IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Sala bankietowa - Page 7

 

 Sala bankietowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1889-noah-atterbury#24419
http://panem.forumpl.net/t249-noah-atterbury
http://panem.forumpl.net/t1314-noah-atterbury
http://panem.forumpl.net/t563-noah
http://panem.forumpl.net/t1190-noah-atterbury
Wiek : 19
Zawód : Kelner w 'Well-born' i student
Przy sobie : medalik z ampułką cyjanku, zapalniczka, broń palna, zezwolenie na posiadanie broni, paczka papierosów, nóż ceramiczny
Znaki szczególne : piegipiegipiegi
Obrażenia : Złamane serce i nadszarpnięte zaufanie

PisanieTemat: Sala bankietowa   Sob Maj 04, 2013 3:33 pm

First topic message reminder :

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora

AutorWiadomość
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pią Sie 09, 2013 5:19 pm

Catrice od dziecka czuła się dobrze w ciemnościach. Gdy była mała, rodzice zawsze zostawiali włączone lampki nocne dla Elijah i Annabell, którzy bali się potworów i straszydeł. Catrice była inna. Nie płakała. Nie kazała sprawdzać szafy, firanek, zasłon czy przestrzeni pod łóżkiem. Czasem Alaric twierdził, że jego pierworodna córka musiała zostać podmieniona w szpitalu, nie przypominała bowiem rodziców ani z charakteru, ani z wyglądu. Ale potem, odnaleziono na strychu stary album rodzinny i wydało się – Catrice Mary Tudor wyglądała identycznie jak jej cioteczna prababka, Helena. Stara krewna, nikt o niej nie pamiętał… A szkoda. Miała ciekawy życiorys.
- Mój zasób informacji jest raczej w normie – uśmiechnęła się lekko, poprawiając ukręcony w kok warkocz. Patrząc na niego przez ramię chwilę wcześniej, zauważyła, że Salinger obserwował jej palce. A przynajmniej tak się jej zdawało, gdyż mężczyzna nie ściągnął okularów nawet na sekundę. – Wiem, że chcą mieć na oku mentorów, stylistów i część sztabu przygotowawczego. Wiem, że w kinie była strzelanina, której celem miał być ktoś z rządu.
O strzelaninie dowiedziała się całkowicie przypadkiem, przebywając u znajomego, którego siostra mieszkała blisko kina. Tak, takie rzeczy, mające miejsce w kinie, nigdy nie przechodzą niezauważone. Zwłaszcza wtedy, gdy na sali znajdują się osoby wysoko postawione.
Rozejrzała się dookoła. Na twarzach ludzi malowała się irytacja, jeden ze Sponsorów darł się na Bogu ducha winnego Strażnika Pokoju.
- Przepraszam na moment – powiedziała spokojnie do Salingera i zaczęła przemieszczać się w tłumie. Napotkała swój cel, czyli jednego ze Strażników i rozmawiała z nim chwilkę, uśmiechając się. Gdy dowiedziała się tego, co było jej potrzebne, podziękowała i wróciła z powrotem do towarzysza.
- Nie wiedzą, kiedy przywrócą prąd. Padła zarówno główna elektrownia, jak i te pomniejsze. W Ośrodku Szkoleniowym już wcześniej była awaria. Nie wiem, czy wiesz, ale dwoje z naszych kochanych trybutów usiłowało wysadzić w powietrze cały budynek. Udało im się tylko z halą treningową.
Zastanawiała się, czy Joseph już o tym słyszał. W Panem, a zwłaszcza w Kapitolu, wieści rozchodziły się bardzo szybko, lotem błyskawicy. Ledwie skończyło się mówić zdanie w centrum miasta, wiedzieli wszyscy mieszkańcy obrzeży i ziem niczyich. A najszybciej wiedzieli ci ludzie, którzy pracowali ręka w rękę z Almą Coin. Milczała jednak, nie mówiąc nic o sprawczyniach. Prawdę powiedziawszy, ta sytuacja rozbawiła ją, mimo ofiar śmiertelnych i ogromu zniszczeń. Hope i Cordelia pokazały w końcu pazurki.
- Jakie miejsce byłoby bardziej sprzyjające? – zapytała, nieco wyrwana ze swoich rozmyślań.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
Wiek : 21
Zawód : Asasyn

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pią Sie 09, 2013 11:09 pm

Nie ma sprawy. c:

Słuchając Marley zastanawiała się nad ich obecnym położeniem. Mogły tu spędzić całkiem sporo czasu, tak więc nie zaniechiwała obserwacji. Wszystko to było wysoce niewygodne, a ona bardzo nie lubiła być stawiana w takim położeniu. Nawet jeśli powodem była natura, a ona nic z tym faktem uczynić nie mogła. Gorączkowo więc myślała, gdzie mogłaby wyjść, by być bezpieczną... Bezpieczną? To do tego już doszło, że nie czuła się dobrze w otoczeniu nowobogackich rebeliantów i zdrajców starego systemu? Dreszcz przeszedł jej po kręgosłupie. Tak, tak... Ta sytuacja była zarazem przekleństwem i błogosławieństwem. Ewentualnym wrogom trudniej będzie się dostać do środka, ale jeśli już tu byli to mieli idealne warunki do sabotażu. A to się młodej Gayle bardzo nie podobało.
Uśmiechnęła się lekko pod nosem, słysząc myśl o Igrzyskach dla dorosłych. Też się nad tym wcześniej zastanawiała, więc teraz tylko pokiwała głową na znak aprobaty.
- Może i tak. Z pewnością odmieniłoby to ich oblicze. Pytanie czy znaleźliby się sponsorzy i jaki byłby los podstarzałych trybutów. - To były nieco zbyt ostre słowa na ich temat, ale nie zamierzała ich cofać. Poza Snowem większość była względnie młoda, ale w porównaniu do niekiedy jedenastoletnich trybutów - i tak wydawali się wiekowi. Lekko wzruszyła ramionami, a po jej następnych słowach na jej wargach wykwitł na nowo lekki uśmiech. - Poza tym muszą czuć się teraz prawdziwie bezsilni. Odebrano im dzieci, wnuki, czasem siostrzeńców lub bratanków. I nic nie mogą z tym zrobić. Mają do gardła przyłożony ten sam nóż, którym wcześniej się zabawiali. To ironiczne.
Serwetkę, którą dotychczas nadal trzymała w dłoni złożyła w kratkę i wetknęła w tylną kieszeń czarnych, gładkich spodni. Nadal tkwił w niej owy orzeszek ziemny, który był przedmiotem jej wcześniejszych rozmyślań. W zasadzie nie wiedziała po co jej on - czy to na późniejszą przekąskę, czy z... innego powodu. Nie byłoby to specjalnie zadziwiające, gdyby mała Gayle jeszcze nie do końca wiedziała po co jej oby produkt spożywczy. Tak już miała... Spodobała jej się odpowiedź Marley. Widać doskonale zrozumiała ona przesłanie Gayle i potrafiła umiejętnie skontrować. Ciekawe, ciekawe... Szkoda, że były tu, a nie w miejscu, które choć teoretycznie mogło pozostawać poza monitoringiem. Nie wszystko można było upilnować, a Abby nauczyła się tej prawdy jeszcze jako dziecko. Trzynastka była mniejsza i lepiej zorganizowana na swoim podziemnym terytorium niż tu. Kapitol był miastem prestiżowym w każdym calu, a przynajmniej przed rebelią. Miasto jednak trudniej kontrolować. Miasto często rozrasta się w sposób, który trudno zorganizować.
- Oh, mam nadzieję, że uprzejmie. W końcu będzie to nasz honorowy gość. Może nawet iskra porozumienia... Któż może to przewidzieć. - Przez chwilę zastanawiała się, czy Marley mogłaby na nią donieść. Nie sprawiała takiego wrażenia, ale podobno te najniewinniejsze mają najbrudniejsze myśli. Abigail nawet zastanowiła się co by się stało gdyby jednak jej słodka towarzyszka rozmowy postanowiła powtórzyć ich niekoniecznie poprawnie politycznie myśli... Oh, nie ułatwiłaby sobie życia. Garneau mogła grać swoją rolę, ale dawno już otworzyła oczy i uszy na każdą możliwość. Ludzie to zdradliwe istoty, nawet jeśli była to dość przykra myśl.
- Jeśli tak ma wyglądać jej nad nami opieka to mam nadzieję, że szybko minie - westchnęła cichutko i odwróciła spojrzenie w stronę bufetu. Nawet była nieco głodna, nawet, nawet... Ale nie przyzwyczaiła się nigdy do spożywania czegokolwiek poza domem. Nie czuła się komfortowo jeśli musiała to robić, zwłaszcza jeśli jedzenia nie przyrządziła sama. Coś ją jednak nagle tknęło. - Masz samochód, prawda?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
Wiek : 36
Zawód : ex-mentorka|bezrobotna

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Sob Sie 10, 2013 10:45 pm

To był chyba jeden z najbardziej upokarzających w moim życiu. Nigdy, ale to nigdy nie powiedziałabym, że uda mi się tak upokorzyć i miałam szczerą nadzieję, że nikt tego nie widział. Niestety, moje nadzieje mogły pozostać sobie choćby i najszczerszymi w tej sali ( ba! choćby i najszerszymi w tym całym, popapranym świecie), jednak nie mogły się spełnić. Nie mogły z tego względu, że przynajmniej jedna osoba widziała moje upokorzenie. Poprawka… Dwie, licząc lukrowaną jędzę, która to zresztą była przyczyną mej niedoli. Parszywy bankiet! Najchętniej by mi tutaj nie było, jednak skoro już byłam (i wpakowałam się w taką sytuację), musiałam grać. Podniosłam się więc do pionu i uśmiechnęłam do mężczyzny, który posłużył mi za podpórkę i dzięki któremu nie leżałam w tej chwili na posadzce.
- Przepraszam. Zawsze wiedziałam, że róż kiedyś mnie zabije. – mruknęłam.

[Przepraszam, za opóźnienie, ale nie miałam jak dodać wcześniej.]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t871-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t1282-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t916-it-feels-like-we-only-go-backwards
http://panem.forumpl.net/t873p15-salinger
Wiek : 37 lat
Zawód : prowadzę gospodarkę Panem

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Nie Sie 11, 2013 2:18 pm

O strzelaninie słyszał od znajomego Strażnika Pokoju; o tym, że mają oko na osoby związane z Igrzyskami wiedział z własnego doświadczenia. Miał wrażenie, że kilkoro mentorów jest zbyt blisko związanych ze swoimi podopiecznymi, co było wspaniałe dla sponsorów, pragnących wzruszeń, szlochów i przyjaźni, ale dla kogoś postronnego...było to po prostu niebezpieczne. Ludzkie emocje potrafiły zniszczyć najdoskonalszy plan, bo ktoś w pewnym momencie się zawaha przy strzale. Albo po prostu widowiskowo zmieni strony dla swojej ukochanej. Brr. Josepha przechodziły ciarki, kiedy myślał o romantycznych zrywach serca, robiących z umysłów ludzi poszatkowane mięso. Chociaż tego sam niedawno doświadczył i...chciał to wspomnienie wyrzucić z głowy na zawsze.
Co niekoniecznie może mu się udać, ale...wolał teraz o tym nie rozmyślać. Irytowanie się na panujące ciemności i ignorowanie perfum Catrice (wszystko przez te przeklęte włosy, to one tak pachniały) było o wiele lepszym zajęciem.
A bezczynności nie znosił, więc uwięziony na sali bankietowej czuł się dość nieswojo. Wolał działać, po kryjomu, po cichu i subtelnie, ale jednak, a nie służyć za statystę w dzikim tłumie przyzwyczajonych do ciemności Rebeliantów. Właściwie powinien ich wypytać jak konkretnie wyglądał ich podziemny dystrykt, ale nie miał do tego teraz głowy; zagubiony pracownik rządu w mrocznej sali bankietowej, z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Poziom groteski mocno się podniósł.
Nawet, gdy Catrice kulturalnie go opuściła, błyskając mu w półmroku białą szyją. Nie wiedział już, czy bardziej pociągające są włosy do pasa czy odsłonięta skóra i chwilę zajęło mu przedyskutowanie tego z samym sobą. W końcu wygrała opcja druga; postanowił to uczcić przedostatnią lampką wina w pomieszczeniu, zdobytą od wymiętego kelnera, przechodzącego obok z niezbyt zadowoloną miną.
- Och, wspaniale - odparł tylko kiedy Catrice wróciła z wesołymi wiadomościami. Bez prądu dzielnica Rebeliantów była bezbronna, wszystko stanęło i już widział mróz na szybach w swoim mieszkaniu. O rozładowanym telefonie i laptopie nie wspominając. Przestał się dziwić zdenerwowanym matkom-i-ojcom, już wyobrażającym sobie swoje dzieci w ciemnym i oblodzonym apartamencie. Straszne. Dobrze, że w jego czterech ścianach nie przebywał nikt, o kogo mógłby się martwić. Na przykład uciekinierka-trybutka?
- Cordelia zapewni nam wiele rozrywki na arenie - skomentował tylko, obserwując gęsią skórkę na nagich ramionach Catrice. Żeby zrobiło się jej cieplej mógł ją spić na umór albo ubrać; wybrał to bardziej moralne rozwiązanie, zdejmując z siebie marynarkę i zawieszając ją na jej plecach i ramionach. Ogrzewanie padło także tutaj i podejrzewał, że w tak roznegliżowanej sukience Tudor może nie być za gorąco. Upił łyka swojego wina, poprawiając jednocześnie guziki koszuli pod samą szyją. - Sprzyjające...ze światłem, z ogrzewaniem, bez tłumu ludzi. Każde inne miejsce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Nie Sie 11, 2013 4:16 pm

Catrice wcale nie uśmiechała się wizja spędzenia całej nocy w miejscu pozbawionym świateł i ogrzewania. Jej organizm powoli zaczynał odczuwać wszechobecny chłód, chociaż była przyzwyczajona do niskich temperatur. Zwłaszcza, że nie miała obecnie żadnego oficjalnego miejsca zamieszkania.
- Przestaje mi się to podobać. – z westchnieniem przyjęła okrycie Josepha. Okrywając się, wyczuła od materiału jakiś delikatny, przyjemny zapach. Bardzo przyjemny. Wszystko wskazywało na to, że Salinger miał naprawdę znakomity gust.  – Dziękuję.
Zastanawiało ją, czy zauważył, gdy na kilka sekund przyłożyła policzek do materiału i zamknęła oczy. Powoli robiła się zmęczona i senna. Może to oznaka, że czas znaleźć sobie jakieś małe mieszkanie i uwić jakiś spokojny kąt, w którym mogłaby egzystować? Miała już dość tego przebywania kątem u znajomych – ale właśnie tego wymagała jej profesja, ciągłego ukrywania się. W końcu… Jaki morderca zatrzymuje się na dłużej w jednym miejscu?
- Cordelia ma zadatki na Zwycięzcę tegorocznych Igrzysk – stwierdziła, odganiając od siebie myśli o mieszkaniu. – Jest naprawdę zwinna, spostrzegawcza i odważna.
Wsłuchała się w jego słowa o innym miejscu i zamyśliła.
- Nie znasz kogoś, kto szuka współlokatora? – zapytała nagle, zerkając na niego z ciekawością. - Potrzebuję znaleźć jakieś mieszkanie i fajnie byłoby mieszkać z kimś...  
Zastanawiało ją, czy Joseph zna kogoś, kto przyjąłby ją pod swój dach. Mogła gotować, robić pranie, sprzątać… Ogólnie, postrzegała siebie samą jako całkiem niezły materiał na osobę, z którą można mieszkać.
- Mam już trochę dość tego miejsca. – uśmiechnęła się ironicznie. – Może po prostu stąd wyjdźmy?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t871-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t1282-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t916-it-feels-like-we-only-go-backwards
http://panem.forumpl.net/t873p15-salinger
Wiek : 37 lat
Zawód : prowadzę gospodarkę Panem

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Nie Sie 11, 2013 11:25 pm

Nie przyglądał się Catrice w swojej gustownej, szytej na zamówienie marynarce, chociaż wyglądała na pewno skromniej niż w swoim sukniowym negliżu, odsłaniającym nagą skórę w idealnych proporcjach. Zakryte-pokazane, wulgarność-tajemniczość, trochę porno, trochę wysoka kultura. Lubił takie wysublimowane przeciwieństwa a kobiety rzadko potrafiły trafić w złoty środek. Widocznie Tudor posiadła tajemną umiejętność umiaru i kokieterii. Zachwycające.
Był ciekaw, kiedy zacznie zauważać jej rażące wady. Może jest okropnie głupia (błąd, zauważyłby to już dawno i na pewno Coin nie zainwestowałaby w agresywną troglodytkę) albo gadatliwa albo niewierna albo irytująca. Na dłuższą metę.
Na razie nie mógł znaleźć negatywnych cech w Cat, co go...no tak, denerwowało. Lubił mieć jasny obraz sytuacji, wszystkie plusy i minusy zsumowane, a w stosunku do tej posiadaczki ładnej buzi nie potrafił być obiektywny. Uwłaczające, czuł się trochę jak przeciętny samiec, oszukany przez geny swoich protoplastów, nastawionych tylko na prokreację. Może dlatego tak walczył z jej urokiem?
Kiwnął tylko głową na jej komplementy pod adresem Cordelii - przecież to dziewczę zginie bardzo szybko, nazwisko zobowiązuje - bardziej interesując się nieruchomościowym pytaniem.
Upił kolejnego łyka wina, oblizując usta i zastanawiając się, czy istnieje doskonalszy sposób na przekonanie się o wadach Tudor niż pozwolenie jej na chwilowe zamieszkanie w jego towarzystwie. Obrzydnie mu (na pewno bałagani), pozna ją jeszcze lepiej - dzięki czemu w ewentualnej przyszłości będzie mógł łatwiej ją zlikwidować - do tego zrobi jej wspaniałą przysługę i może kiedyś zawaha się jej ręka, gdy będzie musiała go wysłać na tamten świat z polecenia Coin. Więcej plusów niż minusów, kolejne obliczenia wyszły dość czysto.
- Możesz zatrzymać się u mnie - powiedział powoli, jakby jeszcze się wahał nad swoją dobroduszną i miłosierną decyzją. - Wiesz, dopóki nie znajdziesz czegoś bardziej....wystawnego. I odpowiedniego dla młodej damy - dodał z lekkim uśmiechem; mało kto bywał w czterech kątach Salingera, ale większość rządowych znajomych była zdziwiona minimalizmem. W jego mieszkaniu nie było napchanej elektroniki ani kolorowych świateł, z lodówki nie wysuwały się przysmaki ani nagie tancerki. Klasycznie, przeszłościowo, antycznie wręcz. Co lubił a co nie wszystkim odpowiadało.
Tak jak przebywanie na sztywnym bankiecie, z wiatrem łomoczącym w szyby i przejmującym zimnem. - Też chętnie bym opuścił nasz wspaniały ośrodek szkoleniowy, ale chyba jesteśmy uziemieni - westchnął, zastanawiając się, czy winda w ogóle działa i czy w całym budynku jest tak zimno, jak na sali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 12, 2013 7:03 am

Im dłużej stali obok siebie, tym bardziej czuła, jak pociąga ją ten mężczyzna. Zdawał się doskonale wpasowywać w jej kanon mężczyzny idealnego, szarmancki, obdarzony znakomitym gustem.. A teraz w dodatku zaproponował jej tymczasowy pobyt w swoim mieszkaniu.
- Ale… Czy to nie będzie dla ciebie problem? – zapytała, głaszcząc palcami rękaw marynarki, którą ją okrył.
Miała szczęście, że wysiadł prąd; być może nie zauważył, jak zarumieniła się, słysząc jego propozycję. Zwłaszcza, że już i tak był stanowczo za blisko niej, niemalże stykając się dłonią z jej palcami. Ta bliskość sprawiała, że Cat czuła się zarówno zagrożona, jak i zafascynowana. A teraz jeszcze ta propozycja. Ta bardzo… Kusząca propozycja.
Nagle poczuła się dziwnie. Była na bankiecie, na którym nie było prądu, a dookoła niej tłoczyli się niezadowoleni ludzie. Mogła spożytkować ten czas na obserwacjach, analizach, a tymczasem wolała myśleć o Salingerze i tym, jak bardzo spodobała jej się jego oferta.
- Naprawdę, nie chciałabym być dla ciebie problemem – powiedziała, przygryzając lekko wargę. Zrozumiała już, że nie jest odporna na to coś, co miał w sobie, ten niemalże zwierzęcy magnetyzm.
Zerknęła na niego kątem oka. Sprawiał wrażenie zamyślonego, jak gdyby analizował ją samą.
Zastanawiała się, czy Joseph umie czytać w myślach. Ciekawe, co byś powiedział na to, co właśnie siedzi mi w głowie? Uśmiechnęła się. Lekko, niemalże niedostrzegalnie. Nagle zaczęła się zastanawiać, czy w budynku jest jakieś mniej oblegane pomieszczenie, w którym mogliby spokojnie porozmawiać. Skoro padło zasilanie, to automatycznie oznaczało awarię wszystkiego. Wind. Drzwi. Komputerów. Czujników. Kamer.
- Coś takiego powinno się pojawić na łamach gazety – stwierdziła, porywając kieliszek wina z tacy kelnera. Ten chciał chyba zaprotestować, ale uciszyła go jednym spojrzeniem, nieznoszącym sprzeciwu. – Cudowny bankiet, na którym nie ma prądu, a kelnerzy nie raczą nawet zapalić świec.
Świece były romantyczne i dawały ciepłe światło, w którym jej skóra wyglądała całkiem przyjemnie, o ile obserwował ją ktoś, kogo oczy były wyczulone na piękno. Ciekawiło ją, czy Salinger jest takim typem człowieka. W tej chwili zapewne spoglądał na nią przez pryzmat jej zawodu, przez to, na jakie sposoby zabijała… A to był nie fair. Ona nie patrzyła na niego jak na kolejną kukiełkę Coin, ale jak na mężczyznę, który się jej podobał i którego z chęcią poznałaby bliżej…
- Jak myślisz, jak wyglądałoby twoje życie, gdyby świat był inny? – zapytała nagle, przysuwając się nieco bliżej. Było jej zimno, bardzo zimno.
Niekiedy zastanawiała się, jakie byłoby jej życie. Zapewne nudne, wypełnione spełnianiem małżeńskich obowiązków i harówką. A przecież miała dopiero dziewiętnaście lat i chciała od życia czegoś więcej, chciała… Miłości? Być może. Ale samą miłością człowiek się nie nasyci. Są też inne potrzeby. Żądze. Nieokiełznane żądze.
- Nie wiem, jak ty, ale z chęcią rozejrzałabym się po ośrodku, w którym nie działają żadne kamery. – stwierdziła wesoło.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t871-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t1282-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t916-it-feels-like-we-only-go-backwards
http://panem.forumpl.net/t873p15-salinger
Wiek : 37 lat
Zawód : prowadzę gospodarkę Panem

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 12, 2013 1:32 pm

Współistnienie z innymi ludźmi nigdy nie było dla Josepha problemem. Naprawdę nie rozumiał wszelkiego rodzaju szpiegów albo innych mrocznych manipulatorów, którzy unikali jak ognia towarzystwa i żyli w zamkniętych wieżach. To wzbudzało więcej podejrzeń niż słodkie życie członka rządu, sympatycznego rudego człowieka w przeciwsłonecznych okularach, radośnie witającego każdego współpracownika i potrafiącego zadeklamować wszystkie rozporządzenia prezydent Coin. Wewnętrznie umierając ze śmiechu bądź używając tak lekkiej szczypty sarkazmu, że nawet on sam nie był pewien, kiedy mówi poważnie a kiedy żartuje.
Propozycja wspólnego zamieszkania padła jednak zupełnie serio. Przemyślał ją i nie były to słowa rzucane na wiatr ani tym bardziej flirciarskie zagranie, jakim często posługiwali się donżuani od siedmiu boleści, oferujący śniadanie do łóżka w komplecie.
- Nie, to żaden problem, mam wolny pokój. Możesz go zająć...od czwartku? - odparł lekko. W mieszkaniu utrzymywał idealny porządek więc nie musiał obawiać się dodatkowego remontu ani wstawiania mebli. Nie zmieniał w swoich czterech ścianach dosłownie nic odkąd się tam wprowadził kilka lat temu, jeszcze w złotych czasach Kapitolu, kiedy zarabiał dość marnie w porównaniu z obecną kwotą umieszczoną w banku. Nie szarpnął się jednak na żadne kolorowe i fluorescencyjne mieszkanie; tu czuł się bezpiecznie, lubił minimalizm i nie przeszkadzała mu bliskość murów KOLCa.
Chociaż po tylu latach zaczynała doskwierać mu starcza samotność. Może nie płakał nad poranną kawą i nie cierpiał na bezsenność, ale brakowało mu porannej kłótni w kolejce do łazienki albo ostrej wymiany zdań przy kupowaniu nowej kanapy. Chyba przechodził wstępny kryzys wieku średniego, przez który pozwalał ze sobą zamieszkać wykwalifikowanej morderczyni w wieku jego ewentualnej córki.
Uśmiechnął się lekko do swoich myśli i jej słów o świecach, kończąc wino i odkładając kieliszek na ziemię; nie widział wokół siebie żadnego kelnera z tacą ani innej powierzchni płaskiej a nie zamierzał po omacku kierować się w stronę bufetów. Nie chciał zostawić Catrice za sobą, widział przecież, że zmniejszała dystans, subtelnie i spokojnie, ale jednak, tak, że czuł zapach jej perfum coraz intensywniej.
Dystans także psychiczny, zadając dość ciekawe pytanie. Inny świat, zaśmiał się krótko, cicho. - Inny? To znaczy gdybym to ja znalazł się w KOLCu czy gdyby nie było tych wszystkich rozkosznych niebezpieczeństw dookoła? - zapytał właściwie retorycznie, dalej rozbawiony. Miał skłonności do filozofowania, ale jednak nie miał aż tak wybujałej wyobraźni, żeby lokować siebie w innych okolicznościach przyrody. Podejrzewał jednak, że...nic by się nie zmieniło. Był wielkim i naiwnym humanistą, wierzył, że człowiek sam wpływa na siebie, niezależnie od otoczenia. - Myślę, że nic by się nie zmieniło. - odparł powoli, w zastanowieniu, poprawiając swoją marynarkę na jej ramionach. - A Ty widzisz siebie w innej konfiguracji? - spytał autentycznie ciekawy, przygryzając tylko odruchowo dolną wargę na jej kolejną wzmiankę o braku kamer. Powinien ulec, mógłby ulec, ale przecież miał swoje priorytety. Zwłaszcza na bankiecie, gdzie musiał zachowywać się jak przykładny rządowiec, nie uciekając z uroczą siedemnastką (na tyle mu wyglądała!) gdzieś do nieodkrytych pomieszczeń. I tak zablokowanych przez brak prądu. - U mnie w mieszkaniu też nie ma kamer - odparł więc tylko poważnie, bez żadnych flirciarskich zawirowań głosowych.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 12, 2013 4:39 pm

Propozycja zamieszkania na jakiś czas z Josephem była dla dziewczyny nieoczekiwanym prezentem. Szukała miejsca zamieszkania, a on po prostu wyszedł z ofertą odstąpienia jej pokoju. To było… Miłe.
- Nie wiem, jak mam ci dziękować – powiedziała szczerze. – I… Hm, nie mam żadnych mebli, co najwyżej ubrania… No i… Mogę czasem gotować?
To była jedna z tych rzeczy, o których nie wiedział prawie nikt – Catrice uwielbiała gotować. Jeszcze za czasów Snowa, gdy była jego pupilką, podarował jej apartament, w którym miała przestronną kuchnię. Nawet kilkakrotnie prezydent zjawił się u niej, niezapowiedziany, niekiedy w towarzystwie kogoś z rządu, innym razem z dowódcami oddziałów Strażników Pokoju. To zawsze była wspaniała okazja do kucharzenia. Pamiętała, że Salinger na pewno towarzyszył prezydentowi, niewykluczone nawet, że niejeden raz stawiała przed nim talerz z jakimś daniem. Ciekawiło ją, czy on to pamięta, chudą i kościstą dziewczynę, która przemykała zwinnie między kuchnią a jadalnią i serwowała obiady.
Poza tym… Mieszkanie z kimś oznaczało towarzystwo, którego brak odczuwała, nim nastały rządy prezydent Coin. Przez wspaniały apartament przewijali się ludzie z rządu, Strażnicy Pokoju, ba, nawet sam Snow, ale gdy wszyscy wychodzili, zostawała sama. Metraż tamtego mieszkania był niekiedy przytłaczający  i panna Tudor mogła stwierdzić, że był to jeden z najbardziej… ekstrawaganckich prezentów, jakie otrzymała przed czternastymi urodzinami.
- Inny to znaczy taki, w którym nie byłoby dystryktów, Dożynek, reżimu, Głodowych Igrzysk i tego wszystkiego –  stwierdziła, przyglądając się swoim długim paznokciom. – Zawsze myślałam o życiu takim, jakie wiedli ludzie w XIX i XX wieku. Wiesz, gorsety, suknie, przejażdżki konne, prywatne lekcje…
Zamyśliła się na moment. Jak właściwie wyglądałoby jej życie, gdyby nie ta niezapowiedziana wizyta prezydenta Panem w mieszkaniu Tudorów?
- Pewnie gdyby nie było tamtej… wizyty, byłabym kolejnym Zawodowcem. Kto wie, może wylądowałabym na arenie i zginęła? A może zwyciężyła? – westchnęła. – Żyję tak specyficznym życiem, że nawet posiadając bujną wyobraźnię, nie umiem sobie wyimaginować takiego, w którym mam inną profesję. Może… Kto wie, może byłabym lekarzem albo nauczycielką, matką kilkorga dzieci, mężatką albo wdową?
Miała ochotę roześmiać się i pokręcić głową, ubolewając sama nad sobą. Nie nadawała się na matkę, wiedziała o to. Gdy weszła w okres dojrzewania, wybrani przez Snowa lekarze zadbali o jej organizm, dając jej możliwość zajścia w ciążę dopiero około dwudziestego piątego, może trzydziestego roku życia. Wspomnienie tamtego dnia nie było nieprzyjemne, było po prostu… Specyficzne. Nieco nieskładne. Ktoś mógłby zrzucić to na karb znieczulenia, jakie podano, ale… Przecież jej nie znieczulono. O tak, kolejny wymóg Snowa – nauczono ją bólu. Nie raz. Nie dwa razy. Setki, może tysiące. Aby zrozumieć ból, musiała z nim żyć, musiała go czuć. Czuć rany, jakie jej zadawano. Noże, wbijające się głęboko w ciało. Nasączone truciznami liny. Pamiętała to i cieszyła się, że była przez pewien czas ulubienicą swojego mentora trucizn – dzięki niemu jej ciała nie szpeciła żadna, nawet najmniejsza blizna.
- Zaskoczyła mnie decyzja Coin. O urządzeniu Igrzysk zimą. – mruknęła, obserwując blondynkę na ekranie. Wyglądała świeżo i niewinnie, ale to pewnie była tylko gra pozorów. To zawsze jest gra pozorów.
- Przypomniałeś mi system kamer w ośrodku, w którym uczyli moi rodzice. Mentorzy mieli wgląd w każde nagranie, i zawsze na miesiąc przed Dożynkami zasiadali w jednej z sal i odtwarzali wszystko, obserwując treningi i wymieniając się uwagami. – faktycznie, tak było. Równie wielką popularnością cieszyły się nagrania z areny. Po brawurowym zwycięstwie Finnicka Odaira zapewne każdy dystrykt, szkolący zawodowców, kładł jeszcze większy nacisk na pływanie.
U mnie w mieszkaniu nie ma kamer.
Uśmiechnęła się do niego, szczerze, po raz kolejny. Był miły, na swój sposób specyficzny, ale i… Ciepły. Dający poczucie bezpieczeństwa.
- To dobrze. Chyba nie zniosłabym myśli, że ktoś miałby podgląd łazienki, kiedy w niej jestem... - rzuciła nieco zaczepnie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t871-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t1282-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t916-it-feels-like-we-only-go-backwards
http://panem.forumpl.net/t873p15-salinger
Wiek : 37 lat
Zawód : prowadzę gospodarkę Panem

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 12, 2013 8:55 pm

Postanowił nie pytać, gdzie Catrice mieszkała do tej pory, skoro nie miała żadnego meblowego osprzętu, ale był właściwie zadowolony z takiego obrotu sprawy. Nie lubił chaosu i chyba nie zniósłby jakichś toaletek, szafeczek i innych dziewczyńskich komódek w swoim kawalerskim mieszkaniu. Nigdy wcześniej nie mieszkał z kobietą, ale nie czuł się przerażony. Raczej odrobinę zaciekawiony, czy pozabijają się po pierwszym wieczorze spędzonym w swoim towarzystwie.
Aczkolwiek nic na to nie wskazywało, zwłaszcza po naiwnym pytaniu Tudor dotyczącym gotowania. Kuchnia Salingera była doskonale wyposażona, widocznie poprzedni właściciel był jakimś pokręconym szefem kuchni cierpiącym na pracoholizm, lecz Joseph nie korzystał z tych dobrodziejstw. Jadał na mieście, ostatnio przyrządził coś sam trzy lata temu i był to deser lodowy.
Zaśmiał się więc cicho, ponownie, doskonałym humorem przykrywał irytację na ciemności i chłód. - Możesz gotować bez ograniczeń. I...wyślę Ci później adres, w czwartek możesz się zjawić z ciuchami - no tak, cóż więcej mogła potrzebować kobieta - i całym bagażem. Tylko ostrzegam, to nie żadne kapitolińskie salony ani jackuzzi na dachu. Nie lubię wystawnego życia - dodał tonem ascetycznego mnicha, poprawiając mankiety koszuli, chociaż i tak nikt nie widział w tym mroku zagięć na materiale.
Nawet Catrice, stojąca tak blisko i dzieląca się z nim swoimi...marzeniami? Myślami? Romantycznymi westchnieniami za gorsetami? Jednak pod tą całą szarą i ostrą powłoczką jej zawodu zaczął dostrzegać dziewczęce rysy, naiwne, trochę wzruszające, bardzo kobiece. Lubił przeszłość i relikty poprzedniego wieku, ale na pewno nie chciał teraz znaleźć się w jakiejś bryczce i niehigienicznym średniowieczu. Słuchał jej jednak z uwagą, którą mogłaby wyczytać z jego twarzy gdyby było chociaż odrobinę jaśniej. Naprawdę był zainteresowany...zbieraniem o niej informacji. Nawet w stricte prywatnych kontaktach, kiedy to dobrotliwie pozwalał jej zamieszkać w swoim domu, musiał zachowywać zimną krew i chłodną kalkulację.
- Utopia - podsumował tylko z lekkim, odrobinę lekceważącym uśmiechem, obejmującym jednak tylko usta. - Ustrój Panem jest sprawiedliwy...a odkąd Coin jest prezydentem...cóż, nie mogę nic zarzucić realiom swojego życia - wygłosił teatralny tekst propagandowy, jednak z prawdziwym przejęciem. Nikt nie mógł zarzucić mu kłamstwa a przynajmniej nikt, kto przyglądałby mu się pobieżnie.
Właściwie lubił tę grę, był w niej doskonały. Chwalenie polityki Almy weszło mu w krew i przekonywanie do niej traktował jako doskonałą rozrywkę, wewnętrznie umierając z rozbawienia, gdy ktoś w końcu przyznawał mu rację. Raj dla manipulatora.- I...teraz też możesz być mężatką. Wdową. Matką. - zauważył delikatnie, nawet o tym rozmawiali, ale nie wyobrażał sobie Tudor w żadnej z tych ról. Nie potrafił także jej jeszcze wpasować do swojego mieszkania, ustawić w drzwiach łazienki ani przy lodówce w zimowy poranek, ale...pewnie się przyzwyczai.
Tak jak i do tego, że mało kto naprawdę cieszył się na te Igrzyska. Joseph je uwielbiał i nie mógł doczekać się oglądania starć trybutów na Arenie. Rozrywka najlepszej klasy. Nawet w zimie.
- Lubię oglądać niektóre nagrania z Igrzysk...Johanna Mason na zawsze pozostanie w moim sercu - przyznał po chwili, zastanawiając się, dlaczego nie widzi tego kapryśnego dziewczęcia na bankiecie. Była niebezpiecznie, widocznie jako jedna z niewielu osób go po prostu nie lubiła, ale uwielbiał jej rozzłoszczone towarzystwo. Igrał z ogniem, tak samo jak z Tudor, która jednak darzyła go sympatią. Miał też dziwną i naiwną pewność, że Cat nie poderżnie mu gardła w czasie snu. Na wszelki wypadek zrobi jej jednak przeszukanie bagaży w poszukiwaniu broni, kiedy już będzie upewniała się w nieobecności kamer w jego białej łazience.
- Kamer nie ma, ale i tak jest bezpiecznie. Stare budownictwo, blisko KOLCa... dwa wyjścia awaryjne, gdyby coś nagle zaczęło się palić - odparł lekko. Na przykład grunt pod moimi nogami dodał w myślach. Bezpieczeństwo przede wszystkim, nawet w dziedzinie lokalu mieszkalnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 12, 2013 10:40 pm

Joseph:
Joseph nie mógł tego poczuć, ale ktoś włożył drobną, kobiecą rękę do jego kieszeni. Potem owa istotka przejechała opuszką palca po jego dłoni, ale zanim mężczyzna mógł sprawdzić, kim ona była, jakby rozpłynęła się w powietrzu.
Tymczasem w kieszeni pozostała niewielka karteczka z zapisanym ładnym pismem numerem telefonu i idealnie kształtnymi literami układającymi się w nieznaną treść.

    Treść zapisaną na kartce otrzymasz przez PW.


Marley:
Ktoś znajdujący tuż koło Marley zaczął jakby łkać.
- Tak boję się... ciemności... ja... ja się boję... tak bardzo się... boję... - lamentowała na oko szesnastoletnia, może siedemnastoletnia dziewczyna, otulając się ramionami i lekko telepiąc na boki.
- Ucisz się! - warknął ktoś z oddali, na co ona zaczęła płakać, po czym podniosła się i zaczęła na oślep uciekać z sali. Warto zauważyć, że po drodze wpadła prosto na stolik z napojami, idealnie rozbijając szkła i rozlewając trunki. Ciecz zaczęła sunąć się po podłodze, trafiając wkrótce tuż pod stopy Marley.
Znajdował się tam też kabel, bawiąc się w szczegóły - mocno przetarty.
Kilka małych, z pozoru niewinnych iskierek błysnęło w powietrzu, od razu przykuwając uwagę zgromadzonych w pobliżu gości. Na nieszczęście Marley, do sytuacji doszło zdecydowanie zbyt blisko niej, a czego uczą już w szkole: prąd plus woda równa się coś nieszczególnie przyjemnego.

    Marley, zostajesz porażona prądem. Nic poważnego, bo prawdę mówiąc powinnam powiedzieć "popieszczona", skoro wyszłaś bez większych szkód. No właśnie... bez większych nie znaczy, że bez żadnych. Na fabularne dwa dni tracisz czucie w stopie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 12, 2013 10:40 pm

Jednym z niewątpliwie najciekawszych aspektów jej życia było to, co Catrice określała mianem trybu nomady. Na jej stały dobytek, który miała przy sobie, składała się jedna torba podróżna, wypełniona ubraniami; w bocznych kieszeniach miała też przybory toaletowe i różne ciekawe przedmioty. Ale mieszkanie z kimś oznaczało całkowitą prywatność jedynie w jednym pomieszczeniu, a ona miała swoje przyzwyczajenia. Uwielbiała sypiać nago przy otwartym oknie. Wstawała w nocy, żeby napić się wody lub soku. Niekiedy tańczyła i nuciła do muzyki. Poświęcała mało czasu na makijaż i dobieranie stroju. Potrafiła zostawić książkę w różnych dziwnych miejscach. I, co być może mogło stać się przyczyną konfliktów z Josephem, starała nie rozstawać się z bronią.
Wyjątkiem był dzisiejszy bankiet. Panna Tudor niemal zawsze miała przy sobie mały nóż lub scyzoryk, ale była na gali. Tutaj obowiązywały inne reguły, a nóż na pewno zostałby zauważony.
- Czwartek brzmi świetnie. Swoją drogą… Pewnie pamiętasz te dni, kiedy bywałeś ze Snowem w apartamencie, który mi podarował – stwierdziła mimochodem. Pamiętał, na pewno.
Wywróciła oczami. Jasne, tęskniła za tym mieszkaniem, było jej oazą spokoju, kiedy przyjeżdżała realizować zlecenia. Mogła odpocząć od matki, ojca, Elijah i Annabel, którzy potrafili ją zirytować. Ale w Dwójce był jej prawdziwy dom, ten, z którego wyniosła wiele.
- Nie lubię wystawnego życia – uśmiechnęła się. – Wystarczy mi wanna albo prysznic, jakiś materac i przyciemnione okna, żebym była uradowana.
Ucieszyła ją wzmianka o gotowaniu – czyżby pamiętał, że szło jej całkiem nieźle? Niemal natychmiast zanotowała w pamięci, że musi wypytać go o ulubione i nielubiane potrawy. Lubiła wiedzieć, na czym stoi. A gotowanie… Cóż, czasami przyrównywała je do zabijania – było pewnego rodzaju sztuką. Piękną sztuką. Snow opowiadał jej kiedyś o jednym z zawodowych morderców z Szóstki – facet podawał gościom na przyjęciach dania z własnych ofiar. Wzdrygnęła się. Może wedle niektórych była szalona. Ale nie aż tak szalona.
Słowa Josepha, dotyczące ustroju Panem i władzy Coin, przyjęła ze zgodnym skinieniem głową. Nauczyła się już, że są takie momenty, w których lepiej przejawiać bezstronność. Wypowiadając swoje opinie na głos, Salinger jeszcze bardziej zyskał w jej oczach. Pomyślała, że chciałaby zobaczyć jego oczy takimi, jakie są.
- Wiesz… Nigdy nie zastanawiałam się nad posiadaniem rodziny. To pewnie byłoby wspaniałe, ale… - rzuciła mu nieco smutne spojrzenie. – Jakoś nie wyobrażam sobie czegoś takiego. Matki czytają dzieciom bajki na dobranoc, a ja…?
Miała wrażenie, że doskonale wiedział, co chce powiedzieć. Jaką byłaby matką dla dziecka, któremu na dobranoc opowiadałaby o sposobach zabijania? Nie tylko o tym. Było też przyrządzanie trucizn. Sposoby ściągania zaschniętej krwi ze stali i ubrań. I wiele innych rzeczy, których nie powinna nigdy mówić nikomu. Joseph był kimś, kto pewnie mógł to zrozumieć… Ale i tak miała wrażenie, że sprawdzi, jaką broń ma przy sobie, zaledwie stawi się w jego domu.
- Byłabym cholernie złą matką. – powiedziała cicho, zaciskając oczy na dłuższy moment.
Kiedy je otworzyła, skupiła się na słowach towarzysza, dotyczących Johanny Mason.
- O, tak, nagrania Johanny cieszą się ogromną popularnością. – posłała mężczyźnie rozbawione spojrzenie, jakby sugerujące, aby zapomniał o niewerbalnym wybuchu żalu sprzed chwili. – Finnicka oczywiście też, no i Abernathy, Larousse, Starkowie. I Reiven Ruen – Levittoux.
Uśmiechnęła się na myśl o Reiven. Przez moment po zakończeniu misji żałowała, że nie została żołnierzem. Służenie pod rozkazami blondynki mogłoby być naprawdę świetne.
- Stare budownictwo, mówisz... – powtórzyła w zamyśleniu. – Lubię stare budownictwa. Domy z historią.
Wróciła wspomnieniami do opuszczonego domu na obrzeżach. Co by było, gdyby na miejscu Tyriona był Joseph..? Na pewno byłoby… Inaczej. Zupełnie inaczej. Wiedziała, że ma do czynienia z zupełnie innym typem człowieka. Bardziej fascynującym i intrygującym. Charyzmatycznym.
- Słyszałeś, że jedna z mentorek prawdopodobnie zrezygnuje z funkcji? – zapytała cicho, rozglądając się. Informacja, którą chciała podzielić się z Josephem, nie była jeszcze potwierdzona oficjalnie, a za rozpowiadanie takich rzeczy mogłaby oberwać. Zresztą… Kogo to obchodziło w tej chwili?


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the odds
avatar
Zawód : Troublemaker
Znaki szczególne : avatar © laura makabresku

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Pon Sie 12, 2013 11:53 pm

Proszę o zapoznanie się z tym ogłoszeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the victim
avatar
http://panem.forumpl.net/t871-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t1282-joseph-salinger
http://panem.forumpl.net/t916-it-feels-like-we-only-go-backwards
http://panem.forumpl.net/t873p15-salinger
Wiek : 37 lat
Zawód : prowadzę gospodarkę Panem

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Wto Sie 13, 2013 4:18 pm

Pamiętał, oczywiście, że pamiętał, umysł miał doskonale wyćwiczony i zazwyczaj zostawało nim wszystko, co najważniejsze. A przebywanie wokół Snowa i rozkoszowanie się zapachem krwi i róż było ważne - wbrew pozorom. Potrafił odwzorować z wspomnień kolejne Igrzyska, Dożynki, nerwowych doradców, których ochraniał, nocne warty na posterunkach i wizyty u co znamienitszych współpracowników Prezydenta. Nawet, jeśli byli bardzo młodzi, bardzo szczupli i bardzo niepozorni - jak Catrice.
Kiwnął tylko głową na jej słowa, uśmiechając się przelotnie, kiedy wyartykułowała swoje wymagania odnośnie mieszkania. Skromnie. Tak jak on. Może nie obudzi się za dwa miesiące z jakimiś obrazkami na ścianach i elektroniczną garderobą, zajmującą mu połowę salonu. A nawet jeśli - miał wrażenie, że będzie potrafił okiełznać Tudor.
W końcu to dziecko, dużo młodsze, które wystarczy przełożyć przez kolano (może nawet dosłownie) i przemówić jej do rozsądku. Uprzednio usuwając z zasięgu jej szczupłych rąk wszystkie narzędzia zbrodni. Którymi mogłyby bawić się jej dzieci.
Zaśmiał się znowu cicho, gdy retorycznie pytała o bajki. - Mogłabyś im opowiadać własne historie...nieco ocenzurowane - podsunął mało ojcowski pomysł, zagłuszając jednocześnie wyznanie Catrice. Nie zamierzał jej pocieszać ani prostować ścieżek jej myślenia, nikomu nie życzył w obecnych czasach potomstwa. Były z nimi tylko problemy...
Widoczne nawet na tej sali. Kilka metrów od nich jakaś młoda dziewczyna zaczęła histeryzować. Przebiegła obok nich, coś zaczęło się tłuc w oddali i Joseph zupełnie stracił wątek Igrzysk, słysząc nieprzyjemne skwierczenie i kilkusekundowe błyski. Z bonusem w postaci krzyku bólu.
Widział, kto padł ofiarą przykrego zbiegu okoliczności, bo burza powoli się uspokajała i zaczynało być coraz jaśniej. Niestety, nie cieplej, więc znów zatęsknił za swoim domem z historią.
- Myślę, że spodoba Ci się u mnie - powiedział w końcu, czując dziwne łaskotanie dłoni, na które jednak nie zwrócił uwagi, skupiając się na wiadomości o mentorce. - Ciężko będzie w takim razie znaleźć zastępcę - dodał w zastanowieniu, mało kto chciałby w ciemno przejąć czyichś trybutów dzień przed Igrzyskami. Znalezienie sponsorów, zgromadzenie przyjaciół... współczuł dzieciakom, które wprowadzą niedługo na arenę. Nie będą miały nad sobą opieki kogoś znajomego, co od razu zmniejszało ich szanse na przeżycie.
Nie dopytywał jednak dalej, obserwując, jak zamieć śnieżna za oknem przycicha do znośnego poziomu. Zdążył się przyzwyczaić do zimna, lubił ten stan i teraz naprawdę potrzebował ochłody i wyjścia na zewnątrz. Kochał zamknięte przestrzenie, ale cały wieczór w ciemności z natłokiem rządowych znajomych...to nie było szczytem jego marzeń.
Odwrócił się więc po raz ostatni do Catrice, uśmiechając się do niej lekko. - Czwartek.- przypomniał jej, wyciągając jednocześnie z kieszeni kartę do drzwi służącą za klucz. Powinien jej to wręczyć za tych kilka dni, ale nie miał przecież nic do ukrycia. No cóż, prawie nic, ale to załatwi już dzisiejszego dnia i będzie mógł kontynuować grę w prawdomównego faceta. - Mogę wtedy być poza zasięgiem, zaczynają się Igrzyska, więc...dzwoń o każdej porze dnia i nocy, gdybyś mnie nie zastała - wsunął kartę w jej dłoń, zaciskając lekko swoje palce na jej nadgarstku.
Mógł się pochylić i pocałować ją w policzek albo przejechać ustami po jej szyi, ale miał wrażenie, że na takie pożegnanie właśnie liczyła. A on wolał się tajemniczo dystansować i odsuwać, niż podawać wszystko na złotej tacy.
Uśmiechnął się więc do niej po raz ostatni i zniknął w tłumie, nie zauważając karteczki w kieszeni spodni. Jeszcze.

zt//mieszkanie Josepha
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Sro Sie 14, 2013 8:22 am

Cat odnosiła wrażenie, że burza śnieżna powoli przycicha. Całe szczęście, miała już nieco dość przebywania w zamkniętej sali, bez prądu, bez świeżego powietrza, za to w towarzystwie osób, które nie sprawiały wrażenia intrygujących. Może to kwestia atmosfery, może alkoholu, który wypiła, ale czuła, że w pomieszczeniu robi się za gorąco. A to nie było dobre.
Uśmiechnęła się łagodnie do Josepha i pokręciła głową, wyraźnie rozbawiona jego uwagą o ocenzurowanych opowiastkach. Ona nie nadawała się na matkę, ale odnosiła wrażenie, że Joseph byłby wspaniałym ojcem. Miał w sobie pewnego rodzaju miękkość, właściwą mężczyznom, którzy są ojcami idealnymi. Nie żeby jej ojciec taki był. Alaric był… Po prostu normalnym ojcem, który może nie podarował jej gwiazdki z nieba, ale nauczył wielu przydatnych rzeczy. Gdy miała cztery latka, zabrał ją na jej pierwsze polowanie i wymazał jej twarz posoką zabitej łani. Miała być cała w zaschniętej krwi tak długo, aż sama nie spadnie. Matka dostała wtedy szału, ale mała Catrice, Catty, jak zwał ją niekiedy ojciec, przez tydzień chodziła dumna jak paw. W tamtej chwili zaledwie czteroletnie dziecko czuło się dorosłą kobietą.
Na przyjęciu wybuchło małe zamieszanie, związane z rozhisteryzowaną dziewczyną i kimś, kogo najwidoczniej poraził prąd. Nieomal się wzdrygnęła; używanie prądu nie było jedną z jej ulubionych metod zabawiania się z ofiarami. Fakt, niekiedy stosowała elektrowstrząsy, ale to były sytuacje wyjątkowe i niezwykle rzadkie – wymagały od niej idealnego wyczucia czasu, które i tak posiadała. Odwróciła na moment wzrok od Salingera i spojrzała przez ramię. Gdzieś tam, na obrzeżach, stał szpital psychiatryczny, teraz już zapewne nieużywany. Kilkakrotnie na prośbę Snowa udostępniono jej salę z odpowiednim wyposażeniem, aby mogła wyciągnąć zeznania z ofiar.
- Masz rację. Spodoba mi się w Twoim mieszkaniu – powtórzyła, wracając do niego spojrzeniem. Jej usta rozjaśnił delikatny uśmiech, mówiący coś na styl: przekonamy się, jak bardzo.
-Idę o zakład, że mają sporo kandydatów, zapewne wielu Zwycięzców żyje. – Ciekawiło ją, kto zajmie miejsce ciężarnej mentorki, i odruchowo skrzywiła się na myśl o dzieciach. Tak, na pewno byłaby fatalną matką.
Joseph podał jej coś. Mały, prostokątny kawałek plastiku. Karta do drzwi.
- Czwartek – powiedział tylko.
Skinęła głową, nie wydając z siebie żadnego dźwięku, gdy zacisnął łagodnie palce na jej nadgarstku. Sprytnie, pomyślała, niejako z uznaniem. Przypadkowo ułożyłeś palce tak, żeby czuć moje tętno…?
- Napiszę do Ciebie w środę wieczorem, o której się zjawię.
Kiedy odszedł, obejrzała uważnie kartę i powąchała ją ostrożnie. Wrażliwy zmysł węchu nie wykrył niczego podejrzanego. Zwykły plastik… No dobra. Westchnęła cicho, pomstując na cały ten bankiet. Nie przepadała za butami na tak wysokim obcasie, zwłaszcza gdy okazją do ich noszenia była gala bez ani jednego krzesła. To było takie… Irytujące. Miała ochotę zsunąć szpilki i o bosych stopach przedzierać się przez śnieg, jaki pokrywał ulice Kapitolu. To z pewnością byłaby miła odmiana po zbyt długim obcowaniu z butami na obcasie. Całe szczęście, nie musiała się tym przejmować dzięki lekarzom.
Zaczęła machinalnie rozplatać włosy, cały czas rozmyślając o Josephie. Znała siebie i swoje sekrety, ale o nim nie wiedziała zbyt wiele. Musiała to nadrobić, ten mężczyzna był stanowczo za bardzo tajemniczy. I za bardzo przystojny. Wspólne mieszkanie mogło być szansą na poznanie się, zaufanie sobie i przyjaźń. Bóg jeden wiedział, jak zależało jej na zwykłym przyjacielu, z którym mogłaby porozmawiać i który pewnie by ją rozumiał.
No cóż, wyglądało na to, że mieszkanie wraz z Josephem będzie całkiem niezłą przygodą.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1915-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t1402-vivian
http://panem.forumpl.net/t1277-vivian-darkbloom
http://panem.forumpl.net/t602-dziennik-vivian
http://panem.forumpl.net/t627-vivian
http://panem.forumpl.net/t2124-vivian-darkbloom
Wiek : 23
Zawód : Architekt z ramienia rządu i archiwistka w jednym
Przy sobie : Dokumenty, telefon, scyzoryk, odtwarzacz mp3, notes
Znaki szczególne : długie, rude włosy, siatki blizn na nadgarstkach, ledwo widoczne blizny na nozdrzach

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Sro Sie 14, 2013 12:16 pm

// z toalety damskiej.

Klucząc pomiędzy ludźmi, zgromadzonymi na sali, Vivian myślała o tym, jak cudownie byłoby cofnąć czas. Ale do którego momentu? To było pytanie, na które nie potrafiła sobie odpowiedzieć, jeszcze nie teraz. Z jednej strony rozważała aspekty życia bez ukochanego, ale z drugiej… Wiedziała, że to byłoby ciężkie. Właśnie w tym tkwił problem – w jej naiwnej wierze, że miłość to uczucie najwyższe, słusznie zresztą wyidealizowane. Tak czuła dotychczas, patrząc z ufnością w oczy mężczyzny, którego darzyła afektem. A co, jeśli to wszystko było kompletnie nadaremne, a ludzie kojarzyli się w pary ze względu na instynkt i seks? W tej chwili… Chyba nie chciała o tym myśleć.
Podeszła do okna i wyjrzała przez nie. Chciała wracać do domu, do swojego łóżka, pobawić się ze zwierzakami, zasnąć i zapomnieć. Ale to nie będzie takie łatwe, nigdy nie jest. Nigdy nie będzie. Nie dla niej.
Zatrzymała kelnera, któremu zwędziła z tacy kieliszek czerwonego wina. Smakowało wybornie, cierpkie, pasujące do nastroju.
Odwróciła się od okna i wpadła na jakiegoś mężczyznę, rozlewając odrobinę wina.
- O matko… - jęknęła, przerażona. – Przepraszam….  
Miała już serdecznie dość wszystkiego. Chciała wpakować się do łóżka, wziąć tabletki nasenne i zasnąć.

// mieszkanie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
Wiek : 21
Zawód : Asasyn

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   Sob Sie 24, 2013 6:29 pm

Wróciła do błądzenia spojrzeniem po sali, a nie otrzymawszy żadnej odpowiedzi po niedługim czasie pożegnała się z Marley, by rozpłynąć się w tłumie. Zgrabnie wyminęła rozhisteryzowaną dziewczynę przedzierającą się przez tłum, która chwilę później wpadła na jej byłą towarzyszkę rozmowy. Dostrzegła to kątem oka, bo i zainteresowała się wydarzeniem, a jednak nie pośpieszyła z żadną pomocą. Wręcz ze zdwojoną troską zadbała o to, by nikt na nią z tej okazji nie zwrócił uwagi. W końcu to nie ona wymagała teraz pomocy. Nawet nieco żal jej się zrobiło dziewczyny, ale był to powód zbyt błahy, by zawrócić i zainteresować się zajściem. Była to już taka godzina, że w miarę bezpiecznie mogła opuścić Ośrodek szkoleniowy i właśnie to zamierzała uczynić.
Przeszła przez całą salę, dopadła drzwi wyjściowych i zniknęła w korytarzach budynku. Jakiś czas później można było ją dostrzec wychodzącą na mróz.

//Mieszkanie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sala bankietowa   

Powrót do góry Go down
 

Sala bankietowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Mała sala bankietowa
» Sala Bankietowa
» Sala Wejściowa
» Sala lustrzana
» Sala Przyszłości

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Po godzinach :: Archiwum :: Lokacje :: Ośrodek szkoleniowy [w trakcie rozbiórki] :: Piętro bankietowe-