IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu
 

 Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pią Sie 08, 2014 1:32 pm





Nie tylko trybuci pochodzący z Dystryktu Czwartego mogą zapewnić sobie przewagę, posiadając umiejętność zaplatania węzłów. Od tych najłatwiejszych i najszybszych do stworzenia do najbardziej skomplikowanych - wiele z nich może okazać się przydatnych, kiedy zamierzasz złowić rybę albo schronić się przed deszczem, konstruując prowizoryczny dach z gałęzi i liści. Węzły posłużą Ci także do zakładania pułapek. Przy tym stanowisku dowiesz się o ich rodzajach ze względu na zwierzynę oraz jak i gdzie powinno się je umieszczać. Wciąż żądna lub żądny wiedzy? Świetnie! Poznasz tutaj również techniki kamuflażu i odpowiednie materiały, dzięki którym przy odrobinie szczęścia ukryjesz się na arenie przed wzrokiem przeciwników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pią Sie 22, 2014 5:33 pm

/ze stanowiska strzeleckiego

Po chwili wysiłku na stanowisku strzeleckim nie miał chęci sprawdzać się jeszcze w walce wręcz. Wiedział, że to zrobi, wiedział, że właściwie musi - ale niekoniecznie teraz. Potrzebował złapać oddech, a gdzie robić to najlepiej? Oczywiście, wiedział gdzie.
Idąc przez halę, rozglądał się z zaciekawieniem nie dlatego, że faktycznie chciał ich wszystkich poznać, ale dlatego, że Johanna kazała mu to robić. Musiał rozeznać się w dobrych stronach innych trybutów, musiał poznać ich słabości - jednocześnie uważając, by nie dać się oszukać ich grze podczas treningów. Wspólne szkolenia były doskonałą okazją nie tylko, by czegoś na ich temat się dowiedzieć, ale też by łatwo wpaść w pułapkę. Skąd miał wiedzieć, czy to, co tu prezentują, to faktycznie pełnia ich możliwości? Wszystko mogło być grą, cholernym udawaniem.
Może więc zamiast tracić czas na obserwację, których skutków i tak nie mógłby być pewien, powinien skorzystać z hali w sposób jednoznaczny, taki, którego nie da się podważyć? Dokładnie taki miał zamiar, gdy od stanowiska strzeleckiego kierował się ku drugiemu z go interesujących. Umiał się kryć, umiał tworzyć podstawowe węzły i zakładać proste pułapki, ale... Właśnie. Podstawowe. Proste. To nie wystarczy. Będzie dobrą bazą do poszerzenia swej wiedzy, ale na Arenę nie wystarczy.
Zresztą, nawet pomijając same korzyści wynikające z nabycia takich a nie innych zdolności, jasnym było, że Bastian i tak by się tu pojawił. Po prostu... Och, to jego hobby. Podstępy. Pułapki. Lubił patrzeć, jak z prostych rzeczy powstają misterne konstrukcje pozwalające schwytać przeciwnika. Lubił wiedzieć, że uwięziony wróg czy zwierzę to efekt jego własnych, przemyślanych działań. Ponad czystą siłę ceniąc sobie inteligencję, znacznie więcej satysfakcji czerpał z udanego podstępu niż wygranej nawet, ale wciąż prymitywnej walki.
Kucając przy zaaranżowanym na las stanowisku, z uwagą przyglądał się nie tylko pułapkom, ale także zmyślnie poukrywanym przedmiotom czy manekinom. To... interesujące. Choć wiedział co nieco na temat maskowania się, dotyczyło to sposobów przydatnych głównie w ciemnych, ciasnych miejskich zaułkach. Metody znajdujące zastosowanie w otoczeniu znacznie bardziej naturalnym - w lesie, wśród skał czy szuwarów - były mu znacznie mniej znane, bo... Po prostu nigdy nie musiał ich używać.
Zaabsorbowany obserwacją, nie bardzo zwracał uwagę na instruktora, który... Cóż, musiał tu być, to było pewne, a jednak Bastian chyba nawet go nie widział, zbyt skupiony na przyglądaniu się misternym konstrukcjom i kamuflażom.


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pią Sie 22, 2014 7:04 pm

| to będą najkrótsze posty ever

Podjęcie decyzji o zostaniu trenerem przyszło mu nadzwyczaj łatwo. Już podczas nadzwyczajnego posiedzenia rządu, gdy wiadomym było, że przegłosowana opcja nie będzie łaskawa dla dzieciaków z Dzielnicy Rebeliantów, Blaise postanowił, że wymyśli jaki sposób, by im pomóc. Rozwiązanie pojawiło się bardzo szybko, a krótka wymiana wiadomości z Chantelle tylko utwierdziła go w przekonaniu, że decyzja była słuszna. Zostanie trenerem.
Choć w każdej z dziedzin zdołał się już sprawdzić, to właśnie tworzenie pułapek, węzłów i kamuflażu wybrał jako swoje stanowisko - nie bez znaczenia było tutaj wychowanie w Siódemce, znanej jako leśny Dystrykt. Sięganie pamięcią do czasów rebelii wcale nie wydało mu się teraz znaczące, pomimo przegranego głosowania wciąż nie wierzył, by Kapitol powstał przeciwko rządowi z Almą Coin na czele. Nawet ta nieszczęsna parada nie mogła sprawić, by zmienił zdanie.
Na sali treningowej pojawił się punktualnie, zdążył przygotować stanowisko, przywitać się z innymi trenerami i zasiadł wygodnie na składanym stołku, w oczekiwaniu na pierwszego trybuta. A ten właśnie nadszedł.
- Cześć - powitał go Argent, podnosząc się i stając obok szczupłego, wysokiego chłopaka - Wiążemy węzły, zakładamy wnyki, czy próbujemy wtopić się w otoczenie? Mów, czego chciałbyś się nauczyć i jaki jest twój stopień zaawansowania, a postaram ci się pomóc najlepiej jak potrafię - miał nadzieję, że nie wystraszył go swoją pozornie luzacką gadką, ale z dwojga złego wolał zrobić z siebie wariata, niż oficjalnym tonem i do bólu profesjonalnym słownictwem przestraszyć chłopaka.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pią Sie 22, 2014 10:13 pm

/stanowisko z roślinami

Tuż po odejściu od stanowiska roślin jadalnych i pożegnaniu się z pracującym tam trenerem, odniosła swoją zdobycz w bezpieczne miejsce, nie mogła przecież pozwolić komuś na kradzież pożyczonego przez nią atlasu, a następnie powędrowała w poszukiwaniu swojej kolejnej ofiary, którą mogłaby zamęczyć swoimi pytaniami. Rozglądała się przez chwilę dookoła, przechadzając z miejsca na miejsce i zupełnie nie mogąc znaleźć czegoś, co chciałaby akurat dzisiaj robić.
Źle się czuła, co oznaczało raczej rezygnację z wszelkiego rodzaju rzeczy związanych z walką czy też sportem, więc już automatycznie odpadało jej kilka rzeczy takich jak właśnie stanowisko walki, siłownia, swoista strzelnica wraz z możliwością porzucania sobie nożami czy też innymi rzeczami.
Do pierwszej pomocy też chwilowo jakoś się nie nadawała, bowiem to już prędzej jej dzisiaj miałaby ona być potrzebna niż na odwrót. Pirotechnika odpadała, a przynajmniej przy sytuacji, w której miałaby pójść tam sama, bowiem jakoś nie miała zaufania do takich rzeczy i jeszcze ogień… Makabra. Od roślin jadalnych właśnie wracała, a na zadaniach logicznych chyba jakoś by się nie mogła teraz skupić.
Co oznaczało mniej więcej tyle, że praktycznie nie miała większego wyboru. No, zawsze mogła jeszcze siedzieć w szatni lub stać sobie przy automatach, lecz nie o to jednak przecież w tym wszystkim chodziły. Sama nazwa treningów wskazywała na to, co powinno się na nich robić i w tym wypadku Delilah nie widziało się marnowanie danej jej szansy poprzez bezczynne siedzenie. Choć wszystko w niej wręcz wołało, by odpuściła sobie na dzień dzisiejszy. Miała normalnie kaca-zabójcę, chociaż przecież nie piła aż tak znowu dużo. Ot, odrobinę więcej niż symboliczną kapkę.
Chcąc nie chcąc, ruszyła się z miejsca, w którym przez moment stanęła i pociągnęła nogę za nogą w kierunku stanowiska z wszelkiego rodzaju węzłami, pułapkami i kamuflażami. Wcześniej nawet o nim myślała, jednak postanowiła wpierw odnaleźć się wśród tematów związanych z roślinami, więc dopiero teraz postanowiła pojawić się przy magicznych sztuczkach przetrwania. W których raczej znajomość ziół miała jej pomóc. Mogła więc spróbować się uśmiechnąć i stwierdzić, że łączyła w tym momencie przyjemne z pożytecznym. I wcale się przy tym nie myliła…
Podchodząc bowiem do stanowiska, zauważyć mogła coś, co wywołało na jej twarzy jeszcze szerszy uśmiech, choć zdecydowanie tego robić nie powinno. Nie przy ostatnich okolicznościach, jakie tak niespodziewanie się pojawiły. Mimo wszystko, nie mogła jednak nie cieszyć się choć przez chwilę. Przez krótki moment, po którym powróciła do niej świadomość, że nie powinna przecież tak otwarcie okazywać swojej radości.
Ostatnio praktycznie non stop zapominała o tym, by całkowicie skrywać przed innymi swoje prawdziwe uczucia. Zamieniała się w jakąś parszywą otwartą księgę, co mogło zaszkodzić jej w znacznym stopniu, więc musiała próbować stać się na powrót tą niezgłębioną osobą, jaką była w KOLCu. Wielce tajemniczą wróżką, której prawdziwe odczucia ukryte były gdzieś głęboko, zaś te wyraźnie widoczne uczucia były tylko staranną grą. Od tego mogło zależeć dosłownie wszystko.
Stłumiła więc w sobie pragnienie wyszczerzenia się i aż nazbyt energicznego podejścia w stronę stanowiska, zastępując to zwyczajowym dla siebie nieznacznym wygięciem warg oraz powolnym, miękkim krokiem. To i tak wystarczyło, by znalazła się na miejscu dosyć szybko. Starając się stawiać jak najcichsze kroki, podeszła od tyłu do Sebastiana i kogoś, kto najwyraźniej był tutaj trenerem. Nie mając ochoty na przerywanie starszemu facetowi jego gadki, zwyczajnie stanęła w miejscu i czekała na odpowiedni moment, by wreszcie się odezwać.
- Hej. – Rzuciła zwyczajnie, nie bawiąc się w dwa oddzielne powitania i zagarniając palcami włosy do tyłu, po czym uśmiechnęła się już odrobinę wyraźniej.
Nie rzuciła żadnej głupiej uwagi odnośnie zajęć przy kamuflażu lub też zwyczajowej pogody. Zwyczajnie stała w miejscu, czekając na jakąkolwiek reakcję, głównie ze strony Sebastiana. Nie zamierzała robić czegokolwiek pierwsza, nie miała też bladego pojęcia, na czym stoją przy ich relacji. Dalej mieli udawać, że się nie znają? Zmienili to na udawanie, że się znają, ale niezbyt dobrze? Czy może też aktualnie ukazywanie prawdy było w cenie?




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pią Sie 22, 2014 10:44 pm

/czuję się usprawiedliwiona, by też się nie produkować i tylko udawać aktywność <3

Drgnął, słysząc nieopodal głos. A tak, instruktor. Każde stanowisko takiego miało, nie? Wprawdzie póki co Bastian nie potrafił szczególnie korzystać z ich wiedzy - cóż, przy ćwiczeniach strzeleckich nieszczególnie potrzebował jakiejkolwiek pomocy - ale teraz... Teraz może faktycznie wypadałoby skorzystać z obecności kogoś obeznanego w temacie. Choćby dlatego, że wszystkie te podstępy były zwyczajnie ciekawe - a że przy tym przydatne, to po prostu dodatkowy plus.
Nie powstając z kucania, obejrzał się jednak na stojącego teraz nieopodal mężczyznę. Tym razem nie promieniował niechęcią, nie raził z daleka swym przekonaniem, że to wszystko nie ma sensu. Tym razem był zwyczajnie ciekaw. Chciał się czegoś nauczyć nawet, jeśli miałby nie korzystać z nowej wiedzy zbyt wiele, zbyt długo. Umierając będzie mógł przynajmniej powiedzieć, że przynajmniej starał się korzystać z tego, co im zaoferowano.
-Chyba wszystkiego po trochu - odpowiedział wreszcie po chwili zastanowienia. - Węzły pewnie przydadzą się przy wnykach, kamuflowanie ostatecznie też, jeśli mam liczyć na pułapkę przynoszącą jakiś efekt. - Wzruszył lekko ramionami, w kolejnej chwili przechodząc do określenia posiadanych już zdolności. - Umiem się jako-tako ukrywać - no, chyba w miarę dobrze, zwykle ten, przed kim się kryłem, jednak mnie nie znajdywał - ale tylko w mieście. Ciemne zaułki, ciasne ulice, załomy ścian, śmietniki. Pułapki... Też, ale raczej prymitywne. W KOLCu nie potrzeba bardziej zaawansowanych, najprostsze, zmontowane z czegokolwiek, zwykle wystarczają. Podobnie węzły, podstawowe były zawsze aż nadto. Z bardziej zaawansowanych znam tylko jeden, zaraz... - Podnosząc się z kucek, odszukał w pobliżu kawałek liny i zaczepiając ją o sztuczny konar drzewa, prędko zaprezentował, o jakim splocie mówi. Był to dość powszechny sposób wiązania gwarantujący stabilne, mocne zaczepienie przy jednoczesnej możliwości szybkiego rozwiązania węzła. Posługiwał się takim, gdy wspinał się do umiejscowionych nieco wyżej okien - potrzebując podparcia tylko na chwilę, nie bawił się w żadne skomplikowane sploty, które trudno potem rozwiązać. Ostatecznie zawsze liczyło się to, by móc szybko uciec.
- Czym różni się ukrywanie w środowisku naturalnym od tego w mieście? - zapytał rzeczowo, spoglądając ponownie na mężczyznę. - Na co trzeba zwracać szczególną uwagę? Czy... - urwał w pół słowa. Hej. Spojrzał na Delilah uważnie. No tak, przecież to jasne, że mieli się spotkać... Jeszcze nie raz, czyż nie? Ale, wbrew oczekiwaniom, nie miał z tym żadnego problemu. Naprawdę żadnego.
Uśmiechnął się nieznacznie, ruchem głowy wskazując, by podeszła.
- Co tak stoisz? Chodź, we dwójkę może nauczymy się więcej. - To nie był wniosek wzięty znikąd tylko powszechnie znana prawda. Co dwie głowy to nie jedna, tak?


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sob Sie 23, 2014 12:22 pm

Postanowił podejść do tego tak, jakby szkolił szeregowych w koszarach, choć szybko okazało się, że nie będzie mógł spoglądać na trybutów inaczej, jak na biedne dzieciaki, skazane na śmierć. Wiedział, że nie potrzebują jego litości, miał szansę żeby pomóc im w inny sposób, na sali obrad, jednak wszystko zawiodło i dlatego właśnie siedział teraz tutaj, na sali treningowej, a nie w swoim biurze.
Początkowo myślał, że będzie w stanie potraktować wszystkich tak samo, ale już przy pierwszych gościach przy jego stanowisku okazało się, że to po prostu nie możliwe. Ten szczupły chłopak wydawał się znać podstawy sztuki przetrwania, zapewne sporo dzieciaków z Kwartału posiadało podobne umiejętności. Nie był bezczelny, nie wyglądał na przestraszonego, dlatego Argent darował sobie próby podtrzymania go na duchu i postawił na profesjonalizm.
- Nigdy nie wiadomo, jaka czeka was arena. Może to być las tropikalny, ale również betonowa dżungla. Jeśli to drugie, możesz mieć przewagę - oznajmił oczywistą oczywistość, zastanawiając się przy okazji, czy architekci pracują właśnie w pocie czoła, czy może wiedzą już, co czeka na trybutów.
Przyglądał się, jak chłopak zawiązuje węzeł i po chwili kiwał już głową z uznaniem, bo wyglądało na to, ze zna się na rzeczy. Już chciał zaprezentować kolejne wiązanie, ale do stanowiska podeszła dziewczyna, którą powitał skinieniem głowy i zapraszającym gestem wskazał na ich stanowisko. Uwadze Blaise'a nie umknęło to, że Sebastian nie miał nic przeciwko towarzyszce, a przecież nie każdy z trybutów nastawiał się na współpracę. Taka postawa mogła mu pomóc, lub zgubić go na Arenie, ale tego Argent wolał na razie nie oceniać.
- Zacznijmy więc od wnyków. Jeśli macie linkę, kawałek sznurka, drutu albo nawet jakieś dłuższe sznurowadło, możecie zastawić pułapkę i spróbować złapać coś na obiad. Najlepiej sprawdzi się to oczywiście w miejscu, gdzie widać ślady obecności zwierząt. Wiążemy [pętelkę - na kawałku sznurka zaprezentował im, co ma na myśli - A wolny koniec przywiązujemy do drzewa. Spróbujcie.
Przypatrywał się, jak wykonują jego polecenia, przy okazji zastanawiając się nad opowiedzią na pytanie Lyberga.
- W mieście teoretycznie powinno być łatwiej, zwierzę wyczuje cię szybciej, niż inny trybut. W środowisku naturalnym musisz pamiętać o zacieraniu śladów, nawet rozpalenie ogniska może cię zgubić. Wszystko zależy od sytuacji, niektórzy trybuci wygrywali właśnie dlatego, bo potrafili się ukryć, inni tracili życie z powodu swojej nierozwagi.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sob Sie 23, 2014 3:57 pm

W swojej pracy musiała co jakiś czas wykorzystywać umiejętność skradania się i znikania w mroku nocy, którą to nabyła już po jakimś czasie pobytu u swojego wuja. Mężczyzna ten bowiem miał nadzwyczaj wiele sekretów mogących zaciekawić młodą dziewczynę, a że sam jej do nich nie dopuszczał, cóż, naturalnie musiała sama zadbać o ich odkrycie. Co nie przyniosło jej nic dobrego, bowiem po jakimś czasie to ona musiała od czasu do czasu ukrywać się przed tym starym capem, by zdążył wytrzeźwieć przed dorwaniem jej, jednak nie o to teraz chodziło.
Znacznie ważniejszy był fakt, że przydało jej się to w KOLCu, gdzie wielokrotnie wybierała się na nocne spacery w celu uspokojenia myśli lub też odbierała nielegalny towar od dostawców innych niż Sebastian. Oni bowiem mieli to do siebie, że wręcz uwielbiali umawiać się na odbiór w miejscach odludnych, trudno dostępnych i to w godzinach największych ciemności. Okej, rozumiała to ze względu na świadomość, że zależało im wszystkim równie mocno na bezpieczeństwie, lecz i tak nie mogła powiedzieć, by to jakoś specjalnie kochała.
Co innego już dobrowolne samotne spacery po wyludnionych ulicach, gdy tylko blask księżyca nieustannie jej towarzyszył. No i czasem światła jakichś tam lamp, ale jednak te nadzwyczaj rzadko z prostego względu mówiącego samemu za siebie. Nadzwyczaj częste braki prądu. Czy trzeba dodawać coś więcej? Chyba raczej nie, a ona bynajmniej robić tego nie zamierzała.
Mogła więc dosyć śmiało powiedzieć, że z przekradaniem się w mroku radziła sobie raczej dobrze. Pikuś jednak w tym, że była prawie stuprocentowo pewna co do tego, iż nie wystarczy jej to w rozgrywkach na Arenie. Noc nie nastawała tam przecież według powszechnie panujących zasad natury, a dokładnie tak, jak to sobie akurat zażyczyli ludzie o to wszystko dbający.
Mogło więc okazać się zupełnie nagle, że ze słonecznego południa zrobił się sam środek wybitnie ciemnej nocy. Lub też, co chyba najgorsze, organizatorzy postanowiliby bez większej potrzeby zamienić zupełne ciemności, w których akurat by się przekradała, na pełnię słońca. Wtedy wszystko mogłoby wziąć w łeb i zapewnić jej nadzwyczaj szybką drogę do śmierci, tak zwany bilet w jedną stronę.
Nie chciała więc polegać tylko i wyłącznie na jednej umiejętności, która mogła na dodatek okazać się dosyć marna w zestawieniu z tymi innych trybutów. A że zastawianie pułapek mogło okazać się całkiem przydatne, nawet choćby w momencie, w którym chciałaby skutecznie zabezpieczyć drogę za sobą lub zwyczajnie zdobyć pokarm, postanowiła zwrócić na to jakąś większą uwagę.
Jej aktualne myślenie opierało się bowiem na tym, że nadzwyczaj mało osób przykłada jednak wagę do takich rzeczy, skupiając się raczej na samej walce. I to był chyba ten podstawowy błąd, którego ona sama nie miała zamiaru popełnić. Trzy dni przeznaczone na treningi może nie były jakimś specjalnie długim czasem na odpowiednie przygotowanie się, lecz z pewnością mogły pomóc w ogarnięciu chociaż podstaw danych rzeczy. Maksymalnie je rozwijać je będzie miała czas na Arenie. A przynajmniej taką miała nadzieję…
Bez większego wahania zbliżyła się więc, gdy ją zaproszono i stanęła pomiędzy mężczyznami. Logika nakazywałaby raczej stanąć gdzieś po boku, jednak chwilowo wyciszyła ten głosik w swojej głowie, stwierdzając zwyczajnie, że najlepszy widok będzie właśnie z miejsca, w którym aktualnie stała. Bardzo szybko przekonała się, że nie był to błąd. W tym miejscu nadzwyczaj wygodnie wykonywało się jej to wszystko, co pokazywał im trener. Skupiając się na pracy, wystawiła koniuszek języka i zagryzła wargę, starając się jak najdokładniej powtórzyć ruchy mężczyzny. A gdy już przeszła do tego etapu pracy, w którym mogła pozwolić sobie na chwilę rozluźnienia. I zrobiła to akurat w dobrym momencie.
Uważnie wsłuchała się w słowa wypowiadane przez osobliwego trenera, wyglądał jej jakoś na takiego co najmniej czującego się nie na miejscu i niezbyt tutaj pasującego, lecz to akurat była tylko jej własna opinia, w dużej mierze zgadzając się z jego słowami, jednak nie mogąc się też powstrzymać przed rzuceniem drobnej uwagi.
- Teoretycznie w mieście jest lepiej, jednak… Gdybym miała możliwość wyboru, wybrałabym jednak środowisko naturalne. Tam przynajmniej są mniejsze szanse na to, że zwali się na człowieka sterta gruzu lub że wpadnie wprost w sam środek niezabezpieczonych przewodów wciąż podłączonych do prądu. Z kamuflażem też w większości stawiałabym na naturalne tereny, bowiem tam raczej łatwo jest coś znaleźć. Oczywiście, może być to równie dobrze trujące, ale jednak. Tak samo pożywienie. Dzikie zające czy borówki raczej znacznie trudniej znaleźć na terenie zabudowanym, a jakiekolwiek magazyny z jedzeniem, jeśli już będą, z pewnością zostaną szybko zajęte i trzeba będzie o nie walczyć, co może okazać się zabójcze. Zastawienie pułapek też jest wygodniejsze w miejscu, gdzie łatwo jest je jakoś zamaskować. Mech, liście, pnącza jakichś roślin, z których przy okazji można przygotować też trucizny… Cieknąca krew jest łatwiejsza do przeoczenia niż na betonie, co może okazać się zarówno zaletą, jak i wadą. Chociaż w razie wywołania pożaru może nie być już tak pięknie. Tak samo z dzikimi zwierzętami czy innymi sprawami tego typu. Mimo wszystko, wolałabym jakąś naturalną Arenę, choć moje wolę nie ma najmniejszego znaczenia. – Skończyła wreszcie swój monolog, uśmiechając się do towarzyszy i demonstrując trenerowi swoje aktualne wykonanie. – Ujdzie?




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sob Sie 23, 2014 7:12 pm

Gdy się czymś zajmował, Bastian był zazwyczaj milczącym człowiekiem - i tak też było teraz. Nic nie mówił, gdy prezentował jedyny konkretniejszy węzeł, który znał, tym bardziej nie odzywał się też, gdy mężczyzna pokazywał im konstrukcję pułapki. Prosty wnyk, ale jasnym było, że Lyberg i tak go nie znał - w końcu w Kapitolu, nawet, jeśli chodziło o KOLC nie trzeba było zdobywać pożywienia w ten prymitywny sposób. I nawet biorąc pod uwagę, że Sebastian mimo wszystko polował, to przecież oczywiste, że nie robił tego w sposób obejmowany przez zasadnicze znaczenie słowa łowy. Nie czyhał na zwierzęta, tym bardziej nie na ludzi. Jego jedynymi ofiarami były rzeczy, więc... Cóż, przecież to było dużo prostsze niż zmagania z czymkolwiek żywym. Ostatecznie nie spotkał jeszcze przecież telewizora uciekającego w podskokach.
Słuchał więc z uwagą, której nie stracił nawet na rzecz monologu Delilah. Szczerze mówiąc... Nie szczególnie interesował się obecnością dziewczyny. Ale to nie tak, że jej unikał, że celowo ją ignorował, nie. Po prostu teraz uznał za stosowne jednak czegokolwiek się nauczyć, a - bez urazy - szczerze wątpił, by dziewczyna mogła okazać się lepszą nauczycielką od instruującego ich mężczyzny. Ostatecznie więc nie wysilił się nawet odrobinę, przemowy dziewczyny nie komentując niczym więcej jak tylko nieznacznym uśmiechem igrającym w kącikach warg.
Potem zaś przystąpił do montowania pułapki. Postępując zgodnie z instrukcjami mężczyzny, wybrał odpowiedni sznurek i przykucając przy jednym z drzew, zabrał się do pracy. Najpierw pętla, potem przywiązanie tego do pnia i... Nie, nie koniec. Przecież w tak oczywistą, tak wyraźnie widoczną pułapkę nie da się złapać nawet półmózgi królik, nie mówiąc o czymkolwiek bardziej inteligentnym. Lyberg więc nie zaprezentował jeszcze swego dzieła, zamiast tego bawiąc się w ukrywanie prostej instalacji. Trochę liści, kilka garści piachu, pojedyncze gałązki. I nie, nie rzucił ich od tak łudząc się, że to wystarczy. Zacieranie śladów, tak? To mieli robić? Bastian więc przyjrzał się najpierw, jak wygląda naturalne leśne poszycie i dopiero potem przystąpił do ukrywania pułapki, starając się by spreparowana przez niego warstwa liści, piachu i gałązek jak najlepiej pasowała do tej naturalnej, otaczającej go powłoki. Dopiero po tym, względnie usatysfakcjonowany, wyprostował się i spojrzał na Delilah (do tej uśmiechnął się nieznacznie) a potem także na instruktora. Dopiero teraz też zastanowił się nad jego słowami dotyczącymi zależności kamuflażu od środowiska.
- A po czym poznać, z czym tak naprawdę mamy do czynienia? To znaczy... Chodzi mi o to, że środowisko wyglądające na naturalne często okazuje się sztucznym i zawiera wszystkie jego wady i zalety. Jasnym jest, że Arena z założenia jest wytworem ludzkim, ale czasem upodabniają ją do natury bardziej a czasem mniej. Da się to rozróżnić? Pomijając takie oczywistości, jak drzewa z plastiku, czy da się stwierdzić, że na przykład dany las będzie częściowo podlegał zasadom typowym dla lasów naturalnych? - Nieświadomość tego, czego mogą się spodziewać, była zawsze największą bolączką trybutów. Czy jeśli podpalę to wyglądające na naturalne drzewo, to ono rzeczywiście spłonie? Czy ten potok, jeśli skonstruuję na nim tamę, faktycznie się na niej zatrzyma? Dobrze było wiedzieć, czy można w jakikolwiek sposób przewidzieć zakres używalności zasad fizyki w danym otoczeniu.


