IndeksIndeks  UżytkownicyUżytkownicy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  
Reminiscencja

 

 Reminiscencja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Reminiscencja   Czw Sie 15, 2013 8:03 pm



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Reminiscencja   Sob Lip 12, 2014 2:49 am

30 czerwca 2273

Stałem pod drzwiami wahając się przed jakimkolwiek ruchem. Plecak ciążył mi nieprzyjemnie, jego ramiona wpijały się w ciało, leżąca u stóp torba też nie była najlżejsza, ani najwygodniejsza do niesienia. Jednak nie miałem co marudzić. To był cały mój dobytek. Wszystko, co zabierałem ze sobą na te dziesięć miesięcy, w które mogłem uwolnić się od domu. Nie wracałem tu nawet na święta.
Uwielbiałem moją szkołę, internat, w którym mieszkałem już od przeszło dwóch lat, to miejsce było dla mnie prawdziwym domem, w przeciwieństwie do mieszkania, które znajdowało się za tym progiem.
Nienawidziłem wakacji. Byłem w sumie jedyną osobą wśród znanych mi ludzi, która z premedytacją mogła powiedzieć, że powrót do rodziny był dla mnie totalną tragedią. Te dwa miesiące, które tutaj miałem spędzić jawiły się przede mną niczym największa katastrofa. Mimo iż już załatwiłem sobie pracę. Mimo iż większość czasu i tak miałem spędzać gdzieś w Kapitolu.
Westchnąłem i – w końcu – sięgnąłem po klucze, by wreszcie otworzyć zamek. Nacisnąłem na klamkę i otworzyłem drzwi, kilkoma kopnięciami przepychając torbę przez próg do przedpokoju. A potem wszystko za sobą zamknąłem i – jak najszybszym krokiem skierowałem się w stronę swojego pokoju.
Drzwi na korytarz, niestety, trzasnęły z powodu przeciągu.
- Jack, to ty?
Tak jak myślałem jej głos był już bełkotliwy, mimo iż nie minęło nawet popołudnie musiała być już pijana. Zacisnąłem zęby i przyśpieszyłem kroku, starając się ją ignorować. Nienawidziłem gdy tak robiła. Pieprzona baba, dobrze wiedziała, że nikt poza mną nie ma kluczy do tego mieszkania. Że dzisiaj jest dzień mojego powrotu.
- Jackuś, skarbie, chodź no tutaj!
Zatrzymałem się i odetchnąłem głęboko parę razy, wciągając i wypuszczając powietrze przez rozchylone usta. Staraj się ją ignorować. Otworzyłem drzwi do pokoju – przez cały czas podczas mojej nieobecności był on zamknięty na klucz – po czym cisnąłem rzeczy na zakurzone łóżko. Musiałem tutaj posprzątać, najlepiej do wieczora, nie zamierzałem spać w takim syfie.
- Nie słyszysz, dzieciaku, matka Cię woła!
Drgnąłem na dźwięk obcego męskiego głosu, odwracając głowę w stronę znajdującej się kawałek dalej sypialni. Kiedy mnie nie było matka musiała znaleźć sobie kolejnego faceta, z którego doiła pieniądze na alkohol, sprzedając w zamian siebie. Skrzywiłem się z obrzydzeniem na samą myśl.
- Jack, chodź tutaj, natychmiast!
Warknąłem wkurwiony, po czym wyszedłem z pokoju trzaskając drzwiami i szybkim krokiem wparowałem do salonu. Siedziała tam, wyraźnie już zalana, z jakimś obleśnym gościem, bezczelnie zaciskając swoje brudne łapska na jej pośladkach, zupełnie nie przejmującym się, że w obecności syna należałoby przestać zabawiać się z kobietą. Poczułem narastającą wewnątrz trzewi furię. Tym większą, gdy zobaczyłem ten błysk szyderstwa w oczach skurwiela.
- O co chodzi?
- Przywiozłeś coś swojej ukochanej mamusi?
Niedobrze mi się zrobiło na widok jej spojrzenia, na dźwięk tego pełnego oczekiwania głosu. Dobrze wiedziałem czego ode mnie chciała i wcale nie zamierzałem jej tego dawać. Nigdy w życiu ta kobieta nie dostanie ode mnie nawet kropli alkoholu.
- Jestem niepełnoletni, nie sprzedaliby mi wódki – burknąłem łapiąc się najbardziej banalnej wymówki.
- Nie pierdol, dzieciaku, to Kapitol, nie wmówisz mi, że taki szczyl jak ty nie byłby w stanie załatwić jakiegoś picia.
Odsłoniłem zęby w grymasie wściekłości i zacisnąłem pięści z całej siły, próbując powstrzymać się przed rzuceniem się na tego oblecha. Mógłbym mu wybić zęby, zniszczyć jego paskudny uśmieszek, połamać mu palce, którymi ważył się obmacywać moją matkę. Zamiast tego jednak stałem w miejscu, próbując się uspokoić, oddychając ciężko przez usta i gromiąc dwójkę dorosłych siedzących na kanapie.
- Jednak nie dałem rady niczego zdobyć.
Niezadowolenie w jej oczach było aż nader wyraźne. Ledwo powstrzymałem się od pogardliwego prychnięcia, nie miałem ochoty na wdawanie się w kolejną pyskówkę.
- Mogę już iść? Muszę posprzątać pokój.
Jeszcze przez chwilę patrzyli na mnie, z wyrzutem, gniewem, jakbym ja był winny całemu złu tego świata, w końcu jednak stracili zainteresowanie moją osobą, sięgając bo jedną ze stojących na stole butelek. W momencie w którym okazało się, że nie poszerzę ich zapasów stałem się dla nich bezużyteczny. I bardzo dobrze, przynajmniej miałem spokój. Skrzywiłem się po raz ostatni, po czym wsunąłem ręce w kieszenie i wycofałem się do pokoju, zamykając go na klucz od środka. Z plecaka wyciągnąłem kupione po drodze środki czystości oraz laptop, po czym puściłem kilka kawałków, które chłopacy zgrali mi na dysk przed wyjazdem i zabrałem się za sprzątanie. Jeśli chciałem wieczorem położyć się w wysprzątanym pokoju, z wypakowanymi już wszystkimi rzeczami musiałem się sprężyć.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
the civilian
avatar
http://panem.forumpl.net/t1073-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1075-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1290-jack-caulfield
http://panem.forumpl.net/t1080-reminiscencja
http://panem.forumpl.net/t3249-caulfield#51058
Wiek : 26
Zawód : Speaker w radiu
Przy sobie : paczka papierosów, zapalniczka, odtwarzacz mp3, scyzoryk, dokumenty, telefon komórkowy,

PisanieTemat: Re: Reminiscencja   Sob Lip 12, 2014 2:36 pm

15 lipca 2273


Wytarłem ręce, po czym z westchnieniem oparłem się o blat stołu,  starając się nie patrzeć na resztki krwi spływające do odpływu zlewu. Ból przestał już być tak bardzo uciążliwy, mogłem spokojnie oddychać, nie narażając się na jego ostre igły, wbijając się niemal wprost w mój mózg. Miałem szczęście. I to pieprzone szczęście. Tamten debil nie potrafił dobrze uderzać, dlatego mój nos nie był złamany. Uszkodził mi w nim trochę naczyń krwionośnych, obił łuk brwiowy, rozciął wargę, poza tym jednak mój stan prezentował się zaskakująco dobrze.
No może oprócz tych pieprzonych zawrotów głowy, które odzywały się przy każdym gwałtowniejszym ruchu.
Zacisnąłem zęby i odbiłem się od szafki rezygnując z oparcia, po czym ostrożnym krokiem skierowałem się w stronę lodówki, przykucnąłem i wyciągnąłem z zamrażalnika woreczek z kostkami lodu. To zdecydowanie się przyda, zapobiegnie powstawaniu opuchlizny, znieczuli uszkodzoną skórę.
Przyłożyłem wszystko do twarzy, po czym odetchnąłem z ulgą.
Trzask zamykanych drzwi, ciche kroki, podniosłem głowę zerkając na zegarek wiszący w kuchni. Kurwa, matka już wróciła z pracy.
- Jack? Co tu się stało?!
Miała trzeźwy głos, wyjątkowo trzeźwy jak na nią, co prawda dobrze wiedziałem, iż w pracy zawsze udaje przykładną i ułożoną rodzicielkę, jednak zazwyczaj wystarczyło, że wyszła z zakładu i już, pierwsze co robiła to spacer do pobliskiego monopolowego po jakąś połówkę. A najlepiej kilka, po co się oszczędzać.
Podniosłem się powoli i wyszedłem z pomieszczenia do przedpokoju, wiedząc, że przed tym starciem nie ucieknę. Matka stała jeszcze w kurtce, z wyjściowymi butami na nogach, w ręku trzymała butelkę piwa, jednak ta nie była nawet otwarta. Jej wzrok skakał po burdelu jaki panował w salonie. Przewrócone krzesła, zrzucone ze stołu rzeczy. Nie miałem czasu tego posprzątać, musiałem najpierw doprowadzić siebie do ładu. Gdybym tylko był świadomy tego, która jest godzina.
- Gdzie Albert? I co to ma, kurwa, być? Co ty tutaj narobiłeś?
- Wyrzuciłem go – odpowiedziałem obojętnie, przesuwając torebkę z lodem trochę wyżej. Głowa zaczynała pulsować mi tym najmniej przyjemnym rodzajem bólu.
- Co proszę? Co zrobiłeś?!
- Wyrzuciłem tego skurwiela. Próbował nas okraś, do cholery. Następnym razem zastanów się kogo sprowadzasz do domu… mamo – parsknąłem, ostatnie słowo wypowiadając z pogardą.
To ją wreszcie otrzeźwiło na tyle, by w końcu spojrzała na mnie. Jej oczy błyszczały od wściekłości ukierunkowanej, co oczywiste, w moją stronę. Nienawidziła mnie w tym momencie, za pozbawienie jej kochanka, za odcięcie od źródła z którego mogła wyciągać kasę. Czy naprawdę była tak głupia, iż nie widziała, że facet zabierał to co należało do nas. Odwróciłem się chcąc wycofać się do pokoju, jednak nim zdążyłem zrobić krok jej dłoń opadła na moje ramię. Zatrzymałem się gwałtownie.
- Co Ci się stało w twarz?
Gdybym nie znał jej tak dobrze może uwierzyłbym w tę troskę, która na chwilę zabłysła na jej twarzy, gdy zmusiła mnie do odsunięcia od głowy torebki z lodem. Powoli puchnący rozcięty łuk brwiowy zaprezentował się w całej okazałości. Tak samo siniak rosnący pod moim okiem, napuchnięta rozwalona warga i resztki zaschniętej krwi pod nosem.
- On Ci to zrobił?
- Wierz mi, mamo, on skończył w o wiele gorszym stanie.
Stałem tak jeszcze chwilę, patrząc na nią z niechęcią w oczach, czekając aż wreszcie cofnie rękę, a gdy to zrobiła wzruszyłem ramionami, odwróciłem się na pięcie i zaniknąłem w pokoju, zamykając za sobą drzwi. Tam też natychmiast rzuciłem się na łóżko i zamknąłem oczy, licząc na to, że może uda mi się zasnąć, a gdy się obudzę ból i zawroty głowy jako tako znikną. Sen jednak nie chciał nadejść, leżałem więc, raz po raz przywołując w myślach moment, w którym moja pięść łamała nos Alberta. Nieprzyjemny dźwięk pękającej kości, bluzgająca na palce ciepła krew, to wszystko napawało mnie dziką satysfakcją. Tak samo jak wyraz twarzy mężczyzny, gdy wreszcie zdał sobie sprawę, że ciężar ciała i siła to nie wszystko, był pijany, miał spowolnione ruchy, nie miał szans w bójce, w którą wdał się na własne życzenie. A mógł wyjść za pierwszym razem, póki jeszcze grzecznie prosiłem go o opuszczenie lokalu.
Późnym wieczorem, gdy postanowiłem wreszcie wyjść z pokoju, po całym mieszkaniu roznosił się już charakterystyczny zapach alkoholu. Zajrzałem do sypialni, a widok śpiącej matki, skulonej na kanapie, przyciskającej do siebie pustą butelkę po wódce wydusił ze mnie kolejne długie westchnienie. Cofnąłem się do jej pokoju, skąd zabrałem jakiś ciepły koc, po czym wróciłem do pomieszczenia, okryłem ją szczelnie, otworzyłem okno by wywietrzyć mieszkanie i zabrałem się za sprzątanie.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Reminiscencja   

Powrót do góry Go down
 

Reminiscencja

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Panem et circenses :: Rejestr Ludności :: Osobiste :: Retrospekcje-