IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
You saw her walking over poison ivy leaves...

 

 You saw her walking over poison ivy leaves...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: You saw her walking over poison ivy leaves...   Sro Paź 09, 2013 10:43 pm

Korytarz, którym ją prowadzono, był  długi, pełen pięknych rzeźb. Marmurowa posadzka była idealnie wypolerowana, tak, że dziewczynka mogła widzieć swoje odbicie. Eskortowało ją dwóch Strażników Pokoju, tych samych, którzy przyjechali po nią do Dwójki. Pierwszy raz podróżowała pociągiem. Pierwszy raz w życiu opuściła rodzinny dystrykt.
Nazywam się Catrice Tudor. Mam 12 lat. Pochodzę z Drugiego Dystryktu i za kilka miesięcy będę mogła wziąć udział w Igrzyskach. Moi rodzice są trenerami Zawodowców. Proszę, niech ich pan nie krzywdzi.
Wprowadzili ją przez ogromne, dębowe drzwi do pustej sali balowej, której ściany wyglądały jak wyłożone gładkim i aksamitnym materiałem. W środku były tylko dwie osoby, jakaś kobieta i…
- Dziękuję, możecie wyjść – rozkazał zimnym tonem prezydent Snow.
Skinął dłonią na niepozorną, skuloną dziewczynkę, aby podeszła. Zaledwie to uczyniła, wstał i wskazał dłonią na siedzącą na krześle zakneblowaną kobietę. Dopiero teraz Catrice zauważyła sznur, krępujący nadgarstki.
- Czy wiesz, kim jest ta pani, Catrice?
Zaprzeczyła. Nie pytała nawet, skąd prezydent znał jej imię.
- Ta kobieta sprzeciwiła się autorytetowi. Ukradła coś bardzo ważnego. Coś cennego. Należy ją ukarać, prawda?
Przytaknęła.
- Zabij ją.
Słowa padły znienacka, ciche, ale jednak niesamowicie wyraźnie. Dwa słowa, a od jej posłuszeństwa mogły zależeć losy całej rodziny. Zamknęła oczy na sekundę, a gdy znów je otworzyła, wiedziała, co robić. Podeszła do uwięzionej kobiety i delikatnie pogłaskała ją po włosach, nie reagując na słane w jej stronę rozpaczliwe spojrzenia i stłumione przez knebel jęki.
Skręciła kark kobiety jednym płynnym ruchem.
W oczach Snowa błysnęło zadowolenie.
- Grzeczna dziewczynka.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: You saw her walking over poison ivy leaves...   Pią Cze 19, 2015 12:39 am

2276.


Gdy pojawili się po raz drugi, przebywała na hali treningowej. Pod bacznym okiem ojca pokonywała tor przeszkód, używany przez trenerów do poprawy kondycji i zwinności Zawodowców. Chwilowo przebywało ich tutaj jedynie dziewięciu; skupieni w małych grupkach ćwiczyli strzelanie z łuku i kuszy przy asyście matki Catrice i innego trenera.
Skończywszy kolejny etap, już ostatni, dziewczynka ruszyła ku początkowi trasy, nie reagując na rozbawione spojrzenie ojca, który proponował chwilę odpoczynku. Pod cienką, przybrudzoną treningową koszulką czuła strużki potu, biegnące w dół pleców wzdłuż kręgosłupa. Który to już raz w ciągu dzisiejszego dnia ćwiczyła na tym torze? Straciła rachubę. Liczyła się każda chwila, nawet ułamek opóźnienia był jednoznaczny ze śmiercią na arenie. Nie chciała być tylko dobra; chciała być najlepsza, najszybsza, najzwinniejsza.
Skupiona na swoim zadaniu, nie reagowała na otoczenie. Dopiero dźwięk głosu matki, w którym brzmiały jakieś ostrzegawcze tony, sprawił, iż Catrice uniosła niechętnie głowę. Zamarła, dostrzegając dwie znajome sylwetki.
Wrócili.
Wyprostowała się i pochyliła głowę, oczekując. Nie obchodziło jej niedowierzanie, wymalowane na twarzy ojca. Nie dbała o matkę, która błagalnie patrzyła na swoją najstarszą pociechę, swoją córkę, oczko w głowie. Nie interesowała się grobową ciszą, która zapadła, gdy pojawili się dwaj mężczyźni, ubrani w eleganckie stroje; ich przynależność do stolicy definiowały nie tylko szyk, ale i niecodzienny makijaż, będący rzadkim widokiem w Dwójce. Catrice miała wrażenie, że nagle wszyscy porzucili swoje zajęcia; nie słychać było już świstu strzał i śpiewu napiętej cięciwy. Oczy wszystkich skierowane były na obcych, którzy patrzyli na Cat.
Poprzednim razem zabrano ją z domu, tym razem zaś miała zostać zabrana na oczach Zawodowców. Kto wie, być może niektórzy z nich byliby lepsi od niej – tego nie wiedziała. Popatrzyła na ojca ze spokojem, jakby chcąc powiedzieć mu, że wróci. Cała i zdrowa, jak poprzednim razem. Nie zaszczyciła spojrzeniem ani matki, ani kogokolwiek innego, gdy mijała zgromadzonych na hali ludzi. Uśmiechnęła się do mężczyzn i pozwoliła, by ją wyprowadzili.

(kilka godzin później)
- Wiesz, kim jestem? – zapytał ciemnoskóry mężczyzna, siadając naprzeciwko niej. Wyglądał dostojnie w swoim (zapewne) skrojonym na miarę garniturze, pod krawatem i z piękną haftowaną chustką, której rąbek wystawał z kieszeni marynarki.
Wyglądała przy nim jak dziewczynka żebrząca na skraju podupadłego miasta; ubrana w prosty, ciemny sweter i spodnie, które otrzymała w pociągu. Nie pytała, skąd znali jej wymiary ani preferencje; zaufała mężczyznom, którzy po raz drugi zawiedli ją do Kapitolu. Jej rozmówca miał przenikliwe spojrzenie, które spodobało się pannie Tudor; czyniło go podobnym do jastrzębia w chwili, w której pikuje, by pochwycić swoją ofiarę.
Pokręciła głową, nie znając jego tożsamości.
- Należę do grona najbliższych i zaufanych pracowników prezydenta naszego kraju… Którego miałaś okazję już poznać.
Potwierdziła jego słowa skinieniem; doskonale pamiętała wyraz twarzy prezydenta i jego uśmiech, gdy skręciła kark obcej kobiecie.
- Zapewne zastanawiasz się, dlaczego tu jesteś.
Uniosła lekko brew.
- Prezydent Snow pokłada wielkie nadzieje w młodych ludziach, Catrice –nie pytała, skąd zna jej personalia; bardziej zastanawiała ją niespodziewana miękkość, jaka pojawiła się w chwili, gdy wymówił imię. –Młodych ludziach, takich jak Ty, zdolnych i obdarzonych… Pewnymi talentami, które należy rozwijać. Nad którymi należy sprawować pieczę i pilnować, aby rozkwitły.
Mówił dalej, ale nie słuchała. Skupiła się bowiem na detalach; na rozszerzających się nozdrzach, gdy oddychał. Na grze mięśni twarzy, gdy mówił. Na częstotliwości mrugnięć, gdy patrzyli sobie w oczy. I wreszcie – na delikatnym pulsowaniu tętnicy, widocznym na szyi. Wiedziała, iż mężczyzna ma świadomość, że na niego patrzy.
Padło pytanie. Ale czy na pewno było ono pytaniem? Raczej krótkim ciągiem słów, nadzwyczaj prostym i zrozumiałym nawet dla kogoś, kto nie myślał tak, jak Catrice. Słowa te niewątpliwie wprawiłyby w przerażenie jej rodziców; w przypadku matki otarłoby się to o histerię.
Posłała mężczyźnie lekki uśmiech, jeszcze niewinny, typowy dla małej dziewczynki.
I skinęła głową. Bez wahania.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: You saw her walking over poison ivy leaves...   Pon Lip 27, 2015 5:59 pm

2276-2277


Stała przed ogromną konsolą, na której co rusz migały poszczególne klawisze. Za jej plecami znajdowało się ogromne lustro. Doskonale wiedziała, iż za nim kryją się ludzie, obserwujący każdy jej ruch. Była jednak zbyt skupiona na swoim zadaniu.
Smukłe palce bez chwili wytchnienia poruszały się po klawiaturze, wskazując elementy, które miała ze sobą połączyć. Plansza za planszą, już od kwadransa ćwiczyła pamięć - miała być perfekcyjna i współgrać z jej idealnie wyćwiczonym ciałem. Ciałem mordercy, duszą sadysty. Dziecko, którym kiedyś była, zniknęło, przytłoczone wiedzą, jaką nabyła w ciągu ostatnich jedenastu miesięcy. Tyle właśnie minęło od momentu, w którym powiedziała jedno słowo, dzięki któremu sporządzono niepisany kontrakt; na jego mocy Catrice przystąpiła do szkoleń, które miały uczynić z niej wiernego sługę rządu.
W pomieszczeniu, które kryło się za weneckim lustrem, przy niewielkim stole siedzieli doradcy Snowa, z zafascynowaniem patrzący na to, jak niespełna trzynastoletnia dziewczynka bez chwili wytchnienia ćwiczy. W ciągu ostatnich miesięcy obserwowali ją w trakcie każdego treningu. Niektórzy z nich nadal nie potrafili uwierzyć w obecność tego dziecka, uważając ideę nieletniej morderczyni za bluźnierstwo - w tym kraju niejedna osoba była w stanie bez żadnego przygotowania wykonywać ten niewdzięczny fakt; a jednak prezydent Snow osobiście wskazał Catrice Tudor, tym samym tworząc z niej swoją protegowaną. Nie mieli prawa jednak kwestionować wyboru głowy państwa, dlatego też poczuwali się do obowiązku kontrolowania dziewczyny, którą poddawano regularnym, ciężkim treningom.
Była obserwowana uważnie, ilekroć jej noga stawała na zaprojektowanej specjalnie w tym celu hali treningowej. Kiedy strzelała z broni palnej, łuku czy kuszy, gdy walczyła mieczami, sztyletami i kijami, gdy uczono jej wspinaczki, wiązania węzłów i rozróżniania roślin. Wyglądało to niemalże tak, jak szkolenia trybutów do Igrzysk… Ale przez cały okres istnienia Głodowych Igrzysk żaden trybut nie zabił trenera.
Ale ona nie była trybutką.
Nie można było powiedzieć, że było to dzieło przypadku; kimkolwiek był ten mężczyzna, musiał narazić się państwu i osobie nim rządzącej. Stało się to w czasie treningu, na którym dwoje trenerów miało nauczyć ją duszenia ofiary. Można by nawet rzec, że ofiara sama jej się podłożyła…
- Obejmij jego szyję, o, tak. Dobrze – skwitował trener, gdy Catrice stanęła za siedzącym na krześle trenerem i pochyliła się, przedramieniem naciskając na jego szyję. – A teraz naciskaj… Aż poczujesz, że ucieka z niego życie… wtedy puść.
Uśmiechnęła się chytrze; ten uśmiech nie pasował do dwóch warkoczyków, opadających na plecy drobnej dziewczynki. Nacisnęła przedramieniem, tak, jak nakazał trener; mocno, bez wahania, czując rosnące podekscytowanie.
Mężczyzna w średnim wieku obserwował z zaskoczeniem, jak to dziecko naciska coraz mocniej i mocniej, sprawiając, że twarz jego przyjaciela czerwienieje z wysiłku, jakim nagle stało się oddychanie. Usiłował zainterweniować, lecz jeden ze Strażników Pokoju, obecny na sali, zastąpił mu drogę.
Siedzący na krześle trener z coraz to większym trudem walczył o każdy oddech; jego zaciśnięte w pięści dłonie coraz słabiej uderzały w prawe przedramię Catrice, aż opadły, gdy ciałem wstrząsały ostatnie drgawki, jak gdyby usiłował zaczerpnąć tchu.
Zwłoki opadły na posadzkę, wydając cichy odgłos, gdy dziewczynka odsunęła się, patrząc wyzywająco na drugiego trenera. Mężczyzna spuścił wzrok, nie patrząc na nią, wciąż powstrzymywany przez Strażnika.
Siedzący w pomieszczeniu mężczyźni spojrzeli po sobie w milczeniu, aż w końcu najbliższy doradca prezydenta oderwał wzrok od lustra weneckiego i wypowiedział dwa słowa:
- Jest gotowa.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the leader
avatar
http://panem.forumpl.net/t1914-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t741-catrice
http://panem.forumpl.net/t1285-catrice-tudor
http://panem.forumpl.net/t1231-you-saw-her-walking-over-poison-ivy-leaves
http://panem.forumpl.net/t740-catrice
http://panem.forumpl.net/t3453-kwatera-catrice-tudor#55562
Wiek : 20
Zawód : Strażnik Pokoju [dawniej morderca]
Przy sobie : Mundur, kamizelka kuloodporna, krótkofalówka, telefon komórkowy. Broń palna, dwa magazynki, paralizator,
Znaki szczególne : BIały mundur, długie włosy, słodki uśmiech, zawiązany czarny męski krawat na prawym nadgarstku
Obrażenia : -

PisanieTemat: Re: You saw her walking over poison ivy leaves...   Pią Wrz 18, 2015 7:03 pm

Listopad 2283

Obserwowała ich od dłuższego czasu, w każdej wolnej chwili, której nie musiała poświęcić na cokolwiek związanego z pracą na posterunku. Doprowadzając organizm na granice wykończenia, dniami i nocami czatowała w okolicach kamienicy, położonej blisko granicy getta. Obserwując… i czekając. Przez cały ten czas zdążyła się nieźle wynudzić – minęło bowiem sporo czasu, nim po raz pierwszy zauważyła ruch przy budynku.
Nocami lub nad ranem przy bramie kamienicy pojawiali się ludzie, zostawiający coś przy drzwiach i natychmiast uciekający. Obstawiała dostawy posiłków – bo i co innego, w końcu dostawy prądu były tutaj wyjątkowo nieregularne. Jednak musiała przyznać Larousse, że miał niezły łeb – ze wszystkich budynków, jakie znajdywały się na terenie getta, udało mu się grzać tyłek w takim, którego nie otaczały kamery.
Były za to gruzowiska, w których kryła się Catrice, obserwująca i zapisująca wyniki owych obserwacji w małym notesiku, który znalazła w trakcie robienia porządków w jednym z gabinetów. Pytała o właściciela tak długo i natrętnie, że w końcu wszyscy machnęli ręką i pozwolili dziecku przywłaszczyć sobie nową zabaweczkę – obecnie kopalnię wiedzy odnośnie tego, co działo się w okolicach kamienicy. Bo dziecko, jak na płatnego zabójcę przystało, lubiło gromadzić informacje, a następnie je wykorzystywać. Dlatego też, ilekroć dostrzegała kogoś, kto mógłby być potencjalnym wspólnikiem duetu Larousse-Heavensbee, notowała skrzętnie wszystko – wygląd, zachowanie, co przyniesiono, co wyniesiono, ile trwał pobyt w kamienicy. Szczęściem, mieszkała całkiem niedaleko (o ile tę ruderę dało się nazwać mieszkaniem), a w trakcie pracy dawała radę przekazywać Argentowi co ważniejsze informacje, oczekując momentu, w którym zacznie się zabawa.
Doskonale pamiętała minę Blaise’a, który wyjaśnił jej, że to wesoły duecik stał za śmiercią Savannah Vernon i Alex Morrigan. Wiedziała, że za jego prośbą o umieszczenie jej na Posterunku stoi nieme przyzwolenie – zerkaj do dokumentów, zapamiętuj informację, podpiernicz jakąś broń… Nie daj się przyłapać. I tego miała zamiar się trzymać, gwarantując mężczyźnie dostęp do danych, w których posiadaniu się znalazła. On i jego partnerka (wspomniał o niej mimochodem, chyba Arrington?) mieli dotrzeć do Larousse za pośrednictwem Catrice, której mogło to zagwarantować powrót do normalnego życia, które kiedyś wiodła – o ile była morderczyni, dopiero wkraczająca w dorosłość, ma szanse na coś takiego.
Uniosła głowę akurat w chwili, w której drzwi kamienicy otworzyły się, a na zewnątrz wyjrzał mężczyzna. Z tej odległości, nie była w stanie określić jego wieku, musiałaby podejść bliżej. Poczekała, aż jej intruz zniknie wewnątrz budynku – wiedziała, że za pięć, najdalej dziesięć minut wyjdzie znowu, tym razem po to, by obejść budynek. Dlatego też wydostała się z gruzowiska i sprintem podbiegła do kamienicy, przylegając do ściany i czekając.
Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. I jeszcze raz, i znowu, i znów… Aż usłyszała kroki. Jej dłoń zacisnęła się na małym, długim przedmiocie, który miała w kieszeni płaszcza. W miarę zbliżających się kroków, wyciągnęła ów rzecz z kieszeni, szykując się do zadania ciosu.
Mężczyzna, wyłaniający się z zakrętu, otworzył usta do krzyku, nie zdążył jednak; Catrice z całą siłą wbiła metalowy długopis w skroń człowieka, wkładając w cios całą siłę. Słowa zamarły na ustach człowieka, który nie zdążył podnieść alarmu. Zdołał jedynie osunąć się na ziemię i skonać, patrząc na dziewczynę z zaskoczeniem. Uśmiechnęła się lekko z satysfakcją i odwróciła w stronę gruzowiska. Gdy jej oczy napotkały znajome spojrzenie Blaise’a, skinęła głową i wsunęła się do środka budynku, pewna tego, że za moment ten mały oddział ruszy za nią. Gdy Argent znalazł się tuż obok, bez słowa uniosła głowę, wskazując mu schody na piętro.
Kilka chwil, nie więcej; kilka chwil, kilkadziesiąt oddechów i byli już na piętrze, dokładnie w tym miejscu, w którym Anthony Larousse miał swoją kryjówkę. Catrice pochwyciła spojrzenie Blaise’a, któremu towarzyszyło kilku Strażników Pokoju, i z rąk jednego z nich odebrała niewielką paczkę. Znajomy ciężar noża o potrójnym ostrzu był kojący, i tę właśnie broń wybrała do wyeliminowania Larousse i jego towarzyszki.
Pozwoliła, by Argent i jego ludzie zaatakowali Anthony’ego; ona sama zaś zajęła się Heavensbee, chichocząc cicho, gdy była członkini rządu nieporadnie broniła się przed kolejnymi ciosami noża. Biegła w swojej sztuce Catrice w końcu wbiła nóż w szyję kobiety, przecinając aortę. Gdy Charlotte umierała, zajęła się kolejnymi dwiema osobami, nieco zbyt otępiałymi, jednak stanowiącymi godnych przeciwników. Paradoksalnie, ta walka sprawiła jej więcej radości, niż jakakolwiek inna bójka od chwili wylądowania w getcie. Kilka beztroskich chwil, ciosów i uników – tylko tyle wystarczyło, by dwóch mężczyzn dołączyło do grona tych cudownych duszyczek, które zabijała panna Tudor.
Kiedy Larousse był przesłuchiwany, dziewczyna krążyła po pomieszczeniu, oglądając zgromadzone w nim przedmioty; wśród nich nie było żadnego, który mógłby uznać za zbędny… zwłaszcza, gdy wzięło się pod uwagę to, kto właściwie je gromadził. Ilekroć jaśnie pan staruszek nie kwapił się z odpowiedzią, jeden ze Strażników ustępował miejsca Cat, która z radosnym uśmiechem zadawała kilka wykwintnych ciosów. Twarz, okolice nerek, krocze… To była naprawdę bolesna godzina dla Larousse, ale cudowna dla dziewiętnastolatki.
- Catrice? – głos Blaise’a wyrwał ją z chwilowego zamyślenia.
Podeszła do niego, kątem oka oceniając stan Larousse. Był na wykończeniu; potrzebował już tylko ostatecznego ciosu, dzięki któremu mógłby przenieść się do krainy radosnego życia po śmierci – o ile, rzecz jasna, takowe miejsce istniało.
- Powiedział wszystko, co powinien? – upewniła się tylko, a gdy potwierdził jej domysły skinieniem głowy, posłała mu lekki uśmiech.
Ktoś mógłby powiedzieć, że panna Tudor była nieźle sieknięta, skoro uśmiechała się na myśl o zabijaniu; ona jednak była do tego przyuczona, była tak ukształtowana. Uśmiechała się nadal, gdy wycierała nóż o połę swojego płaszcza, zbliżając się do pobitego Larousse. Uśmiechała się, pochylając się nad nim i zmuszając, by na nią spojrzał.
- Pozdrów ode mnie Seraphine, zobaczysz ją lada moment – powiedziała tak cicho, że usłyszeli ją tylko Blaise i jej ofiara.
Uśmiechała się, wbijając nóż w jego serce; tak głęboko, że ostrze utkwiło w ciele aż po trzon. Larousse wydał ostatnie tchnienie, a ona wyprostowała się i spojrzała na Argenta z zastanowieniem.
Miała nadzieję, że pamiętał o swojej obietnicy.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: You saw her walking over poison ivy leaves...   

Powrót do góry Go down
 

You saw her walking over poison ivy leaves...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje-