tak darzy się szczerą sympatią i oddaniem. Przynajmniej tak było do czasu, kiedy nie odwiedził ją w szpitalu.
Kapitolińskie dzieciaki nie potrafiły zawierać długodystansowych przyjaźni, będąc zazwyczaj zamkniętymi w świecie wiecznych luksusów i zabawek. Przyjęcia bywały tu najbardziej huczne, przez co latorośle cierpiały na nudę i niektóre znacznie wcześniej wypuszczały się w dorosłość (dobrze pamiętał, w jakich okolicznościach przyszło mu nauczyć się palić), a inne osiadały na dobre w krainie wiecznego dzieciństwa. Amitiel zdawał sobie sprawę, że zarabianie na siebie i wydostanie się z Kwartału to nie jest wcale wyczyn, biorąc pod uwagę psychikę pięciolatka, który najchętniej zabrałby jej wszystko, a potem pociągnął za włosy z całej siły, pokazując mu naiwnie, że go skrzywdziła i że bolało jak cholera; a jej obecność tylko otwierała źle zasklepioną ranę.
Dobrze pamiętał to wydarzenie - mógł zapomnieć o dosłownie wszystkim, o matce, która pewnie zgniła już na dobre, o dziewczynie, którą miał tam i nawet o Claire, która nagle wydawała mu się szalenie nierzeczywista, jakby należała do innego świata, w którym nikt nie kazał mu mordować swojego największego wroga. Bez którego tak naprawdę nie był w stanie żyć, ale nie przyznałby się przed samym sobą do tego uczucia, zwłaszcza kiedy na dobre rozpętała się wojna o batonika.
Kiepski był z niego rycerz i obrońca uciśnionych, bo zaraz zaczął szarpać za jej włosy, próbując wyrwać nadgarstki z jej uścisku i reagując dość fizjologicznie na jej bliskość. Całe szczęście, że miała wodę zamiast mózgu i nie mogła niczego zauważyć. Oddychał więc śpiesznie, próbując odgarnąć włosy z czoła i zastanowić się, czemu ta dziewczynka jest tak cholernie silna. Cordelia miała rację - byłaby dobrą sojuszniczką, ale nie zamierzał zapomnieć jej stokrotek, które leżały smętnie na podłodze.
- Wyobraź sobie, pani elokwentna, że my wszyscy nimi będziemy! - wrzasnął jej na dokładkę, oddając jej własność bez walki. Mógł sobie kupić kolejny, ona mózgu już nie odnajdzie przed Igrzyskami i... Widział to nagle, jej niepokój, to zawieszenie głosu, jej strach w oczach i przez sekundę zastanawiał się, czy aby jej nie objąć wolną dłonią i nie powiedzieć (jak przystało na brata z erekcją), że wszystko będzie dobrze i zabijanie jest cool, ale sama rozwiązała tę zagadkę, nad którą się głowił.
Swoim identycznym zachowaniem wprost ze szpitalnego pokoju, kiedy padły te same słowa, które niegdyś zmroziły krew w jego żyłach.
- Jesteś pierdoloną, bezduszną blond- kreaturą, która nie potrafi przyznać się do tego, że jest samotna w swoim brokatowym królestwie. Ale biegnij do swojego mentora, zarzuć z nim sieci, to na pewno pozwoli ci wygrać ten cyrk i wrócisz jako triumfatorka, bo Kapitol kocha takie podłe lalki! - krzyknął po raz pierwszy od dawien dawna, podchodząc i przełamując jej batonik na pół.
Jak wojna, to wojna.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1952-daisy-daignault#24688
http://panem.forumpl.net/t1786-zlote-dziecko-dawnego-kapitolu-zaprasza#22519
http://panem.forumpl.net/t1644-daisy-daignault#21160
http://panem.forumpl.net/t2602-stayin-alive#37670
http://panem.forumpl.net/t2515-daisy#36305
Obrażenia :

PisanieTemat: Re: Automaty   Sro Sie 13, 2014 10:20 am

Daisy miała cholerne szczęście.
Nie, nie dlatego że trafił się jej jeden z najlepszych mentorów, nie dlatego, że jej uroda mogła przyciągnąć sponsorów i nawet nie dlatego, że na pewno spotka się z Cordelią przed Areną wielokrotnie, bez potrzeby uciekania z Ośrodka. Przychylność losu objawiała się w charakterze panienki Daignault. Głębokie rozmyślania, filozofowanie i martwienie się o przyszłość nie były w jej stylu. Żyła chwilą, beztrosko, wykorzystując każdą sekundę maksymalnie: głównie dla własnej przyjemności, aczkolwiek w chwilach kryzysu potrafiła się spiąć i skupić na ratowaniu swoich złotych pośladków. Umiejętność ograniczania umysłu stawała się w tej dożynkowej sytuacji naprawdę przydatna. Podejrzewała, że 3/4 trybutów przechodzi teraz rozstrój nerwowy, spisuje testament, szlocha albo niszczy luksusowe apartamenty. Należało dodać do tego popadanie w alkoholizm, ćpanie albo snucie idiotycznych planów ucieczki do rodziny.
Żadna z tych rzeczy nie pojawiała się w beztroskim umyśle Daisy. Przyjmowała prztyczek (a właściwie: kopniak do trumny) Losu z zadziwiającym spokojem, w ogóle nie zastanawiając się nad takimi zagwozdkami jak sojusze, krew na rękach i nieumiejętność mordowania. To wszystko znajdowało się za grubą chmurką waty cukrowej i wyparcia, a nauczona doświadczeniem nie zamierzała już na siłę przywracać się do przytomności. Brutalna trzeźwość była przereklamowana.
Przekonywała się o tym na własnej skórze podczas konfrontacji z Alexandrem. Szarpiącym ją za włosy i tym samym szargającym świętości. Zawyła naprawdę boleśnie, chociaż bardziej niż cierpienie doskwierała jej pulsująca wściekłość. Zaślepiająca, nawet wtedy, kiedy w końcu zdobyła batonik, wpatrując się w Amitiela morderczo.
Dokładnie słyszała jego słowa, ale nie przyjmowała ich do wiadomości. Nie, śmierć brzmiała równie abstrakcyjnie co ciąża albo ona sama w ubraniu z sieciówki. Była przecież główną bohaterką swojej własnej historii, jak mogłaby więc zostać uśmiercona? Niedorzeczne, ale...trafiające do wyobraźni tak mocno, że gdyby Alex zatrzymał się na tym krwawym oświeceniu pewnie po prostu odwróciłaby się na pięcie i zniknęła za rogiem korytarza. Nie chciała słuchać prawdy, nie chciała zdejmować z oczu klapek; przynajmniej nie od razu. Wiedziała, że wtedy poddałaby się smutnej panice.
Będącej jednak tylko wspomnieniem, kiedy Amitiel zaczął krzyczeć i przełamał jej batonika. Przedszkolna zagrywka, każdy rodzic wiedział jednak, że głupie szarpanie o batonik czy zabawkę oznacza jakieś głębsze, niezałatwione sprawy. Di nie miała dzieci, nie rozumiała nawet sama siebie i w chwili, w której kolejne obelgi trafiały do jej ust...po prostu się zagotowała. Na policzkach wykwitły burgundowe rumieńce, rozczochrane włosy nastroszyły się jeszcze bardziej i Daisy wpadła w furię.
Przełamany batonik wylądował z niezwykłą szybkością na twarzy Alexandra. Razem z kolejną porcją wrzasków i krwistej mgiełki. - Sam jesteś samotny, nie masz tutaj nikogo i jak zginiesz to NIKT nie będzie po tobie płakać - zaczęła piskliwym tonem, kopiąc go z całej siły w kostkę, mając nadzieję, że skręci mu nogę i że będzie się czołgał do Rogu Obfitości. Tak się z pewnością nie stało, w furii jej celowanie było tragiczne, co nie oznaczało, że przestała się rzucać, bliska łez wściekłości. Albo i smutku? Ciężko było to stwierdzić, bo miotała się jak szalona, w końcu wykonując klasyczne damskie pobicie. Siarczysty policzek z dodatkiem paznokci i już lewy policzek Alexa wyglądał dość nieciekawie. - Mam nadzieję, że zgnijesz pierwszy i zrobię wszystko, żeby tak się stało - wrzasnęła ponownie, odsuwając się kilka kroków w tył, pewna, że zaraz oberwie. - Nic o mnie nie wiesz, nic, nic, nic. - wychrypiała na koniec wręcz płaczliwie. Ręka bolała ją od uderzenia, dalej była głodna ale to słowa Amitiela sprawiły, że ledwie panowała nad kolejną porcją wrzasków, agresji albo po prostu dziewczęcego płaczu. Na taką słabość nie mogła sobie jednak pozwolić, odwróciła się więc szybko z zamiarem natychmiastowego opuszczenia przeklętego, ciemnego końca korytarza.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2166-alexander-amitiel#28951
http://panem.forumpl.net/t2173-mlody-gniewny#29048
http://panem.forumpl.net/t2174-alexander-amitiel#28990
http://panem.forumpl.net/t2182-prawie-buszujacy-w-zbozu#29049
http://panem.forumpl.net/t2176-alex#28993
Wiek : 19 lat
Zawód : naczelny pechowiec
Przy sobie : ŚWIECZNIK, zestaw zatrutych strzałek (zostały 3). jodyna, latarka, ręcznik, przyprawy,pusta butelka, zwój liny, antybiotyk, połówka chleba, trzy mandarynki, dwa pączki, wieprzowina ze stołu, pół bochenka chleba,2 banany, zwiększenie szansy na powodzenie podczas walki wręcz (kości)
Znaki szczególne : brak
Obrażenia : fizycznie trzyma się nieźle

PisanieTemat: Re: Automaty   Sro Sie 13, 2014 4:31 pm

Przyjmowanie ze stoickim spokojem tego, co szykował dla niego Los (a niech kurwa spróbuje mu nie sprzyjać) nie było główną domeną jego charakteru. Wręcz przeciwnie, Alexander pozostawał nadal rozstrojonym przez hormony chłopcem, który ulegał zwykle presji społeczeństwa na swój własny sposób. Na przykład niszcząc mienie publiczne albo wywołując pożar w Kwartale, kiedy nie dostał papierosów. Adolescencja w wydaniu hardcorowym, bo w połączeniu z walką o życie i o jedzenie. Powinien w natychmiastowym tempie przyswoić sobie tę lekcję, ale...
Właśnie bawił się negację dorosłości. Skoro te pieprzone chamy z rządu (i inne mendy) postawiły sobie za punkt honoru sprowadzenie go do roli przedszkolaka, to on robił absolutnie wszystko, by pokazać im, że to może być uciążliwe. Przynajmniej tak sobie buntowniczo zakładał, tocząc walkę o batonik ze swoją dawną miłością i prychając cicho jak rozjuszone zwierzątko, które usiłuje zamaskować fakt, że już niedługo znowu wróci do walki na śmierć i życie.
To była powtórka z dorastania - okrutnego, szarpiącego za serce (głupia blond pizda) i wałkowanego już tyle razy, że nie zamierzał godzić się na żadną powtórkę z rozrywki.
Dlatego w najlepsze zaprzeczał samemu sobie, próbując wygrać pierwszy bój i nie zastanawiać się na tym, że może jeszcze przez przypadek ją zranić. Dobrze wiedział, że z mózgiem ta dziewczyna ma ewidentny problem, więc nie spodziewał się przejęcia po jego szczerych słowach, w które zapędzał się niepotrzebnie. Nakręcał się i zdawał sobie jednocześnie sprawę, że pokazuje tej kretynce, że mu zależ... ało, skoro tak dosadnie wyraża swoje zdanie. Pewnie przejąłby się tym i odwrócił na pięcie, znikając, gdyby nie okazała się sobą i nie zaczęła wariować.
Rozważał telefon do ośrodka zamkniętego, ewentualnie przyprowadzenie Finnicka, ale zamiast tego przyszło mu się bronić przed furią dziecka, które zostaje postawione przed prawdą. Śmiechem, złapał ją szybko za nadgarstki i unieruchomił (za późno, jego przystojną twarz zdobiła pręga), przyciągając do siebie na sekundę i będąc pewnym, że połamał jej te grabie, które wystawały z ramion zamiast rąk.
- Proszę. Przynajmniej mamy problem rozwiązany, bo JA nie zamierzam cię zabić. Nie po tym, co zobaczyłem w szpitalu - dodał, nie tłumacząc całego tego słownego zamętu, który mógł wydawać się jej jawną groźbą albo wstępem do dorosłości, który fundowała jej osoba z czekoladą i orzechami na nosie. Nie zamierzał analizować z nią swojego pokręconego charakteru, który nie pozwoliłby mu na zadanie jej ostatecznego ciosu.
Skoro Daisy zapragnęła czynić honory, to mógł tylko jej pogratulować, zresztą już znikała za rogiem i przez chwilę zapragnął pozwolić jej odejść - co za emocje (!), kiedy nagle pobiegł we jej kierunku, podstawiając jej popisowo nogę, tak, by wyryła o chodnik swoją piękną twarzyczką.
Miał nadzieję, że połamała sobie sztuczne nogi i że zdjęcie plastiku umożliwi z nią normalną rozmowę. Kiedyś. Teraz stał nad nią i pastwił się, zupełnie jakby już była jego ofiarą.
- Znowu mi się rozpłaczesz? Ku twojej wiadomości, wiem o tobie za dużo, więc z łaski swojej przestań wchodzić mi w drogę. Do Areny, wtedy będziesz mogła zabić mnie tipsem - wskazał na swój poraniony policzek z beztroskim uśmiechem chłopca, który jest gotowy na więcej.
I który wcale nie ma erekcji na widok blond księżniczki w rozkładzie. Nie mógł pozostać przy niej ani sekundy dłużej, spojrzał na nią raz jeszcze i ruszył przed siebie, już bez batonika, ale z głową pełną niespokojnych myśli.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Automaty   

Powrót do góry Go down
 

Automaty

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Łąka Marihuany

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Ośrodek Szkoleniowy :: Sala treningowa-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu