IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Jackson Blomwell

 

 Jackson Blomwell

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t2040-jackson-blomwell
http://panem.forumpl.net/t1030-jackson
http://panem.forumpl.net/t1301-jackson-blomwell
http://panem.forumpl.net/t1026-better-forget-it
http://panem.forumpl.net/t1029-jackson
Wiek : 20
Zawód : były żołnierz, łącznik w Kolczatce
Przy sobie : broń palna, kapsułka z wyciągiem z łykołaków

PisanieTemat: Jackson Blomwell   Pią Mar 28, 2014 6:38 pm


Jackson Blomwell
ft. Aaron Taylor Johnson
data i miejsce urodzenia
3.06.2262r. , Dystrykt 13
miejsce zamieszkania
*Dzielnica Rebeliantów, Kapitol
zatrudnienie
brak, łącznik w Kolczatce
Rodzina

Jackson Blomwell nie ma rodziny. Tak można powiedzieć najkrócej. Kiedy miał trzy lata, zginęli jego rodzice, a babcia odeszła kilka tygodni później. Mały J. został sam, ale średnio to do niego docierało. Był w końcu mały i zagubiony. Tak trafił do domu dziecka, gdzie nic nie było różowe, ale to już inna sprawa.
Właśnie... To „nie ma rodziny” odnosi się do rodziny, jaką znał. Podczas wypadku mama chłopca była w dziewiątym miesiącu ciąży. Nikt nie wie, że dziecko udało się uratować i Blomwell ma młodszą siostrę. Poznaną zaledwie przed kilkoma dniami Nymirę Black, z którą aktualnie łączy go tylko wspólna katastrofa, jaką było wysadzenie Głównego Mostu.
Reasumując, Jack nie miał nikogo, komu by na nim zależało. I wzajemnie.


Historia

Chłopiec przyszedł na świat pięknego czerwcowego dnia w szpitalu trzynastego dystryktu. Także słońca nie widział jeszcze przez długie miesiące. Rodzice byli żołnierzami, ale kochali swojego syna i starali się zapewnić mu jak najlepszą przyszłość. Nawet jeśli taka miałaby oznaczać przerzut do Kapitolu i życie z obcą rodziną. To chcieli zrobić, jednak los pokrzyżował im plany. Wysłani na ćwiczenia, zostali zabici przez zdrajcę. Dwa szybkie strzały w plecy pozbawiły chłopca rodziców. Ale nie rodzeństwa. Nowonarodzone dziecko wywieziono lub ukryto, a Jacka umieszczono w części kompleksu przeznaczonej na dom dziecka. I tu rozpoczął się czas, który ukształtował młodego człowieka.
Trzylatka jeszcze zostawiono w spokoju, więc mały mógł się względnie cieszyć dzieciństwem.
Czteroletni Jack nadal nie zdawał sobie sprawy z brutalności świata.
Jako pięciolatek po raz pierwszy dostał kopniaka od starszego kolegi. W miarę lekko. To tylko złamana ręka...
Szósta wiosna wyglądała już o wiele gorzej. Mały trafiał do skrzydła szpitalnego mniej więcej co miesiąc, a jedna opiekunka nie radziła sobie z upilnowaniem tak wielkiej grupy. Ludzi brakowało, Trzynastka nie była miejscem dla sierot.
Trzynastka tak naprawdę nie nadawała się dla dzieci.
Jacksonowi zdarzało się sypiać pod stołem, za barykadą z krzeseł, ale to też nie trwało długo. W końcu napastnicy nauczyli się omijać nawet straż w postaci drewnianych klocków. Dlaczego to robili? Z okrucieństwa? Rozpaczy? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że Jack się zmienił.
Miał dziewięć lat, kiedy po raz pierwszy nie został stłuczony na kwaśne jabłko, tylko udało mu się obronić. Od tej pory bił się regularnie, najpierw w obronie własnej i innych. Szlachetnie. Ale czego oczekiwać od chłopca, który wyrasta w zamkniętym miejscu, odizolowany od świata? Nauczył się bronić, używać pięści, kolan i zębów. Aż do przesady.
Siedemnastoletni Jackson Blomwell rzucił się na kolegę z nożem na stołówce. Jego rówieśnik bronił się, ale bezskutecznie. Zmarł kilka dni później w szpitalu. Mały kryminalista? Może. Gdyby nie to, że ktoś zdecydował się wreszcie mu pomóc i zaproponował mu szkolenie wojskowe. Zaproponował to za dużo powiedziane. „Albo to, albo pudło.” Więc buntowniczy nastolatek wzruszył ramionami i raz na zawsze opuścił sierociniec, spoglądając tylko pogardliwie na swoich współmieszkańców. Wtedy zaczęło do niego docierać, że źle zrobił. Powoli, ale jednak.
Szkolenie ukończył z najlepszym wynikiem, nawet dowódca był pod wrażeniem. Wcielony do regularnej armii dystryktu numer trzynaście odzyskał prawdziwe życie. Miał kumpli, nie przyjaciół, ale kolegów z oddziału, z którymi potrafił się wygłupiać i śmiać, ale nigdy nie opowiadał o przeszłości. Nienawidził jej. Nie chciał pamiętać o tym, co zrobił tak niedawno. Nie chciał mieć łatki, a ich grupa była na tyle zamknięta, że plotki rzadko do niej docierały.
Kilka lat było w miarę spokojnych, właściwie Jack poszedł w ślady rodziców. Trenował, pracował nad ciałem i charakterem, aż stał się żołnierzem z krwi i kości, znów gotów bronić słabszych. Czy zabijać? Jak się później okazało, tak.
Kiedy wybuchła rebelia, młody mężczyzna właściwie nie był na nią gotowy, choć w papierach napisano co innego. Dwudziestolatek jednak chwycił broń i ruszył, by walczyć o lepsze jutro swojego kraju. Teraz śmieje się z tych słów. Stanął po jedynej słusznej, znanej sobie stronie. Nie mordował z zimną krwią, bo nie był do szpiku zły. Zabijał jak wszyscy. Do momentu, w którym jego oddział natrafił na jedną z pułapek. Połowa zginęła od razu, pozostali umarli w męczarniach w ciągu kolejnych godzin. Przeżył tylko on. Spędził dwie doby przygnieciony ciężkim kontenerem, widząc tylko zastygłą w wyrazie przerażenia twarz kolegi i kawałek nieba. Znaleziono go w stanie zupełnego otępienia i natychmiast przewieziono do szpitala, gdzie udało się uratować jego zmiażdżoną stopę i „załatać” obrażenia wewnętrzne. To nie koniec leczenia. Z rozpoznanym zespołem stresu pourazowego został zatrzymany na obserwacji oddziału psychiatrycznego wraz z kilkoma innymi żołnierzami cierpiącymi na PTSD. Odmówiono mu powrotu do służby, co doprowadziło mężczyznę do szału. Ale tak było dla niego lepiej. Miał dwadzieścia jeden lat i już przeżył ciężką szkołę życia. Myślał nad powrotem do Trzynastki, ale szybko z tego zrezygnował. Musiał zacząć nowe życie, a tutaj nie znał absolutnie nikogo. Tak na początku myślał, ale przecież Rebelianci mieszkali teraz w Kapitolu.
Na razie nie ma pracy, wystarczają mu pieniądze wypłacane jako odszkodowanie i odzyskana niedawno lokata założona jeszcze przez rodziców. O ironio, Jack nie pamięta rodziców, widzi tylko ich pieniądze. Ma jedno, wyblakłe zdjęcie. A konkretnie połowę fotografii ślubnej, na której widać właściwie tylko oczy i czubki głów rodziców. Dzięki temu przynajmniej wie, że jest podobny do taty.
A, jeszcze jedno. To jeden z największych przeciwników prezydent Coin. Nawet się z tym nie kryje. Według niego jest jeszcze gorsza od Snowa, więc nie zamierza słuchać jej poleceń. Wroga trzeba poznać, tylko on na razie nie ma po temu okazji.Zaangażował się w działania podziemncej organizacji, skutecznie zwalczając politykę rządu.


Charakter

Sadysta? Co to to nie. Buntownik. Jest w stanie głośno demonstrować swoją opozycję wobec władzy. Wściekły, że walczył o lepsze jutro, a dostał co dostał.
Jego zachowanie często determinuje PTSD. Ma wiele objawów. Na przykład napady agresji. Nie to, że chce kogoś skrzywdzić, po prostu na moment przestaje nad sobą panować, a że jest silny i umie walczyć, lepiej trzymać się wtedy od niego z daleka. To nie jedyna dolegliwość. Miewa trudności z koncentracją, cierpi na bezsenność. Wspomnienia pojawiają się w najmniej oczekiwanych momentach, na przykład w czasie zakupów w sklepie, czy porannej przebieżki. Ten człowiek potrzebuje pomocy, ale jak na razie nikogo do siebie nie dopuścił. Czasem błysk lub huk potrafią przypomnieć mu o walce i wtedy nie wytrzymuje. Zdarzyło mu się wbiec w szklane drzwi, przez co trochę się poharatał.
Wierzcie lub nie, lecz w głębi serca, pod wszystkimi warstwami bólu, agresji i traumy kryje się wrażliwy, młody człowiek. Szkoda, że nie potrafi mieć marzeń. Boi się planów na przyszłość, bo myśli, że wszystkie mogą runąć w mgnieniu oka. Nigdy nie miał nikogo naprawdę bliskiego, więc tak naprawdę nie zdaje sobie sprawy z siły miłości. Prędzej przyjaźni, ale lepiej powiedzieć lojalności, bo tego doświadczył w wojsku.
Skrzywdzony mężczyzna, nienawidzący władzy i swojej przeszłości. Nie można wszystkiego zrzucić na ciężkie dzieciństwo, ale to ona miało tu duży udział. Trzeba mieć naprawdę silną psychikę, żeby wyjść na ludzi.
Pozytywny wpływ na jego charakter ma niejaka, poznana przypadkowo, Jasmine Snow. To dzięki niej zdarza mu się otwierać.


Ciekawostki

- Nie obchodzi urodzin.
- Pali okazjonalnie, jak na razie, bo chyba uzależnienie jest kwestią czasu.
- Ma tatuaż po lewej stronie brzucha z inicjałami wszystkich z oddziału.
- Nosi na szyi nieśmiertelnik.
- Nikt by nie podejrzewał, ale jest miłośnikiem książek i malarstwa.
- Zawsze chciał mieć kota. To jedyne marzenie, na jakie sobie pozwolił. Skromne.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Jackson Blomwell

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Jackson Blomwell

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Karty Postaci-