IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Lądowisko

 

 Lądowisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Lądowisko    Sob Maj 04, 2013 5:52 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Pią Mar 21, 2014 10:15 pm

Dwa nowoczesne poduszkowce, każdy ze świeżo namalowanym godłem Kapitolu, czekały na płycie lądowiska, w każdej chwili gotowe do startu. Wokół nich, oraz w pobliżu hangarów, kręciło się kilku umundurowanych pracowników obiektu, to wnosząc na pokład oznakowane, metalowe skrzynie, to wykrzykując do siebie polecenia. Piloci siedzieli już w maszynach - sprawdziwszy, czy wszystkie systemy działają tak, jak powinny, oczekiwali na sygnał do startu. No i oczywiście - na pojawienie się załogi.
Przy wejściu na płytę lądowiska stało dwóch szeregowych żołnierzy, których zadaniem było sprawdzenie tożsamości przybywających członków wyprawy. Po wylegitymowaniu, każdy z nich otrzymywał pakunek z prostym, wygodnym mundurem w jednolitym, szarym kolorze, przypominającym nieco kombinezony, jakie nosiły straże Trzynastego Dystryktu. Wierzchnie kurtki wyposażono w naszywki z nazwiskiem oraz symbolem poduszkowca, do którego zostało się przypisanym; tak samo jak plecaki, które czekały w specjalnej przegródce na pokładzie.


Miło mi przywitać Was wszystkich na misji! Na początek mam dla Was kilka ustaleń wstępnych:
- Przy wejściu otrzymujecie mundur (spodnie, podkoszulek, kurtka, wojskowe buty), w który następnie powinniście się przebrać. Oprócz tego każdemu z Was przypisano plecak, który zawiera: półtoralitrową butelkę wody, śpiwór, latarkę oraz lokalizator (łączący się z systemem nawigacyjnym poduszkowca). W skrzyniach na pokładzie znajdują się ponadto: namioty, niewielkie generatory prądu, zapasy jedzenia i wody, ładunki wybuchowe, krótkofalówki, apteczki pierwszej pomocy oraz szeroko pojęte narzędzia, umożliwiające przetrwanie. Ponadto dowódca ma dostęp do holo z planem Trzynastki (niestety - tym, który był aktualny przed bombardowaniem). Ponieważ misja ma charakter z góry pokojowy, podstawowy ekwipunek nie obejmuje broni; kilka sztuk znajduje się jednak na każdym pokładzie, na wypadek napotkania dzikiej zwierzyny.
- Podział na poduszkowce jest następujący:
Poduszkowiec 'Alfa':
Blaise Argent ☆
James Wollner
Javier Hughes
Morraine Lowell
Richard Cline
Francesca Valmount
Tobias Terodi
Tulio Velasquez
Catrice Tudor
Cilia Loem
Poduszkowiec 'Beta':
Cypriane Sean
Peregrin Hawkeye
Aart Miksa
Arthur Oshima
Noah Atterbury
Minko Leonard
Isabelle Scovel
Reiven Ruen
Lophia Breefling
Anden Gaither
- Start został wyznaczony na jutrzejszy wieczór. Do tego czasu możecie zbierać się na płycie, zawierać znajomości, robić co Wam się tylko podoba. Brak postu oznacza, że Wasza postać przychodzi i grzecznie udaje się na pokład.
- Pamiętajcie o uzupełnieniu pola 'Przy sobie'. Po starcie stan faktyczny każdej postaci zostanie zapisany i nie będzie możliwości dokupienia w sklepiku dodatkowej sztuki broni ani paczki papierosów. Wpisujecie tam wszystko, co Wasza postać ukrywa po kieszeniach - od zaszytych w rękawie prochów, do rodzinnych pamiątek na szyi.
- Na czas misji bilokacja oczywiście zostaje włączona.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1609-minko-leonard#20828
http://panem.forumpl.net/t1613-leonard#20857
http://panem.forumpl.net/t1612-leonard#20855
Wiek : 18
Zawód : Płatny zabójca, kurier
Przy sobie : przy sobie: zwiększenie szansy na powodzenie podczas walki wręcz (kości), zwiększenie szansy na skuteczną obronę (kości), idealna celność, zdobiony sztylet W plecaku: nóż ceramiczny niewykrywalny dla detektorów metalu, paczka zapałek, noktowizor, półtoralitrowa butelka wody, śpiwór, latarka, lokalizator, apteczka pierwszej pomocy, zapas jedzenia

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Pią Mar 21, 2014 10:53 pm

Zaciągnęła się na tą misję chyba tylko dlatego, że miała ochotę wyrwać się w końcu z Kapitolu, a poza tym... Przynajmniej na początku zapewniano im żarcie, co w oczach dziewczyny było warte więcej niż jakakolwiek zapłata. Kiedyś, dawno temu, gdy była młodsza była w okolicach trzynastki - zimowali z całą grupą ludzi żyjących, jako uciekinierzy, poza wszelaką biurokracją, poza najszerszym jej zasięgiem, w jednym z budynków niemal nienaruszonych podczas bombardowań na obrzeżach opuszczonego i zrujnowanego dystryktu.
Minko zebrało się na wycieczkę w pogoni za przyjemnymi wspomnieniami z dzieciństwa wśród ludzi, którym można było ufać, względnie bezpiecznego, a z całą pewnością przyjemnego.
Szczęśliwie wspominała dzieciństwo.
Dlatego, słysząc, że poszukiwani są chętni, którym nie straszna perspektywa opuszczenia stolicy, wyruszenia do pozostałości trzynastego dystryktu od razu znalazła sposób by, mimo swojego prawnego, papierowego nieistnienia, dostać się na pokład - w ten sposób teraz ktoś wrzucił jej w wyciągnięte ręce szary, bezkształtny mundur, nowszy i porządniejszy niż jakiekolwiek ubranie noszone przez nią na przestrzeni ostatnich... dziesięciu lat?
Weszła na pokład, odebrała przypisany jej plecak - zobaczyła naszywkę z napisem "beta". Wzruszyła ramionami, nie wiedząc, że jest to druga litera greckiego alfabetu. Nie miała pojęcia co to słowo mogłoby znaczyć i niewiele jego znaczenie znaczyło dla dziewczyny z włosami ciasno ściśniętymi w nieporządny węzeł tuż nad karkiem. Rzuciła plecak na ziemię, gdzieś w okolicy jakiejś skrzyni i bez pardonu, wolna od wstydu i kompleksów, na które nie ma się zwyczajnie czasu, gdy trzeba walczyć o każdy dzień, zrzuciła lawendowy, wyciągnięty sweter z lejącej się dzianiny, ściągnęła cienką, niegdyś białą, bokserkę którą miała pod spodem. Sportowy stanik szybko zakryła otrzymanym podkoszulkiem, pozwalając sobie rozkoszować się jego czystością, sztywną, nie schodzoną jeszcze nowością. Błysnęła jeszcze majtkami zrzucając swoje spodnie z czarnej skóry, w zamian naciągając na swój wychudzony tyłek szerokie wojskowe spodnie z dużymi kieszeniami. Poprawiła szmaty owinięte wokół stóp, noszone zamiast skarpet - założyła dziwnie ciężkie i sztywne buty, tak różne od jej długich kozaków z miękką, cienką podeszwą, której budowę wymyślili na spółkę z mężczyzną płacącym jej skórzanymi wyrobami za usługi.
Zawiązawszy sznurówki i wcisnąwszy ich luźne końcówki w cholewy wstała, przytupnęła jedną nogą, drugą, krzywiąc się lekko z niezadowoleniem.
"Nie ma szans, żeby poruszać się w tych buciorach bezgłośnie" - pomyślała, marszcząc jasne czółko na chwilę, aby zaraz zorientować się, że... Zapewne nie będzie potrzeby na bezszelestne kroki.
Zwinęła swoje ubrania, wcisnęła je, zbite w ciasny rulon, gdzieś między spakowane do plecaka rzeczy, ułożone w nim równymi rządkami, niby stojący w szeregu karni żołnierze. Uniosła kącik ust, rozpoznając surowość żołnierza - wspomnień dzieciństwa nigdy dość, zwłaszcza tych o jednym z jej opiekunów, o tym, który nauczył ją wszystkiego, co sam umiał.
Narzuciła kurtkę, czując się w nowym ubraniu całkiem nieźle.
"Mogłabym być żołnierzem w sumie" -pomyślała, aby moment później przypomnieć sobie pod kim ci żołdacy służą.
Znudzona, nie widząc jeszcze pozostałych, zaczęła myszkować po pokładzie, aż znalazła składzik z bronią.
Oczy jej zabłysły jak wieczorne gwiazdy, rączki zaświerzbiły.
Ja chcę! Zdawała się mówić całą swoją miną.



    Śmierć na­daje piękno życiu. Tyl­ko sztuczne kwiaty nie umierają.


1  2  3  4  5  6  7
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 2:46 am

Miał na sobie jeden z mundurów pracowniczych, a w rękach trzymał ciężką metalową skrzynię, wszystko zdobył chwilę wcześniej, co nie było wcale trudne. Zdawało się, że każda para rąk przyda się do pomocy. Nie zwracając na siebie uwagi, ze znudzeniem zaczął przemieszczać się na pokład poduszkowca, oznakowanego mianem Beta. Na pokładzie podążał za jednym z pracowników. Mijając wiele pomieszczeń, jak i również pokój pilotów, zdążył się zorientować, że gotowość do startu została potwierdzona, a wszystkie urządzenia przy końcu takich procedur musiały zostać wcześniej zweryfikowane. Wszystko działo się szybko, dlatego nie ociągając się, dotarł za nieznanym mężczyzną ze skrzynią do miejsca, gdzie stały pozostałe. Przypadkowo jego skrzynia wysunęła mu się z rąk i próbując ją ustawić, przedłużył chwilę postoju, czekając aż zostanie sam. Już chwilę później otworzył skrzynię i zabrał z niej jeden z ładunków wybuchowych, który mógł się przydać później. Szybkim krokiem, zbierając do kieszeni nóż do otwierania paczek, jakich wiele było w ładowni, podążył do pomieszczenia obok sterowni, gdzie znajdowały się urządzenia pokładowe. Rozejrzał się dookoła. Musiał mieć stuprocentową pewność, że nikt go nie widzi. Ubezpieczył się tym, że ludzie nie zwrócą uwagi na pracownika. Szczęśliwie miejsce pokładowe dla podróżnych ze skrzyniami znajdowały się na innym poziomie poduszkowca, a ta część była zamknięta i dostępna jedynie dla pracowników.
Zamknął za sobą drzwi i szybko odnalazł skrzynkę, która go interesowała. Widocznie był zorientowany w sytuacji. Miała ona zapewnić łączność pomiędzy poduszkowcami jak i bazą. Wyłączył wszystkie przełączniki, następnie zabranym nożem przeciął przewody tak, by naprawa w czasie lotu była niemożliwa. Wejście podświetlające diodę, która oznaczała sprawność urządzeń w kokpicie, przełączył na fałszywy port, tak by kapitanowie statku w razie ponownego sprawdzenia stanu urządzeń, byli pewni o jego użyteczności.
Kończąc zadanie, zamknął skrzynkę. Działał skrupulatnie, nie pozostawiając śladów. Pomieszczenie opuścił szybko, lecz wychodząc z zaułku, wrócił do wcześniejszego znudzonego marszu w stronę wyjścia z poduszkowca, by chwilę później wmieszać się w tłum pracowników na ogromnym lądowisku.

Czerwony
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1941-cilia-loem
http://panem.forumpl.net/t1182-cilii
http://panem.forumpl.net/t1307-cilia-loem
Wiek : 20
Przy sobie : W PLECAKU: butelka wody, śpiwór, latarka, lokalizator, apteczka // PRZY SOBIE: Leki przeciwbólowe

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 11:45 am

Cilia, choć sama wyprawa przerażała ją nieco, była zadowolona że mogła wziąć w niej udział. Jeśli w ten sposób uda jej się poprawić sytuację w Kapitolu chociaż odrobinę, była gotowa nawet na taki wypad. Wypełniało ją poczucie obowiązku i chęć niesienia pomocy, nieco naiwna, ale jakże ważna w dzisiejszym, przeżartym przez niesprawiedliwość i zaniedbania Panem!
Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy przebrała się w szary mundur. Był na nią trochę przyduży, dlatego nogawki spodni, zamiast wsunąć do butów, musiała trochę podwinąć. Wyglądała w tym stroju dość żałośnie. Była to jednak trochę kwestia tego, że Cilia prawie nigdy nie nosiła spodni. Zazwyczaj ograniczała się do sukienek i spódnic, gdyż lepiej się w nich czuła. Na myśl o tym, że teraz obowiązuje ją inny ubiór, skrzywiła się nieco. Nawet w tych ciężkich czasach pozostała w niej odrobina dziewczęcej pychy.
Gdzieś w całym tym zamieszaniu mignęła jej znajoma twarz dziewczyny, którą spotkała długi czas temu nad rzeką. To z nią rozmawiała wtedy, gdy zostały zaatakowane. Do tej pory pamiętała dokładny przebieg tej sytuacji. Miała nadzieję, że tym razem ich spotkanie nie doprowadzi do czegoś takiego.
Nie mogła też powstrzymać promiennego uśmiechu, kiedy pośród ludzi w szarych kombinezonach oznaczonych znakiem alfa dostrzegła Jamesa Wollnera. Nie widziała go od dłuższego czasu, nie przychodził już do apteki tak często i raczej rzadko rozmawiali. Zawsze jednak wspominała ciepło jego pogodną osobowość.
Niestety, nie tylko przyjazne twarze dostrzegła wśród swych nowych towarzyszy. Grupa była bardzo mieszana - Cilia miała nadzieję, że nie dojdzie do żadnych wewnętrznych konfliktów. W końcu wśród nich byli nie tylko ludzie z Dzielnicy Rebeliantów, ale także i ci z KOLCa...


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1110-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2291-blejz#31637
http://panem.forumpl.net/t1332-blaise-argent
http://panem.forumpl.net/t2001-zapiski-blejza
http://panem.forumpl.net/t1338-blaise
http://panem.forumpl.net/t1447-blaise-argent
Wiek : 31
Zawód : przedstawiciel Dystryktu 7, śledczy w stopniu oficera
Przy sobie : paczka papierosów, telefon komórkowy, broń + magazynek (15),
Znaki szczególne : kilkudniowy zarost.
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 1:58 pm

| Bilokacja, po wieczorze z Melanie

Gdy został wezwany do biura, nie spodziewał się dobrych wiadomości. Kolejne drobne bunty w Dystryktach, burdy w Kwartale? A może jeszcze coś innego, czy miałby się zająć? Dlatego propozycja objęcia dowództwa w ważnej misji zaskoczyła go, ale także usatysfakcjonowała. Cieszył się, że został doceniony i gorąco zapewnił, ze zrobi wszystko, co w jego mocy, by wyprawa do Trzynastki zakończyła się powodzeniem. Był dumny z tego, co udało mu się dotychczas osiągnąć.
W dzień wylotu nie napotkał żadnych niedogodności, nawet poranne korki na ulicy zdawały się tym razem go nie dotyczyć. Na płycie lądowiska pojawił się przed czasem, dlatego był zdumiony obecnością innych osób. Zgłosił się do kontroli i pozwolił wylegitymować zaznaczając, że jest dowódcą misji i zastrzega sobie posiadanie broni palnej w kaburze przy pasku.
Odebrał przydzielony mundur i plecak, a następnie przebrał się szybko na stronie, pakując do kieszeni wszystkie potrzebne rzeczy, a resztę umieszczając w plecaku. Otrzymał także listę załogi, na której rozpoznał kilka znajomych nazwisk, co z jednej strony ucieszyło go, a z drugiej zastanowiło. Czy będzie umiał być dobrym dowódcą dla kogoś, kogo zna bliżej? Jego ranga do tego zobowiązywała, więc przegnał z głowy natarczywe myśli i postanowił już teraz odrzucić od siebie wszelkie sentymenty, a szczególną uwagą postanowił obdarzyć ludzi z KOLCa, którzy także znaleźli się na liście. Niech nie myślą, że uda im się coś wykombinować.
- Witam wszystkich - oznajmił, gdy na lądowisku zgromadziło się już więcej osób - Nazywam się Blaise Argent i będę waszym dowódcą na czas tej misji.
Przyjrzał się uważnie twarzom zebranych, pragnąc z nich wyczytać jakieś opinie i pierwsze wrażenie, dotyczące swojej osoby. Próbował na szybko ocenić, kto może sprawiać ewentualne kłopoty, a kto jest pozytywnie nastawiony do całej wyprawy.
- Szczegóły już znacie, ja ze swojej strony jestem otwarty na propozycje, ale podczas podróży nikt nie będzie wyjęty spod prawa. Wiecie, co grozi za nieposłuszeństwo - jego głos był stanowczy, a mina sroga, ale lepiej było zapewnić ich o wszystkim na początku, niż potem użerać się w trakcie - W szpitalach umierają ludzie, może nawet wasi bliscy, dlatego tak ważne jest zyskanie tego lekarstwa.
Nie zamierzał przemawiać dłużej, niż było to konieczne, wszyscy chyba wiedzieli, na co się zdecydowali, on nie zamierzał nikogo niańczyć.
- Jeśli chcecie, wciąż możecie się wycofać - spojrzał po zebranych wyzywającym wzrokiem - A jeśli nie, zapraszam do poduszkowców.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1967-anden-gaither
http://panem.forumpl.net/t1668-anden-i-przyjaciele
http://panem.forumpl.net/t1667-anden-gaither
http://panem.forumpl.net/t1776-im-a-fuckin-disaster
http://panem.forumpl.net/t1670-anden
Wiek : 20
Zawód : Płatny zabójca, Fałszerz
Przy sobie : talizman z napisem: in articulo mortis, scyzoryk wielofunkcyjny, nóż ceramiczny, zestaw mini bomb dymnych, karty do gry, zwiększenie szansy na powodzenie podczas walki wręcz, zwiększenie szansy na skuteczną obronę, celność, (w plecaku) półtoralitrowa butelka wody, śpiwór, latarka, lokalizator, krótkofalówka, zapasy jedzenia, apteczka pierwszej pomocy

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 2:04 pm

Zaledwie dotarłem na lądowisko zatrzymało mnie dwóch żołnierzy, jak zauważyłem niskich stopniem. Zaczęli dokładnie weryfikować moją tożsamość; legitymowanie mnie trwało dwukrotnie dłużej niż pozostałych, no tak przecież jestem z Kwartału. Mało brakowało, a ku przerażeniu pierwszych członków załogi wdałbym się w bójkę z upierdliwym żołnierzykiem, który ni jak nie chciał dać mi spokoju. Z tego, co mi wiadomo większość z nich to szychy z Dzielnicy Rebeliantów oraz z rządu, których misją jest zbawianie świata. Szczerze? Mam to gdzieś, dla mnie liczy się tylko kasa oraz inne ewentualne profity płynące z tej wyprawy. Czułem na sobie ich ciekawskie spojrzenia; niektórzy patrzyli na mnie z pogardą, inni z irytacją, lecz we wszystkich oczach dostrzegłem przebłysk strachu.
Przeglądam zawartość plecaka - muszę przyznać, że całkiem nieźle nas wyposażono. Szarym mundur jest dość wygodny, znalezienie dla mnie odpowiednich ubrań zawsze graniczy z cudem przez długie, umięśnione ręce, które większość ciuchów niewygodnie opina krępując wszystkie ruchy. Na wierzchniej kurtce widnieje naszywka podpisana moim imieniem i nazwiskiem oraz symbolem poduszkowca Beta. Załoga uwijała się z wnoszeniem różnych przedmiotów na pokład poduszkowców, a zastygam oparty o jedną ze ścian hangaru.
Pewnie większość z nas myśli, że stworzymy zgraną ekipę, odnajdziemy ten lek i powrócimy w wielkiej chwale. Ja widzę nas, jako straceńców wyruszających na samobójczą misję. Jeśli nie wrócę nie będą za mną płakać - jednego popaprańca z KOLCa mniej!
Ich twarze być może już gdzieś widziałem, ale tak naprawdę są mi to całkiem obcy ludzie. Nie zamierzam nawiązywać nowych przyjaźni, szybciej starałbym się spowodować jakiś konflikt. Kto wie może jak już tam dotrzemy wpadłby mi do głowy pomysł na jakiś mały sabotaż?
Zatrzymałem się na chwilę posłuchać emocjonalnego powitania naszego "dowódcy". Zaczął wyuczoną regułka o postępowaniu w czasie niesubordynacji, a następnie krótko nakreślił cel wyprawy. Teraz mamy się narażać, kraść zapasy leków z Trzynastki, ponieważ ludzie zaczynają chorować i umierać w cierpieniach. Kilka lat temu robiłem to samo dla Thomasa, ale byłem za to prześladowany. Gdzie wtedy byli wszyscy tacy, którzy dzisiaj poparliby moje postępowanie, bo wyruszamy robić to samo - plądrować.
Te przygotowania zaczynają mnie nudzić. Zarzucam plecak przez ramię ruszając w stronę huczących maszyn pytając się samego siebie czy pochodzący z Kwartału chłopak z dziwną blizną może zrobić coś dla dobra ogółu skoro życie nauczyło go dbać tylko i wyłącznie o siebie.




Ostatnio zmieniony przez Anden Gaither dnia Sob Mar 22, 2014 2:15 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 2:10 pm

O mały włos, a spóźniłaby się na tę misję, ale na szczęście nie. Dotarła do siedziby Coin na czas. Wylegitymowano ją i obdarowano jakże cudownym prezentem w postaci munduru i plecaka. Przejrzawszy pobieżnie jego zawartość, przebrała się w mundur i narzuciła na plecy kurtkę z naszywką z nazwiskiem.
Rozejrzała się uważnie i, stanąwszy w tłumie, napotkała dwie znajome osoby. Cilię Loem, z którą miała przyjemność poznać się nad rzeką – zanim zostały zaatakowane przez dwóch bezimiennych świrów, których ciała spoczywały na dnie Moon River. I, rzecz jasna, Argenta, którego kojarzyła z siedziby. Bystry i wyjątkowo inteligentny facet miał być dowódcą, co ucieszyło Cat. Wreszcie ktoś, kto zna się na rzeczy. Skinęła ku niemu z szacunkiem i po raz kolejny powiodła oczyma po tłumie.
Była ciekawa, ile osób przeżyje tę misję.
Po dłuższej chwili wraz z innymi siedziała na pokładzie poduszkowca, oczekując na start.




Ostatnio zmieniony przez Catrice Tudor dnia Sob Mar 22, 2014 4:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 2:37 pm

// bilokacja.

Ciepły wiatr rozwiewa mi włosy i ciska nimi w twarz, gdy pokonuję kolejne metry dzielące mnie od żołnierzy sprawdzających dowody tożsamości. Ich sylwetki zdają się być zaledwie niedużymi punktami w porównaniu z dwoma wielkimi, nowoczesnymi poduszkowcami, jakie mają nas zabrać do Trzynastki. Odgarniam włosy z twarzy i mrużę oczy w słońcu, które od dobrych kilku godzin jaśnieje nad Kapitolem, zmieniając każdy wieżowiec w świetlistą kolumnę dominującą nad miastem. Pojedyncze białe chmury umykają wraz z lekkim wiatrem, a jedynie daleko tam, gdzie najprawdopodobniej leży granica Dystryktu Pierwszego, niebo jest nieco ciemne. A dalej może nawet jeszcze bardziej.
Idąc zapatrzona w horyzont, potykam się nieustannie i ratuję przed żenującym upadkiem jedynie łutem szczęścia. Obserwujący mnie żołnierze muszą się zapewne zastanawiać, czy ktoś taki jak ja nie spowoduje przypadkiem katastrofy poduszkowca. Gdyby tak się stało, wcale bym się nie zdziwiła.
Gdy dzielą mnie od nich może cztery metry, moje serce nagle przyspiesza, chcąc jakby zdradzić kryjącą się gdzieś w głębi mnie myśl, że po wylegitymowaniu nie będzie już na dobrą sprawę odwrotu. Nikt nie zapyta z troską, czy na pewno chcę wziąć udział w misji, nie będzie dociekał, czy jestem gotowa odwiedzić cmentarz, na którym pod gruzami pochowane są wydarzenia minionego roku.
Nie. To zależy tylko ode mnie.
Biorę głęboki wdech, napełniając płuca ciepłym, wiosennym powietrzem, które w podziemiach Trzynastki dla niektórych było odległą i krótką chwilą, która już minęła, a dla większości -  znanym jedynie ze słyszenia, niemal nierealnym marzeniem. Chcę zachować tę chwilę w pamięci, żeby móc do niej wrócić, gdy natrafię w zniszczonym dystrykcie na pierwsze miejsce, które spowoduje lawinę wspomnień w mojej głowie. Chcę po prostu nie zawahać się wtedy i iść dalej, co wciąż mi się nie udaję, gdy krążę w koszmarach korytarzami podziemnego dystryktu, na każdym ich zakręcie spotykając to, z czym zwyczajnie nie potrafię sobie poradzić - przeszłość. Może i zgłoszenie się na misję nie było zbyt dobrym pomysłem, ale ze wszystkich sił pragnę przekonać się, że z tym, co się stało, da się żyć.
Unikając spojrzenia żołnierzy, pokazuję im dokumenty i odbieram mundur. Kiedy tylko go dotykam, w głowie miga mi obraz wstrętnych, identycznych kombinezonów noszonych w Dystrykcie Trzynastym. Nie mówię jednak nic, rzucając jedynie spojrzenie na naszywkę z moim nazwiskiem i symbolem poduszkowca, po czym z bijącym coraz szybciej sercem podążam ku reszcie grupy, skupionej wokół naszego dowódcy, stosunkowo młodego mężczyzny o nazwisku Argent.
Wysłuchawszy go, nerwowym krokiem kieruję się do jednego z poduszkowców, gdzie przebieram się szybko i pobieżnie sprawdzam zawartość plecaka znajdującego się pod moim siedzeniem.
Próbuję uspokoić niemal dziki galop serca, więc opieram się o ścianę poduszkowca i przymykam oczy, zastanawiając się, czy będziemy przelatywać nad Dystryktem Czwartym.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the pariah
avatar
http://panem.forumpl.net/t1982-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t514-loph
http://panem.forumpl.net/t1299-lophia-breefling
http://panem.forumpl.net/t744-wspomnienia-panny-breefling
http://panem.forumpl.net/t751-lophia
http://panem.forumpl.net/t745-lophia-breefling
Wiek : 22
Zawód : Sprzedawczyni, samozwańczy lekarz, zastępca szefa Kolczatki
Przy sobie : Dokumenty, paczka papierosów, zapalniczka, broń, telefon komórkowy
Znaki szczególne : ukryte pod bransoletkami blizny na nadgarstkach

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 3:33 pm

/ bilokacja
Zgłosiła się. Więcej nie można było powiedzić, bo nie byla chyba zbyt świadoma swoich czynów. Chciała pomóc, widziała, co dzieje się w szpitalach, a wewnętrzna potrzeba pomocy innym nie dawała jej spokoju przez kilka dni. Więc się zgłosiła, zapisała na listę, jej kandydatura została przyjęta.
I w ten piękny, wiosenny dzień lekarka bez wykształcenia pojawiła się na lądowisku, aby wyruszyć do Dystryktu Trzynastego. Dobrze, nie miała może przeszkolenia wojskowego (oficjalnie, Kolczatka o to zadbała), ale chciała coś zrobić. Nawet, jeśli miała działać ramię w ramię z rządowymi agentami. Miala przy okazji nadzieję, że wszystkie podejrzenia dotyczące jej osoby prędzej czy później się rozwieją. Nie mogła narażać całej organizacji.
Czy liczyła się z tym, że może nie wrócić? Oczywiście. Już dawno przestała się obawiać o swoje życie.
Otrzymała przydział do drugiego poduszkowca, cokolwiek to oznaczało. Może drugą kategorię, a może coś zupełnie innego. Przybyła na miejsce punktualnie, gotowa do drogi i nad wyraz spokojna. Nie bała się, podjęła już decyzję.
Od razu ruszyła do poduszkowca, dołożyła do plecaka zapas wody, jedzenia, wrzuciła zapalniczkę i paczkę papierosów, które miała w kieszeniach spodni, a także nóż ceramiczny i (przezorny ubezpieczony) zezwolenie na posiadanie broni wraz z portfelem i dokumentami. Większośc pieniędzy zostawiła jednak w domu. Związała włosy w luźną kitkę, zanim ruszyła w kierunku innych skrzynek. W plecaku wylądował jeszcze laser do cięcia metalu, śpiwór, latarka, zestaw pierwszej pomocy, krótkofalówka, tabletki do uzdatniania wody, zestaw pierwszej pomocy, telefon, zapałki i scyzoryk. Pakunek wydawał się teraz ciężki, ale mogła unieść go bez trudu. Trzynastka zniknęła z powierzchni ziemi, więc musieli zatroszczyć się o swoje bezpieczeństwo. Za paskiem od spodni nadal miała schowany nóż, a w kaburze pistolek. W skrzyni znalazła zapas naboi, które wsypała do bocznej kieszonki plecaka. Pozostało tylko przebranie się w ubrania, które jej przydzielono. Proste, wojskowe rzeczy. Chwilę później wyglądała już jak pozostali ludzie ustawieni na płycie lotniska. Większości zauważonych od razu nie znała. Kiwnęła ręką Cypri i podeszła do niej bez słowa. Nie miała ochoty na rozmowę. Zwłaszcza, że na środku pojawił się Blaise, ich dowódca. Nie powiedział niczego nowego, ale bliskość startu spowodowała lekkie przyspieszenie tętna i nerwowe strzelanie palcami u kobiety. Nie, stop. Była gotowa. Nie mogła zostać uznana za tchórza i teraz się wycofać. Rozejrzała się dookoła, spostrzegając kolejną znajomą sylwetkę. Na chwilę wstrzymała oddech. Na moment zupełnie stanęło jej serce, przynajmniej tak się czuła, wpatrując się w Javiera, stojącego naprzeciwko niej. Więc mogli zginąć oboje. Posłała mu nerwowy uśmiech, zastanawiając się, dlaczego nic jej nie powiedział.
Może dlatego, że on jest z rządu, ty z opozycji, a teraz wylądowaliście na JEDNEJ misji? Nie pomyślałaś, w jak ciężkiej sytuacji to stawia was oboje?
Przełknęła ślinę i rzuciwszy mu ostatnie spojrzenie udała się wraz z pozostałymi w kierunku poduszkowca. Za późno, by cokolwiek zmienić. Wiedziała, że jej nie wyda. Przynajmniej tym razem mogli działać ramię w ramię.
Zbliżyła się do Cypriane i uśmiechnęła się pokrzepiająco. Nadal nie pałała do niej miłością, ale wspólna praca także zbliżała.
- Bez nerwów, w najgorszym wypadku umrzemy, czy to coś nowego? - szepnęła jej do ucha, siadając obok i zapinając pas. Czekał ich długi lot..


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1941-cilia-loem
http://panem.forumpl.net/t1182-cilii
http://panem.forumpl.net/t1307-cilia-loem
Wiek : 20
Przy sobie : W PLECAKU: butelka wody, śpiwór, latarka, lokalizator, apteczka // PRZY SOBIE: Leki przeciwbólowe

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 4:01 pm

Cilia wraz z innymi weszła na pokład poduszkowca. Uprzednio jednak zapakowała do plecaka swój podręczny zestaw pierwszej pomocy i apteczkę. Cóż, jej bagaż będzie troszkę cięższy, ale z pewnością takie rzeczy będą potrzebne. Miała jednak nadzieję, że misja przebiegnie sprawnie i szybko. Nie czuła się najlepiej, ból gardła nie dawał jej spokoju, liczyła więc na jak najszybszy powrót do domu. Zastanawiała się trochę, jaki los spotkał dziewczynę, która chciała ukraść lek z jej apteki... Strażnicy pewnie nie dali jej spokoju i zawieźli do więzienia. Szkoda, że tak się to potoczyło, dobrze jednak że nic złego nie stało się jej samej.
Rozejrzała się po innych pasażerach poduszkowca alfa. Większości z nich nie znała, kilka osób wyglądało jednak dość sympatycznie, obdarzyła je więc uśmiechem. Nikt nie wiedział, ile misja potrwa i co będą musieli robić, wolała więc nie narobić sobie wrogów na start.
Chciała porozmawiać chwilę z Catrice, dowiedzieć się, jak dalej potoczyły się jej losy, jednak zapalenie gardła skutecznie jej to uniemożliwiło. Przeraziła ją trochę myśl, że w razie jakiegoś wypadku, będzie musiała komunikować się z  resztą załogi w inny sposób. W duchu miała jednak nadzieję, że misja przebiegnie pomyślnie. Jedyne czego chciała to święty spokój i to, aby ich starania doprowadziły do pomocy w aktualnej, ciężkiej sytuacji. Świat był paskudny, trzeba było robić cokolwiek, aby choć trochę poprawić standardy życia.
Uważała, że Panem gnije od środka, a tym środkiem był właśnie Kapitol, w którym po Rebelii wcale nic się nie zmieniło.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1795-tulio-velazquez
http://panem.forumpl.net/t1804-serial-killer-sweet-jesus-no-i-m-a-counting-guy-i-count-my-enemies#22922
Wiek : 31 lat
Zawód : Hacker-informatyk-szpieg i płatny morderca Coin
Przy sobie : Przy sobie: broń palna, nóż, latarka, scyzoryk, lokalizator, jedzonko, butelka wody| W plecaku: śpiwór, krótkofalówka, butelka wody, reszta jedzonka, baterie

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 4:13 pm

// po przeskoku

Tulio szedł szybkim krokiem w stronę lądowiska. Jak zwykle na jego twarzy nie malował się uśmiech, a pełne skupienia oblicze, które oślepiało hasłem "nigdy nie mam humoru". Miał za zadanie wybrać się do Trzynastki wraz z kilkunastoma innymi osobami. Jego poduszkowiec zwał się "Alfa". Jako informatyk i zarazem hacker potrafił włamać się w niemalże każdy system, podkraść dane i wykorzystać je w odpowiedni sposób. Mógł się przydać w tej misji. Plus do tego był wyszkolonym zabójcą, który poradzi sobie w obliczu zagrożenia. Dlatego też miał przy sobie broń.
W ciemnym stroju podszedł do dwóch strażników i podał swój dowód tożsamości. Nie bardzo mu się spodobało to urocze wdzianko. Gdyby było ciemniejsze nie byłoby problemu. To i tak nie było najgorsze. Mogli dostać jakieś w oczojebnym kolorze, a wtedy z punktu widzenia Tulia byliby wystawieni jak indyki do odstrzału. Wszedł na pokład poduszkowca i automatycznie skierował się do swojego miejsca, gdzie czekał już na niego plecak z zawartością.
Podszedł pobrać kilka rzeczy ze skrzyni, by później przyjrzeć się wszystkim swoim narzędziom. Miał kilkudniowy zapas jedzenia, dwie butelki wody, krótkofalówkę, nóż, broń palną, latarkę, śpiwór, lokalizator, scyzoryk, baterie do latarki i krótkofalówki. Cóż. To powinno mu wystarczyć w razie kłopotów na misji. Przeżyje w razie czego.
Spakował wszystko do plecaka prócz broni, którą schował za pasek spodni munduru w który przebrał się chwilę po spakowaniu rzeczy do plecaka.
Usiadł wygodnie na swoim miejscu i czekał, aż reszta załogi przyjdzie i będą mogli ruszyć.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1522-arthur-oshima
http://panem.forumpl.net/t1524-oshima-anatomy
http://panem.forumpl.net/t1526-arthur-oshima
http://panem.forumpl.net/t1525-medical-memories
http://panem.forumpl.net/t1528-arthur
Wiek : 26 lat
Zawód : lekarz ogólny (specjalizacja: pediatra, ginekolog)
Przy sobie : Przy sobie: zapalniczka, butelka wody, latarka, lokalizator, nóż, scyzoryk, torba lekarska, medalik z ampułką cyjanku, . | W plecaku: butelka wody, śpiwór, apteczka pierwszej pomocy, jedzenie. generator prądu.

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 4:29 pm

// po przeskoku

Zaraza, zaraza, wszędzie szerzy się zaraza i bynajmniej nie chodziło tylko o chorobę, która szerzyła się w Kapitolu i która zabiła mnóstwo ludzi w Trzynastce. Chodziło również o zarazę w postaci zgniłego narodu ludzkiego zamieszkującego stolicę Panem. Arthur czasami nie ogarniał ludzi, a raczej ich ignorancji, arogancji i egoizmu. Życie jednak nie pozwalało mu zrozumieć tych zachowań. No, ale nie o tym teraz mowa. Teraz najważniejsze było dostanie się do poduszkowca. Potrzebowali lekarzy do Trzynastki. Między innymi potrzebowali jego. Choć był głównie pediatrą i ginekologiem to był również lekarzem ogólnym i swoje tam wiedział. Poduszkowiec "Beta" to był poduszkowiec, który czekał na jego przybycie. Miał przy sobie jak zawsze torbę z którą się nie rozstawał. Były tam wszelkiego rodzaju narzędzia niezbędne do pracy lekarza. Miał też medalik z ampułką cyjanku, zapalniczkę i oczywiście leki.
Gdy dotarł na miejsce podszedł do strażników, którzy go wylegitymowali. Bez problemów wszedł na pokład poduszkowca i dość szybko odszukał swój plecak. Przebrał się szybko w swój mundur i przejrzał plecak. Woda, śpiwór, latarka, lokalizator. Zabrał ze skrzyni jeszcze apteczkę pierwszej pomocy, scyzoryk, nóż, zapas jedzenia i jeszcze jedną butelkę wody. Bez jedzenia człowiek wytrzyma dłużej niż miesiąc. Bez wody wytrzyma najwyżej kilka dni. Woda była najważniejsza, bo gdy nie było jedzenia to nawet trawa była smaczną strawą. Gdy wody nie było, nie można było jej zastąpić czymś innym. Wziął też ze sobą mały generator prądu, bo był mu prawdopodobnie potrzebny do badań. Miał w swojej torbie urządzenie, które wyłania poszczególne elementy substancji, a do tego potrzebował prądu.
Czuł się dziwnie. Jak gdyby to miała być jego ostatnia podróż, albo jak gdyby miała zamienić się w koszmar. Dziwne uczucie, aż ciarki przechodziły po plecach. Rozejrzał się. Niektórych znał z widzenia, z niektórymi zamienił kilka słów w Trzynastce. Kilka osób kompletnie nie kojarzył. Jak gdyby nie pochodziły z Trzynastki. Może z innego dystryktu? Z Kapitolu raczej nie, bo by kojarzył chociaż trochę.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1935-richard-cline#24568
http://panem.forumpl.net/t1675-richard-cline#21530
http://panem.forumpl.net/t1676-richard-cline
http://panem.forumpl.net/t1778-przeszlosc-richarda#22409
http://panem.forumpl.net/t1767-telefon-komorkowy-richarda#22142
Wiek : 33
Zawód : Strażnik
Przy sobie : w plecaku: półtoralitrowa butelka wody, śpiwór, latarka, noktowizor, porcja żywności; broń, paczka papierosów i zapałki, zestaw pierwszej pomocy, tabletki do uzdatniania wody, telefon
Obrażenia : Lewa strona twarzy pokryta szpetną blizną po pożarze dookoła oka ; Nad prawym policzkiem ma ślad po cięciu nożem.

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 4:49 pm

/Bilokacja, po odprowadzeniu Jolene na posterunek

Zdenerwowanie Richarda spotkaniem z Jolene i przekazaniem jej w ręce Gerarda nie było czymś przyjemnym, dość szybko jednak zapomniał o tym. Otrzymał wezwanie na kolejną misję, tym razem całkiem sporą i wykraczającą poza obowiązki pilnowania ludzi z KOLCa. Dreszczyk emocji pozwolił mu na zebranie najpotrzebniejszych rzeczy i czym prędzej udał się na płytę lądowiska. Miał owszem jeszcze sporo czasu do startu, ale wolał pojawić siętam dużo wcześniej i pobrać ekwipunek. A przede wszystkim: zostawić część przedmiotów należących niegdyś do Jolene na posterunku. Nie omieszkał jednak przywłaszczyć sobie apteczki pierwszej pomocy, którą nosił przypiętą do pasa, pod ręką.
Podniósł spojrzenie na przemawiającego Blaisa, kiwnąwszy mu od niechcenia głową na powitanie. Nie zdążył mu właściwie odpisać na ostatnią wiadomość, ponieważ wiedział iż to właśnie ten mężczyzna będzie dowódcą grupy, do jakiej się dostał. Wysłuchał wszystkiego, co mężczyzna miał wszystkim zebranym do przekazania. Trzymał plecak przerzucony przez ramię, przebrany już w szary strój, kiedy znana mu sylwetka pojawiła się i zniknęła we wnętrzu poduszkowca, kiedy dowódca skończył mówić. Zmarszczył brwi, ale kiedy wymijał Blaisa, uśmiechnął się do niego łobuzersko i puścił oczko, nie zatrzymując się. Zinterpretować to można było na kilka sposób, a Richard nie miał zamiaru wyprowadzać nikogo z błędu.
Dość szybko znalazł się przy siedzeniach, stwierdzając że to co zabrał ze sobą w zupełności mu wystarczy do przetrwania. Obładowany nie mógł być, a z lżejszym ciężarem łatwiej było biegać. Jako jeden z niewielu uczestników podróży miał wetkniętą za pas broń. Z daleka wyłapał zmęczoną twarz kolegi, do którego podszedł spokojnie i z szerokim uśmiechem szaleńca rzucił: - Gdzieś ty kurwa się chował? Myślałem, że zginąłeś, chuju. – Ot, bardzo miłe powitanie po latach. Klepnął Tulia przyjacielsko w ramię, - Ja pierdolę, co się z tobą działo, chłopie?! – Krzyknął rozbawiony, szukając wzrokiem swojego miejsca, do którego już po chwili dotarł. Usiadł, nie przerywając rozmowy - między nimi były na razie dwa wolne miejsca. Dobrze, że Richard nie wiedział kto zaraz usiądzie na jednym z nich.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t1933-javier-hughes
http://panem.forumpl.net/t3178-jav#49764
http://panem.forumpl.net/t1304-javier-hughes
http://panem.forumpl.net/t988-dwa-swiaty
http://panem.forumpl.net/t1344-jav
Wiek : 26 lat
Zawód : Uciekinier
Przy sobie : mapa podziemnych tuneli, broń palna, zapalniczka, telefon komórkowy, dwa magazynki z piętnastoma nabojami.

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 5:13 pm

Szedł przez lądowisko, z ciekawością rozglądając się dookoła. Z daleka mógł ujrzeć dwa duże poduszkowce, do których powoli się zbliżał. Nie szukał wśród mijających go ludzi znajomych twarzy. Pojawił się tu by uczestniczyć w misji. Docierając do miejsca, gdzie sprawdzano tożsamość, zobaczył grupę zebranych osób, wśród których przemawiającym była znana mu osoba -Argent. Wysłuchał wszystkiego w całkowitej ciszy. Po chwili dopiero dane mu było ujrzeć Lophię, przez ostatni czas nie widywał jej zbyt często. Gdy podeszła uśmiechnął się bardzo łagodnie, jakby panujący w nim spokój, był wręcz usypiający. Zdążył dojrzeć na jej piersi plakietkę z napisem o przynależności do statku 'Beta'. Westchnął do siebie cicho. -Taka już nasza rola. -pomyślał i podszedł do jednego z szeregowych, by się wylegitymować.
Bez problemów został wpuszczony na pokład poduszkowca, jak się okazało 'Alfa'. Zdał sobie sprawę, że widział się z Lophią po raz ostatni, ponieważ wylądowali na dwóch różnych pokładach. Nie rozglądał się zbytnio, jak to robił wcześniej. Bardziej interesował go ubiór, który został mu wręczony. Szary, ponury, z plakietką. Na dobrą sprawę nic ciekawego. Docierając na pokład zajął wyznaczone mu miejsce i przebrał się w otrzymany mundur oraz buty.
Nie mając nic ciekawszego do roboty, wyjął z przegródki plecak i zaczął dokładnie przeglądać jego zawartość, by móc w razie wypadku szybko zareagować i znaleźć odpowiednią rzecz. Przy okazji przełożył do niego rzeczy jakie przy sobie posiadał, pomijając naładowany pistolet, na który miał pozwolenie. Chwilę później odłożył zamknięty plecak za siebie i nie mając nic więcej do zrobienia, niż tylko czekać na resztę załogi i odlot, postanowił obserwować otaczające go osoby. W pewnym stopniu sytuacja go bawiła. Miała to być misja pokojowa, a większość z zebranych była uzbrojona. On sam nie był przy tym wyjątkiem.





Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1771-francesca-valmount#22322
http://panem.forumpl.net/t1774-franka#22332
http://panem.forumpl.net/t1773-francesca-valmount#22330
http://panem.forumpl.net/t1779-f-valmount
http://panem.forumpl.net/t1775-franka#22333
Wiek : 28
Zawód : porucznik (oficer)
Przy sobie : broń palna, pozwolenie na broń, paczka papierosów, zapalniczka, telefon, leki przeciwbólowe, minilaser do cięcia metalu, legitymacja wojskowa
Obrażenia : świeżo wyleczona ze złamania ręka (przy wykręcaniu do tyłu boli),

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 5:50 pm

/blio

Francesca miała mieszane uczucia. Tak jak z pewnością siebie zgłosiła się na misję, tak miała wrażenie, że z dnia na dzień ta pewność topniała. To nie tak, że nagle zaczęła się bać. Wpierw trochę cwaniakowała, twierdząc, że co to dla niej! Przecież przyda wam się ktoś, kto od dzieciaka siedział w Trzynastce i zna teren jak swoje podwórko.
Zdarzyło się tam jednak tyle złych rzeczy, że bała się, czy czasem jej coś nie odpierdoli i nie sfiksuje. Zwłaszcza jeżeli będą, nie daj Boże, przechodzić koło ich koi. Miała nadzieję, że nie, bo jednak część szpitalna znajdowała się w zupełnie innym skrzydle. Shaw też jej mówił, żeby nie jechała. Wiedziała, że się martwi, ale po prostu czuła, że musi wziąć udział w tej misji, dla uspokojenia własnego sumienia.
W końcu jednak stawiła się na lądowisku. Stojąc gdzieś w z tyłu wysłuchała gadaniny Blaise'a. Pierdu, pierdu. Zawsze ta sama litania. Jeszcze powinien na koniec powiedzieć: i niech los wam zawsze sprzyja!
W szarym mundurze czuła się jak w swojej własnej skórze. Może dlatego, że przed rebelią nosiła go całymi latami, a zmieniały się tylko naszywki? Lubiła zwłaszcza ciężkie, wojskowe buty, mocno trzymające się na nodze. Włosy spięła w kitkę, mocno przewiązując gumką, aby nie rozwiewał ich wiatr. To tylko zmniejszało pole widzenia, a tego nie lubiła.
Polazła po swój plecak z naszywką Alfa. Okej. Może być i Alfa. Dobrze, że będzie siedzieć z dowódcą, przynajmniej będzie na bieżąco. Miała też nadzieję, że Argent czasami posłucha co ta ma do powiedzenia, zwłaszcza, że są na równym stopniu.
Wlazła do podstawionego poduszkowca, na razie z nikim się nie witając i widząc obok kogo ma miejsce nie potrafiła powstrzymać się od wywrócenia oczami.
-Ja pierdole.-mruknęła cicho pod nosem.-Dobry, sierżancie Cline.-rzuciła, wkładając plecak na miejsce bagażu, po czym podniosła rękę widząc Argenta.Po tym, jak Rychu odpyskował Shaw'owi, że jest podoficerem, a nie szeregowym to zajrzała mu w papiery, dzięki czemu wiedziała, jaki ten ma dokładnie stopień. Oczywiście wiedziała, że jest starszym sierżantem, ale przecież nie potrafiłaby się powstrzymać przed dosraniem mu. Siadła na swoim miejscu, mając ochotę jebnąć gnojka przez łeb, ale już słowem się nie odezwała. Czekała tylko na jego reakcję, gdy dojrzy, że ma na pagonie więcej gwiazdek od niego. Hehe.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1939-reiven-ruen#24596
http://panem.forumpl.net/t262-reiven-ruen
http://panem.forumpl.net/t1296-reiven-levittoux
http://panem.forumpl.net/t277-osobisty-dziennik-reiven-ruen
http://panem.forumpl.net/t564-reiven
Wiek : 19
Zawód : Prywatny ochroniarz
Przy sobie : Komórka, nóż ceramiczny, dowód tożsamości, klucze do mieszkania
Obrażenia : Implant w prawej nodze, częściowa amnezja - obrażenie trwałe.

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 6:59 pm

/z mieszkania - bilokacja

Właściwie ciężko powiedzieć, dlaczego zgłosiła się na kolejną misję. Może miała już to we krwi, że ryzykowała. A może chciała wrócić do Trzynastki, gdzie w sumie przeżyła wiele miłych rzeczy. Może misja była pokojowa, ale i tak miała ze sobą broń z nabojami usypiającymi. Kto wie, co zalęgło się w dawnych korytarzach.
Na lotnisko przyjechała wojskowym samochodem. Rozejrzała się po zgromadzonych już tu ludziach. Wielu z nich znała, czy osobiście czy z widzenia, ale nie wszystkich. Fakt, że nie ona dowodziła był... odprężający. No i była w jednym poduszkowcu z Pippinem, co też było miłe. Miała nadzieję, że wypad "za miasto" pomoże jej zebrać myśli i nie rozmyślać o Sabriel, czekającej w jej mieszkaniu. Nie ufała w to, że dziewczyna ją posłucha i usiedzi na miejscu. Miała tylko nadzieję, że nie będzie kretynką i nie wpakuje ich obu w tarapaty. Wyjazd miał też Reiven służyć ustaleniu, jak powiedzieć Finnickowi o dziecku. Nie, nie zamierzała tego przed nim ukrywać. Przed wylotem wysłała mu wiadomość nawet. Musiała być w tym subtelna, by nie zburzyć jego szczęścia. Z durgiej strony chciała być wobec niego uczciwa... Ciężki orzech do zgryzienia.
Na płycie lotniska zasalutowała znanym jej żołnierzom i podeszła do Blaise'a.
- Gratulacje z okazji dowodzenia misją. Cieszę się, że to Ty, a nie ja. - klepnęła go przyjacielsko w ramie i skierowała się ku drugiemu z poduszkowców.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1925-peregrin-hawkeye
http://panem.forumpl.net/t689-pip-pip-pip
http://panem.forumpl.net/t1331-pippin-hawkeye
http://panem.forumpl.net/t1174-pippin
Wiek : 24
Zawód : Żołnierz; Oddział Reiven
Przy sobie : przy sobie: zapalniczka, prawo jazdy, latarka, pistolet, zestaw pierwszej pomocy

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 7:29 pm

Zgłoszenie się na tę misję, było dla mnie czymś najprostszym pod słońcem. Dlaczego? A to dlatego, że na jej powdzeniu zależało mi z powodów bardzo osobistych. Ellie leżała w szpitalu, z każdym dniem słabsza i bledsza, z każdym dniem mniej energiczna a bardziej apatyczna. Niknąca w oczach. Chciałem ją chronić, ale to nie była sytuacja, w której mógłbym wycelować do agresora z broni i nacisnąć spust. Zabójca siedział w ciele mojej kochanej małej siostrzyczki i pożerał ją od środka, kawałek po kawałku. Plułem sobie w twarz, bo może gdybym wcześniej zorientował się, że choroba jest poważna, może dałoby się ją wyleczyć we wczesnym stadium. Teraz nie było już lekarstw, które mogłyby jej pomóc. Poza tym, które teoretycznie znajdowało się w ruinach Trzynastki. Nie byłem tam długo i nie miałem z tym miejscem związanych żadnych przyjemnych wspomnień, ale to naprawdę nie miało znaczenia. Poszedłbym i na Arenę, gdyby miało to uratować ostatniego pozostałego mi członka rodziny.
Przed odjazdem byłem u niej w Szpitalu, tłumaczyłem jej, że muszę wyjechać by przywieźć jej coś co jej pomoże, obiecywałem, że wrócę. Miała tylko siłę się uśmiechnąć i poprosić, żebym pochował ją w Czwórce. Bym odprawił jej pogrzeb rybaka. Poczułem, jak serce mi się rozdziera, bo zrozumiałem, że straciła już nadzieję. Nie mogła już dłużej walczyć z chorobą i lekarze potwierdzili, że bez leku to kwestia tygodni, jeśli nie dni zanim umrze. Teraz więc ja musiałem podjąć walkę.
Na lądowisku pojawiłem się prosto ze Szpitala. Szedłem sztywnym, pewnym krokiem. Pozwoliłem się wylegitymować i odebrałem mundur, w który miałem się później przebrać. Przesunąłem zmęczonym spojrzeniem po zgromadzeniu, z którego wyłapałem jedynie twarze Javiera oraz Reiven. Ta ostatnia znikała właśnie na pokładzie poduszkowca, który miał być również moim. Było to niepomiernie dziwne, by służyć z nią jako równi rangą, dla odmiany, po tym jak zawsze była moją przełożoną. Poczułem bolesny ucisk w sercu. Czy była na mnie zła, że przestałem ją odwiedzać, że przestałem ją wspierać a nawet porzuciłem służbę? Wiedziałem, że to się w końcu na mnie odbije, a o awansie już nawet nie mam co marzyć. Właściwie to zakładałem, że jeśli Ellie przeżyje to wrócimy do Czwórki i pomożemy w jej odbudowie. Mała zasłużyła na to. A jeśli nie... Nawet nie brałem tego pod uwagę.
Poszedłem za Reiven i również wsiadłem do poduszkowca. Zająłem miejsce na przeciwko niej. Spojrzałem na nią i na chwilę nasze spojrzenia się spotkały, ale potem spuściłem wzrok. Nie wiedziałem co powiedzieć. Czy przeprosić? Czy może udawać, że nic się nie stało?
- Nie mogę już nazywać cię Panią Kapitan. - zauważyłem nieco cynicznie. - Jeśli ta misja zakończy się sukcesem, będę prosił cię o zwolnienie ze służby. - dodałem, zbierając się na odwagę by unieść wzrok i spojrzeć jej w oczy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1939-reiven-ruen#24596
http://panem.forumpl.net/t262-reiven-ruen
http://panem.forumpl.net/t1296-reiven-levittoux
http://panem.forumpl.net/t277-osobisty-dziennik-reiven-ruen
http://panem.forumpl.net/t564-reiven
Wiek : 19
Zawód : Prywatny ochroniarz
Przy sobie : Komórka, nóż ceramiczny, dowód tożsamości, klucze do mieszkania
Obrażenia : Implant w prawej nodze, częściowa amnezja - obrażenie trwałe.

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 8:26 pm

Uśmiechnęła się do Pippina, który do niej dołączył. Dawno go nie widziała, bo Ell była chora i zrozumiałym było dla niej to, że brat spędzał czas z siostrą. Zachowanie Peregrina było jednak dziwne. Rei spojrzała na niego pytająco. Czy nadal był na nią zły za danie mu kosza? Myślała, że wytłumaczyła mu, że po prostu nie jest gotowa na kolejny związek. A teraz... teraz unikał jej spojrzenia i mówił, że odejdzie?
- Ale dlaczego? - spojrzała na niego nie ukrywając, że jest tym zaskoczona. Chwyciła go delikatnie za rękę. - To chodzi o to co mi powiedziałeś wtedy w szpitalu? - wpatrywała się w niego tak intensywnie, aż na nią spojrzał. - Potrzebuję Cię. - dodała.
Jak on mógł w ogóle myśleć, żeby odejść z jej oddziału? Był ostatnim który jej nie porzucił, nie zostawił dla kogokolwiek innego. Potrzebowała go zwłaszcza teraz, gdy miała w domu dziewczynę która była w ciąży z Finnickiem. Czuła się jak bohaterka telenoweli.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1925-peregrin-hawkeye
http://panem.forumpl.net/t689-pip-pip-pip
http://panem.forumpl.net/t1331-pippin-hawkeye
http://panem.forumpl.net/t1174-pippin
Wiek : 24
Zawód : Żołnierz; Oddział Reiven
Przy sobie : przy sobie: zapalniczka, prawo jazdy, latarka, pistolet, zestaw pierwszej pomocy

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 8:49 pm

Nie podniosłem wzroku, słysząc jej pytanie. Wiedziałem, że tak będzie. Wiedziałem, że będzie pytała i dociekała, że uderzy w Ten ton. Ten specjalny ton, którym Adrie zawsze przekonywała mnie, że jeszcze nie, że nie powinniśmy myśleć o dziecku albo, żebym nie wypływał w morze, albo żebym dołączył do Rebelii. Był w tym tonie głosu smutek, wyrzut i nagana, ale także najczystsze rozpaczliwe wołanie o pomoc kogoś, kto tonie właśnie we wzburzonym morzu. Kiedyś, dawno temu, rozmawiałem o tym z Sunny podczas jednej z naszych sesji w jej gabinecie. O tym, że uważam iż kobiety są niesprawiedliwe, bo doprowadzają mężczyznę do granicy jego wytrzymałości a potem proszą, żeby skoczył. I choć wiedziałem, że to nie prawda, to zawsze wydawało mi się, że mają wtedy iskierki rozbawionego zaciekawienia w oczach. Jakby chciały się przekonać, co będzie, z takiej czystej nieprzekornej ciekawości.
Kiedy dotknęła mojej dłoni swoją, drgnąłem lekko ale nie zabrałem dłoni. Nie odwzajemniłem też jednak uścisku.
- To chodzi o to co mi powiedziałeś wtedy w szpitalu? - Nie, chciałem krzyczeć, to nie ma z tym nic wspólnego!.
- Potrzebuję cię. - Te słowa zawisły między nami, ciężkie od znaczenia. Wiedziałem, że Reiven jest silną kobietą, która prędzej złamie facetowi kark, niż pozwoli mu się źle traktować lub zrobić coś co jej się nie podoba. Wiedziałem też, i rozumiałem, że po Michaelu nie chce nikogo innego, przynajmniej póki co, bo to dla niej zbyt wiele. Nie naciskałem. Starałem się zrozumieć, że Rei kochała swojego męża i gdyby on nie odszedł, nie spojrzała by na mnie. Że to nie była taka sama sytuacja jak ze mną i Adrielą, ponieważ dla nas rozwód był formą uwolnienia się od siebie. Reiven nie mogła mi jednak odebrać nadziei. Najwyraźniej jedyną osobą, która mogła stanąć pomiędzy nią a mną była Ellie. I nieświadomie właśnie to robiła.
- Rei... Elenya, moja mała Ellie leży w szpitalu. Może dożyje mojego powrotu, a może nie. Nie wiem. Ale jeśli tak, to chcę ją zabrać do domu. Wiesz, że ciągle rysuje widoki z Czwórki? Myślałem, że Kapitol będzie dla niej dobrym miejscem, ale ona czuje się tu obco. Co ma robić taka mała dziewczynka, w takim wielkim i opustoszałym mieście? - Mówiłem, patrząc na nasze dłonie i jednocześnie lekko ujmując jej dłoń w swoje dłonie. - Może dawny Kapitol, ze swoim przepychem, kolorami i fajerwerkami by ją zachwycił. Ale ten nowy? Jedyne co tu ludzi spotyka to śmierć, a ja nie chcę, żeby za rok musiała oglądać kolejne dożynki. W tych zginęła jej siostra. Poza tym sytuacja nadal jest niestabilna i ty dobrze o tym wiesz. - Zamilkłem. Podniosłem na nią zbolałe spojrzenie.
- Wybacz mi, że nie byłem przy Tobie w ostatnim czasie, kiedy powinienem cię wspierać. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Ale Ellie... - ukryłem na chwilę twarz w dłoniach, a potem się wyprostowałem i oparłem o siedzenie.
- Boże, nienawidzę siebie za to, że tak mówię, ale jeśli Ellie nie dożyje mojego powrotu to... Wtedy będę cały Twój. Bo poza Tobą, nie będę miał już nikogo. - Przez myśl przemknął mi Finnick przytulony do Annie, ale oni bardzo się ode mnie oddalili. Zresztą, wiedząc jakim uczuciem darzyłem kiedyś Annie, nie mogłem w spokoju życzyć im najlepszego i uważać za przyjaciół. Nie mogłem być wobec nich szczery.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1939-reiven-ruen#24596
http://panem.forumpl.net/t262-reiven-ruen
http://panem.forumpl.net/t1296-reiven-levittoux
http://panem.forumpl.net/t277-osobisty-dziennik-reiven-ruen
http://panem.forumpl.net/t564-reiven
Wiek : 19
Zawód : Prywatny ochroniarz
Przy sobie : Komórka, nóż ceramiczny, dowód tożsamości, klucze do mieszkania
Obrażenia : Implant w prawej nodze, częściowa amnezja - obrażenie trwałe.

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 9:03 pm

Nie chciała go oszukiwać, czy kusić, czy śmiać się z niego. Gdyby tak było, to nie byłaby Reiven, a jakimś małym wrednym potworkiem.
Pokiwała głową.
- Wiem. Bardzo mi przykro. Ale znajdziemy lekarstwo i Ellie wyzdrowieje. - mocniej ścisnęła jego dłoń. Słuchała go uważnie. Wiedziała, że sytuacja jest nieciekawa. Ale gdy mówił o Igrzyskach otworzyła usta chcąc powiedzieć "Nie pozwolę, żeby odbyły się kolejne igrzyska", ale ugryzła się w język. Ktoś mógłby to usłyszeć.
Przez chwilę milczała. Musiała zebrać myśli.
- Dobrze. Zabierz Ellie do Czwórki. Ona wyzdrowieje, jestem tego pewna. A wtedy wrócicie do Kapitolu i... może... może byśmy poszli do kina, albo na kolację. - no ładnie. Proponowała mu randkę. A dla podkreślenia znaczenia tego co mówiła, przysunęła się do niego i pocałowała go delikatnie w usta. To był ledwie buziak, ale aż buziak.
- Będzie dobrze. - uśmiechnęła się do niego i oparła się plecami o swoje siedzenie. Nie puszczała jednak jego ręki.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t188-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t272-cypriane
http://panem.forumpl.net/t1316-cypriane-sean
http://panem.forumpl.net/t573-cypri
Wiek : 18
Zawód : sprzedaję w Sunflower
Przy sobie : kapsułka z wyciągiem z łykołaków, leki przeciwbólowe, telefon komórkowy, dowód tożsamości
Znaki szczególne : zaawansowane sieroctwo
Obrażenia : częste bóle brzucha

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 9:31 pm

Nerwowo bawię się paskiem plecaka, wyglądając przez niewielkie okienko znajdujące się tuż obok mojej głowy. Na zewnątrz wciąż znajduje się sporo osób, jednak wolałabym, aby poduszkowiec wzbił się w końcu w powietrze, uniemożliwiając mi jakąkolwiek próbę ucieczki przed tym, w co sama się wpakowałam. Śledzę wzrokiem samotnego ptaka przelatującego nad okazałym gmachem siedziby Coin, stwierdzając z nagłym ukłuciem żalu, że dałabym wiele, aby mieć skrzydła i móc uciec stąd w każdej chwili. Mimo to lepiej niż ktokolwiek inny wiem, iż marzenia są teraz ostatnią rzeczą, na którą mogę sobie pozwolić. Może nawet ludzie lepiej by na tym wyszli, gdyby złudne i puste wizje ich największych pragnień mogły po prostu nie istnieć i nie mącić umysłu.
Z westchnieniem odwracam wzrok od szyby, przez ułamek sekundy skupiając go na odbijających się w niej zmęczonych, jasnoniebieskich oczach, które mogą należeć tylko do mnie. Z nutą poirytowania opuszczam roletę, zasłaniając okienko, a jednocześnie i widok na Kapitol. Jeżeli okaże się, że był to ostatni raz, kiedy na niego patrzyłam, wcale nie będę żałowała.
Nagle słyszę tuż obok siebie szept i gdy odwracam głowę, dostrzegam Lophię, którą udało mi się wcześniej wyłapać kątem oka w tłumie. Dziewczyna uśmiecha się do mnie pokrzepiająco, jednak udaje mi się odpowiedzieć jedynie czymś na kształt skwaszonego półuśmiechu.
- Raczej nie - mówię, błądząc wzrokiem po podłodze. - Ale na pewno nie umrę przygwożdżona przez jakąś skałę, prędzej gdy potknę się o własne nogi, wysiadając z poduszkowca.
Choć wcześniej perspektywa takiej śmierci wydawała mi się niemal komiczna i zupełnie do mnie podobna, teraz stwierdzam, że zdecydowanie wolę wrócić do stolicy w jednym kawałku.




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1795-tulio-velazquez
http://panem.forumpl.net/t1804-serial-killer-sweet-jesus-no-i-m-a-counting-guy-i-count-my-enemies#22922
Wiek : 31 lat
Zawód : Hacker-informatyk-szpieg i płatny morderca Coin
Przy sobie : Przy sobie: broń palna, nóż, latarka, scyzoryk, lokalizator, jedzonko, butelka wody| W plecaku: śpiwór, krótkofalówka, butelka wody, reszta jedzonka, baterie

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 9:56 pm

Tulio nie zauważyłby Richarda jeszcze długo zapewne, gdyby ten się nie wydarł całą gębą na niego. - Richard? - Zrobił minę jak gdyby nie bardzo mu pasował głos do osoby, która przed nią stała. Co się w końcu dziwić skoro pan Cline zmienił się i to dość mocno. Kiedy ostatni raz się widzieli? Jeszcze przed Rebelią, czyli co najmniej rok temu. Zdążyło się wszystko pozmieniać. Prawie wszystko. Do tej pory nie zmieniła się sympatia Velazquez'a do Cline'a. Czasem wspominał sobie dawne czasy, gdy był zasmarkanym szczeniakiem, którego bawiła zabawa z siecią i harpunem. - Co Ty tu kurwa robisz? - Zapytał dość donośnym głosem, aczkolwiek nie tak głośno jak Richard. - Ja? Zginąć? Chyba Ciebie popierdoliło. Jestem zbyt przystojny na śmierć. - Uśmiechnął się rozbawiony widokiem przyjaciela. Pierwszy raz od śmierci małżonki uśmiechnął się szczerym uśmiechem. - Widzę, że odznak wojennych się dorobiłeś. - Lekko uderzył mężczyznę w ramię. - Co się ze mną działo? A kogo to obchodzi! Lepiej gadaj co z Tobą. Gdy ostatni raz Ciebie widziałem było jeszcze przed 74. Igrzyskami.
Obserwował mężczyznę jak ten siada dwa miejsca dalej. Czemu nie zamienił miejsc ot zwyczajnie? Przecież rezerwacji na nie nie było, a plecaki można przenieść. Przestrzeń między nimi jednak szybko się zapełniła i nie bardzo była okazja pogadać ze starym kumplem. Szkoda trochę. Tym bardziej szkoda, że wyruszali właśnie na misję z której całkiem możliwe, że nie wszyscy wrócą żywi, a przynajmniej nie zdrowi.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Sob Mar 22, 2014 10:20 pm

Kiedy wszyscy uczestnicy misji znaleźli się na pokładach, rozległ się przeciągły sygnał startowy. Poduszkowiec oznaczony grecką literą alfa wzbił się w powietrze jako pierwszy, jego bliźniak podążył za nim dwadzieścia minut później. Piloci obu maszyn wiedzieli dokładnie, dokąd mają lecieć, dlatego jak na razie żaden z nich nie odkrył, że nie posiada łączności z drugim statkiem.
Po wzniesieniu się na odpowiednią wysokość, poduszkowce wyrównały lot, pozwalając załodze na swobodne poruszanie się po pokładach.


Załogo 'Alfy', od tej pory piszecie tutaj, załogę 'Bety' zapraszam tu. Postacie, których posty nie znalazły się na lądowisku, siedzą grzecznie w fotelach, możecie podjąć rozgrywkę nimi już w powyższych tematach. Wszystkim przypominam też o uzupełnieniu pola profilowego 'przy sobie', najlepiej z podziałem na 'przy sobie' i 'w plecaku' - jutro przed kolejnym postem Mistrza Gry, stan Waszego posiadania zostanie zapisany i nie będzie można już go zmienić.
Do jutrzejszego wieczora możecie też swobodnie pisać na pokładach poduszkowców, ale uwaga: proszę, żebyście uwzględnili dwie rzeczy. Po pierwsze - gdzie znajduje się plecak z Waszym dobytkiem, oraz po drugie: gdzie znajduje się Wasza postać. To będzie ważne.
Gdyby ktoś nie był w stanie dodać postu, niech wyśle mi (Ashe) pw z powyższymi informacjami.
Owocnej misji i niech los zawsze Wam sprzyja!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
avatar
http://panem.forumpl.net/t2028-libby-randall
http://panem.forumpl.net/t2030-libby
http://panem.forumpl.net/t2029-libby-randall
http://panem.forumpl.net/t2046-libby
Wiek : 26 lat
Zawód : poszukiwana
Przy sobie : scyzoryk, telefon komórkowy, fałszywy dowód tożsamości
Znaki szczególne : niewielki wzrost, ciepły uśmiech

PisanieTemat: Re: Lądowisko    Nie Paź 26, 2014 11:17 pm

/ po spotkaniu z Victorem

Po raz pierwszy niepokój w sercu Libby został zasiany, gdy odczytała wiadomość od Hugh. Wtedy jeszcze była cudownie nieświadoma, a jednocześnie pełna chęci do pomocy. Nie zastanawiała się nad drugą częścią sms-a. Liczyło się tylko to, że jej kochany, niedawno odnaleziony (wątek pojawi się w retrospekcjach) brat jej potrzebuje. Jednak gdy napisał, że będzie pilotować poduszkowiec i że wszystko opowie potem, coś ją tknęło. Miała przeczucie. Na pewno nie bez powodu nie chciał mówić jej o wszystkim od razu. Właśnie. Nie mógł czy nie chciał?
Wszystko potoczyło się stanowczo za szybko. Tak jak pisał - zjawił się w jej mieszkaniu w ciągu kolejnych dwóch dni. W ubraniu żołnierza. Nie odezwała się ani słowem. Nie powiedziała też nic, kiedy wręczał jej dowód tożsamości, według którego była czynnym pilotem i kiedy poprosił, aby zabrała ze sobą swój mundur. Czuła się rozdarta. Nie rozumiała po co to wszystko, ale wiedziała też, że on nie chce, aby teraz zadawała mu pytania. Skoro obiecał, że to wyjaśni, na pewno to zrobi - mówiła sobie, przeszukując szafę. Stary mundur znalazła na samym dnie. Był lekko zakurzony, ale poza tym nie uległ żadnym innym zmianom. Kiedy go wkładała, przez jej głowę przelatywała masa myśli oraz wspomnień. Od chwili, kiedy go dostała, przez te wszystkie razy, kiedy go nosiła, aż do teraz. Zerknęła na nazwisko przyczepione do munduru na rzepy. Zerwała je, a potem przykleiła to, które podał jej Hugh. Miała już tylko nadzieję, że nie zamierza wciągać ją w żaden zamach stanu.
Kolejnym etapem była podróż, podczas której dowiedziała się o wszystkim. Przyczyny, plan, cel i przewidywane skutki. Jej dłonie z każdą informacją coraz bardziej zaciskały się na pasie bezpieczeństwa, ale oprócz tego była spokojna. Jak mogłaby mu nie pomóc? Szczególnie na tym etapie, kiedy wszystko było już gotowe. Posłała mu ciepły uśmiech i powiedziała, że może na nią liczyć.
Wtedy nie myślała, a przynajmniej próbowała nie myśleć o tym, co stanie się, jeśli jakiś element układanki nie będzie pasował do reszty. Kiedy zadzwonił jej telefon, podniosła go spokojnie, zerkając z ukosa na Hugh. Zapisała "swoje" dane, datę wylotu i przyczynę w bazie w hangarze, do którego dostali się dwie godziny wcześniej. Potem zabrała kartę do poduszkowca medycznego i razem z bratem ruszyła w stronę lądowiska. Chwilę później znaleźli ich poduszkowiec i zaczęli przygotowania do wylotu. No... Libby zaczęła, bo jej brat jakoś nieszczególnie znał się na maszynach latających. Kiedy rozgrzewała silnik, obserwowała go z przedniej szyby. To normalne, że zmienił się, odkąd widziała go po raz ostatni, a mimo to nie potrafiła nie porównywać go z tym 14-latkiem, którego pamiętała. Zmienił się. Urósł, zapuścił brodę, a w kącikach oczu pojawiły się pierwsze zmarszczki. No i palił jak smok. Ustawiła jeszcze odpowiednie parametry na ekranach oraz współrzędne geograficzne i już miała go zawołać Hugh do środka, gdy niespodziewanie sam zjawił się w kabinie. Nie było czasu na tłumaczenia -cćoś poszło nie tak i musiał pomóc. Skinęła tylko głową, a potem patrzyła jak wybiega z lądowiska.
Nie czekała długo. Minęło może 15-20 minut, gdy zobaczyła idącą ku niej grupę złożoną w dużej mierze z ludzi w białych kitlach. I Alma Coin na noszach. Westchnęła, odwracając wzrok. Otworzyła im już drzwi i czekała już tylko na sygnał do wylotu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Lądowisko    

Powrót do góry Go down
 

Lądowisko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Lądowisko

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Kapitol :: Dzielnica Północna :: Siedziba Rządu-