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sob Sie 23, 2014 7:58 pm

Nie interesowały go relacje, jakie łączyły trybutów, być może dlatego nie zwrócił większej uwagi na atmosferę, jaka panowała przy stanowisku. Skupił się na jak najlepszym odegraniu swojej roli i nauczeniu dzieciaków czegoś przydatnego. Na szczęście trafił na rozumnych trybutów.
- Tak naprawdę na żadnej arenie nie będzie wam łatwo, bo główne założenie jest takie, że będziecie zabijać się nawzajem, a nie czekać, aż zrobią to zmiechy - oznajmił z rozbrajającą szczerością, dając im przy okazji odczuć, że wcale nie uważa już Igrzysk za takie dobre rozwiązanie - Nie liczy się to jak przetrwacie, ale czy w ogóle wam się to uda.
Zapadła cisza, podczas której Argent przypatrywał się pracy swoich trybutów. Oboje poprawnie wykonali jego polecenia, ale to Sebastian zdecydowanie wyróżnił się w kategorii wzorowego zastawiacza pułapek, bo nie zapomniał o zamaskowaniu otoczenia i zatarciu za sobą śladów. Blaise patrzył na wyczyny chłopaka i nagrodził go skinieniem głowy, które miało wyrażać satysfakcję.
- Bardzo często nie da się tego odróżnić, bo wszystko zależy od kaprysu organizatorów - westchnął, odpowiadając na pytanie Sebastiana - Las może być w połowie sztuczny, a dowiesz się o tym dopiero wtedy, gdy spalane gałęzie zaczną wytwarzać trujący dym. Mechanizm sterujący Areną jest bardzo skomplikowany, wywołanie pożaru, zmiana kierunku biegu rzeki lub osunięcie się ziemi to kwestia naciśnięcia jednego przycisku. Prawa fizyki i wszystkie inne nie mają tam większego znaczenia i nie ma też żadnej reguły, która pomogłaby wam odkryć, że z otoczeniem coś jest nie tak. Smutna prawda jest taka, że im bardziej zadowolicie Organizatorów, tym mniejsze cuda czekają was po drodze.
Nie marnował czasu wyłącznie na gadanie, wyciągnął liny i wykonując kilka ruchów, związał oboju trybutom ręce z przodu na dwa różne sposoby.
- Spróbujcie się uwolnić, a później przećwiczcie podobne węzły na sobie, tym razem z rękami z tyłu - zarządził, nie podając im jeszcze wskazówek odnośnie tego, jak powinni wykonać polecenie. Czasami improwizacja działała lepiej, niż wyuczone kroki postępowania.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2389-delilah-morgan#33936
http://panem.forumpl.net/t2394-when-you-pee-all-over-my-chippendale-suite-delilah-delilah#33971
http://panem.forumpl.net/t2392-delilah-morgan
http://panem.forumpl.net/t2761-morgan#41745
Wiek : 18
Zawód : chodzący kłopot (?)
Przy sobie : nóż ceramiczny, butelka z wodą
Znaki szczególne : ciąża i bijąca-z-twarzy-cholernie-świetlistym-światłem pogarda do świata, z którą to dumnie obnosi się panna Morgan
Obrażenia : blizna na lewej dłoni, drobne blizny poparzeniowe na ciele i... psychiczne? Hohoho.

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sob Sie 23, 2014 10:25 pm

- Też racja. Chociaż sposób walki z pewnością się liczy. Wielce zabawowi Organizatorzy nie mogą się przecież nudzić. – Stwierdziła bez większego trudu czy też chociaż mrugnięcia okiem, które mogłoby wskazywać na jej osobiste odczucia co do tego, potrząsając przy tym głową i jednocześnie zastanawiając się nad wydźwiękiem słów trenera.
Coś mówiło jej bowiem wciąż, że nie myli się w swoim twierdzeniu, iż facet ten zdecydowanie nie pasuje do tego miejsca i chyba też nie czuje się w nim zbyt dobrze. A przynajmniej nie popiera idei kolejnych Igrzysk. Może to i była pewnego rodzaju jej własna nadinterpretacja, lecz zdecydowanie nie dokonywała takich na co dzień, więc była praktycznie w stu procentach pewna, że coś musiało w tym być. Jak nie dosłownie to, co odczytywała, to coś innego, ale z pewnością istniejącego. Zbyt mocno to wyczuwała, by było tylko jej urojeniem.
I normalnie zapewne nie mogła by się powstrzymać przed drobnym skonsultowaniem tego z przyjacielem, to on był przecież niegdyś jedyną osobą, jakiej mogła jak najbardziej zaufać i jakiej szczerze ufała, jednak teraz tego nie zrobiła. Nie miała nawet najmniejszej ochoty na odzywanie się do Sebastiana. Wystarczająco wyraźnie dawał jej do zrozumienia, jak bardzo ma ją w dupie. Na dodatek zaś miała jakiś rodzaj pewności, że tym razem nie była to tylko gra mająca na celu ochronienie jej przed staniem się jednym z pierwszych celów na Arenie.
Teraz dosłownie wszystko wskazywało na to, że sytuacja obróciła się całkowicie. To już nie było jakieś troskliwe dbanie o przyszłe bezpieczeństwo. O nie! To zdecydowanie było już najzwyklejsze w świecie ignorowanie. Może bez jakiejś specjalnej wrogości, a przynajmniej ona jeszcze jej nie odczuwała, lecz z pewnością pełne obojętności. I nie, nie czuła się z tym dobrze, choć przecież jeszcze jakiś czas wcześniej uparcie przyznawała sobie, że przywiązywanie się nie było dobre i że zdecydowanie nie powinno go być.
Dopiero teraz zaczęła odczuwać na własnej skórze to, jak bardzo człowiek mógł się czuć przybity, gdy coś takiego zaczynało realnie występować. Była jednak na tyle upartą i silną psychicznie osobą, że już po chwili przestało to na niej robić wrażenie. Kawałek wspólnego treningu nie był przecież niczym, co powinno człowiekowi definitywnie psuć humor. Czyż nie? Później z pewnością miała w mniejszym stopniu odczuwać olewaszczość skierowaną w jej stronę, bowiem sala do treningów była przecież na tyle duża, by nie wchodzili sobie w przyszłości w drogę. Tak samo sprawa miała się z całym Ośrodkiem czy późniejszą Areną.
Teraz zaś zdecydowanie powinna przestać o tym wszystkim myśleć i skupić się na przyswajaniu wiedzy. I tak nie miała bladego pojęcia, co sprawiło, że Lyberg jeszcze bardziej się od niej odsunął, więc mogła tylko teoretyzować, co na nic nie miało jej się zdać. Co się stało, to się nie odstanie. Były bowiem takie sytuacje oraz rzeczy, których bardzo nie chciała i których nie powinno wcale być, a jednak istniały, zdarzając się na dodatek nadzwyczaj często. I coś takiego najwyraźniej przytrafiło jej się teraz.
W większości takich chwil zazwyczaj działała instynktownie, zasłaniając się jeszcze bardziej niż ktoś robił to przed nią. Zaczynała budować wokół siebie mury, poddając się zupełnie instynktowi odpowiadającemu w pewnym sensie za obronę własnego serca, własnych odczuć i uczuć. Robiła to niczym dzikie zwierzę, które, pobudzone do działania dzięki mniej lub bardziej wyraźnemu bodźcowi, w ułamku sekundy przystosowuje się do nowej sytuacji, robiąc dosłownie wszystko, by się ochronić.
Gdy tylko pozbyła się chwilowego przybicia i zdała sobie sprawę z tego, iż nadzieja jej dotąd towarzysząca i aż nazbyt długie wmawianie sobie, że to wszystko nie jest tym, na co wyglądało, były tylko całkowicie złudnymi rzeczami… Cóż, zaczęła się wściekać.
Może i nie zaczęła ganiać w kółko, wrzeszczeć czy też wykonywać jakiekolwiek inne nielogiczne rzeczy, lecz tylko pochyliła się wyraźniej, zajmując wykonywaniem swojej roboty, ale i tak przepełniona była jak najbardziej paskudnymi uczuciami. Nie zamierzała się jednak poddawać i siedzieć z depresją, bo ktoś jej bliski ją odrzucił. Zdawała sobie przecież sprawę z tego, że siedzenie i użalanie się nad sobą i swoim paskudnym życiem nic jej nie da, nie ma najmniejszego sensu. Na żale z pewnością miał przyjść jeszcze kiedyś odpowiedni czas.
Krok po kroku, metodycznie, robiła to, co należało do jej obecnych zadań, co uważała, że zrobić należało. Nieustannie analizowała to wszystko, co pokazywał im trener i próbowała powtórzyć to jak najlepiej, by zapamiętać to na tyle, aby na Arenie móc szybko to sobie przypomnieć i znaleźć jakieś odpowiednie rozwiązania.
Nie to, że nie wściekała się wciąż na to, że zupełnie nie miała wpływu na ciąg ostatnich wydarzeń. Co to, to nie. Całą swoją negatywną energię ładowała jednak w zajęcie, jak i słuchanie słów instruktora, nie pozwalając tym samym sobie na mętlik w głowie łączony z mieszanką emocji, która z pewnością nie miała jej się przysłużyć.
- Łudźmy się, że tegoroczni Organizatorzy chociaż na początku będą zgrywać dobrotliwych i wielce ludzkich rebeliantków. Choć to może zaszkodzić przy zderzeniu z twardą rzeczywistością, ale kit z tym. – Mruknęła tylko w odpowiedzi na stwierdzenie trenera.
Nic nie powiedziała, gdy związał im ręce, patrząc uważnie na sposób, w jaki to robił. Może większość osób uznałaby to za niezbyt istotne w obliczu samej informacji, że ON ZWIĄZAŁ IM RĘCE, lecz Delilah zdecydowanie nie była większością, zaś sposób wiązania mógł się przydać nie tylko w przyszłości, ale i teraz – do znalezienia jak najłatwiejszego sposobu, by się rozwiązać.
Zdecydowanym plusem było już samo to, że jej ręce zostały zawiązane z przodu. To znacznie ułatwiało jej sprawę, która sama w sobie też nie miała być raczej zbyt trudna. Już ją kiedyś wiązano. Ha! Nawet całkiem sporo razy, więc nie była w uwalnianiu się aż takim znowu laikiem. Zwracając zwłaszcza uwagę na to, że instruktor pozostawił jej zwyczajową ilość luzu.
Nie zastanawiając się zbyt wiele, zacisnęła więzy jeszcze bardziej, starając się przy tym, by sznur jak najmocniej przylegał do jej ciała. Ustawiając sznur supłowym wiązaniem do góry, zaczęła nucić jedną z melodii zasłyszanych gdzieś kiedyś. Zwyczajnie nie mogła się przed tym powstrzymać. Uniosła obie ręce, energicznym machnięciem posyłając je w dół, by zatrzymać je na swoim brzuchu, jednocześnie starając się złączyć łopatki i zawinąć przedramiona na żebrach. Chwilę później stała już ze sznurem w dłoni, patrząc na starszego z mężczyzn. Sebastianowi nie poświęciła nawet odrobiny uwagi. Nie chciał jej, jego sprawa.
- Wiem, że powinniśmy teraz przećwiczyć wiązania z tyłu, jednak wpierw chciałabym spytać o jakieś inne możliwości w miarę sprawnego uwolnienia się. Nie wliczając przy tym, oczywiście, noża czy rozerwania o jakieś inne ostre przedmioty. Co byłoby tutaj najlepszym wyjściem? – Spytała.




Hello darkness, my old friend,
I've come to talk with you again,
Because a vision softly creeping,
Left its seeds while I was sleeping,
And the vision that was planted in my brain.
Still remains.
Within the sound of silence.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2446-sebastian-lyberg#35066
http://panem.forumpl.net/t2448-sebastian#35071
http://panem.forumpl.net/t2447-sebastian-lyberg
Wiek : 17 lat
Zawód : złodziej, przemytnik
Przy sobie : nóż ceramiczny, trochę owoców, miska z sałatką, kilka kawałków ciasta, widelczyk do ciasta, łyżka, szkatułka, 6 tabletek do uzdatniania wody, plecak nr 3: jabłko, paralizator, śpiwór, zestaw plastrów i bandaży, leki przeciwbólowe; (kurs pierwszej pomocy, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, zwiększenie szans na powodzenie podczas walki wręcz)
Obrażenia : siniak na lewej skroni, powierzchowna rana na prawym ramieniu (zaklejona plastrem)

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Nie Sie 24, 2014 12:10 pm

Na słowa instruktora twarzy chłopaka nie mógł nie wykrzywić gorzki grymas. Czyli będzie tak, jak podejrzewał, co? Żadnych podpowiedzi, żadnych cholernych ułatwień, nic, co dałoby się pojąć rozumem. Miał się z tego cieszyć? No chyba nie, całe szczęście więc, że mężczyzna wcale radości nie oczekiwał. Szczerze mówiąc... Na tyle, na ile Bastian mógł pozwolić sobie na ocenę zupełnie nieznajomego człowieka, na tyle stwierdzał, że chyba nie tylko im nie podoba się idea Igrzysk. Niezadowolenie trybutów było oczywiste - wiecie, nie każdy ma aspiracje zostać świnią prowadzoną do ubojni - na tyle po instruktorach można by oczekiwać większego poparcia dla rozgrywek. Czyż nie byli selekcjonowani tak, by nie podkopywać autorytetu Coin i ważności podejmowanych przez nią decyzji? Cóż, najwyraźniej nie, przynajmniej nie całkiem.
Ostatecznie westchnął więc tylko cicho i pokręcił głową może nie z całkowitą rezygnacją, ale na pewno jej zalążkiem. Ponad uczenie się na własnych błędach przedkładał zawsze uprzednie analizowanie sytuacji tak, by błędów nie popełniać, ale na Arenie najwyraźniej nie miało to mieć zastosowania. Świetnie, naprawdę doskonale.
Bez słowa dał sobie związać ręce, nie patrząc przy tym, jaki węzeł stosuje mężczyzna. Nie chciał niczego sobie ułatwiać, wolał spróbować poradzić sobie bez wcześniej zdobytej wiedzy. Analizę splotu podjął więc dopiero wtedy, gdy węzeł był już gotowy. A jeśli chodzi do Delilah... Cóż, faktycznie nie poświęcał jej uwagi, choć gdyby wiedział, jak ona to odbiera, być może zachowałby się inaczej. Ostatecznie jednak całe to podejmowane przez nią nadinterpretowanie było mu obce i przez myśl mu nie przeszło, że jego chęć do nauczenia się czegokolwiek może zostać dopisana do kolejnego z jego grzechów.
Nie odzywając się więc do dziewczyny, nawet na nią nie spoglądając, skupił się na czekającym go zadaniu. Oczywiście, najbardziej znany chyba sposób uwolnienia się z najciaśniejszych choćby więzów obejmował natłuszczenie sobie dłoni - mydłem, masłem, nawet łojem z ubitego zwierzaka, jeśli tylko taki był dostępny - i siłowe przeciskanie rąk przez splot. Gdy przejdą nadgarstki, wtedy można uznać się już za wolnego. Metoda ta była jednak na tyle bolesna i, zazwyczaj, czasochłonna, że Bastian postanowił dać sobie z tym spokój i pomyśleć nad czymś innym.
I dobrze zrobił. Chwila poświęcona na rozgryzienie splotu wskazała, że był on... Prosty. Bardzo prosty. Może o to chodziło? O to, żeby chłopak pomyślał, a nie próbował rozwiązań siłowych, po które zwykle się sięga? Jeśli o to chodziło, to Lyberg chyba faktycznie zdał egzamin. Nie mogąc nie parsknąć cicho, po prostu... Obrócił ręce. Ciasny pozornie splot wiążący mu dłonie na krzyż rozluźnił się wtedy jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stając się szeroką pętlą którą spokojnie można było z siebie zrzucić. Fajne! Przy odpowiednio wysokiej dozie stresu, pod presją, mógłby tego nie zauważyć, mógłby zacząć się siłować - a skoro on mógł, mogliby i inni. Gdyby na Arenie przytrafiła się konieczność wzięcia jeńców, powinien o tym pamiętać.
Tym razem nie miał żadnych pytań. To znaczy, miał, przy czym jedyne, które mógłby zadać, pokrywało się z tym zadanym przez Delilah. Ostatecznie więc postanowił je jedynie uściślić, poniekąd udzielając też odpowiedzi swojej przyjaciółce:
- Wiem, że więzy można zsuwać po natłuszczonej skórze. Skąd jednak można tłuszcz wziąć? Pomijając mydło, masło czy olej, na które nie ma co na Arenie liczyć, oraz ewentualnie tłuszcz z upolowanego zwierzęcia, który też będzie trudny do zdobycia... - Bo widział kto kiedy polowanie i wytapianie tłuszczu ze związanymi rękoma? - ...muszą być jakie inne źródła, dostępne nawet przy byciu związanym.


zawsze chciałem tylko wiecznie żyć,
niczego więcej nie trzeba

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pon Sie 25, 2014 7:39 pm

KONIEC PIERWSZEGO DNIA TRENINGÓW

Ten dzień z pewnością był pełen wrażeń, trybuci byli świadkami nietypowej bójki, można więc powiedzieć, że zabawa była przednia! Mistrz Gry jest dumny ze swoich podopiecznych i życzy im miłego wypoczęcia, bo już od jutra rozpoczną się kolejne treningi - miejmy nadzieję, że równie fascynujące!

Trybuci mogą pisać w tematach już od jutra, przypominamy o tym, że aby uzyskać punkt, trzeba przeprowadzić interakcję z Mistrzem Gry, Trenerem lub trybutem, napisać w lokacji minimum dwa spójne i sensowne posty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2395-adah-haggard
http://panem.forumpl.net/t2390-adah-i-przyjaciele
http://panem.forumpl.net/t2391-adah
Wiek : 16
Zawód : Trybucenie
Obrażenia : Podejrzane wychudzenie

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Wto Sie 26, 2014 8:31 pm

Kolejny dzień. Kolejna noc. Świt i zmierzch. Czas.
Kontemplowałam nad czasem przez pół nocy. Ile mi go jeszcze zostało? Zawsze uwielbiałam łamigłówki i zagadki fizyczne i matematyczne w szkole. Byłam, nieskromnie mówiąc, asem z tej dziedziny. Najmądrzejsza w klasie. Może to dlatego, że nie władały mną komputery ani przyjaciele, nie poddawałam się zabawom ani potrzebom i zawsze myślałam chłodno. Uczyłam się jak robot, maszyna napędzana kaloriami i swoim bytem. Wszystko dzięki temu, że nie czułam bólu, strachu, szczęścia, podniecenia, miłości. Nic na mnie nie wpływało, i może tak jest lepiej. Dzięki temu jestem tym, czym jestem. Sprawiedliwością z krwi i kości. Nie wiem, czy chcę tym być. Może to szalone. A może po prostu dobre.
Jestem tym, czym jestem dzięki zmieniającemu mnie czasowi. Dzięki dniom i nocom, świtom i zmierzchom. Dzięki czasowi.
Drugą połowę nocy spędziłam na planowaniu strategii pod tytułem 'Jak załatwię Alexa'. Najbardziej impulsywną osobę, jaką widziałam. Bezpośrednia, nieprzewidywalna, nieroztropna. Zgubna dla mnie i pewnie dla wielu innych rywali. Zupełnie jak odwrotność mnie. Nie obawiałam się go, ponieważ nie obawiam się niczego, ale nie mogłam przekalkulować swoich szans co do niego. Zawsze zakładam wszystkie możliwe opcje, ale tym razem jest ich zbyt wiele. Mimo że nie praktycznie nie czuję zmęczenia, wciąż mam krew, kości i czaszkę, a w niej, nawet jeśli najsilniejszy, to nadal słaby w porównaniu do mechanicznych kalkulatorów mózg. Ciało jest moim więzieniem, ale i moim narzędziem. Dlatego nie mogę umrzeć, a czasami bardzo bym chciała. A może po prostu nie jestem pewna.
Rano doszłam do jednego wniosku. Że powinnam spać w nocy. Zrobiłam tylko małą drzemkę nad ranem, a później zaczęłam znowu świeżo myśleć. Wciąż jednak pozostaję zmęczona. Doszłam też do drugiego wniosku. Muszę znaleźć sojuszników. Na pewno nikt nie będzie chciał mnie takiej jaką jestem, szaloną, bezuczuciową, półżywą, półmaszynową. Dlatego będę musiała posłużyć się kilkoma informacjami, które nie będą prawdziwe.
Chciałam poćwiczyć wspinaczkę i poznać rośliny jadalne. Jestem jednak na to dzisiaj zbyt zmęczona. A raczej, moje ciało jest. Moje ciało samo z siebie ziewnęło i skierowałam się w kierunku czegoś, co wydawało mi się w miarę proste dla ospałej dziewczyny. Do stanowiska węzłów, pułapek i kamuflażu - kluczowego stanowiska dla mojej strategii na Arenie. Zapytałam nauczyciela krótko, a treściwie:
- Ludzie wieszają się w piwnicy - powiedziałam to w normalnym tonie. W naszej piwnicy często byli powieszeni ludzie, lecz pamiętałam, że normalnym ludziom może się to wydawać nieco dziwne - Mogę skonstruować pułapkę działającą na zasadzie wieszania? - musiałam też nauczyć się, jak konstruować liny do wspinania się. Zakładałam, że na Arenie te będą bardzo rozchwytywane pod Rogiem Obfitości, dlatego musiałam liczyć na lokalną florę - Jak mogę utkać linę i z jakich roślin? - dodałam. Miałam jeszcze kilka pytań - Co mogę przyczepić do liny, żeby ta stała się, hm, ostra? Chodzi mi o to, żeby miała kolce albo jakieś ciernie, które przebijają skórę. I jak mam to zrobić? - miałam nadzieję, że nauczyciel mnie rozumie. Może zadawałam pytania zbyt szybko i z góry, ale nie chciałam bawić się w zaprzyjaźnianie ani jakieś długie pogawędki - Jak mogę się uwolnić z pułapek? - rano zrobiłam sobie listę pytań na różne stanowiska. To odprężające zajęcie, zawsze lepsze od wysłuchiwania pewnego Amittla - No i jeszcze - czy nauczy mnie pan zaplatać węzły i się kamuflować? - przy tym ostatnim mój głos zmienił się na bardziej 'proszący', niż przy poprzednich. Ale nie dziwkarski! Praktyka czyni mistrza. Teoria mogła mi się przydać, ale co z tego, jeśli się okaże, że mam do tego dwie lewe ręce?
Czekałam na swojego mistrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Wto Sie 26, 2014 9:28 pm

Wysoki, jasnowłosy trener podszedł do trybutki i na przywitanie skinął jej głową, a potem, równie gładko jak ona, przeszedł do spraw szkolenia.
-Oczywiście, takie pułapki często są zastawiane na zwierzęta i są dość proste do skonstruowania. Należy zawiązać na lince dość luźny supeł, o tak- dodał, demonstrując wiązanie na trzymanym kawałku sznurka.- Jeśli jest dobrze zawiązany, przy lekkim przesunięciu ręką będzie się zacieśniał. Spróbuj sama.
Dodał, podając jej kawałek linki.
-Następnie bierzemy trzy kawałki drewna. Dwa z nich wbijamy równolegle do siebie, trzeci przywiązujemy do nich, na przykład linką albo wczepiając w wyrzeźbione nożem uchwyty, i przymocowujemy do niego linkę, tak, żeby pętla znajdowała się na dole. Za mostkiem kładziemy coś, co przyciągnie uwagę ofiary- jeśli przebiegnie przez bramkę, linka zaciśnie się na jej szyi i udusi ją.
Zakończył, po czym zachęcił dziewczynę nieco monotonnym głosem.
-Spróbuj sama.
W odpowiedzi na następne pytania ujął kilka grubych włókien i zaczął je ze sobą skręcać.
-Linę możesz stworzyć z włókien roślin o mocnych gałęziach lub grubych liściach. Aby sprawdzić ich wytrzymałość, musisz je rozwarstwić i spróbować rozerwać. Jeśli nie rozerwą się przy średnim natężeniu siły- możesz je wykorzystać. Najprostszym sposobem jest przeplatanie trzech włókien, zawijając je wokół siebie najciaśniej, jak jest to możliwe- podsumował, pokazując dziewczynie linę, którą sam właśnie plótł, powoli i cierpliwie. Widać, że nie była to pierwsza tego typu lekcja w jego karierze.
-Rośliny z kolcami i cierniami lepiej opisze Ci trener ze środowiska z roślinami, nie mam tu ich zbyt wiele- odparł, z nutą lekkiego przygnębienia w głosie, które zniknęło wraz z kolejnymi słowami.- Ale przyczepianie ich jest proste; wystarczy, że wpleciesz je pomiędzy dwa znajdujące się najbliżej siebie włókna. Co do pułapek zaś- jakie masz na myśli? Istnieje wiele rodzajów, jednak uniwersalnym sposobem jest posiadanie noża, gdyż większość trybutów pyta o pułapki tworzone z lin, które możesz przeciąć. Chyba, że chodzi Ci o jakiś konkretny typ.
Dodał jeszcze uprzejmie, prawie z zainteresowaniem obserwując ambitną trybutkę.
-Oczywiście- odpowiedział przyjaznym głosem, po czym wskazał dłonią na stanowisko pełne lin i małych opakowań z farbami.- Od czego wolałabyś zacząć?
Był zadowolony, że trafiła mu się trybutka, która wiedziała, czego chce, i na dodatek zdawała się być inteligentna, co wzbudzało jego uznanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2395-adah-haggard
http://panem.forumpl.net/t2390-adah-i-przyjaciele
http://panem.forumpl.net/t2391-adah
Wiek : 16
Zawód : Trybucenie
Obrażenia : Podejrzane wychudzenie

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sro Sie 27, 2014 9:35 pm

Trener zrozumiał mnie doskonale. Z początku miałam obawy, że tutejsi trenerzy są nauczeni tylko wiedzą 'z okładki', ale miłym zaskoczeniem okazało się, że potrafią wpoić nam umiejętności. Chwyciłam linę obiema rękami i wykonywałam wszystkie ruchy, które pokazywał mi Pan Blondyn. Zawiązałam mały supełek z naturalną dla mnie starannością. Nic mnie nie popędzało, nic mną nie poruszało. Miałam dużo czasu i ręce sapera lub chirurga. Taka się już urodziłam. Spokojna jak trup.
Powolutku przeciągnęłam linkę do siebie, a pętelka zaczęła się zacieśniać. Gdy dokładnie zbadałam, jak to wszystko działa, mocno szarpnęłam, tak eksperymentalnie - Następnie bierzemy trzy kawałki drewna. Dwa z nich wbijamy równolegle do siebie, trzeci przywiązujemy do nich, na przykład linką albo wczepiając w wyrzeźbione nożem uchwyty, i przymocowujemy do niego linkę, tak, żeby pętla znajdowała się na dole. Za mostkiem kładziemy coś, co przyciągnie uwagę ofiary- jeśli przebiegnie przez bramkę, linka zaciśnie się na jej szyi i udusi ją - w swojej umysłowej planszy, w swoim wirtualnym świecie wykonywałam wszystkie czynności w jednym momencie. Wyobrażałam sobie, jak działa ta zabójcza maszynka - Spróbuj sama.
Musiałam wkroczyć do akcji w prawdziwym świecie. Przedtem jednak automatycznie nasunęło mi się na język pewne pytanie.
- Jak zdobyć drewno? Podejrzewam, że nie znajdę gałęzi na tyle twardych, by utrzymały linkę, a jestem zbyt słaba, by ściąć drzewo samodzielnie - pamiętałam o swojej fizycznej słabości. Musiałam to brać pod uwagę za każdym razem.
Zaczęłam tworzenie prototypu pułapki. Podbiegłam do pudełeczka z drewnianymi kołkami lub czymś podobnym i wbiłam je w przeznaczoną do tego podłogę. Przechwyciłam jakąś linę i powiązałam oba kołki w piękny trójkąt. Do górnego wierzchołka przywiązałam morderczą linkę, która opuściła się. Dla zabawy sama stanęłam za bramką, ostrożnie poruszając się, aby nie dotknąć żadnej z linek. Gram ze śmiercią. Nie znałam pojęcia zabawy, ale chciałam obejrzeć pułapkę od środka. Gdybym znalazła się w podobnej, to byłoby dla mnie właściwe ostrzeżenie, by zachować czujność.
- Mam nadzieję, że zrobiłam to dobrze - zakończyłam zadanie dobrymi chęciami. Wydostałam się z pułapki, której w sumie nie chciało mi się rozbrajać. Może przyda się temu facetowi.
Przyszedł czas na wykład:
- Linę możesz stworzyć z włókien roślin o mocnych gałęziach lub grubych liściach. Aby sprawdzić ich wytrzymałość, musisz je rozwarstwić i spróbować rozerwać. Jeśli nie rozerwą się przy średnim natężeniu siły - możesz je wykorzystać. Najprostszym sposobem jest przeplatanie trzech włókien, zawijając je wokół siebie najciaśniej, jak jest to możliwe.
Przy średnim natężeniu siły. Od razu wiedziałam, że aby rozerwać rośliny, będę musiała użyć jakichś narzędzi pomocniczych. Chyba, że te rośliny nie są aż takie twarde. Zapamiętałam naukę i pomachałam głową w geście 'tak, rozumiem' - Rośliny z kolcami i cierniami lepiej opisze Ci trener ze środowiska z roślinami, nie mam tu ich zbyt wiele.
A więc wszystko sprowadza się do stanowiska z roślinami jadalnymi. Mój obowiązkowy punkt podróży. Wysłuchałam instrukcji robienia ciernistej liny i zapamiętałam ją. Odpowiedziałam na słowa trenera - Tego domyśliłam się sama. Chodzi mi o otwieranie zamków w drzwiach lub okien, o ucieczkę z rowów w ziemi lub z kajdanek - uznawałam, że kajdanki też są jako-taką pułapką. Nie miałam nadziei, że spotkam je akurat na Arenie, ale mogłam zadać trenerom wszystkie pytania. Zwłaszcza, że czasu zostało mi niewiele - A co, jeśli nie mam noża? Uda mi się przegryźć linę zębami? - z moją słabością było to wykluczone, jednak dodałam ostatnie pytanie.
- Oczywiście; od czego wolałabyś zacząć?
Spojrzałam w kierunku małego opakowania różnych rzeczy, których nie mogłam zidentyfikować z pewnej odległości. Po chwili jednak przeanalizowałam swoje pytanie i domyśliłam się, co może być w pudełku - Myślę, że ważniejszy może być kamuflaż. Na Arenie wolę grać bardziej pasywnie niż agresywnie - wyznałam, odgarniając niechciany kosmyk włosów sprzed lewego oka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2425-matthew-turner
http://panem.forumpl.net/t2444-matt
http://panem.forumpl.net/t2443-matthew-turner
Wiek : 19
Przy sobie : kurs pierwszej pomocy
Obrażenia : poparzona kwasem prawa dłoń, dodatkowo opuchnięta od ugryzienia szczura, głębokie rozcięcie na czole, poderżnięte gardło, śmierć

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Czw Sie 28, 2014 4:50 pm

/początek!

Drugi dzień treningów postanowił poświęcić na przyswojenie jak największej ilości informacji. Oczywiście był świadomy tego, że przeładowanie umysłu wiedzą dałoby odwrotny efekt i na koniec wiedziałby mniej niż przed samymi treningami. Nie było powodu, by na wstępie sobie szkodzić, dlatego też ograniczył się do dwóch stanowisk. Na pierwszy rzut poszły rośliny, którymi szczerze mówić nigdy w życiu się za bardzo nie interesował. Ot, wiedział, że łykołak zabija, czy aloes działa kojąco na rany, ale wiedza ta była porównywalna z tą posiadaną przez losowo wybranego nastolatka, który choć trochę uważał na zajęciach w szkole. Na arenie przydatne byłoby znacznie szersze zrozumienie tematu. Ile można nauczyć się w ciągu kilku godzin? Botanikiem z pewnością nie został, ale liczył, że to, co zapamiętał okaże się przydatne. Chyba, że arena okaże się być pokrytą lodem pustynią. Wówczas rośliny niekoniecznie będą tym, na czym powinien się skupić.
Po wszelkich truciznach, jadalnych owocach i korzonkach przyszła kolej na pułapki, węzły i kamuflaż. Zabawa połączona z nauką, o ile można tak można powiedzieć. Może na chwilę zapomni w trakcie wiązania lin, że pojutrze trafi na arenę, gdzie każdą minutę swojego życia poświęci na najbardziej pierwotne człowiekowi potrzeby.
Czy dobrze rozplanował sobie te trzy dni? Nie był tego pewien, ale chyba nie było już odwrotu. Wiedział już na czym będzie opierała się jego taktyka i tego się trzymał. Zmienianie czegokolwiek w tej chwili byłoby dalece nierozsądne.
Pojawił się przy stanowisku w chwili, gdy stali przy nim tylko jedna trybutka i jakiś trener.
Kiwnął głową temu drugiemu, a w stronę dziewczyny posłał coś na kształt uśmiechu, choć raczej radosnym powitaniem tego raczej nie można było nazwać. Nie był w nastroju do rzucania się komukolwiek na szyję, chociaż prawdę mówiąc to nie zrobiłby tego nawet wówczas, gdyby nie brali udziału w igrzyskach.
- Turner - darował już sobie słowne powitanie i od niechcenia rzucone nazwisko było wszystkim na co mogli w tej chwili liczyć - Pułapki i kamuflaż - zaczął bez zbędnych wprowadzeń - Ludzie są sprytniejsi niż zwierzęta i zwykła pułapka na nich nie wystarczy. Jak skonstruować coś na co się nabiorą? - jeżeli trafią na arenę, gdzie będą przedstawiciele jakiejś mniejszej fauny to jedzenie sobie jakoś upoluje, choćby jakimś prostym mechanizmem z zapadnią. Dwa patyki, kawałek sznurka i przynęta. Na trybutów to jednak nie zadziała. Chyba, że jego przeciwnicy są wyjątkowo głupi, ale w to wątpił, bo zdążył już przed paradą trochę się rozeznać.
- Natomiast jeżeli chodzi o kamuflaż... - przestąpił z nogi na nogę - Da się jakoś do tego wykorzystać to, co znajdziemy na arenie? To znaczy, głupie pytanie - pokręcił głową przygryzając chwilę dolną wargę - Jak wykorzystać to, co tam będzie, by było skuteczne? - teraz dopiero czuł, że zapytał dokładnie o to, o co chciał - Oczywistym jest, że farby nie będą dostępne - przeniósł na krótką chwilę wzrok na puszki z kolorową zawartością - Chyba, że mentor nam je prześle - skrzywił się. Ciężko było powiedzieć, żeby ta gra była wyrównana. Już na starcie byli lepsi i gorsi, a on uświadomił sobie jakiś czas temu, że należy do drugiej grupy. Nie był kimś, kto umiejętnie zdobywałby sponsorów. I znowu wracamy do jego ojca, który przetrzymując syna przez większą część jego życia w zamknięciu pozbawił go zdolności, którymi poszczycić mógł się prawie każdy Kapitolińczyk. Knucie, sztuczne uśmiechy i przede wszystkim lawirowanie słowem w taki sposób, by osiągnąć własne cele były mu niestety obce, a mogłyby się okazać tak bardzo przydatne w tej chwili...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Czw Sie 28, 2014 7:49 pm

Adah

Jasnowłosy trener w zamyśleniu potarł podbródek.
-Cóż, jeżeli nie uda Ci się znaleźć odpowiednich gałęzi, najlepiej byłoby ściąć jedną z nich, to najczęściej używany materiał do tego typu pułapek. Lecz jeśli nie wystarczy Ci do tego siły, potrzebny Ci będzie nóż. Znajdź powalony konar albo wysokie, mocne drzewo, i postaraj się odciąć szerokie płaty kory i drewna w najbardziej zgrubiałym miejscu. To jedyne rozwiązanie, które mogę Ci zaproponować.- Stwierdził po chwili, kiwając głową na potwierdzenie własnych słów. Z lekkim niepokojem obserwował kręcącą się wobec pułapki trybutkę, żeby odetchnąć cicho, kiedy wróciła do zadawania pytań. Wcześniej tylko skinął jej z uśmiechem, mówiąc krótko:
-Świetnie zbudowana pułapka.
Przy następnym pytaniu trener ujął lekko rękę Adah i obejrzał ją ostrożnie, żeby zaraz puścić dziewczynę.
-Masz dość drobne dłonie- wyjaśnił swoje zachowanie, żeby zaraz kontynuować.- Jeśli kajdanki będą nieco luźniejsze, możesz spróbować lekko skulić dłoń do środka, o tak.
Mówiąc to, wskazał jej opisywany ruch na własnej dłoni, szerokiej i mocnej, która zdecydowanie nie przecisnęłaby się przez żadne kajdanki.
-Kiedy tak ją zegniesz, możesz spróbować delikatnym, ale szybkim ruchem pociągnąć dłoń w dół. Jeśli skulisz ją wystarczająco mocno, powinny ustąpić. Jeśli nie, możesz próbować rozłupać słaby element zaostrzonym kamieniem- kontynuował, wskazując na cienkie łączenie leżących na stole kajdanek.- Albo otworzyć je ostrzem noża. Pamiętaj, nóż to klucz przetrwania na Arenie. Jeśli go zdobędziesz, możesz spróbować rozkręcić miejsce na kluczyk. Włóż ostrze do zamka i najpierw przekręć w jedną stronę, potem wyjmij je i przekręć w drugą stronę; i tak aż do skutku. Po kilku próbach zamek powinien się otworzyć. Co do zamków w drzwiach i oknach- istnieje tyle samo rozwiązań, co rodzajów zamknięć. Najczęstszym sposobem otwierania jest jednak podważanie ostrzem od dołu, albo otwieranie zamka nożem, tak, jak pokażę Ci to na kajdankach. Najpierw jednak rowy w ziemi. Jeśli będziesz w posiadaniu liny, wystarczy ją zapętlić, zawiązując taki węzeł i zarzucając go na coś, co znajduje się poza rowem. Wtedy możesz zacząć się wspinać przy jednoczesnej asekuracji liną.
Dodał, następnie powoli zawiązał węzeł i podał dziewczynie kawałek sznurka, zachęcając gestem, żeby spróbowała tego samego. Kiedy już skończyła, wziął nóż i złapał za kajdanki. Powtarzając całą sekwencję dotyczącą otwierania zamka nożem, przedstawił ją na kajdankach- puściły. Uśmiechnął się z zadowoleniem i zapytał:
-Chcesz spróbować?
Następnie gestem zachęcił ją do podejścia do stanowiska z farbami.
-Potrafisz malować?- Zapytał uprzejmym głosem, wykładając na stół trochę roślin, owoców, nóż i dwa kawałki drewna.

Matthew

Zza rogu wyłoniła się drobna trenerka o ostrych rysach twarzy i nieco władczym uśmiechu.
-Thompson- rzuciła krótko w odpowiedzi na przywitanie chłopaka, żeby zaraz dodać.- Najpierw odpowiem na Twoje indywidualne pytania, potem, jeśli zechcesz, możesz dołączyć do mojego kolegi i do tamtej dziewczyny.
Kiwnęła głową, myśląc nad odpowiedzią na jego pytanie.
-To zależy od tego, czy masz na myśli jakiś konkretny typ pułapki. Możesz skonstruować najprostszą z nich- jeśli trafi Wam się Arena z lasem, możesz wykopać dół głęboki na conajmniej dwa i pół metra. Z drobnych, cienkich gałązek ławo zbudujesz najprostszą kratownicę- łączenia możesz zawiązać liną albo przykleić żywicą z drzew. Kratownica musi być nieco szersza od wykopanego dołu, tak, abyś swobodnie mógł go nią przykryć. Wystarczy, że zasypiesz ją odrobiną mchu, liści, trawy i patyków- i pułapka gotowa. Kratownica załamie się pod ciężarem trybuta, który na nią wejdzie i wkrótce znajdzie się na dole wraz z jej resztkami. Pamiętaj tylko, aby oznakować ją w widoczny dla siebie sposób- ciężko się z niej uwolnić bez pomocy z zewnątrz.
Znowu kiwnęła głową, tym razem z wyraźnym zadowoleniem.
-Konkretne pytania, to lubię- wyjaśniła oschłym głosem, pasującym do jej surowej twarzy, żeby zaraz kontynuować.- Możesz wykorzystać większość owoców- jagody, czerwona porzeczka i jeżyny dają ładne, wyraźne kolory. Pamiętaj jednak, żeby nie pomylić jagód z łykołakami; koniecznie zerknij na stanowisko roślin jadalnych. Możesz wykorzystać zwykłe błoto albo piasek, ten drugi możesz zafarbować również sokiem z owoców. Możesz wykorzystać żółtą ochrę, muł rzeczny, korzenie, jak u alkanny barwierskiej, liście, jak u indygowca barwierskiego, kwiaty, jak naprzykład u prawoślazu różowego, nawet krew- w kamuflażu wszystko potrafi być przydatne.- Przy każdej roślinie zatrzymywała się na chwilę i podawała je trybutowi, w ten sposób utrwalając ich wygląd w jego pamięci. Jednocześnie wskazywała wolną dłonią na paletę z farbami, wskazując uzyskiwane z tych roślin kolory.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t2425-matthew-turner
http://panem.forumpl.net/t2444-matt
http://panem.forumpl.net/t2443-matthew-turner
Wiek : 19
Przy sobie : kurs pierwszej pomocy
Obrażenia : poparzona kwasem prawa dłoń, dodatkowo opuchnięta od ugryzienia szczura, głębokie rozcięcie na czole, poderżnięte gardło, śmierć

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pią Sie 29, 2014 12:12 am

Trenerka, która miała odpowiedzieć na jego pytania wyglądała dość groźnie, ale było to tylko pierwsze wrażenie. Matt przywykł już, żeby nie wierzyć w to co widzi, bo w tym świecie większość ludzi swoje prawdziwe oblicze skrywało za perfekcyjnymi uśmiechami, by w zaciszu swych willi oddawać się najprzeróżniejszym zboczeniom.
- Jasne - przytaknął. Obojętne mu było kto będzie mu dawał wskazówki, choć wolałby nie mówić zbyt wiele na temat tego co planuje w obecności innych trybutów. Zwłaszcza takich, których nie znał. Sojusze, sojusze i jeszcze raz sojusze. Ciągle o tym rozmyślał, ale ciężko było o takowym mówić w chwili, gdy zostało się rzuconym w grupę nieznajomych. Może mógłby w jakiś ograniczony sposób udowodnić 'chłopakowi bez spodni'. W końcu ten już pokazał wszystko co miał do pokazania, więc nie zostało mu już nic do ukrycia. Poza tym Matt był pewien, że na arenie pojawi się też Amanda, ale pomimo niezliczonych prób odnalezienia jej w ośrodku wciąż mu się to nie udało. Kilkakrotnie odwiedzał jej pokój, ale nigdy jej tam nie zastał. Każdego dnia rozglądał się za nią na treningach, ale nigdy nie dostrzegł tej wątłej sylwetki pośród trybutów zbierających się wokół stanowisk. Co jeśli nie będą mieli okazji porozmawiać aż do czasu rozpoczęcia igrzysk? Na arenie nie będzie to już takie proste...
- To powinno spełnić swoją rolę - pokiwał głową wysłuchując wskazówek na temat pułapki, którą próbował sobie zobrazować w głowie. Można dodać jakieś dodatkowe 'atrakcje' w postaci zaostrzonych kijów zanurzonych w truciźnie, czy kilku jadowitych zwierząt. Przerażało go, że w ogóle myśli o takich rzeczach, ale chyba zaczęły nim kierować pierwotne instynkty. Zupełnie jak dawniej Alvertus, tyle że w przeciwieństwie do ojca chłopak rozmyślał mordowaniu ludzi, a nie ich pieprzeniu.
Zdawał sobie sprawę, że arena to zupełnie inne miejsce niż ośrodek szkoleniowy, który dostarczał im wszystko to, czego akurat potrzebowali. Prawda była taka, że rzucą ich w kompletnie obce im miejsce bez środków do życia.
- Tak, tak - znów zaczął kiwać głową - Już tam byłem - jedno ze stanowisk, z którego zdobyta wiedza najbardziej mu się przyda w trakcie igrzysk. Raz, że będzie wiedział co może zjeść, dwa czym zatruć strzały, trzy, co wykorzystać w razie potrzeby wyeliminowania kogoś w szybki i skuteczny sposób, i po czwarte, czym się leczyć. Jeżeli wyjdzie z tego cało to szczerze podziękuje facetowi, który go szkolił.
Brał w dłonie kolejne rośliny uważnie je oglądając. Kolejna zielenina, którą będzie musiał zapamiętać, ale miał motywację. W końcu od tego zależało jego życie...
- Da się jakoś wykorzystać kamuflaż w warunkach pustynnych, czy nawet w śniegu? - na tym ostatnim trybut w zwykłym stroju będzie widoczny niczym zwierzyna na ustawianych polowaniach - Kolory raczej nie bardzo się zdarzą na białym tle - westchnął lekko uśmiechając się delikatnie do trenerki, która chyba naprawdę była dość surową osobą, ale za to niezwykle konkretną, co było ogromną zaletą.
- Mógłbym prosić o jakieś wskazówki dotyczące węzłów? - skoro już tutaj przyszedł to dobrze byłoby dowiedzieć się jak najwięcej - Lina nie zawsze będzie pod ręką, może da się do tego wykorzystać liany? Jeśli tak, to wiązać je tak, jakbym miał do czynienia ze zwykłą liną? - nie wiadomo co w tym roku zaplanowali projektanci, więc przygotowany musiał być na każdą okoliczność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Pią Sie 29, 2014 11:02 pm

Matthew

Trenerka kiwnęła zdecydowanie głową w odpowiedzi na jego pytanie.
-Tak, oczywiście, że tak, chociaż w takich warunkach kamuflaż sprawia więcej kłopotów z przygotowaniem i ze zdobyciem odpowiednich materiałów- wyjaśniła krótko, żeby po chwili rozwinąć odpowiedź.- Kamuflaż na pustyni po czasie utworzy się właściwie niemalże samoistnie- jeśli Organizatorzy ześlą Wam wiatr, piasek szybko przyczepi się do Waszej skóry, włosów, odzieży i utworzy pewnego rodzaju rdzawą skorupę. Możesz uzupełnić kamuflaż za pomocą odrobiny wody i piasku, możesz też wykorzystać nieliczne rośliny, na które możesz się natknąć. W przypadku śniegu najlepiej jest oczywiście ukryć się w zaspie lub przysypać śniegiem. Wątpliwe jest znalezienie barwników; wszystkie przydatne rośliny nie wykiełkują pod śniegiem.
W odpowiedzi na jego słowa również uśmiechnęła się lekko.
-Masz rację- odparła życzliwym głosem, na chwilę tracąc poprzednią surowość, do której jednak powróciła tuż po wypowiedzeniu tych słów.- I oczywiście, że możesz.
Dodała, żeby zaraz kontynuować, splatając ze sobą dłonie.
-Liany są dobrym materiałem do tworzenia węzłów, jednak najpierw musisz sprawdzić ich wytrzymałość- niektóre są bardziej elastyczne, niektóre szybko pękają pod wpływem nacisku. Spróbuj zawiązać przykładowy węzeł i ciągnąć za lianę z różną siłą, lecz nie taką, której użyłbyś, chcąc coś rozerwać. Jeśli wytrzyma nacisk, możesz ją wykorzystać jak zwyczajną linę.
Zakończyła wypowiedź z taką samą pewnością, z jaką ją rozpoczęła, posyłając mu uważne spojrzenie w oczekiwaniu na inne pytania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sob Sie 30, 2014 3:09 am

KONIEC DRUGIEGO DNIA TRENINGÓW

Drugi dzień upłynął bez żadnych, nawet najmniejszych niespodzianek. Trybuci grzecznie pilnowali swoich miejsc treningowych i poznawali lepiej swoje mocne oraz słabe strony. Mistrz Gry nie jest dumny ze swoim dzieci tak samo jak pierwszego dnia, ponieważ aktywność nieco spadła. Mimo to wierzy, że odnajdą w sobie większe pokłady weny, zaskakując go wybitnie czynną grą.
Od dziś rozpoczyna się ostatni dzień szkolenia. Czy będzie owocny? To już zależy od Was samych!

Trybuci mogą pisać w czasoprzestrzeni trzeciego dnia szkolenia od tego momentu. Zasady pozostają niezmienne - aby uzyskać punkt, trzeba przeprowadzić interakcję z Mistrzem Gry, trenerem lub trybutem, co jest jednoznaczne z napisaniem w lokacji minimum dwóch spójnych i sensownych postów.

Punktacja dnia drugiego pojawi się w godzinach popołudniowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Sro Wrz 03, 2014 2:40 am

KONIEC TRZECIEGO DNIA TRENINGÓW

Trzeci dzień upłynął spokojnie i bez większych komplikacji, obyło się bez krwawych niespodzianek i poważnych zamachów na psychikę. Trybuci zachowywali się jak należało, w sposób kulturalny utrzymując odpowiednie kontakty z towarzyszami ich doli oraz trenerami, zdobywając wiedzę potrzebną im do przetrwania na Arenie. Mimo iż aktywność na treningach tego dnia była najmniejsza Mistrz Gry nadal pozostaje dumny ze swoich dzieci, mając świadomość, iż rozpoczynająca się szkoła mogła pochłonąć ich uwagę. Od dziś możecie się zatem cieszyć chwilą wolności, zbierając pokłady weny na rozpoczynające się niebawem pokazy indywidualne.

Od tego momentu do czasu rozpoczęcia pokazów możecie spokojnie prowadzić interakcje między sobą.

Punktacja dnia trzeciego pojawi się w godzinach popołudniowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2393-tyler-dawson
http://panem.forumpl.net/t2409-tyler
http://panem.forumpl.net/t2408-tyler-dawson
http://panem.forumpl.net/t2422-tyler
http://panem.forumpl.net/t3244-clara-fairbain-frederick-rivendelle
Wiek : 23 lata
Zawód : technik w hotelu
Przy sobie : telefon, klucze, fałszywe dokumenty (Frederic Ravendille)
Znaki szczególne : często okulary-zerówki, skórzana kurtka, krótsze włosy

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Nie Wrz 14, 2014 8:38 pm

Apartament Mayi

Marzenia to chyba jeden z najlepszych aspektów życia ludzkiego, ale wiecie, co jest jeszcze lepsze? Ich spełnienie.
Któregoś wieczoru, leżąc w łóżku i próbując zasnąć, przyszedł mu do głowy pomysł. Ot zwykła wizja, z pozoru głupawa i niemożliwa do realizacji, jedna z tych, o których zapomina się po kilku minutach. Tym razem tak nie było. Nawet nie zauważył, kiedy zaczął ją rozwijać, wzbogacać o kolejne szczegóły, eliminować ewentualne przeszkody i udoskonalać aż stała się bardziej osiągalna. Początkowo miała to być tylko zabawa, naiwna fantazja, dopiero po paru godzinach zaczął myśleć o niej na poważnie. Następnego ranka rozpisał wszystko jeszcze raz, krok po kroku, kilka razy analizując każde posunięcie, kreśląc oraz wydłużając listę niezbędnych rzeczy. Potem zaczął się etap przygotowań, podczas którego zbierał lub kupował kolejne przedmioty, wycinał zdjęcia z gazet, wykorzystywał wszystkie przydatne znajomości, a czasem udawał się do miejsc, gdzie, w każdej innej sytuacji, nie postawiłby swojej stopy. Pewne sprawy wymagają poświęceń i Tyler uznał, że to właśnie była ta sprawa. Następnie jeszcze przez parę dni sprawdzał, czy wszystko na pewno ma, czy uwzględnił każdą ewentualność, a potem oczyma wyobraźni oglądał całe to przedstawienie, w duchu odliczając kolejne godziny.
Patrząc na to z perspektywy czasu, stwierdził, że chyba nie do końca wierzył, iż naprawdę zamierza to zrobić. Co prawda wykonywał te wszystkie czynności, na własnej skórze odczuwał trud osiągnięcia niektórych efektów, a mimo to nie docierało do niego, że lada moment jego plan nie będzie już tylko pokreślonym schematem spisanym szybko na kartce papieru. Z każdą chwilą urzeczywistniał się coraz bardziej, stając się ucieleśnieniem naiwnego marzenia wyśnionego tuż przed zaśnięciem.
Szczerze? Był z siebie zadowolony i to tak naprawdę. Nawet teraz, gdy szedł klatką schodową, uśmiechał się pod nosem. Miał dziś więcej niż jeden powód, aby nie tracić świetnego nastroju – to był ich wieczór, wielki tryumf Mayi i Tylera nad Almą, jasnego Kapitolu nad szarą Trzynastką. Sam prezydent Snow z pewnością chciałby ujrzeć podobną wygraną. Nie żeby Dawson opowiadał się za jego powrotem do poprzedniego reżimu. Po prostu pozwolił porwać się chwili, wyobrażając sobie ostateczny efekt ich dzieła. O ile tylko faktycznie wszystko będzie zgadzało się z jego wizją. Starał się nie myśleć, że coś jednak mogłoby pójść nie tak. Mówią, że połowa sukcesu to wiara, więc, na wszelki wypadek, postanowił być dobrej myśli trochę bardziej niż potrzeba. Gdyby nie walizka ciążąca mu w dłoniach, z tej radości puściłby z dymem cały Ośrodek Szkoleniowy. Szkoda tylko, że byłoby to powielenie sytuacji z zeszłego roku.
W końcu dotarli na piętro -2, gdzie mieściła się oczekiwana sala treningowa. Nie obawiając się już kamer, spokojnie przemierzył niedużą odległość dzielącą go od drzwi. Zatrzymał się dopiero przy nich. – Wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze? – zapytał, zerkając spokojnie na swoją towarzyszkę. – Że oni nigdy nie zamykają tego miejsca – odpowiedział sam sobie, a potem sięgnął przez koszulkę do klamki, ciągnąc do siebie wrota. Zgodnie z jego słowami ustąpiły od razu, ukazując przed nimi ciemne wnętrze. – Czyli tak naprawdę się tu nie włamujemy.
Dżentelmeńskim gestem wskazał, aby szła pierwsza. Dopiero gdy sam minął próg, zapalił światło (oczywiście też unikając zostawiania śladów) i zamknął za nimi drzwi. Ustawił walizkę mniej więcej na środku, założył rękawiczki i przez chwilę rozglądał się ciekawie po ogromnym pomieszczeniu. Tak jak podejrzewał było wystarczająco dużo miejsca, aby przeprowadzić ich akcje. Jedyne, co musieli zrobić to pospieszyć się, aby nikt ich nie nakrył. Na szczęście miał wszystko tak przygotowane, że na każde stanowisko przypadały średnio trzy – cztery minuty.
Czuł jak serce mocniej bije w jego piersi. Adrenalina razem z krwią wypełniała każdy skrawek jego ciała. Nie potrafił stać bezczynnie w miejscu, chciał już zaczynać. Zanim jednak to zrobił, ostatni raz spojrzał na Mayę. Kąciki ust uniosły się jeszcze wyżej. Ciekawe, czy ona też była podekscytowana tak samo jak on.
- Wiesz co robić? – Właściwie to bardziej stwierdził niż zapytał. Niby tłumaczył jej wszystko w apartamencie, ale na wszelki wypadek postanowił przypomnieć jeszcze skróconą wersję kolejnych działań. Sięgnął po pierwsze z brzegu zdjęcie, pokazując Mayi jego tył. – Tu masz taśmę dwustronną, po prostu zdejmujesz ją, przykładasz do ściany i voilà. Fotografia obok fotografii, ale w paru rzędach. Najlepiej wcześniej weź rękawiczki. Przede wszystkim nie bawimy się w szczegóły, nie ma czasu na precyzję – poinstruował ją. Dopiero po chwili dostrzegł to krzywe spojrzenie, jakie posłała mu w odpowiedzi i zaśmiał się. Może i trochę przesadzał, lecz chęć działania rozpierała go od środka. – Nie patrz tak na mnie – powiedział, bezradnie rozkładając ręce. Potem sięgnął po swoje materiały, przystępując do pierwszego etapu.
Stanowisko walki – tak właśnie brzmiała nazwa jego celu. Był to najdłuższy przystanek. Rozłożył przed sobą 35 biało-czarnych fotografii przedstawiających osoby różnej płci, w różnym wieku i pozornie w ogóle ze sobą nie powiązanych, m.in. Cathleen Breefling, Amelie Demarchelier, Ophelie Carter, Rosemary Daignault, małżeństwo Odair, mężczyznę o nazwisku Bergstein, Fitzpatrick Ainstworth, kogoś z rodziny McGann. Nie znał tych wszystkich ludzi, nieliczne nazwiska coś mu mówiły, jednak nie o to tu chodziło. Zdobył te zdjęcia, aby uczcić pamięć wszystkich ofiar rebelii. Osób, które oddały własne życie za bezpieczne i wolne od Igrzysk Panem, a tym czasem ich dzieci znów zostały posłane na arenę, aby walczyć na śmierć i życie. Alma Coin była za nich odpowiedzialna, dała nadzieję, a teraz bezpowrotnie ją odebrała.
Tyler sięgał po kolejne kadry i przyklejał je jeden obok drugiego w dowolnej kolejności. W tej chwili nie liczyło się kim byli i czego dokonali – w obliczu tego wszystkiego, co ich spotkało, stali się równi. Pięć rzędów po siedem ujęć twarzy, które zaufały i uwierzyły w szanse na lepsze państwo, a teraz mogły już tylko patrzeć z góry na to, co wyrabia ich wielka pani prezydent. W tych okolicznościach wyglądało to, jakby ich śmierć poszła na marne.
Kiedy skończył, ustawił pod nimi święcę i ostrożnie ją zapalił. Cała radość uleciała z niego wraz z tym krótkim gestem. Zrobiło mu się jakoś ciężko na sercu. Przez dłuższą chwilę nie mógł oderwać wzroku od jasnego płomienia, który powoli ogarniał knot. Myślał o swoim bracie, o tym, że on też powinien zawisnąć na tej ścianie, tak jak wiele innych osób, które musieli pominąć. To trochę jak z pamięcią – nie da się spamiętać wszystkich, którzy zginęli, możemy jedynie zachować pojedyncze jednostki, które jakoś zapisały się na kartach historii albo przypominają nam się ze względu na teraźniejsze okoliczności. Kiedyś, gdy i my ulecimy z tego świata, nie będzie nikogo, kto pamiętałby o zwykłym chłopaku, który pewnego razu postanowił zrobić coś dla innych.
W końcu otrząsnął się, wyjął telefon i zrobił nim zdjęcie swojego dzieła. Zniszczenia dokonane przez rebelie mogły być ogromne, ale nigdy nie osiągną rozmiarów tego, czego dokonała ona z ludzkim życiem.
Kolejne było stanowisko roślin jadalnych. W dłoni ściskał już kolejne fotografie, tym razem tylko cztery: Morraine Lowell, James Wollner, Aart Miksa oraz Arthur Oshima. Tak samo biało-czarne, wyraźnie zaznaczające, że i oni odeszli z tego świata. Kiedy? Słynna wyprawa do Trzynastki mająca na celu dostarczenie leku, uratowanie ludzi z Kapitolu. Co poszło nie tak? Czyżby Alma zerwała kontakt ze swoim rodzimym dystryktem i pozwoliła na wylot dwóch grup do miejsca, które już nie było bezpieczne? Tyler nie wiedział do końca, co ma myśleć o tej sprawie, ale nie dało się zaprzeczyć, że były to kolejne osoby, które zginęły pod skrzydłami Coin, więc idealnie wpisywali się do wizji chłopaka. Ten wieczór miał być wieczorem rehabilitacji. Co prawda psycholog był z niego średni, ale nie potrzebował odpowiedniego wykształcenia, aby wiedzieć, iż w końcu przyszedł czas, żeby Alma spojrzała wstecz i zobaczyła, ile trupów wyścielało ścieżkę jej kariery. Może i było to mało prawdopodobne, ale kto mu zabronił pomarzyć? Czasem one po prostu się spełniają.
Gdy wszystko było gotowe, powtórzył rytuał z zapaleniem świecy i uchwyceniem całości telefonem, a potem podszedł dalej, do stanowiska pirotechnicznego. Zostało już tylko 20 fotografii, a wśród nich nie było ani jednego dorosłego. Chodziło oczywiście o trybutów 75. Głodowych Igrzysk, kolejne ofiary łaskawej pani prezydent. Organizując tamto wydarzenie, udowodniła, że wcale nie jest lepsza od Snowa. Bez względu na to, jacy byli Kapitolińczycy, nie zasługiwali na to, aby ich dzieci zaznały losu Dystrykczyków. Coin mogła zasłaniać się bezsensownymi wyjaśnieniami, mogła próbować wmówić sobie, że zrobiła tego, czego żądał lud, ale wszystkie te argumenty traciły w oczach, kiedy myślało się o śmierci kolejnych niewinnych. Już szczególnie w obliczu teraźniejszych wydarzeń. Czy nadal tak wiele osób wierzyło w słuszność śmierci rdzennych mieszkańców stolicy?
Po kilku minutach było po wszystkim. Trzy stanowiska – trzy grupy ludzi. Odwrócił się, szukając wzrokiem Mayi, a gdy ją odnalazł, okazało się, że ona też już skończyła. Podszedł do miejsca, w którym czekała. Uśmiechnął się, widząc ostatni, być może najważniejszy, papierowy kadr w jej dłoniach. Kiedy zbliżała się do ściany obok stanowiska zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu, obserwował uważnie każdy ruch dziewczyny. Widział jak zrywa papierek z taśmy, przykłada fotografie, a potem delikatnie je wygładza. Gdy się w końcu odsunęła, z przeklejonego zdjęcia patrzyła na niego sama Alma Coin. Zaplótł dłonie na wysokości klatki piersiowej i odetchnął z wyraźną ulgą. Koniec.
- Jak się czujesz? – zapytał. On miał się dobrze. Zmęczony, ale zadowolony. Dziwne, bo biorąc pod uwagę czynności, jakich właśnie się dopuścił, jego sumienie zdawało się być lżejsze niż zwykle. Jakby te kilka czynności oczyściło je z wszelkich smutków i wątpliwości, wlewając w zamian spokój i pogodę ducha. – Myślisz, że powinienem gdzieś powysyłać te zdjęcia? – Spojrzał na nią uważnie. Znając życie, kiedy tylko to wszystko zostanie ujawnione, władze będą próbować ukryć fakt istnienia ścian pamięci w Ośrodku Szkoleniowym, a jednak miło byłoby, gdyby inni też przypomnieli sobie o ofiarach ostatnich dwóch lat. No chyba że zostanie zaszczycony i Strażnicy Pokoju przygotują dla niego list gończy, a potem zabłyśnie na publicznej egzekucji jako ten, który dopuścił się wykroczenia przeciw władzy w imię wyższego dobra. Ah, marzenia, marzenia.
Wsadził ręce do kieszeni, czekając na odpowiedź Mayi. Zaraz będą musieli się stąd zbierać. Przecież czekał na nich jeszcze cudowny, dwuosobowy wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t2379-maya-griffin
http://panem.forumpl.net/t2405-maya
http://panem.forumpl.net/f140-skrzynki-kontaktowe
http://panem.forumpl.net/t2429-maya#34760
Wiek : 19 lat
Przy sobie :
Znaki szczególne : krótsze włosy (tak do ramion), ciemnobrązowe soczewki kontaktowe

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   Nie Wrz 21, 2014 9:33 pm

|apartament
W pewnym momencie zawsze nadchodzi ta chwila, w której zastanawiamy się, czy nie jest to niesamowite? Jak życie potrafi zmienić się w ciągu jednej sekundy. Nagle siedzi na własnej kanapie, dręczona wyrzutami sumienia, po raz pierwszy w swoim życiu, żeby zaraz potem zająć miejsce w pochodzie śmierci. Nie planowała tego, no pewnie, że nie. Takich rzeczy się nie planuje, one po prostu przychodzą, w najmniej oczekiwanym momencie. Tak samo Maya nie planowała tego w jaki sposób chciała by umrzeć. Z jej sposobem patrzenia na świat sądziła, iż tak przyziemne sprawy jej nie dotyczą. A jednak, jak zwykle rzeczywistość okazała się zupełnie być zupełnie inną i, niestety, bardziej bolesną. Na Griffin spadła nieoczekiwanie, jak zresztą wszystko złe, co przytrafia się w naszym życiu. Musiała więc zacząć pojmować wagę sytuacji, która spoczywała na jej barkach.
Bardziej niż śmierci nie spodziewała się miłości, która mogłaby konkurować z tym pierwszym w kategorii najcięższych życiowych doświadczeń, jakie przyszło jej znosić w ciągu kilku ostatnich dni. To nie było przeznaczone dla niej. Nie potrafiła kochać, nigdy nie kochała i nie sądziła, że kiedykolwiek jej się to uda. A jednak, kolejne zaskoczenie. Nie była zdziwiona, Los zaskakiwał ludzi zbyt często. Nie mogła też powiedzieć, że jest jej z tym źle. Oczywiście, wizja śmierci wisząca na jej karku nawet w najmniejszym stopniu nie była miła czy też przyjemna. Wbrew wszystkiemu życie naprawdę jej się podobało, zwłaszcza wtedy, gdy odkryła niemalże wszelkie jego tajniki. Powoli chyba jednak zaczynała godzić się ze swoim losem i zamiast użalać się nad sobą samą i tym, jak mało czasu już jej pozostało, wolała zapomnieć o tym i po prostu żyć tak, jakby nic nie miało się wydarzyć.
Nie zamierzała oglądać filmów ani jeść lodów, choć po głębszym przemyśleniu nie był to aż taki zły pomysł. Szczerze mówiąc nie miała planów na ten wieczór. Wiedziała, że uwaga większości Kapitolu skupiona będzie na bankiecie, ale nie zamierzała tego w żaden sposób wykorzystać. To było kolejnym powodem dla którego ucieszyła się, iż Tyler postanowił ją odwiedzić, z dość zaskakującym pomysłem. Oczywiście, domyślała się, co może mieć w zamiarze i chyba cieszyła się jeszcze bardziej. Jeśli umierać, to z godnością, pozostawiając coś, co zostanie zapamiętane. A to miało utkwić w pamięci tych, którym przyjdzie to zobaczyć.
Musiała jednak przyznać, rzecz jasna nie na głos, ale przed samą sobą, iż chłopak ją zaskoczył. Spodziewałaby się raczej (oczywiście nie spodziewała się niczego) czegoś jak przesłodzony i romantyczny wieczór we dwoje, podczas którego będą starali się udawać, że ona wcale nie bierze udziału w Igrzyskach i że szanse na jej przetrwanie są naprawdę niewielkie. Gdyby przyszedł z taką propozycją prawdopodobnie zatrzasnęłaby mu drzwi przed nosem. Dobrze wiedziała, że udawanie nic nie da, aż za bardzo odczuwała skutki całej tej sytuacji i nie było niczego, co mogłoby odwrócić jej uwagę. Nawet delikatny dotyk dłoni czy słodkie pocałunki. Oswoiła się z tą myślą, była świadoma, że gdzieś tam, za kilka dni, urwie się nić, która łączyła ją ze wszystkim, co zna. Na szczęście nie przyszedł użalać się nad jej losem bardziej, niż robiła to ona sama.
Kiedy w końcu wtajemniczył ją w, wydawałoby się perfekcyjnie, dopracowane szczegóły całego planu nie mogła się nie uśmiechnąć. Ruszyła więc za nim, odczuwając lekkie podniecenie i przyjemne łaskotanie w żołądku. To był moment, chwila prawdy, w której wreszcie zwycięży. Przechodząc pustymi i cichymi korytarzami, na początku lekko z tyłu, wkrótce zrównała się z Tylerem, wsuwając swoją dłoń delikatnie w jego i splatając mocno palce, jakby było to dla niej zupełnie normalne. Po tak długim czasie względnej samotności potrzebowała tego i podświadomie starała się nadrobić wszystko, co straciła.
Po jakimś czasie doszli do wyznaczonego sobie celu, zatrzymując się przed właściwymi drzwiami. W reakcji na jego słowa zaśmiała się lekko, wchodząc do pogrążonej w ciemności sali, rozglądając się dookoła. W mroku jej oczy wyłapywały jedynie niewyraźne kontury mebli znajdujących się w pomieszczeniu, jednak już wkrótce wszystko okryło się sztucznym światłem, jednocześnie przypominając jej o treningach, które przeszła jakiś czas temu. Oraz o pokazie przed organizatorami, podczas którego została zmuszona do walki z przerażającą i krwiożerczą bestią. Szybko zdołała oderwać się od wspomnień, spoglądając na towarzysza, który w rękawiczkach przygotowywał się do ich akcji. Znów poczuła, jak żołądek przyjemnie skręca jej się z ekscytacji całą sytuacją, gdy jej oczom ponownie ukazała się zawartość walizki. Czuła, jak jej serce przyspiesza, pompując krew coraz szybciej. Adrenalina w jej żyłach działała jak narkotyk, pobudzając do działania. Wiedziała, że on też nie może się doczekać, że pragnie tego samego. W końcu on to zaplanował. Jej źrenice rozszerzyły się odrobinę, a oddech przyśpieszył. Uśmiechała się delikatnie, powstrzymując się od rozciągnięcia ust w w geście radości. Czemu tak bardzo ją to cieszyło? Szanse, że ich działanie przyniesie jakiekolwiek skutki były naprawdę nikłe. Jednak nie robiła tego tylko i wyłącznie dla korzyści, które mogłyby z tego wypłynąć. Robiła to dla siebie, bo dzięki temu poczuje się lepiej, silniejsza i zdopingowana do walki.
Kiedy zaczął po raz kolejny ją instruować i krok po kroku pokazywać, co ma robić, rzuciła mu dość wymowne i urażone spojrzenie. Co jak co, ale dalej była tą samą Mayą którą była tydzień wcześniej i nic się nie zmieniło.
- Naprawdę uważasz, że jestem na tyle głupia, iż nie wiem, jak używa się taśmy dwustronnej? – dodała, biorąc parę rękawiczek i nakładając je na szczupłe dłonie. Następnie wzięła zdjęcia i potrzebne do ich przyczepienia materiały, udając się do pierwszego stanowiska. Wybrała ćwiczenia logiczne, nie bez powodu. Tam miała przykleić zdjęcia osób, które poległy podczas słynnego w całym Kapitolu wybuchu na jednym z mostów. Nie znała tych osób. Patrzyła na twarze, nazwiska i nie potrafiła ich bliżej rozpoznać. Byli kolejnymi ofiarami systemu, o których nikt już pewnie nie pamięta. A oni chcieli, żeby pamiętano, żeby Alma wiedziała, iż nie jest aż tak potężna. Gwen Jassel, Tibalt Sarague, May Connors, Lily Rose, Charlie Black, Samantha Atkins… to tylko niektóre z 16 nazwisk i zdjęć, które już po chwili zawisły na ścianie. Nie było czasu na szczegóły, a jednak dziewczyna starała się, aby wszystko wyglądało porządnie. Poświęciła także, może odrobinę zbyt długą, chwilę na przyjrzenie się uważnie twarzom poległych. Oni już nigdy nie zobaczą wschodu słońca, nie wypiją kawy i nikogo nie pokochają. Przyziemne rzeczy, a znaczą tak wiele, gdy stoi się u kresu życia. Ich ciała spoczywają martwe i zimne, a może zwęglone, zmieszane z ziemią pokrywającą Kapitol. Zrobiła dokładnie to, co nakazał jej Tyler. Przykleiła zdjęcia, zapaliła świecę i odeszła, udając się w stronę następnego stanowiska. Musiała się spieszyć, wiedziała, że nie mają zbyt wiele czasu, jednak to wszystko wydawało jej się bliższe, niż sądziła.
Następne stanowisko odnosiło się do wydarzenia, z którego relacja jedynie obiła jej się o uszy. Praca w barze ma jednak wiele zalet, zwłaszcza z tak dobrym słuchem jaki posiada Maya. W czasie swojej pracy dowiadywała się rzeczy, o których czasem nie powinna wiedzieć, ale także takich, jak prywatne problemy jej klientów. Zdarzały się jednak dni, kiedy jakiś zmęczony urzędas przychodził, aby odpocząć i wyspowiadać się ze swoich problemów uroczej kelnereczce, która co chwilę podtykała mu pod nos kolejną porcję piwa czy o wiele mocniejszego trunku, we współczującym geście kładła dłonie na ramionach i przysiadała naprzeciwko, przyjmując na swoje barki jego problemu. Które raczej nie spoczywały tam długo, ponieważ naprawdę nie obchodziło jej to, że przedłużyli mu godziny pracy, żona ma pretensje, iż za rzadko bywa w domu a szef po raz kolejny zagroził wydaleniem. Interesowały ją takie rzeczy jak na przykład szczegółowa relacja z dnia wyzwolenia i to, że to właśnie on powinien dopilnować, aby te dwie wysoko postawione osoby nie poniosły śmierci.
I tego dotyczyło drugie stanowisko, do którego zbliżyła się trybutka. Tym razem była to pierwsza pomoc, której podczas treningów także poświęciła chwilę uwagi. Zdjęć było mało, jedynie dwa, więc ich powieszenie zajęło jej o wiele mniej czasu. Mimo to i tak stała jeszcze sekundę, wpatrując się w płomień zapalonej świeczki i twarze kolejnych ofiar. Nie znała ich, nawet z nazwisk, a mimo to i tak czuła z nimi dziwną więź. Być może wkrótce do nich dołączy.
W końcu przyszedł czas na ostatnie miejsce. Dopiero wtedy odkryła, że tak naprawdę robi to chronologicznie. Jednak ostatni komplet zdjęć był, może nie wisienką, ale na pewno bardzo ważną częścią ich tortu. Serce zabiło jej trochę mocniej, nie mając nawet pojęcia dlaczego. Chyba po raz kolejny docierała do niej cała namacalność tej sytuacji i to, jak niewiele dzieli ją od sądu ostatecznego. Stanowczym i pewnym, aczkolwiek wolnym krokiem podeszła do stanowiska strzeleckiego, rzucania nożami i oszczepem. Cóż za zbieg okoliczności, miejsce, w którym trybutka zraniła trenerkę, a Maya musiała ćwiczyć sama. I, szczerze mówiąc, wiele jej to pomogło, a na pewno więcej, niż by przypuszczała. Na jednym ze stołków rozłożyła zdjęcia, przyglądając się uważnie 24 twarzom i nazwiskom. Uśmiechnęła się lekko, choć z wyraźnym smutkiem. Dopiero teraz, mając ich przed oczami, dotarło do niej, jaki wielu z nich kojarzy. I jak wielu z nich już wkrótce zniknie. Na zawsze.
Nie chcąc jednak marnować czasu wzięła pierwsze zdjęcie i przykleiła je na ścianę. Później działała już mechanicznie, jak w transie, chcąc to zakończyć. Chcąc oglądać swoje dzieło i napawać się nim. Delilah, Alex, Lucy… Jeszcze trochę, jeszcze tylko kilka zdjęć… Daisy, Pandora, Raphael... już prawie koniec. Maya… Maya. Przyjrzała się uważnie swojej twarzy. Miała wrażenie, że od dziewczyny na zdjęciu dzielą ją całe lata świetlne. W ciągu kilku dni zmieniła się i choć dalej była zdeterminowana do zabicia pozostałych 23 osób, wyczuwała pewną pustkę, której być może wcześniej nie zauważała. Albo która dopiero powstała. Odwróciła się szybko, sięgając po kolejną fotografię. Patrzenie na nią samą bolało, gdy myślała, że być może już wkrótce zobaczyć ją będzie można tylko na zdjęciach. Zakończyła powieszeniem zdjęcia Emrysa, uśmiechając się smutno do jego podobizny, jego także znała. Zapaliła kolejne świece i odsunęła się, patrząc na ścianę pełną fotografii.
Miała już odejść, przyjrzeć się pracy Tylera, kiedy przypomniała sobie, że zostało jeszcze jedno zdjęcie. Większe od pozostałych. Wzięła je delikatnie w dłonie, uśmiechając się złośliwie. Miała ochotę podrzeć je na kawałki i spalić, skoro nie mogła zrobić tego z prawdziwą osobą. Mimo to oderwała kolejny pasek taśmy i sprawnie przyczepiła obok zdjęć trybutów zdjęcie Almy Coin. Robiło jej się niedobrze, kiedy na nią patrzyła i naprawdę wszystkim, czego pragnęła, było jak największe skrzywdzenie tej kobiety. Niemalże pieszczotliwie wygładziła dłonią zdjęcie, trochę za bardzo przedłużając ten ruch i przekrzywiając głowę uśmiechając się lekko. W końcu, czując się odrobinę lżejsza. Obejrzała się na chłopaka, który stał teraz obok niej i uśmiechnęła się szerzej. Dobrze, że z nią był. I że, nie ważne co by się wydarzyło, zawsze z nią będzie. Kątem oka widziała wcześniej, iż fotografował swoje stanowiska i teraz zrobił to samo z jej. Poczekała, aż znowu stanie obok i już zamierzała coś powiedzieć, kiedy odezwał się pierwszy.
- Cudownie – burknęła, choć w gruncie rzeczy naprawdę czuła się dobrze – Naprawdę. Czuję się… lekko – skrzywiła się nieznaczenie, wpatrując się w zdjęcie Coin – Nie spodziewałam się, ale to było całkiem oczyszczające. I tak, powinieneś je gdzieś wysłać. Tylko proszę, nie podawaj swojego nazwiska – rzuciła mu lekko wymowne spojrzenie jakby sądziła, iż byłby zdolny do podania swojej tożsamości w momencie, w którym ktoś chętnie zakończyłby jego życie – Sądzę, że tutaj już skończyliśmy – uśmiechnęła się licząc, że odpowiedź będzie twierdząca. I że wreszcie zrobią coś, co choć na chwilę pozwoli jej oderwać się od Igrzysk. Zaczęła więc pakować resztę rzeczy i już miała wychodzić, gdy pomyślała jeszcze o czymś. Odwróciła się w stronę sali, przeczesując ją wzrokiem. Podbiegła do stanowiska od kamuflażu i znalazła farbę o odcieniu najbardziej zbliżonym do krwi. Nabrała trochę na palce, wciąż mając założone rękawiczki i podeszła do zdjęcia Almy, pod którym napisała tylko jedno, krótkie słowo „Dziękuję”. Na koniec wzięła aparat, zrobiła ostatnie zdjęcie i chwyciła Tylera za rękę, kierując się z powrotem na korytarz, czując się jeszcze lepiej. Zrobiła coś, o czym myślała przez ostatnie dni i miała przy sobie osobę, którą naprawdę kochała.
|zt x2 - taras na dachu



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu   

Powrót do góry Go down
 

Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Stanowisko zaplatania węzłów, tworzenia pułapek i kamuflażu
» Stanowisko strzeleckie i rzucania nożami oraz oszczepem
» WZÓR KARTY I WSKAZÓWKI TWORZENIA (dorosły)
» 001. Tworzenie postaci i wzór karty
» Stanowisko pierwszej pomocy

Permissions in this forum:Możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Ośrodek Szkoleniowy :: Sala treningowa-
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu