IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Centrum

 

 Centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Centrum   Nie Sty 26, 2014 2:31 pm

*TU SIĘ PEWNIE POJAWI JAKIEŚ ZDJĘCIE*
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 2:32 pm

Zimno dawało mi się we znaki. Zdecydowanie za długo byłem z dala od źródła ciepła., palce ścierpły mi już od chłodu, a zmieniający się w parę oddech zdawał się wręcz pogarszać sytuacje, gdy chuchnąłem na zziębnięte dłonie. No tak. Westchnąłem, pokręciłem głową, po czym wsunąłem ręce w kieszenie i ruszyłem dalej ulicami Jedynki. Rozglądałem się po okolicy, zaciekawiony widokami. Nigdy nie byłem, przynajmniej tak na dłużej, w innym niż Trzynastka dystrykcie. Nie liczyły się te tymczasowe odwiedziny podczas samej rebelii. Wtedy nie miałem szansy na podziwianie piękna okolicy.
Byłem ciekaw jak wyglądało tutaj życie dawniej, przed buntem, przed krwawymi zamieszkami. W końcu wszyscy dobrze wiedzieli, że ludzie stąd mieli najlepszy kontakt z Kapitolem. Iż dla nich uczestnictwo ich dzieci w Igrzyskach było zaszczytem. I chociaż sam dorastałem bez piętna dożynek nad głową zdawałem sobie sprawę jak krwawe i straszne to było wydarzenie. A oni... oni po prostu się zgłaszali. Szkolili do walki od najmłodszych lat. Nie do końca potrafiłem to pojąć.
Poprawiłem poły płaszcza, po czym pokręciłem głową odrywając od tego myśli. Byłem pewien, że nigdy tego nie zrozumiem, oni byli tak wychowani, pewne przekonania trwał w ich głowach od wielu lat. Zrozumienie było kwestia pokoleń, nie tak jak ja próbowałem, kwestią przypadku i paru minut rozmyślań.
Przyśpieszyłem trochę kroku i choć byłem już gotów do napisania sprawozdania, co najpewniej, ukróciłoby moją wizytę tutaj, skręciłem w jakąś kolejną, mało mi znaną, uliczkę. Pogwizdując pod nosem wesołą melodie przyglądałem się witrynom mijanych sklepów. Wiele z nich zajmowało się obróbką kamieni szlachetnych, wyrobem ozdób ze złota. Galerie prezentowały piękne dzieła, zapewne daleko poza moimi możliwościami finansowymi.
Uśmiechnąłem się na myśl o tym jak mama zareagowałaby, gdybym sprezentował jej jedną z tych błyskotek. Może wreszcie oderwałaby się, choć na chwilę, od ponurych myśli. Ostatnio za często wspominała Daniela i ojca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 3:20 pm

Siedem stopni powyżej zera. Słońce. Niebo czyste. Daniel spoglądał przez okno swojego nowego domu na to co działo się na zewnątrz. Nowego domu to może za dużo powiedziane, bowiem to było miejsce tymczasowe. Jego pobyt w tym budynku dobiegał końca i w końcu będzie musiał coś z tym fantem zrobić. Miał dwie opcje. Pierwsza to było zostanie w Jedynce, zbudowanie własnego domu i zapomnienie, a raczej próba zapomnienia o tym co się wydarzyło. Druga opcja to ruszenie do Kapitolu i zmierzenie się z przeszłością. Obie opcje były trudne, bowiem zapomnieć nie potrafił, ale nie chciał też wracać do żywych jeszcze wspomnień. Każdej nocy budził się zlany potem przerażony i przekonany o tym, że dalej jest w więzieniu pod Kapitolem. Miał koszmary o więzieniu, o martwym ciele Glimmer albo Benjamina, o arenie... Nie było nocy, którą przespałby ze spokojem. Czasami zastanawiał się co by było, gdyby pozwolił, by ktoś się za niego zgłosił. Może jego ojciec dalej by żył? Może teraz mieszkaliby razem z Benem pod Jedynką i pracowali przy wyrobie biżuterii, którą tak łapczywie kupował Kapitol? Może Ben byłby dyrektorem tutejszej szkoły, a Dan jak zwykle rzucałby tanimi bajerami w stronę dziewcząt Dystryktu? Ustatkowaliby się, porobili dzieci, a dwanaście lat później rzygaliby ze strachu, że ich dzieci mogą zginąć na arenie. Tego już miało nie być. Nigdy więcej Dożynek i Igrzysk. Coś jednak zmieniło się na gorsze. Mimo świadomości, że przyszłość jego dzieci jest w miarę zabezpieczona odczuwał pustkę w sercu. Nie cieszył się z wygranej rebeliantów. Zbyt dużą cenę zapłacił za wolność. Jego wolność w zamian na życie ojca, Glimmer, jej brata, Bena... Już pal licho to, że miał tak zrytą psychikę, że z początku mieszkańcy bali się go przyjąć z powrotem do Dystryktu, gdy pojawił się jakieś pół roku temu. Fakt faktem, że wyglądał jak obłąkaniec. Chude ciało, zarost do pasa, podkrążone oczy, rany i blizny, łachmany zamiast rzeczy.
Gdy spoglądał teraz w lustro widział tego samego człowieka co rok temu. Przystojny, silnie zbudowany, zdrowy. Jednakże coś było nie tak z tym odbiciem, a mianowicie spojrzenie. Niegdyś pełne iskier, blasku i żartu... Teraz przygaszone, zmęczone i tęskniące.
W szczątkach jego domu znalazł nadpalone zdjęcie jego, Glimm i Bena. To jego jedyna prawdziwa pamiątka po tej dwójce. Nosi zawsze przy piersi i nie ma dnia kiedy nie duma nad tym zdjęciem. Żałuje wielu rzeczy, ale najbardziej żałował tego, że utracił brata i narzeczoną. Dla nich skoczyłby w ogień i właściwie skoczył. Przypłacił tym skokiem niemalże śmiercią. Cudem przeżył. Dlaczego? Czy to ma być forma kary? Lepiej byłoby, gdyby zginął na froncie i nigdy nie wrócił. On jednak wrócił do Jedynki, gdzie potem dochodził do dawnej formy fizycznej. Gorzej było z psychiczną. Dan obawiał się, że nie ma już dla niego lekarstwa. Jego jedynym lekiem na arenie i w Trzynastce była Glimmer. Teraz... Teraz tylko żył bez perspektyw na życie. Z początku szlajał się jak cień po ulicach Jedynki. Mieszkańcy patrzyli na niego nieufnie. W końcu każdy widział jak zabijał Dwunastkę. Dlaczego nie miałby tego powtórzyć na kimś kto mu podpadnie? Z czasem jednak zorientowali się, że Daniel Levitt jest niegroźnym wrakiem człowieka. Co prawda kilka dziewcząt dalej usilnie wierzyło, że z niego taki amant jak dawniej, ale większość traktowała go jak powietrze za co był tak naprawdę wdzięczny. Dopiero od niedawna zaczął rozmawiać z ludźmi. Dopiero teraz robił coś więcej. Pomagał w odbudowie domów. Czasem wychodził do lasu zapolować na dziką zwierzynę. Najczęściej jednak pomagał domownikom, którzy udzielili mu schronienia. Miał u nich dług wdzięczności i starał się pokazać im, że ich decyzja przyjęcia go nie była błędem. Nauczył się gotować. No może nie był kuchmistrzem, ale potrafił ugotować już większość podstawowych potraw rodem z Dystryktu Pierwszego. Poza tym zaczął pracować przy wyrobie biżuterii. Jego talent plastyczny przetrwał, więc teraz wyrabiał już całkiem niezłe rzeczy i sprzedawał do Dzielnicy Rebeliantów umieszczonej w Kapitolu.
Dzisiejszy dzień nie miał być wyjątkowy. Ot zwyczajny dzień pracy. Chłopak ubrał się na wyjście z domu i wyszedł zabierając kilka kanapek przygotowanych przez panią domu. Kochał tą kobietę. Była jak na damę przystało wspaniałą kobietą o delikatnej budowie, ale niezwykle silnych rękach. Była blondynką i była najlepszą przyjaciółką jego matki. Dlatego też namówiła męża na przyjęcie Daniela pod swój dach. Czuła, że powinna pomóc synowi swojej przyjaciółki. Dan miał nadzieję, że żałowała swojej decyzji. Była jak matka, która opiekuje się swoim dzieckiem. Jej dzieci zginęły. Jedno na arenie, a drugie podczas rebelii. Daniel pamiętał tamtą dwójkę chłopców. Często się z nimi bawił jako dzieciak. Teraz robił za namiastkę jej synów. Nie przeszkadzało mu to, bo zawsze pragnął mieć matkę, a której nigdy nie miał. Ta kobieta była bardzo podobna do jego matki. W dodatku lubiła opowiadać o swej przyjaźni z nią, więc chłopak czuł do niej sympatię. Wołał na nią "ciotuchna", ale traktował ją jakby była jego matką. Często całował ją w poliki na pożegnanie, albo przytulał. Mógł powiedzieć, że przy niej czuł się bezpieczniej i spokojniej. Była oazą spokoju, której teraz usilnie potrzebował.
Trzymając kanapki w dłoni powędrował w stronę ulicy, gdzie pracował. To była uliczka ze sklepami jubilerskimi. Jeden z tych sklepów był jego miejscem pracy. Idąc minął mężczyznę w płaszczu, który spoglądał na witryny sklepów. Znał go, ale z pewnością nie był to mieszkaniec Jedynki, ani sprzed rebelii, ani po. Kim w takim razie był? Dan wiedział, że go kojarzy, że musiał go kiedyś poznać.
Przystanął obok udając, że niby podziwia wyroby, a tak naprawdę próbował sobie przypomnieć skąd zna gościa.
- Piękne prawda? - Zapytał. Może głos mężczyzny mu podpowie z kim ma do czynienia? - Ale proponowałbym zajrzeć do sklepu dwa budynki po lewej. Te tutaj są typowe dla tego Dystryktu, a tam można znaleźć elementy każdego z Dystryktów, a i znajdą się wyroby związane z Trzynastką, czy z Kapitolem. - Powiedział ze spokojem głosem profesjonalisty. W swoich projektach sugerował się różnymi elementami. W końcu w Trzynastce miał do czynienia z każdym dystryktem, więc podłapał kilka rzeczy, które teraz były niezwykle przydatne. Gdyby wygrał na arenie, gdyby rebelii nie było... Byłby stylistą chyba... Ale nie typowym stylistą, a bardziej skupiłby się na dodatkach jubilerskich. Zresztą byłby mentorem, więc nie pozwolono by mu na taki zawód.
Spojrzał na mężczyznę jak gdyby oczekiwał podpowiedzi dotyczącej tożsamości. Coraz bardziej był przekonany, że go znał. Właściwie to był już pewien z kim ma do czynienia, ale ostatnio nie ufał swojej pamięci, więc wolał nie wyciągać pochopnych wniosków.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 4:05 pm

Myśl o matce przywołała wiele innych, niczym lawina ciągnąca za sobą kolejne zwały śniegu. Wspominałem te chwilę, gdy razem z Danielem i ojcem wykradaliśmy się w nocy na powierzchnię, gdy szwendaliśmy się po okolicach Trzynastki z zadartymi głowami, podziwiając niebo, gwiazdy, chmury. Dobrze pamiętałem jakie marzenia mi wtedy towarzyszyły. Zawsze opowiadałem Danielowi o tym, że tam, w górze, kryją się smoki. Istoty potężne, wszechmocne, potrafiące jednym uderzeniem skrzydeł zmieść z powierzchni ziemi wszystko na swojej drodze. Pamiętałem jak bardzo cieszyła mnie ta wizja, upewniała, że tyrania ludzi nie jest najgorszym co może nas spotkać, zatem... musi być sposób na jej przezwyciężenie. A Daniel słuchał mnie, potakiwał, po czym, gdy już kładliśmy się spać, opowiadał mi wymyślone przez siebie historie, w których ja byłem, niby, głównym bohaterem. Według mojego brata byłem rycerzem z dawnych wieków, odzianym w dziwną metalową zbroję (puszki, jak wtedy obydwaj mówiliśmy), z długim ostrzem w dłoni. Opowiadał o tym jak walczyłem o sprawiedliwość, opowiadał o świecie łatwiejszym od naszego, gdzie można było podróżować między miastami, grodami, z zadziwiającą swobodą. Wystarczyło tylko mieć konia i czym się bronić. Były tam budynki, zwane karczmami, stały przy głównych drogach. W nich można było się zatrzymać na noc, w nich podróżujący mógł zjeść, napić się, odpocząć, zabawić.
Szkoda, że były to tylko bajki.
Po śmierci mojego brata nigdy nie usłyszałem już takiej historii. Jednak nigdy o nich nie zapomniałem. Tylko historie ojca trwały nadal, te nie opuściły mnie nawet wtedy, gdy nasz świat całkowicie się zawalił. Tyle że, tym razem, odbiorca był już tylko jeden. Tylko ja ich słuchałem
Byłem na tyle zamyślony, że nie zauważyłem, kiedy ktoś znalazł się niedaleko mnie. Najpewniej umknęło by mi to całkowicie, odszedłbym nie zwróciwszy uwagi na towarzystwo, gdyby nie głos wyrywający mnie z zamyślenia. Zerknąłem w jego kierunku i uśmiechnąłem się kulturalnie do młodego mężczyzny stojącego obok. Najpewniej miejscowy, sądząc po tym z jaką swobodą oferował mi odwiedzenie innych sklepów. Przeczesałem palcami włosy i uśmiechnąłem się przyjaźnie.
- Owszem, piękne - odparłem, kiwając głową i, ponownie, zerkając z podziwem na wystawę. - Jednakże, jak mniemam, zbyt drogie na kieszeń prostego żołnierza - dodałem i wzruszyłem ramionami.
Jeszcze chwilę przyglądałem się dziełom, po czym odwróciłem się w stronę przypadkowego towarzysza. Jego głos i twarz wydawały mi się znajome. Zmarszczyłem na chwilę brwi, szperając w moich wspomnieniach, starając się wydobyć z nawału różnych tożsamości ludzi, których poznałem od wybuchu rebelii tą, która pasowałaby do młodej, aczkolwiek pełnej zmęczenia życiem twarzy.
I kiedy w końcu w mojej głowie zaświtało coś, poczułem jak zalewa mnie zimna fala niedowierzenia. Z mojej twarzy zniknął uśmiech, w oczach pojawił się szok, a całe ciało spięło się odruchowo. On miał nie żyć. Byli świadkowie. Jego ciało przecież spłonęło... A jednak stał przede mną, w dobrym stanie fizycznym, bez wyraźnych oznak tego tragicznego wypadku.
Milczałem nie wiedząc co powiedzieć. Jedynie patrząc na niego z rosnącym niedowierzanie,
- Na wszystkich bogów, tych prawdziwych i nie - westchnąłem w końcu, pocierając intensywnie czoło dłonią i próbując dojść do siebie. - Daniel? Daniel Levitt? - spytałem, wbijając w niego wyczekujące spojrzenie.
Doskonale pamiętałem imię każdego żołnierza, który umarł pod moim dowództwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 6:01 pm

Tak. Teraz był już całkiem pewien, że ma do czynienia z Jamesem Wollnerem, swoim dowódcą w czasach rebelii. Nie pałał zaufaniem do swojego nowego żołnierza na początku, ale później zdawało się, że te relacje powoli się zmieniały na coś pozytywnego. Nie dane jednak było im sprawdzić co z tego wyniknie, bowiem Daniel umarł. W sensie przenośnym i dosłownym. Widzieli jego śmierć, więc był uznany za martwego.
- Czy zbyt drogie. Zależy od sklepu i zależy od znajomości. Można się też targować. - Odpowiedział na słowa swojego hmm... szefa? Dowódcy.... Swojego dowódcy.
Daniel widział na twarzy mężczyzny niedowierzanie. Spiął się trochę, bo nie lubił tych sytuacji, gdy ktoś odkrywa, że on jednak żyje. Jakoś nie przepadał za tym, bo zawsze w grę wchodziły wyższe emocje, a on starał się ostatnimi czasy ograniczać je do niezbędnego minimum. Wolał zostać człowiekiem bez uczuć, aniżeli być rozszarpywanym kolejnymi emocjami. Co prawda wychodziło mu to marnie, ale próbować można.
Miał nie żyć. Jego miało miało spłonąć w wyniku wybuchu bomby. Wieść o tym, że żyje nie rozeszła się. W ogóle nie opuściła Dystryktu Pierwszego. W końcu nie było się czym chwalić, skoro wrócił do świata żywych człowiek, który na oczach całego Panem stał się potworem i mordercą.
- Daniel? Daniel Levitt?
Chłopak westchnął ciężko na te słowa, ale przymusił się do uśmiechu, a raczej grymasu imitującego uśmiech, bo ostatnim razem uśmiechał się, gdy oświadczył się Glimmer. Tak. To chyba był ostatni moment, kiedy się szczerze uśmiechał.
- We własnej osobie... A raczej tak mam na imię, bo prawdziwy Daniel umarł na arenie. - Powiedział w stronę mężczyzny. Zdawało się, że James w ogóle się nie zmienił od ostatniego spotkania. Nic, a nic. Może ewentualnie widoczne było większe doświadczenie, a poza tym nie było znaczących różnic.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 7:26 pm

Wzruszyłem tylko ramionami. Nie miałem tutaj znajomości. Wszyscy z Jedynki, których kiedykolwiek kojarzyłem, albo zginęli, albo byli teraz w Kapitolu pracując jako żołnierze, płatni zabójcy, rządowcy. Czy cholera wie co jeszcze.
Mimo to patrzyłem na wystawę poważnie rozważając jakiś zakup. Od czasu wyjazdu z Trzynastki nie widziałem się z matką. Co prawda dużo czasu spędzałem na rozmowach telefonicznych z nią, jednak byłem w pełni świadom, jak ciężko jej przychodzi radzić sobie z zaistniałą sytuacją. Może powinienem postarać się o przepustkę. Wyjechać na trochę. Pomóc jej dojść do siebie. Albo... Sprowadzić ją tutaj. To też była opcja.
Jednak kolejne wydarzenia wybiły mi rozmyślania o domu z głowy. Słowa potwierdzające moje przypuszczenia dzwoniły mi w uszach. Ponownie potarłem czoło próbując dojść do siebie. Naprawdę przeżywałem śmierć każdego mojego podwładnego. Nie potrafiłem o nich zapomnieć, czując ciążącą na moich ramionach odpowiedzialność za każdą straconą duszę. A teraz... Okazało się, że wyrzuty jakie sobie prawiłem, przynajmniej w jednym wypadku, były nie prawdziwe.
- Jak to możliwe, ze przeżyłeś? - spytałem w końcu, po dłuższym milczeniu.
Posłałem młodzieńcowi zmęczone spojrzenie, by po chwili wzrokiem zbadać jego twarz, postawę, wszystko, jakby starając się znaleźć logiczne wytłumaczenie na to, że stał przede mną, tutaj, w Jedynce. Zdrów.
Niektórzy moi znajomi wyglądali gorzej po dniu służby w Kapitolu.
Odetchnąłem głębiej.
- Znaczy się... Naprawdę cieszę się, że żyjesz! Nie wiem jak to się stało, ale... Kurwa... Wybacz mi, jestem trochę jakby zszokowany. Nie wiem w sumie jak mam zareagować... Tak... - odchrząknąłem, ponownie potarłem czoło. Odchrząknąłem drugi raz. - Nie spodziewałem sie tutaj nikogo znajomego - dodałem i uśmiechnąłem się dość koślawo.
Szok powoli mijał, a na miejscu zaskoczenia powoli pojawiała się radość i ciekawość. Dawniej polubiłem tego dzieciaka. Mimo tego jaką miał przylepioną do siebie łatkę, mimo jego zachowania na Arenie. Postanowiłem zostawić to przeszłości , cóż, wszystko wskazywało na to, że dobrze zrobiłem. Zacząłem się z nim dogadywać. Nawet polubiłem te krótkie chwile niezobowiązujących rozmów, oderwanie od rebelianckiej rzeczywistości.
- Jak sobie radzisz? Jak układa Ci się życie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 7:45 pm

- Jak przeżyłem? Żebym to ja kurwa wiedział. - Wzruszył ramionami odpowiadając na jego pytanie. - Obudziłem się wśród trupów, więc ruszyłem do lasu i tam się ukrywałem dopóki nie wróciłem do Jedynki. W sumie nie wiem jak to się stało, że tu trafiłem. Głupi ma zawsze szczęście i to chyba dlatego jeszcze żyję. - Dodał po chwili przyglądając się swojemu dowódcy.
Daniel dzieciakiem już nie był. Może rok temu, gdy został wylosowany na trybuta. Wtedy był dzieciakiem, ale ten dzieciak zniknął i ustąpił miejsca mężczyźnie, który teraz stał przed Jamesem.
Pamiętał tamte rozmowy z mężczyzną. W sumie był jedną z nielicznych osób, które chciały gadać z Danielem, bo większość traktowała go jak trędowatego przez to co zrobił z Dwunastką. Kilka osób z racji, że go znało sprzed areny nie zmieniło zdania, a tak to wszyscy się odwrócili, więc to był naprawdę szok dla niego, gdy Wollner nie okazywał wrogości, a wręcz przejawiał sympatię.
- Jak życie. Chujowo, ale stabilnie. Po śmierci Glimm... - Przerwał na chwilę i spojrzał na naszyjnik z białego złota, który był na wystawie sklepu. - Utrata wszystkich bliskich i znajomych nie wpływa zbyt dobrze na psychikę. Bez Glimm, bez Bena, Reiven, Cato i całej masy innych ludzi to życie jest do dupy, ale staram się jak mogę. - Spojrzał na James'a z zaciekawieniem w oczach. Wolał o czymś innym mówić, więc wpadł na pomysł zmiany tematu. - Co słychać w Kapitolu? Tutaj niewiele informacji napływa stamtąd, a ciekawi mnie co się w ogóle dzieje. Tak jakby Jedynka była zupełnie oderwana od tego co się dzieje poza nią. - Powiedział spokojnym głosem. Widział na twarzy rozmówcy rosnąca radość. Radość z ujrzenia osoby, którą się znało i lubiło, a która nie umarła. Daniel też się cieszył, że widzi Jamesa, ale nie okazywał tego. Nie na razie. Kiedyś poklepałby po ramieniu, strzelił jakimś żartem i zaprosił na piwo. Teraz. - Co tak właściwie tutaj robisz, bo wątpię, byś przyjechał tutaj po biżuterię. - Zapytał po chwili bacznie obserwując znajomego.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 11:15 pm

Marszczyłem brwi słuchając jego wypowiedzi. Obudził się, dlatego nie znaleźliśmy ciała, dlatego przypuszczaliśmy, że spłonął. Mogliśmy go lepiej poszukać, przeczesać okoliczne chaszcze. Ale nie było czasu, to była wojna. Łatwiejsze rozwiązania były częściej brane pod uwagę. Chociaż rzadko kiedy były właściwe.
Na początku i mnie to przerażało. Fakt, jak bardzo brutalnie potraktował tą biedną dziewczynę... Katnis, jeśli się nie mylę. Choć może nazywała się inaczej... To smutne jak martwi trybuci znikali z naszej pamięci... W każdym bądź razie... na początku byłem nieufny, ostrożny. Ale szybo przekonałem się, że to co działo się na arenie, tam pozostało. Igrzyska rządziły się własnymi, brutalnymi prawami. Przemawiały krwią niewinnych, bólem i katuszami przypadkowych ofiar. Nie mogłem obwiniać dzieciaka za to co działo się tam. Tym bardziej, że sam nie miałem pojęcia jak bym się zachował w takiej sytuacji. Czy nie zginęło by wtedy moje poczucie humoru, czy nie umarłby przemieniając się w coś bardziej podobnego do szyderstwa, agresji.
Nawet wojna była mniej brutalna od igrzysk. Tam przynajmniej nie byliśmy zamknięci w klatce.
Wysłuchałem wszystkich jego słów, całej dalszej wypowiedzi, marszcząc brwi i zastanawiając się nad jej sensem. Skoro tak tęsknił za bliskimi czemu nie wrócił do Kapitolu? Fakt, tam nie było Glimm, tam nie było jego rodziny... Ale... Reiven i Cato...
Spojrzałem na niego z zastanowieniem już chcąc mu to powiedzieć, gdy temat stał się trochę mnij wygodny. Choć pytanie o Kapitol nie było takie złe. To jego ostatnie słowa uwierały mnie w najmniej przyjemny sposób. Dlatego postanowiłem je zignorować, nie o wszystkim mogłem mówić.
Nic nie zmieni tego, że byłem na służbie.
- W Kapitolu wszystko w porządku. Życie się toczy coraz to nowszymi torami. Wiesz, wszyscy mieli szansę na nowy start, bez zobowiązań związanych z dystryktami. I wielu to wykorzystało - odpowiedziałem, starając się zaprezentować sprawę w jak najbardziej obiektywny sposób. Choć to było trudne. Nie mogłem do końca patrzyć na wszystko z perspektywy bocznej, kiedy sam w tym uczestniczyłem.  - Powinieneś sam się przekonać - dodałem nagle, nawiązując do poprzednich słów młodszego od siebie kolegi. - Znaczy, spróbować żyć na nowo. Poza tym... W Kapitolu jest Reiven Ruen. I Cato. Skoro za nimi tęsknisz czemu nie spróbujesz do nich wrócić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Sty 26, 2014 11:39 pm

Oho! James nie mówił co robi w Jedynce i Daniel od razu wyczuł, że nie powinien drążyć tematu. Szkoda, bo trochę to ciekawiło Daniela, ale nie miał zamiaru ani zmuszać mężczyzny, ani zrażać do siebie, ani nic.
Co do Dwunastki to Daniel nigdy jej nie zapomni. Nigdy. Pamięć o niej była tak świeża jakby wczoraj ją zabił. Katniss Everdeen, trybutka Dwunastego Dystryktu, która zgłosiła się za swoją młodszą siostrę. Dan pamiętał ją aż nazbyt dobrze i czuł, że nawet za pięćdziesiąt lat będzie pamiętał ją tak dobrze jak swoje odbicie.
- Reiven żyje? Cato też żyje? Jak to? - Daniel zrobił minę jakby wrzeszczał: "O czym Ty człowieku pierdolisz? Oni nie żyją! Chyba... Nie wiem... Kurwa..." - Jak to żyją? Ben też żyje? - Zapytał z nadzieją w głosie. Gdyby James potwierdził, że jego braciszek żyje. Świat nabrałby choć trochę kolorów. Dan znalazłby cel. Znaleźć brata i upewnić się, że jest żywy, zdrowy, a przede wszystkim szczęśliwy. Pewnie próbowałby go ściągnąć do Jedynki, by mieć na niego oko, ale możliwe, że nie udałoby mu się. Cholernie żałował, że rozstał się z bratem w nienawiści. Naprawdę. Nawet poprosił Jasmine o jedną rzecz, gdy szedł na front. Wiedział, że wpadła bratu w oko, a i znał ją z widzenia. W końcu nie po to mówił o jej urodzie na wywiadzie, by teraz nie wiedzieć, że ona naprawdę jest piękna. W każdym razie iskierka nadziei zapłonęła w sercu Daniela, bo może jednak jego brat nie leży sześć stóp pod ziemią. Może żyje.
Pokręcił szybko głową, by ogarnąć się.
- Wiesz, gdzie jest Reiven? Tutaj mi nic nie mówią. O Cato to nawet nie wspominam. Nikt nie wie natomiast, gdzie jest Ben. Czy żyje, czy nie. Gdzieś tylko raz usłyszałem, że żyje, ale nawet nie wiem, gdzie go szukać jeśli to prawda. - Troszkę się rozgadał, bowiem emocje wzięły górę nad nim. Aż się trząsł z nadmiaru wrażeń. To Rei żyje. Żyje. Żyje... Cato też żyje.
- Kiedy wracasz do Kapitolu? Zabieram się z Tobą. - Powiedział stanowczym tonem głosu nieznoszącym sprzeciwu. Musiał jechać tam i zobaczyć Rei. Może ona będzie coś wiedzieć.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Pon Sty 27, 2014 1:08 am

- A i owszem, żyje - przyznałem zdziwiony tym, jak to możliwe, że Daniel o tym nie wiedział. W końcu Rei stała na wysokim stanowisku, miała swój własny oddział. Ciężko było uznać taką osobę za martwą. - Jest dowódcą Strażników Pokoju - dodałem gwoli wyjaśnienia.
Na kolejne pytanie jednak nie potrafiłem odpowiedzieć. Szczerze powiedziawszy, nie miałem nawet zbytnio pojęcia kim jest ten Ben. Możliwe, że Daniel kiedyś o nim wspominał, podczas jednej z naszych rozmów, jednak... Nie zachowałem w pamięci zbyt wielu szczegółów. I to nawet nie dlatego, że nie chciałem. Po prostu, sądząc, że chłopak nie żyje pozwoliłem na to by mój umysł sam dokonał selekcji, odrzucił niepotrzebne fakty związane ze zmarłą dla mnie osobą. Nie mogłem za to się winić. To było naturalne.
Jednak nic nie mogłem poradzić na to, iż przykry był dla mnie fakt mojej bezsilności. Westchnąłem więc bezradnie i wzruszyłem ramionami, patrząc na niego przepraszająco, po czym wbiłem ręce w kieszenie. Pomogłem na tyle, na ile mogłem.
Kolejny słowotok wyrywający się z ust młodego mężczyzny skomentowałem cichym westchnięciem. Chciałem mu pomóc, naprawdę, ale... nie do końca potrafiłem. Znaczy, wiedziałem gdzie złapać Rei, w końcu była moją koleżanką po fachu, jednak o Cato tylko słyszałem. Byłem w armii, musiałem zdawać sobie sprawę z każdego mieszkającego w Kapitolu tryumfatora, jednakże nie ze wszystkimi miałem do czynienia. Nie mnie przypadało sprawowanie nad nimi pieczy.
- Nie jestem jeszcze pewien. Najpewniej jutro koło południa - odpowiedziałem w końcu na jego ostatnie słowa. Trochę zaskoczył mnie fakt, jak łatwo dał się przekonać. Byłem pewien, że moja propozycja, w sumie rzucona bez większego przemyślenia, odbije się od mężczyzny, bądź też nie trafi do jego przekonania tak szybko. A jednak. - Muszę jeszcze dokończyć parę rzeczy - dodałem. Miałem napisać raport, a wolałem zrobić to tutaj, w spokoju, bez męczących mnie ciągle znajomych. Uwielbiałem towarzystwo ludzi, ale na pracy wolałem się porządnie skupić. W Kapitolu nie zawsze było mi to jednak dane.
Skoro jednak prezydent Coin dała mi tyle czasu, miałem zamiar z niego skorzystać.
- Właściwie, jestem tutaj motorem - wyjaśniłem, nagle uświadamiając sobie, że ciężko będzie o to byśmy z Danielem zabrali się razem do stolicy. Chyba, że skorzystam z możliwości jakie dawała mi praca w rządzie i przewiozę mój pojazd pociągiem. Musiałem to przemyśleć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Pon Sty 27, 2014 4:33 pm

Zwariowany Daniel, który przeraża wszystkich łącznie z samym zainteresowanym. Dawniej też taki był, że żywo reagował na różne rzeczy i chociaż wiele ostatnimi czasy przeszedł to ani tortury, ani arena, ani zaraza w Trzynastce nie zdołały z niego wyprzeć dawnych zachowań i przyzwyczajeń. Dan wielu rzeczy nie wiedział. Nie miał bladego pojęcia co się stało tak naprawdę podczas rebelii. Wiedział tylko, że rebelianci wygrali, zajęli Kapitol i nie będzie więcej Igrzysk w Dystryktach. To mu w sumie wystarczało do tej pory, ale odkąd się dowiedział, że jego mentorka i prawdopodobnie jedyna osoba, która mogłaby wiedzieć na temat Bena żyje odkrył jak mało wie o otaczającej go rzeczywistości.
- Dowódca Strażników Pokoju... - Powtórzył niczym echo słowa swojego dowódcy. Przez chwilę wyglądał jakby nie widział obecności Jamesa, jakby wydawało mu się, że jest sam. Musiał zapamiętać to kim jest teraz Reiven. Może mu się w przyszłości przydać ta wiedza.
Spojrzał na Jamesa po chwili. Nie dał się przekonać do życia w Kapitolu. Jechał tam tylko po to, by porozmawiać z Reiven i dowiedzieć się, czy Ben żyje. Tylko tyle go obchodziło na ten moment. Nie obchodziło go życie w miejscu, gdzie jeszcze nie dawno przypalano go żywcem. Nie miał zamiaru mieszkać w miejscu, gdzie zaczął się jego koszmar. - Dobra. Jeżeli jest jakakolwiek szansa na odnalezienie mojego brata żywego lub... martwego to muszę jechać do Reiven. Z Twoją lub bez Twojej pomocy. - Powiedział po pewnym czasie, gdy okazało się, że Wollner jest tutaj motorem. - Gdzieś jeszcze mam swoją Impalę. Jeśli odpali mogę jechać sam. Nie ma problemu, choć wolałbym jechać z kimś kto ogarnia nowy Kapitol. - Mruknął pod nosem jak gdyby nie mówił do Jamesa, a do siebie. Jego stary samochód zwany Impalą był kochany, ale wiekowy. W nim się działo prawie wszystko. Chyba tylko morderstwa nie było, a poza tym to wszystko. A nie... Przepraszam. W tym samochodzie morderstwo też było i gwałt również, ale Daniel o tym nie wie, bowiem te rzeczy działy się bardzo dawno temu u jednego z poprzednich właścicieli. Że ten samochód jeszcze nie zardzewiał na śmierć to cud.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Sob Lut 01, 2014 11:36 pm

Przyglądałem się Danielowi ciekaw co może kryć mu się w głowie w momencie, gdy powtarzał po mnie moje słowa. Chłopak naprawdę dużo przeżył, same Igrzyska musiały być dla nim czymś strasznym. A teraz jeszcze fakt, iż ledwo przeżył rebelię, właściwie niewiadomo jakim cudem, święcie przekonany o śmierci najbliższych mu osób.
Współczułem mu tego wszystkiego.
- To przecież żaden problem - zauważyłem słysząc wyznanie młodszego kolegi i wzruszyłem ramionami, trochę zdziwiony, że sam nie wpadł na rozwiązanie jakie przyszło mi natychmiast do głowy. - Jeśli Twój samochód działa po prostu pojedziesz za mną - wyjaśniłem.
Podróż nie była zbyt długa, drogi nie były też jakoś specjalnie uczęszczanie, nie musiał się więc obawiać, że gdzieś po drodze mnie zgubi. Zresztą, nie należałem do tych szalejących motocyklistów. Fakt, lubiłem poczuć wiatr, dostarczyć sobie trochę bardziej kontrolowanej przeze mnie adrenaliny, ale... cóż, z umiarem.
- Na pewno dam Ci znać jak będę się zbierać - obiecałem. To wszystko nie powinno mi zająć jakoś specjalnie dużo czasu, raport był kwestią dwóch, może trzech godzin spędzonych w spokoju i w skupieniu. - Będziesz miał gdzie się zatrzymać? - spytałem po chwili

Sorki za kupę, ale w ogóle nie wiedziałam co mam napisać i bardzo się wybiłam z nastroju do jakichkolwiek gier ._.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Lut 02, 2014 12:58 am

Dan spojrzał na James'a. - Okej. Mam nadzieję, że zadziała. - Powiedział niezbyt przekonywującym głosem. W głębi duszy obawiał się, że jego Impala może nie odpalić, a to by oznaczało, że musiałby się zabrać pociągiem, a pociągów ostatnimi czasy nie trawił. W końcu ostatni raz jechał pociągiem na własną egzekucję, która miała się odbyć na arenie. To samo tyczyło się poduszkowców. Gdyby miał z któregoś skorzystać... Dostałby ataku paniki chyba. Wspomnienia wróciłyby ze zdwojoną siłą, a on przestałby funkcjonować normalnie. Grunt, że na razie nie musiał się tym przejmować.
- Jak chcesz możemy pójść do mnie. Znaczy się do mojej przyszywanej ciotki, bo mój dom to teraz kupa gruzu i rozbryzganej krwi wokół. - Powiedział wzdrygając się na ostatnie słowa. Przynajmniej nie było wszędzie mózgów i części ciał. Cokolwiek James robił w dystrykcie nie leżało w interesie Daniela co akurat Wollner pokazał kilka minut temu, ale to nie oznaczało, że nie może odpocząć chwilę gdzieś, u kogoś. Ciotuchna na pewno się ucieszy z gościa. W szczególności, gdy usłyszy, że Daniel wyjeżdża. Nie dlatego, że ma go dosyć, a raczej dlatego, że wreszcie coś ze sobą zrobi. Jego bezczynność w sprawie jego przyszłości potrafiła być niezwykle irytująca. Z zamyślenia wyrwało go pytanie mężczyzny. Czy on ma się gdzie zatrzymać. No pewnie, że nie. Nie będzie się zwalał Rei na głowę, a tym bardziej nie Cato. Zresztą oboje pewnie uważają go za martwego, skoro nie pojawili się tutaj odkąd Dan tu jest. Nie miał gdzie mieszkać. Nie miał gdzie spać. Taka sytuacja. - Nie wiem... Nie... Chyba nie. - Odpowiedział po chwili ciszy. Najwyżej będzie mieszkał w Impali jeśli ruszy. Jeśli nie. Cóż.... Spał w lesie to spanie pod mostem mu bardziej nie zaszkodzi.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Lut 02, 2014 9:37 pm

Uśmiechnąłem się do niego pocieszająco widząc, że nie jest do końca przekonany. Cóż, w razie czego wezmę go na motor. Co prawda nie byłem fanem podróżowania w ten sposób, mimo iż ceniłem sobie bliskość ludzi na motorze lubiłem swobodę. Niczym nie ograniczoną, nie skrępowaną troską czyjąś obecnością. Między innymi właśnie dlatego zainwestowałem w jednośladowiec zamiast w samochód.
Kolejna słowa Daniela mnie zaskoczyły. Uniosłem brew zdziwiony, po czym zmarszczyłem czoło i zerknąłem na zegarek. Godzina, co prawda, była jeszcze dość wczesna, ale nadal czekało mnie trochę pracy. Nie powinienem zbytnio odbijać się od tego, gdyż wszystko mogło skończyć się tym, iż najzwyczajniej w świecie wciągnę się w rozmowę i zapomnę o upływie czasu. A to już z kolei byłoby równią pochyłą do dłuższego czasu spędzonego w Dystrykcie. Niby... mogłem, ale nie chciałem naciągać zaufania pani prezydent do mojej osoby.
- Nie wiem czy powinienem - opowiedziałem więc i posłałem Danielowi przepraszający uśmiech. Z chęcią porozmawiał bym z nim więcej, na to jednak mieliśmy czas później. Obowiązki to obowiązki. - Musze dokończyć całą robotę. Im szybciej się z tym uwinę, tym szybciej będziemy mogli ruszyć z powrotem - dodałem w kwestii usprawiedliwienia.
Martwiłem się trochę o chłopaka. Niby... wyglądał dobrze, ale jego reakcje nie były takie jak wcześniej, przed jego "śmiercią". Miałem wrażenie, że każde kolejne wydarzenie z jego życia usilnie stara się zdusić w nim ten radosny dryg. A przecież był jeszcze młody. Tak nie powinno być. Moja troska powiększyła się jeszcze bardziej, gdy przyznał, że nie będzie miał gdzie się zatrzymać. I gdzie miałby spać? W aucie? Bo byłem pewien, że na hotel nie byłoby go raczej stać.
- Ja jednak sądzę, że masz - rzuciłem zatem rezolutnie i wyszczerzyłem garnitur zębów w szerokim uśmiechu. - Mam wolny pokój w mieszkaniu, nic się nie stanie jak zatrzymasz się u mnie na trochę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Lut 02, 2014 10:37 pm

Wspominałam już, że Daniel nie do końca jest normalny? W sumie co się dziwić, skoro przeżył tyle rzeczy w tak młodym wieku. Zdecydowanie za dużo wydarzeń z jego życia zniszczyło jego psychikę. Napady strachu, zmiany humoru jak u ciężarnej... Raz był zadowolony, raz wkurwiony, raz przytulał, a raz dawał po mordzie. Potrzebował pomocy. Zdecydowanie potrzebował pomocy, by móc uporać się z przeszłością i w końcu ruszyć w przyszłość nie odwracając się do tyłu. Problem tkwił w tym, że nie bardzo miał kogo. Najbliższa mu osoba nie żyła, a ona z pewnością pomogłaby mu. Właściwie pomogliby sobie nawzajem. Druga najbliższa osoba prawdopodobnie też nie żyła, choć to dopiero Daniel miał zweryfikować. Reszta osób, choć znał kilka osób, które naprawdę lubił nie były odpowiednie. Nie ufał im, zwyczajnie im nie ufał. Nawet teraz nie ufał Jamesowi, choć zdawałoby się, że właśnie przeczy wszystkiemu i słucha go jak świnia grzmotu. Może na tą chwilę jego czujność przygasła, ale już niedługo jego nieufność znów się pojawi i przejmie nad nim kontrolę, a wtedy może wpaść w furię. Już raz wpadł w furię. Tutaj. W Dystrykcie. Na samym początku, gdy tutaj się pojawił. Jedynym sposobem na unieszkodliwienie jego było pierdolnięcie mu w łeb prętem. Leżał potem dwa dni nieprzytomny, ale przynajmniej nie rozwalił pół chałupy.
Może James nie będzie miał tego problemu z Danielem, a jeśli tak to powinien sobie z nim poradzić. Raczej...
- Chodziło mi o to byś napisał raport, czy coś tam w jakimś cieplejszym miejscu niż ulica. - Powiedział normalnym głosem (co bardziej przypominało głos udręczonego życiem). - Bo pewnie po to tutaj przyjechałeś. By zdać raport co się dzieje w Dystrykcie... - Jego bystre oczy znów zaczęły śledzić każdy ruch mężczyzny. - Cóż... Jak na razie ludzie odbudowują swoje domy i próbują wrócić do poprzedniego życia. Niektórzy tęsknią za czasami sprzed rebelii. Właściwie to wszyscy tęsknią, ale głównie za tym, że żyło im się lepiej. Może dla Ciebie i reszty rebeliantów to jest dziwne, a nawet chore, by tęsknić za rzezią dzieciaków, ale... - Wzruszył ramionami. - Tak nas wychowano. - Skwitował jednym zdaniem. Mógłby o tym rozmawiać co najmniej godzinę, ale uznał, że to bez sensu. Podniósł rękę, by podrapać się po głowie. Chwilę później westchnął ciężko i rozejrzał się po ulicy. Pamiętał jej świetność. To nie była obskurna ulica. Jedynka była bogatym Dystryktem, więc tutaj zawsze był ruch, a sklepy były piękne. Może nie takie jak w Kapitolu, ale było im całkiem blisko do tego. Można było powiedzieć, że Jedynka była takim małym Kapitolem, albo raczej uboższą wersją stolicy. Dan tęsknił za tamtym widokiem. Właściwie to tęsknił za czasami, kiedy nie miał bladego pojęcia, że pójdzie na arenę. Mógł robić psikusy Strażnikom razem z bratem. Mógł droczyć się z Glimmer. Podrywać dziewczęta pod szkołą. Mieć plany na przyszłość, gdy już ukończy osiemnaście lat i nie będzie musiał się przejmować Igrzyskami. Pamiętał jak pod sklepem naprzeciwko niego grał z kolegami w debilną grę polegającą na wykradaniu całusów przechodzących dziewczyn. Pamiętał jak w sklepie z czekoladą kupował tabliczkę mlecznej, a potem szczuł swoją ukochaną blondynkę. Dobrze pamiętał jak wtedy obrywał w głowę jej dłonią.
Wspomnienia, które nawiedziły Levitta sprawiły, że w jednym oku pojawiła się łza. Ocknął się dopiero, gdy mężczyzna zaproponował mu mieszkanie u niego. Wtedy starł łzę i spojrzał na James'a. - Nie wiem, czy to dobry pomysł. Narobię jeszcze kłopotów. Najwyżej będę spać w samochodzie. W lesie przeżyłem to samochód będzie luksusowym hotelem teraz. - Uśmiechnął się, a raczej wykrzywił twarz w grymasie, który miał udawać uśmiech, ale znowu mu nie wyszło.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1681-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1684-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1682-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1734-the-broken-one
http://panem.forumpl.net/t1685-zoja#21586
Wiek : 22
Zawód : Lekarz

PisanieTemat: Re: Centrum   Nie Lut 09, 2014 11:57 pm

/początek

Co miała tu robić? Cóż, plan był prosty. Szczepienia dzieciaków, jakieś okresowe badania. W teorii szybka sprawa i powrót do Kapitolu. Czy tak będzie?
Miała dziś dobry humor, akurat skończyła wszystkie zadania i mogła spędzić jakiś czas sama czy też z kimś kto z nią przyjechał. Może na zwiedzaniu, może na rozmowie. Tego jeszcze nie wiedziała. Jak na razie wybrała się sama do centrum.
Nie spodziewała się zastać od razu na pierwszym spacerze Daniela. Kojarzyła go, poznali się nawet, ale Zoja, jak to ona, nigdy nie nawiązała bliższych relacji z tym człowiekiem.
Podeszła za to do tej dwójki z uśmiechem, bo skoro i tak nie miała co robić..
- Cześć, pamiętasz mnie? - spojrzała na Daniela, a potem na Jamesa, którego nie znała.
Spotkanie w centrum było dla niej o tyle łatwiejsze, że naokoło byli tez inni ludzie, nie zostawała z mężczyznami sama. Przynajmniej nie dosłownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Pon Lut 10, 2014 6:11 pm

Z początku Daniel nie był świadom obecności kolejnej znanej mu osóbki w jego najbliższym otoczeniu. Ba! Nie zwracał uwagi na to co się dzieje wokół niego, bo się skupił na swoim problemie i na James'ie, który gwoli ścisłości się zawiesił, bo nie odezwał się do tej pory, a raczej do momentu, kiedy ciemnowłosa piękność postanowiła podejść do nich i się odezwać. Spojrzał na Zoję spojrzeniem, które mówiło, że nie ma bladego pojęcia z kim ma do czynienia. Nic, null, zero, none... Przez dłuższą chwilę gapił się na dziewczynę podziwiając jej piękno, ale poza tym nic innego nie robił, bo jego umysł jakby strajkował i nie planował ruszyć swoich trybików, by wspomóc Daniela w przypomnieniu sobie co to za dziewczyna. Pokręcił tylko głową ze zrezygnowaniem. Psycholog mu coś mówił o tym... Zaniki pamięci, bo mózg próbuje zapomnieć o miejscu, gdzie wydarzyła się największa krzywda. Dlatego też zapominał co się działo od momentu pojawienia się w Kapitolu do momentu wyruszenia na arenę, co się działo na arenie, czy też co się działo po złapaniu go na arenie. Zapominał, a potem wspomnienia uderzały w niego ze zdwojoną siłą niemalże pozbawiając go zmysłów. Miewał takie chwile, gdy próbował się targnąć na swoje życie. Ciotuchna raz musiała przeciąć sznur owinięty wokół jego szyi, bo zastała go w momencie, gdy pętla zaczęła się zaciskać na jego skórze. Miał chwile słabości, które niemalże go zabijały. Jakaś siła wyższa jednak nie pozwalała mu umrzeć. Daniel nie wierzył w żadne bóstwa, ale czasami zastanawiał się dlaczego on, choć na to zasługiwał nie umarł do tej pory, a Glimmer, która nie zasługiwała na śmierć umarła. Ironia losu? Bogowie są wredni? Dlaczego?
- Eeee.... - Chciał dodać "a powinienem?", ale uznał, że to będzie co najmniej niestosowne. Dużo czasu minęło zanim wygrzebał ze swej pamięci obraz dziewczyny. Była starsza od niego o... 3/4 lata? Patrząc na nią nie mógł się dużo pomylić. Po chwili zorientował się, że widział ją jakoś tuż przed areną, gdy badała, czy nadaje się na arenę. Takie tam standardowe badania trybutów, które wszyscy przechodzili. Jak jej było na imię??? - Zoja, tak? - Zapytał w przypływie olśnienia. - Pamiętam. Trochę kiepsko, bo tylko raz się widzieliśmy, ale pamiętam. - Powiedział z tajemniczym obliczem na twarzy.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1681-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1684-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1682-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1734-the-broken-one
http://panem.forumpl.net/t1685-zoja#21586
Wiek : 22
Zawód : Lekarz

PisanieTemat: Re: Centrum   Pon Lut 10, 2014 6:26 pm

Nawet jeśli Zoja określiłaby Daniela jako przystojnego, to na pewno nie myślała o nim (właściwie to o kimkolwiek) w ten sposób. W trakcie Igrysk był dla niej pacjentem, teraz może nie znajomym, ale jedyną jak na razie znaną twarzą tutaj, co może zmniejszało trochę poczucie zagubienia. Pielęgniarka nie miała pojęcia ile zmieniło się w życiu Daniela.
- Tak. - skinęła lekko głową. - Faktycznie, tylko na badaniach. Później każdy był zbyt zajęty. - uśmiechnęła się i rozejrzała. - Żyjesz tu, mieszkasz? - zainteresowała się.
Nie miała pojęcia co ze sobą robić przez resztę dnia, która jej pozostała. Badania zwykle zaczynały się od rana, trwały kilka godzin a następny dzień był wolny - tak, jak ten. Kobieta pozostawiona sama sobie w nieznanym miejscu zupełnie nie wiedziała co dalej. Mogła wrócić do wynajętego dla niej pokoju, ale nie chciała spędzić reszty dnia sama w czterech pustych ścianach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Pon Lut 10, 2014 6:36 pm

- Raczej egzystuję, bo mieszkaniem i życiem nie da się nazwać mojej aktualnej sytuacji. - Odpowiedział spokojnym głosem, aczkolwiek dało się wyczuć w tonie nostalgię. - Zbyt zajęty. Tak... Byłem zbyt zajęty ratowaniem własnego tyłka na arenie. - Dodał po chwili co może nie było zbytnio miłe w stosunku do dziewczyny, która uśmiechała się do niego. Pokręcił głową. - Nie mówmy o tym co było... Ani o mnie... Co tutaj robisz? Rzadko się widuje ludzi spoza Jedynki tutaj. Co prawda. - Spojrzał na James'a - Dzisiaj limit miesięcznych odwiedzin został przekroczony dwukrotnie. - Tak, to miał być żart, ale jak zwykle mu nie wyszedł. Dan od długiego czasu nie był idealnym kandydatem do rzucania żarcikami na lewo i prawo tak jak to robił kiedyś. Pod tym względem był mocno zacofany. Cofnął się w rozwoju i nie potrafił już tak beztrosko sobie być na tym świecie. Życie skopało mu tyłek solidnie i teraz patrzył na wszystko zupełnie inaczej.

// sorki za kupę, ale chwilowo myślę o egzaminie o-o'



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1681-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1684-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1682-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1734-the-broken-one
http://panem.forumpl.net/t1685-zoja#21586
Wiek : 22
Zawód : Lekarz

PisanieTemat: Re: Centrum   Pon Lut 10, 2014 7:00 pm

Zmarszczyła lekko nos jakby nie chcąc komentować wydarzeń na Igrzyskach. Pokiwała tylko lekko głową i splotła ręce na piersi. Była ciepłolubnym stworzeniem i taka marcowa temperatura potrafiła dać jej w kość. Teraz też zastanawiała się już gdzie może zwiać, żeby było jej cieplej.
Każdy wtedy był zajęty ratowaniem siebie, nie było to dla niej dziwne. Zoja bardzo cieszyła się, że jej udało się tego uniknąć. Wiedziała, że na pewno by sobie nie poradziła. Choć.. wtedy może jeszcze jakoś by jej poszło i dotrwała by choć do połowy, ale teraz? Dwa lata temu całe jej życie i charakter zmieniły się diametralnie, potem zginęła jeszcze jej matka.. Dziwnym byłoby, gdyby Zoja pozostała taka sama jak przed tym wszystkim. Od dwóch lat raczej wycofana, choć nadal uśmiechnięta i zawsze chętna do pomocy. Inna, niż znali ją ludzie w jej dystrykcie.
- Wysłano mnie z Kapitolu do pomocy przy badaniach i szczepieniach dzieciaków. - wyjaśniła. W końcu w tym nie było żadnej tajemnicy. - Tylko, że już skończyłam i resztę dnia mam wolną. - wzruszyła lekko ramionami.
Podniosła kołnierz w płaszczu, wyglądała na zziębniętą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Lut 11, 2014 1:18 am

Danielowi nie umknęło to, że dziewczyna troszkę trzęsła się z zimna. - Może wpadniesz na gorącą herbatę? Moja ciotka robi taką z goździkami, pomarańczą i sokiem malinowym. - Powiedział po czym spojrzał na James'a - Ty też James. A właśnie. Nie przedstawiłem was. To Zoja, emm... pielęgniarka, którą poznałem przed... wejściem na arenę... A to James, właściwie mój dowódca zanim... hmm... umarłem. - Dan poczuł się zakłopotany tymi słowami, które wypowiedział. Właściwie to on oficjalnie nie żył. Plus, dziewczyna wyglądała na taką co to nie bardzo będzie chciała wchodzić do czyjegoś domu, w szczególności z dwoma mężczyznami. - O tej porze moja ciotka powinna piec jakieś ciasto, więc niedługo pewnie będzie gotowe. - Dodał po chwili, by zachęcić tą dwójkę to pójścia z nim do domu. Ciotka się ucieszy z gości, nie ma co. Dobra, ucieszy się, że będzie miała kogo poczęstować i komu pochwalić się sokiem malinowym własnej roboty oraz herbatą zwaną potocznie goździkówką ciotuchny. A po wszystkim pomarudzi Danielowi, że mógł ją uprzedzić, że będzie miał gości. Tyle z jej strony.
Dan spojrzał ponownie na Zoję. - Szczepienia dzieciaków. Za mojej młodości nie było takich bajerów. Nie no... Może dwie szczepionki nam dawali, byśmy nie pozdychali jak muchy, bo kto by pracował dla Kapitolu... - Mruknął pod nosem jak gdyby mówił tylko do siebie. - To co? Idziecie? - Zapytał otulając się szczelniej swoim szarym płaszczem.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1681-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1684-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1682-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1734-the-broken-one
http://panem.forumpl.net/t1685-zoja#21586
Wiek : 22
Zawód : Lekarz

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Lut 11, 2014 11:14 am

- Chętnie. - uśmiechnęła się do Daniela. Chciała odmówić, ale uspokoiła ją informacja o ciotce. Choć może nieprawdziwa? Tego już wiedzieć nie mogła. W każdym razie gdyby miała sama przebywać z dwójką mężczyzn w domu któregoś z nich, to wolałaby marznąć. Nawet zachorować by wolała.
- Brzmi świetnie. - skinęła głową. - Myślę, że się skuszę. - rozejrzała się jeszcze raz. Czyli tak jej przyjdzie spędzić dzisiejszy dzień. Może faktycznie powinna poprosić którąś z osób z którą tu przyjechała i wybrać się na jakieś zwiedzanie? Może nie tyle zwiedzanie, a po prostu spacer po dystrykcie, rozglądnięcie się, zobaczenie jak ludzie żyją tutaj. Przyzwyczaiła się już do Kapitolu, ale zawsze lubiła odwiedzać nowe miejsca jak tylko miała okazję. Z drugiej strony nie zamierzała sama łazić po nieznanych sobie miejscach.
- Może teraz zaczęli o to dbać? - wzruszyła lekko ramionami. Sama też nie pamiętała jakiejś specjalnej opieki medycznej gdy była dzieckiem, wszystko robiło się domowymi metodami najczęściej.
- Jasne. Prowadź. - potarła dłońmi ramiona by się rozgrzać. Myśl o ciepłej herbacie, a może i kawałku słodkiego ciasta zdecydowanie poprawiła jej humor. W końcu uwielbiała herbatę!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1198-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1213-przygarnij-jamesa
http://panem.forumpl.net/t1318-james-wollner
http://panem.forumpl.net/t1631-james-wollner#21001
Wiek : 32
Zawód : Żołnierz
Przy sobie : noktowizor, tabletki do uzdatniania wody, broń palna, zapalniczka, scyzoryk wielofunkcyjny, medalik z małą ampułką cyjanku w środku, para kastetów

PisanieTemat: Re: Centrum   Czw Lut 13, 2014 9:44 am

- Ja... - zacząłem, jednak szybko urwałem i westchnąłem. Nie było sensu zaprzeczać faktom, przyjechałem tu na kontrolę, a stojący przede mną chłopak był za bystry by tego się nie domyślić. Próba wmówienia mu innej opcji byłaby niczym obelga rzucona w twarz, odmówieniem mu prawa do inteligencji. Poza tym... nie lubiłem kłamać. A misja nie była tajna, dostałem jedynie rozkazy, by nie rozpowiadać o niej na prawo i lewo. A przecież tego nie robiłem. Uśmiechnąłem sie więc rozbawiony i wzruszyłem ramionami. - Zatrzymałem się niedaleko stąd u pewnej miłej rodziny, więc nie musisz się martwić. Mam gdzie spać i gdzie dokończyć pracę.
Stare, poczciwe małżeństwo u którego zatrzymałem się na czas pobytu w Jedynce, było naprawdę wspaniałe. Ci ludzie nie zwracali uwagi na to, iż jestem dla nich obcym człowiekiem, ugościli mnie jakbym był ich własnym synem, który powrócił z jakiejś długiej podróży. Bardzo chętnie ze mną rozmawiali, opowiadali o życiu w dystrykcie zza czasów panowania Snowa, o życiu, którego sam nie potrafiłem do końca sobie wyobrazić.
Westchnąłem z politowaniem i spojrzałem na chłopaka karcąco, gdy wspomniał o mieszkaniu w samochodzie. To był najgłupszy pomysł jaki mogłem od niego usłyszeć. Skoro i tak nie miał zostać na dłużej w Kapitolu nie widziałem żadnego problemu w tym żeby u mnie zamieszkał. Naprawdę.
- Dan, sądzisz, że zaoferowałbym Ci to, gdybyś miał mi sprawić jakiekolwiek kłopoty? - spytałem, kręcąc głową z niedowierzaniem. Złapałem chłopaka za ramię, by bardziej skupić na sobie jego uwagę, po czym uśmiechnąłem się, nawet trochę tym wszystkim rozbawiony. Młody i nawet przystojny chłopak miał zamieszkać u mnie na jakiś czas, jak nic znajomi oskarżą mnie o romans. Ta myśl rozbawiła mnie do tego stopnia, iż ledwo powstrzymałem się przed parsknięciem śmiechem. - Przyda mi się trochę towarzystwa. Poza tym... ja ci powiedziałem o Rei, więc poniekąd, ja cię ściągnąłem do Kapitolu, muszę iść za ciosem w takim razie i zaoferować ci NORMALNE miejsce do spania - dodałem, dość mocno akcentując słowo "normalne". Bo w końcu samochód nie należał do takich miejsc.
Puściłem ramię Daniela i wzruszyłem ramionami nadal się uśmiechając. Teraz to była tylko jego decyzja.
A potem pojawiła się inna kobieta, młoda, na oko w wieku Daniela, może trochę starsza, niechybnie odwracając uwagę mojego towarzysza od wcześniejszej oferty. Skinąłem jej głową i wycofałem się, nie chciałem im przeszkadzać, tym bardziej, iż niezbyt miałem jakiekolwiek pojęcie o ich wspólnej przeszłości. Zamiast tego skupiłem się, ponownie, na wystawie sklepu, myślami jednak dryfując z daleka od tego miejsca. W głowie układałem już sobie, powoli, cały raport, szukałem odpowiednich słów do opisania tego co zastałem.
Ocknąłem się zaskoczony, gdy padło moje imię, po czym uśmiechnąłem się przyjaźnie do kobiety. Pielęgniarka, warto zapamiętać, w przyszłości może mi się przydać kolejna znajomość ze szpitala.
- Miło mi, Zoju - powiedziałem, po czym pochyliłem się lekko w jej stronę, ujmując jej dłoń i ucałowałem jej grzbiet.
Po tym powitaniu chciałem już się wycofać, jednakże powtórna oferta odwiedzin u ciotki Daniela, okraszona ofertą poczęstunku ciastem uświadomiła mi, jak dawno nie miałem do czynienia z tego rodzaju gościną. Przestąpiłem z nogi na nogę, trochę zakłopotany, w końcu jednak doszedłem do wniosku, że nie mogę ponownie odmówić.
- Zatem niech tak będzie - mruknąłem, kręcąc głową rozbawiony, po czym posłałem towarzyszą ostrzegawcze spojrzenie. - Ale nie miejcie do mnie pretensji, gdyż pewnie dość szybko będę się zbierać. Nadal czeka mnie praca, a w zaistniałych okolicznościach chciałbym skończyć ją szybciej.


Ostatnio zmieniony przez James Wollner dnia Nie Lut 16, 2014 2:00 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1681-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1684-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1682-zoja-lynch
http://panem.forumpl.net/t1734-the-broken-one
http://panem.forumpl.net/t1685-zoja#21586
Wiek : 22
Zawód : Lekarz

PisanieTemat: Re: Centrum   Pią Lut 14, 2014 11:34 pm

Odezwał się jej telefon. Jak zwykle. Musiała odebrać, to na 90% coś związanego z jej pracą. Przeprosiła od razu i odeszła na bok by porozmawiać. Tak. Jak zawsze. Nawet nie zdążyła się rozkręcić a musi wracać.. Westchnęła lekko, przeprosiła obu mężczyzn i poszła.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t1582-daniel-levitt#20380
http://panem.forumpl.net/t1583-i-m-batman#20388
http://panem.forumpl.net/t1585-daniel-levitt#20391
http://panem.forumpl.net/t1584-all-of-my-memories-keep-you-near
Wiek : 19 lat
Zawód : Strażnik Pokoju
Przy sobie : Przepustka do KOLCa, pozwolenie na broń, prawo jazdy, broń, 1 prezerwatywa, pieniędzory, dowód tożsamości, guma do żucia, długopis, telefon, kluczyki od Impali, zegarek na rękę, mapa Kapitolu.

PisanieTemat: Re: Centrum   Wto Lut 18, 2014 9:29 pm

Dziewczyna dość szybko się zmyła, więc Daniel nie zaprzątał sobie nią uwagi dłużej. Skupił się na James'ie, który gadał o tym, gdzie się zatrzymał. Później wyszedł z tekstem, który u dawnego Daniela zabrzmiałby dwuznacznie, ale ten Daniel nie zwracał na to już uwagi. Właściwie patrząc na niego stracił ochotę na cokolwiek zbereźnego. Można powiedzieć, że stał się aseksualny. Po prostu nie miał już tych potrzeb i prawdopodobnie nie będzie już ich miał. Przynajmniej tak jemu się wydawało.
- Nie będę długo w Kapitolu. Jeśli Ben nie żyje to nie ma sensu bym siedział w tym zasranym mieście dłużej niż to konieczne. Jeśli jednak żyje możliwe, że zabawię trochę dłużej. Nie wiem... - Powiedział poważnym tonem. Nienawidził Kapitolu. Nienawidził całym sercem i najchętniej zrównałby z ziemią, byleby tylko wspomnienia nie wracały.
Rozejrzał się ponownie. - W sumie skoro Zoja sobie poszła, a Ty nie masz czasu... Nie wiem. Zaproszenie na ciasto jest aktualne. Czy z niego skorzystasz, czy nie to już Twoja sprawa. Ja w każdym razie będę u siebie. Kiedy planujesz wyjechać z Jedynki? Muszę odpalić Impalę zanim ruszymy i sprawdzić, czy jeszcze da radę nią jeździć. - Zapytał spoglądając na Jamesa.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Centrum   

Powrót do góry Go down
 

Centrum

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Centrum papirusu
» Centrum Zakazanego Lasu
» Pomieszczenie Główne
» Centrum dowodzenia kryptonim "Polana"
» Centrum monitoringu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Reszta Panem :: Dystrykty :: Jedynka-